IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Nabór na stanowiska Mistrzów Gry! Rekrutacja na GG: 2785425!
Pomoc dla nowych graczy

Lista aktywnych Mistrzów Gry:
Kamys 5/3 | Izdurbal Tenshi - 3/4 | Kuchiki Kyosuke - 6/3
CZaras – 2/3 | Shadow - 1/1 | Kaz- 1/1 | Kovacs - 0/1 |
Watanabe no Tsuna
- 2/3* (możliwe dodatkowemiejsce o ile KP zainteresuje, zaś gracz będzie aktywny)


Share | 
 

 Bar "Pod Psem" - siedziba

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Bar "Pod Psem" - siedziba   Nie 4 Sie 2013 - 8:09

-Dać ci wstać? Błagam. Nie jestem głupia. Wtedy mógłbyś coś zdziałać. Gadaj. Gdzie. Jest. Szczur. - Syknęła w sposób sugerujący, że błędna odpowiedź może go kosztować co najmniej parę ran szarpanych. By jej stanowisko przybrało na sile docisnęła go nieco mocniej do podłogi.

I znów ktoś kogo uznawała za łowcę okazał się tanią parodią, nic nie znaczącą, udającą Łowcę, istotą. Żenujące. Oczywiście jej osąd nie był sprawiedliwy. Gdyby nie sytuacja, gdyby nie chodziło o stado nigdy nie odważyłaby się na niego skoczyć. Bała by się za bardzo, za bardzo przerażałby ją jej wygląd, ale teraz to Instynkt przejmował kontrolę, to Instynkt rwał świadomość i zagłuszał zdrowy rozsądek. Żądny krwi i wściekły jak nigdy wcześniej. Gdyby nie stalowy, mentalny łańcuch, na którym go trzymała już dawno rozszarpałaby kapelusznika.

- Łucznik był tylko przynętą tak? Porwałeś go, wolałeś mieć go od razu, tak? Myślałeś, że załatwisz to za moimi plecami? Że nie wytropię go? Rozerwę cię, rozszarpię... - ciemna furia powoli zalewała jej umysł. - Oddawaj moje stado! GDZIE ON JEST?! - Teraz docisnęła z siłą wystarczającą by przeciętny człowiek zaczął krwawić z ran zadanych pazurami, a ogon powoli owinął się wokół jego szyi cały czas w taki sposób, że mogła zakończyć jego żywot jednym ruchem. Nie mogła pozostawić mu żadnych szans na odzyskanie kontroli.

"Poszło za łatwo." - Pomyślała Świadomość, a Ostrożność zamruczała z uznaniem dla tego spostrzeżenia. Niestety śliniący się Instynkt teraz był zajęty czym innym i nie słuchał. To mogło się źle skończyć, ale kontrolę przejęła ciemna maź i nic nie dało się na to poradzić. Świadomość w parze z Ostrożnością powoli tonęły w lepkiej ślinie Instynktu.

Pysk Duch rozwarł się pokazując pełen garnitur zębów, między którymi widać było resztki krwi. Gęsta ślina lepiąca zęby spłynęła z jej pyska, gdy jęzor wysunął się i kapnęła na kark mężczyzny. Już wiedziała, że za moment może stracić kontrolę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kamys





Oddział : Dywizjon 11
Mistrz Gry : Izdurbal

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/290  (102/290)
Punkty Reiatsu:
41/156  (41/156)

PisanieTemat: Re: Bar "Pod Psem" - siedziba   Nie 4 Sie 2013 - 10:17

Tak... Czy tak marna istota mogła być łowcą ? Dał się zajść jak ludzkie, głupie dziecko. Nie było żadnego sensu aby go podziwiać, czy się bać. Duch wciąż czuła ten hipnotyzujący zapach, który na raz kazał jej uciekać i zostać w pobliżu kapelusznika bez kapelusza. Robiło się duszno i ciepło, sytłację uratował chłodny wiatr wpadający do pokoju.
Uderzyła nim po raz pierwszy, a on w odpowiedzi cicho jęknął. W jego oczach wciąż nie było ani grama strachu. Kiedy docisnęła go po raz drugi pazury rozerwały ubranie i wbiły się w ciało. Duch poczuła ciepłą, lepką krew na palcach.
Ciarki przeszły po jej plecach, słodki zapach kusił i odstraszał na raz. Wtedy zaczęła odpływać, macki mroku powoli się wokół niej owiły. Ostania rzecz którą dostrzegła to wesoły uśmiech pełen białych zębów na twarzy kapelusznika i dwoje czerwonych oczu.

Straciła kontakt z rzeczywistością. W jej głowie zaczęły pojawiać się obrazy, przemykały jednak tak szybko że z ledwością zdołała dostrzec cokolwiek. Widziała tak wiele rzeczy, że sama nie była pewna co to. W pamięci zapadło jej jedynie niemowlę w ramionach matki, brązowowłosa dziewczynka przed wielkim cytrynowym tortem, dziewczyna z zielonym plecakiem na ramionach. Ciemnowłosy chłopiec który pomagał jej wstać. Później ta sama dziewczyna i chłopak siedzieli nad wodą. Następnie dziewczyna zerkała na swój palec serdeczny i na pierścionek zaręczynowy. Na kolejnym ujęciu tulili się do siebie uśmiechnięci i szczęśliwi... Wszytko było niewyraźne, pozbawione szczegółów. Poza ujęciem ostanom...  Duch widziała wszytko z oczu dziewczyny z pierścionkiem, czuła jej ból i smutek. Widziała jak leży na ziemi w kałuży. Ciężkie krople deszczu uderzały w jej ciało. Brzuch przeszywał potworny ból, czuła ciepło uciekające z ciała. Wyciągała rękę w stronę ciemnowłosego, przystojnego młodego mężczyzny który nieprzytomny leżał na ziemi. Słyszała syreny policyjne...
Coś uderzyło w jej plecy wywołując kolejną fale bólu, później jeszcze raz i jeszcze raz. Płakała, krzyczała... Umierała. Udało się jej zerknąć lekko na bok. Ostatnią rzeczą jaką widziała był biały rozwarty pysk wypełniony długimi kołkowatymi zębami i czerwone oczy...

Później wizja się skończyła. Duch leżała na drewnianej podłodze w ciele hollowa. Kapelusznik stał kawałek dalej, podniósł właśnie kapelusz z ziemi i otrzepywał go. Po ranach na jego ciele nie było nawet śladu, jedynie ubranie było zniszczone.



***
kamys01
kamys02
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Bar "Pod Psem" - siedziba   Nie 4 Sie 2013 - 22:48

Nie interesował jej ten dziwny symbol. Nie przywiązywała uwagi do szczegółów. Z pewnością później to zrobi. Teraz była zaślepiona rządzą zemsty. Zabrał jej stado. Musi zapłacić.

Choć czuła ten przedziwny zapach to Instynkt skutecznie ją zaślepiał. Skutecznie sprawiał, że ignorowała go i mogła atakować dalej. Temperatura zdawała jej się intensywnością jej emocji, choć faktycznie w pewnym momencie poczuła się słabo. Szybko jednak zapomniała o tym, gdy poczuła cudowny zapach krwi. Choć Ostrożność i Świadomość były zastraszone przez zapach kapelusznika, to Instynkt skakał z radości czując jego krew. Należało mu się. Żałosna istota.

Ekscytacja, podniecenie, krew. Ten zapach mącący zmysły. Kumulacja tego wszystkiego dała wybuchową mieszankę. Rozwarła szczęki szerzej by wgryźć się w niego, choć ten zdawał się robić niewyraźny. Poczuła przytłumiony ból w rannej łapie, ciało zaczęło robić się ciężkie. Robiło się ciemno. Czuła się jakby wpadała do bardzo głębokiej studni by na końcu z bezdźwięcznym pluskiem wylądować w słodkim zapomnieniu. Z samego otworu studni patrzyła na nią para czerwonych oczu i piękny, biały uśmiech.

Jej ciało zwaliło się ciężko na posadzkę.

Ciemność przebiło światło. Światło jakiś obrazów. Cóż to było? Takie rozmazane, niejednolite. Takie odległe i bliskie zarazem. Ciche i głośne. Kolorowe i ciemne. Jakby wszystkie kontrasty zlały się w jedną wielką breję, która otaczała ją wirując.

Dziecko z matką. Dziewczynka i coś dobrego do jedzenia. Plecak. Chłopak. Nie wiedziała tego, ale czuła, że ta dziewczyna lubi tego chłopaka. Czuła to już od momentu, gdy siedzieli nad wodą. Pierścionek, jak wtedy na placu? Zaraz czy znów zobaczy to jako ona? Czy to ona? Nie niemożliwe. Ona jest Duchem. Nie ma rąk. To znów sztuczki... a może... Bliskość, szczęście. Uśmiechnęła się. Nie był to gest, a raczej uczucie, choć możliwe, że na jej pysku pojawił się groteskowy uśmieszek. Bo miała pysk, prawda? Co właściwie miała? Czemu to wszystko jest takie rozmazane? Kim ona właściwie jest?... Ach tak. To przecież ona, ale...

Nagły ból rozerwał jej jestestwo. Smutek, czarna rozpacz zalała serce, rzuciła jej byt na kolana. Załkała czując to wszystko. Złapała nerwowo oddech. Deszcz, lubiła deszcz, chyba, ale... czemu tak boli? Niech przestanie. Zakrztusiła się, wyciągnęła dłoń w jego stronę.
"Uratuj mnie, błagam, pomóż". Odległy trudnorozpoznawalny dźwięk. Wszystko robiło się takie trudne do zrozumienia, takie odległe. Jęknęła rozpaczliwie. Zawyła z bólu i w ostatnim geście obrony spróbowała się odczołgać by uciec, by przestało boleć. Już nie chciała. Już nie. Dość.

I znów.

Wielkie łzy kapały, jęczała, krzyczała, błagała, tak... umierała. Czuła to.
- Błagam, zostaw, nie... przestań... błagam... dość... już dość... nie chcę... nie chcę!... - Jej głos był coraz słabszy. W końcu wołała niemo.
"Uratuj mnie! Pomóż! Pomóż! Już dość. Pomocy... pomocy... po..."
Odeszła, odeszła przerażona, w straszliwych męczarniach. Ostatnią rzeczą jaką powiedziała poruszając wyschniętymi i zlepionymi krwią ustami było.
"Nie zostawiaj mnie... pomóż..." - Nie chciała umierać w samotności. Nie chciała.

- Już nie... nie chcę... - Błagała Duch wijąc się po podłodze. Z przestrachem popatrzyła na swoje łapy, zakręciła się i wydała z siebie przeszywający jęk bólu i rozpaczy. Zwinęła się w kłębek i gdyby potrafiła z pewnością rozpłakałaby się z bólu nagromadzonego wewnątrz.

Powoli uspokajała się. Uspokajała się przez długie minuty pogrążona w rozpaczy. W końcu obróciła pysk w jego stronę. Wysunęła powoli język.
- To ty... zabrałeś mi go... zabrałeś mi go i zabierasz stado... dlaczego... dlaczego... - Paranoja. Pewnie to było to. Przez jej głos przesiąkało coś innego. Tym razem to nie była wola walki. To była złamana istota, z którą mógłby zrobić co zechce. Jeśli zobaczyła jego czerwone ślepia skuliłaby się zlękniona. Cokolwiek to było zniszczyło jej gardę, jej wszystkie bariery zbudowane przez wiele Cykli w psychice. Dotarł do wnętrza jej duszy i wyrwał ją by cisnąć je jej w pysk. Czuła się taka bezsilna. Jak zawsze. Nigdy nic nie mogła zrobić, nic osiągnąć. Zawsze przegrywała i na końcu, po raz kolejny. Umrze w całkowitej samotności. Jej pysk opadł na posadzkę w geście całkowitej rezygnacji. Nie miała już sił by walczyć. Wygląda na to, że nadszedł wreszcie Cykl, gdy Łowca stał się Zwierzyną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kamys





Oddział : Dywizjon 11
Mistrz Gry : Izdurbal

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/290  (102/290)
Punkty Reiatsu:
41/156  (41/156)

PisanieTemat: Re: Bar "Pod Psem" - siedziba   Nie 4 Sie 2013 - 23:16

Mężczyzna nasunął kapelusz na głowę, cień po raz kolejny padł na jego twarz całkowicie nienaturalnie, widoczne były jedynie czerwone oczy, które z wolna skierowały się na duch. Stanął nad nią. Gdy stawiał kroki potworzyca słyszała łoskot zbyt głośny, jak na jego niewielką masę. Przyglądał się przez chwile badawczo - Nie zabrałem Ci go, to leżało we wnętrzu twojej duszy a nie mojej - Pochylił się lekko nad nią, kompletnie bez strachu. - Szczur nie był twoim stadem, był z tobą tylko dla tego aby cie kontrolować... Tamten hollow wykorzystał by cie i zjadł, przemienił w kolejnego bezrozumnego szczura. Nie cenił Cie, nie chciał Cie - Wyciągał dłoń w stronę pyska duch, dotknął ją. Dłonie były zadziwiająco delikatne, ich ciepło wywoływało lekkie ciarki przyjemności - Bałem się że pójdziesz do niego aby go ostrzec. Wtedy nie mógłbym go dorwać, no i straciłbym możliwość przyjęcia cie do stada - po chwili cofnął rękę, wyprostował się - wybór wciąż jest twój. Oddam Ci szczura jeśli zechcesz. Dowiedziałem się już czego chciałem... Ta mała bestia dalej żyje. - jego barwa głosu zawsze była niezdrowo chrapliwa... Teraz jednak duch kojarzyła ten głos z czymś miłym... Sama nie wiedziała czemu.

[dopisz sobie + 1 do psychiki ;o ]



***
kamys01
kamys02
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Bar "Pod Psem" - siedziba   Pon 5 Sie 2013 - 7:36

Choć jej pysk leżał na ziemi, to oczy śledziły jego sylwetkę. Podświadomie nadal zachowywała ostrożność, choć i tak nie miała zamiaru stawiać oporu. Widząc czerwone ślepia skuliła się i zamknęła oczy. Słysząc łoskot drżała. Przy każdym jednym kroku. To on jej wtedy to zrobił, prawda? Czy to w ogóle była ona? Chciała uciekać, kryć się, ale otępiałe ciało nie pozwalało. Zaszczuty Instynkt w parze z Ostrożnością ciągnęły Świadomość, by ta wyrwała się z paraliżu i marazmu, ale bezskutecznie.

Był z pewnością wielki, nie wydawał się taki, gdy na niego skoczyła, nie wydawał się ciężki, ale jednak. Jednak robił takie ciężkie, straszne kroki, jednak miał to przerażające spojrzenie. Gdy kroki ustały jęknęła cicho gotowa na cios. Jednak jak to zwykle bywa nie dostała tego czego się spodziewała. Rozmowa. Ostatnio wszyscy poza nią, no i Quincy mieli ochotę na rozmowę. Quincy byli stali. Byli sukinsynami, których należało rozerwać. Byli istotami zasługującymi na krwawą, bolesną katorgę, ale chociaż wiedziała czego się po nich spodziewać. Gdyby kapelusznik był Quincy już dawno by nie żyła. A tu? Znowu rozmowa. A ona jest tak beznadziejna w prowadzeniu dialogów.

Powoli otworzyła oczy i spojrzała na niego. Gdy się pochylił przylgnęła całym ciałem do podłogi próbując się pod nią zapaść, ale bezskutecznie. Miał podobne, jak nie takie same oczy. Skąd mogła wiedzieć, że to nie on? Może kłamał, ludzie przecież to robią... nie. Wszyscy to robią. W pierwszej chwili nie zareagowała na słowa o szczurze. Jakby nie tyczyły jej. Moment później przez jej głowę przebiegł dialog z Hollowem.
"Dołącz do mojego stada"
"Gdy wrócisz dotrzymasz obietnicy"
"Poszukam innych"
Wszystko układało się w logiczną całość. Wiedział, że dotrzyma obietnicy, bo sam miał zamiar tego dopilnować. Oszukiwał ją.
"Nie oczekiwałem ciebie, a kogoś kto odważy się podejść"
Nie chciał jej. Chciał powiększyć stado. Dlaczego przyszło jej do głowy, że będzie pierwsza? Jednak coś zgrzytało.
- Robiłam to co chciałam, nie to co mi mówił... - Zaprotestowała ledwo słyszalnie. Co z niej za Łowca, jeśli nie dostrzegła tego?
Biała Wieża, zdjęcie maski, brak głodu, istoty dość inteligentne by pojąć, że współpraca jest ważna. A co jeśli i kapelusznik kłamał, co jeśli znów ją ktoś oszukiwał? W końcu jej wizja była słuszna, to on zlecił polowanie na nią. Quincy wtedy spojrzał na to coś by sprawdzić czy wykonał zadanie, dlatego później uciekł. W jej głowie powstał mętlik. W tym momencie nie wierzyła ani szczurowi, ani też kapelusznikowi. Czuła się jak zaszczute zwierze, które każdy chce dopaść.

Wątpliwości uciekły, gdy jej dotknął. Przymknęła oczy. Pysk ruszył się minimalnie w jego stronę. Dotyk. Czyli to tak czuć... Troszczył się o nią. Dbał o nią. Chciał ją w swoim stadzie... jak szczur... jak... kto? Nie... to on ją chciał. Nikt inny. Czuła jak rozkoszny jest dotyk nie chciała by przerywał. Jednak to zrobił. Ale... dawał jej wybór. Troszczył się o nią. Instynkt wysunął pysk nad fukającą Ostrożność, która spadała w odmęty podświadomości. Łowca otworzył ślepia. Zwierzyna umknęła w popłochu.

- Zostaw go przy życiu, gdy będzie... my... gotowi - Decyzja zapadła - odegram przed nim, że odbijam go z waszych rąk. Będziecie mnie ścigać, ale umknę. Podążycie moim tropem reiatsu. Moim zapachem. Sprawdzę go. Jeśli to jego plan to odniesie sromotną klęskę. Dopadniemy go. - Podniosła się z posadzki, a świecące ślepia wbijały się w niego. Podstęp. Łowca. Polowanie.

Drżała, gdy mówił. Tym razem jednak była to przyjemność nie strach. Uśmiechnęła się groteskowo. Ufała mu. Czy należała do stada naprawdę? Czy tylko ją oszukiwał? Jakie to miało znaczenie? Była częścią stada... prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kamys





Oddział : Dywizjon 11
Mistrz Gry : Izdurbal

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/290  (102/290)
Punkty Reiatsu:
41/156  (41/156)

PisanieTemat: Re: Bar "Pod Psem" - siedziba   Pon 5 Sie 2013 - 13:50

Kapelusznik pstryknął od dołu w rondo kapelusza ten uniósł się lekko, zaś na jego twarz znów padło światło. Lekko podkrążone, brązowe oczy były spokojne. Inteligentne spojrzenie miało w sobie coś z ciepła. Na twarzy malował się uśmiech. Nie bał się hollow, nie brzydził się, nie chciał pożreć. Miast tego spokojnie wysunął w jej kierunku dłoń, najpewniej po to aby pomóc jej wstać.
- Twój plan jest dobry, zrobimy jak zechcesz. Jeśli zdobędziesz jego zaufanie, na pewno będzie nam łatwiej - uznał, po chwili jednak dodał - W razie czego, gdyby coś nie wyszło pamiętaj że możesz wrócić tutaj... Wataha cie obroni.



***
kamys01
kamys02
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Bar "Pod Psem" - siedziba   Pon 5 Sie 2013 - 23:56

Strach uciekł. Ustąpił radości. Nie było to coś pełnego. Nie przypominało ludzkiej satysfakcji z posiadania kogoś bliskiego. W tym momencie było to bardziej jak radość zwierzęcego pupila np. psa, z powodu obecności właściciela. Duch jednak nie czuła różnicy i była z tego powodu kontent. Nie miała pojęcia, że istnieje coś pełniejszego. Czuła się potrzebna, istotna. Czuła, że znalazła swe stado. Swą... Watahę?
- Wataha... - spróbowała nowego słowa. Dziwnie brzmiało. Takie obce, a zarazem znajome. Uśmiechał się. Zadarła pysk wpatrując się w niego. Z niejasnych przyczyn czuła się bardzo dobrze w jego towarzystwie, jakby strach nagle ją opuścił, jakby nigdy go tam nie było. Już niemal zapominała powód swej napaści. Niemal, bowiem Ostrożność próbowała wyrwać się na wolność, ale bezskutecznie.

Nie podała mu pazurzastej łapy. To byłoby dziwne, z resztą musiałaby wstać by to wykonać. Zamiast tego otarła się pyskiem o jego dłoń, w poszukiwaniu pieszczoty, która sprawiła jej tyle radości. Dla Hollowów dotyk był czymś niezwykle obcym. W końcu wszyscy próbowali się nawzajem pozabijać. Nawet w Stadzie nie doświadczyła czegoś takiego. Nie doświadczyła łagodnego dotyku. On go jej oferował. Była za to wdzięczna.


Plan może i był dobry, ale miał pewną wadę.
- Będę potrzebowała nieco czasu by zregenerować siły. - Faktycznie była w końcu ranna i zmęczona. Potrzebowała też chwili by przetrawić duszę. Kto wie czy nie nabawi się czegoś jak ludzkiej zgagi.
- Czy od razu poślesz kogoś za mną? Czy mam zająć się tym teraz? No i najważniejsze, czy on musi przeżyć?

Jej umysł pracował szybko. Obmyślała kolejny plan, przebieg potencjalnej walki. Szukała wad w tym Hollowie. Wyszukiwała wszystko co o nim wiedziała, w swej pamięci. Jednocześnie, w jej podświadomości działo się coś jeszcze.
Ostrożność drąc pazurami ścianę podświadomości szkicowała inny plan. Plan jak ujść z życiem jeśli kapelusznik kłamie. Jak uciec, jeśli szczur jest jednak tym dobrym. Rozważała też czy szczurek nie będzie teraz szpiegiem kapelusznika, skoro ten miał do niego dostęp. No i to co najważniejsze. Gdzie jest Grimmy i Medo? To wszystko jednak działo się daleko, poza pojmowaniem Duch. Ta była zajęta czymś innym. Miała misję, miała zadanie i chciała należeć do stada. Nie chciała być sama. Była gotowa ruszyć nawet teraz by wykonać swój plan, choć nieco kulała.

Czyżby rozpoczynał się kolejny etap jej życia? Któż to wie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kamys





Oddział : Dywizjon 11
Mistrz Gry : Izdurbal

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/290  (102/290)
Punkty Reiatsu:
41/156  (41/156)

PisanieTemat: Re: Bar "Pod Psem" - siedziba   Sro 7 Sie 2013 - 16:28

Mężczyzna uśmiechnął się lekko widząc jak duch się do niego łasi. Ostrożnie i delikatnie ją pogładził. Duch rzadko kiedy czuła dotyk, nie wiedziała jak to jest. W tym wypadku jednak zdawało się że jego dotyk przepełniony jest ciepłem, niesamowitą przyjemnością i poczuciem bezpieczeństwa... Coś hipnotyzująco przyjemnego.
- Tu możesz odpocząć spokojnie, nikt Ci nie zagrozi... Pośle za tobą kilku tropicieli, tak żeby wyglądało to prawdziwie. Jeśli będzie trzeba to sam wkroczę - rzekł spokojnie. Jego głos nie wydawał się być już taki przerażający jak przy pierwszym spotkaniu. - Dobrze by było gdyby przeżył, sądzę że może się okazać być potrzebny...
Zmarszczył lekko brwi - ważne jest jednak to żeby nie pozwolić mu uciec, zwłaszcza kiedy podzieli swoje ciało



***
kamys01
kamys02
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Bar "Pod Psem" - siedziba   Sro 7 Sie 2013 - 18:09

Duch zadrżała. To było tak przyjemne. Jak mogła wcześniej bez tego żyć? Przypomniała jej się wizja, którą dał jej wcześniej. O mężczyźnie i pierścionku. To były niemal identyczne uczucia. Niemal, bo te zdawały jej się o wiele intensywniejsze. A może to tylko dlatego, że ona sama ich doświadczała, a nie tylko przez jakąś mętną wizję? Język musnął powietrze tuż przy nim, przekręciła łeb i uniosła go nieco wyżej. Jej kark był skierowany w jego stronę. Syknęła usatysfakcjonowana.

Nagle Ostrożność warknęła, tak, że zaślepione zmysły pojęły Myśl.
"Tak zachowywały się zwierzęta przy ludziach."
Natychmiast wróciła do pierwotnego układu i podniosła się machnąwszy ogonem by pobudzić krążenie. Syknęła, gdy ciężar jej ciała sprawił jej ból bowiem zraniony bok i noga miały problem by go utrzymać bez nadwyrężania sił. Nie była zwierzakiem. Nie miała zamiaru dać się tak traktować. Mimo to sam jego ton głosu sprawił, że znów zapomniała o rozpaczliwym drapaniu Ostrożności. Jej pomruki i miauczące zawodzenie utonęły znów w śliniącym się i merdającym ogonem Instynkcie. Sama wykonała to samo i znów podsunęła pysk pod jego dłoń.

Świadomość się spięła by wyrzucić z siebie parę słów.
- Gdzie, tutaj? - Rozejrzała się. - Nie umiem wypocząć w odsłoniętym miejscu...
Sam wkroczy. Boss tej watahy. Jej zadanie jest tak dla niego ważne. Ona jest taka ważna... Ostrożność znów mruknęła, ale została zignorowana.
- Nie umiem zablokować kilkunastu istot na raz. Samodzielnie nie będę w stanie go pojmać, jeśli się rozdzieli na pojedyncze szczury.

Gdy z zewnątrz wydawała się zafascynowana człowiekiem w jej wnętrzu trwała cicha batalia. Wątpliwości wzbierały w niej jak piasek, który powoli zasypuje śpiącego na pustyni. Teraz jednak nie miały zamiaru się ujawniać.

- Jak mam cię zwać? Ten Hollow w skórze człowieka mówił, że jesteś bossem... - Nagle rąbnęło w nią jak obuchem. - Ten Hollow. On sprowadził tu innych z pustyni. Wśród nich była para Hollowów. Zwali się Grimmy i Medo... czy oni tu są? - Nagła potrzeba zagłuszyła wszystko inne. Musiała wiedzieć. Nie wiedziała tego, ale starczyłoby jedno słowo i tknięcie jego dłoni by zapomniała znów o swoim pierwotnym celu. Teraz jednak jej inteligentne spojrzenie wbijało się w kapelusznika oczekując.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kamys





Oddział : Dywizjon 11
Mistrz Gry : Izdurbal

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/290  (102/290)
Punkty Reiatsu:
41/156  (41/156)

PisanieTemat: Re: Bar "Pod Psem" - siedziba   Czw 8 Sie 2013 - 19:42

Jego zapach był mieszanką odoru starych papierosów i szorstkiego męskiego pefumu. Na ogół coś takiego nie mogło pachnieć przyjemnie... W tym jednak wypadku duch wydawało się że jest to najprzyjemniejszy zapach świata... oraz najbardziej przerażający. - Pod ziemią jest znacznie bezpieczniej - rzekł na początek, później przytaknął delikatnie - rozumiem, pośle z tobą najodpowiedniejsze osoby... Jeśli zdołasz go na chwile zając, to my postaramy się go schwytać - sam wyraźnie starł się już ułożyć jakiś plan w głowie. Widząc jej reakcje powoli cofnął dłoń.

Chciał już odpowiedzieć na temat jak ma go zwać, słysząc kolejne słowa spoważniał - Jestem pewien że w naszych szeregach jest Hollow który kazał nazywać się Grimmy, zdaje się że Medo aspiruje dopiero do dołączania do watahy - uznał.



***
kamys01
kamys02
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Bar "Pod Psem" - siedziba   Czw 8 Sie 2013 - 21:18

Zadrżała czując jego woń. To  było niesamowite. Nigdy nie czuła czegoś takiego. Czegoś tak rozkosznie pieszczącego wszystkie zmysły. Sam zapach sprawił, że pysk podążył za jego ręką. Strach dotarł do niej z opóźnieniem i wydawał się odleglejszy, jakby dotyczył innej osoby. Uczucia kumulowały się napędzając się do nieskończoności. Ciarki jakie ją przeszły sprawiły, że nogi zadrżały raz jeszcze. Gdyby mogła spędziłaby wieczność w tym miejscu. Głód też wydawał się nie aż tak istotny, jakby zagłuszony i wyciszony.
- Pod ziemią? Którędy mam zmierzać? I... jak mam do ciebie mówić? - Ponowiła pytanie, na które nie dostała odpowiedzi i podążyła pyskiem za cofaną dłonią i... nie. Nie zesztywniała, nie najeżyła się, nie pokazała wściekle kłów. Zareagowała normalnie. Sama się zaskoczyła.
- To Bardzzzzzo dobrzzzzze. - Kiwnęła pyskiem i trąciła nim jego dłoń przypominając o sobie. Jedynie w jej oczach przemknęły ślepia Instynktu, który szykował swe kły i pazury. Świadomość zatarła ręce, a Ostrożność wyprężyła grzbiet. Ten błysk trwał ułamek sekundy i był skierowany akurat na bok, gdy przysuwała łeb do kapelusznika.

Odzyskała cel. Sens. Wszystko co było ważne wróciło. Nikt nie odebrał jej zemsty. Będzie mogła własnoręcznie ich wypatroszyć. Rozerwie ich tak by cierpieli długimi godzinami i będzie tańczyć na ich truchłach tylko po to by ich pożreć. Zapłacą za wszystko. Nie zareagowała jakoś bardziej bowiem żądza zemsty nie była jej obca. Była zupełnie normalna i przywróciła równowagę do jej świata. Teraz nie mogła zginąć tak po prostu więc musiała dopaść szczurowatego albo... nie. Kapelusznik jest przyjacielem. Odrzuciła podszepty Ostrożności i poświęciła jeszcze chwilę na pieszczoty, jeśli kapelusznik wyraził chęć. Jeśli ten nie przedstawił się dość szybko syknęła:
- Kapelusznik brzmi dobrze... Jak Duch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kamys





Oddział : Dywizjon 11
Mistrz Gry : Izdurbal

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/290  (102/290)
Punkty Reiatsu:
41/156  (41/156)

PisanieTemat: Re: Bar "Pod Psem" - siedziba   Nie 11 Sie 2013 - 11:34

Gdy dostrzegł że duch szuka jego dłoni pogładził ja lekko po pysku, spokojny uśmiech zdobił jego twarz - Mój twórca nie nadał mi imina... Sam jednak lubiłem słowo negatyw, pasowało do mnie - uznał zerkając przed siebie... Być może powracając do własnych wspomnień - Nie mam imienia, tu każdy nazywa mnie jak chce... Najczęściej słyszę N, Szef, albo kapelusznik - Spojrzał ponownie na Duch - A jak mogę nazywać Ciebie droga damo ?

- Co do kryjówki... Zejdź na dół, a ja zaprowadzę Cie do miejsca gdzie będziesz mogła spokojnie odpocząć... Poczekaj tam na mnie - Podrapał ją bardzo delikatnie, po czym to opuścił dłoń.



***
kamys01
kamys02
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Bar "Pod Psem" - siedziba   Nie 11 Sie 2013 - 12:15

Przymknęła ślepia czując jego dotyk. Gdy tylko przestawał natychmiast tęskniła za tym uczuciem, to było jak narkotyk. Jak niemożliwa do zahamowania żądza zdająca się przekraczać siłą nawet Instynkt.
- Twórca? - Nie zrozumiała. - Czym więc jesteś, bo ludzie mówią o rodzicach... chyba. - Tak jej się zdawało, ale nie była pewna. W końcu nie podsłuchała aż tak wiele rozmów. - Lubię myśleć o sobie jako o Duchu. Znikąd uderzam i znikam jak duch.

Uśmiechnęła się groteskowo, gdy ją podrapał i pokiwała pyskiem na znak, że zrozumiała. Powoli ruszyła w stronę wyjścia by ruszyć na dół. Nim jeszcze wyszła, w odruchu zamaskowała swe Reiatsu. Zarazem sprawdzając coś. Wysunęła ostrożnie łeb i jęzor mlasnął powietrze. To nie tak, że nie ufała Kapelusznikowi. Po prostu... nie znała tego miejsca więc nie miała podstaw by czuć się w pełni bezpiecznie. Leniwie wykonała kolejne ruchy idąc w dół. Obejrzała się za siebie sprawdzając czy ten idzie za nią. Miała zamiar kontynuować marsz, ale jeśli się nie pojawił coś się stało...

Ostrożność ugryzła ją w kark zmuszając do namysłu. Być może dlatego, jeśli ten nie szedł za nią rozejrzała się i jeśli nikogo nie zauważyła zakamuflowała się by skryć się w cieniu. Chciała podsłuchać czy, aby nie będzie z kimś rozmawiał na jej temat. Zmuszała ją do tego jakaś jej część, która wściekle starała się przejąć kontrolę nad rozpływającym się radośnie ciałem, które szło by za wskazaniami Negatywu w dowolne miejsce.

Jeśli jednak pojawił się po chwili lub ruszył w jej stronę, albo był tu ktoś, kontynuowała swój marsz nie widząc szans i sensu w realizacji pomysłu Ostrożności i znów spychając ją do podświadomości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kamys





Oddział : Dywizjon 11
Mistrz Gry : Izdurbal

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/290  (102/290)
Punkty Reiatsu:
41/156  (41/156)

PisanieTemat: Re: Bar "Pod Psem" - siedziba   Nie 11 Sie 2013 - 17:27

- Nie mam rodziców, nie mam rodziny i chyba nie jestem człowiekiem - Uśmiechnął się lekko, wydawało się że niewielka smutna nutka pojawiła się w jego oczach - Ale nic ważnego, niezbyt ciekawa historia - uznał, poprawił kapelusz i podniszczone ubranie - najpierw trzeba Ci znaleźć jakieś miłe miejsce

- Do zobaczenia na dole - Pomachał do niej. Nie ruszył za nią, miast tego lekkim choć szybkim krokiem ruszył w kierunku drzwi. Gdy jego wzmacniane metalem podeszwy jego butów uderzały w ziemię wywoływały głośny łoskot. Dźwięk równie ciekawy co przerażający.
Duch mogła "spróbować" powietrza. Nawet tu czuła słodki zapach kapelusznika. Prócz tego wokoło pachniało dymem i potem. Wyczuwała kilka różnych śladów cząstek rei. Nic świeżego i nic interesującego.
W końcu kapelusznik wyszedł przez drzwi po stronie podwórka i po raz kolejny pomachał do duch, wskazał jej wejście do budynku. Duch widziała że wewnątrz było sporo dymu.



***
kamys01
kamys02
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Bar "Pod Psem" - siedziba   Nie 11 Sie 2013 - 17:46

- Masz stado. - Powiedziała, gdy ujrzała smutek w jego oczach. Sama miała takie oczy. Wcześniej obsesyjna chęć odnalezienia swego nemezis sprawiła, że oczy Duch przypominały skoncentrowane żyletki tnące rzeczywistość w poszukiwaniu swego celu, ale teraz powoli wracał do nich dawny smutek i żal. Rozumiała go w jakimś stopniu. - Każda historia warta jest wysłuchania. Dlatego jest historią. - Rzuciła. W rzeczywistości chciała przedłużyć przyjemną rozmowę. Choć strach nadal czuwał na granicy świadomości, to teraz Kapelusznik kojarzył jej się jedynie z miłymi rzeczami.

- Do zobaczenia... - Zabrzmiało to jakoś dziwnie. Tak jakby była to niesamowita podróż i sama świadomość tego, że nagle odłączy się od niego, nawet na tak absurdalne kilkadziesiąt sekund sprawiła, że Duch się zaniepokoiła. Uczucie wcześniej obce, teraz coraz częściej przejmowało prym.

Kiwnęła mu pyskiem na pożegnanie i ruszyła. Jako, że ten szedł na dół natychmiast odgoniła natrętną Ostrożność, która tylko fuknęła i znów skryła się uśpiona. Gdy się oddalał znów przez jej umysł przebiegła myśl, że zdaje się być tytanem kryjącym się za kruchą istotą. Wspomniała jak szybko wyleczył się z zadanych mu ran. Wydawało się, że ta nieszczęśliwa pomyłka odbyła się całe tygodnie temu, a nie minuty czy godziny. Poruszała łbem w rytm jego kroków zastanawiając się też dlaczego wydają taki dźwięk. Mlasnęła językiem.

Wyszczerzyła się czując "swojego". Jak dobrze należeć do jakiejś grupki. Reszta zapachów nie napawała optymizmem. Słowem. Śmierdziało tu. Choć nadal nie był to "smród" Hollowów. Wyczulony węch źle znosił takie otoczenie, ale co tu poradzić.

Gdy zobaczyła Kapelusznika po raz kolejny natychmiast ruszyła w jego stronę niemal uradowana. Jak zwierze widzące wracającego właściciela, choć ten wyszedł tylko na kilka chwil. Nie zdawała sobie sprawy jak prymitywne jest to zachowanie. Była... szczęśliwa. Na swój prosty sposób. Nie chciała by ta chwila przeminęła.

Dotarłszy do niego spojrzała na drzwi by ruszyć w ich stronę powoli i ostrożnie. Nie ufała nowym miejscom, a zwłaszcza takim, do których nie da się zajrzeć z zewnątrz. Kiedy miała wejść do środka wzięła głębszy oddech by nie podduszać się dymem. Jednak przed tym wyraziła swoją opinię.
- Dym gryzie... - Pohamowała się i nie powiedziała, że otępia jej węch, a ten był dla niej najważniejszym ze zmysłów. Istniało prawdopodobieństwo, ze spanikuje, ale już było za późno. Kości zostały rzucone. Czas poznać nowy dom.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kamys





Oddział : Dywizjon 11
Mistrz Gry : Izdurbal

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/290  (102/290)
Punkty Reiatsu:
41/156  (41/156)

PisanieTemat: Re: Bar "Pod Psem" - siedziba   Nie 11 Sie 2013 - 19:24

- Tak, otępia zmysły... To niewielki element ochronny - Rzekł. Duch znalazła się w ciemnym, śmierdzącym korytarzu. Było tu dobrze słychać tą dziwaczną muzykę, jazgot. Zapach potu, perfum i krwi. W tej paskudnej, chaotycznej mieszance czuła jednak słodki zapach kapelusznika. - Chodź za mną, postaraj się na nikogo nie wpaść - Ruszył dalej, w kierunku zadymionej, ciepłej sali która była tylko nieco lepiej oświetlona. Na końcu korytarza musieli minąć parkę ludzi. Duch czuła że coś było nie tak z raietsu chłopaka, nie wiedziała jednak co. W aktualnej jasnowłosy mężczyzna całował rudowłosą, zgrabną dziewczynę po szyi. Mimo że wydawała się być podniecona i szczęśliwa, gasła w jego dłoniach. Każde westchnienie było słabsze od poprzedniego. Mężczyzna minął ich jednak i zaczekał na duch.

Weszli do pomieszczania wypełnianego stolikami i krzesełkami, oraz szemranej klienteli. Ludzie w większości byli odziani w skóry przyozdobione ćwiekami. Mieli kolorowe fryzury... Albo ogolone głowy. Kilka osób wyróżniało się jednak. Pierwszą była zwrócona tyłem do Duch dama w bogatej, fioletowej sukni. Kolejnym kiwający się pod ścianą chłopak, nastolatek. Jego oczy przepełnione były bólem i szaleństwem... Zerkał z wolna na prawo i lewo. Duch wydawało się że on szuka ofiary. Zdecydowanie ciekawy był białowłosy barman ( http://bleach.iowoi.org/t1074-bar-pod-psem-siedziba <-- pierwszy post, spoiler). Zdawało się że mężczyzna spojrzał w stronę N i na krótką chwilę w stronę duch. Później jednak wrócił do nalewania piwa.

Kapelusznik podszedł do kolejnych drzwi, drewnianych i nieco zniszczonych. Zdecydowanie pasowały do przybytku. Otworzył je, zapalił światło. Pojedyncza migocząca żarówka rzuciła niewiele światła na schody. Zerknął za siebie, przez krótką chwilę zerknął na duch, dając jej znak dłonią aby poszła dalej - Polej mi whisky - ruszył za duch, po schodach w dół.

Schodów było wiele, w końcu się jednak skończyły. Zaczął się niewielki korytarzyk zwieńczony sporymi blaszanymi wrotami. Kapelusznik wyciągnął klucze z kiszeni, podszedł i je otworzył. Następnie zaprosił duch gestem do środka.
Hollow weszła znów do ciemnego pomieszczania. Jasne kafelki na ziemi nadawały mu nieco szpitalnego wyglądu. Duch czuła tu wiele różnych cząstek rei, nutkę jednej nawet znała... Nie potrafiła jej jednak umiejscowić. Korytarz był długi, było tu sporo drzwi i wrót - To miejsce jest bezpośrednio połączone ze ściekami... Można nimi wędrować po całym mieście - rzekł. Podszedł do któryś kolejnych drzwi i otworzył je naciskając na klamkę - Tu możesz odpocząć ile chcesz. Postaraj się nie rzucać w oczy... Niektórzy czasem bywają niemili dla nowych



***
kamys01
kamys02
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Bar "Pod Psem" - siedziba   Nie 11 Sie 2013 - 21:50

Denerwowała się. Wynikało to z wielu rzeczy. Być może z powodu nieznanego rozpościerającego się przed nią. Być może ze względu na ograniczoną sprawność swoich zmysłów, a może po prostu nie chciała źle wypaść? Sama nie była pewna. Co jednak istotne postanowiła stawić obawom czoła. Ruszyła za Kapelusznikiem.

W ciemności widziała perfekcyjnie, ale smród był dla niej sporym utrudnieniem. Czuła jak gryzący zapach ukrywa wszystkie inne. Głośna muzyka denerwowała ją. Ogon powoli zaczął poruszać się to na lewo to na prawo. Jazgot cieszył Instynkt. Czuła jak hałas budzi w niej skrywaną agresję, jak zaczyna drżeć, jak pazury zaciskają się na posadzce. Zapach ludzkiego potu i gryzących perfum oraz... Zacisnęła szczęki. Krew. Spróbowała jej niedawno. Miała ochotę na więcej. Gdyby nie obecność i słodki zapach Kapelusznika z pewnością ruszyłaby na łowy. Teraz jednak szła.

Głos Negatywu docierał do niej jakby z odległości. Odbijał się głucho w jej czaszce. Reagowała coraz wolniej. Miała problem z koncentracją. Za dużo bodźców, które ją rozpraszały. Kiwnęła jednak łbem i podążyła jego śladem. Dym na szczęście nie był aż tak obecny na jej wysokości. Ciepło miło muskało skórę, ale światło sprawiło, że stała się lepiej widoczna co znów zagrało na niepokoju. Czuła jak jej ciało dygocze z mieszanki ekscytacji, podniecenia i obawy. Maszerowała przed siebie.

Co pewien czas sprawdzała językiem otoczenie. Był to odruch, sposób by zachować spokój. Wtedy zatrzymała się i wbiła wzrok w chłopaka. Nigdy czegoś takiego nie czuła. To było dziwne. Jego Reiatsu miało posmak starego papieru... a może czegoś innego? Nie potrafiła tego nazwać. Coś było w nim nietypowego. Widząc gody ludzi postanowiła ich wyminąć by iść dalej za Kapelusznikiem. Kątem oka dostrzegła co dzieje się z rudowłosą. Nerwy napięły się do granic. Nie rozumiała czy to część godów, czy nie. Kobieta była szczęśliwa, ale gasła. Rude włosy. Zadrżała. Gasnące szczęście drobnej, rudowłosej dziewczyny znów przemknęło jej po ścianach świadomości. Czerwone ślepia. Skuliła się niemal i pospiesznie skoczyła za Negatywem niechcący trącając ogonem nogę kobiety. Sama nawet tego nie poczuła. Tym razem trzymała się znacznie bliżej mężczyzny, choć jednocześnie chciała uciekać. Skojarzył jej się z wizją, ale wystarczyło jedno liźnięcie jego zapachu by znów się uspokoić, by ogon wyprostował się, a ona sama zaczęła kroczyć godnie na nowo. Zaufanie? A może strach przed samotnością? Nie miało to znaczenia. Szła dalej.

Kolejna fala zagubienia i paniki, wręcz, przybyła, gdy weszli do kolejnego pomieszczenia. Tu miało być bezpiecznie. Miało być spokojnie. Jak może odpocząć w takim miejscu? Jej ślepia przemykały od sylwetki do sylwetki, a ciało lawirowało między stolikami i krzesłami od czasu do czasu zahaczając o jakiś. Podążała śladami Kapelusznika, ale pozwoliła sobie na liźniecie w stronę co ciekawszych person by zapamiętać ich zapach. Ilość ludzi była zbyt duża. Gdyby nie On już by się zakamuflowała, ale póki co radziła sobie z nerwami. Ludzie byli jacyś dziwni. Nie wyglądali jak ci zwyczajni, wręcz przeciwnie. Sprawiali wrażenie kogoś, kto może być niebezpieczny. Czy to przez kolce czy po prostu ze względu na twarze i fryzury. Przez moment wbijała ślepia w plecy damy, ale uznała ją za łatwy łup z powodu niepraktyczności stroju. Zaczęła więc szukać dalej kogoś kto wyglądałby na Łowcę, kogoś kogo Kapelusznik mógłby wysłać za nią. Chłopak. Agresja, ból, szaleństwo. Wzdrygnęła się. Nie. Tego nie chciałaby mieć na "ogonie", jeszcze by jej coś zrobił zapominając o planie. Nie była Ofiarą, była Łowcą więc wypięła się maksymalnie by wydawać się większą. Z resztą i tak była masywniejsza od niego. Jego zapach również spróbowała zasmakować. Tym razem miast Ofiary, znakować go jako szaleńca, którego należy unikać, przynajmniej na razie. Znów przemknęła ślepiami po sylwetkach obecnych i wbiła je w białowłosego. Ten zainteresował ją na dłużej. Sam jego wygląd choć niezachęcający to jednak budzący pewne zaintrygowanie. Sprawdzał ją. Był jednym z ważniejszych tutaj, najwyraźniej. Zaakceptował ją jako stado. Rozglądała się jeszcze chwilę szukając znaków łap na ciałach siedzących. Tego tatuażu czy czegoś takiego. A później poszła za Kapelusznikiem.

Kolejne drzwi. Wyglądały na słabe i kruche. Nawet ona zapewne dałaby radę się przez nie przebić. Póki co nie wydawało jej się, że jest tu bezpiecznie, ale nie oponowała, w końcu to Negatyw prowadził. Schody. Nie lubiła schodów. Przez swoją budowę ciała miała poważne problemy w chodzeniu po nich. Ślepia próbowały przyzwyczaić się do światła na zmianę z opanowaniem ciemności. To męczyło. Ruszyła przodem. Pierwsze schodki pokonała z łatwością, ale kolejne sprawiły problem. Niedługo później niemal spadła z nich. Była po prostu zbyt długa na takie podróże. Zirytowana wskoczyła na ścianę, jeśli taka możliwość się pojawiła, i szła po niej omijając schody. Widać i one były słabym zabezpieczeniem skoro mogła je ominąć. Choć musiała przyznać. Możliwe, że będzie to miejsce właściwe. Gdy irytujące schody ustąpiły skoczyła na twardy grunt. Znów wysunęła jęzor. Dopiero teraz kryjówka zapunktowała u niej na plus. Klucze, choć prymitywne to wreszcie jakieś zabezpieczenie. Nie przyszło jej wtedy do głowy, że będzie zamknięta wewnątrz niemal jak w klatce. Weszła do środka muskając dłoń Kapelusznika pyskiem jeśli było to możliwe.

Ciemność. Lubiła mrok. Czuła się w nim swobodnie, niemal jak w domu. Jęzor znów się wysunął. Ilość cząsteczek rei była intrygująco duża. Budziło to jednak swoisty niepokój. Znajoma nutka dodała jej otuchy? A może czegoś innego? W końcu skoro to znała... ach... nagle jej emocje się ochłodziły i umysł wreszcie zareagował. Niewiele było istot, których zapach pamiętała, a te żyły. Co najmniej połowa to przeciwnicy więc należało zachować spokój i ruszać się ostrożnie.
- Czyli mogłam sama tu przypadkiem trafić? - Znów zwątpiła w bezpieczeństwo tej kryjówki. Choć nie skrywała uznania dla umiejscowienia jej tutaj i dostrzegała ile możliwości jej to daje, to nadal... nie była pewna czy da radę tu odpocząć. Powoli dreptała przy nim. Chłodne kafelki kontrastowały z gorącem jej łap. Jęzor znów spróbował powietrza.
- Dobrze. - Nie powiedziała wiele więcej. W końcu kto może zagrozić Łowcy, skoro nawet Quincy nie podołał? Teraz zaś znów mogła ryzykować. Wsunęła łeb przez próg i spróbowała powietrza rozglądając się. Widziała dobrze w ciemnościach więc miała nadzieję dojrzeć co skrywa się we wnętrzu nim do niego wejdzie. Jeśli nie wyczuła zagrożenia to wkroczyła do wnętrza. Oczywiście natychmiast zakamuflowała swoje reiatsu. Miała się nie rzucać w oczy? Dobrze. Pokaże na co stać Łowcę. Nawet nie zorientują się, że tu jest. Spojrzała jeszcze na Kapelusznika i weszła do wnętrza kamuflując się w razie potrzeby.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kamys





Oddział : Dywizjon 11
Mistrz Gry : Izdurbal

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/290  (102/290)
Punkty Reiatsu:
41/156  (41/156)

PisanieTemat: Re: Bar "Pod Psem" - siedziba   Sro 14 Sie 2013 - 13:15

Mężczyzna uśmiechnął się delikatnie gdy musnęła jego dłoń. Nacisnął na kontakt rozświetlając nieco pokój. Światło było słabe i migało... Dawało jednak nieco poglądu na to jak wyglądało wnętrze. Duch dobrze widziała w ciemnościach, jednak nawet ona miała problemy z gęstym mrokiem.

Pokoik był niewielki. Ściany pomalowane były żółtą farbą. Ta pełna była plam, śladów po grzybach... W kilku miejscach zdawała się odłazić i kruszyć. Podłoga pokryta była białą kafelką. Na samym środku leżał okrągły dywan... Kiedyś mógł być puchaty i przejmy, dziś jednak był poplamionym materiałem na którym było sporo kurzu i brudu. W pokoju znajdowało się łóżko oraz niewielka komoda. Na tej leżał starszej daty odtwarzacz kaset. W pokoju były jeszcze jedne drzwi w barwie ciemnozielonej. Z nich również odłaziła farba - Wątpię... Dbam o bezpieczeństwo tego miejsca... Nieprzeproszeni goście się nie zdarzają - jego głos świadczył do całkowitej pewności tego co powiedział. - Czy mogę coś zrobić dla ciebie coś jeszcze ? - rzekł. Później ostrożnie wysunął dłoń w jej stronę aby zachęcić ją do podejścia bliżej.



***
kamys01
kamys02
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Bar "Pod Psem" - siedziba   Sro 14 Sie 2013 - 15:10

Słabe migoczące światło. Idealnie. Lubiła półmrok. W jasnym świetle czułą się obdarta z niemal wszystkich atrybutów Łowcy. Przez chwilę analizowała co ujrzała. Gdyby była człowiekiem z pewnością skrzywiłaby się, ale teraz nie miała potrzeb estetycznych i tylko pokiwała pyskiem. Wyglądało dobrze. Widziała sporo możliwości wykorzystania otoczenia do potencjalnej obrony, a to świadczy o jakości schronienia. Oczywiście nie wiedziała czym jest ten odtwarzacz kaset, ale teraz nie myślała o takich drobnostkach. Było tu cicho i dość bezpiecznie. Rozejrzała się zerkając na sufit by ocenić czy z łatwością będzie mogła po nim chodzić, gdyby było to niezbędne. W końcu padło pytanie.

Podeszła i musnęła pyskiem dłoń mężczyzny. Nie chciała by odchodził. Chociaż miała nadzieję na odpoczynek to wolałaby by był przy niej. Dziwne uczucie. Zupełnie jakby bała się, że po zamknięciu drzwi zniknie bezpowrotnie. O co jednak mogła się zapytać. Umysł podsunął tylko jedno:
- Co będą potrafić ci, których za mną poślesz? No i ten Medo... musi coś zrobić, tak? A jest *tu*? - Nie wiedziała co jeszcze może powiedzieć by ten został w pomieszczeniu. Była beznadziejna w prowadzeniu rozmów, a już zwłaszcza, gdy dochodziło od tak subtelnych gier w relacjach między istotami.
- No i... - Co powiedzieć? Co zrobić... - kim był ten, który mnie przyprowadził? - Wymyślała wszystkie możliwe, nieistotne w rzeczywistości, pytania by przedłużyć tą chwilę. By dłużej słyszeć jego głos. - Znajdę Cię na górze, tak? - Padło ostatnie. Nic więcej nie mogła powiedzieć. Ogon nerwowo się poruszył, gdy zdała sobie sprawę ze swej bezsilności raz kolejny. Język musnął powietrze. Rzuciła okiem za siebie. Gdy ten odejdzie sama ma zamiar sprawdzić co kryje się za tymi zielonymi drzwiami. Musiała odpocząć, ale coś w jej głębi zapowiadało, że nie będzie to takie proste...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kamys





Oddział : Dywizjon 11
Mistrz Gry : Izdurbal

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/290  (102/290)
Punkty Reiatsu:
41/156  (41/156)

PisanieTemat: Re: Bar "Pod Psem" - siedziba   Sro 14 Sie 2013 - 16:22

Sufit był kiedyś pomalowany na biało, teraz jednak pożółkł mocno, przy wejściu odpadło sporo farby, pod którą widać było kremową, zniszczoną tapetę. O dziwo nie było tam nic strasznego... Cały pokój wyglądał na zniszczony i zużyty.

Dotyk był równie przyjemny co wcześniej był ciepły, delikatny... Uzależniający jak narkotyk. Jego gryzący w nos zapach również był niesamowicie przyjemny, chociaż wciąż spora jego nutka budziła w duch swoiste przerażenie. Puki co nic jej nie zrobił... Nie uczynił jej krzywdy mimo że mógł. Przecież przez co najmniej kilka chwil leżała niemal bezwładna. Mógł uderzyć, miast tego ją pogładził.
- Będzie to kilku tropicieli, jeden bóg śmierci który zna ich magię. On unieruchomi Hollowa. No i na wszelki wypadek w pobliżu będę ja... - uznał. Trudno było powiedzieć czy kapelusznik posiada jakiekolwiek ofensywne zdolności. - Medo... W samym budynku go nie ma... Wykonuje dla mnie zadania. Gdy będzie godny aby dołączyć do watahy, wtedy go tu sprowadzę. Na razie nie jest

Mimo że Duch zalała go falą pytań mężczyzna odpowiadał spokojnie, gładził ją przy okazji lekko dłonią - To jeden z tych Hollow którym pomagam sięgnąć wyżej i zwalczyć głód... Wojownik. - uznał - Jeśli zechcesz będziesz się mogła z nim zobaczyć - Spoglądał na duch, jego oczy były pełne ciepła... Były brązowe - Tak, będę tam gdzie mnie znalazłaś moja droga



***
kamys01
kamys02
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Bar "Pod Psem" - siedziba   Sro 14 Sie 2013 - 20:13

Zapewne pazury będą miały dobrą przyczepność, to dobrze. Jej wzrok wbił się w Kapelusznika. Byleby nie odchodził.
"Jak zwierze..." - Zabrzmiała myśl, ale została zignorowana. Łasiła się do niego niemal jak kot. Niemal. Uwielbiała ten dotyk. Był tak nowym, niesamowitym doznaniem. Chciałaby spędzić długie godziny tylko pod jego dłonią. A zapach? Zapach też był cudowny. Wypełniał płuca, ogrzewał wnętrze. Tylko czasem, gdy zdawała sobie z tego sprawę, jej ciało przecinał lodowaty dreszcz. Nadal się go bała, choć zyskiwał jej zaufanie z każdą chwilą. Oswajał ją. Tak. To było lepsze słowo. Szkoda tylko, że ona nie była tego świadoma.
- Bóg śmierci? - Zwątpiła. Nie podobało jej się to. Nigdy żadnego nie widziała, ale słyszała o nich. Słysząc jak wygląda sytuacja Medo wyszczerzyła się mimochodem. Była lepsza. Zawsze. Już wtedy mógł być najwyżej jej lewą łapa. Teraz ona była w stadzie, a on tylko kandydował. Był Hollowem na posyłki. Upokarzające. Smutnym byłoby, gdyby pewnego razu nie dał rady wrócić z roboty... Jej smutne oczy na moment się rozświetliły na myśl jak ten topi się we własnej posoce, jak jej ogon zaciska się wokół jego lędźwi, jak zęby powoli miażdżą kości. Wydała z siebie sykliwy pomruk.

Odchyliła nieco łeb by być bliżej niego. Coś drapało jej świadomość, ale nie zważała na to. Ten, który był jak człowiek. Hollow w skórze człowieka... Wojownik.
- Nie teraz... później. Muszę odpocząć. Chociaż... jest tutaj? - Nie mogła się zdecydować. Z jednej strony chciała zmrużyć ślepia, ale z drugiej możliwość rozmowy była kusząca.

"Moja droga." Z niejasnego powodu poczuła się lepiej. Jakby ktoś połechtał jej ego. Była ważna. Taką się poczuła. Najpierw przyprowadziła szczura, a później dała plan. Byłą Łowcą, lepszym od Medo. Wspaniałym Łowcą. Dała radę przecież zakraść się nawet do bossa. Była dla niego ważna... droga... była jego... Przymknęła ślepia pławiąc się w tym przedziwnym uczuciu. Ciepłe spojrzenie brązowych oczu spotkało się z groteskowym uśmiechem. Spod maski wrzecionowate źrenice schroniły się pod powiekami. Nagle o czymś sobie przypomniała.

- A ten Quincy? - Proste pytanie, ale fala emocji szarpnęła nią gwałtownie. Z zewnątrz pozostała jednak nadal łaszącym się, wielkim jaszczurem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kamys





Oddział : Dywizjon 11
Mistrz Gry : Izdurbal

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/290  (102/290)
Punkty Reiatsu:
41/156  (41/156)

PisanieTemat: Re: Bar "Pod Psem" - siedziba   Pią 16 Sie 2013 - 14:15

- Tak, również wypoczywa - Rzekł swym lekko zachrypniętym głosem. Dźwięk nie wydawał się już tak drapać, był silny i męski. Głos kogoś kto zdecydowanie w razie czego mógł ją obronić, głos dobrego przywódcy watahy. Gładził ją, zerkał na nią z ciepłym uśmiechem. Brązowe oczy zdecydowanie nie wyglądały przerażająco - Quincy jest na moich usługach. Prosiłem go żeby nie robił Ci krzywdy... Jeśli uważasz że przesadził powiedź, a ukarze go

- Nie będę Cie oszukiwać, wataha pełna jest przeróżnych istot. Quincy, shinigami, hollow, ludzi... Nic Ci tu jednak nie grozi. Czasem zdarzają się spięcia, czasem kłótnie, ale one zdarzają się wszędzie. Na wiecznych piaskach, w domu bogów śmierci. - rzekł, wysunął ostrożnie ku niej drugą dłoń - Niektórzy mówią że ta różnorodność to słabość, ja jednak twierdzę że to nasza siła... Rozumiem że możesz im nie ufać, wielu takich jak oni pewnie Cie skrzywdziło - Duch nie była pewna, ale chyba nieco smutku pojawiło się na jego twarzy - Ale to członkowie watahy, twoi nowi bracia i siostry... Oni również szukali ucieczki przed samotnością.



***
kamys01
kamys02
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Bar "Pod Psem" - siedziba   Pią 16 Sie 2013 - 15:34

Świetnie, skoro tu jest będzie mogła z nim porozmawiać, skoro odpoczywa to ona sama będzie mogła wypocząć, nie powinien zniknąć do tego czasu, a chwila wytchnienia, mimo wszystko, jej się przyda.

Było jej tak dobrze. Była tu bezpieczna, była spokojna. Uwielbiała ten głos, chciałaby go słuchać. By opowiadał jej jak najwięcej. Wiedziała, że przy nim mogłaby spać bez obaw. Cokolwiek się nie stanie, tutaj będzie bezpieczna, nie będzie już sama. Wreszcie może porozmawiać. Przecież ostatnim razem tak długo rozmawiała dawno, dawno temu. Metaforycznie roztapiała się od samego tembru i zapachu. Pragnęła jego bliskości. Pragnęła czuć jego delikatny, troskliwy dotyk. Czuła przyjemne ciepło rozpływające się po całym ciele im dłużej przebywała z nim w jednym pokoju. Jak mogła bez tego żyć? Taki powinien być wódz.

Przesunął ręką po jej pysku.

Ukłucie żalu. Czemu ona taka nie była? Gdyby była podobna do niego nic by się nie stało. Wszystko dałoby się naprawić, a tak co jej zostało?
"Zemsta" - Padła odpowiedź, gdzieś z głębi.

Znów musnął jej głowę.

Co to było... a tak... zemsta. Quincy jej zapłaci...

Kolejny ruch dłoni.

Właściwie nie jest tu tak źle. Mogłaby się przyzwyczaić. Doskonałą kryjówka, przywódca, z którym poszłaby na kraniec świata.

Słowa.

- Raczej sam miał szczęście, że uszedł z życiem. - Syknęła cicho nieco zadzierając pysk i patrząc mu w oczy. Lubiła ten kolor. Brązowy wydawał się ładny... a może po prostu lubiła jego oczy? Jak mogłaby je zostawić. Zostanie. Z pewnością. To jej nowy Dom. Z jakiegoś powodu nawet nie miała ochoty próbować dopaść Quinciego... Właściwie czemu by miała. Zrobili coś?

- I żyjecie razem. To dobrze. Tak powinno wyglądać stado... kłótnie są wszędzie... - Miała wrażenie jakby zaraz miała odpłynąć od samych tych pieszczot. W żaden sposób nie oponowała przed dotykiem drugiej ręki. Nawet nie przyszłoby jej do głowy, że mógłby chcieć jej coś zrobić. Wpatrywała się w te oczy i tonęła w nich.
Ostrożność darła pazurami jej umysł, ale znów została odepchnięta jak zwyczajny insekt.
- Tak. Niektórzy się narazili... - Wychwyciła smutek i jakby na pocieszenie lekko trąciła go łbem, choć i w jej oczach znów zagościł żal. Wspomnienia mimochodem przypomniały o sobie.
- Nasze stado. - Uśmiechnęła się znów groteskowo. Zaczynała zaciągać to od ludzi i tego dziwacznego Hollowa. Ale jakie to miało znaczenie. Właściwie czemu miałaby nie chcieć być z nimi w watasze?

"Medo, Grimmy, Quincy..."
"Stul pysk."
"Zemsta... Zemsta..."
"Ty też. Nie chcę was. Jest mi dobrze. Idźcie precz."

Zarówno Instynkt jak i Ostrożność ucichły pod naporem Świadomości mającej ciekawsze sprawy niż myślenie o takich rzeczach. W końcu był tu Kapelusznik. Było Stado. Było tak dobrze... Tak dobrze...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kamys





Oddział : Dywizjon 11
Mistrz Gry : Izdurbal

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/290  (102/290)
Punkty Reiatsu:
41/156  (41/156)

PisanieTemat: Re: Bar "Pod Psem" - siedziba   Pon 19 Sie 2013 - 15:45

Uśmiechnął się wesoło i ciepło słysząc pierwsze zdanie jakie wypowiedziała duch - Masz racje, mówił że nie spodziewał się z twojej strony takiego pomyślunku... Zaskoczyłaś go, to dobrze. Bardzo dobrze o tobie świadczy - uznał. Wbrew podszeptom ostrożności nie sprawił jej najmniejszego bólu, spokojnie gładził ja swoimi silnymi acz stosunkowo delikatnymi dłońmi.
- Nasze stado - powtórzył za nią - nasza wataha... - Nawet głód nie był przy nim straszny, przyjemność wytłumiła go mocno. Miast woni ofiar czuła jego słodki zapach - Wypocznij, idę aby zająć się przygotowaniem do polowania - Jego dłonie się zatrzymały. Kapelusznik spojrzał jej w oczy i uśmiechnął się - Niedługo będę... - Rzekł jeszcze, później odsunął dłonie, i skierowała się do wyjścia. Nie zamknął za sobą drzwi, przymknął je jedynie... Duch zaś została w pokoju, w kryjówce. Zdawało by się że całkiem bezpiecznej... Prz najmniej tak twierdził kapelusznik.



***
kamys01
kamys02
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Bar "Pod Psem" - siedziba   Sro 21 Sie 2013 - 14:52

Oczywiście, że świadczy o niej dobrze. Ze wszystkich, których do tej pory tu poznała tylko ona mogła nosić tytuł Łowcy. Tylko ona. Przymykała oczy poddając się rozkosznym pieszczotą. Uwielbiała je. Tonęła w nich. Gdy powtórzył jej słowa przeszedł ją dreszcz. Nie rozumiała z czego wynikał, ale to było tak przyjemne. Samo to zdanie sprawiało, że chciało się żyć. Że krew krążyła szybciej. Głód zanikał, a ona sama traciła poczucie czasu. Jej nowy, ulubiony zapach. Ambrozja wręcz.

Zerknęła na niego, gdy przestał. Nie chciała by przestawał. Nie chciała by sobie szedł. Dlaczego miałby odejść. Niech jej nie zostawia... Na szczęście. Obiecał. Obiecał, że wróci. To dobrze. Chęć protestu zniknęła. Wróci. Do Polowania... przygotowania. Tak... upolują zdradliwą bestię. Sprawią, że będzie cierpieć.

Odruchowo, gdy ten wyszedł wysunęła za nim łeb by odprowadzić go wzrokiem. Gdyby była człowiekiem jej wzrok z pewnością można by nazwać "maślanym", ale teraz po prostu patrzyła z maską nie zmieniającą wyrazu. Gdy zniknął weszła ponownie do środka. Zatoczyła kółko i podskoczyła radośnie. Dom. Jej nowy dom, jej stado, jej wataha. Kapelusznik! Wszystko jest tutaj. Wszystko czego chciała! Zerknęła na ciemnozielone drzwi i postanowiła sprawdzić co jest za nimi. Po cichu podeszła do nich i pchnęła je łbem. Była przygotowana na wszystko, choć jej umysł nadal pozostawał przy Kapeluszniku. Jeśli nie byłoby tam nic niebezpiecznego z pewnością rozejrzałaby się po pomieszczeniu i gdyby nie dało się z niego nijak wyjść zapewne udałaby się powoli na dywan, gdzie zatoczyłaby znów okrąg i ułożyła się otaczając swą sylwetkę ogonem. Ufała temu miejscu. Czuła się całkowicie bezpieczna. Przymknęła oczy. Świat poczeka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kamys





Oddział : Dywizjon 11
Mistrz Gry : Izdurbal

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/290  (102/290)
Punkty Reiatsu:
41/156  (41/156)

PisanieTemat: Re: Bar "Pod Psem" - siedziba   Czw 22 Sie 2013 - 11:02

Po kilku lekkich krokach, które brzmiały niewiarygodnie głośno wyszedł przez metalowe drzwi i zniknął jej z oczu. Jego kroki było jednak słychać jeszcze przez kilka chwil.

Duch została sama... Ale czy była teraz naprawdę sama ? Miała dom, watahę. Istoty które się z nią liczyły i które zapewne zawsze będą czekać na jej powrót.
Duch podeszła do zielonych drzwi, pchnęła je łbem, a one otworzyły się z łoskotem. Niewiele światła wpadało do środka... To jednak wystarczyło w zupełności. Duch widziała świetnie przy takim poziomie oświetlenia.
Pokoik był wykafelkowany jasną żółtą, pastelową farbą. Wewnątrz mieściły się dziwne ludzkie urządzania takie jak krzesła z dziurą, wypełnione wodą, oraz białe łodzie z gumowymi wężami... Doprawdy dziwne ludzkie wynalazki.

Z pomieszczania nie było jednak żadnego wyjścia. Widoczna była jedynie niewielka kratka przy suficie... Być może gdyby duch się bardzo uparła, to zmieściła by w niej łapę.

Później Hollow się położyła, miała nieco czasu dla siebię. Głód zmów zaczął ją drapać, nie było to jednak uczucie tak silne jak zawsze. Coś je przytłumiało.
Nie wiedziała ile czekała... W końcu jednak usłyszała upragnione kroki. Ciężkie, silne i głośne kroki kapelusznika.

[zregeneruj sobie HP do 32 i rei do 24]



***
kamys01
kamys02
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Bar "Pod Psem" - siedziba   Pią 23 Sie 2013 - 19:03

Krzesło z dziurą? Po co komu coś takiego. Ci ludzie... chociaż mieszkają tu Hollowy. Zajrzała do środka. Woda. Właściwie od dawna nie piła. Zanurzyła więc łeb upijając trochę z tego dziwnego źródełka i rysując pazurami powierzchnię krzesła. Następnie zaciekawiona zajrzała do łódki. Nie widziała tutaj typowego posłania tak więc uznała je za legowisko. Właściwie wyglądało jak specjalnie wyżłobione by wygodnie w nim spać. Wskoczyła do wnętrza. Oczywiście był to błąd. Zaczęła się ślizgać, a do tego nie było tu wcale wygodnie, porysowane łódź już wkrótce straciła swą załogantkę.

Gdy wróciła do głównego pomieszczenia po chwili kontemplacji możliwości obrała dywan. Zatoczyła wokół niego kółko i zwinąwszy się ułożyła do snu. Jednak sen miał przynieść znacznie więcej niż myślała. Okazuje się bowiem, że to wtedy jest się najwrażliwszym na przemyślenia.

Gdyby ktoś ujął metaforycznie to co działo się w głowie Duch, mógłby to zrobić w poniższy sposób.

Akt I "Ciemność"

Ciemność. Gęsta, lepka i nieprzenikniona. Z jednej strony namacalna, aż ciężka, z drugiej bezdennie pusta. Każda myśl odbija się echem, każde tchnienie rezonuje do nieskończoności. Cisza i tylko pomruk, a może głęboki warkot niesie się kilometrami.

Duch zamrugała kilkukrotnie i ruszyła przed siebie. Czuła jak mrok przepływa po jej ciele, jak liże ją pozostawiając lepkie, nieznośne uczucie, jak plącze się pod jej łapami, jak chrupie i mlaszcze, gdy ta idzie przed siebie. Ogon sunie za nią leniwie, a ona choć ściskana przez ciemne, bezbrzeżne jestestwo ma pełną swobodę ruchu. Tylko nacisk, nieznośny, silny i utrudniający oddychanie. Wysunęła język, a ten zdrętwiał od ohydnego, cuchnącego smaku. Maź wołała jej imię, ciągnęła ją, popychała. I ten dziwny warkot... a może to coś innego?

W pewnym momencie stanęła. Promyk światła gdzieś na horyzoncie. Ruszyła powoli w jego stronę. Każdy krok stawiała z trudem. Oddech stawał się coraz cięższy, a ciemność coraz częściej lizała jej ciało. Wreszcie zobaczyła coś. Coś otoczone przez zwłoki. Stertę zwłok, Hollowów, ludzi, dusz, Shinigami... wszystkie rozerwane brutalnie na strzępy. Dojrzała też tamtego Hollowa w ludzkiej skórze przy sporym kamieniu. Wybebeszonego i rozdartego niemal na pół. Obok niego leżeli Medo i Grimmy, nieco dalej rozrzucone ciała jej byłego Stada. Zadrżała. Mięso i zapach krwi.

Ciemność zaczęła się rozwiewać. Wokół leżały miriady ciał. Niezliczone zastępy istot, a ona stąpała po nich, była przez nie otoczona, to one ocierały się o nią zostawiając ślady z posoki na jej skórze i masce. Pod nią, z każdym kolejnym krokiem, pękały białe pancerze Hollowów lub kości innych istot, mlaskały ciała i krwawe miazgi, w które się zamieniły. Bezbrzeżna kraina umarłych, a w niej, tylko w jednym miejscu, jakby wytarty okrąg ze sporym głazem po środku. Kilkumetrowe stosy ciał niknęły w dali, w dziesiątkach korytarzy jakby jakaś machina szła przed siebie tnąc wszystko co na potka tak by stworzyć przejście. A na kamieniu siedziało coś. Coś z długim, zakończonym szpikulcem ogonem kołyszącym się niemrawo. Znów ten dźwięk. Warkot... chociaż nie... to było coś innego... jakby... burczenie. Istota obróciła się powoli, a Duch ujrzała siebie, siebie trzymającą w paszczy oderwaną głowę Kapelusznika, którego nakrycie głowy opadło na ziemię. Z głośnym chrupnięciem czaszka ustąpiła, a soczysta zawartość wlała się do trzewi... jej trzewi. Ciemne, puste oczy spojrzały na nią i wyszczerzyły się w groteskowym uśmiechu. Cała sylwetka skąpana była w świeżej krwi. Głód na nią czekał.
- Sssmacznego. - Rzuciła jej kopia i wgryzła się w kolejne ciało, przy wtórze burczącego donośnie brzucha. Duch milczała. Przypatrywała się tylko jak błyskawicznie jedno z ciał znika w trzewiach Głodu. W końcu ten na nią spojrzał.
- Rozejrzyj się. Możesz wybrać sobie każdego, oni wszyscy są dla ciebie, możesz ich pożreć jeśli tylko zechcesz! - Duch chciała zaprotestować, ale zdrętwiały język nie chciał jej słuchać. - Shinigami... - Zaczął Głód. - Quincy! - Wypluł z pogardą to słowo. - Oni są tylko potworami, ale smakują wybornie... jak zemsta! Hollowy! Dusze! Słodkie dusze! -Istota niemal się rozmarzyła. - Wiesz co smakuje najlepiej? - Głód zeskoczył z kamienia i schodząc sprawnie po stosie trupów zbliżył się do Medo i jednym kłapnięciem pożarł go w całości. - Wrogowie... ale jest coś lepszego. - Tutaj zbliżył się do szczątków jednego z jej Stada, które kojarzyła i wpatrując się w nią wgryzł się w jego ciało i już z pełnym pyskiem dodał. - Towarzysze.
Duch wydała z siebie gardłowy warkot, wściekłość w niej szalała. Spróbowała rzucić się przed siebie, ale zapadła się w ciała już po podbrzusze. Szarpała się wściekle, a Głód kontynuował.
- Oni są tym lepsi im bliżej ich byłaś, na dłużej zaspokajają burczenie, wiesz? Zwłaszcza, gdy błagają o litość. - Wyszczerzył się i wysunął język, który zadrgał w ekstazie. - Ale naj, naj, najwspanialszym z kąsków jest nie kto inny jak twój przywódca stada. - Głód zaczął dobierać się do zwłok kapelusznika, targać za wnętrzności, rozrywać jego ciało kąpiąc się w posoce, a ona musiała patrzeć. - Po co za nim idziesz? Po co ci ktokolwiek?! Radziłaś sobie sama tyle czasu! Było nam dobrze... - Tutaj Głód oblizał się. - Nie niszcz tego. Po co ci jakieś... stado? - Wypluł kawałek kości Kapelusznika, która odbijając padła na większy stosik. - Jedz! Jedz! Jedz! Inaczej to burczenie nigdy się nie skończy, rozumiesz?! - Nagle maska Głodu wykrzywiła się. - Czy ty nie chcesz by już przestało? - Znów odgłos burczenia, a Głód zaczął rozglądać się wokół jakby czegoś szukał. - To już nie starczy, trzeba czegoś lepszego! LEPSZEGO! - Zwłoki zadrgały, a kamień pękł na pół ukazując bezdenną czeluść do której powoli wszystko zaczęło wpadać. Burczenie nasilało się. Rosło i rosło, a Duch bezradnie patrzyła na Głód, który panikował.
- Co jest lepsze, co jest sma... wiem. Skoro nie mogę nasycić go w ten sposób, cóż jest lepszego od... - Obejrzał się na nią i wyszczerzył się zręcznie krocząc po osuwających się zwłokach. - ... ciebie samej? - Szczęki rozwarły się i zacisnęły na jej masce. W nagłej ciemności słyszała tylko trzask i syk. Później nastąpiła pustka.

Akt II "Ocean"

Wiedziała. Nie posłucha go, bo w końcu sama się pożre, w końcu takie myślenie ją zgubi, zabije ją i zniszczy. Nic z niej nie zostanie poza bezmózgą bestią. Nie chciała powrotu do tego Cyklu. Nie chciała zanurzać kłów w towarzyszach. Nie tędy droga. Stado zdaje się być rozwiązaniem... To wszystko myślała lecąc swobodnie w próżni. Nagle wpadła do czegoś gęstego z głośnym chlupnięciem. Panicznie zaczęła machać wszystkimi kończynami by wypłynąć na powierzchnię, czuła jakby się topiła, jakby to miał być koniec. W ostatnim momencie wynurzyła się głośno dysząc. Tak niewiele brakowało. Była śliska. Ociekała jakimś śluzem, którego nawet nie widziała. Powiew wiatru ochłodził ją. Kątem oka, w oddali dojrzała grotę. Było tu tak ciemno jak w Hueco Mundo, nawet księżyc był ten sam, ale zamiast piasku było morze. Drobne fale zaczęły odpychać ją od jaskini otoczonej piaskiem. Od plaży. Zaczęła płynąć, męcząc się, szarpiąc swe mięśnie i ścięgna. Czułą się jakby przywiżano do niej łańcuchy. Co chwilę zapadała się by znów wynurzyć na powierzchnię, by złapać oddech. Czasem miała wrażenie, że coś musnęło jej kostki, ale ignorowałą to uczucie walcząc z żywiołem. Fale stawały się coraz mocniejsze przykrywając jej sylwetkę raz po raz. Odruchem mlasnęła językiem, ale nie poczuła nic. Rozpacz zalewała jej serce równie szybko co fale, które w końcu podtopiły ją. Upiła sporo tego czegoś. Zdawało się znajome w smaku. Ujrzała plażę. Wyciągnęła łapy i machała coraz mocniej i mocniej pomagając sobie ogonem.

Wreszcie jej pazury uderzyły o plażę. Ziarenka piasku przyklejały się do niej, gdy wyczołgiwała się na brzeg niczym oślizgły potwór morski. Wiatr tutaj był znacznie intensywniejszy. Przychodził falami i wzburzał wodę. Zdawał się nasilać im bliżej jaskini była duch. Jej ciało błyszczało w świetle księżyca, a lepka maź spływała po niej i nie łącząc się z piaskiem sunęła do oceanu. W pewnym momencie Duch zatrzymała się. Między palcami swej przedniej, prawej łapy dostrzegła drobny strumyk tej mazi, który swobodnie płynął do morza. Prześledziła wzrokiem jego bieg szukając źródła. Błyskawicznie okazało się, że maź wypływa z jaskini. Z tej samej jaskini, z której wpatrywały się w nią dwa, czerwone ślepia. Zamarła. Nagle usłyszała. To co do tej pory wydawało jej się tylko wiatrem okazało się dyszeniem. Potężnym, ogłuszającym dyszeniem. Uzbrojona w pazury łapa wysunęła się z groty, za nią druga i maska. Znów jej maska, tym razem o czerwonych ślepiach. Nieco rozwarta szczęka szczerząca ostre jak brzytwa zęby po, których ściekała gęsta ślina. Oblepiała język, lepiła zęby i kapała z rozwartej paszczy dużymi kroplami. Te zaś dołączały do strumyka sunacego między jej łapami do oceanu. Zasilajac go z każdą chwilą. Instynkt ślinił się na myśl o wolności.

- Witaj. - Odezwał się głos po jej lewej. Obróciła gwałtownie pysk w tamtą stronę. To z morza wynurzała się właśnie kolejna jej kopia o czerwonych, nienawistnych oczach. - Wreszcie jesteś. - Powtórzył Instynkt wychodzący z oceanu po prawej. - Tęskniliśmy. - Dodała kolejna kopia wychodząc tuż za nią. Otarła się o jej ciało łącząc je śluzowatą śliną oblepiającą jej ciało. Przesunęła całą sobą o nią. Łaszący się potwór. Wyszczerzyła się i wysunęła jęzor. Wszystkie trzy szły w stronę Instynktu znajdującego się w jaskini, a gdy doń dotarły zaczęły ocierać się o niego i jakby łączyć się, nie tylko śluzowatą wydzieliną, ale też ciałami, a z każdą kolejną kopią Instynkt rósł aż w końcu stał się czterokrotnie większy od Duch. Nadal przypominał ją, ale w porównaniu do niej był jak smok.
- Mogłabyś być taka, ale nie słuchasz, uciekasz przede mną. - Gigantyczny jaszczur wyszczerzył się, a kolejna, znacznie większa kropla padła tuż przed pyskiem Duch. - Pożryj ich, stań się silna! Chcesz tego, prawda? Chcesz zemsty. Krawawej i brutalnej. Tak! Tego pragniemy. Oboje tego chcemy. Rozlewu krwi. - Wielki jęzor musnął powietrze, a piach pod łapami stwora zmienił się w posokę, która poczęła spływać między łapami Duch do morza barwiąc je powoli na czerwono. - Kochasz kiedy krzyczą. Uwielbiasz to! Pamiętasz te ciarki, te dreszcze, które masz, gdy ich gonimy, gdy zastraszamy... kiedy uciekamy! Po to żyjesz. Jeśli nam nie przeszkodzą, bądźmy w tym stadzie. Skoro więcej członków to więcej ofiar. Więcej ofiar to więcej krwi, bólu i krzyku. Więcej... - Łeb zbliżył się na wysokość pyska Duch, która drżała jak osika. - Sssstrachu. - Gardłowy, głośny, przejmujący śmiech. - Dopadniemy albo szczura... - W tym momencie gdzieś obok, z piasku wystrzelił mały szczurek, którego zaczęła gonić mniejsza od oryginału Duch. - Albo Kapelusznika. - Po przeciwnej stronie odegrała się scena, do której raz już doszło. - Cieszyłaś się pokonujac go. Poszło tak łatwo. Jeden ruch i byłby twój. Co to za dowódca! Co to za WÓDZ?! Nie jest silny, a my... my jesteśmy, skarbie. - Po lewej Duch zagryzała szczurka, a po prawej uśmiercała Kapelusznika.
- Wybór jest nasz... - Syknął Instynkt. - Ale to my decydujemy o naszym losie, nikt inny! Inaczej skończy się tak... - W tym momencie zmiażdżył obie, mniejsze, Duch. Głośny mlask i chrupanie towarzyszyło uderzeniu.  - A tego... tego nie chcesz, prawda? - Instynkt wyszczerzył się, a Duch poczuła, że stoi już po kostki w ślinie, a morze przybiera z każdą chwilą. Jest też zabarwione na czerwono, a w nim... w nim pływają tysiące takich jak ona. - One wszystkie... to ty... musisz tylko rosnąć w siłę, a same do ciebie przyjdą! - Jęzor dotknął Duch, a z paszczy wylało się jeszcze więcej śluzowatej substancji, która zaczęła topić Duch. Kolejne jej pomniejsze wersje zaczęły ciągnąć ją na dno. Szarpała się wiła i walczyła, ale bez skutku. Powoli zaczynała się topić, a Instynkt ślinił się dalej. - Jeśli się kiedyś komukolwiek poddasz. Równie dobrze możesz zginąć teraz. Tak kończą słabi... - To ostatnie co usłyszała nim lepka maź zalała jej płuca.


Akt III "Lustra"

Ciemność... ale jakaś dziwna. Nie powinna taka być. Zakrztusiła się i zadrżała. Nie da nikomu decydować za siebie. Już to wiedziała. Nie pozwoli by ktokolwiek nią władał i rozporządzał. Nie jest niewolnikiem, a istotą. Tak. Pójdzie za Kapelusznikiem, ale niech ten nie próuje jej stłamsić, bo gdy to się stanie... z radością zanuży zęby w jego gardle. Szczur... też coś. Cóż to za wyzwanie. Czemu ta ciemność robi się czerwona? Zdała sobie sprawę, że ma zamknięte oczy. Otworzyła je pospiesznie i ujrzała siebie. W pierwszej chwili przygotowała się na coś dziwnego, ale nic takiego się nie stało. Wyprostowała się, a ta na wprost zrobiła to samo. Rozejrzała się próbując ją zignorować i nagle ujrzała setki siebie. Tysiące, okalające ja ze wszystkich stron. Cała armia. Widziała je z każdej możliwej strony, od boku, od tyłu, od dołu, od góry i to ze wszystkich stron na raz, gdziekolwiek by nie spojrzała. Niepewnie poruszyła się, a one wszystkie zrobiły to samo. Podeszła do jednej, a część oddaliła się tylko po ro by reszta mogła się zbliżyć. Dotknęła pyskiem jednej z nich i poczuła gładką powierzchnię.

- Wydaje ci się, że Quincy tylko udawał, że te strzałki nie próbowały cię zabić? - Spytał ktoś. Rozejrzała się gwałtownie, ale nei zobaczyła nic poza tysiącami Duchów robiącymi dokładnie to samo.
- Zapomniałaś po co tu przyszłaś? Dla zemsty. Oni cię wykrzystują. Dlaczego od tak przyjmuje cię do stada? Dlaczego ty natychmiast stajesz się częścią, choć Medo musi próbować? I nie waż się odpowiadać, że dlatego iż jesteś lepsza. - Duch warknęła. - Gdzie jesteś... - Wysyczała rozglądając się.
- Wszędzie i nigdzie, tak jak ty powinnaś. Co ty sobą prezentujesz, nie ukrywasz się, pokazujesz, dobrze, że nie ujawniłaś wszystkich swoich informacji. - Zasyczało ironicznie coś. - Zastanów się. Najpierw czułaś strach, gdzie się on podział teraz? Myślisz, że wszystkich traktuje tak samo? Próbuje cię użyć. Wykorzystać. Jego wersja jest naciągana, nie zgadza się pod pewnymi względami. A nawet jeśli to szczur rozwieje wątpliwości. Dlatego musimy mieć plan. Plan jak to zrobić, jak przechytrzyć ich wszystkich. W końcu to my... TY jesteś Łowcą. Co z ciebie za Łowca, skoro mogę cię zobaczyć, a ty mnie nie? - Duch warknęła i natychmiast zakamuflowała się. Nim zdążyła całkowicie zniknąć nagle ścianki zaczęły pękać i w głośnym huku wszystkie rozpadły się na miriady części. W deszczu lustrzanych odłamków leżała, zwinięta w kłębek, druga Duch. Jedno jej oko o spokojnym, stonowanym żółtym kolorze wpatrywało się w oryginał. Ostrożność doczekała się chwili dla siebie.
- Nie możemy ufać nikomu! On przyjął Medo i Grimmiego, wysługuje się Quincy i jeszcze każe nam zapomnieć o ich zbrodniach. Ktoś współpracujący z każdym nie zasługuje na zaufanie, jeszcze nie. Niech zapracuje, niech udowodni, ze mu zależy. Póki co musimy uważać. Za chwilę przekaże ci Plan. Wtedy też będziesz wiedzieć co należy robić. Dobrze wiesz, że jakaś część ciebie myślała nad tym wszystkim. Dlatego mnie słuchasz. Dlatego wiesz, że mam rację. Pieści cię, jest z nim tak dobrze, ale od kiedy go spotkałaś czujesz to dziwne uczucie. On sprawił, że jesteś słabsza. Podatna na sterowanie. Nie wolno ci stracić gardy. Nie wolno... a teraz... teraz skoro znów pamiętasz kim jesteś. Idź dalej... - Duch poczuła jak pęka. Dosłownie. Spojrzała na swoje łapy, na siebie i ujrzała jak rozpada się niczym lustro, a wtedy wszystko zalał blask...

Akt IV "Labirynt"

Blask przerodził się w ogień pochodni. Zamrugałą i rozejrzała się. Była w kamiennym, długim korytarzu, który zakręcał po chwili gdzieś w bok. Było stąd tylko jedno wyjście. Ruszyła przed siebie, a zimna posadzka niosła echem jej kroki. Była świadoma, że mogą nią sterować, że ktoś może żerować na jej słabościach, ze ich zdolności Łowców są wyprofilowane w inny sposób, a to oznaczało... to oznaczało, że musi uważać jak nigdy. Łowca nie może stać się Zwierzyną. Co jej wtedy zrobił? Spojrzał na nią? Wywołał wspomnienie bólu i rozpaczy? Oczy są kluczem. Trzeba ich unikać, a podczas ataku oślepić go. To one są źródłem siły. Dlatego są tak straszne. Jeżeli jego kroki są sztuczką to może to oznaczać, że i wtedy użył sztuczki, że oszukał ją. W końcu nie pamiętała wcześniej takich rzeczy, czemu nagle by miała? Nawet jeśli to prawda to zdrowy rozsądek sugeruje by nie dawać od tak sobą sterować. A co jeśli szczur ma rację? W końcu od początku ostrzegał ją przed nim. Czyżby wiedział, że ten da radę go przejrzeć? Ale jeśli tak to jaki to miałoby sens? Po co w ogóle postanowiłby jaz aprowadzić tak daleko choć wiedział, że grozi mu niebezpieczeństwo. Nie ufać nikomu. W tym świecie nic nie jest takie jak się wydaje. Skoro Shinigami, Quincy i Hollowy mogą razem pracować, to równie dobrze mogą ją teraz oszukiwać. Musi jednak poczekać by się tego dowiedzieć.

Stanęła na rozstaju i nagle, w jednej chwili w jej głowie wyryło się pytanie: "Ufasz Kapelusznikowi?". Parsknęła i odparła "Nie." Wtedy zaś wiedziała, że powinna pójść w lewo. Nie rozumiała dlaczego, ale właśnie tak postąpiła. Niedługo później, przy kolejnych rozstajach pojawiały się kolejne pytania, a każda z odpowiedzi podawała kierunek. "Ufasz szczurowi?", "Nie." - Lewo.
"Chcesz być w stadzie?" "Tak." Prawo.
"Szukasz siły?" "To zależy." Prosto.
"Zrealizujesz Plan?" "Tak." Prawo.
"Zemścisz się na Quincy?" "Tak." Prawo.
"Pomścisz stado?" "Tak." Prawo.
"Będziesz pamiętać by uważać?" "Tak." Prawo.
"Kim jesteś?" "Łowcą." Stój.
Wokół Duch wznosiła się sporej wielkości sala. Wyłożona dokładnie kamiennymi płytami, a może kafelkami? Miały one dziwną żółtawą barwę. Na środku pomieszczenia leżał dywan. Pobrudzony i zniszczony. Już go gdzieś widziała. Nie było tu jednak osoby zadającej pytanie. Rozejrzała się zdegustowana takim dowcipem i nagle zdała sobie sprawę. Odpowiedziała na wszystkie te pytania na spokojnie i w pełni świadomie. Stało się tak, bowiem to ona jest Świadomością. To ona podejmuje ostatecznie decyzje. Wyszczerzyła się w uśmiechu i ułożyła się na swym prawowitym miejscu. Nadszedł czas by odpocząć.

Epilog

W jednej chwili wszystko co tworzyło Duch: Głód, Instynkt, Ostrożność i Świadomość ułożyły się do snu bowiem w jednym się zgadzały. To świadomość teraz dyktuje warunki więc wszystkie mogły odpocząć. Duch zamknęła ślepia skończywszy zastanawiać się nad tym wszystkim.



Przemyślenia Duch były doprawdy długie i musiała zetrzeć się ze wszystkimi elementami swej natury. Bo choć to one ją budowały to każda z cząstek jej jestestwa chciała czegoś innego. Gdy nie było w pobliżu Kapelusznika z łatwościa udało jej się zastanowic nad wszytkim co sie dzieje i wyciagnać wnioski. Co przyniesie przyszłość jeszcze nie wie, ale jedno jest pewne. Ma już Plan działania.

Z chwili odpoczynku wyrwał ją dźwięk znajomych kroków. W pierwszej chwili podniosła pysk i chciała wybiec na przywitanie, ale skarciła się i po prostu rozprostowała kończyny i ogon aż szczęknęły stawy. Czuła się zdecydowanie lepiej zarówno duchem jak i umysłem czy ciałem. Wstała i ruszyła do drzwi by wyjrzeć na zewnątrz. Była gotowa by rozpocząć Łowy. Była gotowa by odnaleźć swe miejsce i odkryć, które z nich kłamie, a które mówi prawdę. Cokolwiek przyneisie przyszłość. Była gotowa... a przynajmniej taką miała nadzieję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kamys





Oddział : Dywizjon 11
Mistrz Gry : Izdurbal

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/290  (102/290)
Punkty Reiatsu:
41/156  (41/156)

PisanieTemat: Re: Bar "Pod Psem" - siedziba   Pon 2 Wrz 2013 - 11:37

[ Miałeś racje, podoba mi się post : D Dopisz sobie + 1 kontrola rei, w najbliższym czasie dam Ci informacje jak zmienił się jeden z twoich skilli rasowych ]

Sen którego zaznała duch był bogaty w mądrość. W końcu do jej świadomości dotarły głosy które zagłuszał człowiek w kapeluszu. Człowiek o łagodnych brązowych oczach i przerażających czerwonych. Istota o słodkim, hipnotyzującym zapachu kojarzącym się z największą przyjemnością i zagrożeniem. Swoim ciałem przekazywał tak sprzeczne informacje, że trudno było stwierdzić co jest prawdziwe.

W końcu kroki ucichły, drzwi otworzyły się z lekkim skrzypnięciem, zaś u progu stał kapelusznik. Pomieszczenie znów wypełnił piękny zapach gryzącego dymu. Znów zaczął pieścić powonienie potworzycy. Człek odziany był podobnie jak wcześniej, jedyną różnicą był skórzany, potargany płaszcz zarzucony na ramiona. Rękawy zdobiły niedługie frędzle. Mimo że duch nie czuła wiatru to widziała że włosy kapelusznika poruszają się lekko. Jego oczy przez krótki moment zdawały się być czerwone. Nie była tego jednak pewna - Jak się czujesz moja droga ? - Ah ten głos kojarzący się z bezpieczeństwem. Był zachrypnięty i męski, ale również i miękki jak puch.



***
kamys01
kamys02
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Bar "Pod Psem" - siedziba   Pon 2 Wrz 2013 - 14:16

Nim jeszcze dotarł do drzwi zmieniła zdanie i znów ułożyła się na dywanie tak, że łeb miała skierowana do wyjścia. Otworzyła jedno oko i leżąc, zwinięta w kłębek wpatrywała się w wejście. Skrzypnięcie sprawiło, że przez ułamek sekundy jej mięśnie się napięły. Widząc go rozluźniła się, choć nie w pełni. Pierwszy moment, w którym poczuła gryzący i jakże przyjemny zapach był chwilą, gdy postanowiła się bronić przed otępieniem. Tak też przestała "wąchać" otoczenie by ograniczyć kontakt z tą niezmiernie cudowną jak i otępiającą wonią.

Pozornie zaczęła wstawać by się rozprostować. Podczas tego procesu ruszała nieco głową. W rzeczywistości uważnie się mu przyglądała. Ruch włosów bez wiatru był co najmniej niepokojący. W końcu to kolejny nieznany element. Gdy dojrzała czerwień w jego oczach, niby przypadkiem, odwróciła wzrok. Nie miała zamiaru spoglądać mu w oczy, gdy te jarzą się w ten sposób.

- Dużo lepiej. Nadszedł już czas? - Ach ten głos. To będzie najtrudniejsze. Od samego tembru przeszedł ją dreszcz, a to nie znaczyło nic dobrego. Tyle sprzeczności budził w wnętrzu. Miała problem by utrzymać się bez popadania ponownie w uwielbienie dla jego osoby. Podeszła do niego i zadarła w górę łeb czekając na odpowiedź.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kamys





Oddział : Dywizjon 11
Mistrz Gry : Izdurbal

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/290  (102/290)
Punkty Reiatsu:
41/156  (41/156)

PisanieTemat: Re: Bar "Pod Psem" - siedziba   Czw 5 Wrz 2013 - 18:52

Duch po chwili zdołała dostrzec pewnego rodzaju zmianę na swoim ciele. Łuska jaka kryła jej ciało stała się drobniejsza, nieco mocniej odstawała od skóry. Matowa powierzchnia odbijała nieco światło, chociaż to rozchodziło się dziwacznie po powierzchni łusek. W jednym miejscu było jaśniejsze, w innym ciemniejsze. Przynajmniej to dostrzegła gdy postawiła krok w kierunku kapelusznika.
Mężczyzna również musiał dostrzec zmianę, otworzył oczy nieco szerzej przyglądając się duch. Uśmiechnął się lekko, spokojnie - Zdaje się że sen jakiego tu zażyłaś zadziałał na Ciebie całkiem dobrze - Pewnie nawet nie wiedział w ile miał racji w słowach jakie wypowiedział. Duch wiedziała. - Jeśli jesteś gotowa możemy powoli zaczynać - Wyciągnął w jej kierunku lekko dłoń.

[ dostajesz nowy skil ;d mechanikę Ci podeśle na pw, jak zgadamy się z resztą ]



***
kamys01
kamys02
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Bar "Pod Psem" - siedziba   Today at 15:23

Powrót do góry Go down
 
Bar "Pod Psem" - siedziba
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Świat :: Ziemia :: Karakura :: Obrzeża Miasta-
Skocz do:  
Free forum | © phpBB | Free forum support | Kontakt z | Report an abuse | Create your own blog