IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Nabór na stanowiska Mistrzów Gry! Rekrutacja na GG: 3594960!
Pomoc dla nowych graczy

Lista aktywnych Mistrzów Gry:
Kamys 5/3 | Izdurbal Tenshi - 3/4 | Imperator Kuchiki - 3/3
Shadow - 1/1 | Kovacs - 0/1 Ekkusu - 3/3


Share | 
 

 Mirani Hitaro

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Mirani Hitaro   Pią 29 Sty 2010 - 22:59

Imię: Mirani
Nazwisko: Hitaro
Profesja: Shinigami
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 45 Lat
Waga: 78 Kg
Wzrost: 183 Cm
Wygląd: Dobrze zbudowany , wysoki mężczyzna o zimnym przeszywającym spojrzeniu.
Charakter: Często zamyślony , ceniący przede wszystkim spokój mężczyzna. Nie lubi kiedy wyrywa się go z zadumy i nie raz taka osoba srogo pożałowała. W życiu codziennym nie jest agresywny lecz czasami musi na czymś wyładować złość , najczęściej robi to w walce co daje mu z niej większą satysfakcję. Dla niego życie codzienne i walka to zupełnie dwa inne realia których nie da się pogodzić.
Ekwipunek: Boken, mundur akademii, przybory do pisania

Historia:
Krótko o rodzinie:
Mirani Hitaro na co dzień zwykły szary obywatel i pracownik dużej firmy produkującej metale NMC (National Metalic Corporate). Nigdy nie posiadał dzieci , ani przyjaciół. Ojciec Miraniego zginął walcząc o honor ze słynnym Shai-kuang , który to oskarżył go o zdradę cesarza i kraju z powodu uwolnienia dzieci , które były niewolnikami zdobytymi w licznych napadach na wioski. Zanim umarł zostawił synowi w spadku szatę i katanę , ale Mirani nigdy nie był zainteresowany tym spadkiem ani walką , tym bardziej że jego rodzony ojciec zabił matkę z niewiadomych dla niego przyczyn. Hitaro mógł się tylko zastanawiać przez te wszystkie lata jaki mógł być tego powód.

Śmierć:
Pewnego dnia gdy Mirani Hitaro szedł do pracy jak co dzień ,gdy nagle od strony południowej miasta słychać było ogromny huk i wrzaski. Zainteresowany tym zdarzeniem postanowił sprawdzić co się tam dzieję. Nie musiał długo czekać , aby zobaczyć ogrom kataklizmu. Wieżowiec po wieżowcu i dom po domu zapadały się albo były miażdżone przez niewyobrażalną siłę. Kolejna szrama na wieżowcu i górna połowa wbiła się w dolną , a odłamki szkła , metalu były rozniesione po całej południowej i wschodniej części miasta.Na ulicy panował zaduch , kurz wznosił się na 20 metrów , a w asfalcie widać było dziwne wgniecenia od ogromnych stóp czy czegoś podobnego do nich. Od strony wschodniej zapadał się właśnie ogromny drapacz chmur , gdy dwie ogromne siły zderzyły się tworząc falę uderzeniową , która podniosła wszystkie kawałki szkła i małe odłamki metalu. Lecz to nie był jeszcze koniec , na drodze między częścią wschodnią , a południową pojawiło się największe wgniecenie , jakby coś upadło. W tym momencie słychać było tylko trzask kruszącego się betonu , który ugiął się pod "czymś" co zapewne chciało wstać , ale mu się nie udało , gdyż ogromny blask przeszył monstrum , a także oślepiając na moment przechodniów. Tylko jeden człowiek stał i wpatrywał się w dziwne światło , które przeszyło horyzont. Tak , był to Mirani dziwny traf chciał , że mógł on widzieć potwora , który spowodował te zniszczenia. Stwór ten był wysoki na 15 pięter albo i więcej , nosił ogromną białą maskę i posiadał dziurę w okolicy klatki piersiowej. Oczy miał puste , aż czarne i zdawałoby się głębokie , gdyż nic w nich nie można było zobaczyć tylko ciemność. W powietrzu stali także dwaj mężczyźni. Jeden był ubrany w białą szatę i posiadał długi poszczerbiony miecz , był chyba silniejszy od tego drugiego ponieważ sam zniszczył przeciwnika w strasznie szybkim tempie , jego ruchów gdy atakował nie było w ogóle widać. Ten drugi , ubrany na czarno w jakby kimono , ale dół był luźny jak w sukience. Hitaro wiedział że już gdzieś to widział , ale nie pamiętał jeszcze gdzie. Minęła chwila , a nieznajomi wybawcy odeszli , teraz trzeba było się zająć poszkodowanymi. Hitaro trochę poharatany przez szkło pobiegł do najbliższego budynku , aby sprawdzić czy ktoś przeżył. Na ulicach słychać już było syreny wozów ratunkowych , gdy znowu nadszedł wstrząs. Z początku chłopak myślał że potwór wrócił , lecz były to "skutki uboczne" tak wielkich oddziaływań sił i to spowodowało tarcie płyt tektonicznych , które przecięły miasto w pół od strony północno-zachodniej w stronę południową co bardzo utrudniło ratowanie ocalałych. Było już późne popołudnie a słońce zachodziło za horyzontem , wszyscy mieszkańcy , wojsko , policja , straż pożarna , pogotowie pomagało wydobywać najczęściej zwłoki , ale i zdarzało się że wydobywano przytomnych ludzi , lecz niestety mieli oni po ucinane kończyny lub zmiażdżone kręgosłup lub głowę. 26 latek zmęczony długimi poszukiwaniami postanowił przespać się w domu i następnego dnia dalej pomagać. Pech chciał że w 3/4 drogi osłabiony wdychaniem tych wszystkich świństw i pracą fizyczną zemdlał na chodniku i przeturlał się na jezdnie na której wpadł pod rozpędzoną karetkę. Umarł od razu , a jego wnętrzności i kończyny było rozrzucone w promieniu 30 metrów. Krew była wszędzie , na domkach które ocalały , na karetce , na jezdni i na lampach. Kierowca ambulansu doznał szoku po tym wypadku i aktualnie przebywa w zakładzie psychiatrycznym. Miasto zaczęto powoli odbudowywać , a w Japonii ogłoszono żałobę narodową z powodu kataklizmu w którym zginęło ponad sześć tysięcy ludzi , a piętnaście tysięcy zostało rannych lub zginęło w wyniku uduszenia się pyłem , który unosił się przez kilka dni nad gruzami , lub w wyniku innych chorób z tym związanych.

Rukongai:
Obudziłem się w dziwnym miejscu wszędzie było brudno , a hałas z ulicy przedzierał się przez tekturowe ściany. Nie tak wyobrażałem sobie niebo , nie tak miało być ! Po chwili koncentracji i uspokojeniu się , odważyłem się otworzyć "drzwi" wyjściowe. Gdy wyszedłem na ulice pożałowałem że w ogóle to zrobiłem. Panował tu syf i ubóstwo. Dzieci leżały na ulicy , brudni handlarze sprzedawali jedzenie. Dziwną sprawą było to że nie odczuwałem głodu , ale chyba już tu tak jest. Postanowiłem popytać przechodniów bo kompletnie nie wiedziałem co ja tu mam robić. Po długiej rozmowie z handlarzem dowiedziałem się co , gdzie i jak. Dostałem także u niego pracę. Minął już pewien czas , a życie tu staje się strasznie monotonne , postanowiłem że zostanę Shinigami. Zauważyłem że moje podejście do "życia" się zmieniło , kiedyś byłem pacyfistą , teraz kocham walczyć i zabijać. Ostatnio dopadłem jakiegoś złodzieja w wąskiej uliczce. Nie miał dokąd uciec , ale ja sięgnąłem po oderwany pręt oparty o ścianę i przebiłem mu głowę zaczynając wkłucie w oku a kończąc w szyi , wbiłem go po skosie tak aby patrzeć jak cierpi. Na szczęście nikt tego nie widział , a ja oddaliłem się szybko od miejsca zdarzenia. Następnego dnia zacząłem trening fizyczny , mam dużo czasu po pracy , a żeby dostać się do akademii trzeba być dobrze przygotowanym. Trenuje w opuszczonym domku , który stoi na klifie. Mam tu dostęp do wody i dużo wolnej przestrzeni. Ukradłem z pracy kilka worków po mące , trochę mięsa i zrobiłem z nich 2 manekiny , które już w pierwszych dniach zdały egzamin. Moja siła rosła z każdym dniem , nie mówiąc już o mięśniach. Te manekiny były już całkiem rozwalone , więc musiałem skombinować coś lepszego. W pracy wpadłem na znakomity pomysł. Gdy żyłem słyszałem o mnichach , którzy walili pięściami w ściany z cegieł , więc postanowiłem zrobić taką ścianę , ale teraz miałem większe zmartwienia na głowie. Mój domek z tektury nie nadawał się już kompletnie do mieszkania. Zabrałem wszystko to co było mi potrzebne i przeniosłem się na klif do opuszczonej chaty w której trenowałem. Było to nawet udogodnienie gdyż nie musiałem wracać i pilnować domu co jakiś czas , aby nic "cennego" nie zginęło. Z odłożonych pieniędzy kupiłem sześć cegieł i trzydzieści desek. Deski poprzybijałem zamiast starych , spróchniałych od strony klifu , gdzie czasem fale były tak wysokie że uderzały o deski , a woda wlewała się przez szpary w drewnie. Do pracy zabrałem się wieczorem powietrze było rześkie , a ja wypoczęty. Kilka desek mi został więc posmarowałem je cementem z dwóch stron. Do jednej stronie umieściłem cegły , a drugą stronę przymocowałem do podłogi. Po zakończonej robocie położyłem się spać. Tej nocy miałem koszmary. Widziałem jak mój ojciec zabija matkę, potem jak ojciec ginie z rąk jakiegoś faceta , widziałem tylko śmierć i krew. Nie wytrzymałem presji , obudziłem się w środku nocy zalany potem rozwścieczony na cały świat. Musiałem to jakoś odreagować , w pierwszym momencie chciałem rozwalić jakąś deskę a nawet ścianę , ale przypomniałem sobie o ściance z cegieł do treningu. Podszedłem do desek na których były cegły , usiadłem na kolanach i zacząłem walić ręką z całej siły. Na początku czułem ból , ale zanikał on z czasem. Osłabiony i zmęczony osunąłem się na podłogę i zapadłem w głęboki sen. Obudziłem się późnym rankiem , miałem strasznie opuchnięte ręce i ledwo się podniosłem. Wiedziałem że w takim stanie nie mogę iść do pracy więc zrobiłem sobie dzień wolny. Pamiętam tylko z tego dnia że przyszedł do mnie mój pracodawca zaniepokojony moją nieobecnością i zrobił mi zimne okłady. Minął już co najmniej miesiąc od mojego przybycia tutaj. Trening coraz lepiej mi idzie i powoli przyzwyczajam ciało do bólu. Zmieniłem plan swojego treningu który wygląda teraz mniej więcej tak : Po pracy przychodzę do domu i przez godzinę walę pięścią w ściankę. Potem odpoczywam przez najbliższe trzy godziny i na wieczór biorę cegłę i uderzam się kilka razy w różne części ciała. Myślę że mój trening fizyczny dobiega końca. Stałem się krzepki i odporny na nie które ciosy. Nauczyłem się opanowywać ból lub przynajmniej go niwelować. Na uczczenie zakończenia treningu fizycznego ogłosiłem tydzień odpoczynku od treningu a w pracy dostałem urlop. Teraz mam czas aby wyremontować tę chatę. Na początek kupiłem dużą ilość dobrej jakości desek , trochę słomy i dużych palmowych liści. We wtorek zdjąłem kartony z "dachu" i poodrywałem deski ze ścian i podłogi. Tego dnia spałem pod gołym niebem co nie było takie złe bo świeże powietrze dobrze robi na myślenie. W środę obudziłem się dopiero w południe i od razu zabrałem się do roboty. Najpierw wyrównałem glebę co zajęło mi sporo czasu , a potem położyłem podłogę z nowiutkich desek. Pod wieczór zacząłem stawiać ścianę od strony klifu ale zmorzył mnie sen. Kolejnego dnia dokończyłem budowę ścian i zacząłem kłaść dach. Kilka desek przybiłem pod skosem i w szpary upchałem słomy , a na sam wierzch położyłem duże liście palm związane sznurkiem z deskami , aby wiatr ich nie porwał. Jak na najgorszą dzielnicę "slumsów" był to bardzo ładny dom i starannie wykonany. Zostały mi 2 deski i średnia wiązka słomy więc zrobiłem sobie posłanie. Było nawet całkiem wygodne i ciepłe. Po zakończeniu budowy domu w czwartek zostało mi jeszcze 4 dni wolnego które spędziłem na leniuchowaniu. W poniedziałek musiałem się wsiąść do pracy i to mocno bo trzy osoby do przenoszenia towaru się zwolniły i nie miałem teraz nawet na myślenie o kolejnej fazie treningu. Dzień w dzień przez dwa tygodnie pracowałem jak wół dopóki nie znalazł się ktoś dodatkowy na wolne miejsca. Był to chłopak o imieniu Utika i także chciał zostać Shinigami. Miał on tylko 15 lat ale był jak na swój wiek dobrze umięśniony. W wolnych chwilach na lunch , wychodziliśmy za sklep i trenowaliśmy wyzwalanie reiatsu. Z początku w ogóle mi nie wychodziło , za to on był w tym całkiem niezły. Był dla mnie bardzo pomocny i nie wiadomo kiedy staliśmy się dobrymi przyjaciółmi i chyba los tak chciał , że spaliła mu się chata i nie miał gdzie pójść. Pozwoliłem mu zamieszkać u siebie i mogliśmy więcej czasu spędzać razem gawędząc i patrzeć na spiętrzone fale. Monotonnie powtarzające dni szybko mijały i nie wiedzieć kiedy , dobrze opanowałem technikę wyzwalania reiatsu. Byłem już gotowy na egzamin wstępny , więc pożegnałem Utike i staruszka (pracodawca). W zamian za pomoc zostawiłem chłopakowi dom i trochę oszczędności , aby miał je na czarną godzinę i poszedłem na egzamin wstępny , który poszedł mi dobrze. Zostałem przyjęty do akademii. Teraz czeka mnie prawdziwy trening , dzięki któremu stanę się Shinigami.

Akdemia Shinigami - część druga
Pierwszego dnia akademii byłem bardzo podekscytowany spotkaniem z wykładowcą i z innymi adeptami. Większość z uczniów to były dzieci bogatych ludzi lub z dobrym rodowodem , którzy nie chcieli się kolegować z takim biedakiem jak ja. Naszym nauczycielem okazał się 8th Division Fukutaicho. Kiedy wszedł do sali wydawał się strasznie poważny , ale po chwili rozglądania się po sali uśmiechnął się wyszedł na środek , usiadł na swojej ławce i przedstawił się nam.

- Witam wszystkich na pierwszych zajęciach z teoretyki. Nazywam się Juin Reluy i przez najbliższe półtora roku będę waszym wykładowcom.

Po krótkim przywitaniu nasz nauczyciel zaczął tłumaczyć nam obowiązujące prawa w Seretei , Rukongai i co najważniejsze w akademii. Materiał ten wałkowaliśmy około miesiąc , a na koniec mieliśmy krótki test ze znajomości regulaminu. Ci którzy nie zdali uczyli się dalej , ale musieli zdać ten test w późniejszym terminie. Po miesiącu żmudnej nauki regulaminu zaczęliśmy teoretykę. Starsi adepci akademii mówili nam że to jeszcze gorsze od kucia regulaminu , a inni zaś że to najlepsze co spotkało ich w akademii. Nie wiedziałem co o tym myśleć , ale i tak wiedziałem, że sam się o tym przekonam więc nie miałem co więcej dumać i zacząłem iść w stronę sali. Koło drzwi stało trzech adeptów , którzy zniecierpliwieni czekali na wykładowce. Stanąłem obok nich i włączyłem się do rozmowy. Dyskutowaliśmy tak około piętnaście minut dopóty dopóki nie przybiegł nauczyciel. Był bardzo zdziwiony ilością uczniów na zajęciach ponieważ było nas tylko siedmiu. Przeprosił nas za spóźnienie i powoli zaczęliśmy wchodzić na salę , gdy na końcu korytarza nastąpił wybuch i rozległ się krzyk. Wszyscy zaczęli biec w tamtą stronę , a gdy opadł pył zobaczyliśmy ściany oblepione krwią i częściami ciała. Wybuch był tak potężny , że zniszczył doszczętnie trzy sale jedną naprzeciw ległą i jedną położoną ścianę w ścianę z salą w której nastąpił wybuch. Gdy dotarliśmy do poszkodowanych w wybuchu nie było już prawie kogo ratować. Znaleźliśmy pod gruzami tylko kilka osób które przeżyły wybuch , ale najczęściej od pasa w dół nie miały nic albo te części były już martwe z powodu niedokrwienia. Akcja toczyła się bardzo szybko i sprawnie. Oddział medyczny ratował kogo się dało , a każdy kto mógł pomagał wygrzebywać wpół żywych shinigami. Po tygodniu wygrzebywania zwłok i odgarniania zawalonych ścian i dachu nie znaleźliśmy ciała wykładowcy. Te osoby które przeżyły mówiły , że to wybuchł wykładowca , ale Kapitanowie którzy prowadzili dochodzenie w tej sprawie wybuchli by śmiechem , gdyby nie powaga sytuacji. Wszystkie zajęcia do wyjaśnienia sprawy zostały odwołane. Po kilku dniach nudzenia się i nic nie robienia postanowiłem powęszyć na własną odpowiedzialność. Miejsce zdarzenia było pilnowane przez dwóch młodych Shinigami , z czego jeden spał. Przechytrzyć raczej by mi się ich nie udało więc musiałem spróbować po koleżeńsku. Podchodziłem do stojącego na warcie shinigami tak , aby nie zbudzić drugiego.

- Cześć , jak samopoczucie?
- Czego tu szukasz adepcie , wejście na ten teren jest surowo wzbronione i nie próbuj się prześlizgnąć bo posmakujesz ostrza mojej katany.

Podszedłem do niego bliżej i przycisnąłem do jego klatki piersiowej woreczek z pięćdziesięcioma ryo.

- Dobra możesz wejść byle szybko i nie obudź tego drugiego bo mu też będziesz musiał zapłacić.

Skinąłem głową na znak, że się zgadzam i podążyłem w stronę gdzie stało biurko wykładowcy. Przesłuchani mówili że stał on obok biurka w momencie wybuchu , ale widzieli jeszcze w tym samym czasie jakby przezroczystą ścianę. Nikt nie mógł tego wytłumaczyć dokładniej , więc wszyscy uznali to z zbędne. W miejscu gdzie nastąpiło owo zdarzenie stało kilka nie tkniętych , czystych , drewnianych desek. Układały się trochę dziwnie , jakby w prostokąt czy nawet małe półkole. Nie wie czy to wcześniej kogoś nie zainteresowało , ale postanowiłem pogrzebać w akademickiej bibliotece. Wychodząc ponownie skinąłem głową do Shinigami stojącego na warcie na znak podziękowania. Teraz zacząłem szukać ów biblioteki. Po korytarzach akademii błąkałem się około dwadzieścia minut , ale wpadłem na "błyskotliwy" (sarkazm) spojrzenia na mapkę szkoły , która zamieszczona była w holu. Spotkałem tam klasowego kozła ofiarnego. Praktycznie to go w ogóle nie znałem , ponieważ nie interesuje się życiem klasy , wole sobie raczej podumać o wszystkim i o niczym. Nerae - bo tak miał na imię , był dla mnie bardzo życzliwy i zaprowadził mnie do biblioteki , a nawet mnie po niej oprowadził i wytłumaczył gdzie co jest. Poprosiłem go o pomoc w szukaniu śladów co mogło spowodować tą białą smugę , czy to zatrzymało wybuch i co mogło tą eksplozje zablokować.

- Mirani , mam tylko taką sugestię ...
- Tak , słucham Cię Nerae ?
- Promieniowanie cieplne wybuchu wynosi 35% energii wybuchu , a na falę uderzeniową przypada około 50% całkowitej energii wybuchu. Więc albo to cud , albo jakaś potężna magia.
- Też wydaje mi się , że to trochę dziwne , ale nie wiem od czego zacząć.
- To może zaczniemy od Kidou , myślę że powinniśmy tam coś znaleźć.
- Dobra , a gdzie są tu jakieś książki o zaawansowanym Hadou i Bakudou.
- <Ekhm ...> Nie ma ? Wycofali je po tym jak duża grupa Shinigami próbowała nauczyć się wysoko poziomowych Hadou i zabiła wtedy ponad dwustu adeptów. Trenowali oni w piwnicach po akademią , a siła niekontrolowanego reiatsu zniszczyła główny plac , który potem został odbudowany, ale to dawne dzieje. o takie sprawy to musimy się już pytać Kapitanów , może jakiś z nich ma książkę o Kidou.

Wyszliśmy z biblioteki i udaliśmy się w stronę wyjścia z akademii. Byliśmy obaj już bardzo zmęczeni więc postanowiliśmy że spotkamy się przed bramą wejściową o godzinie trzynastej. Gdy wszedłem do akademika , wszyscy się bawili jak gdyby nigdy nic. Nie miałem ochoty na zabawę , ale "porwali" mnie inni Shinigami i powoli się rozkręcałem. Niestety impreza dla mnie nie trwała długo gdyż po dwóch piwach zasnąłem oparty o ścianę. Obudziłem się po godzinie szesnastej i miałem strasznego kaca. Byłem sam zdziwiony , że tylko po dwóch piwach "odpadłem". Zebrałem się szybko z podłogi , pobiegłem do pokoju i szybko zjadłem śniadano-obiad. Wybiegłem w pośpiechu z akademika i po chwili byłem pod główna brama , lecz Nerae nie było. Tego się spodziewałem więc podążyłem do głównego budynku akademii , gdzie udzielono mi informacjo o aktualnym miejscu zamieszkania adepta Nerae Hyumiu. Mieszkał on w średniej wielkości domku o typowym starym japońskim kształcie. Przeprosiłem go za to że nie przyszedłem i wyjaśniłem okoliczności , po czym udaliśmy się w stronę głównej siedziby oddziału numer dwanaście. Kapitan nie był dla nas miły , a nawet bardzo podejrzliwy. Nie spuszczał nas z oka , bo jak on to ujął "żebyście nic mi tu nie popsuli". Nerae znalazł kilka danych które mogły pasować do pozostawionych śladów na podłodze i efektów wybuchu. Zapisał to wszystko na dłoni i wyłączył komputer. Podziękowaliśmy dużym ukłonem kapitanowi , co mu się najwyraźniej spodobało , bo po raz pierwszy uśmiechnął się do nas. Wyszliśmy zadowoleni , że znaleźliśmy jakieś informacje i że wpadliśmy na jakiś trop. Dopasowaliśmy ślady na podłodze do jednego z Bakudou : #81 - Danku (Rozszczepiająca próżnia). Dało nam to podstawy , aby sądzić że kapitan Iniuoga dokonał sabotażu i planuje coś jeszcze gorszego. Pobiegliśmy szybko do głównego budynku akademii i próbowaliśmy wszystko wytłumaczyć znajdującym się tam Shinigami , ale mało z tego zrozumieli. Pod eskortą czterech Shnigami udaliśmy się do sali audiencyjnej oddziału pierwszego , gdzie wszystko wytłumaczyliśmy innym kapitanom. Szybko po tym ogłoszono alarm w całym Seretei i jako zakładników wzięto tymczasowo cały oddział szósty , którego to kapitanem był Iniupga. Po trzy godzinnych poszukiwaniach ustalono , że kapitan Iniuoga Oritamake chciał się stać potężniejszy i próbował zostać Vizardem co jednak mu się nie udało i został zabity. Popełnił on trzydzieści dwa dwa zabójstwa w tym dwudziestu dziewięciu adeptów i trzech shinigami podczas schwytania. Na koniec wydano oświadczenie :
"Każdy kto pójdzie w ślady Kapitana szóstego oddziału Iniuogi Orimitake i będzie chciał zostać Vizardem lub nim zostanie zostanie zabity."

Na koniec ja i Nerae w nagrodę za wytrwałość , męskość i odwagę zostały nadane nam przywileje szlacheckie co bardzo nas zaskoczyło , a zarazem ucieszyło , gdyż w końcu zostaliśmy szanowanymi ludźmi w Soul Society. Zajęcia wznowiono po półrocznej naprawie sal. Teraz czas na dalszą naukę ...

Pieniądze: 100 Ryo.

STATYSTYKI
Siła:7 (+1 Płeć + 1 Profesja)
Szybkość:7 ( +2 Profesja )
Zręczność:15 ( -2 Płeć +5 Wolne +8 wiek)
Wytrzymałość:6 (+1 Płeć)
Inteligencja:14 (+3 Profesja [Premia] +1 wiek +5 wolne)
Psychika:2 (-3 Profesja)
Reiatsu:6 ( +1 Profesja)
Kontrola Reiatsu:5

OGÓLNE
Udźwig: 70 Kg
Prędkość (śr.): 7[km/h].
Prędkość (max.): 24[km/h]
PŻ: 60
PR: 30

TECHNIKI
Poznane Hadou: #1 - Shou , #4 - Byakurai ,#11 - Tsuzuri Raide , #12 - Fushibi
Poznane Bakudou: #1 - Sai , #4 - Hainawa , #8 - Seki , #9 - Geki , #26 - Kyakko
Umiejętności: Ulubiona Broń ,Mistrz Broni ,Punkty Witalne , Szanowany , Pojętność.
Wady: Wrażliwość na Alkohol


Ostatnio zmieniony przez Mirani dnia Sob 30 Sty 2010 - 11:15, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Kamys





Oddział : Dywizjon 11
Mistrz Gry : Izdurbal

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/290  (102/290)
Punkty Reiatsu:
41/156  (41/156)

PisanieTemat: Re: Mirani Hitaro   Sob 30 Sty 2010 - 9:50

Obrazek Byaku - NIE... Resztę poczytam później



***
kamys01
kamys02
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Mirani Hitaro   Sob 30 Sty 2010 - 10:58

Edited
Powrót do góry Go down
Takagi Niizuki





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Watanabe no Tsuna

Karta Postaci
Punkty Życia:
180/180  (180/180)
Punkty Reiatsu:
460/460  (460/460)

PisanieTemat: Re: Mirani Hitaro   Nie 31 Sty 2010 - 15:05

Wygląd:
- jedno zdanie to nie opis wyglądu, zwłaszcza że grafikę można sporo opisać (wiem, bo taką ma moja postać do D&D )
Charakter:
- za krótko opisany jak dla mnie, niewiele z niego wynika.
Historia:
- Za krótka jak na 45-latka i to grubo za krótka.
- Skąd pomysł by zostać shinigami, spotkał jakiegoś wcześniej ?
- Nie zauważyłem powodu zmiany charakteru z pacyfisty na żądnego krwi a to jest ważne, skąd taka radykalna odmiana
- Opisy ćwiczeń to nie historia, wystarczyło po prostu napisać że trenuje.
- Szlachectwo w nagrodę za takie coś ? Chyba przesadziłeś.
Kidou:
- Sprawdz czy nie masz ich za dużo.

NEGATYW


Dziadek Szyderca
-----------------------
Co zrobisz w przypadku zła, którego nie możesz pokonać sprawiedliwością ?
Zwalczysz zło złem, czy też zaakceptujesz fakt, że sprawiedliwość z nim przegrała ?
Tak czy inaczej, zło pozostanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Watanabe no Tsuna





Mistrz Gry : Fairy

Karta Postaci
Punkty Życia:
4096/4096  (4096/4096)
Punkty Reiatsu:
83037/262144  (83037/262144)

PisanieTemat: Re: Mirani Hitaro   Wto 2 Lut 2010 - 12:33

Cytat :
będę waszym wykładowcom
Zgin, przepadnij zmoro nieczysta...

Tworzona postac musi pasowac do swiata, w ktorym ma zyc. Stad i jej historia musi z tym swiatem wspolgrac. Nie zwrociles np. uwagi, iz glowni oficerowie Gotei sa juz tu oficjalnie opisani. Np. pojawiajacy sie w Twoim tekscie porucznik osmej dywizji nie wspolgra z tym oto.

Ogolna ilosc wyjatkowosci bohaterow jest wzglednie stala. Zatem jesli bohaterow jest malo, rosnie ich niezwyklosc. Im jednak ich wiecej, tym bardziej powszednieja. Forum jest masowe, bohaterow (graczy) jest mnostwo, czyli kazdy z osobna jest duzo bardziej przecietny, niz taki Ichigo. Po co ten wywod? Gotei to jakby nie patrzec wojsko. W dodatku Soul Society to realia feudalne. Coz zatem wyjatkowego bylo w dwoch kadetach, ze poszli ot tak sobie do kapitana dywizji XII i pozwolono im grzebac w jego danych? Oczywiscie nie kazdy kapitan musi byc pysznym burakiem, ktory nie zadaje sie z nikim ponizej porucznika, ale czy od razu bedzie sie bratal z wszystkimi dookola. Nie kazdy tez musi byc tak paranoiczy, jak Mayuri, ktory nawet kapitanom skapil wiedzy, niemniej swobodny dostep dla kadetow to troche przesada. Zakladajac, ze w ogole by na teren dywizji ktos ich wpuscil, to pozniej odeslanoby ich raczej do biblioteki akademii - niech tam sobie wiedzy szukaja.

Cytat :
Dało nam to podstawy , aby sądzić że kapitan Iniuoga dokonał sabotażu i planuje coś jeszcze gorszego.
Co Wam dalo podstawy do sadzenia, ze stal za tym kapitan Iniuoga (pomijajac fakt, ze znowu jest to postac znikad)? Czyzby byl jedynym, ktory znal wydedykowane przez Was zaklecie?

Wracamy do poczatku, czyli historii pasujacej do swiata. Skoro jestes jeszcze w akademii znaczy, ze calosc powyzszego miala miejsce wzglednie niedawno i powinno odbic sie echem po calym Soul Society - w koncu zdrada i zgon kapitana to wydarzenie bardzo powazne. Obecny kapitan dywizji VI ma sie dobrze i z opisu mozna wywnioskowac, ze na stolku siedzi juz pare lat. Ale to nie az tak istotne. Wazne jest to, ze jesli bys chcial w historie wplesc wydarzenia tak wielkiego kalibru, nalezaloby to skonsultowac z MG (najlepiej adminem) i uzyskac akceptacje owych wydarzen. Osobiscie polecalbym jednak cos mniejszego, co nie musialo wstrzasnac calym swiatem.

W kwestii nadania szlachectwa - proponowalbym opisac jakies wydarzenie, w ktorym przysluzyles sie konkretnie jakiejs rodzinie (nie zaraz calemu Seireitei), po ktorym uznala ona, iz masz potencjal i mozna Cie adoptowac.

Pozdrawiam,
Tsuna
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Mirani Hitaro   Today at 2:45

Powrót do góry Go down
 
Mirani Hitaro
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Strefa Gracza :: Gracze :: Stare-
Skocz do:  
Free forum | © phpBB | Free forum support | Kontakt z | Report an abuse | Sosblogs