IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Nabór na stanowiska Mistrzów Gry! Rekrutacja na GG: 2785425!
Pomoc dla nowych graczy

Lista aktywnych Mistrzów Gry:
Kamys 5/3 | Izdurbal Tenshi - 3/4 | Kuchiki Kyosuke - 6/3
CZaras – 2/3 | Shadow - 1/1 | Kaz- 1/1 | Kovacs - 0/1 |
Watanabe no Tsuna
- 2/3* (możliwe dodatkowemiejsce o ile KP zainteresuje, zaś gracz będzie aktywny)


Share | 
 

 Jacob Tsubayoshi

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Kitsune





Oddział : Dywizjon 10
Mistrz Gry : Watanabe no Tsuna

Karta Postaci
Punkty Życia:
47/110  (47/110)
Punkty Reiatsu:
60/260  (60/260)

PisanieTemat: Jacob Tsubayoshi   Wto 9 Lut 2010 - 15:15

Imię: Jacob
Nazwisko: Tsubayoshi
Profesja: Człowiek
Płeć: M
Wiek: 28
Waga: 90 kg
Wzrost: 187
Wygląd: Typowy Amerykanin z urody dla laika, nieliczni zauważają subtelną domieszkę azjatycką. Chodzi w skórzanej kurtce lub płaszczu, stara się nie ruszać nigdzie bez kapelusza. Każda część garderoby jest mocno schodzona.
Spoiler:
 

Charakter: podchodzi do życia z lekką nutą ironii oraz otwartości. W relacjach z innymi stara się być rzeczowy, nie lubi rozbuchanych wypowiedzi, stawia jasno sprawy, wobec płci pięknej sili się na szarmanckiego... z różnym skutkiem. W pracy zdeterminowany, uparty niczym osioł.
Ekwipunek: płaszcz, medalion w kształcie pentagramu, zapałki, kilka buteleczek plastikowych, biała kreda, 500ryo

Historia: Padał deszcz, zdaje się że dość często o tej porze roku i w tym mieście. Jednak to co mnie obudziło to był ten cholerny budzik, dziw że jeszcze działał po tym jak ostatnim razem zripostowałem jego pobudkę. Tym razem jednak spokojnie go wyłączyłem, być może przyda się później, a z kasą krucho – po co mi kolejny wydatek, a o nieelektroniczny, nakęcany ręcznie budzik coraz trudniej w nowoczesnym świecie. Dalsza część poranka też nie była urocza. Niestety, jakoś wcale te Japonki nie lecą na europejczyków, a może to dlatego, że jednak mój ojciec też był z kraju kwitnącej wiśni, może gdyby jak mama był z Nowego Yorku to byłoby łatwiej. Ej moment to nie dzień na wspominki, to dzień roboty, dostałem cholerne zlecenie. W końcu! Nie po to przeleciałem całą Amerykę i Pacyfik by być bezrobotnym detektywem-magiem. Tak właśnie tym się zajmuje, tymi sprawami, które najczęściej powodują uśmiech na twarzy niedowiarków. Cóż, po części mają rację, dziewięć na dziesięć przypadków to zwykły pic na wodę, ale raz na jakiś czas pojawi się coś co nie należy do tego świata. Wtedy wkraczam ja. Zajmuję się też odnajdywaniem osób i przedmiotów co naprawdę jest całkiem proste przy moich umiejętnościach. Czasami pytali mnie o to czy robię sztuczki na przyjęciach, ale to nie moja broszka – nie jestem kuglarzem, a profesjonalistą. W USA już nie ma co do roboty, wszystko jest płytkie i kiczowate. Liczyłem, że tutaj nieco mistycyzmu zostanie.

Spoglądając w lustro niemal co dzień zastanawiam się czy dobrze wybrałem, może trzeba było olać to i zacząć normalne życie: rodzina, dom, pies, praca w jakiejś firmie... ale czy na pewno czułbym, że żyję? Że to ja? Nie bardzo. Przynajmniej nie narzekam na urodę, całkiem męsko, ale jednak tego zarostu pozbędę się. Po łazience czas na śniadanie, tosty i napar z mieszanki ziołowej z pobliskiego marketu, cholera wie co jest napisane tymi szlaczkami, równie dobrze mogli dać sproszkowane gówno z odrobiną skoszonej trawy, ale przynajmniej pobudza. Wolałbym prysznic, ale ta stara prukwa jeszcze mi walnie większy czynsz. Jak wykonam dzisiejsze zlecenie to sobie naleję pełną wannę z pianą oraz jazzowym rytmem w tle. Odkąd zamieszkałem z wujkiem Quinnem ta muzyka towarzyszyła mi przez całą podstawówkę i przez całe liceum, potem wszystko się zmieniło. Teraz nie pora na sentymenty, cholera co to za dzień? Na pieprzone wspominki mi się zebrało, klient pewnie czeka już na mnie w umówionej knajpie – nie może czekać, jestem przecież zawodowcem.
Ulice Karakury, coś innego niż NY. Tutaj wszystko zarówno w chaosie jak i w porządku. Centrum miasta jak to centrum cywilizowanego miasta: wieżowce, sklepy, knajpy. Ta, w której miałem się spotkać wyglądała inaczej, właściwie to speluna. Te ciemne miejsce aż było nabuzowane magią, a naocznie dało się już zauważyć przy wejściu gdzie stał bramkarz przypominający bardziej ogra niż człowieka. Na swój sposób czułem się swojsko, bo w podobne miejsce zabierał mnie Quinn, tam też uczył podstaw magii: panowania nad żywiołem, magii ducha, a gdyby nie to, że staram się być jednak tym porządnym to pewnie i zakazanej magii również. Na tym etapie właśnie zabiłem skurwiela. To on zabił mi starego, na początku nie wiedziałem, byłem szkrabem, to on wpoił we mnie zasady samuraja, to on zajmował się mną gdy matka umarła przy porodzie, a może to też była część planu diabolicznego wujka? Teraz to nieistotne. On nie żyje, a ja tak.
Klienta poznałem od razu, nie było trudno wśród mend, które tu przebywały: dobrze ubrany, uczesany, zapewne jego okulary kosztowały tyle co miesięczny wynajem mojej kawalerki, nie liczę piwnicy, w której mam swoją pracownię – tamtych rzeczy nie da się wycenić, gdyż na ebayu nie sprzedaje się raczej gruczołu z trupikorzenia czy esencji ducha, a na pewno nie kamienia, w którym siedzi Altortharazar czy jak ja sam go nazywam po prostu Tony, geniusz intelektu zamknięty kilka wieków temu, ponoć przez samego merlina, ale kto go tam wie. Ważne, że to gadająca encyklopedia, przy okazji straszny dziwak. Być może Tony powie mi coś ciekawego gdy dowiem się co mam zrobić. Gość z pewnością siebie i nonszalancją proponuje oczywiście coś do picia, tym razem jednak nie przyjmę. Wyjaśnia o co chodzi – w jego rezydencji hotelu jest pokój, który zabija: 13 zgonów nagłych, 10 ponoć naturalnych. Niezły bilans jak na 3 lata od wybudowania hotelu. Pytam o szczegóły: czy to demon, czy były jakieś odgłosy. Nic. Jedynie niezidentyfikowana maź, którą przynosi mi w pudełku po surówce. Rzecz jasna przyjmuję zlecenie, koleś jest nadziany, sprawa wygląda na poważną – zapowiada się niezły zarobek. Wracam do siebie i schodzę do swojej piwnicy, Tony jak zwykle układa glify starożytnych. Tony oczywiście ogląda ciecz, spełniło się to czego obawiałem – robota demona. W podzięce daję Tonemu 10 minut względnej wolności – potem przymusowo wraca, choć zawsze gdy to robię zdaje się, że to wcale nie przymus, jakby sam się skazywał na taką niewolę.
Idę do hotelu, pełen wypas, co najmniej 4 gwiazdki. Lokaj, pouczony wcześniej o moim przybyciu zaprowadza mnie do pokoju, gdy widzę numer wyczuwam ironię – 13. Wchodzę do pokoju, oglądam go. Żadnych śladów, niezłe wyposażenie. Trudno, trzeba wpierw poczekać na jakieś oznaki. Walę się łóżku i oglądam tv. To tu też puszczają ten bananowy serial o studentach? Cóż, może tak myślę, bo nigdy na studia się nie dostałem, po liceum zacząłem swoją karierę, wtedy też właśnie zabiłem wujka, w obronie własnej, bo chyba tak można nazwać opór przed złożeniem mnie jako ofiary dla demonów. Telewizor jakby zareagował, mój medalion też - nieodzowny wykrywacz wszelkich magicznych aktywności jak i również niewielkie źródło energii, które nieraz uratowało mi sytuację. W ekranie pokazał się wujek, drwiący uśmiech, jak zawsze, po zaskoczeniu wkurwiłem się, jeszcze bardziej jak przemówił:
- zabiłeś mnie, ale nie usunąłeś ze swojego życia. Jeszcze się doigrasz Jacob.
Omal mi pikawa nie poszła, ale zaraz przyszło doświadczenie – zapewne to właśnie demon, a demony zwykle atakują... od tyłu. I to mnie uratowało, bo ze ściany wyskoczył potwór, o którym mowa, wężowata bestia, z kostną osłoną na twarzy niczym maska:
- Doigrasz się Jacob
- Sorry, innym razem zasrańcu.

Wcześniej nie tylko ja byłem na łóżku, był też mój chlebak, a w nim coś specjalnego na takie okazje, zaklęcie eksplodujące, które wcześniej trzeba nakreślić symbolem na jakiejś powierzchni. To za mało by go odprawić, ale dało cenne sekundy. Spod płaszcza wyjmuje broń – katanę po ojcu, nie żadna tam wysadzana złotem zabawka, drewniana, nie lakierowana pochwa, wytarta rękojeść. Miecz ten, ponoć pamiątka rodowa nie pochodzi z tego świata. Tym właśnie mieczem uczył mnie też tatko jak posługiwać, jak się okazało słusznie. Przedziurawienie tego bydlaka zwykłym ostrzem pewnie okazałoby się zbyt trudne jeżeli w ogóle możliwe. Ten wszedł jak w masło, niestety nie tam gdzie trzeba przez co skończyłem na ścianie ledwie pacnięty przez demona, mocny bydlak do tego wkurzony. Byłoby pewnie po mnie gdyby nie to, że ten miecz traktuje jako swój magiczny kostur. Krótka formułka, ułożenie mocy
-Tsuzuri Raiden.
i wiązka błyskawic paraliżuje brzydala. Teraz już koniec, uderzenie w maskę kończy przedstawienie. W sumie wiele się nie zniszczyło, więc spędzę tu chyba noc. Wywalam nieco nadpalaną pościel, łapię za słuchawkę:
- Obsługa, proszę o nową pościel i pizzę. Proszę przekazać dyrektorowi, że już załatwiłem sprawę pokoju 13.

Coraz bardziej podoba mi się Karakura.
STATYSTYKI

10+5+3=17
Atrybuty:
Siła: 5+1=6
Szybkość: 5
Zręczność: 5-2=3
Wytrzymałość: 5+1+2=8
Inteligencja: 5+6=11
Psychika: 5+5=10
Reiatsu: 5+3+2=10
Kontrola Reiatsu: 5+5=10

OGÓLNE


Udźwig: 60kg
Prędkość (max.): 20
Prędkość(śr): 6.5
PŻ 80
PR 100

Umiejętności:
Wyczucie Zamiarów
Ulubiona broń(katana)
Sojusznik

Zdolność: znajomość magii, w tym kidou.


Spoiler:
 


Ostatnio zmieniony przez Kitsune dnia Pią 12 Lut 2010 - 1:17, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Watanabe no Tsuna





Mistrz Gry : Fairy

Karta Postaci
Punkty Życia:
4096/4096  (4096/4096)
Punkty Reiatsu:
83037/262144  (83037/262144)

PisanieTemat: Re: Jacob Tsubayoshi   Czw 11 Lut 2010 - 10:23

"rodzina, dom, pies, praca jakiejś firmie..."
Zjedzona litera.

"ale przynajmniej pobudza i do końca mnie pobudza"
Replay.

"Na swój sposób czułem się swojsko"
Swoj - swojsko, tez niezgrabne.

Historia ladnie opisana (czemu takich turek szujo nie piszesz). Nie jestem do konca przekonany, czy klimatem to nie jest bardziej Gosta Hanta (ach ta japonska wymowa wyrazow obcych), niz Bleach. Postac mozna rzec sztampowego detektywa. Klasyk. Czyta sie dobrze, czuc charakter, no i niestety pare wulgarnych slowek (ktore moze i maja racje bytu, ale i tak ich nie lubie). Troche smutno to stwierdzac, ale lepiej Ci sie ten Jacob udal, niz poki co Lisek.

Pozdrawiam,
Tsuna
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kitsune





Oddział : Dywizjon 10
Mistrz Gry : Watanabe no Tsuna

Karta Postaci
Punkty Życia:
47/110  (47/110)
Punkty Reiatsu:
60/260  (60/260)

PisanieTemat: Re: Jacob Tsubayoshi   Pią 12 Lut 2010 - 1:12

poprawki wstawione ;p Swojsko zostaje, bo wolę taką formę. Postaram się liskiem pisać lepiej

Jak już na SB wspomniałem, mnie raczej inspirował Sin City.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Watanabe no Tsuna





Mistrz Gry : Fairy

Karta Postaci
Punkty Życia:
4096/4096  (4096/4096)
Punkty Reiatsu:
83037/262144  (83037/262144)

PisanieTemat: Re: Jacob Tsubayoshi   Pią 12 Lut 2010 - 9:17

Nie chodzilo o to, ze slowo zle. Uwazam, ze zestawienie "swoj" i "swojsko" obok siebie nie wyglada dobrze. Moze lepiej bylo by napisac "w jakis sposob", "w pewien sposob", albo "wlasciwie czulem sie tu swojsko"...

Pozdrawiam,
Tsuna
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Jacob Tsubayoshi   Today at 11:36

Powrót do góry Go down
 
Jacob Tsubayoshi
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Strefa Gracza :: Gracze :: Stare-
Skocz do:  
Forumotion.com | © phpBB | Free forum support | Kontakt z | Report an abuse | Have a free blog with Sosblogs