IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Nabór na stanowiska Mistrzów Gry! Rekrutacja na GG: 3594960!
Pomoc dla nowych graczy

Lista aktywnych Mistrzów Gry:
Izdurbal Tenshi - 3/4 | Imperator Kuchiki - 4/3
Kovacs - 1/3 Ekkusu - 3/3
Watanabe no Tsuna - 4/4
Benorn - 1/2


Share | 
 

 Akihiko Arakida [Shinigami]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Algalon


avatar

Mistrz Gry : Ginuś

Karta Postaci
Punkty Życia:
100/100  (100/100)
Punkty Reiatsu:
110/110  (110/110)

PisanieTemat: Akihiko Arakida [Shinigami]   Nie 11 Kwi 2010 - 16:56

Imię i Nazwisko: Akihiko Arakida
Profesja: Shinigami
Płeć: Męska
Wiek: 20
Waga: 84
Wzrost: 185
Wygląd:
Spoiler:
 

Akihiko jest wysokim, dosyć dobrze zbudowanym przedstawicielem płci męskiej. Średniej długości blond włosy cały czas stęrczą ku górze niczym nażelowane, każdy kto sądził by, że uzywa on do tego celu jakiś środków jest w błędzie... Nasz bohater po prostu urodził się z tym jak to określa "utrapieniem". Gdyż jednym sposobem by zmusić włosy do innego ułozenia jest po prostu ich ścięcie... Na świat patrzy zza lenonek o pomarańczowym odcieniu noszonych obecnie raczej z przyzwyczajenia niż z konieczności. Ubrany w tradycyjny strój kadetów akademii shinigami swój zanpaktou nosi na plecach w pochwie zawieszonej na wykonanym bez żadnych dodatkowych zdobień pasku

Charakter: Chłodny, patrzący z wyższością na wszystkich swoimi oczami zza emo grzywki mściel klanu... A nie...przepraszam to nie ten opis, już przechodzę do właściwego. Akihiko jest chłopakiem o dosyć miłym usposobieniu. Z chęcią wyciągnie pomocną dłoń dla współtowarzysza. Oddany dla przyjaciół, raczej nie zostawił by ich w potrzebie. Zachowuje odpowiedni szacunek do wyższych rangą a także swoich nauczycieli doskonale zdając sobie sprawę z zależności jakie rządzą światem shinigami. Do tych którzy zaś nie sa jego sprzymierzeńcami odnosi się jak zapewne kazdy z pogardą i często swego rodzaju politowaniem... Do wrogów zas (tj hollowy i inne barbarzyńskie istoty) tak jak każdy shinigami zwracać sie powinien - językiem swojego zanpaktou. Powierzane mu obowiązki stara się wykonać jak najlepiej chociaż czasem ma swoje humory i według niektórych zyje w „swoim świecie” to jednak to co zaczął stara się doprowadzić do końca w szczególności gdy dał słowo, że tak się stanie.

Ekwipunek: Boken, przybory do pisania, mundur akademii

Historia:Siadaj obok sempai, jak kiedyś obiecałem opowiem Ci dzisiaj swoją historię, na tyle na ile jestem dzisiaj w stanie sięgnąć pamięcią. Praktycznie pominę okres dziecięcy nie ze względu na to, że nie chce mi się, albo też nie mogę sobie przypomnieć co wtedy było, lecz z tego powodu, że naprawdę nie warto tym sobie zawracać głowy. Ponadto uwierz mi, wywody o tym jak to stawiałem pierwsze kroki, poznawałem świat czy poszedłem do szkoły były by na tyle trywialne, że nie zainteresowały by nawet największego miłośnika wenezuelskich, argentyńskich czy też brazylijskich seriali (oczywiście nie z powodu braku romansów i innych jakże niespodziewanych zwrotów akcji, lecz przez sztampowość fabuły) Dobra, dobra już zaczynam. Najpierw lekki wstęp a potem powoli będę dążył do teraźniejszości. Urodzony w rodzinie jakich wiele w Japonii. Ojciec jak i Matka pracowali w firmie zajmującej się elektroniką a nazywała się ona "Truskawka" (po japońsku podobno brzmiało mądrzej...), ponadto mógłem "poszczycić się" młodsza o rok siostrą która to niejednokrotnie dawała mi się we znaki, czy to przeszkadzając w odrabianiu zadań domowych czy też gdy próbowałem zaznać odpoczynku. Można powiedzieć, że dzięki temu wyrobiłem w sobie swego rodzaju cierpliwość. W końcu ilekroć siostra mnie nie denerwowała to niejednokrotnie pomagałem jej począwszy od prac domowych a na nastawianiu na dobry tor myślenia różnych dziwnych adoratorów skończywszy. Jak na dobrego syna przystało spełniłem oczekiwania rodziców dostając się na jedną z lepszych uczelni gdzie to po uzyskaniu właściwego wykształcenia miałem kontynuować rodzinną "tradycję" (wprawdzie jednopokoleniową ale umownie tak to nazwiemy...) i dzięki zdobytemu dyplomowi i rekomendacji rodziców zatrudnić się w wspomnianej na początku firmie. Wszystko układało się tak jak to w tego typu historiach wprost śmietankowo. Gdy wróciłem na przerwę zimową do domu moim oczom ukazał się przerażający widok, w domu widać było ślady masakry i ciała wszystkich członków rodziny... Wróććć znów mnie poniosło, nie - moja historia nie była tak banalna tak ta przedstawiona w poprzednim zdaniu, a już zapewne myślałeś, że to kolejny kicz jakiego przyszło nam ostatnimi czasy ciągle doświadczać ze wszystkich stron... Bynajmniej za życia na ziemi… Dobrze senpai, tym razem będę opowiadał dalej bez takich odskoków. W końcu chcesz poznać jak to sobie żyłem... Tak więc przy powrocie do domu w zimie nie zastałem tam żadnych śladów mordu czy innych tego typu. Rodzice czekali by mnie powitać, gdy zasiedliśmy do kolacji rozpoczęła się zwykła rozmowa. Ot co słychać, jak tam leci na studiach, jakich kolegów poznałeś, co się zmieniło przez te parenaście lat od kiedy to rodzice ukończyli wcześniej wspomnianą uczelnie ( no tak nie mówiłem o tym wcześniej Ojciec również tam studiował, no ale jak już wspomniałem wcześniej miała to być swego rodzaju tradycja…) aż skonczywszy na innych standardowych pytaniach jakie rodzice zadają swojemu dziecku po prawie pół roku nieobecności w domu ciekawi tego jak sobie radzi w nowym otoczeniu. Po tym jak rodzinka skończyła „przesłuchanie” udałem się do swojego pokoju i zasnąłem. Kolejnego dnia też nie działo się nic niezwykłego, ale za to 2 dni przed tym jak miałem wyjeżdżać stało się coś czego się nie spodziewałem… w całym mieście z powodu panującego wszechobecnie mrozu nastąpiła przerwa w dostawie energii elektrycznej. Wydarzenie to nie było by niczym szczególnym gdyby nie to, że dla kogoś uzależnionego dosłownie od wszelkiej elektroniki oznaczało bezkresną nudę ( pomyśl co można robić w domu w którym jedynymi źródłami rozrywki były sprzęty elektroniczne, począwszy od tego, że nie mogłem nawet skorzystać z Internetu, zagrać w cokolwiek na konsoli to nawet odpadało zwykłe oglądanie filmów w telewizji. To skłoniło naszego bohatera (czyli mnie) aby wyjść i rozejrzeć się po rodzinnej okolicy. Odpowiednio ciepło się ubrawszy wyszedłem i rozglądając się nie stwierdziwszy praktycznie żadnych zmian (tutaj jednak byłem w całkowitym błędzie, gdyż jesienią ułożono nowe chodniki z pięknej czerwonej kostki, no ale skąd mogłem to wiedzieć… przecież była zima i wszędzie leżał śnieg) Wróciwszy do domu zastałem tam oprócz rodziców siostrę która to wróciła wreszcie z tygodniowej wycieczki z swoim kolejnym chłopakiem. Gdy się sobie przedstawiliśmy w mojej głowie od razu pojawiło się to znajome zapewne każdemu uczucie „skąd ja go znam” pare minut później wszystko się wyjaśniło gdy to ojciec powiedział mi kim jest ów młodzieniec. Jako, że był synem jednego z menadżerów wspomnianej wcześniej firmie na „I” (tłumacząc na polski na literę „T”) Jako, że pierwsze wrażenie wywarł raczej pozytywne a ponadto wiedziałem z jakimi konsekwencjami czy to dla rodziców czy to dla mojej przyszłej kariery tej firmie wiązało by się potraktowanie go jak innych postanowiłem podejść trochę bardziej ulgowo i tym razem nie być nachalnym. Gdy już miał wychodzić zaproponowałem, że go odprowadzę, celem oczywiście nie było to co sobie teraz wyobrażasz zbereźniku jeden. Po prostu chciałem poznać teoretycznie przyszłego szwagra bliżej. A jak doskonale od wieków wiadomo facet z facetem zawsze dogada się najlepiej po paru głębszych. Niestety odmówił zasłaniając się abstynęcją, przypomniały mi się czasy szkoły średniej, gdyż to w niej ostatnio słyszałem to określenie, gdy będąc w jego wieku (tj: rok wcześniej) myślałem zapewne podobnie. Z tego co pamiętam zaśmiałem się wygłaszając mu na koniec jakaś dziwną sentencje „jak nie będziesz pił to co z ciebie będzie za student” czy jakoś tak, sam już nie pamiętam dokładnie, niby jestem młody i pamięć mam dobrą, ale to było już trochę czasu temu tak więc sempai musisz mi wybaczyć te luki we wspomnieniach. W każdym bądź razie są to rzeczy które pamiętam lepiej tak więc na nich się skupiam, nie zaś na tym jakiego koloru był obrus na stole czy tez na niebie mieliśmy 6 a może 10 chmur… W każdym bądź razie skoro nie miałem z kim już pogadać (tak, tak poszedł czy tam pojechał do siebie) tym do czego zmierzałem było to, że wracając na schodach poślizgnąłem się i zwichnąłem lekko noge. Na tyle lekko, że jakoś sam dałem radę „dojść” te pare metrów do domu jednak na tyle mocno, aby przesunąć mój odjazd o cały tydzień, nie nie chciałem wracać na uczelnie o kulach ani nic w tym sensie. Wbrew przewidywaniom lekarza rekonwalescencja nie musiała trwać aż 3 tygodni wszystko unormowało się już po wcześniej wspomnianym tygodniu to tego stopnia, że mogłem wsiąść w pociąg i wrócić do oddalonej o kilkadziesiąt kilometrów uczelni. A 2 tygodnie później po tej kontuzji nie było już nawet śladu. Nie to jest jednak ważne. To, co zmieniło moje życie na ziemi już do końca zapoczątkowane zostało przez to co zdarzyło się w przeciągu tych dwóch tygodni a dokładniej w moim rodzinnym mieście, o godzinie 8:27 to, że znam tak dokładnie godzinę zawdzięczam temu, że parę sekund wcześniej spojrzałem na zegarek zniecierpliwiony oczekiwaniem na pociąg. Mogę Ci nawet opisać panująca wtedy pogodę niebo było praktycznie bezchmurne, wiał lekki mroźny wietrzyk ciepło ubrani ludzie na peronie podobnie jak i ja oczekiwali swój pociąg do którego wreszcie mogli by wsiąść i odjechać do znanych sobie miejsc. Przepraszam, że teraz zasypuje cie szczegółami, o ile wcześniej tego nie robiłem to teraz taka odmiana może wydać się co najmniej dziwna. Ale takie wydarzenia u niejednego mogły by wywołać co najmniej szok ( i tak też zapewne stało się z paroma kobietami które widziały to samo co ja…Mniejsza z tym…) Przechodząc do właściwych wydarzeń. Gdy nadjeżdżał pociąg jakaś mała dziewczynka wbiegła na tory, wprawdzie wjeżdżając na peron cały skład już od dłuższego czasu hamował, jednak wiadomo jak to jest… Nie zatrzyma się on od razu tak jak w filmach gdzie to jakiś ponadprzeciętnie super silny bohater potrafił by go wyhamować praktycznie do zera zaledwie jedną ręką… Tutaj mieliśmy do czynienia z rzeczywistością. Nie ma sensu opisywać pozostałości jakie wyciągnięto kilka chwil później, jak to ludzie czy to mdleli czy też odbiegali w panice nie chcąc być świadkami tego co stało się przed chwilą. Nie ukrywajmy, mi tez zrobiło się niedobrze. W końcu pociąg nie tnie kołami niczym gilotyna, lecz to co się pod niego dostanie wlecze dobre parenaście metrów aż się nie zatrzyma… Co jednak dziwne nie ruszyłem się stamtąd ani o krok, nie z powodu szoku lecz z tego powodu by lepiej uzmysłowić sobie to co zobaczyłem później. A mianowicie… uwaga… tak sempai zgadłeś! Shinigami! (milion który wygrałeś za to pytanie odbierzesz po programie) Wtedy jeszcze nie wiedziałem kim są, i po co im te katany, ba nawet w pierwszej chwili myślałem, że to właśnie oni są winni śmierci tego dziecka, że zwabili ją w jakiś sposób na tory lub tez ją tam wepchnęli (jakoś przestałem na pare minut kojarzyć, że przecież widziałem jak tamta dziewczynka sama wbiegła na tory) byłem do tego stopnia tym zaabsorbowany kombinowaniem kim są ci goście w czarnych strojach. Nawet nie zdałem sobie wtedy sprawy z tego, że tylko ja widziałem „drugie dno” tego co zaszło. Ruch na całej stacji wstrzymano. A ja zaś wsiadłem w najszybciej odjeżdżający autobus i z jedna przesiadką z blisko 3 godzinnym opóźnieniem dotarłem w końcu na uczelnię.. Po drodze rozmyślając o tym co się stało. Przez następny rok nie działo się nic co w tym kontekście miało by jakiekolwiek znaczenie. Tak wiec nie ma sensu tutaj przytaczać jak to miałem na głowie tyle obowiązków, że wracając zmęczony z zajęć praktycznie od razu zasypiałem a pare miesięcy później zapomniawszy o całym zajściu beztrosko spędziłem wakacje, Tutaj pozwolę przejść sobie do tego co stało się rok później tak będzie szybciej i ciekawiej uwierz mi. Więc jako student już drugiego roku, wróciłem na kolejną w swoim życiu przerwę zimową byłem dużo lepiej przygotowany na ewentualne braki prądu, ku mojemu zadowoleniu wtedy zima była mniej sroga i tym razem oszczędziła sieć elektryczną. W domu nic a nic ciekawego się nie działo. Gdy przyszło do powrotu postanowiłem się przełamać i skorzystać z pociągu, ponownie; ten sam peron, ta sama godzina. Stoję i czekam, tym razem brak jakichkolwiek małolatów w pobliżu torów uspokoił mnie. Ostatnimi rzeczami jakie pamiętam jako człowiek to dziwny ryk za plecami a potem potężny ogłuszający cios. I widok jak ciało ląduje na trakcji elektrycznej. Szczerze mówiąc – dziwny widok… O ile wydarzenia sprzed roku mnie zdziwiły to tym razem byłem w szoku. No i ten „ktoś” ubrany na czarno. Biegnący ku temu co zapewne mną tak rzuciło, przecinający stwora na pół a następnie znajdujący się jakiś metr przedemną i kolejne co pamiętam z tego „pokazu slajdów” to szturchniecie w głowę i jak by to nazwać „ przebudzenie się” w Soul Society No i tutaj zaczęła się cała zabawa… Pozbawiony wszelkiej elektroniki przez pierwsze miesiące włóczyłem się egzystując bez celu – niczym człowiek oderwany od nałogu bez którego nie może żyć. Piłem, spałem, błąkałem się bez celu po dzielnicach. Na takiej wegetacji spędziłem ten początkowy okres „życia” Wszystko jednak nabrało sensu gdy odnalazłem dziadka. Trafiłem na niego dosyć przypadkowo. Zobaczyłem jak mężczyzna o znajomym mi czarnym ubraniu wchodzi do jednego z domów. Bez wahania podążyłem za nim, w końcu był to mój jedyny trop i nie obchodziło mnie już praktycznie nic. Teraz miałem przynajmniej szanse dowiedzieć się co to za jedni… Gdy wszedłem do tego domu okazało się, że cały przedpokój to jeden wielki warsztat a na ścianie zawieszone są wszelkiego rodzaju ozdobne paski, i pochwy do katan. Nie mając jednak czasu na ich podziwianie wszedłem w głąb domu gdzie usłyszałem znajomy z dzieciństwa głos. Tak to był dziadek, obok niego stał ten jegomość w czerni a Ty sempai siedziałeś przy stole wyszywając na pasku złotymi nićmi pięknego smoka. Do tej pory pamiętam tą chwilę. Twoją wnerwioną mine, uradowaną twarz dziadka no tamtego zdziwionego gościa. Wprawdzie nawet nie wiem jak się nazywał ale jeżeli bym go zobaczył na pewno bym go poznał… mniejsza o to. Dalej już sam mógł byś kontynuować moja opowieść. W pierwszej chwili chciałeś mnie wyrzucić bo co niby taki przybłęda z ulicy mógłby chcieć w jednym z najlepszych warsztatów trzeciej dzielnicy. Uspokajającego cie dziadka, a potem z radości jego nastrój przeszedł w zdziwienie i pytania, „jak to, przecież jeszcze dopiero co byłeś dzieckiem, czemu się tutaj znalazłeś?” Po tym jak wyjaśniłem całą sytuacje nastrój zmienił się na bardziej radosny „przecież i tak wszyscy tu trafiają, tak wiec teraz już nie ma znaczenia to, czy byłeś młody, czy stary. Cieszę się, że nas odnalazłeś” Te słowa pamiętam do dziś. Potem jak już wiadomo zacząłem pomagać w naszym warsztacie. W końcu zamówienia płynęły z całego Seieritei. A ja wiadomo każdy Shinigami dba o swój Zanpaktou i chce go nosić w jak najbardziej reprezentacyjnym stylu. A zwłaszcza kapitanowie którzy to szczególnie musza zwracać uwagę na to jak się prezentują i o ile Ty zajmowałeś się nadal zdobieniami co z resztą mi nigdy nie wychodziło, i musiałem zając się tymi dziedzinami które wymagają mniej finezji a więcej siły jak wyrób klamer do tych pasów i innych metalowych części to dziadek miał dzięki temu dużo lżejsza pracę. Przez te pare lat zdążyłem się dowiedzieć kim są shinigami, jaka jest ich rola w społeczności dusz i czemu robią to co robią… Doskonale wiesz; jestem na tyle ambitny, że zostanie w warsztacie było by dla mnie skazaniem na monotonie – tak wiem, wszystko co wytwarzamy jest na swój sposób unikatowe, jednak to nie o taką monotonie do konca chodzi. Podjąłem już decyzję, chcę zostać shinigami, wszystko już uzgodniłem z dziadkiem po tym jak to dowiedziałem dlaczego niedawno zaczałem robić się głodny, o dziwo to dobrze… Też chcę zostać jednym z facetów w czerni, decyzja już zapadła. Niedługo rozpocznę naukę w akademii. Będzie mi ciebie brakowało sempai, byłeś dla mnie jak brat. Na pewno się jeszcze nie jeden raz zobaczymy tak wiec nie żegnam się ze smutkiem, lecz z radością. Bo wiem, że robiąc to co teraz jesteś szczęśliwy i w warsztacie nic Ci nie grozi… w końcu to trzecia dzielnica…


Pieniądze: 500 Ryo.

STATYSTYKI
Atrybuty:
Siła: 9(5+1+1+2)
Szybkość: 7(5+2)
Zręczność: 5(5-2+2)
Wytrzymałość: 10(5+1+4)
Inteligencja: 5 (5)
Psychika: 5(5)
Reiatsu: 10(5+1+4)
Kontrola Reiatsu: 7 (5+2)

Podstawa
Płeć
Shinigami
wolna dziesiątka na start
punkty za wiek

OGÓLNE

Udźwig: 90
Prędkość (śr.): 7
Prędkość (max.): 24
PŻ (Punkty Życia):100
PR (Punkty Reiatsu):70

Techniki
Magia:
Poznane Hadou: #1 - Shou (Pchnięcie)
Poznane Bakudou:

Umiejętności:Regeneracja
Wady: Postać bez wad
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ginyu Kaien



avatar

Mistrz Gry : El Muere Padro Diablo

Karta Postaci
Punkty Życia:
60/60  (60/60)
Punkty Reiatsu:
42/42  (42/42)

PisanieTemat: Re: Akihiko Arakida [Shinigami]   Nie 11 Kwi 2010 - 17:17

Więc zacznę dosyć monotonnie, lecz na początku zacząłem się zastanawiać, że ta historia bardziej pasuje do człowieczka, lecz pod koniec wszystko ładnie się wyjaśnia, fajny sposób na historię, w Mechanice nic nie zauważyłem, choć jest trochę wyjątkowa ,ale ok. Jak dla mnie Akcepcik jest w pełni zasłużony. Dawno takiej karty nie widziałem , przynajmniej nigdy takiej nie oceniałem.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Takagi Niizuki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Watanabe no Tsuna

Karta Postaci
Punkty Życia:
180/180  (180/180)
Punkty Reiatsu:
460/460  (460/460)

PisanieTemat: Re: Akihiko Arakida [Shinigami]   Nie 11 Kwi 2010 - 18:33

Nie ma się gdzie przyczepić. Poza jednym, powinieneś mieć z tego co pamiętam jeszcze jedno kidou, ale poza tym nie widzę przeciwskazań.


AKCEPT


Dziadek Szyderca
-----------------------
Co zrobisz w przypadku zła, którego nie możesz pokonać sprawiedliwością ?
Zwalczysz zło złem, czy też zaakceptujesz fakt, że sprawiedliwość z nim przegrała ?
Tak czy inaczej, zło pozostanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Algalon


avatar

Mistrz Gry : Ginuś

Karta Postaci
Punkty Życia:
100/100  (100/100)
Punkty Reiatsu:
110/110  (110/110)

PisanieTemat: Re: Akihiko Arakida [Shinigami]   Nie 11 Kwi 2010 - 18:37

Takagi Niizuki napisał:
Nie ma się gdzie przyczepić. Poza jednym, powinieneś mieć z tego co pamiętam jeszcze jedno kidou, ale poza tym nie widzę przeciwskazań.


AKCEPT

To akurat wiem, ale nie chciałem na początku robić wszechwiedzącej postaci. A wolne miejsce na umiejętność zapełnić podczas jakiegoś treningu w akademii
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Takagi Niizuki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Watanabe no Tsuna

Karta Postaci
Punkty Życia:
180/180  (180/180)
Punkty Reiatsu:
460/460  (460/460)

PisanieTemat: Re: Akihiko Arakida [Shinigami]   Nie 11 Kwi 2010 - 18:40

Na to nie licz raczej. Nikt nie dostaje tak łatwo umiejętności w akademii, więc mimo wszystko lepiej jest mieć już jakieś. Ale wolna wola, robisz, co chcesz.


Dziadek Szyderca
-----------------------
Co zrobisz w przypadku zła, którego nie możesz pokonać sprawiedliwością ?
Zwalczysz zło złem, czy też zaakceptujesz fakt, że sprawiedliwość z nim przegrała ?
Tak czy inaczej, zło pozostanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Angelus



avatar


Karta Postaci
Punkty Życia:
1/1  (1/1)
Punkty Reiatsu:
1/1  (1/1)

PisanieTemat: Re: Akihiko Arakida [Shinigami]   Nie 11 Kwi 2010 - 19:02

Dobra karta. Bez ogródek, Akcept. Podoba mi się twoje podejście co do tworzenia postaci (nie próbujesz stworzyć nie wiadomo jakiego wojownika), ale jak było powiedziane, zdobycie umiejętności podczas przygody to długa i kręta droga. Oczywiście, rób jak chcesz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Akihiko Arakida [Shinigami]   Nie 11 Kwi 2010 - 20:36

Vash... x3

Ok, jest AKCEPT. Wszystko zostało powiedziane przede mną.
Powrót do góry Go down
Kenjiro Sakurai



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys Tsuki

Karta Postaci
Punkty Życia:
80/80  (80/80)
Punkty Reiatsu:
63/63  (63/63)

PisanieTemat: Re: Akihiko Arakida [Shinigami]   Nie 11 Kwi 2010 - 20:47

Cytat :
a już zapewne myślałeś, że to kolejny kicz jakiego przyszło nam ostatnimi czasy ciągle doświadczać ze wszystkich stron...
Kurde jakbyś czytał w moich i nie tylko myślach

Co tu dużo mówić (Jak cytowałem wyżej to tylko taki Joke dla wtajemniczonych)

AKCEPT
"urzekła mnie twoja Historia" powiedziałby "senpai" patrząc na ciebie i żując wykałaczkę...Długa i dobrze napisana. Nie nużąca jak moda na sukces


Think back some more now. Try to remember... and don't hold back. Compare us. Between you and me, which of us shines... as the greater warrior ?!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Algalon


avatar

Mistrz Gry : Ginuś

Karta Postaci
Punkty Życia:
100/100  (100/100)
Punkty Reiatsu:
110/110  (110/110)

PisanieTemat: Re: Akihiko Arakida [Shinigami]   Nie 11 Kwi 2010 - 22:24

Ku wyjasnieniu ( tak wiem, wszyscy praktycznie wiedzą ale tak w razie czego i profilaktycznie zarzuce linkiem z wikiepdii)

http://pl.wikipedia.org/wiki/Sempai

( w tytule jest pisownia przez literę "M" jednak jest ona błędna ( w dalszej części artykułu o dziwo autor używa już poprawnej, której i ja używałem)

Dziekue wszystkim za sypiące się jak z rękawa akcepty


Obie formy są poprawne.
~Diablo
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Watanabe no Tsuna



avatar

Mistrz Gry : Fairy

Karta Postaci
Punkty Życia:
4096/4096  (4096/4096)
Punkty Reiatsu:
83037/262144  (83037/262144)

PisanieTemat: Re: Akihiko Arakida [Shinigami]   Wto 13 Kwi 2010 - 11:23

Wygląd:
Spoiler:
 

Za ten wyglad to jednak postawie minusa.
To jest Kurosaki Ichigo z glowa Vasha the Stampede.



Pozdrawiam,
Tsuna

CHAT:

Diablo: No genialne, ale większość wyglądów na forum to przeróbki znanych postaci :/ ...
Ekkusu: A Vash the Stampede to nie jest znana postać? ; p
Diablo: No właśnie jest. Taki np. Roten, ma postać będącą połączeniem Kiry i jakiegoś Boga Śmierci z Bleacha.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Watanabe no Tsuna



avatar

Mistrz Gry : Fairy

Karta Postaci
Punkty Życia:
4096/4096  (4096/4096)
Punkty Reiatsu:
83037/262144  (83037/262144)

PisanieTemat: Re: Akihiko Arakida [Shinigami]   Pią 16 Kwi 2010 - 13:35

Cytat :

CHAT:
Diablo: No genialne, ale większość wyglądów na forum to przeróbki znanych postaci :/ ...
Ekkusu: A Vash the Stampede to nie jest znana postać? ; p
Diablo: No właśnie jest. Taki np. Roten, ma postać będącą połączeniem Kiry i jakiegoś Boga Śmierci z Bleacha.
"Cytujac" Kamys - napiszcie sobie wlasnego posta.

Roten owszem, wzial obrazek glownego bohatera Death Note.
Spoiler:
 
Wy to nazywacie przerobka? Wziac leb jednego i tulow drugiego? Gdzie ewidentnie widac, kto jest kim... bo np. przy okazji widac lopate Ichigo (musial nosic ja na plecach, bo przy pasie to by sie po ziemi ciagala). Pasuje to Wam, Wasza sprawa. Mnie ten Kurosaki Vash razi.
Co do wiekszosci wygladow - ja staram sie uzywac obrazkow niezwiazanych z zadnym anime. Nie ma pozniej dyskomfortu, ze te paszcze to juz widziales w innej historii.

Pozdrawiam,
Tsuna
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Akihiko Arakida [Shinigami]   

Powrót do góry Go down
 
Akihiko Arakida [Shinigami]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Strefa Gracza :: Gracze :: Stare-
Skocz do:  
Free forum | © phpBB | Free forum support | Kontakt z | Report an abuse | Create a free blog