IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Nabór na stanowiska Mistrzów Gry! Rekrutacja na GG: 3594960!
Pomoc dla nowych graczy

Lista aktywnych Mistrzów Gry:
Izdurbal Tenshi - 3/4 | Imperator Kuchiki - 4/3
Kovacs - 1/3 Ekkusu - 3/3
Watanabe no Tsuna - 4/4
Benorn - 1/2


Share | 
 

 Kitsune Okami [Człowiek]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Kitsune Okami [Człowiek]   Pią 23 Kwi 2010 - 18:22

DANE

Imię: Ōkami
Nazwisko: Kitsune
Profesja: Człowiek
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 12
Waga: 53 kg
Wzrost: 166 cm
Wygląd: Ōkami jest czarnowłosym młodzieńcem o jasnej karnacji i błękitnych oczach. Włosy są średniej długości, więc gdy się pochyli – wręcz zakrywają mu oczy. Ma drobną posturę, lecz to wcale nie znaczy, że nie ma w ogóle mięśni. Nosi na sobie granatowy płaszcz, który zazwyczaj jest rozpięty. Pod płaszczem jest ciemnoniebieska bluza z ładnie ułożonym kołnierzykiem i czarne spodnie z białymi, trochę wystającymi kieszeniami. Posiada zwykłe buty, niczym nie wyróżniające się szare tenisówki. Kąciki jego ust są skierowane w dół, więc kiedy ma normalną minę – wygląda na zasmuconego. Ogólnie wygląda na nieśmiałego, pesymistycznego młodzieńca, z czego pesymizm się u niego zgadza.
Charakter: Jest z niego osoba bardzo skryta i nieśmiała. Nie lubi rozmawiać, nie otwiera się przed ludźmi – jest typem prostego, niczym nie przejmującego się samotnika. Bardzo lubi spoglądać w chmury, a tym bardziej w księżyc – zdecydowanie woli egzystować w nocy, niżeli w dzień. Nie boi się ciemności, gdyż nieobce mu przebywanie w mrocznych warunkach. W ogóle prawie niczego się nie boi. Wyjątkiem są puści, z którymi ma niemiłe wspomnienie. Rzadko nawiązuje jakiekolwiek przyjaźnie, ze względu na jego ogólnikowy charakterek – nieczęsto odzywa się do kogokolwiek, nawet do swoich rodziców. Nie wyjawia swoich tudzież czyjś tajemnic, a szczerość to jedna z jego atutowych cech. Czasami objawia się u niego coś w rodzaju rozszczepienia osobowości, gdyż sam uważa, że jego charakter jest podzielony na dwie części. Jedna jest zależna od pewnej rzeczy, która kształtuje całą jego osobę, a dokładniej jest to zwierzę, na którym punkcie ma obsesję – wilk. Czasami sądzi, że jedna połowa jego osoby jest bardziej “zwierzęca” niż ta druga. W połowie czuje się wilkiem, w połowie człekiem. Dziwnym zbiegiem okoliczności jego imię oznacza właśnie „wilk”. Ludzie lubią takie zjawisko nazywać lykantropią, lecz on uważa, że to zwykłe bzdury i stereotypy. Objawia się to przy niektórych sytuacjach, kiedy coś trzeba ocenić. „Część” jego osoby twierdzi, że to jest fajne, a ta druga „część” czuje do tego czegoś odrazę. Są też chwile, kiedy ma jakieś nietypowe zwierzęce odruchy, lecz występują one rzadko. Nie przejmuje się przeszłością, ani przyszłością – dla niego liczy się tylko i wyłącznie teraźniejszość. Jeśli chodzi o jego pogląd na świat: ma w nosie to, co mówią inni. Dla niego najważniejsza jest jego opinia. Jego nazwisko również się z czymś wiąże. Kitsune to po japońsku „lis”, a on uważa lisa za całkowite przeciwieństwo wilka – co stwarza ciekawą sytuację w jego głowie – w myślach, marzeniach, refleksjach.

Ekwipunek:

Historia:

Narodziny

Urodził się w wielkiej metropolii w Tokio, gdzie każdy obywatel wygląda na dosyć porządnego, a kradzież to w tym mieście jest rzeczą legendarną. Bezpieczeństwo stoi na wysokim poziomie, dzięki lokalnym władzom, strzegącym każdy zakątek tej „mieścinki”. Jego rodzice byli bardzo szczęśliwy na wieść o narodzinach syna. Jego matka – Okashi – uśmiechała się do niego, trzymając go na klatce piersiowej, na sali operacyjnej. Ten zaś wyciągnął do niej swoją malutką rączkę i próbował ją objąć. Nie ma nic bardziej piękniejszego niż widok matki z dzieckiem. Ojciec – Tokaji – również był onieśmielony na wieść o narodzinach. Długo spoglądali na małego z zachwytem, ponieważ mogli wreszcie wychować swoje własne dziecko i mieli nadzieję, że podołają temu zadaniu. Niemowlak był bardzo ciekawy świata tudzież zaglądał co chwila przez okno sali na budynki w oddali. Padał wtedy deszcz, a chmurna pokrywa umiejscowiona była na całym niebie, więc panowała ciemność. Nagle przez drzwi weszła pani doktor.
- Wybaczy pan, ale musimy wykonać kilka profilaktycznych badań. Czy mógłby pan opuścić salę?
- Tak oczywiście… Tylko chcę zadać jedno pytanie mojej żonie.
- Proszę bardzo, tylko proszę się pośpieszyć.

Wtem Tokaji odwrócił się do swojej ukochanej żony i zapytał z uśmiechem na ustach:
- Kochanie, czy już wiesz jak go nazwiemy?
- Hmm… zdecydujemy jak przyjdziesz, pasuje?
– Okashi uśmiechnęła się szeroko, gdyż była bardzo pozytywnie nastawioną do życia osobą.
- Dobrze, tylko żebyś nie żałowała pomysłów na imiona. – rzekł żartobliwie. Następnie wyszedł drzwiami i usiadł na ławce, wyciągając pudełko papierosów. Wysunął jednego i wyjął z drugiej kieszeni zapalniczkę. Już miał naciskać, aż ujrzał u góry znak – przekreślony papieros na białym tle. Zirytował się odrobinę i schował go z powrotem, drapiąc się po brodzie. Wstał i podszedł do okna, gdzie kropelki deszczu delikatnie uderzały o szklaną powłokę okna. Spływały w dół, niczym łzy kogoś, kogo spotkał w życiu jakiś pech lub zawód. Płacz nie jest zły, kiedy jest szczery. Nie ma się co wstydzić smutków i bólu – każdy je odczuwa… nawet największy drań. Nagle, odwracając się ujrzał biegnąca pielęgniarkę z wyraźnym niepokojem na twarzy. Ten zaś powiedział do niej:
- Coś się stało?
- …proszę nie pytać.
- Jak to?
- Pana żona ma atak serca.
- Że co?
– z prędkością błyskawicy wbiegł na salę operacyjną, gdzie grupa doświadczonych chirurgów próbowała ustabilizować sytuację. Defibrylator nie miał ani chwili odpoczynku, ciągle robiono sztuczne oddychanie. W maszynie obok ni stąd, ni zowąd można było usłyszeć charakterystyczny, ciągły pisk. Odwrócił się lekarz powoli i rzekł z żalem na ustach:
- Bardzo nam przykro… Robiliśmy, co mogliśmy.
- Nie… Nie… Nie! Nie! NIE!!!


Dzieciństwo

Po stracie matki ojciec wpadł w głęboką depresję, przez którą nie spał po nocach, wyrzucili go z pracy, chodził jak obłąkany. Miał wtedy okrągły roczek, jednak paradoksalnie nie miał nadal imienia. Tokaji nie miał czasu, by rozmyślać nad imieniem dla malca, ponieważ starał się jakoś utrzymać na duchu, a przy tym odbudować budżet rodzinny. Mieszkanie było dosyć małe. Dwa w miarę duże pokoje, kuchnia oraz łazienka – to wszystko. Starczyło jednak pieniędzy na jedzenie, gdyż ojciec miał niewinną pracę dorywczą – roznosił gazety rano ludziom, przez co mały był sam w domu na trzy, góra cztery godziny. Tokaji nie wiedział totalnie, co ze sobą zrobić po tym wszystkim. Myślał nad wizytą u psychologa, jednak to także kosztuje. Po długiej ciszy, przerywanej co kilka minut głośnym płakaniem maluszka – ojciec odezwał się do niego:
- Masz już roczek i wciąż nie masz imienia? To dosyć dołujące, nieprawdaż? W końcu każdy człowiek musi się jakoś nazywać. Obiecuję ci. – złapał jego malutką rączkę – Jutro wezmę sobie dzień wolny i pomyślę nad imieniem dla mojego skarbu. Obiecuję. – Po tych słowach wstał i poszedł do toalety, podczas gdy jego syn wyszedł z kojca, w którym był już bardzo długi czas. Przypełznął do swojej ulubionej maskotki – małego wilczka. Zawsze uwielbiał z nią spać, bawić się nią i przytulać się do niej, kiedy nie ma do kogo. Maskotka była białego koloru, a nosek był czarny. W tym okresie nie miał zbyt dużo rozrywek, poza tym…

Otrzymanie imienia

Nastał ten dzień, kiedy malec miał dostać imię. Tokaji starał się wziąć dzień wolny za wszelką cenę, jednak jego szef był bardzo wymagającym osobą, niczym nauczyciel w szkole prywatnej. Dlatego ten poranek jego syn spędził sam w domu. Tym razem miał on wyglądać inaczej niż zawsze. O dziwo – drzwi wejściowe z domu były otwarte! Widocznie ojciec zapomniał ich zamknąć, jednak nie ma co się obawiać o złodziei, bo to rzadkością jest. Popełzał na kolanach do drzwi, a następnie wyszedł na klatkę schodową. Mieszkanie znajdowało się na parterze, także nie było żadnego problemu z wyjściem na zewnątrz. Nie była to zbyt tłoczna ulica, jednakże przechodzących ludzi bardzo dziwił widok samotnie pełzającego niemowlaka. Kierował się chodnikiem w stronę centrum Tokio, mimo iż sam nie wiedział, że tam idzie – był bardzo ciekawskim dzieckiem. Wlazł w jedną z ciaśniejszych uliczek i tam w cieniu czaił się czarny, niczym grudniowa noc – kot. Przyglądał się małemu człowieczkowi z zaciekawieniem, jednak i strachem. Po dwóch minutach się przełamał i wyszedł spod niebieskiego kontenera na śmieci. Maluch tylko ziewnął głęboko, a kot uciekł ze strachu za kontener ze zjeżonym futrem – był to bardzo tchórzliwy kot. Mały po kilku chwilach zasnął głęboko na zimnym chodniku, podczas gdy kot ponowił swoją próbę i na pazurkach podczołgał się do człowieka. Spojrzał tylko na niego z pewnym żalem i litością, jednak sam nie mógł pomimo tego nic zrobić. Położył się obok dziecka – skulił w kłębek i również zasnął. Minęły dwie godziny, a mały się przebudził – kota już nie było. Po chwili otrząśnięcia się – kontynuował swoją wędrówkę. Dalej podążał krańcem chodnika, aż doszedł do szerokiej ulicy, która była najdalej wysuniętym punktem, łączącym obszar leśny z obszarem miejskim. Mówiąc prościej – zaraz obok rozciągał się wielki las mieszany, jednak na początku rosły drzewa iglaste. Pomiędzy nimi była pajęczyna, na której siedział olbrzymi pająk, zajadający się swoją ofiarą – muchą. Mały, niczym się nie przejmując wkroczył na ulicę, gdzie jechało kilka samochodów. Można było słyszeć tylko pisk opon i trąbienie. Nagle – z oddali nadjeżdżała masywna ciężarówka z jakąś cysterną. Kierowca najwyraźniej nie zauważył dziecka i zahamował dopiero kilkaset metrów przed, a niestety jechał z dużą prędkością. W tym momencie z przeciwka nadbiegł jego ojciec i krzyknął coś w rodzaju: „O mój boże!” Nie wiedział co robić, gdyż za kilka sekund może zginąć dziecko, a jak wbiegnie to zginą obydwoje. Znów przygnębiające uczucie bezradności i wybór pomiędzy życiem, a śmiercią. I w tym momencie było jedno z najważniejszych wydarzeń w życiu małego chłopca. Ojciec już myślał, że tragedia nieunikniona, kiedy to z lasu nagle coś świsnęło zza krzaka. Coś białego przeleciało między samochodami z ogromną prędkością w kierunku malca. Nie minęło kilka sekund, a ciężarówką zderzyła się z samochodem z przeciwka, powodując ogromny wybuch. Kierowcy na szczęście wyskoczyli, jednak co z dzieckiem? Wtem Tokaji doznał największego szoku w swoim życiu, a wiele widział i wiele słyszał. Po drugiej stronie ulicy – stała wilczyca. Biała, jak śnieg z żółtawymi oczami, wpatrującymi się w Tokaji’ego, który był praktycznie sparaliżowany. Trzymała delikatnie w pysku jego syna, który najwyraźniej był bardzo spokojny, pomimo obecnej sytuacji. Wilczyca położyła powoli syna Tokaji’ego na chodnika i polizała go w prawą rękę, po czym tak szybko, jak się pojawiła – tak zniknęła. Ojciec nie dowierzał temu, co teraz zobaczył. Jednak poszedł szybko po syna i uściskał go mocno.
- Już wiem, jakie dostaniesz imię… Okami!

Wyjazd na wieś

Po wypadku dużo się zmieniło. Jednak na miejscu była zarówno policja, jak i straż pożarna, a także karetka. Było wielkie zamieszanie, a świadkowie opowiadali różne, niestworzone historię. Minęło kilka lat. Okami miał już jakieś 7 lat, więc był już dostatecznie duży, by zacząć edukację w szkolę. Tokaji jednak martwił się, że nie będzie w stanie utrzymać chłopca, dlatego przez rozpoczęciem się roku szkolnego, zaproponował tygodniowy wyjazd na wieś do dziadka. Okami pomyślał chwilę lub dwie i natychmiast się zgodził, wypełniony radością, iż ujrzy coś nowego. Często lubił wychodzić na podwórko, jednak nie miał przyjaciół. Było kilku rówieśników, z którymi czasami podzielił się życiowymi doświadczeniami, jednak prowadził samotny tryb życia. Czasem chodził po chodniku bez żadnego celu, czasem na ławce usiadł i siedział, póki jasne niebo. Jednak najbardziej lubił przebywanie w pobliskim lesie, gdzie czuł się wolny i swobodny. Świeże powietrze było najlepszym lekarstwem na smutki. Uwielbiał kłaść się na trawę i spoglądać, jak płyną chmury na niebie. Drzewa delikatnie poruszały się pośród całej struktury lasu. Zapach stokrotek unosił się nad jego głową, a pszczoła bzyczała co jakiś czas, lecąc z kwiatka na kwiatek. Jednak pewnego dnia zaczął z ojcem dosyć kłopotliwy temat, który dotyczył jego przeszłości.
- Tato, dlaczego ja nie mam mamy, tak jak Kazuo?
- Widzisz, twoja mama cierpiała na groźną chorobę i niestety zmarła. Ale powiedziała przed tym, że się ucieszy, jak będziesz dobrym człowiekiem.
- Bardzo byliście szczęśliwi, gdy się urodziłem?
- Okami, ja wprost nie potrafiłem uwierzyć, że mam syna… Myślałem, że to tylko piękny sen, który ma się za kilka minut skończyć.
- Tato… Ostatnia rzecz, która mnie dręczy – dlaczego mam na prawej ręce takie pół księżyca?
– Tokaji spojrzał na jego ręką i faktycznie – poniżej nadgarstka miał coś w rodzaju półksiężyca o kolorze czerwonym, jak gdyby to była blizna jego, skądś wzięta.
- Musiałeś się gdzieś uderzyć… nie przejmuj się tym. – Mimo słów ojca, Okami bardzo się tym przejął. Była to praktycznie jedyna rzecz, o której pragnął myśleć. Jednak nie miał czasu na pogaduszki z ojcem, gdyż czekał ich wyjazd. Tokaji miał samochód – używana Toyota z ’98 roku, więc nie miał się czym chwalić, ale jeździła. Gdy wybiła godzina dwunasta, wsiedli obydwaj do samochodu, z czego Okami siedział w tyle. Kierowali się na pobliską wieś, gdzie mieszkał dziadek Okami, a ojciec Tokaji’ego – Hisashi.

Pobyt u dziadka

Nie mógł się doczekać, aż wreszcie ujrzy jakieś inne klimaty niż światła uliczne, samochody, autobusy i zapracowanych ludzi. Rozejrzał się wokół i zauważył dziwne, biało-czarne zwierzę.
- Tato, co to jest?
- To Okami jest krowa, doi się z niej mleko, które można wypić, gdyż jest bardzo smaczne.

Okami patrzył tylko z zaciekawieniem zza okna jadącego samochodu. Tokaji stwierdził, że już prawie są na miejscu, więc niecierpliwość jego rosła z minuty na minutę. Dojechali do ogromnego gospodarstwa, gdzie na prawo i lewo były zwierzęta oraz przeróżne zboża. Słońce świeciło mocno, gdyż był początek lata, a ten okres jest czasem nadzwyczaj gorący. Zatrzymali się przy ogromny, dwupiętrowym budynku obok wielkiej stodoły. Nieopodal stał znak, który informował o nazwie miejscowości: „Tsukushinrin”. Okami opuścił samochód, rozglądając się uważnie wokół. Za farmą było dosyć długie wzgórze, zarośnięte roślinami polnymi, a dalej zaczynała się bujna puszcza, którą okrywał mrok wewnątrz, gdyż praktycznie nic nie było dalej widać. Wiedział, że to może być naprawdę frajda, ta odmiana po tym ciągłym życiu w zatłoczonym mieście. Tokaji grzebał coś w silniku, gdyż według niego silnik się za szybko grzał. Okami zaś podszedł powoli do ogrodzenia i odsunął lekko krzaki. Ujrzał wielką, łaciatą krowę dwa metry dalej, który widząc go wydała z siebie charakterystyczne „muu”. Zaśmiał się pod nosem, aż tu jego ojciec zawołał go do siebie, gdyż samochód był już gotowy. Nacisnął tylko przycisk, zamykający drzwi tudzież włączający alarm i wraz z synem skierowali się w stronę budynku. Tam czekał już na nich stary mężczyzna odziany w ubrania, które nosiło się raczej kilkanaście lat temu. Był prawie łysy – gdzieniegdzie były białe włoski. Spodnie miał na szelkach, gdyż należał do osób dosyć masywnych, a ubrania miał robocze.
- Tato… Ostatnio, kiedy cię widziałem byłeś trochę młodszy.
- Tak… Dawno mnie nie odwiedzałeś. I widzę, że przyprowadziłeś kogoś ze sobą? Jak się nazywasz?
- O…Okami.
- To mój syn, jest bardzo nieśmiały, gdyż nigdy nie opowiadałem mu o tobie.
- Okami? Trochę nietypowe imię dla chłopaka, jednak cóż. Są imiona dziwne i dziwniejsze, także nie będę tutaj filozofował.
- Nie wybrałem go przypadkiem… Nie będę o tym opowiadał, gdyż i tak byś nie uwierzył.
- Jak tam chcesz. Ja zapraszam do środka na sok i ciastka. Będziecie mile widzianymi gośćmi.

Okami wraz z Tokajim udali się za Hisashim do jego „chatki”, gdyż tak na to się mówiło w tych stronach. Dom był dwupiętrowy, na pierwszym piętrze jadalnia z kuchnią, łazienka, pokój gościnny, natomiast na drugim – dwa pokoje oraz taras z widokiem na miasto. Dziadek Okami’ego zaczął nalewać pysznego, malinowego soku, a sam Okami usiadł wraz z ojcem w pokoju gościnnym i przeciągnął się ze zmęczenia.
- Tak jak mówiłem – soczek i ciasteczka do waszej dyspozycji. Częstujcie się i nie żałujcie sobie. – Rzekł Hisashi, kładąc powiedziane rzeczy na stół, a sam zrobił sobie szybko herbaty, gdyż nie mógł jeść oraz pić wszystkiego, co słodkie. Stolik był zrobiony z solidnego, błyszczącego szkła i wyglądał jak zwykły stolik do kawy, jednakże trochę wyższy niż przeciętny. Kanapa natomiast była niezwykle miękka, lecz Okami nie miał pojęcia z czego to by mogło być zrobione. Wziął swoją szklaneczkę i począł powoli popijać różowy napój. Wtem odezwał się dziadek:
- No Tokaji, jak tam wiedzie ci się życie prywatne? Czujesz się jakoś lepiej od śmierci żony?
- W sumie tak… już nie mam takiej ogromnej depresji i potrafię o tym normalnie rozmawiać, jednakże wciąż nie mogę zrozumieć, dlaczego to właśnie mi się musiało przydarzyć.
- Życie już takie jest. Jeden się rodzi, jeden umiera. Coś wiem na ten temat. Znalazłeś już jakąś konkretną pracę?
- Na razie nie, bo za roznosiciela gazet robię, a nie mogę pozwolić, by Okami był długo sam w domu. Swoją dawną posadę straciłem, więc nie ma co liczyć na coś konkretnego.
- Słuchaj, może byś sobie znalazł pracę w Tokio? Okami zostałby u mnie, a ty byś miał okazję złapać się tej „drabinki zawodowej”. Pomyśl nad tym. Pewnie chcesz, by twojemu synowi żyło się jak najlepiej?
- Heh… Raczej wątpie… Nie tato, to nie ma większego sensu, bo i tak nie wiem, czy ktoś mnie przyjmie z takimi kwalifikacjami.
- Tokaji, Okashi bardzo by chciała, by Okami wyrósł na porządnego mężczyznę. Czym opłacisz mu późniejsze wydatki? Studia nie są darmowe, chyba że twój syn ma zamiar zostać uczniem w szkole Judo.
- Tato, nie żartuj w ten sposób… Jednak… Czy Okami by chciał zostać u dziadka?
– Popatrzył na swego syna z lekką nutą niepewności, drapiąc się po głowie. Ten zastanowił się chwilę i z wielkim entuzjazmem powiedział:
- Tak tato!
- No to ustanowione Tokaji. Ty znajdziesz sobie pracę, a ja się nim zaopiekuję, ty już się o to nie martw. Pomoże mi przy prowadzeniu farmy, bo sam już trochę nie daje rady.
- Kiedy już znajdę jakąś dobrą pracę i zarobię wreszcie trochę pieniędzy – zadzwonię do ciebie. Kto wie, ile to potrwa. Tydzień, miesiąc… Może nawet rok!
- Twój syn powinien się tutaj nauczyć samodzielności.

Ani się Okami obejrzał, a wypił cały sok, wtedy dziadek powiedział coś na wzór: „Dolać ci jeszcze?”. Kiwnął tylko głowa i wziął kremowe ciasteczko, gdyż lubił słodycze, jak to dzieci. Przez jakieś dwie i pół godziny dziadek i ojciec rozmawiali ze sobą o polityce, kucharstwie, sprawach rodzinnych itp. W końcu Tokaji oświadczył, że już musi jechać. Uściskał tylko syna i pożegnał się ze swoim ojcem. Wyszli na zewnątrz, gdy zaczęło się robić pochmurno. Powiedzieli jeszcze kilka słów przed wejściem do samochodu, aż tu nagle zaczęło intensywnie padać. Pomachał im ręką i odjechał w stronę miasta, opuszczając teren wiejski. Wtem dziadek powiedział do Okami’ego:
- Mam nadzieję, że spędzimy razem dużo miłych chwil. Cały mój dom jest do twojej dyspozycji, jednak nie wolno ci schodzić do piwnicy. Nie mogę powiedzieć dlaczego, ale po prostu tego nie rób dobrze? Przecież jesteś grzecznym chłopcem. – Okami tylko kiwnął twierdząco głową.
- Twój pokój jest na górze, najbliżej tarasu. Tutaj masz klucz. – podał mu dosyć stary kluczyk. Okami natychmiast udał się zobaczyć, jak wygląda jego pokój. Wchodził po schodach i nagle się gwałtownie zatrzymał. Poczuł coś bardzo dziwnego. Tak, jakby jakieś nie-powietrze przenikało przez jego ciało. Spojrzał tylko na siebie i szedł dalej do góry. Doszedł do pokoju, o którym mówił dziadek. Włożył kluczyk i delikatnie przekręcił w lewo. Usłyszeć można było tylko „Brzdęk”. Drzwi otworzyły się szerokim łukiem. Spojrzał w stronę tarasu – rozpadało się nie na żarty. Pokój był dosyć mały, w porównaniu do całego domostwa. Jedno łóżko, telewizor i o dziwo – dosyć stary komputer. Niezbyt interesowało go to, gdyż nie lubił za bardzo elektrycznych rzeczy i wynika to z tego, że bardzo rzadko ich używa. Usiadł na barwnym łóżku – było bardzo sprężyste. Pomieszczenie było pomalowane na jasnoniebieski kolor – można powiedzieć, że to jego ulubiona barwa. Na zewnątrz rozpętała się burza. Była godzina siedemnasta, a niebo było ciemne niczym w godzinach wieczornych. Co jakiś czas pojawiała się błyskawica na niebie, po której następował gwałtowny grzmot. Do pokoju wszedł dziadek i zapytał się, czy Okami nie jest głodny po tej podróży. On odmówił jedzenia – nie był tym razem głodnym, co było bardzo dziwne. Kiedy dziadek zeszedł w dół, ten położył się na swoim łożu, rozciągając się na wszelkie możliwe strony. Zwierzęta były w stodole, więc nie ma potrzeby wychodzenia na dwór i ich zaprowadzania do suchego. Włączył telewizor na przypadkowym kanale i akurat była prognoza pogody. Na dole był napis, który był imieniem pogodynki: „Yokohama Yumi”.
- Tak się mniej więcej przedstawia prognoza pogody na dziś, jutro i pojutrze. Przez najbliższe godziny ma intensywnie padać, w niektórych miejscowościach możliwe burze i silne wiatry. Jutro ma być znaczne polepszenie – temperatura ma sięgać do dwudziestu stopni, więc to idealny dzień na krótki spacer. Pojutrze natomiast przewidywane są niewielkie zachmurzenia i deszcze… – Przełączył na inny kanał, gdyż nie interesowało go to za bardzo. TokioTV, a na nim akurat wiadomości. Informacje to również nie był za ciekawy temat dla siedmiolatka. Wyłączył telewizor i chciał zobaczyć, jak się ma sprawa z komputerem. Włączył go, po czym od razu obejrzał pulpit. Nic ciekawego, jednak był Internet. Wpisał w wyszukiwarce internetowej nazwę jego miejscowości i od razu pokazał mu się link do strony głównej Tsukushinrin. Nie była ona duża. W jej terenie znajdowało się kilka gospodarstw takich, jak te oraz wchodził jeszcze w ten obszar kawałek lasu. Zauważył pewną ciekawostkę – miejscowość nie bez powodu nazywa się „Księżycowy Las”. W dziale „Mity i legendy” opisywane są różne ciekawe zdarzenia, mające miejsce w tej puszczy. Ponoć można usłyszeć czasami wycie. Kilkakrotnie opisywano, że widziano tutaj wilkołaki. On raczej nie podchodził do tego poważnie i po prostu poszedł już spać, wyłączając komputer.

Tajemnicza piwnica

Nazajutrz obudził się dosyć wcześnie, bo o piątej nad ranem. Słońce znowu świeciło, lecz zza góry, która widniała w oddali. Dopiero świt. Dziadek wszedł do pokoju i cieszył się, że już wstałem, gdyż miałem mu pomóc doić krowę. Wyszli na podwórko i kierowali się w stronę pobliskiego pastwiska dla krów. Podeszli do jednej i dziadek wyjaśnił, że jego krowy należy doić ręcznie i nie można używać żadnych maszyn, bo przez to mogą dać mniej mleka w przyszłości.
- Dziadku… Jak się doi krowę?
- No to proste! Widzisz te wymiona na dole? Te cztery, zwisające? Kładziesz pod nie wiadro, a następni ściskasz je mocno, po czym wypływa z nich mleko. Robisz to tak długo, póki wiadro nie będzie w miarę wypełnione… ewentualnie krowie skończy się mleko.

Przykucnął i dostosował się do poleceń swojego dziadka. Szybko się nauczył, jak w miarę szybko i sprawnie wydoić krowę. Wrócili obaj do domu, po czym Okami zapytał dziadka:
- Dziadku… Jestem strasznie ciekawy, co takiego jest w tej piwnicy, o której mówiłeś.
- Ciekawość to pierwszy stopień do piekła Okami. Pamiętaj o tym. Minuta, co tam masz na ręce?
– dziadek wskazał jego bliznę w kształcie półksiężyca, która miał na prawym „podnadgarstku”.
- To nic… Nie… Nie mam pojęcia.
- Widziałem to tylko raz w życiu… Słyszałem, że takie cos otrzymują tylko niektóre osoby. Czy ojciec opowiadał ci o jakimś dziwnym zdarzeniu, jakie miało miejsce w twoim życiu?
- Nie… Nic… Nic nie mówił.
– Dziadek zmarszczył brwi i tylko wzruszył ramionami, lecz nadal patrzył podejrzliwie. Okami nie wiedział, czemu dziadek jest taki zaniepokojony całą sytuacją, lecz na razie postanowił swój komentarz zostawić dla siebie. Wrócił do swojego pokoju, spoglądając przez szybkę na miasto. Było wcześnie rano – jakaś szósta około, lecz on nie czuł się w ogóle śpiący. Nadal jednak głowę zaprzątała mu ta piwnica, do której dziadek zabronił wchodzić. Jednak może przeszedłby się do lasu, zamiast cały czas się tym zamartwiać – takie były jego myśli. Usiadł na krzesło i nagle znów poczuł to dziwne uczucie, jak wtedy na schodach. Jakby coś go mocno przytłaczało, nie pozwalało się ruszyć, jednakże po chwili minęło, jak przedtem. Nie wiedział, o co chodzi, jednak to go właśnie najbardziej niepokoiło. Ciekawość jednak jest silniejsza od strachu w niektórych sprawach, a szczególnie w przypadku Okami. Chociaż mało jest rzeczy, których się boi, bo nie ma żadnych strachów, fobii ani nic podobnego. Wtem zawołał go dziadek, niespodziewanie. Oznajmił, że musi wyjechać do miasta z niesprzedaną wełną i czy mógłby zostać sam w domu przez jakiś czas.
- Wrócę za dwie, góra trzy godziny. Po prostu ciebie, jakby nie było w domu, dobra? – Okami tylko kiwnął głową i pomachał dziadkowi. Następnie udał się na taras, z powrotem do góry. Widział w oddali, jak dziadek jedzie swoją ciężarówką. Wiatr spokojnie powiewał i unosił mu włosy delikatnie. Opuścił taras i zauważył, że drzwi do pokoju dziadka były otwarte. Rozejrzał się na boki i delikatnie pchnął do przodu. Tylko zaskrzypiały głośno, a on wpadł do środka, gdyż na dole był próg, o który się potknął. Na pierwszy rzut oka – przeciętny pokój, lecz na komodzie leżał stary, zardzewiały klucz. Od razu przypomniała mu się piwnica. Nie był typem człowieka, który łamie zasady, a mimo to kusiło go, by tym razem zrobić malutki wyjątek, bo cóż zaszkodzi? Dziadek jest już trochę stary i pewnie jak zwykle przesadza, bo ludzie w takim wieku już tak mają. Wziął klucz do ręki i obejrzał go dokładnie. Przypominał klucze, które się używało sto lat temu albo więcej. Jedyna rzecz, którą się w miarę wyróżniał to coś błyszczącego, zaraz na początku. Ni to diament, ni to rubin ani innych szlachetny kamień. Zszedł na dół powoli z kluczem i zerknął w stronę ogromnych, drewnianych drzwi, przesiąkniętych stęchlizną i wilgocią. Była śmiertelna cisza – słychać było tylko stukanie zegara, który prawdopodobnie był gdzieś w kuchni. Przełknął ślinę i rozejrzał się wokoło. Włożył delikatnie klucz do zamka i nieśmiało przekręcił. Usłyszał, jak się drzwi otwierają, gdyż odgłos był niski i głęboki. Kiedy się już otworzyły, Okami ujrzał długie schody prowadzące na dół. Chciał oświecić światło, jednak prawdopodobnie było już od dawna przepalone. Nie miał wyboru – musiał znaleźć szybko jakąś latarkę. Wrócił do kuchni i otwierał po kolei wszystkie szuflady od góry do dołu. Przy dziesiątej – bingo! Dosyć duża, poręczna latarka z bateriami. Udał się z powrotem do piwnicy i oświecił latarkę – było widać zejście w dół. Nie bał się ciemności, dlatego pewny siebie zaczął schodzić po schodach krok, po kroczku. Po kilku chwilach dotarł w końcu da dół. Rozejrzał się wokół – od tak, zwykła, niczym nie wyróżniająca się piwnica. Z boku były beczki wypełnione najprawdopodobniej winem lub podobnym alkoholem. Kilka starych, bezużytecznych ksiąg, liny, śrubki, łańcuchy i inne narzędzia ślusarskie. Nie wiedział, dlaczego dziadek zabronił tutaj schodzić, jak to świetne pomieszczenie jest. Można tutaj spędzić trochę czasu, czytając, czy bawiąc się narzędziami – co będzie jeszcze zaletą, bo można się czegoś pożytecznego nauczyć. Nagle usłyszał, jakby ktoś poruszył butelką, która była obok beczek. Natychmiast skierował tam swoją latarkę, lecz butelka jak stała, tak stoi. Musiało mu się najprawdopodobniej coś przywidzieć. Podrapał się tylko po głowie i podszedł do stoiska z książkami. Znowu usłyszał jakiś dziwaczny odgłos. Tym razem skierował się w stronę butelki i oświetlił ją latarką. Wpatrywał się ciągle w butelkę i niczego nieświadomy zapomniał przez chwilę, gdzie jest. Nagle poczuł ponownie to dziwne uczucie, co już dwa razy mu się przytrafiło i poczuł, jakby coś go dotknęło. Stanął dęba, jak wyryty, włosy mu się lekko zjeżyły… Momentalnie się odwrócił i zobaczył coś, co wywołało u niego krzyk wniebogłosy z dodatkiem przerażenia i strachu. Ujrzał w cieniu jakieś ogromne monstrum, jakiegoś ducha, potwora z dziwną maską. Po chwili potwór ten krzyknął bardzo dziwnie z niespotykanym głosem… Jego głos jest jakby… pusty. Pusty głos, który nie ma w sobie barwy. Rzucił się do ucieczki w stronę schodów, lecz potknął się o pobliskie narzędzia. Leżał na plecach, gdy wielkie monstrum chciało go chwycić jakąś zdeformowaną ręką. On jakimś cudem zrobił przewrót w bok i zdołał tego uniknąć. Wstał i rzucał w niego, czym się da – śrubokrętem, młotkiem, kombinerkami, piłami i innymi dziwnymi narzędziami. Z marnym niestety skutkiem. Uciekł na sam koniec piwnicy i schował się za starym prześcieradłem, po czym zamknął oczy i… czekał. Słyszał, jak potwór nadchodzi… podąża w jego kierunku, chcąc zrobić mu coś, o czym nawet nie ma pojęcia. Kiedy był już obok, on z zamkniętymi oczami siedział w bezruchu i coś go zdziwiło i to mocno. Monstrum się odezwało:
- Zwiał… A przez 25 lat nic nie jadłem… Żadnej smacznej duszyczki na pożarcie. Gdyby tak chociaż ten dzieciak! Nie mógł zniknąć. – Skończył swój monolog i po chwili Okami poczuł, że zniknął. Trzęsąc się, wylazł powoli spod prześcieradła i szybko opuścił piwnicę. Zamknął ją dwa razy na klucz i odniósł go tam, skąd go wziął. Nigdy więcej nie zrobię czegoś tylko z czystej ciekawości. – Powiedział sobie w duchu i zauważył, że przyjechał dziadek…

Księżyc w pełni.

Okami nie wspominał dziadkowi ani słowa o wydarzeniu, które miało miejsce, kiedy on był w mieście. Sam zastanawiał się, czy dziadek czasem czegoś nie podejrzewa, bo czasami dziwnie na niego patrzy. Ma taki przenikliwy wzrok, jakby czytał mu w myślach… Jakby wiedział, co Okami ma wkrótce zamiar zrobić i jaki to osiągnie skutek, lecz to tylko bezmyślne gdybanie. Postanowił, że przez te 4 lata będzie normalnie egzystował na farmie, pomagał dziadkowi i żył sobie w spokoju. O dziwo, za każdym razem, gdy dziadek dzwonił, żeby się spytać o obecną sytuację – Tokaji dziwnym zbiegiem okoliczności musiał zostawić u Okami’ego u dziadka na „dodatkowe dwa miesiące”. Ciągnęło to się tak długo, aż przerodziło się w cztery lata. Miał 11 lat, więc posiadał już małe doświadczenie życiowe i potrafił sobie w miarę sam poradzić. Sam nie wiedział, co ma począć w obecnej sytuacji, lecz zostało mu tylko narzekanie lub znalezienie sobie jakiegoś ciekawszego zajęcia, niż dojenie krów i zbieranie kurzych jajek… doszło niedawno strzyżenie owiec. Zainteresował go miejscowy las. Nigdy nie miał w planach zwiedzanie tego miejsca, jednakże postanowił, że wkrótce się tam wybierze, gdyż zawsze musi być ten pierwszy raz. Na Internecie znalazł o tym lesie trochę informacji. Podstawą było to, że to nie był mały lasek tylko ogromna, kilkuhektarowa puszcza, a nawet bory, lecz Okami sam nie wiedział, co jest od czego większe. Jeśli chodzi o szkołę – Okami już dawno zaczął edukację. Niedaleko była niewielka szkółka, która nie przekraczała stu uczniów, więc to nie był jakiś uniwersytet. Nie miał żadnych kolegów i koleżanek, gdyż był bardzo zamknięty w sobie – do nikogo nie rozmawiał, z nikim się nie zadawał, a oceny miał przeciętne, jednak nauczyciel stwierdził, że jest inteligentny i ma mocną psychikę, co było po części prawdą według samego Okami’ego, jednak należał do ludzi skromnych i nie chciał się tym zbytnio przechwalać. Za wycieczkę do lasu wybrał sobie sobotę, bo to najlepszy dzień na jakieś spacery. Dzień wolny i spokój, cisza. Kiedy była już niedziela, to obudził się bardzo wcześnie, by pomóc dziadkowi w podstawowych pracach rolniczych. Mimo, że pracował to dziwnym zbiegiem okoliczności nie wyróżniał się sprawnością fizyczną, jednak był pewien, że kiedyś to nadrobi. Zrobił sobie kanapkę z ogórkiem i miał już wychodzić z domu, kiedy zatrzymał go dziadek, patrząc na jego półksiężyc na ręce:
- Okami… chcę ci powiedzieć tylko jedną rzecz, zanim wybierzesz się do lasu. „Nie idź za wilkiem”. – Okami wytrzeszczył oczy. Skąd dziadek wiedział, że akurat wybiera się do lasu i co oznaczają jego przedziwne słowa? Tego nie wiedział, lecz na wszelki wypadek je zapamiętał. I wyruszył, nie myśląc o niczym i niczym się nie przejmując. Zajadał w trakcie drogi zrobiony przez siebie chleb i rozmyślał, po co tak właściwie tam idzie. Podążał ścieżką, aż ujrzał ogromną leśną bramę spowitą mrokiem innych roślin. Dowiązał swoje buty i przeszedł pomiędzy dwoma świerkami, patrząc w górę na gałęzie. Spojrzał na swoje ręce. Coś mu strasznie zawracało głowę, lecz sam nie miał pojęcia co. Z czasem robiło się coraz ciemniej, gdyż puszcza była gęsta i to nie byle jak gęsta. Nie wiedział, co tu robi… Być może nie potrzebnie poszedł do tego lasu? Robił krok za krokiem i nie widział niczego dziwnego, podejrzanego. Aż tu nagle, kiedy zrobił krok – coś się złamało pod mchem i szybkim ruchem zaczął spadać w dół, nie mając się czegoś chwycić. Tylko krzyczał, spadając. Dziura, do której spadał zaczęła zakręcać w bok i czuł się jak na ślizgawce wodnej, bo ziemia była śliska i wilgotna od minerałów w glebie. Ni zauważył, aż wystający korzeń uderzył go mocno w głowę, po czym stracił kompletnie przytomność i nie wiedział czy spadał dalej, czy się zatrzymał. Był przez chwilę we własnym, wyimaginowanym świecie w głowie. Była to szara przestrzeń pełna kartek ze wspomnieniami, przeżyciami i rozmyślaniami. Były też drzwi prowadzące do poszczególnych „tematów” jego umysłu. Jedne drzwi były bardzo dziwne. Wyróżniały się spośród pozostałych ciemnym kolorem oraz wielkością. Popłynął w tej dziwnej przestrzeni w tamtym kierunku i spróbował otworzyć drzwi. Wrota otwarły się, lecz w środku była tylko ciemność. Jednak po chwili rozjaśniało i zaraz za drzwiami znajdowało się szerokie lustro z „pływającą” powierzchnią. Ujrzał siebie… Lecz to nie był on. To była jego druga strona… Alternatywna osobowość. To, co go wyróżniało od Okami’ego to żółte oczy otoczone grubą czarną obwódką dookoła. Postać głupawo się uśmiechała i po chwili odrzekła z głosem, jaki wydaje echo.
- Okami… Jestem zaskoczony, że tu przyszedłeś… Pewnie ciekaw jesteś, jak się tutaj znalazłeś oraz co się dzieje z twoim ciałem? Właściwie powinienem powiedzieć „naszym ciałem”.
- Ty… Śniłeś mi się chyba kiedyś, lecz nie jestem pewny.
- To nie był sen… Jestem twoją alternatywną osobowością i wcale nie istnieje w tobie od urodzenia… Może nie pamiętasz, ale masz coś na ręce… Półksiężyc!
– Gdy wykrzyknął to, odwrócił się i na lustrze pojawił się ogromny półksiężyc z błękitną poświatą.
- Mogę cię zaprowadzić do tego wspomnienia… Jest tam, gdzie twoja pamięć nie sięga… Lecz żadne wspomnienie z nas nie ulatuje – wspomnienia żyją wiecznie. Pytanie tylko, czy pamiętamy…
- Ja…
- Chodź…
– Odrzekł i wyszedł z lustra, po czym zaczął iść w stronę „kartek” ze wspomnieniami. Okami również udał się w tamtym kierunku, gdyż nie miał innego wyboru raczej. Widział swoje własne wspomnienia – swoje narodziny, rzeczy, które robił za młodu, a już ich nie pamięta. Jedna z kartek go zaciekawiła, po czym zobaczył tam, jak Tokaji – jego ojciec płacze… Na kartce obok była jego matka… Wytrzeszczył oczy, gdyż nigdy jej na oczy nie widział. Była piękna, jak kwietniowy poranek. „Płynęli” dalej w powietrzu, aż wreszcie dotarli do kartki innej niż wszystkie tutaj obecne. Była otoczona niebieską poświatą, taką samą jak półksiężyc w lustrze.
- Co to?
- To jedno z twoich wspomnień… Różni się od tych wszystkich. Nie dziw się… W końcu to był kluczowy moment, który na zawsze zmienił twoje życie. Zresztą sam zobacz.

Wpatrzył się w kartkę i zaczęła wyświetlać wspomnienie. Ujrzał siebie, jak śpi obok czarnego kota. Potem mknął przez chodnik i w końcu wyszedł na ulicę. Największy szok spowodował u niego widok nadjeżdżającej ciężarówki, która zaraz miała go przejechać. Był tam jego ojciec, który wyglądał jakby właśnie jego serce stanęło. Wtem zobaczył to… Coś świsnęło, coś błysnęło zostawiając biały, lśniący niczym śnieg, odbity od promieni księżyca w grudniowy wieczór. Potem ciężarówka się rozbiła i nastąpił wybuch. Myślał, że to koniec wspomnienia, lecz nagle ujrzał coś, po czym jego serce zaczęło bić mocniej i mocniej. Wilczyca w białym futrze trzymała go delikatnie w pysku po drugiej stronie ulicy. Czuł, jakby w tej chwili spoglądała Okami’emu w oczy. A jej wzrok był niczym przeszywające ciepło, połączone z zimnem wraz z nutą cierpienia połączonego z rozkoszą. To było wręcz niesamowite… Wtem skończyło się wspomnienie, a on spocony począł upadać na dół, nie trzymając się już materii, po której przed chwilą płynęli. Spadał w dół i robiło się coraz ciemniej. Obok niego spadała jego alternatywna osobowość, która na koniec powiedziała:
- Jestem drugim tobą… Pamiętaj o mnie, miej wiarę, że nie zginiesz. Ha, nie pozwoliłbym ci zginąć. Tylko nie zapomnij jednej, najważniejszej rzeczy… Moje imię… to… Imako.
[Później]
Otworzył oczy… Nie wiedział, czy żyje, czy nadal jest we własnej głowie… Dotknął się rękoma i powoli wstawał. Było bardzo ciemno – najprawdopodobniej był w jakiejś grocie lub jaskini, jednak jedno z drugim ma wiele wspólnego. Zauważył, że krwawi z lewego łokcia. Musiał się podczas spadania o coś przeciąć, bo samo z siebie nic się nie bierze. Otarł ranę i szedł do przodu, szukając wyjścia z miejsca, gdzie teraz jest. Na ścianach były błyszczące kamienie, które raczej były kwarcem niżeli kamieniami lub jakimś szlachetnym metalem. Ujrzał białe światełko za rogiem, więc udał się w tamtym kierunku. Wyszedł z jaskini. Nie miał zielonego pojęcia, gdzie jest. W koło były tylko dęby, topole oraz inne drzewa. Za małym wzniesieniem było malutkie jezioro. Poszedł tam, by obmyć ranę i twarz. Kiedy tak „bawił” się wodą w jeziorze, usłyszał jak coś łamie gałąź. Obrócił się. Tym razem był to niedźwiedź, lecz Okami nie bał się go tak, jak inne rzeczy, których już doświadczył. Mimo to, czuł instynkt obronny i zaczął uciekać do tyłu. Na nic się to zdało, bo miś był o wiele szybszy niż ona i miał zamiary agresywnie – ryk to jeszcze podkreślał. Dobiegł do kolejnej groty i niestety ta była bardzo mała, więc wczołgał się jak najszybciej. Niedźwiedź łapą próbował go zaatakować i mu się powoli udawało, gdyż grota była płytka. Zamachnął się i przejechał Okami’emu po prawej ręce, rozdzierając mu bluzę. Chwycił za swoją bliznę i nagle usłyszał wycie… nietypowe wycie jakiegoś zwierzęcia. Zobaczył na wzgórzu białego wilka – prawdopodobnie tego samego, co we wspomnieniu. Stał dumny, kiedy tak wiatr powiewał i jego futra kierowało się to na lewo, to na prawo. Była to wilczyca. Zbiegła z wielką prędkością i rzuciła się na niedźwiedzia przegryzając mu gardło. Krew trysnęła, a Okami był sparaliżowany ze strachu. Rozpoczęła się zawzięta walka, między wilczycą, a niedźwiedziem. Szło równo, jednak ostatecznie to psowaty był zręczniejszy i wgryzł się niedźwiedziowi w miejsce, gdzie była tętnica. Wokół pełno rozlanej krwi, która była również na zębach i pysku od wilka. Okami nie poruszył się nawet o milimetr, gdyż taki widok to dla niego największy szok życiowy. Ona podeszła do Okami’ego, jednak on się zasłonił rękoma. Przymrużając oczy, polizała go po prawej ręce tam, gdzie miał ranę otwartą. Ta momentalnie się zakleiła. Nie wiedział co robić, gdyż to nie jest typowa, codzienna sytuacja. Jawnie pokazała mu, że nie ma złych zamiarów, lecz chce pomóc. Okami powoli wyszedł z jamy, cały wstrząśnięty. Usiadł na kolanach i spoglądał na swoje ręce. Wilczyca również polizała go po ranie na lewym łokciu, którą zdobył spadając w grocie. Spojrzała na niego z nie do końca otwartymi oczyma. Znów poczuł to dziwne, pół-przyjemne uczucie, które towarzyszyło mu, gdy oglądał wspomnienie w jego głowie. Usłyszał głos: To ja, Imako. Widzę, że jednak spełnia się twoja przyszłość. Ten księżyc… Ta wilczyca to Hitomo. Raz uratowała cię od śmierci. Potrafię ją zrozumieć. Zaproponowała ci „mały” trening przetrwania, który na sto procent ci się w przyszłości przyda. Dokładniej: Nauczy cię wszystkiego, co sama wie i kilku rzeczy, których pojmiesz tylko ty. Po tym treningu będziesz mógł rozwijać swoją sprawność fizyczną, a twoja zdolność myślenia będzie ponadpodstawowa. Jest jeden kant… Będzie to trwało okrągły rok… Wybór należy do ciebie Okami. – Kiedy usłyszał to w głowie, już całkiem nie wiedział, co ma robić. Chwycił rękę, na której ma bliznę i przysiągł sobie, że od dzisiaj jego instynktami będzie rządzić jego przyszła, wilcza natura. Okami popatrzył tylko w niebo i objął Hitomo, co miało oznaczać zgodę, jednak co z jego dziadkiem? Teraz o tym nie myślał, gdyż dotyk jej miękkiego, jak jedwab dopiero wytworzonego przez jedwabniki futra był tak przyjemny, jak otulona kołdra w listopadowe północe i nagrzane piece oraz kaloryfery. Zawyła długo i głośno tak, że wszystkie ptaki dookoła podleciały w górę. Okami po chwili zawył wraz z nią… Jest człowiekiem, więc nie umiał zawyć tak, jak ona, lecz jego umysł na zawsze będzie wilkiem.

Trening i epilog

Hitomo była jedynym wilkiem, który widział Okami, lecz wiedział, że z tą blizną na pewno zdobędzie uznanie wśród innych wilków, ponieważ to jest pewnego rodzaju dar, którym został nagrodzony. Uczyła go, jak się zachowywać w sytuacjach niebezpiecznych i zagrażających życiu. Wielką aktywność fizyczną miał Okami w nocy. Czuł się o wiele swobodniej niżeli w dzień i to było jedną z jego zalet-wad. Kochał widok księżyca, który zawsze przypominał mu o miejscu, w którym jest. Były dni, kiedy Okami walczył z Hitomo. To za pomocą jakiejś broni, to wręcz. Lecz ona nauczyła go walczyć specjalnym stylem, poprzez pokazywanie jakich ruchów ma nie robić, a jakie obrony i ataki stosować. Nie zależało mu już na tym, że może mu się to przydać lub nie przydać. Chciał być tylko wychowany pod jej skrzydłami. Imako dał o sobie znać kilka razy, wyjaśniając mu bardzo ważne rzeczy. Najtrudniejszą rzeczą do wytłumaczenia było Reiatsu, gdyż nie mógł sobie wyobrazić, jakim cudem człowiek może mieć jakąś energię. Był człowiekiem, lecz był świadom o świecie pozaludzkim. Przez czas treningu dowiedział się m.in. czym jest hollow oraz jak się dzielą. Po miesiącu treningu już prawie potrafił z Hitomo rozmawiać, gdyż przebywanie z nią stawało się coraz jaśniejsze i nie było już tyle mroku, co na początku. Minął miesiąc, minęły dwa miesiące… pół roku… Czas leciał nieubłagalnie i nie można było go zatrzymać. Dzień jego urodzin był równie szczęśliwy, co inne dni spędzone z wilczycą. Miał to być ostatni dzień treningu. Wypadało to akurat w jego urodziny. Co prawda nie trwało to dokładnie 365 dni, lecz mniej więcej podobna liczba. Już miał pojęcie o walce z hollowami, o samoobronie, o reiatsu. Czasami nawet zaczął zauważać dusze zmarłych osób. Okami ma już dwanaście lat. Urodziny spędził wraz z Hitomo przy ognisku. Prezentem był ogólnie całoroczny trening pod jej okiem. Położył się obok ognia na „podłodze” splecionej z gałązek różnych krzaków i drzew. Leżał na plecach, ręce miał za głową i patrzył w gwiazdy. Ona również się położyła, kładąc swój pyszczek na jego klatce piersiowej. Pogłaskał ją delikatnie, a ona czując każdy jego dotyk, rozkoszowała się tą przyjemnością, płynąca z głaskania po głowie. Księżyc na niebie lśnił razem z gwiazdami, rozświetlał mrok nocy, powodując u Okami’ego wzrost energii fizycznej i psychicznej. Miał na sobie całkiem co innego, niż rok temu. Koszula była pozdzierana na dole, lecz w dosyć ładny sposób – tworzyła artystyczny, falisty wzorek. Również jego spodnie się skróciły i nabrały jakby nowej mody. Włosy jedynie mu się w ogóle nie zmieniły, gdyż to był stały element jego ciała, który nawet po szamponie ustawia się do pozycji domyślnej. Noc płynęła po nitce czasu, a kiedy wzeszło słońce – Okami obudził się. Stało się coś, czego się spodziewał – Hitomo już nie było. Najwyraźniej zrobiła, co miała do zrobienia. Imako stwierdził, że czas powrotu do dziadka. W tej chwili Okami’emu prawie oczy wyskoczyły. Przecież nie było go cały rok… Co jak dzwoniono na policję? Co, jeśli szukali go? Poprawił lekko fryzurę i szedł do przodu przez las. Jego zmysł orientacji się polepszył przynajmniej czterokrotnie, więc bez problemu znalazł drogę do wyjścia z lasu. Postanowił sprawdzić, czy jego sprawność fizyczna uległa jakiemuś polepszeniu. W tym celu zaczął zbiegać z wzgórza, na którym było „wejście” do lasu. Prędkość, z jaką biegał bardzo go zaskoczyła. Również był wysportowany, a drobne zadrapania i uderzenie nie powodowały u niego takiego bólu, jak kiedyś. Dobiegł do domu dziadka i powoli wszedł przez furtkę. Dziadek stał przy traktorze. Okami nie wiedział, co powiedzieć, ale nawet nie zdążył się odezwać, bo zrobił to pierwszy dziadek:
- Witaj Okami! Mam nadzieję, że trening przyniósł rezultat?
- …Co?
– Dziadek był uśmiechnięty, a Okami był zaskoczony i to było jedno z największych zaskoczeń w jego życiu. Najbardziej go zastanawiał fakt, że dziadek wiedział, gdzie Okami był przez ten cały czas. Porozmawiali chwilę i Okami dowiedział się, że ojciec znalazł lepszą pracę i udało mu się nawet zdobyć awans, lecz wciąż nie ma czasu wychować syna i będzie musiał go nadal zostawić tutaj. Dziadek również zapytał, czy wiem czym jest hollow, reiatsu itd. Kiedy odpowiedziałem twierdząco, usłyszałem że dziadek był kiedyś kapitanem szóstej dywizji w Soul Society. Za nim Okami zdążył zadać jakiekolwiek pytanie: dziadek wyjaśnił mu absolutnie wszystko. Przyrzekł sobie, że nawet, jeśli kiedyś zginie i dostanie się do Rukongai – nie zapomni o swej wilczej naturze, która na zawsze, wraz z Imako będzie w nim trwała. Teraz zostaje mu tylko dalsze rozwijanie się i chodzenie do szkoły. Być może staną otworem przed nim nowe przygody. Jedna najbardziej ciekawiły go słowa Imako’iego: Nie pozwoliłbym ci zginąć…


Pieniądze: 500 Ryo.

STATYSTYKI
Atrybuty:
Siła: 6 (+1 płeć)
Szybkość: 6 (+1 wolny z profesji)
Zręczność: 4 (-2 płeć, +1 za wiek)
Wytrzymałość: 6 (+1 płeć)
Inteligencja: 10 (5 wolnych)
Psychika: 10 (5 wolnych)
Reiatsu: 8 (+3 profesja)
Kontrola Reiatsu: 8 (+2 wolne z profesji, +1 za wiek)

OGÓLNE

Udźwig: 60kg
Prędkość (śr.): 6 km/h
Prędkość (max.): 22 km/h
PŻ (Punkty Życia): 60
PR (Punkty Reiatsu): 64

Techniki
Magia:
Poznane Hadou:
Poznane Bakudou:

Umiejętności: Syn nocy, Maskowanie Reiatsu
Wady: Dziecko, Obsesja (Wszystko, co ma związek z wilkami. Bez tego jego mobilizacja do jakiejkolwiek czynności jest równa zeru. Oglądanie tego zwierzęcia na żywo, zdjęcia, filmy. Ōkami jest bardzo zżyty z tym przez wspomnienia z historii. Obsesja jest silna, ale nie podchodzi pod lykantropię. (xD) )


Ostatnio zmieniony przez Okami dnia Pią 23 Kwi 2010 - 21:35, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Ginyu Kaien



avatar

Mistrz Gry : El Muere Padro Diablo

Karta Postaci
Punkty Życia:
60/60  (60/60)
Punkty Reiatsu:
42/42  (42/42)

PisanieTemat: Re: Kitsune Okami [Człowiek]   Pią 23 Kwi 2010 - 21:19

Idziesz na ilość, nie na jakość.

1. Wygląd- ma być sam wygląd , nic więcej. Tak poza tym, to nie potrafię sobie tego wyobrazić, ogarnia mnie pustka.

2. Charakter- skoro samotnik, to samotnik, ujdzie.

3. Ekwipunek- mam rozumieć nagi człowieczyna, bez niczego.

4. Pieniądze- ok przydzielone przez system, ale wydawało mi się ,że nie ma tam pieniędzy, z tego co czytałem.

5. Historia.- DUŻO tego będzie.

Zacznijmy od początku.
-Śmierć matki, sam początek i już coś takiego , niech będzie, dziwne ,ale prawdziwe.
-Wilczyca, ma się rozumieć ,że ot tak sobie wybiegła, mam parę teorii spiskowych związanych z resztą ,ale nie wyjaśnione.
-Bieda, Bieda ,Bieda, a Ty masz 500 Ryo, Ojcu byś przesłał ,a nie samolub.
-Nie ma to jak "oświecanie" światła , latarki, tylko słońca i ognia zabrakło, a może tak przy okazji jeszcze hollowa oświecisz i tą niewidzialność??
-Tępy, tępy ,tępy, a tu nagle wszystko, wszyscy wiedzą, przyjazny Hollow[jak mniemam], paradoks i dotego dziadzio, exkapitan, wygnany??
-Dużo nie dociągnięć , niejasności, powtórzeń, całkowita chaotyczność wypowiedzi, najbardziej mnie rozbawił "ojciec [...] Miał wtedy okrągły roczek" i inne dziwne złożenia zdań.
Liczymy na jakość, a nie ilość. Ilość jakoś zalicza się do jakości, więc, następnym razem nie idź na długość, tylko na sens, a poza tym, duże niezgodności.

6.Statystyki- Rozpisz, co do czego dałeś , ile i skąd. Całkowicie mi nic nie mówią mi cyfry w nawiasie obok statystyk.

7.Ogólne- nie oceniam póki Staty nie będą w porządku.

8.Techniki- nie ma to jak postać bez magii, a mająca dużo Rei, aż za nadto.

9.Umiejki i wadki.- Tylko częściowo pokrywają się z Historią.

NEGATYW



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kitsune Okami [Człowiek]   Pią 23 Kwi 2010 - 21:42

Statystyki wpisałem i muszę się dokładnie dowiedzieć, co mam najbardziej rażące w oczy :P. Uwierz, nie pisałem tego w godzinę, czy dwie xD. A co chwila wyobrażałem sobie, jakby to w anime wyglądało i jakoś żadnych niezgodności nie miałem, hehe. :]
Dużo tego będzie, ale możesz napisać na GG, dokładnie Ci poopisuję. [Ginyu]
Powrót do góry Go down
Watanabe no Tsuna



avatar

Mistrz Gry : Fairy

Karta Postaci
Punkty Życia:
4096/4096  (4096/4096)
Punkty Reiatsu:
83037/262144  (83037/262144)

PisanieTemat: Re: Kitsune Okami [Człowiek]   Pon 26 Kwi 2010 - 13:13

Hmm...
Nie przesadzajmy z ta legendarnoscia kradziezy w Tokio. Miasto, jak miasto. Taka yakuza to nie organizacja dobroczynna. Dalej mamy sytuacje, gdy w tym jakze praworzadnym Tokio nikt sie nie zainteresowal, ze dzieciaka przez rok nikt w urzedzie nie zarejestrowal. To zreszta pol biedy. Pelznie taki dzieciak przez pol miasta i tubylcy jedynie sie dziwia, ze tak sam i bez opieki. Piszesz, ze kierowal sie do centrum Tokio, a tu nagle wielki las?
Warto też wiedzieć, że na suchej, równej nawierzchni nowoczesny ciągnik siodłowy z naczepą (zestaw ważący 40 ton), hamując z prędkości 50 km/h, zatrzyma się po przejechaniu ok. 40 m. Nowoczesne auto osobowe potrzebuje mniej na wyhamowanie z dwukrotnie większej prędkości! Jeśli ciężarówka będzie jechała 70 km/h, to droga hamowania wyniesie 65 m, przy 90 km/h już prawie 98 m, nie licząc czasu, jaki potrzebny jest kierowcy na reakcję.
Z tego wynika, ze pareset metrow powinno wystarczyc na zatrzymanie. Kierowca wyskakujacy tuz przed wybuchem cysterny i tak za wielkich szans na przezycie by nie mial. Podobnie zreszta ojciec, wilczyca i sam dzieciak.
Rozumiem, ze dziadek trzymal pustaka w piwnicy i tenze hollow uwolnil sie, wyglosil swoja kwestie i tak sobie poszedl, mimo ze ponoc 25 lat nic nie jadl?
tylko ogromna, kilkuhektarowa puszcza,
Hektar to 10^4 m2, czyli np. kwadrat 100x100 metrow. Kilka takich kwadratow ogromnej puszczy nie uczyni. Predzej kilka... dziesiat... tysiecy hektarow.
ziemia była śliska i wilgotna od minerałów w glebie
Wilgoc to zdaje sie obecnosc wody, nie mineralow.
No i hem hem... dziadek ex-kapitanem Gotei? I takiego syna niedorajde mial? Nie jest to troche przesada siegac po koneksje rodzinne z najwyzszej polki?


Pozdrawiam,
Tsuna
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Kitsune Okami [Człowiek]   

Powrót do góry Go down
 
Kitsune Okami [Człowiek]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Strefa Gracza :: Gracze :: Stare-
Skocz do:  
Free forum | © phpBB | Free forum support | Kontakt z | Report an abuse | www.sosblogs.com