IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Nabór na stanowiska Mistrzów Gry! Rekrutacja na GG: 3594960!
Pomoc dla nowych graczy

Lista aktywnych Mistrzów Gry:
Izdurbal Tenshi - 3/4 | Imperator Kuchiki - 6/3
Kovacs - 0/3 Ekkusu - 3/3
Watanabe no Tsuna - 4/4
Rose Nevermore - 3/5
Haruaki Kuchiki - 1/2
Yuzuru Tanaka - 0/1


Share | 
 

 Keisu Ryuu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Keisu Ryuu   Nie 22 Sie 2010 - 11:42

DANE

Imię: Keisu

Nazwisko: Ryuu

Profesja: Shinigami

Płeć: Mężczyzna

Wiek: 16 lat

Waga: 60kg

Wzrost: 178cm

Wygląd:

Charakter: Na ogól Keiso jest bardzo cichym i zamkniętym w sobie chłopakiem, na lekcjach zawsze siedzi nic nie mówiąc, tylko wpatrując się w nauczyciela, oraz słuchając jego wykładów, których zazwyczaj nie można zignorować, przynajmniej dla niego. Chłopaka dosyć trudno wyprowadzić z równowagi, lecz bardzo lubi walkę i praktycznie wszystko z tym związane, gdy inne metody nie zadziałają, na myśl o tym, że może zostać wyrzucony z akademii denerwuje go, że nie może robić tego co najbardziej lubi… Nigdy nie przejmował i nie przejmuje się, jakie ktoś ma zdanie o nim, zawsze uważał, że jest taki jaki powinien być tak został stworzony i taki na zawsze pozostanie, a tym bardziej nie lubi na pewno opinii jakiejś osoby, która ma niski poziom inteligencji. Jednak uważa, że nie byłby nigdy dobrym liderem, dlatego nigdy nie zgłosi swojej kandydatury. Keiso ma coś w sobie co pozwala mu niesamowicie przemyśleć wszystkie aspekty i wybrać dobre wyjście w walce, jednak lubi też pójść na żywioł, oczywiście uważając, żeby ni został zabitym. Zawsze starał się w pełni wykorzystać swój czas, ponieważ lubił mieć poukładane, ale nie rutynowe życie…

Ekwipunek:boken, mundur akademii, przybory do pisania.

Historia: Zaczęło się od tego, że pewien młodzieniec przechadzał się przez nieznane mu miasto. Uciekł z domu, po tym jak jego rodzice reagowali na jego błędy, które chyba popełniał cały czas. Przemoc dotykała chłopaka codziennie, ale w końcu się zbuntował i wyruszył w świat.
Kiedy było trzeba kradł i jeździł okazją. Miał już 15 lat, więc raczej nie był głupcem, w szkolę był przeciętnym, wyrozumiałym i tolerancyjnym uczniem. Nauczyciele darzyli do niego sympatie, gdyż zawsze był aktywny na lekcjach, ale nie chciał się jakoś wyróżniać, więc pozostawał w cieniu sławnych uczniów i uczennic. Zawsze rozmyślał co się stanie, gdy jego `przechadzka` się skończy… Wyląduje w innym państwie? Może na innej planecie? Tego nikt nie wiedział, prócz przeznaczenia. Nawet teraz o tym myślał. Przechodził obok najróżniejszych ludzi. Kobiet w ciąży, to i z wózkami. Ogromnych mężczyzn, jak i drobnych kobitek. Wierzył, że poprzez ucieczkę zdobędzie jakąś moc, jak to spotkało jego bohaterów w komiksach, które to tak uwielbiał, że czytając zatrzymywał się przy jednym obrazku, by podziwiać postawy wielkich i umięśnionych facetów. Sam był pokurczem. Jego koledzy mieli już wyrzeźbione klaty i ładne dziewczyny, z którymi to szli na lody, może i na hamburgery czy inne cuda. On był chudziutki, wyglądał jak pięć minut, albo jak nieszczęście. Był czarną owcą w rodzinie, ale to właśnie go wybrało przeznaczenie…

Ruszał w kierunku innego miasta. Tylko jakiego? Mieszkał sobie w wielkim mieście Tokio, gdzie miasto było tak wielkie, że nawet nie znał jej połowy. To tam właśnie się skierował.
Myślenie ciągle przerywały mu płacze malutkich dzieci, czy też trąbienie aut, które poruszały się po jednym pasie wolno, ponieważ był korek. Niedługo potem znalazł się w Osace.

Teraz zagłębmy się w jeden najważniejszy wątek w jego życiu:


Wpis #1, Pamiętnik Keisu.

Właśnie niedawno pojawiłem się w Osace. Przyjechałem okazją pojazdem ciężarowym, który przewoził z Tokio do Osaki zabawki. Na samym tirze pisało ` Omocha`. Spoglądając na tłumy japończyków, ziewałem, oparty głową o siedzenie. Postanowiłem wysiąść przy wielkim centrum handlowym, gdzie roiło się od bogatych rodzin. Podziękowałem panu, był chyba kawalerem. Jego czarne włosy, które prawie były siwe kontrastowały z siwą bluzą z napisem `jobu`. Miał kaptur, a wewnątrz kaptura materiał był czarny. Spodni to on za ładnych nie miał. Co prawda były z dresu, ale na kolanach miały dziury. Gdy tylko nacisnął na pedał gazu patrzyłem na jego `pantofle` Podeszwa prawie odpadała od reszty buta, a wszy, które utrzymywały buty były już prawie przerwane. Na twarzy miał, nawet nie wiadomo co to było… Miał masę piegów, pieprzyków i krost, czasem tak wielkich, że coś z nich wytryskiwało. Obrzydzało mnie to, ale wolałem jechać niż iść. Gdy tylko się do mnie uśmiechnął, jego żółte, podziurkowane zęby mnie odrzucały. Czasem nawet myślałem, że wyskoczy na moją twarz jakiś wielki robak i zamieni mnie w niego. Zawsze gdy się śmiał przymykał swoje oczy, były koloru piwnego, nie można zaprzeczyć tęczówki wyglądały pięknie, ale pod oczami pojawiły się zmarszczki i rzucały się w oczy, że zamiast skupić się na czym co on mówi wpatrywałem się w pomarszczoną skórę.

Wszedłem to bardzo nowoczesnego wejścia, które samo się otwierało, a gdy odszedłem zamykało. Miałem lęk wysokości, ale i tak ciekawość mnie potężnie zżerała…
Ruchome schody, właśnie je zobaczyłem. Lubiłem się nie ruszać, podjeżdżając na drugie pięterko. Gdy już byłem ku celu-czyli 2 piętro, spojrzałem w dół. Drzwi uchylnie same się otworzyły, tak jakby duch właśnie wszedł. W pewnym sensie miałem racje. Zobaczyłem nagle jak do wejścia wchodzą dwie postacie, odziane w białe stroje. Nikt ich nie zauważył, prócz mnie, wpatrywałem się w nich jak głupi, każdy ich krok przeanalizowałem spokojnie by dowiedzieć się gdzie się kierują. Dudniło mi serce, puls się zwiększył. Trzęsłem się jak cholera…Zamyślone monstrum uniosło ku mnie bursztynowe oczy, tak jakby wiedział, że się na niego patrzę, ale był pewny, że go nie widzę. Udawałem, że spokojnie przerzuciłem wzrok na jeden sklep z jedzeniem, jak gdyby nigdy nic. Przełknąłem ślinę, co będzie jak jednak będą mieli pewność, że widzę ich, tak jak oni mnie. Powoli zszedłem ich z widoku luzackim krokiem, a tamten odprowadził mnie wzrokiem. Drugiego już nie było... Ten pierwszy był drobny taki jak ja, zaś drugi mierzył jakieś 2 metry. `Ciekawe…`- Pomyślał jeden z dwóch typków i zniknął, raczej rozpłynął się w powietrzu… Pojawił się przede mną. Zdziwienie malowało się na mojej twarzy, ale ja udawałem, że tylko poczułem lekki wiaterek i skręciłem do sklepu odzieżowego. Trzęsłem się jak galareta. Tak jakby mnie ktoś ścigał, za zbrodnie.
W końcu zatrzymałem się i westchnąłem pytając:
- Czego chcesz?- Zmrużyłem oczy, niech w końcu wie, że go widzę.
- O jednak mnie widzisz! Człowieczku…- Chodź byłem odwrócony tyłem, wiedziałem, że śmieje się szyderczo, głos miał złowrogi, zarazem szczęśliwy z sytuacji.
- Tak jak widać, kim jesteś?- Zapytałem odwracając się natychmiast by zmierzyć go wzrokiem. Wzrok mnie nie omylił. Był w białym stroju, u boku miał katanę, a broda była przysłonięta kawałkiem kości… Cóż to było? Był takiej samej postury jak ja. Drobniutki, średni chłopaczek. Gdy mrugał widziałem na jednej powiece wytatuowaną `7`, a na drugiej `2`. Przestraszyłem się, aż zatrzęsłem się. Miałem kłopoty? Groziła mi śmierć? Nic nie wiem, ale wziąłem nogi za pas, jak widać ten koleś mnie nie gonił. Może się po prostu nabijał, ale gdy tylko schowałem się za ścianą na zakręcie usłyszałem głos ` I tak cię znajdę`. Pojawił się przede mną z wyciągniętą kataną. Nie kiedy miałem okazję oglądać tak wyniosłe i piękne ostrze. Zamiast uciekać zachwycałem się pięknem, tejże popularnej broni. Nachodził mnie jak zmora… Myślałem, że uciekłem, ale poczułem jak w brzuchu zasiedliła się jego katana. Krew wyciekła mi z ust, a u przechodnich rozniosło się echo paniki. Koleś z dziurą w brzuchu i nagle krwawi. Typowa masakra. Rozdarłem się z bólu, krzyczałem i krzyczałem, lecz ludzie tylko uciekali, nie widząc tego mordercy. Na białej ścianie, o którą się oparłem widniało kilka kropelek krwi i wbicie czubka katany w tynk. Przebił mnie na wylot. To było coś… Wyciągnął ze mnie kliknę i poczekał aż spadnę. No i uderzyłem z hukiem w drewnianą podłogę. Położył mi na głowę buta i gniótł obcasem w potylice, myślałem, że z bólu przebije się przez panele podłogowe i spadnę zabijając się. Zainterweniowałem łapiąc go za nogę, ale ten zaprotestował i jednym ostrym cięciem odciął mi rękę i wbił ostrze w drugą, przy okazji czubek wbijając w drewno. Oparł się o rękojeść i czekał aż będę cierpiał. W końcu całe centrum opustoszało. Ludzie poupadali pod wpływem reiatsu kolegi w białym stroju. Nawet mi zaczęło robić się słabo, pod wpływem tej dziwacznej mocy, którą dysponował tamten gość.
- Idziemy…- Powiedział ten, który stał mordując mnie. Wyciągnął katanę z mojej ręki i wsadził ją do pochwy. Zniknął szybkimi krokami sonido, gdzieś w dal, tak samo ten drugi, który tłoczył ludzi siłą duchową. Zaniosło się na ciszę, ludzie zaczęli oszołomieni wstawać.
Innych bolała głową, innych zaś brzuchu. Jak widać było urozmaicenie. Paru ludzi podbiegło do mnie, a ja usłyszałem tylko kroki przymykając oczy…
Nie wiem co stało się z moim ciałem, ale obudziło mnie echo spadającej bryzy papieru w jednym ze sklepów w centrum handlowym. Wstałem i zauważyłem, że świecę jakimś jaskrawym światłem, a przy torsie mam jakiś łańcuch, zwisający, aż do pępka. Nie musiałem już chodzić, lecz przesuwać się w powietrzu, tak jakby grawitacja w ogóle nie działała. Na początku zacząłem się bawić, tą że wspaniałą umiejętnością, którą posiadają duchy. Właśnie duchy ! W końcu trafiło do mnie, że jestem duchem. Przeszły mi ciarki na tą myśl, ale dało się przyzwyczaić. Bałem się teraz sam siebie. Nie byłem w centrum handlowym sam. Ktoś tu też był. I mnie widział ! A duchów się raczej nie widzi. Z naciskiem na raczej. Za moimi plecami ktoś stał, bałem się, ale jeśli to duch, to też nim jestem. Może się z nim zaprzyjaźnię.
Momentalnie się odwróciłem, ale z pogrzebową miną stał wpasowany w czarne tło jakiś koleś z wyciągniętą kataną. Miał na sobie czarne kimono, więc i wpatrywać się w niego dość długo nie mogłem. Chciał mnie zabić? Ale jak, jestem latającym duszkiem. Duszą, w które nie wierzą. Przyłożył mi rękojeść początkiem do czoła, a wokół rozeszło się niebieskie światełko, zamiast białego, emanowałem teraz niebieskim i stałem się nagle motylem… Czarno-bordowym motylem. Latającym stworzeniem, które jak byłem mały łapałem. Leciałem w górę, nie mogłem kierować lotem, przy samym suficie rozproszyłem się na kawałeczki…

Koniec wpisu.

Keisu obudził się w chatce. Jak każdy człowiek, który budził się rano, wpatrywał się w biały jak śnieg sufit. Momentalnie wstał, odkrywając z siebie płótno, którym był okryty. W jego głowie rozeszło się jedno pytanie. ` Gdzie ja jestem`. Wybiegł z tego małego domku i był dzień. Dziwne… Jeszcze parę godzin temu świecił i miał coś przy torsie, teraz już nic. Był jak zwykły człowiek… Gdzie on jest? W niebie? Kto wie… Na to wygląda, że nie był już duchem, a jego przeznaczeniem nie było błąkanie się po świecie.

Gdy tylko dorósł, zaczął dążyć do zapisu na akademie shinigami.

Pieniądze: 500 Ryo.

STATYSTYKI
Atrybuty:

Siła: 7(+1 z profesji, +1 z płci)

Szybkość: 8(+2 z profesji, +1 z punktów)

Zręczność: 7(-2 z płci, +4 z punktów)

Wytrzymałość: 6(+1 z płci)

Inteligencja: 10(+5 z punktów)

Psychika: 5

Reiatsu: 6

Kontrola Reiatsu: 5


OGÓLNE

Udźwig: 70 kg

Prędkość (śr.): 8 km/h

Prędkość (max.): 25 km/h

PŻ (Punkty Życia): 60 PŻ

PR (Punkty Reiatsu): 30 PR

Techniki

Magia:

Atrybuty:
Poznane Hadou: #18 - Oogata Shippuu #6 - Gogyou
Poznane Bakudou: #19 - Tsuerai

Umiejętności:
Podstawowy Samoobrony
Ulubiona Broń (katana)

Wady:
Powrót do góry Go down
Watanabe no Tsuna



avatar

Mistrz Gry : Fairy

Karta Postaci
Punkty Życia:
4096/4096  (4096/4096)
Punkty Reiatsu:
83037/262144  (83037/262144)

PisanieTemat: Re: Keisu Ryuu   Pią 27 Sie 2010 - 14:06

Nauczyciele darzyli do niego sympatie, gdyż zawsze był aktywny na lekcjach, ale nie chciał się jakoś wyróżniać, więc pozostawał w cieniu sławnych uczniów i uczennic.
To sie nadaje na dwa zdania. Poza tym "darzyli go sympatia", albo "czuli do niego sympatie".

Przechodził obok najróżniejszych ludzi. Kobiet w ciąży, to i z wózkami. Ogromnych mężczyzn, jak i drobnych kobitek. Wierzył, że poprzez ucieczkę zdobędzie jakąś moc, jak to spotkało jego bohaterów w komiksach, które to tak uwielbiał, że czytając zatrzymywał się przy jednym obrazku, by podziwiać postawy wielkich i umięśnionych facetów. Sam był pokurczem. Jego koledzy mieli już wyrzeźbione klaty i ładne dziewczyny, z którymi to szli na lody, może i na hamburgery czy inne cuda. On był chudziutki, wyglądał jak pięć minut, albo jak nieszczęście. Był czarną owcą w rodzinie,
178 to w japonii pokurcz? Niezbyt ladnie powyzsze wyglada. Skladnia kulawa i te rzezbione klaty...

Podeszwa prawie odpadała od reszty buta, a wszy, które utrzymywały buty były już prawie przerwane.
Tresowane wszy? Hehe... literowki rulez.

Przydaloby sie cos wiecej wspomniec odnosnie pobytu w Soul Society. Obudzil sie i co dalej? Tak na suficie wyczytal o shinigami i ze fajnie byc jednym z nich?


Pozdrawiam,
Tsuna
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Takagi Niizuki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Watanabe no Tsuna

Karta Postaci
Punkty Życia:
180/180  (180/180)
Punkty Reiatsu:
460/460  (460/460)

PisanieTemat: Re: Keisu Ryuu   Czw 2 Wrz 2010 - 11:38

NEUTRAL

Na nic więcej się nie szarpnę czytając tą kartę. Ale jak końcówka zostanie rozpisana, o czym wspomniał Tsuna-san to kto wie. Może nawet akcepta dam.


Dziadek Szyderca
-----------------------
Co zrobisz w przypadku zła, którego nie możesz pokonać sprawiedliwością ?
Zwalczysz zło złem, czy też zaakceptujesz fakt, że sprawiedliwość z nim przegrała ?
Tak czy inaczej, zło pozostanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Keisu Ryuu   

Powrót do góry Go down
 
Keisu Ryuu
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Strefa Gracza :: Gracze :: Stare-
Skocz do:  
Free forum | © phpBB | Free forum support | Kontakt z | Report an abuse | Sosblogs.com