IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Nabór na stanowiska Mistrzów Gry! Rekrutacja na GG: 3594960!
Pomoc dla nowych graczy

Lista aktywnych Mistrzów Gry:
Izdurbal Tenshi - 3/4 | Imperator Kuchiki - 4/3
Kovacs - 1/3 Ekkusu - 3/3
Watanabe no Tsuna - 4/4
Benorn - 1/2


Share | 
 

 Mitamashi Monoko(Shinigami)

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 

Ocena
 Pozytywna
 Negatywna
 Neutralna
Zobacz Wyniki
AutorWiadomość
Mitamashi




Mistrz Gry : Kenjiro Sakurai

Karta Postaci
Punkty Życia:
90/90  (90/90)
Punkty Reiatsu:
56/56  (56/56)

PisanieTemat: Mitamashi Monoko(Shinigami)   Sob 16 Paź 2010 - 0:09

Imię: Mitamashi
Nazwisko: Monoko
Profesja: Shinigami
Płeć: M.
Wiek: 22 lata
Waga: 73 kg
Wzrost: 187 cm
Wygląd: Dość wysoki mężczyzna o jasnej cerze, średnio przystojny. Proste włosy koloru czarnego sięgają mu do ramion. Oczy, często przymrużone ma koloru szarozielonego. Na jego twarzy można dojrzeć kilkudniowy zarost, który to o dziwo nie rośnie dłuższy, jednak gdy tylko się go zgoli powraca po kilku godzinach. Posiada dobrze wyrobione mięśnie, których zarys można czasami zobaczyć przez mundur akademicki. Jako osoba praworęczna nosi broń z lewej strony. Na klatce piersiowej ma długą bliznę po ostrzu, jednak cięcie było dość płytkie i w żaden sposób nie dokucza chłopakowi.

Charakter: Mitamashi jest małomównym człowiekiem, zwykle odpowiada dwoma zdaniami i rzadko wysila się na długie wypowiedzi. Jego słowa są jednak przemyślane. Na jego twarzy zawsze gości uśmiech, chociaż to nie znaczy że jest szczęśliwy. Uśmiechem maskuje resztę swoich uczuć, przez co nawet jego przyjaciele mają trudność z odgadnięciem jego myśli i nastroju. Mitamashi stara się odpokutować swoje winy pomagając ludziom. W swoim życiu Mitamashi stara się kierować głównie sprawiedliwością. Po śmierci opiekunów postanowił pomagać innym tak jak oni pomogli mu.

Ekwipunek: Boken(przymocowany przy lewym biodrze, wyryto na nim „Zawsze bądź sprawiedliwy”- element historii), Mundur akademii, Przybory do pisania.

Historia:
Mitamashi nie miał rodziny. Nigdy. Z wyjątkiem tego jednego dnia…
Gdy przybył do soul society miał czternaście lat i musiał radzić sobie sam. Na początku wylądował w czterdziestym trzecim okręgu. Na początku starał się uczciwie zarobić na swoje wyżywienie jednak jak wiadomo nie był to najbogatszy okręg, więc i ludzie nie mogli dać mu pracy. Przynajmniej uczciwej… Osobników z pod ciemnej gwiazdy nie brakowało… Mitamashi szybko został zwerbowany do zbierania „podatku” od lokalnych mieszkańców. Chłopakowi się to nie podobało, ale w tej pracy widział jedyną szansę przetrwania. Nigdy jednak nie starał się być brutalnym, a raz nawet ocalił życie dla pewnego starca, od którego banda pobierała podatek:

Był wieczór, jakaś godzina po zachodzi słońca. Grupa pięciu ludzi zapukała do drzwi budynku należącego do starego sklepikarza.
- Otwieraj! – krzyknął jeden z ludzi – Wiesz po co tu przyszliśmy! – wyraźnie nie krył się z zamiarami. Był to Sato szef gangu. Człowiek potężnej budowy. Drzwi się uchyliły:
- Wej… - zaczął przerażony głos, ale nie dokończył gdyż dostał drzwiami, które rozpadły się po jednym kopniaku szefa. Sato przeszedł po resztkach drzwi i człowieku, który leżał pod nimi. Reszta weszła za nim, choć Mitamashi ominął człowieka. Mimo tego, że światło księżyca rozjaśniło nieco pokój, chłopak nie mógł rozróżnić twarzy ludzi, oraz nie widział końca pokoju. Musiał być więc całkiem spory.
- Jjj… jaaa… - wyjęczał staruszek wstając spod drzwi – ni… nic już ni.. nie mam. Zabraliście wszyst… - znów nie dokończył, tym razem przerwał mu cios wymierzony przez jednego z ludzi. Było ciemno, więc Mitamashi nie widział kto z bandy uderzył staruszka, jednak znał odgłos takich uderzeń… w ciągu trzech miesięcy słyszał ich tak wiele.
- Nic nie masz?! – krzyknął ktoś z bandy.
*To pewnie ten, który uderzył starca* - pomyślał Mitamashi.
- Sam dziś widziałem jak wynosiłeś jabłka w dwóch workach. Gdzie je masz?! Ha! Sprzedałeś je dla tego gościa, który przyszedł po południu… a więc pytam… gdzie są pieniądze za jabłka?! – tu znów rozległ się odgłos pięści uderzającej w twarz sklepikarza. Człowiek musiał już być bardzo poraniony.
- To… to… zapłata dla lekarza. – wysapał staruszek – Mój syn był bardzo chory, nie mam pieniędzy więc mogłem zapłacić tylko jabłkami.
- Skoro tak… to znaczy, że my też dostaniemy tylko jabłka… - powiedział powoli Sato.
- Nie mam nic więcej. – odparł staruszek.
- W takim razie nic tu po nas… skoro nasz klient nie płaci, to musi przestać być naszym klientem, a że w tej części soul society żyją tylko nasi klienci… musisz przestać żyć… - powiedział Sato i dało się usłyszeć krok.
- Stop! – krzyknął Mitamashi – Nie musimy go zabijać. Potraktujmy to jako inwestycję. Skoro jego syn wyzdrowiał będą mogli pracować jeszcze lepiej. Za kilka tygodni pewnie stanął na nogi, a my weźmiemy należność z naddatkiem.
Wszystko ucichło. Przez chwilę nie było wiadomo co będzie dalej. Nagle:
- Dobrze… staruszku… młody właśnie uratował skórę twoją i twojego synalka, ale pamiętaj… my nie zapomnimy i wrócimy tutaj.
Po tych słowach wszyscy wyszli przez resztki drzwi. Z domu można było usłyszeć tylko lekkie pojękiwanie staruszka. Gdy banda odeszła na kilkaset metrów Mitamashi powiedział:
- Czekajcie, muszę iść na stronę.
- Nie poczekamy, musisz nas dogonić. – powiedział Sato i ruszył z innymi dalej.
Tymczasem chłopak upewniwszy się, że nikt go nie widzi pobiegł (a biegał najszybciej w gangu) do domu staruszka i opatrzył go. Następnie bez słowa wybiegł i dołączył do bandy, która odeszła już spory kawałek.

Po czterech tygodniach od wizyty u sklepikarza, nadszedł czas na uregulowanie jego długu. Jedenastu ludzi w tym Mitamashi wybrało się do domu sklepikarza. Część z nich miała ze sobą tasaki, a część pałki. Znów wieczorem banda podeszła pod sklep. We framudze znajdowały się nowe drzwi. Tym razem ich nie wyważono. Były uchylone, tak jak gdyby ktoś czekał w środku. Banda nie obawiając się niczego weszła do środka. Nagle drzwi się za nimi zatrzasnęły, a światło się zapaliło. W pokoju stała dwójka ludzi. Mężczyzna i kobieta. Oboje około dwudziestki i oboje ubrani w czarne kmona. Oboje mieli też katany. Pierwsza odezwała się kobieta:
- Jestem Hari, członkini trzeciego oddziału. Aresztuję was w imieniu soul society, pod następującymi zarzutami: przynależność do grupy przestępczej, wielokrotne pobicia i grabieże. Macie coś na swoją obronę?
- Chłopaki, chyba nas mają… - powiedział powoli Sato – Dobrze, więc niech i tak będzie. Do tych waszych zarzutów dorzućcie jeszcze to! – powiedział rzucając się z tasakiem do przodu. Reszta postąpiła tak samo, Mitamashi także, choć wiedział że czyni źle. Z drugiej strony lepiej być po stronie zwycięzców. Bo jakie szanse mają dwaj ludzie, w dodatku jedna to drobna kobieta, w starciu z jedenastoma dobrze zbudowanymi mężczyznami? Za nim się jednak chłopak obejrzał na podłodze w kałuży krwi leżało już czterech jego towarzyszy. Nagle poczuł coś i spojrzał w lewo, ten facet był tuż obok niego, a jego miecz już się unosił by spaść na chłopaka. Chłopak jednak jakimś cudem nieco odskoczył. Nadążał wzrokiem za nieznajomym, tak mu się przynajmniej zdawało. Jeszcze w powietrzu z jego klatki piersiowej trysnęła krew. Mitamashi oparł się o ścianę i osunął się po niej. Rana nie była głęboka jednak sprawiała duży ból i mocno krwawiła. Chłopak spojrzał w górę. Ujrzał, że z bandy tylko on pozostał przy życiu. Zobaczył jeszcze raz nieznajomego i błysk ostrza. Przymknął oczy. Wcale nie zginął. Czekał na śmierć, ale nie nadchodziła. Otworzył jedno oko, a następnie drugie. Nieznajomy otarł ostrze z krwi i wsadził je do pochwy. Za ramię trzymała go ta kobieta. Mimo, że chłopak żył to jednak słabł z każdą chwilą. Znów zamknął oczy.
- Jesteś pewna, że to ten chłopak? – usłyszał głos cichy, ale stanowczy.
- Z opisu wynika, że tak… ale może przyprowadzimy staruszka żeby potwierdził tożsamość.
- Może być, tylko się pośpiesz bo nam zaraz zejdzie.
- Już mnie nie ma. – powiedział słodki głos.
Po chwili chłopak ostatkiem sił wyłapał jeszcze tylko dwa zdania.
- Czy to ten?
- Tak, to ten… - powiedział trzęsący się głos starca.
Mitamashi odpłynął.

Coś raziło go w oczy mimo zamkniętych powiek. Otworzył je. Oślepiło go światło wpadające przez okno znajdujące się naprzeciwko. Czuł na sobie ciepłe promienie słońca, lecz po chwili poczuł coś jeszcze. Ostry ból w klatce piersiowej. Spojrzał w dół. Leżał na łóżku i niemal cały jego tors spowijały bandaże. Rozejrzał się wokół, był w jakimś małym białym pokoiku.
- Widzę, że już się obudziłeś. – powiedział ktoś z tyłu – Leż spokojnie straciłeś sporo krwi, a po za tym zostanie Ci blizna do końca życia. – glos wzeszedł w pole widzenia chłopaka. Była ta to sama dziewczyna, którą Mitamashi widział wczorajszego wieczoru… a może przedwczorajszego?
- Jak długo spałem? – zapytał w końcu patrząc się w sufit.
- W sumie… całkiem, krótko jak na tak poważne obrażenia. Ledwie minął jeden dzień od walki w sklepie.
- Ja… przepraszam… za to, że…
- Spokojnie, wiemy że nie jesteś do końca zły, no i z uwagi na twój wiek oraz kilka innych okoliczności łagodzących pozostaniesz na razie tylko pod nadzorem służb porządkowych, oraz będziesz musiał wyjaśnić kilka rzeczy.
- Właściciel sklepu was poinformował?
- Tak, powiedział nam też o tym, że wcześniej go uratowałeś. – dodał inny głos, który zmaterializował się w osobie faceta który go ranił – Przepraszam, za… to cięcie. Swoją drogą masz fart… dziwna sprawa, że nie trafiłem czysto…
- Och… daj spokój Fuji… - powiedziała dziewczyna tuląc się do mężczyzny – Chłopak musi teraz wypocząć… no właśnie, chłopak…. Jak masz na imię?
- Mitamashi…
- Nazwisko?
- Hymmm… znam tylko swoje imię.
- No dobra, niech będzie wypoczywaj, a i jesteś u nas w domu. Okręg siedemnasty… tak jeśli chciałbyś wiedzieć. No i jesteśmy twoimi „kuratorami”, choć muszę przyznać, że niezbyt podoba mi się ta myśl… - dorzucił Fuito wychodząc.
- On zawsze taki jest, bardzo trudno zdobyć jego zaufanie. Tak ciężko było go przekonać żeby pozwolił Ci z nami zamieszkać… - powiedziała cicho Hari wychodząc z pokoju.
Chłopak został sam… ale czuł się o wiele lepiej niż kiedykolwiek do tej pory. W ramach kary musi przez osiem lat być pod nadzorem i nie wolono mu było odchodzić od domu dalej niż na kilometr. Oczywiście ludzie, którzy wiedzieli o jego powiązaniach z gangiem byli wobec niego nie ufni i krzywo patrzyli na jego dalsze poczynania. Gdy chłopak wychodził do sklepu, rozmowy przechodniów cichły. Gdy chciał coś kupić był bacznie obserwowany, jednak to nie psuło mu nastroju. Przyzwyczaił się do tego.

Czas mijał nieubłaganie, a chłopak dorastał. W zamian za mieszkanie i wyżywienie sprzątał dom. Z czasem zyskał zaufanie Fujiego, a jeszcze później stali się przyjaciółmi. Po ośmiu latach gdy chłopak odbył swoją karę wyprawiono uroczystą kolację.
- Wiesz Mitamashi… - powiedział Fuito – Ciągle się nad czymś zastanawiam…
- Nad czym przyjacielu? – powiedział z uśmiechem Mitamashi.
- Mimo, że byłem świeżo po akademii, zostałem członkiem trzeciego oddziału. Nie byłem złym studentem i całkiem dobrze radzę sobie z mieczem… to… wtedy, tamtego wieczoru uniknąłeś mojego ciosu… Czyżbyś miał aż taki fart? - Nie, wiem… mi zdawało się że widziałem uderzenie i odskoczyłem przed nim.
- Odskoczyłeś? W sumie twoje reiatsu nie jest najmniejsze… ale czyżbyś się nadawał?
- Czemu nie, wspaniale prezentował by się w mundurze. – zażartowała Hari.
- Nadawał do czego? – zapytał Mitamashi.
- Do zostania shinigamim idioto! Jeśli chcesz nadal z nami mieszkać nie możesz się obijać. Jako shinigami mógłbyś zapracować na siebie.
- Hymmm…. Ale czy shinigami nie mieszkają w barakach?
- Są pewne wyjątki… na przykład my… to co nie chciałbyś z nami zostać? – zapytała Hari.
- Chciałbym, ale co to ma do rzeczy?
- Wiesz moglibyśmy stać się jedną wielką rodziną. Mógłbyś zostać moim młodszym braciszkiem! – pisnęła kobieta, mimo że miała niemal trzydzieści lat, nadal zachowywała się czasami jak nastolatka.
- Miałbym rodzinę… skoro tego ode mnie oczekujecie… wstąpię do akademii! Chociaż nie wiem czy mnie przyjmą po tym wszystkim…
- Przyjmą… załatwię Ci rekomendację od jakiegoś oficera. – powiedział Fuito kończąc jeść ryż.
- Dziękuję… za wszystko… - Mitamashi uśmiechał się i płakał jednocześnie. Od tych ludzi doznał tyle dobra…
- Więc postanowione niedługo wstąpisz do akademii, a teraz jedz póki ciepłe. – powiedziała Hari.
W radosnej atmosferze minął wieczór…

Po pewnym czasie znów był powód do świętowania. Mitamashiego przyjęto do akademii.
- To wspaniale! – krzyknęli na tę wieść jego opiekunowie. Byli jednak ubrani jakby szykowali się do drogi. Nie uszło to uwadze chłopca.
- Wybieracie się gdzieś?
- Niestety… obowiązki. Na ziemi wzmożona aktywność pustych. Wysyłają kogo się da… ale zanim pójdziemy mamy coś dla Ciebie.
- To moje Boken. – dodała Hari
- Na pewno przyda Ci się w akademii, jest na nim też pewna rada: „Zawsze bądź sprawiedliwy”.
- Dziękuję wam… kiedy wrócicie?
- Za jakiś miesiąc. W tym czasie nie zapuść domu i trenuj. A jak już wrócimy to uczcimy twoje przyjęcie do akademii jak należy. – powiedział Fuito, wraz z Hari opuścili dom. Mitamashi czekał powrotu swoich opiekunów, którzy dali mu też nazwisko.

Po dwóch tygodniach od rozstania z przyjaciółmi usłyszał pukanie do drzwi.
- Już idę! - krzyknął wstając od stołu gdzie ćwiczył kaligrafię. Tak to wspaniałe zajęcie dla znudzonych ludzia, a w dodatku uczy cierpliwości i dokładności - O co chodzi? - zapytał otwierając drzwi. W progu ujrzał jakiegoś starca, który był shinigamim.
- Czy mogę wejść? - zapytał i nie czekając na odpowiedź wepchnął się do środka - Widzisz musimy porozmawiać o twoim przybranym rodzeństwie. Otrzymaliśmy wiadomość... na razie to nic pewnego, ale... wszytsko wskazuje na to, że nie żyją...
Uśmiechnięty Mitamashi doznał nagle szoku. Przez ostatnie lata zżył się z Fujim i Hari, tak bardzo, a teraz dostaje wieść, że oni... umarli.
- Jak... jak to się stało? - zapytał trzęsącym się głosem.
- W ich rewirze pojawiła się jakaś silna duchowa istota. Walczyli dzielnie, ale nawet dwójka kolejnych shinigamich ledwie uszła z życiem. Bardzo mi przykro chłopcze. Oczywiście to nic nie zmienia... nadal możesz tu mieszkać. Nadal jesteś uczniem akademii. Nadal...
Słowa starca ulatywały. Chłopak go nie słuchał. Do tej pory był taki szczęśliwy... miał wszystko czego potrzebował. Co prawda nadal miał rzeczy, ale nie miał już osób, których istnienie nadawało sens jego poczynaniom.
- Ja przepraszam, muszę teraz pomyśleć... - powiedział wypraszając starca. Nie wiedział jak wiele słów opuścił, ale jakie miało to teraz znaczenie? Gdy starzec wyszedł chłopak położył się na tym samym łóżku, na którym obudził się osiem lat wcześniej. Musiał wszytsko spokojnie przemyśleć.
*Osiem lat temu żyłem tylko po to żeby żyć... egzystowałem. Gdy ich poznałem znalazłem sens życia. Starałem się im pomagać, bo... bo robili coś co zasługiwało na szacunek. Teraz gdy ich nie ma, straciłem też swój sens istnienia... a to chyba najgorsze co mogło mnie spotkać. Muszę znaleźć nowy cel...*
Przez kilka godzin Mitamashi gapił się w sufit. Nie obchodziło go na razie nic, oprócz myśli. Nagle wstał i rozprostował się.
- Wiem co teraz będzie moim celem... - powiedział powoli i cicho - Od teraz będę kontynuować ich dzieło. Będę walczył z pustymi i będę pomagał innym, tak jak oni pomogli mnie... Nie spocznę dopóki ich nie pomszczę.

Pieniądze: 500 Ryo.

STATYSTYKI
Punkty do rozdania=10 wolne + 4 wiek + 1 wada
Atrybuty:
Siła: 5(+1 profesja, +1 płeć)=7
Szybkość: 5(+2 profesja, +3 wolne)=10
Zręczność: 5(-2 płeć, +3 wolne)=6
Wytrzymałość: 5(+1 płeć, +3 wolne)=9
Inteligencja: 5(+2 wolne)=7
Psychika: 5=5
Reiatsu: 5(+1 profesja, +1 wolne)=7
Kontrola Reiatsu: 5(+3 wolne)=8

OGÓLNE

Udźwig: 70 kg
Prędkość (śr.): 10 km/h
Prędkość (max.): 30 km/h.
PŻ (Punkty Życia): 90
PR (Punkty Reiatsu): 56

Techniki
Magia:

Atrybuty:
Poznane Hadou:
#4 - Byakurai (Biała Błyskawica)

Poznane Bakudou:
#13 - Kashitsu (Zmiana Ruchu)


Umiejętności:
Maskowanie Reiatsu

Wady:
Niepopularny


Ostatnio zmieniony przez Mitamashi dnia Sro 20 Paź 2010 - 15:03, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kitsune



avatar

Oddział : Dywizjon 10
Mistrz Gry : Watanabe no Tsuna

Karta Postaci
Punkty Życia:
47/110  (47/110)
Punkty Reiatsu:
60/260  (60/260)

PisanieTemat: Re: Mitamashi Monoko(Shinigami)   Sob 16 Paź 2010 - 13:07

Karta jest ok, kilka elementów jest naciąganych, dialogi różnie... ale pies drapał, reszta zdaje się być ok,

AKCEPT.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Takagi Niizuki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Watanabe no Tsuna

Karta Postaci
Punkty Życia:
180/180  (180/180)
Punkty Reiatsu:
460/460  (460/460)

PisanieTemat: Re: Mitamashi Monoko(Shinigami)   Sob 16 Paź 2010 - 15:56

Well, z taką zręcznością raczej nie miałby szans na unik. Sama szybkość tego nie ratuje.
Naciągane rzeczy jak pisało wyżej. Ale jedyne co mogę dać to:

NEUTRAL


Dziadek Szyderca
-----------------------
Co zrobisz w przypadku zła, którego nie możesz pokonać sprawiedliwością ?
Zwalczysz zło złem, czy też zaakceptujesz fakt, że sprawiedliwość z nim przegrała ?
Tak czy inaczej, zło pozostanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Koizumi Haruo



avatar

Mistrz Gry : Kamys Tsuki

Karta Postaci
Punkty Życia:
75/80  (75/80)
Punkty Reiatsu:
63/63  (63/63)

PisanieTemat: Re: Mitamashi Monoko(Shinigami)   Sob 16 Paź 2010 - 18:04

Dużo dialogów jest w Twojej karcie. Zazwyczaj historie są opisowe i zawierają kilka dialogów. A Twoja karta opiera sie na nich. Coś nowego a zarazem ciekawego. Ogólne wrażenie jest niezłe, nie mam się do czego przyczepiać na siłę. A historia naciągana jak każda, ale w granicach zdrowego rozsądku.

Akcept
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Benorn






Karta Postaci
Punkty Życia:
0/0  (0/0)
Punkty Reiatsu:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Mitamashi Monoko(Shinigami)   Sob 16 Paź 2010 - 18:27

Karta przyjemna w czytaniu. Więc mogę dać w pełni zasłużony
Akcept. Miłej zabawy ;-)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Watanabe no Tsuna



avatar

Mistrz Gry : Fairy

Karta Postaci
Punkty Życia:
4096/4096  (4096/4096)
Punkty Reiatsu:
83037/262144  (83037/262144)

PisanieTemat: Re: Mitamashi Monoko(Shinigami)   Sob 16 Paź 2010 - 22:44

Inteligencja 5, co wybitnym wynikiem nie jest, stad nie liczylbym na same zlote mysli (to odnosnie tych przemyslanych wypowiedzi). Charakter bardzo pobieznie. Skoro jest taki malomowny, to jak pozyskuje ta wielka liczbe przyjaciol? Tym maskujacym usmiechem? Nie zgodze sie z przedmowca, iz sama lista dialogowa to takie nowum i ciekawa odmiana. Znacznie prosciej napisac dialog, niz przyzwoity opis. Poza tym jako gracz nie bedziesz dialogow pisal, a jedynie wlasne wypowiedzi. Stad mnie taka forma zupelnie nie przekonuje. Historia owszem naciagana. Np. jedenastu zbojcow ladujacych sie do chatki jednego dziadka - wyglada na to, ze chyba sie go bardzo bali. Pomijajac juz fakt, ze ci pierwsi powinni sie zorientowac, ze cos nie gra zanim weszlaby cala zgraja. O walce w zwarciu i odskakiwaniu w takich warunkach nie wspominajac. Na koniec jeszcze o podziale statystyk - zrecznosc 3? Masz klopot z zawiazaniem sznurowadel. Moze i konczynami bedziesz wymachiwal szybciej, niz statystyczny szarak, ale z trafic ci latwo nie bedzie. Co przy zupelnym braku kidou czyni z Ciebie marnego kandydata na shinigami.


Pozdrawiam,
Tsuna
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Mitamashi




Mistrz Gry : Kenjiro Sakurai

Karta Postaci
Punkty Życia:
90/90  (90/90)
Punkty Reiatsu:
56/56  (56/56)

PisanieTemat: Re: Mitamashi Monoko(Shinigami)   Nie 17 Paź 2010 - 0:15

Rozwinąłem zakończenie historii. Zmieniłem rozkład pkt w statystykach. Dopisałem kilka poprawek na początku histori i poprawiłem charakter.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Mitamashi Monoko(Shinigami)   

Powrót do góry Go down
 
Mitamashi Monoko(Shinigami)
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Strefa Gracza :: Gracze :: Stare-
Skocz do:  
Free forum | © phpBB | Free forum support | Kontakt z | Report an abuse | Create a free blog