IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Nabór na stanowiska Mistrzów Gry! Rekrutacja na GG: 3594960!
Pomoc dla nowych graczy

Share | 
 

 Kenpachi Yuhito

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 

Ocena:
Pozytywna
100%
 100% [ 1 ]
Negatywna
0%
 0% [ 0 ]
Neutralna
0%
 0% [ 0 ]
Wszystkich Głosów : 1
 

AutorWiadomość
Kenpachi Yuhito


avatar

Mistrz Gry : Kamys Tsuki ( Tsuki-chan :3 )

PisanieTemat: Kenpachi Yuhito   Czw 23 Gru 2010 - 23:38

DANE

Imię: Yuhito
Nazwisko: Kenpachi
Profesja: Shinigami
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 21 lat
Waga: 75 kg
Wzrost: 175 cm

Wygląd: Ma na sobie czarny płaszcz z wyszytym znakiem "Shine" na nim. Jednak jego postura daje duża do życzenia, bowiem jest dość spory, jeżeli chodzi o wysokość i szerokość. Ma 175 cm wzrostu i waży 75 kg. Na jego ciele można zobaczyć w sumie same blizny po wielu walkach. Ma je prawie wszędzie. Począwszy od tych małych do tych najbardziej rozwlekłych. Jednak każda taka rana przypomina mu o innym zdarzeniu z jego życia. Nie stara się ich chować, a wręcz pokazuje innym. Sandały na nogach i pas wiążący płaszcz, o kolorze czarnym. Na szyi ma naszyjnik z malutkim kółeczkiem na samym końcu zamiast krzyżyka, jak to zwykle bywa.

Charakter: Yuhito wyróżnia się z pośród innych Shinigami. Jego charakter dużo na to wskazuje. Jest to chłopak bardzo butny i rwący się do walki. Wręcz ją uwielbia, nic tak bardzo go nie ożywia jak możliwość sprawdzenia swoich możliwości. Ma on niepohamowaną żądzę krwi, jest nie zwykle brutalną osoba, umie znęcać się nad słabszymi. Sprawia mu to przyjemność. Jest bardzo pewny siebie, wręcz emanuje tym. Gdy spotyka jakiegoś innego shinigami lub przeciwnika, to nie boi się go wyzwać na pojedynek, choćby nie wiem jaka to różnica poziomów była. Nie cierpi przegrywać, prędzej wolałbym umrzeć niż przegrać pojedynek lub walkę. Można powiedzieć, że nie ma też w nim litości, wykonuje swoją pracę tylko po to, żeby czerpać z tego korzyści. Nie interesuje go odsyłanie dusz do innych światów, jest to dla niego wręcz udręka i marnota czasu, jednak musi to robić z powodu swojego zawodu. Zdaje sobie sprawę, że gdyby tego nie wykonywał, to by mu odebrano moce i straciłby możliwości jakie daje mu ten zawód. Otóż dla nie zawód Shinigami jest formą samodoskonalenia się, które trwa non stop, bez przerwy. Ma możliwość walki z innymi shinigami czy pustymi. Przez to z każdą walką staje się coraz silniejszy. Mimo jego charakteru, nie jest to głupi chłopak, jego intelekt być może nie zachwyca, nigdy mu nie szło dobrze w szkole, jednak gdy przychodziło do analizy wojennej, obmyślania strategii walki lub znalezienia słabych punktów przeciwnika, to jest w tym nawet niezły. Wszystko to zawdzięcza wielu pojedynkom jakie stoczył i bitwom, które rozegrał. Uwielbia on walczyć z silniejszymi od siebie, sprawdzać siebie w każdym dowolnym momencie. Jego najgorszym stanem podświadomości jest moment, kiedy to odczuwa zbliżającą się śmierć, albo wieże i tak przegra pojedynek. Wtedy krew zaczyna w nim buzować jak oszalała, w oczach pojawia się niepohamowana żądza mordowania, zaciska wtedy rękojeść swojego miecza tak mocno, że aż krew z niego kapie. Ogólnie potulny z niego koleżka.

Ekwipunek: boken, mundur akademii, przybory do pisania.

Historia:

Yuhito obudził się już w Społeczności Dusz. Jego matka poroniła, przez co wyszedł martwy płód. Tym płodem w nowym świecie zajęła się pewna rodzina. Matka była bardzo spokojną, miłą i życzliwą osoba. Niestety ojciec był inny, jeżeli go można było w ogóle tak nazwać. Walczył on na wojnie japońskiej z innym mocarstwem, przez co widział wiele krwi, był przed śmiercią prawdziwym generałem, jednak jego umył uległ już całkowitemu spaczeniu, postradał zmysły. Nie umiał On odróżnić już dobra od zła, ta granica dla niego została całkowicie zatarta. Niestety dla nowego potomka. Cofnijmy się do początku...

Prawie 20 lat wcześniej...

Kisaro wrócił po ciężkim dniu pracy, bowiem był pracownikiem fizycznym na budowie. Czyli nadal wykorzystywał swoją siłę mięśni do utrzymania swojej żony. Był późny wieczór koło 22 godziny, gdy to Haia nakładała do stołu. Nagle usłyszeli płacz dziecka dobiegający z pod ich drzwi.
- Co to za dźwięk? Czy człowiek nie może już zjeść spokojnie w swoim domu?!- krzyknął mężczyzna.
- Spokojnie mężu, na pewno to sąsiedzi, zaraz pewnie zajmą się tym dzieckiem i je uciszą.
- Mam nadzieję...- Jednak po około dwudziestu minutach nadal głos trwał. Dlatego żona postanowiła to sprawdzić.
- Wyrzucę śmieci kochanie- Po tej kwestii wyszła na zewnątrz, na początek zrobić ową czynność jednak potem sprawdzić źródło tego dźwięku. Trudno było opisać zdziwienie kobiety, gdy koło jej kontenera znalazła płaczące niemowlę owinięte w zwykła szmatę. Panowała wtedy sroga zima i było na zewnątrz około minus 10 stopni, zatem taka temperatura dla małego dziecka była już wręcz zabójcza. Szybko wbiegła do domu z nową istotą i usiadła bardzo blisko kominka, przytulając chłopaka do swojej piersi i próbując go ogrzać. Niespodziewanie mąż się odezwał krzykiem:
- Co to ma znaczyć?! Wbiegasz do domu nawet nie zamykając drzwi! Po co ja grzeję, żeby ciepło uciekało?!- Gdy nagle jego głos umilkł, kiedy to zobaczył, co ona trzyma w swoich ramionach. Opanował się i poszedł po kolejne drewno, by dorzucić do ognia. Ojciec pomimo tego zalążka uczuć, które się w nim wtedy obudziły, nie chciał zatrzymać tego dziecka.
- To nie jest mój syn! Nie ja go spłodziłem, zatem go nie uznam za swojego potomka, oddaj go komuś innemu!
- Ale nie możemy tak postąpić, przeznaczenie skierowało to dziecko pod nasze skrzydła, nie możemy je porzucić tak jak to zrobili jego rodzice...- W tej chwili Kisaro chciał coś powiedzieć, jednak zamilkł, bowiem dziecko zaczęło ponownie płakać. To był ostatni raz kiedy jego emocje jeszcze chociaż trochę istniały. Zatem zgodził się na przychylność żony, bowiem bardzo mocno ją kochał, ponad życie swoje.

Zdarzenie...

Był to pochmurny dzień, słońce zostało zakryte przez szare masy, wolno poruszające się na niebie. Zapowiadało się na deszcz, a nawet burzę. Tego dnia wszystkie szpitale były zamknięte, było to spowodowane jakimś zamieszaniem w społeczności dusz. Matka była bardzo wykończona, bowiem chorowała od pewnego czasu na ciężką grypę. Nagle do mieszkania wpadło trzech najeźdźców. Były to oprychy zabijające i ograbiające rodziny, nie mieli żadnej litości, nawet dla dzieci. Mąż wiedział co robić, od razu wyjął swoją katanę „Błysk”. Była ona bardzo wytrzymała, prawie nie do złamania, wytworzona z najmocniejszych stopów metalów. Przy rękojeści miała jakby wgłębienie, tworzące łuk, jak u sierpa. Dwóch mężczyzn ruszyło na żywiciela domu. W mgnieniu oka, w szybkich ruchach, załatwił swoich przeciwników. Jednemu podcinając aortę szyjną, a drugiemu przebijając organy wewnętrzne. Okazało się, że to była tylko dywersja, bo trzeci osobnik, prawdopodobnie szef grupy, rzucił się na mającego wtedy cztery lata Yuhito. Ojciec nie mógł dopuścić do jego śmierci. Rzucił się desperacko, by bronić swojego syna. Kosztowało Go to wiele- stracił oko i lewą rękę. Drugą dłonią szybko przebił serce napastnika. Osłonił swój skarb, jednak od razu po tym zemdlał. Została mu normalna pomoc domowa. Pewnie gdyby poszedł do leczniczego punktu, to by coś mógłby jeszcze uratować. Lewe oko zasłonił czarną opaską, a na kończynie obwiązał bandaż. Założył na siebie płaszcz, który zasłaniał jego uszkodzoną rękę. Posprzątał trupy. Matka była w szoku jak zobaczyła to, co tutaj się stało. Rozpaczała z tego powodu kilkanaście nocy, jednak w końcu mąż ja uspokoił i powiedział, że gdyby miał drugą szansę, to i tak by postąpił tak samo.

Morderstwo...

Zdarzył się kiedyś incydent, gdy miałem osiem lat. Jakiś dzieciak ciągle się ze mnie śmiał i szydził. To było spowodowane moim "niezdawaniem" pewnego testu w szkole. Był wtedy deszczowy dzień, chłopak, miał na imię Jisu, zawsze wracał z kolegami. Jednak tego czasu towarzysze mieli karę w kozie i musiał sam iść. Oczywiście czekałem na ten moment wiele czasu, jednakże się wreszcie doczekałem. Chciałem się odegrać na moim rówieśniku za te wszystkie oszczerstwa z jego strony. Byliśmy wtedy już po nauce, ja zwinąłem się z sali treningowej. Wcześniej jeszcze ukradłem rano, jak wychodziłem z domu nóż kuchenny. Miałem już upatrzone miejsce, kiedy go napadnę. Była to uliczka pomiędzy bardzo głośnymi dwoma arami. Zawsze tam przebywali pijacy, którzy śpiewali i rozrabiali na prawo i lewo. Oczywiście miałem na sobie kaptur ukrywający moją twarz i wygląd, w sumie to była szmata jakaś, którą zabrałem śpiącemu włóczędze. Gdy dzieciak znalazł się pomiędzy tymi obiektami, a uliczką, to z całej siły rzuciłem się na niego. Udało mi się wepchnąć go do ciemnego zaułka. Zacząłem go okładać moimi malutkimi pięściami. Jisu krwawił, miał złamany nos i rękę, był także cały poobijany, jednak żył. Swoimi resztkami sił targnął, podczas gdy ja odchodziłem za moją pelerynę. Tak właśnie zobaczył moje oblicze. Zamiast zamilknąć i pozwolić mi odejść to on powiedział:
- Tylko na tyle cię stać? W ogóle bijesz jak baba, ty beztalenciu jeden, wyrzutku, tchór...- już nie dokończył zdania, ponieważ wbiłem mu nóż prosto w gardło. Prysnęła na mnie krew z krtani, zaczęła lecieć czarno-czerwona ciecz, powoli w agonii odchodził na tamten świat. Ja tymczasem zamiast się bać i uciekać to, stałem i patrzyłem się na niego z uśmiechem na twarzy. Moje źrenice nabrały koloru czerwonego, widać było w nich żądzę mordu i przyczajonego potwora, który się właśnie obudził. Musiałem szybko coś wykombinować by ukryć ciało. Rozglądnąłem się po okolicy, dostrzegłem kratkę kanalizacyjną. Pewnie tam były wrzucane wszystkie odpady z barów. Chwyciłem za nogi martwego młodzieńca i przysunąłem bliżej otworu. Odsunąłem pokrywę i wrzuciłem tam Jisu. Tego dnia miałem szczęście, ponieważ było oczyszczanie rur i wypróżniano wszystkie odpady. Od razu nur wody zabrał go w nieznanym kierunku. Pozbyłem się też wszystkich dowodów mojej zbrodni. Wróciłem jak nigdy nic do mojego dalszego życia. Chłopaka szukano wiele dni, po dwóch miesiącach uznano go za martwego. Rodzice jego byli zrozpaczeni. Pogrążyli się w smutku i żałobie. Matka popełniła nawet samobójstwo. Odbył się pogrzeb Jisu i tej co go urodziła. Byłem na tej ceremonii, w głębi duszy śmiałem się i cieszyłem z takiego rozwoju wypadków. Ciała i dowodów zbrodni nigdy nie znaleźli. Czy jestem potworem? Być może... nie mi to oceniać. Dla mnie to był tylko kolejny zwyczajny dzień. Już jako mały chłopak sprawiałem wrażenie, jakbym miał od dawna przydzieloną misję, o której nikt nie wiedział, oprócz mnie.

Incydent...

Jak już wcześniej mówiłem, mój ojciec był złym człowiekiem, nie przejawiał krzty litości czy uznania. Bił mnie bez powodu, kiedy wracał zapijaczony z pracy, albo nawet bił własną żonę. Bardzo się zmienił, był niemiły i ciągle coś mu nie pasowało. Pewnego dnia wrócił bardziej niż ostatnio uchlany. W międzyczasie do sąsiedztwa wprowadził się nowy sąsiad, bardzo uprzejmy i skory do pomocy. Kiedy nie było męża to Haia prosiła by jej coś pomógł lub przestawił. Niestety Kisaro był o niego bardzo zazdrosny, zatem kiedy wrócił tamtego dnia to rozpętało się istne piekło... Miałem wtedy 11 lat.
- Haia! Haaa... Iaaaa!- Krzyczał mężczyzna.
- Gdzie jesteś?!- Razem z mamą ukrywaliśmy się w schowku w mieszkaniu, tam gdzie trzymaliśmy szczotki i tym podobne. Jednak on nas tam znalazł. Wyrwał drzwiczki i wyrzucił kobietę na podłogę.
- Zdradzasz mnie suko! Ty dziwko!- W tej chwili uderzył ją w twarz. Smuga krwi pojawiła się na jej wardze.
- PPrrzestań, proszę... Nie zdradzam Ciebie, opamiętaj się Kisaro. Nigdy bym nie...- Ponownie otrzymała kolejny cios, tym razem z kopniaka prosto w brzuch. Od razu mimowolnie zgięła się w pół. Ja zaciskałem swoje malutkie pięści. Widziałem to, a łzy same spływały po policzkach. Podbiegłem do ojca chwytając go za nogę i prosząc by się opamiętał. Ten jednak tylko odrzucił mnie na bok, uderzyłem o ścianę rozbijając sobie łuk brwiowy, krew chlusnęła na podłogę. Matka odciągnęła ojca do kuchni. Rozrzucił on wszystkie rzeczy znajdujące się na blacie i ponownie uderzył z pięści Haię. Zaczął ją bić nie mogąc się powstrzymać. Ja dobiegłem do kuchni i ujrzałem ten straszny widok. Zacisnąłem swoje pięści i po cichu, coraz głośniej zacząłem mówić.
- Przestań... Przestań... Przestań... Przestań!- W tej chwili opanowała mnie szaleńcza furia, szybko chwyciłem leżący na ziemi nóż i rzuciłem się na ojca. Z całych sił wbiłem mu go, gdy otworzyłem oczy to ujrzałem, że przebiłem mu serce. Chwycił się dłonią za ostrze, gdy nagle w tym momencie przekręcił nóż doprowadzając do jego śmierci. Padł jak kłoda o ziemię. Pojawiła się kałuża brunatnej cieczy. Ten fakt ukryto przed wszystkim zakopując ciało w zapomnianej studni. Jak wiadomo w społeczności dusz, gdy jedna umiera, to pojawia się druga w zamian za nią. Toteż tak się stało. Nowy mężczyzna pojawił się w naszym życiu. Taro nazywany od tego momentu wujkiem. Był pomocny, uczciwy, dobry, sympatyczny, całkowite przeciwieństwo Kisaro. Haia ponownie wyszła za mąż poślubiając tego mężczyznę. Od tej pory nasz świat się zmienił... na lepsze.


Początek akademii...

Wstałem rano skoro świt, bo wujek obiecał mi, że ma dla mnie jakąś niespodziankę. Pełen zadowolenia ubrałem się w mój strój i zbiegłem po schodach do jadalni. Tam skonsumowałem swoje śniadanie i wyszedłem na dwór, gdzie czekał na mnie już mój wujek.
- Hej Yuhito- odparł- Jak tam, wyspałeś się dzisiaj?
- Tak- odpowiedziałem bez zastanowienia - Więc...?- Zacząłem pełen ekscytacji w głosie - Co to za niespodzianka, którą dla mnie przygotowałeś?- Zapytałem. Wujek uśmiechnął się do mnie, po czym odparł:
- Chodź ze mną, gdzieś Cię zaprowadzę.
- Dobrze- Odpowiedział syn. Ruszyli teraz ścieżką usypaną z kamieni i pokrytą żwirem. Wokół ich rozpościerał się las. Szli dobre parędziesiąt minut, gdy w końcu Yuhito nie wytrzymał i rzekł błagalnym głosem:
- Proszęęęęę... Powiedz o co chodzi, co to za wielka niespodzianka?- Wujek zrobił trochę poważniejszą minę i odpowiedział:
-Spokojnie, wszystko się dowiesz w swoim czasie. Pamiętaj, że prawdziwego shinigami cechuje także umiejętność zachowania spokoju w każdej sytuacji, nie raz przecież trzeba być cierpliwym i wyczekiwać najlepszego momentu na atak, by odnieść zwycięstwo. Nawet jeden ruch może zadecydować o losie całej walki, dlatego uspokój się i poczekaj, bo naprawdę warto.- Yuhito po tych słowach przytaknął tylko głową i dalej szedł z wujkiem. W końcu weszli do miasta. Ulica tego dnia była bardzo ruchliwa, pełno ludzi spieszyło się prawdopodobnie do pracy, bo dopiero dochodziła godzina ósma. Kilku przechodniów nawet nie patrząc na innych przepychało się w pośpiechu. Idąc tą droga, po pięciu minutach skręcili w prawo. Zaniepokojony chłopak zapytał:
- Daleko jeszcze? Już baaardzo długo idziemy- Mężczyzna z ciepłym głosem powiedział:
- Nie, już jesteśmy to jest tuż za rogiem.- W tej chwili Yuhito prawie wyrwał się z uścisku dłoni faceta, chciał jak najszybciej się dowiedzieć co to jest. Gdy skręcili, to przed ich oczyma ukazał się masywny budynek, na prawo od nich na huśtawce bujał się dzieciak popychany, przez swojego kolegę. Na obiekcie widniał duży, niemożliwy nie do zauważenia napis: "Akademia Shinigami". Trzynastolatkowi prawie łzy napłynęły do oczów. Rzucił się pełen zadowolenia na szyję swojego wujka, który akurat w tej chwili przykucnął by zawiązać but.
- Dziękuję! Dziękuję!- Krzyczał tuląc się w pierś.
- No... Spokojnie już. Wiedziałem, że się ucieszysz. A teraz chodźmy, bo zapewne na nas czekają- Rzekł.
- Dobrze- Odparł młody shinobi. Weszli przez prób, po czym skierowali się na lewo do recepcji. Tam stacjonowała starsza kobieta w wieku około 30-40 lat. Miała na sobie przewiewną, purpurową suknie w kwiaty słonecznika. Na nosie wisiały okulary zasłaniające jej brązowe oczy. Była średniej budowy, jednak lubiąca trochę zjeść.
- Słucham Paana, w czym mogę pomóc- Powiedziała pierwsza, zanim jeszcze wujek mógł coś wydusić z siebie.
- Tak, Ohayo. Przyszedłem tutaj by zapisać tego młodzieńca do Akademii.
- Dobrze...- Zaczęła w tej chwili szukać formularza do wypełnienia. Gdy w końcu go znalazła to rzekła:
- Proszę go wypełnić i przynieść mi.- Taro usiadł z chłopakiem na ławce obok okienka i szybko zapisał odpowiednie rubryki, po czym wstał i podał dokument recepcjonistce. Ta spojrzała, czy wszystko jest prawidłowo wpisane, po czym powiedziała:
- Dobrze, pana rola tutaj się już skończyła. Może pan sobie iść, teraz my się nim zajmiemy - Skończyła uśmiechając się i pokazując jeden złoty ząb w swojej szczęce.
- Dziękuję za pomoc- Odpowiedział, po czym zwrócił się do Yuhito:
- Słuchaj, bądź grzeczny i nie rozrabiaj, zawsze słuchaj swojego nauczyciela, on wie bardzo dużo i naprawdę wszystkiego Cię nauczy. Spotkamy się wieczorem po zajęciach.- Uściskał malucha, a w oku pojawiło się malutkie wzruszenie. Mocno go przytulił do swojej piersi, po czym wstał i wyszedł z budynku. Zanim jeszcze opuścił próg, to pokiwał Yuhito na pożegnanie, a ten mu odpowiedział także skinieniem dłoni. Starsza kobieta zwróciła się do młodzieńca tymi słowami:
- Proszę usiądź sobie tu na krzesłach, za chwilę powinien zjawić się jakiś nauczyciel- Dzieciak skinął tylko głową na znak porozumienia i usadowił się wygodnie, opierając się swoimi plecami o ścianę znajdującą się za nim. Teraz pozostało mu czekać tylko na swojego nowego sensei...

Pieniądze: 500 Ryo.

STATYSTYKI

Atrybuty:
Siła: 8
Szybkość: 8
Zręczność: 8
Wytrzymałość: 8
Inteligencja: 5
Psychika: 5
Reiatsu: 8
Kontrola Reiatsu: 8

OGÓLNE

Udźwig: 80 kg
Prędkość (śr.): 8 [km/h].
Prędkość (max.): 26 [km/h].
PŻ (Punkty Życia): 80.
PR (Punkty Reiatsu): 64

Techniki


Atrybuty:
Poznane Hadou: Brak
Poznane Bakudou: #9 - Geki (Uderzenie)

Umiejętności: Żądza Krwi, Ulubiona Broń (swój zabójca dusz)
Wady: Obsesja na punkcie walki i krwi.

Jeżeli coś jest źle to proszę o podpowiedź -jak np, źle rozdałem statystyki, bo dopiero się uczę, z góry Arigato!


Ostatnio zmieniony przez Kenpachi Yuhito dnia Sob 25 Gru 2010 - 15:11, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Takagi Niizuki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Watanabe no Tsuna

Karta Postaci
Punkty Życia:
180/180  (180/180)
Punkty Reiatsu:
460/460  (460/460)

PisanieTemat: Re: Kenpachi Yuhito   Pią 24 Gru 2010 - 20:30

Każdy zaczyna jako kadet w akademii, którą musi zaliczyć, zanim osiągnie stopień shinigami i własnego zabójcę. No i potem przydział do odpowiedniej dywizji. Rzadko się zdarza aby ktoś z miejsca otrzymał stopień oficerski, nawet najmniejszy zaraz po opuszczeniu akademii.

Wygląd - ok
Charakter - ok
Historia - może być

AKCEPT


Dziadek Szyderca
-----------------------
Co zrobisz w przypadku zła, którego nie możesz pokonać sprawiedliwością ?
Zwalczysz zło złem, czy też zaakceptujesz fakt, że sprawiedliwość z nim przegrała ?
Tak czy inaczej, zło pozostanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Roten Yaiba



avatar

Mistrz Gry : Kitsune

Karta Postaci
Punkty Życia:
210/220  (210/220)
Punkty Reiatsu:
2225/2250  (2225/2250)

PisanieTemat: Re: Kenpachi Yuhito   Sob 25 Gru 2010 - 12:43

Pierwsza rzecz, która mnie po prostu rozwala, to przecinki...
Raz stawiasz tak:
Blablabla, blablabla.
Raz tak:
Blablabla , blablabla.
A raz jeszcze nawet tak:
Blablabla ,blablabla.

Poprawna jest forma pierwsza i jej musisz się trzymać. Idąc dalej z błędami tego typu, nie ma takiego znaku jak "czterokropek". Stawia się trzy kropki i tyle. Dalej, przed nawiasami i po myślnikach stawia się przerwę.

Przekleństw nie pisze się wielką literą. To nie jest nazwa własna...

Jak poprawisz te i inne błędy związane z formą oraz ogólnie ortografią twojej KP to nie będę miał przeciwwskazań, abyś tu grał i dam Ci akcepta. W trakcie rozgrywki zaś na bieżąco będziesz musiał się pilnować w tym względzie. Na razie jest niestety NEGATYW.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://bleach.iowoi.org
Kenpachi Yuhito


avatar

Mistrz Gry : Kamys Tsuki ( Tsuki-chan :3 )

PisanieTemat: Re: Kenpachi Yuhito   Sob 25 Gru 2010 - 13:41

Poprawione już wszystko. Będę się starał pisać dobrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Roten Yaiba



avatar

Mistrz Gry : Kitsune

Karta Postaci
Punkty Życia:
210/220  (210/220)
Punkty Reiatsu:
2225/2250  (2225/2250)

PisanieTemat: Re: Kenpachi Yuhito   Sob 25 Gru 2010 - 15:06

Okej, po poprawkach daję Ci takiego lekkiego, minimalnego, małego POZYTYWA, co suma sumarum oznacza, że powinieneś teraz przystąpić do poszukiwania MG, który poprowadziłby Ci grę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://bleach.iowoi.org
Kamys



avatar

Oddział : Dywizjon 11
Mistrz Gry : Izdurbal

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/290  (102/290)
Punkty Reiatsu:
41/156  (41/156)

PisanieTemat: Re: Kenpachi Yuhito   Sob 25 Gru 2010 - 15:46

Zagarniam tego Pana pod moje nielotne, błoniaste skrzydła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ekkusu



avatar

Mistrz Gry : Demiurg Tsuna

Karta Postaci
Punkty Życia:
50/50  (50/50)
Punkty Reiatsu:
160/160  (160/160)

PisanieTemat: Re: Kenpachi Yuhito   Sob 25 Gru 2010 - 16:38

Kamys Tsuki napisał:
Zagarniam tego Pana pod moje nielotne, błoniaste skrzydła.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Kamys



avatar

Oddział : Dywizjon 11
Mistrz Gry : Izdurbal

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/290  (102/290)
Punkty Reiatsu:
41/156  (41/156)

PisanieTemat: Re: Kenpachi Yuhito   Sob 25 Gru 2010 - 16:42

; > - że tak spamne
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Kenpachi Yuhito   

Powrót do góry Go down
 
Kenpachi Yuhito
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Strefa Gracza :: Gracze :: Stare-
Skocz do:  
Create a forum on Forumotion | © phpBB | Free forum support | Kontakt z | Report an abuse | Sosblogs