IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Nabór na stanowiska Mistrzów Gry! Rekrutacja na GG: 2785425!
Pomoc dla nowych graczy

Lista aktywnych Mistrzów Gry:
Kamys 5/3 | Izdurbal Tenshi - 3/4 | Kuchiki Kyosuke - 6/3
CZaras – 2/3 | Shadow - 1/1 | Kaz- 1/1 | Kovacs - 0/1 |
Watanabe no Tsuna
- 2/3* (możliwe dodatkowemiejsce o ile KP zainteresuje, zaś gracz będzie aktywny)


Share | 
 

 Gdy łowca staje się zwierzyną...

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Gdy łowca staje się zwierzyną...   Pią 24 Cze 2011 - 12:55

To fick, który napisałem wczoraj w nocy. Powinienem robić coś innego, ale zabierałem się do tego od dłuższego czasu i wczoraj zdobyłem się by zacząć. Przedstawiam tu dwie znane mi postacie - no właściwie jedną. Ponieważ tylko je zgłębiłem na tyle by spróbować odwzorować ich psychikę i zachowanie. Byłbym wdzięczny gdyby oryginał zechciał powiedzieć czy oddałem ducha jego postaci Miłego czytania - fabuła może nie powalić ale coś się dzieje. Może kiedyś sklecę sensowne fabularnie i do tego kilkuczęściowe opowiadanie z postaciami z tego forum




Roten przetarł oczy i odruchowo przeciągnął się potężnie ziewając. Miał cudowny sen. Był tego pewien, jednak nie pamiętał jaki. Jedyne co przychodziło mu do głowy to buczenie mogące pochodzić od gigantycznej muchy. Tak na pewno muchy. Ku jego zaskoczeniu ponownie usłyszał ten dźwięk, ale teraz był mniej przytłaczający. Obrzucił zaspanym spojrzeniem pokój by natrafić wreszcie na biurko, na którym leżało, cóż… śniadanie. Cudowne, świeże i pachnące. Jego oczy niemal zapaliły się z pożądania. Był głodny jak wilk, ale dźwięk znów go rozproszył. Ponownie zerknął na biurko i zobaczył wibrujący telefon.
No tak. Jak zawsze w najlepszej chwili.” – pomyślał chłopak i wziął niepokojący go aparat. Na ekranie wyświetliła się pulsująca kropka. Hollow. I to duży. Spojrzał jeszcze raz na jedzenie i przeklął w duszy. Wiedział, że musi sobie odpuścić, a przeklęty zastępca zje całość. Westchnął cicho i połknął zieloną pigułkę. Natychmiast poczuł jakby coś wyrwało go z ciała. Zobaczył sam siebie rozglądającego się głupkowato, a następnie rzucającego się na pokarm. Spojrzał jeszcze raz na komórkę i wyskoczył przez okno.
Był Shinigami i to nie byle jakim. Obrońca Karakury - czwarty oficer jedenastego oddziału, towarzysz Katriny, a do tego człowiek. Takiej mieszanki Soul Society dawno nie miało.

Jego nowy przeciwnik grasował niedaleko. Zaledwie kilometr dalej w parku Karakury. Gdy stanął przy bramie natychmiast wyczuł Reiatsu tej istoty. Było silniejsze niż przeciętne. Natychmiast oszacował z olbrzymiego doświadczenia, że będzie walczyć najpewniej z Adjuchasem. Skoncentrował się. Mimo, że dawno przerósł każdego z nich mocą wolał nie dać się zaskoczyć. Jego obowiązkiem było bronienie tego miasta, więc bezsensowne wystawienie się na cios było co najmniej niewskazane. Wolał poświęcić tę jedną duszę by zabić przeciwnika niż narazić wiele innych na śmierć jeśli ten uciekłby. Taka była jego filozofia i tak też postanowił postąpić. Nie podobało mu się to miejsce. Zbyt dużo drzew. Za łatwo zaatakować z zaskoczenia.
Nagle usłyszał szelest. Odruchowo doskoczył do krzaków i schował się za nimi. Spomiędzy drzew wybiegł mężczyzna, który ewidentnie był duszą – świadczył o tym krótki łańcuch wystający z jego klatki piersiowej. Był podrapany i broczył krwią z ramienia. Oddychał ciężko, a pot pozlepiał jego kręcone włosy. Skrzywił się w grymasie bólu, którego okropność podkreślił zarost. Roten mógłby się założyć, że gdzieś już go widział, ale nie mógł przypomnieć sobie gdzie. Rozbiegane oczy mężczyzny wypatrzyły chłopaka i nadały nowy kierunek jego biegowi. Dusza coś krzyczała, ale Shinigami nie zważał na to. Czekał. Wiedział, że to może wydawać się okrutne, ale gdyby wybiegł mógłby paść ofiarą tego czegoś, co tak poraniło mężczyznę.

Atak uprzedził jedynie niewielki szmer pozostający na granicy słyszalności. Roten nie wiedział skąd bestia się wzięła i jakim cudem jej nie wyczuł. Wielka, czarna puma opierała się pazurami o leżącą duszę i pochylała nad nią jakby chciała ją pożreć. Na kilka sekund chłopaka zatkało. Nie mógł oderwać wzroku od sylwetki kota. Potężne ciało i pracujące pod nim mięśnie, których krawędzie rysowały się na gładkiej skórze przyciągało jego wzrok. Puma nie miała sierści. Zamiast niej na pysku i wzdłuż kręgosłupa znajdował się pancerz. Cecha charakterystyczna wielu Pustych. Białe ostre jak brzytwa zęby szczerzyły się w bestialskim uśmiechu, a dłuższe niż naturalne pazury raniły dotkliwie ofiarę. Wtedy kot odezwał się.
- Cii mały człowieczku. Już mi nie uciekniesz, oj nie. Mam cię. Łowy zakończone, a ty mój biegaczu staniesz się częścią mnie! Pani będzie du- - Jej niepasujący do ciała lekki i cichy głos urwał się wraz z wyskakującym z zarośli Rotenem. Nie mógł patrzeć jak kocica liże policzek ofiary, która teraz chyba zmoczyła się z przerażenia. To było zbyt zwierzęce. Zbyt prymitywne i okrutne. Zbyt „puste”.
Krzyknął by zwrócić na siebie uwagę i natychmiast ciął zawczasu wyciągniętą kataną. Ostrze śmignęło w powietrzu zataczając półokrąg i z potężnym impetem uderzyło w Adjuchasa. Przez ułamek sekundy zgrzytnęło na twardej skórze by moment później zanurzyć się w ciele pumy. Nim krew trysnęła na twarz chłopaka ujrzał skrajne przerażenie w oczach dotychczasowego łowcy. Wrzask brzmiący jak jęk, a zarazem ryk zwierzęcia rozbrzmiał w pustych alejkach parku. Hollow odskoczył, ale widać było, że rana była odczuwalna. Puma kulejąca na jedną nogę wbiła spojrzenie w Shinigamiego, który spokojnie otarł posokę z twarzy. W jej oczach drgały iskierki gniewu, zaskoczenia, ale zarazem niewyobrażalnego strachu. Gdy łowca staje się zwierzyną wszystko się zmienia i to jemu dane jest poczuć to co tak bardzo chciał widzieć u swej ofiary. Chłopak czekał. Wiedział, że jeśli wychwyci błąd przeciwnika spowodowany przerażeniem walka będzie jego, a nie chciał znów ryzykować. Moment później doczekał się. Puma otworzyła pysk i zaczęła formować w nim Cero.
- Przewidywalne – mruknął do siebie Roten i natychmiast ruszył na Pustego. Z tej odległości było ciężej wykonać unik, ale wiedział, że nie powinno to sprawić problemu. Czerwona energia pomknęła w stronę Shinigamiego, który natychmiast uskoczył. Uśmiechnął się do siebie. Nagle zamarł widząc jak pocisk zmierza w stronę leżącego. Zacisnął zęby i skupił Reiatsu. Zniknął by zjawić się tuż przed energią. Przyjął uderzenie na katanę wzmacniając ją ile tylko zdołał.
Faktycznie udało mu się zablokować Cero, ale nagle spostrzegł ruch po prawej. Nie był w stanie obrócić broni by ciąć więc zamachnął się łokciem. Uderzył w pysk wyskakującą pumę zbijając ją z toru, lecz ta zdążyła musnąć go pazurami. Przejmujący ból pojawił się tylko na ułamek sekundy dzięki przybywającej adrenalinie. Postanowił nie dać jej czasu. Natychmiast ruszył do ataku i nim Hollow dotknął ziemi drugie już cięcie rozdarło jego ciało. Tym razem z pyska wydobył się pisk przemieniający się niemal w skowyt.
Chłopak był pod wrażeniem. Mimo strachu była w stanie coś zaplanować. Jednak teraz walka dobiegła końca. Czuł w jej Reiatsu i widział jej stan by stwierdzić, że wystarczy jeszcze jeden atak. Puma czołgała się próbując uciec, choć czuła, że nie ma to sensu. Nie była w stanie wstać. Roten podszedł do Pustego i pokręcił głową.
- Nie, błagam. – Pisnęła Adjuchas.
- Przykro mi, ale niepotrzebnie polowałaś w tym mieście. Trzeba było zadowolić się swymi pobratymcami.
- Byłam głodna, błagam, nie! – Zawodziła cicho. Wiedziała, że sprawa została przesądzona. To był już bardziej odruch niż zamierzona prośba.
- Kto by pomyślał, że taki potwór jak ty będzie chciał by się nad nim zlitować? Sayonara. – Szepnął i zamachnął się mieczem.

Uderzył z całej siły - chciał by nie cierpiała. Może i była potworem, ale rozumnym. Chociaż tyle mógł jej dać. Metaliczny huk i zgrzyt! Chłopak rozwarł szeroko oczy. Nie widział skąd przyszła, nie słyszał, nie czuł. Jakby pojawiła się znikąd. Przed nim stała kobieta o długich niemal brunatnych włosach rozwianych przez chłodny wiatr. Zablokowała jego cios swoją kataną trzymaną w prawej ręce by natychmiast chwycić lewą miejsce, gdzie złączyły się ostrza. Chwyt był potężny. Nie mógł wyrwać broni.
- Sza. Uciekaj mała. – Głos miał w sobie matczyne ciepło. Jednak bez wątpienia należał do kogoś kto nie przejął się obecnością niedoszłego mordercy podopiecznej. Nie wyrażał niepokoju ani strachu. Zupełnie jakby ta dwójka była tu sama. Puma powoli się podniosła i kulejąc zniknęła w krzakach. W tym czasie Roten siłował się wściekle z dłonią kobiety.
- Kim ty do diabła jesteś? Bóg Śmierci? Pusty? Arrancar? – Krzyczał wręcz chłopak. Sytuacja zbiła go z tropu. Chciał wiedzieć czy to przyjaciel czy wróg. Może litościwy przyjaciel? Ciężko stwierdzić bez odpowiedniej wiedzy. Jednak jego wątpliwości rozwiały się, gdy kobieta odwróciła się do niego. Spomiędzy włosów opadających częściowo na twarz wystawała biała, porysowana w wielu miejscach maska, której część tuż przy lewym oku ktoś oderwał. Ponadto ślady głębokiego zadrapania ciągnęły się przez niemal całą szerokość kościstej materii. Dolna część również zniknęła odsłaniając usta oponenta. Całość przypominała groteskowy pysk jaszczurki, która wiecznie szczerzy swe kły.
Adjuchas?” – przemknęło przez myśl Shinigamiego. – „Nie. Za silna, a do tego ma katanę. Arracnar? Tak, to ma sens.”
- Skąd ta nienawiść? – Roten drgnął. Jej głos zmienił się diametralnie. Był lodowaty. Spojrzał w jej piwne oczy. Spodziewał się wrogości, w ostateczności irytacji. Znalazł spokój, ale również przez ułamek sekundy zdawało mu się, że dostrzega pustkę. To wrażenie jednak zniknęło, gdy zacisnęła mocniej dłoń na ostrzu.
- Nienawiść? – Powtórzył tępo. Kogo niby nienawidził?
- Dlaczego tak nami gardzisz? – Nami? Zaraz o czym ona mówi? Ach, no tak!
- Jesteś Arrancarem, prawda? – Wskazywało na to kilka elementów, więc Roten był pewien swego. Właśnie dlatego prychnięcie kobiety ponownie zbiło go z tropu.
- Mówiąc to masz zapewne na myśli pionki lorda H. – W jej tonie czuć było pogardę. Teraz zauważył, że faktycznie nie ma białego kimona tylko jakieś brązowawe, podarte łachmany. – Te chodzące na skróty psy? Nie, nie jestem jedną z nich. Jestem… czymś więcej. – W tym momencie puściła broń. Roten dał się zaskoczyć. Kobieta odepchnęła ostrza na bok i błyskawicznie uderzyła go pięścią w brzuch. Nie zdążył nawet się zgiąć, gdy zerwała kontakt ostrzy i łokciem prawej ręki uderzyła go w skroń. Nie spodziewał się tego. Nieuwaga dużo go kosztowała. Siła ciosu odrzuciła go w pobliskie drzewo.
Idota! Co ja wyprawiam! Jest jednym z nich! Muszę ją powstrzymać nim zabije kolejnych ludzi tak jak tamten, który chciał użyć Cero na dachu!” – Roten poderwał się na równe nogi by przyjąć kolejny, już nadchodzący atak. Sparował cios od dołu. Chciał przejść do kontry, gdy spostrzegł, że przeciwnik obraca minimalnie dłoń i pcha katanę w jego stronę. Cudem odchylił głowę unikając przebicia. Jego ostrze było tuż przy niej. Odsłoniła się! Spróbował ją zranić, lecz jej druga dłoń śmignęła i chwyciła go za przegub. Kobieta cofnęła dłoń z kataną równie szybko jak zaatakowała. Niemal dał się zranić, ale w tym momencie był niemal pewny, że wyczuł jej rytm.
- Kim jesteś?! – Krzyknął blokując kolejny cios i unikając pięści.
- Dla… kogoś… takiego… jak… ty… pozostanę… na zawsze… Duchem. – Odpowiedziała robiąc przerwy między słowami by zadać cios. Grad uderzeń nie ustępował, ale Roten nauczył się już je blokować. W pewnym momencie dostrzegł lukę i pchnął kataną. Kobieta odsunęła się, ale ostrze musnęło jej skórę. Jednak chłopakowi nie dane było nacieszyć się sukcesem. Potężne uderzenie od dołu niemal wybiło mu broń z ręki, a już z pewnością rozbiło jego gardę. Na tym polu miała przewagę. Świetnie łączyła walkę wręcz z szermierką. Obróciła się i kopnęła Shinigamiego w bok posyłając go ponownie na drzewo. Tym razem nie zaatakowała. Przejechała dłonią po boku i popatrzyła na krew, którą w ten sposób zebrała.
- Uciekaj.
- Co? – Roten nie zrozumiał.
- Powiedziałam. Uciekaj póki możesz. Inaczej cię zabiję. – Jej głos był całkowicie poważny. To nie brzmiało jak groźba tylko oświadczenie i właśnie dlatego wzbudziło pewien niepokój w chłopaku.
- Nie ma mowy! Myślisz, że pozwolę wam się tu wałęsać?! Myślisz, że dam wam zabijać niewinne dusze?! – Chłopak krzyczał. Jak śmiała w ogóle zaproponować, że porzuci swój obowiązek?! Kobieta wybuchła śmiechem. Ale nie jakby usłyszała coś zabawnego. Był to rodzaj okrutnego śmiechu zwycięstwa i satysfakcji. Coś jakby świętowanie. Zupełnie jakby w czymś miała rację.
- To bardzo smutne, że tak myślisz.
- Co? To jest mój obowiązek! Zrobię co do mnie należy i nie dam ci skrzywdzić tej duszy! – Roten machnął na mężczyznę, który wycieńczony spoczywał pod drzewem i starał się być niewidzialny. Chłopak uznał, że puma zapewne złamała mu nogę.
- Niewinna dusza tak? – Nadal była rozbawiona. Ale była to cyniczna wesołość. – NIEWINNA?! Nie rozśmieszaj mnie , Shinigami. Może nie jesteś z tego świata i dlatego nie wiesz kim jest ten człowiek, ale pozwól, że cię oświecę. Jest on…[\b] - W tym momencie Roten przypomniał sobie skąd go kojarzył. Wszystko co słyszał pokrywało się ze słowami kobiety. Morderca i gwałciciel. Poszukiwany i osaczony miesiąc temu. Powiesił się w tym parku nim został aresztowany.
„[b]Trzeba było pozwolić mu zdechnąć
” – pomyślał, ale natychmiast się poprawił. „Nie. Każdy zasługuje na drugą szansę. Dlaczego mu jej nie dać?”. - Takie myślenie odróżniało go od Pustych. Dawało poczucie, że to on stoi po stronie sprawiedliwości.
- Zasługuje na …
- … drugą szansę. – Dokończyła za niego kobieta. – Nawet nie wiesz ile razy już to słyszałam. Jesteś żałosny tak jak i twoi towarzysze. Skoro taki jesteś ciekaw mojej tożsamości powiedz mi kim ty jesteś, naiwny Shinigami.
- Roten Yaiba! Zastępczy Shinigami. Czwarty oficer jedenastego oddziału! – Mówiąc to chłopak wypiął pierś. Był dumny z tego co robił i miał zamiar nie dać się stłamsić jakiemuś Hollowowi.
- Zatem drogi Rotenie powiedz mi: za co walczysz? Po co narażasz życie? – Roten wiedział jak na to odpowiedzieć. Nie wahał się ani sekundy.
- Chronię mieszkańców Karakury. Walczę by ocalić dusze przed zakusami Pustych. Narażam życie, bo wierzę, że trzeba chronić bezbronnych i słabszych! – Jeśli w ogóle było to możliwe chłopak wypiął pierś jeszcze bardziej.
- Zobaczmy na ile starczy ci tej determinacji, Zastępczy Shinigami Rotenie. – Kąciki jej ust uniosły się w delikatnym uśmiechu. W tym momencie ruszyła. Jednak Shinigami czuł jej prędkość i siłę. Dlatego sparował kilka ataków i chciał wykonać kontrę, lecz stało się coś niespodziewanego. Nagle puściła katanę tuż przed uderzeniem w jego blok i chwyciła ją drugą ręką jednocześnie tnąc w przeciwnym kierunku. Krwawa szrama ciągnęła się tuż pod obojczykiem. Na szczęście zdążył się uchylić więc nie była zbyt głęboka. Doszło do kolejnej wymiany ciosów, lecz teraz Roten był przygotowany na taki obrót wydarzeń, jednak ponownie go zaskoczyła. Kobieta zniknęła nagle jak najprawdziwszy duch. W tym momencie poczuł ostrze przecinające skórę na plecach. Gdyby nie odruch wykonania przewrotu zapewne byłby to koniec.

- Sonido cię przerasta? Dobrze więc po prostu zwiększymy szybkość. – Poderwał się na nogi by sparować pierwszy cios. Kolejny niemal go drasnął. Każdy następny był coraz bliżej, aż katana Ducha ponownie skosztowała ciała Shinigamiego. Hollow stała się dwukrotnie szybsza. Chłopak nie wiedział jak to możliwe, ale obawiał się, że nie da rady. Nie da rady na tym poziomie, ale co jeśli…
- Spadnij, Hoshinagi! – Potrzebował jego mocy by przetrwać. Byli jednością i to dodało mu pewności siebie. Ostrze jego katany poszerzyło się i wydłużyło. Teraz przypominało jakiś fantazyjny miecz, który mógł kojarzyć się z wydłużonym i powiększonym tasakiem. Duch uniosła brew i zaatakowała ponownie. Tym razem widział jej ruch. Był w stanie nadążyć, choć ciągle to ona dominowała w walce. Kolejne zgrzytnięcia ostrzy i nagle dostrzegł lukę. Ciął, lecz ona odchyliła się i uśmiechnęła. Kopnęła w jego miecz i ponownie odsłoniła jego tors. Nie spodziewała się jednak, że chłopak włada bronią z taką łatwością. Dał radę zablokować cięcie i napierał całym ciałem powoli zmuszając ją do cofnięcia się. W tym momencie nadeszła odpowiednia chwila. Ciszę przerwał coraz głośniejszy szmer, a noc rozświetlił biały blask. Duch spojrzała w górę, a klinga jej katany zaświeciła się na seledynowo. Biała kula Reiatsu – pocisk Hoshinagiego wywołany markowanym ciosem w lukę miał ją trafić.
„Zablokujesz prawda?” – Pomyślał niczym jasnowidz. Kobieta cięła mieczem i na moment do białej kuli dołączyła seledynowa poświata, a następnie pocisk zniknął w huku. Na to właśnie czekał chłopak. Włożył w ten atak całą siłę i ile tylko Reiatsu zdołał. Jednak ona też się tego spodziewała. Natychmiast machnęła mieczem, lecz spóźniła się o ułamek sekundy. Ostrze niemal natychmiast zagłębiło się w ciele kobiety. Jednak uderzenie jej katany oraz Reiatsu, które wyzwoliła spowodowało, że rana była płytka. Duch odskoczyła i skrzywiła się.
- Widzę, że walczysz na poważnie, Rotenie. Niech i tak się stanie. – Wyzwoliła Reiatsu. Przyspieszyła i użyła Sonido. Roten był w stanie nadążyć, ale tylko minimalnie. Z tego też powodu po kilkunastu ciosach trafiła go w ramię. Nie dawał rady. Powoli acz nieubłaganie zdobywała przewagę. W pewnym momencie krew zaczęła lepić jego kimono z ciałem. Walczyć było coraz trudniej co skutkowało kolejnymi płytkimi ranami. Wreszcie Duch zatrzymała się.
- To jest twoja determinacja?! Siłę daje ci chęć ochrony ludzi, których nigdy nie widziałeś na oczy? Z którymi nie masz żadnej więzi poza przynależnością do tego samego gatunku?! Pośród których kryją się śmiecie jak ten tam?! TO JEST TWOJA MOTYWACJA?! TEGO CHCESZ CHRONIĆ?! – Maska spokoju spadła. Kobieta krzyczała na niego. Kpiła. Cynizm płynął strumieniami i ranił jego serce.
- Co z tego!? Co z tego, że ich nie znam?! Tacy jak wy czyhają na ich życie! Pożerające dusze bestie, które tylko czekają aż komuś powinie się noga! Mam siedzieć bezczynnie i patrzeć jak jakaś banda pokrak morduje dusze, a później przychodzi po mnie?!
- Walczysz dla marnych ideałów. Używasz ich by oczyścić sumienie i mieć przykrywkę! Chronię to czego nie widzę? To czego nie rozumiem?! Co to za logika?! Co to za wiara?! CO TO ZA MOTYWACJA?!
- Kpisz ze mnie, a po co ty walczysz?! Żeby się najeść?! Żeby pozabijać?! Po co takie żałosne istoty jak wy walczą?! – Przestawał panować nad sobą. Czuł jak gniew i desperacja zalewają jego umysł, a ona dalej krzyczała.
- Kpisz z głodu?! Czułeś kiedyś niepohamowany głód?! – Nie zrozumiał. Czuł go przecież wielokrotnie. - Prawdziwy głód?! Co ty wiesz o tym problemie?!.. Co ktoś taki jak ty może wiedzieć. – Jej głos się uspokoił. – Moje stado pożera tylko zbrodniarzy. Ale wy wolicie zaszufladkować, bo tak wam łatwiej. Próbowałeś nas zrozumieć? Oczywiście, że nie, bo jesteś prostolinijny. Po co walczę? Walczę by utrzymać moje stado przy życiu! A TY TU WADZISZ! – Ostatnie słowa wykrzyczała już w pędzie. Seledynowa wstęga otoczyła ostrze. Sparował, ale niemal wybiła mu ostrze z ręki. Próbował użyć techniki, ale bezskutecznie. Nie dała mu dojść do siebie. Oboje milczeli skoncentrowani na walce. Gniew kierował Rotenem.
Gdy ostrza zgrzytały działo się coś jeszcze. Ich miecze śpiewały swe pieśni. Otworzyły się na siebie i opiewały historię swych właścicieli. Ten chłopaka wołał o wściekłości, determinacji, odwadze, poświęceniu, szczęściu. Jej dźwięcznie nucił pieśń samotności, smutku, straty, bólu i nienawiści, ale zarazem celu, marzeń i nadziei. Odskoczyli od siebie.
- Jesteś najgorszą mieszanką. – Szepnęła Duch. – Łączysz się nie tylko z Soul Society. Reprezentujesz tych samych co Quincy, ale przede wszystkim nawet nie wiesz jak blisko jesteś nas. – Tego było zbyt wiele Roten nie mógł znieść tej nienawiści, którą ociekało każde jej słowo.
- KAGERAZA – ryknął, a miecz natychmiast się zmienił. Czarna klinga i ostrze tej samej barwy wewnątrz, którego ciągnęła się czerwona sieć żyłek tętniących Reiatsu. Duch dała się zaskoczyć. Otworzyła szeroko oczy, ale on nie zważał na to. Chciał ją zabić. Po prostu. A może to nie on tylko jego miecz?
Ostrza zgrzytnęły. Próbowała go kopnąć, lecz uchylił się i ranił ją w nogę. Kolejna wymiana ciosów. Przebił jej blok i musnął twarz rozcinając łuk brwiowy. Dał się porwać w wir walki. Nie wiedział kiedy to się stało, ale czarne pnącza wystrzeliły z ziemi i oplotły ofiarę. Nie była w stanie się bronić. To była okazja. Bez zastanowienia, bez namysłu pchnął swój zanpaktou wbijając go w brzuch Ducha. Kobieta skrzywiła się i uwolniła duże pokłady Reiatsu by się uwolnić, a zarazem ochronić od śmiertelnej rany. Wyrwał miecz i natychmiast ciął przez klatkę piersiową. Krew spływała po ostrzu, a Kageraza śmiał się jak szaleniec w umyśle Rotena. Wreszcie Duch wyrwała się na wolność. Zachwiała się, ale dała radę odeprzeć jego atak. Zamachnęła się wolną ręką, a zielonkawa kula energii śmignęła w stronę chłopaka. Zablokował to mieczem, ale druga znów przecięła powietrze, jednak uderzyła w ziemię przed nim wzniecając tumany kurzu. Yaiba zakrztusił się pyłem, ale wybiegł z chmury i miał zadać cios, gdy zobaczył wysuniętą w jego stronę katanę, a na jej końcu jakby pękającą właśnie kulę seledynowego światła.
- Cero. – Z tymi słowy promień śmierci wystrzelił w niego. Było zbyt późno by uniknąć. Postanowił więc sparować. Użył całej swej mocy i faktycznie rozbił atak, ale jej już tam nie było.
- Nadal za wolny na Sonido? – Usłyszał, gdy ostrze zagłębiło się w ramię, a następnie przeszło przez łopatkę by wyjść bokiem tuz poniżej żeber. Rana była paskudna, ale w szale nie zważał na to. Obrócił się na pięcie i ciął natychmiast. Duch nie spodziewała się, że da radę zignorować ból. Uderzenie raniło jej rękę tak, że ta stała się bezwładna. Oboje odskoczyli, ale już moment później podpierali się o coś.
- Po raz pierwszy… - odezwała się Duch – po raz pierwszy źle oszacowałam siłę. Zawsze ją przeceniałam, ale nie wiedziałam, że możesz być aż tak zawzięty. Widać twoja motywacja jest lepsza… Tak to jest, gdy marzenia się zderzają. Któreś musi wygrać. Moje stado… chyba nie było… wystarczająco dobre… - osunęła się na ziemię zostawiając za sobą ślad krwi na korze. Roten był w niewiele lepszym stanie. Wiedział, że musi się wycofać. Ruszył w stronę sklepu Katriny.
-Dla-dlaczego? – spytała.
- Nazwijmy to remisem. – Odparł. Tak naprawdę chodziło o to, że czuł kolejnych Pustych zwabionych przez ich Reiatsu. W tym stanie nawet te niewielkie mogłyby go zabić. Z resztą uznał, że ona miała nieco racji. Poza tym jeśli zabija takich drani jak tamten, może warto ją puścić? Sam nie wiedział co o tym myśleć. Wiedział za to, że jeśli zostanie zginie, więc wyboru nie było, a na refleksje czas jeszcze przyjdzie. Z resztą najwyżej Katrina ją dobije.
- Miliko. – Odezwała się.
- Hmm? – Nie zrozumiał
- Nazywam się Miliko Haruguchi. – Powtórzyła.
Gdy był już na dachach i usłyszał Hollowy gromadzące się w parku, a następnie krzyk mężczyzny przypomniał sobie, że trzeba było go wziąć, ale cóż może to i lepiej. Nie tylko nauczka, ale zarazem przynęta. Dzięki temu sam ujdzie z życiem, a to przecież pomoże uratować dużo więcej istnień…
Miliko Haruguchi… W nadchodzącej walce z Accretią okaże się wrogiem czy przyjacielem?” -Teraz to zaprzątało mu umysł.- ” Oczywiście jeśli tego dożyje...”



Koniec :3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Roten Yaiba





Mistrz Gry : Kitsune

Karta Postaci
Punkty Życia:
210/220  (210/220)
Punkty Reiatsu:
2225/2250  (2225/2250)

PisanieTemat: Re: Gdy łowca staje się zwierzyną...   Nie 26 Cze 2011 - 17:53

Podoba się mi. ;P

Dość dobre odwzorowanie mojej postaci, ale zabrałeś MG dobry pomysł na przygodę! xD
Jak będziesz kiedyś miał "zajawkę", to mógłbyś pisać takie fanficki zainspirowane forum i naszymi graczami. That's fun.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://bleach.iowoi.org
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Gdy łowca staje się zwierzyną...   Pon 4 Lip 2011 - 21:22

Teraz porcja połączonych fabularnie wydarzeń. W tym fragmencie całość rozpoczyna się. Postacie, które tu występują to Korin i jego towarzyszka Aspagia, Roten oraz Kamys. Ponownie prosiłbym oryginały oraz najlepiej mistrzów im prowadzących o wypowiedzenie się. Realizując Korina opierałem się na kp, kawałku prześledzonej przygody oraz słowach Kitsune. Jedyne kawałek przygody Korina pozwalał mi na wyczytanie charakteru Aspagi. Rotena jechałem na tym co już wiedziałem, a z kolei Kamys na kp + niewielkim fragmencie z części przygody w strażnicy. Mam nadzieję, że się wam spodoba, a postacie będą wiarygodne. Dobrej zabawy












Białe, nieskończone piaski pustyni Hueco Mundo przebijane gdzieniegdzie czarnymi, obumarłymi szczytami drzew Lasu Menosów były świadkami wielu wydarzeń. Od wzrastania istot w siłę i ich ewolucji, przez walki Shinigamich z wysłannikami Lorda H o mistyczne artefakty, po pozornie mało znaczące poszukiwania unikatów wśród Hollowów. Przez ten czas niejednokrotnie zostały splamione krwią poległych. Tak i teraz już wkrótce miały nabrać nowej barwy - szkarłatu.

Gdy potężne siły się zderzają prędzej czy później ucierpią niewinni – Korin wiedział to bardzo dobrze, nie żeby go to obchodziło. Po prostu był świadom tego faktu. Dzięki temu miał przewagę nad wieloma ignorantami w tym aspekcie. Cóż Shinigami łatwo było zaskoczyć, gdy nagle cierpieli niewinni. Oczywiście nie tylko ich. Im bardziej przywiązujesz się do innych tym bardziej odsłaniasz się na rany. Dlatego on tego nie robił.

Otrzymali nowe zadanie wraz z Aspagią. Jego plan już się skrystalizował i dawał jakieś 72% szans na sukces – zupełnie dolna granica, ale z poleceniami samego Primery nie można dyskutować. Wcześniej odwiedził znanego już sobie naukowca w bibliotece Las Noches i zebrał wszelkie potrzebne informacje. Zadanie o ile było dość nietypowe o tyle wydawało się wręcz prostackie. Mimo to nie tylko przydzielono mu Aspagię do pomocy jako „Odpowiedni równoważnik siły z celem”, ale do tego jedną z Fraccion Primery. Ta kobieta sprawiała, że ciarki przebiegały mu po plecach. Po pierwsze ten chory odcień skóry. Zamiast wyglądać tak jak on czy choćby ta pustogłowa Aspagia czyli po prostu jak człowiek noszący białe kimono z ewentualnymi elementami białego szkieletu Hollowa, ta oczywiście musiała się wyróżniać. Jej skóra była ciemniejsza, ale nie w sposób przypominający mulatów, o nie. Wpadała w odcień burzowego nieba. Ale o tym szczególe szybko się zapominało, gdy spoglądało się w oczy kobiety. Przenikliwe, chłodne, analityczne, a zarazem raz na jakiś czas błyszczące chorym sadyzmem, mające jakże nietypową barwę. Otóż tęczówki ciemno żółtej barwy zapewne mogłyby ujść uwadze odbiorcy, gdyby nie fakt, że białka jej oczu były czarne jak noc. Był pewien, że najbliższy koszmar będzie je zawierać. Ale w tym wszystkim najgorszy był jej uśmiech. Korin uważał się za mistrza manipulacji i pozorów. W końcu ćwiczył to latami, a zarazem miał ku temu niesamowity talent. Nie mylił się – do momentu poznania tej Fraccion. Przecież nawet jemu zdarzało się skrzywić czy uśmiechnąć niczym szaleniec, a nawet stracić kontrolę, ale ona? Nie potrafił pojąć jak można uśmiechać się tak niewinnie i z taką lekkością mówić, gdy rozrywa się komuś gardło – miał okazję być świadkiem jej poczynań, gdy napatoczyło się kilku głupich Adjuchasów. Na szczęście to co mówią jest prawdą – oczy to zwierciadło duszy – i faktycznie w jej oczach mógłby dostrzec wiele prawdy o niej samej, gdyby tylko wiedział jak się za to zabrać. Nie chodziło o to, że nie znał się na odczytywaniu intencji istot, z którymi miał do czynienia. Po prostu ona miała w sobie coś co sprawiało, że niemożnym było domyślenie się co takiego gra w jej duszy. Jedyne co przyszło mu do głowy to chaos. Niczym nie powstrzymany chaos. Ale to nie koniec! Ta Fraccion doprawdy musiała chcieć być jak najbardziej wyjątkowa. Jej strój nie tylko został zmodyfikowany by odsłaniać całe ręce, ale zarazem zdawał się być wykonany z nieco innego materiału. To co pozwalało na takie przypuszczenia to fakt, iż mu może i faktycznie było łatwo poruszać się w tym kimonie, ale to jak zwinnie ona wykonywała swe ruchy było wręcz szaleństwem. No i jeszcze maska. Choć nigdy nie widział to podejrzewa, że ona jest jednym z naturalnych Arrancarów – podobnie jak ich cel, najwidoczniej Primera interesuje się tylko takimi. To co pozwala mu tak myśleć to właśnie maska Pustej, która została jakby przesunięta na bok, a następnie opadła na jej lewe ramie tworząc coś co przypomina naramiennik. Na jej powierzchni maluje się jednak ślad pazurów i to właśnie ten fakt pozwalał mu założyć, że jest ona jednym z tych rzadkich ewenementów ewolucji Pustych. Została przydzielona do pomocy by uzupełnić „umysł Korina i siłę Aspagi swym sprytem i niekonwencjonalnymi metodami”. Jakby jego spryt nie wystarczył. Jeśli miał być szczery nie lubił jej, ale zarazem przerażała go na wskroś więc wolał tego nie ujawniać by się jej nie narazić. Być może był, jak twierdzili niektórzy, tchórzem, ale chociaż żywym tchórzem, a nie truchłem jakiegoś naiwniaka zbyt pewnego swych umiejętności.

- Mój drogi, a cóż jest we mnie tak interesującego, że się we mnie wpatrujesz? – Skamieniał. Nieświadomie podczas swych przemyśleń zaczął ją obserwować. A jej słodki ton i bardzo przyjazny uśmiech kontrastował z niemą groźbą w oczach. Jednak postanowił szybko dołączyć do przedstawienia. Uśmiechnął się promiennie jak wierny przyjaciel i popatrzył jej w oczy walcząc z chęcią oderwania wzroku i wbicia go w cokolwiek innego byle nie w tę mieszankę czerni i żółci.
- Droga Pani, otóż niesłychanie interesuje mnie jakież to niekonwencjonalne metody są Pani specjalnością, ponieważ nie zostaliśmy wraz z moją drogą towarzyszką poinformowani czego można się po Pani spodziewać, a czyż nie lepiej współpracuje się, gdy wie się jakimi możliwościami się dysponuje? – Faktycznie nie miał pojęcia. Chciał dowiedzieć się w bibliotece, ale bezskutecznie. Naukowiec stwierdził, że to dane poufne i jedynie czołówka Espady ma do nich dostęp. Yubiego takie wieści niemal wytrąciły z równowagi. Nienawidził niepewności i związanego z nią zaskoczenia.
- Ależ szanowny Panie, dowiecie się tego we właściwym momencie. Choć faktycznie tok pańskiego rozumowania jest bez zarzutu. – Jej oczy wywiercały dziurę w czaszce Korina.
- Jednakże nadal nalegam dro-
- Na wszystko co święte! Jak wy sobie włazicie w dupę! Może pójdziecie gdzieś na stronę i tam to załatwcie w bardziej naturalny sposób, a nie tutaj nawijacie z taką wazeliną w głosie jakbyście rozmawiali z samym Lordem H! – Normalnie wściekłby się na tego upierliwego rudzielca, ale już nie mógł wytrzymać świdrujących go oczu. Był jej niezmiernie wdzięczny, ale nie miał zamiaru tego okazywać. Jednak Fraccion Primery go ubiegła.
- Ależ skarbie, nie przypisuj swoich pragnień i marzeń mej skromnej osobie. Przecież całe Las Noches wie jak blisko jesteście. W końcu te wszystkie wspólne misje… - Nie widział jej oczu, ale był pewien, że teraz błyszczą sadyzmem. A słodki ton głosu jedynie potwierdzał jego przypuszczenia. Ale za tą odzywkę zyskała u niego punkcik. Uwielbiał grać na nerwach Aspagi, a teraz ktoś dołączył do gry. Poza tym był pewien, że blefuje. W końcu to zbyt wielka abstrakcja by ktokolwiek myślał w ten sposób. Przynajmniej miał taką nadzieję.
- CO ŻEŚ POWIEDZIAŁA?! JA I TA POKRAKA?! ZWARIOWAŁAŚ?! MASZ SIANO ZAMIAST MÓZGU?! A MOŻE PO PROSTU CHCESZ W PYSK?! – Wydarła się na całe gardło Fraccion Siódmego. W odpowiedzi druga Arrancar jedynie uśmiechnęła się niewinnie i odwróciła się w stronę Yubiego zupełnie ignorując furię partnerki.
- Jesteśmy na miejscu. Czujesz? – Korin zmarszczył brwi. Nie wyczuwał Reiatsu ani nawet jego śladów, co wzbudziło jego podejrzliwość. Czyżby chodziło jej właśnie o to? Otworzył usta by coś powiedzieć, ale nim wydał z siebie jakikolwiek dźwięk dokończyła.
- Strach. Dużo strachu. – Jej oczy błyszczały radością, ale tym jej rodzajem, który widzi się u psychopaty dźgającego nożem psa sąsiadów, który denerwował go swym szczekaniem. Może jeśli traktować maskowanie Reiatsu jako strach to tą nietypową pustkę można by tak nazwać, jednak mężczyzna miał nieodparte wrażenie, że jego przymusowa partnerka czuje coś więcej jak każdy szaleniec. Właśnie to szaleństwo go niepokoiło, bo przecież tacy ludzie byli nieprzewidywalni, a co za tym idzie niemożnym była ich kontrola no chyba, że siłowa. W tym momencie przyszło mu do głowy, że może to dlatego Aspagia została przydzielona do tej drużyny – by zachować balans. On dałby jej radę, ale zapewne uległby tej wariatce, więc to Fraccion Siódemki była tu brakującym bokiem trójkąta balansu.
- Dlaczego mnie ignorujecie, cholery jedne?! – Wojowniczka przypomniała o swym istnieniu.
- Moja droga, uspokój się proszę. Nie chcielibyśmy by z powodu twego niekontrolowanego gniewu zginął nasz cel, a przecież mamy go pojmać żywcem. – Odparł Korin. Kobieta już otworzyła usta by odpowiedzieć, ale po chwili zrezygnowała. Fuknęła jedynie i zmierzyła go wrogim spojrzeniem.
- Rozejrzyjcie się proszę, gdzieś tutaj znajdziemy naszych przyjaciół. – Fraccion Primery uśmiechnęła się delikatnie jakby powiedziała rodzaj żartu mieszczącego się w dobrym smaku, a zarazem na tyle łamiącego tabu by we wszystkich zebranych wzbudził poczucie skrywanej nieprzyzwoitości.
I tak rozpoczęły się łowy. Czasem niewinni i słabi muszą cierpieć by silni mogli się zmierzyć – pomyślał Korin i zaczął rozglądać się z żywym entuzjazmem.

***

Minął przeszło rok od spotkania w parku tajemniczej Pustej. Roten skończył szkołę i teraz miał sporo wolnego czasu – przynajmniej tak wydawało się jego rówieśnikom i rodzinie. Ale to nie była prawda. Wraz z rozpoczęciem się wakacji ataki Hollowów zwiększyły swą częstotliwość – nagle mieszkańcy rozpełzli się po całej Karakurze i w związku z tym nawet słabi puści mieli możliwość spróbować swych sił. Jednak dzisiejszy dzień był zupełnie inny. Otóż został wezwany do Serietei, ponieważ mają dla niego misję. Cóż był im to dłużny, bo to głównie dzięki ich wypłatom był w stanie zjeść jak co dzień porządny posiłek by zaspokoić swój niezrównany apetyt. Po tym jak Katrina zabezpieczyła swą lodówkę, a domowy budżet stopniał ze względu na krach myślał, że umrze z głodu i nawet najszczersze błagania nie mogły nic pomóc w walce z nieustępliwością kobiety. Należałoby również przytoczyć jej odpowiedź co do sprawy tej całej Miliko. Chyba tak się nazywała. Otóż ku jego zaskoczeniu sklepikarka uznała, że to była dobra decyzja. Powiedziała, że będzie mieć na oku jej Reiatsu i w razie czego wejdzie tam by załatwić sprawę, ale Pusta nie pojawiła się więcej w świecie żywych. Najwyraźniej nie dane mu będzie walczyć ramię w ramię z Hollowem przeciwko Accreti – może to i dobrze, bo co by pomyśleli ci z Soul Society?

Gdy wyszedł z bramy Senkai jego oczom ukazało się znajome już miasto. Jednak w powietrzu coś ciążyło. Jakby niepokój? Może strach? Niemożliwe. To przecież Serietei to tu są najpotężniejsi z Shinigamich. Już wkrótce trafił do baraków XI oddziału. Kapitan osobiście na niego czekał.
- Świetnie, że jesteś chłopcze. Mamy problem. Znaczy… może nie my tylko Rukongai, ale rozumiesz o co chodzi. Mam dla ciebie dwa zadania, ale najpierw to priorytetowe. Wraz z obecną tu… - Kapitan zamilkł i skrzywił się.
- KAMYS, DO CHOLERY, GDZIE JESTES?! – Ryknął aż chłopak podskoczył.
- Już biegnę Kapitanie! Gomena! Gomena! – Zza rogu wypadła zdyszana i nieco przestraszona dziewczyna. To w końcu nie dziwne – mogła wkurzyć samego kapitana.
- To Kamys Tsuki nasza nowa piąta oficer. Wraz z tym tu – odwrócił się do niej – Rotenem Yaibom czwartym oficerem naszego znamienitego oddziału – spojrzał teraz na oboje – macie za zadanie udać się do zewnętrznego pierścienia południowego Rukongai, czyli około osiemdziesiątego okręgu, i zbadać tajemnicze zniknięcia dusz jak i również wysłanych tam Shinigamich. Straciliśmy już trzy drużyny po dziesięciu szeregowców. To nic dobrego. Niektóre dusze mówią coś o jakimś wielkim psie mordującym wszystkich dookoła. Cóż odpowiedź jest prosta – Hollow! No a teraz do roboty! Zapoznajcie się i jazda. A ty Kamys przestań się lenić i następnym razem bądź punktualnie!
- Ale ja jadłam, przecież nie pójdę z pust-
- Masz większy apetyt niż stado Hollowów. Powinnaś się oszczędzać, bo prędzej czy później skończysz jako piłka dla Pustych.
- Chwila! – Nie zdążyła nic więcej powiedzieć, bo kapitana już nie było. – Jak on śmie! – Warknęła. Jednak z drugiej strony była zadowolona z misji. Sieczka, sieczka i jeszcze raz sieczka. Będzie się działo, a do tego ich przeciwnik rozgromił już trzydziestu Bogów Śmierci! Czyli będzie wyzwanie! Kamys aż uśmiechnęła się do siebie. Chwilę później obrzuciła wzrokiem tego całego Retena, Ratana, Rotena czy jak mu tam. On robił w tej chwili dokładnie to samo. Taksowali się wzajemnie przez moment – Na przeciwko szczupłej, rudowłosej Shinigami stał dobrze zbudowany chłopak o kasztanowych włosach. Nie wyglądał nawet częściowo tak jak wyobrażała go sobie piąta oficer. Nie budził szacunku, nie miał w oczach tego ognia. Był... przeciętny. Kamys skrzywiła się. Była zawiedziona i to bardzo.
- No dobra to, którędy droga? – Zagaił czwarty, a piąta zrobiła wielkie oczy. Jak to? Nie wiedział?
- Umm… Wychodzisz bramą i idziesz przed siebie do oporu. Ot cała filozofia. – Roten podchwycił jej spojrzenie, które teraz wyrażało powątpiewanie.
- Jestem Zastępczym Shinigamim nieczęsto tu bywam – wyjaśnił.
- Czyli mam się słuchać kogoś kto nie ma najmniejszego pojęcia o naszym świecie? Bomba! Może od razu dajcie mnie do XII oddziału?! Niech zrobią co do nich należy! – Krzyknęła dziewczyna wymachując rękami w skrajnym oburzenu.
- Już, spokojnie. Przecież nie muszę dowodzić. Jeśli ty znasz lepiej okolicę to prowadź – powiedział pojednawczo chłopak. Kamys wzruszyła ramionami i ruszyła przed siebie, a jej Zanpaktou natychmiast zaczął dokazywać.
„Raz udało ci się czegoś dokonać! Teraz to ty tu rządzisz! Świetnie! Możesz mu powiedzieć, że założę się z nim za ile czasu się utopimy albo zgubimy, bo taka idiotka jak ty nie potrafi się orientować w terenie?”
- Morda – warknęła. Roten na szczęście tego nie usłyszał, bo jeszcze pomyślałby coś dziwnego o dziewczynie. Chociaż teraz chłopak był zajęty przemyśleniami dużo większej wagi. Otóż według słów kapitana, Tsuki jest głodomorem, tak jak i on. Więc zaczął rozważać czy, aby nie będzie musiał z nią konkurować o pożywienie, bo przecież nie da się zagłodzić, nawet jeśli to dziewczyna.
„Zawsze możesz ją zabić i powiedzieć, że to Hollow” – rzucił Kageraza.
„Zwariowałeś? To do niczego nie prowadzi, z resztą nie wiem o co się martwisz. Jedzenia jest w brud. Powinieneś zastanowić się lepiej nad walką, bo najwyraźniej się szykuje.” - oburzył się Hoshinaga.
- Wiem, wiem. – Szepnął chłopak. Tsuki jednak nic nie usłyszała, ponieważ była zbyt zajęta kłóceniem się z własnym mieczem.
I tak oto dwójka śledczych wyruszyła by wytropić bestię szerzącą postrach wśród dusz Rukongai.







W dalszej części znajdzie się minimum grupka 3 nowych postaci z naszego forum. Całość połączona będzie jednym wątkiem, który chciałem wykorzystać na sesję, gdyby dane mi to było. Zdecydowałem jednak, że nie chce mi się czekać, a przy okazji macie próbkę tego co mogę zrobić Mam nadzieję, że bawiliście się dobrze. Komcie plizz ;d
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Koziorec




Mistrz Gry : tymczasowo brak >.<

Karta Postaci
Punkty Życia:
80/80  (80/80)
Punkty Reiatsu:
56/56  (56/56)

PisanieTemat: Re: Gdy łowca staje się zwierzyną...   Sob 9 Lip 2011 - 8:02

No cicho - wciąga, napisz wiecej


Najpierw tworzymy sami nasze nawyki, potem nawyki tworzą nas
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://goldsword.forumpolish.com/forum.htm
Izdurbal Tenshi





Oddział : Dywizjon 12 (technologiczny)
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
89/100  (89/100)
Punkty Reiatsu:
161/168  (161/168)

PisanieTemat: Re: Gdy łowca staje się zwierzyną...   Nie 10 Lip 2011 - 13:18

Jeśli pozwolisz Shadow...

Po pierwsze, kapitan oddziału jedenastego nigdy nie przeklina, ma nienaganne maniery i takie tam. Jest to w opisie.

Teraz co do postaci Kamys, proszę o wybaczenie ale dziewczyna nie jest ruda. Ma czarne włosy i zdecydowanie nie przeprosiła by kapitana. Co najwyżej próbowała by mu wlać, co skończyło by się właśnie na próbowaniu. Dodatkowo jest zbyt gadatliwa jak na mój gust i reaguje za bardzo w towarzystwie Rotena. Zwykle po prostu parsknęła by jakieś przekleństwo i przestała się odzywać, bo szkoda gadać z debilami.

Co do Hiakkiego, nigdy nie powiedział by, że udało jej się czegoś dokonać xP. Wszystkie sukcesy Kamys odbiera jedynie jako swój własny udział, nawet jeśli nie zdołał nic zrobić.

No, to chyba tyle^^
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kamys





Oddział : Dywizjon 11
Mistrz Gry : Izdurbal

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/290  (102/290)
Punkty Reiatsu:
41/156  (41/156)

PisanieTemat: Re: Gdy łowca staje się zwierzyną...   Nie 10 Lip 2011 - 13:28

Poprawka iz brązowe, ale wiem że to miałeś na myśli. Niemniej faktycznie - ona przeprasza od święta, kapitana nie szanuje bo nie wygląda jej na wojownika wiec by go nie przepraszała ; p w zasadzie nie bała by się go rozwścieczyć... Oczywiście to głupie podejście jednak ona nie boi się z jednej głupiej myśli która kiedyś jej wpadła do głowy "Hmmm... Zdechłam i trafiłam tu i jest fajnie, wiec jak zdechnę po raz kolejny może być jeszcze fajniej".
No i zdecydowanie za dużo gada z osobą której nie ufa. I jeśli miała by z nim współpracować i chciała by go poznać to wyzwała by go na pojedynek ;p... To się jej zdarzało nawet z kapitanem bodajże 3 oddziału.

Niemniej na pewno pasuje mi fragment " . Jednak z drugiej strony była zadowolona z misji. Sieczka, sieczka i jeszcze raz sieczka. Będzie się działo, a do tego ich przeciwnik rozgromił już trzydziestu Bogów Śmierci! Czyli będzie wyzwanie! Kamys aż uśmiechnęła się do siebie. Chwilę później obrzuciła wzrokiem tego całego Retena, Ratana, Rotena czy jak mu tam. On robił w tej chwili dokładnie to samo. Taksowali się wzajemnie przez moment – Na przeciwko szczupłej, rudowłosej Shinigami stał dobrze zbudowany chłopak o kasztanowych włosach. Nie wyglądał nawet częściowo tak jak wyobrażała go sobie piąta oficer. Nie budził szacunku, nie miał w oczach tego ognia. Był... przeciętny. Kamys skrzywiła się. Była zawiedziona i to bardzo. "



***
kamys01
kamys02
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Watanabe no Tsuna





Mistrz Gry : Fairy

Karta Postaci
Punkty Życia:
4096/4096  (4096/4096)
Punkty Reiatsu:
83037/262144  (83037/262144)

PisanieTemat: Re: Gdy łowca staje się zwierzyną...   Nie 10 Lip 2011 - 14:05

Czlowiek oficerem Gotei? Kiedys nawet w zasadach bylo napisane, ze takie rzeczy sie nie dzieja. Po za tym nie ma to specjalnie sensu skoro taki osobnik tylko okazjonalnie odwiedza oddzial. Wiem, ze Lissen raz Rotenowi dal stolek. Kiedys nawet pytalem o to, ale zapomnialem, co odpowiedzial. Nie sadze w kazdym razie, zeby bez naprawde dobrego powodu nalezalo to powtarzac (chyba, ze po ucieczce z lochow juz go Lis przywrocil do lask, ale tego nie wiem, bo nie czytalem).

Druga rzecz - obecnie Lord zniknal w mrokach dziejow i nic o jego losach nie wiadomo. Teoretycznie pod nieobecnosc Las Noches zarzadza e1, ale nieobecnosc przeciaga sie juz na tyle, ze kazdy zbiera wlasne sily szykujac sie do przejecia wladzy sila. e7 urzadzil baze poza twierdza i raczej swoich pomocnikow posyla do wlasnych celow. Wojna wisi na wlosku i zapewne wywola ja pierwsze glosne pierdniecie. Tak odnosnie aktualnego statusu w tamtych stronach.


Pozdrawiam,
Tsuna
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kamys





Oddział : Dywizjon 11
Mistrz Gry : Izdurbal

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/290  (102/290)
Punkty Reiatsu:
41/156  (41/156)

PisanieTemat: Re: Gdy łowca staje się zwierzyną...   Nie 10 Lip 2011 - 14:18

Wiem wiem... w sumie nie widzę Kamysy jako kandydata na odpowiedzialne stanowisko tak btw ;p



***
kamys01
kamys02
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Watanabe no Tsuna





Mistrz Gry : Fairy

Karta Postaci
Punkty Życia:
4096/4096  (4096/4096)
Punkty Reiatsu:
83037/262144  (83037/262144)

PisanieTemat: Re: Gdy łowca staje się zwierzyną...   Nie 10 Lip 2011 - 14:28

Ale ja nic o Kamyssie nie pisalem przeciez.

Pozdrawiam,
Tsuna
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kamys





Oddział : Dywizjon 11
Mistrz Gry : Izdurbal

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/290  (102/290)
Punkty Reiatsu:
41/156  (41/156)

PisanieTemat: Re: Gdy łowca staje się zwierzyną...   Nie 10 Lip 2011 - 14:34

Sory mam dziś omamy wzrokowe chyba o.O Boże nie powiem co jak przeczytałam, mniejsza x D czas odejść od kompa, już więcej nie spamuje.



***
kamys01
kamys02
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Gdy łowca staje się zwierzyną...   Nie 10 Lip 2011 - 21:16

Dzięki wszystkim za komcie.

A teraz po kolei:

@Iz - Co do kapitana to muszę błagać pokornie, na klęczkach o wybaczenie. Szczerze mówiąc pisałem to w pociągu, gdzie nie miałem internetu, a ostatni raz kiedy przeczytałem jego charakter był jeszcze przed maturami, w związku z czym leciałem na podstawie tego jak wyobraziłem go sobie po tym co wyczytałem w przygodzie Rotena. Poprawię to, ale raczej u siebie na kompie, bo nie wiem czy jest sens edytować/dawać nowej wersji. Uwzględnię to po prostu w dalszej przygodzie.

Co do Kamys to w kontekście wyglądu jest to podobna przyczyna - przeglądałem kp i nie wiem dlaczego zakodowało mi się, że rude ;p Do zmiany! i jw.
Jeśli chodzi o charakter to jak najbardziej uwzględnię to

Co do Hiakkiego to ten "sukces" miał być jak najbardziej ironiczny. Ale do zapamiętania, bo nie znałem charakteru tego miecza :).

@Kamys - Ok. Uwzględnię to w dalszej części. Bo zmiany mają sens raczej u mnie w Wordzie, a nie tutaj.

Cieszę się, że fragment przypadł ci do gustu :3

@Tsuna - Co do oficerstwa to cóż, szczerze mówiąc wzorowałem się na przygodzie, którą wyczytałem. Niestety nie dokończyłem jej (wydarzenia najnowsze) ani nie poznałem całej genezy (początek). Czytałem od sklepu Katriny i według tego co prowadził Kitsune Roten jest tym oficerem i dlatego stwierdziłem, że będę się tego trzymać. (No był tam też fragment, w którym coś mogłoby się zmienić, ale nie mam zielonego pojęcia co, bo temat został usunięty @_@). Dlatego myślę, że najlepiej byłoby gdyby wypowiedział się właśnie Kitsune skoro w tym momencie jest jego MG'kiem. Cóż stwierdziłem, że trzymam się tutejszych realiów więc wolałem się nie buntować i mam nadzieję, że nie dałem stanowiska z powodu pomyłki ;P

Druga wiadomość smuci mnie znacznie bardziej. Co do zniknięcia Lorda - byłem tego jak najbardziej świadom, ale myślałem, że utrzymywana jest jeszcze iluzja jego władzy, za którą stoi e1. Sprawę komplikuje jeszcze kwestia zewnętrznej bazy. Będę musiał poważnie przemyśleć jak to pogodzić by nie przeczyło sobie aż tak bardzo - niestety, tak jak pisałem, czytałem tylko fragment przygody Korina, w związku z czym nie byłem tego świadom. No cóż zobaczymy jak to będzie. Ale jestem dobrej myśli.

@All - Jeszcze raz dzięki za komentarze.
Dopiszę pozostałe rozpoczęcia, a następnie przed kontynuacją (wykluczając tę dotyczącą Korina, którą mam już gotową zrobię głębszy reserch. Zapewne pojawią się też PM kierowane do MG'ków jak i samych właścicieli postaci by więcej nie pojawiły się takie głupie wpadki jak choćby gadatliwość Kamys (pomijając już sam kolor włosów :P)

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Watanabe no Tsuna





Mistrz Gry : Fairy

Karta Postaci
Punkty Życia:
4096/4096  (4096/4096)
Punkty Reiatsu:
83037/262144  (83037/262144)

PisanieTemat: Re: Gdy łowca staje się zwierzyną...   Nie 10 Lip 2011 - 22:11

Roten oficerem byl, pozniej trafil do paki, z ktorej uciekl, a co jest teraz nie wiem, bo nie sprawdzalem.

Iluzja lorda oficjalnie rzecz jasna jest, ale bajer polega na tym, ze nikt juz w nia nie wierzy i kazdy ostrzy noze do konfrontacji. Byc moze juz by nastapila, ale ze forum nieco wyludnialo, to nie bylo dla kogo tego pisac.

Pozdrawiam,
Tsuna
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Gdy łowca staje się zwierzyną...   Sob 7 Lip 2012 - 15:41

A ja poke zrobię tematowi. Z dwojakiego powodu.
Po pierwsze mam nadal nieopublikowany ten fragment Korina. Niestety, jak to ze mną bywa, raz wybity z rytmu z dużym problemem wracam do niego i w tej chwili tworzę coś zupełnie innego. Więc jeśli wynajdę ten napisany już fragment to czy komuś chciałoby sie czytać?

Druga sprawa - nie zakładam nowego tematu tylko spytam tu:
Czy mogę postnąć opowiadanie fantasy żeby zebrać opinie? Bo potrzebuję pewnej ich puli by dobrze poprawić pracę, a póki co z grona zainteresowanych gdzie indziej osób jedna mi odpowiedziała
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kamys





Oddział : Dywizjon 11
Mistrz Gry : Izdurbal

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/290  (102/290)
Punkty Reiatsu:
41/156  (41/156)

PisanieTemat: Re: Gdy łowca staje się zwierzyną...   Sob 7 Lip 2012 - 18:21

1. Jasne ; ) być może uda mi się skłonić korina żeby go poczytał xP
2. Również jasne, zamieszczaj jakie prace chcesz. Chętnie poczytam.



***
kamys01
kamys02
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Gdy łowca staje się zwierzyną...   Sro 7 Sie 2013 - 21:30

Zaczynam od nowa interesować się tematem więc wrzucam dokończony fragment Korina. Nie pogrubiam już dialogów, bo są one pisane jak w normalnym opowiadaniu, gdzie jest to nieobecne. Miłej lektury.













***

- Gdzie ona jest, pokrako?! – Wrzasnęła po raz enty Aspagia uderzając poharatanym Hollowem o skałę. Póki co nie przynosiło to zadowalających rezultatów.
- Moja droga uspokój się. Dałem ci się wyszaleć, ale teraz daj działać zawodowcom. – Korin podszedł powoli do poranionego Hollowa, którego kobieta upuściła na ziemię. Pusty był człekokształtny co pozwalało Yubiemu przypuszczać, że jest tu najinteligentniejszy. Z resztą, wyglądało na to, że to on tu dowodził podczas nieobecności ich celu. Adjuchas, który posiadał szpikulec, teraz już złamany, na prawej dłoni i dwa wybijające się z białego pancerza, nadkruszone rogi na każdym z barków, w tej chwili broczył krwią z kilkunastu ran ciętych, które zadała mu Aspagia podczas swej nieokrzesanej i barbarzyńskiej walki. Korin w międzyczasie analizował to co charakteryzuje całą gromadę jego przeciwników. Uważał, że w ten sposób z łatwością dowie się czegoś nowego na temat swego celu. Przekonał się, że dla wszystkich ze stada najważniejsza jest lojalność wobec swej przywódczyni, jednak nie jest to fanatyzm czy wierność z przerażenia, z którą już się spotkał. To było coś jak więzi rodzinne, a te jest niezwykle trudno zniszczyć. Wiedział jednak, że można ich użyć i to właśnie miał wykorzystać jego plan. Było coraz lepiej.
- Więc… - obrzucił wzrokiem popękany biały pancerz zdobiący niemal całe ciało Hollowa – zachcesz nam pomóc? Obiecuję, że jeśli powiesz, gdzie ona jest zostawimy całą Rodzinę i nie będziemy ścigać tych, którzy zbiegli. – Aspagia uniosła brwi, gdy wspomniał o rodzinie. Zapewne jej pusta głowa nie wpadła na coś takiego. Adjuchas pochylił się jakby chciał coś szepnąć, a Korin z miłym uśmiechem nachylił się by usłyszeć zapewne zadowalającą go odpowiedź.
- Pieprz się – wycharczał ledwo żywy Pusty. Czyli jednak fanatycy. Westchnął.
- Chyba się nie zrozumieliśmy, mój drogi. Zrozum, że nie masz wielkiego wyboru. Jeśli będ- – Yubi nagle przerwał. Jego rozmówca wpatrywał się w coś nad jego ramieniem z niemym strachem. Obrócił się. Stała tam Fraccion Primery, która nawet nie była na tyle łaskawa by się przedstawić, ale Korin wolał teraz o to nie pytać. Kobieta trzymała w jednej ręce Pustego wyglądającego jak agama kołnierzasta. Skrzywił się, gdy zwrócił uwagę, że kołnierz niemal całkowicie pocięto, a ogon wyrwano. Wyglądało na to, że jednak sadystka przypomina nieco Aspagię. Jej przerażające oczy wbiły się w niego jakby przez to chciała coś udowodnić. Chwile później przeszły na pokiereszowanego Pustego. Wtedy upuściła truchło na ziemię i ruszyła powoli w ich kierunku. Na tyle wolno by mogła rozkoszować się zalewającym falowo umysł Hollowa panicznym strachem. Korin uniósł brew.
- Według wszystkich, których przesłuchałam – ostatnie słowo podkreśliła uśmiechając się przy tym szeroko – to właśnie ty mój drogi powinieneś wiedzieć, gdzie podziała się wasza – przerwała na chwilę jakby zastanawiając się. Przybrała uśmiech przyjemny dla oka i dokończyła – Alfa i Beta, bo tej drugiej również brakuje. Jako, że jesteś Deltą tego stada to do ciebie pragnę się zwrócić z prośbą o udzielenie nam informacji. – Gdy skończyła wypowiadać ostatnie słowo stała już u celu. Korin zszedł jej z drogi. Jeśli dobrze rozumował to kobieta mówiła o organizacji wewnętrznej stada wilków. Skoro ten Pusty jest Deltą to wyznaczał kary na członkach stada i choć cieszył się prestiżem wynikającym poniekąd ze strachu nigdy nie śmiałby nawet myśleć o zostaniu przywódcą, gdy odejdzie Alfa. Beta z kolei była prawą ręką. To ona mogła wiedzieć najwięcej, ale skoro jej nie ma oznacza to, że wyruszyły razem. To komplikowało sprawę.
Gdy umysł Korina analizował zaistniałą sytuację i wszelkie informacje, które pozyskał dzięki gadaninie kobiety, ta ukucnęła naprzeciwko rannego i wpatrywała się w niego jakby przebijając się na wylot i obserwując skałę za jego plecami. Oddech Hollowa był ciężki, ale nie tylko z powodu wielu doznanych ran, ale również ze względu na przeszywający go strach. Delikatny uśmiech zdobiący ciągle usta Arrancar sugerował, że to tylko przyjacielska rozmowa, ale tylko głupiec uwierzyłby w to w takich warunkach. Teraz, gdy Korin nie był ciągle przez nią obserwowany, a zarazem miał chwilę by myśleć zwrócił uwagę na jej włosy. Wcześniej nie poświęcił im czasu całkowicie zabsorbowany jej oczyma. Przeszły go ciarki. Dlaczego ona nie mogła być normalna choć w minimalnym stopniu? Ciemnofioletowe pasma przeplatające włosy barwy identycznej jak jej oczy zdawały się ożywać przy każdym ruchu wykonywaną przez drobną kobietę. Tak drobną. Korin zmarszczył brwi. Jakim cudem ten szczegół mu umknął? Przecież ona wyglądała doprawdy niegroźnie. Tak długo, jak długo nie patrzyła na kogoś. Długie do ramion, liczne warkoczyki przypominały węże opasane jakimiś przedziwnymi zdobieniami. Korinowi skojarzyła się z Gorgoną.
- Nie powinieneś poddawać się takim cierpieniom, za swoją przywódczynię, której tu nie ma. Z resztą przecież to tobie nadała ona rolę przez którą wszyscy cię nienawidzą, czyż nie? – Jej głos był słodki. – Zniknęła dłuższy czas temu i słuch po niej zaginął. Teraz to was spotyka. Ona was porzuciła. Nie wróci. – Ostatnie słowa podkreśliła i pokręciła delikatnie głową nie przerywając jednak kontaktu wzrokowego.
- Nie… zostaw mnie… ona nas nie zostawiła… Ona wróci… - Charczał ranny. – Ona- - W tym momencie kobieta chwyciła obiema dłońmi jego głowę i pochyliła się tak, że stykali się niemal czubkami nosów. Następnie jej opadające włosy odgrodziły Korina od całej sceny.
- Gdzie ona jest – syknęła. Cała słodycz zniknęła. Teraz pojawiła się groźba. Yubi poczuł też jak powoli wycieka z niej Reiatsu i jakby oplata rannego. Jednak miało ono w sobie coś więcej niż charakterystyczny Arrancarzy wyraz. Było jakby ciężkie, może nawet gęste, a do tego przeszywało grozą. Nie wiedział jak to się działo, ale nawet on, choć nie oddziaływała bezpośrednio na niego, zadrżał z przerażenia i cofnął się o krok.
- J-ja n-nic nie wiem – jęknął ranny.
- Doprawdy? A może jednak? – Jej ton przypominał ten należący do średniowiecznych oprawców, a przynajmniej właśnie tak wyobrażał go sobie Korin. Reiatsu, jeśli to było w ogóle możliwe, stało się jeszcze gęstsze.
- J-ja… - Dyszał ciężko Hollow.
- Skoro mnie zmuszasz… - powiedziała jakby od niechcenia. Po tym zapadła cisza, a Reiatsu powoli zanikało. Jednak żadne z nich nawet nie drgało. Gdy wpatrywali się tak w siebie przez dobre kilka minut Korin zaniepokoił się. Aspagia oczywiście miała to gdzieś, a zarazem również zdawać by się mogło, że energia duchowa sadystki nie robiła na niej żadnego wrażenia. To tylko potwierdzało teorię Yubigo. Niespodziewanie Fraccion poderwała się z ziemi i otrzepała się. Spojrzała na pozostałą dwójkę tak jak zwykle, a zarazem przybrała uśmiech jakby nic przed momentem się nie wydarzyło. Wyglądała na zadowoloną, czego nie można było tego powiedzieć o Hollowie opierającym się o skałę. Gdy Korin podszedł do niego oczywistym stało się, że wyzionął ducha. Pokręcił głową. Ta idiotka zabiła jedne źródło informacji. Co mają teraz zrobić? Chciał wrzasnąć, ale uspokoił się.
- Droga Pani, byłbym niezmiernie wdzięczny, gdyby była Pani na tyle miła by powiedzieć mi co się przed momentem wydarzyło. – Mówiąc to zmierzał w jej kierunku gotów w każdej chwili wybuchnąć. Kobieta wzruszyła tylko ramionami.
- Delta nie wiedział, gdzie dokładnie się znajdują. Zniknęły jakieś dwa Cykle temu. Z tego co udało mi się pojąć to jednostka odmierzająca czas. Oznacza to, że były tu jakieś dwa tygodnie temu do nawet misiąca. Nie jest to dokładny przedział czasowy, ponieważ Cykl odpowiada jednemu posiłkowi, który może odbyć się w dowolnym momencie nawet dzień za dniem. Jednak wiem gdzie odchodziły kiedy zniknęły. – Rzuciła, gdy zobaczyła, że Korin otwiera usta, a z jego twarzy znikł uśmiech.
- Gdzie? – Spytał sucho Yubi.
- Mauzoleum Ormuzda – Arrancar zaklął w myślach, ale uśmiechnął się.
- Dziękuję, chętnie spotkamy po raz kolejny naszego wspólnego przyjaciela, nie sądzisz Aspagio?
- Oj z przyjemnością mu przyłożę za ostatnio – odezwała się do tej pory milcząca morderczyni.
- Więc ustalone? – Podopieczna Pierwszego tylko wzruszyła ramionami. – Świetnie! Więc ruszajmy. – Z tymi słowy przeszedł między odpoczywającymi kobietami i skierował się w stronę znanego już sobie Mauzoleum.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Gdy łowca staje się zwierzyną...   Today at 17:55

Powrót do góry Go down
 
Gdy łowca staje się zwierzyną...
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Offtop :: Wasza Twórczość-
Skocz do:  
Free forum | © phpBB | Free forum support | Kontakt z | Report an abuse | www.sosblogs.com