IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Nabór na stanowiska Mistrzów Gry! Rekrutacja na GG: 2785425!
Pomoc dla nowych graczy

Lista aktywnych Mistrzów Gry:
Kamys 5/3 | Izdurbal Tenshi - 3/4 | Kuchiki Kyosuke - 6/3
CZaras – 2/3 | Shadow - 1/1 | Kaz- 1/1 | Kovacs - 0/1 |
Watanabe no Tsuna
- 2/3* (możliwe dodatkowemiejsce o ile KP zainteresuje, zaś gracz będzie aktywny)


Share | 
 

 Posiadłość rodu Shihouin

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Pią 24 Sie 2012 - 17:48

- To nie przystoi. - Odpowiedziała na jej pierwszą część wypowiedzi. Dziewczyna nie była w stanie odczytać z jej głosu czy mówi o niej czy może o staruchu.
- Znów humorki? - Wiedziała, że matka się uśmiecha. Delikatnie musnęła też jej policzek, tak jak zwykle robiła, gdy chciała dodać jej otuchy.
Coś skrzypnęło na korytarzu, a kot zamiauczał przypominając o swej obecności. Ayano mogła wyczuć ciepło matki i delikatny zapach kwiatów, który zawsze jej towarzyszył.
- Głodna, tak? Choć więc śniadanie czeka. Przygotowano twoje ulubione danie. - Z pewnością znów się uśmiechała. Miała teraz taki radosny głos. Od kiedy Ayano pamięta, a zwłaszcza po śmierci jej brata matka lubiła przebywać w jej otoczeniu. Czy raczej lubiła, gdy to ona była blisko niej. Zdawała cieszyć się z każdej spędzonej razem chwili. Właśnie dlatego dziewczyna bezbłędnie odczytała nutkę niepokoju w głosie matki. Jakby bała się tego śniadania, a może tego co nastąpi po nim.


[Masz wolną rękę w opisie tego śniadania i tego co podczas niego się robi. Później ja przeprowadzę dłuższą narrację]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shihouin Ayano





Karta Postaci
Punkty Życia:
71/80  (71/80)
Punkty Reiatsu:
75/153  (75/153)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Pią 14 Wrz 2012 - 9:07

Ayano zmarszczyła lekko brwi czując dotknięcie na policzku. Oczywiście zwykle ten gest pokrzepiał ją, nawet jeśli jedynie trochę. Po prostu kojarzył jej się ze spokojnymi czasami oraz rodzinna miłością, nierozrywalną więzią która dawała jej siłę... tak przynajmniej było do dzisiaj rano... Dziewczyna skarciła się szybko w myślach. W końcu takie myślenie do niczego jej nie zaprowadzi. W końcu wspominanie tych smutnych chwil w niczym nie pomoże, co najwyżej pogorszy znacznie i tak już niezbyt dobry humor...

Młoda Shihouin odruchowo sięgnęła w stronę kota i drapała go lekko po plecach. Ze słów mamy wynikało, iż może sama zadeklarować jakiego chce śniadania. Postanowiła skrzętnie skorzystać z sytuacji. Wszakże uwielbiała jeść, lubiła jeść dużo. Dla tego też poprosiła o porcję ryżu z warzywami, zestaw sushi, rosół z kury z makaronem ryżowym, smażony ryż z mięsem drobiowym oraz sukiyaki. Gdyby zaś wciąż była głodna zapewne poprosiła by jeszcze o tanuki soba dla dopełnienia. Wszystkie dania pochłaniała zaś energicznie i z wielkim zapałem, wszakże była już naprawdę głodna.

Ayano poczuła nutkę niepokoju w głosie swojej matki, sama jednak nie miała zamiaru pokazać tego, że to odczuła. Gdzieś wewnątrz swojej głowy czuła bowiem, że tak na prawdę główna dama wielkiego rodu boi się wysłać córkę tak daleko od domu. Zapewne też dla tego, że córka jest ślepa i pozbawiona czegokolwiek, co potrzebne jest by zostać shinigami. W końcu jej upór miał sprowadzić na ród jedynie uczucie porażki i upadku. Ayano mimo wszystko chciała im jednak pokazać, że okaże się równie dobrym shinigami jak jej brat... może nawet lepszym? Chciała to również pokazać swojemu bratu, choć zdawała sobie sprawę z faktu, iż on nie żyje... a dokładniej to w sumie właśnie żyje, jako iż jego dusza dołączyła do obiegu dusz pomiędzy Soul Society a światem żywym.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Sro 17 Paź 2012 - 19:42

Kot reagował prężąc się i mrucząc radośnie. Uwielbiał pieszczoty, a tych u szlachcianki mu nie brakowało. Miał przyjemną w dotyku sierść, której zapach wkradał się czasem w mieszankę charakterystyczną dla matki Ayano. Gdy szły do pokoju służącego za jadalnie mijały sporo osób. Przede wszystkim służby. Po zapachu i krótkim powitaniu matki wywnioskowała, że minęły jakąś szlachciankę, która stąpając bezdźwięcznie zmierzała od ogrodu. Ayano szła praktycznie na pamięć. Nie było to trudne, a matka chcąc nie chcąc w odruchu i tak jej pomagała. Chciała dobrze, ale mogło być to irytujące.

Gdy wreszcie dotarły na miejsce w nozdarza Ayano uderzyły całe bukiety zapachów. Od świeżo przygotowanego ryżu, przez rybę czy przyprawy. Mogła określić kiedy, jaka potrawa była gotowa. Przy stole panowała cisza, ale kobieta miała nieodparte przeczucie, że rodzice się w nią wpatrują. Może nawet z troską, a może z obawą? Któż to mógł wiedzieć. Matka wchodząc zwróciła uwagę ojcu by pozwolił kotowi zostać przy Ayano. Ten zgodził się choć po jego głosie mogła wywnioskować, że nie podoba mu się wizja jedzenia ze zwierzęciem tuż obok posiłku. Na nieszczęście czas przelewał się przez palce odbierając bardzo szybko tą chwilę wytchnienia. W końcu Hitomi weszła, z pewnością kłaniając się głęboko, wyczuła ją znów po sposobie kroczenia już, gdy ta była na korytarzu.
- Czas najwyższy na panienkę. - Powiedziała, a rodzice przytaknęli. Kazde na swój sposób. Ojciec jakby nigdy nie wątpił, a matka... jak to matka nie chcąca zostawić swego dziecka. Mimo, że Ayano dawno już wyrosła.

Pożegnania trwały w najlepsze i zabrały długie minuty. W końcu Ayano była wolna. Została pokierowana na placyk na zewnątrz, gdzie miała spotkać się z mentorem. Chłodne, rześkie powietrze owiało jej twarz, gdy tylko wyszły na zewnątrz. Czuła jak muska jej policzki, jak rozwiewa włos. Słyszała śpiew ptaków cieszących się z poranka, czuła zapach kwitnących kwiatów. Wszystko było idealne póki nie usłyszała głosu Muraiego.
- Witam, panienkę. To ja Soseki Murai - Przedstawił się jakby ta nie mogła go poznać. Miał pogodny głos. Tak jak wczesniej -Jestem niezwykle rad, że zechciała panienka ruszyć ze mną w tą pierwszą podróż. Jesteś wolna - To ostatnie skierował z pewnością do Hitomi, która odchodząc położyła dłoń na ramieniu Ayano pozornie strzepując paproszek. Tak naprawdę miało to dodać jej otuchy.

Gdy dziewczyna odeszła starzec kontynuował.
- Nie wiem, czy rodzicie mówili, panience, ale zajmowałem się szkoleniem waszego brata. I choć był to największy nietakt z mej strony iż podejrzałem przez przypadek wasze ćwiczenia, to muszę przyznać, że dostrzegam potencjał stania się równym bądź nawet lepszym Shinigami niż on. - Stwierdził. Kot, którego Ayano miała nadal ze sobą miauknął tylko i wtulił się w jej ramiona. - Zechcecie ze mną ruszyć ku akademii czy może macie jakieś pytania?

[+ 1 do psychiki za odgrywanie stanów emocjonalnych i uczuć oraz za przeżycia postaci. Uznałem, że nie przerzucę cię od razu do akademii, jeśli mam to zrobić narracją daj znać w następnym poście - zostawiam ci możliwość pogadania z sosekim]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shihouin Ayano





Karta Postaci
Punkty Życia:
71/80  (71/80)
Punkty Reiatsu:
75/153  (75/153)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Sro 30 Sty 2013 - 15:20

Dziewczyna nigdy nie lubiła, gdy mama pomagała jej podczas chodzenia. Zwykle odruchowo niemal odtrącała jej rękę łokciem lub dłonią, co zapewne nie miało jednak efektu długotrwałego. Mama bowiem zwykle odruchowo łapała ją przy łokciu by mieć pewność, że córka nie upadnie potykając się o nierówność podłoża. Oczywiście Ayano dobrze znała wszystkie wystające deski i deseczki oraz niewielkie nawet wypaczenia w podłogach oraz większej części ścian. Być może znała je nawet lepiej, niż inni mieszkańcy. Uczyła się bowiem o nich w sposób bolesny. Za młodu niejednokrotnie potknęła się o schodek, lub też uderzyła palcami o wystającą deskę. Oczywiście zwykle, gdy była sama, potrafiła przejść każdą trasę (wewnątrz pałacu) bez najmniejszego utrudnienia... tym razem jednak nie było zwykle, no i nie była sama...

Odganianie się od pomocy matki oraz ogromna ilość myśli krążąca po głowie stanowiły największe przeszkody, jakie mogła Ayano napotkać. Dla tego też nie spostrzegła nawet, gdy przed nią wyrosły schody prowadzące na dół i pewnie bez pomocy mamy spadła by z nich obtłukując się niemiłosiernie i psując swój przepiękny, porcelanowy wygląd. Następny zamach na życie młodej Shihouin przeprowadził próg przy jadalni. Zwykle w drzwiach nie było progów, ale akurat w jadalni pojawiał się by uszczelnić drzwi. Hitomi twierdziła, że inaczej zdarzało się iż nocami do kuchni zakradały się gryzonie. Ayano nigdy nie miała nic przeciwko gryzoniom, jednakże większość dam bała się myszy a szczurów wręcz nienawidziła. Ostatecznie gdy dziewczyna zabrała się za jedzenie była więc wściekła, zaś obolały duży palec lewej stopy oraz nadwyrężona po ciężkim stąpnięciu prawa kostka zdecydowanie nie poprawiały humoru... niemniej w jadalni było jedzenie, a jedzenie potrafiło uspokoić pełen irytacji umysł młodej Ayano.

Napełnienie żołądka (lub żołądków, jak skrycie domniemywała służba widząc ilości, jakie Ayano umiała pochłonąć) zajęło sporo czasu, nawet jeśli młoda Shihouin pochłaniała w tempie iście konkursowym. Nawet jednak jedząc w pośpiechu odruchowo trzymała swoje maniery na dolnej granicy akceptowalnego zachowania... o ile w ogóle pożywianie się takimi ilościami pokarmu mogło uchodzić za grzeczne.

Z pełnym brzuchem, który przyjemnie rozgrzewał zarówno ciało jak i duszę dziewczyna musiała sprostać najgorszej części dzisiejszego dnia – pożegnaniu. Ayano nie lubiła przeciągających się pożegnań, jak zaś miała żegnać ją matka? W końcu jej mała, ślepa i bezużyteczna córeczka zapewne umrze zaraz za zakrętem nawet gdyby prowadził ją sam Kapitan Generał Gotei XIII. Poza naturalnym dla Ayano gniewem coś jeszcze wzmagało jej irytacje. Coś, co wierciło, szczypało i swędziało jej umysł od środka. Coś, do czego nie potrafiła i nie chciała potrafić przyznać się sama przed sobą. Strach, zwykły, normalny strach. Coś, czego nie czuła szczególnie często jako oczko w głowie głównej linii potężnego rodu szlacheckiego. Nigdy nic jej nie groziło, nigdy nie była w niebezpieczeństwie. Wychowano ją w skorupie z murów i ścian wyposażonej w kolce strażników oraz położonej blisko największego możliwego strażnika – Seireitei. Teraz jednak, po raz pierwszy w swim życiu, Ayano miała ruszyć na pieszą wędrówkę do nieznanego kompletnie miejsca. Zapewne dla tego gdy tylko Hitomi zostawiła ją samą na sam ze staruszkiem Ayano mocniej przytuliła kota przyciskając go lekko do swojego policzka. Przynajmniej zwierzak został na miejscu, zwierzak, którego zdołała już troszkę poznać. Znajomy dotyk w świecie nowych doznań.

- Mam się stać równie lub nawet „lepiej” martwa niż mój brat? Nie, dzięki staruchu. - Głos Ayano pełen był irytacji, albo przynajmniej na samym końcu wręcz nią ociekał. Na początku powiem był nieco piskliwy, nieco... smutny, nieco chrapliwy, zupełnie, jakby był pozostałością po napadzie płaczu. Młoda Shihouin starała się zawsze pokazywać z tej twardej, nieczułej i wrednej strony. Dbała o to, by ukrywać wszelakie, nawet najmniejsze słabości charakteru. Swoją ślepotę starała się zaś nosić z dumą nie zasłaniając nigdy oczu i starając się trzymać je otwarte. Chciała wyglądać, jak by posiadanie białych tęczówek było przywilejem, a nie kalectwem. Mimo wszystko jednak pośród licznych słabości, których ukrywanie w miarę jej wychodziło znajdowała się jedna stanowiąca zbyt duże wyzwanie. Słabością tą był jej brat... młodszy braciszek, za którego bez mrugnięcia oddała by dotyk, węch i słuch. Oddała by nogi, ręce a nawet życie. Braciszek, który nie żyje, a którego ślady nadal pozostawały w psychice Ayano. Jego głos, śmiech, dotyk jego rąk i odgłos kroków. Chwile, gdy na dobranoc całowała go w czoło. To wszystko pozostawało ogromną wyrwą w jej świecie... dziurę, której nie potrafiła zapełnić ani przeskoczyć. Na wspomnienie o bracie posmutniała nim zdołała pomyśleć trzeźwo. Dopiero po chwili zdołała się zirytować. Wykorzystać smutek i zmienić go w gniew. Dzięki temu wyszła jako tako z twarzą... przynajmniej jeśli nikt z okolicy nie miał bardzo dobrego słuchu...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Nie 28 Kwi 2013 - 13:21

Oganianie się od matki było niczym syzyfowa praca. Zdawać się mogło, że ta po prostu nie rozumiała, że Ayano nie życzy sobie pomocy. Może chodziło o matczyną troskę, której nie sposób się pozbyć? A może o coś jeszcze innego. Tak czy inaczej, ku swej rosnącej irytacji, Ayano musiała znosić ciepły dotyk matki aż nie dotarły do jadalni. Po drodze okazało się, co matka skwitowała westchnięciem ulgi, że dziewczynie jednak przyda się pomoc. Zwłaszcza na schodach. To krótkie zdarzenie, gdy przez moment dziewczyna niemal latała, sprawiło, że w matce wzrosło jeszcze bardziej przeświadczenie o słuszności swych czynów. Jakby tego było mało próg doprowadził do przyjemnego dla ucha szeptu, którego treść mogła jeszcze bardziej rozjątrzyć dziewczynę.
- Uważaj, skarbie, mam wrażenie, że dziś jesteś nieco roztrzęsiona. - Resztę dodała już do siebie cicho, jednak Ayano mogła to usłyszeć - Całe szczęście, że tu byłam. Biedaczysko moje... - Z pewnością za tym kryła się głębsza myśl, ale ta została już bez komentarza.
Gdy dziewczyna spoczęła na swym miejscu, matka zwróciła jej wolność.
Większość domowników nie lubiła gryzoni. Hitomi zdawała się wyjątkiem. Kiedyś przyniosła małą myszkę młodej Shihouin. Jeszcze kiedy były dużo młodsze. Było przy tym sporo zabawy i beztroski, ale czasy się zmieniają. Teraz zostaje sztywna etykieta i małostkowość.

Chwała niech będzie kucharzom! Ten dzień zapowiadał się fatalnie, ale oni, jak zwykle, czynili cuda. Pomijając kwestię różnorodności dań i ich ilości należało wspomnieć o drobnym upominku, który czasem znalazł się tylko dla Ayano. A to kulka ryżowa, a to jakieś ciasteczko. Niby nic, ale Hitomi mówiła coś o chłopcu pomagającym w kuchni, który dostał nie raz w skórę za takie numery. Cóż zasady to zasady.
Kucharze lubili apetyt dziewczyny, prawdopodobnie jako jedyni w domu. Matka zawsze zastanawiała się czy dziewczyna nie jest chora - kiedyś nawet wezwała lekarza by ją zbadał. Ojciec traktował to jako ciekawą fanaberię i poświęcał zwykle choć parę minut by pomyśleć o tym jakim cudem dziewczyna tak szybko to trawi. Podobno swego czasu miał zainteresowania medyczne. Służba cichutko i niepostrzeżenie drwiła, a Hitomi... Hitomi zawsze dziwiła się na głos, jeśli akurat były same.

Gdy się żegnały, matka dała jej jeszcze coś. Drobna torebeczka schowana w kieszonkę grzała przyjemnie. Po zapachu mogła stwierdzić, że to kuleczki ryżowe. Zapewne drugie śniadanie. Choć dla dziewczyny starczyły raczej na deser. Gdy się żegnały dłonie matki pachniały tak samo. Najwyraźniej sama(!) postanowiła zrobić coś od serca. Ayano nie widziała, co logiczne, spojrzenia matki, które faktycznie sugerowało, że gdy tylko zniknie im z oczu natychmiast się połamie albo hollow ją porwie, albo coś jeszcze gorszego.

Kot mruknął przyjaźnie. Tak. Stawał się znajomy. Jego wąsy czasem zahaczały o policzek, futerko było miłe w dotyku, a zapach i charakterystyczne miauczenie pozwolą jej zapewne go rozróżnić na tle innych. Przynajmniej taką należało mieć nadzieję.

- Jeżeli wolisz to niż go pomścić, to z pewnością, *panienko*. - Nie dał się zbić nawet minimalnie z tropu. Widać odrobił pracę domową i zdawał sobie sprawę z tego jaki charakter i temperament ma Ayano. To co u ojca czy matki doprowadziłoby do zapowietrzenia się, po nim spłynęło całkowicie.
- Mówi się, że zmarłych można pamiętać, zapomnieć lub pomścić. Co ty byś wybrała? - Wyczuł ewidentnie, że to słabostka Ayano. Mimo to jego głos nadal był miły i niewątpliwie uśmiech zdobił jego twarz. Usłyszała jak ten robi krok. - Ruszamy? Podać, panience, pomocną dłoń? - Spytał nie narzucając się. - Wiem, że to ciężki temat, ale kluczem jest obranie sobie Celu. Cel to coś co uwypukla wewnętrzną siłę. Coś co sprawi, że wśród dziesiątek zwyczajnych studentów, panienka, stanie się ogniskiem przy którego cieple zgromadzą się inni.

Wiatr zawiał nieco mocniej. Kot uspokoił się, a jakiś niesforny płatek musnął jej policzek. Wiśnia? Możliwe. Była zbyt pochłonięta własnymi, skrywanymi emocjami by się na tym wystarczająco skupić. Póki co kroczyła po doskonale znanym sobie terenie. Wiedziała, że powoli zbliżają się do wyjścia. Za wrotami nie będzie już odwrotu. Za wrotami nastanie nowy etap jej życia. Za wrotami... każdy krok stanie się niezmierzoną podróżą. Podróżą godną odkrywcy. Pozostało pytanie czy ruszy sama, czy może skorzysta z pomocy tego mężczyzny przed którym ostrzegała ją Hitomi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shihouin Ayano





Karta Postaci
Punkty Życia:
71/80  (71/80)
Punkty Reiatsu:
75/153  (75/153)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Nie 5 Maj 2013 - 19:12

Ayano zapewne rozsierdziła troska matki. Każdy kolejny, drobny gest czy cichy szept sprawiał, że dziewczyna irytowała się coraz bardziej. Każda drobna pomoc pokazywała bowiem boleśnie, jak bardzo młoda Shihouin jest bezużyteczna. Jak mogłaby być użyteczna, skoro nie potrafiła nawet chodzić po doskonale znanych sobie korytarzach? W jaki sposób mogłaby walczyć z pustymi, skoro przerastały ją nawet schody? Nie mogła. Nie mogła, ale wciąż musiała. Ayano zaczęła popadać w coraz mniej przyjemne przemyślenia. Smutek jednak szybko przeradzał się w irytację, irytacja zaś w gniew. Gniew dawał zaś dość siły, by ignorować porażki i dążyć dalej tak, by pokazać wszystkim że coś jednak potrafi.

Z mrocznej studni nieprzyjemnych przemyśleń Ayano została uratowana za sprawą najpotężniejszej magii, jaka dziewczyna znała. Kucharze wiedzieli co lubi następczyni rodu, zdawali sobie też sprawę z faktu, iż objętość pokarmu jest ważniejsza nawet niż jakość. Oczywiście nie wpłynęło to w żaden sposób na doskonałe przygotowanie potraw, które znikały jedna po drugiej w zastraszającym tempie. Ayano uwielbiała jeść z bardzo wielu powodów, jednym z nich zaś było to, że jedzenie zawsze poprawiało jej humor. Wiedziona przyzwyczajeniem zwykle jadła bez najmniejszych potknięć, bez niezręczności typowej dla osób kalekich. Poza tym, pyszności trafiające do ust i wypełniające żołądek powodowały rozchodzenie się po ciele Ayano przyjemnego ciepła. Dzięki jedzeniu młoda Shihouin wyrwała się z mrocznych przemyśleń i zajęła swój umysł rozpoznawaniem pysznych dań i zjadaniem ich nie pozostawiając wiele miejsca na dodatkowe rozmyślenia. Gdy zaś skończyła jej brzuch zapewne lekko się zaokrąglił, co pewnie nie było dobrze widoczne pod luźnym kimonem uczniów akademii.

Dar od matki zdecydowanie zdziwił Ayano. W końcu szlachcianki jej pokroju nie powinny nawet zniżać się do poziomu zwykłej kucharki. Co niektórzy mogli by to uznać za upadek, nieobyczajność albo zgoła afront. Wciąż jednak jej mama poświęciła się i przygotowała posiłek. Siłę takiego poświecenia zrozumieć zaś mogła jedynie osoba wychowana w rodzinie szlacheckiej o ogromnym znaczeniu. W końcu nie chodziło tutaj o poświecenie czasu czy środków na wykonanie potrawy. Problemem było oddanie swojej własnej godności, która zakazywała wykonywania podobnych czynności. Co prawda twarz Ayano nie wyrażała radości długo, jednakże w dziewczyna i tak nie potrafiła się powstrzymać przed wylewnym podziękowaniem. Podarek miał ogromną wartość, zaś w chwili gdy przyjdzie głód jego wartość wzrośnie nawet bardziej.

Słowa starca ubodły Ayano, zupełnie jak jej własne. Nawet gniew nie mógł tłumaczyć uchybienia czci brata. W końcu jej mały brat umarł, by tacy jak ona mogli spokojnie zamieszkiwać w swoich pałacach. Umarł, by Ayano nie musiała trudzić się w Akademii Shinigami a później nie musiała się narażać podczas walki z pustymi. Ona sama zaś właśnie obraziła pamięć o swoim bracie. Zła na samą siebie i rozżalona z powodu swojego zbyt długiego języka Ayano słuchała słów staruszka i zrozumiała, że jest jeszcze głupsza niż zdawało jej się przed chwilą. Miast odpowiedzieć opuściła po prostu głowę i ruszyła pewnym krokiem w stronę bramy. Póki co wiedziała gdzie idzie, póki co mogła więc przynajmniej udawać pewność siebie. Dopiero za chwile zacząć miało się to, czego się bała...

Co prawda Ayano nigdy nie przyznała by się, że boi się czegokolwiek. Nawet sama przed sobą nie potrafiła by się przyznać do słabości. W jej oczach nawet strach przed grzmotami był dla niej jedynie nic nieznaczącą słabostką. Czymś, co mogłaby pokonać gdyby chciała... albo przynajmniej tak uznawała do czasu rozpoczęcia burzy. Gdy pierwsze wyładowania atmosferyczne przecinały niebiosa białymi łukami potężnej mocy Ayano nie potrafiła już myśleć poprawnie. Strach zabierał jej jej umysł zmieniając butną dziewczynę w kulące się dziecko. Strach, który odczuwała teraz był jednak zdecydowanie innego rodzaju. Każdy człowiek boi się bowiem nieznanego. Oczywiście większość ludzi dokładnie zna chodniki, dróżki i ścieżki i nie musi się ich obawiać jako takich. W końcu widzą gdzie i po czym powinni iść. Pozbawiona wzroku Ayano nie znała niczego, co było poza murami pałacu. Każdy krok był więc dla niej wyzwaniem a zarazem odkryciem. Teraz jednak nie miała już wyjścia, jeśli miała pokazać że jednak nie jest bezużyteczna. Wyszła przed bramę, następnie zaś zrobiła jeszcze dwa kroki nim zatrzymała się, by poczekać na staruszka.

- Mów, gdzie mam skręcać i tyle. Nie potrzebuje twojej ręki staruchu. - Warknęła szlachcianka chcąc butnością nakryć mieszankę innych emocji. Wśród nich zaś dominował strach oraz podniecenie. Dziewczyna właśnie wyruszyła w nieznane i, być może, wreszcie zdoła pokazać całemu światu swoją wartość. Radość i strach odkrywcy uderzyły w jej umysł mieszając się w zarazem przyjemną i nieprzyjemną całość. Czegoś takiego jednak nie mogła po prostu pokazać staruchowi. Jemu na pewno nie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Sob 18 Maj 2013 - 21:17

[wybacz, że tak długo. Sprawy osobiste, ale jest już k]

Ciepło matki zostało z nią jeszcze długo. Tak samo jak troskliwa dłoń muskająca twarz i włosy. Ojciec, jak to ojciec, był dużo bardziej zdystansowany. Zawsze był bardziej introwertyczny. Może to dlatego czasem wyrastał między nimi mur nieporozumień?

Starzec chrząknął tylko co mogło znaczyć wiele od satysfakacji przez irytację po rezygnację. Niestety pozostało to całkowicie nieodgadnione dla Ayano.

Pierwszy krok jest zawsze tym najtrudniejszym. Czarna dziura będąca nieskończoną obczyzną ziała na granicy dotychczasowego poznania Ayano. Przez ułamek sekundy ta się zawahała. Do tej pory wszystko odtwarzała w pamięci. Każdy krok tworzył skomplikowaną mapę w umyśle dziewczyny. Teraz jednak, jak każdy odkrywca, napotkała na białą plamę. Czym się wypełni? Z pewnością gamą odczuć. Ale czy będą przyjemne czy nie? Któż to wie.

Pierwsze odczucie, które było znajome to wiatr. Przyjemny, muskający twarz i włosy. Pomruk kota dodający pewności. Szum liści. Skrzyp bramy. Wreszcie twardy grunt. Najpewniej kamienny.
- Jak sobie życzycie. - Odparł starzec i szedł przez pewien czas w milczeniu, koło ciebie. Klekot jego sandałów niósł się w absolutnej ciszy.

Pierwsza nierówność przytrafiła się kilka minut później. Powolny marsz zakończyłby się niechybnie upadkiem, gdyby nie odruchy dziewczyny. Kilka ruchów na poznany wcześniej obszar i stanęła pewniej. W reakcji usłyszała tylko: "Hmmm" Ze strony starca oraz poczuła jak kot podniósł łepek by następnie znów opaść w jej ramiona.

Pierwszy problem pojawił się, gdy padło proste: "Lewo". Wtedy też wykonała nieco zbyt duży ruch i zahaczyła ramieniem o kamień ścian. Lodowato zimny i obojetny. Przede wszystkim zaś twardy. Jakby tego było mało, otoczenie zaczynało odżywać. Z każdą chwilą pojawiało się coraz więcej dźwięków. Głosy, kroki, szczęk oręża, jakiś krzyk. Wiatr zawiał mocniej przygłuszając wszystko, a chwila wymacywania pomogła obrać odpowiedni kierunek. Oczywiście jesli to zrobiła.

Po kilku drobniejszych wypadkach dotarli wreszcie do "postoju".
- Bądź tak dobra, panienko, i poczekaj tutaj. Ja podpiszę parę dokumentów i będziemy mogli kontynuować naszą wyprawę. - Cóż nie czekał. Po prostu wszedł przez drzwi, które cicho odsunął, a jego kroki zmieniły się z takich z pewnością stąpających po kamieniu na takie, w których potrafiła usłyszeć drewniane podłoże. Na ten moment została sama. Wszędzie wokół poajwiały się obce głosy, ktoś rozmawiał o pogodzioe, ktoś o treningu, gdzieś indziej ktoś krzyczał, ponieważ coś skradziono. Chaos. Kakofonia dźwięków bombardowała bębenki uszne dziewczyny. Stało się to wyjatkowo namacalne, gdy wiatr ustał. Nie dziwne więc, że jej nie usłyszała. Poczuła jednak. Zapach suszonych grzybów i owoców. Nie zdążyła jednak zareagować. W tym momencie nastąpiło uderzenie, a świat zatoczył okrąg. Przez moment straciła całkowicie orientację. Odruchem wyciągnięte dłonie pozwoliły jej częściowo zamortyzować upadek. Kamienie były dość ciepłe. Widać zdążyły się już nagrzać. Zaś jęknięcie bólu z tyłu świadczyło, że ktoś w nią wbiegł.
- Patrz co się wokół ciebie dzieje, a nie stoisz na środku drogi! - Odgłos otrzepywania się. Głos jest silny, acz żeński. Brzmi tak jak mógłby brzmieć wilk, gdyby ktoś siłą nałożył mu kaganiec. - Spieszy się człowiekowi, a tu mu się plątają jakieś.... - Zamamrotała jeszcze chwilę, ale nie ruszyła się jakby coś ją zainteresowało. Dziewczyna brzmiała jakby miała szesnaście lat. Może nieco więcej. Trudno określić, bowiem w tym wieku wszyscy brzmiała podobnie. Czego jednak nie powiedzieć taki głos był bardzo charakterystyczny. Nie zmieniało to jednak faktu, że łokcie bolały od uderzenia, a godność płakała na ziemi. Jakaż będzie reakcja szlachcianki na takie zachowanie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shihouin Ayano





Karta Postaci
Punkty Życia:
71/80  (71/80)
Punkty Reiatsu:
75/153  (75/153)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Pią 31 Maj 2013 - 7:48

Podróż zdecydowanie była przerażająca, na swój sposób jednak fascynująca. W końcu do jej uszu docierać zaczęło wiele całkowicie nowych bodźców. Liczne odgłosy brzmiały zupełnie inaczej, niż zza zasłony rykszy lub palankinu. Docierając do uszu bezpośrednio nabierały większej magii. Były najlepszym dowodem na to, jak szybki i głośny rytm ma życie poza pałacami możnych tego świata. Tysiące, a może i dziesiątki tysięcy dusz tłoczyło się na wąskich drogach niskich okręgów Rukongai zajmując się swoimi sprawami. Słychać było sprzedawców oraz kupujących. Proces handlu był dla Ayano nieco niezrozumiały. Wszak dziewczyna pochodząca z głównej gałęzi jednego z najistotniejszych rodów szlacheckich całego świata duchowego nie musiała nigdy kupować niczego osobiście. Po co miała by to robić? Tak przyziemnymi sprawami zajmowali się odpowiedni służący. Teraz zaś słuchając targujących się ludzi starała się zrozumieć, o czym dokładnie mówią. Z zapartym tchem odkrywała, iż przedmioty potrafią mieć różną cenę wyrażaną poprzez monety... monety, których wartości tak naprawdę nigdy nie zrozumiała. Czy bowiem istniała możliwość, by w ogóle musiała je nosić? W końcu każdy chłop był by zaszczycony mogąc obsłużyć przyszłą głowę rodu Shihouin. Zapachy ludzi, choć często drażniące i nieszczególnie ładne, ukazywały wiele więcej, niż u przedstawicieli szlachty oraz służby dbającej o Ayano. Zapach grzybów, mięsa, błota, drewna czy rozgrzanego metalu wskazywały czym dana osoba się zajmowała. Dzięki nosowi mogła niekiedy zgadywać, czy mijana dusza pełni rolę cieśli, czy też zajmuje się kowalstwem. Wspaniałość zewnętrznego świata wypełniała młodą Shihouin sektami przemyśleń i marzeń. Wszystko było zagadką, na którą można było próbować odnaleźć odpowiedź.

Nawet kilka otarć czy siniaków, choć zdecydowanie były dotkliwe, nie potrafiło by zepsuć całej atmosfery towarzyszącej odkrywaniu nowego świata. Nawet potknięcia, potrącenia w ramię czy też kolejne nieprzyjemności nie potrafiły złamać humoru Ayano. Dopiero uderzenie w plecy wyrwało ją z rozmyśleń. Dopiero twarde lądowanie na kolanach, łokciach i dłoniach spowodowało przebudzenie się. Delikatna, blada skóra na dłoniach zapewne została naruszona. Alabastrowa biel kolan i łokci prawdopodobnie została naruszona przez siną barwę. Kimono czyste niczym dusza niemowlęcia zostało skalane pyłem i brudem. Nie to jednak najbardziej bolało Ayano. Nie kolana, łokcie czy ewentualne uszkodzenia kimona. Nie fryzura, która być może uległa uszkodzeniu już wcześniej ze względu na wiejący wiatr. Najbardziej zadziwił i zabolał kompletny brak szacunku okazywany jej osobie. W końcu żeby powiedzieć czegoś takiego trzeba by jej nawet nie znać. Kto zaś rozsądny mieszkając tak blisko ogromnej siedziby rodowej rodu Shihouin mógł nie znać jedynej potomkini głównej ścieżki rodu.

- Jakieś?! - Ayano nie zdołała opanować swoich emocji. Wstała gwałtownie odwracając się w stronę,z której słyszała głos, oraz z której nadeszło wcześniejsze uderzenie. Oczywiście dziewczyna nie zamierzała teraz udawać czegokolwiek, nie zdołała. Twarz z białej porcelany wykrzywiła się w wyrazie gniewu, zaś ślepe oczy zwróciły się z irytacją mniej więcej w kierunku osoby na tyle nierozgarniętej, by potrącić szlachciankę. Kolejne słowa nie były już wykrzyczane, raczej wysyczane ze wściekłością. - A poza tym to ty na mnie wpadłaś! Trzeba naprawdę wybitnej spostrzegawczości by wpaść na osobę, która się nie rusza wiesz? Może powinnaś popracować nad percepcją hm? Być może gdybyś miast biegać bez celu używała czasem zawartości swej głowy, to, przy założeniu iż w ogóle posiadasz coś takiego jak intelekt, dostrzegła byś nieruchomą osobę na swojej drodze?

Oczywiście żadna szlachcianka z rodu Shihouin nie przeklina, zaś Ayano całkiem szczerze nie znała nawet szczególnie wielu obelżywych słów. Dla tego też zapewne obraźliwe wypowiedzi przez nią tworzone nie nosiły szczególnie wielkich znamion wulgaryzmu. Wciąż jednak osoba na tyle obyta, by znać nieco wyższe słownictwo na pewno poczuła by się urażona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Pon 1 Lip 2013 - 20:54

[my to mamy tempo ;p, jest też kwestia, że nie jesteśmy w rukonie, a w bogatej dzielnicy Sereitei, bo tam swe rezydencje ma szlachta ;),  ale dla uproszczenia nie zmieniajmy opisu]

Prychnięcie. Z tym spotkała się jej reakcja. Z bezczelnym prychnięciem!
- Po twarzyczce widać, żeś ta ze szlachty. Też mi coś, gdzie twoja karoca i stado służek? - Złośliwy głos był niemal jak policzek. - I stoję nieco bardziej w lewo... - Jednak odrobina ogłady zakazała rzucenie uwagi na temat spostrzegawczości. - *Widzisz*, wasza wysokość - a jednak nie mogla sobie odpuscic - niektórzy mają obowiązki i spieszą się na zajęcia. Nie mają dość czasu by stac jak słup soli na zakręcie. Serdecznie przepraszam wasza najznamienitsza znamienitość. Następnym razem pomyślę o szlachcie, która lubi podpierać ścianę na rogach uliczek. Z pewnością moje, żałośnie prostackie życie wzbogaci się o nowy, jakże ciekawy koloryt! Ślę pokłony innym ścianopodpieraczom, wasza ekscelencjo! - Pozostawala nadzieja, ze dziewczyna nie robi teatralnych poklonow, choc powiew z jej strony, wskazujacy na zarzucanie dlugimi wlosami, roziewal ta nadzieje. - Czy mam wasza, wspanialosc doczyscic? - Kpin nie bylo konca i dziewczyna chyba dopiero sie rozkrecala.

[polskie znaki mi wysiadly w polowie tekstu i nei wiem jak to naprawic w tym edytorze :<]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shihouin Ayano





Karta Postaci
Punkty Życia:
71/80  (71/80)
Punkty Reiatsu:
75/153  (75/153)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Pią 9 Sie 2013 - 18:54

Ayano zmarszczyła drobną linie swoich ślicznych brwi słysząc kolejne słowa. Jej porcelanowa twarzyczka zaczynała z wolna pękać ukazując pełnię emocji. Drżenie prawego kącika ust sprawiało, że średnio raz na sekundę dziewczyna zdawała się lekko uśmiechać. Mimo to młoda Shihouin w cale nie miała w zamiarze ukrywać swojej irytacji. Zawsze była wybuchowa i, zapewne, nie prędko ta cecha charakteru ulegnie zmianie... cóż, patrząc na resztę cech charakteru... prawdopodobnie zmiana nie miała nastąpić w cale.

- Miast brudzić moje kimono powinnaś w pierwszej kolejności zadbać o swoją własną higienę osobistą. Zapach, który od Ciebie promienieje mógł by dość łatwo zacząć pretendować do posiadania własnego imienia. Oczywiście musiała by to być godność brzmiąca odpowiednio, na przykład "Fetor z rodu Odorów". Zapewne już teraz twój "zapach" posiada więcej intelektu niż tym. - Dłonie Ayano zacisnęły się w pięści tak mocno, iż knykcie zbielały. Wszystko zwiastowało niedługie nadejście prawdziwie huraganowego gniewu. - Zajęcia zaś, w rzeczy samej, powinnaś odbyć. Zdaje się bowiem, że brakuje Ci ogromnej ilości wiedzy niezwykle elementarnej. Jednym z przykładów jest wiedza o możliwości stosowania wody oraz mydła do utrzymania czystości swojej własnej osoby. Niemniej nie jestem pewny, jak istota o intelekcie porównywalnym z mądrością średniego sprzętu ogrodniczego może wynieść cokolwiek z jakiejkolwiek lekcji. Twój nauczyciel wyraźnie łudzi się nadzieją, na zaistnienie cudu... a może zwyczajnie ma nadzieje, że uzna się go za prawdziwego mistrza tutora? W końcu nauczenie kogoś twojego pokroju mowy i tak musiało wymagać interwencji któregoś z bogów.

Ayao nabrała niebo oddechu po przydługim monologu. W końcu jej płuca, nawet w gniewie, miały swój limit pojemności. Gdy tylko jednak tlen znowu wypełnił oskrzela oraz przeponę dziewczyna gotowa była do dalszej potyczki słownej z grzybową dziewczyną. Wszakże to nierozważne i głupie stworzenie śmiało właśnie urazić przyszłą głowę niezwykle potężnego rodu. Ba! Najpotężniejszego ze szlacheckich rodów. Sam fakt przebywania w Seireitei powinien klasyfikować dziewczynę jako osobę znająca podstawy dobrego wychowania. Okazywało się jednak, że nawet tak bogate dzielnice schodzą na psy. Wyraźnie zaczęto wpuszczać do nich półdzikich ludzi wychowanych na spółę przez ulice oraz dzikie psy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Pią 16 Sie 2013 - 13:11

Choć jej umysł skupił się na jednym, to była świadoma, że z głębi budynku przy którym stoją powoli zbliża się jakiś osobnik. Hałasy kłótni nie pozwalały określić kto to, ale przyspieszył nieco słysząc co się dzieje. Macie jednak jeszcze trochę czasu.

- Higiene? - Głośny wdech, jakby ktoś coś wąchał teatralnie. - Nic nie czuję, może to pod wielce wielmożnym nosem coś zostało, że się zapachy mącą? Może to spowodowane tuleniem murów czy bruku? Skoro ciepła od nagrzanych kamieni szukacie, to może po prostu lepiej w domu zostać i ciepłą herbatką się raczyć? - Chociaż słowa nadal kontynuowały walkę, to minimalne wahanie głosu zasugerowało, że komentarz Ayano zabolał dziewczynę. Mogło się zdawać, że szlachcianka powoli zdobywa przewagę, choć możliwe, że to tylko złudzenie. Jakkolwiek nie było obie strony zaczynały ulegać emocją. Pytanie tylko czy dojdzie do rękoczynów, bowiem z punktu widzenia obserwatora mogłoby to oznaczać, że atakujący przegrał sprzeczkę słowną. Z drugiej strony niemal na pewno nikt się im nie przygląda, bowiem wszystkie osoby przyspieszają kroku i pospiesznie znikają, gdy was mijają.
- W przeciwieństwie do was, wasza wielmożna wyższość, nie posiadam armii służących zastępujących mnie w każdej czynności, nie dziwne więc, że moja osoba nie może się równać z wami, o których higienę dbają inni w trosce o utrzymanie was w błogiej nieświadomości braku jakichkolwiek praktycznych umiejętności. Cóż takiego poza wdzięczeniem się i krzykami może potrafić, szlachetnie urodzona głowa znajdująca upodobanie w wąchaniu innych? - Z jakiegoś powodu nie negowała inwektywów Ayano, a jedynie kontynuowała bitwę, czyżby dziewczyna trafiła w rzeczywisty obraz "napastniczki"? A może był to celny prztyczek? Jej głos coraz bardziej przypominał warkot wilka. I choć w morzu delikatnych tchnięć jakimi są drobinki wszechobecnego reiatsu czuć był wiele osób, jej ślad zyskał na sile. Ewidentnie traciła nad sobą panowanie.
- Całe szczęście, że ciebie ktokolwiek nauczył samodzielnie chodzić, musiało być uciążliwe przez całe życie pełzać po ziemi jak robak w nadziei, że ktoś się nad tobą ulituje. To upokarzający widok, gdy wielka szlachcianka potrafi jedynie krzyczeć i marudzić potykając się co chwilę o najmniejszą nierówność! - Zgrzyt zębów, Ayano przesadzała. Ewidentnie miała niesamowity dar w trafianiu na "ślepo" w czułe punkty. - *Dostrzeganie* niedociągnięć w otaczającym cię świecie, jak *widzę* doskonale ci idzie. Miejmy nadzieję, że nigdy nie opuści cię ta zdolność, w końcu *oglądając się* w przeszłość będziesz mogła cieszyć się swoimi *niewidocznymi* sukcesami nad hołotą, które w twoim mniemaniu z pewnością odniesiesz. Szkoda tylko, że nie wszyscy będą tak *widzieć* twoje poczynania, wasza szlachecka mość.

Niestety, tak jak zakładała Ayano, dziewczyna zdawała się być szczenięciem ulicy i szalonego kundla, który ją porzucił nad urwiskiem, z którego najprawdopodobniej się stoczyła prosto na kamienie. W końcu takie zachowanie mogło być efektem tylko takiej kolei rzeczy. Słyszała ciężki oddech kłócącej się, mogła wyobrazić sobie jak wali jej serce, jak grzybowa dziewucha zaciska pięści w furii, co z resztą zapewne robi. Jakkolwiek się to skończy Ayano z pewnością odniosła moralne zwycięstwo już teraz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shihouin Ayano





Karta Postaci
Punkty Życia:
71/80  (71/80)
Punkty Reiatsu:
75/153  (75/153)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Nie 25 Sie 2013 - 20:11

- Zastanawiające, że urągasz mi ze względu na wadę, podczas gdy sama poruszasz się niczym pozbawiona zmysłów. Z doświadczenia powiem Ci bowiem, że wpadnięcie na nieruchomą osobę wymaga nieco więcej niż braku wzroku. - Ayano również była zirytowana, niemniej wypominanie jej ślepoty nie mogło zadziałać jak trzeba... albo raczej, nie mogło zadziałać widocznie. Młoda Shihouin od dawna uczyła się, jak ukrywać smutek i żal spowodowane kalectwem. Bardzo dawno temu dowiedziała się, że nie może po sobie pokazać słabości. Zasłyszane o poranku zdanie wypowiedziane ustami ojca jedynie zwiększyło upór skierowany w tym kierunku. Zapewne więc obrazy kierowane w stronę brakującego zmysłu bolały, zaś wypominanie nawet drobnych niepowodzeń było jeszcze gorsze. Ayano jednak nie mogła się załamywać, a zresztą chyba nawet by nie umiała. W końcu młoda szlachcianka obecnie była zirytowana, zaś gniew huczał w jej głowie niczym płomień trawiący cały pałac. - Jeśli chcesz wypominać słabość innym osobą i się przy tym nie zbłaźnić, powinnaś najpierw zerknąć czy aby na pewno nie masz podobnych kłopotów. W tym wypadku bowiem okazuje się, iż osoba ślepa nadal widzi lepiej niż ty!

Młoda szlachcianka zapewne nie chciała by dać za wygraną, ale odgłosy kroków mogły oznaczać pewne kłopoty. Dla tego też nadszedł czas na zmianę taktyki walki słownej. Ayano wpadła na zastosowanie słów bardziej bolesnych, niemniej jednak brzmiących o wiele milej. Ton jej głosu przeszedł więc na spokojny i miły, ba, nawet nieco opiekuńczy... gdyby nie liczyć zawartego w słowach jadu mógłby brzmieć naprawdę miło. W końcu młoda Shihouin miała naprawdę piękny głos.

- Wiesz co? Rozumiem, że twoja sytuacja finansowa nie pozwala Ci na korzystanie z kąpieli. W końcu zapewne potrzeba wiele pieniędzy, by trafić na rzekę lub jezioro. Być może w takim wypadku trafnym było by, byś wieczorem przyszła do pałacu mojego rodu? Przekaże straży, by wpuścili Cię do łaźni dla służby aby twoje ciało mogło poznać, że przesądy nie pozwalające Ci należycie o siebie zadbać, są zupełnie bezsensowne. - Oferta pomocy była zresztą jak najbardziej prawdziwa. Po powrocie do pałacu Ayano rzeczywiście miała w planach poinformować straż i służbę, że pewna warcząca dziewczyna może ich odwiedzić. Chciała poprosić, by zapewniono jej odpowiednie warunki by mogła się wykąpać. - Obiecuję, że kąpiel nie spowoduje nadejścia złych duchów ani nie sprawi, że te ochronne postanowią Cię opuścić. Co ty na to?

Oczywiście Ayano wiedziała, że to co robi jest prawdopodobnie gorsze od obrazy. W końcu jeśli dziewczyna rzeczywiście nie miała warunków by dbać o siebie naprawdę należycie, to skorzystanie z takiej okazji mogło być czymś doprawdy wspaniałym. Nawet łaźnie służby w pałacu tak wielkiego rodu były piękniejsze, niż całe domy osób mieszkających w Rukongai. Ta zaś osoba niemal na pewno nie miała stałego zamieszkania w Seireitei. Problemem okazywało się jednak coś zupełnie innego. Skorzystanie z zaproszenia było by pokazaniem Ayano, że miała racje, a może i czymś gorszym? Być może dziewczyna sama zrozumiała by, że Ayano miała racje, to zaś oznaczało tylko jedno – ostateczną klęskę potyczki słownej bez realnej możliwości podniesienia się. Było by to prawdziwym coupe de grace tej słownej wojny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Pią 6 Wrz 2013 - 13:47

[Dobra, ogarnąłem życie :P]

Głośny wdech i wydech. Wściekła się nie na żarty.
- Wykąpać? Goń się! Myślisz, że jesteś lepsza, bo urodziłaś się w Serietei? Myślisz, że wolno ci się wywyższać? Czekaj no jak zar... - Nagle zamilkła niemal połykając okrzyk wściekłości. Stało się to akurat, gdy kroki zatrzymały się gdzieś obok Ayano. Głos, który zabrzmiał nad głową dziewczyny Ayano rozpoznała bez problemu. To był jej nowy mentor.
- Ikeda Tamiko. Cóż za zbieg okoliczności... - W jego głosie zabrzmiała groźba.
- Pan Soseki... - Głos wilczej dziewczyny drgnął.
- Cóż to za zdziwienie. Przecież doskonale się znamy. Który to już rok? Trzeci? Zdajesz sobie sprawę, że jeśli nie zdasz tym razem to zostaniesz wyrzucona, prawda? A rozpoczynanie bójki z nowym studentem i to do tego ze szlacheckiego rodu nie jest zbyt dobrym pomysłem.
- Ale to nie ja zaczęła...
- Oczywiście, ale to tobie zwracam uwagę. Jak mniemam pobrudzone kimono panienki Shihiouin jest twoją sprawką?
- Co? Nie... - Ścisnął ją do defensywy dosłownie miażdżąc ją, choć jego tembr głosu się nie zmieniał.
- Widzisz tak jak i ty, w tym roku jest ona pod moją protekcją, a nie chcielibyśmy by doszło do jakiś... incydentów, które mogłyby zaważyć na ocenie tegorocznej, nieprawdaż? - Uśmiechał się. Mogła to wyczuć. Był to podły uśmiech kogoś kto gniecie słabszego. Z pewnością musiał taki być.
- Ja... przepraszam... - Materiał zatrzepotał na wietrze tuż przed Aayano. Wilcza dziewczyna się skłoniła.
- A teraz udaj się do akademii.
- Hai. - I odbiegła pospiesznie opuszczając to miejsce. Dzieki swemu wyjątkowemu słuchowi Ayano mogła usłyszeć jak dziewczyna złorzeczy pod nosem.

- Dobrze się czujecie, panienko? - Spytał Murai. - Wypełniłem dokumenty. Teraz zostaje zaprowadzenie was na miejsce.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shihouin Ayano





Karta Postaci
Punkty Życia:
71/80  (71/80)
Punkty Reiatsu:
75/153  (75/153)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Pią 13 Wrz 2013 - 18:03

Szlachcianka wyraźnie wygrała walkę. Nawet gdyby teraz ta miejska dzikuska zechciała się na nią rzucić i tak pozostała by przegraną. Akt agresji wobec ślepej dziewczyny był by niczym więcej, niż oczywistą oznaką ogromu porażki, wskaźnikiem wysokiego poziomu desperacji oraz fizyczną manifestacją pękającego balonu dumy. Być może młoda Shohouin nie należała do osób okrutnych, należała jednak do osób bardzo nerwowych. W gniewie zapewne nawet nie zauważyła, że jej słowa mogły kogoś poważnie skrzywdzić. Nie było to wcale istotnym elementem. Zwycięstwo w potyczce słownej było zdecydowanie najważniejsze. Zresztą, nawet gdyby Ayano zrozumiała od razu, że mogła kogoś skrzywdzić raczej by się nie przejęła. Antagonistka próbowała wszakże użyć jako argumentu jej kalectwa, co samo w sobie było zagraniem przynajmniej niskim. W końcu naśmiewanie się z osób, które urodziły się pozbawione pełnych ludzkich możliwości uznawane było raczej za... niskie, prostackie i zdecydowanie świadczące o braku choćby podstaw wychowania. Warczącej dziewczynie ktoś musiał uświadomić, że zachowuje się nieodpowiednio. Osoby takiego rodzaju jak ona były jednak podatne jedynie na najbardziej skrajne i bezpośrednie bodźce.

Słysząc i czując reakcję przeciwniczki Ayano odruchowo przyjęła pozycję typową dla walki wręcz. Ugięła nogi i rozstawiła je nieco szerzej, dla lepszej równowagi. Uniosła ręce osłaniając twarz i głowę oraz, w miarę możliwości, górne fragmenty korpusu. Nawet wieloletnie szkolenie nie uratowało by jednak szlachcianki w zwarciu ze zdrową, dobrze widząca i sprawną przeciwniczką. W końcu Ayano nie mogła nawet ocenić gdzie dokładnie znajduje się wróg. Cios mógł nadejść z każdej niemal strony, a szlachciance pozostało jedynie na niego czekać i spróbować wyprowadzić kontratak bazując na tym, że człowiek wykonując uderzenia ograniczony był poprzez swoją anatomię. Innymi słowy, Ayano szykowała się by oberwać (najlepiej po bloku) a następnie zaatakować źródło ciosu. Mimo wszystko szlachcianka niemal na pewno by przegrała. Z opresji ocalił ją jej nauczyciel. Powinna była mu podziękować, nie mogła jednak przyznać się przed nim do swojej słabości. Dla tego też ucieszyła się z interwencji jedynie w duchu, i to w tej jego części, w której teraz nie szalała wściekłość. Dopiero po kilku głębszych oddechach zdołała zapanować nad przyspieszonym oddechem i odzyskać „klasę”.

- To była uczennica akademii shinigami? - zagadnęła staruszka „zerkając” w jego stronę. Wieloletnie przebywanie na dworze nauczyło ją, że ludzie lepiej czują się gdy rozmówca na nich spogląda. Wieloletnie przebywanie na dworze nauczyło ją także, w jaki sposób to robić. Odnalezienie osoby przemawiającej gdzieś blisko uszu nie było trudne, nawet jeśli używało się jedynie słuchu. Problemem był jednak poziom, na który powinno się nakierować twarz. Otóż dla Ayano kompletnie obojętnym było, czy skierowała zamknięte oczy na twarz rozmówcy, czy też na jego stopy. Nie zmieniało to w jej odczuciu kompletnie niczego, choć oczywiście przez resztę świata mogło być odebrane w różny sposób. Przykładowe „patrzenie w oczy” może sugerować wyzwanie, zaś spoglądanie pod swoje stopy oznacza skruchę lub strach. Dla tego też Ayano nauczyła się spoglądać dumnie przed siebie, zwykle jedynie delikatnie unosząc głowę. W najgorszym wypadku wyszła by na osobę dumną, zaś w większości wypadków kierowała „oczy” mniej więcej w stronę twarzy, przynajmniej o ile rozmówca był mężczyzną z rodu szlacheckiego. Jedynie rozmawiając z bliskimi patrzyła im zawsze niemal prosto w twarz. Zwyczajnie nauczona została ich położenia w sposób namacalny. - Myślałam, że shinigami uczeni są podstaw dobrego zachowania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Sob 12 Paź 2013 - 17:33

[Przepraszam, że tak długo, studia gupie som]


Zwycięstwo miało słodki smak. Oczywiście metaforycznie, ale niemal czuła go w ustach. Wszystko powoli wracało do normy. Jakieś kroki w tle, znów ktoś przebiegł obok, tym razem będąc znacznie uważniejszym. Początkowo starzec milczał, ale czuła, wręcz, jego spojrzenie na sobie.
- Tak. - Odparł powoli, a jego głos znów był miły dla ucha. - Powtarza pierwszy rok po raz trzeci. Nie zdawała z powodu swego zachowania i problemów w nauce, co jak widać nie zmieniło się przez ten cały czas. - Starzec westchnął. - Nic panience nie jest? - Jeśli Ayano wyraziła taką chęć pomógł jej się otrzepać. W przeciwnym razie po prostu zaczął ją prowadzić dalej odpowiadając na kolejne pytania. Znów ciemność zastępowały nowo poznane kształty. Każdy kamień wydawał się nieco inny, każdy głos w tle miał inną barwę, a masy doznań były coraz intensywniejsze.
- Tak, ale jak widać nie wszyscy wyciągają jakąkolwiek naukę z całego procesu. Choć przyznam, ale niech to między nami zostanie, że podziwiam samozaparcie tej dziewki. Wielu innych poddałoby się na jej miejscu... No nic. Zabiorę, panienkę, teraz. Na pierwsze zajęcia. Mamy jeszcze nieco czasu, a zjawienie się przed czasem pozwoli się, panience, poczuć pewniej w nowym miejscu. Chyba, że ma panienka inne życzenie? - Zwolnił nieco, gdy w pewnej odległości od was słychać było większy gwar. Zapewne zbliżali się na miejsce.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shihouin Ayano





Karta Postaci
Punkty Życia:
71/80  (71/80)
Punkty Reiatsu:
75/153  (75/153)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Pon 14 Paź 2013 - 10:30

Ayano, rzecz jasna, nie potrzebowała żadnej pomocy. Sama wiedziała, w których miejscach zetknęła się z podłożem i sama wiedziała gdzie powinna oczyścić swój strój. Oczywiście wiedziała także, iż nie jest w stanie ocenić czy szerokie rękawy albo nogawki spodni nie upaprały się w miejscach odmiennych niż te , którymi dotknęła ziemi. Nie umiała także poprawnie ocenić, czy „otrzepanie” miało odpowiedni skutek. Niestety pył na ubraniach nie był czymś, co dało się wyczuć dotykiem lub usłyszeć. Oczywiście mogłaby użyć smaku, ale takie zachowanie wyglądało by przynajmniej dziwacznie. Dla tego też oczyściła się, zapewne, nie całkowicie skutecznie ale za to na pewno samodzielnie. Później zaś ruszyła za staruszkiem słuchając kolejnych jego słów. Nie przerywała zbyt wiele, może poza zapewnieniem o tym, że czuje się dobrze i nic jej nie jest. Wolała nie mówić, bowiem w ten sposób łatwiej panowało się nad gniewem. Język Ayano zaś potrafił wytworzyć różne wypowiedzi gdy dziewczyna była zdenerwowana.

Kolejne kroki stawiać musiała znowu powoli i rozważnie. W końcu nie widziała tak naprawdę dokąd idzie i mogła polegać jedynie na zmysłach nie nadających się do określania przeszkód występujących na drodze. Wzrok zastępowała jedynie dotykiem oraz słuchem, w chwilach gdy Starzec ostrzegał przed możliwymi zagrożeniami. By jedno i drugie działało kroki musiały być raczej powolne. Nawet nerwowa Ayano została jednak przygotowana przez życie do chodzenia bez pośpiechu... inaczej mogła robić jedynie w pałacu swojej rodziny. W domu... w dokładnie znanym świecie, gdzie i tak pośpiech mógł być słabym pomysłem. W końcu nawet jeśli podłogi i ściany były elementami niezmiennymi, a służba uważała by nie spowodować wypadku z dziedziczką rodowej fortuny, wciąż istniała szansa na nieprzyjemne wydarzenie. Drobne wypadki miały miejsce w szczególności, gdy Ayano była dzieckiem i chciała biegać.

- Cóż, przynajmniej jest uparta... może w końcu zamieni upór w cierpliwość, jeśli przyjdzie jej powtarzać po raz dziesiąty? - Ayano nie miała dobrego zdania o warczącej dziewczynie i w zasadzie trudno było ją za to winić. Kimkolwiek by ona nie była, powinna była przeprosić za potrącenie przechodnia na ulicy. Zdecydowanie zaś nie powinna tego pechowca obrażać.

Kolejne kroki kierowała zgodnie z instrukcjami Starca. W końcu był on jej przewodnikiem i miał wskazywać drogę by się nie zagubiła. Ayano odruchowo starała się zapamiętać odległości i ostrość zakrętów, jednakże była obecnie zbyt skupiona na tym by nie upaść. Zapewne dla tego też wspomnienia trasy były w jej głowie zamglone i zapamiętała wyłącznie elementy silnie wbijające się w Pamięć. Niezwykłe i nietypowe zapachy i dźwięki oraz wyjątkowo bolesne przeszkody. Kierowała swoje kroki w stronę sali zajęć przysłuchując się rozmową,. Wolała się dowiedzieć jakie są zadania pozostałych uczniów o jej osobie, oraz jakie plotki rozchodzą się o nadchodzących zajęciach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Sob 26 Paź 2013 - 16:44

Wiatr muskał skórę, a włosy, które chyba wyczepiły się z pięknej, nienagannej fryzury czasem dotykały jej policzków. Im bliżej znajdowała się, najpewniej, punktu przeznaczenia tym głośniej było. Tym jednak razem spośród głosów dorosłych shinigami mogła wyczytać młodzieńcze, a czasem niemal dziecięce głosiki. Czy mogła to być akademia? Czy w tej burzy dźwięków, w tej plejadzie odgłosów uda jej się zorientować? Było tu zdecydowanie głośniej niż gdziekolwiek wcześniej. Momentami mogło jej się zdawać jakby niechciane wibracje chciały wedrzeć jej się do wrażliwych uszu i rozerwać bębenki uszne. Były to często piski młodych dziewczyn, którym najpewniej dokuczali chłopcy. W jakim celu ich tu zebrano? Któż to wie. Starzec odpowiedział, a jego głos zdał się latarnią morską podczas nawałnicy. Pozwolił skoncentrować myśli i zagłuszyć choć na chwilę harmider.
- Jeśli tak by miało być, to najpewniej nie poznamy jej z tej strony. Ten rok to jej ostatnia szansa. Poza kwestią przekraczania pewnych terminów, na które zawarta była umowa z jej rodziną nie ma już pieniędzy by opłacać tak częste wyjazdy z domu. To nieco przykre, ale taki jest życie. Wydawało się, że osiągnie wiele ze swoim podejściem, ale jak widać los nie obchodzi się ze wszystkimi łaskawie. - Mężczyzna albo nie miał oporów przed plotkowaniem, albo wyczuł, że szlachcianka nie czuje się zbyt pewnie.

Ścieżka, którą podążała Ayano zawierała w sobie trzy punkty orientacyjne. Było to miejsce, w którym pachniało ziołami, kadzidłem i olejkami eterycznymi. Bardzo przyjemne zapachy wzbogacało uczucie wilgoci unoszącej się w powietrzu oraz ciche dźwięki instrumentów łagodzące zmysły.
Kolejnym tego typu punktem była bolesna konfrontacja z jakimś posążkiem. Oczywiście szybka reakcja starca i refleks Ayano nieco jej pomógł, ale i tak uderzyła się o niego ramieniem. Jaki miał kształt ciężko powiedzieć, ale nie wywrócił się i zdawał się z jakiegoś powodu stać przy murze.
Ostatecznie minęli miejsce wyjątkowo ciche. Co jakiś czas słyszała jedynie zgrzyt metalu o metal i śpiew ptaków. Było to miejsce kompletnie nie pasujące do całego otoczenia, a jednak prosperujące tam.

Po przybyciu na plac okazało się, że to kolejka nowych studentów, którzy delegowani są do swoich klas i przydziela się im opiekunów. Ayano najprawdopodobniej z powodu pochodzenia trafiła do klasy pierwszej A. Wasz opiekun miał was spotkać w sali 147 D. Starzec spytał czy ma pozostać przez jeszcze jakiś czas, a w tym czasie Ayano mogła podsłuchać nieco rozmów. Niekoniecznie na jej temat:
- Słyszałeś?! Podobno mamy mieć w klasie jakąś dziewuchę co to oblewa rok za rokiem. Słyszałem, że ostatnio wydalili ją, bo zaatakowała ucznia na zajęciach.
- Coś tam mi się obiło. To nie było tak, że ją sprowokowali?
- Chyba tak, ale teraz to jej ostatnia szansa. Tak mówiła moje matka. No i, że to zakała Shinigamich.
Obaj młodzieńcy parsknęli śmiechem. W tym czasie trójka dziewcząt rozmawiała akurat o szlachciance:
- Łaaa, ale wystrojona. Jakby na święta!
- Ciii, bo cię usłyszy.
- Czy ona nie jest... ślepa?
- Hej, chyba tak. Sama oddałabym wzrok za taki strój i twarzyczkę!
- Przecież nie mogłabyś się przejrzeć. Poza tym popatrz na nią. Tyle pudru!
- Ach, daruj moja droga - Odezwała się trzecia po raz pierwszy. - Jest nieco pobrudzona. Czyżby wypadek? Z resztą chyba kojarzę ją skądś...
Resztę rozmowy urwał kolejny fragment tym razem męskiej.
- Łoah, przybyła księżniczka.
- Wygląda na straszą niż reszta. Czyżby to ta, co nie zdaje? Nie dziwne skoro dba tylko o wygląd!
Krótki wybuch śmiechu.
- Dobra, ale przyznaj. Śliczna jest.
- Tak, ale na pewno jest Shinigami? Bardziej wygląda jak ta porcelanowa walka, którą miałeś u siebie w  pokoju.
- Hej, faktycznie!
I tak dalej, i tak dalej. Rozmów było wiele, ale tylko te wychwyciła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shihouin Ayano





Karta Postaci
Punkty Życia:
71/80  (71/80)
Punkty Reiatsu:
75/153  (75/153)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Pią 22 Lis 2013 - 19:12

Dziewczyna szła przed siebie powolnym, dumnym krokiem. Co prawda nie szczególnie zdawała sobie sprawę z faktu, iż wygląda jakby się wywyższała. Gdy uczono ją chodzić na dworze wiele godzin poświęcono temu, aby wyglądała godnie. Musiała poruszać się z gracją i klasą na którą zasługiwać mogła jedynie córa jednego z najpotężniejszych rodów szlacheckich. Kierowała się w stronę wskazaną przez starca, choć zapewne nieco ciągnęło ją do głośno mówiącego tłumu. Cały ten hałas był dezorientujący, jednakże na swój sposób pociągający. Na dworze jej rodziny niezbyt często słychać było szumy wielu rozmów. Nawet podczas wielkich przyjęć organizowanych przez ród Shihouin zazwyczaj goście zachowywali się dość cicho i grzecznie. W końcu musieli pokazać wszem i wobec, że nie są na bakier z etykietą. Najbardziej hałaśliwymi punktami we dworze były kuchnia oraz pralnia. Pracująca tam służba spędzała długie godziny w swoim towarzystwie i zwykle cały ten czas poświęcała na rozmowy – zwykle plotki. Gdy Ayano była młodsza lubiła przysiadywać w odległym ogrodzie nieopodal pralni, lub też przy niewielkiej kapliczce położonej nieopodal kuchni. Słuchała wtedy rozmów starając się wyłapać w jaki sposób prosta plotka zmienia się w historię godną powieści romantycznej lub kryminalnej... a najczęściej takiej oscylującej na granicach obu. Tutaj miała okazję spotkać się jednak z tłumem zupełnie innego rodzaju... tłumem osób, które prawdopodobnie powinna traktować jak znajomych. Powinna niebawem poznać ich imiona, nauczyć się rozpoznawać głosy i czytać emocje z delikatnych nutek w wypowiadanych słowach. Razem z tymi ludźmi miała szkolić się by ostatecznie pokazać swoim rodzicom, że nie jest bezużyteczna. Miała okazję udowodnić, że białe oczy nie czynią z niej niepełnowartościowej.

Słysząc rozmowy dziewcząt szybko zrozumiała, że miała rację – nie zdołała dokładnie wyczyścić się po upadku. Cóż, można było to przewidzieć. W końcu nie miała w jaki sposób sprawdzić czy jej się to udało. Teraz było jednak za późno, by móc próbować poprawić swój błąd, nakryć dumę czapką i poprosić o pomoc Staruszka. Mogła za to spróbować łagodnym, powolnym ruchem poprawić swoje włosy. Takie zachowanie uchodziło nawet na dworze, o ile oczywiście poprawianie nie było zbyt nerwowe albo nieudolne. Uniosła więc powoli swoją smukłą dłoń o barwie porcelany po czym delikatnym, powolnym ruchem umieściła niesforne kosmyki za uchem.

Rozmowa chłopaków nie wywarła podobnego wrażenia. Słysząc stwierdzenia dotyczące swojego wyglądu Ayano zwyczajnie je zignorowała. Wielokrotnie słyszała, że jest piękna lub też inne podobne słowa. Sama też wielokrotnie była zmuszana przez wymogi etykiety do prawienia podobnych farmazonów. W końcu jak niby miała stwierdzić, czy ktoś ładnie wygląda w nowym kimonie? Skoro Ona musiała mówić takie bzdury tylko dla tego, żeby ktoś nie poczuł się urażony, to inni mogli mówić coś podobnego o niej z tego samego powodu. Wiedziała też, że jest starsza niż większość nowych uczniów akademii. Nie była to jednak różnica znacząca, nie w Soul Society. Zirytowała ją za to małe porównanie z „tą, co nie zdaje”. Zdołała poznać dziewczynę a ta nie wywarła dobrego pierwszego wrażenia. Nie wypowiedziała jednak na głos swojego niezadowolenia, skrzywiła się tylko lekko nastawiając uszy na dalszą rozmowę.

- To już tutaj? - zagadnęła idącego obok Starca. Musiała się upewnić, czy na pewno dotarli już na miejsce. Należało bowiem zaczekać właśnie tutaj, albo też ruszyć dalej. Oczywiście wnioskując z rozmów to właśnie ta grupa była jej grupą, niemniej nadal nie miała pewności. W zasadzie nie była nawet do końca pewna w jaki sposób działa podział grupowy w akademii shinigami. W końcu ona sama umiała by wymyślić przynajmniej trzy sensowne w ciągu pierwszej minuty zastanawiania się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Wto 15 Lip 2014 - 12:24

[W zależności od tego jakie decyzje podejmiesz inaczej ułożą się twoje relacje z istotnymi NPC i otrzymasz inne premie do statystyk oraz skille. Trzyletni timeskip niestety jest konieczny jeśli chcemy pograć w coś co ma ręce i nogi. Odpisy kończące tzn. np. przebieg lekcji etc. pojawią się w moim drugim poście po twoich reakacjach na podstawie których ocenię cóż mogło się wydarzyć. [czasowy brak imion nauczycieli wybacz, ale nie mając dostępu do danych mogę to w następnym odpisie dopiero umieścić.] Nie odpisałem 30 czerwca, bo od 2 tygodni nie miałem dostępu do internetu.]


Rozdział I - Pierwsze chwile

Soiseki potwierdził przypuszczeni Ayano jakoby byli już na miejscu. Rzeczywiście zebrana tutaj grupka piętnastu, jak dowiedziała się, uczniów była jej nową klasą, jednak poznanie ich musiało poczekać. Soiseki wyciągnął klucze, o czym dał znać charakterystyczny brzęk metalu i otworzył salę wpuszczając do wnętrza jedynie Ayano. Młoda szlachcianka dostała kwadrans na zapoznanie się z rozmieszczeniem ławek i budową klasy bowiem większość zajęć będzie odbywać się właśnie tutaj. We wnętrzu ciążył zapach farby i kwitnących róż tworząc dziwaczną mieszankę. Od podłogi biło przyjemne ciepło, a słońce, które młoda Shihouin mogła odczuć na skórze zalewało pomieszczenie. Ławki ustawiono w trzech rzędach. Razem było ich osiemnaście - wszystkie, co do jednej, wykonano z sosnowego drewna i zadbano o ich gładkość i przyjemną fakturę. Co więcej studentom przyjdzie siedzieć na pokrytych aksamitem poduszkach. Ktokolwiek zajmował się zapewnianiem wyposażenia do sali z pewnością o nią zadbał. Pojawiało się jednak pytanie - skoro jest to klasa dla kasty wyższej, jakim cudem dostała się tu ta grzybowa dziewucha? Jeśli zaś o niej mowa poznała ją znów po głosie, gdy drzwi otworzyły się, a wasz wspólny mentor spytał:
- Tamiko, jakim cudem spóźniłaś się, choć powinnaś być tu przed nami? - W głosie Soisekiego słychać było irytację.
- Wpadłam na znajomego, sensei... - Mówiła jakby na bok, jej głos drżał gniewem i frustracją. Dało się to wyczuć bez żadnego problemu. Była jak otwarta książka, z której osoba spostrzegawcza mogła wyczytać wszystko.
- Spójrz na mnie, gdy rozmawiamy. Czemu masz rozciętą wargę i... znów bójka? Z kim tym razem? Nie nauczyłaś się niczego przez ostatnie dwa lata? - Starzec podniósł minimalnie głos.
- Tym razem to naprawdę nie ja! To ten bęcwał, ten cały Riki i jego banda!
- To przez niego nie zdałaś ostatnio. Czemu dajesz się prowokować?
- On mnie nie sprowokował tylko uderzył w plecy, widzisz różnicę?! Mam ci pokazać ślady po uderzeniu bokenem?! To może od razu mnie wyrzuć i dajmy już sobie spokój, co?!
- Nie podnoś na mnie głosu i nie przypominam sobie byśmy przeszli na "ty". - Dziewczyna wydała z siebie coś co przypominało warknięcie i syknięcie zarazem.
- Zdajesz sobie sprawę, w jakiem sytuacji cię to stawia? A do tego co może pomyśleć sobie moja druga podopieczna?
- To ona tu jest? - Zapadła niezręczna cisza, gdy wilcza dziewucha spojrzała na Ayano. Jakim cudem jej nie zauważyła? To póki co pozostawało sekretem.
- Przepraszam. - Burknęła Tamiko. Po chwili słychać było skrzypnięcie ławki.
- Czemu jednak mam tu przyjść? Zdałam już ten przedmiot.
- W tym roku mam dwie podopieczne i nie mogę się rozdrabniać, a obie z was muszę mieć na oku. Nie krzyw się. Wszystkie koszta pokryję, a skoro już zdałaś ten przedmiot to ponowienie tego sukcesu nie powinno być problemem. Czyż nie?
- Ja... em... nie. Oczywiście, że nie. - Jej Reiatsu lekko zadrżało.
- Panienko. - Odezwał się starzec. - Sądziecie, że przyda wam się pomoc osoby, która orientuje się w podstawowych pojęciach dotyczących roli Shinigami w świecie?
- Że niby mam jej pomagać? - Zareagowała natychmiast dziewczyna.
- Tamiko, nie spytałem ciebie. - Uciął starzec i podszedł do Ayano.


Rozdział II - Pierwszy sparing

Pierwsze zajęcia z Hakudy i Zanjutsu nadciągały wielkimi krokami. Wizja nie tylko kontaktu cielesnego, ale również walki na bokeny, w momencie, gdy Ayano nie jest w stanie nawet dostrzec ciosu wydawała się co najmniej nie na miejscu, ale wedle zaleceń Sosekiego Ayano nie była traktowana specjalnie do momentu, w którym sama o to nie poprosiła, a więc bardzo szybko okazało się, że wraz z resztą studentów została ustawiona w szeregu i otrzymała boken do ręki. Był ciężkawy, a do tego jego rękojeść sprawiała wrażenie niezwykle szorstkiej. Początkowe proste wymachy nie były aż tak problematyczne, zwłaszcza, gdy instrukcje zostawały wypowiedziane jak np. "Stańcie w lekkim rozkroku, chwyćcie boken w obie ręce i wyciągnijcie go przed siebie wykonując prosty wymach bez zbędnego uginania rąk." Dopiero fragment "O tak" był problematyczny i w momencie, gdy  Ayano przestała rozumieć o czym mówi do niej instruktor nastał czas upokorzenia.
Początkowo ilość uwag i spostrzeżeń do każdej z osób był porównywalny. Wyjątkiem była Tamiko, która wykonywała każdy ruch perfekcyjnie, za co nie raz zebrała pochwały czy nawet zazdrosne pomruki pod nosem kilku chłopców oraz parę oklasków, gdy wyszła na środek zaprezentować prostą sekwencję wraz z nauczycielem. Oczywiście tego Ayano nie widziała, ale słyszała kilka zdarzeń drewna o drewno. Teraz, niestety, do młodej szlachcianki instruktor podchodził co najmniej czterokrotnie częściej niż do pozostałych. Początkowo starał się tłumaczyć by wreszcie stanąć za nią i pokazać jej dokładnie ruchem jej ciała jak należy wykonać ruch. Niestety nadal nie dawało to oczekiwanych wyników. Ostatecznie, gdy doszło do pierwszych sparingów ten zagaił do Ayano.
- Panienko, nie sądzi, panienka, że tymczasowo należałoby popracować nad podstawowymi pozycjami nim spróbuje, panienka, walczyć z kimkolwiek? Sądzę, że ze względu na wasz stan należy to odłożyć w czasie. - Ayano nie słyszała innych głosów i właśnie to było problemem. Ewidentnie wszystkie rozmowy ucichły i wszyscy przyglądali się jej. Ktoś prychnął. W tej nieprzyjemnej scenie Ayano stanęła przed wyborem tragicznym.

Rozdział III - Kąpiel

Po męczącym dniu Soiseki odprowadził Ayano do domu. Tam też czekała już matka, której zapach, ciepły głos i zrozpaczone słowa o tym cóż też jej się stało i czy aby nikt nie zrobił krzywdy jej córeczce zagłuszyły wszystko inne. Nie wiedziała kiedy starzec sobie poszedł, ale zrobił to żegnając się na tyle cicho, że przez przeczulony lament matki nic nie dało się usłyszeć. Później przyszła kolej na ojca, który bez słowa uścisnął córkę i położył jej dłoń na ramieniu. Mimo wszystko jego słowa podczas nocnej rozmowy nadal dobijały się głuchym i brutalnym echem po głowie Ayano. Po wstępnych powitaniach przyszła kolej na kąpiel szlachcianki, która, jak to ujęła niania, wygląda jak siedem nieszczęść. Właśnie podczas tej kąpieli pojawiła się Hitomi z tym swoim charakterystycznym chodem i zapachem fiołków roztaczanym na około.
- Ayano - Zagaiła niepewnie. - Jak tam było? Myślałam, że twoja matka nam tu zwariuje, a ojciec zaraz po ciebie wyjdzie... Mogę się dołączyć? Mam ci sporo do opowiedzenia. - Oczywiście coś takiego, w normalnych warunkach byłoby niewskazane, ale w całym domu było jasne, że Hitomi to bliska przyjaciółka szlachcianki i nikt już nie robił problemów, gdy przez przypadek przyłapano je razem w kąpieli, gdy plotkowały radośnie na różne tematy. Był to ich swoisty rytuał, choć czasem zdarzało się, że Ayano nie miała ochoty na towarzystwo.
- Wiesz... osobiście wolałabym byś została w domu... to znaczy wiem, wiem. Chcesz poznać świat, ale bez ciebie jest tu pusto. Nie umiem tego inaczej określić. - Hitomi mówiła powoli i cicho, jakby bała się, że ktoś usłyszy. - Chodzi o to, że... - tarcie materiału o drewno. - Znamy się od małego i jak nagle wyjedziesz to co ja mam zrobić? Jestem najmłodszą ze służek i część nawet nie chce ze mną rozmawiać. - Zawiesiła głos. To był chyba pierwszy raz, gdy Ayano słyszała Hitomi smutną. W tej chwili słowa wypowiadane przez nią brzmiały cicho jak mżawka na dworze, ale niosły głębię podziemnego strumienia. - Przepraszam, to egoistyczne z mojej strony, ale słyszałam, że ten staruch próbuje przekonać państwo Shihouin by ci pozwolili ci spać w akademii byś niby mogła się integrować z młodzieżą czy coś takiego. Tak samo wyciągnął twojego brata i... - Zawiesiła głos. - Nie zgódź się na to. Proszę.

Rozdział IV - Kidou

Kolejna lekcja, na której chcąc czy nie Ayano miała problemy było Kidou. Początkowe lekcje z teorii wydawały się proste, ale gdy przyszło do praktyki pojawił się problem. Jak wycelować? Jak użyć zaklęcia nie widząc celu? Oczywiście wykrywanie Reiatsu mogłoby pomóc, ale szybko okazało się, że to bezużyteczne w przypadku martwych celi.
Formowanie zaklęć było dla szlachcianki dość proste. Czuła pulsujące Reiatsu przepływający przez jej ciało niczym gorący miód rozlewający się po członkach. Potrafiła sformować je w proste kształty szybko przybierające rzeczywistość. To zadanie wydawało się proste. Wystarczył wyobrazić sobie co chcesz osiągnąć a następnie zmusić "miód" by przybrał taki, a nie inny kształt. Pomagała w tym inkantacja, która sprawiała, że był posłuszny, że Reiatsu sunęło i koncentrowało się tak jak nakażesz, ale Ayano miała wrażenie, że gdyby wiedziała dokładnie jak, byłaby w stanie wymusić swoje Reiatsu do ruchu bez wymawiania inkantacji. Co więcej wyczuła, że jest w stanie wyczuć "formę" w jakiej znajduje się Reiatsu innych osób. Większość ze studentów kontrolowało je niczym żwir. Choć przemieszczało się szybko to nie posiadało dość mocy i konsystencji by wykonać zaklęcie precyzyjnie. Jeśli chodzi o nauczyciela jego Reiatsu przypominało powietrze. Płynęło sprawnie, szybko i idealnie dopasowywało się do kształtów. Była jednak dwójka studentów, którzy przykuli uwagę Ayano, która, jak się okazało była jedną z najlepszych w klasie w formowaniu zaklęć. Po pierwsze Tamiko. Jej Reiatsu przypominało litą skałę. Nie chciało się ruszyć, choć było masywne, a gdy już się jej udawało to odpadało kawałkiem, który uderzał błyskawicznie nie dając jej czasu na sformowanie zaklęcia, co kończyło się niekontrolowaną eksplozją albo autoagresją Bakudou. Z tego też powodu stała się pośmiewiskiem całej klasy A i ewidentnie wyprowadzało ją to z równowagi. W pewnym momencie nauczyciel poprosił ją by została po zajęciach, bo muszą porozmawiać, o cokolwiek by nie chodziło.
Drugą taką osobą był chłopak, którego imię znała ze słyszenia. Hirako miał Reiatsu przypominające magmę. Gorące, potężne i rozżarzone, ale i elastyczne. Jego zaklęcia były znacznie silniejsze niż pozostałych. Miało to jednak jedną wadę. Po rzuceniu zaklęcia na chwilę jego Reiatsu przypominało litą skałę by znów rozpuścić się po chwili. Zaklęcia rzucał więc poprawnie i ze znaczną siłą, ale musiał zawsze odczekać parę chwil podczas, gdy Ayano mogła ciskać nimi aż do zużycia całej energii.
To właśnie na tych zajęciach Ayano doprowadziła do wypadku. Skupiając się na inkantacji nie usłyszała okrzyku ostrzegawczego i cisnęła zaklęciem prosto w Hirako, który wybył do przodu i inkantował zaklęcie bojowe. Shou szarpnęło nim i wyrwało zaklęcie spod jego kontroli, a to mimo niemal zerowej mocy, ze względu na naturę jego Reiatsu wywołało eksplozję. Nozdrzy dziewczyny dobiegł obrzydliwy zapach palonego mięsa, a uszy zaatakował wrzask przerażenia i krzyk bólu. Za swoimi plecami usłyszała sykliwy komentarz:
- Też mi Shinigami co swoich rani. - Wbrew oczekiwaniom nie powiedziała tego Tamiko, która jako pierwsza znalazła się przy rannym, a nieznana jej osoba o rzężącym głosie roztaczająca zapach zgnilizny. Nigdy wcześniej jej nie czuła i nie słyszała. Gdzieś w oddali leczono jęczącego studenta.

Rozdział V - Swój do swego ciągnie

Na swoje nieszczęście Ayano musiała znosić obecność wilczej dziewczyny, która nie raz narzekała przy niej zarówno na starca jak i na cały świat. Co bardziej irytujące - nie oczekiwała odpowiedzi i tak też szlachcianka musiała wysłuchiwać takich monologów jak choćby ten zasłyszany w parku podczas rozgrzewki do ćwiczeń w ciepłe popołudnie.
- Po co to wszystko? Po co mamy ćwiczyć i skakać skoro i tak to nic nie warte? To tak jakby gadanie o Hollowach mogło im cokolwiek zrobić. A najlepszy w tym wszystkim jest oczywiście nasz kochany mentor co to nigdy Hollowa na oczy nie widział. Ach, och, ileż on wie, jakiż on mądry, ale jakimś cudem nigdy nie walczył z naszym wrogiem. Co to za mentor, który nie ma pojęcia o czym mówi? Zamiast pozbyć się tych przeklętych stworów raz na zawsze całe Serieitei siedzi i nic nie robi! Nawet ten ślepiec w lesie ma więcej pojęcia o walce niż ci nauczyciele. Ha! Nawet ciebie dałby radę czegokolwiek nauczyć, bo jakoś włada Zanpakiem lepiej niż niejeden widzący... Ach wybacz, zapomniałam, że nie interesuje cię zdanie śmierdzącego plebsu. - To ostatnie wywarczała i odsunęła się na bok. Tak. Nadal pachniała suszonymi grzybami i owocami choć zdecydowanie mniej. Możliwe, że kłótnię wzięła sobie do serca i choć nie pojawiła się przed rezydencją to pracuje nad sobą. Z drugiej strony to również jej ubranie przesiąknięte jest tym zapachem. - Z resztą musiałabyś zrezygnować z opieki naszego wspaniałego prowadzącego. - Parsknęła i wzięła się za dalsze ćwiczenia.

Rozdział VI - Ploteczki

Przez cały ten czas Ayano nasłuchała się wielu plotek wśród, których były następujące. [na ten fragment nie musisz odpisywać jeśli nie chcesz]
- Hirako został raz przyłapany, gdy wraz z dwoma kolegami zakradał się do żeńskiej przebieralni. Podobno zostali sprowokowani, bo dziewczyny robiły to samo. Jakkolwiek by nie było biegali przez cały dzień wokół akademii.
- Tamiko złamała nos Rikiemu, ale sama skończyła w takim stanie, że przez trzy dni nie pojawiała się na zajęciach. Nauczyciele zapewne o tym nie wiedzieli, bo wydawali się zaniepokojeni jej nie obecnościa, a Tamiko faktycznie wróciła mocno poobijana.
- Podobno Ayano dostanie własny pokój, jeśli zamieszka w akademiku i do tego może wziąć ze sobą służącą, co jest kompletnie niesprawiedliwe i głupie. Jeśli to prawda kilka osób zarzekało się, że uprzykrzy jej życie.
- Podobno Riki i Tamiko byli parą, a ona wyleciała z akademii po tym jak pobiła go do nieprzytomności na jednych z zajęć już po rozstaniu.
- Podobno Riki z chęcią poznałby Ayano.
- Podobno Tamiko rozmawia ze swoim Zanpaktou.
- Mówi się, że Hirako zna jakieś nielegalne Hakudo.
Ile w tych słowach to prawda nie wiadomo bowiem to ploteczki, która jak sama Ayano zauważyła oscylują na granicy kryminału i czystej fikcji.

[gdy poznam twoje odpowiedzi i zachowania dam ci odpis na te wydarzenia i umieszczę wydarzenia po trzech latach]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shihouin Ayano





Karta Postaci
Punkty Życia:
71/80  (71/80)
Punkty Reiatsu:
75/153  (75/153)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Sob 19 Lip 2014 - 18:02

Rozdział I
Ayano z całkiem skrywaną radością skorzystała z możliwości sprawdzenia sali wykładowej jeszcze przed zajęciami. Ruszyła przez nią powolnym krokiem rozkładając dłonie na boki. Starała się przyzwyczaić do podłoża i jego ewentualnych nierówności lub pochyłości, zapamiętać rozmieszczenie mebli oraz odnaleźć katedrę, tudzież inny punkt z którego prowadzone miały być zajęcia. Wiedziała, że większość nauczycieli źle znosiła by, gdyby dziewczyna stale patrzyła gdzieś na bok. Dla tego też chciała spróbować jako tako określić, w którą stronę należało skierować oczy. Pod koniec dostępnego dla niej kwadransa planowała znaleźć dla siebie miejsce siedzące w pierwszym rzędzie. Domyślała się, że nauczyciele będą wiele pokazywali lub pisali na tablicach, jednakże jej nie mogło to pomóc. Wiedziała, że musi znaleźć się w miejscu, w którym będzie dobrze słyszała wykłady. W końcu tak naprawdę to nie mogła ich nawet skutecznie notować. Co prawda potrafiła kaligrafować (i to ponoć całkiem ładnie) ale odczytać tego co napisała już nie umiała. Przez kilka minut byłą na tyle skupiona na sprawdzaniu topografii sali, że sama niemalże przeoczyła pojawienie się Tamiko. Dopiero wymówki dzikuski zwróciły uwagę młodej Shihouin.

Dziewczyna w zamyśleniu przysłuchiwała się rozmowie swojego nauczyciela oraz jego drugiej podopiecznej. Cóż, wyglądało na to, że łatwo jest ignorować obecność Ayano, jeśli tylko szlachcianka przez kilka kolejnych chwil nie wybuchała gniewem albo oburzeniem. Riki… cóż, wyglądało na to, że chłopak nie należał do najmilszych z osób. Młoda Shihouin nie szczególnie bała się „X i ich band”, jednakże nadal obecność kogoś takiego w Seireitei była zaskakująca. I dodatkowo Grzybowa Dziewucha przez niego nie zdała, zapewne raczej paskudny typek. Nie miało to jednak w tej chwili bardzo dużego znaczenia. Ayano przysłuchiwała się uważnie rozmowie, dzięki czemu zdołała wyczytać z niej o wiele więcej, niż zapewne chciała by Tamiko. Choćby zawahanie w głosie i drżenie Reiatsu w chwili, gdy przyznawała że poradzi sobie z „tym przedmiotem” po raz kolejny. Czyżby miała z tym kłopoty i uprzednio poradziła sobie w sposób, na którym obecnie nie mogła polegać? W końcu jednak w rozmowie doszło do chwili, w której zwrócono uwagę również na nią.

- Proszę się nie przejmować Sensei, o Tamiko-san zdołałam już wyrobić sobie opinię. Kolejne zachowania raczej nie będą w stanie nią zachwiać. – Ayano pozwoliła sobie posłać w stronę rozmówców miły, przyjemny uśmiech. Oczywiście w uśmiechu tym nie było nawet delikatnych pozostałości dobrych intencji. Szlachcianka zwyczajnie chciała zirytować Tamiko, a właśnie nadarzyła się ku temu kolejna okazja. – Oczywiście pomoc osoby ZAZNAJOMIONEJ z rolą shinigami w tym świecie była by wielce pożądana. Miejmy nadzieję, że uda Ci się Sensei kogoś takiego znaleźć, byś nie musiał sam pełnić tej roli cały czas. – Po raz kolejny Ayano w cale nie chodziło o to, że potrzebuje kogoś do pomocy. Po prostu chciała dać znać, że nie uznaje Tamiko za osobę mogącą wiedzieć wiele o roli shinigami w czymkolwiek.

Mimo wszystko gniew Ayano zdołał już ustąpić, jak to miał w zwyczaju. Jej gniew przypominał bowiem zapłon gazu ziemnego. Gwałtowny wybuch, a następnie kompletny spokój. To nie znaczyło rzecz jasna, że odpuści całkiem Tomiko. Prawdopodobnie nadal będzie dla dziewczyny raczej wredna, choć w sporo spokojniejszy sposób.

Na samych zajęciach zapewne była by bardzo skupiona na słuchaniu. Musiało się tak zdarzyć, bowiem dla dziewczyny nauka ze słuchu była jedyną opcją. Wytężała więc swoją mózgownicę robiąc wszystko byle by tylko przyswoić sobie jak najwięcej. Oczywiście każda rozsądna osoba na jej miejscu poprosiła by kogoś o notatki, a następnie kogoś ze służby o ich odczytywanie. Młoda Shihouin nie przyznała by się jednak, że ma jakikolwiek problem z nauką. Po prostu zamierzała spróbować zapamiętać jak najwięcej.

Rozdział II
Oczywiście z typowym dla siebie uporem Ayano trenowała tak ciężko, jak tylko umiała. Oczywiście zbłaźniła się przy tym, w końcu nie potrafiła nawet zobaczyć jakiż to ruch ma w ogóle wykonać. Mogła się jedynie domyślać korzystając z raczej mglistych porad nauczyciela. Dla wszystkich innych zapewne polecenie było bardzo klarowne, ślepa dziewczyna nie dostrzegła jednak przykładu. Sprawę mogła pojąć dopiero w chwili, gdy Sensei pokazał jej w sposób namacalny co ma robić. Co prawda bycie dotykanym przez obcego mężczyznę nawet w tak niewinny sposób wydawało się dla szlachcianki kompletnie nieodpowiednie, mimo wszystko jednak Ayano była całkiem zadowolona. W końcu wreszcie mogła skupić się na ciężkiej pracy, by zacząć trenować uderzenia nie gorzej niż osoby widzące.  Przed tym cały ten trening był absolutnie pozbawiony sensu.

Ayano, choć nikomu by tego nie przyznała, bała się rozpoczęcia walk sparingowych na zajęciach. Oczywiście powodów do strachu było wiele, choć możliwość oberwania bokenem czy pięścią nie był największym z nich. Młoda Shihouin nigdy nie miała okazji doznać takiego rodzaju obrażeń, zaś ból związany z obijaniem się o różne rzeczy był dla niej w zasadzie jednym z elementów codzienności.  Obawiała się najbardziej czegoś zupełnie innego – kompromitacji. Doskonale zdawała sobie sprawę, że walki sparingowe nie mogą jej wyjść dobrze. Była całkowicie pewna, że skończą się pośmiewiskiem… ale nie mogła przecież zrezygnować! Nie, nie wchodziło to nawet w grę. W końcu gdyby uciekła, przyznała by się do słabości nie tylko przed innymi, ale i przed sobą. Wiedziała, że próbując zaprzeczała będzie nieuniknionemu, ale dotychczas gdy przychodziło do podobnych sytuacji próbowała tak długo, aż nagle okazywało się, że rzeczy niemożliwe nie istnieją. I tym razem postanowiła postąpić podobnie.

- Sensei, wybacz ale pozwolę sobie spróbować, do tego poproszę, by moim przeciwnikiem był najlepszy z tutaj obecnych uczniów. Być może tomiko była by dobrym wyborem. – Dziewczyna wyprostowała się dumnie starając się kierować spojrzenie na nauczyciela. Nie odwracała głowy w stronę milczących kolegów i koleżanek, nie bardzo zresztą umiała zlokalizować ich dokładnie. Poza tym, mówiła przecież do nauczyciela, prawda? Prawda. Wybór Tomiko też nie był przypadkowy. Dziewczyna była bardzo utalentowana, a dodatkowo Ayano miała zwyczaj irytowania jej. Nerwowa dziewczyna na pewno nie będzie się powstrzymywać w walce z młodą Shuhouin. Ba, być może zwyczajnie nie może się doczekać by jej przywalić.  Kolejne słowa, które dziewczyna zamierzała wypowiedzieć miały przekonać nauczyciela do jej racji, choć nie chciały przejść przez gardło dumnej dziewczyny. Dla tego też zapewne powiedziała je już z zaschniętym gardłem, niewiele głośniej od szeptu. - Zapewne brzmi to nierozważnie Sensei, niemniej… osoba najzdolniejsza straci najmniej trenując ze mną, prawda?

Ayano wiedziała, że nie ma szans. Wiedział o tym na długo przed rozpoczęciem samej walki, nie zamierzała się jednak poddawać. Jedyną metodą walki, na jaką mogła sobie pozwolić było częściowe zgadywanie z której strony nadejdzie atak.  W zgadywance mogły pomagać jedynie dodatkowe zmysły – słuch pomógł by wyłapać szum powietrza omijającego treningowe ostrze, zaś wyczucie Reiatsu być może zezwoliło by na odszukanie większej koncentracji energii w ciele. Oczywiście były by to jedynie poszlaki, dzięki którym mogła próbować. Kontrataki mogła, tak naprawdę, wykonywać dopiero po otrzymaniu ciosu. Dzięki temu łatwiej było odnaleźć cel. Niezbyt to pomocne, ale być może podczas sparingu na niegroźne bokeny lub pięści mogło by się przydać.

Pozostała jeszcze jedna rzecz dotycząca sparingów, której Ayano zamierzała bezwzględnie przestrzegać. Pozycja, którą przyjmowała musiała mieć możliwość stałego trzymania wysokiej gardy. W końcu młoda Shihouin na pewno będzie obrywała, zaś by nie zamartwiać tym ojca i matki oraz stadka służek musiała obrywać w miejsca, gdzie ewentualne siniaki były by niebyt widoczne. Boki, uda, ramiona i brzuch nadawały się do tego odpowiednio, zaś głowa, szyja i barki na pewno nie. Stąd też konieczność utrzymywania wysokiej gardy.

Rozdział III
Ayano cieszyła się z powrotu do domu. Była podekscytowana przeżytym dniem, niemniej również wykończona ilością wrażeń i spragniona chwili normalności. Zaraz za bramą mogła zaś przestać skupiać się na chodzeniu takim, by nie zrobić sobie wielkiej krzywdy. Teren pałacu był znany nie tylko samej szlachciance, ale również wbity w jej nogi. Chodziła tutaj niemal odruchowo.

Podczas spotkania z matką i ojcem Ayano zachowywała by się jak najbardziej zwyczajnie. Nie chciała przestraszyć rodziców, nie chciała też pokazać, że cokolwiek mogło by być nie tak. Zapewne pochwaliła by smak posiłku przygotowanego przez matkę (pochłonęła go zapewne na pierwszej przerwie) i opowiedziała jak to ciekawym był pierwszy dzień i jak to wiele wspaniałych rzeczy się przytrafiło. Inna sprawa, że większość przeżyć teraz już zapewne zdawała się być naprawdę wspaniałą przygodą.

Młoda Shihouin oczywiście  nie miała nic przeciwko temu, by Hitomi przyłączyła się do niej w kąpieli. Słysząc słowa dziewczyny zamyśliła się jednak poważnie. Sama nie wiedziała na razie nic o tym, że miała by na stałe przenosić się do akademii. Nie wspominano jej o tym ani słowem… choć perspektywa zadawała się być kusząca z wielu powodów. Dziewczyna mogła by chodzić dłużej po akademii by poznać jej topografie, dodatkowo miała by bliższą i bezpieczniejszą drogę na zajęcia a poza tym po raz kolejny miała by okazję, by pokazać wszystkim jak to brak wzroku nie czyni ją mniej niezależną. Z drugiej strony los Hitomi naprawdę ją obchodził. Polubiła dziewczynę, ba, była dla niej przyjaciółką. Zapewne to właśnie z nią rozmawiała o rzeczach, o których nie rozmawiała z rodzicami. Dla tego też postawiona została przed trudnym wyborem, z którego zamierzała na razie nie wybrnąć. Dopóki nie zaproponowano by jej przeniesienia mieszkała by zapewne we dworze, ale gdy już taka opcja się pojawiła, cóż… poprosiła by o możliwość posiadania osobnego pokoju oraz o to, by zabrać ze sobą służącą. Gdyby ktokolwiek miał coś przeciwko, Ayano mogła wytłumaczyć to na wiele sposobów… mogła też po prostu poprosić tatę, zaś głowie rodu Shohouin na pewno nie odmówiono by tak niewielkiej przysługi. Ostatecznie więc zapewne zamieszkała by w akademii wraz ze służącą narażając się zapewne na przytyki ze strony innych uczniów. Z nimi jednak zamierzała sobie radzić kolejno. W potyczkach słownych była całkiem niezła, do tego miało sprowadzać się jej życie, gdyby nie akademia shinigami.

Rozdział IV
Dziewczyna pracowała na lekcjach kidou z ogromną chęcią i radością. Nareszcie naprawdę mogła pokazać innym, że jest w czymś od nich lepsza. Nie musiała już nawet gonić za swoim postanowieniem, zgodnie z którym nie chciała być gorsza. Po prostu nareszcie mogła się czymś naprawdę szczerze wykazać. Cieszył ją fakt wyczuwania energii w jakże dokładny sposób, cieszyło ją też to, że jej energia okazywała się być jedną z najlepiej pasujących. Dla tego też zapewne podczas zajęć, a nawet po zajęciach, dziewczyna poświęcała by czas na naukę kolejnych zaklęć i lepsze opanowywanie już znanych. Starała się również doprowadzić do możliwości stosowania zaklęć bez inkantacji. Czemu chciała to zrobić, cóż, w większości dla tego, że czuła  że może.

Gdy zdarzył się wypadek przez pierwsze kilka chwil dziewczyna nie rozumiała w ogóle, co się stało. Zbyt wiele bodźców zablokowało się jakoś wpychając do jej umysłu i nie pozwalało na rozsądne myślenie. Dopiero po kilku chwilach otrzeźwiała i zamierzała początkowo podejść do rannego, jednakże w tedy usłyszała ten dziwny głos. Tak, nie znała go, nie znała też zapachu tej osoby. Zwyczajnie nie wiedziała z kim ma do czynienia. Zmarszczyła gniewnie brwi odwracając w jego stronę głowę.
- Też mi shinigami, który nie potrafi się umyć. – Burknęła w stronę niechcianego w swoim pobliżu osobnika a następnie zamierzała przeczekać zamieszanie by wrócić do ćwiczeń. Mogła by przez to wyjść na nieczułą, ale tak naprawdę potrzebowała po prostu czasu by to przemyśleć. Do tego zresztą, jaki był by z niej pożytek dla rannego.

Hirako zamierzała odwiedzić dopiero później, już po zajęciach. Prawdopodobnie umieszczono go w szpitalu w akademii. Chciała dostać się do niego i przeprosić go, choć zapewne wyszło by to dość dziwacznie. Dumna szlachcianka z ogromnym i rosnącym poczuciem winy zamierzała bowiem prosić o wybaczenie, choć jej wewnętrzna duma twierdziła, że wina leżała po stronie chłopaka. W końcu gdyby nie wybiegał jej na linię działania zaklęcia to nic by się mu nie stało, prawda?

Poza przeprosinami dziewczyna chciała również popracować, by podobne nieporozumienia więcej się nie wydarzyły. Nauczyła się więc (prosząc o wstęp po zajęciach) dokładnego układu każdej Sali, z których korzystali. Pracowała nad tym tak długo, aż była pewna, że dokładnie wie jak celować do celu, czy gdzie może stać podczas treningów przy użyciu bokena. Poczucie winy sprawiło, że nie chciała już nigdy więcej zrobić krzywdy nikomu poprzez swoją ułomność.

Pomimo pracowitej postawy dziewczynę bardzo zabolało owo wydarzenie. Gdzieś wewnątrz niej odezwały się bowiem sygnały alarmowe. Gdzieś wewnątrz niej znowu wybrzmiały słowa „porażka”. Tak, tego dnia naprawdę stała się porażką i tylko porażką. Podły nastrój zapewne nie opuszczał jej jeszcze długo, choć nie chciała pokazywać tego po sobie.

Rozdział V
Ayano zapewne nigdy by tego po sobie nie pokazała, ale polubiła towarzystwo Tomiko. Dziewczyna miała silny, rozpoznawalny zapach. Dodatkowo wiele mówiła i mogły wciąż zajmować się czymś, na przykład spieraniem ze sobą. Dzięki temu w świecie pełnym czerni Ayano miała kogoś, kto zapełniał go czymkolwiek.  Czyżby dzika dziewczyna stała się dla niej przyjaciółką? Cóż… być może można by to tak opisać. Młoda Shihouin zwykle irytowała się jej obecnością, jednakże brak tej dziwnej osoby był odczuwalny w sposób zadziwiająco negatywny. Zupełnie tak, jak nagły brak bolącego zęba. Co prawda bolał, ale jednak po wyrwaniu jakoś tak go brakuje. Dla tego też, choć zapewne wiele marudząc, wysłuchiwała tyrad Tomiko starając się wyłowić z nich chociażby najmniejsze znamiona sensu. Zapewne też próbując dogryźć samej autorce monologów.

Oczywiście opowieść o ślepym szermierzu z lasów Rukongai wydała się Ayano niezwykle interesująca. Nie chciała tego po sobie pokazać, ale chciała choćby z marszu ruszyć na poszukiwania. W końcu kto inny może lepiej nauczać osobę ślepą, niż inna osoba ślepa? Nie bardzo miała jednak jak dostać się samotnie do lasów Rukongai… no a dodatkowo troszkę się tego bała. Zapewne zapytała by jedynie najbardziej zaufanego z nauczycieli akademii o osobę ślepca z lasu. Chciała to zresztą zrobić na osobności, tak by nikt nie mógł tego usłyszeć, oraz prosząc nauczyciela o zachowanie dalece posuniętej dyskrecji.

Rozdział VI
Plotki o podglądaniu dziewczyn przez chłopaków, oraz chłopaków przez dziewczyny nie bardzo ją interesowały. Durni studenci nie mieli nic innego do roboty. Czego się zresztą można było spodziewać po ślepej dziewczynie? Nie umiała by przecież nikogo podglądać, nawet nie do końca rozumiała co może być w tym ciekawego.

Po tym jak Tamiko zniknęła na kilka dni Ayano naprawdę poważnie się zmartwiła. W tedy zresztą najbardziej boleśnie odczuła brak pyskatej, wilkowatej dziewczyny. Warczący stworek o manierach na poziomie prezentowanym przez konia robiącego kupę na środku Sali Tronowej urozmaicał dzień młodej Shihouin. Plotki o jej pobiciu dotarły do uszu Ayano i wywołały gniew, ba, może nawet coś nieco większego, głębszego i groźniejszego. Sprawiły bowiem, że młoda szlachcianka odkryła w sobie rodzaj gniewu wcześniej nieznany – zimny, powolny i rozważny. Gdy zaś usłyszała dodatkowo, że Riki chętnie by ją poznał w jej głowie wytworzył się niezwykle interesujący plan…
Postanowiła skontaktować się z chłopakiem oraz jego bandą, celem umówienia spotkania. Z Rikim chciała spotkać się w miejscu nieco odosobnionym, na pewno zaś nie takim, w którym wtrącić do sprawy mogli by się nauczyciele czy tez Tomiko. Ta druga o sprawie nie mogła by się przecież dowiedzieć. Na spotkaniu zaś miała wcielić w życie swój plan.
Przez kilka pierwszych minut chciała kokietować Rikiego, aby następnie udając chęć zbliżenia chciała przysunąć chłopaka do ściany. Powolnym ruchem umieścić dłoń pomiędzy jego nogami (niezbyt daleko od krocza) a później zmysłowym szeptem wypowiedzieć inkantacje prostego zaklęcia – shou. Zapewne jego energia kinetyczna uderzyła by przywódcę bandy prosto w najczulszy punkt na ciele każdego mężczyzny. Operacją powtarzała by do satysfakcjonującego efektu (zapewne ze 5 albo 6 razy, gdy chłopak jęczał by głośno z bólu) w tedy zaś chciała dodatkowo użyć zaklęcia jeszcze prosto w jego czoło, by głowa odbiła się o ścianę. Później zaś odsunęła by się i zamierzała w sposób dość bezpośredni i raczej przekonywujący „poprosić” Rikiego, by zaprzestał uszkadzania Tomiko. W razie gdyby zaś do czegoś podobnego jednak doszło, cóż, obiecała mu przykre konsekwencje. Podobne konsekwencje zresztą obiecała w razie, gdyby powiedział Wilczycy o tym wydarzeniu. Sama zaś nie czułą się zagrożona ze strony Rikiego… zapowiedziała by mu bowiem co by się stało, gdyby zamierzał mścić się na niej lub na jej służce – poskarżyła by nauczycielom lub ojcu, że została napadnięta przez Rikiego i jego bandę… a napaść na szlachciankę z tak ważnego rodu jak Shihouin była by karana w sposób zdecydowany. Dodatkowo… mszczenie się oznaczało by przyznanie się do przebiegu tego wydarzenia… a to zaś oznaczało by, cóż… że Riki musiał by przyznać, że został ośmieszony i pobity przez ślepą, niską dziewczynkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Pią 1 Sie 2014 - 22:58

[Przedłużmy nieco te rozdziały i timeskipa zrobię następnym odpisem - jestem zmęczony, a zaraz wyjeżdżam. Po każdym rozdziale, który daje ci jakiś wymierny mechanicznie bonus dam ci info co z niego dostajesz, ale na samym końcu wpiszę ci sumarycznie wszystko byś miała to w jednym miejscu - więc nie dodaj przypadkiem dwa razy.]

Rozdział I

Ku, zapewne, zdziwieniu Ayano Tamiko natychmiast ją poparła.
- Dziewczyna dobrze prawi. Jakiegoś prymusa jej do pomocy dać i będzie dobrze. - Mimo słów poparcia bardziej jej reiatsu, niż ton głosu, dało znać do zrozumienia szlachciance, że coś ruszyło się w emocjach dziewczyny i tym razem nie był to gniew tylko coś dużo łagodniejszego co przypłynęło jak fala czy powiew wiatru by po chwili zniknąć.
- Zobaczę co da się zrobić, a wy dwie nauczcie się żyć ze sobą w zgodzie. - Mruknął sensei jakimś dziwnym, wcześniej niesłyszanym u niego tonem. - Tamiko, idź do dyżurującego członka czwartego oddziału niech opatrzy ci oko... i nastawi nos. - Dziewczyna wstała i stęknęła cicho, ledwo słyszalnie wasz sensei tego nie usłyszał, ale dla niewidomej było to niezwykle wyraźne w tej ciszy.
- Tylko się pospiesz, usprawiedliwię ci spóźnienie. *Spóźnienie*, rozumiesz?
- Hai. - Po chwili jej kroki dotarły do drzwi, a po ich otwarciu i nim zostały zatrzaśnięte Ayano mogła usłyszeć jak, któryś z młodziaków mówi "O rany, ale dostała, wygląda jakb...". Później nastała chwila ciszy by w końcu odezwał się Soseki Murai:
- Panienko, postaram się o kogoś bardziej... odpowiedzialnego niż Tamiko, ale przez pierwsze kilka zajęć będziecie musiały współpracować. - Przez chwilę zawiesił głos jakby chciał powiedzieć coś więcej, ale w efekcie odkaszlnął i ruszył w stronę drzwi. - Zajęcia zaraz się zaczynają. Proszę by panienka wybrała sobie miejsce. - Niedługo później drzwi otworzyły się, a gromada studentów akademii jak i nauczyciel weszli do środka tworzac kakofonię dźwięków, w której nagle Ayano znalazła się całkowicie sama bez najmniejszej znajomej kotwicy głosu, który rozpoznawałaby czy zapachu, który kojarzyła.

Na zajęciach wyjaśniono podstawowe zagadnienia związane z Sereitei i Shinigami. Nie było to coś czego Ayano by nie wiedziała wcześniej - w końcu jej brat był jednym z nich. Czasem pojawiał się by opowiedzieć to i owo. W połowie zajęć wróciła Tamiko wzbudzając falę szeptów. Nawet gdy usiadła około dwie ławki od Ayano ta mogła poczuć chwilowy powiew nowego zapachu. Krew. Zdecydowanie była to krew - coś czego nie czuła przy jej poprzedniej wizycie. Cokolwiek stało się od jej wyjścia z klasy do powrotu sprawiło, że nabyła tą dodatkową woń. Podczas tych zajęć oraz kilku kolejnych Ayano nauczyła się kilku rzeczy. Po pierwsze tego co znaczy bycie Shinigami, tego czym dokładniej są Hollowy i dlaczego trzeba się z nimi ścierać, a co najważniejsze rozróżniała głosy większości studentów. No i odkryła, że Tamiko ma poważny problem z teorią, co ujawniło się na pierwszym teście, który zdawali. Ayano odpowiadała ustnie po zajęciach by nie było problemów. Gdy przyszły wyniki okazało się, że Tamiko, choć miała już ten przedmiot zdany osiągnęła najgorsze wyniki. Było to o tyle zastanawiające, że pytania zdawały się szlachciance trywialne, a bijąca od Tamiko pewność siebie sugerowałaby, że wynik będzie inny. Osobą, która zaczęła pomagać młodej Shihouin był Hirako. Miły chłopak o ciepłym głosie, którego nieśmiałość wchodziła nieco w drogę komunikacji. Z drugiej strony pachniał znacznie lepiej niż Grzybowa Dziewczyna i do tego zachowywał się kulturalnie, choć ewidentnie nie potrafił przywyknąć do tego, że Ayano nie widzi stąd częste wpadki w rodzaju "popatrz na to", a później długie przeprosiny i kajanie się z jego strony.

Ostatnim, wartym wspomnienia wydarzeniem było otrzymanie Zanpaktou. Każdy student, poza Tamiko, który swój już miała, otrzymał miecz jako symbol rozpoczęcia nauki. Oczywiście była to po prostu katana, której karygodnie zabroniono używać bez zezwolenia nauczycieli. Miał to być jakiś test - jak się okazało po tym jak jeden z dzieciaków wyleciał, gdy próbował popisywać się co potrafi z nim zrobić. Nawet Tamiko tego nie robiła.

[Za ten rozdział otrzymujesz: Zanpaktou, Inteligencja +2]

Rozdział II

Od kiedy nauczyciel postanowił pomóc jej w bardziej namacalny sposób Ayano mogła wyczuć poprawę w swych ruchach. Nabrały one płynności i z pewnością poprawności. Musiała nieco zmienić postawę i inaczej układać nadgarstek, ale zrozumiała co należy robić. Mimo wszystko szło jej nieco gorzej niż pozostałym, a zwłaszcza Grzybowej Dziewczynie, która zdobywała pochwałę za pochwałą. Wśród ćwiczącej grupy znalazła się tylko jedna osoba, której szło tak jak Ayano, a może i gorzej. Hirako. Z uwag nauczyciela jasnym było, że ma problem niemal ze wszystkim, a gdy przyszła pora na sparringi okazało się, że boi się uderzenia tak bardzo, że nie patrzy co robi i zawsze przegrywa. Podczas, gdy problemem Ayano był brak wizualnego pojęcia tego co się dzieje, tak największym wrogiem Hirako był po prostu jego własny lęk.

Gdy tylko Ayano wygłosiła swoją wolę wśród klasy rozeszło się echo wesołości. Śmieszki, ciche docinki i kpiny - oto Dawid miał stawić czoła Goliatowi, ale może i tutaj możliwym jest liczenie na łut szczęścia?
- To nienajlepszy pomysł, panienko.
- Ależ Sensei! - Odezwała się Tamiko. - Ona ma rację, przecież niewiele stracę walcząc z nią, czyż nie?
- Panienko, proszę nam wybaczyć na moment. - Ruch powietrza, gdzieś obok syknięcie Tamiko i kroki oddalające się kawałek po czym przyciszona rozmowa, którą mimo wszystko słyszała Ayano.
- Pan Murai poinformował mnie o tym jak wyglądają wasze relacje, jeśli spróbujesz obić ją tak jak Rikiego w zeszłym roku, to dobrze wiesz, że zawieszenie w prawach będzie twoim najmniejszym zmartwieniem, jasne? Masz się ograniczyć.
- Ale, Se...
- Zrozumiałaś, Tamiko?
- Tak. - Wrócili do niej, a pachnąca grzybami i potem dziewczyna stanęła obok Ayano. W tym czasie nauczyciel wydał polecenia by inni dobrali się w pary i zaczęli walczyć na wyznaczonym obszarze.
- Prowadzący kazał mi spuścić z tonu. - Powiedziała powoli patrząc zapewne gdzieś w bok. - Ale nie licz na to. Skoro chcesz być Shinigami laleczko, to lepiej byś zaczęła być traktowana jak reszta. - W tych słowach było z jednej strony bardzo dużo zawiści, jak widać chciała się mścić, ale też dodatkowa nutka, którą Ayano nauczyła się rozróżniać dużo później - uznanie. Tego dnia po raz pierwszy Wilczyca, jak później mówiła na nią część uczniów, była pod wrażeniem tego z jakim uporem szlachcianka ignoruje swoją wadę i jak bardzo stara się być jak inni.
- Podbijmy stawkę. Jeśli uda ci się zablokować chociaż jedno uderzenie przyjmę to upokarzające zaproszenie i każdą następną walkę z tobą stoczę z opaską na oczach. - Nie czekała na zgodę czy zaprzeczenie Ayano po prostu pchnęła ją lekko i odskoczyła.
- Garda. - Jej głos przeszedł w warkot. Nim przyszła głowa rodu zdążyła zareagować koło jej ucha boken przeciął powietrze z wizgiem. - To mogło cię trafić w głowę i koniec walki.

Nie było łatwo. Nie było przyjemnie. Właściwie walka była masakrą, pogromem i upokorzeniem. Po dwudziestym otrzymanym ciosie Ayano przestała nawet liczyć. Uderzenia były szybkie lub wolne, zmieniały kierunek lub były proste i oczywiste. Właśnie przez to szlachcianka nie mogła się przestawić. Nie mogła wyczuć jej ruchów i zamiarów. Mimo to ciosy nie były przesadnie mocne, ale odczuwalne. Pulsujący ból na brzuchu, bokach, udach, nogach, ramionach, a nawet w nadgarstkach nie pozwalał się skupić. Nawet wykrycie Reiatsu niewiele dawało, bo choć dokładnie widziała jej sylwetkę, Tamiko poruszała się po prostu zbyt szybko i Ayano nie nadążała. Z drugiej strony, gdyby nieco poćwiczyć...
Tamiko ani razu nie zaatakowała twarzy, choć nie raz kpiła sobie z tego, że laleczka boi się o swą porcelanę. I nagle przyszło oświecenie. Głos. Od momentu rozpoczęcia walki Tamiko mówiła cały czas. Nie zamykała się nawet na moment, co więcej - przed każdym atakiem jej ton załamywał się w charakterystyczny sposób. Powiew powietrza był rejestrowany nazbyt późno, ale jej głos był kluczem. Wtedy to się wydarzyło. Ayano przyjęła na siebie kilka ciosów próbując zrozumieć jak działa cały ten mechanizm i w pewnym momencie wyprowadziła blok orientacyjnie we właściwe miejsce. Poczuła silne uderzenie w miecz, który odbił się hukiem w uszach i natychmiast wykonała kontrę. Była pewna, że ją musnęła, że gdyby to było ostrze na pewno ta krwawiłaby choć odrobinę, ale cios, który z impetem rąbnął ją w brzuch i odebrał dech zagłuszył inne odczucia. Świat zmienił się w jeden pulsujący punkt, w brak dechu, w uginające się samoistnie kolana. Uczucie spływającego z głowy potu zniknął i zastąpiły go mdłości. Nie zorientowała się nawet jak mimowolne łzy popłynęły jej po policzkach. Cios był brutalny i była przekonana, że został wzmocniony odrobiną Reiatsu. Nagle poczuła gorącą dłoń na ramieniu i została szarpnięta na nogi czuła, że się pod nią trzęsą. Ta sama dłoń przetarła jej pospiesznie policzki. W powietrzu wisiał zapach potu, suszonego mięsa i tych cholernych grzybów. Ostatnim kontaktem cielesnym było klepnięcie w plecy i cichy szept, gdy się odsuwała.
- Wygrałaś. - Nic więcej. Moment później ktoś podbiegł, po ciężarze kroków z pewnością nauczyciel.
- Tamiko, zgłupiałaś do reszty?! Hirako! Zabierz panienkę Shihouin do akademii. Koniec zajęć, a ty Tamiko... mamy do porozmawiania. - W jego głosie słychać było groźbę. Nie słuchał wyjaśnień czy to z ust Tamiko czy też Ayano. Ten dzień skończył się właśnie w ten sposób, ale następnego dnia do domu szlachcianki zapukała Tamiko. Swoją porażkę przyjęła z godnością i wypełniła obietnicę. Jeśli kiedykolwiek się sparingowały zawsze miała na oczach opaskę, choć nauczyciel mówił, że to głupota. Zajęcia hakudy przebiegały dużo spokojniej, a sparingpartnerami Ayano były niemal zawsze inne osoby. Wszystkie, bez wyjątku podkładały się. Po tym jak Wilczyca tylko dzięki ingerencji Sosekiego nie wyleciała z akademii za nadużywanie przemocy wobec uczniów, a do tego z rodu szlacheckiego, nikt nie miał odwagi próbować walczyć z Ayano na poważnie.

[Z tego rozdziału otrzymujesz: +1 Wytrzymałość, +1 Szybkość, +1 Psychika]

Rozdział III

Rodzicie przywitali ją ciepło i z radością spędzili z nią wiele czasu, nawet ojciec, który zazwyczaj był tak wycofany tym razem, gdy byli sami poczochrał... tak zrobił to, swoją kochaną córeczkę i opowiedział kilka zabawnych historii. To czochranie, które ojciec czasem wprowadzał w życie było zarezerwowane tylko dla niej, tylko, gdy byli bez nadzoru matki i tylko, gdy ten był wyjątkowo zadowolony z Ayano lub szczęśliwy. Zważając na jego poprzednie słowa było to dość dziwne. Matka zaś... matka była sobą. Nieco nadopiekuńczą, wiecznie zatroskaną, ale ciepłą osobą, która cieszyła się każdym małym zwycięstwem dnia.

Hitomi weszła do wody z głośnym westchnięciem witając gorącą rozkosz, którą oferowała kąpiel. Przez chwilę milczała, a gdy się odezwała jej głos był taki jak zawsze kiedy relaksowała się wyjątkowo skutecznie - wydawał się odległy i jakby miał się zaraz rozpuścić, jak czekolada, którą się podgrzeje.
- Wiesz... zawsze się zastanawiałam jak to jest być Shinigamim. Sama nigdy nie miałam dość Reiatsu by w ogóle brali mnie pod uwagę, ale jakoś tak... zawsze chciałam zobaczyć jak to jest. Chociaż przez chwilę potrzymać Zanpaktou albo zobaczyć jak wyglądam w tym ich kimonie. - Zaśmiała się cicho z nutką smutku i tęsknoty. - W ogóle, kim była ta dziewucha, która przyszła do nas si... Co ci się stało?! - Zauważyła siniaki na ciele szlachcianki i w ułamek sekundy znalazła się przy niej. - Trzeba ci na to jakieś okłady nałożyć! Czekaj, czekaj... wpadłaś w bójkę? Wygrałaś? A gdzie tam, na pewno wygrałaś! - Przytuliła ją jakby w ogóle nie wątpiła w jej zdolności. Miała przyjemnie gładką skórę pachnącą fiołkami i kwiatami wiśni. Odsuwając się chlapnęła na Ayano wodą. - Rozchmurz się chmuro burzowa, nie będzie źle. Na pewno coś uda się zrobić w sprawie tej przeprowadzki, no ale opowiadaj, jak to było z tymi siniakami?

Spędziły dłuższy czas plotkując i to właśnie dzięki Hitomi szlachcianka dowiedziała się, że Tamiko ma na plecach bliznę jak po oparzeniu - w końcu Hitomi widziała ją, gdy pilnowała jej w łaźni. Wydawała się też zadowolona, że mogła tu przyjść. Jako, że służąca posiadała dar do wyciągania informacji z ludzi szybko okazało się, że Tamiko mieszka z matką i starszym bratem gdzieś w głębi Rukongai, a jej ojciec był jakimś bohaterem. Dowiedziała się też, że istnieje dziewczyna imieniem Kasumi z równoległej klasy, która rysuje Hollowy i to tak rzeczywiste, że aż straszne. To siostra Rikiego, ale Tamiko nie chciała więcej mówić na ich temat.

Rozdział IV

Ayano mogła dojść do pewnego wniosku, a mianowicie posiadała sporo zdolności, które po odpowiedniej pracy i koncentracji mogły okazać się niezwykle przydatne. Powoli zaczynała dostrzegać Reiatsu jako żywe twory czy właśnie symbole. Wcześniej, w domu, choć ćwiczyła to nie miała, zazwyczaj, styczności z osobami o wysokim pokładzie energii duchowej i z tego też powodu jej zdolności nie mogły się aż tak wykształcić. Teraz było inaczej. Bombardowana ze wszystkich stron zapachami, smakami, dźwiękami, cząstkami Reiatsu i bodźcami dotykowymi musiała nauczyć się filtrować dane i koncentrować się lepiej na wybranych osobach czy obiektach. Prawdopodobnie dlatego doszło do wypadku. Odfiltrowała nazbyt wiele.

Głos i zapach. Zgnilizna i syk. Gdy jej słowa padły zdała sobie sprawę, że nikogo tam nie ma. Zapach też zniknął równie szybko jak się pojawił. Czy mogła to być halucynacja wywołana ubytkiem Reiatsu albo emocjami? Co więcej to nie mógłby być głos kogoś innego bowiem za nią nie stał nikt. Wszyscy pobiegli do rannego. Czuła to.

Po zajęciach faktycznie studenci rozeszli się, a pozostała jedynie Tamiko na rozmowę zapewne w sprawie jej fatalnych wyników. W tym czasie Ayano mogła udać się by odwiedzić Hirako. On zaś zaprzeczył by to była jej wina zwalając wszystko na siebie i twierdząc, że powinien brać poprawki na to czy aby ktoś nie usłyszał komendy prowadzącego. Podziękował jej jednak za wizytę, bowiem zainteresowanie kogokolwiek skończyło się na placu treningowym.

Jeśli chodziło o sale bez problemu zapamiętała ich układ, ale od czasu wypadku czuła się coraz bardziej nieswojo - zwłaszcza podczas ćwiczeń, które były w jakiś sposób niebezpieczne. To wszystko przekładało się na nieco gorszą wydajność jej zdolności i problemy z koncentracją, gdy z jakiegoś powodu przypominała sobie o incydencie. Z drugiej strony Hirako zaczął być bardziej otwarty w jej stronę i zdawał się szybko przebaczać. Tyle czy szlachcianka potrafi przebaczyć sobie?

[Ten rozdział daje ci: +2 Kontrola rei +1 Psychika]

Rozdział V

Jeżeli Tamiko również sympatyzowała ze szlachcianką również nie dawała tego po sobie poznać równie często dogryzała jej co vice-versa. Hirako twierdził, że jest chamska i bezczelna, ale nawet najokrutniejsze jej docinki dało się znieść, gdyby odnieść się do siebie z nieco większym dystansem. Z resztą osobowość Tamiko miała jeszcze jeden plus. Ayano potrafiła przewidzieć co ta zrobi i często wyprzedzała w kłótniach jej tok myślowy. Ktoś mógłby powiedzieć, że to właśnie negatywna cecha, ale trik polegał na tym, że Wilczyca była chaosem. Nie dało się przewidzieć co zrobi dokładnie, ale Ayano potrafiła odkryć jej dalsze dążenia, gdy nad czymś skupiała się wyjątkowo długo, jak właśnie nad kłótnią.

Z tego też powodu coraz częściej to szlachcianka wychodziła zwycięsko z pojedynków słownych, tak jak zrobiła to za pierwszym razem, ale zdarzało się, że to Tamiko uderzyła w jakiś wrażliwy punkt i tak też ich walka trwała i trwała aż do pewnego dnia, gdy przez przypadek - podczas spaceru po spokojnym ogrodzie akademii, gdzieś przy skraju poczuła wahające się reiatsu intensywnie pachnącej dziewczyny. Gdy zbliżyła się do źródła usłyszała cichy szloch.
- Będą... będą chcieli nas rozdzielić, wiesz? I... tak bardzo przepraszam... - Słowa i dźwięk urwały się jak cięte nożem, gdy tylko Ayano wykonała jakiś nieostrożny ruch zdradzając swą obecność. Tego poranka otrzymali uśrednione wyniki pierwszej połowy roku w akademii. Sama Shihouin radziła sobie całkiem nieźle i co ciekawe nawet z Hakudy czy Zanjutsu otrzymywała zaliczenie bez większego problemu. Przedmioty wiedzowe czy kidou szły jej doskonale. Wiedziała też, że Hirako poradził sobie bardzo dobrze. Tak samo jak większość roku. Pięć osób, które nie zostały wymienione z nazwiska miało zagrożenie wyrzuceniem.
- Czego tu szukasz? - Warknęła niezwykle agresywnie nawet jak na nią. Je Reiatsu nie przypominało już kamienia. Kojarzyło się bardziej z deszczem, ale nie tym przyjemnym tylko tym ciężkim, którego krople spływają do dołów tworząc błotniste kałuże, w których utykają buty.

Zapytana nauczycielka Hakudy, która wzbudzała największą sympatię Ayano początkowo nabrała wody w usta, ale po chwili perswazji udało się z niej wyciągnąć kilka informacji. Powiedziała, że jest to zbiegły Shinigami, który kręci się gdzieś w głębi Rukongai i stara się wychwytywać bardziej aktywne dusze przed akademią odbierając tym samym potencjalnych uczniów, tak jakby robił własną gromadkę. Do tego ma dość kontrowersyjne metody i z ręką na sercu odradza się zadawanie z tym osobnikiem, bo choć nie jest oficjalnie zwalczany, to nieoficjalnie nawet dowództwo Serieitei go nie znosi. Pociągnięta nieco mocniej za język zdradziła, że to były porucznik, ale nie wie gdzie jest, chyba nikt nie wie. Tak przynajmniej powiedziała nauczycielka raz jeszcze odradzając spotkanie.

Rozdział VI

Spotkanie nie było trudne, tak naprawdę to ktoś z jego pomagierów zgłosił się do Ayano, a z tego punktu umówienie się na randkę z szefem, który zapatruje się na urodę szlachcianki było prościutkie. Szybko przekonała się, że wbrew pozorom to nie tępy osiłek, a wręcz przeciwnie osoba dość inteligentna. Potrafił porozmawiać przez tą chwilę na dość ciekawe tematy, choć faktycznie pewne cechy charakteru mogły odrzucać. Był absurdalnie pewny siebie do denerwującego, wręcz, stopnia.
Riki pachniał piżmem i owocami. Bardzo szybko uległ szlachciance i, co przyspieszyło bicie serca nie tylko przyciągnął ją do siebie w pierwszej chwili chcąc skraść pocałunek, ale też nagle zorientował się co się dzieje. Niestety dla niego - było już za późno. Jęcząc na podłodze i prosząc by przestała poddał się jej woli. Do czasu.

Gdy zażądała by zostawił Tamiko w spokoju ten wybuchł śmiechem.
- Czyli o to chodzi? Mogłem się tego domyślić. Najpierw Kasumi, teraz ty? Ta suka zapłaci... ty też, Shihouin Ayano. Ty też mi za to zapłacisz! Zmienię twoje życie w piekło! Nie napadniemy cię, o nie, ją tez zostawimy, ale zniszczę cię, potłukę tą twoją porcelanę, żaden na ciebie nie spojrzy, a imię twojego rodu... - Tu zarechotał gardłowo. - Z pewnością ród Shihouin będzie z ciebie dumny... - Jad w jego głosie był o tyle niepokojący, że wynikał z pewności tego, że to zrobi i jakby satysfakcji z samej wizji.

[Za ten kawałek zdobywasz: +1 Inteligencja +1 Reiatsu]


[Ostatecznie za całość otrzymujesz: Zanpaktou, +3 Inteligencja, +1 Reiatsu, +2 Kontrola Reiatsu, +1 Szybkość, +1 Wytrzymałość, +2 Psychika / Kidou, które pojęłaś otrzymasz po tym jak napiszę timeskipa - wybacz, że się przedłużyło]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shihouin Ayano





Karta Postaci
Punkty Życia:
71/80  (71/80)
Punkty Reiatsu:
75/153  (75/153)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Pią 8 Sie 2014 - 11:45

[najmocniej przepraszam, za jakość odpisu. Jestem dzisiaj nieco zmęczona. Niemniej to chyba jedyny dzień w tym tygodniu, w którym mam dość czasu by odpisać ^^"]

Rozdział I
Ayano nieco zadziwiła reakcja zarówno Tamiko jak i Senseia. Miała nadzieje na zirytowanie Grzybowej Dziewczyny, nie zaś na faktyczną zmianę „opiekunki”. Dziewczyna była jednak zdecydowanie zbyt dumna, by wycofać raz powiedziane słowa. Zapewne dla tego ostatecznie pozostawała pod swoistą opieką Hirako. Młodzieniec był miły i grzeczny, a może nawet zbyt miły i zbyt grzeczny. Jego stałe przepraszanie zapewne wielokrotnie wyprowadziło młodą Shihouin z równowagi.

Na zajęciach dziewczyna słuchała pilnie wykładów i skupiała się na tym, by jak najwięcej zapamiętać, w końcu to była jedyny sensowny sposób na uczenie się, który był dla niej dostępy. Oczywiście zdawała sobie sprawę, że w końcu będzie musiała w jakiś sposób zdobyć notatki. Ba, doszło do niej nawet to, że ktoś będzie musiał dla niej te notatki czytać... miała nadzieje, że będzie to mogła być Hitomi. W końcu służącej mogła zaufać, no i mogła się przed nią przyznać do słabości wynikającej z kalectwa... choć jej obecność zapewne była oczywista do każdego.

Obecność zapachu krwi nie była dla Ayano szczególnie przyjemna. Dotychczas nie czuła tej woni zbyt często, jej najsilniejsze i związane z tym wspomnienie było prawdopodobnie najsmutniejsza chwila życia. Całe pomieszczenie, w którym umierał jej braciszek pachniało krwią. Było jej tam tak wiele, że stanowiła dominujący zapach. Z całego zdarzenia zresztą młoda Shihouin zapamiętała przede wszystkim woń krwi oraz zanikające Reiatsu konającego brata. Teraz jednak Ayano nie mogła o tym myśleć, przeszłość nie powinna jej wchodzić teraz w drogę... Spróbowała szybko przerzucić zainteresowanie na temat wykładów, co jednak niewiele pomogło. Temat ów również przypominał jej o bracie. Zapewne dzięki wspomnieniom straciła kilka minut wykładu, nim w końcu zdołała dojść do siebie.

Zanpakutou przyjęła ze spokojem, choć zapewne w chwili gdy miała miecz w dłoni uśmiechnęła się bezwiednie. To w końcu zanpakutou miało pokazywać reszcie świata, że ktoś jest shinigami. Zapewne w domu poprosiła by o znalezienie dla niej pokrowca na miecz. Nie miała zamiaru używać zanpakutou, zaś noszenie go w takim wypadku w jedwabiu robiło by lepsze wrażenie.

II Rozdział

Ayano oczywiście znosiła uderzenia w milczeniu. Zacisnęła mocno zęby i przyjmowała kolejne ciosy starając się nauczyć jak najwięcej. Zdawała sobie sprawę, że nie będzie to łatwe... zdała sobie jednak sprawę, że się myliła. To było o wiele trudniejsze niż myślała. Jeśli w przyszłości ma walczyć w ten sposób musi nauczyć się o wiele szybciej oceniać sytuacje i wyszukiwać sposobów choćby podstawowe reagowanie.

Gdy w końcu udało jej się trafić nawet ból nie mógłby zaćmić w niej niezwykłej dumy i radości. Oto wreszcie poczyniła dość postępów, by umieć się zasłonić i trafić. To był pierwszy krok do walki w sposób normalny, to był pierwszy krok do pokazania wszystkim, że jej kalectwo nie czyni z niej bezużytecznej. Tak, przed nią jeszcze wiele wyzwań, jednakże odniesienie nawet tak niewielkiego sukcesu było dla niej czymś ogromnym. Dawało bowiem nadzieję na dalsze postępy. Zapewne krzywiąc się z bólu nieco nieświadomie uśmiechnęła się do Tamiko.

Cała radość prysła jednak, gdy tylko wtrącił się nauczyciel. Ayano zapewne szybko zgadła jak to wszystko się skończy, zaś poziom, z jakim walczył jej przeciwnik na następnych zajęciach jedynie potwierdził jej domysły. Zapewne wytrzymała by nie więcej, niż kilka takich treningów nim próbowała porozmawiać z nauczycielem prosząc go, by pozwolił jej trenować normalnie. Zapewne nie uzyskała by wiele, chciała więc zamienić kilka słów z Panem Murai. Pragnęła poprosić starszego mężczyznę, by pozwolił jej trenować z Tamiko po zajęciach. Musiała się rozwijać i nie mogła sobie pozwolić na taryfy ulgowe. Miała tylko nadzieję, że Wilczyca zgodzi się i poświęci nieco czasu dla Ayano. Gdyby nie chciała się zgodzić, zapewne młoda Shihouin zaproponowała by jej zapłatę za utracony czas. W końcu ktoś kto pachniał w ten sposób nie mógł być na tyle bogaty, by gardzić pieniędzmi.

Rozdział III
Zachowanie ojca wprowadziło do głowy dziewczyny spore zamieszanie. Nie rozumiała wcale o co chodzi. Najpierw nazywa ją porażką, następnie zaś jest z niej dumny, choć nie zdołała nic osiągnąć. Przez kilka kolejnych godzin ciężko zastanawiała się o co może chodzić. Ostatecznie doszła by do wniosku, że lepiej się nad tym nie zastanawiać i nadal robić swoje. W ostateczności istniało zagrożenie wyciągnięcia nieodpowiednich wniosków, które jedynie pogorszyły by sytuacje.

Słowa Hitomi jedynie bardziej zachęciły dziewczynę do tego, by spróbować zabrać służkę do akademii w razie, gdyby miała się przenosić. W końcu jeśli chciała choć trochę posmakować tamtejszego życia, to było to najlepsze z wyjść. Nawet Ayano wiedziała, że jeśli ktoś nie urodzi się z odpowiednim reiatsu to nigdy nie będzie mógł zostać shinigami. Hitomi nie mogła więc dostać się do akademii w jakikolwiek inny sposób. Przy okazji służąca była by zdecydowanie przydatna, gdyby młoda Shihouin miała zamieszkać sama. Ktoś musiał przecież dbać o jej fryzurę, prać kimona i... no cóż... pomagać w nauce. Wszakże Ayano liczyła na to, że Hitomi pomoże jej kiedyś w nauce.
- Siniaki? Ehh... to nic takiego, trening kendo. Bokeny potrafią być twarde wiesz?- Ayano zamierzała zażartować, by nie rozwijać szczególnie tematu. W końcu Tamiko rzeczywiście mogłaby drogo zapłacić za te kilka uderzeń, które dla młodej Shihouin były wyłącznie dobrą lekcją i sposobem na pokazanie, że nie jest słabą, ślepą dziewczynką. Po chwili dodała by więc jeszcze -  Nie mów moim mojej Matce dobrze? Nie chciała bym, żeby się martwiła.

Oczywiście Ayano słuchała z zaciekawieniem nowin dotyczących Tamiko. Hitomi po raz kolejny okazała się być niezmiernie przydatna, wręcz niezawodna. Wszystkie dodatkowe informacje mogły być przydatne, zaś te o Tamiko zmartwiły nieco młodą Shihouin. Była świadoma, że istnieją ludzie biedni. Po raz kolejny jednak spotkała się naocznie z osobą, której może nie być stać na naukę. Przecież to wydawało się być... okropne. W końcu Wilczyca potrafiła walczyć o wiele lepiej niż inni uczniowie. Nadawała by się na shinigami. Ayano postanowiła, że przy odpowiedniej okazji będzie musiała coś z tym zrobić.

Rozdział IV
Ayano szybko przestała pokazywać, że przejmuje się faktem „niezbyt udanego użycia zaklęcia”. Prawda była jednak taka, że wciąż obwiniała się o zranienie kolegi z klasy. Z dużym prawdopodobieństwem fatum tego wspomnienia będzie się za nią ciągnęło całymi latami. By jednak przestać się przejmować pracowała by ciężko starając się jak najszybciej rozwinąć swoje umiejętności.

Jej myśli rozpraszało też dziwne wspomnienie... znikający mężczyzna o syczącym głosem pachnący zgnilizną. Jedynym, co dziewczyna mogła zrobić w tej sprawie było ignorowanie jej. Najzwyczajniej w świecie starała się o sprawie zapomnieć i wmówić sobie, że to było tylko jakieś dziwne przesłyszenie, albo że ktoś robił sobie z niej żarty.

Rozdział V
- Z kim rozmawiałaś co? - Ayano zerknęła w stronę Tamiko unosząc brwi i zakładając ramię na ramię. - Jestem może ślepa, ale to nie znaczy, że nie słyszałam że do kogoś mówiłaś.
Ayano nie zamierzała odpowiadać na pytanie zdane przez Wilczyce, w końcu była pewna tego co słyszała, no i dodatkowo zadziwiającym była zmiana w jej reiatsu. To musiało być coś bardzo ważnego. Dodatkowo młoda Shihouin martwiła się o Tamiko. Dziewczyna brzmiała, jak by była bardzo smutna. Jej irytacja i agresja zaś miały jedynie zakryć faktyczny żal. W końcu sama Ayano wielokrotnie stosowała ten sposób by ukryć swój żal.
Ostrzeżona przez nauczycielkę Hakudy Ayano postanowiła nie poszukiwać ślepca z lasów, co wcale nie znaczyło, że nie miała na to ochoty. Zapewne wielokrotnie zastanawiała się nad tym, czy nie powinna jednak znaleźć kogoś, kto zechce ją wyszkolić do walki w odpowiedni sposób. Kto inny zaś mógłby tego dokonać, jeśli nie ślepy szermierz z o wiele bogatszym doświadczeniem w dziedzinie walki. Zapewne miał by wiele istotnych wskazówek, no i wiele pomocnych porad. Nie mogła jednak zadawać się ze zdrajcą potępianym przez Seireitei. To mogło by zachwiać dobrym imieniem rodu Shihouin, a na to pozwolić sobie nie mogła.

Rozdział VI
- Kiepska pozycja do rzucania gróźb chłopczyku. Spróbuj je powtórzyć, gdy będziesz w stanie wstać na nogi. - Stwierdziła spokojnie Ayano, następnie zaś zamierzała odejść w stronę najbliższego znanego sobie i spokojniejszego miejsca. Nie czuła się zagrożona, nie sądziła, by jego groźby mogły się spełnić. Sama była niezwykle pewna siebie, a dokładniej, była niezwykle pewna swojego bezpieczeństwa. W końcu w całym Soul Society niewielu chciało by narażać się rodzinie Shihouin, Ci zaś którzy to robili kończyli marnie. Oczywiście nie oznaczało to, że serce nie biło dziewczynie szybko. Jej głowa pełna była wszelakich emocji. Z jednej strony wściekłość na Rikkiego i troska o Tamiko kazały jej podjąć całe to przedsięwzięcie, z drugiej jednak strony sama myśl o bliskim kontakcie fizycznym z osobnikiem takim jak Rikki była przerażająca i odrzucająca. Powodzenie akcji wprawiło ją w swoistą dumę. Wszakże używając wyłącznie własnych zdolności pokonała kogoś, kto musiał przecież mieć pewne zdolności w walce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Wto 19 Sie 2014 - 19:22

Rozdział I

Oczywiście pokrowiec się znalazł. Czy został uszyty na zamówienie czy może już czekał trudno powiedzieć, ale pasował idealnie. Według opinii, którą słyszała również na korytarzach, a po raz pierwszy z ust swej matki - nie tylko sam pokrowiec, ale i Zanpaktou pasowało do niej, jakby uzupełniało brakujący element, który gdzieś tam umykał. Przede wszystkim jednak podkreślał jej status i pasował idealnie do kimona. Czy była to prawda? Ayano nie miała prawa wiedzieć. To co ona czuła było kompletnie inne.

Pokrowiec pachniał skórką pomarańczy, a przynajmniej było tak, gdy go otrzymała. Później przestał się wyróżniać bowiem zapach zwietrzał. Pod palcami delikatna powierzchnia uginała się sprężyście acz tylko odrobinę bowiem pod spodem była twarda i niedostępna. Gładki, śliski materiał przechodził w równomierny, bardziej chropowaty, który wił się tworząc kwieciste wzory widoczne od boku. Podłużny, lekko zagięty kształt pozwalał na gładzenie całej powierzchni podczas chwili wytchnienia i sprawiał, że katana "wychodziła" łatwiej niż w przypadku surowych pokrowców otrzymanych z akademii. Wydawała przy tym charakterystyczny, ledwo słyszalny dźwięk, który Ayano nauczyła się rozpoznawać i odkryła, że jeśli skupi się wystarczająco, a otoczenie nie będzie zbyt hałaśliwe będzie w stanie usłyszeć jak ktoś dobywa swego Zanpaktou. Dla pewności sprawdziła to z Hitomi i faktycznie tak było.

[Na potrzeby mechaniki dobycie Zanpatkou jest dla ciebie akcją darmową]

II Rozdział


Sprawa miała się o wiele gorzej niż Ayano pierwotnie myślała. Otóż Tamiko została zwolniona z zajęć. Otrzymała maksymalną ocenę i miała się nie pokazywać. Podobnie miała się sprawa Hakudy, jednak w tym przypadku Tamiko pełniła rolę pomocnicy instruktorki zajmując się osobami potrafiącymi dobrze walczyć, gdy ta poświęcała uwagę osobom słabszym. Gdy Ayano zgłosiła się do Muraia ten przez pewien czas milczał by w końcu zaśmiać się i przytaknąć na tą propozycję. Zastrzeżeniem jednak było to, że musi nadzorować te walki.

Niestety Tamiko nie dała się podejść tak łatwo. Najpierw awanturowała się z mentorem, a później stawiała opór perswazji Ayano do tego stopnia, że nawet przekupstwo nic nie dało. Dopiero, gdy znów się pokłóciły, a w przypływie złości szlachcianka wytknęła ubóstwo Wilczycy w zamian otrzymując kilka złośliwych uwag na temat jej paradnych strojów i dziecinnej nieporadności Grzybowa Dziewczyna zgodziła się.

Jak łatwo się domyślić pierwsze treningi nie należały do przyjemnych. Nie tylko ze względu na brak pohamowań Tamiko, ale też na atmosferę w jakiej panowały. Dopiero po tuzinie spotkań nabrały one bardziej przyjacielskiego tonu i to właśnie tutaj, gdzie Ayano pokazała, że nie tylko jest uparta, ale i potrafi schować dumę w kieszeń ugruntowała się więź łącząca obie dziewczyny. Efekty ciężkiej pracy miała przynieść przyszłość.

Rozdział III

Kąpieli przepełnionych pogaduszkami było znacznie więcej i to tutaj, w tajemnicy przed rodzicami Hitomi zajmowała się siniakami Ayano, czy to pudrując, czy, po prostu, opatrując je tak by matka o niczym się nie dowiedziała.

Rozdział IV

Przez swoją wewnętrzną obawę rzucanie nowych zaklęć stawało się dla Ayano pewnego rodzaju trudnością. Nie chodziło o brak umiejętności czy chęci, a o mentalną blokadę, która skryła się przed jej świadomością. Im lepiej szlachcianka znała dane zaklęcie tym sprawniej mogła się nim posługiwać, ale te kompletnie nowe miały tendencje ją zawodzić. Wspomnienie zapachu spalenizny i krzyku bólu zawsze łomotało gdzieś na granicy, jak nieprzyjemny posmak w ustach, którego nie sposób się pozbyć. Mimo to Ayano była jedną z najlepszych uczennic w dziedzinie kidou w klasie.

Rozdział V

[Odniesienie do tej rozmowy pojawi się później]

Rozdział VI

Oddalając się słyszała tylko jego stłumione przekleństwa, gdy pulsujący ból odbierał mu możliwość powstania. Musiała jednak przyznać, że potrafił wytrzymać wiele, skoro po czymś takim mógł rzucać groźbami na lewo i prawo.
Do głowy raz po raz powracały uczucia towarzyszące całej akcji. Jego tembr głosu. Głęboki i jakby drapiący uszy, ale w sposób zadziwiająco przyjemny. Z drugiej nieznośny narcyzm w każdym wypowiadanym słowie. Zapach imbiru mieszający się ze słodką wonią czekolady, którą ją poczęstował, ale jednocześnie nieco zbyt dużo jakiejś męskiej perfumy, z którą nigdy wcześniej dziewczyna się nie spotkała. Jego silne ramię, gdy przyciągał ją do siebie. Mocna pierś, choć wątlejsza niż Ayano się spodziewała i jego krzyk, gdy padał na ziemię, a później syk rządny zemsty. Adrenalina huczała w żyłach, a krew uderzała do głowy. Jeszcze długo później nie mogła usiedzieć na miejscu i dopiero późnym wieczorem przyszło ukojenie nerwów w postaci herbaty serwowanej przez Hitomi.




Tak oto skończył się pierwszy etap w życiu Ayano, a akademickie życie poczęło przyspieszać. Nim się spostrzegła minęły trzy długie lata, ale i w czasie ich trwania nie brakowało emocji, uniesień, smutku, radości, bólu i niespodzianek, a przede wszystkim ciężkiej i żmudnej pracy. Z tygodnia na tydzień jej zdolności poprawiały się, a oceny były najlepszym tego wykładnikiem. Nim się spostrzegła przez swoje zaangażowanie w każdą aktywność, za którą się zabierała stała się prymusem z każdego przedmiotu teoretycznego. Znajdowała się w czołówce studentów w kidou, a w zdolnościach walki kataną plasowała się mniej więcej w połowie. Jedynie walka wręcz okazała się dla młodej Shihouin swoistym piekłem i barierą niezwykle trudną do przeskoczenia.

Przez cały ten czas Riki nie zaatakował, a przynajmniej nie otwarcie. Mimo to regularnie pojawiały się plotki, które potrafiły zaboleć bardziej niż cios wymierzony bokenem. Ktokolwiek za tym stał robił to z premedytacją i zawiścią, ale przede wszystkim z umiejętnościami godnymi polityka. To właśnie z ich powodu większość przedstawicieli szlachty nie chciało mieć styczności z Ayano skazując ją na towarzystwo osób z niższego szczebla, jak właśnie Tamiko czy Hirako. Oczywiście niektóre osoby wyłamały się z ogólnej maniery i tak też młoda Shihouin poznała Kuchiki Akihito chłopaka z drugiego wielkiego rodu, który mimo swej butności i dumy był na tyle zafascynowany jej osobą, że odważył się wykonać pierwszy krok i mimo plotek zagaić do niej. Odwiedził ją nawet raz formalnie i to właśnie wtedy Hitomi powiedziała Ayano, że ten jest niesamowicie przystojny, przynajmniej jej zdaniem. Jego reiatsu było ciepłe, a przynajmniej tak określiłaby jego naturę szlachcianka. Za każdym razem pachniał inaczej, ale miał pewną manierę, która szybko stała się dla Ayano oczywista. Gdy się zamyślał cmokał cicho i zawieszał głos.

W drugim miesiącu jej kariery jako studentka akademii Shinigami wraz z Hitomi zostały przeniesione do budynku wspólnego, gdzie otrzymały pokój z, prawdopodobnie, najlepszym wyposażeniem. Oczywiście w żadnym stopniu nie przypominało nawet luksusów jakie zaznała w domu, ale dało się wytrzymać. Znalazło się również miejsce dla kota-przybłędy, który pojawiał się od czasu do czasu i raczył szlachciankę swym mruczeniem i miękką sierścią. Jak się okazało prośby Ayano były skuteczne bowiem nikt nie kwestionował obecności Hitomi, która skakała z radości na wieść o przeprowadzce. Już wtedy młoda Shihouin potrafiła wyróżnić sylwetki mieszkańców akademika i rozpoznawać je. Jak się okazało po przyzwyczajeniu się do okolicy i natłoku bodźców była w stanie poruszać się w miarę płynnie i wyczuwać zbliżające się osoby. Jej wyczulone zmysły i wykrywanie reiatsu okazały się nieocenione. Problemem były jedynie noce, w czasie których często hałasowano i sen nie przychodził tak łaskawie jak w domu. Najgorsze jednak były burze. W ciągu trzech lat nie było ich zbyt wiele, a przynajmniej nie takich blisko, ale każda z nich była koszmarem i jedynie ciepły dotyk Hitomi mógł spróbować zaradzić na przerażenie rwące serce i umysł szlachcianki.

Trzy lata minęły, a doświadczenie zdobyta w ich czasie pomogło postawić kolejne kroki na drodze do stania się prawdziwym Shinigami.

-------------------------------------------------------------

Słońce grzało przyjemnie twarz Ayano, która siedziała na ławce w najdalszej części terenów zielonych akademii. Rano Tamiko poprosiła ją by przyszła w to miejsce bowiem chciała jej kogoś przedstawić. W tej chwili wokół panowała cisza przerywana jedynie szumem liści i odległymi odgłosami ćwiczeń kendo. W powietrzu unosił się przyjemny zapach świeżo zakwitłych hiacyntów i lilii. Szlachcianka z rozbawieniem śledziła buzujące reiatsu powoli zbliżającej się Tamiko. Już z daleka było słychać jej wesoły głos. Od dawna nie widziała jej tak zadowolonej. Obok niej szedł Hirako oraz ktoś jeszcze. Ktoś kogo nigdy wcześniej nie spotkała, ale nadal coś wydawało się znajome.
- ... no i ja się wtedy odwinęłam i zdzieliłam go w łydkę! Żebyś wiedziała jaką miał minę! - Jej ton tak bardzo kontrastował z tym, który pamiętała sprzed trzech lat. Ayano przymknęła oczy. Miała jeszcze chwilę nim dojdą do niej i przywitają się. Że też życie potrafi tak się zmienić.

----------------------------------------------------------
Trzy lata temu


- Nie twoja sprawa! - Tamiko niemal wybuchła warcząc wściekle. - Co cię to nagle obchodzi, co? Przyszłaś zbawić świat? Co tym razem zrobisz? Wykąp się, bo śmierdzisz, masz pieniądze boś biedna. Oto ci chodzi, no nie? Chcesz się lepiej poczuć, bo komuś brakuje więcej niż tobie!? - Wbrew pozorom jej Reiatsu miast się burzyć ciążyło coraz bardziej. - Myślisz, że nie wiem co ludzie mówią za moimi plecami?! A może przyszłaś się pochwalić jak dobre świadectwo dostałaś, bo MOJE lekcje coś ci dały?! Zjeżdżaj stąd laleczko! Idź do tłumów swych wielbicieli! Może pomnik ci postawią rodzice za wspaniałe osiągnięcia! Po prostu... - W tym momencie głos jej się załamał, a Ayano, choć nie widziała, była przekonana, że Tamiko schowała twarz w dłoniach. - ... zostaw nas.

Nie było tu nikogo innego i Ayano była tego pewna. Brak innych zapachów, dźwięków czy nawet śladu reiatsu. Ewidentnie Wilczyca siedziała tu sama.


[Masz do rozdania 5 punktów w wybrane przez ciebie statystyki by zobrazować wysiłek włożony w rozwój postaci. Nie możesz zwiększyć jednej statystyki o więcej niż 2. Dodatkowo otrzymujesz 6 zaklęć, z których 3 mają być z poziomu 1-10, 2 z 11-20 i jedno z 21-30. Wybierz sobie czy chcesz bakudou czy hadou. Przed wpisaniem ich do kp podeślij mi na pw, które wybierasz, a ja przyklepię, ok?

Żeby nie było wątpliwości gramy teraz ten dialog - jako rodzaj wspomnienia. Kiedy to załatwimy przejdziemy do bieżącej przygody.]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shihouin Ayano





Karta Postaci
Punkty Życia:
71/80  (71/80)
Punkty Reiatsu:
75/153  (75/153)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Sob 23 Sie 2014 - 19:36

Ayano zacisnęła dłonie w pięści i uniosła wojowniczo brew. Kącik jej ust zaczął drżeć w lekkim uśmiechu pełnym irytacji. Martwiła się o Tamiko, ta zaś w odpowiedzi postanowiła ją obrazić. To oczywiście było typowe i do przewidzenia. W końcu Wilczyca nigdy nie należała do osób grzecznych ani wygadanych. Zawsze była niegrzeczna, zawsze mówiła za wiele i za każdym razem ponosiły ją emocje. Młoda Shihouin jednak również nie należała do osób szczególnie spokojnych, zaś oskarżycielski ton z jakim mówiła Tamiko wyprowadził ją z równowagi. W końcu Ayano za każdym razem starała się jedynie pomóc i nawet przez myśl jej nie przeszło, by chcieć czegoś w zamian. Dodatkowo część z tych wypadków "zbawiania świata" wynikało wyłącznie ze zbyt długiego jęzora podczas kłótni. Niewiele dzieliło ją od wybuchu, była dosłownie o włos od odpyskowania Wilczycy i zmienienia obecnej rozmowy w kolejną z wielu kłótni... coś ją jednak powstrzymało, a tym czymś było załamanie w głosie Tamiko. Smutek nie tylko słyszalny, ale i wyczuwalny w zmianie energii duchowej. Dziewczyna musiała być naprawdę zrozpaczona, by pokazać tyle emocji... i to emocji nie będących gniewem. Właśnie to jedno załamanie głosu przy całej reszcie sytuacji powstrzymało Ayano przed wybuchem gniewu. W głowie młodej Shihouin po raz kolejny pojawiła się możliwość rozsądnego myślenia.

- Was? O czym ty w ogóle gadasz? - Szlachcianka nie czuła nikogo w okolicy, co oznaczało, że były tutaj z Tamiko same.... a może obok stał ktoś jeszcze? Ktoś, kto potrafił chować się przed ślepą dziewczyną? Już raz Murai pokazał, że jest to możliwe. Czemu więc ktoś inny nie mógł by tego osiągnąć? A może... cholera, możów i chybów oraz gdybów w okolicy unosiło się niezwykle dużo i trzeba było to jak najszybciej zmienić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Nie 24 Sie 2014 - 11:24

Zgrzytnięcie zębami mogło zapowiedzieć kolejny wybuch, ale zamiast tego nastąpiła dłuższa chwila ciszy. Wiatr zawodził między drzewami, a jakiś krzyk radości dobiegł uszu Ayano. Rozpoznała w nim jedną z trajkotliwych dziewczyn z jej klasy. Jednak to nie miało większego znaczenia bowiem nagle Tamiko westchnęła.
- Chodzi o... - Jeszcze jedno westchnięcie. - Jak dobrze wiesz to nie jest mój pierwszy rok. Za pierwszym razem otrzymałam Zanpaktou i po prostu z biegiem czasu nasza więź się zwiększyła i... znam jego imię, a teraz... teraz mnie wyrzucą. Mam najgorsze wyniki z przedmiotów teoretycznych, a nie uda mi się drugi raz zrobić tej samej sztuczki... Kiedy zaś mnie wyrzucą zabiorą mi go i to będzie koniec. - Jej głos ciążył. Był kompletnie inny, jakby mówiła właśnie coś czego nigdy nie powiedziała nikomu i nie czuła się z tym dobrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shihouin Ayano





Karta Postaci
Punkty Życia:
71/80  (71/80)
Punkty Reiatsu:
75/153  (75/153)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Pon 25 Sie 2014 - 9:25

Zanpakutou? Jej miecz mówił do niej? To przecież zupełnie tak, jakby już była wytrenowaną shinigami! To przecież cudowne, wspaniałe i niesamowite wieści. Aż zadziwiające, że cała akademia o tym nie huczy. Owszem, Ayano słyszała plotki i pogłoski, niemniej nie było to nic pewnego i sprawdzonego. Jeśli jednak to była prawda... wszyscy nauczyciele powinni i tym trąbić i zastanawiać się co począć z dziewczyną o tak niezwykłym talencie. W końcu ilu dotychczas było w stanie rozmawiać ze swoim Zanpakutou jeszcze w akademii? Z drugiej strony, może właśnie o to chodziło. Potrafiła rozmawiać z duszą miecza, jednakże nie spełniała innych kwalifikacji na shinigami. Może rzeczywiście lepiej było trzymać taką informację w tajemnicy? Nie wspominać o niej nikomu, komu nie można zaufać? Cóż... być może Ayano była zbyt młoda by to rozsądzać, niemniej sama nie zamierzała nikomu powtarzać tej informacji. Wystarczyło już, że dla Wilczycy przyznanie się do tego było bardzo trudne. Na pewno nie potrzebowała herolda krzyczącego o tym wszędzie dookoła.

- Było tak od razu idiotko a nie drzeć się i chować po krzakach. Chodź! - Ayano zamierzała złapać Tamiko za ramię lub rękę, o ile tylko była w stanie zlokalizować przybliżone ułożenie ciała Wilczycy. Następnie zaś planowała odwrócić się na pięcie i ruszyć. Dopiero po kilkunastu krokach zaaferowana szlachcianka zdała sobie sprawę z faktu, że przecież nawet się nie zastanowiła dokąd ruszyła. W tej konkretnej chwili nie bardzo wiedziała gdzie jest, zgubiła się. Przystanęła w tedy srożąc brwi w ataku irytacji. Nie chciała się przyznać, że nie wie gdzie teraz powinny iść, choć chciała po prostu iść do swojego pokoju. Oczywiście jako osoba, która z teorią radziła sobie nieźle mogła przecież spróbować pomóc Wilczycy, miała nawet plan jak to zrobić. - Noo dobra... ty prowadź kretynko. Idziemy do mnie i to już a ty nie gadasz bzdur tylko słuchasz i odpowiadasz rzeczowo i konkretnie. Na samego Boga Śmierci naprawdę jesteś beznadziejna. Kiedy możesz powtarzać zaliczenia co?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Pon 25 Sie 2014 - 12:26

Oczywiście to musiało być wspaniałe. W końcu nie jedna osoba marzyła o tym by porozmawiać z mieczem, by stać się prawdziwym Shinigami. Z resztą podobno wielu spośród szeregowców nie potrafiło nawiązać kontaktu ze swym mieczem, a więc coś takiego było faktycznie wyczynem. Mimo to Tamiko wydawała się niezainteresowana informowaniem o tym kogokolwiek.

- O czym ty... - Ayano chwyciła ją bez problemu widziała bowiem dokładnie jej sylwetkę sformowaną z Reiatsu. Szarpnięcie zaskoczyło dziewczynę, która bezwiednie ruszyła za szlachcianką układając myśli. Dopiero, gdy się zatrzymały wyrwała się i ujęła pod boki.
- Co cię nagle napadło? Sama jesteś kretynka! Z resztą to wina egzaminujących! - Oczywiście to nie było takie proste. Gdyby ktoś próbował zamknąć Ayano usta z pewnością skończyłoby się to tak samo. Mimo wszystko Wilczyca najwyraźniej doceniła starania szlachcianki, bo burknęła coś o przesadnej reakcji i dziwactwie.
- Pierwszy za tydzień. - Powiedziała powoli i cicho, gdy mijały znany już Ayano zakręt. Przez długi czas milczała by w końcu zadać pytanie.
- Dlaczego mi pomagasz? Nie jestem miła, nie jestem ze szlachty, tłukę cię na treningach i do tego jestem zakałą Serieitei... - Ayano mogła odczytać z jej energii duchowej, że ta już się uspokoiła. Szlachcianka czuła również obecność Hitomi w budynku. Na szczęście większości uczniów nie było bowiem trwały zajęcia, więc nikt nie będzie im przeszkadzał i nie podsłucha waszej rozmowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shihouin Ayano





Karta Postaci
Punkty Życia:
71/80  (71/80)
Punkty Reiatsu:
75/153  (75/153)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Pią 29 Sie 2014 - 10:06

- A do tego biadolisz bez sensu. Tak, wiem, nie musisz mi przypominać. - Ayano dalej maszerowała w stronę swojego pokoju. Chciała tam trafić, bo właśnie tam trzymała "swoje" notatki oraz tam mogła spokojnie przeprowadzić pierwsze z lekcji dla Tomiko. Nie odpowiedziała od razu, co takiego skłaniało ją do pomagania Wilczycy. W sumie nigdy się nad tym nie zastanawiała. Jakoś po prostu reagowała sama nie zastanawiając się specjalnie długo. Dodatkowo zazwyczaj pomagała jej tak na prawdę nie do końca wiedząc, że to robi. Dopiero teraz, gdy została o to zapytana zaczęła się zastanawiać. Myślała dość intensywnie szukając faktycznego powodu. Przegarniała kolejne myśli poszukując rozwiązania. Starała się wyszukać połączenia w sieci swojej świadomości z zamiarem odszukania właściwej odpowiedzi. Mimo wszelakich starań nie zdołała jednak wyszukać niczego, do czego potrafiła by się sama przed sobą przyznać. Odpowiedz była w końcu oczywista, choć Ayano nieszczególnie chciała ją poznać. Wszystko wskazywało bowiem na to, że zwyczajnie polubiła Wilczyce. Po prostu darzyła ją tym uczuciem, które większość osób nazwało by przyjaźnią.
- Zresztą, co Cię to obchodzi. Pomagam tak? I coś Ci w tym nie pasuje hm? - Dziewczyna zirytowana niemożliwością odkrycia właściwej odpowiedzi w swojej własnej głowie po prostu burknęła kolejne pytanie wraz z oskarżeniem, co mogło pomóc uniknąć potrzeby wypowiedzenia faktycznej odpowiedzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Nie 31 Sie 2014 - 10:24

- Tss, typowe. Czyżby potrzeba niesienia pomocy gorszym od siebie? Cóż za szlachetna wizja spływająca ze strony dotychczas obojętnej szlachty! Proszę państwa, mamy poprawę! Serieitei od tej pory jest uratowane! - Oczywiście nikogo nie było w pobliżu, ale to nie powstrzymało Wilczycy przed złośliwą uwagą. Mimo to posłusznie szła do pokoju dziewczyny i tak też niebawem znalazły się przy drzwiach, do których Wilczyca zapukała. Charakterystyczny krok Hitomi i drzwi rozsunęły się na bok.
- Ayano, jak... - Hitomi zamilkła, a w powietrzu zawisła niezręczna cisza.
- To ta słynna służka? - Odezwała się Wilczyca. - Czemu nosi twoje kimono studenta akademii...?
- To nie tak, ja zaraz wyjaśnie, po prostu sprawdzam jak leży by wiedzieć czy muszę coś poprawić i... - Hitomi jęknęła żałośnie. Najwyraźniej mimika twarzy Tamiko wyrażała wystarczające powątpiewanie by ta odpuściła sobie bzdury.
- Ayano, to nie tak. Po prostu... ja... przepraszam... - Weszła do środka i usiadła ciężko na macie. Dokładnie pięć kroków od wejścia na wprost. Ayano dokładnie pamiętała rozłożenie każdego mebla.
- No to zrobiło się dziwnie. - Burknęła do siebie Tamiko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shihouin Ayano





Karta Postaci
Punkty Życia:
71/80  (71/80)
Punkty Reiatsu:
75/153  (75/153)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Nie 14 Wrz 2014 - 19:45

- Zamknij się idiotko i siadaj. Z czego masz pierwsze zaliczenie? - Ayano wparowała do pokoju a następnie zamknęła za sobą drzwi. W zasadzie spodziewała się, że Hitomi przymierzy kimono, marzyła o tym od dawna. Młoda szlachcianka była nawet pewna, że służka wyglądała by w nim dobrze. Ayano jednak nigdy nie przejmowała się wyglądem, ani swoim ani innych. W końcu czemu miała by to robić, jako osoba pozbawiona wzroku? - Hitomi, potrzebuje notatek, pomożesz tej idiotce dobra? Bo chyba zapomniała jak się prosi o pomoc i trzeba jej to wbić kijem do pustej głowy. A tak, poza tym, mamy coś do jedzenia? Głodna jestem...

Sama Ayano odruchowo ruszyła w stronę stolika i usiadła przy nim spokojnie w najbardziej tradycyjny sposób. Był to zwykły odruch, zawsze tak robiła. W końcu jako, do niedawna, dama dworu musiała zawsze zachowywać się z godnością i zawsze przestrzegać tradycji. Niezbyt to lubiła, jednakże wyuczone odruchy miały pozostać przy niej na zawsze.

- Hitomi... dobrze leży? - zagadnęła po kilku chwilach oczekiwania na przekąskę. Była zwyczajnie ciekawa, czy dziewczynie podoba się to niezwykłe doświadczenie. W końcu zwykli ludzie w zasadzie nigdy nie mieli okazji przymierzyć podobnego stroju. Sama Ayano nie bardzo dbałą o wygląd kogokolwiek, niemniej dbałą o Hitomi, dla tego też byłą ciekawa, czy służka dobrze czuje się w tym stroju.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Today at 5:46

Powrót do góry Go down
 
Posiadłość rodu Shihouin
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Świat :: Soul Society :: Seireitei :: Tereny Mieszkalne-
Skocz do:  
Free forum | © phpBB | Free forum support | Kontakt z | Report an abuse | Free blog