IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Nabór na stanowiska Mistrzów Gry! Rekrutacja na GG: 2785425!
Pomoc dla nowych graczy

Lista aktywnych Mistrzów Gry:
Kamys 5/3 | Izdurbal Tenshi - 3/4 | Kuchiki Kyosuke - 6/3
CZaras – 2/3 | Shadow - 1/1 | Kaz- 1/1 | Kovacs - 0/1 |
Watanabe no Tsuna
- 2/3* (możliwe dodatkowemiejsce o ile KP zainteresuje, zaś gracz będzie aktywny)


Share | 
 

 Posiadłość rodu Shihouin

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Czw 18 Wrz 2014 - 0:41

Tamiko usiadła ciężko z cichym westchnięciem, tak jakby przyszła tu za karę albo robiła wielką łaskę, że w ogóle przyszła.
- Z... ee... Roli Shinigami w świecie. Później z Hollowów. Ach. Trzeci... to ta rozprawka. Bardziej praca domowa. Temat to bodaj "Sereitei w SoulSociety" czy coś takiego.
- "Rola Sereitei w utrzymaniu równowagi SoulSociety i świata żywych" - Poprawiła ją Hitomi na co Tamiko zareagowała lekceważącym parsknięciem.
- No, coś takiego. - Potwierdziła Wilczyca.
Hitomi nie przejęła się tonem gościa i już po chwili stos notatek stuknął cicho o stół.
- Oczywiście, mam ramen na dobry apetyt, sobę z dodatkami i kuleczki ryżowe, które dopiero co skończyłam lepić oraz Mochi z truskawkami na deser.
- I takie dania normalnie jecie? - Stukot misek, gdy Hitomi ustawiała wszystko na tacy. W sumie nie musiała wiele mówić, bo gdy emocje opadły natychmiast Ayano wyczuła subtelne zapachy każdej z potraw wcześniej nie zarejestrowała ich bowiem Hitomi zabrała ze sobą intensywnie pachnące Hiacynty. Nie było to coś złego bowiem ich zapach był naprawdę przyjemny, ale otępiał nieco zmysł powonienia szlachcianki. Jak upierała się Hitomi to ułatwia robienie jej kulinarnych niespodzianek.

- Co? Tak! Wspaniale! Czuję się tak jakbym była jedną z was.
- Nie jesteś. - Rzuciła Tamiko.
- To prawda... - Smutek w głosie Hitomi był wręcz namacalny.
- Dopóki nie będziesz miała tego. - Ayano usłyszała jak Tamiko wstaje, a Hitomi... podskakuje. Robiła to tylko kilka razy w życiu. Właśnie skakała z podekscytowania.
- Naprawdę mogę?
- Tak, tylko uważaj by nie uderzyć misek.
- Ayano, ona dała mi swój Zanpaktou! - Hitomi cieszyła się tak bardzo, że zapomniała podać posiłek przyjaciółce. Zreflektowała się dopiero po chwili i przyniosła tacę stawiając ją przed szlachcianką.
- No dobrze. I co teraz? - Spytała Tamiko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shihouin Ayano





Karta Postaci
Punkty Życia:
71/80  (71/80)
Punkty Reiatsu:
75/153  (75/153)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Wto 23 Wrz 2014 - 12:53

Szlachcianka uśmiechnęła się pod nosem słysząc podskoki służki. Hitomi była jej najbliższą przyjaciółką i jej radość w jakiś dziwaczny sposób zarażała Ayano. Oczywiście nie zamierzała buchać wielkim płomieniem szczęścia i wesołości, jednakże delikatny uśmiech po prostu wkradł się na jej twarz niczym najlepszy ze złodziei. Sama nawet go nie zauważyła, prawdopodobnie nie przyznała by się też do niego. Całe wydarzenie miało na nią jednak wpływ jeszcze w inny sposób. Spojrzała bowiem po raz kolejny na Wilczycę, która okazywała się być naprawdę dobrą osobą. Sama Ayano nawet przez chwilkę nie pomyślała, by pożyczyć służce miecz. Nie uważała, że to coś złego... po prostu nigdy przez jej myśl nie przeszła taka możliwość. Przecież nawet uczniowie mieli zakaz używania Zanpakutou. Swój własny oręż traktowała wiec jak świętą relikwię, choć dla niej bron ta była jedynie kawałkiem stali. Tamiko podała zaś służce nie tylko miecz, ale również przyjaciela. Wszak Wilczyca rozmawiała ze swoim ostrzem i, najwyraźniej, była do niego bardzo przywiązana. Zrobiła to zaś dla tego, aby prosta służka była, choćby przez chwilę nieco szczęśliwsza. Czy ktoś taki nie zasługiwał, na małą pomoc? Zdaniem Ayano zasługiwał, zasługiwał nawet na więcej niż małą pomoc.

- Ehhh... same podstawy, dobra, zaczniemy od początku. Zadam kilka pytań i sprawdzimy co udało ci się jakoś uchować w durszlaku, który robi Ci za pamięć. Później pomyślimy co dalej, ale mam plan. - Ayano uśmiechnęła się zadziornie a następnie zaczęła zadawać dziewczynie pytania z działów, które Tamiko miała zaliczać. Zaczęła od najprostszych rzeczy, następnie zaś przeszła powoli do bardziej skomplikowanych pragnąc po prostu zrozumieć co w ogóle wie Wilczyca, choć spodziewała się, że będzie tego niewiele. W końcu zdaniem Ayano wszystkie dotychczasowe egzaminy były stosunkowo proste, zaś niezdanie ich mogło wynikać wyłącznie z celowej chęci oblania. Słysząc o porażce Tamiko założyła więc, że należy ją traktować tak jakby nie umiała nic. Następnie zaś chciała wcielić w życie swój plan, odnośnie edukacji Wilczycy.

- Dobra... dno całkowite, ale można Cię uratować. Powiedz mi, wszystkie układy szermiercze pamiętasz tak? Z rytmiką i całą resztą, prawda? Tak jak i wszystkie układy z Hakudy co nie? - Ayano wiedziała, że podczas ćwiczeń walki często trenowało się jeden układ setki razy, rozumiała czemu się tak robiło, rozumiała też, że w tych ćwiczeniach bardzo istotna jest rytmika ruchów. O dziwo, rytmika była dla samej Ayano równie istotna w uczeniu się tekstów na pamięć. Sama często powtarzała sobie formułki w odpowiednim rytmie tylko dla tego, że później łatwiej było jej odtworzyć owe formułki z pamięci. Taką też metodę zamierzała zastosować przy próbach pomocy Tamiko. Po posileniu się (oczywiście poczęstowała by i Tamiko i Hitomi, choć pewnie zjadła lwią część pożywienia) zamierzała zacząć wpajać Wilczycy wiedzę podczas powtarzania układów z Hakudy. Sama mogła przy tym też coś niecoś potrenować, zaś rytmiczne ataki i reakcje mogły sprawić, że Tamiko lepiej złapie teorię. Zwyczajnie będzie odtwarzać słowa myśląc o odtwarzaniu ruchów. Oczywiście metoda nie była może najlepsza i bez wad, niemniej nadal była lepsza niż tłuczenie Wilczycy po pustawej czaszce, co zawsze mogło pozostawać planem awaryjnym-ostatecznym.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Sob 31 Sty 2015 - 11:00

- No i co się szczerzysz jak przekupka na targu. - Mruknęła w stronę szlachcianki Tamiko na słowa o pamięci jak durszlak.
Podekscytowana Hitomi odeszła kawałek od dziewcząt i powoli, z namaszczeniem wyciągnęła Zanpaktou z sayi, co dało się rozpoznać po charakterystycznym, acz nierównym, dźwięku. Saya Tamiko nie była najwyższej jakości i można było podejrzewać, że jest nieco zużyta. Kilka kroków i Ayano wiedziała, że dziewczyna stanęła przed lustrem, które było na wyposażeniu pokoju. Oczywiście dla niej było całkowicie nie przydatne, ale Hitomi mogła go używać do bóg wie czego.
- Teraz nikt by się nie poznał. - odezwała się Wilczyca jakimś dziwnie wesołym tonem. Nie minęła długa chwila, a Hitomi już wisiała na szyi Tamiko.
- Dziękuję, dziękuję, dziękuję!
- Już, już. Teraz czas na katorgę...
- Nie będzie tak źle. Postaram się pomóc.
Tak też się stało. Hitomi pomagała wybrać notatki czy przeszukiwała zapiski w celu odnalezienia elementów pracy pisemnej by pokazać Wilczycy jak się to robi. Zaś ta odpowiadała powoli na pytania Ayano. Od początku wychodziło jej to z trudnościami. Teoretycznie zdawała się orientować w absolutnych podstawach, ale im dalej w las tym więcej drzew, jak mówią. W jej przypadku im głębiej w czaszkę tym większe echo.

- Tak, znam. Sama nawet jeden taki układ wymyśliłam w zeszłym roku... znaczy zanim mnie wyrzucili...
Posiłek był jak zwykle smaczny, choć miał swoje wady. Hitomi nie potrafiła zrobić wszystkiego tak dobrze jak kucharki w domu, ale wkładała w każdą potrawę sporo serca i choć Ayano mogła to wyczuć, to Tamiko była pod takim wrażeniem, że kolejne pięć minut spędziła zadziwiając się nad potrawami i wychwalając je. Nie mogła uwierzyć, że Hitomi zrobiła je sama, a ta cieszyła się z tych komplementów.
- Nigdy nie jadłam tak dobrych rzeczy, ale nie rozumiem po co ta Hakuda. - Dziewczyna musiała wyjaśnić jej dobre trzy razy wszystko po kolei by nieskalana intelektem Grzybowa Dziewczyna wreszcie zrozumiała o czym mowa.

Kilka długich godzin, zawierających oczywiście przerwy, zajęło im osiągnięcie jako takiego sukcesu. Wydawało się, że Tamiko zrozumiała wreszcie jak wszystko ma działać i sama przyznała, że to dość proste, choć Ayano mogła poznać, że coś jej nie pasuje. Nim jednak zdążyła zapytać ta sama wypaliła siadając na podłodze.
- Wy naprawdę w to wierzycie? W te wszystkie bzdury, którymi nas tu karmią?
- O czym ty mówisz? - Hitomi podniosła się ze swojego miejsca by podejść bliżej.
- No choćby: "Obowiązkiem Shinigami jest dbanie o balans układu dusz w świecie żywych i Soul Society oraz walka z Hollowami w celu ochrony tychże. Zostając nim zobowiązuje się bronić słabszych i roztaczać pieczę nad Serieitei, a przede wszystkim wykonywać rozkazy swoich przełożonych." - Wyrecytowała idealnie, co brzmiało z pewnością jak postęp, ale samo jej pytanie pozostawiało nieco do życzenia.
- Przecież to prawda. Nie rozumiem o co ci chodzi.
- A no o to, że nijak się to ma do świata prawdziwego, w którym żyjemy. - Parsknęła Wilczyca i napiła się już chłodnej herbaty.

[Odpowiedz tutaj i ten kawałek najpewniej będziemy kończyć, albo rozegramy dwa na raz tak jak wcześniej by nadrobić zaległości]

-------------------------------

Teraźniejszość

- No to jesteśmy. - Tamiko usiadła obok Ayano nawet nie pytając o pozwolenie. - Więęęc pewnie umierasz z ciekawości kto to taki. Pozwól, że przed...
- Wilczku, wasz kolega chciał coś powiedzieć pierwszy. - Głos kobiety był łagodny jak motyli trzepot skrzydeł, a mimo to sprawił, że Wilczyca zamilkła natychmiast. Młoda Shihouin skojarzyła ton głosu z osobą marzycielską i czasem oderwaną od świata. Skupiając się na zapachach mogła poczuć subtelną nutę migdałów i orchidei oraz mieszanki innych kwiatów.
- Dzień dobry Ayano... - Hirako się zaciął.
- No wyduś to z siebie wreszcie, ciele jedno! - Wybuchła Tamiko i westchnęła głośno.
- To dla ciebie. Pomyślałem, że ci się spodoba. - Powoli zbliżył się i wyciągnął rękę. Ayano mogła to poznać, bo dokładnie widziała jego sylwetkę stworzoną z Reiatsu. Było dziś niesamowicie wyraziste, ale z drugiej strony znajdowało się też w stanie, w którym nigdy wcześniej go nie widziała. Miała wrażenie, że to płonie, ale nie jak ogień w kominku. Bardziej jak świeczka, a do tego jest skulone w sobie.
- Hirako, chłopie. - Tamiko wstała i objęła go ramieniem. - Wiesz, że to działa w drugą stronę. To Ayano ma się zmienić w buraka, a nie ty. - Trzecia osoba odchrząknęła.
- A tak, wybacz. To jest osóbka, którą chciałam byś poznała. - Wilczyca nie czekała nawet aż Ayano zareaguje jakoś bardziej na otrzymany podarek, którym okazała się być właśnie orchideo. Delikatne płatki i świeża, jeszcze wilgotna łodyga. - Oto dziewczyna z wyższego roku, rysowniczka, rzeźbiarka...
- Wilczku... - Głos był proszący obce Reiatsu wydało się zmieszane.
- ... kwiaciarka, prymuska swojego roku, dowódca patrolu do okręgów poza murami Serieitei...
- Tamiko, na litość...
- ... wspaniały słuchacz, vicemistrzyni turnieju Kidou dla czwartego roku...
- Kasumi. Po prostu Kasumi. - Przerwała kobieta i wyszła naprzeciw. - Miło mi panienkę poznać. Tamiko wiele o tobie opowiadała. Jak o wszystkim. Paszcza się jej nie zamyka. Wiem też, że to nieco szybkie jak na początek znajomości, ale czas mnie goni. Czy zechciałaby panienka dołączyć do mojej drużyny w patrolu okręgów zewnętrznych? Ta dwójka przyznała, że zgodzi się tylko jeśli i panienka postanowi dołączyć.
- NIEPRAWDA! - Zbulwersowała się Tamiko, a Hirako zaśmiał się dając jej kuksańca w bok.
- Już się tak nie broń wszyscy na roku wiedzą, że Ayano oswoiła Wilka. - Chłopak kontynuował, a Reiatsu Wilczycy zagotowało się.
- Powtórz to, a przerobię cię na karmę...
- Dla psów? - Hirako nie ustąpił, a Tamiko wydała z siebie głośne warknięcie.

[Trochę przyspieszam, ale powinno mieć to wszystko sens.]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shihouin Ayano





Karta Postaci
Punkty Życia:
71/80  (71/80)
Punkty Reiatsu:
75/153  (75/153)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Nie 1 Lut 2015 - 14:23

Ayano była zadowolona z efektów. Jeśli Wilczyca osiągnęła poziom dostateczny, by odpowiedzieć choćby na część pytań, to był to dobry wynik. Dziewczyny miały bowiem przed sobą jeszcze pięć dni. Tak... to dawało okno możliwości pozwalające Tamiko nie tylko na zdanie teorii ale również na dość poważne poprawienie jej ocen. Trzeba było utrwalić wiedzę i poszerzyć ją nieco. Musiały jeszcze napisać pracę pisemną, a w tym również Ayano musiała pomóc. Znaczy... nie musiała przecież prawda? Po prostu tak wyszło, że młoda Shihouin była bardzo ciekawa reakcji nauczycieli na nowo-nabytą wiedzę Grzybowej Dziewuchy. To mogło by być wcale zabawne, słyszeć ich reakcje i ich zdziwione głosy. Tak, to zdecydowanie musiał być właśnie ten powód. Do tego w końcu mogłaby się popisać, że to dzięki niej. Zawsze brzmi to dumnie prawda? „Nauczyłam dzikie zwierze dość dużo, by umiało zaliczyć egzaminy teoretyczne w akademii shinigami.”. Tak, zdecydowanie brzmiało to jak niezłe osiągniecie. Takie powody powinny doskonale sprawdzić się jako wytłumaczenie dla innych, bo samej Ayano do końca nie przekonały. Altruizm jednak nie leżał w jej naturze, przynajmniej nie tej części natury, do której młoda Shohouin by się przyznała.

- Nooo, dokonałam cudu. Ty Hitomi też, brawo! Jesteśmy świetne. Nie każdemu udaje się nauczyć dzikie zwierze odpowiadać na pytania w ludzkim języku. - Rzuciła jeszcze z wrednym uśmiechem po ostatecznym przepytaniu Tamiko. - Jutro po zajęciach masz być u mnie jasne? - tym razem słowa skierowała do Grzybowej Dziewczyny. - Ja i Hitomi nauczymy Cię stać na tylnych nogach i skakać przez płonące obręcze. Dzięki temu będziesz mogła występować na ulicach. Po jutrze też przyjdziesz po zajęciach i nauczę Cię pojęcia pieniądza, żebyś mogła zbierać datki za swoje występy. W ten oto sposób będziesz pierwszym pieskiem, który umie sam na siebie zarobić.

Ayano nie mogła przecież zakończyć lekcji pozytywnym dla Tamiko akcentem. Musiała ją jeszcze urazić, czemu zaś nie zrobić tego w ostry sposób teraz, gdy miała pozycję władczą. Przy okazji „całkowicie przypadkowo” pochwaliła Hitomi oraz jej pomoc. Robiła to rzadko, dla
tego też miała nadzieję, że służka będzie miała dzięki temu jeszcze lepszy humor... znaczy, NIE. Po prostu stwierdziła fakt, który się wydarzył. Rany... jakie to wszystko staje się dziwne, kiedy nagle ludzie dookoła czują się lepiej dzięki twojej obecności. Powinno się za to nagradzać prawda? To może następnym razem dadzą jej jakąś nagrodę co? W końcu Ayano nie mogła tego wszystkiego robić z powodu bezsensownego, przyjemnego uczucia które zakwitało w jej sercu za każdym razem, gdy Hitomi się uśmiechała, albo gdy życie Tamiko poprawiało się choć trochę. To uczucie zapewne wynika z brzucha pełnego dobrego jedzenia, albo czegoś takiego... tak, to lepsze wytłumaczenie niż... niż to inne wytłumaczenie które nie mogło być odpowiednim.

Słysząc pytanie zadane przez Tamiko, Ayano zamyśliła się na dłuższą chwilę. Jej umysł znał już odpowiedź, ale przyznanie się do niej nie było łatwe. Odpowiedź ta została jej podana przez kogoś, kto już nie żył. Przez kogoś, kto nie żył. W końcu Ona też kiedyś zadała to pytanie, odpowiedział jej zaś ktoś mądrzejszy niż ona... Dawne czasu wróciły w jej głowie.

- … Dla Shinigami najważniejsze jest więc życie innych. Na tym polega nasza służba, na chronieniu tych, którzy sami ochronić się nie potrafią. Fajnie co? - Ayano czuła dumę w głosie Arasou. Młody student akademii shinigami wydawał się być taki pełny energii i przekonania.
Ayano zasmuciła się nieco słysząc to. Chłopak był tak bardzo o tym przekonany... Sama Shinouin znała jednak osobiście wielu shinigami z ważnych rodzin. Dla nich kariera w Gotei była wyłącznie ścieżką do wyższych stołków. Nie przejmowali się tymi ideałami. Nie chciała niszczyć bratu humoru, ale prędzej czy później sam się o tym dowie a wtedy może to bardziej zaboleć.
- Arasou... wiesz... nie każdy z Shinigami taki jest. - Odezwała się cicho, zdecydowanie cicho jak na siebie. Po raz pierwszy bała się powiedzieć coś swojemu braciszkowi. - Wielu z nich... no... nie za bardzo postępuje według tych słów... wiesz... nie wierzą w nie...
Chłopak usiadł wreszcie spoglądając na siostrę. Później ułożył dłoń na jej ramieniu, o dziwo nawet nie zasmucony, nie speszony, nie zamyślony.
- Może? Ale wiesz co Siostrzyczko? Za kilka lat to ja będę shinigami. Jeśli ja będę w nie wierzył, to znaczy, że będzie jednego więcej, który w to wierzy co nie? A wtedy, to to wszystko będzie prawdziwe prawda? - Uśmiech na twarzy studenta akademii był tak wyraźny, że Ayano czuła go pomimo ślepoty. Sama poczuła jak jej wargi się wyginają, uśmiech Arasou zawsze był bardzo zaraźliwy. Wszyscy przy nim się uśmiechali, wszyscy zdawali się przy nim mieć więcej energii i entuzjazmu.
- Nie zmienisz całego świata Arasou. - rzuciła jeszcze w desperackiej próbie obrony logiki.
- A skąd wiesz co? Próbowałaś już? - chłopak ścisnął mocniej ramię swojej siostry. Jego dłoń była ciepła, zupełnie jak głos..


Wspominając brata Ayano uśmiechnęła się delikatnie i bezwiednie. Przez kilka chwil przebywała jeszcze w szczęśliwej przeszłości. Uśmiech nie wytrzymał jednak zderzenia z rzeczywistością. Smutek opuścił kąciki ust a później wdarł się do oczu. Ayano powstrzymała napływające łzy. Później nie odzywała się jeszcze przez kilka chwil, by uspokoić gardło ściśnięte jak przy płaczu.
- Głupia jesteś. - Warknęła jeszcze nieco zmienionym głosem w stronę Tamiko. - Ma się nijak?! Nie zauważyłaś idiotko, że to Ty będziesz za kilka lat Shinigami?! Jeśli chcesz możesz nie wierzyć w te słowa. Możesz mówić, że świat jest inny i być taka jak mówisz. A ja tymczasem zamiast gadać bzdury będę wiedziała co przysięgałam i wierzyła w to co przysięgam. Będę żyła, według tej obietnicy a każdemu, kto żyje inaczej będę tłukła tymi słowami w głowę aż nie tylko je zapamięta, ale aż będzie je uznawał za naprawdę ważne słowa! A teraz idź już. Mam Cię dość na dzisiaj.

Ayano pod koniec rozmowy brzmiała już jakby była bardzo zdenerwowana. Wstała energicznie i ruszyła w stronę skrzyni z rzeczami osobistymi. W emocjach zapomniała o stoliku i uderzyła w niego dużym palcem stopy, nie zatrzymała się jednak. Przyklęknęła przy niej bez szczególnego powodu, po prostu dla tego, że dzięki temu odwrócona była do innych plecami i nie mogli oni zobaczyć pojedynczych łez przy jej oczach. W irytacji otwarła wieko. Dopiero po chwili do młodej Shihouin doszło, że nigdy jeszcze nie powiedziała nic tak szczerego komuś, kto nie był z najbliższej rodziny, albo nie był Hitomi. Nie otwarła się tak od bardzo dawna... cholera, cholera, CHOLERA! Musiała się czymś struć!

...............................................................................................

TERAŹNIEJSZOŚĆ

Ayano czekała spokojnie na nadejście Tamiko wybijając ze zniecierpliwieniem rytm palcami na łasce. Rytm był prosty i miał pokazać wszem i wobec „czekam stanowczo za długo na tych kretynów”. Tak, w wypadku młodej Shihouin zachowanie takie było typowe dla oczekiwania spokojnego. W wypadku niespokojnego zwykle krzyczała albo na głos obrażała spóźnialskich. Gdy jej przyjaciele wreszcie się pojawili odwróciła odruchowo głowę w stronę wilczycy i właśnie wtedy usłyszała nowy głos. Głos, którym mogłaby przemawiać jej matka gdyby miała znowu dwadzieścia lat. Głos, który był nie tylko łagodny i piękny ale również niósł autorytet. Zapach trafiający do jej nozdrzy kojarzył się zaś z kimś ze szlachty. Raczej celowo utworzony perfum, i to dość specyficzny. Prawdopodobnie robiony na zamówienie.

Większość uwagi skupiła na nowej dziewczynie, zapewne dla tego dopiero po chwili odwróciła głowę w stronę Hirako. Chłopak wydawał się być przerażony, a zarazem podekscytowany. Wyciągnęła dłoń w jego stronę, złapała za kwiatek i uśmiechnęła się lekko i... łagodnie? Cóż, zapewne tylko dla tego, że nie była całkiem tego uśmiechu świadoma. Palce zacisnęły się lekko na wilgotnej łodyżce, zaś płatki musnęły policzek w chwili, gdy zapach trafił do jej nosa. Kwiat. Orchidea. Ayano od dawna nie dostała podobnego prezentu. Owszem, była obdarowywana wieloma darami przy bardzo wielu okazjach. Otrzymywała piękne kimona kosztujące więcej niż wioska wraz ze wszystkimi mieszkańcami. Dostawała wspaniałe wachlarze, grzebienie, szpile i inne ozdoby wykonane przez najlepszych mistrzów Soul Society. Podarowano jej liczne piękne i cenne przedmioty, nikt nigdy nie dał jej jednak pojedynczego kwiatka... nikt poza Arasou. Ayano do dziś pamiętała, jak spóźnił się na jej 18 urodziny. Miał wtedy 15 lat...


- Na pewno nic mu się nie stało... - głos Hitomi był przepełniony obawą i ale i krztyną nadziei.
- Komu? - Warknęła Ayano obruszając się, co utrudniało służącej wyjmowanie licznych ozdób trzymających złożona fryzurę szlachcianki. Pomimo agresji w głosie Ayano naprawdę była przerażona. Arasou nigdy się nie spóźniał, a dzisiaj rano wyruszał na patrol do świata żywych. Czy aby nic mu się nie stało? Jej mały braciszek był silny, utalentowany, pomysłowy... ale przecież miał wrócić na przyjęcie. Takowe skończyło się już prawie godzinę temu.

Głośne i energiczne kroki zaczęły zbliżać się do pokoju, a wraz z tym jak stawały się głośniejsze w duszy Ayano pokazywało się coraz więcej ulgi i radości. Gdy zaś otwarły się drzwi młoda Shihouin niemal nie rzuciła się bratu na szyję. Arasou szybko podszedł do niej i przyklęknął łapiąc siostrę za dłoń, Ayano zaś odwróciła głowę przybierając naburmuszony wyraz.
- Przepraszam Siostrzyczko! Troszkę nam dłużej zeszło to polowanie i ten... - Chłopak chyba naprawdę był zakłopotany. Pomimo swojej przewagi w sprawności i wzroście w tej chwili osoby stojące z boku stwierdziły by, że to Ayano jest większa.
- Taaak... ten. - Burknęła Ayano głosem pełnym urażenia, nie mogła mu przecież pokazać, że przede wszystkim cieszyła się, że w ogóle wrócił. Dodatkowo bił od niego zapach krwi, czy aby nie był ranny? Nagłe milczenie Hitomi mogło by o tym świadczyć...
- Hej, wiesz, mam coś dla ciebie. - W dłoni Ayano wylądowała wilgotna łodyżka kwiatu. Do jej nosa dotarł zapach płatków... orchidea. Liczne, drobne płatki były tak przyjemne w dotyku... niczym puch. - Lubisz je, prawda? - dodał po chwili chłopak z szerokim, dziecinnym uśmiechem na twarzy oraz nadzieją w głosie. Nie wiedział, czy Siostra w ogóle lubi te kwiaty.
- Tak... - burknęła Ayano. Później zaś spokojniejszym już głosem dodała coś, co właśnie w tej chwili stało się prawdą. - To moje ulubione...


Od tego czasu co roku przynosił jej orchidee. Co roku po zakończonym przyjęciu otrzymywała kwiat... nawet w dwudzieste drugie urodziny, a dokładniej dzień po nich. Do pokoju Ayano wszedł jej ojciec, w dłoniach niósł kwiat. Nieco za stary, niebawem zwiędnął... ojciec nigdy nie znał się na kwiatach. Ponoć było to ostatnie życzenie konającego Arasou.

Ayano nie wiedziała co ma powiedzieć. Orchidea... jej ukochany kwiat. Nie było nawet ważne jak wygląda, nie było ważne jak pachniał. Ważne było, że on wtedy wrócił, choć myślała już, że nigdy nie wróci. Że On je dawał, chociaż mógł jej dać o wiele droższy prezent. Orchidea, tak po prostu, ze wstydem i strachem wręczona gdy siedziała na ławce. Zacisnęła na kwiatku obie dłonie i wtuliła lekko nos w płatki nim ułożyła go na swoich kolanach nadal trzymając łodyżkę. Próbowała odpowiedzieć, zapewne chciała to zrobić... na szczęście Tamiko na to nie pozwoliła. Wybawiła ją od kłopotu, sytuacja była bowiem dla niej o wiele bardziej kłopotliwa, niż była by w stanie przyznać... nawet sama przed sobą. Skarciła się mocno w duchu starając się zebrać w sobie. Na szczęście po raz kolejny Wilczyca była tutaj, żeby zaserwować jej nieświadomy ratunek. Tym razem poprzez czas zyskany dzięki nadmiernie długiemu przedstawianiu nowej osoby.

Kasumi... imię było Ayano znane. Słyszała je już gdzieś... przy okazji również związanej z Grzybową Dziewczyną przy okazji... gdy ośmieszała Rikiego na oczach jego gangu. Gdy zgotowała sobie wyobcowanie spomiędzy szlachty w zamian za spokojniejszą i łatwiejszą egzystencję dla Tamiko. Tak, Rikki wspominał o Kasumi. Mówił, że też mu przeszkadzała... czy to mogła być ta sama Kasumi? Jeśli tak, cóż, może należało się dowiedzieć?

- Miło mi Cię poznać Kasumi-san. Ja również słyszałam już o tobie, choć w moim towarzystwie Tamiko raczej skomle, piszczy albo szczeka. Zwykle merda też ogonem, może kiedyś zrozumie, że nic mi w ten sposób nie przekaże. Czasem udaje mi się z tego odłowić jakieś znaczenie. - Ayano wstała powoli i ukłoniła się bardzo lekko w stronę Kasumi. Jako następczyni rodu Shihouin bez względu na krążące dookoła niej plotki dziewczyna nadal zajmowała bardzo wysoką pozycję społeczną. Niski ukłon był by jedynie kłopotliwy dla nowo-poznanej dziewczyny, w końcu musiała by ukłonić się nieco niżej. Następnie znowu usiadła ciągle trzymając kwiatek w dłoni. Od czterech lat nie dostała Orchidei. Minęły już cztery lata... Ayano musiała zacząć być wredniejsza, dzięki temu łatwiej radziła sobie ze wspomnieniami. - Jak rozumiem odpowiedzi oczekujesz jak najszybciej, to dobrze, bo jeśli Hirako i Tamiko jeszcze chwile postoją obok siebie to obawiam się, że nasza radosna Wilczyca puści pianę z pyska i albo zabije biedaka albo sama wybuchnie. O ile sprawa nie będzie kolidowała z moimi pozostałymi zajęciami, w tym tymi koniecznymi dla Rodu Shohouin z radością zgodzę się przyłączyć. Przy okazji zdołam zakupić stosowną smycz. Nie chcemy, by kogoś pokąsała. - Ayano wskazała brodą mniej więcej w stronę Tamiko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Pią 6 Mar 2015 - 21:49


Choć umysł Wilczycy bardziej przypominał wiadro na pomyje niż zbiór wiedzy to jednak po ciężkiej pracy, gdy Ayano miała ochotę się poddać, Tamiko wreszcie

pojęła wystarczające podstawy by zaliczyć semestr. Trudno powiedzieć czy wynikało to z jej oporów i wątpliwości czy po prostu z pamięci jak sito. Gdy wykonały ostatnią sekwencję, a Ayano pozwoliła sobie na docinkę, pierwsza zareagowała Hitomi, która klasnęła podekscytowana w dłonie.
- Świetnie, możemy teraz chwalić się nie lada osiągnięciem: "Ayano i Hitomi, dwie, które okiełznały dzicz!" - śmiała się szczerze i bez pohamowania.
- DOŚĆ! - Huknęła Tamiko, a jej Reiatsu zagotowało się. Hitomi natychmiast zamilkła, ale nie przestawała promienieć. - Nie jestem dzikusem! Po prostu... - Zgrzytnęła zębami i wstała. - Przyniosę jutro coś słodkiego... - Hitomi zaśmiała się raz jeszcze i lekko szturchnęła Ayano pod stolikiem tak by Grzybowa dziewucha tego nie zauważyła.

Dopiero chwilę później, gdy padło to pytanie, a Ayano uniosła się poczuła opiekuńczą dłoń na ramieniu należącą do jej służki, zaś Tamiko w pierwszej reakcji powiedziała coś czego szlachcianka z pewnością się nie spodziewała.
- Wszystko w porzadku, wydajesz się smutna... - Dopiero dalsze słowa sprawiły, że Wilczyca zapomniała o poprzednim spostrzeżeniu i warknęła - I co? Będziemy biegać we dwie i nawracać kogo popadnie?! Nie zmienisz całego świata Ayano! To nie tak działa. - Jej głos nieco osłabł, ale powlokła się do drzwi. - Do zobaczenia, Laleczko. - Dopiero, gdy wyszła Hitomi powoli podeszła do Ayano i usiadła obok, a później bez słowa przytuliła ją i trwała tak póki Ayano nie postanowiła sie uwolnić. Niedługo później zaparzyła jej herbaty i była tu, tak jak zawsze, jeśli tylko Ayano jej potrzebowała.

Po pięciu dniach, które wydawały się wiecznością przyszedł czas na testy poprawkowe. Ku wszechobecnemu zaskoczeniu Tamiko zdała i to nawet całkiem znośnie. Niektórzy z nauczycieli zdawali się zdziwieni i podobno mieli nietęgie miny, ale z jakiegoś powodu Ayano zdawała się wyczuwać od nich nie tyle szok co złość. Tak nie powinien przecież reagować nauczyciel, prawda?

Cokolwiek skłoniło młodą Shihouin do pomocy Wilczycy wkrótce zapieczętowało ich przyjaźń i umocniło więź między dwoma studentkami z zupełnie odmiennych światów.


...............................................................................................

TERAŹNIEJSZOŚĆ

Hirako był ewidentnie ucieszony tym, że kwiat spodobał się Ayano, a przynajmniej tak on zrozumiał jej zachowanie. Kasumi zaś zaśmiała się cicho ewidentnie zasłaniając dłonią usta. Niedługo później również ukłoniła się starannie i wtedy Ayano zdała sobie sprawę, że dłonie nowoprzybyłej pachną dziwacznymi mieszankami kwiatów. Z pewnością nie był to jeden rodzaj perfum.
- Och, z czasem człowiek zaczyna rozumieć coraz więcej z jej dzikich wyć i tarzania się po ziemi, choć przyznaję, że nawet po wielu latach znajomości czasem zagadką pozostaje cóż też chce mi przekazać. - Kasumi faktycznie miała głos nieco podobny do matki Ayano, dało się to wyczuć zwłaszcza teraz, gdy pozwoliła sobie na weselszy ton.
- Nieprawda! Nie robię tak! Przestańcie! - Hirako zaczął zataczać się ze śmiechu, widać mina Tamiko musiała być bezbłędna.
- I widzisz, znów szczek, szczek. Ale ma panienka rację lepiej zainwestować w smycz. Sugeruję jeszcze kaganiec, tak na wszelki wypadek.
- Jak możecie! Ja nie... - Warknęła i usiadła ciężko koło Ayano. Dziewczyna znała ten odruch i potrafiła odczytać to z jej reiatsu. Była na tyle wytrącona z równowagi, że zmieniała się w bombę z opóźnionym zapłonem. W takich wypadkach warto było usunąć się nieco z drogi, jeśli nie miało się ochoty na długie minuty kłótni.
- Mam propozycję, czy miałaby, panienka, ochotę na spacer? Wyjaśniłabym po drodze na czym będzie polegać misja i czego należy się spodziewać. - Widać Kasumi również wiedziała, że należy się ulotnić. Jedyną nieświadoma osobą był tutaj Hirako.
- Cóż się stało, Wilczku, kły ci się stępiły? - Spytał, a Tamiko odpowiedziała prychnięciem.
- Uważaj na słowa, strachu na wróble. - Rzuciła wreszcie jakby od niechcenia.
- A co, oznaczysz mnie jako swój teren?
- Żebym ci zaraz twarzy nie poznaczyła!!!

[Jestem sobą zawiedziony pod wieloma względami. Ale wreszcie, po tylu próbach, udało mi się ominąć ten problem techniczny. Teraz moge już normalnie dawać odpisy, yay]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shihouin Ayano





Karta Postaci
Punkty Życia:
71/80  (71/80)
Punkty Reiatsu:
75/153  (75/153)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Nie 8 Mar 2015 - 19:56

Pierwsza reakcja Tamiko była nieodpowiednia... o nie, zupełnie nie. Oczywiście... była odpowiednia, gdyby nie to że skierowana była do Shihouin Ayano. Szlachcianka strzepnęła dłoń służącej z ramienia ze wściekłością na twarzy. Smutek, żal i tęsknota jak zawsze postanowiły zasłonić się za stale obecnym i zawsze gotowym do działania gniewem. Słowa Tamiko zignorowała zaś zupełnie. Przecież nie mogła się przyznać do słabości przed tą dziewuchą! Nie mogła i już! Nie wybaczyła by sobie chyba, gdyby ktoś zobaczył ją zapłakaną. No... może Hitomi. Kiedyś również mama i ojciec, ale to już minęło. Przy nich właśnie musiała być teraz najsilniejsza. Pokazać im, że jest godna by zastąpić Arasou, albo przynajmniej nie być bezużyteczną.

Ayano przez kilka kolejnych chwil słuchała zbulwersowanej Wilczycy. Słuchała i nie mogła uwierzyć w to co słyszy. Czy właśnie przyszło jej stanąć w przeszłości odbitej w zwierciadle? Tym razem to ona ma pouczać kogoś twardo stąpającego po ziemi, by miał trochę wiary?
„A skąd wiesz co? Próbowałaś już?” - Odpowiedź sama cisnęła się na usta, tak jak i pełen smutku, drżący uśmiech.
„A skąd wiesz co? Próbowałaś już?” - Słowa jej brata odbijały się po jej głowie niczym mucha, która przypadkiem wleciała do wnętrza lampionu.
„A skąd wiesz co? Próbowałaś już?” - Głos chłopaka był pełen siły i przekonania. Był spokojny i ciepły, silny i pewny siebie. Arasou zawsze taki był, nie tylko na pokaz zresztą. Nawet jako dziecko zawsze tak się zachowywał, od małego...
- A skąd wiesz co? Próbowałaś już? - słowa wypowiedziane przez Ayano nie były takie, jak słowa jej brata. Owszem, pełno było w nich pewności siebie i samozaparcia. Zdawały się aż lśnić lekką drwiną z tych, którzy podkulają ogon zamiast stawiać czoła wyzwaniom. Mimo to nie brzmiały podobnie do słów Arasou. Zamiast ciepła i radości był w nich gniew i chrypa. Ściśnięte gardło z trudem wypuściło z siebie kilka słów, nim gniew powołany do życia przez żal i tęsknotę wycisnął z oczy szlachcianki kolejne drobne łzy.

Gdy tylko Hitomi ją przytuliła Ayano zalała się łzami. Nie łkała, nie potrafiła tego zrobić. Jej wewnętrzna blokada ze wściekłości kazała jej unieruchomić mięśnie twarzy tak bardzo, jak tylko się dało. Opuściła po prostu głowę a z jej oczu kapać zaczęły kolejne łzy. Dłonie zaś zacisnęły się na oparciu skrzyni tak mocno, że aż zbielały jej kostki. Była na siebie wściekła za całą tą scenę, za całą swoją słabość i głupotę. Przeszłość to w końcu tylko przeszłość. Wydarzyła się i tyle, nie można się przez nią tak mazać. Nie można się w ogóle tak mazać! Przecież nie była już dzieckiem! Szlag! Szlag! Szlag!

Ayano zdołała dojść do siebie dopiero po kilku chwilach cichego płaczu. Podeszła wtedy nieco chwiejnym krokiem do toaletki z zamiarem obmycia swojej twarzy. Tak, musiała spłukać wreszcie łzy. Nie mogła płakać, nie tutaj, nie teraz... Nigdzie! Nigdy! Herbatę przyjmowała już z wymuszonym całą wolą spokojem i nadzieją, że ciepły napar przegna burzę wspomnień w jej umyśle.

…..................................................................................................

TERAŹNIEJSZOŚĆ


Ayano skinęła lekko głową na znak potwierdzenia, nim jednak się oddaliła zwróciła swoje oczy na Hirako.
- Odezwał się odważny, ryczący lew. - rzuciła spoglądając na niego z miną wyrażającą irytację. Oczywiście była zła na chłopaka. Gadał tak, jakby sam nie miał wad. Gadał tak obrażając Tamiko! Cholera... Ayano dobrze wiedziała, że sama zaczęła, ale przecież ona mogła co nie? Poza tym, przecież Wilczyca zaraz wyrwie chłopakowi jęzor prosto z niewyparzonej paszczy i nakarmi nim ptaki. A to było by przecież... bardzo ohydne i w ogóle. Fuj po prostu... prawda? Która szlachcianka chciała by na coś takiego patrzeć? Patrzeć... Cholera! Ayano nie bardzo umiała się skupić. W jej głowie nadal pojawiała się przeszłość, spokojna i wesoła. Przeszłość... i tym razem stary kwiat podarowany jej przez ojca, nie zaś brata. Kwiat, który można było nazwać co najwyżej kiepskim pożegnaniem. Czy naprawdę lubiła jeszcze orchidee? I... i czy naprawdę chciała przyjąć którąś od kogoś poza Arasou. Nie! Nie mogła. Orchidee od innych nie przynosiły nikomu niczego dobrego.

- Masz, daj Tamiko na przeprosiny, jasne? - Nim ruszyła na spacer złapała Hirako za nadgarstek i włożyła mu w dłoń orchidee. Rozstawała się z nią z pewnym oporem, ale zarazem ulgą. Być może ten kwiat nie będzie związany ze smutnymi wieściami, jeśli go odda? Następnie zwróciła się do Tamiko.
- A ty? Siad i spokój! Jak wrócę i zobaczę, że się pobiliście to, przysięgam na miecz mego ojca, że pożałujecie!

Dopiero po odpowiednim komentarzu Ayano podeszła bliżej do Kasumi by udać się z nią na spacer. Oczywiście nie miała zamiaru pokazywać, że jest w jakikolwiek sposób ograniczona brakiem wzroku. Nie złapała więc dziewczyny za łokieć ani nie prosiła o instrukcje. Rzuciła tylko krótkie „prowadź” i ruszyła obok starając się nawigować dzięki wykrywaniu reiatsu oraz słuchowi. Ostatnimi czasy orientowała się w otoczeniu coraz lepiej. Najpierw zaczęła wyczuwać położenie innych dzięki ich energii duchowej a z czasem uczyła się czytać z niej stan emocjonalny. Każdy krok na tej drodze był jej własnym, małym sukcesem. Kolejnym dowodem na to, że nie jest jednak bezużyteczna. Póki co dowodem jedynie dla niej samej, z czasem jednak... Z czasem jednak zbierze się dość dużo dowodów, by nie musiała nikomu o nich mówić. To one będą mówiły za nią. Wtedy też pójdzie do ojca, a On powie... powie... Ayano sama nie wiedziała co chciała by usłyszeć. Czy umiała by w ogóle wspomnieć przy rodzicach o podsłuchanej rozmowie? Czy nie zabraknie jej odwagi, by tryumfować? Nie wiedziała, ale wiedziała, że gdy ten moment nadejdzie przestanie w końcu czuć się w swoim domu niby kulawa szkapa w zaprzęgu wspaniałych rumaków. Krok po kroku do tego dotrze! Musi! Inaczej już nawet ona sama uwierzy, że jej życie nie ma żadnego sensu.

Oddalając się słuchała, czy aby jej przyjaciele... tfu.... Ci dwoje bezsensownie głupich ludzi aby nie zamierzało przejść do rękoczynów. Mogli też zrobić coś jeszcze głupszego, a wtedy Ayano musiała by wprowadzić w życie swoją groźbę. Nie miała na to ochoty, zapewne dla tego, że wymagało by to jakiejś aktywności. Przecież nie z sympatii do dwójki debili. Pasowali do siebie ze swoja głupotą... chwila, pasowali? Szlag... naprawdę musiała strasznie zgłupieć przez ten durny badyl w dłoni.

Gdy Ayano oddaliła się od dwójki poza zasięg normalnego słuchu zamierzała zadać Kasumi istotne pytanie. Teraz, gdy nic jej nie rozpraszało miała możliwość przetworzyć fakty.
- Zanim zaczniesz... ty doradziłaś mu orchidee Kasumi-san? Ten kwiat, to w był w ogóle twój pomysł prawda? Dlaczego?- mówiła głosem zaledwie trochę zabarwionym irytacją. W końcu nie była bowiem zła na nikogo poza sobą samą. Za pewne zaś niebawem będzie na siebie jeszcze bardziej zła. Jak na samą siebie brzmiała wręcz wcale spokojnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Pią 13 Mar 2015 - 17:59

Tamiko zatrzymała się w drzwiach i nie odwracając się odparła:
- Tak, dlatego mnie wyrzucili tyle razy. - Po tych słowach wyszła. Dla Hitomi mogło to brzmieć jak zwykły komentarz, ale ta nagła zmiana w reiatsu Wilczycy sugerowała coś zupełnie innego. Zafalowało ono i wygięło nagle w sposób, którego wcześniej nie widziała. Ayano miała nieodparte wrażenie, że przypomina warczącego wilka o bardzo ostrych zębach. Część z tej energii duchowej pochodziło nie tyle od niej, co od jej miecza.

---------------------------------------------------------------------------

TERAŹNIEJSZOŚĆ


- Ale... - Chciał coś odpowiedzieć Hirako, ale podany mu kwiat wybił go z równowagi. Tamiko prychnęła.
- Znalazła się wielka władczyni. - Mimo to konflikt wydawał się zażegnany.
- To na przeprosiny. - Bąknął niemrawo Hirako i przekazał kwiat dalej aczkolwiek smutek w jego głosie był wyczuwalny niemal równie mocno co w jego energii duchowej.
- No i co ja z tym zrobię?
- Powąchasz i podziękujesz. - Podpowiedziała łagodnie Kasumi, a Wilczyca mruknęła pod nosem coś co brzmiało jak podziękowanie.

Gdy Ayano odchodziła z Kasumi, która szła pół kroku przed nią - prowadząc, choć teoretycznie było to wbrew etykiecie, wydawało się, że ta dwójka bęcwałów zakopała topór wojenny, przynajmniej tak długo jak długo szlachcianka była w zasięgu słuchu.
- To prawda. Przyszedł do mnie wraz z Wilczkiem i po dłuższym czasie udało mi się z niego wydobyć, że chciałby kupić kwiat dla kogoś. Nakazałam mu opisanie tej osoby i na podstawie opisu wybrałam kwiat. Nie chodzi bowiem o to kogo opisuje dany klient, a jak to robi. Strona emocjonalna jest bardzo ważna w przypadku doboru kwiatów jeśli mają one mieć jakiekolwiek znaczenie. Orchideę dobrałam ze względu na szereg cech oraz, właśnie, stronę emocjonalną. Elegancja i wdzięk, unikalność wyglądu i niepowtarzalny zapach. Tego ostatniego, oczywiście, raczej nie interpretuje się dosłownie. - Kasumi mówiła nieco bardziej ożywionym głosem, choć jej Reiatsu było spokojne i łagodne. - Orchidea to życzenie komuś szczęścia i powodzenia w życiu. Choć wydaje mi się, że panienka nie była aż tak rada z prezentu, czy się mylę? - Było to jedynie uprzejme zainteresowanie jakby w odpowiedzi na pytanie Ayano.

[najpierw ta sprawa i jak zacznie mówić o przyjdzie czas na flashbacka]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shihouin Ayano





Karta Postaci
Punkty Życia:
71/80  (71/80)
Punkty Reiatsu:
75/153  (75/153)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Sob 14 Mar 2015 - 14:23

Kontrolowanie tej dwójki przyniosło Ayano pewną satysfakcję. O dziwo, bardzo łatwo było przewidzieć ich poczynania co akurat dla młodej Shihouin powinno być zapewne powodem do dumy. Jej znajomi postępowali zgodnie z jej przewidywaniami, dzięki czemu mogła ich przekonać do odpowiednich zachowań. W sumie to tak właśnie powinna postępować dziewczyna na pozycji Ayano. Satysfakcja przychodziła jednak za pewną cenę... cenę, do której dziewczyna nigdy nie zamierzała się przyznać na głos. Wiedziała, że takie postępowanie spowoduje smutek u Hirako, spodziewała się tego. Taka reakcja w końcu była oczywista... ale czy na pewno tego chciała? Za pewne odpowiedziała by wszystkim, że ma to gdzieś. Liczyły się przecież efekty. Mimo to nie była tego taka pewna. Coś wewnątrz nie chciało krzywdzić chłopaka... Czymkolwiek jednak to coś było musiało ostatecznie przegrać starcie z żelazną logiką. W końcu ta odrobina smutku ocali go przed obrażeniami fizycznymi. Dodatkowo zapewne nauczy go, że nie może tak po prostu obrażać Wilczycy. Co prawda Ayano nadal to robiła, ale Ona przecież mogła, prawda? Znała umiar i potrafiła odczytywać zachowanie Tamiko znacznie lepiej niż Hirako. Dzięki temu potrafiła nie przesadzić.

- Obawiam się, że mam pewną trudność w pełnym odbiorze walorów estetycznych kwiatów Kasumi-san. - Ayano maszerowała na tyle spokojnie, na ile umiała. Nawet wściekła stawiała stopy cicho i spokojnie, zazwyczaj poruszając się z typową dla szlachty elegancją. Oczywiście nie było to spowodowane chęcią zachowania się zgodnie z etykietą. Ayano była zwyczajnie szkolona w podobnych zachowaniach od małego i krok ten był dla niej czymś odruchowym. - Proszę nie zrozumieć mnie źle. Ostatecznie podarek zresztą przydał się do czegoś więcej, powinnam była go więc od razu bardziej docenić. Mam nadzieję, że wybaczysz mi mój brak przemyślności.

Ayano nie miała zamiaru przyznawać się komukolwiek do tego, o czym naprawdę myślała przez Orchidee. Nawet Hitomi nigdy nie usłyszała tego tak naprawdę z ust Ayano. Potrafiła rozpoznać źródło zachowania dzięki temu, że znały się już bardzo długo. Jeśli młoda Shihouin nie pozwoliła sobie na opowiedzenie najbliższym o swoich przeżyciach to nie było niczym dziwnym, że nie zamierzała opowiadać o nich dopiero co poznanej osobie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Sro 8 Lip 2015 - 23:06

[Dobra, bo czuję się coraz gorzej ile razy się za to zabieram. Milion lat... eh. Teraz jak mam wolneto powinno to być sensowniejsze...]

Szły spokojnie, a lekkie powiewy wiatru co jakiś czas muskały ich twarze. Ayano znała na pamięć już każdą płytkę w parku i doskonale wiedziała, że kierują się ku szemrzącej już w oddali fontannie. Reiatsu Kasumi falowało harmonijnie, pojedyncze nici innych uczniów przemykały na granicy zmysłu, a gdzieś w oddali stroszyło się nadal to Tamiko. Mimo przyjemnego ciepła na skórze czy powiewu muskającego ciało Ayano zaczęło robić się gorąco. Nie było to zwykłe gorąco jak w przypadku grzania się na słońcu to przypominało bardziej saunę. Mimo to nie było uczuciem fizycznym oddziaływało bardziej na poziomie Reiatsu i szlachcianka zdała sobie z tego sprawę już, gdy Kasumi zaczęła odpowiadać.

- Myślę, że byłabym w stanie odnaleźć walory, które dla innych pozostają niedostrzegalne jak choćby miękkość płatków czy ich wzór. - Głos Kasumi stał się jakby odległy. Wydawało się, ze dochodzi z kilkudziesięciu metrów, choć ta nadal była obok. - Z resztą nie powinna panienka się tym przejmować. Ja zaledwie pomagam dobrać kwiaty zostawiając... - Reszty słów niedosłyszała, nagle coś nią szarpnęło. Nie było to uczucie fizyczne, a obecne na poziomie duchowym. Wyczuła tez coś dziwnego coś czego wcześniej nie zauważyła i dopiero teraz udało jej się to wyodrębnić, gdy były same. Reiatsu Kasumi miało w sobie taki sam posmak jak to Sosekiego, a nawet jednej z uczennic z tego samego roku - Maiko. I jeszcze jednej osoby. Osoby, której nie powinno to dotyczyć...

"Za kilka godzin miał nadejść jej wielki dzień. Siedziała spokojnie w swym pokoju przepisując z pamięci układy szermiercze, gdy nagle do pokoju wpadła Hitomi. Użyła zwrotu "Pani" co zdarzało się bardzo rzadko i oznaczało albo gościa albo kłopoty. Druga część zdania rozwiała wątpliwości. Biegła wyprzedziwszy Hitomi i niemal spadła ze schodów próbując przeskoczyć po dwa. Wpadając do pokoju Arasou wyczuła kilka osób, ale zignorowała to. Woń krwi i potu była intensywna i świeża. Ayano pamiętała, że opadła w kącie i tam zaszlochała po raz pierwszy. Nie było to jednak całkowitą prawdą. Choć zapadła się w sobie podczas śmierci brata stało się tam coś jeszcze. Jej podświadomość wędrowała po pomieszczeniu wyłapując nuty w reiatsu obecnych, ale przede wszystkim zawisła nad Arasou.  Obserwowała jak jego energia duchowa gaśnie jak tląca się jeszcze, ale nieubłaganie kończąca się świeca. Właśnie wtedy poczuła coś czego nigdy wcześniej nie  wyczuwała od brata. Coś jakby posmak goryczy zawarty w jego Reiatsu, który unosił się w przestrzeni jeszcze długo po jego śmierci. Niestety zapomniała o tym, gdy zepchnęła całe to bolesne wspomnienie w pieczarę zapomnienia."

Gorycz zalała jej gardło. Poczuła, że się dusi. W pobliżu nie było Kasumi, nie było też nikogo innego. Płytki pod nogami nagle rozpadły się na pył, a Ayano poczęła spadać.

Nagle uczucie zniknęło. Znów stała na na twardym gruncie, a po goryczy nie było ani śladu. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że wszędzie roztaczał się odór zgnilizny.
- Opowiedz mi, jak to jest, gdy każdą częścią siebie czujesz jak twój brat umiera? - Głos rzęził, ale rozległ się tuż nad uchem Ayano.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shihouin Ayano





Karta Postaci
Punkty Życia:
71/80  (71/80)
Punkty Reiatsu:
75/153  (75/153)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Nie 12 Lip 2015 - 20:23

W pierwszej chwili Ayano całkowicie zignorowała obecność dziwnego ciepła, ot, nietypowe samopoczucie. Zdarzało się raz na jakiś czas. Może akurat zaczęła się zaziębiać albo po prostu była nieco zbyt ciepło ubrana. Zawsze można było wymyślić jakieś wytłumaczenie dla dziwnego uczucia związanego z czymś tak niematerialnym jak Reiatsu. Pewnie dla tego początkowo starała się wsłuchiwać w słowa Kasumi. Dopiero gdy były one zbyt odległe by się na nich skupić, a w powietrzu zawisła nieprzyjemna aura Ayano zrozumiała, że coś naprawdę jest nie w porządku. Dziwaczne uczucie przypominające pojawienie się umysłowej goryczy zdecydowanie nie mogło być dobre, nie mogło... ale za to było znajome, tak? Tak... zdecydowanie było znajome. Kojarzyło się z kilkoma osobami, które znała i kojarzyło się... kojarzyło się z tamtą chwilą... prawda? Tak... zdecydowanie prawda.

Nie potrzeba było wiele więcej, by przyciągnąć wspomnienia, które dopiero co gościły w głowie. Strach w głosie Hitomi, ruch w pałacu, hałas, pot, krew, bieganina... i nagła cisza, cisza najgłębszego z rodzajów. Cisza, która zdaje się nie być brakiem dźwięków a odwrotnością dźwięku. Cisza, która spowodowana jest nagłym zamieraniem, zamieraniem tętna, zamieraniem oddechów w gardłach i zamieraniem starań, które nie miały już żadnego znaczenia. Zamieraniem serc bliskich osób i zamieraniem wszelakich planów snutych na przyszłość. Cisza ta nastąpiła dla wszystkich nieco później niż dla Ayano. Dziewczyna nie patrzyła bowiem na ciało, nie szukała tętna, nie sprawdzała czy krew jeszcze krąży. Ona od początku wiedziała. Gdy tylko weszła do pomieszczenia wiedziała, bowiem powiedziało to jej Reiatsu Arasou. Odchodząca, zanikająca energia, zwykle ciepła i żywiołowa, przypominająca nieco smak ciepłego soku z gruszek, teraz niknąca i poznaczona goryczą. Śmierć, jej przybycie było oczywiste dla Ayano już w chwili, gdy usłyszała słowa Hitomi. Śmierć odwiedziła ich dom, a śmierć nigdy nie opuszcza domu sama. Właśnie dla tego dziewczyna bała się nawet podejść do swojego konającego brata. Wolała się skulić w kącie jak małe dziecko z nadzieją, że Śmierć zniknie jeśli zacznie się ją ignorować... Skulić w kącie i płakać, płakać po zniszczonej przyszłości, nie swojej rzecz jasna. Ayano nigdy nie uznawała, że jej przyszłość może mieć jakiekolwiek większe znaczenie. Miała zostać piękną lalką u boku jakiegoś bogatego człowieka wybranego dla niej przez rodziców. Chyba nawet to akceptowała... Nie chodziło więc o jej przyszłość, a o przyszłość Arasou. Wielką przyszłość pełną szczerej służby, oddania słusznej sprawie i walki w obronie tych, którzy nie umieli się obronić sami. Małą przyszłość, tą, w której po raz kolejny poczuje ciepłe, silne dłonie swojego brata w swoich dłoniach, dostanie od niego spóźnioną orchideę a przede wszystkim usłyszy jego głos przepełniony radością i napełniający ja nadzieją.

Fala wspomnień szybko zalała dziewczynę, później jednak dziwne wrażenie zniknęło zastąpione przez kolejne, nawet gorsze. Gdy młoda Shihouin już niemal się rozpłakała poczuła paskudny smród. Odór, który mógł bić tylko od czegoś, co jest złe. Odór zgnilizny – odór niedawnej śmierci. Smród znany już dziewczynie, czuła go, choć słabiej, na lekcji kidou. Kiedy to było? Bardzo... bardzo dawno temu. O dziwo, wydarzenie tamto zdawało się być bardziej odległe niż śmierć Arasou. Zostało odepchnięte, wyparte i niemalże zapomniane. Dopiero teraz, w chwili gdy odór uderzył znowu wypłynęło na wierzch. Pojawiło się w umyśle o kilka chwil wcześniej niż słowa, słowa, których trochę się spodziewała... a przynajmniej spodziewała się ich pojawienia. Ich treść bowiem była... okrutna, szczególnie po tych wszystkich wspomnieniach, które wtargnęły dzisiaj do głowy Ayano. Szlachcianka zachwiała się lekko i niemal zaczęła znowu szlochać, nim to się stało pojawił się jednak stary kompan – gniew. Kimkolwiek lub czymkolwiek był właściciel głosu, musiał być bardzo blisko. Teraz nadszedł czas, aby raz na zawsze wytłumaczyć temu czemuś, że nie powinno już przeszkadzać. Dziewczyna skupiła się, by wykryć pochodzenie słów chwilowo kryjąc się za wściekłością. Następnie odwróciła dookoła z zamiarem szybkiego przesunięcia stopą po łuku tuż przy ziemi. Musiała się dowiedzieć jak blisko jest przeciwnik.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Pon 13 Lip 2015 - 15:39

Prosty ruch był dość szybki by musnąć coś miękkiego co błyskawicznie usunęło się z drogi. Odór zgnilizny nieco osłabł. Gdy Ayano postawiła nogę na ziemi, rozległo się ciche chlupnięcie jakby wdepnęła w kałużę.
- Sprytnie. Co możesz mi zrobić? Ty? Przecież jesteś bezbronna, ślepa, słaba. - Głos zarechotał i prześlizgnął się gdzieś w bok. Brzmiało to jakby ktoś z siorbaniem wciągał kluskę z ramen. - Nie mogłaś pomóc bratu, nie mogłaś zadowolić rodziny, ale przede wszystkim... - Tu głos zamilkł na chwilę i znów przesunął się utrzymując bezpieczną odległość. Wydawało się, że miejsce, gdzie się znaleźli jest całkowicie płaskie. - Nie potrafisz uszczęśliwić sama siebie. Porcelanowa lalko. Arasou dałby radę zrobić to wszystko. Zawsze był lepszy, silniejszy, a ty? Przyszła głowa rodu? Żałosne. Zademonstruję ci twoją godną pożałowania nieporadność. - Nagle siorbnięcie zaczęło się zbliżać w zastraszającym tempie.

[Ten odpis jest krótki, bo wyjeżdżam do końca dnia, a chciałem ci go dać]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shihouin Ayano





Karta Postaci
Punkty Życia:
71/80  (71/80)
Punkty Reiatsu:
75/153  (75/153)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Pon 13 Lip 2015 - 19:16

Ayano starała się znieść jego słowa, próbowała to zrobić z całej siły, te jednak cięły jak noże. Łatwo było znosić kłamliwe oszczerstwa, którymi na codziennie obrzucali ją w akademii, a które zapewne były efektem działań poniżonego przez nią szlachcica. Urazy spływały po niej jak woda po kaczce. Łatwo było sobie z nimi radzić, bowiem w głębi serca dziewczyna wiedziała, że to wyłącznie kłamstwa. Zupełnie inaczej sprawa miała się ze słowami, które padały teraz z ust tego stworzenia. Wszystkie te słowa były bowiem całkowicie prawdziwe. Faktycznie była nikim... nie, była czymś gorszym niż nikt. Nikt przynajmniej nie był balastem dla rodziny, balastem, którym ona przecież była. Bezużyteczne piąte koło u wozu, które nie robi nic poza spowalnianiem. Jej istnienie mogło jedynie utrudniać życie rodzicom, sprawiać, że bali się o przyszłość rodziny. W końcu nie mogli nią władać w nieskończoność. Jej brat był o wiele lepszy, był silny pod każdy względem, bardzo odważny i pewny siebie. Ona była zaś jedynie dziewczynką, żyjącą w strachu przed tym, że kiedyś potraktują ją tak jak się należy - to znaczy wyrzuci jak każdy balast. Może więc ułatwić im sprawę? Może powinna sama się poddać?

Nie! Cokolwiek ten śmierdzący stwór chciał udowodnić, nie mogła pokazać słabości. Po prostu nie mogła, bowiem słabość była czymś do czego nie chciała się przyznać. Nie! Udowodni wszystkim, że nie jest słaba, nie jest nieprzydatna. Udowodni, że wiele potrafi i że będzie potrafiła jeszcze więcej. Pozostało tak na prawdę jedno pytanie, na które nie znała odpowiedzi. Czym tak na prawdę był stwór będący dla niej charczącym głosem i straszliwym smrodem zgnilizny. Nie było teraz jednak czasu na takie głupstwa, najpierw musiała mu pokazać, że nie jest tak słaba jak myślał.

- Shou - powiedziała cicho, pod nosem tak szybko jak tylko umiała, skierowała przy tym dłonie w stronę, z które jej zdaniem nadchodził przeciwnik. By sprostać jego szybkości postanowiła skorzystać z własnej energii by poprawić swój refleks.

[+16 do szybkości za 16 PR (tak do działa, tak?^^"")]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Wto 14 Lip 2015 - 17:31

Gdy kolejne słowa padały niczym ciosy zadane dziewczynie raz za razem, z nieba począł padać deszcz. Duże krople uderzały o podłoże, a charakterystyczny dźwięk dla deszczu uderzającego o taflę jeziora sugerował, że wszędzie wokół Ayano rozciąga się woda. Mimo to nie czuła wilgoci. Krople też nie uderzały jej osoby jakby stała pod dachem.

Nagłe kidou wykonane bez inkantacji zaskoczyło przeciwnika ewidentnie przekonanego, że szlachcianka będzie łatwym łupem. Przez ułamek sekundy, gdy energia mknęła przed siebie Ayano czuła rozbryzgiwaną na boki wodę, rozbijane krople deszczu rozpryskujące się na wszystkie strony i wreszcie podłużne cielsko stwora przypominającego rozciągniętą kroplę wody. Nagłe wrażenie zniknęło i usłyszała tylko kilkakrotne uderzenie o wodę niczym kamień ciśnięty umiejętnie po stawie. Z oddali dobiegł ją przeciągły syk, kaszel i w końcu wściekły warkot.

- Niedziwne, w końcu to jedyne co ci wychodzi. Ranienie innych magią, czyż nie? - Charczący głos znów zaczął swą tyradę. - Hirako poczuł to na własnej skórze. Później nie zawahałaś się by zranić go po raz drugi. Nie masz nawet pojęcia ile znaczył dla niego ten kwiat. Choć jesteś niczym, to jednak samo twoje urodzenie sprawia, że ci, tak zwani towarzysze są tylko narzędziami w twoich rękach, czyż nie? - Zarechotał, ale Ayano mogła bez problemu stwierdzić, że utrzymuje się poza zasięgiem kolejnego Shou. Co jakiś czas słyszała charakterystyczne siorbnięcie i chlupot, gdy stwór przemieszczał się to w jedną to w drugą stronę. - Nie różnisz się niczym od zwykłej szlachty, z tą różnica, że ty jesteś jeszcze bezużyteczna. - Syknął przeciągle.

[Odejmij sobie 18 Reiatsu. Twój bonus do szybkości na razie zostaje, nie wykorzystałaś go w pełni, ale przez chwilę nie możesz dalej się wzmacniać]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shihouin Ayano





Karta Postaci
Punkty Życia:
71/80  (71/80)
Punkty Reiatsu:
75/153  (75/153)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Czw 16 Lip 2015 - 9:25

Dziwne miejsce, Ayano jeszcze nigdy nie znalazła się w równie dziwnym miejscu... W końcu przed chwilą jeszcze była w ogrodzie, teraz jednak... całkowicie gładka powierzchnia, która dodatkowo zdawała się w całości być pokryta wodą. Mimo to dziewczyna nie czuła, by jej stopy były zanurzone w czymkolwiek. Dodatkowo ten deszcz - krople spadające wszędzie dookoła, ale nie na nią. To nie mogło być normalne, zdecydowanie nie. Dodatkowo młoda Shihouin przestała czuć obecność jakichkolwiek innych uczniów, co też nie poprawiało sytuacji. Wyglądało na to, że nagle, bez zapowiedzi trafiła do dziwacznego miejsca, w którym była odosobniona. Jedynym jej towarzystwem był tutaj dziwaczny, charkoczący stwór brzmiący jak ofiara kilku bardzo zaawansowanych i okropnych chorób, do tego zrobiony z mokrych szmat zamiast ciała. Był też zadziwiająco szybki jak na kogoś tak chorego, na pewno nie był więc żadnym normalnym człowiekiem, dusza czy shinigami.

Teraz jednak to wszystko nie było ważne, przynajmniej nie aż tak ważne jak to, co chroniło dziewczynę przed załamaniem - gniew. Słowa dziwacznego stwora zdecydowanie były prawdziwe. Ayano wiedziała, że skrzywdzi Hirako oddając mu kwiat. Domyślała się, jak wiele on dla niego znaczy. Mimo to zrobiła to, nawet nie ze wściekłości. Po prostu wiedziała, że niekiedy lepiej jest zgruchotać nadzieję, póki jest niewielka. Rzeczywiście jednak ciągle sprawiała mu tylko ból. Tak pewnie będzie już zawsze. Nawet jednak tak prawdziwe oskarżenia nie były w stanie przebić się przez tarczę gniewu, gdy ta już raz została postawiona. Wściekła szlachcianka przybrała na twarzy wyraz całkowitego chłodu. Nie odpowiedziała przez kilka chwil i zaczęła recytować kolejne zaklęcie, cicho i szybko, niemalże sobie pod nosem. Słowa popłynęły z jej ust niczym szemranie niewielkiego strumyka.
- Zbieram kwiaty na łące mroku, odrzuć wroga w mym potoku. Bakkodou numer 14 - Tounyuu!
Dziewczyna poczekała, aż energia okryje jej ciało swoją zbroja, tak jak gniew chronił jej umysł. Dopiero w tedy powoli odwróciła się w stronę, z której dochodziły kroki.

- Może i masz racje... - słowa padające z jej ust brzmiały niemal wesoło, jednakże nawet niezbyt wprawny słuchacz wyczuł by w nich nagromadzoną ogromną ilość gniewu. Następnie zaś dziewczyna zamierzała bez szczególnego ostrzeżenia ruszyć biegiem w stronę przeciwnika z zamiarem rzucenia się na niego. Chciała zrobić dosłownie to - rzucić się na niego, najlepiej złapać go i wykorzystując swój rozpęd przygnieść do ziemi. Gdyby to się jej udało zamierzała użyć drugiej części zastosowanego wcześniej kidou, czyli wysadzić osłonę z energii. Nawet gdyby nie trafiła mogła by to wciąż zrobić. Po takim zachowaniu zamierzała dodać jeszcze tym samym, wesoło-wściekłym tonem. - ... ale to tym lepiej, wyjdzie mi również z tobą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Czw 16 Lip 2015 - 23:28

Faktycznie poza kroplami deszczu i stworem miejsce to zdawało się być puste. Nie istniały tu inne bodźce, a przynajmniej Ayano ich nie wyczuwała. Czymkolwiek zaś był jej przeciwnik rzeczywiście wydawał się tu jedyną istotą żywą poza nią samą.

Stwór nie przestawał prowokować i starać się zranić Shihouin mimo wzniesionej tarczy z gniewu. Kiedy ona szeptała swoje Bakudou ten bez skrępowania mówił dalej.
- Wilczyca opowiadała o tobie tyle wspaniałych rzeczy. Widzi w tobie kogoś kim nie jesteś. Co zrobi? Co sobie pomyśli, gdy dowie się, że nic dla ciebie nie znaczy? - Reiatsu otaczając ciało Ayano znów zachowało się nieco inaczej niż ta zapamiętała. Miała wrażenie, że połączyło się z nią. Nagle odczuła dokładnie krople deszczu otaczające ją nim te dotknęły jeszcze tafli wody. Czuła szemranie powietrza, gdy kolejne krople przecinały powietrze.

Wtedy obróciła się, a głos zaśmiał się donośnie, słysząc gniew. Pierwszy krok wywołał niesamowite wrażenie powtarzane przez każdy kolejny. Dziewczyna z pluskiem postawiła nogę w wodzie, która nie spowalniała jej ruchów w żaden sposób nie moczyła też jej. Wraz z dźwiękiem nagle, przez ułamek sekundy wydawało jej się, że wyczuwa olbrzymią taflę jeziora i tylko jedno miejsce, w którym jest ona zaburzona. To miejsce do którego biegła.
- Co... - Tyle zdążył powiedzieć. Ayano nadal była niezwykle szybka i zmusiła przeciwnika do natychmiastowej reakcji. Kimkolwiek był przeciwnik skoczył w bok i chlupnął na nią wodą, Ayano jednak nie poczuła kropel na swym ciele czy ubraniu. Gdy już niemal dopadła przeciwnika ten wymierzył jej siarczysty policzek czymś co brzmiało jak bicz. Pancerz częściowo zatrzymał uderzenie, ale mimo to poczuła piekący ból. To jednak nie przerwało jej ataku dopadła stwora i przycisnęła go do ziemi. Czuła jak jego ciało nagle rozszerzyło się uciekając spod dłoni jak ciecz, ale nie pozwoliła mu na to. Nagły huk reiatsu rozdarł ciszę, a woda wystrzeliła na wszystkie strony. Podłoże pod dłoniami Ayano nadpękło, a przez ułamek sekundy doskonale wyczuwalny stwór był podziurawiony jak ser szwajcarski, gdy już się wydawało, że jest po wszystkim głos znów się odezwał.
- Zapłacisz mi za to, suko. - Obrzydliwy smród dobył się spod jej dłoni i nagle dziewczyna poczuła, że trzyma osobę miast czegoś na kształt szmaty.
- Hadou no. 1 Shou - Głos kobiety. Znany. Kasumi. Nagłe uderzenie wybiło dech z piersi dziewczyny i podbiło ją zarzucając nią niczym kukiełką w tył. Nim uderzyła w taflę wody usłyszała.
- Hadou no. 6 Gogyou - Powietrze stało się nagle gorące. Ayano uderzyła w wodę. Miała ułamki sekund na reakcję.

[-14 rei za zaklęcie i -5 hp za uderzenie w twarz i shou, poza tym jeśli nie dopisałaś to dodaj sobie te statystyki i czary o których mówiliśmy, bo masz je przyklepane i w razie potrzeby zupdateuj sobie punkty życia itd.]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shihouin Ayano





Karta Postaci
Punkty Życia:
71/80  (71/80)
Punkty Reiatsu:
75/153  (75/153)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Nie 19 Lip 2015 - 14:09

Dziewczyna nie miała bladego pojęcia co się z nią dzieje. Wszystkie docierające do niej bodźce były dziwaczne i ostatecznie dawały niezwykle zaburzony obraz rzeczywistości, o ile to w ogóle było rzeczywiste... W końcu jeszcze przed chwilą szła przez ogród przy akademii a dookoła odbywało się normalne dla uczelni życie. Pogoda była wspaniała i nie zapowiadało się na deszcz. Teraz zaś stała pośrodku pustego jeziora, z nieba padała prawdziwa ulewa, która nie chciała nawet dotknąć skóry Ayano. Jedyną istotą, którą tutaj znalazła był dziwaczny, śmierdzący stwór.

Młoda szlachcianka zapewne powinna była przejąć się uderzeniem w twarz, na to zapewne wskazywała by jej porcelanowo biała cera. Ayano znosiła już jednak dużo mocniejsze uderzenia zadawane przez Tamiko. Dodatkowo była zła, naprawdę zła. Wszystko co gadał ten stwór, wszystko o czym mówił było prawdziwe, zapewne było, to nie oznaczało jednak, że dziewczyna miała znosić wszystkie te obelgi. Nie miała tego w planach, o nie. Opadła na przeciwnika i wiedziała już, że jej plan zadziała. Gdy ochronna tarcza wybuchła wgniatając ohydnego stwora w ziemię jej duszę przepełniła mroczna satysfakcja. Gdy zaś zaczął jej grozić uczucie to stało się nawet silniejsze. Stwór od samego początku ranił ją swoimi słowami, teraz zaś udało jej się odwdzięczyć. To ona zraniła jego.

Dziwaczna przemiana poczwary była dla niej zdecydowanie zaskakująca. Zmiana uczucia pod dłońmi była czymś niespodziewanym, zaś to, że stwór użył zaklęcia było jeszcze dziwniejsze. Ostatecznym szokiem był zaś głos, który usłyszała. Kasumi? Co ona tutaj robi i czemu stwór się w nią przemienił? Dla czego... czy, czy w ogóle... NIE! Teraz nie było na to czasu.

Ayano uderzyła w tafle wody, zaraz zaś miała dostać jeszcze raz. Gogyou, zaklęcie niszczące numer 6. Polegało na zionięciu stożkiem rozgrzanego powietrza. Dziewczyna sama znała to zaklęcie, mogła by spróbować kontrować je przy użyciu bakudou, niemniej żadne skuteczne zaklęcie nie było szybkie. Pozostało jej jednak inne wyjście - hadou niskiego poziomu, które również miało umiejętność przemieszczania powietrza. Szlachcianka przywarła do ziemi i wyciągnęła dłonie w stronę przeciwniczki. Następnie zaś zamierzała użyć zaklęcia, bez inkantacji, na szybko. Musiała je zakończyć jak najszybciej. - Zaklęcie destrukcyjne numer dwa - Uderzenie! - fala uderzeniowa miała zepchnąć rozgrzane powietrze, tak by nie trafiło w Ayano...a przy szczęściu, cóż, być może temperatura wysłana przez Gogyou uderzy prosto w tego, kto go użył?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Sro 22 Lip 2015 - 0:57

Ayano nie zdążyła się podnieść, ale wystarczyło lekko się unieść i wykonać szybkie Hadou. Poczuła jak gwałtowne uderzenie w powietrze błyskawicznie rozchodzi się zderzając się z inną energią dużo bardziej nieprzyjemną i wrogą. Ryk płomienia rozdarł ciszę i choć ten został częściowo odrzucony trudno było się spodziewać by Hadou 2 pokonało to poziomu 6. Płomienie rozeszły się na boki, ale nim całkowicie zniknęły środkowy płomień zdołał przedrzeć się przez zaklęcie szlachcianki. Ta odruchowo padła na plecy zmniejszając promień rażenia i częściowo zatapiając się w wodzie. Mimo to poczuła pieczenie na powierzchni przedramion. Zaklęcie, w tym przypadku wydawało się nie posiadać dodatkowego efektu, choć może było to złudzenie wywołane zderzeniem dwóch sił.

Instynktownie podniosła się by przeciwnik nie zdobył przewagi. Uświadomiła też sobie, że czuje Reiatsu przeciwnika. Cierpkie, nieprzyjemne i niezwykle ciężkie. Energia duchowa przeciwnika wydawała się nieco słabsza od tej należącej do Ayano, ale charakterystyczny dźwięk dobieranej katany świadczył, że zaklęcia to nie jedyny arsenał przeciwnika.

[-4 rei -3 HP, lekkie poparzenia 1 stopnia na przedramionach]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shihouin Ayano





Karta Postaci
Punkty Życia:
71/80  (71/80)
Punkty Reiatsu:
75/153  (75/153)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Sob 25 Lip 2015 - 10:31

Gdy tylko gorąco dotknęło ciała dziewczyny Ayano syknęła z bólu. Poparzenia zawsze bolały, choć swego czasu nabawiła się ich wiele. Każda szlachcianka musiała doskonale znać ceremonie parzenia herbaty, zaś ceremonia ta zawsze miała w sobie wpisaną obecność ognia. Dla ślepej dziewczyny gorące naczynia, wrzątek i ogień zawsze stanowiły pewne wyzwanie. Bywała już lekko poparzona i zawsze uznawała to za jedno z najgorszych uczuć. Poparzone miejsca prawie traciły czucie, pozostawało w nich tylko dziwne uczucie mrowienia. Oparzone palce przestawały nadawać się dobrze do... no do czegokolwiek. W końcu Ayano bardzo często używała swoich dłoni nie tylko by wykonywać manualne prace, ale również dla tego, że potrzebowała ich do zdobywania informacji. Poparzone przedramiona piekły, swędziały i szczypały naraz zapewne nie ułatwiając jakichkolwiek operacji.

Dziewczyna wstała niemal odruchowo, nie mogła leżeć, wtedy dała by przeciwnikowi... kimkolwiek on był, zbyt dużą przewagę w walce. Choć Ayano nie wiedziała gdzie i z kim przyszło jej się mierzyć, to miała pewność co do jednego - walczą na poważnie. Bez przelewek, bez treningowych mieczy czy używania kidou na manekinach. Jej dłonie delikatnie ruszyły w stronę pasa, całkowicie odruchowo. Kolejne treningi kendo nauczyły ją chwytać za broń podczas pojedynków. Teraz jednak nawet nie miała miecza, dłonie jednak same wykonały swój ruch. Ayano syknęła przy ty cicho czując poparzenia na swoich przedramionach.

- Przybądź oparze znad zapomnianych bagien. Ukryj mnie! Zasłoń przed wzrokiem mi nieprzychylnym! - zaczęła cichym głosem inkantować zaklęcie. Wiedziała, że w oparach czerwonego dymu straci możliwość wyczuwania Reiatsu... ale w końcu to nie był dla niej jedyny sposób znajdowania przeciwników. Wystarczyło wsłuchać się w kroki na wodzie, wyczuć jej falowanie. Tak, to kidou powinno zapewnić jej pewną przewagę, nawet jeśli tymczasowa. - Zaklęcie wiążące numer siedemnaście - czerwony dym ucieczki!

Zaklęcie chciała zakończyć gdy przeciwnik już będzie na nią szarżował. W tedy czerwony opar otoczył by przeciwnika ze wszystkich stron utrudniając nawigację na tle, że być może nie będzie on nawet wiedział w którą stronę znajdzie najbliższe wyjście z dymu. Następnie zaś Ayano zamierzała powoli i ostrożnie obejść przeciwnika inkantując pod nosem kolejny z czarów. - Największy kowalu światów, ty co wykułeś setki ostrz, daj mi swego oręża daj mi cząstkę swej siły, daj mi miecz który będzie za mnie walczył. Zaklęcie destrukcyjne numer dwadzieścia dwa. - inteligentne ostrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Wto 10 Lis 2015 - 1:10

[milion lat później]

Wybuch gazu zatrzymał atak przeciwnika, który cofnął się przed niespodziewanym kidou. Stwór splunął gdzies w wodę i warknął gardłowo po czym nastawił katanę przed siebie i począł powoli poruszać się orientacyjne w stronę, gdzie wcześniej stała Ayano. Długie włosy spięte kilkoma ozdobnymi spinkami w kształcie kwiatów odsłaniały profil smukłej twarzy nie ograniczając tym samym widoku podczas walki. Rękojeść i say katany były ozdobione w podobne motywy. Kimono, proste aczk dobrze skrojone nie ograniczało ruchów, a spokojna twarz mogłaby zdawać się przyjazną, gdyby nie paskudny, nienaturalny uśmiech pełen ostrych jak brzytwa zębów.

Z jakiegoś powodu Ayano wypowiadając kolejne zaklęcie była tego wszystkiego świadoma. Po raz pierwszy zdawała sobie sprawę jak ktoś dokładnie wygląda. Co więcej "widziała" czy raczej czuła osobnika ze wszystkich stron na raz. Była świadoma też... siebie. Tego jak wygląda w tej chwili. Wydobyła drżące ostrze, które z jakiegoś powodu wydawało jej się szersze niż w rzeczywistości, jakby było w kilku miejscach jednocześnie, ale gdy wykonała nim ruch wydawało się normalne.

Dopiero po chwili odczuła, że drobinki Reiatsu w kidou oblepiają postać nadając jej sylwetce dziwnej wyrazistości.

Istota nie odzywała się i stawiała kroki bardzo ostrożnie tak, że dziewczyna ledwie je słyszała i powoli acz nieubłaganie zbliżała się w jej kierunku zapewne przywiedzona głosem rzucanego kidou.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shihouin Ayano





Karta Postaci
Punkty Życia:
71/80  (71/80)
Punkty Reiatsu:
75/153  (75/153)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Wto 10 Lis 2015 - 21:26

Widziała? Czy Ayano właśnie udało się coś zobaczyć? Widziała? Tak! Widziała! Oczywiście nie w sensie normalnego widzenia, nie oczywiście nie. Nigdy nie nauczyła się widzieć. Nie miała ku temu okazji, jako osoba urodzona z oczyma, które mogą co najwyżej służyć za ozdobę. Mimo to teraz potrafiła by sobie chyba wyobrazić co to oznacza widzieć. Kształty były wyraźne i niemal namacalne. Przeciwnik, czy też przeciwniczka, tak wyczuwalny, jakby właśnie dotykała powoli jego twarzy. Nie! Nawet lepiej, bowiem to tak jakby dotykała jego twarzy stale i na całej powierzchni. Normalnie nauczenie się kształtu czyjejś twarzy zajmowało Ayano godziny, tym razem zapisała go w swojej pamięci w przeciągu kilku cichych sekund. To było niesamowite! Niezwykłe! To było... było więcej niż mogla by chcieć. Gdyby wszystkich odbierała ciągle w ten sposób, gdyby tylko mogła... gdyby tylko mogła, to 'widziała' by lepiej niż inni, nawet pomimo ślepoty. Przecież to było tylko proste kidou, niemalże sztuczka... czyli mogła by...

Nie! Nie teraz! I tak zbyt długo rozmyślała o głupotach w chwili, gdy przeciwnik się zbliżał. Gniew kipiący w jej umyśle domagał się krwawej zapłaty za zadawane dotychczas rany. Nie chodziło, oczywiście, o poparzenia ani o skaleczenia. Chodziło o rany zadawane słowami, prawdziwymi słowami. Tak, nadeszła pora na zakończenie tej szarady. Teraz, gdy przeciwnik też nic nie widział, a ona była tak spostrzegawcza jak nigdy. Teraz była jej szansa!

Ayano delikatnym ruchem wypuściła ostrze, które zapewne powinno teraz zacząć walczyć samo. Następnie zaś tak cicho jak tylko umiała oddaliła się od centrum chmury. Oczywiście chciała oddalić się tak, by nie wpaść wypadkiem na swojego wroga. Myślące ostrze idealnie nadawało się by zastawić pułapkę. Mogło by nawet wymienić kilka ciosów z wrogiem, zanim ten zda sobie sprawę, że Ayano w cale tam nie ma. Być może zdoła nawet zadać jakąś ranę? Sama Ayano w ty czasie mogła by się zaś przygotować, by wykorzystać jeszcze bardziej swoją przewagę...

Gdy tylko poczuła, jak jej przeciwnik zaczyna starcie z inteligentnym ostrzem zamierzała cicho wyszeptać kolejne zaklęcie, tym razem było ono proste i szybkie. Nie miało jednak na celu zabicia wroga na miejscu, a raczej ułatwienie pracy tańczącemu w walce ostrzu. Tak, wystarczył do tego nawet słaby czar, a skoro wróg nareszcie postanowił przybrać ludzką formę, tym lepiej.
- Zaklęcie wiążące numer jeden - blokada.
Jeśli kidou choćby na chwile unieruchomiło by ramiona przeciwnika inteligentne ostrze mogło by zaatakować ze znacznie większa łatwością. W końcu wróg, któremu ktoś nagle zwiąże ręce raczej nie potrafi bronić się całkiem sprawnie. Dodatkowo... może przeciwnik nie zdoła utrzymać miecza? W tedy Ayano mogła by użyć Shou, by odrzucić go od jego broni. Cóż w tedy przeszkadzało by młodej szlachciance w podniesieniu ostrza dla własnego użytku?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Pon 16 Lis 2015 - 18:39

[Em, okazuje się, że nie odświeżało mi się stąd wolny odpis, sry]

Istota o ludzkim kształcie kroczyła niemal bezszelestnie. Gdyby nie wyczulony zmysł śłuchu i, teraz, niewiarygodny "wzrok" zapewne dałaby radę podejść Ayano. Teraz zdawało się, że istota nie ma szans w tym starciu. Nowo powstałe ostrze zawisło w powietrzu i poczęło otaczać zbliżającą się sywletkę. Ayano była świadoma każdego milimetra, każdej nierówności tworzącej to kidou. To właśnie dlatego wyczuwała, że było ono obecne jakby w trzech miejscach na raz.

Gdy szalchcianka oddalała się mogła bez kłopotu skupić się na zbliżającym się starciu. Nagły świst powietrza kilka metrów od niej i katana istoty zderzyła się z inteligentnym ostrzem, które nagle rozpłynęło się i pojawiło po lewej od kobiety. Ta niezwykle płynnie natychmiast cięła w tamtą stronę jednocześnie wyginając się w łuk i unikając sztychu wyprowadzonego w bok. Tkanina kimono nie stanowiła żadnej przeszkody dla zaklęcia, które znów się rozproszyło. Gdy pojawiło się tuż nad czubkiem głowy stwora ta już składała się do parowania, a na jej twarzy, z jakiegoś powodu, miast skupienia, które jeszcze przed chwilą dominowało w jej mimice, znów pojawił się ten sam szkaradny uśmiech.
- Trzy inteligentne ostrza na raz. Imponujące, ale to maksimum jakie... - Zaczęła przy akompaniamencie brzęku zderzających się zanpaktou. Nagle jej usta wykrzywił szok, a ona sama błyskawicznie wycelowała palcem przez swój łokieć, który nagle rozciągnął się jak wcześniej ta dziwna płachta. To inteligentne ostrze materializowało się właśnie po prawej, na wysokości szyi.
- Hadou No. 4 Byaku- - W tym momencie Ayano zaatakowała swoim Bakudou i gwałtwone szarpnięcie przeciągnęło ręce kobiety w dół akurat, gdy kończyła mówić. - rai. - Gwałtowne wyładowanie elektryczne uderzyło z niewyobrażalnym hukiem w podłoże. Dosłownie na moment ogłuszyło Ayano, a do tego ta poczuła mrowienie w nogach, ale stała wystarczająco daleko by nie otrzymać odłamkami i częścią energii wystarczająco silną by ją zranić. Słuch zaś powrócił moment później akurat by usłyszeć jak istota jęknęła głosem Kasumi. Dokładnie wtedy ostrze dźgnęło ją przechodząc na wylot przez szyję i dławiąc jęk w zarodku. Gęsta ciecz, ledwie widoczna i jakby "zmywająca" obraz "widziany" przez Ayano wypłynęła z rany, a przeciwnik opadł na kolana, zachwiał się i runął w wodę upuszczając jednocześnie miecz.

W powietrzu wisiał smród stęchlizny i metaliczny zapach krwi mieszających się w obrzydliwy sposób. Nikt poza Ayano nie poruszał się. Słyszała tylko jeden oddech. Ostrze czekało na dalsze rozkazy.

[Za poprzednie: -39 rei. Teraz -2 rei]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shihouin Ayano





Karta Postaci
Punkty Życia:
71/80  (71/80)
Punkty Reiatsu:
75/153  (75/153)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Wto 17 Lis 2015 - 18:54

Głośny huk przeraził Ayano. Nawet jej gniew, choć silny i palący, nie potrafił wytrzymać huku grzmotów. Płomień furii został zgaszony przez eksplozje, która nawet nie stanowiła bezpośredniego zagrożenia dla zdrowia młodej szlachcianki... nie musiała jednak. Wystarczył sam hałas, by zrobić straszliwe spustoszenie w psychice dziewczyny. W ciągu dosłownie sekundy dziewczyna stojąca dumnie zmieniła się w małą dziewczynkę kulącą się na ziemi i zaciskającą dłonie na uszach. Wyglądała tak, jakby myślała że jeśli się schowa to huk jej nie odnajdzie. Zapewne przez kilka jeszcze chwil kucała nisko na tym, co w tym dziwnym wymiarze było podłogą. Dopiero kilka głębszych chwil po tym, gdy pisk w uszach ustąpił podniosła się powoli, nadal blada i z mocno bijącym sercem. Dopiero w tedy spróbowała zrozumieć co dokładnie stało się w okolicy i... i zrozumiała, że chyba wygrała, prawda?

Cóż, wiele mogło na to wskazywać. Przeciwnik, jakkolwiek dziwny by nie był, nie ruszał się leżąc na ziemi. Ostrza nie atakowały go zapewne nie uznając go za aktywnego wroga. Ayano, pomimo całego przerażenia, zrozumiała, że jedno z inteligentnych ostrzy uderzyło w dziwnego stwora w szyje. Przez jej umysł przeszło niezbyt wyraźne wspomnienie krzyku... krzyku głosem Kasumi... czemu? Czemu ta dziwna poczwara chciała używać jej głosu? To wszystko było dziwne, bardzo dziwne. Prawdopodobnie nawet zbyt dziwne. Teraz, gdy gniew nie był już u władzy, dziewczyna zaczęła próbować zebrać wszystko do kupy. Więc tak, maszerowała z Kasumi po ogrodach, gdy nagle poczuła... coś, coś znajomego. Coś, jakby zapach zgnilizny. Później zaś kolejna już dzisiaj fala wspomnień. Tym razem te najsmutniejsze. Następnie... następnie to dziwne miejsce, tafla wody, po której mogła chodzić. Deszcz, który nie dotykał samej Ayano. Poza tym, cóż, ta dziwna obecność. Stworzenie, które początkowo miało bardzo ulotną formę, później zaś przybrało inną, bardziej konkretną. Formę dziewczyny, która jednak również zdawała się być nieco... nieco zbyt plastyczna. Cóż, po pozbieraniu informacji do kupy młoda Shihouin wiedziała jeszcze mniej. Całość nie miała sensu.

Ostatecznie nie mogła jednak nie robić nic. Ostatecznie musiała podjąć jakieś działanie. Powoli wyprostowała się i ostrożnie ruszyła w stronę miejsca, w którym powinien leżeć przeciwnik. Szła powoli, nasłuchując wszelakich dziwnych odgłosów i starając się wykorzystać swoją dziwacznie poszerzoną percepcję. Nie chciała dać się zaatakować tej dziwacznej poczwarze. Już raz na jej oczach pokazała, że potrafi zmieniać formę. Udawanie zwłok nie mogło być w cale trudne. Kilka kroków później stanęła nad dziwacznym stworzeniem.

- Teraz nie masz już nic do powiedzenia hm? - zagadnęła cicho czując wewnątrz siebie dziwaczną pustkę. Gdy walczyła z tym stworem wiedziała, że chce go pokonać, zmiażdżyć i zabić. Gniew kazał jej zrobić te wszystkie rzeczy, teraz jednak gdy przygasł zaczynała się zastanawiać, co w ogóle zrobiła. A co jeśli ten potwór w cale nie był potworem. Jeśli to wszystko było po prostu w jej głowie, była ślepa, inne zmysły też mogły zawieźć. Zresztą, czy ten potwór na prawdę zasługiwał na to, by go zabić? Cholera, czy w ogóle zdołała go zabić?

Młoda szlachcianka powoli pochyliła się po miecz, który upadł na ziemię. Jeśli przeciwnik jednak żył, lepiej było zabrać mu jego oręż. Stwór potrafił być z nim niezwykle niebezpieczny, bez miecza zawsze będzie miał mniejsze szanse. Ayano zaś trzymając  za broń mogła mieć troszkę większe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Wto 1 Gru 2015 - 11:13

[Troszkę na głowie miałem, ale teraz się wszystko ustabilizowało. Mogę zamieszczać odpisy, od teraz, w poniedziałek, środę i piątek. Możliwe, że również w weekend, ale to zależy co akurat będę robić, soł następny w środę (jutro).]

Nawet wtedy, gdy kuliła się ze strachu była świadoma kolejnych obrazów napływających do jej zmysłów. Jakiekolwiek zmysły nie odbierałyby tego dziwnego uczucia zapewnianego przez kidou. Mimo to natłok wrażeń pozwolił jej dopiero teraz, w chwili spokoju, wyczuć, że przestało padać. Choć krople jej nie dotykały więc na tej podstawie nie byłaby w stanie tego stwierdzić, to teraz również ich nie słyszała.

Ciało oponenta było nieruchome i choć dziewczyna "widziała" je precyzyjniej niż ktokolwiek inny to nie drgnęło nawet, gdy sięgała po miecz czy zbliżała się.

Dokładnie w momencie, w którym Ayano chwyciła za miecz stały się dwie rzeczy. Po pierwsze gdzieś z dala usłyszała dźwięk dzwoneczków. Po drugie po jej policzku spłynęło coś, co łatwo możnaby pomylić z krwią z tego rozcięcia na policzku, gdyby nie przeszywający chłód pozostawiany po sobie i cichy, złowieszczy szept.
- Następnym razem potraktuję cię poważnie i dopadnę, gdy będziesz naprawdę sama. - Kropla, jeśli Ayano nic z nią nie zrobiła kapnęła i spadła w taflę wody. Moment później bez względu na to czy szlachcianka pozwoliła kropli spaść na ziemię, znów zadźwięczały dzwoneczki i Shihouin mogłaby przysiąść, że dźwięk ten przypominał niezwykle dźwięczne słowa, których jednak nie potrafiła zrozumieć.


- Ayano, proszę... - Głos Tamiko. Odległy, ledwie słyszalny i bardzo smutny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shihouin Ayano





Karta Postaci
Punkty Życia:
71/80  (71/80)
Punkty Reiatsu:
75/153  (75/153)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Wto 1 Gru 2015 - 13:44

Ayano złapała pewnie za rękojeść katany. Miecz niejednokrotnie znajdował się już w jej dłoniach i szlachcianka poczuła się pewniej czując ciężar broni i delikatne oploty jedwabiu owijające tsubę. Powoli wyprostowała się dumnie trzymając oręż gotowy do walki. Już miała przyjąć podstawową postawę szermierczą, gdy poczuła krople na policzku. W normalnych warunkach zapewne otarła by skórę, tym razem jednak bała się puścić miecz. W końcu nie wiedziała czego się spodziewać po dziwacznej kreaturze ani po tym miejscu. Słysząc jego słowa dziwiła się i mocno zaniepokoiła. Przecież oznaczało by to, że poczwara zamierza jeszcze wrócić. Zamierza wrócić i dodatkowo jeszcze będzie lepiej przygotowana. Strach znowu zawitał w sercu szlachcianki. Strach, który szybko trafił w tryby umysłu, gdzie został przetworzony w gniew.

- Tak, następnym razem nie będę taka delikatna. – Warknęła cicho kierując swoje słowa do dziwnego stworzenia. Nie będzie błagała o litość, nie pokaże, że się boi. Co to to nie! Ayano mogła nie być silna, mogła nie być natchnionym szermierzem ani potężnym shinigami. Mogła być drobną, ślepą dziewczyną o urodzie porcelanowej lalki. Mogli ją nazywać na rożne sposoby, ale na pewno nie pozwoli by ta poczwara zobaczyła jej strach.

Dziwaczne odgłosy dzwonków w cale się jej nie podobały. Mogły być dźwięczne, ale zdecydowanie były zbyt dziwaczne. Całe otoczenie niepokoiło ją coraz bardziej, a jak miało się okazać to nie były jeszcze wszystkie niespodzianki tego dnia…
Głos Tamiko… głos Tamiko nagle tutaj? Skąd się wziął, i dla czego był smutny? Smutek raczej nieczęsto pojawiał się w jej glosie, zakrywała go wściekłością, zupełnie tak jak Ayano.
- Co? Czego chcesz..? – starała się odpowiedzieć dziewczyna próbując zorientować się w sytuacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Wto 1 Gru 2015 - 14:11

Kropla uderzyła w taflę wody i, jak mogło sie wydwać, zniknęła czy raczej rozpłynęła się. Dzwoneczki odezwały się raz jeszcze, ale nadal znajdowały się daleko.

Gdy odpowiedziała nagle zalała ją kanonada dźwięków. Głosów. Westchnień. Szlochów.
- Skarbie, co ci się stało? - Głos matki. Zapłakany.
- Bądź silna. Córuś. - Ojciec. Bezsilny.
- Obie zasłabły. - Tamiko. Rozdrażniona.
- Obudź się, cholerna laleczko! - Znów ona. Wściekła.
- Zmieńmy się. - Hirako. Osowiały.
- Proszę wyjść. - Nieznany głos. Poirytowany.
- Nie! To mój obowiązek! - Hitomi. Rozpaczliwy.
- Jak się czuje? -  Soseki Murai. Zatroskany.
- Co ona ci zrobiła?! - Riki. Pełen furii.
- Dlaczego jeszcze się nie budzi? - Kasumi. Zmartwiony acz niezwykle zmęczony.
- Ayano, proszę... - Tamiko. Smutny.

Nagle zaczęła spadać. Nie czuła już katany w dłoni, nie słyszała dzwoneczków. Zamiast tego poczuła dłoń na swojej prawej dłoni, coś ciężkiego na prawym udzie, wszechobecny zapach ziół, miękką poduszkę, ciepły koc. Czuła świeże powietrze wpadające z lekkim powiewem wiatru. Coś na policzku - w tym samym miejscu, gdzie została raniona przez stwora. Na końcu poczuła Reiatsu Tamiko i Kasumi. Ta druga leżała, jej oddech był spokojny. Ewidentnie spała kilka metrów dalej, choć wyraźnie była osłabiona. Pierwsza, choć również miała wyrównany oddech posiadała kotłujące się i niestabilne Reiatsu. To ona była przy łóżku Ayano. To była jej głowa, jej dłoń. Obce miejsce, ale znajome osoby.

[+1 Reiatsu i kontroli Reiatsu / zregeneruj sobie Rei do poziomu połowy po dodaniu tych statystyk]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shihouin Ayano





Karta Postaci
Punkty Życia:
71/80  (71/80)
Punkty Reiatsu:
75/153  (75/153)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Czw 3 Gru 2015 - 12:12

Ayano powoli traciła nawet swoją wściekłość. Upadek… spadała, dokąd? Gdzie? I dla czego po drodze słyszała te wszystkie głosy? Chyba, chyba mówili do niej. Tak, na pewno do niej. Chyba mówili też o niej, na pewno mówili o niej. Trzeba było odpowiedzieć, prawda?
„- Skarbie, co ci się stało? - Głos matki. Zapłakany.”
- Nic mamo. Wszystko dobrze. – chciała odpowiedzieć, wiedziała jednak, że jej usta się nie poruszyły.
„- Bądź silna. Córuś. - Ojciec. Bezsilny.”
- Oczywiście tato, przecież wiesz, że jestem. – tym razem skupiła się mocniej, by jej słowa przedarły zasłonę ciemności. Ciało jednak znowu nie zareagowało.
„- Obie zasłabły. - Tamiko. Rozdrażniona.”
- Jak to obie? O czym ty bredzisz Psie? – chciała warknąć, coraz bardziej wściekła. Wiedziała jednak, że nie zdołała odpowiedzieć.
„- Obudź się, cholerna laleczko! - Znów ona. Wściekła.”
- Zamknij się! Przecież nie śpię córko grabarza! – coraz bardziej wściekła próbowała wydusić z siebie kolejne warknięcie, znowu bez skutku.
- Zmieńmy się. - Hirako. Osowiały.
- Hirako? A ty co tutaj robisz? – uspokoiła się nieco słysząc jego glos, przez kilka chwil gniew zastąpił smutek. Było jej zwyczjanie przykro, wiedziała jednak, że nie zdoła nic odpowiedzieć.
„- Proszę wyjść. - Nieznany głos. Poirytowany.”
- Ale wyjść skąd dokładnie? – chciała krzyknąć, by wreszcie ktoś usłyszał jej głos. Wyglądało jednak na to, że nie może nic powiedzieć ani wykrzyczeć. Nie poddawała się jednak łatwo.
„- Nie! To mój obowiązek! - Hitomi. Rozpaczliwy.”
- Spokojnie Hitomi! Nic mi nie będzie, odpocznij… - chciała powiedzieć, próbowała powiedzieć, choć była świadoma że tylko ona słyszy swoje słowa.
„- Jak się czuje? - Soseki Murai. Zatroskany.”
- Tak, zjawił się dziadyga jeden. Czego tutaj chcesz hm? – wiedziała, że nikt nie usłyszy, wciąż jednak próbowała. Musiała, co innego mogła robić? Ulec ciemności?
„- Co ona ci zrobiła?! - Riki. Pełen furii.”
- A ty czego chcesz?! Pożalić się na opuchniętą męskość, o ile w ogóle jakąś masz?! – Riki? Czego mógł tutaj chcieć ten idiota? Niech to szlag jeszcze tylko jego w tej ciemności brakowało.
„- Dlaczego jeszcze się nie budzi? - Kasumi. Zmartwiony acz niezwykle zmęczony.”
- Nie budzi? Ahh… no tak, pewnie śpię, to tylko głupi sen. Ale czemu Kasumi jest tak zmęczona? Co się stało?
„- Ayano, proszę... - Tamiko. Smutny.”
- Staram się kretynko?! Nie widzisz! Staram się!

Nim otwarła oczy Ayano postanowiła oswoić się z otoczeniem. W jej wypadku otwarcie oczu było po prostu przyzwyczajeniem, uprzejmością kierowaną w stronę innych. Dzięki temu wiedzieli, że nie śpi o że słucha. Zwykle starała się nawet patrzeć mniej więcej w stronę rozmówcy, to pomagało w kontaktach. Tak, tak mówiła jej matka gdy była o wiele młodsza. Tego nauczyła się gdy była jeszcze mała. Teraz jednak najpierw musiała zrozumieć, co w ogóle się tutaj dzieje. Obce zapachy, obce miejsce. Dziwne uczucie wagi na swoim udzie. Nie widziała o co chodzi, wiedziała jednak, że obok były Kasumi i Tamiko.

Kasumi, coś było z nią wyraźnie nie tak. Coś musiało być nie w porządku. Była słaba, zbyt słaba. Spała, czy stało się jej to samo, co stało się jej? I tak w ogóle, co jej się stało? Przecież nie możliwe, by tak po prostu nagle obie postanowiły stracić przytomność… poza tym, poza tym miała coś na policzku, może opatrunek.?

Tamiko, przynajmniej ona była zdrowa… chyba, no najwyraźniej była przede wszystkim poruszona. Przestraszona? Prawdopodobnie. Zmartwiona? Tak… chyba tak. Z tym chyba mogła coś zrobić, prawda? Zamierzała strząsnąć dłoń Wilczycy ze swojej dłoni i dopiero później otworzyć oczy.

- A ty czego chcesz co? Zazdrościsz gładkiej skóry? Tajemnica to mycie się. – burknęła pod nosem nie wiedzieć nawet, czy jej słowa zdołają już dotrzeć do odbiorcy. Może nadal była w tym dziwnym stanie, w którym otaczająca ją ciemność zaczynały coś znaczyć. Zaczynały znaczyć, że nie może zrobić już niczego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Wto 8 Gru 2015 - 0:53

To prawda. Jej ciało było wiotkie, pozbawione siły i kompletnie obojętne na próby reakcje ze strony Ayano. Słyszała głosy, próbowała odpowiedzieć lecz nie było to nic ponad myśli, które nie mogły zostać wypowiedziane. Gdy przyszła wściekłość przez chwilę wydawać się mogło, że i tym razem pomoże ona na gnębiący problem, ale jak się okazało i złość pozostawała bezsilna.

Gdy doszła do siebie w pierwszej chwili nie była w stanie podnieść ręki spod ciężaru Tamiko. Dopiero za trzecią próbą ciało przywykło na nowo do wykonywania poleceń i w jednej chwili poczuła jak ciężar ustępuje.
- Co jest?! - Zaspany, ale ostry głos Wilczycy smagnął jak strzał biczem. Nawet nie ze względu na podniesienie głosu, a wszechogarniającą ciszę. - Ayano?! Ayano! - Wojowniczka zaśmiała się i objęła szlachciankę nie zważając na jej możliwe protesty. Oparła czoło o ramię młodej Shihouin i mocno ścisnęła w uścisku wyrażającym więcej niż potrafiłaby powiedzieć. Nie tylko ze względu na oczywiste znaczenie samego gestu, ale również na nagłe uczucie, którego doświadczyła Ayano. Gdy Reiatsu Wilczycy było tak blisko nagle, niezwykle wyraziście, poczuła radość, ulgę i szczerą łzę szczęścia, którą wyczuła jeszcze nim ta kapnęła na odsłoniętą szyję Ayano. Było to o tyle dziwne, że tym razem uczucia były namacalne nie zaś subtelne, jak wcześniej.

Kawałek dalej coś się poruszyło i Ayano usłyszała głos Kasumi:
- Obudziłaś się. Tak się bałam, że stało ci się coś poważnego. - Jej głos, choć zawierał w sobie ewidentną nutkę radości był zmęczony. Wycieńczony niemal. - Przepraszam, że cię nie wyściskam, ale nie wolno ruszyć mi się z łóżka. Wilczku. Udusisz ją. - Mimo uwagi Tamiko nie chciała póścić, jakby bała się, że gdy tylko to zrobi Ayano znów zapadnie w sen. Gdy była tak blisko Ayano mogła wyczuć każdy zapach jaki komponował się tym razem na bukiet dziewczyny. Las. Drewno. Kwiaty. Pot. Ryż oraz... zapach domu Ayano. Szczątkowy zapach perfum matki. Poza tym było coś jeszcze. Zwierze. Kot. Pachniała tym kotem, który przypałętał się do szlachcianki parę lat temu i często pojawiał się nadal. Na dodatek, choć ledwie wyczuwalnie, nosiła zapach krwi.
- Nie strasz nas tak nigdy więcej, laleczko. - Rzuciła Tamiko powoli zwalniając uścisk (oczywiście o ile Ayano wcześniej nie próbowała jej odepchnąć)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shihouin Ayano





Karta Postaci
Punkty Życia:
71/80  (71/80)
Punkty Reiatsu:
75/153  (75/153)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Wto 8 Gru 2015 - 12:19

- Tamiko! - Ayano starała się wyrwać już za pierwszym razem. W wysokich sferach uściski były niemal niespotykane. Kultura nakazywała jak najbardziej ograniczony kontakt fizyczny. Młoda Shihouin próbowała się więc wyrwać niemal odruchowo, choć zapewne bardzo niemrawo. Dodatkowo na pewno nie skutecznie, w końcu Tamiko była od niej sporo silniejsza.

- Tamiko! Przestań kretynko! – Próbowała się wyrwać dalej, choć tym razem już nie odruchowo, a raczej dla tego, że głupio było jej się przyznać do radości. Uczucie, które znalazła w energii Tamiko było tak szczere i silne, że wywołało ciepło w sercu młodej szlachcianki. Zapewne na jej twarzy również widać było uśmiech, choć gdyby zdała sobie z tego sprawę od razu by on zniknął. W końcu okazywanie uczuć nie było czymś dobrym, na pewno zaś okazywanie sympatii nie powinno się odbywać tak prosto. – Dorwała Cię moja mama czy co? Pachniesz jakbyś się umyła, to coś nowego… - Ayano starała się nadać swojemu głosowi marudny ton, choć nie był on całkowicie szczery i zapewne ktoś, kto znał dobrze szlachciankę mógł by rozpoznać różnicę.

Gdy Kasumi się odezwała Ayano musiała lekko zmarszczyć brwi. Nie miała bladego pojęcia co się stało, ale nie wydawało jej się, aby Kasumi miało się coś stać. Co robiła w tym miejscu, miejscu, które pewnie było jakimś rodzajem szpitala. W końcu gdzie indziej zanosi się osoby, które tracą przytomność bez powodu?

- Tamiko, strasznie chce mi się pic, przydaj się na coś i przynieś mi coś. Najlepiej herbatę jaśminową, Hitomi wie jak ją zaparzyć tak, żeby była dobra. Ty byś pewnie zepsuła wszystko. – Burknęła, z nadzieja, że Wilczyca ruszy po herbatę. Ayano musiał a zamienić parę słów z Kasumi i wolała, by Tamiko nie była przy tym obecna.

- Kasumi-san… co… co Ty tutaj robisz? Co się stało? – Ayano zamierzała zadać pytanie, gdy Tamiko opuściła już pomieszczenie i oddaliła się nieco. Próbowała też przy tym podnieść się z posłania. Najpierw chciała usiąść a później spróbować postawić powoli nogi na podłodze. Odruchowo zaczęła też szukać dookoła siebie swojego miecza, choć zapewne zanpakutou znajdowało się w zupełnie innym pomieszczeniu. Ayano nawet nie miała ze sobą miecza gdy traciła przytomność… czy też cokolwiek w ogóle się z nią stało. Tak naprawdę nie wiedziała bowiem nic o tamtych wydarzeniach. Nie wiedziała też ile czasu od nich minęło. Musiała jakoś uzupełnić luki w wiedzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Czw 10 Gru 2015 - 12:14

To prawda. Pierwsze próby uwolnienia się z objęć Wilczycy były absolutnie bezużyteczne. Ayano okazałą się słabsza niż wcześniej i tym bardziej nie mogła stawić oporu wojowniczce. Dopiero przy drugiej reakcji dziewczyna się opamiętała i puściła Ayano przytomniejąc nieco.
- Oziębła jak zwykle. - Rzuciła kompletnie nie przejmując się tonem szlachcianki. Zapewne ze względu na dostrzeżony uśmiech, z którego dziewczyna zdała sobie sprawę kilka chwil po słowach Tamiko i szybko go zamaskowała.
- Ktoś musiał im powiedzieć co się stało, a w zamieszaniu i tak nie mogłam pomóc więc pobiegłam... - Po chwili milczenia dodała - Później chcieli się odwdzięczyć więc ten... ładną macie łaźnie. - Mruknęła tak cicho, że nawet Ayano miała problem by to usłyszeć.

- Co? Nie mam mowy. Nigdzie nie idę. Jest środek nocy, a my jesteśmy w cholernym czwartym oddziale to jakieś...
- Tamiko, przynieś mi też, proszę. - Odezwała się Kasumi, a Reiatsu Tamiko zafalowało z niezadowolenia.
- Dobra, ale nie będę tego nosić, skoro Hitomi - Tu przedrzeźniła głos Ayano. - Tak dobrze robi herbaty to pewnie równie świetnie je nosi. - Prychnęła i wyszła zamykając za sobą przesuwane drzwi. Jej kroki oddaliły się na korytarzu.

Podniesienie się było nieco trudniejsze niż pierwotnie się wydawało. Przez moment czuła, że zaraz znów padnie na wznak, ale udało jej się utrzymać. Dalszy etap był dużo prostszy z tym wyjątkiem, że nogi miała jak z waty i nie do końca chciały one gdziekolwiek iść. Powolne ruchy, którymi Ayano poznawała otoczenie pozwoliły odnaleźć mały, ruchomy stolik krok od jej łóżka. Był na nim kubek i talerz. Kawałek dalej znajdowała się drewniana ściana z półkami.
- Jeśli szukasz zanpaktou to jest na drugiej półce od dołu, po lewej. - Podpowiedziała Kasumi i westchnęła. - Myślę, że lepiej by było, gdyby to Wilczek ci opowiedziała. Ja też leżałam tu niewiele krócej niż ty, a czuję się jakby ktoś wyrwał mi połowę jestestwa. - Zawiesiła głos na chwilę i poprawiła się na łóżku. Katana faktyczne leżała tam gdzie wspomniała Kasumi.
- Leżymy tu dwa tygodnie. Obudziłam się dwa dni temu. Tak przynajmniej twierdzi Tamiko. Pamiętam jak szłyśmy parkiem i nagle zrobiło mi się słabo. Odwróciłam się by ci o tym powiedzieć i zobaczyłam jak upadasz. Według tego co mówił Hirako miałaś szczęście, bo wylądowałaś koło kamienia, który rozciął ci policzek. Kilka centymetrów na bok i mogłoby cię tu nie być. No, ale wracając chciałam zawołać o pomoc, ale nie mogłam wyksztusić słowa więc upadając zrobiłam jedyne co przyszło mi do głowy i wykorzystałam upadające ciało by zrobić wymach ręką i wystrzelić byakurai w niebo. Później obudziłam się tutaj, a ty spałaś i wyglądałaś jakbyś walczyła z naprawdę cieżką chorobą. - Młoda Shihouin mogła wyczuć, że Kasumi mówi prawdę, ale nie całą. Gdyby nie odczytywanie aury Reiatsu, z pewnością nie dałaby rady tego wyczuć. Głos kwiaciarki nie zawahał się nawet przez moment.
- Przyszła cała twoja rodzina. - Jej głos w tym miejscu zmienił się na nieco radośniejszy, ale coś było nie tak w jej Reiatsu. Było to jednak tak dobrze zakamuflowane, że Ayano nie była w stanie stwierdzić co to. - Wszyscy bali się o ciebie. Nie chciałam podłsłuchiwać, ale nie mogłam zasnąć i słyszałam, że skojarzyli sytuację z twoim bratem? Chyba coś w rodzaju "tylko nie skończ jak twój brat". Myślę, że powinnaś wiedzieć. - Znów poprawiła się na łózku.
- Nie tylko o to chciałaś zapytać, prawda? Dlatego chciałaś by Tamiko wyszła. Ach... przepraszam. Mówię panience ciągle na ty. To zmęczenie. Mam nadzieję, że nie uraziłam. - Zmieszanie mieszające się ze zmęczeniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shihouin Ayano





Karta Postaci
Punkty Życia:
71/80  (71/80)
Punkty Reiatsu:
75/153  (75/153)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Czw 10 Gru 2015 - 18:43

Ayano próbowała złapać za swój miecz i wstać powoli z łóżka wspierając się na nim. Wyglądało to niemal tak, jakby Kasumi czytała jej w myślach, choć, może rzeczywiście było to na tyle oczywiste? Najważniejszą własnością jaką może kiedykolwiek zdobyć shinigami był przecież właśnie jego zanpakutou. Nie tylko broń ale również towarzysz, według niektórych wręcz część samego siebie. Może po prostu łatwo zgadła? Cóż… rozmyślanie nie ułatwiało wysiłku wkładanego w powstanie z łóżka. Młoda Shihouin zaś po prostu musiała to zrobić, by nie zwariować. Dwa tygodnie w łóżku? Nawet po śmierci brata nie spędziła tyle czasu na posłaniu. Musiała sobie sama udowodnić, że może wreszcie wstać.

- Nie czuje się urażona, choć faktycznie chcę zapytać o coś jeszcze Kasumi-san, choć może to nieprecyzyjne wyrażenie.… - Ayano miała nadzieje, że nie wyląduje od razu na ziemi. Mówiła dość wolno, starała się być bowiem skupiona naraz na dwóch rzeczach. – Spodziewałam się, że nie powiesz mi wszystkiego Kasumi-san. W normalnych warunkach bym nie nalegała, ale teraz nie mam wyjścia. Chce wiedzieć wszystko, naprawdę wszystko, i dla tego poprosiłam Tamiko o herbatę. Mówię całkowicie poważnie, chodzi mi o naprawdę wszystko Kasumi-san.

Ayano bardzo starała się nie zmienić wyrazu twarzy na wspomnienie brata. Zamknęła na chwile oczy i skrzywiła udając, że to był wyłącznie wysiłek wstawania. Miała nadzieje, że Kasumi nie zdoła zauważyć jak na jej twarzy ukazuje się smutek. Zacisnęła obie dłonie ma tsubie, by nie zadrżały. Tak, wiedziała, że rodzina ją odwiedziła. Pamiętała… chyba pamiętała, jakieś słowa. Nie myślała jednak, że wspominano o jej bracie. Przecież nie było ku temu żadnego powodu, prawda? Arasou zginął w wyniku ran odniesionych w walce, Ayano zaś zawsze uważała, że musiała to być walka w obronie kogoś bezbronnego. Młoda szlachcianka zaś po prostu straciła przytomność, podczas tego miała zaś jakieś dziwaczne wizje, bo to mogły być tylko halucynacje, prawda? Nawet skaleczenie na twarzy było przecież wytłumaczalne – po prostu lekko trafiła twarzą w kamień. Ayano miała nadzieję, że nie zostanie jej po tym blizna. Wstyd było by się przyznawać do blizny zdobytej w taki sposób.

Kolejna porcja trudnych rozważań nie została spowodowana kolejnym, tajemniczym dość zachowaniem Kasumi. Co dokładnie stało się, gdy jej rodzina tutaj była. Dla czego ta wzorowa uczennica chowała coś związanego z rodem Shihouin, albo też z którymś z jego członków. Czyżby jakieś stare zatargi rodzinne? Zapewne Ayano powinna zacząć bardzo uważać na słowa, na razie musiała jednak usłyszeć odpowiedzi na zadane pytania. Musiała zrozumieć dokładnie co się stało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Today at 13:45

Powrót do góry Go down
 
Posiadłość rodu Shihouin
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Świat :: Soul Society :: Seireitei :: Tereny Mieszkalne-
Skocz do:  
Free forum | © phpBB | Free forum support | Kontakt z | Report an abuse | Free blog