IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Nabór na stanowiska Mistrzów Gry! Rekrutacja na GG: 2785425!
Pomoc dla nowych graczy

Lista aktywnych Mistrzów Gry:
Kamys 5/3 | Izdurbal Tenshi - 3/4 | Kuchiki Kyosuke - 6/3
CZaras – 2/3 | Shadow - 1/1 | Kaz- 1/1 | Kovacs - 0/1 |
Watanabe no Tsuna
- 2/3* (możliwe dodatkowemiejsce o ile KP zainteresuje, zaś gracz będzie aktywny)


Share | 
 

 Posiadłość rodu Shihouin

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Wto 15 Gru 2015 - 13:05

By go złapać musiałaby najpierw wstać, ale i to nie było aż takim wyzwaniem. Trzymając już zanpaktou w ręce mogła zwrócic się w stronę Kasumi, a samo podparcie się ułatwiło utrzymanie równowagi, której braki zaczeły dawać się po chwili we znaki.
- Intrygujące, że spodziewałaś się po mnie mijania się z prawdą, Panienko. Wrodzona ostrożność, czy zrobiłam coś czym zasłużylam sobie na takie podejrzenia? - Jej głos nie zmienił tonu jedynie łóżko skrzypnęło, a kąt z jakiego dobiegał świadczył, że położyła się na wznak i wpatruje się w sufit. Nawet jej Reiatsu nie specjalnie zareagowało na coś, co przecież wśród, choćby, szlachty uszłoby za potwarz. - Odesłanie Wilczka było błędem. - Zawiesiła głos i przez chwilę milczała. - Przed nią nie mam sekretów i tak naprawdę jej nieobecność sprawia, że nie jestem zbyt skora by rozmawiać o wszystkim. Z resztą mój stan zdrowia tylko utwierdza mnie w tym przekonaniu. Jeśli jednak jest to tak istotne to proszę by nie opuściło tego pomieszczenia. - Znów zawiesiła głos. - Daj mi swoje słowo.

[Ten fragment przeczytaj TYLKO jeśli Ayano obieca milczenie w sprawie]

- Najprawdopodobnie straciłyśmy przytomność z różnych powodów. Nie wiem co stało się Panience, ale ja cierpię na pewną... chorobę - Znów półprawda. - To dlatego nikt z wyjątkiem mojego natpobudliwego brata się tu nie dostał, a i on został wyciągnięty chwilę później. Przez pewien czas wierzono, że cierpicie z tego samego powodu i wedle słów Tamiko czwarty oddział wyciągnął stąd Hitomi i robił problemy twojej rodzinie, ale jak widać wpływy rodziny Shihouin sięgają daleko i w końcu zdjęto z Panienki podjerzenia bez znaczenia czy są prawdziwe czy nie. - Nagle zaśmiała się gorzko. - Czyż to nie ironia, że otacza mnie wielka sieć kłamstw, bo gdyby okazało się, że geniusz - To słowo powiedziała z dziwną pogardą. - jest nieuleczalnie chory i to jeszcze na coś takiego kto wie jakie miałoby to konsekwencje w odniesieniu do reszty Shinigami. - Parsknęła, ale po chwili zreflektowała się. - Przepraszam, wybacz, że byłaś świadkiem chwili uniesienia. Więcej się to nie powtórzy. Mimo to nie powiem cóż to za choroba. Nie tutaj. Nie bez Wilczka. - Zawiesiła głos i poprawiła się na łóżku układając się tyłem do Ayano na co wskazywało zniekształcenie kolejnych słów. - Modlę się by Panienki nie spotkało to co mnie.

[Teraz możesz już czytać dalej]

- Nie znam cię Ayano. - Odezwała się po chwili i przewróciła tak by spoglądać w jej stronę. - Ufam ci, bo Wilczek ci ufa, ale cię nie znam. Mimo to proszę cię o jedno. Ona jest prostą osóbką, jest agresywna i uparta, ale lojalna i jakkolwiek nie budziłaby przeciwnych reakcji, ma dobre serce. Skoro specjalnie mamy rozmawiać, gdy jej nie ma to powiem wprost. Zajmij się nią, gdyby mnie zabrakło, dobrze? - Panowała nad głosem. Ten jedynie niemal załamał się przy "zabrakło", ale nawet wtedy utrzymała go pod kontrolą. Jedynie jej Reiatsu przypominało ulewę i jakby rozwiewało się na wietrze. Oczywiście nie ubywało go. Było to jedynie takie wrażenie. - Zaśmiała się maskując emocje. - To musiało zabrzmieć strasznie poważnie, ale wiesz jak to jest. Jesteśmy Shinigami i nigdy nie wiadomo co może się stać, a kończę akademię przed wami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shihouin Ayano





Karta Postaci
Punkty Życia:
71/80  (71/80)
Punkty Reiatsu:
75/153  (75/153)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Wto 15 Gru 2015 - 18:43

Ayano przez kilka chwil starała się siłą woli utrzymać na nogach. W końcu jednak zrozumiała, że przewróci się jeśli nie podeprze się na czymś. Wybrała swoje zanpakutou, które chciała już do tego czasu mieć w swojej dłoni. Dziewczyna zaklęła cicho w myślach, nie lubiła okazywać słabości. Oczywiście w jej stanie (po przeleżeniu czternastu dni) zapewne nie było to niczym dziwnym. Wszyscy stwierdzili by tylko, że to normalne, zapewne kazali jej odpoczywać bądź też robić równie bezsensowne rzeczy. Ayano nie była jednak każdym i nie chciała być traktowana jak każdy. Jeśli miała udowodnić swoim rodzicom, że nie jest bezużyteczna musiała stać się niezastąpiona. Musiała być najlepsza a to oznaczało również, że nie może poddawać się jak każdy inny. Wierzyła, że dzięki niezłomnej woli zajdzie dalej niż inni. Wierzyła też, że dzięki temu zdoła wypełniać ideały swojego brata... i swoje własne. W końcu nie potrafiła by teraz zachowywać się inaczej, niż według słów Arasou.
- Obiecuje, nie powiem nikomu. - Ayano mówiła tak pewnie, jak tylko ktoś wyjątkowo uparty potrafił. Upór ten znalazł odzwierciedlenie na jej twarzy, choć wydawać by się mogło, że na porcelanowym obliczu lalki nie da się umieścić podobnej emocji.
Wysłuchawszy następnych słów Ayano milczała przez kilka chwil. W jej głowie zawisło wiele pytań, na które miała teraz nie dostać odpowiedzi. Milczała starając się zapanować nad emocjami, milczała, myśląc nad rozwiązaniami.
- Nie czuj się urażona Kasumi... - celowo porzuciła odpowiedni przyrostek, wymagany przez tradycje. - ... wiedziałam, że nie powiesz wszystkiego, bo jesteśmy do siebie podobne. Obie jesteśmy świetnymi studentkami akademii i obie nie lubimy okazywać słabości. Różnica między nami jest taka, że ja już swojej choroby nie ukryję. Ja... też mam z nią pewne kłopoty, być może takie o których nawet nie przyjdzie Ci pomyśleć. Wszyscy jednak o niej wiedzą, dla tego też muszę robić wszystko by nie zbłaźnić się z tego powodu. O twojej chorobie przynajmniej większość ludzi nie wie.
Ayano uśmiechnęła się nawet lekko pod nosem, najwyraźniej wszystkie uzdolnione uczennice dręczyły problemy silnie ograniczające ich możliwości. Możliwość przyznania się do słabości była czymś, czego Ayano sobie odmawiała przez długie lata. W tej sytuacji jednak postanowiła to zrobić i zdziwiła się, jak bardzo okazało się to przyjemne. Powiedzieć wreszcie komuś o tym, jak wiele trudu trzeba wkładać w utrzymanie się w akademii nie mając działających oczu.
- Jesteśmy podobne Kasumi, ale będę musiała nalegać na dalsze wyjaśnienia. W końcu jutro gdy stąd wyjdę spotkam się z ludźmi, muszę wiedzieć jak się przy nich zachować. Powinnam wiedzieć, o co mnie podejrzewają. - Ayano naprawdę musiała wiedzieć, w końcu jej powrót po dwutygodniowej przerwie na pewno nie obejdzie się bez echa. - Proponuje jednak... - Ayano zawahała się na chwile przed ostatecznym wypowiedzeniem swojej propozycji. - ... wymianę sekretów. Za twoje słowa, moje, których nikomu nie mówię i o których wiem tylko ja, i może moja służąca, mogła się domyślić. Co ty na to?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Nie 27 Gru 2015 - 13:42

[Straciłem internety i później święta soł...]

Reiatsu Kasumi kotłowało się, a dziewczyna milczała. Nie wtrącała się między słowa Ayano i wyjątkowo długo i uparcie nie odzywała się, gdy ta skończyła. W końcu jej energia duchowa wygładziła się.
- Dobrze. - Skrzypnięcie łóżka. Mój sekret zna Tamiko i specjalna drużyna z oddziałów czwartego i dwunastego. Muszę przechodzić specjalne testy w regularnych odstępach. Sprawdzają czy nie kłamię w różny sprytny sposób, ale czasem udaje mi się oszukać nawet ich, gdy mówię, że wszystko w porządku, a może i nie? Może wiedzą tylko przymrużają na to oko? - Zawiesiła głos i wznowiła dopiero chwilę później. - Ja... widzę rzeczy. Istoty, których nie ma. Które nie istnieją. - Znów zamilkła jakby oczekiwała jakiejś konkretnej reakcji. Bez względu na nią kontynuowała. - Nie są to tylko... ludzie, a właściwie ci pojawiają się rzadko. Widzę głównie Hollowy. Czy może Hollowa? Sama nie wiem. Brzmi jak szaleństwo, no nie? - Zaśmiała się z udawaną wesołością, która mogłaby uchodzić za prawdziwą, gdyby nie wgląd w jej Reiatsu. - Wyobraź sobie, że słyszysz głosy, których nigdzie nie ma. Czujesz zapachy pozbawione źródła, widzisz czy czujesz istoty niedostrzegalne przez innych. Najpierw się bałam. Później przywykłam, a na końcu zaczęłam ignorować. - Zamilkła jakby zastanawiała się nad czymś.
Wiesz, kiedyś niemal zabiłam studenta podczas treningu w lesie w Rukongai, bo widziałam tego potwora. - Reiatsu zawibrowało. - Czasem mam tak, że już nie widzę tego stwora, ale później wraca. Zawsze. Teraz też przestałam go widzieć choć był obecny przy naszej rozmowie. Hollow niczym płachta poszarpanego materiału rozwiana na wietrze z maską wyglądającą tak ludzko, że można by pomylić go z człowiekiem w nocy. - Skrzypnięcie. Bose stopy na podłodze. Nieco przytłumiony głos, gdy podeszła do miejsca, które mogło być oknem  bowiem delikatny wietrzyk przestał być wyczuwalny.
- Towarzyszy mu zawsze zapach zgnilizny. Obrzydliwy. Chce mi się płakać, gdy go czuję. To dlatego otoczyłam się kwiatami. Chrapliwy głos szepczący do ucha "Pamiętasz tego dzieciaka w lesie? Jesteś potworem. Ufał ci, a ty niemal go zabiłaś." - Głos jej się łamał, a Reiatsu znów falowało. - I on ma rację. Cokolwiek powie zawsze ma rację. - Ostatnie słowo było przesiąknięte niezwykle silnym bólem nie tylko w głosie, ale i w jej energii duchowej.
- Pewnie myślisz, że jestem szalona. To dobrze. Bezpieczniej dla ciebie. Wiesz jednak co jest najgorsze? Kiedy zdajesz sobie sprawę, że nie pamiętasz już czasów, gdy nie było szeptów. Czasem wystarczy spojrzeć za okno by zobaczyć spokój i ciszę. Coś czym każdy inny może się cieszyć... - Nagle jej Reiatsu stało się twarde jak stal. - Kiedy go nie ma i przez chwilę czuję wolność zdarza się, że napada mnie pewna myśl... - Cichy szelest jakby coś powoli ściągano ze stołu czy parapetu.
- "Czy dla mnie też jest gdzieś spokój? W końcu tak niewiele trzeba by się dowiedzieć..." - Bardzo charakterystyczny, powolny dźwięk, który Ayano nauczyła się rozpoznawać. Wyciąganie katany z sai.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shihouin Ayano





Karta Postaci
Punkty Życia:
71/80  (71/80)
Punkty Reiatsu:
75/153  (75/153)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Wto 5 Sty 2016 - 12:37

Ayano przysłuchiwała się słowom dziewczyny w milczeniu i nie przerywając. Została zaskoczona, nie spodziewała się, że ktokolwiek inny ma problemy podobne do niej samej. W końcu młoda Shihouin nie po raz pierwszy spotkała się z dziwacznym stworzeniem. Dotychczas myślała, że to jej umysł płata jej figle. Teraz jednak rozumiała, że to nie może być prawda. Jeśli dwie osoby, które niemal się nie znały, spotykały ten sam rodzaj przeciwnika to oznaczało, że nie może on być wyłącznie kreacją umysłu wynikająca z wyrzutów sumienia. Coś musiało być na rzeczy... coś czym warto będzie się zająć.

Podczas gdy słowa Kasumi były na swój sposób pokrzepiające, jej zachowanie w cale takim nie było. Ostatecznie wyciąganie broni z sai niezbyt często oznaczało coś dobrego. Broni dobywało się do walki... albo aby skończyć ze swoim życiem. czy to właśnie teraz chodziło po głowie dziewczyny obok niej. Jeśli tak, cóż Ayano musiała coś zrobić. Zresztą, nawet jeśli tak nie było to i tak była Kasumi dłużna opowieść o czymś, o czym nie opowiadała dotychczas nikomu. Póki co jednak musiała podchwycić temat...

- Ja... również to coś spotkałam, chyba. - Ayano zamierzała podejść powoli w stronę Kasumi, tak aby mieć ją w zasięgu rąk. Opierała się lekko na swoim własnym zanpakutou nadal ukrytym w sai. - Kilka razy do mnie mówił wcześniej... myślałam, że to po prostu mój umysł płata mi figle. Że to poczucie winy, które jakoś musi się odezwać. Ale... gdy spacerowałyśmy pojawił się tak jak nigdy wcześniej. Poczułam ten potworny zapach, a później... później stałam w dziwnym miejscu. Nie było ogrodu, ciebie ani innych studentów. Była tylko płaska tafla wody, tafla, po której mogłam biegać. Był też deszcz, którego nie czułam na skórze. No i było to coś, śmierdzące, oślizgłe. Zaczęło gadać to samo co zwykle i... no cóż, trochę się zdenerwowałam. Zaczęliśmy walczyć. - Ayano uśmiechnęła się zadziornie. - Walczyliśmy i wygrałam, nie było w cale tak trudno. Zachowywał się tak, jakby przywykł do uległości. Skopałam go więc jak bezbronnego szczeniaka. Przez chwile myślałam, że to zabiłam. Zamiast umrzeć rozlało się jednak w nieforemną plamę mazi i zniknęło. Twierdziło, że wróci. Nie mogę się doczekać, tym razem nie będę równie zaskoczona i bezbronna.

Ayano specjalnie chciała być blisko Kasumi, dodatkowo udając częściową ślepotę chciała lekko położyć dłoń na ostrzu miecza dziewczyny. Chciała mieć pewność, że jej zanpakutou nie zostanie użyte w jakikolwiek głupi sposób.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Sro 17 Lut 2016 - 22:26

Jej Reiatsu drgnęło, gdy Ayano przyznała się do spotkania stworzenia. Szlachcianka zbliżyła się nie napotkawszy oporu ze strony dziewczyny. Ponownie mogła poczuć delikatne powiewy zimnego powietrza i woń liści. Po zbliżeniu się na zasięg dłoni poczuła słaby aromat mieszaniny kwiatów oraz goszkawy zapach leków. Usłyszała zgrzytnięcie zębów.
- To się roznosi? Myślałam, że... jeśli się dowiedzą - Gwałtowny ruch, powiew powietrza i smagnięcie włosami w dłoń. - Ayano, będą chcieli eksperymentować też na tobie. Nie mam pojęcia co to za tafla, ale... - Ayano dotykając ostrza zanpaktou Kasumi czuła delikatne, uspokajające wibracje reiatsu odchodzące od niego i niemal słyszała lekki niczym wiatr i delikatny jak kwiat głos szepczący by się uspokoić. - W moim przypadku była to zasłana kwiatami równina. Tam poznałam Kwiecisty Szept, mój Zanpaktou. - Delikatnie wysunęła ostrze z dłoni Ayano i włożyła je ponownie do sai. Później nastąpił krótki dźwięk brzmiący jak ocieranie łez. Taki sam jaki wydawała matka, gdy zmarł Arasou.

- Nie mów nikomu o tym co widziałaś chyba, że będziesz gotowa na... pytania i badania. Gdyby ktoś się dowiedział pewnie nawet kontakty twojej rodziny wiele by nie pomogły. - Zawiesiła głos jakby chciała coś dodać, ale odchrząknęła tylko i zmieniła nieco wątek. - Nie wspominaj też, proszę, o chwili mojej słabości. Zwłaszcza Wilczkowi, dobrze? - Jej ton był błagalny, a reiatsu chlupotało.

- Nie wiedziałam, że da się z nim walczyć. Kiedy go atakowałam zawsze znikał, a ja miałam coraz gorsze problemy... - Jej energia duchowa powoli się uspokajała i choć rozpacz i bezsilność nadal były odczuwalne w jej aurze to nie stanowiły już elementu dominującego. - To było to czego nigdy nie mówiłaś? - Spytała jeszcze. - Usiądź, mamy czas. - Zachęciła ją i klepnęła w łóżko przed Ayano następnie z tego samego miejsca dało się usłyszeć lekkie stęknięcie metalu i głębokie odetchnięcie Kasumi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shihouin Ayano





Karta Postaci
Punkty Życia:
71/80  (71/80)
Punkty Reiatsu:
75/153  (75/153)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Sob 20 Lut 2016 - 10:22

Roznosi… sama Ayano nie była pewna, czy to jest odpowiednie słowo. W końcu miała ten problem dużo wcześniej, niż spotkała Kasumi. W końcu… w końcu pierwsze podobne wrażenie miała już w dniu, gdy zginął Arasou. To wydawało się zaś mieć miejsce tak dawno temu. W tedy nie myślała jeszcze o akademii shinigami. W sumie w tedy nie myślała w ogóle wiele. Kilka dni po śmierci brata wyglądało w jej pamięci jak jeden długi ciąg niezręcznej ciszy. Niewiele w tedy mówiono, zapewne wiele pokazywano, w szczególności w sposobie ubierania oraz w mimice. Ayano nie potrafiła spoglądać na twarze, a kolory ubrań nie miały dla niej szczególnego znaczenia. W tedy zaś na pewno nie znała jeszcze Kasumi ani nikogo z nią związanego. To oznaczało, że dziwaczny stwór, tudzież związane z nim zjawisko, nie roznosiło się w sposób podobny do choroby. Nie chodziło o kontakt z zarażonym, musiało więc chodzić o coś innego… chyba, że?

- Przepraszam Kasumi, czy… czy ty znasz człowieka, który zajmuje się tutaj szkoleniem Wilczka? Człowieka imieniem Souseki Murai? – Ayano nie zaczęła od razu powiadać żadnej ze skrywanych przez siebie historii. Wolała zająć się najpierw jednym tematem, tematem, który był przecież ogromnie istotny dla obu dziewcząt. W końcu chodziło o ich zdrowie i wolność, za równo wolność od tego dziwacznego stworzenia jak i wolność od badań ze strony Soul Society.

Przez chwile Ayano zastanawiała się również nad samą reakcją Seireitei. Jeśli przeznaczono specjalne grupy z dwóch oddziałów do badań nad tym zjawiskiem, to nie mogło ono przecież być jakimś prostym schorzeniem mentalnym. Musiało mieć znaczenie, i to spore. W końcu jeśli badano coś na tyle zapamiętale, by wpływy wielkiego rodu Shihouin nie mogły tego przerwać, to musiało to być bardzo ważne. Pytanie pozostawało jednak nieco inne – dla czego było to aż tak istotne? Cóż takiego dostrzeżono w tym dziwacznym zjawisku, co mogło być tak cenne dla Gotei?

Ayano usiadła, starając się to zrobić z gracją. Oczywiście nie było to łatwe, była przecież mocno osłabiona a chodzenie w równowadze wymagało od niej oparcia. Nie chciała jednak w towarzystwie klapnąć na łóżko niczym zwykła chłopka po całym dniu pracy w polu. Należało zachować choćby podstawy godności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Czw 10 Mar 2016 - 20:32

[Do trzech razy sztuka (2 crashe...) i guess. Od teraz nie powinno być już takich opóźnień, a przynajmniej nie niezapowiedzianych -.-"]

Westchnięcie i chwila milczenia. Reiatsu tym razem nie zdradzało emocji Kasumi. Stało się tak samo niemożliwe do przeniknięcia jak jej ton głosu, z którego nie wynikało wiele. Był obojętny.
- Słyszałam o nim wiele złego. Głównie od wilczka. Podobno ma skłonności sadystyczne i upadla swoich studentów. Z drugiej strony nigdy nie miałam takiego przeświadczenia w kontakcie z nim. Istnieje też pewna osoba nazywająca go zdrajcą i oskarżająca o próbę obalenia... nie pamiętam dokładnie czego. Bodaj pewnych osób z ich stanowisk. Nie chcę podważać tego co mówi Wilczek, ale... ten człowiek nie wydaje się być taki zły. Oczywiście czasem bywa dziwny, ale nic poza tym. Z resztą Tamiko uczy się w rzeczywistości u kogoś innego. To dość skąplikowana sprawa i nielegalna. Więc ani słowa. - Tu jej głos nieco stwardniał. - Widziałam raz jak instruował Tamiko w technice zanjutsu. Jest doskonałym szermierzem i jest wyjątkowo szybki. Choć jego starcza bródka tego nie sugeruje ma w sobie sporo energii. - Kasumi zamilkła. - Dlaczego pytasz?

Łóżko miało twardy materac i nieco skrzypnęło, gdy Ayano siadała. Gdy dziewczyna znalazła się tak blisko Kasumi znów mogła wyczuć pewne nastroje, które jej towarzyszyły. Mieszająca się niczym w wirze energia duchowa, wyczuwalna sztywność siadu i łagodzące pulsowanie reiatsu dochodzace z jej zanpaktou.

Jeśli istniało coś na co nie miały wpływ rody musiało mieć znaczenie militarne. Wtedy to gotei przejmowało sprawę w swoje ręce. W niewielu przypadkach mieszało się też w politykę, ale zazwyczaj pozostawało dyskretne. Z pewnością ktoś na wyższym stanowisku wiedziałby co się dzieje, ale niewiele osób w otoczeniu Ayano należało do gotei. Chyba jedynie część nauczycieli, ale czy oni wiedzieli cokolwiek trudno powiedzieć.

Ayano wyczuła powoli zbliżające się Reiatsu Wilczycy. Było jeszcze daleko i towarzyszyło mu to Hitomi i kogoś jeszcze. Kogoś obcego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shihouin Ayano





Karta Postaci
Punkty Życia:
71/80  (71/80)
Punkty Reiatsu:
75/153  (75/153)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Nie 13 Mar 2016 - 12:03

- Nie ważne, na razie nie ważne... - Ayano nie wiedziała jeszcze co może myśleć o sprawie Sousekiego Murai. Musiała jednak sama przed sobą przyznać, że zastanawiało ją to bardzo. W końcu starzec zajmował się jej bratem oraz Tamiko. Kasumi również miała z nim wyraźnie jakiś kontakt. Jeśli cokolwiek łączyło zaś Ayano sprzed akademii i Kasumi, to w takim razie mogła to być osoba Sousekiego. Oczywiście nie miała pewności, ze słów dziewczyny zrozumiała jednak, że ta nie miała z nim żadnego wielkiego związku. Sprawa zapewne nie da jednak spokoju młodej Shihouin. Wszystko wskazywało zresztą na to, że Ayano będzie miała teraz wiele trudnych myśli w swojej głowie. Zaczynała się już martwić, że będzie ich zbyt wiele.

- Przepraszam, ale chyba czas na to moje zwierzenie... - uśmiechnęła się z lekkim zmęczeniem i zakłopotaniem. Wiedziała, że musi dotrzymać słowa, choć nie chciała tego robić. Dodatkowo życie wyraźnie ją poganiało. W końcu nie będzie mogła mówić o niczym takim w towarzystwie Wilczka, a co dopiero obcej osoby. - ... zaraz będziemy miały gościa. Nie znam go.

Ayano jeszcze przez kilka chwil pozwoliła sobie na wahanie, później wzięła głębszy wdech i westchnęła cicho.
- Pamiętasz ten kwiat, który dostałam od Hirako? Cóż, na pewno pamiętasz... orchidea... - już tutaj jej głos zaczął się nieco łamać. - Nie oddałam go dla tego, że ten głupek przesadził przezywając Wilczka. Są siebie warci. Oddałam go dla tego, że nie chciałam... - co miała w sumie powiedzieć? Że nie chciała się poryczeć myśląc o Arasou? Mówienie takich rzeczy przecież nie powinno być aż takie trudne prawda? Mimo wszystko na samo wspomnienie wydarzenia Ayano posmutniała wyraźnie. - ... takie same kwiaty dostawałam rok w rok od mojego brata, wydaje się że tak dawno temu. Co roku, na każde urodziny. - no i udało się, teraz Kasumi pewnie pomyśli, że młoda Shihouin jest szalona, słaba albo płaczliwa. Cholernie miło jest przyznawać się do słabości. Miała nadzieje, choć nikłą, że nie będzie ciągnięta za język. A nóż Kasumi wie, że jej brat zginął i nie będzie trzeba nic tłumaczyć?

Ayano opuściła głowę i zamknęła swe ślepe oczy. Nie zmieniło to tego, co widziała, ale w ten sposób łatwiej było skupić jej się na nie pokazywaniu smutku. W końcu wiedziała, że ponoć bardzo wiele można dostrzec w oczach prawda? Nad nimi trudno było całkiem zapanować, nawet gdy były w całości białe. Wzięła głęboki oddech starając się nie myśleć o delikatnym dotyku płatków na skórze, oraz ciepłym, silnym głosie młodszego brata. Jak to się stało, że Ona, starsza siostra, uczyła się od młodszego i ładnych kilka lat brata? Jak to się stało, że los nie zechciał zabrać Ayano zamiast Arasou? Życie było by dla wszystkich o tyle łatwiejsze...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Czw 24 Mar 2016 - 14:58

Kasumi przemilczała zbycie tematu i nie dopytywała się o nic więcej.
- Dobry słuch. Ale w sumie to dość oczywiste. - Skomentowała wiadomość o obcym. - Sposób chodzenia dał ci wskazówkę? - Spytała w czasie, gdy Ayano się wahała.
Gdy ta zaczęła mówić przysłuchiwała się spokojnie opowieści.
- Przyznaję, że twoja reakcja mnie zaskoczyła, ale mogła wynikać z tak wielu przyczyn, że nie śmiałam nawet próbować zgadywać. Dziękuję za poświęcone mi zaufanie. Rozumiem czemu nie chciałaś powiedzieć tego przy Tamiko. Ona zadałaby pytania bez zastanowienia. - Dłoń Kasumi delikatnie opadła na ramię szlachcianki. Tak długo jak długo Ayano nie umknęła spod dotyku czuła przyjemnie pulsujące reiatsu, które wydawało się w jakiś sposób ciepłe.
- Arasou Shihouin. To tłumaczy dlaczego kupował je co roku w mojej kwiaciarni... - Kasumi wyraźnie się zawahała. - Kiedy będziemy miały więcej czasu odpowiem na pytania, które zapewne będziesz chciała zadać. Póki co przywróć swój spokój. Zaraz będziemy miały gościa. Wiedz jednak, że jesteś bardzo silna, nie tylko ze względu na walkę z tą ścierą, ale też to wszystko co cię spotkało.

Kroki zaczęły być słyszalne w tym urwany fragment rozmowy.
- ...rawa. Czy coś w jej zachowaniu się zmieniło? - Obcy męski głos. Nieco wytarty jakby zużyty.
- Nie. Była równie buńczuczna co zwykle. - Roześmiany głos Tamiko.
- Cieszy mnie to. Będę musiał sprawdzić tylko jak miewa się Kasumi.
Kasumi zdawała się jeszcze nie słyszeć zbliżających się osób.

Jakby bodźców było mało Ayano miała nieodparte wrażenie, że przez chwilę, na granicy słuchu, słyszała przytłumiony dźwięk dzwoneczków.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shihouin Ayano





Karta Postaci
Punkty Życia:
71/80  (71/80)
Punkty Reiatsu:
75/153  (75/153)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Czw 24 Mar 2016 - 20:54

Ayano starała się zebrać w sobie. Starała się jak mogła. nie było to dla niej łatwe. Trudno jest postawić tamę na rwącej rzece. Tak zaś działał umysł Ayano, gdy chodziło o smutne wspomnienia. Trzymała je ukryte głęboko przed samą sobą. Nie dotykała ich nawet, nie spoglądała w ich okolicę. Żyła tym, co działo się dookoła. Wściekała się na ludzi, obrażała ich, rozkazywała, narzucała własną wolę, zwykle w dobrej myśli. Uczyła się, ćwiczyła i pracowała by stać się jak najlepszą. Właśnie dzięki temu potrafiła trzymać się z dala od przeszłości oraz bólu, który ze sobą niosła. Bólu, który wynikał nie tyle z okropnych wspomnień, co z zestawienia teraźniejszości z przeszłością.

Teraźniejszością bez Arasou, który był dla dziewczyny największym oparciem przez cały czas swojego życia. Jeszcze gdy był bardzo młody opiekowanie się nim nadawało życiu młodej Ayano sens. Gdy zaś urósł, mogła wreszcie być z czegoś dumna. Nie była to duma z tego, jak go wychowała. Nie była to duma z powodu jakichkolwiek własnych osiągnięć. W końcu nie miała żadnych, które się liczyły. Mogła być jednak dumna z tego, jak wspaniałym człowiekiem staje się jej braciszek. Nigdy zapewne tego nie zauważyła, ale traktowała Arasou niemal jak syna, a zarazem najlepszego przyjaciela. Tracąc jego, straciła więc jakoby dwie osoby, a może nawet trzy, biorąc pod uwagę to jak bardzo odczuwalną obecność miał jej brat.

Musiała się jednak wziąć w garść! Nie tylko Tamiko się zbliżała i nie tylko Hitomi, a już przed nimi nie chciała by wyjść na beksę. Miał jednak pojawić się jeszcze ktoś obcy... ten człowiek na pewno nie mógł jej zobaczyć w takim stanie. Poza tym... cholera! Już zbłaźniła się przed Kasumi! Gdy dłoń dziewczyny opadła na jej ramię zrozumiała to bardzo dobitnie. Nie mogła sobie pozwolić na taką słabość, co to to nie! Na szczęście irytacja zwykle potrafiła przegnać smutek...

- Będziemy miały gości prawda? - Ayano nie zrzuciła dłoni Kasumi przez kilka jeszcze chwil, później jednak zaczęła wstawać opierając się dla pewności o miecz. Próbowała się wyprostować tak dumnie jak umiała, na razie zwrócona przodem do Kasumi. W jej głosie słychać było większą pewność siebie, zaś na twarzy widać było zadziorny uśmiech. Zmęczony, to zapewne, nieco blady, och zdecydowanie, ale jednak zadziorny! - Jak wyglądam? Przecież nie mogę przyjmować gości wyglądając jak bym leżała przez ostatni tydzień!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Sro 13 Kwi 2016 - 17:08

- Nie mam pojęcia, ale Tamiko wkrótce wróci, a znając ją ściągnie też Hitomi, zdaję się tak nazywała się twoja przyjaciółka. - Głos Kasumi był ciepły, a ton mógł nadać otuchy. Brzmiała faktycznie nieco jak matka Ayano. - Wyglądasz co najmniej dobrze. Poczekaj... - Kasumi ostrożnie zbliżyła dłoń do twarzy Ayano i założyła kosmyk włosów za jej ucho. - Teraz jest jeszcze lepiej. Prawie nie widać tego tygodnia.

Usłyszała wyraźnie jak dziewczyna wstaje i przywiązuje sai z zanpaktou do pasa.
- Jeśli nie cofną pozwolenia z powodu tego incydentu to za trzy dni ruszamy do Rukongai. Nadal jesteś w mojej wybranej drużynie, o ile chcesz, Ayano. - Zwróciła się bezpośrednio po imieniu do szlachcianki akurat, gdy kroki stały się słyszalne i dla niej. - Faktycznie trzy osoby.

Wkrótce drzwi otworzyły się cicho, a trójka gości czekających za drzwiami i milczących do tej pory odezwało się niemal jednocześnie:
- Ayano! - Krzyknęła Hitomi i bezceremonialnie rzuciła się w jej stronę. Dopiero świadomość, że są tu inne osoby kazała jej przywołać się do porządku i wytracenia impetu. Mimo to przytuliła Ayano udzielając jej nieco swej radości.
- Siadać, bo nie po to lazłam po tą herbatę byście próbowały umykać. - Mruknęła Tamiko acz wesołość nadal nie zniknęła z jej głosu. Faktycznie miała ze sobą dwa napary, których aromat czuć było już od wejścia. Postawiła je ze stukiem na jednej z półeczek i bez słowa oparła się o ścianę. Ayano mogła wyczuć dokładnie jej, nieco rozmazaną, sylwetkę i niepokój, który towarzyszył temu niby zwykłemu podpieraniu ściany.
- Kłaniam się nisko, nazywam się Yūji i jestem osobą odpowiedzialną za prowadzenie waszego przypadku. Mam na myśli, oczywiście, tak niespodziewane zasłabnięcie, drogie panie. Tamiko powiedziała mi już, że wszystko wydaje się w normie z panienką Shihouin. Niestety będziemy musieli wykonać kilka rutynowych testów by mieć pewność, że znów panienka nie zasłabnie, ale poza tym nie widzę powodów by dłużej tu trzymać umm... - Dźwięk przewracanych kartek papieru. - Najmocniej przepraszam. Shihouin Ayano. Chciałabyś może o coś zapytać? Proszę wybaczyć mi też tak nieznośne spoufalanie się, ale szepnięto mi tu i ówdzie, że nie powinienem być zbyt oficjalny. - Jego głos przypominał syrop rozlany na stole. Był lepki jakby niechętny do mówienia, ale jednocześnie przyjemnie uspokajający. Jego Reiatsu zaś nie zdradzało niczego tak jakby celowo je ukrywał albo maskował się nawet lepiej niż Kasumi.
- Nie wierzę, że ze wszystkich osób przysłali właśnie ciebie, Yūji. - Odezwała się Kasumi nim Ayano miała szansę odpowiedzieć.
- Tak to bywa, gdy zapanuje drobne zamieszanie. Kopę lat kwiaciareczko.
- Nie aż tak długo, rycerzyku. - Odparła Kasumi, a jej Reiatsu ociepliło się.
Tamiko poruszyła się niespokojnie, ale jej energia duchowa przestała świadczyć o niepokoju. Na moment wszystkie spojrzenia w pomieszczeniu skupiły się na Ayano i była ona tego świadoma jak nigdy. Czuła to każdą komórką ciała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shihouin Ayano





Karta Postaci
Punkty Życia:
71/80  (71/80)
Punkty Reiatsu:
75/153  (75/153)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Nie 8 Maj 2016 - 13:18

- Hitomi to moja służąca Kasumi-san.
Rzuciła krótko na słowa o "przyjaciółce". Och, oczywiście uważała Hitomi za jedną z najbliższych sobie osób. Prawdopodobnie oddała by za nią więcej niż własne życie, ale przecież przyznawanie tego na głos było by raczej niebezpieczne. W końcu Hitomi nie umiała by się sama obronić przed atakami ze strony innych uczniów akademii shinigami. Nie miała by takich możliwości. Im więc mniej osób wiedziało o więzi łączącej służącą oraz jej panią, tym bezpieczniejsza była. Oczywiście Ayano nie zakładała, że ktokolwiek chciał by dręczyć jej służącą. Po co niby? Zakładała jednak, że ktoś mógł by chcieć dręczyć młodą Shihouin poprzez służącą. Och, to był już o wiele bardziej prawdopodobny scenariusz.
Czy obawiała się, że Kasumi mogła by wykorzystać swoją wiedzę o przyjaźni między Hitomi a Ayano? Cóż, musiała by być idiotką aby się tego nie obawiać. W końcu najbardziej obawiała się prostackiego i brutalnego brata Kwiaciarki, który co prawda został pokonany, ale na pewno nie zaakceptuje swojej porażki. Już teraz utrudniał Ayano życie. Na szczęście nie w sposób, który dotykał niemal wyłącznie ją samą. Czy jednak nie zmienił by taktyki poznając słabość Ayano? Należało zakładać, że tak się stanie.

Gdy usłyszała słowo "prawie" podczas opisu jej aparycji na jej twarzy ujawniła się irytacja. Prawie... miał tutaj przyjść człowiek, którego jeszcze nie znała. Człowiek, który zapewne jest pełnoprawnym shinigami. Człowiek, dla którego przy pierwszym spotkaniu nie mogła wyglądać "prawie" dobrze. Cóż jednak mogła w chwili obecnej zrobić? Umieściła swój miecz za obi, sprawdziła czy kimono leży tak jak powinno i stanęła dumnie czekając na gości. Oczywiście tak na prawdę w całej trójce był tylko jeden gość. To przed nim musiała się jak najlepiej prezentować. Starała się też, by na jej twarzy ukazał się miły uśmiech. Mimo to widać pewnie było oznaki irytacji.
- Oczywiście. Będzie dla mnie zaszczytem ruszyć z Tobą na patrol Kasumi-san.

Później jednak do sali wparowali goście. Hitomi, cholera jasna, ten jeden raz mogła by się powstrzymać. Przecież byli tutaj obcy ludzie! Mimo to dobrze było poczuć dotyk służącej, której nastroje zapewne nie dawały się sczytać z marnej ilości reiatsu. Ayano zwyczajnie poczuła się pewniej gdy w tym obcym pomieszczeniu pojawił się jeszcze jeden znajomy element.
Tamiko również była znajomym elementem, zaś jej podpieranie ściany także podnosiło na duchu. Dziewczyna czuwała gotowa w razie czego bronić swoich przyjaciółek, a Ayano to wiedziała. Inna sprawa, że nigdy nie przyznała by się, że potrzebuje jakiejkolwiek ochrony przed czymkolwiek od kogokolwiek. W końcu całe życie poświęcała pokazaniu innym, że potrafi radzić sobie sama.
Z odezwaniem się czekała aż Kasumi stoczy swoją potyczkę słowną z "rycerzykiem", którego głos nijak do rycerzy nie pasował. Wszak Ci wojownicy byli dzielni, pełni werwy i honorowi. Szybcy i sprawni w boju. Ten człek nie tylko mówił zaś jakby przysypiał. Dodatkowo ukrywał swoją energię, co w oczach Ayano było niepokojące. Wszakże po co ukrywać się, jeśli nie ma się nic do ukrycia? Jeśli zaś ma się coś do ukrycia przed swoimi pacjentkami, to raczej nie jest to coś dobrego. Ostatnią nierycerską rzeczą był jego przydział. Służył w oddziale czwartym, który, ujmując to delikatnie, nie słynął ze sprawności bojowej.
Jak by tego było mało, mężczyzna począł się do niej odnosić bez należnego szacunku. Och, oczywiście pozwalała niektórym na odzywanie się do niej w sposób, zapewne, zbyt spoufały. Były to jednak osoby, które znała i którym ufała. Medyk w cale nie wzbudził jej zaufania, trudno zresztą by ufała mu znając go przez jeden dzień. Dodatkowo… cóż, Ayano zaczęła być bardziej zirytowana. Czemuż to?
Cóż, obudziła się w nieznanym sobie miejscu po nieznanym sobie wydarzeniu, które dodatkowo po rozmowie z Kasymi miast stać się jaśniejsze stało się jeszcze bardziej zagadkowe. Ayano zwyczajnie bała się, bo zupełnie tego nie rozumiała. Strach zamieniała zaś w gniew. Tak było łatwiej.
Na twarzy szlachcianki ukazał się wyuczony, delikatny uśmiech choć w minie nadal widać było irytację. Mówiła głosem przypominającym gotowaną konfiturę. Słodkim i ładnie pachnącym, przy bliższym kontakcie jednak niebezpiecznym dla zdrowia.
- Człowiek grzeczny nie słucha szeptów, pochodzących ani z „tu” ani z „ówdzie”. Dodatkowo przedstawia się pełną godnością. Czy twój ród jest tak podłego pochodzenia, że ukrywasz swoje nazwisko? Poza tym, kto orzekł, że możesz wchodzić do pokoju dam bez ich zgody? Zechciej zauważyć, że nie jesteśmy w pełni odziane. Takie wtargnięcie może wiec być potencjalnie nie tylko nietaktem, ale również zbrodnią.
Rzekła unosząc dumnie głowę i starając się zaprezentować jak najlepiej. Zirytowana postanowiła pouczyć człowieka jak winien się zachowywać spotykając kogoś z wysokiego rodu. Najwyraźniej nigdy go tego nie uczono. Wypowiedziawszy pierwsze słowa usiadła i sięgnęła po czarkę z herbatą, zapewne z trudem na nią natrafiając. Zwykle Hitomi układała naczynia w ten sam sposób, by Ayano mogła jeść i pić z pewną gracją. Tym razem jednak tacka nie była ułożona na zwykłym stoliku i nie była ułożona przez Hitomi.
- Masz jednak racje, chce zadać pytania. W pierwszej kolejności, dla czego moim przypadkiem nie zajmuje się rodowy medyk? W podobnych wypadkach powinnam trafić pod jego opiekę. Po drugie, czy poinformowano już moich rodziców o moim obudzeniu? Jeśli nie nalegam by uczynić to niezwłocznie. Po trzecie, kto wyznaczył Ciebie do roli mego opiekuna medycznego, skoro nie znasz podstaw etykiety? Chcę rozmawiać z tą osobą. Po czwarte, chce mieć dostęp do wyników wszystkich badań jakie na mnie przeprowadzono w formie pisemnej otrzymanej na własność. Mam nadzieję, że wynagrodzisz mi swoją impertynencję…
Podczas tych słów zrozumiała, że irytacja po raz kolejny może jej pomóc. W końcu z pytań zadanych mogła wywnioskować część odpowiedzi na pytania, które sama sobie zadawała. Medyk musiał by na nie jedynie szczerze odpowiedzieć, zaś zwykle ludzie byli bardziej skorzy do mówienia gdy czuli się niepewnie. Zarzuty oparte również na prawie zwyczajowym (w końcu w teorii nawet mąż nie mógł wejść do komnat swojej żony bez jej pozwolenia) oraz głęboko zakorzenionych tradycjach rzucane przez osobę, która ma wszelakie środki by wyciągnąć konsekwencję z niestosownych zachowań  miały zaś spore szanse na wytrącenie z równowagi. Człowiek wytrącony z równowagi nie czuje się zaś pewnie. Specjalnie nie dawała też medykowi szans na obronę swojego stanowiska mówiąc bez przerwy. Ostatecznie powinien teraz odpowiadać na pytania tracąc szanse na tłumaczenie się.
Ayano starała się ignorować swoje zmęczenie. Starała się jak tylko mogła. Nie wątpiła jednak, że tydzień spędzony w łóżku bez przytomności odcisnął na niej swoje piętno. Cóż... przynajmniej mówiąc w ten sposób zdobywała kontrolę nad rozmową, czyli prezentowała się z pozycji siły... nawet jeśli siła ta była tylko maską i to całkowicie wydumaną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Wto 2 Sie 2016 - 10:50

[Przepraszam, że nie stosuję tych wszystkich – san –chan itp. Poprawnie. Niestety nie jestem oblatany w temacie, a nie mam głowy by googlać i w tym momencie ogarniać. Mam nadzieję, że opisy są wystarczająco dobre byś orientowała się kiedy ktoś się spoufala, a kiedy zachowuje odpowiedni dystans.
Btw. Rozbiłem całość na dwie części. Uznałem, że tak będzie lepiej więc najpierw poczekam na twój odpis]

- Oh, tego się domyśliłam. Ayano – san. Mimo to dla kogoś zdolnego do obserwacji nawet najlepiej udawana obojętność czy obowiązkowość staje się możliwa do przejrzenia. Hitomi zaś nie jest wybitna w sztuce kłamstw, z całym szacunkiem. Była szczerze zmartwiona, a jej wylane łzy faktycznie piały o bólu. Jeśli nie zdajesz sobie z tego sprawy, Ayano – san, to masz przy sobie osobę gotową skoczyć za tobą w ogień. – Kasumi odpowiedziała łagodnie. – Choć myślę, że rozumiem. Jest służącą. – Czy faktycznie rozumiała? Jej Reiatsu nie drgnęło. Ayano nie wiedziała wiele o relacjach Kasumi ze swoim bratem i równie dobrze mogło okazać się, że tak jak się obawiała, Hitomi będzie zagrożona. Niestety nie miały wiele czasu na rozwianie wątpliwości.
- Nie frustruj się tak tym opatrunkiem. Wątpię by ktoś spodziewał się, że pacjentka będzie wyglądać równie dostojnie co ty teraz. – Gdy to mówiła Ayano usłyszała jak ta otrzepuje się. Odchrząknęła. – Cóż z nas obu zdecydowanie lepiej prezentujesz się ty Ayano – san.  – Cichy śmiech przerwany krótkim kaszlem i zakończony westchnieniem frustracji. – Zdrowie, skarb, który doceniamy, gdy go tracimy.
Hitomi stojąc blisko szlachcianki była wyraźnie wyczuwalna, ale faktycznie, gdy tylko odsunęła się na moment zanikła w bodźcach natury Reiatsu. Na szczęście moment później wróciła z tacką i herbatą, co dało sie wyczuć po samym zapachu. Kiedy Ayano wyrzuciła z siebie monolog mogła poczuć jak w służącej miesza się zmieszanie oraz jeszcze większy wybuch radości.

Reiatsu Tamiko zareagowało również pogodą ducha. Energia duchowa Kasumi zareagowała w dziwny, nie do końca zrozumiały sposób. Nie było to zmieszanie ani też oburzenie. Może bardziej przypominało poczucie winy albo wstyd? Choć wprawa w odczytywaniu emocji znanych u danych osób rosła z każdym dniem u młodej szlachcianki to jednak nowe emocje nadal sprawiały problem. Reiatsu Yūjiego nie drgnęło.

Przez chwilę panowała grobowa cisza i to właśnie dzięki niej Ayano usłyszała cichutkie skrobnięcia rysika na papierze wcześniej niesłyszalne z powodu jej własnego głosu. Mężczyzna robił notatki. Rysik zatrzymał się.
- Świetnie. Wszystko wydaje się być w najlepszym porządku. – Przez moment zdawać się mogło, że zignoruje tyradę Ayano, a w Tamiko już zaczęło się gotować na takie zachowanie, ale odezwał się jakby potrzebował złapać umykająca myśl.
- Zacznę od końca. – Jego ton niespecjalnie się zmienił. Nawet jeśli doszło do  jakiejkolwiek reakcji nie była ona wyczuwalna. – Nie muszę niczego wynagradzać. Choć nie mam najlepszego pierwszego wrażenia to pragnę uświadomić całą waszą czwórkę, że znajdujecie się pod moją opieką, a co za tym idzie jedynie od mojej woli zależy to gdzie się udacie, co zjecie czy wypijecie i przede wszystkim czego się dowiecie.
- Niby jakim prawem, ty... – Nim Tamiko zdążyła odbić się od ściany Kasumi już przy niej była. Dało się słyszeć jedynie stłumiony, niezrozumiały głos Wilczycy i cichy, urywany szept Kwiaciarki. „Milcz... Póki co po prostu się uspokój... Wyjaśnimy za chwilę...”
- Jeśli jednak, w swej nieskończonej arogancji, miast ucieszyć się na rzecz osoby przyjaźnie nastawionej masz zamiar prosić o kogoś spoglądającego na ciebie i twoje przyjaciółki niczym na ochłap mięsa nadający się tylko pod nóż w celu dowiedzenia się co też masz w środku, nie widzę problemu by się na to zgodzić. W końcu będę miał znów wolne, a wszelkie życzenia twojej rodziny zostaną pominięte i zapomniane niczym nic nie znaczący pył. Dokładnie tak jak pozycja, którą się tak zasłaniasz nie rozumiejąc jej zerowego znacznia w sytuacji, w której się znalazłaś. - Ayano słyszała jak oddech Tamiko przyspieszył, a Hitomi przestąpiła nerwowo z nogi na nogę. Tym jednak razem ton mężczyzny przybrał na tempie. Akurat na tyle by nie pozwalać wejść sobie w słowo, ale nie wystarczająco by słuchanie jego monologu przestawało być mordęgą choćby ze względu na jego manierę.
- Uwierz też, dziecko, że rodowy medyk nie zajmuje się takimi przypadkami, w przeciwnym razie mielibyśmy epidemię młodzików rozchwiewających stabilność całego Soul Society, nie mówiąc już o zagrożeniu dla samych siebie, których leczeniem zajmują się beztroscy amatorzy bez jakiejkolwiek jurysdykcji. Całe szczęście, że szepty pochodzące z tu i ówdzie. – Podkreślił te otatnie słowa jakby sprawiało mu to podłą satysfakcję. – Ostrzegły mnie o temperamencie, który zaczyna być najbardziej rozpoznawalnym atutem niejakiej Shihouin Ayano, która, jak mam nadzieję, wreszcie zrozumiała, żeby nie wychylać zanadto głowy jeśli nie chce jej stracić.
- Ty zadufany w sobie...  – Tamiko szarpnęło się.
- Nie! – Krzyknęła Kasumi, ale Wilczyca nie zatrzymałą się. Gniew wylewał się z niej niemal równie skutecznie, co przed momentem z Ayano. Szlachcianka była przekonana, że mężczyzna nawet się nie odwrócił. Jednak to co wydarzyło się potem było dużo gorsze niż, gdyby wbił Tamiko w ziemię.
Nagle jego Reiatsu stało się wyczuwalne. Samo odczucie mogłoby wytrącić Ayano z równowagi, ale po raz pierwszy w życiu było ono tak przerażające. W jednej chwili wydało się jej, że każada komórka jej ciała drży od głuchego huku pioruna, że ten następuje jeden za drugim niczym najzacieklejsza burza gotowa rozerwać ją na strzępy. Gdy tylko pierwsze wrażenie minęło usłyszała krzyk Tamiko i docierający jakby z daleka drżący głos Kasumi.
- Wszystko będzie dobrze. Jestem tu. To nie było prawdziwe. Oddychaj. – Jakakolwiek nie była reakcja Ayano teraz uczucie zniknęło. Znów Reiatsu było nieprzeniknione jeśli w ogóle wykrywalne. Mężczyzna odezwał się chicho.
- Spróbuj tego jeszcze raz i zobacz co się stanie, dziewczę... – Nie wydawało się jednak by cieszył się tym co osiągnął. – Kończąc. Jako wasz lekarz będę wchodzić do was kiedy uznam za stosowne. Widziałem rzeczy, które przez tak młody umysł by nawet nie przeszły i doprawdy potencjalne odwrócenie oczu nie stanowi dla mnie problemu, a w tak specyficznym przypadku nie wiadomo czy będziecie w stanie odpowiedzieć na uprzejme powiadomienie o przybyciu. Co równie istotne moje miano nie ma w tej chwili znaczenia. To co liczy się dla całej sprawy to to czy mogę uwierzyć, że wasz stan zdrowia się poprawił i nie stanowi już zagrożenia dla otoczenia. Hitomi zajmij się swoją panią.
- Ayano-san... - Hitomi podeszła do młodej Shihouin i łagodnie dotknęła jej by sprawdzić jak ta się czuje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shihouin Ayano





Karta Postaci
Punkty Życia:
71/80  (71/80)
Punkty Reiatsu:
75/153  (75/153)

PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Sro 21 Wrz 2016 - 16:44

Och, Ayano zdecydowanie nie przywykła do takiego traktowania. Ród Shihouin miał ogromne znaczenie wciąż posiadając większość wpływów w Radzie 46 i jako tacy mogli zrobić bardzo wiele, również w związku z Administracją Wojskową Gotei. Dotychczas więc większa część osób traktowała ją przynajmniej z wymuszoną grzecznością. Ten człowiek zdawał się być jednak nie tylko całkowicie pozbawiony grzeczności, ale również całkowicie pozbawiony szacunku do starożytnego rodu mogącego zgnieść go z łatwością. No... chyba, ze był kapitanem, którym zresztą nie był. Dla Ayano było to oczywiste. Żaden człek o manierach na poziomie małpy rzucającej kupą nie mógł by zajść tak wysoko w hierarchii społecznej opierającej się przecież na konkretnych tradycjach.
Młoda Shihouin dotychczas nie spotkała się z tego rodzaju zachowaniem, ale ta nowość nie była w cale przyjemna. W swojej głowie słyszała słowa swej matki. Kobiety, która zawsze kazała jej być damą - spokojną, taktowną, grzeczną i miłą. Słyszała znowu, że uśmiech kobiety potrafi zdziałać więcej niż krzyk mężczyzny. Cóż... Ayano nigdy nie umiała łatwo poruszać się po ścieżce damy dworu. Kosztowało ją to zawsze wiele wysiłku. Próbowała to jednak zrobić i tym razem. Zacisnęła nieco mocniej dłonie ukrywając je w rękawach, poczęła oddychać powoli, przez przeponę. Głęboki wdech i głęboki wydech. Jeden po drugim. Zaczęła nawet liczyć w myślach od dwudziestu do zera aby pozwolić sobie na zareagowanie, gdy zdoła się już uspokoić. Starała się bardzo, ale....
Ale nadal nie działało. Jej oczy zaczęły piec od powstrzymywania łez wściekłości. Paznokcie wbijały się coraz mocniej w skórę a w głowie huczała już czwarta dwunastka, gdy zdarzyło się coś, co uczyniło cud, ale raczej nie z tych dobrych cudów.
Reiatsu mężczyzny przerwało odliczanie, krzyk Tamiko i dalsze słowa Kasumi zadziałały zaś niczym zanurzenie rozpalonej do białości stali w lodowatej wodzie. Gniew Ayano po raz pierwszy w życiu przyjął formę inną niż fala płomienia. Po raz pierwszy stał się niczym stal, ostry, niebezpieczny ale chłodny. Na twarzy Ayano przez kilka chwil widać było spokój, później zaś ukazał się na niej miły uśmiech.
- Proszę o wybaczenie, jestem nieco wstrząśnięta wcześniejszymi wydarzeniami. Raczę się jednak z Tobą nie zgodzić. W tej chwili istotne jest również twoje miano. Chciała bym wiedzieć, wobec kogo mam obecnie dług.
Gniew, chłodny gniew spokojnie przyjmował swoją formę coraz bardziej przypominając ostrze. Był wąski, ukryty w pochwie i czekający by spaść na kark tego... cóż, nieokrzesanego małpiszona. Nie spadnie teraz, o nie. Nie spadnie pewnie jutro, ani za tydzień ani nawet za rok. Ale spadnie, a gdy spadnie człek ten nigdy już nie skrzywdzi Tamiko. Nigdy.
Ayano odwróciła się lekko w stronę Hitomi i uśmiechnęła się również w jej stronę, aby uspokoić dziewczynę. Służąca była jej przyjaciółką a w takim wypadku należało dać jej pewność co do tego, że spokój powrócił. Och, zapewne Hitomi uzna to nagłe ochłodzenie za podejrzane. Pewnie nigdy wcześniej nie widziała czegoś podobnego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Posiadłość rodu Shihouin   Today at 9:55

Powrót do góry Go down
 
Posiadłość rodu Shihouin
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Świat :: Soul Society :: Seireitei :: Tereny Mieszkalne-
Skocz do:  
Free forum | © phpBB | Free forum support | Kontakt z | Report an abuse | www.sosblogs.com