IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Nabór na stanowiska Mistrzów Gry! Rekrutacja na GG: 2785425!
Pomoc dla nowych graczy

Lista aktywnych Mistrzów Gry:
Kamys 5/3 | Izdurbal Tenshi - 3/4 | Kuchiki Kyosuke - 6/3
CZaras – 2/3 | Shadow - 1/1 | Kaz- 1/1 | Kovacs - 0/1 |
Watanabe no Tsuna
- 2/3* (możliwe dodatkowemiejsce o ile KP zainteresuje, zaś gracz będzie aktywny)


Share | 
 

 Pan Oz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Pan Oz





Karta Postaci
Punkty Życia:
100/120  (100/120)
Punkty Reiatsu:
120/120  (120/120)

PisanieTemat: Pan Oz   Pią 2 Mar 2012 - 12:35

DANE

Imię: Ryuuji/ Oz
Nazwisko: Araragi
Profesja: Dusza
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 21
Waga: 76
Wzrost: 180
Wygląd:
Ryuuji:
Spoiler:
 
Mion!:
Spoiler:
 

Charakter:
To co prawdopodobnie najbardziej przeważa w jego osobowości to lenistwo. Gdyby mógł, z chęcią położył się na jakimś wygodnym stogu siana i obserwował wszystko dookoła. Uwielbia rozkoszować się chwilą. Chłopak o optymistycznym nastawieniu. Według niego nie warto wspominać dawnych cieni przeszłości, lecz cieszyć się tym co jest teraz i nie przejmować się tym co przyniesie nam jutro. Racjonalne i przemyślane wybory to nie dla niego, zazwyczaj kieruje się tym co mówi mu jego przeczucie i serce. Mimo wszystko, zdaje sobie sprawę, że coś może nagle przerwać jego spokój. Dlatego, zawsze większość trudnych sytuacji stara się przyjąć z zimną krwią. Co prawda, czasami zdarza mu się zgubić myśli w ważnych chwilach, mimo to potrafi je szybko zebrać. Jedną z największych słabości chłopaka jest strach przed samotnością. Inną słabością chłopaka, jest jego dziecinne spojrzenie na niektóre rzeczy. Typ człowieka, który nie lubi się wyróżniać- nie chciał nigdy być bogatym, zostać zbawicielem świata. Jedynie do czego dąży to spokojne chwile spędzone z bliskimi. Aby bronić tych, którzy są dla niego ważni, i bronić te cenne chwile spędzone z nimi, gotów jest stać się silniejszym.

Historia:
Pewnego zimnego, lecz hucznego, styczniowego dnia przedwcześnie na świat przyszedł Ryuuji. Urodził się pierwszego stycznia. Poród był długi i ciężki. Stan chłopca był bardzo niestabilny, lekarz nie dawał mu dużych szans na przeżycie. Mimo to z dnia na dzień jego zdrowie polepszało się i miesiąc później został wypisany ze szpitala. Chłopak dojrzewał w cieple rodzinnym. Jego tato był kierownikiem firmy, natomiast mama zajmowała się domem. Rodzice nie próżnowali i pod koniec tego samego roku, przybyła dziewczynka o imieniu Yui. Rodzeństwo było jednym wielkim przeciwieństwem. Gdy Ryuuji spał jak kamień, jego siostra budziła się każdej nocy. Chłopak potrafił zjeść wszystko , co tylko podsunęło mu się pod nos, natomiast dziewczynka zawsze wierciła się i wybrzydzała kręcąc na jedzenie nosem. Araragi był spokojniejszy, potrafił przesiedzieć w jednej pozycji cały dzień i obserwować wszystko dookoła, gdy młodsza ciągle się kręciła i nie dawała mamie spokoju. Mimo tych i wielu innych różnic, rodzeństwo było niemal nierozdzielne. Gdy tylko jedno traciło z oczu drugie zaczynało płakać.

Gdy chłopak poszedł do przedszkola zaczęły się jego problemy, ponieważ on widział, to czego inni nie mogli zobaczyć. Większość dzieci śmiało się z niego, gdy opowiadał im o tym, że rozmawia z duchami i wyzywały go od kłamców. Chłopak nie potrafił zrozumieć dlaczego nikt nie chce mu uwierzyć, gdy mówi prawdę. On je widział i słyszał. Były tam na prawdę nie starał się nikogo oszukać. Gdy został odrzucony przez kolegów i koleżanki, zamknął się w sobie. Rodzice zawsze mówili mu, że to jego wyobraźnia. Jedyna osoba, która mu wierzyła była jego siostra. Sama widziała jedynie czasami jakieś zarysy postaci, ale wierzyła w swojego brata. Tylko przy niej potrafił się uśmiechać i śmiać, nie musiał udawać niczego.

Gdy młodzieniec wyruszył do podstawówki postanowił nie popełnić tego samego błędu co wcześniej. Nikomu nie chwalił się tym, że widzi duchy, trzymał się ciągle na uboczu, biernie obserwował to , co działo się w szkole. W stosunku do innych starał się być zimny, ale nie chamski szczególnie dla dziewczyn. Cały wolny czas spędzał ze swoją siostrą i duszami, z którymi wprost uwielbiał rozmawiać. Pewnego dnia, gdy był w ostatniej klasie podstawówki, jego koledzy z klasy dokuczali po szkolnych zajęciach jego siostrze, gdy ten, to zobaczył wściekł się. Było ich trzech. Ojciec zawsze powtarzał mu, że ma bronić kobiety przed niebezpieczeństwem. Powtórzył sobie tylko słowa ojca i bez dłuższego namysłu rzucił się na chłopaków. Chłopak został bardzo mocno poobijany, lecz jego rany szybko się zagoiły. Po całym zajściu, rodzeństwo zrzuciło winę na grupę chłopców, więc obeszło się bez większych konsekwencji.
W wakacje rodzeństwo bawiło się na obrzeżach miasta w ganianego. Siostra uciekła chłopakowi na wzgórze. Chłopak był o wiele wolniejszy od Yui, więc wybiegł z lasu chwilę później. Gdy w końcu wydostał się z niego, to co zobaczył przewyższyło jego największe koszmary. Wielki skrzydlaty potwór, właśnie szybował nad jego siostrą. Chłopak zamarł, nie wiedział co robić. W końcu zaczął krzyczeć, kazał jej jak najszybciej uciekać. Zobaczył jak jego siostra odwraca się do niego i macha mu. W tej samej chwili, ogromne stworzenie zanurkowało i wbiło się w siostrę Ryuujiego, tak po prostu w jednej chwili stała tam, w drugiej była nabita na ostry dziób. Chłopak był przerażony, jego ciało było sparaliżowane. Nagle jakiś dziwny mężczyzna pojawił się za stworzeniem i przeciął je na pół. Stwór nagle znikł, a jego siostra opadła na ziemię. Zaczął uciekać, biegł na oślep przed siebie. Płakał, łzy strasznie utrudniały mu bieg, praktycznie nic nie widział, głowa mu pękała, a w uszach huczało. W końcu dobiegł, do miasta. Musiał kogoś znaleźć kogokolwiek. Wybiegł na ulice, kierowca auta nie zdążył wyhamować i uderzył w chłopca.
***
Od wypadku minęły już cztery lata. Przez cały ten czas chłopak był w śpiączce. Jego rodzice codziennie go odwiedzali. Był to dla nich wielki cios, ich córka została zamordowana, a syn był ofiarą wypadku, do tego jeszcze wpadł w bardzo długi sen. Jedyne co ich trzymało przy życiu, to nadzieja, że Ryuuji kiedyś się obudzi. Ten dzień miał właśnie nastać, już dzisiaj. Dzień jak każdy inny, ponury i smutny. Lecz dla niego, jak i rodziców naszego bohatera miał być nowym początkiem, nowego końca. Gdy chłopak w końcu się obudził, był strasznie zagubiony, nie mógł uwierzyć, że przespał całe cztery lata. Tym bardziej, że nie pamiętał, żadnych wydarzeń sprzed czterech lat. Wiedział, że ma siostrę i rodziców, jak się nazywa, nie zapomniał czego się nauczył, lecz reszta wspomnień uleciała. Doktor stwierdził, że amnezja jest jednym ze skutków wypadku lub musiał widzieć śmierć siostry, nie można było tego wykluczyć. Doktor zabronił mówić rodzicom o zabójstwie Yui, ponieważ mogło, to wywołać niepożądane skutki, zamiast tego mieli wmówić mu, że wyjechała za granicę dzięki stypendium. Lekarz zaproponował nowy typ rehabilitacji dla osób z amnezją. Polegał on na tym, że łączyło się ludzi z amnezją w pary. Tak, aby nie czuli się odizolowani od reszty społeczeństwa Napomniał również, że ten sposób jest jak na razie w fazie testów, mimo to warto spróbować. Oczywiście, amnezja amnezji nie równa, dlatego trzeba było dobrać odpowiednie osoby. W przypadku Ryuujiego, musiał być to ktoś, kto stracił pamięć w wyniku wypadku, czy traumatycznych wydarzeń. Takie osoby, zamiast przypominać sobie stare wspomnienia miały tworzyć nowe, które zastąpiły by im ich wcześniejsze. Nastolatek został połączony, z dziewczyną o imieniu Riko. Była w jego wieku. Długie czarne włosy, których grzywka sięgała na wysokość brwi oraz charakterystyczne rysy twarzy, świetnie komponowały się z zielonymi oczyma. Jednak najbardziej w wyglądzie wyróżniał ją jej wzrost. Miała, bowiem niecałe 144cm wysokości. Ubierała zazwyczaj jednoczęściowe, proste sukienki. Ryuuji śmiał stwierdzić, że przestała się rozwiać fizycznie już w podstawówce. Sposób bycia dziewczyny oraz, to, że nigdy się nie uśmiechała wzbudzał pewien respekt, wizję kobiety dostojnej i delikatnej. Po pierwszej rozmowie, Araragi uznał, że jego domysły był całkowicie trafne. Miła, spokojna, opiekuńcza i skromna. Po tygodniu zostali przeniesieni do specjalnego ośrodka, oraz dostali wspólny pokój. Oboje na początku protestowali, lecz ich opiekun był głuchy na jakiekolwiek argumenty. Od tamtej pory codziennie mieli jedno główne zadanie. Poznać siebie nawzajem. Większość czasu mieli przebywać ze sobą i rozmawiać. O marzeniach, planach, zainteresowaniach, o tym co dzisiaj się ciekawego stało czy zobaczyli. Z początku obojgu przychodziło to z trudem. W ciągu roku przywykli do swojego towarzystwa. Lekarz zawsze śmiał się z nich, że zachowują się, jak stare dobre małżeństwo. Może było w tym trochę racji... Kolejnym etapem było oswojenie się ze środowiskiem, różne wycieczki, wyjścia na miasta i tym podobne. Na początku lekarz ciągle ich pilnował, ale gdy poznali miasto postanowił dać im wolną rękę, w końcu jak zawszę powtarzał, "Dzieci szybko dorastają, czy tego chcemy, czy nie". Młodzi wychodzili codziennie po południu i wracali późnym wieczorem, za co najczęściej dostawali długi wykład na temat tego, jacy są nieodpowiedzialni. Gdyby, chociaż wiedział, że Ryuuji wymyka się średnio pięć razy w tygodniu w środku nocy, żeby pospacerować po mieście... Właśnie pewnej gorącej nocy, chłopak zorientował się, że ktoś go śledzi. Przyśpieszył kroku i obrał bardziej krętą drogę. Niefortunnie trafił w zaułek. Zanim się zorientował, prześladowca był już coraz bliżej. Gdy tylko go zobaczył, przyjął bojową pozę. Mężczyzna spojrzał na niego spod kaptura i zaśmiał się.
-Dawaj kasę, albo zarżnę!
W chłopaku nagle wezbrała nienawiść do mężczyzny. Zaczął iść szybkim tempem w kierunku napastnika.
-Dawaj wszystko co masz, a puszczę Cię.
Warknął nieznajomy i rozłożył ręce w geście litości. Ten fakt wykorzystał chłopak i skoczył w kierunku celu, zanim ten zdążył się obronić wycedził celnego podbródkowego. Sam zdziwił się, że może uderzać tak mocno. Prawdopodobnie złamał palec. Mimo tego nie czół bólu, adrenalina po prostu wypełniała go po brzegi. Mężczyzna upadł ciężko na ziemie, po czym zaczął powoli się podnosić. Zanim zdążył to zrobić chłopak kopnął go w brzuch. Szybko się otrząsnął i wyjął nóż czego Araragi nie zauważył. Podszedł do niego, schylił się aby go podnieść, lecz napastnik zamachnął się ostrzem, które zostawiło płytką ranę na klatce piersiowej. Chłopak nie wiedząc co się dzieje odruchowo odskoczył od nieznajomego, który za zaśmiał się i ruszył w stronę Ryujjiego. Chłopak nie czuł jeszcze bólu, spowodowanego cięciem lecz jeżeli jego sytuacja się nie zmieni będzie martwy. Chłopak powoli tracił siły. Mężczyzna stanął dwa metry od niego.
-Gdybyś mi ją wtedy dał, to nic bym Ci nie zrobił, ale teraz?!
Chłopak zaczął się powoli cofać, musiał coś zrobić. A gdyby tak dać mu tą kasę. Zawsze miał przy sobie pełną kieszeń monet, na napoje z automatów. Sięgnął do kieszeni i wziął pełną garść monet, po czym skoczył w stronę mężczyzny rzucając w niego monetami, aby rozproszyć jego uwagę. Złodziej osłonił twarz, dzięki czemu chłopak skoczył na niego, po czym ugryzł go w rękę. Napastnik upuścił nóż i upadł razem z Ryuujim, którego przerzucił zrzucił z siebie. I zaczął czołgać się po nóż. Nie miał zamiaru dać za wygraną. Chłopak skoczył za mężczyzną, udało mu się złapać go za głowę i uderzyć nią o ziemię. Był wyczerpany. Zaczynał czuć ból, na szczęście przeciwnik był nieprzytomny. Powoli podniósł się i zaczął iść w stronę ośrodka. Bał się, że nie da rady. Każdy kolejny krok był coraz cięższy do wykonania. W końcu upadł wyczerpany na ziemię, miał jedynie nadzieje, że ktoś go znajdzie.
Ciepły poranek. Araragi czuł, że coś leży na jego klatce piersiowej, co trochę utrudniało mu oddychanie. Był w pół przytomny. Poczuł jakiś przyjemny zapach. Nagle wszystkie wspomnienia z zeszłej nocy powróciły do niego w jednej chwili. Momentalnie otworzył oczy. Zanim zdążył się podnieść zorientował się, że pewna mała osoba postanowiła zrobić sobie z niego poduszkę. Uśmiechnął się lekko, i zamknął oczy.
-Udało się? To już wszystko? Miałem szczęście...
Rozmawiał sam ze sobą przez chwilę, po czym nagle poczuł jakiś ruch. Dziewczyna w końcu zaczynała się budzić.
-Yo. Własnego pokoju nie masz, że śpisz tu na krześle?
Zaczął chłopak zanim dziewczyna się całkowicie rozbudziła. Starał się aby jego ton był sarkastyczny i wredny, tak jak by szukał zaczepki. Dziewczyna przetarła oczy i spojrzała nieprzytomnie na chłopaka, po czym od razu spuściła wzrok.
-Idiota...
Zauważył, że po policzkach dziewczyny spływają łzy, które starała się jak najszybciej wytrzeć.
-Dlaczego? Mówiłam Ci, że nie powinieneś tak często wychodzić! Gdybyś zginął została bym sama...
Szeptała dziewczyna przez łzy. Chłopaka przybił fakt, że Riko płakała przez niego. Było to bardziej bolesne, niż ciosy zadawane przez tamtego mężczyznę.
***
Trzy tygodnie później został wypuszczony z szpitala. Nikt nie odwiedzał go przez ten czas. Gdy wrócił do ośrodka, dowiedział się, że czas ich pobytu tutaj minął. Dwa dni przed wyjściem chłopaka ze szpitala, ciotka Riki przyjechała i zabrała ją do siebie, na drugi koniec kraju. Dla chłopaka oznaczało to tylko tyle, że czeka go dłuższa wycieczka. U rodziny nic go nie trzymało, ojciec miał dobrą pracę, matka sobie radziła w utrzymywaniu domu. Więc dlaczego miał się teraz poddawać? Tyle przeszedł, na nic? Po wyjściu z ośrodka miał zamiar pójść do pracy, lecz wiedział, że nie chce być już więcej sam. Riko chciała iść do specjalnej szkoły, w której mogła by nadrobić zaległości. Chłopak nie był zbyt pojętny, ale był gotowy aby się poświęcić. Niestety szkoła była płatna, do tego dochodziły koszty wynajęcia jakiegoś mieszkania. Na szczęście jego tato w ostatnich czasach awansował, więc nie było problemów z pieniędzmi. Tydzień później był już w nowym mieszkaniu. Najgorszym elementem było jedzenie. Nie był dobry w gotowaniu, a pochłaniał ogromne ilości jedzenia. Gdyby chciał się żywić zupkami, za dużo by go to kosztowało Dlatego też musiał nauczyć się taniego, niezbyt smacznego gotowania. Od samego początku szło mu to opornie, czasami miał wrażenie, że robi się coraz gorszy. Do rozpoczęcia roku szkolnego został miesiąc, chłopak nie miał zamiaru mówić dziewczynie o tym, że przeprowadził się. Chciał zrobić jej niespodziankę. Podczas zwiedzania miasta, chłopak zabłądził. Szedł właśnie pustą ulicą gdy zobaczył małe płaczące dziecko. Bez zastanowienia podszedł do dziecka i spytał o co chodzi. W pewnym momencie zauważył, że z klatki piersiowej chłopca zwisa łańcuch. Ryuuji na początku był przerażony tym faktem. Gdy młody opowiedział mu o tym, że jest duszą poczuł uczucie deja vu. Nie miał podstaw aby nie wierzyć mu, gdzieś w sercu wierzył że to prawda. Zanim zdążył opuścić chłopca, na miejsce przybył shinigami. Był zdziwiony, że jakiś człowiek może go zobaczyć. Odesłał szybko duszyczkę, po czym ostrzegł chłopaka przed hollowami, które polowały czasami na ludzi z dużą ilością mocy duchowej. Ryuuji wypytywał również o to gdzie są odsyłane dusze. Później zaczął spotykać coraz więcej dusz. To wszystko wydawało mu się takie znajome, te wszystkie opowieści. Wiedział, że nie nikt nie może odkryć jego tajemnicy, jeżeli wszyscy by to widzieli to na pewno gdzieś by o tym słyszał. Gdy w końcu przyszedł dzień rozpoczęcia nowego roku szkolnego Araragi miał zamiar wprowadzić w życie swój diabelski plan! Założenie było proste: podążać za nią cały dzień czekając, aż ta w końcu go zauważy. Niestety jego pomysł zakończył się, zanim się zaczął. Zaspał na rozpoczęcie, dokładnie to nie tylko on. Pędząc przed siebie w panicznym strachu przed karą, która może go spotkać, za spóźnienie się pierwszego dnia wpadł na kogoś.
-Przepraszam! Nie zauważyłem Cię...
Mruknął chłopak leżąc na plecach. Właśnie... Dlaczego nie zauważył tego kogoś... Jeżeli to małe dziecko, zaraz pewnie zacznie płakać przez niego, szybko poderwał się na nogi i wyciągnął rękę, żeby pomóc poszkodowanemu. Właśnie w tej chwili, zamarł bez ruchu.
-To dlatego, Cię nie zauważyłem, nic nie urosłaś przez ten czas, Riko...
Dziewczyna wyglądała jak by właśnie wstała z łóżka, była wpółprzytomna. Spojrzała na chłopaka i od razu się rozbudziła.
-Co? Co ty tu robisz idioto?!
Krzyknęła dziewczyna, po czym zaczęła się od niego odsuwać.
-Ja? Przybyłem na białym rumaku do mej przyjaciółki. Przecież wiesz, że nie dał bym Ci uciec.
Podszedł do dziewczyny i pomógł jej wstać. Mimo iż jego plan nie wypalił, był bardzo szczęśliwy. W końcu mógł z nią porozmawiać
-Pośpieszmy się, inaczej dostanie nam się nieźle…
Chłopak na początku nie radził sobie z nauką, w przeciwieństwie do Riko, która miała wręcz dar do pojmowania nowych zagadnień. Na szczęście postanowiła, że jej przyjaciel nie będzie najgorszy w klasie i douczała go w zamian, za jedzenie. Ryuuji nie mógł się nadziwić, że taka małą osoba może pochłaniać takie ilości , tak ohydnego jedzenia. Większość czasu spędzali ze sobą. Czas płynął bardzo szybko. Rok zleciał jak by w jedną chwilę. W styczniu odbyła się wycieczka klasowa. Miała trwać dwa dni, był to wyjazd na narty. Tamtego dnia warunki na drodze był dobre, lecz kilka kilometrów przed ośrodkiem zaatakowała ich burza śnieżna. Autobus szkolny zderzył się z ciężarówką. Tamta chwila zdawała się trwać wiecznie. Autobus wpadł w poślizg, pojazd który nadjeżdżał z naprzeciwka nie zdążył wyhamować i uderzył w środek boku auta. Gdy chłopak odzyskał przytomność, zauważył, klęczącą nad nim Riko. Było mu strasznie zimno. Spojrzał w dół i zauważył, że jakiś pręt wystaje z jego klatki piersiowej. Poczuł ulgę widząc przyjaciółkę żywą i całą, przynajmniej nie była niczym przebita. Powoli zaczął czuć zmęczenie. Szepnął coś i zamknął oczy.
***
Chłopaka obudził zimny powiew wiatru. Nie wiedział co się dzieje, był ciągle wpółprzytomny. Usiadł i zaczął rozglądać się dookoła. Był na jakimś wzgórzu, niestety większość terenu była ukryta pod płaszczem nocy.
-Gdzie ja jestem?... Nic nie pamiętam… Śmieszne… Dlaczego jestem sam? Ja umarłem?
Mruknął sam do siebie i zaczął się śmiać. Był strasznie przybity faktem, iż jest prawdopodobnie martwy. Śmiał się pewnie po to, żeby poprawić sobie humor... Lecz po chwili zaczął płakać. Był sam, nie pamiętał praktycznie niczego. Wiedział jednie, że prawdopodobnie zostawił kogoś tam gdzie są żywi. Siedział tak praktycznie do wschodu słońca.
-Ogarnij się! Nie ma czasu na płacz… Trzeba iść dalej…
Opieprzył samego siebie. Wyruszył na północ. Gdy zszedł z wzgórza, usłyszał jak coś zbliża się do niego. Były to ciężkie i wolne kroki. W końcu udało mu się zlokalizować źródło hałasu. Był to wielki potwór, w białej masce.
-Kur*a!
Krzyknął po czym zaczął biec w stronę lasu. Z opowieści dusz wynikało, że tacy jak oni pożerali duszę jak przystawki. Jeżeli da się teraz złapać to będzie po nim. Ryuuji biegł z całych sił, mimo to potwór zbliżał się do niego coraz szybciej. Jak coś tak wielkiego mogło być takie zwinne! Gdy udało mu się wbiec do lasu, zaczął przyśpieszać, nie miał już sił lecz gdyby teraz się poddał to był by jego koniec. Podczas sprintu potknął się o korzeń. Gdy się podnosił, poślizgnął się. Nie było już czasu, hollow był już nad nim i właśnie unosił rękę, chłopak przeturlał się w lewo, ledwo unikając ciosu. Gdy wstawał wielka ręką uderzyła w niego, a ten odleciał i uderzył w drzewo. Ból był ogromny. Mimo to chciał wykorzystać fakt, iż uzyskał dystans między nimi, lecz ciało ledwo co reagowało. Gdy w końcu, hollow złapał go i zaczął go ściskać. Zaczynało mu brakować tchu. Nagle w tył głowy potwora trafił jakiś niebieski promień, potwór ryknął i puścił Araragiego, który upadł na ziemie ciężko oddychając. Nie wiedział co się właśnie stało, zanim stracił przytomność zauważył, że ktoś go podnosi.
Chłopak zaczął się przebudzać. Poczuł ból w plecach. Ledwo zdołał podnieść się do pozycji siedzącej, co utrudniło mu oddychanie. Rozejrzał się po ubogim pokoju. Siedział na sianie, które widocznie miało zastąpić łóżko. W kącie znajdowało się krzesło i stolik. Pod ścianą stała szafa. Do pokoju weszła kobieta, która wyglądała na mniej więcej siedemnaście lat. Dziewczyna o pięknych długich włosach w rudym kolorze, których grzywka sięgała trochę poza brwi. Delikatne rysy twarzy dobrze komponowały się z czerwonymi oczyma. Dziewczyna niższa od Ryuujiego o jakieś 17 cm, o zgrabnej figurze. Ubrana była w brązową luźną koszulę i stare spodnie, w pasie była owinięta fioletową chustą. To co najbardziej przykuwało uwagę to był fakt, iż posiadała uszy i puszysty ogon niemal jak lis. To trochę zdziwiło chłopaka, lecz ten zachował spokój i wydukał
-W-Witam. To ty mnie wczoraj uratowałaś?
-Mniej więcej. Miałeś szczęście, byłam na polowaniu gdy usłyszałam tego hollowa. Gdybyś uciekał trochę szybciej, to może obeszło by się bez obrażeń. Mimo wszystko nie było trudno pozbyć się go, gdy był skupiony na Tobie.
Odpowiedziała dziewczyna po czym usiadła na krześle i zaczęła gładzić swój ogon. Spojrzała na chłopaka po czym uśmiechnęła się.
-Nie przerażają Cię moje uszy czy ogon? Nie wzbudzają w Tobie pogardy?
Chłopak spojrzał na nią, po czym stwierdził.
-W żadnym wypadku. Osobiście uważam, że to bardzo piękny ogon. Niewiele lisów, mogło by się poszczycić takim!
-Racja! Od razu widać, że masz dobre oko! Cieszę się, że podoba Ci się, jestem z niego dumna! Ale dobrze, zmieńmy na chwilę temat. Czuć od Ciebie dużą ilość reiatsu, a przynajmniej większą niż od większości wieśniaków z Rukongai. Po za tym fakt, iż przeżyłeś starcie z tym hollowem oznacza, że jesteś cholernie wytrzymały. Jeżeli chcesz, mogę nauczyć Cię Trochę tego i owego, żebyś mógł się obronić przed takimi jak tamten. A kto wie, może zostaniesz shinigamim? Przecież to marzenie większości dusz.
Ostatnie zdanie wymówiła ironicznym tonem.
-Oczywiście nic za darmo. Na czas pobytu tutaj będziesz robił wszyściutko co Ci rozkażę. Taki mały służący, pasuje Ci ten interes?
Chłopak spojrzał na kobietę, po czym zaczął się zastanawiać co zrobić. Nie chciał być sam, do wioski pewnie by nie dotarł. Długie życie przy takiej kobiecie mogło być co najmniej ciekawe. Zresztą, zostanie shinigamim? Kojarzył tą nazwę, ale nie był pewien co ona oznacza. Czuł się cholernie zagubiony, lecz to była szansa na pozbycie się samotności.
-Miło mi, jestem… Jestem Oz! Oczywiście przystanę na twoją ofertę, mam nadzieje że dużo nauczę się od Ciebie.
Dlaczego, akurat Oz? Ale przecież musiał wymyślić coś… W sytuacji gdy nawet nie pamiętał swojego imienia… Brzmiało naturalnie i łatwo było zapamiętać, czego chcieć więcej.
Dziewczyna uśmiechnęła się, wstała powoli z krzesła i podeszła do chłopaka. Niewinnie się uśmiechnęła, lekko się pochyliła i wyciągnęła rękę w jego stronę.
-Nazywam się Mion. A więc zawarliśmy umowę. Bardzo się cieszę, Oz.
Chłopak momentalnie się zaczerwienił, spuścił oczy i uścisnął jej dłoń.
I tak o to, dzień po przybyciu do Rukongai chłopak zawarł umowę z piękną dziewczyną. Mieszkała w małym domku o kamiennych fundamentach, w lesie niedaleko góry. Wystarczyło pójść kilka kilometrów na wschód aby dojść do strumyka, w którym można było się umyć. Znajdowały się w nim trzy pokoje. Kuchnia, w której znajdował się piecyk, kilka szafek, stół oraz dwa krzesła więc można było zawsze coś przyrządzić. Ściany były białe, natomiast podłoga była wykonana z kamieni. Następnym pomieszczeniem i zarazem najmniejszym był pokój, w którym spał Oz. Gdyby przynajmniej miał łóżko... Mógł robić praktycznie wszystko co chciał, póki siedział w tamtym pokoju, lecz za żadne skarby nie wolno było mu otwierać szafy. Ostatnim pomieszczeniem była sypialnia Mion. Na samym środku stało ogromne wygodne łóżko. Wszędzie walały się różne książki. Niestety miał zakaz wchodzenia tam.
Pierwszą rzeczą jakiej próbowała go nauczyć było kidou. Przez ponad pół roku próbowała wpoić mu najprostsze informacje, nauczyć czegokolwiek. Wszystkie starania szły na marne. Nie ważne jak chłopak starał się, nic mu nie wychodziło.
-Jesteś totalnym beztalenciem...
Zagadnęła do chłopaka, po czym wtuliła się w jego ramię i szepnęła
-Przynajmniej potrafisz gotować, kobiety uwielbiają takich mężczyzn.
Chłopak lekko się zaczerwienił, wziął głębszy oddech.
-Nielubię jak bawisz się moimi uczuciami. Aż tak Cię to bawi? Po za tym, dobrze wiesz, że taki ze mnie kucharz, jak z Ciebie facet...
Mruknął do niej chłopak. Niestety Mion miała tendencję do bawienia się jego uczuciami, czasami nagle robiła się miła i kobieca, na początku Oz nie wiedział co ma robić, lecz z biegiem czasu zaczął się przyzwyczajać. Dobrze wiedział, że dziewczyna jedynie nabijała się z niego, mimo to czasami nie potrafił zatrzymać zakłopotania.
-Wracając do tematu. Widocznie jesteś amagiczny. Szkoda... Magia to moja specjalność, ale spokojnie jestem Mądrą Mion, znam wiele innych sztuczek, których mogę Cię nauczyć.
Ciągnęła dziewczyna, usiadła na krześle założyła ręce i popatrzyła dumnie na chłopaka wypowiadając ostatnie zdanie.
-Na przykład jakich?
Mruknął, podał jedzenie do stołu i siadł na przeciwko niej.
-Nauczę Cię jak posługiwać się mieczem. Jeżeli się uda to i nauczysz się jak wzmacniać szybkość, siłę i inne rzeczy za pomocą twojego reiatsu, może pojmiesz jak blokuje się czary. W końcu do czegoś będziesz musiał go używać... Ale najpierw będziemy musieli ukraść jakiś boken!
Dziewczyna, skończyła swój monolog po czym zażądała dokładki.
-Ukraść? Jesteś tego pewna? No dobrze... Właściwie to jak daleko jesteśmy od Rukongai?
-Tylko jakiś tydzień marszu bez odpoczynku! Spokojnie dasz radę.
Mion uśmiechnęła się, i zaczęła jeść drugą porcję. Chłopak popatrzył z osłupieniem na dziewczynę. Przecież to nie możliwe, aby dał radę iść cały tydzień bez odpoczynku! Mimo tego, umowa mówiła, że będzie robił wszystko co mu kazała.
-Jasne, że dam! Kiedy wyruszamy i jaki jest plan?
-Wyruszamy jutro. Plan opowiem Ci w drodze. Przy okazji od razu wstąpię po książkę, do starego przyjaciela. Z czegoś będę musiała Cię uczyć...
Idea była prosta. Dziewczyna miała przemienić się w lisa i narobić hałasu w nocy przed dojo. Wtedy chłopak miał się wślizgnąć do budynku i zwinąć boken. Chłopak, był wielce przekonany, że uszów i ogona nabawiła się przez błąd podczas przemiany. Mimo to dziewczyna zapewniała go, że ma tak od urodzenia. Gdy w końcu dotarli na miejsce była już noc. Więc nie było czasu na odpoczynek. Dziewczyna zaczęła się rozbierać.
-Ej! Chwila! C-co ty robisz do cholery! To przesada!
Ryknął chłopak po czym szybko się odwrócił.
-Jakiż ty wrażliwy.
Podeszła do niego i szepnęła mu na ucho.
-Na pewno nie chcesz popatrzeć?
Gdy tylko poczuł jej oddech na karku odskoczył jak poparzony.
-Na pewno! Przemieniaj się już w końcu!
Warknął chłopak po czym zakrył uszy.
-Tak, tak tylko pamiętaj, żeby poskładać moje ciuchy, nie zgub ich.
Plan przebiegł bez większych komplikacji. Na szczęście dojo było na obrzeżach miasta, więc nie było zbędnych gapiów. Po udanej akcji, dziewczyna kazała chłopakowi poczekać na wzgórzu. Sama zaś udała się po książkę. W drodze powrotnej chłopak próbował się dowiedzieć kim był jej stary przyjaciel, lecz dziewczyna tylko się uśmiechnęła, wtuliła w jego ramię i stwierdziła, że jest zmęczona.
Przez kolejne sześć miesięcy chłopak uczył się władania bronią. Treningi odbywały się rzadko i były krótkie. Lecz z biegiem czasu chłopakowi posługiwanie się bokenem sprawiało coraz mniej trudności. Większość czasu spędzali na rozmawianiu o jedzeniu, czy spaniu. Dziewczyna zawsze unikała rozmów, na temat tego co robiła wcześniej.
Po jednym z cięższych treningów chłopak upadł zmęczony na ziemię i zaczął wpatrywać się w niebo.
-Mion jak myślisz, czy Ci na ziemi patrzą w to samo niebo co my?
Dziewczyna spojrzała leniwie na chłopaka po czym położyła się koło niego.
-Zapewne. Zostawiłeś kogoś w świecie żywych?
-Może tak, może nie.
Odpowiedział chłopak po czym zamknął oczy.
-Od jutra zaczynamy trening z wzmacnianiem reiatsu. Ale dzisiaj jeszcze poleniuchujemy.
-Tak, podoba mi się ten pomysł.
Odparł chłopak, po czym zamknął oczy. Przez dłuższą chwilę nikt się nie odzywał.
-Naprawdę chcesz zostać bogiem śmierci, Oz?
Araragi słysząc to pytanie, usiadł po czym oparł głowę na ręce.
-Chyba tak. Przecież nie mogę siedzieć Ci na głowie wieczność, zresztą taka była umowa, ty mnie nauczysz czegoś przydatnego, i będę musiał odejść.
Dziewczyna jedynie przytaknęła. Chłopak znowu opadł leniwie na plecy. Spędził tak cały dzień, leżąc i wsłuchując się w to jak dziewczyna leniwie macha ogonem.
To już rok odkąd przybył, tutaj. I od początku był z Mion. Ciekawił się, jak poradzi sobie bez niej w tym świecie. Właściwie to dlaczego chciał zostać bogiem śmierci? Czy nie lepiej było by teraz odpocząć od tego wszystkiego? Nigdy nie był typem, który lubi walczyć czy ratować cały świat. Wolał wszystko spokojnie obserwować. Mimo to, trenował aby nim zostać. Ćwiczenia z użyciem reiatsu były o wiele bardziej męczące.
-Ogólnie reiatsu można określić jako ciecz, która wypełnia naszą duszę. Więc jeżeli chcesz, zwiększyć swoją szybkość musisz prze kierować odpowiednią ilość reiatsu, do swoich duchownych nóg. Dzięki temu zwiększasz tam jego ciśnienia, co za tym idzie moc, z jakiej może korzystać. Inaczej sprawa wygląda, z blokowaniem zaklęć. Załóżmy, że ktoś użył kidou, które zablokowało Ci ręce. Jeżeli chcesz się wyzwolić, musisz zwiększyć ciśnienie w odpowiednich miejscach po czym rozsadzić reiatsu. Rozumiesz?
Nie zaczekała nawet na odpowiedź po czym zaczęła się rozbierać, chłopak odwrócił się momentalnie i ciężko westchnął. Gdy się odwrócił dziewczyna biegła w głąb lasu w formie lisa.
-Trenuj, mnie nie będzie do wieczora. Zresztą, od dzisiaj będziesz ćwiczył w samotności.
Wszystko to wydawało się takie trudne. Od początku nie mógł sobie z tym poradzić mimo to z biegiem czasu, zaczynało mu się to udawać. Mion kazała mu to ćwiczyć przez cały rok. Nie pomijając oczywiście, treningów z bokenem, które wprost uwielbiał. Po roku katuszy, które przeszedł w końcu wzmacnianie ciała za pomocą reiatsu, nie było dla niego specjalnym wyzwaniem, ale zdarzały się mu wpadki.
Pewnej nocy, gdy nie mógł zasnąć postanowił wymknąć się jak za dawnego życia, i pozwiedzać trochę najbliższe tereny. Mimo iż mieszkał tu prawie dwa lata nie zwiedzał okolicy. Po mniej więcej 30 min drogi na zachód znalazł gorące źródła.
-Wstrętna ,stara lisica... To pewnie tutaj przesiadywała kiedy zostawiała mnie samego podczas ćwiczeń, żeby nic mi o tym nie powiedzieć... Może z resztą lepiej...
Co prawda uodpornił się już na jej zaczepki, mimo to jest tylko wyrośniętym dzieciakiem i nieważne jak by się starał nie dał rady by usiedzieć tutaj z nią. Chociaż wątpił, żeby kobieta posunęła się tak daleko w swoich zabawach jego uczuciami. Miał ochotę sprawdzić co jest dalej, lecz znając siebie, zgubił by się. Nie mógł pozwolić sobie na to, trzy dni przed odejściem do Rukongai. Ostatnie dwie doby obyły się bez treningów. Ostatniego dnia, Mion postanowiła, że jego odejście trzeba uczcić, z tej okazji upolowała dzika. Strasznie ciężko było cokolwiek z niego zrobić, pierwszy raz obchodził się z takim wielkim zwierzęciem. Mimo to, ilość przygotowanego jedzenia z niego była ogromna, a smak był znośny.
-Więc jutro już Cię tutaj nie będzie. W końcu spełnisz swoją powinność i zostaniesz bogiem śmierci. Mężczyzna walczący z hollowami, to takie męskie, wszystkie dziewczyny będą twoje.
Mruknęła dziewczyna, tuląc się do chłopaka. Zanim ten zdążył odpowiedzieć na jej zaczepkę, zasnęła. Wziął ją na ręce i zaniósł do łóżka. Po czym cichutko zaczął wychodzić z pokoju, sam miał zamiar udać się na swoje siano i spróbować się wyspać.
-Gdzie idziesz? Nie chciał byś wykorzystać sytuacji i położyć się koło mnie?
Chłopak zatrzymał się i ciężko westchnął. Myślał, że już będzie mógł iść spać.
-Pewna mądra lisica zabroniła mi tego.
-Jutro czeka Cię długa droga. Więc możesz się tutaj położyć, ale łapy z dala ode mnie.
Mruknęła po czym schowała się pod kołdrą. Chłopak był zmieszany, nie wiedział czy może jej zaufać. Mimo to, wizja wyspania się w wygodnym łóżku była zbyt kusząca, pomijając fakt, że to będzie pierwszy raz jak będzie mógł spać z kobietą! Niestety rączki przy sobie, lecz znając siebie samego, był pewien, że zeszedł by na zawał zanim by do czegoś doszło.
***
Zleciały już dwa tygodnie od kiedy chłopak opuścił Mion. Wymknął się z samego rana, bał się że pożegnanie może być zbyt bolesne. Od razu skierował się do akademii na egzamin kwalifikacyjny. Spośród innych kandydatów wyróżniała chłopaka to, że posiadał niezwykle dużą ilość reiatsu jak na pospolitą duszę. Potrafił też poprawnie władać bokenem, dzięki temu mimo jego amagiczności poradził sobie na egzaminie. Na wyniki trzeba było trochę poczekać. Chłopak przez większość czasu, czuł się smutny i przybity. Nawet gdy, gdy dotarła do niego wiadomość o pozytywnym rozpatrzeniu jego podania, poczuł się jeszcze gorzej. Czuł się, jak by musiał z czegoś rezygnować.
-Czyżbym, aż tak się przyzwyczaił do niej? Aż tak zawróciła mi w głowie ta lisica? Właściwie to z jakiego powodu, tutaj jestem? Dlatego, że ona tak powiedziała. Większość dusz, che być bogiem śmierci... Ja jedynie chciał bym wiedzieć kim tak naprawdę jestem, i nie czuć samotności.
Gdy Oz pogrążył się w myślach, coś go rozproszyło. Była to jakaś młoda para, która właśnie przechodziła obok. Wyglądali na takich szczęśliwych, mimo iż nie byli bogami śmierci. Chłopak wstał po czym lekko się uśmiechnął.
-Pewnie będę tego żałował jak cholera...
Mruknął, zerwał kilka jabłek z drzewa, na którym leniuchował i schował je do torby. Właściciel sadu na pewno się nie pogniewa, zresztą im mniej się wie, tym lżej się śpi. Pod osłoną nocy wyruszył w kierunku swojego nowego domu. Właściwie to, co on jej powie... Gdy wyzna jej, że ją kocha ta pewnie go wyśmieje... Mimo to, nie chciał już stracić kogokolwiek i czegokolwiek. Najpierw życie, potem wspomnienia. Lecz lisicy tak łatwo nie odda. Biegł przez większość drogi. Pod koniec jedynie zwolnił, aby Mion nie mogła się przyczepić, że taki malutki kawałek drogi zmęczył go. Dom był pusty. Chłopak usiadł na krześle w kuchni i zastanowił się, gdzie mogła pójść. W końcu przypomniał sobie o gorącym źródle. Gdy w końcu dotarł przedarł się przez zarośla, biała błyskawica niemal nie trafiła go w głowę. Gdyby się nie potknął był by już martwy. Szybko zebrał myśli, i zaczął biec.
-Niemożliwe, że tak szybko wpakowała się w kłopoty.
Chłopak, tym razem usłyszał jak ktoś recytuje zaklęcie, mimo to nie miał pojęcia skąd, było już ciemno. Nagle zauważył mały niebieski, punkt w odległości, mniej więcej 7m. To prawdopodobnie był jego koniec, nie zdążyłby odskoczyć. Nagle pojawił się niebieski promień kilka metrów nad jego głową. Nie miał zamiaru tracić czasu na zastanawianie się dlaczego już nie żyje, prze kierował reiatsu do swoich nóg i zaszarżował w stronę, z której wystrzelił promień. Gdy chłopak był wystarczająco blisko skoczył na przeciwnika, który nie zdążył zrobić uniku. Nagle zauważył, że siedzi na nagiej Mion, która widocznie była pijana.
-Co ty do cholery robisz! Mogłaś mnie zabić!
-Osu wrókileś!! Skalo oś?
-Choć, zabiorę Cię do domu.
Mruknął po czym, wziął ją na plecy. Chłopak nie mógł się skupić. To było dla niego za wiele, przecież właśnie niósł piękną nagą dziewczynę. Nie wiedział czy przeklinać, czy dziękować bogu za takie przeżycie. Co ważniejsze dlaczego była pijana? Przez te dwa lata nigdy jej takiej nie widział. Zasnęła zanim dobiegł do domu. Położył ją do łóżka, a sam usiadł na krześle w kuchni. Był sam środek nocy, odpowiednia pora by spać.
***
-Obudź się! Wstawaj!
Nad chłopakiem stała Mion. Z wyglądu jej twarzy można było wywnioskować, że stara się być zła. Mimo to ogon zdradzał ją. Machała nim, tak szybko jak by miała zaraz odlecieć.
-O, witaj. Już robię śniadanie.
Mruknął chłopak po czym przeciągnął się.
-Co ty tu robisz, idioto?
-Wróciłem, nie cieszysz się?
-To nie tak, ale umowa była inna... Miałeś być tu na chwilę...
-Nie chcę już nikogo stracić, samotność jest okropna, wiesz?
Mruknął chłopak po czym wstał i zaczął szperać po szafkach. Jeszcze przed wyjazdem chował tam gdzieś suszone mięso.
-Samotność, co? Jak się we mnie kochasz, to po prostu powiedz.
Znowu zaczęła przybierać tą swoją dumną postawę. Chłopak zaprzestał przeszukiwania szafki. Popatrzył dziewczynie prosto w oczy i po chwili milczenia, wyjął jedno jabłko po czym podał je jej.
-Kocham, a teraz lepiej zajmij się tym owocem zanim mnie wyśmiejesz.
Po czym wrócił do szukania. Chłopakowi zaczynało robić się gorąco, coraz trudniej było my zebrać myśli. Jak mógł jej to powiedzieć... Przez dłuższy czas słychać było tylko kroki. Bał się odwrócić, lecz zanim zdążył to zrobić, dziewczyna zaczęła mówić.
-Więc, obiecujesz uratować mnie od samotności? Być przy mnie do samego końca i bronić mnie?
Chłopak nie mógł uwierzyć w to co słyszał, może była to wyłącznie forma nabijania się z niego. Jeżeli tak to nie zamierzał dać jej tej satysfakcji, odwrócił się. Dziewczyna trzymała katanę, o czerwonej rękojeści. Tsuba kształtem przypominała jakieś zwierzę, które goniło swój puszysty ogon. Możliwe, że był to nawet lis. Podszedł do niej i ukląkł.
-Ja, Oz, przyrzekam, że będę stał po stronie Mion, nie zależnie od sytuacji. Będę ją kochał w chorobie i zdrowiu, oraz bronił przed samotnością.
Doniosły głos chłopaka wypełniał pokój, podniósł głowę i uśmiechnął się pytając.
-Dobrze to zrobiłem?
Dziewczyna zdzieliła chłopaka po głowie bronią. Dosyć lekko, tępą stroną, lecz ból był wystarczający, żeby wiedzieć, za co został ukarany.
-Dobrze, ja, Mądra i Wielka Mion mianuję Ciebie, Ozie, moim rycerzem. Powstań. Właśnie zawarliśmy kontrakt. Pamiętaj, obowiązuje nas do śmierci.
Chłopakowi wydawało się, że to wszystko jedna wielka zabawa mimo to chciał wierzyć, że dziewczyna coś do niego czuje. Że to wszystko jest szczere. Wstał, po czym dziewczyna wręczyła mu miecz.
-Każdy rycerz musi mieć broń, prawda? To jest zanpaktou, oczywiście nie jest mój.
Dziewczyna usiadła na krześle po czym ciągnęła.
-Dawno temu, bardzo dawno byłam przywódczynią małej grupy buntowniczej w Rukongai. Przyczyna buntu była prosta, nie podobało się nam to, że bogowie śmierci mieli wszystko, gdy my głodowaliśmy. Dowództwo odziedziczyłam po ojcu, który został zabity, tak samo jak moja matka. Z jego śmiercią straciłam jedyną rodzinę. Mimo to ciągle miałam przyjaciół. W odwecie za zabójstwo mojego taty, postanowiliśmy odebrać zabójcy życie, wiesz oko za oko. Mimo iż był to shinigami, nie miał szans przeciwko ponad trzydziesto osobowej grupie. Podobno, oni rozmawiają ze swoimi mieczami. Ponieważ, jest to cześć ich duszy. Gdy odwiedzałam grób mego ojca, te śmiecie przygotowały zmasowany atak na naszą kryjówkę. Gdy tam wróciłam wszyscy moi towarzysze byli martwi. Jedynie jeden z nich zdołał wytrzymać do mojego powrotu. Opowiedział mi, o tym co miało miejsce. Ciągle pytali tylko o ten miecz. Miałam uciekać. Więc to zrobiłam. Uciekałam, aż nie znalazłam tego miejsca.
Chłopak spuścił wzrok. Nigdy by nie pomyślał, że ktoś kto tyle przeszedł może ciągle być uśmiechnięty i pełen humoru tak jak ona.
-Więc dlaczego mogłaś patrzeć jak odchodzę do akademii?
-Bałam się, że jeżeli się przywiążę się do kogoś, to wypełni moją samotność. Nie chcę bólu, który może wyniknąć ze straty kogoś. Po za tym, nie mogę wiecznie trzymać urazy do nich. Ta wojna już mnie nie dotyczy, nie tutaj, nie w tym miejscu. Teraz gdy ty znasz kawałek mojej historii, opowiesz mi swoją.
-Na pewno. Lecz nie dzisiaj. W najbliższym czasie dowiesz się wszystkiego. Jak myślisz, jeżeli nadam imię temu zanpaktou?...Kitsune Tsuki, to dosyć trafna nazwa, prawda? Może się z nim dogadam?
Spojrzał na Mion po czym się uśmiechnął. Kto by się spodziewał, że taki piękny miecz ciągle był w pokoju, którym spał. Właśnie w tym momencie, całe napięcie z niego zeszło. Miał nadzieje, że już wszystko będzie szło dobrze. Poczuł się senny. Nie miał siły.
-Bardzo śmieszne. Zresztą prawdopodobnie nie masz z czym się dogadać, jeżeli właściciel umarł to i fragment duszy też musiał odejść z nim. Jest możliwość wsadzenia tam innego fragmentu, ale to tylko domysły. Jeżeli można wsadzić i wyjąć, to drugi raz można to zrobić.
Mruknęła dziewczyna po czym założyła ręce.
-Jestem zmęczony, jeśli pozwolisz to pójdę się przespać.
-Nic dziwnego w końcu jest środek nocy.
-O czym ty mówisz, ile ja spałem?
-Może ze trzy godziny?
Chłopak był pod wrażeniem, że tak szybko otrzeźwiała.
-Jak chcesz, możesz spać u mnie. Ale łapy przy sobie.
Mruknęła po czym szybko poszła do pokoju.
-Z sekundy na sekundę zadziwia mnie coraz bardziej...
Głośno ziewnął, po czym skierował się w stronę łóżka. Ostrożnie odłożył miecz. Zdjął koszulę i padł na swoją stronę łóżka.




Pieniądze: 500 Ryo, zanpaktou

STATYSTYKI
Atrybuty:
Siła: 5-1+1=5
Szybkość: 5
Zręczność: 5
Wytrzymałość: 5-1+1+5=10
Inteligencja: 5
Psychika: 5+3=8
Reiatsu: 5+1+4=10
Kontrola Reiatsu: 5+1=6
Klasowe=-1 do siły, -1 do wytrzymałości, +1 do rei, 2 wolne
Ogólne=10 wolne
Wiek=4 wolne


OGÓLNE

Udźwig: 50 kg.
Prędkość (śr.): 5[km/h]
Prędkość (max.): 20[km/h]
PŻ (Punkty Życia): 100
PR (Punkty Reiatsu): 60

Techniki
Poznane Hadou: Jestem dumną Amagiczną duszą!
Poznane Bakudou: Jestem dumną Amagiczną duszą!

Umiejętności: Właściciel Zabójcy, Regeneracja, Sojusznik, Ulubiona Broń-Katana
Wady: Amagiczny, Wielki Żarłok


Ostatnio zmieniony przez Pan Oz dnia Czw 8 Mar 2012 - 22:43, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow




Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
8/60  (8/60)
Punkty Reiatsu:
25/42  (25/42)

PisanieTemat: Re: Pan Oz   Sro 7 Mar 2012 - 20:33

Dobra, sprawdzałem tę kartę wcześniej. Pomagałem poniekąd ją zrobić. Będę szczery - po zmianach, które zaleciłem nie przeczytałem jej, ale nie powinno się wiele zmienić. Podoba mi się. Jak na mnie całkiem fajny pomysł, jednak część z rzeczy będziesz musiał ustalić z mg, bo nie wiem czy każdy by się zgodził na kradzionego zanpaka.

Ogólnie Akcept.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Pan Oz   Czw 8 Mar 2012 - 13:07

Uff... długo zabierałem się do przeczytania tego kolosa i... żadnych dyskwalifikujących kartę błędów nie wyłapałem. Jest całkiem nieźle.

Ode mnie zasłużony AKCEPT
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kamys





Oddział : Dywizjon 11
Mistrz Gry : Izdurbal

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/290  (102/290)
Punkty Reiatsu:
41/156  (41/156)

PisanieTemat: Re: Pan Oz   Czw 8 Mar 2012 - 14:52

Negatyw

1. Postać wg mnie nie zachowuje się zgodnie ze spisanym charakterem, dodadkowo w historii przejawia umiejętności których nie ma (podstawy samoobrony oraz żądza krwi). Ja to widzę jako błąd fabularny, czyli do poprawy zanim zaczniesz jakkolwiek grać (tzw sugestia admina). Bowiem w przygodzie twoja postać nie osiągnie tego co tu, głupio by było aby jego umiejętności z historii różniły się od aktualnie posiadanych,

"Zanim zdążył to zrobić chłopak kopnął go w brzuch. Szybko się otrząsnął i wyjął nóż czego Araragi nie zauważył. Podszedł do niego, schylił się aby go podnieść, lecz napastnik wykręcił mu rękę i wbił nóż między żebra. Chłopak poczuł jak zimna stal wbija się w jego ciało. Mimo to, nie miał zamiaru dać się zabić. Mężczyzna wyjął nóż i rzucił chłopkiem o ścianę, a ten powoli osunął się na ziemie. Mężczyzna zaśmiał się i ruszył w stronę Ryujjiego. Złapał go za koszulę i zaczął bić po twarzy. Chłopak powoli tracił przytomność. Mężczyzna przestał na chwilę i szepnął mu do ucha. "

a potem to... Walczył bez minusów mimo paskudnej rany - wybitnie żądza krwi. A dodatkowo dawał radę mimo że a) nie posiada umiejętności walki b) silnych statów fizycznych.

"Araragi wściekł się, przestał czuć ból, poczuł w sobie nowe siły, chęć zabicia tego gnoja. Nagle złapał za rękę mężczyzny i ścisnął tak mocno, że ten upadł momentalnie na kolana."

Kolejny błąd fabularny

"Odesłał szybko duszyczkę, po czym ostrzegł chłopaka przed hollowami, które polowały czasami na ludzi z dużą ilością mocy duchowej, wytłumaczył również gdzie i dlaczego odsyłane są duchy, po czym ruszył przed siebie." - Skąd to cholera wiedział ? znaczy to gdzie dusze trafiają ? Ludzie nie mają żadnej wiedzy o SS. Jeśli nie miałeś tego na myśli to sprecyzuj.

2. Czy dobrze rozumiem że jego "towarzyszka" pokonała hollow ? "-Mniej więcej. Miałeś szczęście, byłam na polowaniu gdy usłyszałam tego hollowa. Gdybyś uciekał trochę szybciej, to może obeszło by się bez obrażeń."?

3."Ogólnie reiatsu można określić jako ciecz, która wypełnia naszą duszę." - teraz tylko takie małe BTW. Rei to cząstki budujące wszytko w całym SS. Od robaczków po budowle. Rei wypełnia w równej mieże ludzi, co wszytko inne wokoło.

"Nie było czasu na unik, otoczył swoją rękę ogromną ilością reiatsu, poczym odbił zaklęcie."- chyba sobie kpisz... Jak ?! (też bład fabularny do poprawy ;/)

Za mocno przecieniasz bufyy rei


Daaalleeejjj

"-Dawno temu, bardzo dawno byłam przywódczynią małej grupy buntowniczej w Rukongai. Przyczyna buntu była prosta, nie podobało się nam to, że bogowie śmierci mieli wszystko, gdy my głodowaliśmy. Dowództwo odziedziczyłam po ojcu, który został zabity, tak samo jak moja matka. Z jego śmiercią straciłam jedyną rodzinę. Mimo to ciągle miałam przyjaciół. W odwecie za zabójstwo mojego taty, postanowiliśmy odebrać zabójcy to co było dla niego najcenniejsze, aby poczuł się tak samo. " - póki posiadacz zanacza żyje puty twój Oz nie będzie mógł mieć swojego zanpaktou, a zwykły miecz... Nie rozumiem stąd po co twój koleś ma posiadacza zabójcy.

Jak poprawisz to co musisz żeby grać to sprawdzę mechanikę.

A tak na osłodę, ciesze się że tym razem robiąc KP nie przesadzałeś za mocno, nie wymyślałeś bardzo dziwnych rzeczy... Jest jeszcze kilka elementów których mogłabym się przyczepić, ale nie są złe, wiec podaruje sobie... Jak nie będziesz wiedział jak poprawić pisz na PM lub gg (ale tylko wieczorem, bo wcześniej może mnie nań nie być).

Gratuluje ; ) jest o wiele lepiej niż poprzednio, poprawiłeś się

EDIT: Moja prośba ale w zasadzie spełniona być nie musi... Dopisz wygląd. A przynajmniej ubranie które teraz nosi, w rukonie bowiem nosi się zwykle kimona.

EDIT2: jakoś przeboleje że postać jest zaczerpnięta ze spice and wolf




***
kamys01
kamys02
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Watanabe no Tsuna





Mistrz Gry : Fairy

Karta Postaci
Punkty Życia:
4096/4096  (4096/4096)
Punkty Reiatsu:
83037/262144  (83037/262144)

PisanieTemat: Re: Pan Oz   Czw 8 Mar 2012 - 22:55


Lepiej, niz drzewiej bywalo, ale mechaniczne nabijanie punktow Ci nie przeszlo. Jak widze amagicznych wielkich zarlokow, to mnie skreca. Ja nie przepadam za korzysteniem ze zbyt znanych obrazkow. Horo the Wise Wolf of Yoitsu nie jest najszczesliwszym wyborem. Postaraj sie o cos bardziej oryginalnego. Huh... wiek dojrzewania az krzyczy z tej karty. Co rusz jakas nowa przyjaciolka w dodatku jakos tak sama wyrazajaca zainteresowanie (w tym np. duzo starsza lecaca na mlodzieniaszka). Napisales duzo, choc momentami przynudzasz. To na co juz Kamyssa zwrocila uwage - niezbyt silny koles dostaje nozem i walczy po tym jak lew. Niech nawet walczy. Tyle, ze cios miedzy zebra to potencjalne przebite pluco. Do rana dawno bylby trypem, a Ty tu piszesz, ze wrocil do chaty, przespal sie i ucial pogawedke z kolezanka. Cos tam jeszcze mialem, ale czytalem to pare dni temu i w tej chwili nie pamietam.

-

Pozdrawiam,
Tsuna
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pan Oz





Karta Postaci
Punkty Życia:
100/120  (100/120)
Punkty Reiatsu:
120/120  (120/120)

PisanieTemat: Re: Pan Oz   Czw 8 Mar 2012 - 23:00

Już to zmieniłem. Nawet dodaję wygląd. Ogólnie wsio co wytknęła Kamys popoprawiałem.

// Meh... nieslowny jestes. Nie dodales wygladu.
// Tsuna
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kamys





Oddział : Dywizjon 11
Mistrz Gry : Izdurbal

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/290  (102/290)
Punkty Reiatsu:
41/156  (41/156)

PisanieTemat: Re: Pan Oz   Nie 11 Mar 2012 - 20:31

nega wycofuje... cóż powodzenia przy poszukiwaniach mg



***
kamys01
kamys02
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pan Oz   Today at 19:49

Powrót do góry Go down
 
Pan Oz
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Strefa Gracza :: Gracze :: Zaakceptowane-
Skocz do:  
Free forum | © phpBB | Free forum support | Kontakt z | Report an abuse | Create a free blog