IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Nabór na stanowiska Mistrzów Gry! Rekrutacja na GG: 2785425!
Pomoc dla nowych graczy

Lista aktywnych Mistrzów Gry:
Kamys 5/3 | Izdurbal Tenshi - 3/4 | Kuchiki Kyosuke - 6/3
CZaras – 2/3 | Shadow - 1/1 | Kaz- 1/1 | Kovacs - 0/1 |
Watanabe no Tsuna
- 2/3* (możliwe dodatkowemiejsce o ile KP zainteresuje, zaś gracz będzie aktywny)


Share | 
 

 (Quincy) Ishifone Kumagae

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 

Ocena
 Pozytywna
 Negatywna
 Neutralna
Zobacz Wyniki
AutorWiadomość
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: (Quincy) Ishifone Kumagae   Pon 30 Kwi 2012 - 19:03

Imię: Ishifone
Nazwisko: Kumagae
Profesja: Quincy
Płeć: Kobieta
Wiek: 32
Waga: 46 kg
Wzrost: 1.55 m
Wygląd:
Charakter: Najczęściej przy opisie charakteru najlepiej jest zacząć od tego co widać już na samym początku - jednak w tym przypadku nie do końca się to sprawdza, gdyż przy normalnym podejściu do sprawy spontanicznego (Bądź też i nie) przedstawiania się ta osóbka potraktuje takiego delikwenta jak powietrze... co najwyżej wyjątkowo uporczywe. Ale w porządku, przyjmijmy, że ktoś zamiast bezpośrednio się do niej zwrócić zdecyduje się na obserwowanie jej z ukrycia. Co zauważy? Że bardzo rzadko się do kogoś odzywa czy też nawet skupia się na innych ludziach. Prędzej usłyszy jak mówi (Czy też prędzej klnie, gdyż robi to dość często) do samej siebie, niż jakąś konwersacje z innym człowiekiem. Jest jakby kompletnie oderwana od świata... i wydaje się, że zdaje sobie z tego sprawę, gdyż jej ruchy są aż nadzbyt pewne siebie, jakby każdym krokiem upewniała się, że jeszcze jest na równej, niezawalającej się pod nią powierzchnią. A jak to wygląda z jej perspektywy?
Nie ufa ludziom. Większość z nich chce dla niej bardzo źle, bo udało jej się dobrze ustawić bez większego wysiłku. Część z nich nawet wchodzi do jej głowy i stamtąd próbuje ją zniszczyć, ale ona tak łatwo się nie daje, jest za twardą suką by ot tak dać się sobą pomiatać. Wielu nie docenia jej siły i potem ma problem bo coś im nagle znika, a ona jest wtedy szczęśliwa bo może się zemścić za doznane krzywdy. Jedyną osobą której w miarę może zaufać jest jej chłopak, głównie dlatego, że bez niego to sobie by nie poradziła z tym wszystkim. Zawsze jakieś oparcie, chociaż jednostronne. Mówią na nią pijawka, że go wykorzystuje. On daje jej żyć, ona daje mu siebie. Uczciwa wymiana, a nawet jeśli nie to jemu to nie przeszkadza, więc niech się wszyscy... jest nieznośna. Często znika niewiadomo gdzie, dzień bez ataku spazmów to rzadkość. Jest mimo wszystko zadowolony? Tym lepiej, sam tego chciał, ona go ostrzegała. Ważne, że ona ma mieszkanie, co jeść i w co się ubrać, nie mówiąc już o bieżącej wodzie i różnych przyjemnościach. “Hejters gona hejt” czy jakoś tak. Ale mają czego zazdrościć, jest piękna i ma „moc”! Przepływa ona przez jej ciało niczym płyn, a ona może swobodnie nią manipulować by robić różne rzeczy. Może być szybsza, zręczniejsza, wytrzymalsza, i wiele wiele innych rzeczy! Tylko nie do końca wie jakie... ale się dowie...
Ekwipunek: bransoletka z krzyżykiem

Historia: (Historia będzie prowadzona w pierwszej osobie w ramach wprawiania się gdyż sądzę, że będzie to ciekawsze. A czy czytelne - zobaczymy)

Nie lubię dużo mówić. Ale piszę, więc chyba nie będzie to wielki dla mnie problem. Nie to, żebym wiedziała po co to robię. Pieprzyć to, i tak to zrobię.
Moja matka zajmowała się świątynią Shinto niedaleko naszego domu. Było to gdzieś na obrzeżach. Mój ojciec natomiast prowadził sklep z zabawkami. Mówili mi, że jestem jakaś dziwna. Cały czas mi to, fajansiarze jedni mówią. Że niby to był raj dla takiego małego dzieciaka jak ja. Jaskrawo, tandetnie, i wszędzie inne gluty takie jak ja. Żadnej wolnej przestrzeni, i to nie dlatego, że było tego tak nie wiadomo ile. Wolałam już siedzieć u mojej matki, bo tam miałam przeważnie sporo spokoju i mogłam pozwiedzać coś innego niż to co mogłam widzieć codziennie gdy wyjdę z domu. Tak swoją drogą, to ta świątynia była prowadzona przez rodzinę ze strony mojej matki od pokoleń. Jakoś nigdy specjalnie mnie to nie interesowało poza tym, że miałam ciekawe miejsce do opieprzania się. Lubiłam sobie wieczorkiem usiąść gdzieś z tyłu, przymknąć oczy, i odurzać się wonią bodźców które do mnie docierały. Zapach kadzidełka, darcie mordy świerszczy, i dotyk trawy którą miętoliłam w łapie. Uroczo, serio. Jakoś tak miałam od zawsze, że byłam bardzo spostrzegawcza i mogłam coś ujrzec niemal w zupełnej ciemności, czy usłyszeć, jak spadający listek przelatuje mi nad głową. Jeden z najlepiej wspominanych przeze mnie okresów w życiu. Gdyby nie to zakichane przedszkole to już w ogóle, nic tylko puszczać bąki i jeszcze się z tego cieszyć. Ale kiedyś musiałam, no musiałam chodzić do tego przedszkola. Z tą całą menażerią ambitnie nakręcanych przed swoich starych bąbli. Ale to chyba wtedy zorientowałam się, że mam coś takiego jak „fotograficzna pamięć”. I daję słowo, że uzyskanie tej świadomości dzięki wyuczeniu się tego alfabetu w dwa dni pomogło mi potem w słodkim lenistwie przez cały okres edukacji.
Już chyba wtedy ludzie zauważyli, że jestem osobą wyjątkową. I wtedy też się zorientowałam, że 95% populacji to idioci, na których nie warto tracić czas. Wszyscy siedzieli w swoich grupkach, a jak ja chciałam coś od nich to się chowali po kątach albo patrzyli z ukosa. Tępe chuje. I tak mi było dobrze w moim towarzystwie, a chodziłam tam by odbębnić, zjeść coś, i wrócić do domu by móc się obijać. W podstawówce w sumie niewiele się zmieniło, w gimnazjum czy liceum też... podobna metoda. Przyjść, zająć się sobą, przejrzeć przed zajęciami by zakuć na pamięć, zdać. Tak wyglądała u mnie nauka. A im byłam starsza, tym ludzie coraz bardziej się mnie bali i darzyli niechęcią. Rozumiem, że już na pierwszy rzut oka widać, że lepiej ze mną nie zadzierać... ale to mi się już znudziło w wieku 16 lat. Czasami jakieś grupy robiły mi na złość. Obgadywały za plecami, że jestem niby szurnięta. Jak się mściłam? Podprowadzałam im jakieś bardzo ważne rzeczy, często klucze od mieszkania albo zeszyty. Czasem wpadł mi w ręce jakiś pamiętnik. Jakich ciekawych rzeczy można było się tam dowiedzieć... byłam w tym trochę mało subtelna, fakt, ale podobało mi się to. Nikt nigdy nie miał dowodów na to, że ja to robiłam, taka byłam w tym dobra... i umiałam się wszystkiego wyprzeć w żywe oczy, i wychowawcy czy dyrektorzy nawet mi wierzyli. A co robiłam w tymi rzeczami? Przeważnie gdzieś wyrzucałam...
...tak, raz jedna dziołcha się naprawdę wkurzyła. Napuściła na mnie gości z wyższych klas by zrobili ze mną porządek. Wtedy się wystraszyłam. Na szczęście nigdy nie miałam problemów z biegami. Dziwki mnie nie doceniły. Nie wiedziałam tylko do końca które... i się niestety nie dowiedziałam. Nie interesują mnie inni ludzie, nigdy tak nie było. Nawet moi rodzice nie byli dla mnie żadną podporą. Prędzej miejsca, acz... nie, to nie to. Impulsy. To jest jedyne słowo, które przychodzi mi do głowy. Świst wiatru, chrzęst piasku, dotyk na skórze, takie rzeczy. I jeszcze miałam, a raczej ciągle mam taką zabawę. Wyobrażałam sobie, że mam w środku kulkę ze swoją duszą, energią czy inną zarazą, i przesuwałam ją po ciele. I to działało, bardziej czułam swoją rękę czy nogę... i nawet nie przypuszczałam, że może to być coś więcej niż moja wyobraźnia.
Tak czy owak... był jeszcze jeden incydent, w liceum. Ktoś ukradł moje rzeczy gdy poszłam na WF. Czy coś z tym zrobiłam? Powiadomiłam tego knura-nauczyciela o tym co zaszło. Ten się jeszcze zaczął cieszyć... prawdę powiedziawszy, delikatnie mówiąc, szlag mnie trafił. Dostałam jakieś łachmany, stary mundurek i miałam się cieszyć. Zajebiście, i do tego zdecydowanie dla mnie za duży. To, że ktoś się ze mnie śmiał to mogę zrozumieć. Jednak na coś wpadłam. Wyrwałam jednej dziewczynie komórkę z ręki i zadzwoniłam...
...bingo. Bullseye. Trafiłam dziwkę w samo centrum. To była ta siksa... nawet nie pamiętam jak miała na imię. Faliste brązowe włosy, ciemne oczy, nic specjalnie wyróżniającego się, cholernie spokojna. A jak się wypierała... nie obchodziło mnie to. Może to nie była nawet ona. Tak czy owak u dyrektora powiedziałam, że miałam w tych rzeczach jeszcze portfel ze sporą ilością gotówki. Uwierzyli mi, a ją wywalili na zbity pysk. Cześć osób bardzo mnie za to znielubiła. Nie interesowało mnie to...
To, co zaczęło być niepokojące dopiero miało się wydarzyć. Zaczęłam widzieć... dziwne rzeczy. Czasami ludzkie cienie... ożywały. Odrywały się od ciała i zaczęły chodzić w zupełnie innym kierunku... najczęściej w kierunku tych większych rzucanych przez budynki. Kiedyś za nimi poszłam... prawie mnie pożarły żywcem. Wypadłam stamtąd jak poparzona i przez dwa dni nie wychodziłam z domu. Udawałam, że jestem chora. Potem pojawiły się... głosy sumienia. Autentycznie, jęki w mojej głowy mnie moralizowały. Że one czekają, bym odkupiła swoje winy... zaczęły się dziać bardzo dziwne rzeczy. Jakieś niezidentyfikowane kształty na niebie, zwidy niewidy, głosy, szepty różnego rodzaju... zapraszają mnie albo odpędzają, mówią bym coś zrobiła bądź nie. Nie słucham ich, nie słucham niczego. Czasem jednak nie kończy się na pogróżkach. Czasem coś mnie chwyta za gardło i chce udusić albo pochłonąć w otchłań piekieł. Muszę wtedy walczyć... nikt inny tego nie widzi, ale ja wiem – one chcą TEGO!
Czego? Nie wiem, czy powinnam o tym mówić... kiedyś znalazłam w świątyni szkatułkę z różnymi amuletami. Ale jeden zupełnie nie pasował do reszty. Większość była albo drewniana ewentualnie miedziana czy z brązu... a to było ze srebra. Bransoletka z krzyżykiem. Podprowadziłam ją, a potem matka się mnie pytała czy ją zabrałam. Zorientowała się, ale pozwoliła mi ją zatrzymać bo się wykręciłam że myślałam, że mogę sobie ją zabrać bo tata pozwolił. Miał potem problemy, ale mniejsza... miałam wtedy z... piętnaście lat. I od tego czasu miałam ją przy sobie cały czas, bo wyjątkowo mi się podobała. Raz miałam stracha z powodu tamtej siksy... ale to nie wszystko. W czasie jednej z moich zabaw z energią coś się zaczęło dziać. Przeszłam trochę za bardzo z „energią” do ręki i dotknęła ona tego amuletu. Zaczął się on świecić i puch – coś się zaczęło dziać. Uformował się jakiś łuk albo coś... ciężko powiedzieć, bo było to tylko przez chwilę. Tak się wtedy wystraszyłam... od tego czasu wiem, że jestem wyjątkowa... i muszę ćwiczyć aż dostanę znak, że będę gotowa.
Ale wracając do życia... walczę. Cały czas walczę, jak słowo daję. Nawet jak poszłam na studia na prawo to walczyłam. Szło mi, można powiedzieć znakomicie. Wszelkie prawa czy interpretacje wchodziły mi z miejsca, acz z rozumieniem tego było trochę gorzej... nie było mi to jednak aż tak bardzo potrzebne, a aż taka głupia nie jestem by nie korzystać z gotowców. Przeszłam jakoś przez okres licencjacki, przez aplikacje... i... co dalej? Nie chciałam zostać prawnikiem. Nie pasowało mi to, odbębniłam studia i mogłam iść w pizdu. W ciągu jednej nocy się spakowałam i wyszłam z domu, ot tak po prostu zostawiając notkę, że idę szukać szczęścia gdzie indziej. A chcieli mnie ściągnąć z powrotem, chcieli, w końcu byłam jedynaczką i ktoś się musiał zająć świątynią. Powiedziałam, by się ode mnie odpieprzyli. Wyklęli mnie. Tak mnie to wzrusza...
...problemy zaczęły się, gdy nie mogłam znaleźć mieszkania. Stałam się po prostu bezdomną, ot tak. Z jedną niewielką torbą w wieku musiałam szukać jakiegoś miejsca do przenocowania. Ile ja mogłam wtedy mieć lat... 24? 26? Może coś w tym rodzaju. Z perspektywy czasu stwierdzam jednak, że miałam niesamowite wręcz szczęście. Ktoś mnie znalazł, jakiś chłoptaś. Z początku kompletnie go zignorowałam, ale jak mną mocno potrząsnął to musiała chociaż na niego spojrzeć. Okazało się, że mnie kojarzy ze studiów. Najwidoczniej ja kończyłam, on zaczynał swoją edukację. Bez większych emocji wyjaśniłam, że rodzice mnie wyrzucili z domu i nie mam gdzie mieszkać. Jako, iż było już późno, zaoferował, że mnie przygarnie na czas nocy, chociaż nie mam co liczyć na jakieś luksusy bo mieszka w bloku. Zgodziłam się.
Nazywa się Ryouji Oguri. Aktualnie mieszkam z nim. A co było wcześniej?
Zostałam u niego na noc, co przebiegło bez większych problemów. Nawet nic nie chciało mnie zabić, jak to wcześniej bywało. Rano jednak musiał iść na uczelnie... ale mnie nie obudził. Znaczy się, pewnie naiwniak. Ale drzwi zamknął, chociaż klucze zostawił... nawet w sumie nie wiedziałam dlaczego wtedy wracał, nie pytałam się go o to. Ale zostałam i poczekałam aż wróci, bo miał pełną lodówkę... i naprawdę spore mieszkanie. Dwa pokoje, kuchnię z pokojem głównym... spora burżuazja jak na studenta. Jak wrócił przedstawił mi się i powiedział, że udało mu się załatwić dla mnie mieszkanie. Powiedziałam mu „nie”. Zdziwiony był i to mocno. Chciałam mieszkać u niego, i to zdziwiło mnie jeszcze bardziej, bo sama nie wiedziałam dlaczego. Wcisnęłam mu kit, że zauroczyła mnie jego dobroć i będę mu pomagała przebić się przez te studia... „ale możesz to przecież też zrobić od siebie”. „Nie pyskuj”. I na tym się skończyło, bo wyszłam... a wróciłam dopiero wieczorem. Nie wiem co w międzyczasie robiłam, ale on tam był, i to mocno wkurzony. Był u moich rodziców. Mimo to nie opieprzył mnie ani nic, myślę, że wtedy jakoś by mnie to nie przejęło. Zamiast tego powiedział, że mogę zostać, chociaż nie rozumie mojego zachowania... do dzisiaj nie mogę dojść dlaczego tak postąpił, ale po raz pierwszy w życiu poczułam się zobowiązana do robienia czegoś. Odtwarzałam mu opracowania na zajęcia, przygotowywałam na egzaminy... nawet go trochę poznałam. Niezbyt rozrywkowy acz inteligentny brunet z poskręcanymi krótkimi włosami, trochę puchaty ale skubany, silny. Sama widziałam jak pomagał wnieść sąsiadce szafę na piętro wyżej bez niczyjej pomocy. Tak naprawdę to co robiłam nie było zbyt wymagające. Czasem mu coś ugotowałam, ale... nie umiem. No kobieta i nie umie. A co do mojej walki z otaczającym światem... starałam się bardziej uciekać. Chociaż i tak dla niego było to dziwne. Parę razy wręcz się na niego rzuciłam, bo coś chciało go zabić od tyłu. Wtedy mówiłam, że zrobiło mi się słabo. Żadnych emocji. Często zapominałam gdzie w ogóle byłam i co robiłam. Często byłam podrapana i miałam różne przedmioty przy sobie, często gdzieś to chowałam albo sprzedawałam na boku.
Ostatecznie przerżnął się przez okres studiów i dostał pracę w kancelarii. I muszę przyznać, że przywykłam do niego bardziej niż do rodziców. Nie rozmawialiśmy zbyt wiele, ale rozmawialiśmy. Coś dla niego robiłam. Może nawet poczułam... coś. Nie wiem co. Tak czy owak nie byłam mu do niczego potrzebna. Po raz pierwszy zastanawiałam się co zrobić i jakoś wymyśliłam.
„Kocham Cię” ni z tego ni z owego to oto wyznanie z lekką nutką niby zdenerwowania wypłynęło z moich ust. Przerwał on jedzenie. Popatrzył się na mnie mocno zdziwiony. „Nie zostawiaj mnie”. Po raz pierwszy widziałam go zdezorientowanego aż w TAKIM stopniu, kompletnie nie wiedział co powiedzieć. Wyszedł nic nie mówiąc. A ja zaczęłam wariować. Głosy w moim ciele rozrywały moją duszę na kawałki, a ja wiłam się w sobie... nawet nie wiedziałam, ile minęło czasu. Coś mnie złapało za ramię. Machnęłam dłonią by to rozszarpać, jednak to coś mnie objęło. Sienie rozeszły się, a ja poczułam ulgę. Potem... samo się jakoś to potoczyło. Nie wiem co, jednak czułam się dobrze. Naprawdę dobrze...
Obudziłam się następnego dnia naga obok niego. Byłam zdezorientowana, fakt, ale to tyle. I od tego czasu niewiele się zmieniło. Oficjalnie jesteśmy parą i on mnie kocha i chyba planuje się ze mną pobrać. Często mówi mi, że wyglądam jak osiemnastolatka... może. Aż z ciekawości siebie porównałam i ma trochę racji, chociaż może to dlatego, że jestem niska. Ja... od czasu do czasu daję... oddaję mu się, a w zamian mam mieszkanie, jedzenie, i tego typu luksusy. Przy okazji dowiedziałem się, że ma cholernie bogatych rodziców, którzy nie do końca są szczęśliwy z powodu tego, że ktoś taki jak ja się przyssał do ich synka. No i różne plotki chodzą, że go wyzyskuje, że się czaję na majątek, przez co krzywo na mnie wszyscy w okolicy patrzą... może... nie wiem... tak bardzo boli mnie głowa...

Pieniądze: 500 Ryo.

STATYSTYKI
Atrybuty:
Siła: 4 (-1p)
Szybkość: 10 (+5p)
Zręczność: 12 (+7)
Wytrzymałość: 4 (-1p)
Inteligencja: 5
Psychika: 14 (+9)
Reiatsu: 2 (-3p)
Kontrola Reiatsu: 10 (+5p)

p - profesja
k - płeć


OGÓLNE

Udźwig: 40 kg
Prędkość (śr.): 10 km/h
Prędkość (max.): 30 km/h
PŻ (Punkty Życia): 40
PR (Punkty Reiatsu): 20

Umiejętności: Fotograficzna Pamięć, Kłamca, Szybkie rączki, Nadzwyczajna uroda, Wyostrzone Zmysły, Widzenie w ciemności
Wady: Obsesja (Kleptomania), Schizofrenia (Pozwolenie od admina Kamys Tsuki uzyskane), Niepopularna


Ostatnio zmieniony przez Ishifone dnia Czw 3 Maj 2012 - 12:40, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Kamys





Oddział : Dywizjon 11
Mistrz Gry : Izdurbal

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/290  (102/290)
Punkty Reiatsu:
41/156  (41/156)

PisanieTemat: Re: (Quincy) Ishifone Kumagae   Pon 30 Kwi 2012 - 22:51

Najmocniej przepraszam bo treści karty nie sprawdziłam, trochę zmęczona jestem. Niemniej chce tylko wyrazić swoją opinie odnośnie wyglądu... Dziewczyna wygląda mi na 15 a nie 32



***
kamys01
kamys02
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: (Quincy) Ishifone Kumagae   Wto 1 Maj 2012 - 5:29

W ostatnim akapicie historii bylo o tym napomniane, a wczesniej nie wspominala o tym bo nie bylo to dla niej istotne. Problemem z animcami jest to, ze wiek przewaznie jest okreslany na podstawie wielkosci oczu/ubioru/fryzury/innych sporadycznych cech roznicujacych - u wiekszosci postaci rysy twarzy nie wystepuja. Zatem... moze byc teoretycznie tak mlodo wygladajaca kobieta zwlaszcza, ze mam ta umiejetnosc nadzwyczajna uroda. Chyba. Sorry za brak polskich czcionek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: (Quincy) Ishifone Kumagae   Sro 2 Maj 2012 - 13:57

Cóż mam rzec? Karta zgrabnie i ciekawie napisana, do tej części przyczepić się nie mogę.
Mechanicznie też wszystko OK z wyjątkiem tego, że premie za płeć w sumie już u nas nie obowiązują.

Ale tak mogę dać świecącego i migoczącego AKCEPTA
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: (Quincy) Ishifone Kumagae   Czw 3 Maj 2012 - 12:42

Poprawione
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Kamys





Oddział : Dywizjon 11
Mistrz Gry : Izdurbal

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/290  (102/290)
Punkty Reiatsu:
41/156  (41/156)

PisanieTemat: Re: (Quincy) Ishifone Kumagae   Pią 4 Maj 2012 - 10:11

Wg zasad karta zaakceptowana



***
kamys01
kamys02
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: (Quincy) Ishifone Kumagae   Today at 16:16

Powrót do góry Go down
 
(Quincy) Ishifone Kumagae
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Strefa Gracza :: Gracze :: Zaakceptowane-
Skocz do:  
Free forum | © phpBB | Free forum support | Kontakt z | Report an abuse | www.sosblogs.com