IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Nabór na stanowiska Mistrzów Gry! Rekrutacja na GG: 2785425!
Pomoc dla nowych graczy

Lista aktywnych Mistrzów Gry:
Kamys 5/3 | Izdurbal Tenshi - 3/4 | Kuchiki Kyosuke - 6/3
CZaras – 2/3 | Shadow - 1/1 | Kaz- 1/1 | Kovacs - 0/1 |
Watanabe no Tsuna
- 2/3* (możliwe dodatkowemiejsce o ile KP zainteresuje, zaś gracz będzie aktywny)


Share | 
 

 November eleven

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 11 ... 17  Next
AutorWiadomość
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Sob 4 Sie 2012 - 13:02

Zmuszenie się do płaczu, było dla niektórych niewykonalną sztuką. Ishifone jednak, które umiejętności aktorskie stały na całkiem wysokim poziomie, nie miała z tym większych problemów.
I, jak się okazało trafiła chyba w czuły punkt. Widząc, jak oczy dziewczyny wilgotnieją, Daichi zmieszał się momentalnie.
-No nie... wcale nie uważam, że przyszłaś tu dla żartu. Nie miałem niczego złego na myśli! Zdenerwowany i lekko podniesiony głos wskazywały, że w Daichim została poruszona delikatna struna. Nawet wyciągnął w jej kierunku rękę najwyraźniej chcąc pokrzepić ją przyjacielskim poklepaniem po ramieniu. W połowie drogi cofnął się jednak, jakby nie był pewien z jaką odpowiedzią spotka się ten gest.
W każdym razie fałszywe emocje dziewczyny chwilowo uśpiły jego czujność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Sob 4 Sie 2012 - 13:35

Momentalnie wyczuła, że do chłopaka przemówiły jej umiejętności aktorskie... czyli jeszcze zostało w niej sporo uroku i bystrości umysłu. Jakże mogła w to nawet na chwilę zwątpić! Będzie musiała tylko uważać by Vormund się na niej nie poznał, bo mało wymagająca praca w postaci kelnerki jakoś jej odpowiadała. Wolałaby się nie męczyć na scenie, aczkolwiek pewnie zapamiętywanie tekstu szło by jej bardzo dobrze. Aż jej się przypomniały czasy studiów i wkuwanie tych aktów prawnych i innych pierdół. Wiele z nich mogłaby przytoczyć i w tej chwili... ale po co?
Na razie obtarła swoje oczy z łez i popatrzyła się na chłopaka, który siedział w lekko zakłopotanej pozie. Przyglądała się tak mu i zastanawiała się nad czymś... nad tym, czy rozładować sytuację, czy też może dalej go w to ciągnąć. Przypomniała sobie jednak w jakim celu tutaj się znalazła, i to przeważyło szalę.
Biorąc pod uwagę fakt, że miał zamiar poklepać ją po ramieniu wynika, że aż tak daleko nie był. Więc... trzeba nadać tej scenie nieco więcej tempa. Wręcz rzuciła się do niego w celu... przytulenia go. Ale nie takiego zwykłego. Z racji swoich niewielkich rozmiarów ciała i jej zręczności wysoce prawdopodobnym było, że uda też objąć się go nogami w pasie.
-Dziękuję, że mi wierzysz... wszyscy tylko czekali, aż się odsłonię... Ty będziesz inny, prawda?-Szepneła mu do ucha... oczywiście, jak uda mu się go usidlić. Przy okazji trochę bardziej przysunęła swój pas biodrowy do chłopaka, by jeszcze bardziej podziałać na jego zmysły. Ba, może nawet "przypadkiem" szurnie jego krocze?
Niech się męczy. Zasłużył. Może nawet się na nią rzuci. Tym lepiej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Sob 4 Sie 2012 - 13:55

W oczach Daichi'ego błyszczała troska i zakłopotanie, zaraz jednak wszystko to zniknęło ustępując miejsca przerażeniu.
Nie mógł się spodziewać, że zostanie tak bezpardonowo zaatakowany. Ishifone skoczyła na niego i usidliła zgodnie z planem. Z ust Daich'ego wydobyło się głośne "wabhaahhh", po czym umilkł. Ishifone czuła, jak cały drży, po chwili stwierdziła również, że coś zaczęło się dziać w jego spodniach.
-Nnno przzszestań - wyjąkał wreszcie. Położył spocone dłonie na ramionach dziewczyny, próbując odciągnąć ją od siebie.
Wbrew przewidywaniom wcale nie zamierzał wykorzystać sytuacji, wprost przeciwnie. Wydawało się, że sytuacja jest dla niego wskroś niekomfortowa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Sob 4 Sie 2012 - 14:45

Wyszło bardzo ładnie. Była na tyle szybka, że udało jej się idealnie ułożyć na nim i odpowiednio przycisnąć udami oraz piersiami. A ton jej głosu? Wyborny. Szkoda tylko, że to był dzieciak. Pedofilem nie była. W ogóle... sprawy seksualne średnio ją interesowały. To już więcej podniecenia czuła grając dzisiaj w tą dziwną koszykówkę.
Jednak późniejsza reakcja chłopaka trochę ją zaskoczyła. Skubany, opierał się, aczkolwiek jego ciało ewidentnie wskazywało na to, że mu się podobało. No proszę, taki kozak na odległość, a jak przychodzi co do czego to się waha. Hipokryta jeden. Trzeba go za to ukarać, i to srogo.
Zrobiła wyjątkowo niewinną minkę. Niby się trochę z ramionami odsunęła, ale tylko po to, by mieć twarz tuż przed jego.
-Dlaczego? Jestem za ciężka? Niby ostatnio się kiepsko odżywałam...-Zamyśliła się chwilkę patrząc się... prawie cały czas, od początku rozmowy utrzymywała kontakt wzrokowy, poza momentem, w którym udawała płacz... bawiło ją to trochę. Lubiła uczyć innych... ich kosztem.
-...no dobrze. Jeżeli chcesz-Bez większych ceregieli z niego zeszła. Stanęła nad nim-Ja zawsze sądziłam, że dla mężczyzny jest miło gdy ma na sobie dziewczynę. No ale może się myliłam... tak czy owak...-Przykucnęła przed nim. Miała znowu dość obojętny wyraz twarzy... ale lepsze to niż wrogi.
-Miło mi, że się dogadaliśmy. Tylko nie mów nikomu, że tutaj byłam. Robiliby sobie żarty z nas dwojga. Pewnie chcesz już spać... więc... dobranoc-I tyle. Chyba... że on coś będzie jeszcze od niej chciał. Wtedy się zatrzyma... a jak nie...
...to wróci cichutko do siebie. Kiedyś w końcu musiała zasnąć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Sob 4 Sie 2012 - 15:19

Tym razem Daichi patrzył jej prosto w oczy. Szeroko otwarte, pełne zdumienia i niedowierzania ślepia chłopaka utkwione prosto w Ishifone. Oprócz tego jego twarz i szyja płonęły wściekłą czerwienią. Dziewczyna jeszcze nigdy nie widziała tak intensywnego rumieńca.
Gdy z niego zeszła, usiadł na macie i zamarł. Przypominał teraz posąg, niemy i nieruchomy... nie zaraz, jakiś ruch w kroczu dostrzegła i czy to... morka plama wykwitała teraz na jego spodniach od piżamy.
W każdym razie nie zareagował w żaden sposób, gdy dziewczyna wyszła. Kto wie? Może będzie trwać bez ruchu przez całą noc.
Ale teraz wróciła do swojego pokoju, ale nie była tam jedyną osobą. Natychmiast dostrzegła człowieka opartego o parapet podrzucającego coś niewielkiego
Ryouji uśmiechnął się ponuro i złapał pierścionek w dłoń.
-Ledwo co skończyłaś zabawę mną, a już znalazłaś sobie nową ofiarę? - powiedział ze spokojem. Cienie w pokoju zafalowały. - Kiedyś za to zapłacisz.
I wtedy po prostu się rozpłynął, jakby nigdy nie istniał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Sob 4 Sie 2012 - 15:45

No jaki teraz jest płochliwy i zakłopotany. Aż jej było przykro gdy się tak na niego patrzyła. No, prawie. Właściwie to wcale. Robiła mu nawet przysługę, powinien to docenić... więc, tak się na niego patrzyła przez chwilę a on na nią. Przypominał jej kogoś. Ryouji. Bleh, akurat teraz... teraz ledwo co mogła na nim usiedzieć. Na szczęście i tak planowała z niego zejść, więc... powiedziała co miała powiedzieć, jeszcze chwilę... nie no, bez żartów. Czy on naprawdę... prawie mogłaby uznać to za komplement. Gdyby nie to, że był to piętnastoletni gówniarz którego ostatnio dotknęła kobieta tuż przed wypadkiem jego rodziców. Zabawne. Ale niezbyt ją to już interesowało, żadnych planów co do tego nie miała. Przynajmniej nie teraz... po prostu wróciła sobie do swojego pokoju. Cicho. By kogoś przypadkiem nie obudziła. Doskonale wiedziała co robić, gdyby jednak jutro chcial podjąć ten temat.
A tam? Niespodzianka, Ryouji... chyba. Nie była pewna. Niby wysłuchała co miał do powiedzenia, po czym niby sobie odgarnęła łzę z oka. Niespecjalnie się przejęła tymi niespodziewanymi odwiedzinami. W końcu to już przeszłość, i to średnio interesująca.
-Wzruszające. Zaraz się rozpłaczę-Zaironizowała, po czym, tak dla pewności, sprawdziła, czy ma dalej w swoich ciuchach pierścionek. Jak miała, to znaczy, że znowu cienie się z nią bawią. Jak nie miała... zastanowi się chwile, po czym wzruszy ramionami i pójdzie spać. Była już zmęczona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Nie 5 Sie 2012 - 8:49

Pierścionek był na swoim miejscu. Jakie rozczarowanie... widmo Ryouji'ego nawet nie potrafiło odebrać swojej własności. Chociaż może wolał aby błyskotka była swoistym łącznikiem między nim a Ishifone... A najprawdopodobniej w ogóle nie miało to sensu, jako że był to zwykły miraż zbudowany przez umysł dziewczyny.
Istniało też ryzyko, że odwiedzi ją żądny zemsty Daichi aby... udusić ją poduszką, zgwałcić czy wymalować wąsy flamastrem. Ale temu smarkaczowi brakło ikry. Po prostu był za krótki na takie numery.
Tak więc pozostawało jej rzucić się w objęcia snu...

Miło nie mieć żadnych koszmarów i być budzonym przez promień słońca na twarzy. Właśnie taki początek dnia miała Ishifone. Dzisiaj kto inny musiał się męczyć z czyszczeniem włochatego dywanu więc dziewczyna mogła sobie jeszcze trochę poleżeć... No chyba, że wolała ujrzeć Sonię ze ścierką.

[pr i hp max]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Nie 5 Sie 2012 - 15:13

A jeszcze bardziej prawdopodobny był fakt, iż to cienie które dybią na jej życie na każdym kroku. Przywykła, więc jej to nie wzruszało. Będą się chwytały wszystkiego czego tylko mogą, byle tylko ją przestraszyć bądź doprowadzić do śmierci. Niech se próbują. Będą miały ciężko. Nie z nią takie numery... no, czyli mogła iść sobie spać.
Po przebudzenia nie miała jakiś konkretnych myśli. Spało jej się znośnie, chociaż komfort zwykłego łóżka był zdecydowanie lepszy niż zwykłej karimaty. Narzekać jednak nie narzekała. Zbytnio. Przynajmniej mogła się trochę polenić z rana.
Pierwsze co zrobiła to zebrała swoje rzeczy i poszurała do łazienki. Tam zamierzała umyć zęby, ciało, i przebrać się w jakieś rzeczy... raczej standardowe jak na nią, czyli byle co. Co dalej planowała? Mogła... w sumie... ciężko powiedzieć. Była głodna. W sumie wczoraj jadła tylko śniadanie... czyli nawet bardzo głodna. Dlatego z miejsca skierowała się do kuchni bez jakiegoś szczególnego zakłopotania, by tam sobie chociaż kanapkę zrobić. Przecież nie będzie PROSIĆ innych.
Co potem? Pójdzie do głównego pomieszczenia knajpy... i będzie wegetować przy którymś stoliku. W sumie mogłaby wyjść... ale było jeszcze za wcześnie. Dlaczego? Czyż to nie oczywiste? Tak oczywiste, że nie trzeba nawet tłumaczyć czy mówić o co chodzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Czw 9 Sie 2012 - 18:16

Trzeba przyznać, że odległość pomiędzy strategicznymi pomieszczeniami była tu dość spora.
Zawsze można było potraktować to jako substytut porannych ćwiczeń.
W łazience nie zastała nikogo, widać sierotki jeszcze spały. Tak więc miała cudowny komfort prywatności. Gdy zaś zawędrowała z powrotem na górę, stwierdziła, że już babrzą się tam Sonia i Kenshim. Większość dywanu była już oczyszczona co znaczyło, że musieli wstać jeszcze wcześniej niż Ishifone.
Barmana nie było, ale kuchnia była otwarta więc mogła przyrządzić sobie proste śniadanie. Miała tam chleb ciemny, razowy, tostowy. Masło, margarynę i połączenie tychże.
Z kolei na wierzch mogła położyć kilka rodzajów sera, wędlin, sałatkę bądź pomidora.
Ogółem lodówkę mieli całkiem nieźle zaopatrzoną, a już zwłaszcza w porównaniu z tą w domu Ryouji'ego.
Mogła się więc delektować posiłkiem podczas, gdy jej "koledzy" czyścili dywan. Nawet mogła się pokusić o "przypadkowe" zawadzenie o wiadro z brudną wodą, ale po tak od rana do siebie wszystkich zrażać?
Na razie było spokojnie. Vormunda nie było w zasięgu wzroku , podobnie jak Daichi'ego, który wciąż pewno jeszcze łka w poduchę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Pon 13 Sie 2012 - 10:02

Poranne ćwiczenia, też jej coś. Czym ona do diaska była, jakimś sportowcem żeby tak łazić z jednego krańca obiektu na drugi? Dobrze chociaż, że nie mieszkają na stadionie... bo i mycie się tam byłoby mocno utrudnione. Kolejna upierdliwa rzecz, prawdę powiedziawszy nie chciało jej się zbytnio. Nie wiadomo jednak kiedy jej niezaprzeczalny urok osobisty i czar może się jej przydać, więc zacisnęła zęby i pozwoliła się zmoczyć wodzie i otulić mydlinom.
To dzisiaj w programie miała Sonię i Kenshima. To została jeszcze tamta druga i... cholera wie kto. Miała wrażenie, że opuszczenie obiektu przez Aleksandra mocno zaburzyło tak zwaną równowagę w pewnych zajęciach. Nie jej problem, nie ona będzie myśleć jak to rozwiązać, resztą, akurat zjeść to ona by bardzo chciała. Musiała mieć sporo sił na nicnierobienie.
A tam niespodzianka - gdyby to był dom to nawet pokusiłaby się, że dobrze zaopatrzony. Ale jako, że to była knajpa, to fuknęła tylko lekko i machnęła sobie jedną z jakąś wędliną a drugą z serem i wróciła do głównego pomieszczenia. Mogłaby być złośliwa i narobić im kłopotu, ale byli oni najbardziej "zaawansowanymi" sierotami w tym bałaganie, więc sobie odpuściła. Zamiast tego... leniuchowała póki mogła. Miała ostatnie dni naprawdę pełne wrażeń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Wto 14 Sie 2012 - 17:33

Zajadając kanapki Ishifone mogła podziwiać pracę kolegów. Sonia z zaciętym wyrazem twarzy szorowała energicznie włochaty dywan. Zapewne chciała mieć nieprzyjemny obowiązek już za sobą.
Kenshim natomiast wyznawał chyba inną szkołę. Bez pośpiechu operował szmatką, powoli i dokładnie. Czasem przystawał na moment wyszukując śladu brudu. Jeśli taki dojrzał spokojnie brał się za jego usuwanie.
Oczywiście Sonia skończyła szybciej. Z niezbyt tęgą miną dziewczyna udała się do łazienki.
Wróciła w tym samym momencie, kiedy z góry zeszła Ami. Dziewczyny znikły w kuchni, aby przygotować sobie posiłek.
W międzyczasie do środka zawitał barman, przynosząc ze sobą trochę błota i śniegu, za które Kenshim zaraz się zabrał.
Tymczasem mężczyzna zdjął czapkę i szalik, odwiesił płaszcz.
-Vormund jest zajęły gdzieś indziej - oznajmił chrapliwym głosem. - Macie się sami sobą zająć.
-Oho! Dobry dzień na zakupy - oznajmiła Sonia, niosąca talerz zapełniony kanapkami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Wto 14 Sie 2012 - 22:37

Trochę się przyglądała, ale głównie to siedziała bezmyślnie wpatrując się w sufit. Co jakiś czas przez jej głowę przemykały różne myśli, kompletnie wyrwane z kontekstu. Kolor jej majtek jej nie pasował, ale mogła to przeżyć bo nikt ich nie oglądał. Ile pudru zużywa Vormund na zabielenie sobie twarzy. Ciekawe, jakby wyglądała w nowych szpilkach... innymi słowy, kompletne pierdoły, które powoli wprowadzały ją w coś rodzaju transu. Na sen była zbyt wyspana, a na pracę zbyt rozleniwiona. Najprawdopodobniej gdyby ktoś wszedł do jej umysłu nie wyciągnąłby nic ciekawego... niczego by nie wyciągnął.
Sonia skończyła, suka. Mogłaby jeszcze trochę pocierpieć, na pewno te mydliny świetnie by zrobiły na jej dłonie. Zamiast tego Kenshim dalej męczył się ze swoją połówką, jakby skarbu szukał albo coś. Naprawdę, nie lepiej byłoby mieć to jak najszybciej z głowy?
Przyszła Ami. Natomiast po tym chłopaczku nie było nawet śladu. Czyżby dalej siedział w tej durnej pozycji? Nie zdziwiłoby go to, w końcu to taki przymuł...
Aż to wpadł barman z wiadomością, że dzisiaj Vormunda nie będzie, a przynajmniej nie w najbliższym czasie. Fajnie, przynajmniej przez jakiś czas nie będzie musiała oglądać tego dziada. Tylko... czy miała jakieś plany? Na wychodzenie było na razie troszeczkę za wcześnie, w końcu sprawa z Ryoujim była jeszcze świeża, więc...
...wstała. Przeciągnęła się trochę, rozejrzała jakby nigdy nic... znudziło jej się nudzenie. Ale nie wiedziała co ze sobą zrobić. A to kurwa peszek.
-Kup mi szampon. I paste do zębów. Oddam Ci-Mruknęła odchodząc od stolików. Nie wiedziała co miała ze sobą zrobić. Na nic nie miała ochoty, ale też nie chciało jej się już opieprzać. Więc...
-Tamten jeszcze nie wstał?-Zapytała jeszcze ze średnim zainteresowaniem... że też ona narzeka na brak zajęć-Nie ma on czegoś tutaj do zrobienia?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Sro 15 Sie 2012 - 14:53

-Okej! A ty coś chcesz? - Jasnowłosa zwróciła się do Ami. Ta pokręciła jedynie głową nie podejmując się trudu skonstruowania bardziej rozbudowanej odpowiedzi.
- Pójdę z tobą. - Niespodziewanie włączył się Kenshim. - Też muszę zrobić małe zakupy.
-Świetnie! Będę miała kogoś do noszenia moich tobołków! - Szczęśliwa Sonia aż klasnęła.
- A Daichi... - podjęła następnie. - Obibok wykorzystuje nieobecność Vormunda. Chyba zgotuję mu pobudkę. Sonia pobiegła schodami na górę. W międzyczasie Kenshim skończył czyścić dywan. Odniósł wiadro do kuchni, po czym udał się za scenę. Jeszcze nie powrócił, gdy usłyszeli szybkie kroki na schodach.
-Daichi zniknął! - zakomunikowała lekko podenerwowana Sonia. - I jego rzeczy zniknęły.
-Nie ma go w pokoju, a już myszkujesz mu po szafach? - Skomentowała znudzona Ami wpatrująca się w barek, na którym rzędem stały różnokolorowe butelki mniej lub bardziej egzotycznych trunków. - Może schował się w łazience? Albo coś...
-Tam go nie ma - ukrócił domysły Kenshim, wynurzając się zza kurtyny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Sro 15 Sie 2012 - 17:24

Kenshim się wychylił z czymś. Niesamowite, zrobi wpis do swojego dzienniczka zdarzeń paranormalnych. Chyba nawet ktoś taki jak on od czasu do czasu musi sobie kupić jakieś rzeczy... na przykład... albo... no, i to chyba wszystko. Brak osobowości w każdym calu. Ta akcja z jego rodzicami rozszarpanymi przez tamte co sie aż tak go dotknęła? Jej by to specjalnie różnicy nie zrobiło... mięczak. Przynajmniej Sonia będzie zadowolona, bo będzie miała swojego osobistego tragarza... miała ochotę powiedzieć by uważał na jej szampon, ale spasowała. Zbyt głupio by to brzmiało i w ogóle... a na razie Sonia zamierzała zrobić Daichi'emu pobudkę. Jakie to urocze, chyba się popłacze... no nic. W takim razie poczeka. Była trochę ciekawa jego nastroju po dzisiejszej nocy. Ostatnio jak go widziała to wyglądał jakby duch z niego uleciał.
Nie doczekała się jednak tego. Zamiast tego Sonia oznajmiła, że Daichi zniknął razem ze swoimi rzeczami. Musiała przyznać, lekko drgnęła gdy o tym usłyszała, a serduszko szybciej zabiło. Jej plan ewentualnego upokorzenia go właśnie się spieprzył. W dodatku, o ile oczywiście pomyśli, miał jedną ważną informację która mogła ją uwalić, i nawet wymyślona wymówka która jeszcze bardziej miała go ośmieszyć może jej nie pomóc, zwłaszcza, jeżeli rozumuje poprawnie.
-Tak. Na pewno przeprowadził się do kibla-Mruknęła patrząc się w sufit. Brzmiała la lekko zirytowaną... ba, nawet ostatecznie popatrzyła się na zgromadzonych.
-Pewnie stąd spieprzył, a Vormund go szuka. Może się mylę... a może nie. Niedługo się dowiemy... hmm?-Była lekko zdenerwowana, ale dopiero pod koniec dała po sobie nieco poznać. Wyciągnęła swój portfel, i przypatrzyła się jakby coś sprawdzała. Wyciągnęła swój dowód osobisty... przypatrzyła się mu, ale nic nie robiła. Czas odegrać scenkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Czw 16 Sie 2012 - 13:44

-Vormund ma ważniejsze sprawy na głowie niż szukanie niemądrych dzieci - mruknął barman, który już umościł się za barem. Wyjął gazetę, z której patrzyło na nich zdjęcie tłustego polityka skazanego za korupcję.
-Może stwierdził, że to nie dla niego? Radził sobie najgorzej z nas... - rozważała Sonia.
-I niby gdzie mógł pójść... Wróci, jak zgłodnieje - zaoponowała Ami.
Całe to towarzystwo wydawało się niezbyt przejmować faktem, że zaginął ich kolega.
Również na Ishifone bawiącą się swoim dowodem nikt nie zwrócił uwagi.
Kenshim usiadł na scenie i wbił wzrok w kolana. Ami ruszyła się i zniknęła za kurtyną. Natomiast Sonia stała wpatrzona w przestrzeń. Po chwili wzruszyła ramionami.
-To co, Ken... Idziesz? Może przy okazji zakupów uda nam się gnoma odnaleźć.
Kenshim skinął nieznacznie głową i wstał.
-Tak... najpewniej tak będzie najlepiej - powiedział bardziej do siebie niż do nich.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Pią 17 Sie 2012 - 0:25

No i w pizdu, i cały misterny plan również w pizdu. To w sumie dobrze, nie musiała się specjalnie męczyć, acz może komuś scenka jakoś wpadnie w oko i nada jej to nieco wiarygodności. Ewentualnie będzie musiała się, cholera jasna, tłumaczyć, jak tamten nie wróci. I w sumie dobrze, będzie miała inicjatywę. Na razie jednak nie zamierzała się kompletnie niczym interesować czy przejmować. Na komentarz barmana nie odpowiedziała. Sonia cały czas truła dupę, jakby niby jej zależało na tym gnojku, a sama podobno niezłe jaja sobie z niego robiła. Cwaniara, zakłamana suka. Jeszcze parę epitetów w myślach na nią znalazła, ale nie ma sensu ich przytaczać gdyż były jeszcze mniej cenzuralne niż poprzednie, a naprawdę niewiele wniosły by do ogólnego obrazu mniemania Ishifone o Sonii... tak czy owak, każdy miał zamiar zająć się sobą... i w sumie... jej też by się to przydało. Miała poniekąd dosyć po tym lekko pobudzającym wydarzeniu ślęczenia i patrzenia się w sufit... miała nie wychodzić. Odwidziało jej się, ale musiała ubrać się trochę inaczej. Tak czy owak... wróciła do siebie. Zmieniła ubrania na jakie długie, w miarę ciepłe spodnie i kurtkę z kapturem... na pewno jakąś miała, kaptur zmniejszał prawdopodobieństwo identyfikacji przy kradzieży, a jego duże kieszenie świetnie chowały w sobie różne fanty... czemu to zakładała? By w razie czego ktoś jej nie poznał... tak czy owak, ubrana w miarę ciepło wyszła z klubu. Jaki miała cel?
Świątynia jej matki oczywiście. Wyjątkowo chciała się czegoś dowiedzieć od swoich kochanych rodziców.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Sob 18 Sie 2012 - 17:18

Nikt nie robił Ishifone problemów. Mogła ubrać się w coś ciepłego i wyjść na dwór ku świątyni swojej matki. Czekała ją długa droga w śniegu i błocie...

http://bleach.iowoi.org/t1776-witynia-shinto
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Pią 7 Wrz 2012 - 11:05

Bramkarz podbiegł do nich, gdy tylko znaleźli się w polu widzenia. Nadzwyczaj delikatnie wziął Ishifone w ramiona i szybko zaniósł ją do klubu.
Kenshim dreptał tuż za nimi.
Gdy wparowali do ciepłego pomieszczenia od razu powitał ich barman.
-Co wy znowu wymyśliliście! - rzucił opryskliwie, wychodząc zza baru.
-Hollow - wyjaśnił Daichi.
-Widzę, nie jestem ślepy - syknął barman - Za scenę z nią, szybko!
Bramkarz usłużnie zaniósł dziewczynę za kotarę, gdzie barman już zrzucał stosy książek z kanapy okrytej włochatym czerwonym kocem.
Ishifone została położona na tym śmierdzącym naftaliną meblu. Teraz barman przystąpił do dzieła i zaczął lustrować obrażenia dziewczyny.
-Co z tą drugą? - zapytał nie przerywając przeglądu dziewczyny.
-Ruszyła za hollowem, Daichi tam był. - poinformował stojący z boku Kenshim.
-Gdzie to się stało?
-W parku.
Barman odwrócił się i skinął głową na bramkarza, który natychmiast wybiegł z pomieszczenia.
-Może... - zaczął Kenshim, ale barman zbył go machnięciem ręki.
-Poradzi sobie. Teraz... nie wygląda to źle. Niezły opatrunek. - Kenshim nie odpowiedział na pochwałę.
Teraz barman uniósł dłonie nad ranną nogą. Z jego palców zaczęło spływać zielone światło, niosąc ukojenie zranionej kończynie. Ishifone zauważyła, że srebrny pierścień na palcu mężczyzny płonął teraz niczym żywe złoto.
Trwało to kilka minut, po których nie było śladu po szponach gargulca. Barman odetchnął ciężej po czym zajął się ramieniem dziewczyny.
-Dobrze, że ta wydzielina tamuje krwawienie - mruknął pod nosem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Pią 7 Wrz 2012 - 12:14

Leźli, leźli, i ludzie się na nich gapili. Niech się lepiej zajmą sobą jak nie potrafią pomóc... banda kmiotów... gdyby tylko nie czuła się tak osłabiona i jakby jej noga nie była w tak przykrym stanie to... olała by ich. I oni ją. Miesza jej się wszystko w głowie... ciężko myśli... po głowie pałętało jej się tylko parę myśli. Noga. Włosy. Idiota. Glut. Śmierć. Zimno... nawet nie miała siły się do tego wszystkiego ustosunkować. Po prostu się człapała opierając o Kenichiego, nie zastanawiając się nawet jak to może wyglądać. Nawet nie wpadła na to, że Ryouji może skądś zasłyszeć o tym wszystkim i złożyć jej wizytę. Podobno mu na niej zależało... zależało mu na tym, by mieć żonę. I dzieci. By być szanowanym prawnikiem... wykorzystywał ją. Ale ona się nie dała. Stanie na własnych nogach... jak tylko jedna z nich przestanie ją tak boleć.
Doleźli jakoś do klubu, gdzie od razu przejął ją bramkarz. Jakby była w lepszej formie... to przede wszystkim nie musiałby ją zanosić do środka. Oszczędzono by jej też komentarzy barmana na jej temat. W ogóle nie musiała by być w centrum tego cholernego kółeczka. Nie musiałaby wąchać tej cholernej kanapy która jechała naftaliną na parę metrów... i leżeć i być zdaną na łaskę innych... w sumie... wszystko jej jedno. Tak bardzo, że jak tylko o tym wszystkim myślała to zbierało jej się na wymioty. Tak mocno ją w środku skręcało z... frustracji. Nie osiągnęła tego czego chciała. Jeszcze się dostało i pewnie dostanie. Żeby ktoś kobietę w jej wieku pouczał...
Jej bystry wzrok zauważył, że gdy barman odprawiał swoje czary jego pierścień na palcu błyszczał się złotym blaskiem. Może to taka sama biżuteria jak jej krzyżyk? Może. To są różne kształty? I tak się nie dowie. Nie teraz... przynajmniej nie miała już ślicznych śladów na nodze. Acz dalej pozostawała sprawa jej ręki.
-Mam tego jeszcze trochę na głowie-Zwróciła uwagę mając nadzieje, że po prostu jej nie ogolą łba. Czuła się niby trochę lepiej. Nie bolało ją tak. Jednak z ewentualnymi relacjami wolała poczekać, aż wrócą. Woli mieć kontrolę nad tym co się dzieje, niż powiedzieć o jedno słowo za dużo i potem dostać po łbie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Wto 11 Wrz 2012 - 9:28

-Po za tym, że śmierdzi nie wydaje się stanowić zagrożenia - odparł barman, po czym zajął się szramami na ramieniu, po których po dwóch minutach pozostały tylko zaczerwienienia na skórze.
Barman wstał i jeszcze przez chwilę oceniał efekty swojej pracy, która trzeba przyznać robiła wrażenie. Zwłaszcza robota wykonana przy nodze godna była pochwały, szpony hollowa zrobiły tam niezłą miazgę, a teraz kończyna wyglądała na nietkniętą. Widać nie trzymali tu gościa tylko dla jego umiejętności podawania drinków. Zresztą to iż nie przyjmowano tu przypadkowych ludzi nie powinno dziwić.
Mężczyzna mruknął cicho, najwyraźniej zadowolony ze swojej roboty.
-Przykro mi, mała. Ale w tej sytuacji nie wystawię ci zwolnienia z pracy - powiedział takim tonem, jakby uzdrowił ją tylko dlatego, aby mieć zdrowego pracownika zdatnego do czarnej roboty.
-Co teraz? - zapytał Kenshim.
Szpakowaty mężczyzna podrapał się po politycy.
- Poczekamy aż Bruno wróci tu z waszymi koleżkami, oczywiście jeśli ci nie dali się wcześniej zatłuc - powiedział krzywiąc się nieprzyjemnie. - Ehh... że też właśnie kiedy Vormunda niema muszą zdarzać się takie wypadki. Pomyślałby ktoś, że sama jego obecność tutaj odpędza zły los. Chodzący amulet szczęścia... gdyby tu był na pewno nie zbiłbym dziś tej pieprzonej szklanki.
Barman pokręcił gniewnie głową, dając do zrozumienia co myśli o rozbitych szklankach.
A Ishifone? Cóż, nic jej właściwie już nie bolało. Tylko ta szara maź we włosach nie wyglądała zbyt estetycznie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Pią 21 Wrz 2012 - 12:47

Nosz ty cholerny... tak, na pewno ich zawszeni klienci będą zachwyceni gdy coś będzie im śmierdziało tuż pod ich nosem i prosiło o złożenie zamówienia. Niech chociaż trochę zaczną myśleć, prosi o zbyt wiele? Tak czy owak, leczenie jej ręki nie zajęło zbyt długo. Popatrzyła się na swoje ramię i na swoją nogę... prawie nie było śladu, chociaż utrata krwi i szok pourazowy robiły swoje. A co do jej główki, pewnie odpowiedziałby tylko "twój problem" i kazał się jej z tym samej męczyć. Tacy jak on delikatność i takt mają głęboko gdzieś... następnych komentarzy barmana nie skomentowała, szczerze powiedziawszy też nie interesowało ją to co miał do powiedzenia. Śmiertelny ból i ryzyko utracenia nogi przeszło... teraz trzeba było zaradzić włosom. W sumie, to jest ślina. Stwardniała ślina. Może jak potraktuje ją wodą to będzie można ją usunąć?
-Umyję się-Mruknęła tylko, i ostrożnie stanęła na swoich nogach... no tak, szamponu oczywiście nie miała. Sonia podobno kupiła. Przynajmniej taki był plan. A włamywać do pokoju to raczej nie zamierzała. Więc... poszła do łazienki. Tam rozebrała się i weszła pod prysznic, by tam pozwolić się spryskać wodzie. W szczególności skupiła się na tym, by w jakiś sposób usunąć kamień z jej włosów... będzie to obrzydliwe jeżeli to zadziała, ale przynajmniej będzie mogła to dziadostwo usunąć. Co najwyżej zatka odpływ. Nie jej problem, zwróciła uwagę na to, a że nikt jej nie pomógł to poradzi sobie sama. W najgorszym razie zacznie stukać głową w ścianę w nadziei, że to dziadostwo się w pewnym momencie roztrzaska. Kij z tym, że w obecnym stanie jest to twardsze od jej czaszki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Sob 22 Wrz 2012 - 17:45

Nikt z obecnych nie wygłosił sprzeciwu aby dziewczyna zadbała o swoją higienę.
Noga była trochę odrętwiała, ale mogła chodzić bez większego trudu. Trzeba było tylko uważać na lekkie zawroty głowy, które kilkakrotnie nawiedziły ją podczas podróży do łazienki.
No i jeszcze czuła zmęczenie równe kilku meczów koszykówki quincy. Ciało było ciężkie i znużone, ale przecież trzeba było zrobić porządek z tą breją.
Rozebrana weszła pod prysznic, gdzie jej obawy rozwiały się dość szybko. Stwardniały glut dosyć szybko skapitulował przed strumieniem gorącej wody. Oczywiście dziewczyna musiała spędzić kilka nieprzyjemnych minut na dokładnym oczyszczeniu włosów z każdej drobinki paskudztwa.
Ostateczny efekt był jednak wielce zadowalający, jej włosy znowu były piękne i błyszczące.
I chyba nawet odpływ miał się dobrze...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Nie 23 Wrz 2012 - 11:35

Była... słaba. Bardzo słaba. Parę razy prawie by upadła na podłogę, tak jej się kręciło w głowie... chociaż obiektywnie rzecz ujmując nie były przecież tak takie silne. Te doznania jednak dla niej były nowością, z którymi nie do końca sobie radziła. W dodatku jej noga, chociaż sprawna, była odrętwiała... nie wiedziała czy to był efekt terapii czy raczej tego, że nie poruszała specjalnie ostatnio nogą. Może ukrwienie powoli wracało, może potrzebuje trochę czasu... tak czy owak, poruszała się ostrożnie. Wolałaby, żeby jej nóżka nagle z niewiadomych przyczyn nie pękła. Nie zdziwiłaby się.
Udało się jednak jej dotrzeć do łazienki, rozebrać, i wleźć pod natryski. Ku jej zaskoczeniu tym razem wszystko szło zgodnie z planem - gorąca woda rozpuszczała glut. Teraz by nie dotarło to dziadostwo do oczu... ile z tym roboty. Cholerny stwór, niech go piekło pochłonie. A Daichi ma przeżyć. Tamta też. Wszyscy cholera jasna mają przeżyć, bo będzie mieć kłopoty, a tego jeszcze by jej brakowało... od kiedy w sumie ona się czymś takim przejmuje? Gah... dlaczego w ogóle się przejmuje? Przecież tylko o mało co nie zginęła. Znowu. To nie jest tak, że jest słabą cipą, która nie może sobie poradzić sama. Nie jest przecież wcale zależna od innych, doskonale sobie daje radę, prawda? Robi to co chce i jak chce... jest przecież wyjątkowa... wyjątkowa...
Dziewczyna po umyciu włosów oparła się plecami o ścianę. Oddychała ciężko. Wydarzenia poprzednich dni uderzyły w nią teraz jak młot. Podjęła różne decyzję. Zmieniła diametralnie swoje życie. Zamieniła jedno, spokojne i pewne, na drugie, pełne niebezpieczeństw i tajemnic. Kto powiedział, że coś takiego nie stanie się znowu? Może... może to podstęp? Może oni specjalnie to robią, by ją wyeliminować? Teraz zgrywają takich miłych i w ogóle, a tak naprawdę cały czas dybią na jej życie! Ale... mogli to zrobić wcześniej, to nie ma sensu... te potwory. Tak! Chcą nakarmić nią tymi potworami! Ale... Aleksander...
Złapała się za głowę, wydała z siebie urwany jęk. Nie wiedziała co zrobić. Woda spływała na jej ciało, a ona gubiła się w swoich myślach. Podejmowała jeden temat, wyciągała wnioski, by potem od razu przechodzić do kolejnego by potwierdzić je, a potem zanegować. Jakby wszystkie emocje których nie przejawiała przez te lata nagle sobie o niej przypomniały. Może w końcu zdała sobie sprawę z tego, jaką jest osobą?
...nie, bardziej to była kwestia, że nawet dla takiej osoby jak ona tak bliskie spotkanie ze śmiercią mogło spowodować u niej szok, zwłaszcza, gdy za się z tego sprawę. No i... jest chora. Poważnie. Napady paniki i depresji kiedyś w końcu musiały nastąpić. Znowu.
-Nie dam się... nie dam się nikomu stłamsić. Zabić. Wykorzystać... nie. Nie. Nie. Nienienienienienienie!-Podnosiła swój głos. Wpiła swoje palce w czaszkę, jakby chciała wyrwać wszystkie te myśli z jej głowy... i nagle wyciągnęła rękę do kurka. Zakręciła wodę. Dalej była wewnętrznie roztrzęsiona... ale względna przytomność umysłu wróciła. Nie miała ręcznika. Więc poszła do swoich ubrań i wytarła się bluzą. Glut został rozwalony kiedy był twardy, więc nie powinno być problemu... no chyba, że śmierdział, co sprawdziła na początku, wtedy po prostu się trochę otrzepie z wody i poszuka czegoś,w co mogłaby się wytrzeć, choćby miał być to papier toaletowy bądź ręczniki jednorazowe. Potem... ubierze się w to co nie było mokre, i pójdzie do siebie... by się położyć... po co... nie wiedziała. Wyłączyła się po drodze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Pon 24 Wrz 2012 - 13:22

Włosy Ishifone już nie śmierdziały, jednak bardziej interesujący był fakt, że podobna sprawa miała się z bluzką. Zupełnie jakby zapach gluta nie przenosił się na inne rzeczy, co tylko podkreślały jego nadnaturalne pochodzenie.
Niestety o ile ubiór miał się dobrze to z samą Ishifone było już znacznie gorzej. Miało prawo czuć się paskudnie. Spotkała się z potworem rodem z koszmarów sennych, który poranił ją paskudnie omal nie zabijając. Nie można było wykluczyć iż Daichi nie miał jej szczęścia, a co z Sonią?
Najgorsze jednak za zaczęła się martwić o kogoś więcej niż samą siebie. Przecież to nie było w jej stylu. Najważniejsza zawsze była ona sama, kogo obchodzili inni mało warci ludzie?
Cienie wokół niej falowały. Zdawały się tańczyć z uciechy spowodowanej nieszczęściem dziewczyny.
Jednak nie robiły nic ponadto. Nie szeptały, nie tworzyły nieprzyjemnych widm, po prostu ruszały się rytmicznie, jakby do muzyki, której ona nie słyszała.

Wytarła się bluzką, po czym ubrała w suche rzeczy. Teraz byle dojść do sypialni.
Po drodze nie spotkała nikogo. Może również udali się na spoczynek, albo też pobiegli pomóc tamtym? Wszechobecna cisza była irytująca.
Jakoś udało jej się doczłapać do pokoju, gdzie mogła się położyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Pon 24 Wrz 2012 - 13:46

Oberwała... mocno. Ciężko się jej myślało, chodziło, i ogólnie funkcjonowało. To wszystko, nawet jeśli już niby była sprawna i połatana, musiało mocno nadwyrężyć jej... organizm, tak? Będzie musiała uważać, by się nie poślizgnąć albo nie potknąć się na schodach, bo miała wrażenie, że rozpadnie się na wszystkie członki jeśli to zrobi. Bezwładna... słaba. Właściwie bezbronna. Jakby ktoś chciał, to mógłby ją teraz przyszpilić do ziemi i zrobić co by z nią chciał, i tak nie byłaby w stanie nic z tym zrobić... i jeszcze te tańczące pokraki. Nic nie mówiła, bo tylko by to je jeszcze bardziej rozochociło. Głupie kukły... i czy jej się wydawało, czy wyraziła nadzieję, że tamci jednak wrócą bez uszczerbku na zdrowiu? A, dlatego, bo pewnie ona miałaby problemy... chociaż... jakby tamten gnojek zdechł, to nie byłoby niebezpieczeństwa, że powie za dużo. Więc... w sumie to nie byłoby takie złe. Gorzej, jak zginie tamta zagraniczna gówniara. Wolałaby nie mieć na karku Aleksandra.
Tak czy owak, w końcu ubrana i w miarę sucha wyszła z pokoju. Nie było tutaj nikogo... dziwne. Tak trochę. Może już wrócili? Może gdzieś polecieli? Może dali sobie spokój? Nieistotne, trzeba było iść do pokoju... i dotarła. Nawet się po drodze nie zabiła. Tam powiesiła swoją morką bluzę na krześle, i położyła się na materacu/futonie. Nie była w stanie myśleć o niczym konkretnym, więc szansa, iż zaśnie była spora... może wtedy przestanie się tak źle czuć...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Wto 25 Wrz 2012 - 14:10

Ishifone spoczęła wśród ciszy. Wyjątkowo nikt jej nie nachodził i nie zaburzał spokoju.
Została zostawiona sama z ponurymi myślami, które nijak nie chciały dać się wypędzić z umysłu dziewczyny.
Czy jej "przyjaciele" są jeszcze w jednym kawałku? A jeżeli nie, to czy odbije się to na niej jakoś negatywnie? W sumie co było w jej mocy zrobiła, a jeśli Daichi będzie wąchać kwiatki od spodu to nikt nie dowie się o powodzie jego ucieczki. No chyba, że tutejsi potrafią czytać w myślach.
Przynajmniej nic za bardzo jej nie bolało, była tylko zmęczona. Tak strasznie zmęczona, a mimo to nie mogła zasnąć. Coś nie pozwalało jej odpłynąć w błogą nieświadomość.
Minuty dłużyły się, a ona wciąż leżała na swojej macie. Z korytarza nie dobiegały ją żadne dźwięki, można by sądzić, że została tu sama. W końcu jednak doszedł ją odgłos kroków na schodach. Cichy i jakby przytłumiony, pozostał taki aż do chwili, gdy "ktoś" stanął przed jej drzwiami.
Delikatne pukanie, a potem dźwięk miękko otwierających się drzwi, w których ukazała się głowa Kenshima.
-Można? - zapytał ponuro, po czym wślizgnął się do pokoju nie czekając na odpowiedź. Stanął nad posłaniem dziewczyny.
Chłopak był przeraźliwie blady. Ishifone zauważyła, że drgają mu dłonie.
-Bruno ich znalazł... - powiedział łamiącym się głosem. -
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Wto 25 Wrz 2012 - 20:30

Leżała i... leżała. Niezbyt optymistyczne myśli same przychodziły jej do głowy, burząc jej nastrój i uniemożliwiając zaśnięcie i zregenerowanie sił. Przeżyli? Nie przeżyli? Tamta była bardziej doświadczone od niej, a mimo wszystko Ishifone trochę wytrwała, więc... powinna sobie poradzić. Ewentualnie tamtej gnojek zdechnie, chyba, że tamta jakoś go zasłoni albo wykaże się skrajnym brakiem inteligencji. Jeżeli nie zginęli... to może nic się nie wyda. Tamten będzie trzymał gębę na kłódkę, i wszystko wróci do ich starej, cholernej normy. Jeżeli nie przeżyją... tym lepiej. Chyba, że mają tutaj kamery monitorujące każdy ich ruch. Wtedy... wszyscy się wkurzą. Ale dla niej skończyłoby się to niezbyt przyjemnie. Ciekawe, jakby zareagował Vormund, czy dalej byłby tak skory do tych swoich poetyckich bredni, czy może w końcu zacząłby gadać na poważnie. CIEKAWE? Aż tak ją irytował, że nawet zaczęła się nim przejmować?! Musi się uspokoić... nic dobrego nie przyjdzie z nadmiernego ekscytowania się... spokojnie... tak... spokojnie...
...z tego całego spokoju usłyszała, jak ktoś skradał się pod jej drzwiami. Powoli podszedł do jej drzwi, zapukał... miała nadzieje, że sobie pójdzie. Ale nie, ktoś wlazł. I to Kenshim. Podobno ktoś tutaj dbał o prywatność innych, co? Poza krótkim pukaniem i pytaniem które pełniło funkcję jedynie grzecznościową... właściwie przeczył sobie. Zirytowało ją to.
"Przede wszystkim. Myślisz, że mnie to obchodzi? Cholerny dzieciak wyleciał stąd i spieprzył gdy tylko chciałam uratować jego żałosny tyłek, narażając mnie na śmierć i reflektując się dopiero wtedy, gdy nie byłam w stanie walczyć. A Sonia zawsze mnie irytowała. Sucz"
Chciała to powiedzieć... ale nie miała siły ani ochoty na tak długie wypowiedzi.
-Co się mażesz? Znalazł ich, czy ich szczątki? Zachowuj się jak pier@#$% mężczyzna-Nawet nie była w stanie utrzymać swojego standardowego wyrazu twarzy. Sama była rozbita, acz objawiało się to zupełnie inaczej.
-Więc? Żyją, czy nie żyją? Gadaj. Co z Twoim "co dobrego może przyjść z nadmiernego emocjonowania"?-Na przekór, popatrzyła się mu prosto w oczy. Chciała go zgnieść. Dobić. Podeptać jego dumę. Cokolwiek doprowadziło go do tego stanu, to chciała to pogłębić. Niech ginie. Nagle go znienawidziła. Najchętniej sama by go udusiła... co z tego, że niedawno uratował jej życie. To przeszłość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Sro 26 Wrz 2012 - 10:30

Kenshim utracił gdzieś swoją chłodną pewność siebie, co sprawiało iż wydawał się być zupełnie inną osobą. Gdy Ishifone na niego naskoczyła wcale nie zmienił swojej postawy.
Spojrzał na nią z żalem, jakby nie do końca rozumiejąc dlaczego go atakowała.
-Tam było ich więcej, całe stado - wyszeptał głucho, wbijając rozedrgane spojrzenie w oczy Ishifone. - Nie mieli najmniejszych szans... Sonia może z tego wyjdzie, chociaż zapewne nigdy nie odzyska pełni sprawności, a Daichi... dla niego pomoc przybyła za późno, hollowy pożarły go żywcem. - Kenshim podszedł chwiejnie do krzesła i usiadł na nim. Zasłonił twarz dłońmi.
- Głupiec... gdyby tylko nie uciekł.
Z głośnym westchnięciem chłopak położył dłonie na kolanach i wychylił się w stronę Ishifone.
-Chociaż tobie nic się nie stało... chociaż, gdy Vormund wróci nie będę ci zazdrościł. Barman przejrzał taśmy... tutaj nic przed nimi się nie ukryje. - Kenshim popatrzył na dziewczynę z wyrzutem. - Dlaczego to zrobiłaś? Mogłaś go nie lubić, ale żeby zrobić coś takiego? Teraz Daichi nie żyje a Sonia walczy aby nie pójść w jego ślady i doszło do tego tylko przez twoją złośliwość. Dlaczego?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Sro 26 Wrz 2012 - 11:29

Tępy gnojek. Pozorant cholerny. A już prawie mu uwierzyła, że faktycznie myśli rozsądnie i nie ponoszą go emocje... a tutaj co? Niemalże płacze nad jakimiś innymi dzieciakami, cały roztrzęsiony... ok, ją tez poniosło w łazience, ale hej, prawie sama przypłaciła życiem za swoją dobrotliwość względem tego idioty. Nawet najsilniejsi mieliby wtedy prawo być nieco wstrząśnięci, prawda? Biologiczne sprawy i inne takie...
...tak czy owak, słuchała go. Dzieciak został zeżarty żywcem, a tamta blondyna walczy o życie. Nienajgorzej, przynajmniej tamten nie będzie w stanie zeznawać przeciw niej, będzie można na niego zrzucić. A tamta... nie obchodziło ją to zbytnio. Żyje, będzie mogła potem wykonywać część roboty przeznaczonej dla niej. Więc wszy...
...nosz cholera, wykrakała. Przede wszystkim, na spokojnie, nie zmieniać mimiki... przewidziała to. Nie było problemu. Z Vormundem może być gorzej, owszem... ale z tym? Dziecinna zabawa.
-Złośliwość-Powtórzyła patrząc się mu prosto w oczy. Po chwili podniosła się do pozycji siedzącej. Wyraz twarzy miała na pograniczu obojętności i złości. Twarz niby spokojna, ale delikatnymi gestami dawała znać, że jej "oczy" się zirytowały. Nieskładnie... ale jakoś tak.
-Nie znam się na dzieciakach, ale nawet głupi mógłby stwierdzić, że jeżeli facet chce sam wiesz co, to o ile nie jest związany nie powinien od tego stronić. Po przemyśleniu sprawy zrobiło mi się głupio, więc chciałam się zrehabilitować. To, że on to zrozumiał inaczej niż chciałam to już nie moja wina. Gdybym chciała go pogrążyć, nie robiłabym z siebie wtedy idiotki i nie mówiłabym szczerze... choćby o moim wieku. Chcesz może zobaczyć mój dowód?-Zapytała podnosząc się i szukając w kurtce swojego portfela.
-Chciałam się zrehabilitować na swój sposób, a że on to wziął za próbę ośmieszenia go to już nie moja wina. Bardziej Sonii, która wcześniej próbowała takich rzeczy. Ja go do głupich ucieczek nie zmuszałam. Sami sobie są winni
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Sro 26 Wrz 2012 - 11:57

-Nawet nie potrafisz przyznać się do winy - stwierdził chłodno Kenshim po wysłuchaniu wywodu dziewczyny. - Przyglądałem ci się uważnie i choć nie trwało to długo to mogę już wyciągnąć pewne wnioski...
Kenshim przyglądał się spokojnie z krzesła, jak Ishifone grzebie w swojej kurtce. W końcu wydobyła z niej portfel, w którym w jednej z zagródek ukrywał się dowód dziewczyny okraszony jej pięknym zdjęciem.
Zanim zdążyła się odwrócić, poczuła uścisk na przegubie. W jakiś sposób Kenshim zbliżył się do niej bezgłośnie, odwrócił ją do siebie i teraz świdrował biedaczkę nieprzyjemnym spojrzeniem.
- Doszedłem do wniosku, że nie jesteś dobrą osobą... Vormund sprowadza tu różne osoby, ale uważam, że w niektórych przypadkach jest zbyt lekkomyślny. Weźmy ciebie na przykład... Cyniczna i złośliwa, kłamliwa i egoistyczna. Nie minęło dużo czasu aż doprowadziłaś do czyjejś śmierci... Kto wie jaki będzie ostateczny rezultat twojej tu obecności?
Kenshim wzmocnił uścisk sprawiając jej tym ból. Górował teraz nad nią niczym ponury posąg o złowrogim spojrzeniu. Był spokojny, ale ten spokój krył za sobą poważną groźbę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Sponsored content




PisanieTemat: Re: November eleven   Today at 16:14

Powrót do góry Go down
 
November eleven
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 17Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 11 ... 17  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Świat :: Ziemia :: Karakura :: Centrum-
Skocz do:  
Free forum | © phpBB | Free forum support | Kontakt z | Report an abuse | Free blog