IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Nabór na stanowiska Mistrzów Gry! Rekrutacja na GG: 2785425!
Pomoc dla nowych graczy

Lista aktywnych Mistrzów Gry:
Kamys 5/3 | Izdurbal Tenshi - 3/4 | Kuchiki Kyosuke - 6/3
CZaras – 2/3 | Shadow - 1/1 | Kaz- 1/1 | Kovacs - 0/1 |
Watanabe no Tsuna
- 2/3* (możliwe dodatkowemiejsce o ile KP zainteresuje, zaś gracz będzie aktywny)


Share | 
 

 November eleven

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 5, 6, 7 ... 11 ... 17  Next
AutorWiadomość
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Sro 26 Wrz 2012 - 12:27

Do jakiej winy? Że nie powstrzymała tamtego gnojka przed ucieczką? Spać z nim miała czy co? W sumie, niby tak to wyglądało... chociaż miała inny plan, i biorąc pod uwagę obecność kamer to w sumie dobrze, że do tego nie doszło. Ma przynajmniej jakąś linię obrony... która i tak do niego nie trafiała bo wiedział swoje. Przyglądał się jej, phah, jakby nie miał nic lepszego do roboty. Kolejny zakichany podglądacz... no, przynajmniej znalazła swój dowód. Nie lubiła swoich zdjęć. Statyczne. Jakby ktoś ją tam uwięził. Patrzyła się na siebie swoim pustym pozornie wzrokiem. Ona to rozpoznawała. "Skończ już". Tak, to było to. Nie chciała tam być... no ale dowód trzeba było mieć. Nic z tym zrobić nie mogła. Przynajmniej teraz może...
Nie spodziewała się jednej rzeczy. Że ten podejdzie do niej cicho i ją złapie za nadgarstek, podczas gdy ona będzie szukać dowodu. Spięła się lekko ganiąc z automatu za to, że poczuła się zbyt bezpiecznie. Przecież to obcy dzieciak, i do tego dziwny! Nich sobie nie pozwala, może nie chciała się odwracać?! Jeszcze ten wzrok... tego już za wiele! Też będzie go świdrować wzrokiem... nie pozwoli, by ktoś taki wchodził jej na głowę. Nawet nie siliła się na jakiekolwiek gry. Była wściekła... a ból jeszcze bardziej to podsycał... chociaż była na tyle słaba, że jej aż nogi lekko drżały.
-Zła? Ja? Zła? Gdybym była zła, to czy bym w ogóle wciągnęła się z tamtą walkę? Mogłam pozwolić tamtemu hollowowi gonić tego gnojka! Wtedy przynajmniej byłabym w lepszym stanie, a Sonia nie musiałaby walczyć o życie! Zrobiłam coś, dzieciak spieprzył, spotkałam go w parku, chciałam tutaj zaciągnąć. Potem pojawił się tamten pusty to ten zwiał, a hollow za nim. No to zwróciłam na siebie uwagę bo sądziłam, że KTOŚ zwróci na to uwagę podczas gdy ja będę wokół niego tańcować. To tamten wrócił, wyzwał go, i znowu go zaczął gonić. No przepraszam, kur%^ mać, bardzo! Następnym razem przejdę obok, wtedy będę w porządku, co?! Nie moja wina, że ten gówniarz stąd uciekł! Nie siedziałam mu w głowie!-Zaciskała mocno zęby ze złości, a oczy nagle zabiegły szaleństwem. Dawno nie była tak wściekła, chociaż punktem zapalnym mógł być ból-Najpierw sąsiedzi, potem te wszystkie cholerne cienie niewidki zmieniające kształty, a teraz TY?! Czy WY WSZYSCY musicie zawsze dybać na mnie?! Za to, że się cenię?! Że żyję DLA SIEBIE?! PUSZCZAJ MNIE, I TO ZARAZ!-Zażądała, wyrywając się tak żarliwie, jak tylko była w stanie. Potem... co zamierzała, gdyby się wyrwała? Najprawdopodobniej stanąć pod ścianą, przyklejając się do niej tyłem tak, jak tylko mogła. Była wściekła... ale i się bała. Czego? Tego, że... coś się na nią rzuci. Skądś. Jakiś cień. Pusty. Vormund. Kenshim. Duch Daichi'ego. Cokolwiek, skądkolwiek...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Sro 26 Wrz 2012 - 12:56

Kenshim zbliżył swoją twarz do jej oblicza. Wraz z kolejnymi słowami dziewczyny jego facjata wyrażała coraz to gwałtowniejsze emocje.
Na początku znikąd na ustach Kenshima gościł uśmiech politowania, jakby bawiły go wytłumaczenia Ishifone.
Zaraz jednak zniknął ustępując miejsca zaciśniętym ustom i zmarszczonym brwiom, a na koniec Kenshim odsłonił zęby w grymasie gniewu.
Na nic zdały się próby wyrwania z uścisku chłopaka. Trzymał ją mocno i zdawało się, że nawet nie wkłada w to wysiłku.
-Próbujesz się usprawiedliwić?! - krzywy uśmiech zniekształcił jego twarz. - Szkoda tylko, że to nie wyrzuty sumienia cię do tego zmotywowały, lecz zwykły strach o własny tyłek. Chyba nie zaprzeczysz? Gdybyś tak po prostu uciekła to z pewnością byśmy to wykryli, mamy już na to odpowiednie sposoby. I nie martw się bo nie będzie już następnego razu!
Kenshim otworzył usta, które nagle okazały się wypełnione ostrymi kłami, za którymi wił się purpurowy język.
Druga ręka chwyciła Ishifone za gardło. Nie ważne, jak próbowała nie mogła się uwolnić od mocarnego uścisku.
Wtem usta chłopaka zaczęły się poszerzać dalej, aż podbródek i reszta głowy cofnęły się do tyłu.
Teraz Ishifone widziała przed sobą jedynie ciemną gardziel, która z łatwością mogłaby pochłonąć jej głowę. Odór ziejący z paszczy przyprawiał o mdłości. Jęzor wyjrzał z tej paszczy i przejechał po jej policzku mażąc śliną.
Kara... kara... podniecone głosy szeptały w jej głowie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Sro 26 Wrz 2012 - 14:00

Nic z tego! Nie była w stanie się wyrwać, nie była w stanie się wyłgać, nie była w stanie kompletnie nic zrobić! Ten przechodził w coraz to różne stany wraz z zaawansowaniem jej mowy, aż on zaczął mówić. Już chciała mu przerwać by zaprzeczyć, ale... przyznała, już sama zapowiedź o braku następnego razu dodatkowo ją wystraszył. Widok kłów i języka też. Chciała się przynajmniej odsunąć, ale druga ręka zaciskająca się na jej gardle jej to uniemożliwiła. Patrzyła się w przerażeniu na to, co się właśnie działo. Kiedy ona ostatnio tak miała? Chyba w czasie jednego z bardziej natarczywych napadów cieni, kiedy zamknęły ją w pełnym cienia pomieszczeniu. Nie mogła się ruszyć, bo wszędzie były kolce... ale wtedy po prostu przeczekała, aż dały sobie spokój. Tutaj chyba... nic z tego. Była za słaba, za blisko, no i... tutaj tez nie mogła zbyt wiele zrobić. Unieruchomiona, słaba... taka słaba... musi... musi myśleć. Nie może się poddać. Z jakiś powodów, ale jednak, musi żyć. Ona akurat musi! "Przestańcie... wiem, że to wasza sprawka! Macie przestać! Teraz!"
-Nie... jestem... zła...-O dziwo... akurat w to wierzyła. Aczkolwiek jej pojęcie dobra i zła było mocno spaczone, może to dlatego. Dlaczego złym jest dbanie o swoje interesy? Inni też mogą się przy okazji tego nauczyć, nawet swoim kosztem... a jak nie, no to prawo naturalne, prawda? PRAWDA?
...no to zaczęło działać. Patrzyła się w tą gardziel, myśląc jak to musi żałośnie wyglądać. Cała się trzęsła, panicznie szukając ratunku... musi... popatrzeć... nie, myśleć! Nie, to bez sensu!
-n...nie chciałam... nie...-Uniosła na chwilę rękę, ale po chwili uznała... że to też bez sensu. Po prostu położyła ją na dłoni tego, co wyglądało jeszcze do niedawna jak Kenshim.
-dość... za co...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Sro 26 Wrz 2012 - 14:19

Uzębiona paszcza zbliżała powoli, jakby pseudo-Kenshim chciał do końca utrzymać ją w jak największej trwodze. Była bezsilna wobec siły tego czegoś, bezsilna jak nigdy przedtem.
Pomału zaczęła otaczać ją ciemność, gdy potworna paszcza pochłaniała jej głowę.
Żywotny jęzor raz za razem chlastał ją po policzkach. Na nienaturalnie rozciągniętym podniebieniu lśniły czarne liszaje, z głębiny gardzieli dobiegł bulgoczący odgłos.
Jakimś cudem nie zwymiotowała, chociaż wszechobecny zapach zgnilizny powinien zmusić jej żołądek do pozbycia się całej zawartości.
Teraz wystarczyło tylko aby Kenshim zamknął usta, wtedy trójkątne zęby przebiją jej skórę, oddzielą głowę od ciała i wyślą wgłąb cuchnącej gardzieli.
Strużki śliny rosiły twarz i włosy dziewczyny. Coraz wyraźniej słyszała bicie serca monstrum, tyle że te przypominało raczej... pukanie do drzwi. Zębata obręcz zacisnęła się na szyi...

Słuchawka prysznica oblewała dziewczynę ciepłym deszczem. Stała nago otoczona jasnymi kafelkami.
Bicie serca czy też raczej pukanie ustało.
- Wrócili - usłyszała ponury głos Kenshima. - Przyjdź na zaplecze kiedy skończysz.
Kroki cichły w oddali. Była zmęczona, ale nie było smrodu ani bólu. Jednak... na jej przegubie widniała czerwona pręga.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Sro 26 Wrz 2012 - 14:35

Nic nie zadziałało, ani słowa, ani dotyk, ani cokolwiek. Przestała kontaktować mniej więcej w momencie, kiedy zauważyła, że otacza ją ciemność. Jej wyczulony wzrok doskonale wyłapywał wszelkie liszaje, a policzki ciosy języka. Serce waliło jej jak szalone... tak... tak przecież nie może zginąć! Albo to jest iluzja i zostanie uduszona, albo faktycznie Kenshim to jakieś monstrum i zaraz odgryzie jej głowę! I tak źle i tak niedobrze... mało powiedziane! Ledwo co powstrzymywała się przed oddaniem treści żołądkowej na zewnątrz, gdyż jej nos wyłapywał takie zapachy, jakby się znalazła conajmniej na cmentarzu. Każdy jej zmysł był czymś atakowany, słuch też... przez to bulgotanie. A może to było jej? Nie zdziwiło by jej to. Aż tu jej głowa znalazła się w jej paszczy całkowicie. Az słyszała... pukanie do drzwi? Może to...

Ocknęła się w momencie, gdy zęby zacisnęły się na jej szyi. Odchyliła się do tyłu, jakby chciała tego uniknąć... ale... stała... naga. Pod prysznicem. A wokół były kafelki... serce waliło jej jak młot, a ona sama chyba tylko resztkami woli powstrzymywała się przed panicznym krzyczeniem. Ale aż podskoczyła gdy usłyszała głos Kenshima. Wrócili? I był spokojny? Może... może... może... nie potrafiła tego wytłumaczyć inaczej, niż interwencją cieni... to...
...żyje, to najważniejsze. Pierwsza rzecz - czy włosy czyste. Druga rzecz... jak nie czyste, to będzie je myć dalej. A jak już będą czyste... uspokoi się. Wyłączy prysznic... i się uspokoi. Postoi chwilę... wyrówna oddech. Potem zacznie myśleć... na zaplecze... czyżby jednak wiedzieli? Coś się stało? Może chcą zebrać informacje? Na spokojnie... musi odzyskać twarz. Wrócić do siebie... tak czy srak, pójdzie się wytrzeć... czymś. Tak jak wcześniej zamierzała w czasie "snu" a potem... ubierze się i pójdzie na to zaplecze. Trzeba się dowiedzieć, jak bardzo będzie miała przes@#$%.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Czw 27 Wrz 2012 - 15:33

Iluzja, wizja przyszłości czy czymkolwiek było to co przed chwilą doświadczyła rozwiało się i teraz znów była bezpieczna. A przynajmniej tak mogło się wydawać.
Włosy miała czyste co znaczyło chyba, że spektakl, w którym wzięła przed chwilą udział zaczął się po wygrzebaniu stwardniałych smarków z włosów. Zawsze jakiś pozytyw, nie musiała się męczyć dwa razy.
Ishifone przekręciła gałkę prysznica w efekcie temu ciepły deszcz przestał zraszać jej ciało.
Poczekała kilka chwil aż ciało uspokoi się na tyle aby mogła się stawić na górze.
Tak samo, jak w koszmarze jej bluza nadawała się do przyjęcia roli ręcznika.
Ubrała się, wyszła z łazienki i ruszyła w górę drabinką na spotkanie z innymi...

Gdy stanęła na górze szybko rozejrzała się aby zorientować się w sytuacji. Przy stoliku siedział Kenshim i bramkarz Bruno. Tam gdzie jakiś czas temu leżała Ishifone leżała teraz Sonia, a nad nią pochylał się barman.
Mężczyzna odwrócił się do Ishifone. Twarz miał ponurą i bladą, jak zresztą wszyscy w tym pomieszczeniu.
Wskazał Ishifone krzesło stojące obok Kenshima.
Sonia podniosła się na łokciach. Na policzku miała niewielkie rozcięcie, ale po za tym wyglądała całkiem zdrowo. Lecz nigdzie nie było Daichi'ego
-Chcę abyś opowiedziała nam ze szczegółami co się tam w parku wydarzyło... Od początku do końca - powiedział barman ze spokojem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Czw 27 Wrz 2012 - 16:07

Super... tak... nie musiała znowu się myć... eheh... no... może dojdzie do siebie... musi na spokojnie do tego podejść, bo mogą ją zjeść. Dosłownie. Albo i nie... nic jej przecież nie będzie. Nie miała kompletnie żadnych podstaw by sądzić, że tak będzie... ale może sobie wmawiać. Co im z tego przyjdzie, że ją zabiją? Dodatkowy trup... a jaki to miałby mieć sens? Przecież ONA nikogo nie zabiła... stop. Koniec myślenia o tym... parę wdechów... na spokojnie... dobra. To teraz musiała się wytrzeć i przejść tak sprawnie jak tylko była w stanie za scenę. Chociaż najchętniej by się położyła i starała się zapomnieć, co przy jej fotograficznej pamięci było niemożliwe. Może po czasie... długim czasie... może...
...tak czy owak, z miejsca rozejrzała się po pomieszczeniu mając głównie na celu zorientowanie się ile jest osób. Brakowało jej jednej, tym razem jednak powstrzymała się przed komentarzem. Była wyjątkowo usłuszna i usiadła na krześle obok Kenshima... a Sonia wyglądała w miarę, tylko miała rozcięcie na policzku. No... to chociaż tyle. Przejmować się kimś innym bo można za to zdrowo oberwać... a żeby to szlag... chwila, ma opowiadać. Tylko spokojnie... nic ją to przecież nie obchodzi.
-...no dobra. Wracałam z przechadzki przez park i mój c zauważyłam Daichi'ego siedzącego na ławce-O mały włos, a by powiedziała o cieniach! Idiotko! Nie wezmą cię poważnie jak zaczniesz o tym gadać!
-Obok niego leżały torby. Podeszłam do niego i zapytałam "Czy myśli, że coś tym sposobem osiągnie w życiu" i " żeby się wziął w garść i wracał do siebie". Najprawdopodobniej niedługo przed tym jak do niego podeszłam płakał. Stwierdził, że dobrze wie, że nikt go tam nie chce i że do niczego go nie zmusimy. Potem się zapytałam dla kogo on tutaj siedzi, czy dla nas, czy dla siebie. Chciałam mu przemówić do tego pus... do jego rozsądku. To ten stwierdził, że go to nie obchodzi, że umie maskować swoją obecność przed hollowami, co okazało się bujdą bo zaczął uciekać przerażony-Przeszła w tryb automatu, jest nieźle. Zaczęła obdzierać te wydarzenia z pierwiastka emocjonalnego i raczyła ich swobodnie faktami.
-Bardziej usłyszałam niż zobaczyłam, że to coś przed czym uciekało lata i sunęło w jego kierunku. No to postanowiłam, że odwrócę jego uwagę, może nawet uda mi się ściągnąć. Owszem, po pierwszym strzale zwróciło to na mnie uwagę. Prawie mnie zabiło gdy lądował, a huku narobiło tyle, że musiałam kazać dzieciakom by spierdalały póki żywe. Ale jeden gnojek oraz dziewczynka zostały. Skrzeczało to, pluło, ja byłam wściekła i on też. Az mnie trafił w ramię, a mi się kończyło reiatsu. Wtedy wrócił Daichi. Hollow znał jego imię. Chciałam przejść bardziej na jego stronę, ale wtedy dostałam w nogę. Wtedy pusty mnie przykleił do ziemi, tamta dziewczynka zaczęła mnie wyśmiewać i gdzieś zniknęła, tamci pobiegli gdzieś w cholerę. Resztę znają Kenshim i Sonia-Odetchnęła lekko po tej serii wywodów. Co ona właściwie powiedziała? Chyba nie chlapnęła za dużo...
-Zabili go, czy uciekł?-Zapytała patrząc się tutaj bardziej na Sonię. Ona tam była, więc powinna wiedzieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Pon 1 Paź 2012 - 13:18

Wszyscy słuchali opowieści Ishifone ze skupieniem i uwagą przez co jedynie jej głos rozbrzmiewał w powietrzu.
Twarze słuchaczy wypełniał smutek, gorycz i niedowierzanie. Zresztą trudno się dziwić, jeden pusty sprawił im mnóstwo kłopotu, a dziewczyna wciąż nie wiedziała co z Daichim.
Gdy skończyła i zadała swe pytanie barman podrapał się po karku.
- Gorzej... skończyło to się znacznie gorzej...
Sonia opadła na sofę i zamknęła oczy.
-Gdy w końcu już ich dogoniłam, on już miał Daichi'ego - powiedziała smętnie. - Zdążył jeszcze machnąć mi przed twarzą pazurami zanim wskoczył z dzieciakiem do garganty.
Zgodnie z opowieściami Vormunda, garganta była przejściem do macierzystego świata pustych.
- Co oznacza, że nie możemy mu już pomóc - odezwał się Kenshim spoglądając znacząco na barmana.
- Zapewne już jest jednym z nich - Mężczyzna westchnął ciężko. - Mówiłaś, że pusty znał chłopaka? Mogę tylko zgadywać co się tam stało.
- Większość pustych po przemianie obsesyjnie szuka członków dawnej rodziny - odezwał się Kenshim.
Barman skinął głową.
- Tak zazwyczaj jest, a Daichi miał brata, który nie miał w życiu wielkiego szczęścia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Pon 1 Paź 2012 - 16:46

Nagadała się, nagadała... a tu tylko tyle. To co? Wychodzi na to, że tak się namęczyła... po nic? Równie dobrze mogła po prostu sobie pójść a tamtego dzieciaka i tak by tamto cholerstwo złapało. Mówienie o tym trochę ją uspokoiło, acz dalej można powiedzieć, że w porównaniu do swojego zwykłego stanu była roztrzęsiona. Jakby nie patrzeć, nie wiadomo, czy przypadkiem się jej doczepią czy też nie. No i ciężko powiedzieć, czy Kenshimowi nagle nie poszerzy się uśmiech.
Więc... dzieciak został wciągnięty najprawdopodobniej przez swojego brata i zamieniony w pustego. W takiej formie na pewno będzie miał o wiele więcej do zaoferowania w kwestiach bojowych... a na kogo się zaweźmie? Oczywiście na nią, bo była ostatnią osobą która dała mu popalić. Tak. Czyli chyba nawet po podpaski będzie musiała wysyłać innych. W sumie... i tak pewnie by to robiła. Gorzej, że niespecjalnie jej się podobało tkwienie tutaj całymi dniami. Niby najrozsądniejsze... ale jej nie pasowało. Może!
-Więc dzieciak spotkał się z rodziną-Mruknęła patrząc pomiędzy barmana a Sonię-Mógł to przewidzieć. Chciał uciec od swojego losu i wpadł prosto w jego sidła. Nic z tym się nie zrobi-Kwestia zmarnowanego wysiłku mocno męczyła Ishifone. Nic jej się nie chciało robić, była zmęczona, a najpewniej jeszcze będzie musiała dzisiaj pracować. No i...
-...coś jeszcze? Mogę już iść?-Zapytała retorycznie, wstając już z krzesła i idąc w stronę zejścia ze sceny. Zamierzała iść do siebie, zamknąć drzwi, i położyć się na macie. Chciała chociaż trochę odpocząć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Wto 2 Paź 2012 - 12:55

-To wszystko moja wina... - wybąkała Sonia z wzrokiem wlepionym w sufit. - Gdybym go tak nie męczyła...
-Dzieciaki... - westchnął barman. - Dzisiaj macie wolne, tylko na razie lepiej nigdzie nie wychodźcie. Jeszcze, który znowu by się w coś wpakował...
Kenshim wstał bez słowa i wyszedł za kurtynę, jakby wszystko zostało już powiedziane i nie było sensu siedzieć w miejscu gdzie panuje atmosfera rodem z klasycznej stypy.
Goryl wciąż siedział, spojrzał na barmana znacząco.
-Tak wiem, Vormund będzie mocno niepocieszony - odpowiedział barman na bezgłośne pytanie. - Ściągnij tamtą gówniarę, wolę nie stracić kolejnego dzieciaka jednego dnia.
Goryl Bruno skinął głową, wstał i podążył drogą Kenshima.
- A idźże sobie, bylebyś nie umarła po drodze. - Barman machnął ręką na Ishifone.
Ostatecznie skończyło się całkiem nieźle. Zamiast niej wszyscy pewno będą obwiniać Sonię, jaką to co zmotywowała Daichi'ego do odejścia. W dodatku jednak dostała ten dzień wolny i mogła się wylegiwać do oporu. Na pozór więc konsekwencje dzisiejszego dnia nie dotknęły jej tak bardzo, jak mogły.
Ishifone nic nie zatłukło w drodze do sypialni. Zauważyła, że drzwi od pokoju Kenshima były lekko uchylone. Ale teraz, gdy już znalazła się na swojej macie mogła wreszcie odpocząć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Wto 2 Paź 2012 - 13:36

Chwila. Czyżby Sonia zamierzała przyjąć winę na siebie? A to Ci dopiero... chyba naprawdę nie myśli. Kto normalny przyznałby się do tego, że spowodował pośrednio czyjąś śmierć? Ale to w sumie dobrze, jak coś to bardziej będą się skupiać na niej. Może nawet sprawa rozejdzie się po kościach. W końcu kto będzie żałował tego małego idioty? Sam się wpakował w kłopoty i poniósł tego konsekwencje. Jednak ważniejszą informacją dla niej było to, iż dzisiaj podobno mają mieć wolne. Świetnie, zdąży wypocząć, i tak dzisiaj nie miała ochoty nic robić. Była w naprawdę kiepskim stanie... mogło być jednak gorzej. Mogłaby nie mieć nogi.
Puszczając mimo uszu komentarz barmana poszła do siebie. Tak jak postanowiła położyła się na macie. Nie zamierzała w żaden sposób angażować się w żadne rozmowy, zwłaszcza z Kenshimem i zwłaszcza po tym co jej się przytrafiło w trakcie swojej... niedyspozycji w łazience. Leżała... i to w sumie tyle. Podsumowywała ostatnie wydarzenia. Zerwała ze swoim poprzednim życiem, bo miała okazje zajmować się czymś z jakimiś perspektywami. Właściwie wszyscy ją tutaj irytowali, ale przynajmniej będzie jedna osoba mniej, i to najbardziej narzucająca się, zaraz oczywiście za Vormundem który jednak się do czegoś przydawał... więc mógł sobie być. Cienie natomiast robiły się coraz bardziej upierdliwe... będzie musiała coś z tym zrobić. W jej poprzednim życiu pozbawionym takich niebezpiecznych wrażeń wystarczyło, że usiądzie w kącie i przeczeka albo zacznie uciekać. Teraz... teraz mogłaby sobie zrobić mocno krzywdę. One chcą jej krzywdy i chcą zabić... ale ona się nie da. A na razie... może się zdrzemnie? Drzwi zamknęła, więc nikt nie będzie jej przeszkadzał. To nie taki głupi pomysł...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Czw 4 Paź 2012 - 11:38

Zamknięte drzwi mogły ją ochronić od wścibskich współlokatorów, niestety dla cieni nie stanowiły one żadnej przeszkody. Mogły pojawić się w każdej chwili zsyłając na bezbronną dziewczynę halucynacje i powodujące dreszcze strachu wizje. Zdawało się, że ich celem jest stopniowe wyniszczanie psychiki Ishifone, aż ta zamieni się z trzęsącą się i robiącą pod siebie roślinę.
Ale dziewczyna w żadnym razie nie miała zamiaru się temu poddać. Wciąż miała dość sił aby dawać odpór tym coraz bardziej wżerającym się w jej życie cieniom. Pytanie tylko czy będą ją gnębić aż do momentu śmierci, czy może w końcu odpuszczą?
Teraz nie było czasu na głębsze rozmyślania, jako że ten dzień wyrwał z Ishifone więcej sił niż chyba pierwotnie miała.
Ciężkie powieki powoli opadały na oczy. Twardawa mata stała się nagle bardzo wygodnym miejscem, które trudno byłoby jej teraz opuścić. Sen zakradł się cicho łapiąc dziewczynę w worek słodkiej nieświadomości.

Gdy się obudziła za oknem panowała noc. Przed oczami migały jej jeszcze sceny z przerwanego snu i o dziwo nie były to koszmary. Śniła o dawno minionych latach kiedy do bawiła się obok świątyni matki. Piękny obraz częściowo zatarty przez upływający czas na nowo zabłysnął jasno w jej sercu.
Gorzkim było uświadomienie sobie, że dawna beztroska już nie powróci. Leżała teraz w pokoju danego jej przez nader dziwnego człowieka, który wciągnął ją do pełnego zagrożeń świata. Ale przecież sama tego chciała, czyż nie? Poza tym był to jedyny sposób aby osiągnąć siłę, o której tak marzyła.
Teraz czuła się całkiem wyspana po długim śnie. Która to mogła być godzina? Niestety w wyposażeniu pokoju nie było czegoś tak podstawowego, jak zegar. A na Harry'ego Pottera forsy nie żałowali...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Czw 4 Paź 2012 - 12:51

Mata... taka miękka... pomijając fakt, że można by na niej kroić nożem posiłki niczym na desce do krojenia. Może przesadza. Ale w tym momencie wybredność była ostatnią rzeczą o jakiej mogłaby pomyśleć. Chciała odpocząć, i w tym akurat nic jej nie powstrzyma... z niczym nikt jej nie powstrzyma... nie powstrzyma...
Obudziła się, tak sama z siebie. Lekkim zaskoczeniem było dla niej zorientowanie się, iż była jeszcze noc... i to najprawdopodobniej jej środek. Nieco mniej była zaskoczona snami które miała. Mogło jej się przecież przyśnić dosłownie wszystko, choćby romantyczna wspinaczka po górach z Vormundem. Brrrr... ale... tak, było miło. Nawet pomijając fakt, że była smarkiem. Nie pamiętała aż wiele, ale wystarczająco by stwierdzić, że o ile nie chciałaby się tym zajmować, to trochę mogłaby tam posiedzieć. "A jakie to duże". Phew. Perspektywa poznającego świata bąbla. Aż ją zemdliło. Musiała sobie tą słodkość wyrównać uświadomieniem sobie, że już takie chwile nie wrócą. Siedzi tutaj w pokoju sponsorowanym przez dziwaka szkolącego ją na jakąś łowczynię demonów. Mogło być gorzej. Mogła siedzieć tutaj aż do świąt, pozwolić Ryouji'emu jej się oświadczyć, zostać jego żoną, a później wychowywać gromadę śmierdzących bachorów. Tak. Zdecydowanie było jej tutaj lepiej. Przynajmniej zrobi coś pożytecznego dla siebie.
Nie zmieniało to jednak faktu, iż był środek nocy i ona nawet nie wiedziała która godzina. Strach było wyjść z pokoju, bo cienie mogły na tym skorzystać, zaatakować, a ona na przykład spadłaby ze schodów i złamała sobie kark. Dlatego... usiadła na macie. Wybiła się z rytmu snu... cholerny gnojek. Jeszcze nawet nie uciekł... Vormund nie wrócił? Może jego też szlag trafił? Tak, zaraz podsunie myśli tamtym.
Zrezygnowana położyła się na macie. Niezbyt miała pomysł co ze sobą zrobić... nigdzie wychodzić nie zamierzała. Przejmować czymkolwiek też niezbyt... nudy... ma tak całą noc przeleżeć? Może zacznie coś czytać? Nie było niczego na poziomie... jeszcze zacznie widzieć jakieś smoki albo coś... zdjęła spodnie. Po co? A cholera wie. Może jakiś chłodny powiew będzie przyjemniejszy albo coś. Była zima... a w sumie... nie no ciągle była słaba... chociaż... wypadałoby odpocząć. Dlatego ciągle leżała na macie z rozłożonymi rękami i w rozkroku. Nuda. Niebezpieczne. Może się obudziła, bo była głodna?
-...dobra...-Mruknęła. W końcu ma jakiś cel, by wyjść. Przejść się do kuchni i zeżreć coś. Cokolwiek w sumie się nada. Przejdzie się, mleka jak jest też się napije... o ile nie przeterminowane. Po mleku podobno się lepiej śpi... a potem... może wtedy znowu zaśnie. Aż dziw, że po tym wszystkim spała tak krótko...
...więc, czas wprowadzić plan w życie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Czw 4 Paź 2012 - 13:50

Owszem, to głód mógł być sprawcą pobudki dziewczyny. Z jej brzucha dochodziły ciche odgłosy buntu przeciw zbyt rzadkim posiłkom. Jakby nie patrzeć ominął ją obiad i kolacja, nie wspominając, że walka z hollow kosztowała ją sporo energii.
Po krótkim śledztwie można było stwierdzić, że swój współudział w obudzeniu Ishifone miał również nazbyt pełny pęcherz.
Tak więc dziewczę wychynęło ze swojej nory, aby się posilić. Cienie miały dobrą okazję do ataku, jednak wbrew jej obawą ten nie nastąpił. Najwyraźniej uznały, że upadek ze schodów nie wystarczał aby ją złamać.
Bezpiecznie więc zeszła na dół, gdzie czekała ją niespodzianka. Mianowicie przy oświetlonym barze siedział sobie Vormund sączący płyn z kieliszka. Obok stała sobie spokojnie butelka whisky.
-Czyżby słowik postanowił zaśpiewać nocną pieśń - powiedział cicho nie spoglądając na dziewczynę, po czym upił drobny łyk alkoholu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Czw 4 Paź 2012 - 18:08

Więc była głodna. I zachciało jej się do łazienki. I niesamowita tajemnica dlaczego się obudziła w środku nocy została rozwiązana. Nie jadła obiadu. Nie jadła kolacji... niedługo naprawdę wybiedzieje i nie dość, że będzie niska to do tego chuda. A wszystko przez tamtego szczyla... miała nadzieje, że będzie cierpiał, i to mocno. "Zasłużył" sobie na to i na wiele innych rzeczy, ale niestety nie był w zasięgu jej dłoni. Więc... teraz musiała iść w koszulce i majtkach do łazienki.
Nic jej nie zaatakowało, nic nie wyskoczyło z cienia. Nic nie chciało jej zabić, było spokojnie i cicho. Spadek ze schodów wystarczyłby spokojnie by ją złamać... chociaż bardziej adekwatnym słowem byłoby "połamać". Nie czepiajmy się jednak szczegółów, zwłaszcza, iż coraz więcej zagadek się wyjaśniało. Na przykład co teraz robił Vormund. Siedział i się upijał. Jak dzieci... mężczyzna w takich chwilach. Podobno.
-Jak to była sugestia to nic z tego-Mruknęła i też dłużej na niego nie patrząc poszła do łazienki. Tam załatwiła co trzeba, umyła ręce, i poszła do kuchni by tam wziąć sobie jabłko, bułkę, cokolwiek, co byłoby w stanie zapełnić jej żołądek choćby w niewielkim stopniu. Coś z tych rzeczy... coś, co mogłoby jej się zmieścić w dłoni. Zagryzając to (Przyjmując, że Vormund dalej siedział przy barze) zatrzymała się przyglądając mu się przez chwilę... nie miała w sumie nic innego do roboty. Mogła się przysiąść, co też zrobiła.
-Mi też nalej jak możesz-Skoro już tutaj jest, to niech chociaż ma z tego jakieś korzyści. Chociaż to alkohol. Otępia zmysły. Nie lubiła tego... no ale zawsze coś. Mieli jakąś podstawę do rozmowy. A co potem... potem... potem coś powie. Tylko nie wiedziała co.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Pon 8 Paź 2012 - 19:53

Zamiast odpowiedzieć Vormund przechylił tylko kieliszek.
Ishifone skorzystała z klubowej łazienki gdzie ulżyła pęcherzowi. W kuchni zaś, jak to w kuchni jedzenia nie brakowało. Były i bułki i jabłka, znalazła się również gruszka i cebula. A jeśli miałaby ochotę to i dwie główki czosnku były do jej dyspozycji.
Tak zaopatrzona udała się do baru, aby wysępić od swego dobroczyńcy odrobinę alkoholu.
Ten obdarzył dziewczynę odrobinę melancholijnym spojrzeniem, po czym podniósł się ciężko, wszedł za bar gdzie sięgnął po czysty kieliszek.
- Podjadamy sobie, co? - powiedział nalewając whisky. Wyglądał całkiem normalnie, to znaczy normalnie, jak na niego. Miał ten swój garnitur, makijaż i ulizaną fryzurę, chociaż na twarzy gościł wyraz głębokiej zadumy. - Sądziłem, że to domena mężczyzn, którzy tak beztrosko podchodzą do swojej figury. - Westchnął jakby zmartwiony nad zachowaniem płci brzydkiej, które to czyni ją jeszcze bardziej brzydką.
Vormund podsunął jej kieliszek. Bułka i whisky, prawdziwy posiłek prawdziwej quincy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Wto 9 Paź 2012 - 19:45

Z niewielkich rzeczy miała do wyboru buły, jabłka, i nawet cebulę oraz czosnek. Ograniczyła się jednak do dwóch pierwszych pozycji w ilości równej jeden. Akurat miała obydwie dłonie zajęte. Zaczęła od bułki, gdyż jabłko miało na celu wyczyszczenie jej zębów... nie będzie przecież myła zębów w środku nocy. Vormund nie oponował przed nalaniem jej whisky, chociaż z tego co udało jej się wywnioskować uważa ją za osobę niepełnoletnią. Nie interesowało jej to jednak zbytnio. Miała na razie wszystko czego potrzebowała. Upiła nieco z kieliszka. Dawno alkoholu nie piła. Niespecjalnie tęskniła za tym... ale napić się może. Czemu nie. Może tego jej trzeba?
-Nie jadłam od rana. Coś mi się chyba należy-Upiła jeszcze trochę. A potem jeszcze. Nie wiedziała za bardzo co powiedzieć w tej sytuacji. Zresztą, to klaun. Nie miała o czym z nim rozmawiać. Dlatego piła i jadła w ciszy przez dłuższą chwilę. Po co ona chce rozmawiać tak w ogóle? Dostała co chciała, mogła wracać do siebie. Te moce i trening wywierają na niej dziwny wpływ.
-Ten dzieciak...-I jeszcze z własnej woli podjęła ten temat. Wybornie. No ale jak już zaczęła, to podejrzanym byłoby go nie kończyć
-...był słaby. Nie wytrzymał presji w tym miejscu, nie mówiąc już o walce. Sam zrzucił na siebie ten los. To nietypowe. Cały czas o tym myślę... nikt jeszcze z mojego otoczenia nie zginął. Chociaż wiem, że nie zginął-Wymówkę wymyśliła szybko. Trzeba brzmieć, jakby i nią choćby troszkę potrząsnęło ją z tego powodu. Tak, właśnie z tego, chociaż powody były zupełnie inne.
-Nie będę mogła wyjść. Będą na mnie polować. Bo byłam dla niego niemiła, a jego bratu zalazłam za skórę. Szlag. Lubię spacery. Może jakbym go zignorowała...-Upiła jeszcze trochę, a jakby jej brakło poprosiła o jeszcze uniesieniem kieliszka. W smaku było kiepskie, ale piekło. Jakoś tak... na swój sposób.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Sro 10 Paź 2012 - 13:16

Whisky miała mocny, intensywny smak. Ishifone zakrztusiła się przy pierwszym łyku, w końcu nie nawykła do spożywania takich napojów. Ale potem było już lepiej. Alkohol przepłynął przez jej przełyk zostawiając po sobie uczucie ciepła.
Vormund widać był bardziej w tej kwestii doświadczony. Ze spokojem pił drobnymi łyczkami nie zdradzając w żaden sposób, że alkohol ma na niego jakiś wpływ.
-Zrozumiem jeśli zechcesz odejść - powiedział miękkim głosem. - Widziałem już śmierć niejednego młodego quincy i każda z nich stawała się kolejną blizną na mym sercu - westchnął cicho. Odłożył kieliszek i zaczął grzebać za pazuchą skąd wydobył srebrną papierośnicę. Otworzył ją i wyjął papieros, w środku Ishifone mignęło jeszcze jakieś zdjęcie, ale Vormund szybko papierośnicę zamknął. Jeszcze pogmerał w spodniach skąd wydobył zapalniczkę i już do nozdrzy Ishifone dobiegł delikatny mentolowy zapach.
- Chociaż odchodząc stąd wciąż będziesz w niebezpieczeństwie, taki już jest smutny los istot świadomych duchowo. - Vormund wydmuchnął niebieskawy dym. - Wcale nie jest powiedziane, że to brat Daichi'ego za tym stał. Równie dobrze któryś z jego rodziców mógł stać się pustym... Wiesz, że odrzucili drogę quincy dlatego, że ich starszy syn został zabity przez hollowa? Jakiś czas temu sami zginęli w wypadku samochodowym... Co za ironia, uciekali przed potworami, a zginęli w tak trywialny sposób.
Vormund pokręcił głową.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Sro 10 Paź 2012 - 20:32

Ukuhuh... nie-picie dawało o sobie znać. Trochę za dużo wypiła i o mało co się nie zakrztusiła. Właściwie to się zakrztusiła, ale usilnie starała się to ukryć, co z oczywistych względów jej to nie wychodziło. Nad odruchami trudno było zapanować... tak czy owak, to pozwoliło jej przywyknąć. Nie spodziewała się takiego smaku. Mocne... acz ten komentarz zostawiła dla siebie... no... ale wtedy jeszcze nie wiedziała co powiedzieć, więc się przyzwyczajała... aż w końcu powiedziała co miała powiedzieć. A Vormund jej odpowiedział. I na jej odpowiedź nie trzeba było długo czekać.
-Nie rozumiem tego-Dziewczyna zaczęła szczerze przyglądając się, dość klasycznie i standardowo, w dno kieliszka-Zostaje się obdarzonym darem. Ma się coś, o czym nikt prawie nie słyszał, inaczej już dawno o czymś takim trąbiliby wszyscy. Rodzinę, znajomych, przyjaciół, mieszkanie czy pieniądze może mieć każdy. Ale moc? Nawet głupi by stwierdził, że jest to coś wyjątkowego. Ale ja nie jestem przecież głupia. Nie to co tamci-Zrobiła chwilę przerwy, i jak było z czego pociągnąć to pociągnęła. Nie będzie się ograniczać, może nie umie pić whisky ale przecież nie o to chodzi.
-Jak Aleksander mi powiedział, że nie ma odwrotu wiedziałam na co się mogłam pisać. Nie po to rzuciłam moje dawne życie by teraz ot tak stracić tą szansę. Dopóki będę w stanie się rozwijać i gromadzić siłę zgadzam się na wszystko. Przeważnie nie ufam ludziom, ale w tym przypadku widziałam na własne oczy rzeczy, które nie mogły być iluzją. Za realne. I dawno bym się ocknęła. A nawet jeśli, to nie chcę się budzić. Szlag by mnie trafił gdybym skończyła jako żona prawnika zajmującą się bandą bachorów
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Czw 25 Paź 2012 - 18:29

Vormund wyjął z ust papierosa i uśmiechnął się lekko.
-Większość ludzi lubi się czymś wyróżniać. Czujemy się lepiej, gdy dostrzegamy w sobie kogoś wyjątkowego, kogoś specjalnego - stwierdził spokojnie - Ale osobiście uważam, że każdy człowiek jest wyjątkowy. Nawet jeśli jest się żoną prawnika.
Mężczyzna westchnął lekko i pomasował się palcem po skroni.
-Jesteś już dużą dziewczyną, chociaż powinienem raczej powiedzieć kobietą. Ufam, że dasz sobie z tym radę chociaż nie można zagwarantować iż za miesiąc nie będziemy żegnać się na twoim pogrzebie. - Vormund ponownie zaciągnął się dymem, po czym puścił kilka siwych kółek, które zaraz rozproszyły się w powietrzu. - Ale taki już nas los i nie mówię tu o byciu quincy, raczej o ogólnym przeznaczeniu istot żywych. W każdej chwili nić naszego żywota może pęknąć, a stać za tym może jedno z milionów nieszczęść. Czy to pęknięta żyłka w mózgu, zazdrosny mąż, albo atak trzymetrowej bestii, której ślinka kapie z ust na zapach twojej duszy. Ale to tym bardziej powinno skłaniać nas do docenienia piękna i delikatności daru jakim jest życie.
Vormund zsunął się ze swojego siedziska, zostawiając kieliszek, w którym wciąż było trochę alkoholu.
-Jestem pewien, że Daichi rozumiał to i doceniał uroki swego istnienia - powiedział w zamyśleniu, po czym spojrzał na Ishifone. - Nie siedź długo, jutro wznawiamy trening.
Jeszcze chwilę postał z papierosem w zębach, jakby czekał czy dziewczyna ma mu jeszcze coś do powiedzenia. Jeśli nie otworzyłaby już ust, Vormund udałby się powolnym krokiem za kurtynę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Nie 28 Paź 2012 - 0:11

Każdy człowiek... jest wyjątkowy? Bzdura jakaś kompletna. Gdyby każdy był wyjątkowy nie byłoby mowy o... wyjątkowości właśnie. Właśnie o elitarność tutaj chodzi. A ona ewidentnie się do czegoś takiego zaliczała. Zakręcić się wokół kogoś bogatego potrafi każdy. Uganiać się za krwiożerczymi potworami i ryzykować życie dla... niczego potrafią tylko nieliczni... prawie ją duma rozpierała. W co się wpakowała? I dlaczego niby sprawia jej to frajdę? Tak, słuchała, cały czas słuchała, chociaż wpatrywała się w dno kieliszka, to bodźce z zewnątrz do niej docierały, a ona to analizowała. Nic ciekawego, pierdoły, że każdy może umrzeć w dowolnym momencie na cokolwiek. I że tamten gnojek niby doceniał swoje życie. Jakby doceniał to by się nie narażał tylko siedział na tyłku i nie wychylał się jak ostatnia ofiara. Ideologiczna, pozbawiona sensu papka. Gardziła nim. Gardziła też Vormundem za tak naiwne i idiotyczne podejście do tematu. Gardziła barmanem za całokształt, Sonię za sukowatość, a Kenshima za... za to, że powie parę wierszyków i już zadowolony, dniówka zrobiona. Pewnie spadnie na nich jeszcze więcej obowiązków... chwila, chyba skończył mówić. I sobie idzie. Coś jeszcze można by powiedzieć... i... chyba nawet wie co.
-Rzuciłam wszystko by tutaj być...-I... i niby miała coś powiedzieć dalej. Że jest gotowa na wszystko by zwiększyć swoją moc, by udowodnić swoją wyjątkowość i siłę. Że nie zamierza się przed niczym cofać i choćby miała zburzyć pół świata, to i tak będzie górą...
-...do jutra-Ostatecznie stanęło na tym, bo wydawało jej się to miałkie i kiczowate. Wstała ze stołka i skierowała się prosto do swojego pokoju. Załatwiła wszystko co miała załatwić. A teraz wypadałoby trochę jeszcze odpocząć. Bo jutro jest trening.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Czw 22 Lis 2012 - 12:30

Vormund skinął ze zrozumieniem głową, jakby chciał powiedzieć, że doskonale wie co Ishifone kłuje w głowę.
Mężczyzna udał się bez pośpiechu w stronę sceny. Dziewczyna nie ujrzała, jak znika za kurtyną bowiem sama udała się do swojego pokoju. Z pełnym brzuchem i pustym pęcherzem mogła bez przeszkód udać się na spoczynek, który należał się jej niewątpliwie.
I, gdy ułożyła głowę na poduszce pozostawało tylko mieć nadzieję, że cienie jej odpuszczą i dadzą spokojnie wypocząć...

Plamy chłodnego, zimowego światła na podłodze były pierwszą rzeczą jaką zobaczyła po pobudce. Bardzo miło się leżało pod ciepłą derką i ciężkie powieki namawiały ją do ponownego zaśnięcia. Niemniej rozpoczynał się nowy dzień. Ssanie w żołądku rozbudziło ją trochę, widać nocna przekąska nie wystarczyła na długo.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Sob 24 Lis 2012 - 10:53

No i co łbem kiwa? Myśli, że ją zrozumiał? Guzik prawda, jest zbyt skomplikowana dla takich klaunów jak on! Dobrze, że zależało jej głównie na tym by w końcu zasnąć, bo by coś mu jeszcze powiedziała. A tak... rutynowo obrugała go w myślach. I to ją nawet usatysfakcjonowało. Więc gdy już ułożyła się na materacu oraz położyła głowę na poduszce, mogła bez przeszkód iść spać... pod warunkiem, że coś znowu jej nie nawiedzi. Należy jednak myśleć pozytywnie... a najlepiej w ogóle nie myśleć.

Pobudka jaką została uraczona była jedną z delikatniejszych jaką została w ostatnim czasie uświadczona. Na tyle, że właściwie mogłaby z miejsca znowu zasnąć gdyby nie jeden, bardzo upierdliwy szczegół - głód. Przez chwilę usiłowała z nim walczyć, ale bezskutecznie... hmmm... tak, pamiętała co stało się wczoraj. I już zdążyła się z tym oswoić. Problem był tylko taki, że pewnie to teraz ona będzie zajmowała się czyszczeniem dywanu. Szlag by to trafił. Przetarła swoje czerwone oczęta, i podniosła się przeciągając. Jeszcze profilaktycznie sprawdziła, czy pierścionek jest tam gdzie powinien być, i przebrała się w jakieś ciuchy. Jakieś długie luźne spodnie, koszulkę, oraz nową parę majtek i stanik. Do tego przydałoby się związać włosy w dwie kitki. No... to teraz może pójść na polowanie czegoś zdatnego do spożycia. Była zaspana... ale głód doskwierał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Sob 24 Lis 2012 - 16:39

Jak na porządną pannę przystało, Ishifone zaczęła dzień od zmiany bielizny i zadbania o fryzurę. Następnie przyszła pora na dogodzenie żołądkowi. Zeszła na dół gdzie przy jednym ze stolików siedział Vormund i znany jej z widzenia elegancki mężczyzna w ciemnym garniturze. Pamiętała go z wieczornych występów Vormunda, na które ów człek przyszedł kilka razy. Zawsze krył się gdzieś w kącie wraz z pękatym kieliszkiem koniaku.
Vormund przywołał dziewczynę aby podeszła.
-Proszę słowiku, poznaj mojego starego przyjaciela...
-Yanagi Kazuhiro - Mężczyzna wstał i wyciągnął w stronę dziewczyny dłoń. Na pierwszy rzut oka wydawał się być w wieku Vormunda. Miał poważną, ale i łagodną twarz przywodzącą na myśl dobrego wykładowcę u którego pilny uczeń nie ma problemu ze zdaniem egzaminów.
-Proszę usiądź z nami na chwilę - Vormund wskazał jej krzesło. - Właśnie rozmawialiśmy o tragedii, która nas wczoraj spotkała.
-W istocie przykry to incydent - westchnął Yanagi. - Adalbert wspominał, że pani również w tym uczestniczyła. Cieszę się, że miała pani więcej szczęścia od tego biednego chłopca. W obecnych warunkach nie możemy sobie pozwolić na stratę choćby jednego młodzika.
Vormund skrzywił się nieznacznie, jakby mężczyzna czynił mu zarzut, jakoby to on odpowiadał za śmierć Daichi'ego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Sob 24 Lis 2012 - 17:04

Ogarnęła się, jeszcze wypadałoby coś zjeść i wypucować ząbki, bo z oddechem powalającym bizony wolałaby nie paradować. Więc spokojnie sobie zeszła na dół, a tam siedział ktoś jej znany z widzenia - pamięć do twarzy miała dość dobrą, więc dość szybko go skojarzyła z poetyckich występów Vormunda. Siedział w kącie i chlał koniak... przeważnie, więc skoro teraz siedzi obok Vormunda to mogła wywnioskować, że się znają. A skoro się znają to znaczy, że to też Quincy. No tak, klub starszych pijaczków. Niech i tak będzie... i chyba mają do niej jakąś sprawę. Eh. No dobra, podejdzie.
Przedstawił mu się i nawet wyciągnął rękę, na co ona najpierw przyjrzała się jego rysom twarzy. Stary sprawiedliwy belfer. Już takowych widywała. Nie sprawiali problemów pod warunkiem, że faktycznie się przychodziło na zajęcia i robiło co trzeba. Mało upierdliwi... więc... tak. Też podała mu dłoń, acz króciutkiej chwili. Potem... oczywiście, muszą to wywlekać. Tą "tragedię", czy też naturalny ciąg zdarzeń jak to nazywała Ishifone. Na prośbę zasiąścia obok nich zareagowała sceptycznie, ale nie dawała sobie tego po sobie poznać. Usiadła, acz troszkę dalej o ile było to możliwe. Do Vormunda zaczęła się przyzwyczajać, ale drugi zgred może być ponad jej siły.
-Zapłacił za swoją głupotę, i prawie to samo spotkało mnie bo chciałam mu pomóc. Umiem się uczyć na swoich błędach... więc, jaki jest cel wizyty? I kim jest Adalbert?-Zapytała przenosząc wzrok na Vormunda, który ewidentnie się krzywił słuchając swojego kolegi po fachu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Nie 25 Lis 2012 - 11:43

-Takie imię otrzymałem przy narodzinach, słowiku - odparł dumnie Vormund. - Podobno moja matka poważnie zastanawiała się czy nie uhonorować pamięci mojego dziadka i nazwać mnie Berahthrabenem, ale ojciec ostatecznie wybił jej ten pomysł z głowy.
Yanagi chrząknął cicho i zwrócił się do Ishifone.
-Widzę, że harda z ciebie kobieta. Niemniej jestem pewien, że zrobiłaś wszystko co w twojej mocy aby uratować swego kolegę - powiedział bez śladu wątpliwości. - Niestety ostatnim czasy notujemy wzrost aktywności hollow. Poinstruowałem już Adalberta, aby zwrócił większą uwagę na zapewnienie wam bezpieczeństwa. - Mimo, że w jego słowach nie wyczuwało się pretensji, to Vormund spojrzał na mężczyznę jakby ten czynił mu poważny wyrzut.
Yanagi nie spuszczał oczu z Ishifone.
-Wiem, że jesteś tu nowa, lecz zastanawiałaś się nad przyszłością? Kiedy już nauczysz się kontrolować swoje moce pojawią się przed tobą nowe drzwi, które chętnie ci uchylimy.
Vormund uśmiechnął delikatnie chociaż w jego oczach pojawiło się coś na kształt groźby.
-Nie za wcześnie przyjacielu? Ledwo uwiła tu sobie gniazdko a ty już zaczynasz nakłaniać ją do podejmowania takich decyzji...
-Po prostu chcę aby nad tym pomyślała - odpowiedział niezrażony Yanagi. - To oczywiste, że nie musi w tej chwili już podejmować wiążących decyzji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Nie 25 Lis 2012 - 12:09

Po usłyszeniu dwóch pierwszych głosek proponowanego przez jego chorą matkę imienia dla niego uznała, że chyba jednak Adalbert nie jest takie złe. To znaczy, że Vormund jest jego nazwiskiem czy przydomkiem? Czy to istotne? Na razie mniej, ale potem może popytać, czemu nie. Ale nie po to została tutaj przywołana, o czym przypomniał drugi zgred. Niech mu będzie, im szybciej powie co mu leży na wątrobie tym prędzej znajdzie się w kuchni.
To, że jest harda to wiedziała i bez jego uwagi. Inaczej już dawno jasny szlag y ją trafił w tym niekompetentnym i beznadziejnym towarzystwie. To, czy zrobiła wszystko... niech mu będzie. Na samo wspomnienie tego wydarzenia ją nosiło, głównie dlatego, że nie zatłukła tego gargulca i prawie sama zginęła. Jeszcze go dorwie.
-To nie do końca wina Vormunda-Zwróciła uwagę dziewczyna gdy została poruszona kwestia bezpieczeństwa-By zatrzymać tamtego kretyna trzeba było go uwiązać sznurem do lady baru. Młodemu poprzewracało się w głowie. Reszta jest... rozsądniejsza. Przynajmniej tyle. Sam sobie był winien-Stwierdziła dziewczyna wzruszając ramionami, pozwalając mu na kontynuowanie tego co tam zamierzał powiedzieć. I to już zainteresowało ją troszkę bardziej niż biadolenie nad losem tamtego ciula. Głównie dlatego, że się nad tym nie zastanawiała. Oni sobie mówili, a ona przymknęła oczy i odchyliła nieco do tyłu, zastanawiając się nad tym. To było... sensowne pytanie. Za sensowne. Zirytowało ją ostatecznie, bo nie znała odpowiedzi.
-Jestem tutaj dla siebie-Stwierdziła ostatecznie-Na pewno nie zamierzam marnować swojego talentu, tak jak tamten gnojek. Mniejsza o to. O co chodzi z tymi nowymi drzwiami? W co chcecie mnie wciągnąć?-Zapytała się podejrzliwie, patrząc raz na jednego, raz na drugiego starucha. Oczywiście, nic za darmo. Ale mogłaby się zorientować w jaki cyrograf chcą ją wciągnąć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Nie 25 Lis 2012 - 12:43

Mężczyźni czekali cierpliwie na odpowiedź dziewczyny. Niemniej Vormund wydawał się być lekko podenerwowany. Spoglądał niepewnie na Yanagi'ego, który zachowywał pełny spokój.
Gdy już otrzymali od Ishifone odpowiedź, Yanagi przytaknął delikatnie.
- Oczywiście, otrzymasz wszystkie informacje. Tak więc jestem członkiem pewnej organizacji zrzeszającej osoby o niezwykłych umiejętnościach. Jako, że shinigami nie potrafią zapełnić ludziom pełnego bezpieczeństwa my bierzemy na siebie część ich obowiązków. Mogę to przyrównać do policji, która zamiast drobnymi przestępcami zajmuje się znacznie groźniejszymi hollowami. - Yanagi wydawał się być lekko znudzony, jakby już po raz wtóry powtarzał podobną mowę. - Na własne oczy przekonałaś się, że nie można tych potworów lekceważyć niemniej ktoś musi je kontrolować, a tylko my mamy do tego wymagane umiejętności. Zresztą... - uśmiechnął się łagodnie - tacy, jak my nie mogą marnować swoich zdolności w papierkowej pracy w biurze.
- To chwalebne - wtrącił się Vormund. - Lecz do niczego nikt nie będzie cię zmuszał, słowiku.
-Oczywiście - zgodził się Yanagi. - W nasze szeregi nie wcielamy nikogo siłą. To musi być twoja samodzielna decyzja.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Nie 25 Lis 2012 - 13:05

Jeden ciągle w stresie, drugi spokojny. Jakaś kontrola może to była? Jej to nie zaszkodzi, tak jak było wcześniej powiedziane, nie chcą tracić rekrutów. Co najwyżej tamtego wywalą, i tak sprawia wrażenie niezbyt kompetentnego. Nie interesowało ją to. Ważne, by osiągnęła swoje cele.
Czyli... facet był z jakiegoś kółka zjawisk paranormalnych, które polowało na co groźniejszych pustych, bo bogowie śmierci sobie ze wszystkim nie radzą. Z jednej strony niebezpieczne, ryzykowne i w ogóle, z drugiej... hej, przecież o to chodzi. By udowadniać światu, że jest się wyjątkowym, bo po co uczyć jak i tak się z tego nie korzysta? Poza tym, podłechtała jej ego uwaga, że nie ma co marnować takich zdolności na pracy w biurze. Zacisnęła lekko wargi analizując ofertę. Brzmiała sensownie jako jakaś alternatywa w przyszłości.
-Zastanowię się nad tym-Jakby nie patrzeć, wyglądało to lepiej niż przyszłość żony prawnika opiekującą się chmarą dzieciaków. Bleh. Skręcało ją na samą myśl.
-Do tego czasu będę trenować. Choćby po to, by dorwać tego drania. Nikt bezkarnie nie będzie mnie kaleczył-Mrugnęła oczami... i w jej głowie pojawiło się jeszcze jedno pytanie.
-Aleksander też jest w tej organizacji?-Jakby nie patrzeć, był dla niej czymś w rodzaju rekomendacji. On ją uratował, on ją w to wciągnął... po uzyskaniu informacji zapyta, czy to wszystko. Jeśli tak, to pójdzie coś zjeść... jakąś pierdołę jak wczoraj, może sobie machnie jakąś kanapkę. Potem... hm. Usiądzie na boku. Będzie myśleć... albo i nie. Musi sobie to poukładać w głowie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Nie 25 Lis 2012 - 13:32

Yanagi pokiwał głową. Wydawał się być zadowolony ze słów dziewczyny.
- Aleksander tuż po przybyciu do Japonii zgłosił chęć przystąpienia do nas. Sami mieliśmy zamiar mu to zaproponować, ale nas uprzedził i jest teraz naszym zaufanym towarzyszem, który robi wiele dla obrony ludzi.
Mężczyźni nie mieli już nic więcej do powiedzenia, więc dziewczyna mogła w spokoju zadbać o zaspokojenie głodu.
Weszła do kuchni, gdzie spotkała Ami, który oparta o szafkę popijała z dymiącego kubka. Mocny zapach kawy uderzył do głowy dziewczyny.
-Złożyli ci propozycję? - zapytała Ami. - Myślisz, że dasz sobie radę? W tej branży średnia życia pracowników nie jest za wysoka - W jej głosie nie było złośliwości, szybciej można było z niego wyczytać ciekawość.
Ishifone mogła sobie przygotować kanapkę, a nawet i dwie. Kuchnia, jak zawsze była dobrze zaopatrzona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: November eleven   Today at 11:36

Powrót do góry Go down
 
November eleven
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 17Idź do strony : Previous  1 ... 5, 6, 7 ... 11 ... 17  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Świat :: Ziemia :: Karakura :: Centrum-
Skocz do:  
Free forum | Roleplay forums | Bleach RPG | © phpBB | Free forum support | Kontakt z | Report an abuse | Sosblogs.com