IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Nabór na stanowiska Mistrzów Gry! Rekrutacja na GG: 2785425!
Pomoc dla nowych graczy

Lista aktywnych Mistrzów Gry:
Kamys 5/3 | Izdurbal Tenshi - 3/4 | Kuchiki Kyosuke - 6/3
CZaras – 2/3 | Shadow - 1/1 | Kaz- 1/1 | Kovacs - 0/1 |
Watanabe no Tsuna
- 2/3* (możliwe dodatkowemiejsce o ile KP zainteresuje, zaś gracz będzie aktywny)


Share | 
 

 November eleven

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 9 ... 14, 15, 16, 17  Next
AutorWiadomość
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Wto 7 Sty 2014 - 21:18

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Nie 30 Sie 2015 - 10:50

Ishifone

Jeśli Ishifone liczyła na ciepły dotyk słońca to srodze się zawiodła jako, że niebo pokryte było szarą powałą chmur. Znajomy srebrny lis wciąż zwinięty był w kłębek i wciąż wisiał nad drzwiami prowadzącymi do November Eleven. Baldrik ruszył przodem rozbryzgując buciorami szarą breję wodnistego śniegu. Przed wejściem, jak zawsze stał gładko ogolony Bruno. Ukłonił się krótko i zaprosił gestem do środka. Widok Ishifone nie zrobił na nim żadnego wrażenia, zupełnie jakby nigdzie nie zniknęła. Bruno był jednak znany z kamiennej twarzy cyborga, której nie przecinał choćby ślad emocji.
Wnętrze klubu nie zmieniło się choćby o jotę. Wciąż ciemnawo, wciąż powietrze ciężkie od zapachu kadzidełek i wciąż ten sam puchaty dywan. Tylko jeden stolik był zajęty i właśnie porwał się od niego Vormund. Doskoczył do Ishifone i położył dłonie na jej ramionach. Nadal w nienagannym garniturze, nadal przypudrowany jak stara baba i nadal śmierdzący litrem wody kolońskiej.
Przez chwilę przyglądał się Ishifone, po czym przyciągnął ją do siebie i przytulił.
- Witaj w domu, słowiku - wyszeptał. Uwolnił ją z uścisku i wskazał na stolik przy którym siedzieli Kenshim i Ami. Kenshim wstał, aby przywitać się z Ishifone. Był jak zawsze spokojny, chociaż zdawał się nieco zmężnieć od czasu, kiedy widziała go po raz ostatni. Ami natomiast wyglądała tak jak zawsze i nawet nie pofatygowała się, aby wstać.
Vormund usadził Kumagae przy stole i zawołał barmana, który wychylił się zza kuchennym drzwi.
- Przyjacielu, polej nam czegoś zacnego, bo dziecię zagubione odnalazło się!
- To widzę - mruknął Barman obdarzając Ishifone krótkim spojrzeniem.
- A o mnie to już zapomnieli - żachnął się Baldrik, którego rzeczywiście nawet rodzony brat nie przywitał. Zajął więc miejsce przy barze i krzyknął na barmana, aby podał mu coś mocnego i to w dużych ilościach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Nie 30 Sie 2015 - 11:56

...miała jedno, proste, drobne życzenie. Trochę słońca. Ale może później się przejaśni. Jak nie, to się wścieknie.
Klub zdawał się być dokładnie taki sam jak wcześniej. To był dobry znak, po tym co widziała byłaby chyba przeczulona na każdą drobną zmianę. Ale jak o tym myślała, to zastanawiała się czy może kogoś nowego przywiało. Wiele Quincy ogólnie to nie było, ale może... tym razem może nawet nie będzie aż taka niemiła. Nie mogła być. A mogło to być jakąś okazją dla niej. Tak. Wymieniła nawet uprzejmości z ochroniarzem (Tzn. skinęła mu głową) który się tym przejął tak samo jak ona. Niespecjalnie. Swoją drogą, znała jego imię, a barmana w ogóle. Co uratowało jej skórę, ta błogosławiona ignorancja.
Wnętrze również było takie samo jak zapamiętała, całe szczęście. Wciągnęła mocniej powietrze, czując znajomy ciężki zapach. Nie przepadała nigdy za nim, ale teraz dla odmiany kojarzył jej się dość przyjemnie. Zauważyła gwałtowny ruch. To Vormund się podniósł ze stolika jak tylko ją zobaczył. Przy stoliku była jeszcze Ami i Kenshim. Tylko ostatni się pofatygował, by łaskawie wstać. Typowe dość.
Poczuła ciężar na swoich ramionach. Przyglądali się tak sobie przez parę chwil. Co też mogło chodzić po głowie temu... znaczy się, no, jemu. Pewnie się rozczulał, to by do niego pasowało. Do tego co potem jeszcze zrobił i powiedział tym bardziej. Tylko co do cholery powinno się mówić w takich sytuacjach.
-Też-się-cieszę-Wydukała. Spodziewała się jednak jakiś większych emocji związanych z tym miejscem. Było miło, ale nie mogła powiedzieć by się wzruszyła albo specjalnie szalała. Może to przez ten ostry zapach. Drażniący. Odzwyczaiła się. Potem ukłoniła się lekko Kenshimowi, któremu akurat przyglądała się nieco bardziej.
-Wyglądasz...-Próbowała rzucić jakimś miłym słowem, ale trudno było jej cokolwiek znaleźć. Ostatecznie pokręciła głową i dała się zaprowadzić do stolika. Zerknęła przelotnie na Ami. Potem na barmana.
-Ale poza tym to się wiele tu nie zmieniło-Rozpięła się trochę, bo zaraz by się jej zrobiło strasznie duszno i gorąco. Zaraz pewnie Vormund zacznie ją zagadywać albo wypytywać. Baldrikowi odpowiadać nie zamierzała, chociaż mogła. Tu dla odmiany doskonale wiedziała co by mogła powiedzieć. Rozglądała się wokół, doszukując się jakiś zmian, ale szczerze wątpiła by znalazła cokolwiek istotnego. Bardziej dawała sobie czas, by wymyślić jakiś temat...
-...słyszałam, że trochę pusto się tu zrobiło. Chyba, że stadko się zwiększyło?-Im dłużej tu siedziała, tym większy bezsens widziała w jej obecności tutaj. Owszem, miała plan załatwić parę spraw. Ale siedzieć tutaj i gadać... to było kompletnie nie w jej guście.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Nie 30 Sie 2015 - 12:45

- Po co zmieniać coś co dobrze funkcjonuje. - Sarkazm w głosie Ami był stosunkowo dobrze zamaskowany, acz Ishifone zdołała go wychwycić.
- Prawda, czujemy się z Kenshinem trochę samotni. - Vormund usiadł. - Zapewne mój drogi brat poinformował cię, słowiku, że Ami i Sonia wyfrunęły już z gniazda. - Posłał gorzkie spojrzenie bratu, który raźno opróżniał butelkę alkoholu. - Niemniej, jest szansa, że wkrótce dołączy do nas wnuczka mojej starej znajomej.
- Twoja dziewczyna będzie z tego powodu zachwycona. - Ami uśmiechnęła się do Kenshima, który przybrał pokerową twarz.
- Cieszę się bardzo, że wróciłaś, słowiku. - Vormund spojrzał ciepło na Ishifone. - Może przemyślałabyś wszystko raz jeszcze i zamiast włóczyć się z moim bratem po świecie wróciłabyś do miłego gniazda swego dzieciństwa.
Więc tak brzmiała fałszywa wersja tego co działo się z Kumagae ostatnimi czasy.
- Ale nam razem jest dobrze, co dziewuszko? - zagrzmiał Baldrik. Rozparty o bar zwrócił się w kierunku stolika Ishifone. - Uczysz się nowych rzeczy, poznajesz nowych ludzi. Żyć nie umierać.
Barman podszedł z tacką i postawił przed każdym zielony drink z parasolką i krążkiem limonki.
- Ta decyzja należy do niej. - Głos Vormunda stał się zimny i twardy niczym stal. Obdarzył brata srogim spojrzeniem. W odpowiedzi Baldrik uśmiechnął się wyzywająco.
Atmosfera nagle stała się równie ciężka, co zapach kadzidełek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Nie 30 Sie 2015 - 14:09

Wzruszyła ramionami. Akurat jeżeli chodzi o Ami to się nad nią za bardzo nie rozczulała. Jedyne co robiła to ją irytowała i robiła uwagi wtedy, kiedy nie trzeba. Za to uzyskała dość jasną informacje - pokoje były wolne. Może nawet zostawili w spokoju jej rzeczy, to akurat by się jej przydało. Konkretnie jeden drobny przedmiocik.
-Tak. Też bym... erm...-Powstrzymała uszczypliwy komentarz, i miała wyraźne problemy ze znalezieniem kontynuacji. Popatrzyła gdzieś w bok, stukając palcami o blat. Ostatecznie machnęła ręką, odpuszczając sobie dalsze próby. Słuchała sobie do pewnego momentu. Od razu zaczęła czuć irytację, żałość graniczącą z pogardą, i to lekkie poczucie wyższości.
Faktycznie, nie ma to jak w domu. Ale usilnie starała się to jakoś trzymać na wodzy, a przynajmniej nie epatować tym na lewo i na prawo. Pokazywanie tego, jak wszystko jest jej obojętne całe szczęścia miała opanowane do perfekcji.
Ale wersja oficjalna jej nieobecności była... średnio wiarygodna, chociaż sama miałaby problemy znaleźć jakąś lepszą. Nie będzie negować, ale nie będzie też się rozwlekać nad tym, co to ona niby nie robiła. Wyszedłby jakiś miesiąc.
Siedziała cicho. Aż sytuacja nie nabrzmiała jak baranie jaja. Złapała szklankę w dłoniach i przyjrzała się.
-Na razie wolę odpocząć, jeżeli nie macie nic przeciwko-Spróbowała sobie troszkę-Moja matka jeszcze w ogóle żyje? Pewnie strata laski po ojcu mocno nią wstrząsnęła
Zdawała się być w ogóle nie przejęta myślami, że jej rodzicielka za bardzo nie kontaktowała, i pewnie nawet jej nie kojarzyła. Poniekąd sama jej to załatwiła. Nie planowała.
-Co do tej małej... nawet chętnie bym poznała. Chyba, że jest tak milutka jak Ami, to już wiem czego się można spodziewać-Wymsknęło jej się. Ale inaczej się z tą osobą nie dało. Ishifone patrzyła się gdzieś w przestrzeń przed siebie, zerkając tylko co jakiś czas na osoby tutaj siedzące. Zapytała tylko jeszcze o jedną rzecz.
-Macie gdzieś moje rzeczy?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Nie 30 Sie 2015 - 14:24

Szklanka była chłodna, a drink nieco mętny jakby dolano do niego owocowego miąszu. Czuć było jednak słaby zapach alkoholu, więc wersji dla dzieci nie dostała.
Vormund odkleił wzrok od brata, który parsknął pod nosem, po czym wrócił do "rozmowy" z butelką.
- Ma się dobrze - rzekł Vormund. - Odwiedziłem ją parę razy i zapewniłem, że złożysz jej wizytę, kiedy tylko wrócisz do Karakury. Bardzo się na to ucieszyła - dodał po chwili przerwy.
Gdu padło imię Ami, dziewczyna przekrzywiła głowę spoglądając na Ishifone z ukosa.
- Jesteś pewna, że wiesz?
- Pokój czekał na powrót swojej właścicielki - odrzekł Vormund, po czym przeprosił ich na chwilę i udał się za kurtynę. Powrócił po chwili z kluczem do pokoju.
Ami westchnęła i podniosła się powoli.
- To wy sobie gadajcie, a ja pójdę przypomnieć sobie stare kąty. - Dziewczyna postanowiła powtórzyć drogę Vormunda i również ruszyła ku scenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Nie 30 Sie 2015 - 14:38

-Oczywiście-Odpowiedziała nawet zgodnie z prawdą. Bo planowała to. Mocno jednak wątpiła w entuzjazm jej matki. Mogłaby... nawet się o to zapyta-Jest jeszcze w ośrodku, czy może jej się polepszyło?
Jakoś w to wątpiła. Osoby w jej wieku raczej ciężko znoszą miotanie na asfalt przez potwory z krainy wiecznej nocy. Nie zamierzała na razie do tego wracać.
Zwłaszcza, że Ami powiedziała coś dziwnego. Przez moment się jej przyglądała, próbując rozszyfrować co też mogła mieć przez to na myśli. Popiła trochę.
-Czyżbyś darzyła mnie płomienną miłością?-Miała wielką ochotę coś jeszcze do tego dodać, ale co chwila musiała gryźć się w język, to też skończyło się na udawanym zaskoczeniu. Za to dostała klucz do pokoju. Świetnie. Będzie mogła się czymś zająć.
-Ile właściwie tutaj będziemy?-Zapytała Baldrika. To bardziej od niego zależało, jakąkolwiek robotę by on tutaj nie miał. Po udzieleniu odpowiedzi odłożyła drink.
-Jeżeli to wszystko, również pójdę-Przy braku ewentualnych pytań, skierowała się do swojego pokoju. Co ją stamtąd interesowało? Pierścionek. To również obejmował jej plan.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Nie 30 Sie 2015 - 15:09

- Cóż, niestety nie wróciła w pełni do zdrowia - rzekł łagodnie Vormund. - Ale jest lepiej niż jeszcze parę miesięcy temu. Rozmawiałem z lekarzem. Powiedział, że jest dobrej myśli. Twoja matka jest spokojna i czasami tylko uroni kilka łez za zmarłym małżonkiem czy też dawno niewidzianą córką, więc wizyta słowika na pewno wielce by ją ucieszyła.
W głosie Ami było znacznie mniej uprzejmości.
- Miłością? Ciebie? Przykro mi, ale wygląda na to, że kochać ciebie nadal możesz tylko ty sama.
- Moje drogie, proszę! - Oburzył się Vormund. - Tak dawno nie zasiadaliśmy w takim gronie. Spróbujmy więc odnosić się do siebie z odpowiednią uprzejmością.
- Heh, czyli widzę, że wasza uprzejmość mnie nie dotyczy. - Baldrik zachichotał. - Nie spiesz się dzieweczko mamy trochę czasu.
Ishifone ruszyła przeto na piętro. Usłyszała jeszcze pytanie Baldrika gdzie podziewa się Sonia, na co Vormund odpowiedział sucho, że wraz z Aleksandrem wykonują pracę poza Karakurą.
Kumagae tymczasem znalazła się w korytarzu, gdzie na drzwiach widniały mosiężne tabliczki z imionami. Pókój Ishifone wciąż był w ten sposób oznaczony. Włożyła klucz do dziurki, przekręciła i popchnęła. Faktycznie, nic nie ruszali, a przynajmniej tak wydawało się na pierwszy rzut oka.
Seledynowe ściany, zasłana mata do spania, mała biblioteczka z firanką. Jednak kwatera w Wahrwelt miała wyższy standard. Idąc na środek pokoju spłoszyła gołębia przysiadłego na parapecie.
Pierścionek, ową pamiątkową błyskotkę z czasów przed uświadomieniem sobie wielu rzeczy, znalazła tam gdzie go pozostawiła. W szafach miała trochę ubrań w tym zakupione podczas shopingu z Sonią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Nie 30 Sie 2015 - 15:35

Czyli była w ośrodku. Odwiedzi. Może to nawet lepiej, przynajmniej miała zapewnioną opiekę i nie musiała się o to martwić. No i był tam lepszy dojazd.
Z drugiej strony mocno jej popsuł humor komentarz Ami. Nic nie powiedziała, po prostu piorunowała ją wzrokiem, aż iskry leciały. Głupia... obelgi uciekały z jej głowy, a ona próbowała jakoś opanować przemożną chęć przycięcia jej tego niewyparzonego jęzora. Coś tam Vormund gadał, Baldrik się obśmiał, a Ishifone poszła na górę zła na przebieg spraw.
Pokój faktycznie był nietknięty. Jak u dziecka, z którego śmiercią rodzice nie mogli się pogodzić. Chociaż zakupy po Schmitzie były już wsadzone do szafy, więc chociaż ze względu na porządek trochę tutaj pogrzebali. Mniejsza. Najważniejsze, że znalazła ten cholerny pierścionek.
Tylko jak ona go teraz znajdzie. Może pracuje w tej samej kancelarii co wcześniej. Albo mieszka w tamtym domu. Może być trochę ciężko, ale da jakoś radę.
Wyszła z pokoju. Zerknęła jeszcze na jedną rzecz. Pokój Daichiego.
...pewnych rzeczy się nie zmieni. Wiedziała o tym aż za dobrze. Ale będzie próbować.
Zeszła ponownie na dół.
-Pojadę do matki, na cmentarz... może do kancelarii-Zakomunikowała. Zaraz potem dodała-Będę unikać kłopotów i znikania na parę miesięcy bez śladu
Nie miała zielonego pojęcia, czy jej przyzwolą na coś takiego. Jak jakaś małolata, psia mać. No ale jak nie będą jej nic gadać, no to...
...właściwie, to kiedy ostatnio jadła, hmmmm... jak niedawno, i nie było obiekcji, to sobie spokojnie wyszła by kupić bilet na autobus, i przejechać się do swojej matuli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Nie 30 Sie 2015 - 16:40

Pokój Daichi'ego zastała zamknięty, a na drzwiach widniał tylko blady ślad po miejscu, w którym przykręcona była niegdyś tabliczka z imieniem. Ze śmiercią tego dziecka najwyraźniej już się pogodzono.
Zeszła na dół. Baldrik wzruszył tylko ramionami, gdy usłyszał jakie są zamiary Ishifone.
- Rób co chcesz, jak zacznie się ściemniać odnajdę cię.
Vormund natomiast porwał się z krzesła i stanowczo, acz łagodnie oznajmił, że będzie Ishifone towarzyszyć. Jakby nie próbowała, tak nie mogła go od tego pomysłu odwieść.
Założył tylko czarny płaszcz i melonik, po czym ogłosiłby, że mogą ruszać. Nie było przeszkód, bo przed wyruszeniem na ziemię Ishifone zjadła sute śniadania w Wahrwelt.
Ami wciąż chowała się za kulisami, Barman zjadliwie zauważył, że Ishifone nie dokończyła swojego drinka, a Kenshim wydawał się trochę zaskoczony, iż spotkanie tak szybko miało dobiec końca.
Wyszli na zewnątrz. Porządnie ubranej Ishifone chłód nie doskwierał. Niestety słońce wciąż nie mogło przebić się przez baldachim chmur. Ulice były stosunkowo luźne. O tej porze większość ludzi pracowało w smutnych biurowcach. Na krawężniku odsypano topniejące kupki błotnistego śniegu. Jeszcze nie nastąpił czas, w którym depresyjna szarość miała zostać przykryta białą pierzyną.
- Chyba pozostaje nam autobus. Nie chciałbym żeby nas drogi barman opuszczał miejsca pracy, kiedy klienci mogą się zjawić - rzekł poprawiając rondo melonika.
Mijani przechodnie podrażnieni chmurą zapachu wody kolońskiej podnosili głowy i z wyraźnym zdziwieniem spoglądali na ubielone oblicze, czerwone usta i podkreślone węglem brwi. Raczej nie chciano żeby znajomi spotkali cię na ulicy, gdy idziesz z kimś takim. Zwłaszcza, gdy ten ktoś postanowi szarmancko wziąć cię pod ramię.
- Wiem gdzie zapędził cię mój lekkomyślny brat - rzekł, gdy zmierzali w stronę przystanku. - Nie musisz tam żyć wykorzystywana przez tych szaleńców. Mam wystarczające znajomości, aby móc zapewnić tobie lepszy żywot, słowiku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Nie 30 Sie 2015 - 17:11

Baldrik jak zwykle opiekuńczy jak diabli. Trącał go pies, akurat co do niego wiedziała, że będzie miał to w głębokim poważaniu. Bardziej zastanawiała się nad reakcją Vormunda. Ten to doskonale wiedział co się działo, gdy sama gdzieś wychodziła. Prawie za każdym razem kończyło się to czyjąś śmiercią albo zaginięciem. To też bardzo nie oponowała, gdy ten się zadeklarował, że ją odprowadzi.
Przy okazji. Należało wyjaśnić tą wielką tajemnicę wszechświata
-Jak on się właściwie nazywa?-Zapytała z niezwykłym dla siebie zaangażowaniem i zainteresowaniem, gdy wspomniał o konieczności dyspozycyjności barmana.
Starała się być bardzo wyrozumiała, bardzo tolerancyjna, i bardzo cierpliwa. Ignorowała spojrzenia ludzi (Co akurat mogło mieć związek z jej niewielkim zainteresowaniem otoczeniem), to, że absolutnie nie było słońca, a wzięcie pod rękę skwitowała zaciśnięciem zębów i próbami wyparcia tego ze świadomości. Średnio to wychodziło.
I ją zaskoczył. Podejmując ten temat na środku ulicy. Poważnie się zastanowiła, co i jak ma odpowiedzieć. Bo inaczej trafiłby ją szlag.
-Gdzie nie spojrzę widzę szaleńców, a to podobno ja jestem chora-Westchnęła ciężko. Wręcz z bólem-Co niby miałby oznaczać "lepszy żywot"?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Nie 30 Sie 2015 - 17:36

Vormund zmieszał się, gdy zapytała o imię barmana. Podrapał się po policzku zerkając na Ishifone, jakby nie był pewien czy powinien zdradzać tą tajemnicę. Nadzwyczaj zaintrygowany głos Kumagae musiał jednak pomóc w podjęciu decyzji.
- Hmm, cóż, ma na imię Neko. Kobayashi Neko. Nie przepada za mianem jakie nadała mu matka, więc woli żeby wołać na niego barman. Tak po prostu. - Wzruszył ramionami jakby nie widział nic złego w nazywaniu się Neko.
Atmosfera spoważniała, gdy rozmowa przeszła na temat przyszłości Ishifone.
- Ach, właśnie. Jak sobie radzisz ze swoją... chorobą - zapytał jeszcze Vormund, po czym skupił się na wyjaśnianiu dlaczego będzie żyło się jej lepiej jeśli go posłucha. - Spokojny żywot. Wolny od demiurgów pociągających za sznurki naszego przeznaczenia. Widzisz, nigdy nie byłem w TAMTYM miejscu, ale wiem dość na temat dążeń tamtejszych władców. Skończy się na krwi i łzach. Śmierci i chaosie, co czeka każdego kto wierzy, że jest wstanie zmienić obowiązujący porządek rzeczy. Vendetta, którą prowadzą nie jest częścią ciebie, słowiku. Lepiej ci będzie jeśli pozostaniesz tak jak Kenshim w November Eleven, a jeśli potem będziesz chciała wziąć los w swoje ręce, to otrzymasz moje błogosławieństwo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Nie 30 Sie 2015 - 18:12

Utrzymanie kamiennej twarzy było w tym momencie całkiem ciekawym wyzwaniem. Tego NIKT nie byłby w stanie przewidzieć. Przez dłuższy moment nawet jej się to udawało. Przyłożyła zagięty palec wskazujący do ust, kiwnęła parę razy głową w zrozumieniu...
-...pfffffft-Wymsknęło jej się. Duszony z całych sił chichot uciekał z jej gardła. Jej imię było nietypowe. Ale tutaj była wdzięczna swojej matce, że nie nazwała ją kociakiem. Albo truskawką. Kaszlnęła parę razy, doprowadzając się do porządku.
-Przepraszam, to... nic takiego przecież. Uszanuję to...-Nie mogła o tym myśleć. Jakkolwiek komicznie to imię nie wygląda w kontekście jego osoby. Może dlatego jest taki skwaśniały.
-Jakoś. Trudno mi było o leki, a teraz powietrze mi nawet służy. Chyba, że chodzi Ci o coś innego-W sumie zastanawiała się, o co mu chodzi. O to co zostało stwierdzone u niego czy też może... tam.
Mówił tak, i mówił, a ona patrzyła w bok, zastanawiając się. Może miał rację? Może...
Stała w ciszy. Czuła się... nie najlepiej. Nie mogła tego określić.
-Spotkałam osobę, która pokazała mi potencjalną przyszłość na podstawie moich wcześniejszych uczynków. Wizja ta... nie była najlepsza. Pamiętam również co mówiłeś o cieniach-Zrobiła przerwę. Mówić, nie mówić... jakie to ma znaczenie, jaki to ma związek? Po co o tym mówić?
Bo nie wiedziała, co powinna zrobić. Znowu.
-Kiedyś byłam tylko ja. Mój interes, moje wyobrażenia, mój świat. Teraz wiem, że jest dobro i zło, czy mi się to podoba czy nie. Może gdybym zdała sobie sprawę z tego wcześniej, nie zniszczyłabym życia tylu osobom. Mniej lub bardziej dosłownie-Wyszeptała opuszczając lekko głowę. Wypatrywała autobusu.
-...mogę nie mieć tyle czasu, by "odkupić swoje grzechy", czy jak to się mówi... o ile jest to możliwe... ale nie poddam się bez walki-Jaki to miało związek? Dla niej na pewno jakiś. Ale jaki to już sprawa jej specyficznego umysłu i logiki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Nie 30 Sie 2015 - 18:45

Po minie Vormunda można było wywnioskować, że żałował zdradzenia tajemnicy neko barmana.
- Nie, chodziło mi tylko o to - wytłumaczył sprawę pytania o chorobę.
Doszli do przystanku, przy którym stała jedynie mocno zajęta sobą para.
- Wcale nie jesteś zła - żachnął się Vormund. - Co więcej, możesz zrobić wiele dobrego. Ta dziewczyna... wnuczka mojej znajomej będzie potrzebowała nie tylko przewodnika, ale też przyjaciółki. Zastanów się nad tym. Nie istnieje żadne wielkie zło i dobro. Ten model dualizmu jest archaicznym przeżytkiem, bo ani shinigami nie są wcieleniem niegodziwości, ani quincy nie są nieskazitelnie szlachetni. Jeśli rzeczywiście chcesz zacnie żyć, to pomagaj ludziom, którzy przypominają niegdysiejszą ciebie - westchnął ciężko. Spojrzał na rozkład jazdy. - Gdzie w takim razie udajemy się najpierw?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Nie 30 Sie 2015 - 19:11

Nie zrozumieli się chyba. Ale nie miała już siły tłumaczyć tego, co miała na myśli.
-Ale piekło istnieje-Ucięła krótko temat. Może zorientuje się o co jej chodzi, ale szczerze wątpiła. Miała jednak zgryzotę. Znowu.
W Wahrwelt była masa Quincy, którzy traktowali ją jak przybłędę, i wątpiła by cokolwiek się w tej materii miało zmienić. Było jej parę przychylnych osób. Miała też długi. Prawdopodobnie nie będzie to zbyt mile widziane.
Z drugiej strony, nie mogła się oprzeć wrażeniu, że miał racje z tym szaleństwem. To, co próbowali zrobił było igraniem ze światem. Podobnie jak z tym całym Shinem. Wiele się to nie różniło, nawet chcieli wykorzystać to samo urządzenie, ale było paru przytomnych. Paru. Którzy chcieli po prostu inaczej osiągnąć cel. Westchnęła. Zgodziła się na współpracę z tamtymi. Ale przysięgała jedynie niczego nie mówić.
-Do matki. Czy Baldrik wspominał cokolwiek o tym, co się ze mną działo? Co ze mną zrobili?-Cały czas mówiła dosyć cicho, co by ich czasem ktoś nie podsłuchał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Nie 30 Sie 2015 - 19:58

Zdziwienie malujące się na twarzy Vormunda jasno powiedziało, że myślał o czymś innym podczas wygłaszania swoich mów.
- Piekło tak, ale niebo już nie - rzekł cicho. - A oni są w błędzie myśląc, że mogą stworzyć niebo. - Odpowiedź na pytanie wymówił już głośniej. - Wspominał, ale zgaduję, że wiele szczegółów opuścił. Ten... człowiek, który wciągnął cię do Hueco Mundo był w rzeczywistości pustym. Udawał mędrca by wykorzystywać ludzi, którzy przyprowadzali do niego dusze. Accretia się już nim zajęła, a dokładnie ta dziewczyna, która wręczyła ci zmodyfikowaną duszę. Baldrik wspomniał, że biedaczkowi nie udało się wyjść z tego żywym. Przykre. Jeszcze bardziej przykre, że w twoim uwięzieniu współuczestniczył Shin. - Na twarz Vormunda padł głęboki cień. - A miał taki potencjał. Tyle dobrego mogła przynieść jego moc...
I pomyśleć, że ten spokojny i dobry chłopak tak marnie skończył.
- Pokręcił głową z autentycznym smutkiem.
Czekali dziesięć minut do przyjazdu autobusu. Sunące leniwie minuty umilały im mlaszcząco-cmokające odgłosy, które wydawała z siebie młoda para. W międzyczasie na przystanek podeszła wspomagają się laską starowinka, która przechodząc obok Vormunda spojrzała na niego z przerażeniem, na co ten ukłonił się grzecznie uchylając melonika.
Autobus nadjechał. Vormund zakupił bilety, po czym usiadł obok Ishifone. Większość pasażerów stanowiły skarlałe staruszki, chociaż na końcu siedziała grupa wyraźnie czymś rozbawionym młodzieży.

http://bleach.iowoi.org/t1916-dom-opieki-kib333
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Sob 10 Paź 2015 - 18:05

Ishifone

Wejścia do klubu jak zwykle pilnował enigmatyczny Bruro. W środku nie było nikogo. Baldrik poszedł nie wiadomo gdzie, Ami miała wrócić do swojego mieszkania, a Kenshim udał się ponoć do księgarni.
- Przyjacielu podaj mi coś mocnego. - Vormund położył płaszcz na barze i zrobił ruch jakby chciał ściągnąć melonik, którego przecież nie miał. Zmarszczył brwi i usiadł na barowym krzesełku. Poszukał wzrokiem Ishifone.
- Jeszcze raz przepraszam, słowiku, że naraziłem cię na niebezpieczeństwo. Coś takiego nie miało prawa się zdarzyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Sob 10 Paź 2015 - 22:58

Czyli dał się zaskoczyć bo emocje. Trochę to było niespójne, ale dla swojego dobra nie zamierzała tego drążyć. Jeszcze by wyszło, że to przez nią. Fakt pozostawał jednak faktem - Vormund dał się znokautować jakiemuś facetowi rzucającymi kamieniami. I barman miał racje, bo gdyby skorzystał z bardziej standardowej formy zabijania, zarówno on jak i ona byliby martwi. On na pewno.
Czy na pewno miał kwalifikacje, by się tym zajmować? Z jednej strony popieprzone zbiorowisko fanatycznych Quincy, a z drugiej coraz bardziej tracący w jej oczach starszy facet. Co wyjście to gorsze. Myślała o tym trochę w samochodzie. Przynajmniej próbowała, bo ani zapach, ani dźwięki wydobywające się z tego przeklętego zestawu audio jej w tym nie pomagały.
Karetka przeleciała. Przypomniała sobie, że tamten pusty kogoś staranował. Kompletnie o tym zapomniała, ale ktoś najwidoczniej się z tamtych tym zajął. Miała taką nadzieję.
Dojechali do klubu. Adalbertem ta sytuacja chyba mocno wstrząsnęła. Co miała jednak powiedzieć Ishifone? Osoba która miała ponoć zapewnić jej bezpieczeństwo zawiodła. Znowu, jak tak o tym pomyślała. I... erm... nawet wysilając się na dużą wyrozumiałość... mogłaby mu wypomnieć wiele rzeczy. Inna sprawa, czy o tym przypominać.
Stała zdrowy kawałek za Vormundem, na tyle blisko, by nie musieć krzyczeć.
-Chrzanić niebezpieczeństwo. Na to się pisałam od początku-Brak gestykulacji i zmian w mimice utrzymywał się do tego momentu. Zmarszczyła brwi, gdy zaczęła mówić dalej-Ale przy tym co od Ciebie słyszałam, to było... przygnębiające-Wyciągnęła z kieszeni długopis, którym zaczęła powoli obracać w palcach z jakiegoś powodu. Przyglądała się Vormundowi, jego reakcjom.
-Najpierw Daichi, potem mój ojciec, w końcu ja... i na Ciebie prawie przyszła pora. Powiedz mi, jak po czymś takim mogę Ci zaufać? Ile będę czekać na następny wypadek? Może to tym razem będzie ta podopieczna?-Brzmiało to jak najbardziej na pretensje. Myślała jednak o czymś jeszcze. We wszystkim tym to ona maczała palce. Każda z tych sytuacji wydarzyła się na skutek jej decyzji. Jedyną jego winą było to, że nie był w stanie na to zareagować. Nie był w stanie.
-Nie powinnam tu zostawać. Nie powinnam też iść z Baldrikiem. Pierwszy raz zaczynam żałować, że nie posłuchałam Aleksandra-Odeszła na bok, i usiadła na jednej z sof. Chciała trochę odpocząć od wszystkiego. Odciąć się, i może nawet przyśnie. Zmęczyła się jazdą i walką. Chyba, że ten miał coś jeszcze do powiedzenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Nie 11 Paź 2015 - 13:41

Widziała, że wspomnienie o osobach, których nie zdołał ocalić zraniło go. Twarz stężała, wzrok zniżył się do podłogi, jak u zbitego psa.
- Nie przeczę, popełniłem wiele błędów, za które nie chcę... nie mogę się usprawiedliwiać.
- Uszy puchną od takiego pierdolonego gadania. - Barman postawił przed Vormundem szklankę. - Nie możesz ocalić wszystkich, więc przestać zgrywać męczennika. Ty zaś - wskazał podbródkiem Ishifone - nie rób z siebie bezbronnej dzidzi. Rączki i nóżki masz to skorzystaj z nich i sama się obroń. - Rozeźlony machnął ręką, po czym szybko zniknął za kuchennymi drzwiami.
- Do niczego nie będę cię namawiać, ale pamiętaj, że bez względu co zadecydujesz to zawsze otrzymasz tutaj gościnę - Tyle tylko miał jeszcze Vormund do powiedzenia.
Ishifone ułożyła się na miękkiej sofie. Zmęczona walką szybko zapadła w półsen, chociaż wciąż odbiera bodźce z zewnątrz. Cały czas słyszała jazz dobiegający z głośników i pobrzękiwanie szklanki Vormunda. Nękało ją tylko dziwne uczucie, że coś jest nie tak jak być powinno. Co dokładnie? Trudno powiedzieć, zresztą przestała się nad tym zastanawiać, kiedy poczuła silne szarpnięcie i dźwięki jazzowej kompozycji saksofonowej urwały się.


- No dalej, dziewuszko. Czas na nas. Było jej gorąco. Spociła się pod wełnianym kocem, chociaż nie pamiętała, aby ktoś go na nią zarzucił. Wyglądało na to, że w rzeczywistości dała zmorzyć się zmęczeniu i śniła o tym, jak leży na sofie. Niezbyt kreatywnie ze strony podświadomości.
Balrik stał nad nią zniecierpliwiony. Zauważyła, że Vormund przygląda im się z tego samego krzesełka, na którym siedział wcześniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Nie 11 Paź 2015 - 15:00

Barman powiedział co chodziło mu po głowie. Niechętnie, ale przyznała mu rację. Tyle tylko, że zupełnie nie tyczyło się to tego, co dla niej w tym momencie było istotne. Moc, albo swoboda. A z jednej, jak i z drugiej strony zagrożenie, i to już wynikające z samego faktu przynależenia do czegoś.
Co by nie wybrała, nie pasowało jej to. Najchętniej by uciekła gdzieś daleko i żyła po swojemu. Jakkolwiek, byle na swoim. W najgorszym przypadku, zawsze mogła tu przecież wrócić. Jeżeli odpowiednio to rozegra.
...tylko dlaczego miała wrażenie, że coś nie było tak jak trzeba? Leżała, i nie mogła się cały czas temu oprzeć. Nie mogła za cholerę stwierdzić jednak co. Mózg jej zaczął szwankować? Napad paranoi? Intuicja? Ostrzeżenie przed wyborem? Jakkolwiek by się nad tym nie głowiła, nie wpadła na to co to mogło być. I tak była zmęczona.

Została dość gwałtownie wybudzona. Nie aż tak, by miała się od razu zrywać, ale wystarczająco. Ktoś przykrył ją kocem jak się tu położyła. I śniła zupełnie o niczym. Może nawet nie zauważyła, jak zasnęła. To dziwne uczucie również zniknęło, więc może... może wszystko było już ok. Może... może coś ją ciągnęło w zgubę albo... nie była pewna. Ale podjęła decyzję.
Ściągnęła z siebie ten koc, i wstała. Przeciągnęła się leniwie, i rozejrzała. Ech. Może powinna była o tym pomyśleć.
-Już już... tylko sprawdzę, czy może zostały moje leki...-Mruknęła. Nawet specjalnie nie czekała tylko na szybko powędrowała do pokoju by przetrząsnąć swoje torby w poszukiwaniu tabletek. Może gdzieś jeszcze się znajdowały. Jak znajdzie (albo i nie) to wróci nie zgłaszając dalszych obiekcji ze swojej strony.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Nie 11 Paź 2015 - 16:49

- Zaraz, zaraz, a co tobie się tu stało... - Baldrik omiótł wzrokiem pobrudzone błotem ubranie i otarcie na policzku Ishifone.
- Właśnie chciałem ci o tym powiedzieć, bracie - rzekł ciężko Vormund. - Nieprzyjaciel zaatakował nas znienacka na cmentarzu i gdyby nie pomo...
- Co?! - Baldrik odwrócił się gwałtownie do brata. - O czym ty gadasz? Jaki znowu nieprzyjaciel?!
Vormund wzruszył niemrawo ramionami.
- Nie wiemy kim byli. Pusty i człowiek dysponujący mocą, który jest teraz zapewne przesłuchiwany przez Accretię. Prawdopodobnie ich celem było zabicie mnie.
- Heh, widzę nie tylko mi zalazłeś za skórę. - Wiadomość, że ktoś chciał zabić jego brata nie zrobiła na Baldriku większego wrażenia.
- Najwyraźniej, bracie, najwyraźniej. - Vormund był zirytowany beztroską brata. - W każdym razie chciałem powiedzieć, nim mi niegrzecznie przerwałeś, że gdyby nie Ishifone prawdopodobnie udałbym się już na spotkanie z rodzicami.
- Ta, z rodzicami. Jasne. - Baldrik odwrócił się do kobiety. Uśmiechał się. - No, hehe, widzę, że poradziłaś sobie. Trochę szkoda, bo przed powrotem chciałem przypomnieć ci jeszcze jak powinien wyglądać prawdziwy trening, ale chyba jednak sobie odpuścimy, co dzieweczko?
- Mam leki w swoim pokoju słowiku, zaraz ci je przyniosę. - Zanim Vormund ruszył za kurtynę obdarzył jeszcze Ishifone znaczącym spojrzeniem.
Wychwycił to Baldrik i gdy tylko Vormund zniknął z widoku zwrócił się do Ishifone.
- Pewno próbował ci namieszać w głowie, co?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Nie 11 Paź 2015 - 17:34

Ehm. Była zbyt zmęczona, by pomyśleć o ogarnięciu się po walce. Albo nie przeszkadzało jej to na tyle, by przywiązywać do tego wagi. Najpewniej wszystko naraz, bo walka topless też nie sprawiała jej problemów. Kombinowała już jakieś wytłumaczenie (Przy czym najprostsze co mogła wymyślić to upadek na cmentarzu czy coś) ale została uprzedzona. Wzruszyła ramionami.
-Nawet nie prawdopodobnie-Było to jednak jedyne, co wtrąciła w trakcie tej rozmowy. Jej przebieg wcale jej nie dziwił. Ten wielkolud... właściwie nie miała pojęcia, jakie są motywy jego postępowania. Zdawał się kompletnie nie zwracać uwagi na cokolwiek i kogokolwiek. A z drugiej strony, był związany z tym całym Wahrwelt. Nie wyglądał jej jednak na takiego, co by walczył dla jakiejś większej sprawy. Vormund okazał się był ponownie całkiem pomocny i przydatny. Bardzo dobrze, bo przed następną akcją wsparcie farmakologiczne może się okazać niezbędne. Tylko o co mu chodziło? Uniosła brew, sygnalizując, że nie do końca wie o co chodzi. Kiedy ona właściwie zasnęła?
Za to słowa Baldrika nie pozostawiły większego pola na wątpliwości. Założyła ręce na piersi i popatrzyła srogo.
-A kto tego nie robił?-Zacisnęła pięści. Musiała uważać, jak formułuje myśli, by nie miała potem śmiertelnych kłopotów. Ktoś może słuchać-Po tym pokazie nie czułabym się tu ani trochę bezpieczna. Chociaż nie myśl, że Twoje towarzystwo i filozofia mi odpowiada. Cenię swoją niezależność
Przekazała co miała przekazać. Nawet zgrabnie. Ale co z tego, skoro ani jedno, ani drugie wyjście jej nie odpowiadało?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Nie 11 Paź 2015 - 18:28

Uśmiech zniknął z twarzy Baldrika.
- Taa, niezależność to dobra rzecz. - Podrapał się po brodzie. - Wiesz co? Byłoby prościej gdybyś była z tych co mają wizję. Taka mała Cerise, a także cała kupa quincy pomieszkujących w Wahrwelcie tylko marzy żeby wykopać shinigami z najwyższego stołka. Mi to nie przeszkadza, bo sam za czarnymi za bardzo nie przepadam, ale też nie bardzo daję wiarę w tego całego Ojca. Grunt to umieć na wszystko trzeźwo spojrzeć, a zdaje się ty nie masz z tym problemu. Co spryciulo? - Znów się uśmiechnął. - Jeśli quincy szuka mocy to najchybkiem znajdzie ją w Wahrwelt właśnie. Dobre perspektywy zresztą też, chociaż wiele zależy od tego czy faktycznie uda nam się zrobić porządek z czarnymi.
Zza kotary wyłonił się Vormund. Podszedł i podał Ishifone słoiczek z pastylkami.
- A więc wracacie? - Zwracał się do nich obu, ale spoglądał tylko na Ishifone.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Nie 11 Paź 2015 - 20:41

Nie wyglądał na przekonanego. Bardziej na zbitego z tropu, że tak przedstawiła sprawę. Pamiętała mniej-więcej co mu mówiła gdy pierwszy raz się spotkali. Tyle tylko, że trochę jej się zmieniło podejście, a przynajmniej bardzo chciała tego dokonać. Ani jedno, ani drugie wyjście nie było tak naprawdę dla niej dobre.
Rozsądek z sumieniem mówiło jedno, a chęć rozwoju drugie. Był praktycznym, żądnym mocy dzikusem. Bardzo podobnym w podejściu co ona. I pewnie, kiedyś bez najmniejszego wahanie poszłaby na taki układ, knując i wyczekując odpowiedniego momentu na wycofanie się.
Z drugiej strony, jaką miała pewność, że i tam będzie bezpieczna? Jak w końcu wszystko ruszy, to nie będzie pytań. Z nami, albo przeciw nam. Z czego właśnie zdała sobie sprawę.
Ale takie wydarzenie zatrzęsie również ziemią. I co wtedy zrobi? Będzie zbyt słaba, by cokolwiek zdziałać. A z drugiej strony, wiedziała, że shinigami nie byli tacy jak postrzegali ich quincy.
Znowu to samo. I to w tym momencie, kiedy już wrócił Adalbert. Wyraźnie mu zależało na tym, by zmieniła zdanie. Zaciskała zęby, i przez moment wpatrywała się intensywnie w pudełeczko z lekami. Poczuła pod brodą szal.
Musiała sobie odpowiedzieć błyskawicznie na jedno, bardzo ważne pytanie. Co było ważne w życiu?
Zacisnęła prawą pieść, aż zaczęła się trząść.
-Ujmę to najprościej jak się da-Wydusiła z siebie na wydechu. Znowu musiała moment pomyśleć. Popatrzyła w stronę Baldrika-Potęga to nie wszystko. Wszyscy jesteście opętani żądzą mocy i władzy. Jak ja. Tyle, że ja zobaczyłam, do czego to mnie doprowadzi, i chce to zmienić-Stanęła w lekkim rozkroju, ustawiając się do niego frontem. Trzęsło nią całą ze złości, strachu, i żalu, co właśnie odrzuca. I co zrzuca na swój kark. Zerknęła na Vormunda
-Nie jestem w stanie zaufać komuś, kto został prawie zabity przez rzucony kamień, i nie potrafi zauważyć prostych rzeczy. Ale są rzeczy ważniejsze, więc...
Popatrzyła bardzo ostro na Baldrika. Miotało nią w środku, coś krzyczało, by tego nie robiła, nie odrzucała takiej szansy. Że już nigdy nie przytrafi jej się taka okazja, by wybić się nad ten cały ziemski motłoch.
-Nie mogę tam wrócić, jeśli jeszcze kiedyś chce żyć tak, jak JA chce, i bez perspektywy piekła nad swoją głową. I to jest MOJA decyzja-Niemal krzyknęła w jego stronę, starając dodać sobie pewności siebie. Co się teraz stanie, nie miała pojęcia, ale już nie zamierzała zmieniać swojej decyzji, niezależnie od konsekwencji. Wybrała swoją drogę. Nie wracała tam, nie zamierzała siedzieć tu w nieskończoność. Sama będzie o sobie decydować.
Chyba, że za dużo czasu jej po tym nie zostanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Pon 12 Paź 2015 - 15:36

Na pierwszą wypowiedź skierowaną do niego, Baldrik spojrzał na sufit i westchnął jak gdyby przyszło mu się użerać z niepokornym dzieckiem. Dla odmiany Vormund nie pokazał po sobie nic. Z kamienną twarzą słuchał Ishifone, chociaż w oczach wirowało mnóstwo emocji. Zaskoczenie, smutek, a może i pewna doza strachu.
Baldrik spoważniał, gdy rzucone zostało mu mocne spojrzenie. Odwzajemnił je, a nawet uśmiechnął się nieprzyjemnie jakby chciał przekazać Ishifone, że pewnych granic nie powinno się przekraczać.
Gdy zaś obwieściła już wszystkim swą decyzję, Baldrik sięgnął za płaszcz, ale tylko po to by podrapać się po boku.
- Cerise będzie niepocieszona, kilka innych osób pewno też - stwierdził spokojnie. - Ale twoje życie, twoja sprawa. Jesteśmy w końcu kwita. - Wzruszył ramionami. - Tylko pamiętaj żeby nikomu nie wspominać o tym miejscu i pomieszkującym w nim ludkach, bo źle się to dla ciebie skończy. No... to ja będę się w sumie zbierać. Hmm, mam coś przekazać naszym wspólnym znajomym? - zapytał jeszcze Ishifone.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Pon 12 Paź 2015 - 17:19

Była stanowcza. Decyzje-decyzjami, ale to były jej własne do których miała przekonanie. Bardzo pierwotna próba sił wyraźnie pokazywała, że nie powinna za bardzo podskakiwać bo się przeliczy. Dlatego tez skończyła tylko i wyłącznie na tym.
Widziała kątem oka reakcje drugiego brata. Zdziwił się tą reakcją to na pewno, ale co jeszcze mu chodziło po głowie? Tylko się przyglądał temu, co się działo. A zadziało się w sumie nic. Pojedynek spojrzeń, i... ot tak się zgodził?
Chyba jej akcja ratunkowa przyniosła jej więcej... możliwości niż się mogła spodziewać. Inaczej nie mogła wytłumaczyć jego twierdzenia, że są kwita. Uspokoiła się trochę wiedząc, że przynajmniej z jego strony nie szykowała się jakaś niemiła niespodzianka. Mówił jednak prawdę.
-Raczej nie to, co przed chwilą powiedziałam-Poprawiła ręce na swoich piersiach-Powiedz Cerise i Juro, że ich przepraszam. I że jestem wdzięczna za to co dla mnie zrobili i jak mnie traktowali. Reszta "ludków" mnie nie obchodzi-Również wzruszyła ramionami, chociaż dalej w środku niej się gotowało. Znacznie jednak zeszła ze spojrzenia i tonu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Pon 12 Paź 2015 - 17:53

- Ty ich pewno też nie, hehe. Dobra, trzymta się. - Baldrik przystanął jeszcze przy Vormundzie i szepnął mu do ucha, co wychwyciło ucho Ishifone "Naprawdę prawie załatwiłby cię kamień? No weźże się za siebie brachu, bo ojciec przewraca się w trumnie". Klepnął jeszcze brata w ramię, po czym długimi krokami wybył z klubu.
Vormund odprowadził go poirytowanym spojrzeniem, ale zaraz spochmurniał, gdy tylko zwrócił się do Ishifone.
- Rozumiem i akceptuję twoją decyzję, słowiku. Wiedz, że dom rodzinny czeka na ciebie, a i pod twoją nieobecność doglądałem twojego interesu i profity ze sklepu ojca trafiły na odpowiednie konto.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Pon 12 Paź 2015 - 19:20

Uniosła jedynie prawą dłoń na pożegnanie. Odprowadziła go wzrokiem, i nawet się lekko zdziwiła na to co powiedział, ale zatrzymała to dla siebie. W pewnym sensie się nim przejmował, chociaż miał zupełnie inne podejście. Albo się przejmował ich nazwiskiem. Cholera go wie. Poczekała, aż sobie pójdzie, i gdy to zrobił odetchnęła. Opuściła ręce wzdłuż ciała, i zaraz popatrzyła na Vormunda gdy ten tak jakoś... o czym on właściwie pieprzy?
-Zupełnie o tym zapomniałam-Mrugnęła parę razy. Obróciła się do niego, zastanawiała się o co może mu chodzić. Może... zrozumiał ją tak, że zamierzała iść stąd tu i teraz? Albo o coś jeszcze innego chodziło. Oparła brodę o palec wskazujący.
-Dzięki. Więc... jestem wolna... powiedzmy...-Wyciągnęła długa dłoń. Nie zamierzała pokazywać swojej aury, ale był to spory problem. Musiała pomyśleć jak to zredukować. Może nawet zwalczyć. Albo jakoś nauczyć się... cholera. Samej będzie problem... ale musi sobie poradzić.
-Mam wrażenie, że nie jesteś zbyt zadowolony z mojej decyzji. Trudno. Ale skoro tak mówisz, to chyba znaczy, że reszta deklaracji jest aktualna?-Upewniła się. Cisnęły jej sie na usta same szczere rzeczy, które byłyby jednak bardzo kąśliwe i przykre. Postanowiła się wstrzymać. Może nawet poprawić sytuacje. Wyciągnęła dłoń do uścisku w stronę Vormunda-To skorzystam. Mam spore obawy, ale gdzie indziej miałaby jeszcze większe. Mój pasożyt i umiejętności potrzebują uwagi. Intensywnej. Mogę na to liczyć?
...spróbowała wysilić się na uśmiech, chociaż na razie widziała jedynie załamanego, żałosnego starszego człowieka. Nie powinno tak być, ale trudno jej było oprzeć się temu wrażeniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Pon 12 Paź 2015 - 19:28

- Raczej nie jestem kontent z samego siebie. Co tu dużo mówić... zawiodłem. - Uniósł dłoń i pomasował skroń. Z pewnym zdziwieniem spojrzał na wyciągniętą dłoń Ishifone, ale zaraz delikatnie ją uścisnął. - Oczywiście, moja wiedza i umiejętności są do twojej dyspozycji.
Tymczasem zza kurtyny wyłonił się Kenshim. Miał na sobie dresowe spodnie i koszulkę bez rękawów. Przez szyję przewieszony miał ręcznik.
- Wszystko w porządku? - zapytał Ishifone.
Jednocześnie z kuchni wyłonił się barman. Zerknął krótko na wszystkich, po czym rozsiadł się za barem i pogrążył w lekturze gazety.
- Przez wasze przygody marny utarg dzisiaj mamy - mruknął tylko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Pon 12 Paź 2015 - 23:44

-Bywa-Wzruszyła ramionami. Po co to dodała, to nie miała pojęcia, ale przynajmniej było to już przyklepane, co potwierdził uścisk dłoni. Na razie zamierzała na tym poprzestać. Potem zajmie się przekonywaniem go, by się wziął bardziej za swoich uczniów (Czyli na razie nią) oraz siebie. To, że zrezygnowała z tamtego nie znaczyło, że zamierzała w ogóle odpuszczać.
I tak nie miałaby za bardzo okazji, by odpowiedzieć coś konkretnego bo wyszedł do nich Kenshim. A potem barman, co to jak zwykle kipiał optymizmem. Kiwnęła pierwszemu głową. Powinna być chyba... no, miła. Czy jakoś tak.
-Już tak. "Przygoda" skończyła się na moich otarciach i stłuczeniach-Zerknęła na siebie. No tak, wyglądała jakby miała bardzo bliskie spotkanie z matką ziemią, to nic dziwnego, że o to pytał-Z ważniejszych rzeczy, zostaję tu na jakiś czas. Towarzystwo Baldrika mi nie służy. Pewnie Twoja dziewczyna będzie wniebowzięta, z tej nowej też-Przeniosła spojrzenie na Vormunda. W sumie... po prostu powinna ostrożnie podchodzić do sprawy. Spodziewać się ataku za każdym razem, gdy stąd wyjdą. Centralnego szturmu raczej nie przypuszczą.
-Pracę, treningi, i inne przyjemności zacznę jutro. Zasady za dużo się tu pewnie nie zmieniły... więc ja idę się myć-Ukłoniła się lekko ogółowi. Jeżeli to było wszystko ze strony otoczenia, to zamierzała pójść do pokoju by zabrać jakieś rzeczy na przebranie, umyć się, i położyć co by odpocząć po tym cholernie męczącym dniu. Sporo jeżdżenia, sporo biegania, sporo nerwów.
...chyba nie poszło jej teraz tak źle. Znaczy, bycie miłą. Tak naprawdę tyle razy się gryzła w język, że aż dziw, że cokolwiek w końcu powiedziała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: November eleven   Today at 9:50

Powrót do góry Go down
 
November eleven
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 15 z 17Idź do strony : Previous  1 ... 9 ... 14, 15, 16, 17  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Świat :: Ziemia :: Karakura :: Centrum-
Skocz do:  
Free forum | © phpBB | Free forum support | Kontakt z | Report an abuse | Have a free blog with Sosblogs