IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Nabór na stanowiska Mistrzów Gry! Rekrutacja na GG: 2785425!
Pomoc dla nowych graczy

Lista aktywnych Mistrzów Gry:
Kamys 5/3 | Izdurbal Tenshi - 3/4 | Kuchiki Kyosuke - 6/3
CZaras – 2/3 | Shadow - 1/1 | Kaz- 1/1 | Kovacs - 0/1 |
Watanabe no Tsuna
- 2/3* (możliwe dodatkowemiejsce o ile KP zainteresuje, zaś gracz będzie aktywny)


Share | 
 

 November eleven

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 9 ... 15, 16, 17  Next
AutorWiadomość
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Wto 20 Paź 2015 - 16:06

Kenshim skrzywił się na wspomnienie swojej dziewczyny.
- Nie będzie z nią problemów - uznał, chociaż niezbyt pewnie. - Cóż, to dobrze, że wracasz. Przyda nam się twoja pomoc. - Uśmiechnął się nieznacznie. Skinął Ishifone głową, po czym ruszył schodami na piętro. Niedługo potem w jego kroki poszła panna Kumagae. W pokoju znalazła trochę ubrań, które zwykła nosić przed tą całą aferą z porwaniami, eksperymentami i mieszaniem w głowie. Z umyciem się był taki problem, że nie miała szczoteczki. Oczywiście mogła skorzystać z biało-niebieskiego egzemplarza w przezroczystym kubku stojącym na zlewie, ale bogowie wiedzą jaka to paszcza była przez ową szczoteczkę czyszczona.
Z prysznicem nie miała tego problemu. Gorące strugi wody zaczęły pieścić strudzone ciężkim dniem ciało. Mydło wydzielało przyjemny jabłkowy zapach, a piana szeleściła miło podczas mycia włosów. Po leczeniu barmana mogła nawet zapomnieć o tym, że jeszcze chwilę temu miała w sobie dziur.
Mata do spania nie była co prawda tak wygodna, jak łóżko w Wahrwelt, lecz zmęczenie sprawiło, że niemal nie zwróciła na to uwagi. W obecnym stanie nawet prześcieradło narzucone na twardą podłogę wydawałoby się dobrym miejscem na spoczynek. Ishifone zasnęła szybko.

***

Gdy się obudziła było jej bardzo dobrze. Ciepło i wygodnie, aż chciało się ponownie pogrążyć w śnie. Pragnienie to wspierała zresztą pora. Za oknami panowała ciemność. Trudno było jej określić czy to wieczór czy środek nocy. Zza drzwi, a co najważniejsze z głowy nie dochodziły żadne odgłosy.

[możesz opisać co też wdziała na siebie Ishifone]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Wto 20 Paź 2015 - 18:25

Odwzajemniła ten uśmiech. Przynajmniej świadomie dokonała tego wysiłku, gdy wspomniał o jej pobycie tu. Jedna neutralna morda. Chociaż miała wrażenie, że przez "pomoc" miał na myśli zajmowanie się klubem. Bycie tutaj samemu oznaczało samodzielne ogarnianie rzeczy. Oraz tego przeklętego dywanu.
Z pokoju zabrała przede wszystkim ręcznik oraz klapki. Nie odczuwała potrzeby krępowania się w miejscu, które to podobno zostało określone jako jej dom. Przebierze się jak wróci do pokoju. Jedynie zauważyła, że ma sporo podkoszulek, parę bluz, i trochę mało jakiś cieplejszych rzeczy na dół. Może wypadałoby sobie coś kupić, bo w takim tempie rozwalania sobie ciuchów to wiele jej nie zostanie. Zerknęła na spodnie oraz bluzę, które przez to wszystko nadawały się albo do zaszycia albo wywalenia. Co ją bardziej interesowało to to, czy szalik był cały.
Przemyła się, i było jej tak dobrze po tym wszystkim, że nie zdziwiłaby się jakby nie musiała polować na cząsteczki reishi przez jakiś czas. Wielkich śladów na sobie nie miała, ale ta drzemka na kanapie wcale jej nie pomogła zregenerować sił. Jak już, to bolał ją kark. Umyła ciało, włosy, i tylko zęby pozostały bez specjalnej kontroli. Dziwiła ją obecność szczoteczki, gdy jedynymi osobami tutaj był Vormund z Kenshimem i... Neko, pfff. Mogła to być dla niej, mogła równie dobrze dla kogoś często przechodnego. No nic, zapyta jutro jak wstanie.
Ishifone przebrała się w swoją czerwoną koszulę nocną oraz jakąś pasującą do tego bieliznę ze stanikiem. Nie myślała nad tym za bardzo, ale mogła wpaść w jakiś nastrój nostalgiczny bądź coś w tym rodzaju. Nie ten typ, nie ta pora, nie ten stan. Położyła się i zasnęła dość szybko.

***

Snów jak zwykle nie pamiętała. Bardzo się tym nie przejmowała, bardziej tym, że było już dość ciemno. Pobudki w środku nocy miały to do siebie, że nie ociekały kreatywnością. Albo chce się od razu znowu zasnąć, albo coś spowodowało ten stan. U niej było to pierwsze, ale...
-Mmmm...-Może wypadałoby się przejść chociaż po wodę na dół i skorzystać z łazienki... nie chciało jej się aż tak bardzo, nikt jej też nie popędzał.
No i mógł być środek wieczornego utargu w klubie. To też mogła wziąć pod uwagę, ale to zależało od pory. Niby nic nie słyszała, ale sprawdzić nie zaszkodzi. Z bólem podniosła się z maty, załozyła klapki, i wyszła z pokoju. Zamierzała wpierw lekko uchylić drzwi by sprawdzić czy, i co sie dzieje. Jak nic, to przeszła sobie do kuchni, napiła się wody, i ewentualnie skorzystała z łazienki. Potem by wróciła do pokoju.
Jakby był środek działalności nocnej klubu, to po prostu sobie wróci do pokoju. Chyba, że działo się coś nieprzewidzianego. To zobaczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Nie 25 Paź 2015 - 15:08

Szpara w drzwiach odsłoniła jedynie ciemny i pusty korytarz. Ishifone nie słyszała, aby z dołu płynęły dźwięki muzyki czy recytacji poezji. Ruszyła po schodach i w połowie drogi dosłyszała niewyraźny głos Vormunda. Okazało się, że siedział w kącie sali przy jednym stoliku z człowiekiem, którego skądś kojarzyła. O ile pamięć jej nie myliła był to członek Accretti, który kiedyś zaszedł do November Eleven.
Teraz rozmawiał z Vormundem zbyt cicho, aby Ishifone zdołała poznać temat konwersacji.
Oprócz tej dwójki nikogo nie dostrzegła. Główna sala w większości była pogrążona w ciemnościach. Działało jedynie oświetlenie przy barze, oraz lampa stojąca na stole rozmawiających.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Nie 25 Paź 2015 - 20:13

Czyli klub już nie pracował. To nawet lepiej, nie musiała się zbytnio krępować z jej zamiarem napicie się wody. A co widziała na dole? Światło przy barze i przy jednym stoliku, gdzie rozmawiał Vormund z tamtym gościem co go raz widziała w życiu. Z Accrettii. Pewnie rozmawiają o tamtej sprawie ataku na nich. Zeszła spokojnie na dół i przeszła obok. Nie zamierzała podejmować tematu dopóki nie weźmie wody z kuchni. Tam ją sobie wypije, i zawróci. W drodze powrotnej jednak zamierzała zagadnąć. Zatrzymała się przed ich stolikiem i popatrzyła się najpierw na jednego a potem na drugiego.
-Doszliście do czegoś z tym gościem?-Była spokojna. Mrugnęła parę razy, by w miarę możliwości zneutralizować zaspanie-Dalej będą na nas polować? Co to w ogóle były za kundle?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Pon 26 Paź 2015 - 19:59

Przejście Ishifone przerwało rozmowę toczoną przez dwóch starszych panów. Czuła na sobie spojrzenia, ale nikt się nie odezwał, wobec czego zgodnie z planem skierowała kroki do kuchni.
Ktoś zapomniał zgasić światło. Podłużna lampa ledowa wypełniała pomieszczenie zimnym blaskiem. Ishifone podeszła do kranu, gdy nagle rozległ się świst.
- Chyba nie spodziewałaś się, że tak po prostu ci odpuścimy, co dzieweczko? - Przed drzwiami stał Baldrik. Dłonie schowane miał w przepastnych kieszeniach płaszcza.- Szefostwo uznało, że jednak nie do końca jesteśmy kwita. - Uśmiechnął się szeroko i powoli zaczął iść ku kobiecie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Pon 26 Paź 2015 - 21:04

Przeszła sobie spokojnie do kranu, gdzie mogła się napić. Nikt jej nie przeszkadzał. Jednak ledwo co zdołała do niego dojść, a coś się stało. Świst, znajomy głos. Nie zapowiadał niczego dobrego.
Obróciła się szybko. Co on do cholery tutaj robił? Uniosła na moment brwi, ugięła dłoń na którym miała zawieszony łuk. Patrzyła się niepewnie.
-Sen albo zwidy-Rzuciła od razu. Nie zmieniało to jednak faktu, że była poważnie wystraszona. To nie miało sensu. Tak sobie po prostu tutaj wpadł, wrócił sobie jakby nigdy nic, by wyrównać rachunki z kimś, kto przy tym całym zgromadzeniu był nic nieznaczącym proszkiem. I po co właściwie? To cholera jasna nie miało sensu! To musiała być jakaś sztuczka jej umysłu!
-Uratowałam Ci brata do cholery! Mało wycierpiałam?! Nie zbliżaj się!-Warknęła cofając się. Mimo to, zaczęła panikować. A co, jak to ani sen, ani zwidy?! Ale to zachowanie nie miało sensu! Nie pasowało do jego pragmatyzmu. Nie pasowało do wcześniejszego zachowania. Przyleciałby, zabił czy zrobił co tam miał zrobić, i by poleciał. Wątpiła, by zareagował. Musiała coś zacząć robić, choćby na to była niewielka szansa.
-Pomóżcie mi tu do cholery!-Zaczęła krzyczeć. Jeśli by nie zareagował, wywoła łuk i wyceluje w Baldrika, cofając się aż do przeciwległej ściany. Wątpiła, by się przejął albo w jakikolwiek sposób jej to coś dało. Sen czy nie, zwidy czy co innego, nie zamierzała ot tak się poddać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Wto 27 Paź 2015 - 20:04

- Za mało. Dużo za mało. - Syknął Baldrik. W dwóch susach doskoczył do Ishifone, która ledwo zdążyła wywołać łuk. Wtedy do środka wparował Vormund, a za nim człowiek Accretti.
- Słowiku... co tu się dzieje?
Baldrik znikł, ale Ishifone wyraźnie czuła woń alkoholu, która zazwyczaj otaczała wielkoluda. Teraz jednak stała przyciśnięta do zlewu, trzymając wyzwolony łuk. Vormund podszedł do niej, podczas gdy drugi mężczyzna stał w drzwiach i przyglądał się wszystkiemu badawczo.
- Widziałaś coś? - Adalbert spoglądał na kobietę z troską.
Serce biło niespokojnie w piersi. Czuła się jakby rzeczywiście dopiero co przebudziła się z koszmaru.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Wto 27 Paź 2015 - 20:24

Ta gadka typowo pasowała do cieni, które uwielbiały ją dręczyć. Mimo to, ledwo co zdołała wywołać łuk, a tamten był już przy niej. I nie była w stanie zareagować. Co on zamierzał zrobić, skręcić jej kark? Rozerwać na kawałki? Pożreć? Teraz się tego nie dowie, bo jak tylko wpadli do środka, on znikł. A ona była przytulona tyłek do zlewu, zaskoczona i wystraszona. I z łukiem. Stała tak moment wpatrzona w przestrzeń przed sobą. Wygasiła łuk, ale dalej była zaskoczona.
-Ja...-Trudno jej było znaleźć słowa. Potrząsnęła głową, będąc w stanie konsternacji-...cholera jasna, ja...-Zerknęła w bok na tamtego faceta z Accretii. Nie do końca uśmiechało jej się szastanie tą informacją. Przetarła czoło.
-To... nic, coś mi się przywidziało... te "problemy" mnie wykończą, przepraszam-Ten powinien wiedzieć o co chodzi, a tamten nie. I za każdym razem gdy siliła się na jakąś grzeczność, coś w środku niej zgrzytało nieprzyjemnie. Obróciła się by nalać sobie wody.
-To... przy okazji... o co chodzi z tamtą dwójką?-Gdy już skończyła, lać, wypiła trochę, i ustawiła przodem do nich by dobrze słuchać. Cholera. Musi zacząć znowu brać te prochy. Szlag by to. Gdzie się nie obróci, tam z tyłu...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Czw 29 Paź 2015 - 17:01

Vormund skinął nieznacznie głową dając do zrozumienia, że wie o jakie problemy chodzi.
- Dużo dziś przeszłaś, słowiku. Nic dziwnego, iż jesteś niespokojna.
Gdy skończyła pić Vormund objął ją ramieniem i delikatnie poprowadził w kierunku wyjścia.
- Pozwól, kuchnia jest marnym miejscem na rozmowy.
Przeszli do stolika przy którym wcześniej siedzieli mężczyźni. Na blacie stały dwie filiżanki - jedna z kawą, a druga z herbatą - jaśminową sądząc po zapachu.
- Słowiku pamiętasz mojego przyjaciela, Yanagi'ego Kazuhiro? Mieliście okazję porozmawiać ze sobą w spokojniejszych czasach.
Znajomy Vormunda skinął głową, po czym usiadł. Ishifone pamiętała tą poważną twarz i łagodne brązowe oczy mężczyzny. Niewiele się zmienił. Dziś miał na sobie ciemno popielaty garnitur, które swoje musiał kosztować.
- Pojmany przez was mężczyzna nie należy do rozmownych - rzekł Yanagi. - Ale bardzo wymowny jest tatuaż na jego ramieniu świadczący o przynależności do organizacji zwanej Mercenari.
- To najemnicy - wytłumaczył z niesmakiem Vormund. - Ludzie gotowi dopuścić się każdej podłości w imię bogini mamony.
- Nie tylko ludzie. - Zaznaczył Yanagi. - Mercenari przyjmują do siebie każdego kto wyda im się dość silny, co oznacza, że musisz spodziewać się ataku z każdej strony, Adalbercie.
W bladym świetle lampy twarz Vormunda przybrała wyjątkowo ponury wyraz.
- Zdaję sobie z tego sprawę. Żałuję słowiku, że nasze zjednoczenie musiało przypaść na tak niebezpieczny czas, gdy kruki krążą nad moją głową.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Czw 29 Paź 2015 - 19:10

No, zrozumiał. Miała nadzieje, że tamten nie. Dała się zaprowadzić, odruchowo przewracając oczyma na obejmowanie ramieniem. Aż tak źle z nią nie było. Gdy jednak doszli do stolika, pozwoliła sobie usiąść. Został jej ponownie przedstawiony ten facet. Na kiwnięcie również skinęła głową.-
-Mam dobrą pamięć do twarzy-Skomentowała, zanim zamilkła na resztę wymiany zdań. Kolejna jakaś grupa. Najemnicy, łasi na kasę. Ale było w tym chyba coś więcej niż zwykłe zlecenie. Nie pasowało jej to za bardzo. Kolejna forma kontroli. Nie po to wyrywała się ze szponów jakiś fanatyków, by teraz pakować się do efekciarskich kundli.
-Accrecia nadepnęła im na odcisk, więc chcieli zrobić pokaz siły. Z tego co wiem, to ich cel cieszy się dość sporym autorytetem. Zabiliby go, a mnie zostawili by przekazać wiadomość-Zerknęła na Vormunda. Miał racje, to, że im teraz nie wyszło tylko ich bardziej zdeterminuje. I chyba o tym wiedział. Ale teraz powinien być ostrożniejszy. Ale był też inny problem.
-Mogą chcieć złapać słabsze ogniwo i próbować znowu. Albo jeszcze coś innego. Znowu pewnie jak tylko wyjdę to coś się zacznie walić... nic nowego-Westchnęła. Dobrze by było wrócić. Zażyć leki i mieć chociaż spokojną noc. Podniosła się z miejsca. Usiłowała sobie przypomnieć, czy wzięła leki czy nie. Jak nie wzięła, to zapytała Vormunda, czy "Dałbyś mi moje leki?". Jak wzięła, to...
-Dzięki za wtajemniczenie. Jak to wszystko to się położę...-Poczekała moment, rzuciła ostatnie spojrzenia. i poszła do siebie na górę. Weźmie leki, i pójdzie spać.
Tak. To brzmiało jak plan. Ciekawe, czy znowu się zacznie coś dziać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Sob 31 Paź 2015 - 19:59

- Słusznie pani rozumuje - rzekł Yanagi. - Mercenari wiedzą, że Adalbert jest naszym przyjacielem. I obawiam się, iż istotnie na jednej próbie zabicia go się nie skończy.
Na wspomnienie o lekach Vormund zaczął grzebać w kieszeniach.
- Ach, tak. Wybacz. Zupełnie o nich zapomniałem przez wszystkie te atrakcje.
Małe, szklane opakowanie wypełnione było pastylkami mającymi przynieść Ishifone ukojenie. Oczywiście znów będzie musiała borykać się z efektami ubocznymi, ale przynajmniej będzie mieć pewność co do tego co jest realne, a co stanowi fikcję wykreowaną przez demony jej własnego umysłu. No i noc będzie wolna od koszmarów.
Gentelmeni nic więcej od niej nie chcieli wobec czego udała się do pokoju. Dzięki lekom sen przyszedł szybko.

***

Obudziła się z czystym, acz nieco ociężałym umysłem. Ciało również nie było skore do wynurzenia się zza pościeli, lecz światło dnia wdzierające się do pokoju głosiło, że nastała pora wstania. Czuła się nieco dziwnie leżąc w pokoju November Eleven. Jakby nie patrząc trochę ostatnio przeszła i powrót do miejsca gdzie zaczęła swą drogę quincy budził wspomnienia, które samoistnie zaczęły wypływać na powierzchnię otępiałego umysłu. W sumie czy to na pewno były same wspomnienia? Chyba śniło się jej coś związanego z November Eleven. Jakiś trening czy coś podobnego. Trudno powiedzieć, pamiętała jeno urywki, które scalały się z rzeczywistymi wspomnieniami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Sob 31 Paź 2015 - 21:15

W drodze powrotnej przypomniała sobie, że powinna była zapytać o tą cholerną szczoteczkę do zębów. Jutro rano jakoś to załatwi. Albo sprawdzi, czy ta jest sucha. Jak będzie, to chrzanić, wyszoruje się nią. Zamierzała spać długo i namiętnie. Wzięła tylko... w sumie, ile to ona miała brać i co ile? Sprawdziła, czy coś było, jakaś etykieta czy cokolwiek, albo jakieś informacje w jej pamięci. Jak sobie nie przypomniała, to wzięła jedną i wróciła do snu.

***

Dawno nie była tak... rozleniwiona i nieskora do jakiegokolwiek działania jak po przebudzeniu tutaj. Ostatnio jak miała taki widok... to chyba było w tamtej, no... jak to miało... tej iluzji całej. Ale jak widziała przez przymknięte powieki, wyglądało to o niebo lepiej. No i noga ją nie bolała, ani nie czuła ciężaru. Chyba, że w głowie. Ale to ten...
Poprawiła swoją pozycję pod pościelą. Nieco bardziej otworzyła oczy. Pamiętała jak wstawała każdego ranka, ogarniała się, i szorowała ten cholerny dywan. Potem trening, czas wolny, i praca. Albo zasuwała jako kelnerka, a potem jak się wkupiła w łaski Vormunda z recytowaniem to przynajmniej nie musiała paradować tam na dole. A i nie było to specjalnie trudne. Tekstu się uczyła błyskawicznie i... ummmm... właściwie to po cholerę o tym teraz myślała...
Musiała wstać i... na pewno cokolwiek musiała? Nie. Mogli ją cmoknąć. Miała wolny wybór.
Mimo to, niechętnie uniosła się w górę. Musiała mieć minę średnio przytomnego imprezowicza. Albo gorzej. Przetarła oczy, podrapała się po głowie. Podczołgała się do swoich wiecznie leżących w kącie toreb. Nigdy nie chciało jej się wypakować. Zawsze gotowa do zmiany lokum, jakby tylko coś przestało jej odpowiadać.
Może by można było jakoś w końcu o to zadbać. I tak dużoi nie miała. Jakby to straciła to tez nie byłoby tragedii. Ale to później. Dużo później... wygrzebała stamtąd jakieś jeansy. Niebieską koszulkę, czerwoną bluzę oraz bieliznę. Uczesała się, co już samo z siebie ją trochę ogarnęło. Szlag by to. Mogłaby pójść do fryzjera. Nie była od cholery czasu, już włosy zaczynały żyć własnym życiem.
Nawet nie zauważyła, kiedy się zamyśliła. Nad czym? Ummmr... właściwie to sama nie wiedziała, ale... podniosła się z tymi rzeczami... a potem ogarnęła, że powinna poszukać szczoteczki. Może miała... ummm... chyba nie... albo może...
Znalazła czy tez nie, wyszła się umyć, ogarnąć co trzeba, przebrać się i zejść na dół. Dowie się rzeczy. Jakiekolwiek by one nie były.
Aa... miała być jakaś nowa czy coś... ale to w sumie nawet nie było pewne. Po tym całym zamieszaniu nie zdziwiłaby się, jakby odwołali ten cały interes, nie mówiąc o jakiejś nowej sierocie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Pon 2 Lis 2015 - 16:48

Istotnie rozpuszczone włosy Ishifone opadały na plecy coraz niżej. Miała jednak to szczęście, że w każdej niemalże fryzurze prezentowała się korzystnie.
Po bezowocnym poszukiwaniu szczoteczki przyszedł czas na odbycie porannej toalety, niepełnej co prawda z powodu braku wspomnianego narzędzia. Gdy wróciła na górę nikt do szorowania dywanu jej nie zagonił. Siedzący przy jednym ze stolików Vormund skinął smętnie na powitanie. Oprócz niego nikogo na sali nie dostrzegła.
- Wybacz słowiku, ale w obecnej sytuacji nie jest najlepszym pomysłem, abyś sama opuszczała klub - rzekł zbolałym tonem. - Razem z Kazuhiro doszliśmy do wniosku, iż najemnicy mogą posunąć się do porwania ciebie lub Kenshima, aby mnie wywabić. Dodatkowo musiałem odwołać przybycie naszej nowej przyjaciółki z identycznego powodu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ekkusu





Mistrz Gry : Chaos

Karta Postaci
Punkty Życia:
36/40  (36/40)
Punkty Reiatsu:
34/72  (34/72)

PisanieTemat: Re: November eleven   Pon 2 Lis 2015 - 19:27

Ech. Trochę ją to irytowało. Będzie musiała pójść, albo poprosić, albo coś wymyślić. Chyba jednak sytuacja nie była aż taka zła. No nic. Prawie się ogarnęła.
Nikt na nią nie naskoczył z kubłem ani czymkolwiek takim. Zamiast tego był Vormund, który to smętnie siedział przy stoliku. Skinął na nią, i wyjaśnił sytuacje. Ona nawet niespecjalnie miała ochoty siadać. Patrzyła zatem trochę z góry. Tak. Lepiej się trochę tak to czuła. Uhum... co to ona miała...
-No tak... a szczoteczkę i pastę chociaż dostanę?-Przekrzywiła głowę w bok. Zaczęła się zastanawiać, co ona teraz będzie robić przez większość tego czasu. Jak na razie była tutaj przykuta. Zirytowało ją to trochę bardziej.
-I... ile to ma niby potrwać? Tydzień, dwa, miesiąc, rok, resztę mojego czy....-Ugryzła się w język, prawie dosłownie. Zerknęła w bok na bar, jakby tam szukała czegoś wzrokiem. Wzruszyła ramionami.
-No trudno. To się stąd nie ruszam. Na próby wyciągnięcia mnie stąd też nie zareaguje. Już mnie jeden cwaniak oszukał-Przeniosła ponownie spojrzenie na mężczyznę. Pogłówkowała moment, ale ostatecznie skończyło się na podrapaniu się przy skroni. Nie dość, że nie wiedziała co ogólnie ze sobą zrobić, to nie wiedziała teraz nawet co powiedzieć-Na wszystko nie poradzisz, czy jakoś tak...


Imię i nazwisko: Mizuki Saruwatari
Wiek: 18 lat
Wzrost i waga: 1.60m 52 kg
Ekwipunek: Standard (6600 円)
Statystyki:
Siła: 5 Zręczność: 5 Zwinność: 5 Wytrzymałość: 5
Inteligencja: 16 Psychika: 11 Reiatsu: 16 K. Reiatsu: 10
Umiejętności: Fot. Pamięć, Lider, Retoryka, Uroda, Pojętność, Wiedza
Wady: Słaby wzrok, klaustrofobia
PŻ: 50/50
PR: 160/160
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Nie 8 Lis 2015 - 15:34

- Pastę mam, ale ze szczoteczką może być problem. - Vormund wyciągnął komórkę i wystukał numer. Z krótkiej rozmowy, która się potem wywiązała wynikało, iż barman dostał polecenie służbowe, aby w drodze do pracy kupił szczoteczkę.
- Tą sprawę mamy załatwioną. - Vormund schował telefon z powrotem do kieszeni. - Niestety z usunięciem katowskiego topora wiszącego nad moją głową może być więcej problemów. Przykro mi, słowiku. Nie wiem przez jaki czas będziemy zagrożeni atakiem.
Zakłopotana mina mężczyzny jaką potem ujrzała zdawała się potwierdzać ostatnie słowa Ishifone.
Trudno powiedzieć czy to zasługa wieku, ciężkich czasów czy jeszcze czegoś innego, ale Vormund zdawał się w pewien sposób słabszy niż wtedy, gdy Kumagae go poznała. Bardziej nerwowy, mniej pewny siebie. W dodatku wciąż przepraszał jakby doskonale zdawał sobie sprawę z własnej niemocy.
- Niepokoi mnie również mój brat. - Vormund przetarł czoło dłonią. - Zupełnie nie protestował, gdy objawiłaś nam swą decyzję. To bardzo niepodobne do niego nie podobne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Nie 8 Lis 2015 - 17:09

Poczekała. Oparła głowę o palec wskazujący i kciuk swojej dłoni. Kiwała głową za każdym razem gdy coś do niej mówił i zdawał się dochodzić do jakiejś konkluzji. Myślało się jej ciężej niż zwykle. co trochę było kłopotliwe. Nie poradzi. Teraz na niewiele mogła poradzić.
W końcu jednak doszło do sprawy jego brata. Jak o tym wspomniał, jego reakcja była dziwna, ale zrzuciła to na wagę tego, co się stało jakiś czas wcześniej.
-Życie za życie. Uratował mnie wtedy, a ja mu uratowałam brata-Przyglądała mu się półmgliście. Przetarła prawe oko-Chociaż biorę pod uwagę to, że też mogę być na celowniku. Tego dotyczyły moje nocne majaki...
Znudziło jej się stanie. Usiadła jakoś naprzeciwko, opierając się łokciami o stół, na który zresztą się patrzyła intensywnie.
-A może to był jakiś test. Może niedługo czeka mnie następna wizyta?-Przekrzywiła głowę. Mało pocieszające, ale nie bała się tego. Wygięła usta w dziwnym grymasie-Żyję po swojemu, i umrę po swojemu. Na pewno nie bez walki. Jestem w końcu Quincy do cholery-Nieco bardziej przypominało to uśmiech, chociaż bardzo wymuszony.
-...muszę się przygotować. Masz w zanadrzu jakieś specjalne sztuczki szkoleniowe? Mogę nie mieć tyle czasu ile bym chciała-Zerknęła na niego spode łba. Może zabrzmi powaznie. Może COŚ jednak trzyma na specjalne okazje. Specjalniejszej chyba może nie być.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Sro 11 Lis 2015 - 12:39

- Wątpię, aby Baldrik posiadał podobny kodeks honorowy. Rzekłbym nawet, że na wieść o mojej śmierci wzruszyłby jeno ramionami obojętnie. - Vormund nie przejawiał wiary w dobre pobudki swego brata.
Być może za podobny optymizm po części odpowiadał jego stan, bowiem gdy Ishifone usiadła naprzeciw mężczyzny, poczuła płynący od niego delikatny zapach alkoholu.
- Hmm, tak. To jest już bardziej prawdopodobne. - Zastanowił się Vormund. - Cóż, mam nadzieję, że Baldrik nie powróci by przemocą zabrać cię ze sobą.
W przeciwieństwie do Vormunda, Ishifone pokładała chyba zbyt wielką wiarę w ludzi, bowiem jej mentor zdawał się zakłopotany, gdy padło pytanie o wydajniejszym sposobie na trening.
- Przykro mi, słowiku. Prawidłowy rozwój wymaga czasu. Oczywiście są jeszcze barbarzyńskie metody treningu, których zwolennikiem jest mój brat. - Vormund skrzywił się dając do zrozumienia co myśli o ćwiczeniach, które mogą skończyć się wylądowaniem trenującego w paszczy pustego. - Ale chyba zgodzimy się, że podobna niebezpieczna droga na skróty jest zdecydowanie niewłaściwa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Sro 18 Lis 2015 - 22:28

Mało optymistyczne. Mało pocieszające. W ogóle nieuspokajające. Taka wiadomość nawet w tym stanie ją zaniepokoiła.
-Może go nie doceniasz...-Sama była niezbyt co do tego przekonana, i było to widać. Oparła się prawą ręką o skroń. Jeżeli faktycznie "nie byli kwita" to wchodziły w grę dwie opcje. Albo będą chcieli ją zaciągnąć siłą by ją ukarać, albo zrobią to na miejscu. W jednym i w drugim przypadku jakoś wątpiła, by dała radę się obronić. Zwłaszcza z perspektywy tego, co właśnie słyszała. Zmarszczyła mocno brwi.
-Jak mówiłam... może mnie czekać następna wizyta. Może mnie zabrać, a może się ze mną policzyć na miejscu. Nawet niekoniecznie on-Bliżej nieokreślona irytacja ją nawiedziła, ale nie miała wystarczającej siły by teraz ją bezpośrednio skierować w jego stronę. Odczuwała jednak gorycz i strach. I to wystarczało, by porzuciła na ten moment swoją poprzednią, troszkę przyjaźniejszą postawę.
-I jak wspominałam, mogę nie mieć czasu, by iść tym "prawidłowym rozwojem"... ale to już Twoja decyzja. Tylko mnie szlag trafia jak widzę, że poświęciłam wiele, a nic z tego na razie nie mam-Popatrzyła w bok. Musiała pomyśleć. Co zrobić, by uniknąć tego parszywego losu. Nie mogła się jak na razie nawet stąd ruszyć. Do ciężkiej cholery.
Milczała, zastanawiając się co może jeszcze zrobić. Była uziemiona. Sama sobie to zgotowała. Miała wrogów tutaj, narobiła sobie wrogów w Wahrwelt, może jeszcze coś innego się na nią czaiło. Jeszcze to dziwne uczucie jak wtedy przysypiała.
-Jak tylko umyję zęby chcę się zabrać do roboty. Nic innego mi chyba nie pozostaje-Niezadowolona patrzyła w przestrzeń włochatego dywanu. Taką wybrała drogą, to taką musiała podążać. I mieć tą pewność, że to ONA wyjdzie na tym najlepiej.
Tak...
...może właśnie tak powinna działać. Początkowe trudności nie powstrzymają jej przed osiągnięciem tego, czego chce. A czego chciała?
Przeżyć. Zdobyć moc. Ale może przede wszystkim... nie trafić tam, gdzie nie chciałaby spędzić reszty wieczności. Ale czy to kolidowało z jej pozostałymi planami?
Okaże się. Zrobi jednak wszystko, by to ona śmiała się ostatnia.
Na razie jednak mogła coś zjeść. Jeżeli Vormund powiedział co chciał, albo nic nie mówił, przeprosi go na moment i pójdzie sobie zrobić coś do jedzenia. Jak zwykle, jakieś kanapki czy coś, może weźmie jakieś coś do zalania wodą jak będzie. Zobaczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Czw 19 Lis 2015 - 16:12

- Nie dopuszczę do tego. - Vormund wreszcie powiedział coś z pełnym zdecydowaniem. - Mój brat będzie  musiał liczyć się z konsekwencjami jeśli podniesie rękę na mieszkańca tego miejsca.
Z poważnej determinacji przeszedł płynnie do delikatnego pocieszenia, gdy Ishifone narzekała na swe nikłe postępy.
- To prawda, że przeszłaś wiele. Prawdą jest też to, że trudne przeżycia odcisnęły się na tobie mocno, ale nie pozwolę tobie mówić, że niczego nie osiągnęłaś. - Pochylił się do przodu ku Ishifone. - Ja po podobnym czasie edukacji wiedziałem i umiałem znacznie mniej, a już na pewno nie poradziłbym sobie tak dobrze, jak ty wczoraj. - Uśmiechnął się łagodnie i na powrót opadł na oparcie krzesła. - Tak sobie myślę, że może pokazałabyś mnie i Kenshimowi postęp jaki uczyniłaś, a potem zorganizujemy mały trening na odpędzenie ponurych myśli. Co ty na to, słowiku?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Czw 19 Lis 2015 - 18:33

No proszę. Jednak jeszcze do końca się nie załamał. Takie zdecydowanie o wiele bardziej odpowiadało Ishifone. Na tyle, że poprzednia irytacja i gorycz trochę się rozeszła po kościach, i nie miała sumienia wypominać mu czegokolwiek. Nawet, jeśli nie za bardzo w to wierzyła.
W takiej sytuacji ograniczyła się jedynie do przeniesienia na niego wzroku i kiwnięcia głową. Z dwojga złego wolała chyba tego durnego, ale energicznego Adalberta niż zadręczającego się bez sensu nad problemami. Łatwiej było to znieść.
Potem jednak wyszło, że opacznie ją zrozumiał. Nie chodziło jej do końca o to... no... może trochę. Została tu dla tego drobnego kawałka rodziny jaki jej został, dla swojej wolności, dla... wielu innych rzeczy, których jej się teraz nie chciało wymieniać. Ale tak jak wcześniej, nie chciała go nawet wyprowadzać z błędu. Po co?
-Heh...-Westchnęła z wymuszonym rozbawieniem-No dobrze, niech będzie. Brzmi nieźle. Ale jedna rzecz-Aż wyprostowała przed siebie wskazujący palec. Spoważniała.
-Jak powiem "stop", to będzie znaczyć, że odzywa się mój problem. Ten bardziej żarłoczny problem-Opuściła dłoń. Powiedziała to tak na zaś, ale ogólnie to miała nad tym już jakąś kontrolę. Powinno być dobrze. Chyba.
No... to pozostawało czekać na barmana. I szczoteczkę... a, zapomniałaby
-To ja pójdę coś zjeść. Tak normalnie-Znowu westchnęła. Przeniosła się do kuchni, by zrealizować swój misterny plan umiarkowanego wypełnienia żołądka. A potem poczeka. Usiądzie gdzieś na boku. Jak przyjedzie jej przyrząd higieny osobistej to pójdzie umyć kły. I potem pomyśli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Czw 19 Lis 2015 - 20:01

Widząc poprawę humoru podopiecznej również Vormund poweselał. Zakręcił młynka palcem i skinął głową.
- Bez obaw. Będę pilnować abyś nie potraktowała naszego drogiego barmana w charakterze przekąski.
Vormund uprzedził Ishifone, gdy ta chciała zrobić sobie coś do jedzenia. Zanim udał się do kuchni złożył zapewnienie, że sam przygotuje śniadanie, podczas gdy Kumagae miała się delektować spokojem. W końcu na horyzoncie nie znajdował się żaden osobnik pragnący ją uszkodzić. Takie momenty należało doceniać.
Adalbert zdecydował się zaserwować tradycyjne japońskie śniadanie, na które złożyła się zupa miso, sałatka warzywna oraz gorący ryż z kawałkiem kurczaka. Wszystko oczywiście podane w osobnych miseczkach. Na koniec doniósł jeszcze zieloną herbatę z cytryną.
Wszystko okazało się odpowiednio smaczne. Jakoś Ishifone miała szczęście natykać się na ludzi obeznanych ze sztuką przygotowania posiłków.
Kończyła jeść gdy do klubu weszli barman i Ami.
- Mam pilnować żeby nikt was nie usiekł - rzekła znużonym głosem pozwalając Vormundowi odebrać swój płaszcz.
Barman natomiast podszedł do stołu, przy którym siedziała Ishifone i z uprzejmym uśmiechem podał jej różową-białą szczoteczkę z rączką w kształcie Hello Kitty.
- Niech ci dobrze służy, słowiczku - rzekł przymilnie, ale już w drodze do baru swoim zwyczajem zaczął gderać pod nosem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Czw 19 Lis 2015 - 20:40

To już coś. Chociaż myślała właściwie o kimkolwiek, kto miałby to nieszczęście znaleźć się w jej zasięgu w tejże właśnie chwili.
Została natomiast brutalnie delikatnie powstrzymana przed próbą własnoręcznego przygotowania posiłku. Ostatnio taki luksus miała gdy po raz pierwszy tutaj przybyła, to też nawet nie protestowała. Ciągle miała poważny niesmak po szpitalnym żarciu i z niezwykłym entuzjazmem przyjmowała jakiekolwiek inne potrawy posiadająca SMAK.
Ale owszem, w takim wypadku zamierzała trochę odpocząć. Oparła głowę, złączyła kolana, położyła na nich dłonie, i odpoczywała. Nie było to zbyt trudne przy jej stanie umysłu. Nie myślała nawet szczególnie o czymkolwiek. Pozwoliła sobie na chwilę lenistwa, fizycznego i umysłowego. Za to do jej nozdrzy dochodził przyjemny zapach posiłku. Tak. Zdecydowanie należało to docenić. Jak za starych czasów. Nie musiała nic robić, a samo przychodziło.
Miało to swoje uroki. Niewątpliwie. Czasem było jej tęskno...
...nie, co ona chrzani. Nie było przecież. Może do tego faktu... spokoju. Ale tyle. I to sporadycznie.
W każdym razie, dostała jeść. Podziękowała już na samym wstępie, z czym miała coraz mniejsze problemy. Z wypowiadaniem tej formułki. Zjadła ze smakiem i pewną wdzięcznością w oczach. Kończyła właśnie herbatę gdy do środka weszła Ami z barmanem. Yhm... tak. Niby powinna coś wobec tamtej powiedzieć. Ale to nie teraz. Trudno przewidzieć co powie.
-To miło-Tyle musiało wystarczyć. Bez zbędnych uprzejmości, ale bez wrogości.
Za to ten drugi... nie czekał zbytnio. Położył na stole coś, co przez krótki okres czasu zajęło umysł Ishifone, wytrącając ją z leniwego nastroju. Nie mogła pojąć, co za szkaradztwo właśnie znalazło się przed obliczem. Za to wiedziała dlaczego.
"A to skurwiel" od razu rzuciło jej się na myśl. Szczyt jednak nastał, gdy się do niej zwrócił tak, jak się zwrócił. Popatrzyła się na niego z szerokim uśmiechem, ale wyraźnym mordem w oczach. Przyszło jej coś do głowy. A zaraz potem.

Spoiler:
 

-...B-bardzo-Ci-dziękuję...-Wyraźnie powstrzymywała, by czegoś nie dodać. Złapała to w dłoń. Ech. Paskudztwo. Zostawiła jednak tą szczotkę na rzecz tego, by pozmywać naczynia.  Chyba, że znowu Vormund postanowi ją wyręczyć, z czym zbytnio nie zamierzała walczyć.
Tak czy owak, jej następną decyzją życiową byłoby udanie się do łazienki dla tutejszych pupilków, by wyszorować kły tym... czymś. Świetnie.
Tylko jeszcze rzuciła cicho na odchodne do Ami "Potem pogadamy". Tyle. By wiedziała, że może się jej spodziewać.
Co po umyciu zębów? To dobre pytanie. Może wróci na dół, do głównego holu klubu. Tam posiedzi. Po ostatnich wydarzeniach miała zdecydowanie dosyć ciasnych przestrzeni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Pią 20 Lis 2015 - 14:09

Vormund ponownie nie zawiódł i gdy Ishifone ruszyła z tacką do kuchni, mężczyzna przechwycił ją ze słowami, iż sam pozmywa. Wobec tego Kumagae nie zostało nic innego, jak tylko chwycić miękką gumową rączkę swej nowej szczoteczki i ruszyć ku łazienki.
Z czystymi już zębami powróciła do sali. Barman obsługiwał pierwszego dziś klienta, a Vormund stali wraz z Kenshimem przy kurtynie. Mężczyzna kiwnął na Ishifone.
- A więc? Rozognimy ciała i dusze przez sprawdzian naszych umiejętności? Niestety nasza droga Ami wolała pogrążyć się w lekturze na zapleczu, więc tylko nasza trójce przypadnie sprawdzenie się.
Vormund trzymał naręcze ubrań, w których Ishifone rozpoznała jego obrzydliwy strój treningowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Pią 20 Lis 2015 - 15:37

Tak jak się spodziewała. No nic, nie narzekała. I zrobiła to, co planowała od dłuższego czasu. Nareszcie. Czuła się kompletna. Nawet jakoś zdzierżyła jak to wyglądało, chociaż dalej irytowało ją to niezmiernie. W końcu jednak odpuściła i przestała miotać klątwy umiarkowanego kalibru w jego stronę.
Gdy zeszła na dół, czekał na nią brak niespodzianki. Nawet Vormund już trzymał swoje przeklęte ubranie treningowe. No nic... może to i nawet lepiej. Chociaż to by znaczyło, że zamierzał brać czynny udział. Tak jak wtedy za pierwszym razem?
W każdym razie, weszła na scenę i przeszła za kurtynę w stronę klapy. No to zaraz zobaczy, jak to wygląda. Co do staruszka to domyślała się, czym by się to mogło skończyć. ale co do tego miał Kenshim? Jak to miało wyglądać?
Pomimo otępienia, musiała przyznać, że ją to trochę interesowało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Nie 22 Lis 2015 - 12:46

Schodząc do sali treningowej minęli Ami, która siedziała z nogami opartymi o stołek i czytała książkę o mocno wyświechtanej okładce. Obdarzyła zmierzających na trening zaledwie przelotnym spojrzeniem.
Przy schodzeniu z drabinki Ishifone towarzyszyło cudne uczucie pełnej sprawności. Nic jej nie bolało i nie musiała co chwila przystawać, aby dać odpocząć kalekiej nodze.
Z rozpoczęciem ćwiczeń musieli zaczekać na Vormunda, który poszedł przebrać się do łazienki. Chcąc nie chcąc Ishifone przypomniał się wyśniony świat, w którym sala treningowa robiła za sypialnię, gdzie leżała na materacu z niesprawną kończyną i pękatym brzuchem.
- Podobno zrobiłaś znaczne postępy pod okiem Baldrika. - Słowa Kenshima odciągnęły umysł Kumagae od czarnych wspomnień. Chłopak zaczął się rozciągać. - Mnie pod okiem Vormunda udało się opanować hirenkyaku. - Raczej poinformował niż się pochwalił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Nie 22 Lis 2015 - 17:29

Nie teraz. Później.
Tyle pomyślała, gdy mijała Ami. Potem jednak zbierało się coraz więcej rzeczy. Najpierw przyjemne odczucie posiadania sprawnej nogi, która nie drżała i nie dawała o sobie znać przy każdym ruchu czy przerzuceniu masy ciała na jej stronę. To było miłe. Ufała nieco bardziej swojemu ciału. I przede wszystkim, nie była aż tak mocno zirytowana. Mogła zejść z tej przeklętej drabinki bez obaw, że się zaraz załamie. Albo ona, albo drewno pod ciężarem jej... heh.
Wolałaby zapomnieć o tym przykrym zdarzeniu. Wspomnieniu, i to fałszywą. Brud, zniszczenie, i jej stan kompletnego nieużytku. Karmiącego drugiego z kolei pasożyta.
No ale to było, minęło, i miała nadzieje, że nie wróci. Matka miała akurat racje co do tego. Durni faceci nie wiedzą, z czym się to wiąże. A ona już wiedziała... poniekąd. Mogło być wtedy tylko gorzej.
Wzdrygnęła się lekko, gdy Kenshim ją przywołał do rzeczywistości. Widok przygotowującego się do treningu chłopaka skłonił ją do wykonania tych samych czynności, po uprzednim oddaleniu się od drabinki. Rozciąganie, rozgrzanie stawów kolistymi ruchami. Bardzo standardowa procedura, bardziej klasyczna niż płyty Mozarta.
-Ja też-Odpowiedziała mu równie luźno. Akurat robiła skłony-Może i zrobiłam, a czy znaczne to się zaraz okaże
Tak to czekała, aż tamten tutaj zejdzie. Nie miała pojęcia, na jakiej zasadzie to planował zrobić. Raczej ich nie napuści na siebie nawzajem, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Pon 23 Lis 2015 - 17:26

Vormund oślepił ich, gdy wyszedł z łazienki w swoim treningowym stroju. W pewnym wieku pewnych rzeczy nie powinno się nosić, ale niestety Adalbert nie zdawał sobie z tego sprawy. Beztrosko przeszedł do rozciągania się w ramach rozgrzewki, po czym poprosił Ishifone, aby wywołała łuk.
Widziała, że Kenshim przygląda się z wyraźnym zaciekawieniem. Zapewne pierwszy raz widział broń quincy zbudowaną z rei o kolorze innym niż bladoniebieski. Dalej rozpoczęła się właściwa część treningu i jeśli Ishifone spodziewała się czegoś niezwykłego to właśnie została mocno rozczarowana.
Zaczęli od strzelania do świetlików, gdzie przodował Vormund, a Kenshim i Kumagae osiągnęli podobny wynik. W międzyczasie zeszła do nich Ami, która pomimo zachęceń Adalberta nie zdecydowała się dołączyć do trenujących. Usiadła na ławeczce i milcząco przyglądała się zmaganiom quincy.
Następnie zorganizowany został wyścig przy pomocy hirenkyaku, który polegał na przebiegnięciu dziesięciu długości sali. Początkowo Ishifone śmiało pozostawała w kontakcie z rywalami, lecz później dała znać o sobie niezbyt żelazna kondycja kobiety przez którą ostatecznie zajęła ostatnie miejsce.
W kolejnej, ostatniej już konkurencji, Ishifone pokazała się ze znacznie lepszej strony. Mieli bowiem stworzyć, jak największą kulę reiatsu w swych dłoniach. I czerwony świetlik Kumagae wielkością dorównujący dorodnemu arbuzowi był niewiele mniejszy od rezultatu Vormunda i zauważalnie większy od kuli Kenshima.
Koniec końców godzinny trening pozwolił mniej więcej odnieść umiejętności Ishifone w porównaniu do Vormunda i Kenshima. Nigdzie nie odstawała, a niekiedy miała ścisły kontakt z czołówką. W dodatku miała parę asów w rękawie, jak choćby chodzenie w powietrzu czy moc pożerania dusz, która mówiąc przy okazji, nie dała o sobie podczas ćwiczeń znać.
Ishifone była wolna. Kenshim i Vormund ruszyli ku męskiej łazience, a Ami wstała i ruszyła w kierunku drabinki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Wto 24 Lis 2015 - 8:10

Niekoniecznie musiała to widzieć. Ten obraz jednak o wiele lepiej przedstawiał się w jej wspomnieniach niż na żywo. Niewiele, ale jednak. Musiała jednak to przeboleć. Przyzwyczaić się. Niestety albo i stety, udało jej się to po pewnym czasie. Albo po pewnym czasie była zbyt zajęta. Lekko mówiąc, była rozczarowana. Wieloma rzeczami.
Celnością nie ustępowała Kenshimowi, podczas gdy Vormund był w tym o wiele lepszy. Nie miała akurat problemów z przyjęciem tego. Z tym, że się dość szybko zmęczyła przy tym całym wyścigu też, bo nigdy nie była za specjalnie dobra wydolnościowo. Będzie musiała to zmienić, bo jak taka sytuacja wystąpi w mniej kontrolowanej sytuacji to będzie sobie mogła swoje nogi wsadzić w uszy. Ale potem przyszło zaskoczenie. Albo Vormund bardzo dawał im fory, albo jeżeli chodzi o jej kontrolę reiatsu Vormund był zdecydowanie jej bliższy niż sądziła.
To nie było zachęcające. O ile fizycznie mogła właściwie się wyćwiczyć gdziekolwiek czy z kimkolwiek, to w kwestiach duchowych miała bardzo ograniczony wybór. A ten pokaz uświadomił jej, jak bardzo niedługo będzie zdana tylko i wyłącznie na siebie. Zdecydowanie za szybko.
Coś było tutaj nie tak. Coś się stało. Może tylko kompletnie ignorował swój własny rozwój, przez co jest teraz taki jaki jest, albo go trochę doścignęła. Miała szczerą nadzieję, że się powstrzymywał. By, na przykład, nie rozsadzić całej sali. To by było chyba najlepsze.
Poza tym, ciekawość Kenshima, olanie Ami. Nic innego nie wychodziło z norm. Skończyło się. Faceci poszli pod prysznic, a ona została sama. Prawie.
-Poczekaj moment-Zawołała za dziewczyną. Przeniosła się w jej okolice, bo po tych wszystkich biegach i wysiłkach nie była w najlepszym stanie. Chociaż bywało gorzej.
No dobra. Jak do niej dojdzie to... pojawi się oczywisty problem. Co powiedzieć, jak powiedzieć. Jak zwykle wcześniej tego nie przemyślała, cholera.
...znowu chwilę stała bez słowa. Najprościej.
-Chciałam przeprosić za swoje zachowanie, wczoraj i nie tylko-Miała przy tym dziwne wrażenie, że zupełnie ją to nie obchodzi. No i miała pewne podejrzenia co do niej. Mimo to, ukłoniła się z lekka po tym drobnym wyznaniu.
Potem... może pójdzie pod prysznic i odpocznie trochę w pokoju.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: November eleven   Czw 26 Lis 2015 - 19:44

Ami wyglądała jakby słowa Ishifone niewiele ją obchodziły. Spojrzała przelotnie na quincy, wzruszyła ramionami, po czym zaczęła wspinaczkę po drabinie.

***

Już po paru dniach Ishifone otrzymała błogosławieństwo Vormunda na samotne szlajanie się po mieście, chociaż początkowe wydarzenia nie zapowiadały tak szybkiego rozwiązania sprawy. Już na dzień następny Adalbert otrzymał wiadomość o porwaniu jego kolegi Yanagi'ego. Najemnicy chcieli wykonać wymianę za swojego ziomka lubującego się w ciskaniu kamykami. Wszystko przebiegło spokojnie i kryzys pomiędzy organizacjami został złagodzony. Vormund otrzymał zapewnienie, że nie musi obawiać się o siebie, ani o swych podopiecznych, chociaż na oko Ishifone nie wydawał się do końca przekonany i początkowo miał pewne opory żeby wypuszczać ich na zewnątrz. Przez kilka następnych tygodni nic złego się jednak nie stało i pierwszy raz od dłuższego czasu cieszyła się właściwie pełną swobodą.
Dodatkowo posiadała ten komfort, że mogła kupić cokolwiek co tylko spodobało jej się ze sklepowej witryny. Sklep ojca ponoć trzymał się nieźle i co miesiąc okrągła sumka przechodziła do konto Kumagae.
O ile Ishifone miała ochotę mogła szkolić się dalej pod przewodnictwem Vormunda. Po zapoznaniu się z postępami uczynionymi przed kobietę przez ostatnie pół roku, Adalbert zaproponował, aby popracowali nad zaklęciami, ażeby mogła używać magii wymagającej splecenia reiatsu z więcej niż jednej rurki.
Ponoć miał to być ryż z mlekiem, bo doskonale radziła sobie z kontrolą energii duchowej co stanowiło postawę do opanowania znakomitej większości sztuk quincy.
Na trening miała więcej czasu, bo do czochrania dywanu czy obsługi gości zmuszana nie była. Szybko przekonała się zresztą, że w związku z odejściem Sonii i Ami Vormund musiał zatrudnić kelnerkę na wieczory. Całkiem zwyczajną studentkę o miłym usposobieniu. Tego samego nie można było za to powiedzieć o dziewczynie Kenshima, która wpadła do klubu parę razy. Wrogimi spojrzeniami dawała do zrozumienia, że nie pochwala tego, iż w pobliżu jej chłopaka kręci się Ishifone. Niczego przykrego jednak nie powiedziała. Widać trzymała się warunków postanowionych przez Kenshima.
Z Baldrikiem, ani nikim innym z Wahrwelt styczności nie miała. Póki co więc wyglądało na to, że faktycznie dali jej spokój.
Przyjmowane leki ograniczały niepokoje ze strony cieni. Żarłocznego pasożyta zaspokajała energia Vormunda, który na wszelki wypadek poinformował Kenshima i Neko o pewnym ryzyku związanym z nową mocą kobiety. Kenshim wydawał się zaintrygowany, a barman natomiast mruknął tylko, że i tak każda kobieta jest pijawką.
Odwołanie zagrożenia najemniczego wiązało się z jeszcze jedną sprawą, a mianowicie nic nie stało na przeszkodzie, aby Vormund przygarnął kolejną sierotkę.
Kokuto Eri miała trzynaście lat i z wielkim entuzjazmem podchodziła do nauki sztuk quincy, chociaż zapał przygaszała nieco osoba Vormunda. Gdy tylko po raz pierwszy znalazły się z Ishifone sam na sam, Eri ściszonym głosem zapytała czy z Adalbertem jest wszystko w porządku i czy nie ma czasem jakiejś kryminalnej przeszłości. Ogółem zdawała się pogodną nastolatką  i tylko umiejętność wytwarzania duchowego łuku odróżniała ją znacznie od rówieśniczek.

***

Japonia przekształciła chrześcijańskie boże narodzenie w obleczone migającymi lampkami święto konsumpcjonizmu. Każdy szanujący się sklep miał na wystawie porozwieszane bombki i tekturowe prezenty związane kokardami. Przodownicy świątecznej gorączki wystawiali na ulicę świętych Mikołajów naturalnej wielkości, którzy wydawali z siebie głośne "hohoho". Galerie wypełniały dźwięki zachodnich przebojów świątecznych, a ubrane w krótkie czerwone sukienki obszyte futerkiem mikołajki rozdawały przechodniom ulotki i drobne upominki.
Karakura utonęła w śniegu i barwnych ozdobach. Mniejszość chrześcijańska będzie spędzać święta w rodzinnym gronie podczas gdy odurzona atmosferą młodzież zamówi w restauracji stolik dla dwojga, aby pomiędzy migdaleniem się wcinać indyka oraz pokryte białym lukrem ciasto z truskawkami.
Vormund przebąkiwał, że urządzi wigilię w barze dla pracowników i przyjaciół. Kenshim już ogłosił, że nie przyjdzie. Wybierał się ze swoją patologiczną dziewczynę na świąteczną randkę. Mieli natomiast wpaść Aleksander i Sonia, którzy już wracali do Karakury.
Dla Ishifone świąteczna kolacja nie byłaby taką nowością. O ile matka nie przepadała za "zarazą przyniesioną przez amerykanów", tak ojciec bardzo łatwo ulegał atmosferze. Ubierał choinkę, ustawiał radio na stację puszczającą świąteczne przeboje 24h i zamawiał w KFC duże kubełki udek kurczaka. Zawsze też zostawiał pod drzewkiem prezenty dla Ishifone. Na początku zabawki i łakocie, a jak już trochę podrosła dostawała książki czy ubrania. Staruszek naprawdę lubił ten okres w roku.

[Opisz co tam dodatkowo trenowałeś, czy coś kupowałeś itp.]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: November eleven   Pią 27 Lis 2015 - 1:44

...a niech ta suka się udławi. Szkoda zachodu. Poszła pod prysznic. Nie chciało jej się już nawet na nią patrzeć, nie mówiąc już o przejmowaniu się jej otoczką. Zrobiła co powinna, jej sprawa. Miała w tym względzie czyste sumienie. I o to głównie jej chodziło. Zadanie wykonane. Może teraz zdychać. A ona się odświeżyć. I odpocząć.

***

Dzień ten nie był zbytnio obfitujący w wydarzenia. Po treningu odpoczywała trochę, zirytowana faktem swojego przymusowego aresztu domowego. Nikt jej nie przymuszał nawet do roboty, to też pomimo wolnej ręki dłużyło jej się. Przypominały jej się stare czasy. Tylko tego brakowało, by zrobiła się jeszcze bardziej sentymentalna niż teraz. Czyli powyżej tego minimum... gah. Szkoda się rozwlekać na temat tych zmarnowanych godzin. Zwłaszcza, że następnego ranka było już zdecydowanie ciekawiej.
Zaczynała szczerze wątpić w kompetencje ziemskich Quincy. Tamci z Wahrwelt przynajmniej w końcu ją znaleźli, co prawda po przypadkowym rozwaleniu bariery ochronnej przez Shina, ale JEDNAK. Tu natomiast jak jeden nie zostaje prawie zabity rzuconym na odlew kamorem, to drugi zostaje porwany. Podobno z terrorystami się nie rozmawia. No niekoniecznie. Oszczędziła jednak wszystkim swoich ciętych komentarzy na ten temat, ograniczając się do dość niepochlebnego spojrzenia przez cały przebieg sprawy. Raz się stało, mogło też i drugi. Mogła to być pułapka.
Zdawało się jednak, że ich deklaracje o zawieszeniu broni zostały dotrzymane. Wymiana przebiegła nadspodziewanie sprawnie. Nie czekała zbyt długo ze sprawdzeniem tezy o braku dodatkowego zagrożenia. Wyszła na dość długi spacer, po którym w wejściu oznajmiła, że „Jak MNIE szlag nie trafił, to możecie spać spokojniej”. Te dramatyczne wyjścia w jej wykonaniu już nawet zaczynały ją bawić. Gdyby była na miejscu innych zaczynałaby obstawiać zakłady, kto tym razem odwali przy niej kitę. Ale nie była. Była na swoim. I jakby się o tym dowiedziała, wcisnęłaby całą pulę pomysłodawcy do gardła.
Więc co zamierzała zrobić z tak wielkim trudem otrzymaną wolnością? Świat stał przed nią otworem i zdawał się tylko czekać, aż zacznie korzystać ze swojej nieograniczonej swobody wyboru.
Poszła kupić sobie jakieś rzeczy. Przede wszystkim - komórkę z całym tym okolicznym dziadostwem, na kartę bo i nie miała specjalnie do kogo dzwonić. Na sytuacje kryzysowe, gdyby faktycznie bardzo potrzebowała kontaktu. Nawet Vormund miał jakiegoś złoma przecież. Ona też co prawda nie szalała z nowościami, coś takiego i funkcjonalnego. Kupiła do tego też breloczek z jakimś żółtym ptaszkiem czy innym dziadostwem. Uzupełniła zapas lekarstw gdyby jej się kończyły, do czego musiała poinformować Vormunda bo to on miał kontakt z tym lekarzem. To znaczy, poprosiła o kontakt do niego by sama to załatwiła. Z ubrań to zafundowała sobie trochę spodni, nieśmiertelnych jeansów, szortów, krótkich obcisłych spodenek na jakiejś wyprzedaży, bojówek, ciepłe dresy, z trzy bluzy, nawet jakąś spódniczkę sobie załatwiła. Skarpety różnego rodzaju, również zakolanówek, chociaż nie przepadała za nimi jakoś specjalnie. Nie miała pojęcia do czego mogłaby je nosić. Doszło do tego też parę par butów, zarówno tych bardziej eleganckich (Na płaskim obcasie, by nie było. Jeszcze tylko tego jej brakowało, by sobie połamała nogi) jak i bardziej praktyczne. Z tych pierwszych doszły jej kozaki, a z tych drugich trampki, adidasy oraz, z jakiegoś powodu, buty półgórskie. No i przeszła się do fryzjera, by coś zrobił z jej pozostawionymi samym sobie włosami. By przyciął je trochę, do długości którą ona uznała za stosowną. I tak pewnie za bardzo to zrobi. Jak się mówi „końcówki”, to przecież Ci kretyni wyciągają kosiarkę. Barany.
Bluzy, koszulki, bielizna... troszkę tego kupiła. Nawet ciepłą kurtkę i czapkę w niebieskim kolorze. Poczuła jakąś taką wewnętrzną potrzebę, by chociaż trochę się zacząć prezentować. Nawet zrobiła coś w rodzaju takiego zestawiku. Ładna, biała koszula z długim rękawem i kołnierzem, czarne wstążki na włosy, para rajstop, półbuty, i spódniczka w tym samym kolorze. Prawie jak niewinnie. Trochę kosmetyków też sobie sprawiła, aczkolwiek delikatnych. Wolała nie szaleć, nie znała się. Do tego szampon, jakaś odżywka na włosy, kremy na twarz. I jakaś normalna, niebieska szczoteczka do ciężkiej cholery. Jak sobie to sprawiła to to szkaradztwo z tym przeklętym pchlarzem poleciało czym prędzej do najbliższego kosza.
Ale jak parę razy tak wróciła z rękoma wypełnionymi torbami, to się strasznie dziwnie czuła. No i zaczynało brakować miejsca pod ścianą. Dlatego kupiła też większą torbę podróżną, by mogła gdzieś schować te rzeczy. A szafki i schowki czuły się tak bardzo samotne. I puste. Nie ufała im. Zawsze gotowa do drogi, na wypadek gdyby miała taką fantazję się stąd wynieść. Mieściła się w każdym razie. Jakoś. A już przynajmniej mogła zacząć przekornie narzekać, że nie ma co na siebie włożyć. Wspaniale, zawsze o czymś takim marzyła. Gdyby tylko miała jeszcze kom...
Potrząsnęła porządnie głową, stojąc nad dwoma torbami, w które dosłownie przed paroma momentami wcisnęła rzeczy bez nadmiernego gniecenia ich. Chociaż musiała przyznać... zawsze przy tych dzieciakach czuła się trochę staro. Już miała na tyle dystansu do swojej „wyjątkowości”, by przyznać się do czegoś takiego przed samą sobą. A z drugiej strony miała cholernie dobre geny! Powodzenia im życzy, by w wieku trzydziestu lat wyglądali tak jak ona. Hah...
Skoro już o rozwoju mowa... był podjęty temat stosowania zaklęć. Musiała przyznać, że były one całkiem pożyteczne i już nie raz ratowały jej skórę. Ale z drugiej strony musiała też zająć się innymi rzeczami. Samodzielność. Zapytała go, czy byłby w stanie nauczyć ją samodzielnego tworzenia rurek. Mogłaby wtedy w miarę regularnie uzupełniać sobie swój zapas. Nie miała za bardzo okazji przetestować swojego łuku, ale jakby ktoś okazał się odporny na jego działanie, miałaby zawsze jakiś dodatkowy atut w rękawie, na pasku, bucie czy też innych częściach garderoby. Miała ich dużo. Na razie. I wolałaby ten stan utrzymać w razie, gdyby naprawdę ich potrzebowała.
Tak więc postanowiła, że zostanie na jakiś czas mimo iż nic jej tutaj właściwie nie trzymało. Nie czuła się jeszcze na tyle bezpiecznie by coś samodzielnie kombinować w swoim zakresie, przynajmniej gdzieś indziej. Nie zdawała się jednak tylko i wyłącznie na rady Vormunda. Póki jeszcze nie spadło tyle śniegu zdarzało się jej wychodzić na tak zwany jogging, czy jak te amerykańce to nazywały. Ubierała się dość ciepło i truchtała sobie po mieście, co by chociaż trochę kondycji złapać. Łykała różne witaminy, by do tego „łapania” nie doszło tez jakieś choróbsko. Ale tak jak było wspomniane, robiła to do pewnego momentu, gdy nie zrobiło się zbyt zimno. Potem musiała sobie radzić jakoś inaczej. Sala treningowa była dość duża, to mogła pracować z niezbyt zachęcającymi i różnorodnymi widokami, ale o wiele bardziej intensywnie niż gdyby wypadałoby jej to robić wśród ludzi.
Wymyśliła trochę sposobów na poprawę stanu swojej fizycznej powłoki. Ten pomysł ze skakaniem z hirenkyaku był całkiem dobry, ale trochę za bardzo męczący na początek. Jedna sprawa nabrać formy, druga zajechać się do nieprzytomności. Dlatego wcześniej chciała trochę normalnie pobiegać, o czym było już wspominane. Gdy przyszedł czas na ćwiczenia w środku, zazwyczaj zaczynała od krótkiej rozgrzewki bez specjalnych udziwniaczy quincy. Potem jednak do tych okrążeń dodawała nowe rzeczy. By poza ogólną wydolnością poprawić również swoją orientacje po takich skokach, rzucała się tą migawką z jednego krańca sali na drugi, tak szybko jak tylko mogła bez utraty kontroli i unikaniem nagłego kontaktu ze ścianą. Stopniowo, nie zaczynała od razu od szamotania się na lewo i na prawo, bo żaden błędnik by tego nie wytrzymał.
Wpadła też raz na pomysł, by sobie po prostu pobiegać. W powietrzu. Miała akurat gorszy dzień to planowała się wyciszyć trochę w ten sposób. Skoncentrować na tym, by utrzymywać w miarę dobre tempo, ale i by w ogóle ustać w powietrzu. Nie miała nawet okazji się dobrze namyśleć nad tym, na co była właściwie zdenerwowana.
Chociaż nie samą wydolnością fizyczną człowiek żyje, to nawet treningi przeznaczone tylko i wyłącznie na strzelanie albo rozwój reiatsu rozpoczynała jakąś półgodzinną rozgrzewką obejmującą dość standardowe, szkolne ćwiczenia. Bardzo proste. Na nogi jakieś wykroki, na klatkę piersiową pompki, na brzuch akurat znalazła trochę lepszy sposób niż standardowe brzuszki. Coś wyczytała z jakimś pisemku w kiosku na temat szóstki Weidera, na którą to nie trzeba było poświęcać aż tyle czasu, a była ciekawsza niż ciągłe podciąganie się w ten sam sposób. Chociaż w sumie podobna zasada. Bardziej się jednak jej to podobało.
Równowaga musiała być jednak zachowana. Gdy była okazja do tego, by poćwiczyć celność, wykorzystywała trochę Vormunda by tworzył jej jakieś cele. Najlepiej dość szybkie, co by miała faktycznie problemy z trafieniem tego. Mówiła mu, że „lepiej by było coś trudniejszego niż za łatwego”, ale czy ją zamierzał słuchać to inna sprawa. Zastanawiała się kiedy ją weźmie na jakieś polowanie na pustych. Już miała okazję się z nimi na nieszczęście prztykać. Co jej jednak tak samodzielnie przychodziło do głowy?
Słyszała, że wywalanie swojej aury na zewnątrz i podtrzymywanie jej przez dłuższy czas dawało efekt w postaci zwiększania własnych zasobów reiatsu, co akurat by się jej całkiem przydało. Im więcej tego miała, tym jej strzały miały lepsze efekty. To jednak przynajmniej w części jej własna energia z tego co widziała. Strzały były również czerwone. Musiało tak być. Zostawiała sobie jednak tą część na nieco później, po pozostałych zabiegach którymi się katowała. Kontynuowała to, czego próbowała dokonać w czasie swojej niewoli, czyli próby uzyskiwania różnych kształtów ze swojego własnego reiatsu. Tworzenie kuli było bardzo proste, utrzymanie jej również, ale nawet jeśli nie będzie w stanie stworzyć niczego praktycznego, to taka „zabawa” na pewno jej się później na coś przyda. Na przykład w trakcie ćwiczeń ładowania reiryoku w formie rurek. Tak, zdecydowanie. To też można było w końcu uznać za taką formę treningu. Tak samo jak... nie, to jednak nie. Musiała sobie robić jakieś przerwy. Najlepszą wymówką do tego były stare występy na scenie przy recytacji poezji. Tak jakoś miała przynajmniej drobną nadzieję, że jakoś ogarnie to staruszka, który coś wyjątkowo wydawał się być zatroskany. Nie interesowało ją to więcej, niż przez samą jego efektywność. Chyba. Tak to sobie tłumaczyła.
Wracając jednak do wyrzutów reiatsu. Po skończonym treningu fizycznym, refleksyjnym oraz kontrolnym siadała sobie w kącie sali i uspokajała się. Tak jak kiedyś wykonując elementarne ćwiczenia na przekierowywanie somy w jej ciele, tak i teraz ogarniała ją swoim umysłem, i kierowała na zewnątrz, na granicę swojej przepustowości. Co więcej, próbowała ją potem upchnąć z powrotem w swoim ciele. Na pewno traciła ona trochę przy tym, ale innym sposobem jakim znała była po prostu walka o życie.
Nie mogła jednak przesadzić. Zawsze było to ryzyko, że będzie musiała nagle stanąć przed tego rodzaju wyzwaniem. A jak nie będzie mieć na to siły to kaplica. W najgorszym razie by musiała się kimś pożyczyć, czego rzecz jasna wolałaby uniknąć. Ale skoro już o tym mowa... mowa. Heh. No wygadał się z tym, by to mieli na uwadze. Komentarz barmana ponownie pozostawiła bez komentarza, bo pewnie skończyłoby się to zoologiczną ripostą personalną. Fascynacja Kenshima ją troszkę zastanawiała. Specjalnie wylewny nigdy to on nie był. Nie pytała o to, on też nie męczył ją, to też byli kwita. Niezbyt się nim interesowała, ale nie okazywała mu też niechęci, ani nie unikała. Normalna relacja. Gdyby tylko ta tępa dzida to rozumiała, to nie musiała by się aż tak irytować na jej widok. Jej obecność zwiastowała kłopoty i zgrzytanie zębów. Im mniej się nawzajem widziały tym lepiej. Dobrze, że też miała gdzie wychodzić.
Przede wszystkim, przynajmniej raz w tygodniu odwiedzała swoją matkę. Była ona jednym z powodów dla których tutaj została, i nie zamierzała odpuścić okazji by się chociaż trochę zrehabilitować. Ani Ishifone, ani ona nie były jednak zbytnio rozmowne. Pytała głównie jak się czuje, trochę opowiadała o swojej „pracy”, czasem nawiązywała do jakiś starych spraw jak akurat jej się przypominało. Nieco było o rodzinie. O ewentualnych perspektywach. Nie było tego wiele. Wpadała też czasem do sklepu, gdzie tej dziewczynie która zajmowała się sklepem zafundowała z własnej kieszeni trzynastą pensję, w podziękowaniu za dobrą pracę i to, że nie pozwoliła temu biznesowi runąć na łeb na szyję. Trochę dużo tych pieniędzy poszło, ale też nie było jej z pół roku. Co miało się z nimi dziać, marnować się?
Czasem wracała do świątyni. Za pierwszym razem była w takim stanie, że coś ją tknęło. Nikt się tym nie zajmował to i zaczęła popadać w ruinę. Teraz nie było za bardzo warunków by przystąpić do jakiś remontów czy zabiegów, ale... może jakoś na wiosnę czy lato... mogłaby chyba też od czasu do czasu się tym tu zająć. Niekoniecznie jako kapłanka.
Ciekawiło ją w sumie, czy właśnie stąd pochodziła jakaś jej tradycja Quincy. Pamiętała, że jej pierwszy krzyżyk był po prababce. Ale też ojciec miał tą laskę będącą częścią tego mechanizmu od wujka. To był odpowiedni moment na zapytanie się Vormunda, jak to się właściwie mogło stać, że trafiła do jej rodziny. Co było na tyle dla niej ważne, że należałoby to podkreślić. Nie znała drzewa genealogicznego swojej rodziny. Może nie była aż tak oderwana od tego wszystkiego jak pierwotnie sądziła.
Musiała też ćwiczyć siłę woli. By w razie problemów móc się powstrzymać. Jak było trochę czasu to wspominała o tym Vormundowi, by zorganizować namiastkę tych treningów kontroli które miała w trakcie „podróży” z Baldrikiem. O ile się zgodził. Deklarował się, że jej pomoże. A skoro i tak wszyscy wiedzieli, to co to za różnica. Wszyscy z wyjątkiem...
Kokuto Eri. Dziewczyna podobna z wyglądu zupełnie do nikogo. Jeszcze młodsza od dawno już nieżyjącego Daichiego, ale nawet mogła stwierdzić, że i bez jej nieco zmienionego podejścia mniej ją denerwowała. A może to i przez leki... w każdym razie, gdy po raz pierwszy się pojawiła w klubie już jako lokator, przywitała ją trochę wymuszonym uśmiechem i ukłonem. Od razu zauważyła, że osoba Adalberta pasuje jej jak piasek w oku, co ją nieco nawet bawiło. Za dobrze pamiętała jej własne reakcje na jego osobę. Co jej odpowiedziała na jej słowa wątpliwości, gdy pozostały same?
„Gdyby miał, to raczej kiepsko się ukrywa”-Wzruszyła ramionami, a na jej ustach pojawił się lekko złośliwy uśmiech-”Przywykniesz. Chyba. Nie taki diabeł straszny jak się maluje”.
Ogólnie starała się być dla niej nawet miła. W końcu nie była tutaj najmłodsza stażem. Uznała to za dobrą okazję do chociaż częściowej rehabilitacji. Miała na nią oko, by czasem sobie nie zrobiła jakiejś krzywdy na treningach, chociaż już sam Vormund na pewno by do czegoś takiego nie dopuścił. W razie jakiś wspólnych ćwiczeń starała się jej nie dać zbytnio w kość. Starała się utrzymywać na wyraźnie wyższym poziomie, ale jednak nie jakoś bardzo dramatycznie , bo pamiętała jak demotywująco potrafiło to wpływać. Zresztą... erm. To by było mocno żałosne, jakby musiała dawać z siebie wszystko by faktycznie nad nią górować. Jeszcze wyjdzie, że jest z jakiegoś cholernie wysokiego rodu, jakiś wybraniec czy coś. No by ją chyba wewnętrznie szlag trafił.
Jakby miała jakieś problemy, to starała się jej jakoś pomóc czy doradzić. Podnieść na duchu jak by było trzeba. Tak. Może nie na zasadzie dobrej siostry oddziałowej, ale siedziała z nią i starała jakoś nakierować na odpowiednie tory, bo wyraźnie nie miała specjalnego zaufania do Vormunda. Może do niej chociaż jakoś trochę się przekona. Chociaż doświadczenia nie miała za grosz z tym, to możliwe, że wychodziły jakieś dziwne sytuacje na granicy troski z opieprzem i pocieszeniem. Jakby chciała o czymś pogadać, to... erm... takie luźne rozmówki nie były jej mocną stronę. Może by coś bąknęła, ale... erm, nieistotne.
Na pewno jej wspomniała, by się pilnowała by nie wpadła w jakieś kłopoty. Bo, przyznała, ona miała z tym spore doświadczenie. „I to nic miłego”. Tak, zdecydowanie. Nie chciała mieć na sumieniu kolejnej sieroty.

***

Już minęło parę tygodni. Nie działo się nic nadzwyczajnego, a gdyby naprawdę chcieli ją załatwić z Wahrwelt, to by już to dawno zrobili. Mieli więcej niż jedną okazję by to uczynić, więc chyba mogła spać w miarę spokojnie. Chyba, że planowali wybrać najbardziej bolesny dla niej moment. Cokolwiek to miało znaczyć. Pamiętała w każdym razie ten jeden zwid, który pozostawił w niej takie wrażenie.
Okres świąteczny powodował u niej napływ wspomnień, których wolałaby nie rozpamiętywać. Ojciec był dość dużym fanem tego całego jarmarku. Zawsze była z niego osoba, która najchętniej by wszystkich obdarowała jakimiś dziwnymi, zabawnymi wihajstrami, i ona wcale nie była w tym wyjątkiem. Dobrze, że wzięła leki. Inaczej mogło by być gorzej. Ją osobiście ta świąteczna atmosfera wkurzała. Nie tak mocno jak matkę, bo starała się to raczej ignorować, ale jednak. Teraz tak jakoś... ech. Ciekawe, czy tam w społeczności też coś takiego obchodzą...
Siedziała sobie z częściowo przestygniętą herbatą, i patrzyła się jeszcze trochę zaspana w przestrzeń przed sobą. Miała przyjechać Sonia z Aleksandrem. Trochę się zastanawiała co z nimi. Pewnie ta pierwsza będzie się przechwalać co to ona nie robiła i jakie zrobiła postępy. A ten drugi to nie miała pojęcia. Prawie go nie znała, nie był osobą zbyt wylewną.
Może by się jakoś tak wokół niego... mogła spróbować, co jej tam szkodzi. Zawsze jakieś urozmaicenie. Odciągnie ją od tego przeklętego świątecznego nastroju. Jak pięść do nosa. I przypominało jej o innych rzeczach, też kiczowatych i durnych.
Kenshima nie będzie, bo tamta go gdzieś zaciągnie. Prawie mu współczuła. Była u matki dnia poprzedniego. Zapytała, zaznaczając jednak na początku, że to bardzo luźne pytanie, czy ta chciałaby kiedyś gdzieś może pojechać na parę dni, jakby była taka możliwość. Ona sama by pierdolca chyba dostała, jakby miała... właściwie, to była w takiej sytuacji. Może też dlatego trochę tak to rozumiała.
Na razie jednak starała się dojść do stanu względnej używalności i kontaktu. Zjadła, zęby umyła, siebie też. Wstążki we włosach miała, podobnie jak i właśnie jedną z rozpinanych bluz z kapturem z białymi rękawami i czerwonym środkiem. Pod spodem miała dość obcisłą koszulkę w czarnej barwy, którą dzieliły wraz z długimi spodniami. Hołhołhoł, pasowała do klimatu jak ulał.
...ych... może kawy sobie zrobi...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: November eleven   Today at 19:46

Powrót do góry Go down
 
November eleven
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 16 z 17Idź do strony : Previous  1 ... 9 ... 15, 16, 17  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Świat :: Ziemia :: Karakura :: Centrum-
Skocz do:  
Free forum | © phpBB | Free forum support | Kontakt z | Report an abuse | www.sosblogs.com