IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Nabór na stanowiska Mistrzów Gry! Rekrutacja na GG: 3594960!
Pomoc dla nowych graczy

Lista aktywnych Mistrzów Gry:
Izdurbal Tenshi - 3/4 | Imperator Kuchiki - 6/3
Kovacs - 0/3 Ekkusu - 3/3
Watanabe no Tsuna - 4/4
Rose Nevermore - 3/5
Haruaki Kuchiki - 1/2
Yuzuru Tanaka - 0/1


Share | 
 

 Aaron Stones

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 

Ocena
 Pozytywna
 Negatywna
 Neutralna
Zobacz Wyniki
AutorWiadomość
CZaras



avatar

Oddział : Dywizjon 5
Mistrz Gry : Don Imperatore

Karta Postaci
Punkty Życia:
140/140  (140/140)
Punkty Reiatsu:
408/408  (408/408)

PisanieTemat: Aaron Stones   Nie 16 Wrz 2012 - 17:17

Z góry przepraszam wszystkich MG, którzy oceniali moje poprzednie karty, że robię kolejną w tak krótkim odstępie czasu. Po prostu doszedłem do wniosku, że nie jestem w stanie zrealizować się jako Hollow. Po prostu potrzebuje człekokształtnej formy. Do tego wydaje mi się, że karta Bashirisuku robiona była na szybko po niepowodzeniu z kartą Shinigami. Przepraszam, więc raz jeszcze, że zmarnowałem Waszą pracę. Miłej lektury


DANE

Imię: Aaron
Nazwisko: Stones
Profesja: Dusza
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 20
Waga: 90 kg
Wzrost: 195 cm
Wygląd: Aaron jest wysokim, białoskórym (chodzi o rase), lecz trochę opalonym mężczyzną. Dzięki treningom boksu prowadzonym przez całe życie Stones posiada figurę niemal atletyczną. Dzięki temu, że jego rodzice pochodzili ze Stanów Zjednoczonych jego rysy są wybitnie nie Japońskie. Włosy Aarona są pewnym udziwnieniem gdyż mają naturalnie barwę białą i od kiedy chłopak pamięta tak było. Całą jego fryzurę można podzielić na dwie części. Pierwszą są włosy okalające skórę głowy. Składają się one z długich, dość grubych, odstających od siebie kosmyków skierowanych do przodu z perspektywy nosiciela owej czupryny. Podobnie grzywka składa się ze sterczących kikutów zrobionych z włosów. Tych kosmyków jest na tyle dużo, że nie widać łysiny na głowie Aarona. Drugą częścią fryzury jest skromna, wąska kitka nie wychodząca jednak ze szczytu głowy jak to często jest układane, lecz z samego dołu głowy po tylnej stronie. Włosy zawsze są spięte czarną gumką. Jego lewa brew przebita jest przez 3 czarne kolczyki-kółka. Na nosie zazwyczaj nosi okulary lenonówki o czarnych jak smoła szkiełkach i złotych oprawkach. Zasłaniają one jego błękitne oczy. Na obszarze od nosa w dół zazwyczaj zawiązaną ma złożoną trójkątnie chustę koloru czarnego z czerwonymi szczękami (jak te na tarczy Sado) na środku. Niżej nosi długą za kolana, skórzaną, czarną kurtkę o długich rękawach, która praktycznie zawsze jest odpięta. Dzięki temu ukazuje biały podkoszulek, który zazwyczaj nosi Aaron. Na dłoniach Stones ma skórzane rękawiczki z tylko połówkami palców. Na pupie nosi szerokie spodnie wykonane z wygodnego materiału, takiego z jakiego tworzone są spodnie moro. Mają one sporo kieszeni oraz granatowy kolor, a do tego są one trzymane szerokim, czarnym, skórzanym paskiem.. Ich koniec zawsze włożony jest w wysokie na 10 dziurek, zadaniowe, wojskowe buty terenowe.
Charakter: W pewnym sensie można powiedzieć, że Aaron jest człowiekiem chaotycznie neutralnym. Wszystko robi doszukując się swojej korzyści, patrząc tylko i wyłącznie na siebie. Tak, jednak całkowicie nie jest. Oczywiście ma on coś z tych dwóch cech, jednak przesiewa on przez swój pogląd dobra swoje czyny. Oznacza to, że nie zrobi coś co uważa za jednoznacznie złe, by zdobyć korzyść materialną. Aaron lubi walczyć, ale nie ciągnie do bitki za wszelką cenę, a jego serce nie unosi się radością z obicia komuś facjaty. Po prostu lubi współzawodnictwo, a że od małego ćwiczył Boks to rozumie właśnie przez to walkę. Stones ma potrzebę zwiększania swoich możliwości, a gdy poczucie, że stał się silniejszy napawa go dumą. Gdy nie wypełnia zadania, nie walczy, nie pracuje nad sobą bywa leniwy. Lubi sobie poleżeć i po prostu nic nie robić gapiąc się w niebo. Aaron kocha niewybredny humor i potyczki słowne. Jego sarkastyczne komentarze często są źle odbierane. Taki jest gdy nie jest na głodzie nikotynowym. Gdy, jednak przez dłuższy czas nie zaaplikował sobie tytoniu to sprawa się zmienia. Aaron wtedy jest nerwowy, marudny, ma gwałtowne zmiany charakteru i nastroju. Jest nieprzyjemny i często złośliwy. Nie może usiedzieć chwili spokojnie.
Ekwipunek:

Historia:
Aby poprawnie opowiedzieć historie Aarona na początek trzeba wspomnieć w skrócie o życiu jego ojca Chrisa i matki Ritty. W ich egzystencji, bowiem jest odpowiedź jakim cudem to się stało, że człowiek nijak nie wyglądający na Japończyka trafił do Soul Society. Chris był dość przeciętnym białym dzieckiem, z przeciętnej dzielnicy Los Angeles, o przeciętnym intelekcie. Miał, jednak kilka cech, które sprawiały, że nieco wystawał z szarego tłumu wielkiego miasta. Po pierwsze od zawsze był bardzo wysoki jak na swój wiek, po drugie nigdy nie bał się marzyć i się tego nie wstydził, po trzecie i ostatnie kochał koszykówkę. Miał na jej punkcie coś na kształt bzika. Uciekał z lekcji, by grać w kosza, grał z białymi i czarnymi, zazwyczaj ze starszymi od siebie. Kochał ten sport nad życie. Jego celem życiowym było utrzymywać się jako profesjonalny koszykarz, zaś marzeniem gra w NBA. Na poziomie naszego gimnazjum (nie orientuje się jak w USA z poziomami szkolnictwa) poznał on Ritte. Przeciętną białą dziewczynę, z przeciętnej dzielnicy, o nieprzeciętnej urodzie i pasji. Kochała się ona, bowiem w Japonii. Dosłownie w każdym jej elemencie, kulturze, sporcie, historii, alfabecie itd. Od małej uprawiała sport zwany Kendo. To było piękne w USA. Mimo, że ów sport był bardzo orientalny w Los Angeles znajdowało się Dojo, do którego ta spokojnie mogła uczęszczać za drobną opłatą. Z Chrisem łączyły ją marzenia i brak lęku chwalenia się nimi. Ritta chciała wylecieć do Japonii i dokończyć nauke Kendo, a później założyć własne Dojo. Już po kilku miesiącach pierwszej klasy dwoje młodzieńców połączyło zauroczenie i zaczęli ze sobą chodzić. Jak się okazało ten związek miał przetrwać dziesiątki lat. Dziewczyna szybko zdołała namówić Chrisa na uczęszczanie razem z nią na dodatkowe zajęcia z języka Japońskiego jakie całkiem szczęśliwie zapewniała ich szkoła. Do czasu szkoły średniej robili oni to co do nich należało. Mimo poświęcenia czasu swoim pasjom udało im się dostać do niezłego liceum i tam kontynuować naukę. To gdzie pójdą wybierali wspólnie. Dla Chrisa najbardziej się liczyło, by szkoła posiadała porządną halę i drużynę koszykarską, zaś dziewczynie bardziej zależało na nauczeniu języka Japońskiego. Ku radości pary udało im się znaleźć kilka takich szkół Los Angeles. Wybrali oni te szkołę, która miała niezły poziom, ale nie za bardzo wygórowany, by ich przyjęli. Udało się. Chris od razu zgłosił się do drużyny, ale okazało się, że to nie starczy. Musiał zdać test, by go przyjęli. Ucieszyło to chłopaka, bo jednoznacznie pokazywało, że nie przyjmują każdego frajera, który ma dobre chęci. Młody Stones posiadał już niezłe umiejętności, więc bez większych trudności stał i został przyjęty. Ritta natomiast pospiesznie zapisała ich obu na dodatkowy Japoński i było niemal jak w poprzednim etapie nauki. Tylko, że wszystko trudniejsze, bardziej wymagające. Dziewczyna mogła realizować marzenia dopiero po skończeniu szkoły i zdobyciu trochę pieniędzy, lecz Stones musiał zabrać się za swoje już teraz. Musiał zwrócić na siebie uwagę jakiegoś z profesjonalnych klubów. Niestety miał na to zaledwie 3 lata, bowiem w szkołach wyższych nie uprawiało się już koszykówki, gdyż była ona spychana przez football Amerykański oraz baseball. Najlepszym sposobem na pokazanie się było w koszykarskim turnieju szkół średnich. Cały spektakl podzielony był na 3 etapy. Miejski, w którym drużyny ścierały się w terenie swojego miasta, by wyciągnąć najlepszego. Tu Chris miał wyjątkowo ciężko gdyż Los Angeles to wielkie miasto, w którym ten etap był bardzo trudny. Następnie stanowy, w którym ścierały się najlepsze drużyny z miast danego stanu. Ostatni to krajowy, w którym ścierały się najlepsze drużyny każdego ze stanów. Chris szybko przedostał się do wyjściowego składu swojej drużyny i co rok starał się wygrać owy turniej. Przez pierwsze dwa lata szło im miernie. Nie wyszli nawet z miejskiego choć zawsze byli blisko. W ostatnim roku Chris został kapitanem, a jego drużyna była mocniejsza niż przedtem. Mieli naprawdę silny skład. Młody Stones zaś dzięki koszykówce zdobył szacunek facetów za równo białych, czarnych jak i żółtych. Pierwszy raz udało im się przejść sesje miejską i to dość łatwo. Później zaczął się etap stanowy. Różnica między nimi była jak między niebem i ziemią. Po niebywale ciężkich meczach drużyna Chrisa przeszła do finału, w czym on miał potężny udział. Tam po zaciętym, wyrównanym spotkaniu przegrali różnicą jednego punktu. Stones pokazał się, jednak z dobrej strony ciągnąc do przodu swoją drużynę. Żal był wielki. Ani Los Angeles Lakers ani żaden inny Amerykański zespół nie złożył mu oferty. Chris zdołowany nagle otrzymał propozycje kontraktu z klubem pochodzącym z Karakury czyli jednego z Japońskich miast. Okazało się, że ich agent całkiem przypadkowo trafił na ten mecz gdyż był w Los Angeles tylko na wakacje. Była to ciężka decyzja. Chris porozmawiał z rodzicami, z Rittą, a ona też porozmawiał ze swoimi. Postanowili, że po wakacjach wyjadą do kraju Kwitnącej Wiśni. Od rodziców dostali trochę kasy, troszkę zarobili w okresie przerwy letniej. Klub załatwił im bilet lotniczy oraz opłacił dość skromnie mieszkanie na pierwsze 5 miesięcy. Mimo, że Chris zarabiał więcej od swoich rodziców, a i Ritta starała się pracować, do stabilności finansowej było daleko. Dziewczyna nadal znajdowała wolny czas na treningi kendo w Dojo w karakurze. Mimo, że w USA ćwiczyła przez 13 lat to i tak musiała się douczać zanim zostanie Sensei. Chris zaś najpierw grał w drugiej drużynie. Nauka Japońskiego w szkole podstawowej i średniej bardzo im teraz pomagała. Po roku Ritta zakończyła kurs instruktarzowy kendo i zaczęła pracować w swoim Dojo jako nauczyciel nadal, jednak ćwicząc. Robota ta była znacznie przyjemniejsza i bardziej opłacalna niż praca w Fast foodzie. Po tym samym czasie Chris stał się wiodącą osobą w drugiej drużynie swojego zespołu. Trochę później kontuzje sprawiły, że miał on debiut w pierwszym teamie. Zaliczył niezłą zmianę i dobrze się pokazał. Trener zaczął sięgać po niego częściej, a nawet po zakończeniu absencji koszykarzy pierwszego składu Chrisowi czasem zdarzyło się wchodzić z ławki rezerwowych. Stones na stałe zagościł w pierwszej drużynie, a i na tym nie zamierzał się zatrzymać. Na treningach ćwiczył ciężko, swoje szanse na grę wykorzystywał okazując pełne zaangażowanie i wole walki, kontuzje się go nie imały, a do tego był niezłym, młodym zawodnikiem. To wszystko sprawiło, że gdy rywal na jego pozycje został zakupiony klub nie wydawał pieniędzy, by go zastąpić tylko trener zdecydował do wyjściowego składu włączyć Chrisa. W tym czasie para zaręczyła się, zakupiła nowe, całkiem duże mieszkanie i właśnie spłacała kretyt. Stones zarabiał dużo więcej niż na początku z powodu sporego awansu, a i Ritta z czasem dostawała premie od swojego Dojo. Kobieta pięła się do góry w stopniach kendo. Teraz nawet jak na Japońskie standardy była naprawdę dobra. Do 25 roku życia Chris stał się postacią wiodącą w zespole sławną wśród fanów koszykówki w całej Japonii. Najlepsze zespoły ligi dawały mu propozycje ten, jednak odmawiał gdyż Ritta już uczyniła większość planów co do założenia swojego Dojo. Jej działania przerwał jeden fakt, który jednak ucieszył bardzo obu już małżonków. Okazało się, że Ritta jest w ciąży. Postanowiła, więc wstrzymać swoje plany, by móc wychowywać samemu dziecko. Nigdy nie wróciła do planów i nie zrobiła swojego Dojo. Chris również nigdy nie zrealizował swoich marzeń grze w NBA i do końca kariery został w Karakurze. Zanim Ritta urodziła para zakupiła i wyposażyła tym razem już dom, a mieszkanie sprzedała. Chcieli, by dziecko miało więcej miejsca do życia. Długo się zastanawiali czy nadać nowemu Stones’owi imię Amerykańskie czy Japońskie, ale ostatecznie zdecydowali się na to pierwsze. Postanowili też, że chcą by ich dziecko znało nie tylko język kraju Kwitnącej Wiśni, ale i angielski.

Wreszcie nadszedł czas porodu. Niemal idealnie po 9 miesiącach, bez żadnych zakłóceń. Słowem praktycznie rzecz biorąc książkowy poród. Dziecko było zdrowe, o prawidłowej wadze i kolorze skóry obu rodziców. Co do pierwszych słów, szybkości postawienia pierwszych kroków to Aaron, bo takie zdecydowali się nadać mu imię rodzice, był 100% przeciętniakiem. Ani nie był geniuszem ani tępakiem. Był hałaśliwy, ruchliwy, ciągle głodny, jego humor był zmienny, zdarzało się płakać szczególnie wtedy kiedy rodzice akurat zasnęli, a z jego pieluchy często unosił się nieprzyjemny zapach. Jedynym co go z początku wyróżniało był fakt, że na jego głowie zaczęły rosnąć białe włosy. Dzieci do 6 roku życia nie wiedzą co to nietolerancja, więc życie mijało mu szybko i przyjemnie. Bawił się, grał w berka, chowanego, śmiał się i płakał gdy nabił sobie guza. Był przeciętnym dzieciakiem. Gdy poszedł do szkoły nadal był średni. Jego oceny były nie wyjątkowo mocne, ani nie słabe. W wieku 33 lat Chris skończył karierę sportową, czyli wtedy kiedy Aaron miał 9 lat. Teraz został wpierw trenerem rozgrywających, później trenerem drugiej drużyny, a ostatecznie jego kariera zakończyła się na asystencie głównego trenera. Problemy młodego Stonesa zaczęły się w 5 klasie podstawówki gdy dzieci zaczęły wyrzucać mu jego inność. Aaron starał się odpowiadać, bronić, ale to nic nie dawało. Ci którzy go musztrowali byli grupą tzw. „cool” w klasie. To oni ustawiali wszystkich chłopaków. Inni byli im podporządkowani i by się im podlizać, również obrażali Stones’a. Ten nie mówił rodzicom gdyż twierdził, że to na pewno nic nie pomoże, a tylko zwiększy nacisk na niego. Ojciec i matka wpajali mu ważność uprawiania w sportu w życiu, ale chłopak nic nie chciał ćwiczyć aż do pierwszej klasy gimnazjum. Wtedy po lekcjach został pobity przez swoich kolegów. W pojedynkę nie mieli, by szans. Chłopak mając w sobie Amerykańskie geny był wyższy i masywniejszy od „czystych” Japończyków, którzy zazwyczaj byli niscy i drobni. Aaron zdecydował się uprawiać boks. Tak naprawdę liczył się tylko jeden powód sprawiający, że spośród różnych sportów walki wybrał akurat ten. Przez szykany wyprowadzane od kolegów czuł się bardzo dumny ze swojego pochodzenia, a boks kojarzył mu się najbardziej z Stanami Zjednoczonymi. Nie był to, jednak jedyny efekt pobicia. Drugim było przybycie na następny dzień do szkoły razem z nim ponad dwu metrowego olbrzyma zwanego Chris Stones. Do tego znanego większości młodzieży bohatera koszykowej drużyny Karakury. Napastnikom musiało umknąć, że właśnie jego synem jest Aaron. Kazał synowi pokazać, którzy go zaatakowali. Podszedł do nich i z miną psychopaty zaciągnął do dyrektora. Przy owych dzieciakach poprosił dyrektora o numer telefonu rodziców chłopców, a następnie przedstawił się i grzecznie poinformował co zrobiły ich dzieci i byłby wdzięczny gdyby pojawili się w szkole. Po pół godzinie zjawili się wszyscy. Chris posiadający ogromny autorytet poinformował, że oczekuje surowej kary za równo ze strony rodziców jak i dyrekcji oraz, że przy następnej takiej akcji sprawę zgłosi policji. Kolos na dzieciakach zrobił potężne wrażenie i Aaron miał troche spokoju. Niestety ciągnęło to za sobą fakt, że żaden chłopak z klasy go nie lubił. Na szczęście zaczął trenować na poważnie i tam znalazł sobie oddanych przyjaciół. Zaś co do treningów to na uczelnię został przyjęty z szeroko otwartymi ramionami. Po pierwszy dlatego, że jego rodzice zapłacili. Po drugie był lepiej przystosowany genetycznie do tego sportu niż Japończycy. Jak już wspominałem był wyższy i masywniejszy od rówieśników. Sport pochłonął go w całości. Nigdy więcej nie chciał, by ktoś musiał za niego wymierzać karę, by ktoś musiał go bronić. Dodatkowo polubił to. Praca nad sobą sprawiała mu przyjemność. Walczył, a okazało się, że ma talent do tego. Po roku treningów już robił furorę w swojej klasie wagowej wśród juniorów. Zaś do osiemnastki stał się kimś, którego modlili się nie spotkać na swojej drodze juniorzy całej Japonii. Kilka razy jakiś gamoń postanowił mu się naprzykrzać. Aaron zaproponował mu tradycyjną „solówkę” jako męski sposób rozwiązania problemu. Zeszło się wielu chłopaków chcąc widzieć upadek białowłosego. Ten scenariusz, jednak się nie spełnił. Zbyt pewny siebie gamoń obrywał bardzo mocno, a każde jego uderzenie było parowane przez szczelną, wyćwiczoną gardę Stones’a. W końcu walka się skończyła. Aaron z lekką zadyszką. Gamoń z podbitymi oboma oczyma, wybitymi dwoma zębami, krwawieniem z nosa, siniakami na torsie. Od tamtej chwili nikt nie chciał ścierać się już z Aaronem. Dzieciak mimo, że był głupi, złośliwy miał, jednak honor i za równo nauczycielom jak i rodzicom powiedział że został pobity przez nieznajomych mu ludzi, prawdopodobnie naćpanych, więc Stones nie miał problemów. Poza tymi wszystkimi dość normalnymi rzeczami w życiu Aarona działy się też te dziwne. Chłopak widział duchy, nie mówił o tym, jednak nikomu gdyż jeden z nich uświadomił Stones’a, że ludzie zazwyczaj go nie widzą. Do tego podczas nauki w szkole średniej wpadł w nałóg nikotynowy. Palił papierosy, wciągał tabake itp. Po prostu to lubił. Gdy tylko skończył 18 lat postanowił stoczyć pierwszą, poważną, walkę w zawodowym boksie. Wszystko zostało ustalone, pieniądze, rywal, hala w Tokio jako miejsce rywalizacji. Na miejsce walki jechali autobusem. On, kierowca, menadżer (jego matka), ojciec, sztab medyczny, trener. Gdy jechali na jednym ze skrzyżowań uderzyło w nich od boku auto osobowe prowadzone przez pijanego kierowcę, który najwidoczniej uznał, że sygnalizacja świetlna jego się nie tyczy. Wszyscy pasażerowie siedzieli przypięci do foteli… poza Aaronem, który właśnie wracał z łazienki znajdującej się w autobusie. Uderzenie autobusu rzuciło nim wyleciał przez szybę rozbijając ją wypadł na ziemię, a samochód uderzony od boku przewrócił się zgniatając go i zabijając na miejscu. Jedyną zawodową walkę w swoim życiu przegrał walkowerem. To chyba najgorszy bilans w historii.

Ostatnią rzeczą jaką Aaron zauważył był upadający na niego autobus. Marzenia o zostaniu prawdziwym, wybitnym bokserem legły w gruzach. Marzenia na odwiedzenie kraju, z którego pochodził i zdobycia drugiego obywatelstwa legły w gruzach. Tak mu się przynajmniej wydawało. Zresztą w większości miał racje. Nie zdobędzie żadnego pasa mistrzowskiego, ani nie zostanie obywatelem Stanów Zjednoczonych Ameryki, jednak upadający autobus zdecydowanie nie będzie ostatnią rzeczą jaką zobaczy. W końcu się obudził, ale teraz leżał na nim autobus. Była to ta sama ulica, jednak ogrodzona, słyszał ryk syren za równo policyjnych jak i służb ratowniczych. Zobaczył jak jeden z policjantów domyka zamek błyskawiczny czarnego worka, w środku którego jeszcze zobaczył swoją twarz. Powyginaną, połamaną, pociętą, ale jego twarz. Na drodze nadal widział krew, za pewne swoją. Następnie podsłuchał rozmowy lekarza, który został z szefem policji.
- Z informacji, które mi przekazano to z pasażerów autobusu poza tym chłopakiem nikt nie odniósł poważnych obrażeń. Fakt złamania, zbicia, obtarcia mogą wystąpić, ale nic co grozi życiu. Kazaliśmy przewieść ich do szpitala w Tokio, tak na wszelki wypadek. – powiedział lekarz.
- A co z kierowcami? – spytał Policjant notując.
- Kierowca autobusu jako, że siedział w najlepszym w razie takiego incydentu miejscu i miał najwięcej zabezpieczeń w razie wypadku nie miał żadnych obrażeń, a jedynie szok powypadkowy. Mimo to został, również wysłany do szpitala na szersze badanie, na w razie gdybyśmy czegoś nie wykryli na miejscu.
- A ten drugi?
- Znacznie gorzej. Jego auto nie należało do nowoczesnych, a do tego było małe, więc to uderzenie było dla niego niczym walnięcie w mur. Facet jest w stanie krytycznym, możliwe, a nawet prawdopodobne, że z tego nie wyjdzie. – Aaron odetchnął z ulgą. Wszyscy jego bliscy przeżyli wypadek bez ciężkich obrażeń. Tylko tej informacji potrzebował. Mimo to postanowił wyruszyć w stronę Tokio, by jeszcze raz spojrzeć na bliskich. Zdał już sobie sprawę, że jest tym co on widział, a inni ludzie nie. Wiedział, więc że rodzice go nie zobaczą, ale mimo to chciał spojrzeć na nich jeszcze raz. Szedł, a za sobą tachał długaśny łańcuch przytwierdzony do środka jego klatki piersiowej. Nie minęło pół godziny marszy gdy zobaczył jak przed nim stoi facet w czarnym kimono. Był blady, chudy, z czerwonymi włosami zawiązanymi w długą kitę. Jego czarne oczy spoglądały na niego, a dłoń spoczywała na rękojeści, nie wyjętej katany. Przybysz powiedział głębokim głosem:
- Witaj. Jestem Shinigami, a Ty jesteś Duszą znajdującą się w Świecie Żywych. To nie jest miejsce dla Ciebie. Powinieneś być w Soul Society. – dziwny sposób wypowiadania się zwrócił uwagę Aarona, ale to była sprawa drugorzędna. Dziwna treść była pierwszorzędna.
- Nie rozumiem. Kim jest Shinigami, czym jest Soul Society? O co Ci chodzi?
- Shinigami to ludzie tacy jak ja, których celem jest ściąganie dusz ze świata żywych do Soul Society. Soul Society to społeczność dusz, w której jest wielu takich jak Ty, a i Twoi rodzice po śmierci tam trafią. W Soul Society mieści się też Seiretei, czyli miejsce, w którym żyją shinigami.
- ahaa. A czemu Wy shinigami musicie wysyłać dusze takie jak ja do Soul Society? Czemu nie możemy żyć tutaj?
- Żeby Was Hollow nie zeżarły.
- Co to Hollow?
- Wiecznie głodny potwór, który żywi się takimi jak Ty i ja.
- Ahaa. Rozumiem. Powiedz mi skąd wiedziałeś, że moi rodzice jeszcze żyją?
- Nie wiedziałem. Po Twoim wieku się domyśliłem i strzelałem.
- No dobra, więc nie będę Ci utrudniał pracy. Wyślij mnie do Soul Society.
- No to jedziemy. – Shinigami wyjął miecz i stroną przeciwną ostrzu dotknął czoła Aarona. Ten poczuł, że traci przytomność.

Obudził się leżąc na plecach i widząc śliczne niebo nad sobą. Wędrowały po idealnym błękicie leniwie puszyste, białe chmurki. Aaron miał wielką ochotę leżeć tak przez kilka godzin. Było mu wygodnie i przyjemnie. Ciekawość, jednak gdzie się pojawił wezbrała i zadecydowała, że powoli wstał. Gdy rozejrzał się po okolicy pierwsze co mu przyszło do głowy do lekcje historii, w których nauczycielka opowiadała o życiu codziennym starożytnych Japończyków. Domy były wykonane właśnie w tym, klasycznym, staromodnym stylu, a było ich naprawdę dużo. Aaron leżał w bocznej uliczce, która była pusta, ale zauważył, że kawałek dalej szła szersza i była ona pełna ludzi. Gdy wszedł on na nią spostrzegł, iż znajduje się tam pełno straganów i sklepów. Idąc powoli razem z tłumem szybko zorientował się, że znajdują się tu ludzie biedni ubrani w łachmany, ale również Ci zamożni wystrojeni w wymyślne ubrania. Ci bogaci głównie byli kupcami. Gdy rozejrzał się w oddali spostrzegł wielka górę, ubraną w potężne budowle. Wyglądało to na najbogatszą dzielnicę tego dziwnego świata. Domyślał się, że to jest właśnie owe Seiretei, o którym wspominał wcześniej spotkany Shinigami. Różnica między tamtą częścią, a tą, w której się znajdował kuła w oczy. W końcu wyszedł z tłumu wchodząc w jakąś boczną uliczkę i tam siadając na ławce. Tam siedział do nocy zastanawiając się nad wieloma rzeczami. Gdzie będzie mieszkał? Co będzie tutaj cały czas robić? To były pytania, które go poważnie męczyły. Nic, jednak nie przebijało rozważań na temat Seiretei. Dręczyło go to czy naprawdę mieszkają tam Shinigami, a jeśli to czemu żyją w bogactwie skazując tutejszych na biedę. To by było dość egoistyczne z ich strony. Gdy zapadł zmrok i tłok na głównej ulicy rozszedł się do mieszkań postanowił pójść się rozejrzeć. Doskwierał mu głód. Tak szedł sobie powoli ulicą w zamyśleniu z rzadka mijając kogoś gdy nagle jeden z przechodniów celowo zahaczył o niego barkiem. Aaron upadł na tyłek zaskoczony. Szybko, jednak wstał i spojrzał na swojego agresora, który właśnie do niego wykrzykiwał:
- Jak łazisz cholerny Białasie! – gość okazał się spaślakiem o czarnych, krótkich włosach i wzroście kole 180 cm. Z ubrania i tuszy Stones był w stanie stwierdzić, że facet należy do bogatej części społeczeństwa.
- Nie moja wina, że jesteś tak szeroki, że nie sposób Cię ominąć spaślaku. – odpowiedział mu spokojnie Aaron. Gość aż zagotował się ze złości.
- Jak śmiesz! Nie wiesz z kim masz do czynienia!
- A no nie wiem – Grubas nie odpowiedział tylko wziął szeroki zamach i potężnym, ale powolnym uderzeniem wymierzył w szczękę Stonesa. Chłopak wykonał, jednak unik ciałem i wyprowadził błyskawiczny lewy prosty oraz tuż po tym prawy podbródkowy na brzuch. Naturalna zbroja z grubej warstwy tłuszczu okazała się, jednak twardsza niż Aaronowi się wydawało gdyż nawet nie krzywiąc się z bólu grubas zaatakował go kolejnym powolnym atakiem. Stones musiał ratować się kilkoma szybkimi krokami do tyłu. Aaron zdecydował się na sposób wykończenia walki na jaki w boksie nie mógł sobie pozwolić. Założył gardę i powoli podszedł do oponenta. Ten zauważył, że wolnymi uderzeniami nie jest trafić boksera i stawił bardziej na szybkość kosztem siły na tyle dużym, że Stones mógł parować je gardą. Wreszcie spaślak zdecydował się na potężne uderzenie, a na to tylko czekał Aaron. Odchylając się na lewo bez problemowo uniknął ataku. A teraz zamiast jak przystało na boksera atakować pięścią zdecydował się na coś za co w ringu dostałby dyskwalifikacje. Wziął duży zamach i potężny kopnął rywala w genitalia. Oczy grubasa niemal wyszły z orbity, a ten zwinął się tak, że jeszcze bardziej wyglądał jak kulka.
- O rzesz Ty… - zajęczał z bólu.
- Psst… ej Ty bokserze! – usłyszał szept z drzwi jednego z domów wyglądających na całkiem bogate z zawieszonym na zewnątrz szyldem, którego jednak w ciemnościach nie mógł szczegółowo rozpoznać.
- Co? – spytał Aaron.
- Chodź tu, mam do Ciebie interes.
- W sumie co mi szkodzi – powiedział bardziej do siebie niż do niego Stones. Facet okazał się kupcem sprzedającym ubrania dla bogatszych. Ugościł on Aarona, a gdy ten poprosił o coś do jedzenia ten dziwnie na niego spojrzał, ale dał mu coś na ząb. Okazało się, że gość, któremu przed chwilą stłukł nazywał się Oajima i był jednym z bogatszych buców w 6 okręgu południowego Rukongai Inuzuri. Był sławny ze swoich prowokacji, niebywałej wytrzymałości i atomowego uderzenia. Nikt nie chciał mu podskakiwać. Do tego kupiec uświadomił Aarona, że Rukongai podzielone jest na 4 części, a każde z części na 80 okręgów, z których im większa liczba tym gorsze warunki. Oznaczało, że Stones miał szczęście trafić do jednego z bogatszych miejsc. Okazało się również, że Aaron dobrze przypuszczał iż to wielkie w samym środku to Seiretei, Miasto Shinigami. Kupiec powiedział, że walka białowłosego bardzo zrobiła na nim wrażenie i ma do niego prośbę, którą jeśli spełni to tymczasowo przetrzyma go w swoim domu i za darmo przyszykuje mu strój taki jaki sobie ten zażyczy. Nieco porywczo Aaron wszedł w to w ciemno. Okazało się, że co miesiąc do jego sklepu przychodzi dwóch gnojków, którzy każą mu zapłacić, a jeśli tego nie zrobi to grożą podpaleniem domu. Faceci zazwyczaj przychodzą dość w 1 dzień każdego miesiąca, który jest jutro. Zadanie Aarona polega na spranie im tyłków tak, by nigdy więcej już nie niepokoili poczciwego kupca. Przyszedł następny dzień, Stones porządnie się najadł i radosny z układu zawartego z kupcem i obmyślał plan działania. Postanowił zastawić pułapkę. W pokoju o bardzo dobrym układzie, bowiem za drzwiami wejściowymi po 4 metrach znajdowała się lada, a za nią zazwyczaj stał sprzedawca, zaś w połowie pokoju stała szafa, w której spokojnie mógł się zaczaić na bandytów. Kazał kupcowi wypatrywać z daleka agresorów. Gdy już ich wypatrzył dał znać Aaronowi, a ten schował się w szafie i czekał. Bandyci przyszli, a sprzedawca nie opierał się, lecz lekko guzdrał. Tak było w planie. Stones zaś przez dziurkę od klucza ocenił sytuacje. Jeden z nich ten bliżej miał kij troszkę przypominając ten baseballowy, zaś dalszy wyglądał na nieuzbrojonego. Idealnie się składało. Aaron wyskoczył z szafy wykorzystując efekt zaskoczenia, wykonał potężny prawy sierpowy od boku w szczękę użytkownika kija. Usłyszał strzelenie w kości przeciwnika, co było bardzo dobrym znakiem. Gość poleciał i pechowo uderzył głową o kant lady. Facet rozwiał się, a po nim pozostały tylko ubrania. Drugi bandyta patrzył jakby porażony tym widokiem.
- Zabiłeś go gnoju! – krzyknął i skoczył do Aarona wyjmując nóż i od razu tnąc nim poziomo. Stones, jednak w ostatniej chwili się zorientował i wykonał szybki unik przez co na jego klatce piersiowej pojawiła się tylko płytkie zranienie. To nieco komplikowało sprawę. Szczególnie, że gość wpadł jakby w szał bojowy. Ciał na oślep, ale z dużą prędkością. Aaron został zepchnięty do defensywy i tylko wykonywał uniki w tył krótkimi krokami, nie widząc okazji do ataku. Po chwili poczuł za sobą ladę i oddech sprzedawcy, który nie wiedząc co robić stał w miejscu. Bandyta wykonał cięcie na jego głowę, a ten nie mogąc unikać do tyłu przykucnął i korzystając z sytuacji wybił się do przodu chwytając całym ciałem brzuch rywala i napierając na niego niczym zawodowy rugbista. Siła i zaskoczenie było na tyle duże, że facet Stones wyleciał z facetem aż za sklep, a ten po drodze wypuścił nóż. W szale bojowym Aaron usiadł na nim i zaczął okładać rywala po twarzy niczym goryl. Nawet nie zauważył gdy jego pięści spowiły płomienie. Po chwili już siedział tylko na ubraniu i sapał ciężko. Jego ręce ubrudzone były od krwi zaś sam dziwił się samemu sobie co zagrożenie życia sprawiło. Był kompletnie oszołomiony patrząc na swoje ubrudzone dłonie. Wszedł do pokoju i powiedział:
- Ci faceci już Cię nie będą niepokoić.
- Dzięki Bogu. – Aaron poszedł umyć ręce i położył się spać. Nie mógł, jednak zasnąć. To co dzisiaj zrobił nie dawało mu spokoju. Zabił dwóch ludzi. Złych to prawda, ale jednak ludzi. Po nieprzespanej nocy doszedł do wniosku, że w tym brutalnym świecie trzeba zabijać, by samemu przeżyć. Wielka walka o przetrwanie. Rano przyszedł do niego gospodarz domu, któremu na imię było Kasumi i powiedział Aaronowi, że polecił go jego przyjacielowi i ten byłby rad się z nim spotkać gdyż ma do niego interes. Facet okazał się sprzedawcą różnych podrobionych dokumentów i za drobną pomoc da Stonesowi glejt, który pozwoli mu swobodnie poruszać się po okręgach Rukongai. Aaron wykonał zadanie i tak powiększyły się jego możliwości. Jego usługi z każdym zleceniem stawały się sławniejsze, jednak był wybredny. Nigdy nie pomógł komuś w czymś co uważał za złe, nie pomagał również nigdy za darmo. Kilka razy gdy w jego ciele buzowała adrenalina czy jakieś skrajne emocje znowu objawiły się owe dziwne płomienie na jego rękach. Wtedy walka była dla niego znacznie bardziej męcząca, ale efekty uderzeń były druzgocące. W końcu mógł opuścić dom Kasumioji’ego gdyż w jeden misji zyskał dom w 1 okręgu Rukongai. Nadal pracował w ten sam sposób. To nie było tak, że zawsze za pierwszym razem wykonywał misje. Czasem się zdarzyło, że zbierał baty i musiał ratować się ucieczką, a po kilku dniach próbować znowu. Aaron był bardzo zawzięty. Pragnął mocy dlatego cały czas ćwiczył nie tylko fizycznie, ale starał się również wykombinować jak wywoływać na zawołanie płomienie na dłoniach. Tymczasem zyskiwał wielu przyjaciół, ale i jeszcze więcej wrogów. Coraz częściej był atakowany przez ludzi wynajętych. Czasem zdołał się obronić, czasem ratował się daniem drapaka. Nie mniej było to bardzo uciążliwe i niebezpieczne.

Aaron chciał zdobywać moc gdyż kiedyś chciał zostać Shinigami. To chyba największa korzyść o jakiej mógł marzyć. Siła, pieniądze, kobiety, to wszystko miało być jego gdy założy czarne kimono. Tak przynajmniej mu się wydawało. Był niemal pewien, że jego kariera wspomagacza kupców kończy się wielkimi krokami i niedługo wkroczy w kolejny etap życia. W zasadzie nie mylił się, ale owy następny etap nie miał być taki jaki mu się wydawał. Szykowało się największe zlecenie w jego życiu. Najbogatsi kupcy poprosili go, by zrobił coś z szemranym arystokratą 1 okręgu rukongai. Okazało się, że facet, który miał kasy w brud postanowił jeszcze zwiększyć swój dorobek i zapragnął kontrolować najpierw Inuzuri później całe Rukongai. Zapragnął zacząć od kupców i nakazał im płacić astronomiczne ceny za „ochronę” ich lokali oraz ich samych. W zasadzie zamykało się to, jednak w tym, że jego ludzie nic im nie mieli robić dopóki płacą. Kupcom bardzo się to nie spodobało i poprosili Aaron by złożył arystokracie wizytę. Cena była wysoka. Sprzedawcy, bowiem obiecali mu dowolny przedmiot z każdego z ich sklepów. Stones ruszył pewien siebie do rezydencji owego możnego pana mając zamiar złożyć mu propozycje nie do odrzucenia. Był pewien, że będzie musiał wykosić sobie drogę do pokoju arystokraty, a ku jemu zdziwieniu oznajmiono mu przy wejściu, że czekano na niego i jest zaproszony. Na kilometr było czuć zasadzkę. Mimo to Stones wszedł przez drzwi. Tam znalazł się w wielkiej hali mniej więcej wielkości boiska do koszykówki. Na drugim końcu znajdowały się drzwi, a przed nimi stał Azjata o posturze małego czołgu. Miał długie do barków brązowe włosy, ostre rysy twarzy i koło 2 metrów wysokości. Na sobie miał rozpiętą baseballową kurtkę, a pod nią luźny niebieski t-shirt. Na nogach zwykłe jeansy, a stopach trampki. W ręce trzymał drewnianą laskę z metalowym uchwytem, za którym trzymał.
- Ty jesteś tym dzianym gnojkiem, który zdziera kase z kupców? – spytał napastliwie
- Ja? – spytał zdziwiony gość.
- A widzisz tu kogoś innego? – tu facet zaśmiał się.
- No faktycznie masz racje. Nie gość, którego szukasz jest tam. – tu pokazał kciukiemza siebie na drzwi.
- Fajnie dzięki. – rzucił Aaron i już ruszył w stronę drzwi.
- Ale ja Cię tam nie wpuszczę.
- Niby czemu?
- Bo mi za to płacą.
- Ahaa jesteś sługusem tego gnojka, więc się przez Ciebie przebije. – tu Aaron już zacisnął pięści.
- Czekaj, czekaj. Pogadajmy. Jesteśmy do siebie podobni.
- Nie zauważyłem.
- Nie urodziłem się tutaj. Nazywam się Dong i jestem Chińczykiem, którego pradziadkowie wyemigrowali w obawie przed komuną do Japonii.
- No dobra coś, jednak jest.
- Ja również czuje głód…i obaj potrafimy walczyć. – po czym ruszył na Aarona. Był szybki, wymachiwał pięściami i nogami, a również ową laską. Jego uderzenia były szybkie i silne. Stones został zepchnięty do defensywy.
- No co jest!? Nie mów, że tylko tyle potrafisz! – krzyczał podczas walki. Nagle Aaron krzyknął kontratakując, a jego pięść zawrzała ogniem. Poczuł jak nagle została chwycona przez przeciwnika. Gołą dłonią złapał jego atak, ale coś było nie tak. Jego ręka była srebrna. Druga zaś zrobiła się brązowa i nią przywalił on Aaronowi z niebywałą siłą. Stones przywalił w ścianę, lecz nie stracił przytomności. Wstał obcierając stróżkę krwi spływającej z kącika ust.
- Nie tylko Ty posiadasz moc. Moja skóra potrafi absorbować materiały, których dotykam. Rozumiesz teraz po co trzymam te laskę? Widzę, że nie panujesz nad swoją mocą. Pokaże Ci więc co to jest siła! Broń się! – i wystrzelił w stronę Aarona, któremu udało się uniknąć parę ataków, ale po chwili został trafiony raz, drugi, trzeci, a po dziesiątym upadł.
- Idź stąd, wyliż rany i żyj w przeświadczeniu swojej słabości. Nigdy więcej tu nie wracaj. – następnie Dong wyrzucił go niczym szmaty z domu. Aaron pół przytomny wrócił do domu, by opatrzyć swoje rany. Miał szczęście i nie złamał sobie niczego, ani nie skręcił, a może to zasługa Donga? Nie wiadomo co z tym gościem. Stones czuł się jak kupa. Nie mógłby spojrzeć kupcom w oczy i powiedzieć, że nie ma szans, by wykonał ich zadanie. Przebrał się, chwycił glejt i poszedł. Zatrzymał się dopiero w 30 okręgu Rukongai. Tam zabukował pokój w jakiejś melinie, w której mógł liczyć na anonimowość i brak pytań. Później zaczął trenować. Przez następne pół roku robił tylko to. Trenował fizycznie i mentalnie. W końcu skumał choć trochę jak kontrolować swoje reiatsu, a to zaprowadziło go do nauczenia się techniki, której nazwał Jigoku Tenshi no Tatchi. Zauważył, że gdy kontroluje ją według własnej woli jest silniejsza. Urósł znacznie na sile i teraz uznał, że jest gotowy. Spalił glejt po czym zasnął w przeświadczeniu, że jutro wróci do 1 okręgu rukongai i zakończy misje z przed roku. Nie chodziło mu już o nagrody, o tego arystokratę, czy nawet o to zadanie. Liczyło się tylko pokonanie Donga i odzyskanie honoru, pokazanie jak bardzo urósł od poprzedniego starcia.
Pieniądze: 500 Ryo.

STATYSTYKI
Atrybuty:
Siła: 5 + 3 = 8
Szybkość: 5 + 3 = 8
Zręczność: 5 + 4 = 9
Wytrzymałość: 5 + 2 = 7
Inteligencja: 5 – 1 (profesja) + 1
Psychika: 5
Reiatsu: 5 + 1 (profesja) + 1 = 7
Kontrola Reiatsu: 5 – 1 (profesja) + 2 = 6

OGÓLNE

Udźwig: 80 kg
Prędkość (śr.): 14 km/h
Prędkość (max.): 28 km/h
PŻ (Punkty Życia): 70
PR (Punkty Reiatsu): 42

Techniki
Magia:
Poznane Hadou: -
Poznane Bakudou: -

Umiejętności:
- Podstawy Samoobrony
- Walka wręcz (Boks)
- Jigoku Tenshi no Tatchi (dotyk piekielnego anioła) technika własna – Aaron skupiając reiatsu (koszt 5 pkt na turę) w swoich dłoniach sprawia, że spowijają je płomienie. Nie są one jakieś wyjątkowo gorące, ot zwykły ogień. Mimo to nie parzą one dłoni użytkownika. Technika służy do powiększania obrażeń przez dodanie efektu spalania. Efekt jest taki, że każde uderzenie zabiera 3 PŻ więcej niż trafienie bez używania umiejętności.
Wady:
- Uzależnienie (nikotyna, znaczy wszelkie rzeczy, które ją dają, czyli cygara, papierosy, tabaka itp.)
- Niepopularny – wielu ludzi w okręgach 6-1 rukonu Inuzuri


Ostatnio zmieniony przez CZaras dnia Czw 27 Gru 2012 - 15:24, w całości zmieniany 5 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Watanabe no Tsuna

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Aaron Stones   Pon 17 Wrz 2012 - 19:58

Do trzech razy sztuka, jak to mówią ;p
Moje zarzuty już wygłosiłem, ale ogółem KP ładna i powabna więc dam akcepta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Watanabe no Tsuna



avatar

Mistrz Gry : Fairy

Karta Postaci
Punkty Życia:
4096/4096  (4096/4096)
Punkty Reiatsu:
83037/262144  (83037/262144)

PisanieTemat: Re: Aaron Stones   Sob 22 Wrz 2012 - 23:47

Przecinki stawiasz dosc chaotycznie.
Koszykowka moze nie jest najwyzej notowanym z narodowych sportow amerykanskich, niemniej nie wydaje mi sie, aby tak zle stala, zeby szkolnictwo wyzsze nie mialo swoich druzyn. Ba - do NBA trafiaja wlasnie gracze z druzyn akademickich, nie licealisci.
Szczerze powiedziawszy sposob, w jaki pojawila sie Kurakura wywolal u mnie facepalma. Mamy tu mlodzika, ktory moze i nie jest zly, ale widac nie dosc dobry, by szyszki NBA zwrocily na niego uwage. I w tym momencie wkracza azjata z propozycja gry na japonskiej prowincji.
Z tekstu wynika tez nieco, jakby ten agent ot zlozyl propozycje, ale wszystkim martw sie sam. Bilet sobie kup, chate znajdz i pewnie jeszcze wize sam zalatw.
Co do zakladania dojo. Panna musialaby byc wybitna. Po pierwsze dlatego, ze jest obca. Dlaczego szanujacy sie Japonczyk mialby pobierac nauki ich sztuki walki od barbarzyncy? Po drugie kobieta jest od siedzenia w domu i dogadzania mezowi.
Auto osobowe wywracajace autobus? Niezle musial ten gosc zasuwac.

W Japonii dawnej zdradzanie zon nie bylo niczym niezwyklym. Malzenstwo mialo w zasadzie role przedluzania rodu i z erotyka czesto niewiele wspolnego.
Zaszyl sie, zeby nikt nie poznal? A to dosc osobliwe. Bo jak niby gosc, ktory jest wyzszy zdecydowanie niz srednia w okolicy, ma biale wlosy w tlumie brunetow i do tego w ogole jest bialy.

W to, ze poczatkowe statystyki wlasciwie pozwalaja na stworzenie przecietnego goscia, ktory nie zostaje postrachem ulicy, nie bede wnikal. No to takie pytanko mechaniczne, skoro juz jakas mechanike podales - dmg*1,5 za piataka niezaleznie od podstawy? Jak robisz 3 zamiast 2, to 5 i jak 3 miliony, nie 2, to tez 5?


Pozdrawiam,
Tsuna
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CZaras



avatar

Oddział : Dywizjon 5
Mistrz Gry : Don Imperatore

Karta Postaci
Punkty Życia:
140/140  (140/140)
Punkty Reiatsu:
408/408  (408/408)

PisanieTemat: Re: Aaron Stones   Sob 22 Wrz 2012 - 23:58

Szczerze powiem, że nie znam się na tyle. W książkach, które czytałem a akcja osadzona była właśnie w Stanach wspominano jedynie o drużynach baseballowych i footballowych stąd taka uwaga w mojej historii.

Co do tego kontraktu to nie za bardzo pamiętam ten szczegół historii, ale jeśli rzeczywiście tak jest to to edytuje.

Ritta nie założyła ostatecznie Dojo, więc wydaje mi się, że to kwestia nie istotna.

Mówiąc o zaszyciu miałem na myśli, że poszedł tak daleko w głąb rukongai, aż dotarł do miejsca, w którym nie słyszano o jego działalności. Ludzie mogli patrzeć na niego i mówić "jaki dziwny gość", ale nie mogli mówić "to ten gość, który oddaje kupcom przysługi za coś dla siebie".

Wybacz, ale nie za bardzo zrozumiałem pytanie. Mógłbyś je ułożyć inaczej? Byłby wdzięczny
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Watanabe no Tsuna



avatar

Mistrz Gry : Fairy

Karta Postaci
Punkty Życia:
4096/4096  (4096/4096)
Punkty Reiatsu:
83037/262144  (83037/262144)

PisanieTemat: Re: Aaron Stones   Nie 23 Wrz 2012 - 10:56

Ja tez sie nie znam, ale kiedys czytalem o karierze Jordana i stad wiem o draftach, w ktorych wybiera sie mlode talenty. Co ciekawsze wieksze szanse na pierwszenstwo wyboru maja druzyny najslabsze. W sumie ma to sens. Inaczej elita caly czas zbieralaby smietanke, a tak jest szansa na przetasowania.

Napisales, ze pieniedzy starczylo na podroz i wynajecie lokum, co sugeruje, iz ow tajemniczy lowca talentow zlozyl jedynie propozycje gry, a reszte zalatw se sam. Tak, wiem, upierdliwy jestem.

Pytanie mechaniczne jest o stalosc kosztu. Na poczatku nie wyglada to groznie. Za piataka dostajesz polowe, ale ze baza jest niska, to i owa polowa tez. Dajmny na to zadajesz 2 dmg i dodatkowo 1 dmg. A co, jak juz bedziesz przepotezny? Robiac 2 miliony dmg tez dorzucisz kolejny milion za 5?


Pozdrawiam,
Tsuna
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CZaras



avatar

Oddział : Dywizjon 5
Mistrz Gry : Don Imperatore

Karta Postaci
Punkty Życia:
140/140  (140/140)
Punkty Reiatsu:
408/408  (408/408)

PisanieTemat: Re: Aaron Stones   Nie 23 Wrz 2012 - 12:11

Mam nadzieje, iż owy błąd nie jest tak znaczny, że uniemożliwia akceptacje, bo musiałbym naprawdę wiele zmieniać.

Tak, tak doczytałem zmienię to. EDIT: poprawiłem

Szczerze powiedziawszy nie zastanawiałem się nad tym. Doszedłem, bowiem do wniosku, że wraz z czasem gdy będę zadawał naprawdę duże obrażenia technika zamieni się w silną (lub zostanę shinigami i dobije się do shikai) i wtedy mechanikę będę wymyślał od nowa. Wydaje mi się, że na początek tak może zostać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kamys



avatar

Oddział : Dywizjon 11
Mistrz Gry : Izdurbal

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/290  (102/290)
Punkty Reiatsu:
41/156  (41/156)

PisanieTemat: Re: Aaron Stones   Sro 26 Wrz 2012 - 14:45

Gdzieś kiedyś pisałam że dusza nie ma dostępu do kidou. Mój jedyny zarzut, jakoś przeżyje fakt że to nie japończyk.

EDIT

Technika dużo za silna, bowiem 1/2 obrażeń to sporo więcej za taki marny koszt to o wiele zbyt dużo. Przyjrzyjmy się sytuacji. Za 5 rietsu dodadkow jest w stanie na atak wyciagnąć w najlepszym przypadku (wg mechaniki mojej oraz mechaniki forum), kosmiczną jak na pocżatek darmowa ilość obrażeń
Przypadek 1) Postać uderza krytycznie silnym ciosem 150% (10 na kości na obrażeniach), + dodaje dopałke do obrażeń (zasady forum) 6*5kontroli rei = 30 dodatkowych obrażeń + 1/2 siły ciosu = lol boli.
Za samą umiejętność bez elentu losowego (rzutu na obrzeżenia) zadaje dodatkowe 15 obrażeń więcej. A co w tym wszystkim najpiękniejsze ? Z tego co napisałeś to "nie są zbyt gorące płomienie" : O
Sugeruję zmienię na dodatkowe obrażenia rzędu 2 na początek z możliwością wytrenowania do większych wartości za większa ilość raietsu.



***
kamys01
kamys02


Ostatnio zmieniony przez Kamys Tsuki dnia Sro 26 Wrz 2012 - 14:55, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CZaras



avatar

Oddział : Dywizjon 5
Mistrz Gry : Don Imperatore

Karta Postaci
Punkty Życia:
140/140  (140/140)
Punkty Reiatsu:
408/408  (408/408)

PisanieTemat: Re: Aaron Stones   Sro 26 Wrz 2012 - 14:49

"Tylko dla Shinigami / Dusz
Magia: Można na początek wybrać jedno zaklęcie na każde 3 punkty posiadanej inteligencji (dla duszy 4)."

W poradniku jest napisane takie coś co sugeruje, że jednak coś z tym Kidou jest u dusz. No, ale skoro to nie aktualne to usunę wzmianki o Genkotsu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kamys



avatar

Oddział : Dywizjon 11
Mistrz Gry : Izdurbal

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/290  (102/290)
Punkty Reiatsu:
41/156  (41/156)

PisanieTemat: Re: Aaron Stones   Sro 26 Wrz 2012 - 14:57

Dziękuje już mieniam żeby nie było żadnych pomyłek. I proszę zerknij na komentarz u góry



***
kamys01
kamys02
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kamys



avatar

Oddział : Dywizjon 11
Mistrz Gry : Izdurbal

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/290  (102/290)
Punkty Reiatsu:
41/156  (41/156)

PisanieTemat: Re: Aaron Stones   Sro 26 Wrz 2012 - 15:30

Hmmm... prawie ok tylko na początek zaproponuje żeby usunąć narazie to: "Ilość zadawanych obrażeń przez płomienie można zwiększyć zarazem podwyższając koszt reiatsu na turę. "

Czemu ?
1) umiejętność na razie ma być słaba, to może sprawić że można ją rozwinąć do sporych obrażeń tym bardziej że nie napisałeś czy są jakieś limity.
2) Zanim napiszesz ograniczania zostaw to może do rozwoju skila, wiadomo że z czasem używania skil się rozwinie, w końcu o tym pisałam w zasadach. Elastyczniej będzie jak umiejętność będzie się rozwijać podczas gry bo powinna się wtedy dopasowywać pod to jak twoja postać będzie jej używać lub będzie chciała to zedytować.
Tyle ode mnie, zacznij szukać mistrza sobie powoli. JAk poprawisz to przenoszę do oczkujących.



***
kamys01
kamys02
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CZaras



avatar

Oddział : Dywizjon 5
Mistrz Gry : Don Imperatore

Karta Postaci
Punkty Życia:
140/140  (140/140)
Punkty Reiatsu:
408/408  (408/408)

PisanieTemat: Re: Aaron Stones   Sro 26 Wrz 2012 - 18:01

Poprawiłem
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Aaron Stones   

Powrót do góry Go down
 
Aaron Stones
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Strefa Gracza :: Gracze :: Stare-
Skocz do:  
Free forum | Roleplay forums | Bleach RPG | © phpBB | Free forum support | Kontakt z | Report an abuse | Sosblogs