IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Nabór na stanowiska Mistrzów Gry! Rekrutacja na GG: 2785425!
Pomoc dla nowych graczy

Lista aktywnych Mistrzów Gry:
Kamys 5/3 | Izdurbal Tenshi - 3/4 | Kuchiki Kyosuke - 6/3
CZaras – 2/3 | Shadow - 1/1 | Kaz- 1/1 | Kovacs - 0/1 |
Watanabe no Tsuna
- 2/3* (możliwe dodatkowemiejsce o ile KP zainteresuje, zaś gracz będzie aktywny)


Share | 
 

 Johann Georg Faust

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 

Ocena
 Pozytywna
 Negatywna
 Neutralna
Zobacz Wyniki
AutorWiadomość
Drakhesh




Mistrz Gry : CZaras

Karta Postaci
Punkty Życia:
50/50  (50/50)
Punkty Reiatsu:
51/56  (51/56)

PisanieTemat: Johann Georg Faust   Nie 25 Lis 2012 - 23:05

DANE

Imię: Johann Georg
Nazwisko: Faust
Profesja: Shinigami
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 25
Waga: 72kg
Wzrost: 192cm
Wygląd:

Charakter:
Faust jest typem inteligentnego introwertyka - nie tyle unika towarzystwa, co po prostu dawkuje je bardzo ostrożnie i woli posiedzieć z kimś przy herbacie, o czymś porozmawiać lub zagrać w szachy od głośnych i zatłoczonych barów. Spotkanie z jedną, dwiema osobami - proszę bardzo. Z większą grupą - abandon the ship! W kontaktach z innymi jest dość specyficzny - nie szczędzi drobnych oraz większych złośliwości, a do tego ukrywa swoje emocje i myśli za wieloznacznymi wypowiedziami, często pozornie pozbawionymi sensu. Zdecydowanie woli rozwiązywać problemy na spokojnie, analizując sytuację i znajdując najlepsze wyjście. Nigdy nie zobaczycie go ruszającego z mieczem na wroga z "hurra!" na ustach - zamiast tego odnajdzie słabość wroga i bezlitośnie ją wykorzysta, nawet jeśli inni uznają to za podłe i haniebne. "Ale za to wygrałem" zwykł odpowiadać na podobne oskarżenia ze wzruszeniem ramion.
Ekwipunek:
boken, mundur akademii, przybory do pisania, okulary w prostokątnej oprawie, książka "Alicja w Krainie Dziwów"
Historia:

- Oi... Oi, Faust. Faust! - powiedziała czarnowłosa Azjatka, szturchając swojego przyjaciela, siedzącego z nosem w książce.
- Nie widzisz, kobieto, że staram się ignorować twoją obecność? Apage.
- Kretyn! - odpowiedziała, po czym z oburzona miną usiadła tuż obok, odwracając głowę. Teatralny foch potrwał 30 sekund.
- Faust? - spróbowała ponownie zagadać, jednocześnie zezując do trzymanej przez Georga książki - Dlaczego ty właściwie nigdy nic o sobie nie mówisz? Mało kto wie, jak trafiłeś do Soul Society.
- Bo nikt mnie o to nie pyta. Większość woli szeptać po kątach, tworząc własne, o wiele bardziej interesujące wersje.
- No to ja cię pytam. Ja tutaj skończyłeś? - Spytała dziewczyna z rozbrajającą szczerością.
Młody mężczyzna uśmiechną się lekko, po czym zamknął książkę. Jego towarzyszka kątem oka uchwyciła tytuł: "Alicja w Krainie Dziwów".
Faust zamyślił się na chwilę, po czym spytał.
- Każda historia, w tym i moja, ma początek, rozwinięcie oraz zakończenie, Kumiko. Od której części chcesz zacząć?
- Od początku, oczywiście!
- Jak chcesz. Ale tak jest strasznie nudno, jeśli chcesz znać moje zdanie...

Moja opowieść, w przeciwieństwie do opowieści większości tu obecnych, ma miejsce w Europie, nie Japonii. Urodziłem się ze związku Francuzki i Niemca, których imiona brzmiały odpowiednio Edith oraz Adalwulf. Oryginalne połączenie, tym dziwniejsze, że stanowili zaskakująco udane małżeństwo - on był lingwistą, biegłym tłumaczem ośmiu języków, ona zaś uzdolnioną pianistką. W dwa lata po ślubie urodziłem się ja - małe, wrzeszczące, łyse spoiwo na dobre spajające ich razem. Pierwsze i ostatnie, swoją drogą, gdyż nie mogli mieć więcej dzieci - ponoć były komplikacje podczas porodu, więcej krwi niż powinno, takie tam. Rodzice w takiej sytuacji dzielą się na dwie grupy - tych, którzy o zaistniałą sytuację obwiniają wszystkich dookoła, ze szczególnym naciskiem na dziecko, oraz takich, którzy cieszą się tym co mają, i całą swoją miłość przelewają na jedynaka. Miałem szczęście, i trafiłem na ten drugi typ.
Gdy miałem około dwóch lat, moja droga matka dostała bardzo dobrą ofertę pracy w Japonii, gdzie miała często grać Szopena. Nigdy nie zrozumiem waszej miłości do tego faceta, nawiasem mówiąc. Ojciec uznał, że tłumacz wszędzie znajdzie pracę, zwłaszcza w kraju gdzie nie potrafią poprawnie wymówić "this", więc zaczęło się pakowanie walizek, biletów lotniczych oraz przeglądanie ofert nieruchomości. To ostatnie trwało akurat dość krótko, gdyż już przy trzynastej pozycji moja droga rodzicielka stwierdziła: "Karakura brzmi dobrze". Ojciec tylko raz spojrzał jej w oczy, po czym wybrał podany w ofercie numer kontaktowy.
Pomijając nudny i przydługi opis przeprowadzki, przejdźmy do najważniejszej rzeczy w tej opowieści - mnie.
Byłem, i mówię to bez fałszywej skromności, bardzo inteligentnym dzieckiem. Ze stroną fizyczną było już raczej przeciętnie, ale umysł miałem piękny. I rządny wiedzy już od najmłodszych lat. Rodzice gorliwie zaspokajali ową rządzę, wysyłając mnie do znakomitych nauczycieli każdej dziedziny, którą się zainteresowałem. nie było to łatwe, gdyż szerokość mojego wachlarza zainteresowań była godna człowieka renesansu. Zaczynała się na literaturze wszelkiego gatunku, zarówno czytanie jak i pisanie. W tym moja ulubiona, cudownie zwariowana "Alicja w Krainie Dziwów". Swoją drogą, gdzieś mam może jeszcze kilka swoich starych wierszy, kiedyś ci je pokażę. Dalej płynnie przechodziłem do sztuki, przez filozofię aż po sztukę użytkową, czyli gotowanie. W ramach przeciwwagi interesowałem się też naukami ścisłymi, głównie techniką oraz wszystkim co związane z komputerami. Rosłem, szlifowałem swe umiejętności, cały czas nie mogąc zdecydować się na jedną, konkretną ścieżkę rozwoju. W przyszłości miało się to na mnie zemścić.
Drugim istotnym problemem był fakt, iż stałem się trochę odludkiem. Ciągle z nosem w książce zaniedbałem takie rzeczy jak radosne ganianie się z innymi dzieciakami w różnych grach oraz zawieranie przyjaźni. Było to o tyle istotne, że w wieku mniej-więcej 18 lat zorientowałem się, że nie mam bladego pojęcia jak zwyczajnie gawędzić z ludźmi, poznawać ich. Na swój sposób byłem społecznie kaleki.

- Ale przecież teraz normalnie z ludźmi rozmawiasz.
- Owszem, ale zastanów się z iloma rozmawiam regularnie.
- Hmm...
- Właśnie. Niewielka garstka ludzi. To jestem w stanie ogarnąć i jakoś kontrolować. Większa grupa mnie drażni, zaś tłum... tłum mnie zwyczajnie przeraża.
- To dlatego masz taką śmieszną minę podczas grupowych treningów oraz apeli! - powiedziała ze złośliwym błyskiem w oku Kumiko.
Niebieskowłosy skiną głową.
- Owszem. A teraz wracając...

We wspomnianym wieku osiemnastu lat miałem nieledwie garstkę znajomych o podobnych zainteresowaniach. Przyjaciół rażący brak. Wielkimi krokami zbliżał się moment w którym powinienem podjąć jakąś życiową decyzję i zdecydować, jaką ścieżką w życiu pójdę - musiałem wybrać czym chcę się zajmować w życiu, rodzice coraz bardziej na to naciskali. Niezdolny do wyboru tylko jednej dziedziny, po prostu na chybił-trafił wylosowałem kierunek studiów. Padło na dziennikarstwo. W sumie nie żałuję tego wyboru, całkiem mi się tam podobało, a i nauczyłem się całkiem nieźle pisać. Dodatkowo, na drugim roku, całkiem przypadkiem odkryłem nową pasję - szachy. Po prostu je uwielbiam. Gdy tylko mogłem, starałem się zagrać z kimś partię. Zacząłem nawet brać udział w turniejach szachowych, dość szybko znajdując miejsce w rankingach. Dodatkowo studia zakończyłem z wyróżniającymi się wynikami, więc zaoferowano mi pracę w gazecie. Można rzec, że moje życie nareszcie zaczęło nabierać konkretnego kształtu.
Ale nigdy go w pełni nie nabrało.
Trzy dni po tym jak dostałem tą ofertę, miałem zmierzyć się z pewnym Rosjaninem o tytuł mistrza Europy w szachach. wiedziałem że był dobry, myślał nieszablonowo oraz potrafił się dostosować do taktyki przeciwnika. Nie byłem pewny wygranej, więc postanowiłem uciec się do drobnego podstępu.
Hej, nie patrz tak na mnie! Nie oszukiwałem! Po prostu wykonałem pierwszy ruch jeszcze przed wrogiem.
Znalazłem jedną z osób, która pracowała kiedyś w domu mojego rywala. Posmarowałem forsą i dowiedziałem się, iż trenuje on w absolutnej ciszy, zaś na hałasy, gdy ślęczał nad szachownicą, reagował niezwykle ostro. Dlatego też, gdy obaj zasiedliśmy przy jednym stoliku, by sprawdzić kto jest lepszy, cały czas nuciłem pod nosem Orphée aux enfers Offenbacha tak, by tylko on mnie słyszał. Patrzył na mnie tymi wściekłymi, zielonymi oczami i raz za razem kazał mi przestać. Nie przestawałem. A on z wściekłości nie potrafił się skupić i popełniał błędy. I dzięki temu wygrałem.

- To było nieuczciwe!
- To było skuteczne.
- Oszukiwałeś! Walczyłeś nieczysto!
- Nie ma czegoś takiego jak "czysta" czy "nieczysta" walka. Są walki przegrane i wygrane. Gdy walczymy o coś, na czym nam zależy, honor i uczciwość grają trzeciorzędne role.
Kumiko nie potrafiła na to odpowiedzieć. Przygryzła wargę, po czym spytała.
- I tak po prostu uszło ci to na sucho?
Faust wbił wzrok w ziemię, w małą Alicję w niebieskiej sukience, patrzącą na zawieszony w powietrzu uśmiech Kota z Cheshire.
- Nie - odpowiedział.
Nawet nie zauważyli, kiedy pociemniało. Johann oparł głowę o belkę podtrzymującą daszek i z zamkniętymi oczami spokojnie oddychał nocnym, letnim powietrzem.
- Masz zamiar mówić dalej? - dziewczyna ponagliła chłopaka.
- Nie. Znudziło mi się. Idź sobie, sio.
Czarnowłosa na moment zachłysnęła się bezczelnością wysokiego, po czym parsknęła jak wściekła kotka i odmaszerowała, nosem celując mniej-więcej w księżyc. Georg się tym nie przejął - jak ją znał, jutro nawet nie będzie pamiętać żadnego z dzisiaj strzelonych fochów. Pozostawiony sam ze sobą, syn Niemca i Francuzki pogrążył się w mniej przyjemnej części swoich wspomnień - tej najświeższej.

Oszust. Sukinsyn. Skurwiel. Suka. Właśnie to raz za razem powtarzał zielonooki Rosjanin, raz za razem waląc mnie w brzuch, ze szczególnym upodobaniem nerek. Mieliście kiedyś obite nery? Nie? No to dziękujcie losowi. W tym samym czasie, jego dwaj bracia, obaj do złudzenia przypominający wyszorowane do czystości prosiaki żywione anabolikami trzymali moje ręce w bocznej uliczce, biegnącej prostopadle do tej, którą wracałem do domu. Przyznaję, nie spodziewałem się po nim czegoś tak prozaicznego jak obicie mi mordy w ramach zemsty. Widać wściekłość faktycznie działa na umysł jak mgła.
W mdłym świetle zobaczyłem błysk kastetu, w następnej nie miałem już minimum jednego zęba.
- Anton, nie przesadzasz aby? - spytał niepewnie jeden z wyszorowanych wieprzy. Mój rywal, niewątpliwie mózg całego rodzeństwa, kazał mu spieprzać pod najbliższy adekwatny adres.
Tłukł mnie jeszcze długo, choć po jakiejś półgodzinie zaczął się męczyć. po następnych 10 minutach odsunął się, sapiąc ciężko i spytał:
- Masz dość, suka?
Nie wiem, co mnie wtedy naszło. Może z bólu mój umysł się stępił i nie potrafiłem rozsądnie ocenić sytuacji. A może zdawałem sobie podświadomie sprawę, że w tej alejce wyzionę ducha, zaś mój czyn był ostatnim aktem złośliwości, jeszcze jedna szpilą, którą wsadziłem temu ruskowi w rzyć? W każdym razie zamiast wypluć okruchy zębów z ust i zacząć gorliwie przepraszać i błagać o litość, w nadziei iż upokorzenie się zaspokoi żądzę zemsty oprawcy, ja...
...wyszczerzywszy się zębato, cynicznie, spojrzałem mu się prosto w oczy swoimi, zionącymi kpiną. Wypisz, wymaluj, Chester z Cheshire, znikający, to pojawiający się koci filozof, zabawiający się głowami małych dziewczynek spotkanych na drodze. Trzeba mówić, kto wystąpił tu w roli naiwnej idiotki, co zabłądziła w lesie i gada z uśmiechem zawieszonym w powietrzu.
Uśmiechu owego nie zgasił nawet nóż, bardzo głęboko tkwiący w moim lewym płucu. Wbity bardzo sprawnie - nie mogłem nawet zaczerpnąć oddechu, by krzyknąć, gdybym chciał. Dogorywałem tam, w tej ciemnej alejce, patrząc jak moi oprawcy odjeżdżają cicho i spokojnie, bez zwracania na siebie uwagi. Byłem przekonany, że tu właśnie, w mało chwalebny sposób zakończy się opera mego życia.
Nawet nie wiecie, jak mile mnie zaskoczył fakt, iż śmierć jest jedynie intermezzo.
No, dobra. Nie byłem. Szok, że po śmierci jest cokolwiek nie miał nic wspólnego z miłym uczuciem. Bardziej przypominało to paniczne przypominanie sobie wszystkich znanych mi przekleństw oraz rozpaczliwą próbę zrozumienia kilku istotnych rzeczy, jak:
- dlaczego jestem świadomy?
- dlaczego nie czuje bólu?
- jakim cudem odzyskałem zęby?
- czemu widzę samego siebie na ulicy w kałuży spienionej krwi z płuc?
- czemu mam wczepiony w pierś jakiś cholerny łańcuch?
- mama?
No co? Nie oszukujmy się - te opowieści niektórych, jak to "ze spokojem przyjęli śmierć i swój los" można włożyć między bajki. Każdy byłby przerażony, siedząc w ciemnym zaułku nad własnym truchłem i obserwował, jak zjeżdżą się policja, pakują jego ciało do plastikowego wora, a ty dalej tam tkwisz. I potem patrzysz, jak na to miejsce, już ze zmyta krwią przychodzi twoja matka i ojciec, obaj wyglądający, jakby postarzeli się o kilkanaście lat w jedną noc, i stawiają kwiaty obok miejsca, gdzie jeszcze przedwczoraj leżała twoja głowa. A z ich twarzy bije smutek i żal tak głęboki, ze z poczucia winy chce ci się wyć i wrzeszczeć. Niezależnie od tego, czy faktycznie jesteś winien.
Po jakimś tygodniu się nieco uspokoiłem. Przyjrzałem się zaistniałej sytuacji chłodniej - umarłem, i stałem się duchem, który ni mógł pójść "dalej". Wiedzę, ze istnieje jakieś "dalej" oparłem na tym, iż zdarzyło mi się od czasu do czasu zauważyć inną duszę z łańcuchem w piersi, acz nie było ich tyle by stwierdzić iż wszystkie duchy zostają na ziemi. Zastanowiłem się, czy to może jakieś niedokończone sprawy trzymają mnie na tym świecie niczym upiora ze starych filmów grozy. Problem w tym, że nic nie przychodziło mi do głowy. Ja nie zdążyłem nawet zacząć jakichkolwiek spraw, o zamykaniu nie wspominając. Myślałem nad tym dniami i nocami (w sumie poza myśleniem nie miałem nic do roboty) nawet nie zauważając, że co jakiś czas jedna z dusz gdzieś znikała.
To chyba było wtedy. Noc w dwa tygodnie po mojej śmierci, jak każda poprzednia spędzana na rozważaniach. Wtedy pierwszy raz zobaczyłem Pustego.
Co było pierwsze? Ryk. Ten dziwny, nienaturalny ryk, brzmiący jakby dobiegał z długiej, metalowej rury. Następne były ciężkie kroki, kojarzące się z szarżującym słoniem. Nie miałem nawet czasu się zdziwić, gdy takie 3-metrowe bydlę pojawiło się przede mną. Jak wyglądało, powiedzieć nie mogę - wtedy postrzegałem go jedynie jako niewyraźny, wielki zarys jakiejś istoty. Jednak sama jej obecność była straszliwie przytłaczająca, odbierała mi możliwość ruchu. Jeśli wcześniej miałem jakiekolwiek wątpliwości co do intencji stwora, rozwiało je potężne uderzenie które posłało go na ulicę, kilka metrów dalej. Mogło mi się zdawać, ale byłem niemal pewny, że na wpół niewidoczny oponent ślini się i mlaszcze.
Wielka, szorstka dłoń chwyciła mnie za tułów jak szmacianą lalkę. Usłyszałem chrapliwy śmiech. I wtedy kilka rzeczy zdarzyło się na raz.
Śmiech się urwał, uchwyt zelżał, zobaczyłem błysk stali oraz białe włosy. Nim zdążyłem się zorientować, co się właściwie dzieje, postać w czarnych szatach sprawnie i z nieludzką szybkością poszatkowała stwora.Nim zdążyłem się przyjrzeć swemu wybawcy, poczułem coś twardego na czole, zaś dalej był tylko srebrzysty blask.

A wtedy - nie śmiejcie się - obudziłem się w feudalnej Japonii. Co? Tak, tak - to było Soul Society. Tylko skąd taki nowo przybyły, nieogarniający sytuacji pypeć miał to wiedzieć?

- Kim jesteś? - spytał głos należący do młodej dziewczyny.
Uświadomiłem sobie, że żyję (znowu) i leżę na ziemi. Otworzywszy oczy, zobaczyłem młodą, czarnowłosą Azjatkę, ubrana w kimono żywcem wyciągnięte sprzed kilku wieków. Niecodzienny widok.
- Faust. Nazywam się Johann Georg Faust.
- Strasznie dziwnie. Ja jestem Akimoto Kumiko. Dasz radę sam wstać?
"Wiecznie piękne dziecko Jesieni". Nawet jej pasuje.
- Tak, dam. Czy powiesz mi... gdzie jaj jestem.
Spojrzała na mnie dziwnie, jakby nie zrozumiała.
- Jak to "gdzie"? W Soul Society, a gdzieżby indziej?
Teraz to ja nie rozumiałem? Co to do diabła za nazwa. Dziewczyna z kolei uśmiechnęła się ze zrozumieniem.
- Łapię. Jesteś tu nowy. Dopiero co przeprowadzili na tobie rytuał, co?
Teraz już bez reszty się pogubiłem, ale to najwyraźniej nie peszyło nijak Azjatki. Złapała mnie za rękę, i zaczęła ciągnąć w kierunku zabudowań. Po drodze zasypując mnie potokiem wymowy, opowiadając o wszystkim - jak to jest z duszami po śmierci, czym jest Hollow, czyli to bydle co mnie zaatakowało, oraz czym Shinigami, czyli mój wybawiciel. Dowiedziałem się o Soul Society (feudalna Japonia - ostatnie zaświaty jakich się spodziewałem, przysięgam), o Seireitei i Rukongai oraz całej rzeszy innych rzeczy, przy czym połowę stanowiła babska paplanina. Kumiko okazywała nietypową dla Japończyka otwartość i bezpośredniość - zaciągnęła mnie do swojego domu (bez podtekstów proszę) i uparła się, że poczęstuje mnie obiadem oraz ugości przez parę dni, póki nie znajdę czegoś dla siebie. Widząc jednak to, jak słabo sobie radzi z gotowaniem, z krótkim "pozwól" wepchnąłem się przed nią i sam zacząłem coś przygotowywać. Przyglądała mi się zaciekawiona.
- Znakomite! - zakrzyknęła radośnie, gdy spróbowała mojego dzieła. A ja się uśmiechnąłem - nic mi tak nie sprawia radości, gdy komuś smakują moje potrawy.
- Dziękuję serdecznie za pomoc, ale nie będę się narzucał... - zacząłem, ale dziewczyna mi przerwała, cały czas przeżuwając.
- Ani mi się waż! Zostajesz tu, ze mną! Nie mam najmniejszego zamiaru wypuścić z rąk kogoś, kto tak świetnie gotuje. Poza tym, to mieszkanko jest dla mnie samej za duże, szukałam lokatora już jakiś czas. A kobiecie przyda się w domu mężczyzna, by ją obronić. No chyba mi nie odmówisz? - spytała z błyskiem w oku, który kazał mi się zastanowić czy to ją czy napastnika miałbym chronić.
I tym oto szaleńczym splotem wydarzeń skończyłem tutaj. Mieszkałem razem z Kumiko przez miesiąc, coraz bardziej traktując ją jak siostrę. Niektórzy z sąsiadów krzywo na to patrzyli, ale kij z nimi - nie moja sprawa, że wszędzie widzą coś zboczonego. Moja współlokatorka (zacząłem dokładać się do czynszu, gdy tylko znalazłem pracę) niezbyt przypominała typowych, konserwatywnych, powściągliwych w emocjach Japończyków. Była otwarta, roześmiana i nierzadko potrafiła mnie trzepnąć w łeb, gdy robiłem coś głupiego.
Opowiedziała mi o swoich aspiracjach - chciała dostać się do Akademii Shinigami i dołączyć do Gotei, jednej z sił zbrojnych Soul Society. Egzaminy na przyjęcie do tej elitarnej placówki zaczęły się 4 miesiące po moim przybyciu. Chcąc wesprzeć duchowo Kumiko, a po części by się sprawdzić, postanowiłem przystąpić do egzaminu.
Nawet nie wiecie, jaką miałem głupia minę, gdy okazało się że miałem świetne wyniki i mnie przyjęli. Z początku chciałem się wycofać, ale moja droga siostrzyczka skutecznie wybiła mi to z głowy - i "wybiła" należy rozumieć dosłownie.
I tak zaczęła się nasza przygoda w Akademii. Umiejętności moje i Kumiko diametralnie się różniły - o ile ona świetnie radziła sobie w walce, imponując szybkością i precyzją swej szermierki (wątpię, że nigdy wcześniej nie ćwiczyła), o tyle ja odkryłem naturalny talent do tutejszej magii - Kidō, oraz zainteresowała mnie niezwykle tutejsza technologia. Co prawda moja filozofia walki wykorzystującej wszelkie przewagi, honorowe czy nie, nie przysporzyła mi popularności wśród innych uczniów Akademii. Punkt krytyczny osiągnęliśmy, gdy podczas walki treningowej sypnąłem wrogowi piachem w oczy. Ich podejście to jeszcze nie wrogość, ale z całą pewnością niechęć. Ale przynajmniej Kumiko zawsze jest po mojej stronie.
Od przyjęcia nas do akademii minęły dwa tygodnie. I jakoś nie żałuję tej decyzji.


Ze wspomnień wybudził mnie czyiś głos.
- Hej, co tu robisz? Jest już godzina nocna, natychmiast udaj się do swojej sypialni!
Niespiesznie wstałem, otrzepując ubranie i podnosząc książkę z ziemi.
- Tak, tak. Już sobie idę.
I poszedłem, rozmyślając czym jeszcze zaskoczy mnie to życie po życiu.

Pieniądze: 500 Ryo.

STATYSTYKI
Premia z profesji
Punkty za wiek = 10+4
Atrybuty:
Siła: 5+1
Szybkość: 5+2
Zręczność: 5
Wytrzymałość: 5
Inteligencja: 5+10
Psychika: 5
Reiatsu: 5+1+1
Kontrola Reiatsu: 5+3

OGÓLNE

Udźwig: 60kg
Prędkość (śr.): 7km/h
Prędkość (max.): 24km/h
PŻ (Punkty Życia): 50
PR (Punkty Reiatsu): 56

Techniki
Magia:
Poznane Hadou:
#7 - Dokubutsu (Zatruta Kula)
#4 - Byakurai (Biała Błyskawica)
#6 - Gogyou (Podmuch Ognia)
Poznane Bakudou:
#10 - Kuchisaki (Pajęcze Usta)
#6 - Reidou (Mumifikacja)
Umiejętności:
Pojętność, Znakomity Magik, Hacker, Technik, Kucharz, Sojusznik (Akimoto Kumiko)
Wady:
Fobia - enochlofobia (lęk przed tłumem ludzi), Niepopularny (większość uczniów Akademii)


Ostatnio zmieniony przez Drakhesh dnia Pon 17 Gru 2012 - 16:38, w całości zmieniany 7 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Johann Georg Faust   Pon 26 Lis 2012 - 18:43

Bardzo ładna Kp i w sumie to wszystko co można powiedzieć ;p
Wszystko ładnie napisane, mechanika też w porządku i do pełnego akcepta brakuje jeszcze dokończyć historię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Drakhesh




Mistrz Gry : CZaras

Karta Postaci
Punkty Życia:
50/50  (50/50)
Punkty Reiatsu:
51/56  (51/56)

PisanieTemat: Re: Johann Georg Faust   Pią 7 Gru 2012 - 19:53

KP w końcu dokończona. Trochę mi na tym zeszło, niestety.

I mam nadzieję, że moje obawy są bezpodstawne, ale nie mogę się pozbyć wrażenia iż to forum jest jakieś... zdechłe. Mało kto tu zagląda, mało kto odpisuje.


boken, przybory do pisania, okulary w prostokątnej oprawie, książka "Alicja w Krainie Dziwów"
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Johann Georg Faust   Pon 17 Gru 2012 - 13:01

Cóż, ja swoją początkową ocenę utrzymuję. AKCEPT
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Watanabe no Tsuna





Mistrz Gry : Fairy

Karta Postaci
Punkty Życia:
4096/4096  (4096/4096)
Punkty Reiatsu:
83037/262144  (83037/262144)

PisanieTemat: Re: Johann Georg Faust   Pon 17 Gru 2012 - 13:39

Skoro nie napisales nic o wygladzie, rozumiem, iz szara skora, zolte oczy i niebieska fryzura obowiazuje.

Szopen chyba nawet w Polsce to Chopin.

kiedyś ci je pokarzę
Tu chyba nie rz.

Ogolnie moze byc. +

Pozdrawiam,
Tsuna
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Drakhesh




Mistrz Gry : CZaras

Karta Postaci
Punkty Życia:
50/50  (50/50)
Punkty Reiatsu:
51/56  (51/56)

PisanieTemat: Re: Johann Georg Faust   Pon 17 Gru 2012 - 16:37

Tak, wygląd jest kropka w kropkę jak na rysunku. Opisy słowne dodaje, gdy obrazek nie pokazuje całej sylwetki/chcę w niej coś zmienić.

Obydwie wersje nazwiska sa poprawne i uznawane.

Faktycznie, mea culpa. Już poprawiam.
[EDIT]
Poprawione, teraz wszystko powinno być cacy.
A humble servant ask for an accept
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Johann Georg Faust   Today at 15:21

Powrót do góry Go down
 
Johann Georg Faust
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Strefa Gracza :: Gracze :: Zaakceptowane-
Skocz do:  
Free forum | © phpBB | Free forum support | Kontakt z | Report an abuse | Sosblogs.com