IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Nabór na stanowiska Mistrzów Gry! Rekrutacja na GG: 2785425!
Pomoc dla nowych graczy

Lista aktywnych Mistrzów Gry:
Kamys 5/3 | Izdurbal Tenshi - 3/4 | Kuchiki Kyosuke - 6/3
CZaras – 2/3 | Shadow - 1/1 | Kaz- 1/1 | Kovacs - 0/1 |
Watanabe no Tsuna
- 2/3* (możliwe dodatkowemiejsce o ile KP zainteresuje, zaś gracz będzie aktywny)


Share | 
 

 Natsuo Shihouin

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
CZaras





Oddział : Dywizjon 5
Mistrz Gry : Kuchiki Kyosake

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
175/238  (175/238)

PisanieTemat: Natsuo Shihouin   Pią 10 Maj 2013 - 18:49

Tak jak wspominałem, że przez przegłosowanie nowelizacji Bounto, którą uznaje za niszczącą grywalność tą profesją zmieniam postać. Mam nadzieje, że to ostatnia w najbliższych latach moja karta. Jeszcze raz przepraszam sprawdzających KP MG, że tak często się ze mną męczą. Miłej lektury życzę

DANE

Imię: Natsuo
Nazwisko: Shihouin
Profesja: Shinigami
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 15
Waga: 68 kg
Wzrost: 176 cm
Wygląd: Natsuo jak na swój wiek jest dość wysoki. Do tego jest całkiem szczupły co powoduje wrażenie, że jest bardzo wąski. Daleko chłopakowi do atletycznej budowy, jednak pod jego koszulką widać nie tylko kości, lecz i zarysy mięśni pod cienką warstwą tłuszczu. Posiada wyjątkowo nietypową cerę dla całego Soul Society. Z dziwnego połączenia klasycznej ciemnej karnacji klanu Shihouin jego ojca oraz tradycyjnej japońskiej jego matki wyszedł zwykły latynoski brąz na ciele Natsuo. Dziwny też jest kolor jego włosów. Miały one bowiem barwę ciemno fioletową, która o dziwo była dla niego naturalna. Jak już jesteśmy przy włosach to przejdźmy do fryzury. Oba boki i tył głowy są całkiem krótko przycięte natomiast na czubie znajdują się stojące na pion włosy długości koło 5 centymetrów przy samym czole ze zmniejszającą się wysokością im bliżej tyłu głowy. Ku ogólnemu zaskoczeniu jego dość wąskie, niezbyt krzaczaste brwi również barwią się na fioletowo. Pod nimi znajdują się ni to duże ni to małe oczy z piwnym kolorem źrenic. Nos miał średniej długości lekko zadarty na końcu. Niżej znajdują się dość małe usta często ułożone w szerokim uśmiechu z wystawionymi białymi zębami na wierzch. Szczęka Natsuo jest dość kwadratowa. Co do uszu to chłopak ma je średniej długości mocno przyklapnięte do głowy. Cała jego twarz uposażona jest w dość ostre rysy. Co do ubioru to młody Shihouin preferuje proste kimona, a jego ulubionym połączeniem był biały z niebieskim, tudzież fioletowym. Stąd z reguły nosi ubiór, w których łączone są właśnie te kolory. Co do obuwia to dla chłopaka znacznie wygodniejsze jest noszenie sandałów bez owych skarpet. Uznaje, jednak takie połączenie za szykowne i godne, więc w gości na zajęcia udaje się właśnie w taki sposób przyodziewając swoje nogi. Kiedy tylko, jednak jest sam i zależy mu wyłącznie na wygodzie to skarpety lądują gdzieś daleko w szafie.
Charakter: Dość liberalni rodzice oraz pozycja majątkowa rodziny w jakiej urodził się Natsuo pozwoliła uniknąć mu traum, które dotykają ludzi w najbiedniejszych okręgach rukongai oraz sztywnych wymagań rodów arystokratycznych od swoich dzieci. Stąd jedynym potężnym wpływem „środowiska” na charakter młodego Shihouin byli jego rodzice, których traktował jako najlepsze autorytety. Po ojcu odziedziczył motto „twarda musi być dupa, zaś serce miękkie i wrażliwe” oraz jego ideologie pomocy najbiedniejszym. Tak jak swój tatuś Natsuo uważał system za wadliwy, a ludzi którzy go wykorzystywali do jeszcze większego wzbogacenia się kosztem ubogich za świnie. Shihouin został uwrażliwiony na cierpienie, które widział pare razy przechadzając się ze swoim męskim rodzicem po rukongai. Matka natomiast zaszczepiła w nim to, że zawsze trzeba być twardym i co by się nie stało zawsze należy wierzyć w siebie. „Nauczyliśmy Cię liczyć, więc licz na siebie” powiedziała, po którejś domowej lekcji matematyki. Nie chodziło, jednak o to aby nie ufać nikomu poza własną osobą, lecz o to, aby zawsze znać swoją wysoką wartość i umieć sobie wywalczyć godne warunki życia. Nigdy natomiast nie należy użalać się nad sobą zawsze poszukując jakichś pozytywów w zaistniałej sytuacji. Poza cechami czysto wyuczonymi od rodziców Natsuo był chłopakiem pogodnym lubiącym często się śmiać oraz z niebywałą łatwością nawiązującym kontakt z ludźmi. Nie czuł żadnych blokad nieśmiałości aby podejść do jakiegoś całkowicie obcego człowieka i powiedzieć „cześć nazywam się Natsuo Shihouin miło mi Cię poznać”. Młody arystokrata nie czuł się też ani trochę lepszym ze względu na swoje pochodzenie od ludzi, którzy mieszkali w rukongai. Tak jak większość ludzi w jego wieku Shihouin ma pewne wahania nastroju. Z reguły lubiący być w tłumie śmiać się, bawić i rozmawiać, czasem potrzebuje ciszy, by trochę podumać w samotności. Należy, jednak pamiętać, że Natsuo jest młodym chłopakiem, który miał szczęście wychować się w dobrym domu bez jakichś traum. Stąd jest wiele sytuacji, których chłopak nie był świadkiem, sporo tematów, na które nie ma własnego zdania, dlatego nadal jest dość podatny na wpływy osób, z którymi przebywa oraz istnieje szansa pod mocnym bodźcem gwałtownej zmiany charakteru.
Ekwipunek:
Bokken, mundur adepta akademii shinigami, przybory do pisania
Historia:
Witajcie, nazywam się Czarek i jestem narratorem nadchodzącej opowieści. Jeśli, któryś z mrocznych nauczycieli języka ojczystego nakaże Wam nadać moje cechy to pamiętajcie, że lubię gorącą czekoladę… AŁA! Wystarczyło powiedzieć, a nie wałkiem tłuc od razu… no dobra, dobra przechodzę do rzeczy.

Otóż człowiek przez wszelkie lata swego istnienia kombinował co znajduje się po śmierci. W zasadzie każde z setek, a może i nawet tysięcy wyznań na przestrzeni wieków dawało swoją mniej lub bardziej oryginalną tezę. Szczęśliwie tak wyszło, że ja mam 100% pewności, że znam tą rzeczywistą. Nie będę skupiał się na „piekle”, bowiem nie tam nasza historia się rozegra, acz na prawdziwym „niebie”. Miejsce dla dusz ludzi dobrych ludzie wyobrażali sobie z reguły jako miejsce opiewające w dostatek i wszystko co dobre. Pola elizejskie, eden i wiele, wiele innych to lokacje szczęścia ostatecznego, pełnego. Rzeczywistość jest bardziej okrutna. Może i Soul Society (bo tak się nazywa to miejsce) nie jest otchłanią Tartaru chroniącą przez wielkiego Cerbera, ale mimo to krainą szczęśliwości też to nie jest. W istocie prawdziwe „niebo” jest miejscem zacofanym gospodarczo, o staromodnym ustroju feudalnym. Nie ma tam takich wypasionych sprzętów jak na ziemi jak tablet, telewizor czy mikrofalówka. Ludzie tam też nie strzelają do siebie z karabinów, a tym bardziej nie zrzucają na siebie bomb atomowych. Jakby, więc nie patrzeć standard życia nie może być na tak wysokim poziomie jak np. w dzisiejszej Japonii. Zadajecie sobie pewnie pytanie komu potrzebne gadżety, a tym bardziej broń skoro na pewno jest tam bezpiecznie, plony są zawsze obfite bez nakładu sił, a wszyscy są równi i radośni? Cóż w zasadzie to dobre pytanie, jednak powstaje małe ale. Otóż w biednych dzielnicach Soul Society ludzie zabijają się dla jedzenia i wody, panuje bród, przemoc i koszmarne ubóstwo. Pod bogatymi panami pracują chłopi za bezcen przelewając pot i krew, aby wyrobić przyszłe plony ryżu, z których najprawdopodobniej prawie nic nie będą mieli. W samym zaś Soul Society panuje poważny podział społeczny na 3 warstwy. Piekielnie bogatych arystokratów oraz Shinigami mieszkających za potężnymi białymi murami, w pięknej dzielnicy zwanej Seiretei. Pobierają oni w zasadzie wszelkie dobra z tej ziemi, aby utrzymywać 13 oddziałów obronnych. Ostatnią grupą jest właściwi reszta mieszkająca w Rukongai, podzielonych na 4 segmenty opiewające z każdej strony Seiretei, a każde z nich dzieli się na 90 okręgów. Im dalszy numer, tym dalej od dzielnicy Shinigami, tym większa bieda i bez prawie. W takim świecie prawie nigdzie nie ma miejsca dla dziecka, aby miało spokojne dzieciństwo i wykształciło się na nie suwerennego człowieka. W Rukongai na jego charakter naciska bieda, wszem otaczająca patologia, głód oraz wszelkie inne traumatyczne zdarzenia. Natomiast w arystokracji gdy dziecko się rodziło już miało zaplanowane życie przez swoich rodziców. Ja opowiem Wam o jednym z tych nie suwerennych dzieciaków, który miał na tyle szczęście, że pozwolono mu być tym kim chce. Na imię mu było Natsuo i pochodził jednego z 4 wielkich rodów arystokratycznych o nazwisku Shihouin. Aby zrozumieć skąd wynikała dziwność jego pochodzenia oraz wychowania należy poznać sylwetki dwóch najważniejszych osób w jego otoczeniu, czyli jego rodziców.

Zacznijmy od tego najważniejszego. Jego ojciec na imię miał Tadei i pochodził z jednej z bocznych gałęzi rodu Shihouin. Był synem dwóch typowych arystokratów, czyli Aiko i Nakaty Shihouin. Byli to ludzie wysoko stawiający dumę rodową czując się godnym z powodu nazwiska. Sprawy Rukongai omijali szerokim łukiem traktując to jak temat tabu. Ich obchodziło to co otaczał i oddzielał od świata zewnętrznego biały mur. Oboje za młody zdecydowali się na karierę shinigami, ale nie pokierowali się zbyt bitewną ścieżką, Aiko była nauczycielką w akademii, natomiast Nakata został dyplomatą. Ich małżeństwo było typowym ukartowanym związkiem z rozsądku, aby powiększać sławę i bogactwo rodów. Tadei natomiast już od najmłodszych lat zaczął interesować się Rukongai. Był poważnie rozpieszczany, ale nie zmieniało to jego charakteru, bo za bardzo tego nie wykorzystywał. Rodzice mimo tego, że nie rozumieli jego pasji to kochali go ponad wszystko i pozwalali na wiele. Nawet na wyprawy do Rukongai, oczywiście z ochroniarzami, którym młody Shihouin zawsze próbował uciec. Raczej mu się to nie udawało, ale ubaw miał za wszystkie czasy. Później rodzice się na niego obrażali, że próbował uciec i wejść w jakieś niebezpieczeństwo i nie puszczali go. Po paru tygodniach im przechodziło, znowu ucieczka i tak w koło Macieju. Im starszy był Tadei tym bardziej stawał się rozmarzonym, idealistą. Uważał, że ten system, który setke robi biednymi, aby jeden mógł być bogaty za chory. Ponadto interesował się pomaganiem ludziom. Medycyna, anatomia i tym podobne to rzeczy, które nawet sam studiował w swoim wolnym czasie. Jako młody człowiek udał się do akademii Shinigami. Na rodzicach wymógł, by wynajęli mu pokój w akademiku, ponieważ na czas nauki chciał żyć jak zwykły mało zamożny student, który rodziców widuje raz na parę tygodni. Przewrażliwienie na punkcie syna Aiko i Nakata zgodzili się po długich namowach, ale pod warunkiem, że będzie pisał do nich listy przynajmniej raz na tydzień oraz, że będą podsyłać mu pieniądze. Tadei zgodził się. Listy rzeczywiście pisał, ale pieniądze dzielił na siebie i swoich 3 pozostałych kolegów z pokoju w akademiku. Aby nie było żadnych niedomówień Shihouin nie odciągał sobie chleba od ust ani żadne tego typu męczeńskie działania nie występowały. Tych pieniędzy, bowiem było dużo, a chłopak chciał żyć jak zwykły student. Jego koledzy nie za bardzo to rozumieli, gdyż pochodzili z Rukongai, jednak nie dociekali gdyż taki stan rzeczy ich cieszył. Ponadto zdziwili się widząc na liście pokoi w swoim kogoś z nazwiskiem arystokratycznym, a ich zdziwienie zostało spotęgowane gdy poznali Tadei’ego. Człowieka bez uprzedzeń traktującego ich jako równych sobie. Nigdy nie wynosił się ponad nich dlatego, że był lepiej ubrany, wykształcony i tym podobne. Ponadto pogodność z jaką nosił się ów młody mężczyzna sprawiała, że nie sposób było go nie lubić. Akademia była złotym okresem chłopaka. Lubili go wszyscy poza zagorzałymi arystokratami, których poglądy Tadei’ego, które wygłaszał głośno i bezwstydnie urażały i degustowały. Poza tym nawet nauczyciele darzyli młodzieńca niezwykłą sympatią. Poza niebywałym charakterem Tadei pokazał się również talentem oraz ciężką pracą. Był jednym z najlepszych uczniów na roku, jednak nie przychodziło mu to bez trudu. Nie tylko chodził na dodatkowe zajęcia, ale i nie miał wstydu, by pójść i po lekcji poprosić wykładowcę o jakąś wskazówkę. Gdy już wszystko zrozumiał z lekcji to wracał do domu i piłował to do perfekcji. Owa nauka wchodziła mu całkiem łatwo, ponieważ uczył się tego co go interesowało. Najbardziej poświęcał się, jednak zajęciom dodatkowym dotyczącym medycyny. Akademie skończył rok zbyt wcześnie z wyróżnieniem. Ku zaskoczeniu wielu z wykładowców poszedł do oddziału zaopatrzeniowego. Uznawali oni, że taki talent bitewny zmarnuje się tam. Tadei, jednak miał jasno założony cel i szedł za nim. Robić to co Cię kręci. To była jego druga dewiza obok tej, którą opisałem w charakterze bohatera. Jako shinigami błyskawicznie się rozwijał pnąc się po szczeblach hierarchii Gotei 13. Podczas jednej z misji, w której stacjonował w odległym okręgu Rukongai spotkał i uratował swoją przyszłą żonę, miała ona na imię Haname i była uroczą Azjatką. Była to misja długoterminowa, więc Tadei spędzał w owej wiosce trochę czasu przez parę ładnych tygodni w ciągu, których dwójka zakochała się w sobie bez mała. Po powrocie z misji Shihouin poszedł do wioski po Haname, której się oświadczył i zaprowadził ją do swojego domu. Tam rodzicom oznajmił, że chce ją poślubić. Ci się wściekli, przecież ona była z Rukongai, ona była gorsza! To takie nielogiczne. Wywiązała się długa kłótnia, która skończyła się „rób co chcesz” i obrażeniem się starszych arystokratów, a Tadei… zrobił co chciał. Aiko i Nakata przez pewien czas nadal się gniewali, lecz tym razem Haname sprawiła, że sobie odpuścili. Jej żelazny hart ducha, pewność siebie oraz inne liczne zalety sprawiły, że nawet do niej rodzinie Shihouin udało się przekonać. Po paru miesiącach pełnych radości i beztroski, w których kobieta adaptowała się nowych warunkach doszło do dwóch sytuacji. Jednej dobrej drugiej złej. Po pierwsze okazało się, że kobieta jest w ciąży, a więc będą mieli dzieci. Po drugie Shihouin dostali list, że Tadei został ciężko ranny na misji i właśnie w najwyższym pędzie wracają z nim do szpitala. Przez następny miesiąc trwała walka o życie mężczyzny. Operacje, uzupełnianie krwi i wreszcie stabilizacja stanu. Życiu Tadei’ego nie groziło niebezpieczeństwo, lecz mimo to zapłacił wysoką cenę za ową misję. Doznał poważnego urazu kręgosłupa, przez co jego nerwy zostały w pewnym momencie kompletnie zerwane. Tego nie udało się nawet najlepszym lekarzom wykupionym przez ród Shihouin uratować. Tadei musiał pogodzić się z tym, że do końca życia będzie kaleką, ponieważ jego ciało mniej więcej od pasa w dół została kompletnie odcięte od poleceń z mózgu. Pierwszy został o tym poinformowany sam pacjent i poprosił lekarzy, by reszcie rodziny powiedzieli na następny dzień i przynieśli jego zanpaktou. Tadei uważał swój miecz za najwierniejszego towarzysza i najlepszego przyjaciela. Podobno przez całą noc płakał rozmawiając ze swoją bronią. Na następny dzień według prośby pacjenta zaczęły się odwiedziny. O dziwo to nie Tadei musiał być pocieszanym, ale sam był pocieszającym. Na wieść zaś że będzie miał dziecko prawie ucieszył się ze swojej kontuzji. „Przynajmniej będę miał więcej czasu na wychowywanie go.’ Powiedział z dość głupawym uśmiechem. Rodzice od razu po wizycie ruszyli z misją. Postanowili ponownie zadbać o dobro swojego synka. Korzystając z mocy swojego nazwiska i z tego, że byli całkiem poważanymi ludźmi w środowisku Shinigami udało im się otrzymać dla Tadei’ego zasiłek za odniesione szkody. Do tego kupili mu wózek inwalidzki. Mężczyzna jeszcze miesiąc przesiedział w szpitalu, z którego wykończona go po zaciętych namowach samego pacjenta. Nudziło mu się w szpitalu. W domu później zresztą też. Stąd dla zabicia czasu i zapomnienia przeszłości zaczął szukać sobie nowych zainteresowań. Najpierw pochłonęła go sztuka gotowania. Początki dla rodziny były złe, gdyż dla zdrowia psychicznego Tadei’ego postanowili z krzywym uśmiechem mówić, że tworzy istne delicje. Z czasem, jednak nie musieli udawać, gdyż Shihouin nabierał ogłady w tym co robił. Mistrzem kuchni nigdy nie był, ale to co tworzył z czystym sumieniem można było nazwać „dobrym”. Nie mniej gotowanie zajmowało maksimum parę godzin dziennie, a przecież teraz bez pracy Tadei miał wolne całe dnie. Stąd były Shinigami zaczął interesować się ekonomią. Ta pochłonęła go bez reszty. Nawet na tyle, że wynajmował nauczyciela sztuki dobrego inwestowania, by ten nauczył go różnych tricków. Wtedy mężczyzna wpadł na pomysł, że ma wszystko, aby realizować swoje idealistyczne plany. Pieniądze z rodu Shihouin, a do tego z zasiłku, wiedzę ekonomiczną i ogromną ilość wolnego czasu. Stąd coraz częściej wyjeżdżał do Rukongai razem z szefem ochrony Cheng Dongiem swoim dobrym przyjacielem gdzie inwestował w różne przedsiębiorstwa. Najpierw głównie wydawał pieniądze, ale po paru latach zaczęły się one mu zwracać z nawiązką. Tak zaczęła się kariera Tadei’ego na rynku przedsiębiorczym. Z czasem zaczął zarabiać znacznie więcej niż gdyby zsumować dochody z zasiłku i pracy Shinigami naraz. Nie odbiło to się, jednak za bardzo na stanie majątkowym rodu Shihouin, bowiem dużą część tych pieniędzy przeznaczał na bezinteresowną pomoc ludziom z Rukongai. Ogólnie przybierał taktykę wędki. Zamiast dawać ludziom pieniądze budował dla nich miejsca pracy i uczył zawodu dając stałe zatrudnienie. Czuł się pierwszy raz w życiu spełniony i szczęśliwy. Realizował swoje idee, uważał, że dzięki niemu ten chory wadliwy system staje się troche lepszy, a on poprawia warunki życia tym biednym ludziom. Owi rzemieślnicy co jakiś czas podsyłali mu swoje najpiękniejsze wyroby jako podziękowanie, a on stawiał je w oddzielnym pokoju. Nie była to, jednak graciarnia, lecz coś na kształt wystawy, z której był bardzo dumny, ponieważ uważał, iż jest to wystawa wiary w dobroć ludzką. Pewnego razu udało się nawet Tadei’emu namówić swoich rodziców na wycieczkę z nim po Rukongai. Nakata i Aiko nie będąc tam od lat i odsuwając od siebie obraz tego miejsca byli zdecydowanie przeciwni działalności swojego syna. Gdy poszli do biedniejszych dzielnic widok biedy ich poraził i niemal zwalił z nóg. Ten jeden spacer zmienił jednych z najdumniejszych arystokratów… nie, nie spacer. Tadei zmienił swoich rodziców. Ich ideologia zamknięcia się w Seiretei uległa nagłej zmianie, jednak nie panoszyli się oni z myślą o poprawie losu Rukongai. W końcu są już starzy i brak im tej młodzieńczej woli działania, która w Tadei’m jakby z wiekiem tylko wzrasta i wzrasta.

Drugim człowiekiem, który wywarł największy wpływ na Natsuo była jego matka. W prawdzie była ona nieporównanie mniejszym autorytetem od męża, ale mimo wszystko podobieństwa między nią, a synem widać gołym okiem. Haname nie pochodziła z żadnej rodziny szlacheckiej ani nawet nie urodziła się w Rukongai. Jej rodzina mieszkała w samym centrum Japońskiego miasta nazywającego się Karakura. Jej rodzice Nikihisa i Shige z rodziny Abe byli ludźmi zakochanymi w komiksie i animacji Japońskiej zwanymi manga i anime. Ogólnie poznali się na jednym z konwentów właśnie tej sztuki i tak zaczęła się ich znajomość. Wyznawali oni zasadę, że zawsze trzeba być sobą i robić to co się lubi. Należy walczyć o prawa własnej godnej egzystencji w własnej skórze. Rodzina Abe mieszkała w centrum z powodu największego ruchu w tamtym miejscu Karakury. Potrzebny im on był, ponieważ posiadali sklep tematyczny odnośnie mangi i anime. Mieli tam niemal wszystko. Tomiki wielu twórców, filmy z wielu serii oraz moc różnych gadżetów. Kołdry i poduszki z ulubieńcami, maskotki, figurki, kubki, czego dusza zapragnie. Zysk ze sklepu zapewniał rodzinie godny byt. Nie byli ani biedni ani bogaci, ale za to szczęśliwi. Mieli wokół siebie ludzi, których kochali, robili to co kochali, a ludzie powszechnie ich lubili. To, byli ludzie ulepieni z tej gliny, że uśmiech niemal nie schodził z ich twarzy. Po jakimś czasie urodziła im się piękna dziewczynka, której nadali imię Haname. Była ona od początku z tych dzieci, które prawie nie płaczą. Poza tą jedną cechą była przeciętna. W dość zwykłym czasie zaczęła chodzić, mówić, czytać. Nie mniej robiła to wszystko z nieustającym uśmiechem na twarzy oraz częstymi wybuchami dzikiego śmiechu, którym potrafiła poprawić nawet najgorszy humor. Nim rodzicie się obejrzeli z ich malusieńkiej dziewczynki wyrosła piękna nastoletnia dziewczyna. Zawsze była wyższa od przeciętnych japonek. Jej długie włosy miały barwę kruczoczarną, podobnie dość spore oczy. Jej nosek był mały, tak samo usta, które nie mogły przyprawić nikogo o grzeszne myśli. Jej piersi zdecydowanie nie przypominały arbuzów jakimi były uposażone wiele dziewczyn w mangach ukochanych przez jej rodziców. Nie oznacza to, że była kompletne „płaska”, po prostu Bóg nie obdarzył jej bardzo hojnie. Nie czuła ona, jednak zazdrości do koleżanek, które mogły się pochwalić większym biustem. Zawsze była zdystansowana do siebie. Jej nogi były długie i szczupłe. Co do jej pasji to nie za bardzo złożyły się one z tymi jej rodziców. Nie lubiła ani mangi ani anime. Uznawała je po prostu za nudne. Ogólnie oglądanie telewizji czy granie na komputerze uznawała za stratę czasu. Książki lubiła czytać, ale te, w których krajobrazy były malowane słowem nie szkicowane ołówkiem. Poza atrakcyjnym wyglądem Haname była chłopczycą. Zamiast pójść na zakupy wolała pójść na dwór pograć w piłkę czy połazić po lesie włażąc na drzewa. Poza tym uwielbiała sztuki walki, jednak nie tej japońskie szlachetne. Ją interesował boks, Kick boksing, czyli sporty, które uważała za prawdziwie bitewne. Kiedy siadała do telewizji to tylko po to, aby oglądać jak wielcy europejczycy czy amerykanie tłuką się po twarzach. Kiedy rodzicie się jej pytali co ona w tym widzi ta oburzała się i mówiła, że oni w swojej anime i mandze oglądają i czytają jak rysowane postacie piorą się po facjatach, a ona woli patrzeć na żywo. Zapisała się nawet na treningi boksu. Rodzice najpierw się nie zgadzali, aby ktoś tłukł ich kochaną córeczkę po buzi, ale później doszli do wniosku, że będą czuli się spokojniej kiedy ona będzie potrafiła sama się bronić. To wszystko było, jednak tylko pobocznymi zainteresowaniami. Jej główną pasją był survival. Uwielbiała wycieczki w dzikie pole pod namiot, całodniowe wyprawy górskie. Wiedziała jak przetrwać w lesie bez jakichkolwiek zapasów. Zamiast chodzić się opalać ona wolała ubrać trekkingi i marszem przebywać dziesiątki kilometrów. Zapisała się również na harcerstwo, aby poszerzać swoją wiedzę, chodzić na dodatkowe wycieczki itp. Haname w szkole uczyła się bardzo przeciętnie. Była inteligentną dziewczyną, ale przez nawał zajęć dodatkowych oraz tego, że zamiast uczyć się w domu wolała pójść na boisko po prostu nie mogła wyciągnąć z siebie 100%. Rodzice prawili gadki o nauce, aby zyskać wykształcenie i móc w życiu zarabiać odpowiednie pieniądze. Nie naciskali, jednak zbyt bardzo, bo widzieli że ich córka robi to co kocha i interesuje, a to przecież wysoko cenili w życiu. Tak w beztrosce dziewczyna spędzała czas do osiemnastego roku życia. Wtedy linia jej życia została bezlitośnie przerwana. Haname idąc po stacji, na której właśnie przyjeżdżał jeden z tych super szybkich Japońskich pociągów, do którego miała wsiąść została popchnięta przez jakiegoś biegnącego na swój transport faceta. Straciła równowagę i spadła na tory. Mimo, że pociąg wytracił większość prędkości to i tak nie zdążył wyhamować i zmiażdżył dziewczynę. Po chwili Haname wyszła ze swojego ciała jako niewidzialna dusza z łańcuchem wbitym w środek klatki piersiowej. „Gdybym miała wielkie cycki to by mi ten łańcuch nieźle wadził” pomyślała na samym początku. Później doszła do wniosku, że nie żyje. Zauważyła, że mężczyzna, który ją popchnął nawet się nie zatrzymał i po sekundzie odjechał ze swoim pociągiem. Poszła przejść się po mieście nie wiedząc co ze sobą zrobić. Tam spotkała faceta w czarnym kimono. Tu pojawiła się kolejna głupia myśl na samym początku. Zauważyła, że nosi on naraz skarpetki i sandały. Od razu mało nie parsknęłaby śmiechem gdyby nie to, że facet wyjął katanę.
- Chcesz to mnie ciachaj tym mieczykiem, i tak już nie żyje. – powiedziała ze złośliwym uśmiechem. Mężczyzna miał na pewno powyżej 185 cm wzrostu, był postawnej budowy. Szczękę miał kwadratową, a na głowie czarne krótkie włosy. Jego oczy były zielone. Mężczyzna uśmiechnął się pobłażliwie i powiedział:
- Nie jesteś martwa. Zrzuciłaś jedynie ludzką cielesną powłokę, która tylko Cię ograniczała. Ja też jej nie ma, całe Soul Society nie ma. – w tym momencie chłopak zainteresował dziewczynę. Wyglądało na to, że go przechodnie też nie widzą. Może coś było w tym co mówił?
- Soul Society? – spytała z pytającym wzrokiem. Facet od razu odpowiadał:
- To inny świat. Świat dusz, w którym też znajduje się Seiretei, miasto Shinigami.
- Shinigami?
- To ludzie tacy jak ja. Odsyłamy dusze takie jak Ty z tego świata, w którym nie jest bezpiecznie to Soul Society. Pozwolisz mi wykonać swoją robotę? – dziewczyna zrobiła zamyśloną minę analizując za i przeciw. Po chwili doszła do wniosku, że skoro rodzice jej nie widzą to nie ma sensu tu siedzieć. Może w tym Soul Society będzie fajnie.
- Dobra. Jestem gotowa. – powiedziała w końcu. Shinigami podszedł wykonując na niej pogrzeb duszy. Czuła jakby zasnęła, a obudziła się już pod gołym niebem w Rukongai.
- O ku*wa. – Mruknęła pod nosem wstając i widząc żenujący slums. Bez elektryki, bez brukowanego chodnika, drewniane zaniedbane domy. Ogólna bieda i smród. „Nie tak to sobie wyobrażałam. Kurde powinnam zostać w domu. Jak spotkam tego faceta to skopie mu tyłek.” Pomyślała. Powoli przeszła się po nowym miejscu zamieszkania. Wielu się na nią gapiło, paru wzrokiem wyraźnie zboczonych. Sporo szeptów. Ponadto bieda, bieda i jeszcze raz bieda. Robiło to takie wrażenie, że dziewczyna mało się nie popłakała, a bardzo rzadko biegała. Kiedy w końcu wyszła poza wioskę, która zbyt duża nie była zobaczyła blisko las.
- To ja już wolę tam mieszkać. – stwierdziła po czym różnymi sposobami zdobyła koc i parę innych sprzętów koniecznych do przeżycia. Wiele ich nie było, ale i tak zdobycie ich zajęło Haname sporą ilość czasu. Następnie dziewczyna wyruszyła do lasu. Po paru godzinach marszu znalazła tam fajną polankę z wyjątkowo czystym strumykiem. Tam się osiedliła. Przez następne parę lat jej umiejętności z tematyki survivalu i harcerstwa przydały się ogromnie. Pozwoliły one spokojnie żyć Haname. Mimo, że szybko zauważyła, że nie czuje głodu to często chodziła zbierać owoce lasu, aby móc coś zjeść oraz zająć się czymś na chwilę. Czystej wody miała pod dostatkiem. Pozwalało jej to przeżyć, lecz ciekawość i ogólna chęć rozmowy zmuszała ją do wyruszania do wioski co jakiś czas. Tam sprzedawała owoce lasu, zioła za pieniądze, które później wymieniała na sprzęty ułatwiające jej życie na polance. W wiosce częściej spotykały ją nieprzyjemności niż przyjemności. Stąd jej umiejętności bokserskie przydawały się aż nadto. Jej temperament sprawił, że co jakiś czas musiała wybić parę zębów, któremuś z mieszkańców wioski. W jednej z wizyt dowiedziała się, że mieszkają w jednym z dość odległych okręgów rukongai, czyli części Soul Society przeznaczonej dla dusz. Rukongai dzieli się na 4 części nazwane od stron świata, a każda część na okręgi o numerach od 1 do 90. Im wyższy numer tym niebezpieczniej i większa bieda. W samym zaś środku Soul Society umiejscowione jest Seiretei. Miasto Shinigami, które opiewa w bogactwa i jest oddzielone od reszty białym murem. Ludzie w czarnych kimonach okazało się, że pobierają niemal wszelkie dobra z terenów całego Soul Society skazując Rukongai na biedę. Teoretycznie powinni patrolować i pilnować porządku, ale do tych bardziej oddalonych okręgów trafiają raz na bardzo długi czas. Wtedy Haname znienawidziła Shinigami jako egoistycznych, zadufanych w sobie dupkach. Jak można spokojnie spać bez wyrzutów sumienia będąc tak bogatych, a wokół mając samych tak koszmarnie biednych ludzi? Zadawała sobie to pytanie nakręcając się na nienawiść do ludzi w czarnych kimonach. Najgorsze było to, że wiedziała iż nic nie może poradzić. Dowiedziała się, że Shinigami mogą zostać tylko ludzie, którzy posiadają moc przez, którą są potężni. Ta moc objawia się tym, że czują głód, a Haname go nie czuła. Oznaczało to dla niej mniej więcej, że po kres swoich dni będzie jedną z osób, którą Shinigami będą mogli wykorzystywać do woli, bo nie posiada siły aby się bronić. Przez następne miesiące dziewczyna przyzwyczaiła się do swojego nowego życia, a nawet całkiem je polubiła. Okej nie było tyle wygód, ale ona przecież ich nie lubiła. Teraz spała sobie w lesie, myła się w strumyku. Nie musiała męczyć się codziennie, by nałożyć na siebie makijaż. Nie musiała chodzić do szkoły, a tym bardziej przekazywać rodzicom o nadchodzących wywiadówkach, które z reguły kończyły się nieprzyjemnymi dla Haname rozmowami wychowawczymi. Kiedy chciała mogła się teraz opieprzać, a tutejsze owoce i woda źródlana były przepyszne. Lasy były piękne i niebywale wręcz czyste. Do tego dziewczyna od zawsze nie chorowała. Zdarzały jej się lekkie katary, ale nic poważniejszego. Problemem było ubranie, w którym chodziła już było zniszczone, a tutaj żaden przemysł nie był zbytnio rozwinięty. Dodatkowo ile razy nie poszła do wioski to bolał ją wizerunek biedy jaka tam panowała. Była wrażliwa na ludzie cierpienie, a tutaj było ono niemal namacalne. Wiele dziewczyn młodszych od niej zarabiało prostytucją. Powszechne były gwałty, pobicia. Brak czystej wody i jedzenia był okrutny. A do tego wioskę przejmowały zbiry pod panowaniem jedynej bogatej osoby w całej mieścinie. Trząsł on tutaj wszystkim każąc płacić sobie za korzystanie ze studni. W ten sposób przeżyła następne parę lat życia. Wciągu ich znalazło się parę nieprzyjemnych sytuacji, w których to czasem musiała wbiec na drzewo, by zwiać przed dziką świnią. Raz goniła ją hołota pijanych facetów chcąc uprawiać z nią seks i schowała się w krzakach. Nie mniej zawsze jakoś udało się wyjść cało z opałów. Nie mniej ryzyko w tamtych sytuacjach było niczym do tego jednego, które mimo wszystko zakończyło się nad wyraz dobrze. Miała wtedy już 23 lata. Dokładnie 5 lat po własnej śmierci Haname wyruszyła na jedną z tych swoich przechadzek do wioski. Miała kosze z owocami i ziołami pozbieranymi w lesie, za które planowała zdobyć pieniądze. Gdy była już dość blisko usłyszała ryk. Ryk nie ludzki, ani zwierzęcy. W życiu nie słyszała tak potwornego dźwięku. Czuła że dzieje się coś złego. Pobiegła ile sił w płucach. To co zobaczyła niemal zwaliło ją z nóg. Przez chwile poczuła się słabo, ale wzięła się w garść. Odłożyła koszyki. Przed sobą miała wielką bestie o skórze czarnej jak smoła, długich za równo tylnych jak i przednich nogach, jednak wszystkich zakończonych jak ludzkie dłonie. To miało spory ogon zakończony ostrzem. Potwór zagonił w kąt jakiegoś dzieciaka. Haname nie myśląc wiele chwyciła blisko leżący kamień i cisnęła w bestie ile sił w ramionach, a trochę tych sił miała. Potwór się obrócił. Na twarzy miał maskę. Jej góra wyglądała jak góra ludzkiej czaszki. Czoło, oczodoły, owalny kształt, jednak dół był potwora. Ostre zębiska nachodzące na siebie z dwoma kłami nachodzącymi z dolnej szczęki daleko na górną wargę oraz dwoma nachodzącymi z górnej szczęki daleko na dolną warge. Z gęby wyszedł długi jeżyk, którym potwór oblizał się mówiąc piskliwym głosem:
- Mmmm… ładniutka. – Haname natomiast krzyknęła na dzieciaka, który stał jak sparaliżowany:
- UCIEKAJ! – dziecko obudziło się z transu i jakby trafione piorunem zaczęło zwiewać.
- To w takim razie zjem Cię! – powiedział ze śmiechem potwór i ruszył na Haname. Mimo wrażenia pokraczności jakie sprawiała ta bestia to zaszarżowała w bardzo szybki sposób. Im bliżej potwór był tym słabiej czuła się dziewczyna. Już jego czarna ręka pędziła do jej tułowia, poczuła że została złapana i świat na sekundkę się rozmył. Znowu stał się ostry i patrzyła na potwora od tyłu.
- Nic Ci nie jest dziewczyno? – spytał Shinigami trzymający ją pod ręką. Haname pokiwała przecząco głową.
- Poczekaj tu sekundkę proszę. – Mężczyzna zostawił ją na dachu i po chwili usłyszała:
- Ładnie to tak damy atakować Ty cholerna, zawszona, łajdacka, brzydka, spasła kupo gówna!? – zawołał. Na to słychać było tylko piskliwy krzyk:
- Shinigami! Jak smacznie! – Dwie siły się starły. Wydzielane reiatsu było zbyt wysokie jak dla zwykłej dziewczyny. Haname zemdlała. Nie wiedziała ani po jakim czasie ani gdzie się obudziła. Po chwili zauważyła, że jest w drewnianym domku, leży na posłaniu, a na czole ma wilgotny ręcznik. Nad sobą zauważyła ciemnoskórego mężczyznę. Był on postawnej budowy, na głowie miał czerwonego koloru dredy, związane w kuc takiej długości, że najdłuższe sięgały mu do obi. Oczy miał duże, błękitne i bardzo mądre. Na sobie miał czarne kimono Shinigami, jednak z ładnie poodcinanymi rękawami tak, że widać było jego potężne, ciemne ramiona. Klęczał on przed łożem Haname, a obok nóg miał położony zanpaktou w czerwonej pochwie.
- Wybacz, przeceniłem tego Hollow i użyłem zbyt dużej ilości reiatsu przez co zemdlałaś. – powiedział z autentycznym żalem na twarzy.
- O czym Ty gadasz durniu. Uratowałeś mnie. – powiedziała z głupim uśmiechem Haname. Po czym dodała:
- Ale… co to było. Ten stwór?
- Hollow. To dusze, które straciły serce, a w jego miejsce otrzymały instynkt i głód. Żywią się duszami. Jednym z zadań Shinigami jest eliminacja Hollow. – po czym mężczyzna uderzył się w czoło otwartą dłonią w popularnym dzisiaj geście „facepalm” i powiedział:
- Gdzie moje maniery. Nazywam się Tadei z rodu Shihouin.
- Haname Abe. – Odpowiedziała krótko dziewczyna. Była nadal mocno zmęczona.
- Musisz odpocząć. – powiedział po czym wstał i wyszedł. Po paru godzinach Haname obudziła się już pełna sił. Wówczas w domku był nie tylko Tadei, lecz jeszcze 3 innych Shinigami. W tym jedna blond kobieta w wieku koło 20 lat i sporym biuście, które eksponuje wycięciem w kimonie. Miała ładną twarz, wyprofilowany nosek oraz pomalowane ciemną szminką usta. Był też napakowany niczym kulturysta facet koło 25 lat posiadający białe włosy, zwykłe czarne kimono. Jedynym czym się wyróżniał to to, że nie nosił skarpet do japonek. Ostatni był blady chłopak wyglądający na 15 lat. Miał strasznie podkrążone oczy, a jego czarne włosy szły w każdą stronę. Twarz miał przestraszoną, a całe ciało chude i wąskie jak patyk, aż ciężko pomyśleć, że jest żołnierzem. Wszystkich łączyło nie tylko kimono, ale i katana u boku. Wszyscy wyszli i został jedynie Shihouin z Haname. Zaczęli rozmowę. Okazało się, że ta grupka jest tutaj z powodu misji. Rzekomo wykryto tutaj niedawno grupkę Hollow, którą ta czwórka ma wytropić i wyeliminować. Bardzo możliwe, że jeszcze zajmie im to trochę czasu i ta chatka będzie ich siedzibą. Haname chciała już pójść, ale Tadei upierał się, aby zostało bo jako medyk Shinigami wie najlepiej, że powinna jeszcze parę dni odetchnąć. W końcu ta się zgodziła. Jak Shihouin upewnił się, że Abe zostanie powiedział, że muszą iść na poszukiwania. Późnym wieczorem wrócili niestety bez owoców swojej pracy. Haname i Tadei rozmawiali bardzo długo. Głównie mówili o swoich ideałach, o tym jaki ten system jest chory i wadliwy oraz jakby chcieli to zmienić. Ich wartości w znacznej części się pokrywały. Łagodność, wrażliwość na ból, nienawiść do swojego stanu Chłopaka kompletnie zbiły z rytmu dziewczynę. Haname wcześniej myślała, że Shinigami muszą być tacy sami, a Tadei tak poważnie wybijał się z reguły, że aż nie wiedziała co myśleć. Czwórka Shinigami stacjonowała w owym domku przez następne 2 tygodnie. Nie tylko Shihouin nie był krwawą egoistyczną mendą, lecz reszta też była naprawdę sympatyczna. Tak stwierdziła Haname, z które negatywnie do nich nastawione. Z Tadei’m natomiast rozmawiała dzień w dzień i to długimi godzinami. Już wtedy pojawił się w nich zalążek uczucia. Wtedy misja się skończyła i Shinigami musieli wracać. Abe była pewna, że już swojego arystokrackiego wybawcę nie spotka gdy po paru dniach przyszedł on na jej własną polankę z głupim uśmiechem mówiąc:
- Ciężko Cię znaleźć. Nieźle się zaszyłaś. – Przez następne parę miesięcy spotykali się najczęściej jak mogli. Tadei kiedy nie miał misji przychodził codziennie. Zaś po tych paru miesiącach przyszedł z pięknym pierścionkiem oświadczając się Haname. Jako, że byli już w sobie zakochani na dobre to odpowiedź pozytywna była oczywista. Od razu wyruszyli do Seiretei, a konkretnie do domu Shihouin. Dwór czystych dusz zrobił na Abe kolosalne wrażenie, szczególnie architektoniczne, ale czystość i jaskrawość wykonania też były niesamowite. Po drodze Tadei zrobił swoją narzeczoną na Boginię we wszelkich sklepach służących do zrobienia z pięknych kobiet jeszcze piękniejszych kobiet. Haname wpierw się wzbraniała, ale doszła do wniosku, że aby zrobić dobre wrażenie na przyszłych teściach powinna ładnie wyglądać. Gdy dotarli na dwór rodu Shihouin okazało się, że chyba nie zrobiła dobrego wrażenia. Przywitanie było dość zimne, tak samo jak podejście do niej rodziców Tadei’ego. Sam on zrobił im długo trwającą kłótnię. Chyba nie wspomniał im wcześniej, że zamierza wziąć za żonę skromną dziewczynę z Rukongai. Nie mniej młodzian postawił na swoim i niedługo odbył się ślub i huczne wesele. Od tego czasu życie Haname zmieniło się absolutnie. Spała na puchu, uczyła się dobrych manier, poznawała największych panów Soul Society w tym głowę rodu Shihouin. Tadei często był na misjach, więc zostawała sama w tym wielkim domu z Aiko i Nakatą. Co jakiś czas rozmawiali i powoli obie strony przekonywały się do siebie. Po paru latach byli już niczym starzy towarzysze, na Haname na salonie nikt się nie dziwił, a sama kobieta zaszła w ciąże. Wtedy też zdarzył się ten okropny wypadek. Haname ciężko znosiła ten czas gdy pozostało jej czekać w niepewności nie mogąc nic zrobić, by zwiększyć szansę na przeżycie swojego męża. Płakała bardzo często, a jeszcze częściej rozmawiała z teściami, którzy również byli mocno podłamani. Jeden trzymał drugiego, by nikt się kompletnie nie złamał. W końcu nadeszły informacje. Niby tragiczne, ale i tak najbliższa rodzina dziękowała Bogu, że Tadei w ogóle żyje. Haname wypłakiwała się w jego łóżku pytając jak on będzie żył bez swojej kochanej służby, a on ją uspokajał, że coś innego sobie wymyśli. W końcu wrócił do domu. Dla kobiety była to wielka ulga. Przez następne parę miesięcy panował nastrój napięcia gdy pan Shihouin próbował nowych pasji. W końcu, jednak ustatkował się bawiąc się w ekonomie. Radość z gotowania czy mówienia o sposobach zarabianiu pieniędzy dawała spokój i wieczny uśmiech na twarzy Haname. Do rodziny zbliżył się też Cheng Dong, czyli szef ochrony wykupionej przez tą gałąź rodu. Często przechadzał się on z Tadeim pchając jego wózek. Był to dobry człowiek o łagodnym sercu, który zajmuje się ochroną od dawna, lecz zanim zgodzi się na pracowanie z kimś to najpierw bada go czy nie jest kryminalistą chcącym kryć się przed dobrymi ludźmi. Tadei wszedł bez reszty w ekonomie nie łamiąc się kontuzją, a Haname urodziła zdrowego chłopczyka. Czy mogło być lepiej?

A nowo urodzonemu członkowi klanu Shihouin nadano imię Natsuo. Jak widzicie przyszedł on na świat w rodzinie stworzonej z ludzi nietuzinkowych, złożonych w niecodziennym związku i z ogólnym brakiem normalności jak na Soul Society. Dzięki temu nowo narodzony mógł zostać zwykłym, pogodnym dzieckiem na czas, na który powinien taki być. Nikt nie znajdował mu od chwili urodzenia przyszłej narzeczonej w celu powiększenia dochodu i sławy nazwiska. Nikt też nie zamierzał naciskać na niego w kwestiach zawodowych i żadnych innych. Natsuo tak jak jego ojciec i matka miał wybrać to co kocha i robić to wkładając w to wszystkie swoje siły. Miał bronić własnych wartości i opowiadać się za grupami, za którymi chciał się opowiadać. Z tą jedną różnicą, że najmłodszy Shihouin mógł to wszystko robić nie przeciwstawiając się woli rodziców. Nadawało to samemu chłopcu pewną oryginalność. To, że nie został do niczego zmuszony już od pierwszych dni. Nie oznaczało to też, że Haname i Tadei zdecydują się na tak zwane bezstresowe wychowanie. Rodzice zamierzali pokazywać dziecku piękne wartości, a za złe zamierzali karać, jednak skupiali się na tym co oczywiste. Ten kto kradnie bez przymusu jest zły, ten kto zabija dobrego człowieka jest zły. Ten kto pomaga bliźniemu jest dobry. Tego typu hasła. Zaś co do podejścia do pieniędzy, Rukongai, edukacji i tego typu pozostawili już prywatnemu mniemaniu dziecka. Same narodziny Natsuo zmieniły też tylko detale. Tadei mimo nalegań rodziców nadal nie ściął swoich dredów i nie przestał malować ich na czerwono. Haname nadal tłukła swojego męża po głowie gdy ten powiedział coś głupiego. Jedyne co się zmieniło to czas jaki nowy ojciec spędzał w domu. Normalnie wolał on być na świeżym powietrzu. Teraz żeby dziecko się jakimś choróbskiem nie zaraziło wychodził z nim na zewnątrz tylko na chwilę. W interesy chodził, ale kazał Cheng Dongowi się szybko odwozić. Sam szef ochrony też częściej przychodził, żeby pooglądać nowego członka rodziny. U samego Natsuo po pewnym czasie szło zauważyć już pierwszą dziwną rzecz. Otóż miał naturalnie, ciemno fioletowe włosy. Dzieciak odziedziczył po matce pozytywne podejście do życia. Bardzo rzadko płakał. Natomiast gdy tylko nauczył się chodzić zaczął łazić gdzie chce dokładnie jak jego ojciec za młodu. No, a przynajmniej tak stwierdzili jednogłośnie Aiko i Nakata gdy z wielką radością oglądali biegającego w te i z powrotem małolata. Natsuo był powodem do radości i dumy swoich rodziców oraz przedmiotem jeszcze bardziej zbliżającym całe to przebywające często w domu Shihouin towarzystwo. Stało się naprawdę sympatycznie. Rodzice samemu uczyli młodego mówić, chodzić, czytać oraz kreślić literki. Gdy młodzian trochę podrósł Haname i Tadei wykupili mu prywatnego nauczyciela. Chcieli mieć wykształconego, czytającego i piśmiennego syna. Poza tym uczył się podstaw matematyki, przyrody, historii. Sam Natsuo nie darzył jakąś wielką sympatią tych lekcji, ale nie przeszkadzały mu one strasznie tylko trochę nudziły. Uwielbiał natomiast słuchać opowieści ojca, który chętnie mówił o jego karierze Shinigami. O prawie wszystkim poza wypadkiem. Młody Shihouin pragnął zostać Shinigami i być tak wielkim bohaterem herosem jak swój ojciec. Cóż Tadei lekko koloryzował. Ponadto Natsuo uwielbiał jeździć z ojcem i Cheng Dongiem w interesach do Rukongai. Tamtejszy świat go dziwił i inspirował zarazem. Był taki brzydki i brudny, a zarazem fascynujący w swojej odmienności od doskonałych pięknych pałaców Seiretei. Dobro jego ojca było też dla niego niesamowite. Jak dawał pieniądze biednym ludziom, a Ci całowali go po stopach płacząc ze szczęścia. Ojciec natomiast chciał się wzbraniać od tych pocałunków, ale przecież nie mógł poruszać nogami. Każdy z tych wyjazdów był niesamowity. Rodzic zaszczepił w nim jeszcze jedną pasję. Była to anatomia. Natsuo zresztą poprosił ojca, aby ten uczył go tego przedmiotu. Młodego bardziej niż aspekty lecznicze bardziej interesowały też bitewne. Jak można było powalić wielkiego faceta jednym precyzyjnym uderzeniem. Im starszy był najmłodszy z tej gałęzi Shihouin tym bardziej szanował on swoich rodziców. Byli oni dla niego autorytetami, uosobieniem najlepszych cech, które starał się od nich kopiować, by też być dobrym człowiekiem. Więź z ojcem była znacznie mocniejsza niż z matką przez długi czas jaki ze sobą spędzali, jednak Natsuo obojga rodziców kochał po równo. Wspólna nauka Tadei’emu i jego pierworodnemu tak się spodobały, że gdy młody miał 13 lat zaczęli naukę bardziej w kierunku Shinigami. Stało się to po tym gdy syn powiedział, że planuje zapisać się do akademii. Ojciec uczył go kontroli nad reiatsu, teorii odnośnie kidou oraz na końcu nauczył go dwóch hadou i dwóch bakudou, by ten miał się czym bronić. Poprosił też swojego przyjaciela Cheng Donga, by ten nauczył Natsuo podstaw samoobrony. Młody Shihouin uważał walkę za sztukę. Jako pewnego rodzaju taniec o bardzo specyficznej urodzie, które cechuje się nagłymi, szybkimi ruchami oraz skutecznością. Jako najniebezpieczniejszy rodzaj fizycznej aktywności. Chłopak był dość pojętnym uczniem, ale nie żadnym geniuszem. W końcu w wieku piętnastu lat zdecydował się pójść na egzamin do akademii. Zdał go pomyślnie za pierwszym razem i z uśmiechem wrócił do domu. Tam czekał na niego już zestaw przyborów do pisania, bokken i koszmarny wyglądem mundur studencki.
- Weź te rzeczy i chodź. Twój ojciec kazał mi coś Ci pokazać. – powiedział Cheng Dong spotykając go. Cała ta sytuacja troche zdziwiła Natsuo. Z reguły kiedy trzeba było gdzieś iść to ojciec samemu kazał się pchać w tamtą stronę. Do tego Cheng Dong rzadko chodził na spacer tylko z nim. Z reguły raczej chłopak pojawiał się tam pobocznie, a ochroniarz wychodził z Tadeim. Nie mniej ruszyli w sympatycznej rozmowie odnośnie akademii. Okazało się, że ten facet kiedyś tam był. Szli tak dość szybkim tempem ochroniarza. Ten był azjatą, o tradycyjnym kolorze skóry dla rasy mongoloidalnej, jednak był wysoki. Miał ponad 190 centymetrów wzrostu. Na głowie miał długie kruczoczarne włosy ułożone w gruby warkocz, który swobodnie podskakiwał podczas chodu na jego plecach. Jego oczy były piwne natomiast twarz gładka o bardzo łagodnych rysach. Na sobie zawsze nosił tradycyjne kimono Shinigami, a u boku swój zanpaktou. Ku zaskoczeniu chłopaka Cheng Dong prowadził go w stronę akademii, a gdy już byli blisko skręcił do sąsiedniego budynku. Tam weszli, przeszli się kawałek. Ochroniarz z kieszeni wyjął klucz i otworzył nimi drzwi. Znajdował się tam dość mały 4 osobowy pokój. Wtedy Natsuo zrozumiał, że to akademik.
- Miałem Cię tu zaprowadzić i dać Ci to. – tutaj podał młodemu list. Miał głupawy uśmiech, więc pewnie wiedział co jest w nim zawarte.
- Wejdźmy. – powiedział Natsuo usiadł na jednej z kanap i zaczął czytać.

„Witaj Natsuo. Wynająłem Ci zwyczajny pokój w akademiku. Będziesz w nim mieszkał z trzema innymi studentami jak jeden z nich. Chce, abyś nauczył się pracować samemu, doceniać wartość pieniądze i ogólnie trochę się usamodzielnić. W domu każde zadanie moglibyśmy odrobić Ci ja albo Cheng Dong, a tam musisz liczyć na siebie, na swoją ciężką pracę. Będziemy podsyłali Ci pieniądze co tydzień. Nie będzie ich wiele z góry uprzedzam. Widywać osobiście się będziemy co miesiąc, a na Twoje listy liczę codziennie. Pamiętaj sukces Shinigami to 5% geniuszu i aż 95% ciężkiej pracy, więc się postaraj. Mam nadzieję, że się na mnie nie obrazisz za mój mały eksperyment wychowawczy. Już tęsknie i życzę powodzenia w akademii. Podpisane Tadei Shihouin.

P.S Jeśli jakieś gnidy będą Ci dokuczać i samemu nie dasz rady to napisz do mnie, a od razu przybiegnę skopać im tyłek.”

Natsuo zaśmiał się w głos szczególnie na wyraz „przybiegnę”. Ojciec był niesamowicie zdystansowanym człowiekiem.
- Niedługo ktoś Ci przyniesie Twoje rzeczy. A ja już muszę iść. No i powodzenia w akademii życzę. Na razie. – powiedział Cheng Dong wychodząc z pokoju. Rzeczywiście po pół godzinie przyszły jego rzeczy wraz z nieznajomym mu członkiem straży. Ten mu pogratulował zdania testów, życzył powodzenia w akademii i poszedł. Natsuo nie miał za złe tego pomysłu Tadei’emu. Z opowieści ojca wynikało, że on też przeszedł takie wyzwanie i na dobre mu to wyszło, a do tego to sam sobie je wymyślił, więc to musi działać. Spokojnie się rozpakował, pościelił łóżko, usadowił na nim i czekał. Jutro zaczynała się akademia, więc jego współlokatorzy niedługo powinni się pojawić.

Pieniądze: 1000 Ryo.

STATYSTYKI
Atrybuty:
Siła: 5 + 1 (profesja) + 1 = 7
Szybkość: 5 + 2 (profesja) = 7
Zręczność: 5 + 3 = 8
Wytrzymałość: 5
Inteligencja: 5 + 7 = 12
Psychika: 5
Reiatsu: 5 + 1 (profesja) = 6
Kontrola Reiatsu: 5 + 2 = 7

OGÓLNE

Udźwig: 70 kg
Prędkość (śr.): 7 km/h
Prędkość (max.): 24 km/h
PŻ (Punkty Życia): 50
PR (Punkty Reiatsu): 42

Techniki
Magia:
Poznane Hadou: #4 Byakurai, #21 Juu Ken
Poznane Bakudou: #6 Reidou, #18 Mokuhon

Umiejętności: Z rodziny (Shihouin), anatomia, podstawy samoobrony
Wady:



Ostatnio zmieniony przez CZaras dnia Wto 14 Maj 2013 - 9:59, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Natsuo Shihouin   Pon 13 Maj 2013 - 17:47

Brnąc przez, którąś już "KP moloch Czarasa", czuję jakbym zdobywał kolejny szczyt. Jeszcze trochę i zdobędę koronę świata^^.

Więc tak...
W pierwszych zdaniach opisujących wygląd widzę haniebne powtórzenie "całkiem". Oj, będą ujemne punkty.

"Pod nimi znajdują się ni to duże ni to małe oczy" - ehh... nie lubię takich rzeczy. Skoro wielkość oczu jest standardowa to po co o tym wspominać? Tudzież po prostu wspomnieć, że oczyska są średniej wielkości. Tak to wychodzi z tego trochę lanie wody.

"Natsuo nienawidzi koloru czerwonego. Uważa, że u mężczyzn jest on brzydki i niestosowny. Stąd mundur akademii nie podoba mu się okrutnie i Shihouin nosi go tak rzadko jak tylko jest to możliwe" - chłopcy noszą mundurki w kolorze niebieskim.

Charakter jest w porządku. Normalny, bez jakichś mrooocznych wstawek.

Historia zaś... Cóż, z opowieści o rodzicach dałoby się wykroić dwie następne KP. Przy tym historia Natsuo wydaje się niepozorna i krótka, ale rozumiem, że tak miało wyjść.
Miło jest spotkać postać, której najbliżsi nie skończyli w żołądku hollowa.
Drobne zastrzeżenie mam do matki, która ileś lat żyła w Soul society, a nie słyszała wcześniej o pustych. Myślę, że jakieś tam plotki o bestiach powinny do niej dojść.

Mechanika zaś jest w porządku.

W sumie KP przyjemna. Postać "czysta karta", która dopiero w przygodzie się ukształtuje, więc jest ciekawie. Akcept
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CZaras





Oddział : Dywizjon 5
Mistrz Gry : Kuchiki Kyosake

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
175/238  (175/238)

PisanieTemat: Re: Natsuo Shihouin   Wto 14 Maj 2013 - 10:01

- Usunąłem wzmiankę o kolorze czerwonym i mundurach akademii.
- Zmieniłem parę "całkiem" na jakieś synonimy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Natsuo Shihouin   Today at 19:45

Powrót do góry Go down
 
Natsuo Shihouin
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Strefa Gracza :: Gracze :: Zaakceptowane-
Skocz do:  
Free forum | © phpBB | Free forum support | Kontakt z | Report an abuse | www.sosblogs.com