IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Nabór na stanowiska Mistrzów Gry! Rekrutacja na GG: 2785425!
Pomoc dla nowych graczy

Lista aktywnych Mistrzów Gry:
Kamys 5/3 | Izdurbal Tenshi - 3/4 | Kuchiki Kyosuke - 6/3
CZaras – 2/3 | Shadow - 1/1 | Kaz- 1/1 | Kovacs - 0/1 |
Watanabe no Tsuna
- 2/3* (możliwe dodatkowemiejsce o ile KP zainteresuje, zaś gracz będzie aktywny)


Share | 
 

 Nieznane

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 9, 10, 11  Next
AutorWiadomość
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Czw 24 Lip 2014 - 21:55

No, udało jej się go na chwile tutaj zatrzymać. Chwila, po co ona to właściwie zrobiła? By nie siedzieć samej tutaj oczywiście. Miała to przeświadczenie, że jak tylko sobie stąd pójdzie zostanie zaatakowana przez całe wyimaginowane tałatajstwo świata. A potrzebuje siły woli by czasem nie zrobić czegoś głupiego. Spokój. Do licha, choćby było trzeba to go tutaj przykuje!
-Siadaj-Odsunęła się kawałek i poklepała dłonią wolne miejsce na łóżku. Więc. Rozmowa. O co może zapytać tego łba? Po prawdzie miała parę pomysłów, ale musiała wybrać coś co miało jakąś perspektywę na rozwinięcie i zainteresowanie. Szlag, akurat w tego rodzaju konwersacjach nie miała wprawy. Nie było jej to zresztą potrzebne.
Ok, miała coś. A i nawet może go to bardziej zmotywuje do działania. Byle sam jakiejś durnoty nie zrobił
-Zastanawiam się czemu akurat Ty masz taką motywacje. Reszta jest potulna, posłuszna, pogodzona. Właściwie to jak tu trafiłeś?-Odwołanie do przeszłości. Może sobie przypomnieć i wtedy faktycznie weźmie się porządnie do roboty. Przypadkiem też może uda jej się trochę go tutaj zatrzymać.
Ech. Przynajmniej wyglądał troszkę lepiej od Ryojiego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Sro 30 Lip 2014 - 13:12

Usiadł na łóżku tak, aby zachować minimum prywatnej przestrzeni oddzielającej go od Ishifone.
- Reszta dała się omamić kapitanowi - odparł natychmiast. - Wspomniałem już, że dla innych chce być kimś w rodzaju dobrego ojca. Zawsze miły, zawsze gotów cię wysłuchać i cierpliwie odpowiedzieć na twoje pytania, a że jesteśmy sierotami to takie traktowanie jest dla nas czymś nowym. Niby chciał nam pomóc w opanowaniu naszych mocy, ale oczywiście sam ma w tym swój cel. Nic za darmo. - Wzruszył ramionami. - Ja po pewnym czasie zrozumiałem o co w tym chodzi i w sumie może samo to nie zmusiłoby mnie do podjęcia próby ucieczki, ale wbrew temu co mówi kapitan tu wcale nie jest tak bezpiecznie. Życie jest najcenniejsze i nie chcę, aby pozbawił mnie go jakiś wróg kapitana. - Podrapał się po skroni i zmarszczył brwi. - Hmm, będzie jakieś pięć lat od chwili kiedy mnie znalazł. Moja moc się dopiero uaktywniła i byłem dosyć mocno zagubiony, a on sprawiał miłe wrażenie. Cóż... moje życie przewróciło się do góry nogami i teraz sam zastanawiam się czy jest mi dobrze z całą tą wiedzą o potworach polujących na dusze i podłych ludziach z niesamowitymi mocami pokroju Shmitta. Na początku żyłem w Torre de Mezcla, a potem przeniesiono nas tutaj i w sumie tego nie żałuję, bo ziemia to jednak ziemia, a tamtym niby cywilizowanym pustym nigdy do końca nie wierzyłem.
Podczas gdy mówił, Ishifone zwietrzyła jego smakowitą energię. Nęciła swoją bliskością tak bardzo, że poczuła osobliwie mrowienie w głowie. Zdała sobie sprawę, że jeszcze kilkanaście godzin bez dostawy żywego rei i w podobnej sytuacji nie będzie wstanie się oprzeć rodzącemu się w niej zewowi dusz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Sro 30 Lip 2014 - 21:08

Kiwała delikatnie głową gdy dzielił się z nią jakimś nowym faktem, nawet jak to było dość oczywiste. Na przykład z tymi pustymi. Natury się nie omami, i nawet jak inteligentne to będzie żarło dusze... ech, poczuła autoironię. Tak samo z tamtym atakiem, jak szlag jasny trafił całą tamtą placówkę. Chociaż wtedy pewnie ciągle byłaby tam w charakterze królika doświadczalnego tamtego wariata. Sieroty... małe szczyle, ot co. Zachowuje się jak ojciec? I pewnie po "ojcowsku by ukarał" albo "ojcowsko" zaufałby komuś w tej materii. I widać, że miał poukładane z tym wszystkim w głowie. Bał się o swoje życie. I pewnie jakby nawet była okazja ale też i spora szansa na zgon to będzie uważał. Tak... akurat w tej kwestii chyba będzie mogła mu zaufać. Lepszego wyjścia nie było. Ale kontrola wskazana. Już teraz jakby jej nie powiedział to by ich dwoje wpuścił w niemałe kłopoty.
A gdy powiedział, że się zastanawia nad tym czy mu dobrze z tą wiedzą czy nie, mruknęła ni to zastanawiająco ni to twierdząco. Pachnie kusząco... ale musiała się powstrzymać.
- A mnie ostrzegali. Jak raz wejdziesz nie ma odwrotu - Popatrzyła na swój nowy amulet. W sumie... mogły się z nią stać różne rzeczy. Z nim niby też, ale był najlepszą osobą którą mogła tutaj spotkać, więc... skoro już zebrało się jej na sentymentalne wspominki - Nie zastanawiałam się za długo. Prowadziłam proste, spokojne... nudne życie. Jakbym się nie zdecydowała oświadczyłby mi się prawnik na wigilię, rodziłabym mu dzieci i zajmowała się domem. Umarłabym żywcem - Popatrzyła na chłopaka obok niej, bawiąc się pieszczotliwie krzyżykiem na swoim nadgarstku.
- Więc jak tylko się dowiedziałam, że ktoś może mnie w to wprowadzić rzuciłam wszystko i wszystkich. Bo poczułam, że to jest to co chcę robić. Że nie chcę być tak słaba jak wszyscy inni. Mamy dar, który jak jest to trzeba doprowadzić do perfekcji. Dla siebie i swoich własnych celów. Co niekoniecznie oznacza robienie za czyjeś zabawki. Nie jesteśmy przecież samobójcami, prawda?-Wciągnęła mocniej powietrze nosem i westchnęła. Pachniał wspaniale. Jego też by wciągnęła. Odwróciła wzrok.
-Więc skoro tego nie odwrócimy, to trzeba korzystać. I zamierzam jak tylko będę miała ku temu okazję... ale na razie trochę mi niedobrze. Chyba się już będę kładła. Jakbym jutro nie wstała rano daj znać Shmitowi by przyszedł albo coś-Nie mogła ryzykować. Cienie cieniami, ale jak pozbędzie się jedynego wsparcia jakie tutaj miała to będzie koniec. Jakby miał wyjść, to powie mu "dobranoc" i położy się zdejmując z siebie ciuchy i zostając w bieliźnie... to może być ciężka noc...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Czw 31 Lip 2014 - 18:25

- To wcale nie brzmi tak źle - mruknął, gdy Ishifone roztoczyła wizje siebie samej jako przykładnej matki gromadki dzieci.
Wyglądał na nie do końca przekonanego jej zwierzeniami, jakby wolał już być tym przeciętniakiem, który przynajmniej nie musi obawiać się pożarcia przez łasą na dusze śmiertelników bestię. Być może nawet lubił swoją niezwykłość, ale był świadom zagrożeń jakie się z nią wiązały.
- No to dobranoc - bąknął i zsunął się z łóżka. Po chwili Ishifone pozostała sama i nagle nabrała przekonania, że coś niekoniecznie miłego czai się pod jej łóżkiem.
Zanim zasnęła wydawało się jej, że ktoś nerwowo krąży za drzwiami, a nawet postukuje w nie od czasu do czasu. Było to męczące i chociaż wiedziała dobrze kto płata te figle to i tak nie mogła pozbyć się niepokoju, który zastygł na dnie tej jakże niezwykłej duszy.

***

Rozpromienione różem słońcem dopiero co wstało, gdy się obudziła. Za nic jednak nie mogła pogrążyć się na powrót w śnie. Rozpierała ją chorobliwa energia i nie mogła długo przeleżeć w jednej pozycji. Niepokój rósł, zdecydowanie zbyt długo się nie pożywiała.
Mogła się jedynie pocieszać tym, że Shmitt powinien wkrótce wpaść do niej z przekąską. Gdy tak w głowie pojawiały jej się twarze bezbronnych duszyczek, rozległo się pukanie do drzwi.
- Umm, przepraszam jeśli budzę, ale kapitan prosi cię o spotkanie. - Szept Charlotte z trudem przebudziłby cierpiącego na bezsenność rottweilera, ale Ishifone na szczęście nie spała i dziewczyna nie musiała się trudzić wydalaniem z siebie większej ilości decybeli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Czw 31 Lip 2014 - 19:36

Nie znał się, albo po głowie chodziły mu dziwne myśli. Może obydwa. Nikt nie mówił, że od razu mają się rozumieć. Ważne by obydwoje stąd uciekli i mieli spokój od tego miejsca. I potem będzie mogła znaleźć kogoś, kto pozbędzie się z niej tego ohydztwa co się u niej zalęgło.
No i wyszedł. I została sama... z tymi męczącymi rzeczami. Stukanie, pukanie, krążenie, i kto wie co jeszcze. Nic nie widziała, i chyba nawet wolałaby by tak pozostało... a może i nie? Wiedziałaby przynajmniej w co tłuc, a tak była zdana tylko i wyłącznie na swoją siłę woli oraz zdolność do zasypiania w trudnych warunkach. Miała z tym doświadczenie, owszem. Ale ostatnio te okoliczności były dla niej coraz trudniejsze... zamknąć oczy, przykryć uszy poduszką... nic się nie będzie działo, nic się jej nie stanie...

Nic jej się nie śniło. Może to i lepiej. Pewnie miałaby same koszmary... i tak nie czuła się najlepiej. Była głodna. I korciło ją by zrobić coś, co mogło narobić jej sporo kłopotów. Przynajmniej wtedy miałby trochę spokoju i przyjemności w życiu. Taaaaaak... na przykład taka Charlotte. Jakby ukłeknęła przed nią i pozwoliła się spokojnie wyssać do zera. Niewiele by ją to kosztowało wysiłku. Albo tamten mały gnojek, taki nieobecny. Prawie jak tamte dusze przynoszone jej do spożycia.
A to nagle ona. Charlotte znaczy się. I oznajmiła, że kapitan koniecznie chce się z nią zobaczyć. Dobry ojczulek, co? Zaraz zobaczymy... o ile się po drodze nie naje... ech...
Podniosła się bardzo niemrawo. Ubrała w jedyne ciuchy które miała, i wyszła ze swojego pokoju patrząc z ukosa na dziewczynę.
-Prowadź. Byle szybko-Burknęła niezadowolona. Musiała się opanować. Musiała być spokojna... niech ona wreszcie się ruszy!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Nie 3 Sie 2014 - 13:00

Charlotte jak zwykłe przybrana była w lękliwy wyraz twarzy, który albo nosiła zawsze, albo tylko, gdy Ishifone znajdowała się w pobliżu. Poprowadziła ją pospiesznie, jakby chciała jak najszybciej odhaczyć zlecone zadanie, aby móc spokojnie się oddalić.
Dotarły pod drzwi znajdujące się na parterze, a które były zamknięte, gdy quincy przeprowadzała swój mały rekonesans.
- Proszę proszę - odezwał się ciepły męski głos zanim jeszcze Charlotte zapukała.
Pokój urządzony był niczym gabinet lekarza. Przy ścianie stało metalowy stolik obity kremowym materiałem, na którym siadał pacjent podczas badania. Po przeciwległej stronie piętrzyła się szafa o szklanych drzwiach. Zamiast leków Ishifone dostrzegła tam kilka książek o spracowanych grzbietach, na których mocno zblakłe litery uniemożliwiały natychmiastowe odczytanie tytułu.
Centralną pozycję zajmowało biurko, które psuło spójność wystroju. Wyglądało bowiem jak żywcem wyjęte z magazynów meblarskich przedstawiających mahoniowy mebel o narożnikach zdobionych fantazyjnymi ślimacznicami.
Mężczyzna siedzący za biurkiem wskazał Ishifone na ciemne krzesło, które swą wykwintnością również zaburzało surowy szpitalny styl.
- Proszę usiąść Ishifone, a tobie już dziękuję Charlotte.
Dziewczyna dygnęła i wycofała się zamykając za sobą drzwi.
Kapitan, bo któż inny mógł to być, był chudym mężczyzną w średnim wieku. Pogrążone w nieładzie włosy miały jasnofioletową barwę lawendy. W podłużnej twarzy świeciły żywe niebieskie oczy skrywające się za szkłami okularów. Ubrany był w białą koszulę, a na nogach miał nieco już sprane jeansy. Na pierwszy rzut oka prezentował się dosyć zwyczajnie z wyjątkiem niecodziennej barwy włosów. Gdyby wykładał na uczelni, zapewne można byłoby go zakwalifikować do grupy młodych i przyjaznych studentom profesorów, co to nie czerpią sadystycznej wręcz przyjemności z oblewania kolejnych roczników.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Nie 3 Sie 2014 - 14:39

No ta. Przerażona. Na sam widok kogoś kto się rusza i mógłby ją choćby dotknąć. Byle by ją zaprowadziła, bo coraz bardziej działała jej na nerwy... rzuciłaby nią o ścianę i zrobiła porządek. Szybciej!
Pamięć miała bardzo dobrą, nawet w takiej sytuacji. Tak. Świetnie. Kojarzyła te drzwi. Były zamknięte do ciężkiego licha więc musiało jej się to jakoś rzucić w oczy. Chociaż w tym momencie nie chciało się jej przypominać ile takich drzwi było, ale te akurat pamiętała. Po prostu, po układzie pomieszczeń. Tak, mogła o tym myśleć. To zajmowało jej umysł.
Czy czasem ktoś za tymi drzwiami nie zaprosił ich do środka zanim tamta w ogóle zapukała? Może ich wyczuł. Bardzo możliwe. Poręczne w tym wypadku. W innych niekoniecznie.
Weszła do środka, a tam... trochę dziwnie. Wystrój jej się gryzł, jakby ktoś wciągnął tutaj parę mebli z zupełnie innego pokoju. Gabinet lekarza wymieszany z biurem kancelarii. Odruchowo zaczęła się rozglądać za jakimiś fantami którymi mogłaby się zaopiekować. Tak, wszystko by przestać o tym myśleć. A te książki jakieś takie stare, może by się tam znalazło coś ciekawego...
Dopiero gdy osoba przebywająca w tym pokoju zwróciła się do niej dopiero zwróciła uwagę kim jest. Chudy facet z dziwnymi włosami, ubrany w tysięczny jeans który mógł pamiętać czasy młodości, oraz stylizacja na dobrego doktorka czy innego profesora. Dlaczego ona zawsze klasyfikuje tak ludzi... heh. W sumie nie przepracowała dnia w swoim życiu. Pomijając robienie w November Eleven. No nic... usiadła trochę spięta z powodu swojego głodu, ściskając uda i kładąc na nich zaciśnięte piąstki.
- To o co chodzi? Po prawdzie ledwo co wstałam. Jestem TROCHĘ głodna - Podkreśliła to mrużąc nieprzyjemnie oczy. Miała złe przeczucia. Może tamten coś odwalił i się wygadał? Albo ten mały nakapował?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Nie 3 Sie 2014 - 19:35

Pokój zdawał się być pozbawiony elementów, które cicho mogłyby zmienić właściciela. Jedynie na biurku leżało całkiem eleganckie czarne pióro oraz tekturowa teczka z napisem "Mizuki"
Kapitan uśmiechnął się delikatnie, słysząc Ishifone.
- To bardzo męczące czyż nie? Ludzie, aby przeżyć muszą jeść i pić, a ty na dodatek jesteś zmuszona pochłaniać dusze. Inaczej nie przetrwasz- przemawiał ciepło i z troską jakby rzeczywiście zależało mu na losie Ishifone. Może nawet ten ojcowski głos w jakiś sposób zadziałałby na nią kojąco gdyby nie narastające pragnienie dusz.
- Ale być może znajdziemy na to rozwiązanie. Shmitt niemądrze uważa, że może nasycić cię jedynie pożeranie dusz, ale może będziesz mogła poprzestać na czymś mniejszym?
Uniósł dłoń nad którą wykwitła kula reiatsu wielkości melona. Ishifone poczuła rosnący niepokój. Głód się wzmógł
- Proszę, nie krępuj się. - Wyciągnął nad biurko dłoń z lewitującą nad nią kulą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Nie 3 Sie 2014 - 20:45

Nic. Nawet nie ma na czym zawiesić oka, by to szlag. No, może poza długopisem ale był za blisko tamtego. Oraz teczka... Mizuki? O kimś takim tutaj jeszcze nie słyszała. Chyba, że... piękny księżyc? Czy może "gratulacje" i "nadzieja"? Tak czy srak, chyba chodzi o to by ją oficjalnie przyklepać. Gadaj zdrów, przeklęty Shinigami, co to nawet u swoich jest wyrzutkiem. Doskonale wiadomo na czym Ci zależy i jaki jesteś naprawdę... ale miał racje. Głód. Potrzebowała jeść. Jeść... szlag.
Patrzyła się na świecącą kulę jak w transie. Z tyłu głowy coś jej krzyczało "To podstęp! To ma drugie dno! Na pewno potem będziesz tego żałować!". No, może trochę mnie kulturalnie. A potem instynkt mówił jej "A co jak to zniknie? I potem nie będzie? I czekają ją męczarnie, ból, zwidy... już teraz tak ma. A to zajmie tylko chwile i znowu będzie w porządku. Będzie mogła myśleć... czuć się dobrze..."
A trzeci głos mruknął "Walić to"
Podniosła się z siedziska i wyciągnęła dłonie w stronę masy energii duchowej. Potrzebowała tego. Musiała. Tego była pewna. Jeść. Chce to w sobie...
...a za to co razem z tym przyjdzie będzie sobie pluła w brodę potem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Wto 5 Sie 2014 - 14:28

Gdy wstała otoczyła ją czerwona aura. Jej ciało, a może raczej dusza, wyczuła zbliżający się posiłek.
Wyciągnęła dłonie, od których oderwały się pasma szkarłatnego światła. Oplotły kulę reiatsu niby nici pajęczyny i zaczęły ją wchłaniać. Uczucie temu towarzyszące było inne niż przy pochłanianiu całej duszy. Zupełnie jakby zamiast homara w cytrynowym sosie podali jej kanapkę z szynką.
Niemniej głód zelżał. Brakło tego uczucia sytości jakie pojawiało się przy pożarciu całej duszy, ale wyglądało na to, że i na takich lekkich posiłkach była wstanie wyżyć. Przynajmniej tak na tą chwilę się wydawało.
Czerwone łapki już wyciągały się w kierunku kapitana, lecz wystarczyło tylko machnięcie dłonią obleczoną w pancerz błękitnego reiatsu, aby je odstraszyć.
- Już lepiej prawda? - Kapitan badał ją wzrokiem. - Powinnaś umieć zadowolić się mniejszym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Wto 5 Sie 2014 - 14:51

...było przyjemnie. Jak to przy posiłku. Mózg nie płonął jej od ekstazy, chociaż i tak miała problemy z myśleniem. Ulga i rozluźnienie. Nie było w ogóle porównania z tym co odczuwała wcześniej. Brak tego zaspokojenia i sytości. Chociaż głód nie doskwierał. Ale chciała jeszcze... a ktoś tutaj był, co przyszło jej akurat odruchowo.
I jakby odruchowo wszystko się skończyło gdy ten cały "kapitan" machnął ręką, odstraszając tym samym duchowe pnącza. Aura zniknęła, a Ishifone była w stanie jako-tako teraz myśleć. W sumie... jeżeli dzięki temu miałaby uniknąć wątpliwej przyjemności przeistoczenia się w bezrozumną bestię, to mogłaby tak żyć. Ale nie mogła mieć co do tego pewności. Pewnie wymagało by to, brrr, badań...
Czuła się lepiej w każdym razie. I nie była tak bardzo głodna. Popatrzyła się podejrzliwie na mężczyznę i usiadła znowu na stołku.
- Podobno rozmiar nie ma znaczenia- Wymsknęło jej się, ale nie przejęła się tym za bardzo. Przeniosła spojrzenie na teczkę leżącą sobie spokojnie na biurku - Ale to chyba nie dlatego zostałam wezwana. Więc o co chodzi?
Jedno pocieszenie. Jakby czymś podpadła to by jej nie karmili.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Sro 6 Sie 2014 - 16:48

Komentarza dotyczącego rozmiaru nie skomentował ani nawet nie dał po sobie poznać, że go usłyszał.
- To prawda. Wezwałem ciebie z jeszcze kilku innych powodów. - Ułożył z dłoni piramidkę. Z jego ust nie schodził łagodny uśmiech [/b]. - Wpierw jednak pozwól, że się przedstawię... Nazywam się Aiba Kiyoshi i kieruję tutejszym ośrodkiem. - Skinął głową. - Przepraszam, że tą rozmowę odbywamy dopiero teraz, ale wcześniej nie byłem w zbyt dobrej formie. Teraz jednak wszystko nadrobimy.
Brzmiał jakby spotkał się z dawno nie widzianą krewną i teraz pragnął wymienić się informacjami co też ciekawego się u nich ostatnio działo.
- A więc po pierwsze chciałbym cię zapewnić, że ucieczka stąd nie jest najlepszym rozwiązaniem - rzekł swobodnie. - Obawiam się bowiem, że w obecnym stanie mogłabyś zrobić krzywdę i innym i sobie. Proszę jednak nie czuj się tutaj jak więzień... bardziej jak pacjent, który potrzebuje trochę czasu aby zwalczyć chorobę i dojść do siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Sro 6 Sie 2014 - 17:47

Aiba Kiyoshi. Imię i nazwisko należało zapamiętać. Może jak w końcu się stąd wyrwie to będzie mogła wypytać kogoś bardziej zorientowanego co to za czort. Może skojarzą, tak samo jak tego całego Shina. Naprawdę, zebrali się idealiści... i jeden zadeklarowany padalec. Pies ich gwizdał. I co on się tak uśmiecha? Kto tutaj od kogo brał kursy?
Tak. Była w lepszym nastroju, bo obelgi otrząsnęły się z wściekłości i nabrały bardziej szyderczego-lekceważącego tonu. Ale słuchała z kamienną twarzą tego co mówił. I nie spodobało jej się to co usłyszała.
- To znaczy, po kuracji odsyłacie do domu? A w czymś innym niż plastikowy worek?-Odpowiedziała sztywno przekrzywiając głowę w lewo o parę stopni. Ten facet działał jej na nerwy. Ale prawdopodobnie wiedział o ich planach. Oczywiście... lekkomyślność tamtego. Albo jej pierwotne przypuszczenia się sprawdzają.
- Bez obaw, nie będę robiła głupot. W sumie jest tutaj całkiem spokojnie i przyjemnie-Skłamała w żywe oczy. Dosłownie, bo od początku rozmowy patrzyła albo na niego albo na biurko. Jakby wykonała jakiś inny gest to mogłoby to się wydać podejrzane. Przeniosła spojrzenie ponownie na teczkę.
-A te inne sprawy o których była mowa?-Zapytała nie spuszczając z niej wzroku
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Czw 7 Sie 2014 - 19:32

- Cóż za ciekawe poczucie humoru - zauważył pogodnie. - Ale zapewniam cię że ludzie tutaj mieszkający nie są dla mnie szczurami laboratoryjnymi, chociaż rozumiem że tak mogłaś się poczuć. Niestety ze względu na twój stan nie było innego wyjścia. - Spojrzał na Ishifone jakoś dziwnie. Zupełnie jakby jej współczuł.
Zapewnieniu o "grzecznej Ishifone" przytaknął. Potem wziął teczkę z napisem "Mizuki" i przez chwilę badał ją spojrzeniem, aby zaraz ją odłożyć.
- Postaramy się odseparować cię od Shmitt'a. - Kapitan już się nie uśmiechał. - Zapewne sama zrozumiałaś jaki to jest rodzaj człowieka. Odtąd nie będziesz też pochłaniać dusz żywych ludzi tylko czyste reiatsu. Początkowo zmiana diety może wywołać w twojej duszy bunt, ale miejmy nadzieję że po pewnym czasie to minie.
Zabębnił palcami o blat biurka.
- Pozostaje sprawa Charlesa, a właściwe Noriaki'ego jak woli być nazywany. Ten biedny chłopak wymyślił sobie że pozostając tu naraża swoje życie. Prawda jest zgoła inna i to na zewnątrz grozi mu niebezpieczeństwo. Niestety jest na podobnym etapie co ty i niezbyt radzi sobie ze swoimi mocami w wyniku czego może przyciągnąć uwagę pewnych wrogich sił. Dla jego własnego dobra więc musi tu pozostać. Przynajmniej na razie. Niestety nie da go się raczej do tego przekonać więc proszę żebyś nie podsycała jego nadziei na ucieczkę. A teraz - Uśmiech na powrót rozpogodził jego twarz. - To Noriaki odpowiadał na twoje pytania, a ośmielę się powiedzieć że ja udzielam lepszych odpowiedzi.
Kapitan wydawał się być bardzo zorientowany z tym co Ishifone mówiła i co słyszała. Widocznie nie tylko cienie ją obserwują.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Czw 7 Sie 2014 - 21:16

Prawdę powiedziawszy przyjmowała taką wersje zdarzeń. Ale podejście tego oto gościa zupełnie ją zaskoczyło, przez co przez moment uniosła brwi, dokładniej w momencie gdy zasugerowano, by go w tym nie wspierała. Za długo to jednak nie trwało, bo i szybko doszła do wniosku, że na razie jest dla niej taki pobłażliwy tylko dlatego, że wietrzy jakieś korzyści z tego by utrzymać ją żywą i w miarę posłuszną. Gdy przestanie być użyteczna albo dostanie co chce pozbędzie się jej by nie robiła problemów. Chyba tylko ktoś skrajnie naiwny mógłby jeszcze przypuszczać, że nie wiedział o tym. Nie zmieniało to faktu, że nie było co go w tym utwierdzać jeżeli ta wiedza była oparta tylko i wyłącznie na donosie. Głupi dzieciak... tak bardzo nierozeznany i niekompetentny. Może faktycznie on miał rację? Przynajmniej na razie.
- Dzieciak ma ze sobą problem. W sumie jak wszyscy tutaj, mniejszy lub większy-Rozłożyła bezradnie ręce. Lepsze odpowiedzi? A chociaż są prawdziwe? Bo takie gadanie tego co ktoś chce usłyszeć może sobie wsadzić głęboko w gardło. Chociaż mogła to sobie porównać, może to wychwyci.
- Skoro jest pan taki wspaniałomyślny... co właściwie chcecie osiągnąć? Nie powiem by ładowanie we mnie czegoś, co przerobiło brata Schmitta na kawał bezmózgiej plątaniny macek było szczytem moich marzeń. Zwłaszcza, że nie wiadomo czy czasem to samo mnie też nie spotka-Zmarszczyła brwi-No chyba, że coś wcześniej rozwali ten cudowny przybytek. Albo wy mnie wcześniej wykończycie. Z tej perspektywy mnie to specjalnie nie dziwi, że młodemu może odbijać, zwłaszcza po tej akcji w Hueco Mundo...-Westchnęła średnio zadowolona. Sytuacja trochę się komplikowała. Poniekąd przez jej gadaninę. Ale może dzięki temu uzna, że jest z nim szczera? To w sumie nie byłoby takie głupie.
-...jak wy albo to co mam w środku mnie nie zabije lub zrobi innej paskudnej rzeczy to nie widzę powodu bym miała go do czegokolwiek namawiać. Od wrogów i tak przy okazji będziecie chyba się opędzać... więc? Coś jeszcze?-No, to powinno na razie wystarczyć. A co do Noriakiego... to ciekawe, czy jego też wezwie. A może pozostawi tą sprawę jej? Tak czy owak... przy pełnej wiedzy tego całego kapitana jakikolwiek plan jest bezsensowny. Chyba, że naprawdę dobry.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Czw 14 Sie 2014 - 16:04

- Noriaki jest nieco zagubiony - stwierdził kapitan. - Prowadził zwyczajne życie i był pewny świata go otaczającego. Gdy odkrył w sobie noc i poznał prawdę o Soul society i Hueco Mundo wszystko przewróciło się dla niego do góry nogami. Można powiedzieć, że został siłą wyrwany ze swojego bezpiecznego zakątka. Nie mam więc mu za złe prób powrotu do dawnego życia. Niestety gdy człowiek raz przekroczy granicę powrót jest niemalże niemożliwy. - Mówił tak jakby bardzo mu zależało żeby zrozumiała sytuację w jakiej znajdował się Noriaki.
Gdy przyszło do kolejnych odpowiedzi, kapitan westchnął i poprawił okulary na nosie. Jeszcze raz spojrzał na Ishifone współczująco.
- Za to co cię spotkało w głównej mierze winę ponosi mój asystent, chociaż przyznaję, że udzieliłem mu odpowiednich pozwoleń. Widzisz Adam, brat Shmitta, stał się istotą straszną i niezwykłą zarazem. Operacja którą dokonał na tobie mój asystent już dawno chodziła mu po głowie. Jesteś quincy, tak jak niegdyś Adam i przy zachowaniu ostrożności mógł osiągnąć taki oto rezultat, który właśnie siedzi naprzeciwko mnie. - Uśmiechnął się. - Potrafisz pochłaniać reiatsu żywych dusz jednocześnie zachowując samą siebie. Jesteś unikatowa i póki będziesz z nami postaram się abyś nigdy nie zamieniła się w potwora.
Wyprostował się na krześle.
- Bez obaw. O ile poprzednia kryjówka była obarczona pewnym ryzykiem, to zapewniam cię, że tym razem podjęte zostały odpowiednie działania uniemożliwiające wrogim siłom odnalezienie nas. No i oczywiście środowisko jest znacznie przyjemniejsze od Hueco Mundo. Brak słońca na dłuższą metę jest zwyczajnie przykry.
Odwrócił się na krześle i spojrzał na okno, z którego do środka sączyły się jasnożółte promienie. Przez chwilę nic nie mówił, aż wzdrygnął się i wrócił do pierwotnej pozycji.
- Ach, wybacz zamyśliłem się. Po długim pobycie w Hueco mundo całkiem zwyczajne zjawiska nabierają jakże kuszącego piękna... W każdym razie z mojej strony to już wszystko.
Przez chwilę kapitan przypominał jej Vormunda, tego starego zbzikowanego elegancika, który potrafił się zachwycić byle czym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Czw 14 Sie 2014 - 19:26

I powtórzył jej dokładnie to samo co wszyscy mówią jej od samego początku. "Raz wejdziesz - nie ma odwrotu". Naprawdę nie trzeba było jej tego powtarzać milion razy, zrozumiałaby i bez tego choćby od momentu gdy jej rodzinę szlag trafił. Chociaż ją to akurat mało interesowało. Wyrwany siłą? Ciekawe kto był za to odpowiedzialny. Może właśnie oni? Całkiem prawdopodobne.
Słuchała nad wyraz spokojnie. Zbierała informacje, i dopasowywała do obecnej sytuacji. Nieciekawa. I brakowało jej informacji najistotniejszej. Skąd on wiedział o tym, że chcieli uciekać? Będą ostrożni w każdym razie, dla "ich własnego dobra" szeroko pojętego. Optowała za tamtym gnojkiem, ale może tamten niewiele wiedział i są podsłuchy oraz kamery. To też należało brać pod uwagę.
Historia o asystencie nie napawała ją zbytnim entuzjazmem. Cały czas opierała się wrażeniu, że osoba przed nią przemawiająca była jej życzliwa i chciałaby zrobić wszystko byle ją ochronić. Po tym co jej się stało szczerze w to wątpiła. Chociaż poczuła dziwne uczucie w klatce piersiowej gdy wspomniał o jej unikatowości. Z tym nie mogła się nie zgodzić. Szkoda tylko, że może skończyć tak jak wspomniała parę chwil temu. A potem jeszcze mu się zebrało na podziwianie widoków. Jak się siedzi w czarnej dziurze wszechświata to nie dziwota, że potem może się komuś pomieszać we łbie. Banda wariatów!
Właśnie, przypomniała sobie o czymś. Przez moment jeszcze siedziała na krześle, zastanawiając się nad tym czy powinna o tym wspominać. Ba, nie wspominając już o prośbie. Ale dla niej byłyby to same profity, zatem... nie, nie ma potrzeby. Pożywianie się energią powstrzymuje te wszystkie zjawy. I to o wiele lepiej niż jakieś tabletki.
- To ja pójdę. Będę mogła SAMA ćwiczyć, czy zawsze ktoś musi mi siedzieć nad głową?-Mruknęła podnosząc się z siedziska. Więc jednak to wszystko? Może... nie powinna się przejmować. Będzie o wszystkim cicho... albo... nah. Pomyśli o tym. Na razie zamierzała poczekać na odpowiedź. W zależności od niej albo zamierzała pójść tam gdzie wczoraj by pomęczyć ptaki oraz drzewka, albo poszukać Charlotte i powiedzieć jej, że "Chce ćwiczyć. Chodź ze mną albo przydziel kogoś bo ktoś musi mnie pilnować".
Chociaż może przed tym umyje zęby i ogólnie się ogarnie. Prosto z łóżka ją zgarnęli, cholery jedne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Nie 17 Sie 2014 - 20:43

- Na zaufanie musisz jeszcze trochę popracować - odpowiedział łagodnie kapitan. - Poszukaj Charlotte, na pewno z chęcią ci potowarzyszy.
Przed poszukiwaniami anioła stróża ogarnęła nieco swoją osobę, a gdy już znalazła na stołówce znalazła Charlotte ta wcale nie wydawała się być taka chętna jak zapowiadał kapitan. Niemniej zgodziła się pójść z Ishifone, chociaż nie skakała przy tym z radości.
Ćwiczyła tam gdzie ostatnio. Jeszcze raz mogła nacieszyć się potęgą nowego łuku. Niestety po jakiejś godzinie trening został utrudniony przez deszcz, który niewąsko zaczął rosić ziemię ciężkimi kroplami. Dwa czy trzy razy nawet zagrzmiało.
Quincy mogła wrócić do "domu" lub też pozostać obojętnym na niedogodne warunki kontynuować trening ryzykując przeziębieniem. Charlotte poza nieśmiałą próbą zasugerowania powrotu nic więcej by nie zrobiła. W razie odmowy przytuliłaby się plecami do drzewa i czekała, aż Ishifone uzna za stosowne skończyć.

***

Kapitan dotrzymał słowa i przez trzy kolejne dni nawet nie widziała Shmitt'a. Zamiast duszami odżywiała się energią, którą oddawał jej sam gospodarz przybytku. Wyraźnie jednak nie tego oczekiwało jej ciało, a może lepiej powiedzieć dusza? Na ciele bowiem nic jej nie dolegało (chyba, że zdecydowała się do końca trenować tamtego deszczowego dnia - wtedy nawiedził ją katar i lekkie osłabienie), ale za to towarzyszyło jej lekkie rozdrażnienie. Czuła się też taka... niepełna i podświadomie wiedziała, że tylko dusze mogą tą pustkę zapełnić. Póki co nikogo niechcący nie pożarła. Niestety brak dusz pociągał za sobą kolejne komplikacje. Mianowicie cienie z nocy na noc stawały się coraz aktywniejsze.
Pierwszej nocy słyszała tylko pukanie do drzwi, jakby ktoś postukiwał w nie knykciami. Za drugim razem była niemalże pewna, że ktoś jest z nią w pokoju chociaż oczywiście nikogo tam nie było. Wydawało się, że trzecia noc upłynie spokojnie, lecz gdy obudziła się w środku nocy coś ujrzała. W kącie pokoju stała chuda postać mająca dobre dwa metry wzrostu. Ishifone nie potrafiła dostrzec większej ilości szczegółów, bowiem wydawało się jakby istota okryła się cieniem. Stała nieruchomo, aż do wschodu słońca wraz z którym zniknęła w oka mgnieniu.
W końcu zaś nastał dzień, w którym Noriaki miał zamiar przeprowadzić swoją wielką ucieczkę. Shmitt i Shin mieli wyruszyć nie wiadomo gdzie, ale okazja nie zostać wykorzystana. Od wieczornej pogadanki nie widziała bowiem Noriaki'ego. Nie znalazła go w jego pokoju. Jeśli zapytałaby o niego kapitana ten uśmiechnąłby się tylko i powiedział, że chłopak musi przemyśleć sobie kilka spraw. Wyglądało na to, że od początku pomysł z ucieczką był niemożliwy do realizacji. W jakiś sposób kapitan dowiedział się o ich mglistych planach na wydostanie się z wyspy.
Zamiast więc płynąć w stronę szerszego lądu na skleconej przez siebie tratwie, odbyła kilkugodzinny trening, któremu przyglądała się Charlotte. Wróciła spocona i zmęczona. Oczywiście zanim poszła odpocząć zadbała o higienę. Gdy późnym popołudniem wróciła do pokoju jej uwagę przyciągnęł widok za oknem, a dokładnie garganta, która właśnie pojawiła się przed ogrodzeniem. Najpierw wyszedł z niej niedoszły wspólnik w ucieczce - czarny pusty, za nim Shin, oraz Shmitt dźwigający w ramionach dziewczynę ubraną w mocno sfatygowane czarne kimono shinigami. Chyba była nieprzytomna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Pon 18 Sie 2014 - 16:15

No tak. Pewnie. Już dostała żółtą kartkę. Jeszcze jeden jakiś wybryk i pewnie będą inaczej rozmawiali. I tak chyba wyszła z tego nie najgorzej, skoro i tak pozwolił jej w ogóle ćwiczyć i nie zabrał jej amuletu. Z drugiej strony co ona by z nim zrobiła? Do walki bliskiej się zbytnio nie nadawał, chyba, że udałoby się jej dobrze trafić po tych dziesięciu sekundach ładowania. Naprawdę, będzie musiała mocno nad tym popracować. Przyszłość była spowita mgłą, ale to nie znaczyło, że od razu miała iść tam kompletnie nieprzygotowana. Byłą Quincy, a to oznaczało dużo walki, cokolwiek by los dla niej nie planował. Tego mogła być pewna.
O tak. Już ona pokaże wszystkim. Będą się jej bali. Szanowali ją. I podziwiali jej potęgę... tak. Ponosiło ją trochę w drodze do Charlotte. Na razie była bezsilna, na usługach i łasce sił z którymi nie miała najmniejszych szans. To się MUSI zmienić. WSZYSCY będą się kajać przed jej potęgą!
Tylko najpierw musiała znaleźć pokój tej siksy. Gdzie to... zamyśliła się i pogubiła, psia krew. O, to tutaj... ech, nie było jej chyba. Może poszła na stołówkę, w końcu tam gotowała.
Zadowolona to ona nie była, ale nie zamierzała się w najmniejszym stopniu przejmować odczuciami jakiejś smarkuli. Zmuszona czy nie, ważne, że spełniła warunek konieczny do przeprowadzania ćwiczeń. A nie zamierzała ot tak odpuścić. Nic jej nie powstrzyma przed osiągnięciem i wykorzystaniem jej potęgi.
Z grubsza robiła to samo co wcześniej. Naciągała łuk, strzelała do celu. Usiłowała przy tym ładować strzałę do granicy możliwości, by miała jak największą siłę uderzenia a jednocześnie by jej broń nie zrobiła jej jakiegoś psikusa pokroju tego, co spotkało ją w Hueco Mundo. Już wtedy prawie zginęła od humorków jej pamiątki rodzinnej, a jakby to eksplodowało jej w dłoniach to nie byłoby co z niej zbierać. W każdym razie tłukła w co popadnie. Kamienie, drzewa, ptaki, wiewiórki, a jak zabrakło celów to gdzieś w przestrzeń.
Niestety do drugiej fazy ćwiczeń z jej nową zabawką nie dotrwała z pewnej przyczyny. Deszcz. Pioruny. Ale głównie deszcz. Zirytowała się niezmiernie, gdyż naprawdę miała nadzieję na porozwalanie czegoś więcej. Strzeliła może jeszcze jeden albo dwa razy i uznała, że w takich warunkach to ona przebywać na zewnątrz nie zamierzała. Skwitowała wściekłym milczeniem propozycję Charlotte która pewnie tak naprawdę się nie nazywała, i skierowała swe kroki w stronę tego cudownego ośrodka wypoczynkowo-szkoleniowego. Była naprawdę w prawdziwej furii, i nie zamierzała tego specjalnie ukrywać. Będzie musiała odłożyć budowanie swojej mocy na inny termin. Jak się pochoruje to straci o wiele więcej niż jeżeli będzie tłukła moknąc jak głupia w trakcie ulewy, i pomimo wielkiej pokusy pozostania na placu boju udało jej się dla odmiany pomyśleć trzeźwo. Jeszcze przyjdzie czas, a nie jest tak, że kompletnie nic nie mogła robić w środku. Z dziewczyną pożegnała się machnięciem ręki od niechcenia, mruknąwszy na odchodnym „To do jutra”, by wiedziała co będzie ją czekać w przyszłości. Dużo przesiadywania w jej obecności.
Zatem co robiła w czasie, gdy pogoda uniemożliwiała oswajanie się jej z nową formą zabaw balistycznych? Ćwiczyła formowanie reiatsu w różne kształty, tak jak niegdyś ćwiczyła w November Eleven chociażby formując popiersie Vormunda. Przy okazji ponownie zaczęła się zastanawiać co u nich. Tamta trójka miała niedługo zakończyć swój trening, ale z drugiej strony mieli ich trzymać pod zamknięciem z powodu zamieszania z tą całą ekipą pod której kuratelą teraz się znalazła. O ironio... tylko w takim razie ona była już drugim podopiecznym staruszka, który zniknął w dziwnych okolicznościach. Pewnie uznali, że ją hollow zeżarł. Zniknęła w końcu bez śladu, a na pewno uznali, że gdyby była jeszcze na tym świecie to by ją znaleźli. Nie mogła się oprzeć pokusie zastanowienia co by było, gdyby się znowu spotkali. Chociaż miała takie jednak trochę nieprzyjemne przeczucie, że nie byłoby to miłe dla żadnej stron. Pewnie zakończyłoby się to dla niej dość nieprzyjemnie.
No mniejsza. Tak czy owak, należało się zająć ćwiczeniami które nie wymagały wychodzenia na zewnątrz. Wcześniej próbowała tworzyć w miarę jednolitą masę. Emisję aury miała opanowaną, więc mimo iż nie była w tym mistrzem próbowała coś stworzyć z jej własnej „energii duchowej. Jakieś kształty najlepiej. Zwierzątka? Czemu nie, spróbowała zrobić królika. To był jej główny cel na ten wieczór. Tak jak wcześniej. Kontrola czakr czy jak się to nazywało, jakieś trzecie oka... nie, z taką terminologią to ona będzie się jedynie denerwowała i szczypała nie wiadomo ile. Musiała to przełożyć na swoje.
Przede wszystkim, zlokalizować punkty które są najbardziej naładowane energią. Wyczuć, jaką drogę pokonują, złapać puls energii. Przejąć nad nim kontrolę, złapać się całą. To był pierwszy krok. Następnie musiała ją skierować na zewnątrz, przez odpowiednie „kanały” których lokalizacji nauczyła się przez te wszystkie ćwiczenia. Podobno jak ktoś jest bardzo potężny to nawet nie musiał się specjalnie starać, bo nawet jak część tej mocy odbijała się z powrotem to i tak zawsze część uchodziła. No ona jeszcze tak różowo nie miała. Tak czy owak, ta część jeszcze nie była taka trudna. Jazdy zaczynały się dopiero po jej uwolnieniu. Normalnie uleciałaby daleko daleko w przestrzeń. Musiała mieć ciągłą kontrolę nad nią, być skupiona by w ogóle chciała się utrzymać w miejscu. A potem jeszcze zacząć formować z niej inny kształt. Sprawić, by się nie zmieniał. I na tym głównie polegała zabawa. Zmusić by masa energii podlegała jej woli, a jednocześnie pilnować by nie uciekła. Cudownie. Przynajmniej przy okazji mogła przestać myśleć o tych wszystkich nieprzyjemnych rzeczach które ją spotkały. Była w swoim żywiole, i po raz kolejny mogła się utwierdzić w przekonaniu, że nie było dla niej istotne to, gdzie była tylko co robiła. Ba... może nawet jeżeli uda się jej opanować tą sztukę, to zacznie animować swoje twory? Jak na razie było to wątpliwe, ale może... należało tego spróbować. Oczywiście po jakimś czasie zrobiła się głodna. Szła wtedy na stołówkę, bo niestety innej opcji nie miała. Rozmyślnie nie nawiązywała z nikim kontaktu, konsekwentnie traktując całe to towarzystwo jako bandę wariatów, od których chciała się jak najszybciej odizolować. Byle nie do jakiejś przytulnej kawalerki sześć stóp pod ziemią.
W jednym należało oddać sprawiedliwość temu całemu Aibie. Raz, nie miała kontaktu z tamtym popaprańcem przez całe trzy dni, co było całkiem miłą odmianą po tym wszystkim co jej zrobił. Po drugie, faktycznie jedynym źródłem jej drugiego pokarmu był właśnie „el kapitan” czy jakoś tak, co odbijało się na niej nieprzyjemnie. Było lepiej niż jak w trakcie tamtego testu gdzie momentami naprawdę szajba jej odbijała, ale za przyjemne to to nie było. Najprościej rzecz ujmując, bez smaku i brakowało mikroelementów. Potrzebowała dusz. Znaczy, ten pasożyt w środku niej ich chciał. Taki z niego pożytek, ech... czerwone reiatsu i mnóstwo problemów na głowie. A i jeszcze bardziej wszystko ją irytowało niż zwykle. Miała ochotę coś rozwalić, co akurat realizowała na treningach terenowych, gdzie uprawiała przeróżne formy ćwiczeń z jej przenośną balistą. Nie była z niej do końca zadowolona, ale nie zamierzała zbytnio narzekać. W sumie zaczęła się zastanawiać, co w takim razie by jej najbardziej odpowiadało. Musiało mieć moc, oczywiście. Coś, co od razu budziłoby respekt. By niezależnie od tego gdzie kto się znajdował, drżał w strachu przed tym, że ona go odnajdzie i zabije. Coś, co dawałoby jej możliwość ruchu, albo przynajmniej taką siłę ognia, że to przeciwnik musiałby uciekać przed nią w obawie przed natychmiastową dezintegracją. Bo mówiąc szczerze to gdyby nie to, że ładowała to dziadostwo prawie dziesięć sekund cieszyłaby się prawie jak dziecko. Hmmmmm... jak się zastanawiała w wolnym czasie, gdy akurat odpoczywała od serii ćwiczeń, to ciekawe czy dałoby się skonstruować łuk który zmieniałby swój wygląd i właściwości. Który po aktywacji wyglądałby jak zwykły i działał jak on, ale z możliwością zamiany w coś innego. Wyobrażała to sobie. Wydłużałby się, a ramiona rozszczepiały się na boki. Ona by opierała go na ziemi, i naciągała strzałę z dwóch cięciw jednocześnie. A pole pomiędzy górnymi ramionami działałoby jak pole do namierzania, by trafić jakiś cel z daleka albo jakby ktoś bardzo chciał tego uniknąć. To by było coś. I nie byłaby aż tak bardzo wystawiona na bliskim dystansie, bo w razie czego mogłaby bawić się tradycyjnie. Ech... może kiedyś się uda. Na razie musiała się przeszkolić w tym co ma.
Zdecydowaną większość czasu spędzała na treningach, wracając do przerobionego szpitala tylko po to by zjeść, skorzystać z łazienki albo odpocząć. Prawdopodobnie okolica bo jej wyczynach była bardzo mocno zubożona, bo potrzebowała jakiś obiektów do sprawdzenia postępów w sile uderzenia albo jej celności. Nie zdziwiłaby się, jakby lokalne ptactwo zaczęło myśleć i unikać tego miejsca BARDZO szerokim łukiem. Jeden dzień poświęciła na kontynuowaniu tego, co przerwał jej deszcz, czyli na poznaniu limitów. Ile mogła załadować, jak bardzo ją to męczyło, jaką trajektorią leciała strzała, jak była szybka, jaką posiadała zdolność penetracji. Drzew w każdym razie, chociaż jak widziała jakiś większy głaz to też próbowała go zdezintegrować. Oczywiście przed właściwym treningiem wykonywała parę ćwiczeń ogólnych by rozruszać ciało i wprowadzić je w odpowiedni stan. Niby nie dowierzała tym wszystkim powiedzonkom i radom, ale nie należało zapeszać, gdyż podobno „W zdrowym ciele zdrowy duch”. Poświęcała temu jednak jakieś pół godziny, i to zazwyczaj przed zawracaniem głowy Charlotte, bo mogła to równie dobrze wykonywać u siebie w pokoju. Następnego dnia natomiast próbowała popracować nad szybkostrzelnością. Ładowała i strzelała, ładowała i strzelała. Owszem, przy okazji próbowała coś trafić, ale głównie chodziło o to by poprawić nieco szybkostrzelność. Trwało to aktualnie zdecydowanie zbyt długo jak na warunki bojowe, i jeżeli nie będzie w stanie tego poprawić to bez konkretnej obstawy albo dobrej kryjówki to równie dobrze może złożyć broń i poprosić o w miarę bezbolesną śmierć. Próbowała do oporu. Co ją nie zabije to ją wzmocni, bo najwidoczniej nie było w stanie dobrze wykonać swojej roboty. Co najwyżej będzie musiała obandażować sobie dłonie. Nie to, by mogło ją to powstrzymać przed ciągłym samodoskonaleniem. Przy okazji zapytała Charlotte, czy mają tutaj jakieś książki dotyczące doskonalenia kontroli reiatsu i zwiększaniu zasobów energii duchowej. Swoje wiedziała, ale mogło to nie wystarczyć. Potrzebowała wiedzieć więcej.
Zastanawiała się też, czy zwiększenie swojej siły pozytywnie wpłynie na szybkostrzelność strzelania. Przeprowadziła ten eksperyment raz, kierując swoją własną energię duchową na swoje dłonie, co by mogła mocniej pociągnąć za strzałę. Raczej w to wątpiła, w końcu najpierw musiała w ogóle ją uformować by mówić o jakimkolwiek wystrzeleniu, ale... jeżeli zauważyła pewną poprawę, sprawdziła to raz jeszcze. Może jednak coś było na rzeczy? Raczej nie, ale lepiej sprawdzić to teraz niż błądzić we mgle w czasie walki.
Przywołała też jedną technikę którą znała z podręczników od Vormunda. Medytację. Wchodziła umysłem w głąb siebie i, tłumacząc już na zrozumiały przez nią język, dowiadywała się gdzie co jest i jak w niej płynie. Ale skupiała się tylko i wyłącznie na tym, by ciało mogło się zregenerować i działać nieco lepiej. Wiedziała, że lepiej by to działało na świeżym powietrzu, dlatego wybierała sobie po treningu jeszcze nieogołocony z życia kawałek pola i poświęcała średnio godzinę na zgłębianiu samej siebie. Tylko tym razem nie w charakterze „Dlaczego taka osoba jak ja musi się męczyć z tymi wszystkimi idiotami” tylko faktycznie na sobie. Egoizm w czystej postaci. I jej się to podobało. Otoczenie? Szum. Charlotte? Szum. Zjawy? Cienie? Trochę bardziej znaczący, ale jednak szum. Krew, moc, odczucia oraz myśli płynęły, ale pozwalała im iść swoim swobodnym torem. Słuchała, ale nie analizowała.
Żywienie się czystą energią dusz zamiast zwyczajnie tymi ostatnimi poza rozdrażnieniem i poczuciem niedosytu miało też swoją o wiele gorszą stronę. Mogła jednak zapytać o te leki, psia mać, bo znowu cienie zaczęły ją nawiedzać w nocy. Wiedziała, że to one. I strasznie ją to denerwowało. Buntowała się. Irytowała, zwłaszcza dnia pierwszego, kiedy coś stukało w jej drzwi. Z początku warczała, by ten ktoś przestał się brandzlować drzwiami, ale oczywiście nic. To zaczęła to ignorować, co nie było aż takie proste bo miała dość wyczulony słuch. Ostatecznie poduszka spełniła rolę dość dużej zatyczki na głowę, bo inaczej niestety ale następnego dnia mogłaby jedynie się czołgać. Następnego dnia to uczucie, że ktoś tu jest i ją obserwuje. Pokusiła się nawet by posprawdzać te nieliczne zakamarki które miała w swoim pokoju, ale oczywiście niczego nie znalazła. Znowu jej się mieszało w głowie, ale niby powinna się do tego przyzwyczaić. Cóż, nie słyszała w każdym razie niczego więc mogła próbować iść spać. Tak... łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić, powiedziałby ktoś. Miała jednak wieloletnie doświadczenie w ignorowaniu innych i robienia swoich rzeczy, to też ta noc minęła trochę lepiej niż poprzednia. A co do trzeciej... przynajmniej widziała, co za zjawa ją nawiedziła. Przypominała jej trochę tamte poprzednie z miesięcznego testu.
-Brawo, nauczyłeś się wchodzić do pokoju - Mruknęła do niego. Prawdopodobnie nie zwrócił na to uwagi, a już na pewno nie podszedł ani nie wylazł - To wykorzystaj tą wiedzę i spieprzaj
Nie spodziewała się zbyt wiele. Ale wyjątkowo takie rzeczy działały jej na nerwy, więc wzięła pierwszą z brzegu książkę-szmirę od Charlotte i rzuciła nią w maszkarę. Jak nie zadziałało za pierwszym razem to po raz drugi nie próbowała. Szkoda papieru, szkoda nerwów. Ale zasnęła w kiepskim humorze. Ignorować. Przede wszystkim. To najlepszy sposób. Psia mać, naprawdę by się te jej leki przydały...
No i nadszedł wielki, cudowny dzień realizacji jakiegoś planu niezwykle błyskotliwego głąba. Nie widziała go przez ten cały czas co wydawało się jej nieco dziwne, a teraz tym bardziej. Wychodząc z założenia, że Aiba i tak o wszystkim wiedział poszła do niego i zapytała co z Noriakim. Otrzymała swoją odpowiedź, co skwitowała niezbyt przejętym „Aha” i wzruszeniem ramion. Cóż, nie dawała temu zbyt dużych szans, zwłaszcza po tym jak „dużo” środków ostrożności tamten brał pod uwagę. No nic, nie zamierzała płakać, jak nie da się nic z tym zrobić to trudno. Kiedyś w końcu nadarzy się odpowiednia okazja.
Realizowała swój trening wedle wcześniej wspomnianego schematu (Strzelać, strzelać, szybciej i sprawniej bo trzeba się oswoić z łukiem). Nie wyglądało na to, żeby działo się coś szczególnie interesującego. Po odbyciu codziennych trudów poświęciła się pozbyciu z siebie brudów...
...jak już takie myśli przychodzą jej do głowy to już naprawdę zaczynało być coś z nią nie tak. Ale los coś dla niej zaplanował. Za oknem zauważyła gargantę, co z miejsca ją zaniepokoiło chociaż wzięła pod uwagę możliwość, że to tamten pusty co ją odeskortował. I nie myliła się. Potem wyszedł Shin, Shmitt, i jakaś nieznajoma Shinigami. Czyżby to była ta cała córka kapitana? Może tamta teczka dotyczyła właśnie jej?
Może powinna się zainteresować. Pytanie tylko czy dociągną ją do tego pokoju co był naprzeciwko, czy może do Aiby. Albo na blok medyczny, bo wyglądała jak siedem nieszczęść. Zanim się ruszyła przyjrzała się jej nieco by zapamiętać jak wygląda. A potem ruszyła się. Może uda się im ich złapać. Zaczepiać nie będzie, po prostu chciała przyjrzeć się jej bliżej. Zastanawiała się co i jak... może nawet uda się jej coś podsłuchać?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Pon 18 Sie 2014 - 21:04

Ćwiczyć do oporu nikt jej nie zabraniał. Musiała się tylko przyzwyczaić do czerwonej barwy swojego reiatsu. Tworzenie kształtów z rei wychodziło jej całkiem nieźle. Tylko królik był jakiś taki mało króliczy. Miał ostro zakończone uszy i zbyt podłużny pyszczek, a po chwili wylazły z niego małe macki, co wyglądało jakby skórę przebiło kilkanaście dżdżownic.
Otrzymała również książkę traktującą o kontroli reiatsu. Okładka ledwo się trzymała, a kilka zżółkniętych stron wypadło podczas czytania. Niestety lektura nie była zbyt pouczająca. Większość omawianych technik już znała z tą różnicą, że tutaj były one opisane trudniejszym do zrozumienia językiem.
Z nowym łukiem zdążyła się już zapoznać na tyle dobrze, że polanka, na której ćwiczyła powiększyła się nieco. Wypadałoby jeszcze usunąć zwalone drzewa żeby wprowadzić trochę porządku.
Jedynie grubsze konary były wstanie przetrwać więcej niż jeden strzał. Zauważyła również, że podczas treningu nie towarzyszy jej śpiew ptaków ani też żadne nie czmychały z korony walącego się drzewa.
Forsowny trening przeciążał zwłaszcza palce. Kiedy wracała do "domu" czuła straszne pieczenie, a dłonie miała czerwone jakby wylała na nie wrzątek. Gdyby nie pomoc kapitana z pewnością nie mogłaby utrzymać tempa treningu. Mianowicie, gdy szła po "posiłek", Aiba dotykał promieniującymi światłem palcami jej dłonie co przynosiło natychmiastową ulgę, a kolor skóry stawał się na powrót jasny.
Mogła więc na powrót trenować ile wlezie. Niestety pomysł ze zwiększeniem siły nie wypalił. Szybkostrzelność nowego łuku nie była zależna od siły fizycznej, po prostu energia tworząca strzałę potrzebowała czasu, aby się zebrać, bo i pociski składały się z większej jej ilości.
Ishifone odkryła również, że balista nijak nie była przystosowana do wypuszczania słabszych strzał. Zwyczajnie skręcały zamiast lecieć prosto i szybko się rozpadały zanim jeszcze w coś trafiły.
Na pocieszenie stwierdziła, że strzały formują się znacznie szybciej, gdy korzysta z własnej energii. Trwało to blisko o połowę krócej niż miałaby pobierać rei z otoczenia.
Medytacje zaś zamiast ukoić jej nerwy działały wprost odwrotnie. Z początku wydawało się, że rzeczywiście uda jej się wyciszyć, ale potem pojawiał się szum. Po nim nastawały niewyraźne szepty, które zmieniały się w kilka słów powtarzanych jak mantra "Winna", "Potwór", "Zapłata".
Raz nawet usłyszała dziewczęcy chichot, aż musiała otworzyć oczy i rozejrzeć się czy kogoś w pobliżu nie ma.
Widmo, upiór czy jak nazwać jej nocnego gościa w żaden sposób nie zareagowało na jej słowa. Książka zaś nie zachowała się tak jak powinna. Nie przeleciała przez zmorę, lecz odbiła się od jej piersi. Zupełnie jakby nawiedził ją całkowicie materialny stwór...

[+ 1 reiatsu, kontrola reiatsu i psychika]

***

Dziewczyna shinigami wyglądała na jakieś dwadzieścia lat i zapewne można byłoby uznać ją za bardzo ładną, gdy nie marny stan w jaki się znajdowała. Urodziwą twarz opinała niemalże przejrzysta skóra. Sokoli wzrok Ishifone dojrzał fioletowe żyłki biegnące po bladym obliczu. Wśród długich czarnych włosów dostrzegła przebłyski siwizny. Niosący ją Shmitt przed zniknięciem w budynku spojrzał na górę prosto na Ishifone i uśmiechnął się. To nie był dobry uśmiech. Było w nim coś z drapieżnika spoglądającego na swoją ofiarę
Ishifone wyszła z pokoju. Nie usłyszała kroków na schodach, więc albo zostali na parterze, albo poszli w dół do laboratorium.
Zeszła na dół i na parterze spotkała Charlotte i Chuck'a stojących przy schodach prowadzących w dół. Dziewczyna na Ishifone jak zawsze z pewną dozą lęku w oczach. Trzymała dłoń na ramieniu chłopca, który w zamyśleniu wypowiedział kilka słów do siebie.
- Wróciła, więc jesteśmy w komplecie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Pon 18 Sie 2014 - 22:54

Parę jeszcze dość krótkich refleksji na temat tego, jak świat reagował na jej nieudolne zaczepki nagięcia go do swojej woli.
Zabawy z "króliczkiem" dość dosadnie przypomniało jej, że to co miała w sobie nie było niczym przyjemnym. Pasożyt, który niekontrolowany może zamienić ją w kupę bezmyślnego łajna. Będzie musiała mieć to na uwadze.
Książkę dostała. Fajnie i w ogóle, tylko raz, nie było tam nic ciekawego. Dwa, napisała była takim językiem, że jakby nie wiedziała o co chodzi miałaby naprawdę sporo zabawy z rozszyfrowywaniem tego. I kto by pomyślał, że ten pokręcony facio który gadał poezjami mógł jednak wyrażać się w zadziwiająco zrozumiały sposób na papierze. Była wręcz w szoku.
Trochę już oswoiła się ze swoją nową zabawką. Reszta świata chyba jednak nie, bo okoliczne życie przed nią pouciekało. Ciekawe. Jak to zwierzęta jednak nie są głupie. Nie to co ludzie.
Trening szedł pomyślnie. Ćwiczyła, przyzwyczajała się, hartowała. Tylko palce nie wytrzymywały napięcia. Temu całemu kapitanowi chyba zależało na tym, by była w formie bo jak tylko widział jej obolałe palce to robił jakieś czary-mary i od razu było lepiej. I następnego dnia mogła robić to samo. Spora część rzeczy które próbowała wykonać nie wypaliły. Siła nie miała wpływu na szybkostrzelność, słabszych strzał nawet nie mogła wypuścić, bo łuk głupiał. Ale przy okazji zauważyła, że przekazując energie bezpośrednio od siebie pomija jeden etap formowania strzały, a mianowicie zbierania energii. Jakoś wcześniej tego nie zauważała. Może dlatego, że i tak szło to dosyć szybko. Trochę powyżej pięciu sekund. To była naprawdę znacząca różnica. Ale przy jej zasobach energii duchowej będzie mogła z tego korzystać jedynie w sytuacjach kryzysowych. Musiała naprawdę się przyłożyć do swojego rozwoju.
Za pierwszym razem gdy medytowała robiła to tak długo jak planowała. Za drugim razem wytrzymała z dwadzieścia minut, a za trzecim gdy tylko słyszała głosy odpuściła i przeszła do ćwiczeń. Szlag ją najjaśniejszy trafiał ale co zrobić. Już lepiej było zagłuszyć złośliwości wysiłkiem. Co do śmiechu, to skojarzyła to z tamtą zarazą z Hueco Mundo, ale nikogo nie zauważyła. Szybko jej to jakoś wypadło z pamięci, majak jak majak.
W przeciwieństwie do tamtej zjawy. Złapała się na tym, że przyglądała się zjawisku przez dobre parę sekund z wyraźnym zaskoczeniem na twarzy. Chociaż już parę razy miała takie rzeczywiste majaki. Jak na przykład w przeddzień gdy zaczęła tą całą zabawę z duchami. Jak tamta przylazła po jakieś teczki, czuła je, a potem wszystko się rozpłynęło. To znaczyło tylko jedno. Choroba miała swój okres szczytowania. Może dlatego, że od dawna nie brała leków ani nie spożywała dusz. Nie wróżyło to najlepiej... ale jakoś udało jej się to zignorować i pójść spać.

***

Ten wzrok również nie był dobrą wróżbą. Była niemal pewna, że gdy tylko będzie miał okazje to się będzie chciał nią "zająć" na swój perfidny, obślizgły, stricte egocentryczny sposób. Ale stojąc tak niczego nie osiągnie. Wypadałoby się chociaż dowiedzieć kim była ta osoba. Miała swoje typy oczywiście. Albo tamta pupilka kapitana której pokój teraz zajmowała, albo może córka. Może to jest jedno i to samo? Musiała się zorientować w każdym razie. Na pewno sporo przeszła, widziała to po jej żyłach i siwiźnie. Chyba nawet ona nie była w takim stanie.
W sumie ciekawe, co z Teddym. Sporo jej zajęło przyzwyczajenie do jego obecności, i jakoś błyskawicznie o nim zapomniała.
Na dole stała Charlotte, która popatrzyła na Ishifone lękliwie, oraz ten cały Chuck który sprawiał wrażenie niedorozwiniętego. Powiedział coś do siebie, ale zamierzała to zignorować.
- Kim jest dokładniej ta dziewczyna?-Zapytała opierając się o ścianę-Musi być ważna, skoro aż ta dwójka po nią poleciała nie wiadomo gdzie
W zależności od odpowiedzi będzie mogła się zastanowić, jakie korzyści jej obecność może jej przynieść. Oraz w jakim odstępie czasu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Wto 19 Sie 2014 - 12:20

- To Mizuki - odrzekła cicho Charlotte. - Porwali ją, ale Shin i pan Shmitt ją odbili.
- Jest istotą doskonałą - zapewnił Chuck wpatrując się w schody prowadzące w dół.
Na nich właśnie rozległy się kroki. To był Shmitt. Potarmosił włosy Chuck'a dłonią i spojrzał po wszystkich. Uśmiechał się teraz znacznie sympatyczniej.
- W końcu odzyskaliśmy naszą gwiazdę. Jeszcze tylko Mai-chan pogodzi się z ojcem i będzie tutaj ciepłe rodzinne gniazdo. - Spojrzał na Ishifone. - A ty fräulein Ishifone jesteś zadowolona z twojego nowego łuku? Może znajdziesz czas, aby pokazać mi jakie postępy poczyniłaś. - Drugie zdanie wypowiedział ciszej, jakby kierował je tylko do Ishifone. - Na razie jednak wybaczcie, muszę trochę odpocząć po naszej brawurowej akcji ratowniczej.
Schował dłonie w kieszenie i tym razem użył schodów prowadzących na górę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Wto 19 Sie 2014 - 13:00

"Istota doskonała" co? Musieli ją w takim razie naprawdę nieźle nadszarpnąć, bo wyglądała jak siedem nieszczęść. Zresztą, to informacja od tamtego chłopca więc powinna brać ją... pod uwagę. Niekoniecznie brać ją za pewnik, ale z jednej strony wyglądał na kompletnie oderwanego od rzeczywistości, a z drugiej była prawie pewna, że ma za uszami więcej niż można by było się po nim spodziewać.
No i wysz...edł. Shmitt, ulubieniec całej gromady. Informacja od niego dobitnie sugerowała, że odbita osóbka była córką kapitana. Powiedziałaby nawet, że dostała nią prawie po twarzy. Moment, jeszcze raz. Mizuki? Tak jak tamta teczka. Czyli jedna z opcji się sprawdziła. Powiedzmy... pogodzi? Czyli coś było nie tak. Może to przez tamtą akcję z porwaniem, może ogólnie się nie dogadują. Tak czy owak, jak będzie okazja będzie musiała się dowiedzieć więcej. Może nawet trochę teraz. Ale odczekała moment, aż tamta zaraza pójdzie po schodach i oddali się wystarczająco daleko. I owszem, nic mu nie powiedziała, ino kiwnęła nieznacznie głową gdy zapytał, czy jest zadowolona. Nie było sensu ani ona nie odnajdowała przyjemności z kontaktowaniu się z nim.
- Rozumiem, że "godzenie się" oznacza wybaczenie tego, iż ją porwali? - Zapytała w końcu, czekając na odpowiedź, bo miała jeszcze drugie pytanie które brzmiało...
- Tak będziecie stali i czekali, aż ona w końcu wyjdzie?-W zależności od tego mogła zrobić dwie rzeczy. Jak faktycznie to planowali to postoi z nimi. Dla zabicia czasu spróbuje uformować z okolicznej energii kulkę unoszącą się na wyciągniętą dłonią, i wprowadzić ją w ruch kolisty. Innymi słowy, by zaczęła się kręcić wokół jednego punktu w przestrzeni. Chciała sprawdzić, czy w ogóle jest w stanie coś takiego wykonać. Jeżeli nie... to cóż. Prawdopodobnie się rozpadnie. I będzie próbować dalej, by zachowały swój kształt. Całkiem dobre ćwiczenie na poprawienie kontroli swojego reiryoku.
A jeżeli zamierzali się rozejść, to wróci do siebie i przeprowadzi ten eksperyment/trening u siebie. W jaki sposób zamierzała to robić? Przede wszystkim skupiając się na sposobie połączenia cząsteczek duchowych. Próbowała za pomocą swoich zdolności manipulacji energią przesunąć je z miejsca na miejsce, jednocześnie skupiając się na zachowaniu sferycznego kształtu, co według niej było i tak o tyle proste, bo był to kształt z każdej strony taki sam. Tak czy owak, kombinowała...
...przydałby się Vormund. Szlag by to...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Wto 19 Sie 2014 - 21:28

- Porwanie było konieczne - odrzekła nieco strwożona Charlotte.
Nie mieli zamiaru urządzać na korytarzu dłuższych przysiadówek. Dziewczyna chwyciła chłopca za rękę i odeszli w stronę wyjścia z budynku.
Wobec takiego rozwoju sytuacji Ishifone wspięła się na drugie piętro. Weszła do pokoju, lecz tam ktoś już na nią czekał. Shmitt siedział na łóżku.
- Proszę proszę, chociaż raczej dziwnie to brzmi. W końcu to twój pokój. - Wstał i podszedł do okna. Oparł się o parapet. - Proszę zamknij drzwi.
Jeśli go wysłuchała zaczął mówić. Jeśli zaś nie, to cóż... sam się pofatygował żeby zamknąć drzwi i dopiero potem rozpoczął kłapać jadaczką.
- Jak się czujesz na diecie? Podobno kapitan nie rozpieszcza cię. - Pokręcił głową z dezaprobatą. - To bardzo przykre, że próbuje nas od siebie odseparować. My quincy powinniśmy trzymać się razem. Wszakże to my jesteśmy istotami najbliższymi bogu, a taki Aiba nawet nie jest shinigami. Co on może wiedzieć o NASZYCH potrzebach.
Uśmiechnął się przyjaźnie, ale jak zwykle zdradzały go oczy. O ile reszta twarzy wydawała się sympatyczna, tak w oczach czaiła się okrutna groźba.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Wto 19 Sie 2014 - 22:53

No... to, by odbić ją od porywaczy to chyba faktycznie tak. No chyba, że ta się ukrywała przed nimi. Trudno było powiedzieć po tych strzępkach informacji którymi była raczona. No nic, jak zwykle byli bezużyteczni i będzie musiała sama wszystkiego się dowiedzieć i pozałatwiać. Durne towarzystwo. Przynajmniej poszli w diabły, więc zgodnie ze swoim wstępnym planem mogła pójść do siebie i zająć się czymś dla siebie pożyteczniejszym, czyli treningiem.
Na miejscu czekała na nią jednak bardzo niemiła niespodzianka. Gdy kota nie ma myszy harcują, jak teraz sobie przypomniała to powiedzenie. Shmitt bowiem jakby nigdy nic siedział na jej łóżku w jej pokoju, i patrzył na nią perfidnie. Może nawet jeszcze bardziej niż zazwyczaj. Skierował się w stronę okna i NIESTETY nie wyskoczył z niego, tylko oparł się o parapet. Jego widok napawał ją mieszaniną strachu i wściekłości. To przez niego tutaj się znalazła i była w takiej a nie innej sytuacji. Jakby tylko mogła rozwaliłaby jego łeb o ścianę, ale było to dużo poza zasięgiem jej możliwości. Zamknęła drzwi, owszem, ale jej dłoń jakoś spoczęła na klamce zamiast z niej zejść, jakby dając wyraz temu, iż mu nie ufa. Już raz popatrzył się na nią jak na zwierzynę.
Im dłużej go słuchała tym czuła większy niepokój. Koniecznie chciał, by podlegała właśnie jemu. By stała się jego osobistą zabawką, w każdym razie tak do tej pory myślała. Jednak gdy wspomniał o ich wspólnych potrzebach, przeszła jej przez głowę dość przerażająca myśl. Nie miała ku temu potwierdzenia poza interpretacją jego słów oraz jego wzrokiem, ale... wspominali przecież, że dla niego to była gra niewarta świeczki, więc... może coś się tam stało? Patrzyła się na niego niechętnie, ciągle trzymając dłoń na klamce, jakby była w każdej chwili gotowa je otworzyć i odpowiednio skorzystać z oferowanej przez nich możliwości odwrotu.
- Już jednego który się trzymał blisko Ciebie trafił szlag, a jego kawałek został mi zaszczepiony-Zesztywniała trochę. Coś w jej głowie cały czas jej podpowiadało, że powinna się od niego trzymać jak najdalej. I to najlepiej od zaraz- O jakich "naszych" potrzebach mówisz? O czymś nie wiem?
W tym momencie zaczęła się spodziewać różnych rzeczy. Przy czym na wszelkie niepokojące sygnały sprowadzające się do ataku na jej osobę planowała zareagować tak samo. Ucieczką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Sro 20 Sie 2014 - 12:54

Uśmiech zniknął z jego twarzy. Odbił się od parapetu i postąpił krok w kierunku Ishifone. Dalej już jednak nie poszedł. Nie sięgnął po amulet żeby przedziurawić jej gardło czy coś podobnego. Niemniej słowa kobiety sprawiły, że porzucił swoją niby przyjazną postawę.
- Nie wiem co oni ci naopowiadali - rzucił sucho - ale to Adam sam podszedł do tego kamienia. Mówiłem mu żeby tego nie robił, że powinniśmy zachować ostrożność. On jednak zawsze był lekkomyślny i uparty. Zapłacił za to najwyższą cenę.
Schmitt westchnął, na moment jego spojrzenie straciło na ostrości.
- Chyba zgodzisz się ze mną, że ten świat nie należy do najbezpieczniejszych. Puści to jedno, ale shinigami też za nami nie przepadają, a na ziemi funkcjonują organizacje, które wyznają zasadę, albo jesteś z nami, albo jesteś przeciw nam. Trudno zachować swobodę.
Cofnął się z powrotem do parapetu.
- Spójrzmy na takiego Aibę Kiyoshi'ego. Wydaje się być miłym człowiekiem, prawda? A jednak więzi cię tutaj, chociaż on sam użyłby łagodniejszego określenia. Tak samo więzi te dzieci, a także biedne istoty żyjące w drugiej części jego laboratorium, której nie miałaś okazji podziwiać.
Zabębnił palcami o parapet. Na twarz powrócił lekki uśmiech.
- Naszą potrzebą jest wzrastanie w siłę, żeby tacy jak Aiba nie mogli przyczepić nam do nóg i rąk sznureczków, za które mogliby pociągać. Chcesz być marionetką - twoja sprawa, ale liczyłem, że nasza znajomość pomoże nam obu urosnąć w siłę.
Ruszył powoli ku czającej się przy drzwiach Ishifone. Spojrzał na nią znacząco, jakby dawał jej do zrozumienia żeby się odsunęła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Sro 20 Sie 2014 - 16:05

Gdyby postąpił choćby o krok dalej pewnie by zwiała. Ba, nawet na pewno. Tak to "tylko" zacisnęła mocniej palce na klamce. Uważnie słuchała, ale jeszcze bardziej usiłowała wyczuć czy kantuje, aktorzy, wszystko naraz, czy też może jakimś dziwnym trafem mówił prawdę. I wstępnie mogła stwierdzić, że o dziwo skubany był szczery. Uścisk jednak utrzymywał się aż do momentu, gdy się znowu uśmiechnął. Jakieś stworzenia w jakiejś drugiej części? Domyślała się, że chodzi tu o tych, którym mniej się poszczęściło w różnych eksperymentach. Wiedziała, że skurczybyk to tak naprawdę faszerujący innych swoją ideologią szaleniec. Ale... czyżby właśnie Shmitt był najbardziej trzeźwą osobą w tym całym towarzystwie? Drugi byłby Noriaki, ale to był kompletny kretyn.
...coś w tym jeszcze mogło być. Może się czegoś dowiedział, albo miał wobec niej jeszcze inne plany. Jednego można było być pewnym. Stwierdzenie o byciu marionetką podziałało na Ishifone jak oszustwa podatkowe na urzędniku skarbówki... a już na pewno bezpośrednio deptały jej ambicję.
-Czekaj - Puściła klamkę stawiając lekki krok do przodu i wbiła swój wzrok w jego oczy, tym samym stawiając opór jego spojrzeniu. Kto tutaj jest kim? Kto może jej zaoferować więcej? Z kim należy się trzymać, wy wyjść na swoje? Przynajmniej maskarada tego tutaj była w najlepszym wypadku teatralna. Byli podobni. Może też dlatego tak się go obawiała?
-Okradłeś mnie, potem wcisnęli we mnie kawałek Twojego brata którego PODOBNO sam puściłeś przodem do tego gówna, tym samym narażając mnie na podobny los. Nie wspominając już o tym co sama widzę-Zrobiła krótką przerwę, świdrując wzrokiem jego oczy. Parszywa, fałszywa menda... która przy tym jest najbardziej szczera z tego wszystkiego. Ale i tak nie będzie jej tu pieprzył, że jest marionetką!
-...rzygam tym wszystkim co tu się dzieje. Jak naćpane zwierzątka wierzące w nie wiadomo co. Jeszcze do reszty nie ocipiałam by uwierzyć w te bajeczki. Jeśli rzeczywiście masz te same potrzeby... to może faktycznie będziemy w stanie sobie pomóc-Stała tak i się mu przyglądała. Albo powie jej coś, co ją zadowoli (Czyli potwierdzenie), albo będzie musiał ją usunąć siłą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Sro 20 Sie 2014 - 16:51

Wytrzymał jej spojrzenie. Trudno było wyczytać z twarzy Schmitt'a cokolwiek. Na koniec jej przemowy pokiwał z dezaprobatą głową.
- Zdecydowanie nie mówisz jak dama. Ale jeśli chcesz wiedzieć, to już od paru dobrych lat razem ze Shin'em podróżujemy po świecie w celu zdobycia pewnych przedmiotów. Przeważnie je kradniemy, bo to proste, a nieświadomi ludzie nie mają pojęcia czego byli posiadaczami. Tak samo sprawa miała się z laską należącą do twojej rodziny. - Przekrzywił nieco głowę. - Zapewne sądziliście, że to jedynie dziwna podpora dla starców. Nie wiedzieliście, że stanowi część większej całości, bo kto podejrzewałby o coś takiego kawałek metalu? Cóż, pozostały nam do zdobycia jedynie dwa elementy układanki. Na poszukiwania jednego z nich wyruszymy już wkrótce, a potem pozostanie nam udać się do Soul society, aby zdobyć ostatni.
Wyciągnął dłoń i odsunął kosmyk włosów z grzywki Ishifone.
- Kiedy już wszystko zostanie złożone, Shin rozpocznie tworzenie nowego świata. Świata, w którym nie będzie miejsca dla takich jak my. Nie mam złudzeń, zbyt dobrze go znam. Poświęci nas wszystkich na ołtarzu własnej boskości. Ja jednak nie mam zamiaru biernie przyglądać się własnej zagładzie... Jeśli się do mnie przyłączysz nie tylko ocalisz życie, ale będzie mogła rosnąć w siłę korzystając z pracy jaką nieświadomie zrobili dla nas Shin i kapitan.  
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Sro 20 Sie 2014 - 17:37

Trzymał się. Mimo wszystko ludzie czują pewny niepokój gdy patrzy się na nich inaczej niż ze zwyczajną dla niej obojętnością graniczącą z pogardą.  A on się trzymał, ba, nawet przemycił komentarz dotyczący jej sposobu mówienia. Mruknęła na to tylko "nieważne", zamieniając się dalej w przysłowiowy słuch.
Ta gadanina wyjaśniałaby parę rzeczy. Między innymi to, dlaczego sama nie czuła niczego specjalnego w tamtej lasce. Była elementem większej całości. Bardzo możliwe, że dopiero wszystkie połączone w jedną całość dałyby jakiś większy efekt. Dwa pozostałe elementy? To faktycznie blisko. Ciekawe co na to reszta tej całej zgrai. Kapitan, Vormund, i cała reszta organizacji. Domyślała się też dlaczego chcą odnaleźć przedostatni, by dopiero na końcu zgarnąć ostatni z Soul Society. Jak uderza w wentylator to trzeba będzie działać szybko.
Na odgarnięcie kosmyka nie zareagowała... na zewnątrz. Pomyślała jedynie, że myśli, iż już ma ją w garści. Jeszcze zobaczymy... tak samo jak to, że przeprowadzi anihilację. Więc o to mu chodziło? Nie będzie miała tego syfu w sobie bo po prostu wszystko wytnie? Kolejny szaleniec. A podobno ona miała pokręcone w głowie.
-To, albo będę zabawką w rękach Aiby albo ten cały Shin zrobi swoje. O ile mówisz prawdę-Sama odgarnęła włosy z czoła. Nie mogła mu ufać, ale... miała jakiekolwiek inne rozsądniejsze wyjście? No i kto wie, może potem będzie mogła w razie czego i tak obrócić wszystko na swoją korzyść.
-W porządku. "Przyłączę się" do Ciebie. Tylko chciałabym wiedzieć, dlaczego akurat mój wkład Cię tak interesuje. Chodzi tylko o te "potrzeby" oraz fakt bycia Quincy?-Założyła ręce na piersiach. I tyle. Ekspresja zwyczajna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Sro 20 Sie 2014 - 17:55

- To już zależy od ciebie, której opcji pomożesz się urzeczywistnić - stwierdził z cieniem uśmiechu.
Gdy wyraziła chęć współpracy przez moment przyglądał się jej badawczo. Póki słowa nie przeistoczą się w czyn nie mógł mieć pewności co do jej intencji. Na razie wyglądało na to, że zadowolił się samym słowem.
- Powód jest prosty - w dwójkę mamy większe szanse na sukces. Wolałbym uniknąć walki, ale jeśli coś pójdzie nie tak będę mieć przeciwko sobie Shin'a, Mizuki i Aibę. To za dużo nawet dla tak zdolnego quincy jak ja. - Położył dłoń na jej ramieniu i spojrzał głęboko w oczy. - Ty zaś dysponujesz wielce przydatną zdolnością pożerania reiatsu. Może się okazać, że przechyli szalę zwycięstwa na naszą korzyść, fraulein Ishifone.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Nieznane   Today at 2:55

Powrót do góry Go down
 
Nieznane
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 9, 10, 11  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Świat :: Ziemia :: Pozostałe Tereny :: Inne-
Skocz do:  
Free forum | © phpBB | Free forum support | Kontakt z | Report an abuse | Create a free blog