IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Nabór na stanowiska Mistrzów Gry! Rekrutacja na GG: 2785425!
Pomoc dla nowych graczy

Lista aktywnych Mistrzów Gry:
Kamys 5/3 | Izdurbal Tenshi - 3/4 | Kuchiki Kyosuke - 6/3
CZaras – 2/3 | Shadow - 1/1 | Kaz- 1/1 | Kovacs - 0/1 |
Watanabe no Tsuna
- 2/3* (możliwe dodatkowemiejsce o ile KP zainteresuje, zaś gracz będzie aktywny)


Share | 
 

 Nieznane

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 8, 9, 10, 11  Next
AutorWiadomość
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Sro 17 Gru 2014 - 10:11

...uffff... chyba nie przewidział, że ktoś byłby tak bardzo "odważny" by nawet próbować coś dla siebie przywłaszczyć. Nad wyraz otrzeźwiający był komentarz Adama dotyczący tego, co mogłoby się z nią stać gdyby wyszło na to, że zostawiła to dla siebie. Oczywiście mogłaby się tłumaczyć zwyczajną chęcią zabezpieczenia tak cennych przedmiotów. Ale skoro sam ich nie zabrał to mógł mieć zamiar tutaj wrócić albo zostać. A wtedy jak zorientuje się, że czegoś brakuje... to mógłby mieć racje. Pojawił się głos rozsądku. I strach.
-...a mogło być tak pięknie...-Mruknęła. W jej sytuacji nie było co ryzykować. Schmitt zastrzelił Charlotte jednym strzałem, podczas gdy ona z jej miniaturowego trebusza jedynie potrzebowała chwili na ogarnięcie się. Mogła nie mieć czasu na wyjaśnienia w takim wypadku. Z wyraźnym bólem wyciągnęła rękę z kieszeni wraz z amuletami, i schowała je ponownie do środka pudełeczka. Podkreślając, spróbowała zwalczyć przemożną chęć zachomikowania amuletów przez wyciągnięcie ręki z kieszeni z nimi i schowaniem wszystkiego tak jak było do pudełeczka. O ile jej drobna "wada" jej na to pozwoli. Za duże ryzyko, że przypłaci to po tych wszystkich trudach życiem. Potem pospiesznie wyszła tylko z torbą, zgrzytając zębami i usiłując nie myśleć o tym. No szlag, szlag! Jakby miała pewność, że będzie mogła zwiać z nimi... argh, korciło ją dalej. Z tego wszystkiego zerknęła jeszcze na zawartość torby. Maski przeciwgazowe. Czyżby planował coś rozpylić na tym terenie?
Tak czy owak, nieważne czy udało jej się zwalczyć swoją podświadomą pokusę czy nie, dokuśtykała się do ustalonego miejsca. Po drodze do poprzedniej żądzy doszedł... głód. Zauważyła aurę muskającą jej skórę. Poczuła... coś smakowitego. Przyspieszyła nieco kroku, wyczekując i wypatrując swoją zdobycz. A gdy ją ujrzała...
...patrzyła się jak zahipnotyzowana na postać Charlotte. Ta mała, głupia... na jej łasce. Przyczyna jej kalectwa siedząca nad swoim ciałem, zamiast uciekać w strachu o swoje nie-życie. Uśmiechnęła się do siebie. Pozwoliła się pokierować swoim instynktem. Nie mogła odpuścić takiej okazji. Tak dawno nie pożerała dusz... Adam też będzie zadowolony. Obydwoje tego tak bardzo chcieli...
...po skończonym posiłku (o ile coś dziwnego się nie stało, jak na przykład zamienienie się w jakąś mackowatą bestię) rozejrzała się ciągle będąc pod wpływem prawdopodobnej ekstazy.
-"Zemsta najlepiej smakuje na zimno". Kto by pomyślał, że może to być tak dosłowne-Poprawił się jej humor. Nie było to pewnie to samo jakby zabiła ją własnymi siłami, ale nie miała lepszej alternatywy-Więc, co teraz?-I jak po sznurku. Z drugiej strony do tej pory jak wychylała nos zza ścieżki choćby na kawałek to dostawało jej się mocno po wszystkim, więc może... lepiej oczekiwać na faktycznie odpowiedni moment?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Sro 17 Gru 2014 - 19:09

Przez chwilę zmagała się z barierą we własnym umyśle, która nie pozwalała odłożył amuletów na miejsce. W końcu jednak wola Ishifone okazała się siłą przebijającą i drżącą ręką odłożyła własność Schmitta na swoje miejsce. Cały czas czuła jednak dyskomfort, który mógł rozwiać się w rozkosznej mgiełce jeśli tylko umieściłaby krzyżyki quincy z powrotem w swojej kieszeni.
- To rozsądne - pochwalił ją Adam. - Ale wiesz... Czuję dziwny nacisk, jakby twoja podświadomość nie była zadowolona. Zaborcza z niej bestia.
Szczęśliwie widok posiłku usunął z głowy quincy wszelkie troski. Wewnętrzny głód zaczął działać sam z siebie. Macki reiatsu wychynęły z jej ciała i wystrzeliły w kierunku Charlotte. Ta właśnie podnosiła głowę, ale zdołała tylko krzyknąć, gdy czerwone pijawki przyssały się do niej. Miotała się próbując zachować życie wieczne, ale teraz to ona była na łasce Ishifone. Jej krzyk był coraz słabszy, aż w końcu ustał. Charlotte zamknęła oczy i zapadła się w sobie rozwiewając w chmarę cząsteczek, które skwapliwie wciągnęły macki. Ishifone zaś zapadała się w rozkoszy. Zupełnie jakby dano jej puchar ambrozji po marszu przez pustynię. Cielesna przyjemność nie mogła równać się z tym uczuciem. Żaden mężczyzna nie mógł sprawić, aby poczuła się tak dobrze. Wręcz mogła ograniczyć swoje życia tylko do kosztowania tej przyjemności. W dodatku czuła, jak słodka esencja Charlotte ożywiała jej ducha potokami energii.  Adam też był szczęśliwy. Czuła jego zadowolenie. Mruczał miękko w jej głowie jakby właśnie władował sobie w żyły rozweselający specyfik.
Najchętniej położyłaby się, zagłębiając w świecie znacznie bardziej przyjemniejszym od tego prawdziwego. Niestety Schmitt nie miał zamiaru jej na to pozwolić.
- Świetnie, a teraz powróćmy do rzeczywistości. Co teraz pytasz? Zejdziemy na dół, a ja przedstawię kapitanowi moją propozycję.
Ruszyli w dół. Córka Aiby była wręcz ciągnięta po schodach. Znaleźli się w laboratorium ze szklanym pokojem. Nawet po tak wspaniałym posiłku trudno było pozbyć się nieprzyjemnych myśli związanych z tym miejscem. Nie ujrzeli ani kapitana, ani jego przydupasa, ani pozostałych przy życiu dzieciaków.
Nie ujrzeli, ale usłyszeli.
- Sprawiliście mi wielki zawód. - W spokojnym głosie Aiby, który rozbrzmiał z głośników faktycznie pobrzmiewało rozczarowanie.
- Przestań pieprzyć. - Schmitt wyszczerzył się. - Nawet nie kiwnąłeś palcem żeby pomóc tamtej dziewczynie. Wolałeś się schować, ale ja to przewidziałem i przyprowadziłem twoją drogą córeczkę. Podciągnął Mai, która jęknęła cicho. - Dostaniesz ją z powrotem i będziecie mogli bawić się w szczęśliwą rodzinkę, ale najpierw oddasz mi maszynę, za którą latałem po całym świecie.
Odpowiedzią kapitana był jasny gaz, który zaczął ulatniać się z sufitu.
- Sprytnie, ale przygotowałem się na to. Podaj maskę, fraulein. - Schmitt wyciągnął dłoń w kierunku Ishifone.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Sro 17 Gru 2014 - 23:41

-Bo nie jest. I owszem-Mruknęła natychmiastowo oddalając się od przedmiotów mogących przynieść jej pośrednio zgubę. To było takie bliskie, takie ładne, świecące... użyteczne. I tak sobie leżały, gotowe na... nieważne. Tego nie było. Nie było. Miała ważniejsze rzeczy na głowie. A jej noga jej o tym przypominała, gdyż odpowiednie rozegnanie tego na tą chwilę było jej jedyną nadzieją na odzyskanie sprawności. Tak to przynajmniej sobie teraz wykoncypowała. Lepsze to, niż zajmowanie sobie głowy błyskotkami. Jakie to kobiece.
Zniknęło to jednak jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, gdy zadział się ten cały epizod z posiłkiem, zemstą, i zaspokojeniem chyba wszystkich swoich pierwotnych żądz. Patrzyła z satysfakcją jak wiła się przepełniona strachem i wolą życia. Pragnęła wydusić to z niej nie tylko spirytystycznie, ale również fizycznie. Zacisnąć macki na jej szyi, zmiażdżyć, rozszarpać... spożyć. To przede wszystkim. W końcu poddała się jej woli. Ohhhhhhh... jak dobrze... tak dobrze... jeszcze chciała. Więcej, bardziej, niech to się nigdy nie kończy! Pochłaniała już dusze, ale ta była iście wyjątkowa. A może to przez tą niezwykle długą przerwę? Tak czy owak, tonęła w przyjemności. Energia wypełniała jej ciało, pobudzała wszystkie członki do takiego stopnia, że nawet jej kalectwo jej nie przeszkadzało. Niesamowite.
"Czujesz to Adamie... czujesz, prawda?"-Jakby mogła, objęłaby go przyciskając do siebie mocno, w pragnieniu podzielenia się tym doznaniem z kimś komu ufa. Jedno z podstawowych potrzeb, które miałaby okazję odkryć. Może innym razem. Bo Schmitt przypomniał o swojej obecności. Przedstawił swoją wizję przedstawienia propozycji. Brzmiała lepiej niż sądziła, Zwłaszcza, że ta mała była praktycznie nieprzytomna. Nie miał pojęcia co on z nią zrobił, ale działało.
Dotarli do miejsca, gdzie spędziła cały miesiąc na siłowaniu się ze swoim własnym umysłem. No i na siedzeniu z Adamem. Brrrr. Na to pierwsze. Bo to drugie chyba właśnie ją uratowało wtedy. Nie zdążyła jednak za długo się nad tym zastanowić. Kapitan. I jego zawód. Miała ochotę mu powiedzieć, by przestał pierdolić, ale Schmitt zrobił to za nią. Faktycznie byli podobni. Kryli się. Albo byli w drodze. Tak czy owak... coś się zaczęło dziać. Gaz. Więc dlatego...
Jakby nie patrzeć, nie miała zbyt wielkiego wyboru. Miała tylko nadzieję, że nie stało się coś niezwykle trudnego do przewidzenia i te maski faktycznie tam były gotowe do użycia i spełniające doskonale swoją rolę. Inaczej miała przechlapane z jednej i drugiej strony, i aż trudno byłoby stwierdzić z której bardziej. Szybko sięgnęła do torby wyciągając (A przynajmniej taką miała nadzieję) jedną z masek podając ją Schmittowi, a drugą zakładając na swoją twarz.
Dziwne. Może to przez poprzednie doświadczenia, ale ciągle męczyło ją takie dziwne przeczucie. Mało przyjemne. Miała nadzieję, że nie mające czegokolwiek wspólnego z rzeczywistością.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Wto 6 Sty 2015 - 13:15

Schmitt wziął maskę i pospiesznie ją założył. W jego ślady poszła Ishifone i tylko Mai pozostała bez ochrony. Dziewczyna odpłynęła zupełnie, gdy gaz rozprzestrzenił się po laboratorium. Schmitt zdawał się tym nie przejmować i tylko rozglądał się czujnie.
- Uważaj, fraulein. Nasz drogi kapitan nie powiedział ostatniego słowa.
Ledwo to powiedział, a Ishifone dostrzegła okrągły cień przemykający kilka metrów nad podłogą, pod osłoną gazowej mgły. Był niewielki, wielkości dorodnej pomarańczy. Po chwili jednak dołączyły do niego kolejne niezidentyfikowane obiekty. Było ich z kilkadziesiąt i wszystkie krążyły wokół dwójki quincy.
- I na to jestem przygotowany. - Usłyszała nieco zniekształcony głos Schmitt'a.
Uniósł dłoń, a łańcuszek na jego przegubie zalśnił uwalniając łuk jakiego Ishifone jeszcze nie widziała. Miał kształt krzyża, który właśnie został wzniesiony przez Schmitt'a do góry. Quincy naciągnął podwójną cięciwę, skumulował znaczną ilość energii i wystrzelił w sufit. Nie doszło jednak do zderzenia. Pocisk zatrzymał się przybierając kształt świetlistej kuli, która lewitowała nad nimi, aby po chwili zacząć wypuszczać z siebie dziesiątki krótkich strzał przecinających z sykiem gazowy obłok. Ishifone ujrzała, jak okrągłe cienie są strącane jeden po drugim. Jeden z nich potoczył się do jej stóp i dostrzegła, że to dziwaczne oko, które miała już okazję spotkać.
Wtedy kątem oka dostrzegła rozbłysk światła, ledwo uchyliła się przed białym promieniem, który przeszył miejsce gdzie przed sekundą znajdowała się jej głowa. Był to jedyny atak, łuk Schmitt'a sprawdził się wyśmienicie.
- To co? Dokonamy wymiany czy jej mózg ma rozprysnąć się na posadzce? - Schmitt podźwignął bezwładną Mai.
Przez chwilę panowała cisza, po czym rozległ się warkot wentylacji. Zasłona gazu nikła odsłaniając szczątki gałek ocznych walające się po potłuczonej uderzeniami strzał podłodze.
- Nie zdejmuj maski - ostrzegł ją quincy.
- Bez obaw. - Z głośników wydobył się głos Aiby. Był spokojny, jak zawsze. - Wolałbym uniknąć zbędnego przelewu krwi. Proszę, zapraszam. Pomówmy w cztery oczy.
Kilka kroków przed nimi uniosła się czarna kurtyna przypominająca gargantę. Przejście miało wymiary i kształt przeciętnych drzwi.
- I mamy tak po prostu w to wejść? Masz nas za głupców? - Schmitt niecierpliwił się coraz bardziej.
- Innej drogi do drugiej części mojego laboratorium nie ma. Dobrze dbam o ukrycie swoich sekretów.
- Och, chyba wiem do czego to prowadzi. - W umyśle Ishifone rozległ się rozleniwiony głos Adama.
- Sprawdź to - rozkazał jej Schmitt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Wto 6 Sty 2015 - 19:26

Tyle to i ona była w stanie stwierdzić. Przynajmniej maski zdawały się być na miejscu, co było bardzo miłym brakiem zaskoczenia. Szybko założyli co trzeba i Ishifone tylko prosiła cichutko w myślach, by czasem ten gaz nie przechodził przez skórę. Nie przechodził. Chyba, bo miała takie dziwne wrażenie, że w innym wypadku by to raczej poczuła.
Potem doświadczyła kolejnego dowodu, że jej łuk nie sprawdzał się w kolejnej z powszechnych sytuacji bojowych - dużo małych zwrotnych przeciwników. Zazgrzytała zębami, ale zaraz Schmitt zaprezentował jej swoją nową, albo też zwyczajnie właściwą zabawkę. Diskokula z małymi strzałami. Musiała przyznać, że skuteczne, bo i tylko raz była w sytuacji zagrażającej życiu, której na szczęście zdążyła uniknąć. Rozważała przez moment reklamację. Mogła jej dokonać wcześniej sama bez pośredników... ale głos rozsądku zwyciężył. Może to i lepiej... chwila, czy to czasem nie jedno z tych oczu? A. Jeszcze wcześniej to widziała. Więc... nieważne, miała poważniejsze zmartwienia na głowie.
Czekali sobie. Przy okazji tumany gazu się wracały, ale Ishifone ani się myślało zdejmować maski. Ciasna ale własna, dobrze jej służyła jak na razie i możliwe, że jeszcze posłuży. Zaraz potem Schmitt jej o tym przypomniał. Kiwnęła na to tylko głową. Zbyt oczywiste. I jak zwykle spokojny kapitan zaprasza ich łaskawie do siebie na herbatkę, i MOŻE NAWET ICH NIE POZARZYNA JAK DZIKIE ŚWINIE. UWAGA BO UWIERZY, ŻE NIC NIE KOMBINUJE.
Zadziało się potem coś dziwnego. Garganta, ale jakby troszkę dziwna - jak drzwi. Przynajmniej z kształtu i wymiarów. Co to mogło być - nie miała pojęcia, ale wyglądało to podejrzanie i... nosz cholera.
Musiała aż na niego zerknąć. No tak, mogła przewidzieć. "Stoisz jak ofiara to się chociaż na coś przydaj". Miała złe przeczucia. Cały czas je miała. Chociaż jeżeli tak jak do tej pory nie będą się sprawdzały, to w porządku.
"Czemu mam wrażenie, że będą liczyć na wymianę zakładników?" zapytała siebie w myślach. Ale miała wybór - albo wejść tam po dobroci, albo zostać tam wkopaną
-Nie to, bym miała wybór. Co najwyżej będę niższa o głowę. Albo nogę-Wzruszyła ramionami. Pomyślała, że mogłaby wspomnieć o Adamie który nawet w myślącej postaci w niej siedzi, ale na ten moment jej bezwartościowość działa na jej korzyść... na samą myśl szlag ją trafiał.
Cóż. To, albo ją Schmitt rozkwasi na murze. Podeszła i weszła do środka. Z dwojga złego lepiej wejść szybko w całości niż ostrożnie w połowie gdyby wpadli na pomysł by to szybko zamknąć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Czw 8 Sty 2015 - 21:01

- Do odważnych świat należy. - Adam zdawał się być otumaniony ilością energii jaką wycisnęli z Charlotte. Za to Ishifone zastrzyk reiatsu dodawał pewności siebie przez co perspektywa wejścia w cieniste drzwi nie robiły na niej takiego wrażenia. Zrobiła krok do przodu i utonęła w ciemności, która po kilku sekundach przeistoczyła się w...

Ujrzała plecy Aiby na tle ściany monitorów, z których część pokazywała barwne wykresy, a reszta różne ujęcia na laboratorium, korytarze i inne pomieszczenia przybytku.
- Zanim coś postanowisz chciałbym złożyć ci pewną propozycję. - Kapitan odwrócił się. Jego twarz rozpogadzał łagodny uśmiech. - Mianowicie możesz odejść gdzie tylko zapragniesz. - Wskazał dłonią i Ishifone zerknęła za siebie. Ujrzała czarnego pustego, który był dosyć sfatygowany. Przysiadł na czterech kończynach z twarzą utkwioną w podłogę. Kałuża krwi rosła pod nim dość szybko.
Trudno było z powrotem przenieść spojrzenie na Aibę, bo oprócz hollowa w laboratorium znajdowało się wiele nęcących wzrok punktów.
Po pierwsze dwie tuby umieszczone obok siebie. Wypełnione żółtawym płynem zdawały się być identyczne, jak ta, w której pecha miała pływać kiedyś Ishifone. W tubie numer jeden pływały dwie jasnowłose dziewczyny obejmujące siebie nawzajem. Raczej miałaby problemy ze zmianą pozycji bowiem od pasa w dół były zrośnięte. Tuba numer dwa zawierała w sobie wychudzonego mężczyznę o długich białych włosach. Prawe ramię, część torsa i żuchwę uzbrojoną w rząd ostrych kłów pokrywała metaliczny materiał. Mężczyzna miał w sobie coś znajomego. Prawica uzbrojona w szpony przypominała jej sztuczki Mizuki, a żuchwa wyglądała jakby część maski pustego, ale oprócz tego coś jeszcze w nim było.
Oprócz tub nic ciekawe nie zobaczyła. Jakieś stoliki zawalone metalową aparaturą, zestaw dużego chemika z butlami zapełnionymi różnobarwnymi cieczami i łóżko na kółkach zaopatrzone dodatkowo w skórzane pasy. Ogółem tajemne laboratorium było jakieś dwa razy mniejsze od części dostępnej dla każdego.
- Możesz odejść gdzie zapragniesz - powtórzył Aiba. - Albo też wyświadczyć mi drobną przysługę, na którą jednak nalegać nie będę. Tylko powiedz mi. Jak bardzo ufasz Schmitt'owi?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Pią 9 Sty 2015 - 15:47

Nie odczuła specjalnie oporu psychicznego, gdy zbliżała się do przejścia. Również i weszła do niego bez problemu. Czuła moc. Poradzi sobie w razie czego. Jakoś. Choćby i uciekając gdzie popadnie. Umiała już w miarę szybko się poruszać pomimo okaleczonej nogi. Ciekawe, jakby się poruszała gdyby miała ją zdrową...
Ciemność. Nie był to pierwszy raz gdy w niej była, chociaż nigdy nie przechodziła przez nią bez niczyjej pomocy. Zastanawiała się, czy trafi gdzie trzeba. Była na to spora szansa, bo inaczej Schmitt by jej nie wysyłał... kogo ona oszukuje?
O dziwo jednak trafiła raczej we właściwe miejsce. Bo widziała tego cholernego Aibę stojącego przed monitorami. Tylko brakowało, by całość była spowita mrokiem rozświetlanym jedynie przez blask ekranów z diabli tylko wiedzą czym. Odwrócił się. Ten uśmiech... ile by dała, by zetrzeć go z jego buźki i zamienić go na wyraz przerażenia. I to z powodu jej osoby. W miarę możliwości niepozamienianej w rząd macek i szczęk, bo to mimo wszystko mało stylowe, wyrafinowane, i pewnie niezbyt przyjemne. Ale wkurzał ją. Strasznie. Do tego wyczuwała podstęp. Chwila. Na pewno to powiedział? "Odejść gdzie tylko chce"? I na co on niby pokazywał? Ciekawość zwyciężyła.
Spędziła dłuższą chwilę na przyglądaniu się zjawiskom które znajdowały się za jej plecami, a jeszcze dłuższą na dochodzenie tego na co ona właściwie patrzyła. Aż przestała mrużyć oczy, an tyle ją to zaskoczyło. Czemu ten pusty klęczał i ot tak sobie krwawił? Skutek tej akcji? To akurat było najmniej dziwne. Były tam bowiem dwie tuby, takie same w jakich zdarzyło jej się pływać jako eksponat/obiekt eksperymentów. Musiała przyznać, że chyba ostatecznie nie wyszła na tym aż tak źle. Mogła być zrośnięta z jakąś siksą albo mieć naniesiony na siebie jakiś metal. Może wtedy by aż tak nie oberwała... ale moment. Skoro takie rzeczy robią, to czemu by... kłamca. Kłamca, KŁAMCA!
...chociaż bardziej to wyglądało na nieudane próby traktowania ludzi jak klocków. Chyba w jej rpzypadku im ich zabrakło, albo nie chciało się im ich szukać. Tak czy owak, wkurzyła się.
- Tak samo jak wszystkim-Skłamała. Było parę osób, którym ufała mniej. I parę którym nieco więcej. Obróciła do niego głowę, pogładziła swoje nadszarpnięte udo. Mowa ciała bucu.
- Jaka to przysługa?-Zapytała zwięźle. Wysłuchać nie powinno zaszkodzić. Chyba, że grał na czas z jakiegoś powodu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Sro 14 Sty 2015 - 17:17

- Chce abyś usunęła Schmitt'a. - Uśmiech zniknął z twarzy kapitana. Odwrócił się bokiem do monitorów zerkając na nie. - Tym razem posunął się za daleko. Zdradził swoich sojuszników i zostawił ich w Seireitei na pastwie shinigami. Co prawda jestem dobrej myśli jeśli chodzi o los Mizuki i Shina, ale nie zmienia to faktu, że żądza mocy przyćmiła Nicolausowi umysł.
Wtem z głośników wydobył się wyraźnie poddenerwowany głos Schmitt'a.
- Co to ma być?! Gdzie jest to przejście? Fraulein! Jeśli mnie słyszysz i jest obok ciebie Aiba to z łaski swojej skończ z tą abominacją!
- Jak widać szybko traci nerwy. - Kapitan westchnął. Spojrzał raz jeszcze na Ishifone. - Przykro mi, że zostałaś przez niego wykorzystana. Hmm, chociaż powinienem raczej powiedzieć przez nas wykorzystana. Aczkolwiek na swoje usprawiedliwienie chciałbym dodać, że nigdy nie chciałem, aby stała ci się krzywda. Starałem się nie dopuścić do rozwoju twojego wewnętrznego pasożyta. Biedna Charlotte, rozumiem, że nie mogłaś się kontrolować.
- Aiba! Pokarz się albo z twojej córuniu nic nie zostanie. - Schmitt zaczął krzyczeć.
- Więc co odpowiesz? - zapytał szeptem Aiba. - Jeśli Shin powróci narodzi się nowy świat. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie abyś wróciła do swojego dawnego życia i na własne oczy oglądała zmierzch starego świata.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Sro 14 Sty 2015 - 19:52

Słuchała. Słuchała i to cierpliwie, chociaż noga jej cierpła od tego stania, to też co jakiś czas musiała przestąpić co by krew jakoś w niej krążyła. Ciekawiło ją, co sądził na ten temat Adam, chociaż pewnie podobne rzeczy co Aiba. Zresztą, Ishifone miała również swoje zdanie na ten temat. Nie odzywała się jedna, bo była nawet ciekawa jak on to uargumentuje.
Przy okazji, słyszała Schmitta. Nazywał ją głupią dziewuchą. I miał racje. Sam jednak wyraźnie tracił nerwy. Czuła desperację. Im więcej czasu tracił tym większa szansa, że tamci wrócą i będą problemy. Dla niej i dla niego. Wątpiła, by jej się upiekło, nawet jeśli to zrobi. Zresztą... jak niby miałaby to zrobić? Miała problemy z zabiciem Charlotte, która ją odstrzeliła jednym mocniejszym atakiem. A Schmitt ją sprzątnął zanim zdążyła zareagować. Ponadto wiedział, jak ją ugasić. Bez szans. Aiba chciał ją wyeliminować, by potem łatwiej zająć się Nicolausem.
Potem jednak zaczęło się robić zabawnie. Starała się patrzeć na niego z powagą, ale im więcej mówił, tym bardziej coś się jej w środku burzyło. Schmitta coraz bardziej nosiło, chociaż sądziła, że to głównie straszenie. I zacznie jej co najwyżej coś robić, obcinać palce, urywać twarz, kończyny, inne takie. Za dużo od tego zależało.
...a potem to powiedział. "Nic jednak nie stoi na przeszkodzie abyś wróciła do swojego dawnego życia".
...z początku tylko parsknęła. Potem zaśmiała pod nosem. Gdy jednak wybuchła szczerym, szyderczym śmiechem, zupełnie straciła hamulce. Szkoda, że nie była bliżej, bo zrobiła by mu to prosto w twarz. Trwało to dobre parę sekund, w czasie których w końcu się uspokoiła, chociaż pełen politowania grymas nie opuszczał jej twarzy, przesłaniany częściowo przez dłoń która tam zawędrowała w trakcie jej radosnej ekspresji.
-Co odpowiem... Pierdolisz. I dobrze o tym wiesz-Opuściła rękę-"Nic nie stoi na przeszkodzie". "Ktoś mógłby powiedzieć, że obowiązkiem każdego quincego jest obrona tego świata. Ale to nie jest przyjemny świat, a kiedy raz przekroczysz jego granicę to nie ma odwrotu"-Zacytowała słowa, którymi uraczył ją niegdyś Aleksander. Nie myślała, że kiedyś będą one aż tak aktualne.
-Tak samo nie ufam Tobie jak i Schmittowi. Jednak on specjalnie się z tym nie kryje. Jesteśmy do siebie bardzo podobni. Nawet nie wiesz, jak bardzo-Przestała się uśmiechać. Dalej jednak nie mogła pozbyć się tej absurdalnej wesołości. Czyżby zbliżał się koniec?
-Może bym to przemyślała. Gdyby nie ciągły ból mojej nogi, który mi przypomina o pewnych sprawach. Nie wierzę, że nie dało się zrobić z nią nic więcej. Inaczej... Zamiast tworzyć abominacje to moglibyście robić coś pożytecznego. Mało subtelny sposób na dyscyplinowanie podwładnych-Spoważniała całkowicie. To akurat było solą w jej oku.
-Więc... albo mnie do niego odeślij, albo go przywołaj, albo czekaj, aż zrobi coś paskudnego Twojej córeczce. Bo chyba zaczyna tracić cierpliwość-Ishifone też. Zdradzało to przygotowanie swojego amuletu i wzięcie pod uwagę konieczności wykonania uniku. Nasłuchiwała też z tyłu, czy czasem ten pusty nie wykonuje jakiś ruchów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Sro 14 Sty 2015 - 23:04

Gdy się śmiała kapitan obserwował ją z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Przynajmniej nie uśmiechał się już do niej jak dobry wujek.
- Och, miałem na myśli możliwość powrotu do twoich przyjaciół quincy. Tych, których ze względu na serię niefortunnych zdarzeń opuściłaś. Być może czujesz jakąś więź ze Schmitt'em, ale wiesz co zrobił swojemu bratu. Sądzę, że w razie czego nie zawaha się zrobić tego ponownie.
Gdy ona spoważniała, kapitan zdawał się zasmucić. Schował dłonie za plecami i mijając Ishifone podszedł do tuby, w której pływał mężczyzna.
- Gdyby on tu zarządzał zapewne wszystko potoczyłoby się inaczej.
I wtedy kobieta zauważyła podobieństwo pomiędzy Aibą, a człowiekiem w tubie. Chociaż ten drugi był mocno wychudzony, to jednak rysy twarzy obu były bardzo podobne.
- Cóż, przykro mi, że ciągle uważasz, iż nie zrobiłem wszystko co w mojej mocy, aby przywrócić ci pełną sprawność. Moc jaką obdarzyłem Charlotte zostawiała niestety trwałe ślady.
Zamilkł na chwilę. Wciąż słyszeli coraz bardziej poirytowanego Schmitt'a.
- No tak - westchnął Aiba. - Wolałbym uniknąć śmierci córki kapitana. Nawet jeśli w końcowym rozrachunku nie ma to większego znaczenia. Załatwmy więc nasze sprawy szybko - zwrócił się do Ishifone. - To gdzie chciałabyś trafić?
Czarny pusty podniósł się. Krew z rany na piersi już nie ściekała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Sro 14 Sty 2015 - 23:39

...właściwie... to co ona teraz powinna o tym myśleć?
Zupełnie straciła grunt pod stopami gdy dotarło do niej, co on do niej mówił. Czy to... ale jak. Kiedy. Od kiedy. Wychodzi na to, że od kiedy tutaj była. Może. Nie miała pojęcia, nie miała jak sprawdzić. Ale wychodzi na to, że właśnie tracili grunt pod stopami. A akurat ona miała możliwość ucieczki w diabły. Tylko... co dalej?
Wróci tam do nich. Powie im o sprawie i... co? Nawet nie wiedziała gdzie to jest. A pewnie nie dawałby jej swobody tylko dlatego, że ma dobre serduszko. To kawał kutasa. Nawet nie wiedziała...
-...kim Ty właściwie jesteś?-Prawie, że wysyczała. Nie podobało jej się to za grosz. Jeśli on mówi prawdę... odejdzie, to wszystko potoczy się bez jej udziału. Będzie biernie patrzeć na to, jak ich wszystkich trafi szlag. Umrze tak samo jak te wszystkie inne robale, chociaż miała okazję COŚ zrobić. Pytanie tylko z której strony.
Shin to problem. Ten facet kombinuje z Shinem. Wielkiego wyboru nie miała.
-Odeślij mnie do Schmita-Mruknęła. Chust. Co najwyżej zginie w męczarniach. Już tyle razy była blisko, że i może tym razem uda jej się ledwo ujść z życiem. Najgorsze co mogłaby zrobić to zlać się z szarą masą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Sro 21 Sty 2015 - 23:11

- Jestem niewolnikiem jednego celu - rzekł wpatrując się intensywnie w mężczyznę pływającego w tubie.
Na Ishifone spojrzał dopiero, gdy wyraziła swoje życzenie. Wydawało się, że w oczach kapitana pojawił się zawodu, który jednak został zaraz starty przez chłodną obojętność.
- A więc chcesz żebyśmy byli wrogami. To bardzo niefortunne, bardzo. - Pokręcił głową. Ale dotrzymam słowa i spełnię twoją wolę. Cynthia i Claire przeniosą cię więc do twojego przyjaciela. - A tak przy okazji... Wiesz jaką mocą dysponuje Chuck? - Kapitan odwrócił się do Ishifone. - Potrafi stworzyć alternatywną przyszłość. Rezultat takich, a nie innych wyborów dokonanych przez ludzi. Co ciekawe te wybory zawsze są inne dzięki czemu osoby uwięzione przez Chucka rozpoczynają egzystencję w zupełnie innych rzeczywistościach. Fascynujące, czyż nie?
Głos Schmitt'a ponownie rozległ się w głośnikach. Tym razem jednak nie były to groźby. Dla Ishifone brzmiało to znacznie gorzej.
- C-co, ty wyrabiasz?! Mały skurwy... ahhh. - Głuchy jęk, a po nim cisza.
Ishifone nie mogła już nic zrobić bowiem została połknięta przez ciemność, która znienacka zmaterializowała się pod jej stopami. Sekundę później nie widziała już Aiby i ludzi w tubach. Zamiast tego jej oczom ukazał się leżący obok siebie Schmitt i Mai. Kawałek dalej stał Chuck. Chłopiec spoglądał wprost na nią uśmiechając się niewinnie. Ciało nie chciało się ruszyć. Była sparaliżowana. Czuła intensywne mrowienie w głowie, a oczy powoli traciły ostrość widzenia. Słyszała głos Adama, ale nie zrozumiała żadnego słowa. Ciemność sięgnęła po nią raz jeszcze.

Tępy ból w nodze przywołał ją do świadomości. Leżała na brudnej macie koloru seledynowego. Podobnego koloru była ściany poznaczone siateczkami pęknięć i ciemnymi plamami. Przez wąskie szpary zabitego deskami okna sączyło się blade światło.
Zamiast monitora na biurku stała teraz... chyba to była apteczka. Obok przez oparcie krzesła przewieszona była bluza i nieśmiertelne jeansy.
Tkanina zasłaniająca książki w biblioteczce była zerwana z jednej strony dzięki czemu Ishifone mogła zobaczyć, że Harry Potter wciąż był na miejscu.
Czuła się nieswojo. Odruchowo odgarnęła gruby koc, który ją ukrywał i ujrzała, że ma na sobie tylko zszarzałą koszulę (oprócz bielizny oczywiście). Stwierdziła również, że ma o wiele dłuższe włosy, które w dodatku zdawały się dawno nie widzieć grzebienia.
Uczucie zagubienia pogłębiło się, gdy uświadomiła sobie, że nie czuje w sobie obecności Adama. Zamiast niego znajdowało się coś innego. Słyszała to coś. Wiele głosów szeptało niezrozumiale w jej głowie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Czw 22 Sty 2015 - 0:21

Niewolnik... zaślepienia. Jakiejś idei, dziwnych eksperymentów... tworzenia potworów. Sama była dowodem na to, do czego doprowadzają tego typu działania. Do mało przyjemnych incydentów. Sama jednak wiedziała, czego chciała. Siły. I nie zamierzała się podporządkowywać jakiemuś facetowi. Schmitt miał wiele wad. Ale nie owijał w bawełnę jeżeli chodziło o cele, tak podobne do jej własnych. Nie było to zatem rozsądne, ale... wyraziła swoją wolę. Która podobno miała zostać spełniona. Dziwne. Bardzo. Podejrzane. Coś kombinował, musiał.
Stwierdzenie o pozostaniu wrogami. No na to wychodziło. Sprzeczne interesy, przyjaciel wroga wrogiem. Ale to, co powiedział później co najmniej ją zaniepokoiło...
...a to, co się zadziało zupełnie wytrąciło ją z równowagi psychicznej. Nawet nie zdążyła się nad tym namyślić, a już wylądowała tam skąd przybyła. Jej oczy zza maski gwałtownie przeskakiwały od tej całej Mai do Schmitta, by stanąć na twarzy tego małego gnojka. Z tego co zrozumiała i usłyszała, miała bardziej przewalone niż mogłaby kiedykolwiek w życiu przypuszczać. Chciała uciekać, ale z jakiegoś powodu była właściwie sparaliżowana. Nie mogła się ruszyć. Słyszała Adama, ale nie rozumiała co on do niej mówił. Traciła to... wraz z mrowieniem traciła świadomość... no to... koniec z nią...

***

Obudziła się... nagle. Bo ją rozbolała noga. Leżała. Żyła. Chyba... jakby nie żyła, to chyba by nie czuła że ją tępo rwie. Widziała... seledynowe ściany. Popękane, zarastające jakimś grzybem czy czymś. Sama jeszcze chyba leżała na jakiejś brudnej macie. I była przykryta kocem... odkryła się, spróbowała podnieść. Miała na sobie jakieś szmaty. No i bieliznę. Rozejrzała się... tak... zabite dechami okna. Gdzie ona do cholery... zerknęła na... apteczka? Chwila... te książki... czyżby... nie no, moment, co właściwie... Adam... gdzie jest Adam... czemu ona to... nie, nie, nienienienienie! Tak nie może być! Niemożliwe! Co... co... jej włosy. Były... takie długie... i w ogóle to tak wyglądało, jakby tutaj leżała niewiadomo ile czasu. Dotknęła swojej twarzy... zerknęła na nogę. Jakby ją ot tak tutaj zostawili, a ona bez pożywienia sobie po prostu... egzystowała. Ten Chuck ją gdzieś władował. "Uwięził" i ją gdzieś wyrzuciło. Do... innego świata?
...tylko czemu akurat dalej miała upośledzoną tą nogę?! Adam zniknął, te... głosy wróciły... a to dalej tam było! Frustracja w niej... amulet. Gdzie jest amulet! Zerknęła na swój nadgarstek w jego poszukiwaniu. Jak nie znalazła, to spróbowała się podnieść i przeszukać bluzę oraz jeansy. I potem je założyć.
...tak czy owak... nic nie osiągnie jeżeli tutaj zostanie. Jak było jakieś wyjście to się tam skierowała... czas się zorientować, co jest tutaj właściwie grane...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Nie 1 Lut 2015 - 19:13

Podniosła się z trudem. Czuła lekkie mdłości i dziwną ciężkość. Dokuśtykała powoli do krzesła, ale nie musiała szukać po ubraniach, bowiem ujrzała amulet leżący za apteczką.
Ruszyła do wyjścia po tym gdy już zabrała co chciała. Doczłapała do drzwi, po czym wyszła na zaniedbany korytarz. To zdecydowanie nie było to samo November Eleven, które pamiętała. Vormund nigdy nie pozwoliłby na taki nieporządek. Przyglądała się siatce pęknięć na ścianie wyglądającą jakby ktoś przywalił w nią pięścią, kiedy poczuła jak zawartość żołądka podeszła jej do gardła. W ustach rozlał się paskudny smak. Musiała oprzeć się o futrynę, bo przez moment poczuła się jeszcze słabiej.
Do euforii wywołanej pożarciem Charlotte nie ostał się choćby ślad. Za to były szepty, które kazały jej spojrzeć do góry. Na suficie ujrzała wydłużony ludzki cień. Nie miał oczu, ale wiedziała, że wpatruje się wprost w nią. Zabrakło Adama, więc znowu mogli ją bezkarnie podglądać i dręczyć.
Ból w brzuchu. Odruchowo położyła na nim dłoń przez co zdała sobie sprawę, że jest dziwnie pękaty. I znowu coś poczuła. Coś się poruszyło. Coś poruszyło się w niej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Nie 1 Lut 2015 - 20:37

Było... ciężko... bardzo ciężko... coś się jej musiało stać. Coś... uhhh... przynajmniej znalazła swój krzyżyk. Tyle dobrego. Założyła. To na razie jedyna rzecz, która jej pozostała a mogła się przydać. Zbyt źle się czuła. Tak słabo, ociężale... mdliło ją. Założy to później, jak zobaczy co się stało... a tak właściwie, to gdzie teraz jest. To ta rzeczywistość. Ten cały popieprzony Chuck...
Zdawało się, że to faktycznie November Eleven. Ale takie jakby... opuszczone. Nie było tutaj Vormunda na pewno. W każdym razie, nie tego którego znała. Była gdzieś indziej. W innej rzeczywistości. Inny wymiar. Inny świat. Może jak będzie powtarzać to sobie to... toooo... ghhhhk!
Prawie zwymiotowała. Ledwo jej gardło powstrzymało kwas żołądkowy. I tak go poczuła w ustach. Połknęła, bo co miała zrobić? Jakoś był tutaj wystarczająco duży burdel... burdel. Nie, to raczej nie to... za dużo zniszczeń. Tu takie uderzenie, jakby ktoś... w sumie nie zastanawiała się, jak grube tu są ściany... co do licha, czego chcą?!
Zerknęła na górę. Cień. Jakimś dziwnym trafem przypomniała sobie dzień, w którym się to wszystko zaczęło. Szkoda, że nie miała poduszki. Może by to zniknęło w diabły... ugh, CO JEST?! Co się dzieje z jej... jej... jej... j-jej...
-...nie... nie no, to chyba... to jakiś żart chyba...-Trzymała tą dłoń na brzuchu, drugą opierając się o futrynę, i nie mogła uwierzyć w cokolwiek co widziała. Jak. Z kim. Kiedy. Po co. To fałsz. Fałsz. FałszfałszfałszfałszfałszfałszfałszFAŁSZFAŁSZFAŁSZFAŁSZFAŁSZ!!
Zaczęła się hiperwentylować. Niemożliwe! NIGDY BY DO TEGO NIE DOPUŚCIŁA! Musiała... wsunęła rękę pod koszulę by sprawdzić, czy to to co myśli czy może jakaś narośl z piekła rodem. Chyba by to wolała... musiała się dowiedzieć... to ta rzeczywistość. Musiała się wyrwać. Nie ma mowy, by tu została... spróbowała wyrównać oddech. Uspokoić się chociaż trochę... iść dalej. Do głównego pomieszczenia. Może... ktoś, coś... cokolwiek tam jest, co jej to wszystko wyjaśni...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Pon 2 Lut 2015 - 20:10

Dłoń napotkała niezburzoną niczym gładkość skóry. Tą bardziej pocieszającą opcję z naroślą trzeba było więc odrzucić. Wobec tego nic dziwnego, że miała trudności z uspokojeniem się. Wszystko co ją otaczało zdawało się być częścią koszmaru w jaką wpędził ją mały chłopiec. Jak się z tego wybudzić? Czy w ogóle można było się wybudzić?
Zeszła na dół, chociaż ze względu na jej stan trochę to zajęło, co i tak było lepszym rozwiązaniem niż bezwładne stoczenie się po schodach.
Również sala główna mało przypominała November eleven, które niegdyś znała. Puchaty dywan uwalniał mgiełkę kurzu przy każdym kroku. Brakło zapachu kadzidełek, a i stolików i krzesełek było niegdyś więcej. Wszystkie okna zabite były deskami. Zerwano kurtynę dzięki czemu mogła rzucić okien za zagracone pomieszczenie za sceną. Bałagan tam panujący zdawał się być taki sam jak dawniej.
- A Aleksander tyle razy mówił żebyś spała na dole. - Zza baru wyłonił się barman. Trzymał w dłoni butelkę, z której do szklanki zaczął nalewać niebieskawy płyn. - Ale ty jak zawsze musiałaś postawić na swoim, co?
Wyglądał jakby postarzał się o dobre dziesięć lat. Dorobił się dwóch głębokich bruzd na czole i mnóstwa mniejszych zmarszczek rozsianych po twarzy. Jego włosy również mocno się przerzedziły. Dwa zakola świeciły mocno i wyraźnie. Ubrany był też inaczej niż zazwyczaj. W szary dres z kapturem, który upodabniał go do mocno podstarzałego dresiarza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Pon 2 Lut 2015 - 21:42

...cholera jasna. No to pięknie... po prostu chyba lepiej być nie mogło. "Lepiej"... przeklęte sztuczki. Może to jeszcze tylko... znając ich to tak mogło być. Zaszczepili jej coś, i teraz to odczuwa nawet tutaj w ten sposób. To jeszcze gorzej dla niej, bo cholera wie co z tego wyjdzie i co jej zrobią jak już to wyjdzie. Albo... to tylko jej wrażenie. Tak czy owak...
...nic tylko bluzgać. Chyba tylko strach przed bólem powstrzymywał ją przez próbami wydrapania sobie tego z brzucha. Poza tym, musi być lepszy sposób... jakby tutaj zginęła, to pewnie razem ze swoją świadomością. Chociaż... ugggh! Nogi ją zaczynały boleć od tego stania!
...a było jeszcze gorzej przy wchodzeniu. Między innymi dlatego nie chciała nigdy mieć dzieci. Człowiek w trakcie stawał sie wrakiem, a potem niewiele lepiej... nogi jej się uginały przy schodzeniu. Trudno, ciężko... a i widok jej nie zachwycił. Chociaż mogła się go oczywiście spodziewać.
Wszystko było takie, jakby to miejsce było całkowicie opuszczone. Zabite okna. Dywan... zdziwiła się, że on był tu jeszcze. nawet kurtynę przecież zdjęli. Chyba nie ma nic trwalszego niż ten przeklęty kawał materiału, który...
...nie, jest chyba coś jeszcze. Barman, którego imienia nigdy nie było dane jej poznać. Nawet nie było jej to potrzebne, chociaż... mogłaby się zastanawiać, co lepiej zniosło coś, czego nawet nie pamię... nie wiedziała.
-Zamk...-Odruchowo zaczęła, ale uderzyły w nią znienacka dwa fakty. Raz, facet był jak na razie jedynym źródłem informacji, który mógłby jej coś powiedzieć. Po drugie... wspomniał o Aleksandrze. Zerknęła odruchowo na siebie. Czyżby... raczej wątpliwe. Chociaż... przetarła oczy. Już była zmęczona tym wszystkim, o wiele bardziej, niż powinna. Machnęła ręką i rozejrzała się za jakimkolwiek miejscem, na którym mogłaby usiąść i efektywnie zetrzeć kurz.
-Jakkolwiek to zabrzmi...-Zaczęła przechodząc do upatrzonego miejsca. Sama myśl o tym, czego była świadkiem ją gotowała w środku-...co tu do cholery się... ech, nic nie wiem, nic nie pamiętam...-Przetarła twarz, pokręciła głową. Jak właściwie miała o to zapytać?
-Możesz mi w skrócie powiedzieć, co się działo od czasu gdy... ostatnie co wiem to to, że zniknęłam...-Zwróciła się do niego bezpośrednio. Zaczynała się denerwować.
-Co się stało z Vormundem? Gdzie są wszyscy? Czemu to miejsce jest ruiną? I dlaczego do... mam TO!-Wskazała na swój brzuch, nie kryjąc rozdrażnienia. No chyba już konkretniej nie mogła tego wszystkiego ująć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Sro 4 Lut 2015 - 19:21

Barman spojrzał na nią z ukosa, po czym przytknął do ust szklankę z alkoholem biorąc duży łyk.
- Bleh, trzeba wyjść na zewnątrz i poszukać czegoś porządnego. Te likiery są dla bab. - Nie spieszył się z udzieleniem odpowiedzi. Otarł usta wierzchem dłoni i wziął jeszcze jeden łyk jakby chcąc sprawdzić cierpliwość Ishifone. W końcu podrapał się po brodzie, odstawił szklankę i zwrócił się wreszcie do quincy.
- Bardzo dobrze, że Aleksander poszedł szukać leków dla ciebie to może nie będziesz tak upierdliwa - rzucił oschle. - Najpierw słyszysz i widzisz rzeczy, których nie ma. Awanturujesz się, a teraz jeszcze dostajesz amnezji. I że też akurat z tobą musiałem utknąć po końcu świata. Cholerny ze mnie szczęściarz, czyż nie? - Barmana którego pamiętała nie można było zaliczyć do najsympatyczniejszych ludzi na świecie, lecz tego tutaj zdawał się osiągać nowe dla siebie poziomy niesympatyczności.
Gdy wskazała na swój brzuch popatrzył na nią jak na idiotkę.
- Chyba nie zapomniałaś jak powstają dzieci, co? Bo ja nie mam zamiaru odświeżać ci tych informacji. Wiedz tylko, że gorszej pory na płodzenie szczeniaka nie mogliście sobie wybrać. Chociaż świętej pamięci Vormund byłby pewno zachwycony. Nowy mały człowiek jako zapowiedź lepszych czasów. Bleh, stary lubił takie pierdoły.
Barman opróżnił szklankę jednym głębokim łykiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Sro 4 Lut 2015 - 19:48

Wyczekała cierpliwie. W miarę, bo jedyną oznaką irytacji było jej świdrujące spojrzenie. Ale to, co powiedział mogłoby całkiem wiele wyjaśnić. Przyszłość na podstawie wyborów. A czym jest przyszłość wobec zapowiedzi... no, ten nowy świat Shina. Brzmiało uroczo. Całkiem możliwe, że właśnie to by się zadziało jakby wróciła do November Eleven...
...poza tym dzieciakiem. Na to by nigdy nie pozwoliła... i na pewno zachowała by szczotkę. Toż musiało minąć z dobre... z rok przynajmniej. Jak nie więcej. Słuchała go dalej, do końca, na bieżąco formułując proste wnioski. Vormund nie żyje. Aleksander natomiast tak, i wychodziło na to, że właśnie w niej sobie postanowił spłodzić potomka. Chyba z braku alternatywy, chociaż ten akt poszukiwania leków zamiast związania jej i założenia knebla mógł świadczyć o czymś innym. To... mogła to wykorzystać. W przeciwieństwie do tego... brakowało jej słów.
-Jakbyś miał lepsze rzeczy do roboty-Musiała przyznać. Posiadanie takiego ciężaru skutecznie ograniczało jej możliwości i próby wydostania się stąd... sama by się chętnie napiła. Ale... coś ją akurat blokowało. Resztki troski o... siebie. Jakby Aleksander wrócił i zależało mu na tym dzieciaku, nie zebrałaby się potem z podłogi-Więc powiedz, co się do cholery stało ze światem. I dlaczego wszystko szlag trafił
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Sob 21 Lut 2015 - 16:29

- Żebyś wiedziała, że mam. - Zaczął napełniać szklankę nową porcją alkoholu. - Ale to akurat dobre połączenie słów. Świat poszedł w cholerę, a poszedł dzięki twoim znajomkom. - Wziął łyk. - Aczkolwiek gdyby mnie zapytać to skończyło się całkiem zabawnie, co nie? Tyle lat zbierali do kupy to ustrojstwo, które miało zapełnić im władzę nad światem i gdy już szykowali się do zebrania śmietanki okazało się, że z większości populacji Ziemi zostały wyrwane dusze, które zlały się w jeden blob posiadający jedną ambicję pochłonięcia resztki ocalałych. - Po raz kolejny przechylił szklankę, po czym łypnął na Ishifone złowrogo. - Ale jakim cudem ty się ostałaś? Przecież byłaś w epicentrum. Podejrzane, podejrzane. Żebyś jeszcze chociaż zachowała przy tym pożyteczność...
Drzwi otworzyły się i do środka wparowały dwie osoby. Aleksander i Ami. Przywarli do ściany po obu stronach drzwi. Barman zaklął.
- Schowaj się, na dół! - Syknął Aleksander do Ishifone. Również on wyglądał inaczej niż go sobie zapamiętała. Skrócił mocno swoje długie niegdyś włosy. Twarz postarzała się o kilka ładnych lat.
Barman wyłonił się zza baru ze strzelbą. Podszedł do okna i zerknął przez szparę pomiędzy deskami. Zaklął.
- Więcej ich tutaj przywabić nie mogliście, co? - wyszeptał gniewnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Sob 21 Lut 2015 - 20:29

...chwila, co? Nie no, kreatywne to jak większość filmów pornograficznych. Zrobili coś, coś nie wyszło, wszystko szlag trafił... i wyszedł z tego jakiś glut co pochłania wszystko. Jak z jakiś durnych horrorów. Porównania pchały się do niej drzwiami i oknami. Jedna rzecz się najwidoczniej nie zmieniła. To, że ludzie patrząc na nią krzywo. Chociaż może to tylko ten barman. Ale tak jakby gapił się jeszcze bardziej z ukosa niż zwykle.
No i co teraz? Co może zrobić? Jakie epicentrum? Czyżby... może. Czyżby w tej alternatywnej rzeczywistości Adam za nią się... wstawił? Teoria durna, bez pokrycia i w ogóle, ale coś w tym mogło by być. Miała coś lepszego? Nie miała. Miała jakiś plan? Phi. No co mogła zrobić? Nikt nic tutaj nie będzie wiedział. Bo to wszystko jest...
I sru. Zanim odpowiedziała na to ripostą albo dalszymi pytaniami, do środka wparował Aleksander z Ami. Wiele nie zdążyła wymyślić, odpowiedzieć tym bardziej, a o kwestionowaniu nie było mowy. Zwłaszcza, że z tego co zrozumiała to na zewnątrz się działo. Jakby na to nie patrzeć, w tym stanie i z jej łukiem za wiele to nie zadziała.
Więc miała pierwszy punkt planu. "Przeżyć". Chociaż może jak zginie to wróci do siebie. Na razie jednak podniosła się i czym prędzej skierowała się tam tam na dół, gdzie to podobno miała sypiać. Może jakimś cudem ma to własności bunkra chroniącego ją przed wszelkim paskudztwem tego świata.
Ciąża. I ta noga. No cudownie, jeszcze niech się okaże, że zamiast stopy ma trójkątne kółko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Czw 26 Lut 2015 - 20:44

Wycofała się za scenę gdzie otworzyła klapę prowadzącą na dół. Schodząc po drabinie mogła jedynie wspomnieć łatwość z jaką niegdyś postawiała stopy na kolejnych szczebelkach. Przynajmniej działały tu lampy i nie schodziła po ciemku.
Trochę czasu zajęło zanim zeszła na sam dół, gdzie rozłożonych było kilka posłań. Z góry nie dochodziły żadne dźwięki. Za to na miejscu towarzyszyły jej szepty. Nie były one jakieś nadzwyczajne. Ciągle te same niezrozumiałe słowa, do których musiała na nowo przywyknąć. Kątem oka dostrzegła jakąś postać. Gdy jednak spojrzała na posłanie, okazało się, że nikt na nim nie siedział. Brak Adama dawał się we znaki.
Minął jakiś kwadrans, gdy zeszedł do niej Aleksander. Zbliżył się do niej bliżej niż kiedykolwiek i objął delikatnie.
- Poszli sobie. - Odsunął się i spojrzał na nią badawczo, po czym ściągnął plecak jaki nosił i pogrzebał w nim. - Proszę. - Wyciągnął w stronę Ishifone pudełeczko z dobrze jej znanymi pigułkami. - Powinny pomóc i nie zaszkodzą dziecku. - Przemawiał delikatnie i na widok troski na jego twarzy przypomniał jej się taki jeden typek, który kiedyś chciał ją usidlić i wplątać w małżeństwo. Dawne czasy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Pią 27 Lut 2015 - 0:22

...no po prostu rozwalała ją ta bezradność. Tyle pracy, starań, i wszystko na marne. W tej sytuacji na pewno. Ledwo co się ruszała, o walce nie wspominając... i co? Zamiast osiągnąć potęgę, zrobili z niej upośledzony inkubator.
Schodziła kawałek czasu. Powoli, ciężko. Miała czas pomyśleć. O tym, jak bardzo sobie przechlapała chęcią... właściwie, do cholery, dlaczego ona to powiedziała?! Byli na obcym terytorium, a on był zbyt pewny siebie jak na osobę która by miała jakiekolwiek dylematy. Stanęła po złej stronie, która od początku była przegrana... po prostu... dlaczego zawsze to JEJ się musi dostawać?!
Zacisnęła zęby. Szepty utrudniały jej myślenie. Odzwyczaiła się, i z całą tą scenerią tworzyły wręcz upiorną atmosferę. Aż dziw, że te lampy działały. Podobno świat się skończył, apokalipsa i w ogóle. A tu światła świeciły jakby nigdy nic. Dziwne. Ale poręczne, bo nie spadła i nie skręciła sobie karku.
To mogłoby ją zaboleć.
Może nawet bardziej, niż samo istnienie w tym stanie. Jej ciało, umysł, i... duch w sumie bez potrzeby żarcia dusz chyba nie był w aż takim złym stanie. Chociaż trudno powiedzieć... miała dosyć. Dotarła... coś jej śmignęło. Ktoś. Ale tylko na moment. Zwidy. Cały czas. Brakowało jej Adama, nie tylko przez jego użyteczność.
Miała z kim pogadać. Tylko on ją rozumiał... cholera jasna...
Siedziała tak przez piętnaście minut. Myślała o wielu rzeczach. Na przemian o tym jak to się mogło stać, że ta rzeczywistość jest taka a nie inna, i o tym jak mogłaby się stąd wydostać. Nie wyglądało to najlepiej. Była kompletnie niezdatna do czegokolwiek. Ledwo co się ruszała. I noga, aż dziw, że jej nie pękła przy takim ciężarze. By jednak to podsumować, jej ponure i wybiórcze rozważania obejmowały takie elementy rzeczywistości jak sposób śmierci tych osób które znała a nie żyją (Prawdopodobnie ten cały "wypadek" który zamienił ten świat w burdel), jakim niby cudem zgodziła się zostać matką (...wpadka. Pewnie tak), niby dlaczego Aleksander... o ile to on jest ojcem, zechciał się nią zainteresować (Nie miał wyjścia?). Tak czy owak... gorzej się tylko czuła gdy myślała o opcjach które przed sobą miała. I ile czasu straciła. I traci.
Siedziała i gapiła się w podłogę. Nie słyszała niczego na górze, więc albo wszyscy już nie żyją, albo nic się nie dzieje. To drugie zdawało się mieć miejsce, gdyż ktoś do niej zszedł. Aleksander. I teoria, że to właśnie przez niego musiała się męczyć tak jakby się potwierdzała w momencie gdy ją objął. Chociaż w tym momencie miała reakcje niczym dość sztywna lalka. Nie zareagowała na to za bardzo. Przyglądała mu się jedynie zrezygnowanym, zmęczonym spojrzeniem. Kłamstwo. Ale była w nie wrzucona. Westchnęła ciężko i zabrała pudełeczko, przyglądając mu się. Powinna coś powiedzieć. Chociaż tego typu słowa ciężko jej przechodziły przez usta. Zwłaszcza, gdy nie miała kompletnie nastroju.
-...dzięki...-Wzięła głęboki oddech, i wypuściła powietrze ustami. Była bezbronna. A ta troska kojarzyła się jej bardzo z pewną osobą. Aż ją coś rozrywało w środku. Zamknęła oczy. Przełknęła ślinę, ciężko bo ją zacisnęło w gardle. Tak to ma wyglądać?! Już wolała umrzeć próbując się stąd wydostać.
Poszperała chwilę i wyciągnęła jednorazową dawkę. Zażyła ją. Posiedziała chwilę w ciszy. Nawet nie była pewna, co to właściwie jest za stan w jakim była. Co dokładnie się stało, na jakiej zasadzie to działa. Nic. Zaczęła ją wypełniać frustracja
-I tak cokolwiek nie powiem to mi nikt nie uwierzy-Mruknęła podnosząc powieki i przenosząc wzrok na Aleksandra-Nawet bez mojej choroby to zabrzmi mało wiarygodnie. W tej sytuacji. Ale...-Powoli siadały jej nerwy. Bezradność. Głównie to. Jeszcze nigdy nie czuła się aż tak bezbronna i bezsilna. Właściwie odebrano jej wszystko, co do tej pory miała. Zbierało jej się na płacz. Wszystko, dosłownie WSZYSTKO jest nie tak.
-...nawet nie wiem, jak to wszystko... jeśli się stąd wydostanę, zabiję gnojka...-Wyszlochała, przecierając twarz dłonią. Próbowała się uspokoić ale było to dość trudne. Głębokie wdechy ją tylko rozjuszały, bo słyszała swój słaby, rozdygotany głos. Nie chciała wierzyć, że będzie musiała tak żyć. Nie mogła, po prostu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Wto 3 Mar 2015 - 21:58

Jeśli się zastanowić to istotnie fakt działającego oświetlenia mógł dziwić. Może sprawili sobie niezależne źródło zasilania, które jakby nie patrzeć w czasie apokalipsy byłoby bardzo przydatne.
Łyknęła pigułki i jeśli cienie nie zmutowały w coś gorszego to już wkrótce ich natarczywa obecność powinna osłabnąć. Sama Ishifone będzie czuć się bardziej osowiała co zważywszy na okoliczności można było nawet uznać za pozytywny efekt uboczny.
Aleksander spojrzał na nią z jeszcze większą troską. Położył dłonie na jej barkach i spojrzał głęboko w oczy. Zauważyła, że prawdopodobnie przyszły ojciec dorobił się poszarpanej blizny na boku szyi.
- Nie martw się. Leki dadzą ci trochę wytchnienia. - Najwyraźniej uznał, że jej poddenerwowanie spowodowane jest omamami choroby. - Najważniejsze jest zdrowie twoje i dziecka. - Jakby w odpowiedzi poczuła kopnięcie w brzuchu. - Jesteś w trudnym okresie, ale po narodzinach będziesz mogła odpocząć. Barman obiecał pomóc. Trochę przy tym pomarudził jak to on, ale w końcu udało mu się wychować dwie córki i co nie co o niemowlakach wie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Wto 3 Mar 2015 - 22:34

Poczuła dłonie na swoich ramionach. Podniosła wzrok i zobaczyła te niezwykle troskliwe oczy. Zależało mu... i doprowadzało ją to do szału. To wszystko to nieprawda. Okrutna, paskudna, nie... nie do... Nie, nie zgadza się na to wszystko! Nie, niech ktoś ją stąd zabierze, niech się to skończy!
Jeszcze to kopnięcie. Jakby mogła, wydrapała by to sobie choćby gołymi rękoma. To było z tego wszystkiego najgorsze.
Przypatrzyła mu się żałośnie. Schowała twarz w dłoniach. Nie obchodziło ją to. Nic ją nie obchodziło. Chciała tylko uciec z tego świata, wrócić choćby i na usługach kogokolwiek. Byle nie tutaj, nie w tym stanie. Jak... co może zrobić? Bezbronna. Pierwszy raz w życiu była aż tak bezsilna.
-To jest kłamstwo...-Wymamrotała w końcu-To ten gnojek mnie tu zesłał. Bo byłam po złej stronie... ale nikt mi nie uwierzy. "To wariatka, ma omamy, trzeba przeczekać". Pies to by... od początku...-Pokręciła głową. Musiała się wziąć w garść. Od użalanie się nad sobą nie przybywa jej wiarygodności ani szans na wyrwanie się stąd. Przetarła oczy, pociągnęła nosem.
-Możesz mi powiedzieć, jak to się stało, że właściwie my...-Zakręciła palcem w powietrzu. Zerknęła z trudem w dół na swój brzuch. Skoro na razie jest kwalifikowana jako rozdygotana wariatka, to niech chociaż się czegoś dowie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Pon 9 Mar 2015 - 21:11

- Hej, głowa do góry, nowicjuszu. - Potrząsnął nią delikatnie. - Nikt tutaj nie ma cię za wariata. Pod pewnymi względami to ty jesteś z nas wszystkich najrozsądniejsza.
Próbował podnieść ją na duchu i nie przypominał przy tym Aleksandra, którego pamiętała. Ten tutaj zachowywał się niczym opiekuńczy i troskliwy chłopak jak gdyby żywcem wyjęty z pierwszego lepszego romansu.
Dalej popatrzył na nią z zakłopotaniem. Uśmiechnął się niepewnie.
- Cóż, po prostu się stało. Daliśmy się ponieść emocjom i teraz przyjmiemy tego konsekwencje. Ale nie dręcz się tym teraz. Odpocznij trochę. - Musnął jej policzek palcem.
Gdy tak go słuchała zorientowała się, że cienie umilkły. Pigułki niesamowicie szybko zadziałały.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Pon 9 Mar 2015 - 22:30

Ten syf ją trzepnął błyskawicznie. Przestało się kłębić wokół niej. A z drugiej strony "uspokoiła się", chociaż bardziej to czuła sie jakby jej głowa wylądowała w kłębie wełny. Próbowała sobie przypomnieć, co on mówił... opuściła spojrzenie, jednym uchem słuchając, a... drugim też. Co innego miała jednak w głowie.
-Uwięzione w zupełnie innych rzeczywistościach... rezultat wyborów ludzi...-Wymamrotała na głos, sięgając pamięcią do tych świeższych wspomnień. Jak można było walczyć z czymś takim? Czy było to w ogóle możliwe, by się uwolnić? Była gdzieś w takim stanie, że przy obecnej sytuacji to byłaby pewna śmierć. A może właśnie o to chodziło? By ją zniechęcić... to wszystko jednak, jako element tej rzeczywistości... tylko ona tu była obca. I swoja, bo zmieniona przez nią.
Była muskana po policzku. Naszła ją dziwna refleksja. Zwłaszcza gdy przypomniała sobie, jak ją nazwał ten "Aleksander".
-Jeżeli kiedyś miał przyjść czas zapłaty, to chyba właśnie to ten moment. Ten Chuck stworzył mi prawdziwe piekło-Podniosła spojrzenie. To nie było tak... to wszystko jest przekrzywione. Pozakręcane. Jakby ktoś chciał coś posklejać z jakiś części, ale nie wiedział jak się za to zabrać. Takie miała skojarzenie. Barman jak Baldrick. Aleksander jak Ryouji. Brakowało jej Ami i... Sonia prawdopodobnie nie żyje. Nawet nie zamierzała o nią pytać... wszystko jej było akurat z tym jedno. Przemknęło jej, że to... niebezpieczne. Chyba najgorsze, co może być. Ten może jej nie uwierzyć, ale... chrzanić to.
-To nie jest prawdziwa rzeczywistość. Zesłał mnie tu pupilek tego całego Aiby, bo stanęłam po niewłaściwej stronie. I muszę stąd uciec. Jak najszybciej-Wpatrywała się w niego dalej, obojętnie, może nawet lekko przymglenie. Przede wszystkim, nie mogła dopuścić do siebie myśli, by się z tym mogła pogodzić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Nie 22 Mar 2015 - 19:24

- Nie zadręczaj się tymi iluzjami. To fikcja. Prawdziwa jesteś ty, ja i dziecko, które w sobie nosisz. - Aleksander zabrzmiał jakby był przyzwyczajony do tego, że Ishifone mówiła rzeczy, które zapewne większość ludzi wzięłaby za bredzenie szaleńca.
Działanie pigułek nasilało się. Ogarniał ją tępy spokój. Myśl o pogodzeniu się ze otaczającą rzeczywistością pojawiła się jednak. Tyle że wydawała się obca, jakby sztucznie wprowadzona do umysłu Ishifone, w którym pomału wygasały przed chwilą jeszcze mocno rozognione emocje.
Aleksander jeszcze raz poradził jej, aby odpoczęła, po czym ruszyłby do drabiny, aby wspiąć się na górę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Nie 22 Mar 2015 - 20:06

...pieprzenie... też jest iluzją. Dlatego tak gada. A to wszystko tak jest ułożone, że nikt jej nie uwierzy. Za dużo problemów, jej reputacja, stan... no co ona może zrobić? Nic nie może, na to wychodzi... no kurcze...
-To prawda... co mówię to prawda...-Westchnęła zrezygnowana, bez przekonania. Według niego bredziła, bo i pewnie bredziła wcześniej. Mądrzejsza w niektórych sprawach niż inni. Oczywiście. Tylko nie takich, które akurat by ją interesowały. I tak teraz nic nie osiągnie. Nic nie zrobi. Jest słaba, unieruchomiona... i właściwie, po co to... mogłaby się...
Trudno jej się myślało. Leki zaczęły działać, i to tak mocno. Szybko. Dziwnie szybko. Położyła się na boku... ech... wszystko stracone, równie dobrze może się poddać. Trzeba się pogodzić z tym i...
...myśli jakieś głupoty. Musi być jakiś sposób, ale na razie... nie, na razie nie było szans. Nie w tym stanie... musi odczekać... jakoś potem... może... albo i nie...
Wszystko takie wyblakłe się wydawało i... w ogóle... może faktycznie odpocznie. Będzie mogła lepiej pomyśleć. Więc leżała. Starała się odpocząć...
-...przyjdź do mnie potem-Powiedziała Aleksandrowi na odchodne. Przynajmniej z cieniami będzie spokój.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Sob 4 Kwi 2015 - 20:58

Aleksander wdrapał się po drabinie i zniknął zamykając za sobą klapę w suficie. Była zdecydowanie zmęczona w czym sporą zasługę miały dopiero co zażyte leki. Wobec tego nie miała większych problemów z pogrążeniem się w ciemnych odmętach snu...

...które były naprawdę ciemne. Nic się jej nie śniło, a po pobudce stwierdziła, że wciąż znajdowała się w sali treningowej pod November eleven, chociaż teraz to miejsce trzeba było raczej nazwać schronem. Wciąż czuła się otumaniona, ale dzięki temu cienie nie miały do niej dostępu, więc koniec końców wychodziła chyba na plus.
Z uwagi na nieco spowolnione procesy myślowe, dopiero po chwili dostrzegła, że nie jest sama. Kilka metrów dalej, na macie spała Ami. Jej twarz wyglądała tak niewinnie, że można było ją wziąć za śpiącą królewnę rodem z baśni. Dosyć sfatygowaną i naznaczoną życiem królewnę jeśli być dokładnym. Jasna blizna przecinała brodę, a bok szyi szpecił ślad po poparzeniu. Spała na plecach z rękoma skrzyżowanymi na piersi na wzór egipskich faraonów. Na nadgarstku dziewczyny Ishifone dostrzegła srebrny łańcuszek z krzyżem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Nieznane   Today at 17:53

Powrót do góry Go down
 
Nieznane
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 9 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 8, 9, 10, 11  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Świat :: Ziemia :: Pozostałe Tereny :: Inne-
Skocz do:  
Forumotion.com | © phpBB | Free forum support | Kontakt z | Report an abuse | www.sosblogs.com