IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Nabór na stanowiska Mistrzów Gry! Rekrutacja na GG: 2785425!
Pomoc dla nowych graczy

Lista aktywnych Mistrzów Gry:
Kamys 5/3 | Izdurbal Tenshi - 3/4 | Kuchiki Kyosuke - 6/3
CZaras – 2/3 | Shadow - 1/1 | Kaz- 1/1 | Kovacs - 0/1 |
Watanabe no Tsuna
- 2/3* (możliwe dodatkowemiejsce o ile KP zainteresuje, zaś gracz będzie aktywny)


Share | 
 

 Nieznane

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 9, 10, 11  Next
AutorWiadomość
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Czw 20 Mar 2014 - 19:51

Nikt nie wykazywał choćby odrobiny zainteresowania jej osobą, poza Charlotte która do niej przychodziła tylko po to, by nie zdechła z fizycznego głodu. Papierowa zupa. Tego jej było trzeba. Wypełniacza żołądka, do którego nie wiadomo co było wciśnięte. Może ją tak naprawdę podtruwali? Przez tą konsystencje ledwo co dawało się to jeść.

Przynajmniej dostała ubrania. Za duże, ale i tak je włożyła, bo było to lepsze od podartych i osmolonych ciuchów. Miss uniwersum jednak dzięki temu nie zostanie, co nie było teraz najważniejsze. Co jeszcze dla niej się dostało? Jakiś kryminał, i romansidła tak koszmarne, że gdyby miała tutaj muszlę klozetową używała by papieru wykorzystanego na to dno do podcierania się, bo chyba tylko do tego się to nadawało. Nie zamierzała sprawiać sobie jeszcze dodatkowego bólu.

Najpierw trochę zaczęła ćwiczyć. Szybko jej się to jednak znudziło, nie dłużej niż po piętnastu minutach. Więc znowu była bez zajęcia. Początkowo większość czasu spędzała leżąc na łóżku. Miała sporo czasu na przemyślenia. Naprawdę dużo. Zastanawiała się co teraz z nią będzie. Do czego będą chcieli ją wykorzystać i kiedy się jej pozbędą. Nie miała złudzeń, będzie żyła tak długo aż uznają, że nie opłaca się jej trzymać przy życiu. No chyba, że ucieknie, ale co wtedy? Jedynym wyjściem byłoby znalezienie kogoś, kto by to mógł odwrócić i nie zabiłby jej na miejscu. Albo opanowanie tego czegoś. Na razie się na to nie zapowiadało.

Poza tym, nawet z tego wszystkiego zaciekawiło ją to, jak przyjęli jej zniknięcie w November Eleven. Pewnie nijak. Ami była z tymi w zmowie. Kenichi pewno niespecjalnie, bo to był on. Sonia może trochę by się obwiniała, chociaż to było bardzo wątpliwe. Pewnie by wyszła z założenia, że sama sobie naplotła biedy. Reakcję Vormunda łatwo było przewidzieć. Kolejna "sierotka" która sobie zginęła. Powinien być już do tego przyzwyczajony, ciekawe tylko, czy to samo będą sądzili jego "przełożeni", o ile takowych miał. No ona sama miała wrażenie, że jednak jakieś problemy były. Ciekawe tylko w jakim stopniu. Może jednak powinna podpytać kogoś kompetentnego. O ile oczywiście ktoś taki wreszcie się pojawi, bo na razie ani widu ani słychu.

A było coraz gorzej. Nikt nie przychodził. Była sama. A ona stawała na głowie, by uporać się z problemami dręczącymi jej duszę. Dosłownie i w przenośni. Raz zastygła na parę godzin z bezruchu zwisając z krawędzi łóżka, wygięta w półksiężycu, nie odczuwając z tego powodu jakiegoś zwiększonego dyskomfortu. Bolała ją głowa, i odczuwała narastający głód. Znała to uczucie, świadomie i instynktownie. Próbowała to przetrzymać i myśleć o czymś zupełnie innym. Na przykład jak bardzo nielegalne jest przetrzymywanie jej tu wbrew jej woli, i jak bardzo niewiele może z tym zrobić. Zliczała paragrafy które zostały złamane w trakcie ostatniego miesiąca. Było jednak coraz gorzej, i w pewnym momencie jedynym bardziej abstrakcyjnym, ale jednak ciągłym tokiem myśli były jej rozważania na temat sufitu.
Było potem jeszcze gorzej. Nie była w stanie skleić sensownej frazy bez siłowania się ze swoimi myślami. Parę razy przenosiła się z łóżka na podłogę, nie do końca w wyniku zaplanowanego działania. Ale było jej tak wygodniej, miała przestrzeń do mocowania się ze sobą. A naprawdę miała z czym. Cienie wróciły, jak zwykle w czarniejsze godziny. Zaciskała mocno palce, zwijała się w kłębek by po jakimś czasie się rozwinąć. Wiła się. A potem wczołgiwała się na łóżko gdy udawało jej się usłyszeć, że ktoś idzie. Sądziła, iż ma silną psychikę. Do tej pory jednak nigdy tak zgodnie nie domagała się czegokolwiek w swoim życiu.

Udało się jej jednak zasnąć, chociaż raczej ze zwykłego wycieńczenia aniżeli samej chęci, chociaż było to dla niej pewną ulgą. Do czasu, bo jak się obudziła było jeszcze gorzej. Cała zlana potem, miała wrażenie, że zaraz dostanie zawału. Dokonała potem przerażającego odkrycia. Zabrali jej oko. I rurki. Amulet zostawili, ale to marna pociecha. To ją przełamało.
-CO MI JESZCZE ZABIERZECIE SKURWISYNY?! NAJPIERW TAMTO, TERAZ TO, CO JESZCZE?!-Rzuciła się do drzwi w napływie jakiegoś szału. Waliła z całej siły w drzwi. Gdyby mogła to by może nawet użyła do tego swojej energii duchowej, ale w stanie tak skrajnego rozdygotania nawet o tym nie pomyślała. Zmęczyła się szybko i osunęła na podłogę, dygocząc z głodu, bólu i bezsilności. Głosy podpuszczały ją coraz bardziej. Jakby miała pod ręką coś ostrego najpewniej zakończyłaby to w jednej chwili. Tak jednak siedziała na podłodze z przekrzywioną głową. Po tym wybuchu jakby się trochę uspokoiła.

Po prawdzie to czekała. Na coś. Cały czas czekała zamiast działać, ale do takich wniosków była zbyt odrealniona. Opadła żałośnie na podłodze, skręcając się z głodu. Miała większe zwidy. Coś jakby się od czasu do czasu poruszało przy kącie jej oka. Patrzyli na nią i się śmiali. Śmiali się, cieszyli z jej cierpienia. Bo ona jest wyjątkowa, zawsze była. Teraz ją dopadli i będą się znęcać. Ona ich dopadnie i zabije. Niech tylko się stąd wyrwie...

Drzwi otworzyły się. A za nimi stała nie Charlotte, na której wejście reagowała tylko zwleczeniem się z ziemi i pokornym przyjęciem posiłku, tylko Schmitt, którego utożsamiała z samym wcieleniem diabła. I ten czort właśnie trzymał na smyczy coś, co w tej chwili przywróciło by jej jasność ciała i umysłu, ale też przybliżyło do jej zagłady. W tej chwili nie było to istotne, nawet nie miała zbytnio szans dojść do tego rodzaju wniosków. Chciała zwyczajnie zaspokoić swój głód. Przypomniała sobie ekstazę którą przeżyła parę dni temu. Uczucie wypełnienia. Nie było siły, która by ją teraz powstrzymała. Mogłaby choćby wygryźć sobie drogę zębami.
Ona jest tam. A zaraz będzie w niej. Podniosła się na ugiętych nogach, zbliżyła się. Nie wiedziała jak to działa. Musiała działać tak jak wtedy, instynktownie znaczy się. Nie hamowała się, nie było nawet na to szans.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Pią 21 Mar 2014 - 11:14

Wszystko zaczęło dziać się szybko. Jej ciało otoczyła szkarłatna aura reiatsu falująca niczym płomień. Zaczęła się rozszerzać wyciągając czerwone dłonie w kierunku duszy. Długie, niematerialne palce zacisnęły się na szyi i ramionach dziewczyny. Wydawała z siebie jedynie westchnięcie, kiedy jej górne kończyny zostały zmiażdżone w uścisku. Zamiast krwi trysnęły białe cząsteczki reiatsu, które natychmiast zostały wchłonięte przez dłonie. Jedna z nich wbiła się w pierś gdzie na metalowym kółku zamocowany był łańcuch. Teraz Ishifone i bezimienną duszę łączyła lina czerwonej energii, pulsującej od przepływającego w niej reiatsu. Oczywiście przepływa od duszy do Ishifone.
Quincy zaczęła czuć się lepiej. Wewnętrzny głód łagodniał i stopniowo przejaśniało jej się w głowie.
Tymczasem dusza zaczęła niknąć w oczach. Policzki i oczy zapadły się. Drżała, gdy ciała bladło i zamieniało się w czystą energię. To trwało kilkanaście sekund, po których dziewczyna została rozłożona na elementarne cząstki duchowe stanowiące posiłek dla Ishifone.
Głód zelżał, ale wciąż był odczuwalny. Czerwone dłonie nie zniknęły, lecz wyciągnęły się w kierunku Shmitta, który oglądał spektakl z boku. Zmarszczył brwi. Otoczył go błękitny płomień reiatsu. Dłonie cofnęły się i powróciły do Ishifone. Energia ją otaczająca znikła. Znowu była sobą.
- Hmm, idzie nad tym zapanować. To dobry znak. - Schmitt posłał jej uśmiech. - Jak się czujesz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Pią 21 Mar 2014 - 12:05

Wszystko się działo jak przez mgłę. Tak jak wtedy, a przez jej kręgosłup już przechodził dreszcz. Tylko tym razem ręce jakby z tej aury a nie jej własne. Może już ma zwidy, albo wtedy jej się przywidziało coś. Złapała, a trzask jej kości aż doszedł do jakiś głębszych partii jej ciała. Nie było krwi, za to reiatsu, co w sumie było jeszcze bardziej satysfakcjonujące aniżeli spodziewany efekt. Zatraciła się zupełnie w akcie konsumpcji. Patrzyła z ekstazą na to co się działo. Kto by pomyślał, że jedzenie może być takie przyjemne. Teraz to już była pewna, że takie coś było lepsze od czegokolwiek co kiedykolwiek robiła. I absolutnie nie czuła żadnych wyrzutów sumienia, że właśnie definitywnie pozbawiała kogoś istnienia. W sumie, może to nie było aż takie...
I zniknęła. Wchłonęła resztki z jej energii, ale wciąż było jej mało. Trzymali ją tak długo... ale ktoś jeszcze był. Wystarczyłoby go tylko... ech?
Nie odczuła bólu ani niczego innego za to już prawie całkowicie się jej przejaśniło. Zwłaszcza gdy ten tak jakby odstraszył te ręce. Wróciło wszystko do normy. A ona ciągle na ugiętych nogach. To było męczące. Wyprostowała się.
-Głodna-Nie patrzyła się na niego zbyt przyjemnie. Prawdopodobnie była w takim stanie przez tego pitolca. A podobno to ona była złym potworem. Ona przynajmniej traktowała ludzi jak ludzi. Chyba.
-Dobry będzie jak mnie to całkiem nie pochłonie. Ile jeszcze będę tutaj siedzieć? Ocipieć idzie i bez tego głodu-Wzrok jeszcze bardziej nabrał na agresji. Nie była usatysfakcjonowana. Jakby jej ktoś nie dorżnął albo zabrał lizaka zanim go skończyła.

Będziesz pierwszym na kogo się w takim wypadku rzucę, słowo
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Czw 27 Mar 2014 - 17:17

- Damy nie powinny wyrażać się w taki sposób - rzekł z naganą, chociaż uśmiech nie schodził z jego ust. - Chociaż patrząc na sytuację w jakieś się znalazłaś... masz prawo być niezadowolona, ale zostawmy to. Test przebiegł pomyślnie dlatego też spakuj swoje manatki, bo przenosimy cię do nieco przestronniejszego miejsca. Myślę, że będziesz zadowolona. - Jego złowróżbny twardy akcent sprawiał, że zapewnienie o polepszeniu warunków życia brzmiało niezbyt przekonująco. Chociaż nawet gdyby posiadał aksamitny głos raczej niewiele by to zmieniło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Czw 27 Mar 2014 - 17:52

Dama. To takie coś, co się bierze na bok, robi z nią co chce a potem daje jej zapłatę za usługę? Mniej więcej tak to brzmiało w jego ustach. Oby się udławił tym językiem, a oczy wydziobało coś paskudnego. Sarkazm i drwina lały się z każdego jego słowa. Zwłaszcza z tym "pakowaniem się". Oklepała kieszenie. Ba, nawet wsunęła ręce do kieszeni by sprawdzić na wyczucie upewniając się, że tam wszystko jest. Jak nie było to poszuka, ale generalnie wszystko nosiła przy sobie, bo jeszcze by ktoś ją ograbił. I tak to zrobili, ale to nie znaczyło, że wszystko miałaby teraz zostawić na widoku.
-Już część moich rzeczy spakowaliście do swoich kieszeni. Oko i rurki, padalce-Głos Ishifone jak była zdenerwowana też nie należał do najprzyjemniejszych. Aż od niej trzaskało od suchej złości porównywalnej do łamania kości na kole. Tak czy owak, patrzyła na niego lekko mówiąc, niezadowolona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Pią 28 Mar 2014 - 12:49

- Wszystko co robimy jest podyktowane twoim dobrem - wytłumaczył spokojnie, chociaż z jego spojrzenia wiało chłodem. - Nie chcieliśmy żebyś dręczona głodem zrobiła coś głupiego. A teraz chodźmy już.
Poprowadził Ishifone korytarzem do klatki schodowej, gdzie zaczęli schodzić w dół. Sądząc po ilości pokonanych stopni, musieli zejść pod ziemię. Tam kolejny korytarz, skręt w lewo i drzwi. Weszli do pomieszczenia wielkością dorównującemu sali treningowej pod November eleven,
Jego środek zajmował pokój o szklanych ścianach. Wewnątrz znajdowało się łóżko, szafka i stolik z krzesłem. Przy jednej ze ścian całego pomieszczenia znajdowało się z kolei kilka blaszanych skrzynek z klawiaturami i wyłączonymi obecnie ekranami. Uwadze Ishifone nie uszedł fakt, że pod sufitem zawieszonych jest parę kamer, które szklanym okiem obejmowały całość pomieszczenia.
Mimo braku okien było tu jasno. Oświetlenie zapewniały żarzące się mocno jarzeniówki. W powietrzu nie unosił się choćby cień jakiegokolwiek zapachu.
- Oto i one - Schmitt wskazał dłonią na szklany pokój. - Spędzisz tu najbliższy miesiąc i jeśli nie przemienisz się w coś innego to będzie znak dla nas, że można dać ci więcej swobody bez ryzyka, że kogoś pożresz.
Przynajmniej nie kłamał i jej nowa klatka faktycznie była przestronniejsza, ale w zamian pozbawili ją ładnego widoku z okna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Pią 28 Mar 2014 - 18:38

Tak, pewnie. Oczywiście. Może jeszcze ma mu w to uwierzyć? Już nawet nie patrząc mu w oczy wiadomo było, że to biegająca definicja skurwysyna, a po nich nabierało się szczerego przekonania. Najpierw należało ją zostawić w spokoju, wykurować i odesłać, a nie przeprowadzać na niej te eksperymenty...
...a teraz bez naiwności, sprawdzają, czy się może na coś im przydać. A skoro po dwóch dniach dostawała takich jazd, to może nawet mieli jakąś w tym racje. Coraz bardziej nie podobała jej się ta sytuacja, ale hej. Dostała co chciała, drugiego takiego dziwaka naprawdę ze świeca szukać. Nie zmieniało to faktu, że im dłużej tutaj była tym coraz mniejsze miała szanse na przeżycie. A teraz ją gdzieś prowadził. Na stracenie? Tak dla jej własnego dobra?
Pomieszczenie jak z November Eleven. Znaczy się, wielkie i z jakimiś przeszkadzajkami. A na środku szklana pułapka, w której miała... moment.
-Miesiąc?-Zapytała z niedowierzaniem-Widziałeś, co ze mną się działo po dwóch "DNIACH"? Aż tak bardzo chcecie pójść na łatwiznę i po prostu poczekać i sprawdzić, ile czasu zajmie mi wykitowanie?-Zapytała stawiając odruchowo jeden krok do tyłu. Nie, to ona już wolałaby wrócić tam gdzie była. I te jarzeniówki waliła by jej o oczach tak...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Sob 29 Mar 2014 - 14:25

- Spokojnie spokojnie. - Schmitt próbował stonować wybuch kobiety. - Będziemy dostarczać ci, hmm, pożywienia. Po za tym musisz się zahartować i umieć radzić z głodem... Mamy teorię, że zjadanie zbyt wielu, a zwłaszcza silnych dusz może spowodować w tobie gwałtowny rozwój czynnika mutującego. Nie muszę mówić, że tego wolelibyśmy uniknąć.
Do pomieszczenia wślizgnął się grubawy shinigami, który powitał ją w tym miejscu. Zerknął na nią i Schmitt'a, po czym ruszył do komputerów.
- Mam zamiar organizować ci małe treningi - ciągnął Schmitt, który zdawał się nie zauważyć boga śmierci. - Ot tak, żebyś nie wyszła z formy. Jak już mówiłem, jeśli będziesz się dobrze sprawować to podaruję ci amulet quincy, których nawiasem mówiąc mam całkiem pokaźną kolekcję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Sob 29 Mar 2014 - 16:09

Miała powiedzieć, że ta teoria została już pewnie potwierdzona ale w porę ugryzła się w język. To, że był padalcem nie znaczyło, że przez to był mniej groźny i mogła sobie pozwolić na zbyt wiele. Szczerze wątpiła by się specjalnie przejął faktem, że poświęcił brata, ale sam fakt posiadania przez niej tej wiedzy może mu dać zbyt wiele do myślenia. Po co sobie robić już na wstępie wrogów, gdzie stoi na i tak zbyt kruchej krawędzi?
-A potem będę waszą posłuszną zabaweczką, którą w razie potrzeby poświęcicie bez mrugnięcia okiem-Postawiła sprawę jasno by wiedział, że nie łudzi się na inny rozwój zdarzeń. Powinna zachować do dla siebie, ale jej pyskatość była o wiele silniejsza. Tylko czy oni będą chociaż próbować zahamować ten proces? Wątpiła.
Nie ma zbytnio gdzie i jak uciec. Przynajmniej będzie mogła trenować. Co jej jednak po tym gdy może stać się bezrozumną bestią i wszystko stracić?
I tak za dużego wyboru tu nie miała.
-Jak to wszystko to zacznijmy ten cyrk. Im szybciej tym lepiej
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Sob 29 Mar 2014 - 16:52

Schmitt nawet nie starał się maskować słów w kolorowe barwy.
- To już zależy od tego, jak się rozwiniesz. Jeśli staniesz się dla nas cenna i użyteczna, to dołożymy starań, aby utrzymać cię w jak najlepszej kondycji.  
Wydawał się być rozbawiony stwierdzeniem Ishifone. Uśmiechał się pod nosem spoglądając na nią z góry.
- Nie cyrk, ale bardzo istotne badania. I zanim je zaczniemy miałbym do ciebie jeszcze jedno pytanie. - Przestał się uśmiechać. - Czy poczułaś coś, gdy pożarłaś tamtą duszę? Nie mam tutaj na myśli odczucia towarzyszącemu konsumpcji. Chodzi raczej o to czy drgnęło ci sumienie podczas mordowania tej niewinnej istotki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Sob 29 Mar 2014 - 19:09

No przynajmniej przestał owijać w bawełnę i przyznał, że tyle się dla nich liczy co przydatność jej umiejętności. Nie ufała jednak w długoterminowość tej szczerości. Ba, nawet wydawało jej się, że mówi to co chciała usłyszeć. Paradoksalnie, taka odpowiedź najbardziej ją satysfakcjonowała. Mozgółamacze, człowiek się nagłowi a i tak nie ma to potem znaczenia.
I ten śmiech. Dla niej to wszystko to była jakaś farsa. Zamkną ją w szklanej pułapce i będą się nad nią pastwić. No świetnie, jeszcze niech ją ubiorą w jakieś pstrokate ciuchy i każą łapać obręcze. Chyba nawet była taka broń, czakram się zwała. Tego by nie chciała łapać.
Pytanie ją trochę zaskoczyło. Domyślała się o co mogło chodzić, ale która odpowiedź go usatysfakcjonuje już niekoniecznie. A jak nie wiedziała o co chodzi to lepiej było nie bajerować. Dowie się może czegoś co mogłoby jej pomóc.
-Nic mi nie drgało. Może trochę struny głosowe, ale to się chyba nie liczy-Wzruszyła ramionami-Zwierzęta też się zabija dla mięsa. Tylko że po przejedzeniu się nimi człowiek nie zamienia się w bezmyślne monstrum. Czego wolałabym uniknąć-Przypatrzyła się tej klatce. Zauważyła pewną niepokojąca rzecz.
-Gdzie tu jest łazienka?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Nie 30 Mar 2014 - 13:53

Dotrzymał słowa. Przyprowadzał bezwolne dusze, aby mogła się pożywić, lecz przerwy między posiłkami miała stanowczo zbyt długie. Wchłaniała żywą energię duchową co trzy dni przez co większość czasu cierpiała głód. Jego objawy przypominały symptomy dręczące narkomanów na odwyku. Cierpiała na bezsenność, dręczyła ją gorączka. Czasami majaczyła. W przeciągu kilku chwil uczucie euforii przeradzało się w niepohamowaną agresję. Wtedy mogła sobie zrobić krzywdę i ten grubawy shinigami, który pilnował ją przez większość czasu, wpuszczał do szklanego pokoju gaz usypiający.
Wszystko to było jednak niczym w porównaniu do tego co robiły z nią cienie. Szeptały przez cały czas. Tym bardziej natarczywie im bardziej była głodna. Jak zawsze pragnęły jej śmierci i miała wrażenie, że ich czarne długie palce przybliżają się coraz bardziej do gardła. Jeszcze trochę i ją pochwycą. Wyduszą z Ishifone życie, a jej duszę porwą do świata cieni, gdzie stanie się jedną z nich.
Zza szklanych ścian spoglądało na nią mnóstwo osób. Ojciec z bladą i wychudną twarzą trupa, przyglądał jej się oczyma ciemnymi jak sama otchłań. Vormund uśmiechał się stukając knykciami o szkło. Coś do niej mówił, ale niczego nie rozumiała. Sonia i Daichi trzymali się za ręce rzucając Ishifone wzgardliwe spojrzenia. Ami zaś szeptała triumfalnie: To ja. To ja cię tu sprowadziłam. Dla odmiany matka zdawała się jej nie zauważać. Trzymała w objęciach laskę ojca i nucąc kołysanki nazywała ją imieniem Ishifone.
W nocy, gdy światła przygasały, widma znikały i ich miejsce zajmowały niepokojące postacie. Zakradały się na granicy jej wzroku, a gdy chciała się im dokładniej przyjrzeć znikały natychmiast. Były wysokie i nienaturalne chude. Raz zdołała dostrzec, że nie mają oczu, a ich wargi są czarne.
Z czasem upiory stawały się coraz bardziej śmiałe i podchodziły pod samą ścianę. Kładły na nią dłonie jakby chciały przeniknąć do środka. Miała wrażenie, że jeszcze parę dni i im się to powiedzie.
Teraz zajmował się nią gruby shinigami. Prawie nic nie mówił. Przez klapkę w drzwiach wsuwał jej papierową zupę, a tak tylko siedział przy komputerze i gapił się w monitor.
Schmitt przychodził z duszyczkami, wszystkie były tak samo otępiałe i nie stawiały oporu. Tylko jeden raz zdawało jej się, że dostrzega przerażenie w oczach jasnowłosego chłopca, które zniknęło wraz z całą resztą jego osoby, gdy został pożarty.
Zgodnie z obietnicą po posiłku pozwalał jej wyjść i szli na bok gdzie ćwiczyli przez około dwie godziny. Pożyczył jej amulet bliźniaczo podobny do jej starego. Mogła wywołać łuk, który różnił się jednak od jej starego. Kształt i moc była ta sama, lecz zamiast błękitem promieniował krwawą czerwienią. Schmitt wytłumaczył, że barwy reiatsu nie są przypadkowe. Większość dusz otacza czysta biała aura, quincy jak niegdyś Ishifone posiadają błękitną moc, natomiast u shinigami było z tym różnie.
Schmitt kazał jej tworzyć strzały i wystrzeliwać je najszybciej, jak tylko potrafiła. Kilka razy przyniósł ze sobą parę tych dziwnych oczu, które potem latały po sali i musiała je trafić.
Quincy zmuszał ją do wyzwalania płomienia reiatsu wokół siebie, po czym czuła się słaba i szybko zasypiała.
Dwukrotnie odwiedził ją obcy. Wysoki mężczyzna w okularach, odziany w kimono koloru wrzosu. Trudno powiedzieć czy był shinigami, quincy czy człowiekiem. Nie widziała żeby miał amulet czy zanpakuto.
Przy pierwszej wizycie zapytał ciepłym głosem jak się czuje. Na wszelkie pytania kiwał tylko smutno głową. Potem poszedł porozmawiać z grubasem, a następnie wyszedł. Druga wizyta przebiegła identycznie.
Charlotte nie widziała. Dymny chłopak szumnie zapowiadający pomoc również się nie pojawił.
Kolejne dni zlewały się w jedno, ale po jakimś czasie zdała sobie sprawę, że czuje się lepiej. Wciąż dręczyły ją przykre efekty głodu, lecz były słabsze, jakby przyzwyczajała się do tego stanu.

***

Zjawił się Schmitt z kolejnym posiłkiem. Był to całkiem przystojny młody mężczyzna, który okazał się całkiem pożywny.
- Minął miesiąc - rzekł quincy w zadumie. - Pamiętasz jeszcze co to oznacza?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Nie 30 Mar 2014 - 21:52

I się nie dowiedziała, jaki to ma związek z całą sprawą. O łazience też niczego nie powiedział, chociaż w sumie nie musiał. Krótka inspekcja wykazała pewien postęp, bo miała swoją muszlę i do tego z jakąś zasłoną co by kto ją nie podglądał. Chociaż pewnie zboki jakby chcieli to by kamerę jednak gdzieś zamontowali. Nie miała na to wpływu a lepsze to, niż tonąć w swoich odchodach. Zostawił ją samą mając widok na pustą przestrzeń i ewentualnie na tego łysego shinigami, z którym nie chciało jej się gadać.

Chwilę gdy akurat nie dręczył ją głód (A były one w mniejszości) spędzała głównie na siedzeniu, leżeniu, a i zaczęła nieco ćwiczyć z nudów chociaż bardzo szybko się zniechęcała. I tak czuła się nie najlepiej ze względu na braku dostępu do środków czystości, chociaż to było w tym momencie jej najmniejsze zmartwienie. Otoczenie się jej nie podobało. Była królikiem doświadczalnym w jakiś ciuchach z podrzędnego schroniska dla bezdomnych, bez światła słonecznego i jakiegokolwiek widoku na świat zewnętrzny. Nie znała dnia ani godziny, co już samo w sobie było dość uciążliwe. Samo to może jeszcze by znosiła, chociaż na pewno byłaby dość mocno wkurzona.  Tyle jednak dobrego, że łaskawie przygasali światła by mogła zasnąć. Z nudów przypominała sobie różne fakty z jej życia. Najbardziej utkwiły jej w pamięci czasy szkolne. Uznała, że studia były strasznie nudne. Nigdy ta wiedza jej się w życiu nie przydała, chociaż gdyby chciała to zdecydowaną większość przepisów kojarzyła. Po tylu latach pewnie jednak na niewiele by jej się to zdało. No i tak jak Aleksander jej mówił, nie było odwrotu. Zwłaszcza teraz. Chociaż i tak pewnie by nie zrezygnowała, nawet gdyby zdawała sobie wtedy sprawę z tego, że taka sytuacja mogłaby mieć miejsce. Ale pewnie by postąpiła zupełnie inaczej. Musiała przyznać, że jej pewność siebie przyniosła jej sporo problemów. Pewne podstawy jednak miała do takiego podejścia. Hołota nie wie co ze sobą zrobić, a ona wiedziała. I dalej wie. Mniej więcej. Przydałoby się tylko wiedzieć, w jaki sposób to osiągnąć.

Myślała jak na nią całkiem klarownie. Do momentu, aż zaczynała odczuwać głód. Przez całe życie pilnowała się, by czasem nie popaść w jakiś nałóg, bo według niej krępowały on umysł. Jej ciągot do przywłaszczania sobie niepilnowanej cudzej własności nie wliczała w takowy. Tera jednak przymusowo musiała się żywić duszami. A jak ich nie było zaczynały się problemy. O zjawiskach jakich teraz doświadczała miała okazję jedynie czytać. Pasowały one jednak całkiem zgrabnie. Często męczyła ją gorączka, jak kwas trawiący ją od środka, odsłaniając jej wnętrzności na jak największą dawkę kojącego środka. Nie mogła spać, myśląc ciągle o duchowej ambrozji która wypełniła by jej ciało i ukoiła jej zmysły. Przewracała się z kąta w kąt, w niemalże zupełnej ciszy, próbując znaleźć sobie miejsce. Zazwyczaj kończyła w dość specyficznych pozycjach, zastygając tak na parę chwil. Zwinięta zupełnie w kłębek, wygięta pod kątem bliskim dziewięćdziesięciu stopni, z wyciągniętą przed siebie dłonią. Było ich jeszcze parę. Czasem jednak nie była w stanie usiedzieć w miejscu. Chodziła z kąta w kąt, stukając o meble palcami, czy wręcz turlając się po łóżku, ugniatając jakby głód. Bolało ją to, mierzwiło, doprowadzało do stanu furii. Parę razy wręcz rzuciła się do ściany, waląc oburącz w ścianę i miotając wyzwiskami i żądaniami do wszystkich i wszystkiego. Co do reakcji to trudno się rozpisywać na ten temat. Nie była nadczłowiekiem, gaz działał jak powinien, osuwała się na podłogę i zasypiała. A jak się budziła to była zła, ale jakoś nad sobą panowała. Do czasu następnego wybuchu, który obejmował na przykład latające z kąta w kąt przedmioty.

Ale było gorzej. Jej teoria dotycząca faktu, że nasycenie duszami powstrzymywało objawy jej choroby potwierdzały się. Szkoda tylko, że głównie w drugą stronę, że im bardziej głodna była, tym dziwniejszych rzeczy doświadczała. A trzeba przyznać, że o ile wcześniej była w stanie jakoś utrzymać swoje nerwy na wodzy, to teraz nie było absolutnie niczego czego mogła się uchwycić. Od chwili niefortunnego zbiegu okoliczności na pustyni w Hueco Mundo była zupełnie oderwana od rzeczywistości, nie wiedziała gdzie się znajduje i jaki czeka ją los. Zupełne zaprzeczenie komfortowej sytuacji.
Nic więc dziwnego, że jej reakcje były zupełnie różne od tych, którymi mogła się do tej pory pochwalić. Zwijała się po kątach pomieszczenia, zasłaniała gardło by jej nie wydrapali, oczy by nie wydłubali, i zaciskała zęby by nie wyrwali jej języka. Uciekała po pokoju, a nawet niczym małe dziecko chowała pod prześcieradłem. Co jakiś czas miała przebłysk, że to nie jest prawdą. A co jak jest? Jak to w środku niej to ożywia? Albo jak jest to jakiś znak? Musi stawiać opór bo zupełnie przejmie to nad nią kontrole i stanie się potworem. Musi też zachować spokój, by nie wykorzystano choćby drobnej chwili jej nieuwagi. Nie może pozwolić by ją schwytano!
Dla obserwatora takie skakanie z kąta w kąt, spędzanie z nim od dziesięciu minut do większości dnia a następnie przenoszenie się w popłochu w nowe miejsce mogło być dość osobliwe. Ishifone jednak nigdy nie przejmowała się opinią innych bardziej niż jej było to potrzebne do osiągnięcia swojego celu. A teraz miała tylko jeden. Przeżyć. Jakby to jednak było wszystko... to by najpewniej zwichrowała do reszty. Albo przewaliła się w trakcie swoich podróży i rozbiła sobie głowę.
Były jeszcze inne postacie. Paradoksalnie to one pozwalały jej zachować jej pokrzywioną wersję zdrowego rozsądku. Przypominały jej o tym co przeżyła i jak to wszystko jest nierealne. Jej ojciec, Sonia, Daichi, Ami i inne zjawy które były wytworem jej umysłu. W wolniejszych od głodu chwilach zastanawiała się nad ich znaczeniem, o ile miały jakiekolwiek. Nigdy wcześniej by nie przykładała do nich takiej wagi jak teraz. Nie była jednak w tym zbyt dobra. To wszystko nie miało najmniejszego sensu. A wszystko kręciło się wokół jednego. Żyć. Wytrwać. Zdobyć siłę. Pozostać sobą. Nie poddawać się. Żadna zjawa, twór, czy inne skurwysyństwo nie będą jej mieszać w głowie!
Zazwyczaj stawało się to podstawą do kolejnego wybuchu agresji kończącego się przymusową drzemką. Zdecydowanie jej ekspresja przybierała na sile, to trzeba przyznać, chociaż stare nawyki wróciły. Zaczęła do siebie szeptać. Jej głos ją uspokajał, zapewniał ją, że nic się nie zmieniało i dalej jest sobą. A może to jakiś podstęp, a tak naprawdę jej dusza właśnie jest toczona przez larwę tego czegoś? Przebija się przez duchową powłokę niczym przez jabłko, by wyjeść je zupełnie i zostawić to, czego nie da się już pochłonąć?
A w nocy było jeszcze gorzej. Widziała niewyraźne, wysokie postacie krążące wokół klatki. Nie mogła im się przyjrzeć bo od razu znikały, jedynie parę szczegółów wskazujących na to, że nie są rzeczywiste i mają jakąś potworną formę. Kładły dłonie na jej schronieniu. Gdyby mogły przez nią przejść, na pewno by ją rozszarpały na kawałki. Powoli, odrywając kawałki mięsa od jej ciała. Prawie to czuła. A potem mówiła sobie, że to nie jest rzeczywiste. Nic nie jest. Najlepiej tak stwierdzić. Nic nie istnieje, jest tylko ona. Wszystko jest iluzją, złudzeniem, fałszem. To co się z nią dzieje też. Tylko Schmit z duszą. On tylko dawał jej ukojenie.
Zresztą, nie tylko to. Dotrzymał słowa i dał jej trochę okazji do treningu. Po posiłku była znacznie spokojniejsza, chociaż długotrwałe siedzenie w świecie własnego umysłu pozostawiły pewien ślad. Wykonywała te wszystkie ćwiczenia z wielką zajadłością, nie zwracając uwagi na to co się działo. Od pierwszej sesji tak rozpaczliwie próbowała się wzmocnić, że po niej miała obolałe palce. Natomiast jeżeli chodziło o kolor jej reiatsu to napawał ją przerażeniem, ale i dziwną fascynacją. Faktycznie była teraz wyjątkowa. Co jednak z tego, jeśli może przez to stracić wszystko?! Przynajmniej nie miała siły o tym myśleć, bo szybko po tych ćwiczeniach zasypiała. Zadziałało to jednak na nią. Gdyby nie zmęczenie głodem oraz zwidami które ją męczyły... ale właśnie...
...im dłużej trwała ta izolacja, tym dziwnym trafem znosiła to lepiej. Zwidy też były słabsze, co ona odbierała jako stopniową dominację nad swoim umysłem i tym, co się w niej działo. Nabierała takiej samej pewności siebie jaką miała kiedyś.
Co do sumienia, to można śmiało powiedzieć, że cały ten pobyt wręcz zmusił ją do tego by odseparować się od jakiejkolwiek empatii czy współczucia bardziej niż kiedykolwiek. Nie czuła się z tym najgorzej, już wcześniej traktowała zarówno żywych i martwych za niegodnych jej uwagi. Teraz natomiast jeszcze bardziej skłonił ją do traktowania ich przedmiotowo. Najlepszym dowodem na to był absolutny brak wzruszenia na autentyczne przerażenie w oczach duszy którą pożerała. Już jednego dzieciaka własnoręcznie sprowadziła do poziomu cząstek energii duchowej. I wtedy nie czuła za to żalu, i teraz też nie. Bardziej się przejmowała tym, co może się stać jak przesadzi z konsumpcjom. Miała naprawdę szczerą nadzieję, że coś z tym zrobią. Powstrzymają to, uśpią albo coś.
Dwa razy przybył do niej gość. W jakimś dziwnie jaskrawym kimonie, w okularach i bez znaków szczególnych. Pytał się jak u niej jest to odpowiadała mało grzecznie, że gorzej w życiu to ona nie miała. Po dwóch, trzech pytaniach bez odpowiedzi (dotyczących tego co z nią będzie, czy pracują nad zahamowaniem tego dziadostwa w niej i ile jeszcze dni ma tu siedzieć) odpuściła sobie. Za drugim razem tylko mu coś burknęła. Jak nie chciał rozmawiać to ona też nie będzie. Faktem było, że traciła poczucie czasu, i coraz bardziej jej emocje zlewały się w jedną masę. Motywacja stawała się rozmyta, ale wiedziała jedno. Jak stąd wyjdzie, to pokaże wszystkim, że należy ją szanować i się bać.
Przy ostatnim posiłku zostało jej oznajmione, że minął miesiąc. Blondynka zareagowało na to bez entuzjazmu. Nie to, by jej się zaczęło tu podobać. Już po prawdzie sądziła, że spędzi tu resztę swojego życia. Brak konkretnego zajęcia, jednolity rozkład dnia... popatrzyła na niego półprzytomnie.
-Więcej swobody-Wydusiła z siebie, będąc tuż po serii odczuć związanymi z posiłkiem. Wyczekiwała na nie jak na jakiś mistyczny rytuał. A potem uznawała, że ten sposób myślenia jest tak durny, że wręcz powinna się wstydzić tak naiwnego podejścia do sprawy, zwłaszcza w towarzystwie tego Quincy, do którego zapałała szczerą i nieskrępowaną nienawiścią. Podobnie było zresztą świata, ale dla niego trzymała specjalne miejsce w jej sercu.
-Więc. Co teraz. Co dokładnie to oznacza-Podniosła się. Miała jednak jeszcze jedno pytanie
-Jaki jest mój stan. Rozrosło się to, zatrzymało, stoi, tańczy, nie wiem. Mów!-Odchylenia od normy i utrata zimnej krwi zdarzały jej się częściej niż zwykle. To niby niewielki wyczyn biorąc pod uwagę fakt, jak rzadko się to wcześniej przytrafiało, ale nawet biorąc pod uwagę przeciętnego człowieka można było ją uznać teraz za dość nerwową. Wkurzony, znerwicowany kurdupel.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Pon 31 Mar 2014 - 14:40

Schmitt zmrużył gniewnie oczy. Przez chwilę wyglądał jakby chciał ją uderzyć, lecz zamiast tego jego oblicze rozpogodził uśmiech.
- Wszystko idzie dobrze, czynnik mutujący nie rozrósł się. Przetrwałaś. Zachowałaś zmysły, więc zgodnie z obietnicą otrzymasz trochę swobody. Będziesz mogła poruszać się po budynku i ogrodzonym terenie na zewnątrz... A teraz chodź, odprowadzę cię do twojego starego pokoju.
Gdy już stanęli przed drzwiami pokoju, w którym Ishifone spędziła dwie pierwsze noce tutaj, Schmitt wręczył jej klucz.
- Zasłużyłaś na nie - rzekł łagodnie. - Sama zadecydujesz czy drzwi będą otwarte czy zamknięte. A za kilka dni otrzymasz jeszcze jedną nagrodę. Na razie jednak ciesz się czasem wolnym.

[+2 psychiki, +1 reiatsu, kontrola reiatsu]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Pon 31 Mar 2014 - 16:17

Po chwili lekko przestraszona zauważyła, że go wkurzyła. I prawdopodobnie nic nie byłaby w stanie zrobić. Z drugiej strony nie po to włożył tyle wysiłku by teraz to wszystko wrzucać do kosza, prawda?
Chyba też tak sądził, bo odpuścił. Chociaż w głowie pewnie swoje mu siedziało. Ważne, że nie wgniótł ją w ziemię ani nie skrzywdził doraźnie. Nie powinna przesądzać dnia zanim się on na dobre nie rozpoczął, to był jednak jakiś znak. Poszła za nim bez najmniejszego szemrania. Chciała stąd uciec jak najszybciej, choćby i do tamtego pokoju. Tak przynajmniej było światło słoneczne.
Jej życzenie zostało spełnione. Co więcej, został jej wręczony klucz do jej własnego, ekhem, pokoju. Coś jej to poniekąd przypominało, ale nie miała co narzekać bo na razie nie widziała żadnej realnej alternatywy by było lepiej. To i tak było coś, będzie mogła się rozejrzeć.
-Skorzystam-Wzięła klucz od mężczyzny-Gdzieś tu można się umyć?-Zapytała bez ogródek. Jak dostała taką informację kiwnęła głową i weszła do siebie do pokoju. Tam rozejrzała się. Sprawdziła szafki w poszukiwaniu fantów, jakiś przedmiotów które mogłyby się jej do czegokolwiek przydać. Na razie szukała ręcznika. Jeżeli takowy znalazła, to udała się w stronę najbliższego prysznica by się umyć...
...chyba, że nie zamierzał jej powiedzieć. Wtedy po prostu skieruje swoje kroki na zewnątrz, by tam położyć się na ziemi, zamknąć oczy i cieszyć się powietrzem bez dachu nad głową. O ile nie padało oczywiście, jak padało posiedzi przed wejściem do tego... czegoś. Czymkolwiek by to nie było.

[A coś z aktualnym stanem HP/RP się zmieniło?]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Wto 1 Kwi 2014 - 16:13

- Pierwsze drzwi do lewej w tym korytarzu masz łazienkę z prysznicami. Znajdzie się tam też mydło i szampon, jeśli będziesz miała szczęście. - Schował dłonie w kieszenie spodni, obrócił się na pięcie i odszedł.
Ishifone trafiła do tego samego pokoju, w którym kiedyś już była. Nic się tu nie zmieniło. Żadne nowe rzeczy nie doszły. W charakterze ręcznika mogła co najwyżej użyć sfatygowanego stroju shinigami.
Schmitt nie kłamał i rzeczywiście znalazła kabiny prysznicowe. W kącie stał wiklinowy koszyk, na którym leżało kilka ręczników. Pachniały rumiankiem i wyglądały na czyste. Obok znajdowała się niska biała szafka, na której ustawiono środki higieniczne. Było więc mydło o mocnym jabłkowym zapachu, oraz szampon, którego opakowanie informowało, że według badań konsumenckich jest najdelikatniejszy dla oczu (niczym istotniejszym widać nie mogli się pochwalić). Obok znajdował się też krem do rąk, pasta do zębów i kubeczek ze szczoteczkami o różnobarwnych rączkach.
Mogła się rozebrać i wejść po prysznic. Wystarczyło zamknąć ze sobą taflę ze dymnego szkła i już mogła oddać swe ciało pod władzę setek gorących kropel spływających na nią z góry. Wreszcie zaznała chwili odprężenia.

[Oba na max]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Wto 1 Kwi 2014 - 17:53

Czyli tam, gdzie wcześniej ją zaprowadziła Charlotte. To wiele się dowiedziała, tyle, że w prawie wszystkich sprawach cielesnych nie będzie zmuszona do biegania po całym kompleksie. Wiele więcej nie powiedział, tylko sobie polazł. No i świetnie. Została sama. Ale wolniejsza niż wcześniej, co jak na razie ją zadowalało. Weszła do środka.
Absolutnie nic nie uległo zmianie. Wyglądało to wszystko jak szpital, a sama nie zamierzała niczego to zmieniać. I pomyśleć, że już pokój w November Eleven uznawała za odpowiednio skromny. Pewnie nie mieli zbyt wiele do roboty z wynoszeniem jej rzeczy, cały czas miała je upakowane w torbie jakby miała za chwilę się stąd wynieść. Adekwatne, musiała stwierdzić. Szkoda tylko, że nie zabrała ich ze sobą, miałaby przynajmniej w co się porządnego ubrać... i czym ogolić nogi. Wypadałoby kogoś złapać. Charlotte najpewniej, innej kobiety tu nie widziała.
Znalazła absolutnie nic jeżeli chodzi o ręcznik, a w ciuchy jakiegoś nieboszczyka nie zamierzała się wycierać ani ubierać. Wyszła zatem i skierowała swoje kroki w stronę łazienki, gdzie i owszem, znajdowały się kabiny prysznicowe. I ręczniki. I jakieś środki czystości. Świetnie. Na napisy na opakowaniu nie zwróciła szczególnej uwagi. Chciała zmyć z siebie bród z ostatniego miesiąca. Od momentu wypadnięcia z tamtego słoja nie widziała mydła ani wody.
Pierwsze co zrobiła to jednak umyła zęby. Porządnie. To, że jadła papier nie oznaczało, że od razu mogła zaniedbać coś, czym będzie mogła w niedalekiej przyszłości gryźć. Nie myślała. Wystarczająco dużo miała na to czasu gdy była w zamknięciu. Potem bezpardonowo rozebrała się i wkroczyła do kabiny z mydłem i szamponem.
Im dłużej tam siedziała tym jakby było jej lepiej. Ciepły prysznic zmywający z niej brud, pot, i inne płyny niewiadomego pochodzenia. A i okres jej się zatrzymał przez to wszystko. Nic dziwnego, atrakcji to ona miała w nadmiarze, a podobno w sytuacjach stresowych to się zdarzało. Byle menopauzy nie dostała, bo po tym się miesza w głowie. Myła się dokładnie, bez pośpiechu, wręcz leniwie. Zwłaszcza włosy. Będzie musiała jakieś gumki znaleźć. Lepiej się czuła w jej kitkach.
Po jakiś dwudziestu minutach wyszła. Wytarła się o jakiś pierwszy z brzegu ręcznik, ubrała się, wysmarowała ręce kremem i wyszła.
Plany jej się nie zmieniły. Zamierzała wyjść na zewnątrz i jeżeli nie będzie padać ułożyć się jakoś na ziemi albo trawie. Chciała trochę posiedzieć na powietrzu. Bardzo dawno tego nie robiła, zwłaszcza w lesie. Akurat spędzać czas blisko natury, co musiała przyznać, zawsze lubiła. A nawet po kąpieli była poddenerwowana, a psychicznie wycieńczona. Nie miała siły nad czymkolwiek się bardziej zastanawiać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Sro 2 Kwi 2014 - 18:14

Ciepła woda i mydło zmyły z niej brud i zapach potu. Włosy odzyskały swój połysk, a szczoteczka zdrapała z zębów biały nalot. Gdy wyszła z łazienki była niczym Wenus, która właśnie wyłoniła się z piany. Co prawda bogini z początku była naga, ale nie było co przesadzać.
Pokręciła się trochę po korytarzach, aż dotarła do metalowych, dwuskrzydłych drzwi prowadzących na zewnątrz. Powitało ją słońce. Było bardzo ciepło, a po niebie leniwie sunęły jedynie skrawki chmur.
Chodziło po bujnej trawie, z której wyglądało sporo chwastów. Na gałęzi pobliskiego drzewa zawieszona była huśtawka w najbardziej podstawowej formie, na którą składała się deska i kawałek sznura. Bujał się na niej chłopiec. Gapił się na nią bezwstydnie. Pamiętała go, spotkali się w korytarzu pierwszego dnia tutaj.
Kawałek dalej miała ogrodzenie zabezpieczone od góry zwojami kolczastego drutu. Kiedyś Vormund powiedział, że po odpowiednim treningu quincy mogą  nauczyć się stąpać po powietrzu. Gdyby to umiała żadna przeszkoda nie byłaby jej straszna. Niestety od mentora sztuk duchowych dzieliła ją nie wiadomo jaka odległość. Na pocieszenie mogła sobie powiedzieć co najwyżej, że przynajmniej teraz znajdowali się w tym samym świecie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Sro 2 Kwi 2014 - 19:01

Czy te wszystkie korytarze muszą wyglądać prawie tak samo? Nawet ona miałaby problemy z zorientowaniem się gdzie co jest. Powinni dawać chociaż jakieś znaki. Nie miała na myśli drogowskazów, ale coś w takich specyficznych miejscach by było wiadomo gdzie się dana osoba znajduje, oraz że nie kręci się bez sensu w kółko. Może się jakoś do tego przyzwyczai, chociaż miała nadzieję, iż nie będzie to konieczne. To już wolała monotonię przebywania w November Eleven.
Wylazła jednak, i pierwsze co ją zaatakowało to słońce. Dawno się nie widziały, należałoby się przywitać.
-Kurwa mać-Zasłoniła swoje oczęta dłonią, dawno już odzwyczajona od takiego natężenia promieniowania ultrafioletowego. Jak przywykła to rozejrzała się nieco. Ewidentnie baza polowa, nikt nie przejmował się w najmniejszym stopniu tym, w jakim stanie jest trawa. W sumie pal licho, to ją akurat nie interesowało. Krajobraz psuło to ogrodzenie z drutem kolczastym (Jak w jakim obozie) i huśtawka na której bujał się ten mały gnojek co się na nią gapił pierwszego dnia. I teraz zresztą też. A by go coś... będzie jej psuł wypoczynek tym natarczywym huśtaniem. A z drugiej strony tam był cień. Powinna się jakoś tam położyć... poszła tam, i usiadła sobie pod drzewem opierając się plecami i głową o pień. Najlepiej w cieniu, chociaż jakby tym samym musiałaby stanąć na drodze chłopakowi to trudno, ustawi się inaczej. Jak już znajdzie dla siebie miejsce to zamknie oczy i spróbuje odpocząć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Nie 6 Kwi 2014 - 18:55

Chłopiec nie odezwał się do niej. Słyszała tylko obcieranie się liny przywiązanej do gałęzi.
Pień był dość twardy, a z jej twarzy mucha zrobiła sobie lądowisko, niemniej wypoczynek na świeżym powietrzu był miłą odmianą. Jakoś było tak, że zawsze, gdy chciała wypocząć ktoś przychodził, aby jej w tym przeszkodzić. Tym razem był to dymny chłopak. Nawet nie usłyszała jak się zbliża.
- Cześć. Możemy porozmawiać? - Gdy otworzyła oczy ujrzała, że stoi przed nią ów Noriaki, który potrafił zamieniać się w dym. - Najlepiej na osobności - dodał spoglądając na huśtającego się niewinnie chłopca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Nie 6 Kwi 2014 - 19:55

I dobrze, miała trochę spokoju. Mogła sobie poleżeć, odpocząć, zrelaksować się, i mieć wszystko gdzieś. Nie myślała absolutnie nad niczym, co było zgodne z jerj planem dojścia względnie do siebie po miesięcznej izolacji. Raz co prawda jakaś perfidna mucha usiadła jej na nosie, ale ją akurat odgoniła bo pewnie była w czymś zasyfiona, a ona dopiero co się umyła. A lina ocierająca się o gałąź aż tak jej nie drażniła. Ba, lepsze to niż całkowita cisza którą musiała znosić przez ten czas. Mogłaby tak leżeć choćby i do końca świata.
Chcieć to sobie można. Podlazł do niej ten szczur dymny. Teraz mu się przypomniało, hm. Ile ona na wolności spędziła? Dwa dni? Trzy? Jakoś tak to będzie, a już ktoś chce ją znowu wciągac. Z drugiej strony od razu do siebie wszystkich zrażać... i tak pewnie plotka poszła co w niej jest. Może nawet potwierdzono.
Blondynka otworzyła oczy i popatrzyła na niego obojętnie. Podniosła się niechętnie
-Dobra-Wzruszyła ramionami. Czekała, aż zaprowadzi ją w jakieś ustronne miejsce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Pon 7 Kwi 2014 - 19:43

Chłopak odprowadził ją za róg budynku, który wielkością dorównywał przeciętnemu szpitalowi. Bardzo zapuszczonemu szpitalowi patrząc po spękanej szarej farbie i brudnych rymnach.
Noriaki rozejrzał się uważnie wypatrując ewentualnych podglądaczy. Najwyraźniej ich nie dostrzegł, bo  oparł się o ścianę i zaczął mówić.
- Może cię zainteresować, że Schmitt za cztery dni wybywa wraz ze Shin'em do Hueco Mundo. - Uśmiechnął się półgębkiem. - To może być dobra okazja do ucieczki. Pomyśl tylko, koniec z eksperymentami i poczuciem, że jesteś tylko wyrośniętym szczurem laboratoryjnym - powiedział z przejęciem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Pon 7 Kwi 2014 - 20:52

Zaprowadził ją kawałek, co dało Ishifone okazję na zorientowanie się nieco w strukturze budynku. Wyglądał jak opuszczony szpital. Zapewne też był takim w przeszłości. Taki ośrodek w środku lasu? Dziwne. Chociaż może zbytnio to nadinterpretowała. Może jakiś magazyn... nie no, pomieszczenia też jakby szpitalne. Sterylne. Może to stąd te skojarzenia?
Rozglądał się jakby miał zamiar jej dać plany do bomby nuklearnej. Taka konspiracja. Oparł się a ona go wysłuchała. Była sceptyczna. Mocno.
-I kto jeszcze o tym wie i patrzy na to w ten sposób?-Zapytała zerkając na niego z ukosa. Szczur. Dym. Kombinuje i się wyślizgnie z kabały, zostawiając resztę na pastwę losu.
-I jaką mam gwarancje, że nie chcesz mnie czasem wciągnąć w jakieś bagno?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Wto 8 Kwi 2014 - 13:15

- W tym rzecz, że nikt inny o tym wiedzieć nie może. Tylko my tutaj nie mamy klapków na oczach. - Tym razem cały czas spoglądał w oczy Ishifone. - Reszta czuje się dobrze odgrywając rolę posłusznych piesków i zaraz by na nas nakablowali gdyby tylko dowiedzieli się co planujemy.
Spojrzał na ścianę drzew rozpościerającą się za ogrodzeniem. Dobiegał stamtąd szelest, ale ich sprawcami było zapewne ptactwo.
- Gwarancji nie możesz mieć żadnej. - Noriaki podrapał się po policzku. - Zresztą... po tym wszystkim co przeszłaś wątpię, abym był w stanie przekonać cię samymi słowami. Niemniej pamiętasz nasze pierwsze spotkanie. Już wtedy jasno się wyraziłem co myślę o tym całym poligonie badawczym. Wiedz, że o niczym tak nie marzę jak o ucieczce stąd i powrocie do normalnego życia  - przemawiał z pewnością i wydawał się być szczery, albo też bardzo dobrze kłamał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Wto 8 Kwi 2014 - 14:34

Wraz z biegiem wypowiedzi patrzyła się na niego coraz ostrzej. Nie chodziło tu tylko o jej podejrzliwość. Wyglądało na to, że sprawa ją pobudziła. To się naodpoczywała, nie ma co. Wszystko ma jednak swoje drugie dno. Skoro była okazja... to czemu nie. Ale było parę problemów. Była bezbronna. Zupełnie. Jedyne co mogła zrobić to co najwyżej wzmocnić swoje ciało, chyba, że ta "nagroda" będzie przed samym jego wyjściem. Szczerze w to wątpiła.
-Słodkie-Burknęła krzyżując ręce na piersi-To nie było innych okazji do ucieczki? Na przykład w trakcie tego zamieszania?-Tak. Podobno burdel był straszny, zamieszanie też. Lepszej okazji by chyba nie miał.
-Poza tym, nie ma tej dwójki, pozostaje cała reszta. Naprawdę nie ma tu obserwacji, kamer, czegokolwiek innego? Ledwo nie ma tej dwójki i od razu hop siup? Masz chociaż jakiś plan? A może mnie sprawdzasz na czyjeś polecenie??-Mruknęła ciszej. Poczekała, aż powie to co miał powiedzieć. Dopiero potem zadała ostatnie pytanie.
-I jeszcze jedno-Zwęziła powieki-Skąd ta pewność, że po tej rozmowie nie polecę do kogoś i nie ostrzegę o twoich planach? Zabić mnie nie zabijesz, jesteś ostatnią osobą która ze mną była, a jakbym chciała sama uciec zrobiłabym to wcześniej zamiast zbijać bąki pod drzewem
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Wto 8 Kwi 2014 - 15:50

- Co? No tak było zamieszanie, ale wtedy był tu Schmitt, a on z nich wszystkich jest najgorszy. No i... wtedy byłem sam. - Podrapał się po głowie z zakłopotaniem, które po chwili ustąpiło szczeremu oburzeniu.
- Chyba cię pogrzało jeśli myślisz, że cię sprawdzam. - Wyszeptał szybko spoglądając na Ishifone ze złością. - Kto chciałby tutaj zostać? Każdy mający chociaż trochę wolnej woli od razu zacząłby kombinować jak prysnąć z tego zakładu dla utalentowanej młodzieży. A plan... jesteś quincy więc na pewno masz jakieś zdolności które mogłyby nam pomóc. Ja bez problemu mogę przedostać nas przez ten drut, a potem pozostaje skombinować jakiś transport, którym moglibyśmy uciec z wyspy. Co do świadków to jak mówiłem Schmitt jest z nich najgorszy. Kapitan i jego przydupas rzadko kiedy wychylają nos z laboratoriów, więc z nimi nie będzie problemów. A kamer nie ma tutaj tak dużo.
Prychnął jakby w ten sposób pozbywając się gniewu, który jednak zaraz eksplodował z nową siłą.
- Ty chcesz mnie wydać? Jeśli tak to, to... - Odetchnął głęboko. Na policzki wystąpił rumieniec. - Wiesz co? Dużo gadasz, ale wyglądasz mi na osobę, która ma po dziurki w nosie Schmitta i całej reszty. Bo co może być wartościowsze od wolności? Razem mamy większe szanse. Obmyślimy plan działania i wyrwiemy się z tej klatki. Co ty na to? - Spojrzał na nią wyczekująco. Przełknął ślinkę.
Był silnie wzburzony. Musiał zdawał sobie sprawę z powagi tej rozmowy. Jeśli Ishifone go wyda będzie mieć problem, jeśli zaś do niego dołączy to cóż...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Wto 8 Kwi 2014 - 16:41

A jej wyraz twarzy był niezmienny, chociaż syczał, szeptał, i wyglądał jakby miał zaraz eksplodować, raz ze złości a raz ze strachu. A odpowiadała mu, owszem. Ale w głowie, korzystając z jego wybuchu złości. Autentyczna? Teraz była jakoś bardziej w stanie w to uwierzyć. Ale coś to brzmiało za prosto. Że on niby może przejść przez te druty? Naprawdę, w czym zatem jest problem? Nie myślał? Faktycznie on jest taki, że przy jego obecności nie można niczego zrobić?
Moment. Wyspy? Są na WYSPIE?! Jak on zatem zamierza stąd uciec, i to razem z nią? Przefrunąć przez morze? Chociaż jakiś transport... raczej nie. Byliby naprawdę głupi. Może on jest naprawdę głupi. A z drugiej strony ma sporo racji. Jak tu zostanie może długo nie pożyć. Tak czy owak, patrzyli na siebie.
-...bo Ci żyłka pęknie-Gruchnęła mu w swoim stylu. Mogłaby gorzej, odnosząc się do niego inteligencji, ale sytuacja faktycznie była zbyt poważna. Na tyle, że jednak postanowiła się podzielić swoimi przemyśleniami.
-Dużo niewiadomych, dużo przypadku, dużo niepewności i możliwości wpadki. Plus, nie mam łuku ani rurek-Wzrok jej zelżał. Jedno ze skrzyżowanych rąk wyciągnęła w stronę chłopaka, wystawiając do uścisku porozumienia.
-Jak mnie kantujesz, spotkamy się w piekle-Jej twarz w sumie wróciła do swojego zwykłego wyrazu. Pojawiła się w niej nawet pewna ciekawość, czy faktycznie mówi prawdę. Będzie zawsze mogła powiedzieć, że to ONA go sprawdzała... ciekawe, czy by jej uwierzyli.
Raczej nie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Wto 8 Kwi 2014 - 17:45

Twarz chłopaka odsapnęła w wyrazie ulgi. Uścisnął jej dłoń i Ishifone odkryła, że Noriaki nieco się spocił.
- Wiem gdzie Schmitt przechowuje te wasze quincy wynalazki. Mogę się tam zakraść i wziąć co trzeba. Problemem pozostaje to, że nie wiadomo jak opuścić wyspę. Nie mamy tutaj żadnej łodzi ani nic... - Spojrzał na kobietę z nadzieją. - Może umiesz latać? Słyszałem, że quincy to potrafią.
Zdecydowanie nie sprawiał wrażenia osoby dobrze planującej. Chyba po prostu liczył, że wtajemniczając Ishifone doprowadzi do tego, iż ona wymyśli co i jak powinni zrobić, aby odzyskać wolność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Wto 8 Kwi 2014 - 22:29

Patrzyła na niego przez moment jak na irytującego, gderającego małolata, który zadaje jej niewygodne pytania. I wszystko się zgadzało poza tą częścią dotyczącą wieku, chociaż i tego nie była do końca pewna. Jest tak jak się spodziewała. Ten facet to kretyn. I ona jest zmuszona z nim współpracować.
-Owszem, potrafią. Nie wszyscy. W każdym razie nie ja. Jakbym potrafiła to by mnie pewnie lepiej pilnowali. Ale nawet jeśli, to co? Leciałabym w losowym kierunku w nadziei, że gdzieś trafię i nie wyczują, że ktoś zniknął i COŚ leci przed siebie jak najdalej stąd? Czy może najpierw rozbiłabym się o jakąś duchową kopułę?-Uniosła brew. "Pomyślałeś o tym, ciołku?" przeszło jej przez myśl. I coś jeszcze. Przeszła się w stronę miejsca, z którego usłyszała szelest i sprawdziła czy coś lub ktoś tam jest. Jak ktoś był, to usiłowała złapać. Jeśli nie było, kontynuowała.
-Coś tu musi być takiego, co pozwala na transport. Trzeba to znaleźć. Innego wyjścia nie widzę. Do tego czasu możemy sobie gadać i narażać na to, że ktoś będzie podsłuchiwał-Przetarła oczy. Może bardziej by się jej opłacało go wydać? Może najpierw niech przeszuka teren, jak wyjdzie na to, że będą musieli tutaj siedzieć... hm. Nie, to też nie jest najrozsądniejsze. Z tego, że czekała z tym aż do momentu aż upewni się, że nie ma jak stąd uciec to się nie wyłga, i tylko się pogrąży. A przynajmniej da sygnał, że kombinuje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Nieznane   Sro 9 Kwi 2014 - 14:47

- Jaką znowu kopułę? - Skrzyżował ręce na piersi i zmarszczył brwi. - Wiem, w którą stronę powinniśmy ruszyć, aby dotrzeć do cywilizacji. Na wschód, czyli tam gdzie wędrował Schmitt, aby przyprowadzić... dusze dla ciebie.  
Przez moment unikał spojrzenia Ishifone. Co do podejrzanych hałasów prawdopodobnie były to tylko ptaki, które jakby chcąc usunąć wszelkie podejrzenia, zaczęły właśnie ćwierkać.
- O transport będzie najtrudniej - przyznał niechętnie chłopak. - Tutaj albo wszyscy latają, albo przemieszczają się między światami. Wiesz... co do tych łodzi to nie do końca prawda. - Podrapał się po głowie. - Na południu wyspy jest opuszczona osada rybacka i coś by się tam znalazło. Tyle, że to same skorupy pełne dziur. Zanim wyspa zniknie nam z oczu zdążymy utonąć. No, ale to by było tyle. Nikt nas tutaj nie podsłucha - zapewnił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Nieznane   Today at 8:28

Powrót do góry Go down
 
Nieznane
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 9, 10, 11  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Świat :: Ziemia :: Pozostałe Tereny :: Inne-
Skocz do:  
Forumotion.com | © phpBB | Free forum support | Kontakt z | Report an abuse | Sosblogs.com