IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Nabór na stanowiska Mistrzów Gry! Rekrutacja na GG: 2785425!
Pomoc dla nowych graczy

Lista aktywnych Mistrzów Gry:
Kamys 5/3 | Izdurbal Tenshi - 3/4 | Kuchiki Kyosuke - 6/3
CZaras – 2/3 | Shadow - 1/1 | Kaz- 1/1 | Kovacs - 0/1 |
Watanabe no Tsuna
- 2/3* (możliwe dodatkowemiejsce o ile KP zainteresuje, zaś gracz będzie aktywny)


Share | 
 

 Vincenzo "Zhearrimst" Salvai

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 

Ocena
 Pozytywna
 Negatywna
 Neutralna
Zobacz Wyniki
AutorWiadomość
The Hunter




Mistrz Gry : Watanabe no Tsuna

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
64/64  (64/64)

PisanieTemat: Vincenzo "Zhearrimst" Salvai   Czw 14 Sie 2014 - 12:46

DANE

Imię: Vincenzo.
Nazwisko: Salvai.
Przydomek: Zhearrimst.
Profesja: człowiek.
Płeć: mężczyzna.
Wiek: 33.
Wzrost: 190cm.
Waga: 95kg.
Wygląd:
Vincenzo jest Europejczykiem o jasnej karnacji, z domieszką krwi azjatyckiej, która nadaje mu pewne podobieństwo do najpotężniejszego wodza wszechczasów - Ghengis Khana. Jego postura może wręcz przytłaczać, a wzrost jest zaprawdę imponujący. Przewyższa o głowę niejednego przeciętnego mieszkańca świata, choć niektórym zdawać się może być to złudne. Mężczyzna po trzydziestce o wyprostowanej, dumnej posturze, sprawiający wrażenie osoby silnej i zdrowej zarówno na ciele, jak i umyśle. Z jego głowy wyrastają gęste, średniej długości - do 10cm, zaczesywane do tyłu brązowe włosy. Widać, iż są zadbane, tak samo jak jest jego zarost w stylu Van Dyke - wąsy i bródka. Pociągła twarz ściągnięta powagi wyrazem, przełamywana jest nutą zamyślenia. Spojrzenie nieco wąskich podłużnych oczu, intryguje nie tylko niespotykaną złotą barwą czy swoistą przenikliwością. Są one jakoby wydarte dużo starszmu człowiekowi, bagaż doświadczerń wywarł na nich swe piętno.
Twarz łowcy od nosa w dół jest zasłonięta przez złotą szarfę. Reszta jego ubioru składa się z dopasowanego brązowego płaszcza z wszywanymi od wewnątrz i od zewnątrz kieszeniami oraz kółkami, w których przechowywane są najróżniejsze akcesoria mające pomóc w wypełnianiu misji. Czarną koszulę z narzuconą nań brązową kamizelką. Na nogach ma szerokie szare spodnie wpuszczone w wysokie cholewy podkutego obuwia. Dłonie Vincenzo skryte są pod parą skórzanych rękawic, które są dodatkowo utwardzone od zewnętrznej strony dłoni oraz przedramienia, a cienkie od wewnątrz - ochronna przy zachowaniu zwinnych palców. Na prawym nadgarstku ma wytatuowany tajemniczy symbol, który zdaje się świecić złotem za każdym razem, gdy używa reiryoku.

Charakter:
Vincenzo nie należy do najcieplejszych osób, lecz wbrew pozorom troszczy się o innych. Najczęściej sprawia wrażenie osoby oschłej, niemiłej i pozbawionej uczuć. Głównie przez niezamierzoną powściągliwość w ich okazywaniu. Spokojny, chłodny i opanowany. Milczący oraz zamknięty w sobie, wyraźnie stroniący od towarzystwa. Cechy te mogą świadczyć o silnej, niezależnej osobowości, albo o historii pełnej bolesnych doświadczeń. Mężczyznę cechuje olbrzymia wola życia i chęć przetrwania. Nauczył się akceptować swój byt takim jakim jest, nie czując szczególnej potrzeby zmiany czy naprawy świata. Mógł się tylko do niego dostosować. Przy życiu utrzymywały go jego niesamowite zdolności przystosowawcze. Mówi się, iż potrafi znaleźć wyjście z każdej sytuacji, a wszystkie podejmowane przez niego decyzje są efektem długiego planowania. Nieokazujący strachu, lecz ostrożny w swoim podejściu do życia i niebywale czujny, tak jakby wszędzie czaiło się zagrożenie. Akceptuje możliwą niechybną śmierć, lecz robi wszystko by przetrwać. W walce nie okazuje cienia litości. Robi wszystko, aby móc przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę - ciosy z zaskoczenia, przygotowanie pułapek, stosowanie trucizn, itp. Wyznawane przez niego zasady są proste i przejrzyste - przetrwają tylko najsilniejszy. Bez potęgi nikogo nie ocalisz, nawest siebie. Swoje życie poświęcił ciągłemu doskonaleniu swoich umiejętności walki oraz wytwarzaniu narzędzi, które pomogą mu osiągnąć cel swoich misji. Jest wszechstronny i można powiedzieć, iż nie ma on żadnych słabych stron. Nie ma też żadnych mocnych stron, ani wyjątkowych talentów. Całkowicie polega na swoich zdolnościach przystosowawczych. Nie korzysta z broni palnej uważając, iż nie jest ona bronią prawdziwego wojownika. Tym samym można powiedzieć, że przestrzega pewnych zasad honorowej walki. Łowca często stara się ukryć ślady swego człowieczeństwa, lecz jest w stanie okazywać ludzkie uczucia. Nie jest pozbawioną skrupułów maszyną do zabijania, a żyjącym, mającym empatię człowiekiem. Tylko człowiekiem.

Ekwipunek:
Włócznia
Dwustu czterdziesto centymetrowa włócznia w kształcie krzyża, której ramiona rozchodzą się w ponad połowie jej długości i służą do zadawania mocniejszych pchnięć. Czworoboczny grot o ostrych, tnących krawędziach stanowi jedną czwartą całkowitej długości włóczni. U samej jego podstawy znajduje się romboidalna tarczka zapobiegająca zbyt głębokiemu wbiciu się włóczniu w cel. Tępy koniec drzewca zakończony jest odważnikiem, którego ciężar oraz kształt może zostać wykorzystany w walce - jak i pozostałe tępe elementy broni. Włócznia składa się teleskopowo w połowie swojej długości, a jej mechanizm jest znany wyłącznie łowcy. Ranseur jest wyważona, o łącznej masie 5kg.

W kieszeniach płaszcza znajdują się różne różności: trzy noże do rzucania, latarka z zapasem baterii, kajdany, wytrychy, artykuły pierwszej pomocy, itd. Inwentarz wykorzystywany zależnie od sytuacji, który nie jeden raz uratował mu życie. Przy nadmiarze ekwipunku nosi ze sobą wojskowy plecak.

Łowca przechowuje swój ekwipnek w wykupionym magazynie na obrzeżach swojego miasta, który przerobił na warsztat.
Historia:
Las Aokigahara. Las mieszany na terenie Parku Narodowego Fuji-Hakone-Izu u północno-zachodniego podnóża góry Fuji. Nieduża odległość od Tokio sprawia, że jest to najczęściej odwiedzany park narodowy w kraju, zrzeszający każdego roku co najmniej tysiące turystów. Jedni przyjeżdżają tutaj by wypocząć. Dla drugich to miejsce było znane jako...
Las Śmierci.
Niewypowiedziane słowa odbiły się echem w pustym umyśle mężczyzny. Wstrzymał swój pochód zatrzymując się na granicy lasu. Przemykający między chmurami księżyc rzucił światło na stojące przed nim znaki ostrzegawcze. Napisy rozbłysnęły nań ujawniając swój sekret:
"Zatrzymaj się!" - "Zawróć!" - "Warto żyć!" - "Nie poddawaj się!" - "Pomyśl o najbliższych!" - "Masz zawsze drugą szansę!"
Mężczyzna przyglądał się temu zjawisko nieobecnym wzrokiem. Letni wiatr poruszył jego płaszczem, zapędziwszy przy tym jasny księżyc za ciemną chmurę. Światło zgasło. Magia prysła. Łowca zdecydowanym krokiem minął znaki i zanurzył się w leśnej gęstwinie. Aokigahara przygarnął kolejnego samobójcę.

Pogłoski o tym miejscu okazały być się prawdziwe. Na swój sposób ten las był zaklęty. Łatwiej wejść, trudniej wyjść. Drzewa tworzyły istny labirynt, zabijając wewnątrz jakikolwiek przepływ powietrza, utrzymując dziwny zastój, w której panowała martwa cisza. Gęste korony drzew stanowiły skuteczną barierę przed światłem z zewnątrz spowijając las nieprzebranym mroku. Miękka ziemia wulkaniczna zapadała się pod każdym krokiem podkutego obuwia, a wystające konary tylko czekały na błąd nieuważnego wędrowcy. Światło dwunastowoltówki starało się rozpaczliwie przenikać ciemność. Łowca snując pod nosem cichą modlitwę przedzierał się między drzewami martwej puszczy. Czuł się, jakby trafił do osobnego wymiaru. Droga się dłużyła, krajobraz nie zmieniał. Nie spotkał na swojej drodzę żadnego żywego stworzenia. Nawet martwego. W tej ciszy był jedynym źródłem dźwięku. Narastało w nim uczucie osamotnienia. Zaczął odczuwać strach, że nigdy nie opuści tego miejsca. Jeżeli nie popełniłby samobójstwa, to i tak odnaleźliby go po roku. Zdziczałego, żywiącego się martwymi ciałami wiszącymi na drzewach. Niczym bestia której tropem podążał. Zebraliby go wraz z corocznym raportem odnalezionych ciał osób, które postanowiły zakończyć swój żywot. Może setkę. Tylko tyle. Ci którzy zapuścili się głębiej nie zostaną nigdy odnalezieni. Nawet straż parku zdawała sobie sprawy z niebezpieczeństw znajdujących się w sercu lasu. Z natłoku negatywnych myśli wyrwał go niezrozumiały szmer. Łowca ocknął się, jakby z dziwnego transu i zauważył, iż światło leżącej między konarami latarki padało na trzymany w nieukończonego węzła katowskiego. Przez jego ciało przeszedł dreszcz. Jeszcze parę chwil, a zadyndałby na drzewie nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Wtedy uświadomił sobie, iż wcześniejszy szmer dało się słyszeć wyraźnie. Ktoś wołał o pomoc. Głos był zniekształcony, nie mógł określić płci. Ale był pewien jednego. Był już blisko.

Wystrzeliwane z latarki fotony przebijały się gładko przez półprzezroczystą formę, która stała na drodze wiszącego na drzewie ciała młodej kobiety. Mężczyzna zmarszczył nos. Mimo owiniętej wokół twarzy szarfy nadal odczuwał mocny zapach związany z postępującym rozkładem nieboszczki. Światło latarki zsunęło się w dół po ciele i łowca stwierdził ze zdziwieniem, iż zabrakło fragmentu nóg od kolan w dół.
Przypuszczalnie zostały obgryzione przez dzikie zwierzęta. Niezby to pocieszające.,
pomyślał mężczyzna, wróciwszy latarką do cienkiej linki owiniętej wokół szyi. Nie miał pojęcia czy bidulka została na ziemi, bo żałowała odebrania sobie życia, czy wybrania mało skutecznej metody natychmiastowej śmierci. Jakoś przestało go to dziwić. Nie mógł już również dłużej ignorować stojącej przed nim zjawy. Stojąca przed nim kobieta była nieco po dwudziestce. Łowca domyślił się, iż nie uroda była problemem. Choć biegnąca wokół szyi sina pręga psuła wrażenie piękna. Z klatki piersiowej kobiety wystawał łańcuch łączący się z ciałem wysielca. Kobieta nieprzerwanie powtarzała, coraz głośniej, że chce, żeby jej ciało trafiło do rodzinnego domu, że mężczyzna ją słyszy, że powinien coś zrobić...
'Zamilcz' - rzekł krótko, uciszywszy kobietę. Spojrzał na nią ostro parą złotych oczu. - 'Wskaż mi drogę do Drzewa Wisielców. Szybko. Nie mamy zbyt wiele czasu.'
Zjawa w komiczny sposób nadęła policzki i łowca zrozumiał w czym leżała przyczyna samobójstwa. "Nie zwracacie na mnie uwagi, więc się zabiję!", pomyślał. Nawet nie było mu jej żal, ale za to współczuł rodzicom. W końcu gdy natupała się nóżką, jej ręka wystrzeliła w nieokreślonym kierunku. Mężczyzna odpowiedział szczerym 'Dziękuję', po czym pośpieszył we wskazanym kierunku.
'A żebyś zdechł!' - zawołała kobieta za odchodzącym mężczyzną. Był już blisko, lecz musiał się pośpieszyć. Bez odpowiednich przygotowań nie wyjdzie z tego cało, a wtedy - słowa kobiety się sprawdzą.

Wspomniane Drzewo Wisielców było tym czym można sobie je wyobrazić - groteskową karykaturą bożonarodzeniowej choinki, gdzie zamiast bombek wisiały nań gnijające ludzkie ciała. Siedzący pod drzewem mężczyzna nie był pewien czy preferował przygnębiającą ciszę lasu, czy kakofonię, która otaczała go zewsząd. Jęki, płacz, wołanie o pomoc. Im łowca bliżej był drzewa, tym bliższe stawały się te dźwięki i tym więcej wysielców spotykał na swojej drodze. Lecz teraz, gdy jest już w centrum wszystkiego, a przywiązane do drzewa dusze skupiły na nim swoją uwagę... Nie było to centrum lasu, a jedynie centrum całego problemu. Żaden przeciętny śmiertelnik nie mógł dotrzeć do tego miejsca. Magia tego lasu zawsze prowadziła ich naokoło. Las ten jednak przyciągał do siebie wybranych. Tych, którzy byli gotowi na śmierć i tych, którz byli jedną stopą po drugiej stronie... Niezbyt to ładne określenie dla tych, którzy posiadali ten specyficzny "dar" widzenia duchów, ale jak tu nazwać kogoś kto nie może  beztrosko egzystować w świecie, gdzie kwestionuje się życie pogrobowe?
Mężczyzna westchnął, raz jeszcze obejrzawszy owoc swojej pracy. Wokół olbrzymiego drzewa rozpościerała się jałowa polana poprzecinana jego korzeniami, jakoby były to naczynia krwionośne opinające mięsień sercowy. Była ona otoczona murem nienaturalnie zniekształconych drzew, które w paru miejscach tworzyły coś w rodzaju otwartych wrót. Łowca upewnił się, żeby te arterie zostały odpowiednio zabezpieczone, a przed każdym z nich zostało rozpalone ognisko. Teraz tylko należało być cierpliwym. Wróg niebawem łyknie przynętę. A w tym czasie... Łowca siegnął do wewnętrznej kieszeni płaszcza i wyjął z niego plik kopert. Przetasował je w dłoni, aż trafił na najświeższą datę. Otworzył ją i przeczytał treść listu.

Cytat :

Drogi Vincenzo,
chcę Tobie przekazać złe wieści. Twój brat, Casimirio, zaginął i Tobie powierzam zadanie odnalezienia go. Minął miesiąc od kiedy wysłał wiadomość o rozpoczęciu swojej misji w Japonii i do tej pory nie wysłał odpowiedzi. Przed utratą kontaktu napisał, iż jest na tropie tak zwanego "Drzewa Wisielców".  Obawiamy się najgorszego. Wiesz co masz zrobić.

PS: Wiadomość zwrotną nadaj do Mediolanu.

Powodzenia,
Marco


"Wiesz co masz zrobić" powtórzył w myślach łowca. Dobrze rozumiał co musiał zrobić. Wiedział o co toczy się gra. Wiedział również, że jego życie oraz życie jego braci i siostry, nic dla nich nie znaczyło. Mężczyzna podniósł się, oparłszy o śliską korę Drzewa Wisielców. Od czasu ostatniej misji w Singapurze wszystko szło zupełnie nie po jego myśli. Nie był to pierwszy raz kiedy spojrzał śmierci w oczy. Był to jednak pierwszy raz, gdy niemal nie zginął walcząc w imię nieznanej sprawy. Jaki to miało cel? Gdzie trafiały odsyłane przez nich dusze? Co się działo z pokonanymi diabłami? Jaki to wszystko miało sens...? Naturalnie. Dzieci powinny słuchać się swoich rodziców. Westchnąwszy, Vincenzo odbił się od drzewa zabierając ze sobą łuk refleksyjny z dwiema strzałami oraz listy. Jak już się pożegnać z życiem, to nie pozostawiając po sobie żadnego śladu. Wolnym krokiem ruszył w kierunku najbliższego ogniska.
Przygasające płomienie wyczuły zbliżającą się postać, wyciągnąwszy ku niej swoje ogniste macki. Mężczyzna pozwolił im zabrać trzymane w ręku listy. Dokarmione ognisko odwdzięczyło się oddając więcej światła oraz ciepła, zapewniszy łowcy bezpieczeństwo, którego teraz potrzebował. Usiadł przy ogniu, położywszy sobie łuk na kolanach. Z kieszeni płaszcza wyjął niewielką buteleczkę przypominającą tę po lakierze do paznokci. Mężczyzna przyodział gumowe rękawiczki i malutkim pędzelkiem nałożył na groty strzał neurotoksynę. To powinno wystarczyć pomyślał, obejrzawszy się przez ramię. Resztę wyposażenia zostawił u podnóża Drzewa Wisielców, gdzie grupa dusz przyglądała się opartej o jego ścianę zdobionej włóczni. Uśmiechnął się. Wykucie tej broni kosztowało go sporo wysiłku, lecz jeszcze więcej czasu poświęcił na samą naukę rodzinnego rzemiosła. Gildia należąca do rodziny Salvai zrzeszała w sobie wiele cechów kultywujących tradycje rzemiosła historycznego. Wszystkie należały do dziadka Vincenzo, Leonzio Salvai, który przekazał ulubionemu wnukowi tajniki średniowiecznego rękodzielnictwa. Swe praktyki rozpoczął jako skromny czeladnik ślusarza, a po zwiedzeniu Włoch i powrocie do rodzinnej Wenecji ukończył swój majstersztyk, wyzwoliwszy się na tytuł mistrza. Dla mężczyzny było to jednak za mało i kontynuował swoją pracę przy żelazie, tym razem zatrzymując swój wzrok na kowalstwie. W trakcie tych długich lat nauki był przy nim dziadek, który szybko stał się ikoną ojcowską dla dorastającego mężczyzny. Przez wszystkie lata swojego życia tylko nonno traktował go z szacunkiem przysługującemu drugiemu człowiekowi. Był to jedyny okres w życiu Vincenzo, w którym poczuł rodzinne ciepło. Ciepło, które od zawsze kojarzyło się mu z płomieniem paleniska, a to, z ogniem przed którym zdołał odpocząć. Arcymistrz Leonzio zmarł niedługo po mianowaniu wnuka tytułem mistrza kowalstwa. Łowca trudno zniósł tę stratę. Rodzice chłopaka nie przejęli się zbytnio śmiercią ojca ciesząc się z otrzymanego spadku. Najwięcej jednak przyszło w udziale samemu Vincenzo. Mianowany tytułem arcymistrza stał się prawomocnym właścicielem gildii. Mężczyzna jednak zamknął działalność, pozwoliwszy rozejść się rzemieślnikom cechu. Sam zamknął się w rodzinnym warsztacie, gdzie pracował przez wiele tygodni. Niedługo po tym prosty grób drogiego przodka został ozdobiony wspaniałym ornamentem.
Od czasu pogrzebu nie odwiedził swojego dziadka. Wrócił tam dopiero, gdy ukończył dzieło swojego życia. Nonno już na niego czekał. Był szczęśliwy mogąc ostatni raz ujrzeć swego wnuka. Szkoda, że wydarzyło się to w rodzinnym mauzoleum.
"Mój drogi synu, oddałeś nam wielki hołd dotrzymując tradycji rodu Salvai. Ja oraz nasi przodkowie docenilismy twoje oddanie tradycji i zgodnie przyznajemy tobie tytuł arcymistrza. Przyjdzie i czas, i ty zasiądziesz wśród naszej komisji, żebyś i ty nadał ten honor swojemu potomkowi. Żegnaj Vincenzo. Cieszę się mogąc poznać w tobie pokrewną duszę."

Mężczyzna zacisnął pięści. Teraz wszystko co pozostało po dziadku Leonzio spoczywało w tych oto dłoniach. Niosły one w sobie nie tylko siłę stwórczą przy wyrobie oręża, ale również destrukcyjną siłę z jaką wprawą władał kolejnym poznanem rodzajem broni. Całe wyposażenie na użyciu łowców było zasługą samego Vincenzo, łącznie z pirotechniką. O skuteczności swojej pułapki dowiedział się niedługo. Z drugiej strony polany dobiegł go huk nagłej eksplozji. Zaraz po nim nastąpił wrzask ranionej bestii. Mężczyzna podniósł się trzymając łuk gotowości do strzału. Zaczęło się. Przerażone dusze uciekały w popłochu pod ścianę zamkniętej polany, z dala od przeklętego drzewa. Wtedy wybiegł zza niego gigantyczny bezręki humanoid. Zakręcił gwałtownie tratując pod swoimi stopami paru nieszczęśników. Bestia wierzgała się na boki rozlewając wypływającą z kikutów posokę. Łowca zatrzymał wzrok na groteskowo wykrzywionej masce diabła, przypominającej ludzkie oblicze. 'I zbaw mnie ode złego...' zaintonował ostatnie słowa modlitwy pańskiej, wypuściwszy cięciwę. Strzała pomknęła ze świstem docierając do celu. Zatrzymała się parę centymetrów w punkcie poniżej serca olbrzyma, w którego miejscu zionęła wielka dziura. 'Amen.' dokończył łowca wysyłając za nią drugą strzałę, tym razem chybiąc, gdy bestia zatoczyła się w biegu. Mężczyzna przeklął, rzuciwszy się do natychmiastowej ucieczki. W jego umyśle zagrzmiła myśl: "Acceleratio!", po której dłoń Vincenzo zalśniła złotym blaskiem. Dobiegł do drzewa łapiąc włócznię w locie. Teraz tylko trzeba było dobić osłabioną bestię. Czego łowca nie był jeszcze świadomy, ta była tuż za nim.

Mężczyzna padł na ziemię w ostatniej sekundzie, po której przeleciało nad nim monstrualne cielsko. Głośny szczęk zębów odświadczył, iż bestia nie złapała niczego poza powietrzem. Teraz miał szansę. Wyskoczył spod konaru drzewa i ostrożnie obszedł kopiącego powietrze potwora. Łowca zauważył ze zgrozą, iż zniekształcone kończyny zaczęły odrastać, a toksyna nie przyniosła żadnych efektów. Jeżeli odrosną diabłowi ręce... Będzie zgubiony. Fortitudo rzekł w myślach przebijając bok bestii. Zawyła w odpowiedzi, lecz nie powstrzymało jej to przed wstaniem. Vincenzo wycofał się w czasie, by zajść ją od tyłu ciąć pod kolanem. Potwór zatoczył się, po czym runął na bok, przygniatająć pod sobą zbłąkane dusze. Jedna noga z głowy, została druga. Cięciem znad głowy uderzył bestię w kostkę, której mięsnie ugięły się pod ciężarem broni, wyzwoliwszy spod siebie trzask pękającej kości. Łowcę dobiegł stłumiony krzyk. Zareagował natychmiastowo wskakując na plecy leżącego diabła i przygotował się do pchnięcia w potylicę. Nie zdążył. Bestia zaczynała się podnosić rechocząc obrzydliwie. Odzyskało ręce dzięki którym mogło się podnieść. Łowca ześliznął się oraz uciekł w kierunku polany. Zamierzał walczyć na otwartej przestrzeni tak jak było to zaplanowane. Nie planował jednak darmowej uczty, a gigant najwyraźniej był znany z obżarstwa. Długimi rękami zrywał zawieszone na drzewach ciała i połykał je niemal w całości wraz z przywiązanymi doń duszami. Niepokojąco, łowca zauważył tym pewne podobieństwo do jedzenia spaghetti. Z zapartym tchem czekał na to co się wydarzy.

Potwór po napełnieniu brzucha skupił swą uwagę na trudniejszej do złapania zdobyczy, a zarazem najsmakowitszego kąska. Vincenzo miał nadzieję, iż jego wysoka energia duchowa pozwoli skupić na sobie uwagę diabła tak, jak w poprzednich przypadkach w jego życiu. Do tej pory nie wiedział czy w tej dziwnej grze o przetrwanie był zwierzęciem czy myśliwym. Widocznie wszystko zmieniało się zależnie od sytuacji. Tak jak teraz. Diabeł uśmiechnął się od ucha do ucha podnosząc do góry twór, który zregenerował się wraz z jego ręką. Wielki, kościany miecz, mniej więcej tej samej długości jak wysoki był sam łowca. Gigantyczna postać wyskoczyła w powietrze i w ułamku sekundy ostrze wbiło się w ziemię tuż przy Vincenzo. Siła uderzenia rzuciła mężczyznę na bok starając się ukryć swe niedowierzanie.
'Accelerati' mruknął łowca nie zamierzając poddać się bez walki. Złapał włócznie oburącz z grotem wycelowanym w twarz potwora. Potwór odpowiedział sadystycznym uśmiechem oraz spojrzeniem, w którym kryła się rozumność. Vincenzo zrozumiał z kim ma do czynienia w chwili, gdy miecz chybił go o cal. Czart chciał się z nim jeszcze podroczyć. Zobaczyć jak będzie się męczyć. Jak będzie walczyć o przetrwanie. Potwierdziły to słowa bestii.
'Nie zamierzasz uciekać? Jaka szkoda. Myślałem, że pozwolisz mi się chwilę zabawić.'
Śmiejąc się potwór rzucił się do przodu uderzając nisko. Łowca odskoczył do tyłu i natychmiast zaczął okrążać monstrum od nieuzbrojonej strony. Przeciwnik przewidział, obróciwszy się w kierunku ruchu mężczyzny. Ten uchylił się pod szerokim cięciem wbiegając pod nogi giganta. Uniknął przygniecenia odskakując od opuszczanej nogi. W tym samym czasie wykonał szerokie poziome cięcie, które zetknęło się... Z niczym. Łowcą aż zakręciło od włożonej w uderzenie siły, a diabeł najzwyczajniej wzbił się w powietrze lądując na gruncie nieopodal. Zauważył duszę nabitą na ostrze miecza, którą diabeł od razu spałaszował niczym jakieś mięso nabite na szaszłyk. Vincenzo zmrużył oczy, bo oto widział jak bestia zaczęła wymachiwać swą bronią. Zauważył w tym analogię do stylu walki, który znał dość dobrze. Miecz nie był ten sam, lecz ruchy należały do tej samej osoby.
'CASIMIRIO!' zawołał łowca, sprawiwszy, iż czart uśmiechnął się szerzej...

Minęło niespełna pięć minut od chwili rozpoczęcia walki, a łowca był już bliski wyczerpaniu. Zdawał sobie sprawę z beznadziejności swojej sytuacji. Jakakolwiek zadana przez niego rana goiła się w tempie natychmiastowym. Jeżeli tylko diabeł czuł, iż brakuje mu sił to pożerał kolejną duszę. Na dodatek był zmuszony walczyć ze swoim bratem, który stał się... był... Nie wiedział jak do tego doszło. Czy kryło się za tym coś więcej niż mówili im rodzice? Czyż nie byli wybranymi w służbie Pana, którzy mieli pomóc odejść zbłąkanym duszom do Jego królestwa? Czyż te potwory nie były diabłami z piekła rodem pragnącymi zawładnąć życiem wybranców? W jaki sposób jego brat przeobraził się w tę istotę...? Skąd rodzice wiedzieli, że będzie zmuszony go zabić...? Vincenzo zacisnął zęby ze złości. Jeżeli uda mu się przeżyć, to będzie miał sporo do wyjaśnienia ze swoją rodziną. Rozumiał, iż całe to przygotowanie do bycia łowcą dusz miało na celu umożliwić im przetrwanie w świecie, gdy ludzie obdarzeni wysokim poziomem energii duchowej byli chodzącym celem dla sług zła. Nawet teraz brzmiało to niedorzecznie, lecz było prawdziwe. Przestał jednak rozumieć sens ich świętej misji pozbywania się ze świata złych duchów. Dobre dusze odchodziły do nieba, a co z tymi? Trafiały spowrotem do piekła? Musiał rozwiązać tę zagadkę raz na zawsze. Najlepiej przed czasem, gdy będzie zmuszony odesłać całą swoją rodzinę. Jednak myślenie o czymkolwiek innym niż skupienie się na walce było błędem. Nie zdążył uchylić się przed mieczem, a siła uderzenia wysłała go w powietrze. W tym bezwładnym locie wiedział co powinien zrobić... I zrobił to.

Oślepiający błysk oraz głośny huk sprawiły, iż mężczyzna nie widział nic poza jasną bielą i nie słyszał niczego poza wysokim piskiem. Upadek przypomniał mu o nowym bólu, który do tej pory starał się ukryć w wyczerpanych mięśniach. Na szczęście jego palce były mocno zaciśnięte na drzewcu włóczni. Wiedział co musiał zrobić i musiał to zrobić. Póki on i bestia jeszcze nie doszli do siebie. Jego brat strasznie nie lubił światła... Znał też jego słabości. Rozumiał zalety i wady władanej przez niego broni. W końcu sam ją mu podarował. Vincenzo przetarł załzawione oczy, po czym zerwał się na równe nogi. Widział go. Przynajmniej jego cień. Wrzeszczącego, machającego mieczem gdzie popadnie, jakby odpędzał się od muchy. Najpierw cięcie z tej strony. Potem z tej... Miał nadzieję, iż wyczuł jego sekwencję ruchów, bo to co zamierzał zrobić mogło kosztować go więcej niż życie. Łowca ruszył uchylając się przed pierwszym cięciem, po którym musiał gwałtownie wyhamować przed drugim. Dalej zbliżył się do nogi olbrzyma o włos unikając przebijającego ziemię sztychu. Gigant nie chciał odciąć sobie stopy. Fakt, który łowca wykorzystał do swojego natarcia. Pierwsze pchnięcie weszło w tył kolana. Casimirio przyklęknął na zranionę nogę opierająć się na mieczu. Następne uderzenie przebiło drugie kolano zwalając diabła z nóg. Do kolejnego uderzenia zebrał się na rozpęd, po którym wyskoczył umiejscowiwszy grot włóczni tuż pod krzyżem olbrzyma. Siła zderzenia położyła ich płasko na ziemi, lecz teraz miał dostęp do głowy. Jednakże maska zaczęła przypominać oblicze jego do niedawna żyjącego brata. Jak mógł się zebrać na zadanie ostatecznego ciosu? Wahając się nad podjęciem decyzji, postanowił przynajmniej przebić gardło bestii, żeby nie mogła się podnieść. Wtedy odezwał się za nim obcy głos. Ludzki.
'Potrzebujesz pomocy?'
Mężczyzna odwrócił się, aby spojrzeć na niewysokiego Azjatę w czarnym kimono. W swym ręku trzymał miecz, lecz nie był on w gotowości opierając się luźno o ramię. Wyraz twarzy przybysza zmienił się z chwilą, w której spojrzał na Vincenzo. Sympatyczny uśmiech został zastąpiony przez zimną powagę. Zbliżył się do łowcy kładąc mu dłoń na ramieniu, jakby rozumiał przez co teraz przechodził.
'W porządku. Zajmę się tym.'
Rzekł, odsunąwszy łowcę od potwora z twarzą jego brata. Ten jednak nie ustąpił, przekręciwsz włócznię w gardle olbrzyma. Maska znowu zmieniła swój kształt przyjmując oblicze, które mogło należeć tylko do potwora. Bestia zaczęła się szarpać najwidoczniej będąc blisko pełnej regeneracji ran. Nieznajomy westchnął i pchnął swe ostrze prosto w środek czoła diabła. Vincenzo z pewnością nie spodziewał się tego co miało nadejść, lecz nie był to jeszcze koniec niespodzianek. Mężczyzna poprosił przybysza, aby został chwilę i objaśnił mu wszystko co się tutaj dzieje. Nigdy czegoś takiego w życiu nie widział.
Nowopoznany Shinigami oraz Łowca Dusz przyglądali się odwzajemniającym ich spojrzenia duszom. Mieli złożoną broń. Między nimi stała butelka spirytusu, który w razie czego nadawał się do czegoś więcej niżeli odkażania ran. Póki co stała nienaruszona. Vincenzo zastanawiał się nad swoim życiem. Niewiele mu brakowało, żeby fundamenty jego poglądu na świat runęły w gruzach. Był jednak wdzięczny Shirou za to co dla niego zrobił. Jego słowa pozwoliły otworzyć mu oczy i poznać nową prawdę o otaczającym go świecie. Odsyłane przez niego dusze trafiały do enigmatycznego miejsca o nazwie Soul Society będącym odpowiednikiem znanych nam zaświatów. Diabły, potwory i bestie były nazywane Pustymi, dla których domem było pozaplanowe Hueco Mundo, lecz nie było ono piekłem. Vincenzo rozumiał je jako odbicie lustrzane zaświatów - miejsce, do którego trafiały dusze, które utraciły swoje człowieczeństwo. Istniały na tym świecie dwa rodzaje Pustych. Jedni będącymi duszami, które utraciły swoje człowieczeństwo w trakcie zabłąkania na planie śmiertelnym oraz tacy, którzy utracili swe człowieczeństwo w trakcie życia jako ludzie. Tym pierwszym dało radę pomóć poprzez oczyszczenie ich duszy ostrzem Shinigami, a ci drudzy trafiali do Piekła. Prawa były proste i oczywiste. Tylko co się działo z Pustymi, których uśmiercił własnoręcznie? Shinigami odpowiedział mu w pełnej powadze, iż dusze przez niego zładzone, dobre czy złe, zostały unicestwione. Łowca złożył ręce do modlitwy i oparł na nich głowę. 'Czy jest sposób...?' zapytał Azjaty, a ten udzielił mu odpowiedzi: 'Idź do miasta Karakura. Tam poznasz odpowiedzi na swoje pytania.'
Czym mogłoby się okazać "dziękuję" w takiej sytuacji? Łowca wstał podnosząc broń ze sobą.
'Zostało jeszcze Drzewo Wisielców.' mruknął mężczyzna.
'Jeżeli jesteś w stanie wykarczować drania to wyślemy go prosto do Piekła.' odpowiedział shinigami dobywając miecza.
'Tak jak mojego brata...' pomyślał łowca, po czym rzucił: 'Bierzmy się do dzieła'.
Po nawiązaniu wspólnej nici porozumienia para łowców puknęła sobie w piąstki, po czym wzięli się do pracy. Diabelskie drzewo wyrwało swe korzenie z ziemi. Oczyszczenie lasu Aokigahara było w zasięgu ręki.

Parę dni poźniej Vincenzo "Zhearrimst" Salvai zdołał osiąść na obrzeżach miasta Karakura, ulokowawszy się w wykupionym za ostatnie pieniądze magazynie. Rozmowy donano telefonicznie, a za magazyn zapłacono przez internet. Wszystkie niezbędne dokumenty czekały na niego w anonimowej skrzynce na listy, do której znał kod. Do Japonii dotarł anonimowo zamknięty w metalowym kontenerze wraz ze swoim ekwipunkiem, gdzie z tokijskiego portu przetransportowano go do samego serca nawiedzonego magazynu. Vincenzo miał nadzieję, iż inwestycja zwróci się w przyszłości. Obiekt potrzebował remontu, na który nie miał pieniędzy. Jednak przywiózł ze sobą wszystko co konieczne, aby zamienić magazyn w miniaturowy warsztat. Najważniejszym priorytetem było zabezpieczyć budynek przed wizytą nieproszonych gości. Zaraz po przybyciu do Karakury łowca wysłał wiadomość do ojca informując go o losie Casimirio oraz Drzewa Wisielców. Powinno mu to zapewnić miesiąc swobody, po którym zainteresuje się jedno z jego rodzeństwa - najstarszy brat Basilio, albo młodsza siostra Rosabella. Nie będzie sposobu by uniknąć walki, gdy dowiedzą się o jego zdradzie. Do tego czasu wypadałoby poznać swój teren.

Karakura okazała się być, według japońskich standardów, niewielkim miastem o populacji oscylującej w granicy średniej krajowej. Nic niezwykłego. Sama przeciętność. Szarzy obywatele nie mieli pojęcia o scenach jakie odgrywały się pod ich nosem. Dla Vincenzo była to okazja, której nie pozwolił zmarnować.
Łowca, działając pod pseudonimem "Zhearrimst", udostępnił mediom wiadomość o oferowanych przez niego usługach z zakresu zjawisk paranormalnych. Pozostawiwszy jedynie swój pseudonim oraz numer telefonu komórkowego, mężczyzna czekał na pierwsze zlecenia, które pomogą mu wybrnąć z jego złej sytuacji finansowej.

Pieniądze: 10 Ryo.

STATYSTYKI
Atrybuty: 10+6+3=19
Siła: 5
Szybkość: 5
Zręczność: 5+11=16
Wytrzymałość: 5
Inteligencja: 5+5=10
Psychika: 5
Reiatsu: 5+3=8
Kontrola Reiatsu: 5+3=8

OGÓLNE

Udźwig: 50[kg]
Prędkość (śr.): 5[km/h]
Prędkość (max.): 20[km/h]
PŻ (Punkty Życia): 50
PR (Punkty Reiatsu): 64

Techniki
Magia:
Stopień I
Specjalna zdolność Vincenzo miała swe początki jako moc zaklinania tworzonych przez niego przedmiotów esencją własnego reiryoku. Bronie wykute tą metodą są w stanie zadawać trwałe obrażenia duszom.

Ofensywna:
Tymczasowo brak.

Defensywna:
Tymczasowo brak.

Umiejętności: (3+2)
- Mechanik;
- Mistrz broni;
- Pierwsza pomoc;
- Szpieg;
- Wytrwały survivalowiec.
Wady: (2 pkt)
- Niepopularny (zwykli ludzie, rodzina Salvai);
- Biedak.


_______________________________
Subiektywna ocena karty postaci: 1.|


Ostatnio zmieniony przez The Hunter dnia Pią 15 Sty 2016 - 15:49, w całości zmieniany 6 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CZaras





Oddział : Dywizjon 5
Mistrz Gry : Kuchiki Kyosake

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
175/238  (175/238)

PisanieTemat: Re: Vincenzo "Zhearrimst" Salvai   Czw 14 Sie 2014 - 15:08

No to przeczytałem i już wstawiam ocenę.

O wyglądzie i charakterze to co mi się nie podobało powiadałem Ci na chacie i poprawiłeś o ile mnie oczy nie mylą.

Teraz kwestia historii:

Generalnie jest ładnie napisana, ale znalazłem pare kwestii, które mi się nie podobają.

- Jest taka zasada, że wszystkie umiejętności i wady posiadane przez postać muszą być odnotowane w historii (no chyba, że ktoś ma brzydką gębę to w wyglądzie). U Ciebie zaś wspomnienia o pierwszej pomocy, szpiegu czy biedaku nie znalazłem.
- Kwestia przekokszania. Chodzi mi o te walki z hollowami. Jako, że jednak historia jest ładnie napisana i generalnie mi się podoba to odpuszczę gdy wspomnisz w historii, że to były cieniasy pośród cieniawych pustych.
- No i to ranienie hołków/odsyłanie dusz... to jest problem, który sam nie wiem jakby rozwiązać. Bo to drugiej to wgle odpada, to jest moc tylko i wyłącznie zanpaczów. Z tym, jednak pierwszym można by się chyba uprzeć, że jak ktoś nasączy broń swoim rei to może ranić przeciwnika, w końcu Jinta swoją pałką ubijał pustaczki. No, ale to pewien nie jestem także poczekam na opinie innych MG. Się dostosuje, że tak powiem.

No generalnie na ten moment daje negatywa, ale jak mówiłem takie z przymrużeniem oka trochę. Jak poprawisz dwa pierwsze myślniki to wstawie Ci neutrala i poczekam jak tam na to zapatruje się reszta MG.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Watanabe no Tsuna





Mistrz Gry : Fairy

Karta Postaci
Punkty Życia:
4096/4096  (4096/4096)
Punkty Reiatsu:
83037/262144  (83037/262144)

PisanieTemat: Re: Vincenzo "Zhearrimst" Salvai   Czw 14 Sie 2014 - 17:08

Bardzo ladnie. Pare literowek i bledow w zdaniach.
Co do wloczni przydaloby sie, zeby byla skladana. Ciezko raczej paradowac po ulicach z takim dragiem i nie wzbudzic zainteresowania.
Unicestwianie holkow to moim zdaniem "przywilej" quincy. Zanpak je wybiela, a reszta po prostu resetuje - ginacy holek wroci jako nowy cienki holek.
Do zabijania holkow przydalaby sie zdolnosc ludzka. Powiazana z tym dragiem najlepiej. Naka miala taka od samego poczatku. Cos sie zmienilo w tym temacie?
Jak sie utrzymuje w Japonii wielki euromongol? Robota jakby nie patrzec niebezpieczna, a zarcie i ekwipunek trzeba zdobyc.
I na koniec rzecz mechaniczna, niezmiennie mnie dobijajaca. Facet lat 30 zgodnie z mechanika powinien byc nikim. Statystyk starczy mu na absolutnie przecietnego Kowalskiego. Zas jedyna mozliwosc to podnoszenie wieku... tyle, ze temu lowcy przydaloby sie z 15-20 punktow, czyli kolejna setka. Zeby napisac ciekawy koncept czlowiek musi byc wybitnym grzybem stojacym nad grobem. Dlategoz to zamierzam w tym przypadku zignorowac wartosci liczbowe, bo szkoda niweczyc dobry pomysl.


Tsuna
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Vincenzo "Zhearrimst" Salvai   Pon 18 Sie 2014 - 12:35

W sumie zastrzeżenia mam podobne do Tsuny.
Postać ma pięć siły co wedle standardów forum jest wartością poniżej przeciętnej, a czytając wygląd odniosłem wrażenie, że jest to nie lada siłacz. Podobnie przy charakterze. Niby nie ma słabych stron, a siła, szybkość i wytrzymałość wysokie nie są.
Jednak przy tak dobrej karcie głupio mi taki szczegół wypominać, bo i na początku właściwie nie da stworzyć się mocnej postaci.
No i jeszcze to, że używa trucizn pułapek i podstępów, a już broń palną uznaje za niegodną wojownika.
Jak Tsuna wspomniał przydałoby się zaznaczyć, że Vincenzo dysponuje zdolnością umożliwiającą ranienie pustych przy pomocy broni konwencjonalnej. Może też posługiwać się niedawno wprowadzoną magią powszechną http://bleach.iowoi.org/t1944-magia-powszechna gdzie jest opisany rytuał umożliwiający "umagicznienie" broni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
The Hunter




Mistrz Gry : Watanabe no Tsuna

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
64/64  (64/64)

PisanieTemat: Re: Vincenzo "Zhearrimst" Salvai   Pon 18 Sie 2014 - 20:03

Zaczynając od początku, udzielam wyjaśnień.

1. Zedytowałem dwa ostatnie akapity, aby rzucić światło na trudną sytuację finansową Vincenzo. Wszystkie oszczędności przeznaczył na magazyn, a do tego para się zawodem, który znajduje się piętro niżej od telewizyjnej wróżki. Nawet jeżeli zarobi jakiś pieniądz, to wszystko pójdzie na modernizacje siedziby głównej, albo na opłacenie kosztów wyposażenia. Resztę przeznaczy na cele dobroczynne.
Szpiega częściowo uwzględniłem przy ślusarstwie. Element skradanki jest częścią nieopisanej historii Vincenzo, gdzie jako dzieciak musiał uciekać przed hollowami. Ostatecznie stało się to częścią łowieckiej gry - uśmierć cel zanim ten zdoła cię zauważyć.
Pierwsza pomoc jest suplementem do wytrwałego survivalowca - dziwne, żeby koleś urządzający wyprawy w dzicz nie potrafił zająć się skaleczeniem.

2. Jeżeli chodzi o przekokszenie postaci i wspomnienie o słabych hollkach - postać nie ma pojęcia czy ma do czynienia z silnym, czy ze słabym hollowem. Mogę powiedzieć, że każde starcie z hollowem było ocieraniem się o śmierć nawet wtedy, gdy postać potrafiła posługiwać się reiryoku do wzmacniania swojego ciała.

3. Odsyłanie dusz jest skrótem od pomocy duszy, by ta zaznała spokoju i mogła odejść w zaświaty. Jeżeli chodzi o ranienie hollowów materiałami wybuchowymi oraz bronią niewzmocnioną reiatsu - w Bleachu było parę przykładów, gdy hollowy były w stanie wyrządzić fizyczne szkody. Niech będzie to samo rozwalenie ściany domu Kurosakich, albo zgniatanie samochód czy zostawianie zadrapań na ścianach budynków. Oznacza to, iż materia niewzmocniona reiatsu była fizyczną przeszkodą dla takiego hollowa i wierzę, że może to działać w drugą stronę. Żelazna belka, która spadła na ramiona Chada została zrzucona przez Shriekera. Z kolei Chad był w stanie, nie uwolniwszy swoich mocy, uderzyć Shriekera nawet go nie widząć.
Określenie "unicestwienie hollowa" pozostawię niezmienione ze względu na brak wiedzy postaci czy samego shinigami. Sam nie wiem co się dzieje z hollowem po ubiciu przez cokolwiek innego niż shinigami/quincy/hollow, więc możemy założyć, iż prawdą jest "resetowanie hollowa" o czym postać dowie się w trakcie przygody.

4. Punkt zarobków euromongoła został opisany w punkcie pierwszym - ledwo wiąże koniec z końcem. Przyjmuje zlecenie - większość pieniędzy idzie na sprzęt i zaopatrzenie - reszta dla potrzebujących.

5. Statystyki rzeczywiście wyglądają mizernie. Błędnie założyłem, że startująca 5 we wszystkim jest przeciętniakiem. Postać jednak potrafi używać reiryoku i wzmacniać swoje ciało rekompensując ten brak. Przez "postać nie ma słabych stron" miałem na myśli to, że posiada sporą wiedzę ogólną, którą potrafi wykorzystać. Chcę powiedzieć, że to "generalista" a nie "specjalista". Nie ma określonej dziedziny, w której się specjalizuje, a poznaje wszystko po trochu, żeby przyrządzić z tego wybuchową mieszankę.

6. Sprawa honoru postaci - Vincenzo uważa, iż odpowiednie przygotowanie waży o szansach przeżycia. Jeżeli ktoś dał się zabić przez atak z zaskoczenia, albo nie miał przy sobie antidotum, to tylko wina ofiary za jej brak przygotowania. Porównuje to do sytuacji na tureckim bazarze - jeżeli dałeś się mocno okroić sprzedawcy na cenę towaru, to tylko twoja wina, że nie umiesz się targować. Z bronią palną jest różnie, ale uważa ją głównie za broń cywilów nie wymagająca nadzwyczajnych umiejętności - wystarczy ustawić wylot lufu w stronę celu, któremu chcesz odstrzelić łeb i naciskasz na spust - rzecz, którą może zrobić ośmioletnie dziecko.

Mam nadzieję, że wyjaśnienia wystarczą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Watanabe no Tsuna





Mistrz Gry : Fairy

Karta Postaci
Punkty Życia:
4096/4096  (4096/4096)
Punkty Reiatsu:
83037/262144  (83037/262144)

PisanieTemat: Re: Vincenzo "Zhearrimst" Salvai   Pon 18 Sie 2014 - 21:20

Duszki jako niematerialne maja niestety pewna przewage. W wiekszosci historii moga sie manifestowac wplywajac na materie, co niekoniecznie przeklada sie na wplywa materii na duszka. Przyjalbym, iz w takiego zamanifestowanego mozna owszem przydzwonic i odebrac mu nieco animuszu, co nie znaczy, ze zrobic trwala krzywde. Ale w tym przypadku mozna uznac, iz wszelakie ustrojstwo lowcy bylo przed akcja podrasowane rytualem i da sie przezyc. Dobrze by bylo dodac jeszcze te ludzka umiejetnosc.


Tsuna
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
The Hunter




Mistrz Gry : Watanabe no Tsuna

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
64/64  (64/64)

PisanieTemat: Re: Vincenzo "Zhearrimst" Salvai   Pon 18 Sie 2014 - 23:53

Dopisałem specjalną zdolność człowieka, a przynajmniej jej zaczątek. Mam nadzieję rozwinąć ją w przyszłości o kolejne poziomy, aż znajdzie swoje trwałe praktyczne zastosowanie w walce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Watanabe no Tsuna





Mistrz Gry : Fairy

Karta Postaci
Punkty Życia:
4096/4096  (4096/4096)
Punkty Reiatsu:
83037/262144  (83037/262144)

PisanieTemat: Re: Vincenzo "Zhearrimst" Salvai   Wto 19 Sie 2014 - 7:48

3 moge dac na pewno. Moze nawet 4, jakby jeszcze pomendzic, tylko czy mendzic mi sie chce...


Tsuna
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Vincenzo "Zhearrimst" Salvai   Wto 19 Sie 2014 - 12:26

A ja bez mendzenia daję czyste 4.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Kamys





Oddział : Dywizjon 11
Mistrz Gry : Izdurbal

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/290  (102/290)
Punkty Reiatsu:
41/156  (41/156)

PisanieTemat: Re: Vincenzo "Zhearrimst" Salvai   Wto 19 Sie 2014 - 12:35

jedyna rzecz jaka mi nie pasuje to owy ekwipunek przy biedaku = x



***
kamys01
kamys02
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
The Hunter




Mistrz Gry : Watanabe no Tsuna

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
64/64  (64/64)

PisanieTemat: Re: Vincenzo "Zhearrimst" Salvai   Wto 19 Sie 2014 - 13:31

Poprawiłem ekwipunek zostawiając w nim ogólnodostępne przedmioty oraz te wynikające z umiejętności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kamys





Oddział : Dywizjon 11
Mistrz Gry : Izdurbal

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/290  (102/290)
Punkty Reiatsu:
41/156  (41/156)

PisanieTemat: Re: Vincenzo "Zhearrimst" Salvai   Wto 19 Sie 2014 - 13:43

3 ptk, karta przeniesiona do oczekujących na MG. Powodzenia i miłej zabawy : )



***
kamys01
kamys02
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Vincenzo "Zhearrimst" Salvai   Today at 13:49

Powrót do góry Go down
 
Vincenzo "Zhearrimst" Salvai
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Strefa Gracza :: Gracze :: Zaakceptowane-
Skocz do:  
Free forum | © phpBB | Free forum support | Kontakt z | Report an abuse | www.sosblogs.com