IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Nabór na stanowiska Mistrzów Gry! Rekrutacja na GG: 2785425!
Pomoc dla nowych graczy

Lista aktywnych Mistrzów Gry:
Kamys 5/3 | Izdurbal Tenshi - 3/4 | Kuchiki Kyosuke - 6/3
CZaras – 2/3 | Shadow - 1/1 | Kaz- 1/1 | Kovacs - 0/1 |
Watanabe no Tsuna
- 2/3* (możliwe dodatkowemiejsce o ile KP zainteresuje, zaś gracz będzie aktywny)


Share | 
 

 Wahrwelt

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Wahrwelt   Nie 26 Lip 2015 - 19:37

Aż zerwała się z łóżka, co oczywiście wiązało się z impulsem bólu przebiegającym od jej nogi aż do głowy. Było to jednak o wiele bardziej rozsądne niż dalsze siedzenie na łóżku, podczas gdy temu gościowi ewidentnie coś się działo. Komplatna biała plama, co ma niby zrobić?! Nie ucieknie, nie pomoże bo cholera wie co on jej teraz może zrobić. Raz myślała, że to ona zaraz będzie potrzebowała pomocy, tak się duszno zrobiło, a zaraz potem jego energia się zmniejszała. Pozornie. I w końcu rzuciło się jej w oczy to oko. Niby co to ma być?! Ta cała jakaś umiejętność? Natłok wspomnień?! To było to?
...jeżeli coś podobnego miałoby się jej też dziać, to nie była zadowolona. Ogarnął się jednak. Aż za bardzo. To było na porządku dziennym?
-Ummm... w porządku...-Nawet nie zauważyła, kiedy znalazła się pod ścianą. Kojarzyła też, że wykonała ruch jakby miała sięgnąć po coś z kieszeni. Chyba jej śmignęło przez głowę słowo "krzyżyk", ale oczywiście go nie miała. Więc tyle z tego wyszło. Może to i lepiej. Gorzej z testem. Miała nadzieje na nieco odpoczynku. Może jednak da jakoś radę...
Pozostało jej jedynie kiwnąć głową, usunąć się spod ściany, i pójść za tym gościem. Jak on miał? Sebastian?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Wahrwelt   Pon 27 Lip 2015 - 13:40

Juro wydawał się być zaskoczony tym, że Ishifone znalazła się przy ścianie.
- Takie konsekwencje tego typu mocy - wyjaśnił uśmiechając się delikatnie przez co nie była pewna czy żartuje czy stwierdza fakt.
Stan w jakim obecnie się znajdowała można określić jako dobry, ale i tak ani ciało ani duch nie przejawiały większych chęci do podjęcia wysiłku. Można się było jedynie pocieszać, że przynajmniej będzie miała to szybciej z głowy.
Ruszyła za Juro plątaniną korytarzy. Dwa razy kłaniali się im, a właściwie opiekunowi Ishifone, quincy odziani w jednakowe mundury. Napotkali też białowłosą dziewczynkę w kremowej sukience. Zupełnie nie zwracała uwagi na Ishifone, ale gdy ją minęła Kumagae usłyszała szyderczy dziecinny głosik
- Brudas...
Nim Ishifone mogła jakoś zareagować dziewczynka zniknęła za zakrętem. Jeszcze jeden zakręt dalej i dotarli w końcu do sali ćwiczeń, która okazała się być prostokątnym pomieszczeniem o wysokim, walcowatym suficie i białych, promieniujących delikatnym błękitnym światłem ścianach.
- Najpierw przetestujemy twoje umiejętności quincy. - Juro podał jej amulet. - To standardowy łuk - wyjaśnił.
Na środku podłogi pojawił się nagle okrągły otwór, z których wystrzeliło kilkanaście kul światła o wielkości dorodnej pomarańczy. Świetliki zaczęły wirować dziko po całym pomieszczeniu.
Juro wycofał się do drzwi.
- Gdy oddasz pierwszy strzał zaczną ciebie namierzać. Unikaj, strzelaj celnie.
Normalnie, po pokonaniu takiego dystansu noga powinna promieniować mocniejszym bólem, ale bogate w cząstki rei powietrze działało niczym środek znieczulający.

[Od razu opisz całą akcję strzelania do kuleczek. Kulnę i zobaczymy jak Ci poszło]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Wahrwelt   Pon 27 Lip 2015 - 15:54

...i co się tak gapi. Skąd miała wiedzieć co on zaraz odwali?! Czy się nie rzuci na nią... tak jak ona na niektóre osoby czy co... z lekka powątpiewała, by była w stanie dać sobie radę. Patrzył się na nią, i się skubany jeszcze uśmiechnął. Prychnęła niezadowolona. Nastraszył ją i jeszcze się cieszy. W każdym razie, poszła za nim.
Nie chciało jej się. Mocno jej się nie chciało, ale przynajmniej poza tym jej stan fizyczno-emocjonalny był w miarę zadowalający. Może nawet nie będzie mieć to wpływu. Wlekła się za nim mając nadzieje, że im szybciej zaczną tym szybciej skończą i będzie mogła odpocząć. I mieć wykurowaną tą nogę, rzecz jasna.
Prawie umknął jej uwadze jeden fakt. Zauważyła, że mijali jakieś dziwne dziecko, owszem. Ale dopiero potem to jej głowy doszła pewna informacja.
Białe włosy. Obelga. Szyderczy głosik. Az obróciła głowę, ale nie było już tu jej.
Kolejny zwid, czy też... nie, raczej nie. Ale co by ona tutaj miała... nieważne. Potem popyta i poszuka. Nie mogła stać zbyt długo... dosłownie. Nogi ją zaczną boleć.
Tak myślała. Zaskoczyło ją to, że nie bolała. Szczerze wątpiła by mogła biegać, ale ból jej przynajmniej nie przykrzył życia. A to sie przyda biorąc pod uwagę, jakie miała przed sobą zadanie.
Standardowy łuk. Chyba aż tak bardzo się nie odzwyczaiła... wywołała go. Chwilę wyczuła. Rozejrzała się wokół by zorientować się w pozycji wszystkich kul, i gdzie by się przenieść po pierwszym strzale by jak największa ich ilość mieć przed sobą. Skupiła się na moment i przekierowała część swojego reiatsu do swojego ciała, co by poprawić swój czas reakcji/ogólną prędkość poruszania (Tyle ile mogła wpompować na raz reiatsu w szybkość)
Plna był taki. Strzelała i unikała. Będzie próbować trzymać te wszystkie kule przed sobą w miarę możliwości. Jeżeli będzie za dużo pocisków ze strony tych całych kul, będzie się ratować tym Hirenkyaku... co to nie do końca umie. Ale lepiej chwile się zbierać niż od razu dostać całą serią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Wahrwelt   Pon 27 Lip 2015 - 16:54

Świetliki śmigały po całej sali brzęcząc niczym wściekłe pszczoły. Prawdziwie agresywne stały się dopiero, gdy Ishifone oddała pierwszy strzał. Prawie zapomniała z jaką łatwością tworzy się strzały z mniejszego łuku. Wręcz było to prostsze niż kiedykolwiek ze względu na wysokie nasycenie reiatsu.
Czy to szczęście czy umiejętności pierwszy pocisk dosięgnął celu i kula światła eksplodowała w bezgłośnym rozbłysku. Dopiero wtedy zaczęła się zabawa. Dotychczas niezwracające uwagi na Ishifone,  świetliki skręciły i wystrzeliły ku niej. Co by nie mówić była już do tego przyzwyczajona - wszyscy kontra ona sama.

***

Z trudem łapała oddech. Kark, udo i przedramię piekły boleśnie. Były to miejsca, w które zdołały trafić ją świetliki. Co prawda dała się ugodzić (raz otoczono ją, a dwa hirenkyaku nie zadziałało tak jak powinno), ale przez długi czas sprawnie unikała przy pomocy poprawnie wykonanego hirenkyaku. Popisała się też sporą celnością i zestrzeliła ponad połowę celów. Reszta z nich wleciała z powrotem do otworu w podłodze, gdy Juro zarządził koniec ćwiczenia.
- Nieźle zważywszy na twój stan - rzekł sucho Juro. - Przejdziemy teraz do drugiej części. Chcę żebyś zamanifestowała swoją moc pożerania.
Przez całą zabawę ze światełkami Ishifone nie czuła żeby jakaś macka chciała się pokazać. Teraz jednak, gdy z trudem łykała powietrze poczuła w sobie znajome uczucie głodu dusz. Niewielkie narazie, ale teraz mogło już tylko rosnąć.

[+1 reiatsu]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Wahrwelt   Pon 27 Lip 2015 - 18:54

...denerwował ją ten dźwięk. Tak poważnie. Drażnił jej uszy. Poważnie chciałaby to wszystko uciszyć. Musiała się jednak skupić. Akurat w jej wypadku działanie bez koncentracji nie skończy się najlepiej. Chociaż miała sporą różnicę pomiędzy jej poprzednim łukiem a tym. Może to kwestia wysycenia reiatsu, a może jeszcze czegoś innego. Nie chciało jej się nad tym myśleć. Wzięła głęboki oddech i wystrzeliła pierwszą strzałę...

***

Jakoś nawet według niej nie poszło jej najgorzej. Jej zwrotność była ograniczona przez tą nogę, ale... chwila, może się nad tym zacznie bardziej rozwodzić jak złapie oddech. I jak ją przestanie piec po tych strzałach, cholera jasna! Dotknęła karku odruchowo, by otrzeć pot... syknęła z bólu. Niekoniecznie. Musi dopracować te całe skoki. Błędy błędami, ale takie coś może się dla niej mocno źle skończyć. Nie tylko nogą.
Wyprostowała się po którymś ciężkim wdechu i odetchnęła głośno. Zmęczyła się. Jakby tego nie robiła od naprawdę bardzo dawna... heh. Nie brzmiało to najlepiej. Chrzanić. Miała teraz inny... inną zagwozdkę. Popatrzyła na Juro z zastanowieniem.
-Nigdy tego nie robiłam... tak sama z siebie... spróbuję-Powiedziała otwarcie. Ech... mogła spróbować. Zamknęła oczy. Zaczęła intensywnie myśleć o... duszy. Po prostu. O energii która była w niej zawarta. O odczuciach które się w niej kotłowały, gdy widziała jakąś po dłuższym czasie. O tym co czuła, gdy wreszcie dobierała się do ich soczystej powłoki. Gdy pękała, odsłaniając słodkie reiryoku które wnikało w jej ciało, pociągnięcie za pociągnięciem...
...a potem w to miejsce postawiła Charlotte. Chyba najsłodszą duszę, jaką kiedykolwiek miała okazje spożyć.
...jak to nie wywoła u niej reakcji, to nie wiedziała co mogło ją wywołać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Wahrwelt   Pon 27 Lip 2015 - 19:58

Co prawda ostatnimi czasy Ishifone poprawiła swoją kondycję, ale nadal było jej daleko do osiągnięcia stanu względnej świeżości po podobnym treningu. Akurat teraz zmęczenie było jej na rękę, bo jak wiadomo człowiek styrany = człowiek głodny.
Zaczęła wyobrażać zapach duszy, smak i Charlotte. Słodką Charlotte tak cudownie pełną energii. Ishifone robiło się coraz cieplej. Zdawało jej się, że usłyszała pomruk głodnej bestii budzącej się ze snu. Języki czerwonej energii zaczęły lizać ciało kobiety.
Powróciło brzęczenie, gdy pozostałe świetliki zostały wypuszczone i teraz wirowały wokół Ishifone jakby naigrywając się z niej.
- Dobrze. Teraz staraj się przez chwilę powstrzymać przed pożarciem ich - mówił Juro z bezpiecznej odległości. - A potem spróbuj pochwycić je i pochłonąć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Wahrwelt   Pon 27 Lip 2015 - 20:58

...cholerny sadysta... najpierw gada jej by wyciągnęła to z siebie, a teraz ma się wstrzymywać... i uwolnić. Złapać. Pochłonąć... szllllag!
Cóż... musiała się skupić na czymś zupełnie innym. Na... o, poezja! Tak, lekcje dykcji! Będzie deklimować w pamięci, by odwrócić uwagę! Zacisnęła zęby... To szło to tak...

Widzieć, jak na mnie patrzysz, i w twe oczy patrzeć,
Na ustach... poczuć twoich ust pocałowanie -
Która już tego szczęścia doznała... czyż dla niej
Mogą być teraz inne radości bogatsze...?


Z dala od Ciebie... obca dla swoich... kołacze
Jedno wciąż moich myśli... pasmo... nieprzerwane
I zawsze ta godzina przyjdzie... niespodzianie -
ta...

...nie, to jednak głupie. Może jednak coś innego... albo... nie no, po prostu musi się powstrzymać, trzymać na wodzy, i... może jak do psa? Nie. Bo po prostu nie... chwilę miała się wstrzymać. Umiała to przecież. Tak... wychodziło jej to przecież.
...właściwie, to jak bardzo przez chwilę? Chyba już chwila minęła. Tak. No to... tak. Niech je pochwyci. Niech się posili!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Wahrwelt   Czw 30 Lip 2015 - 18:22

Niespodziewanie koncentracja na poezji okazała się dobrym pomysłem. Ishifone czuła puls żarłocznej mocy rozbrzmiewający w duszy, ale była wstanie go okiełznać niczym muzyk wykorzystujący swoją sztukę do obłaskawienia bestii. Świetliki krążyły wokół jakby naigrywając się z stojącej bez ruchu Ishifone. Zdołała wytrzymać jakieś pół minuty, gdy poczuła, iż moc zaczyna być coraz bardziej niespokojna. Pora się posilić. Otaczała ją teraz rozpłomieniona aura szkarłatu. Wybrała cel i czerwony jęzor niczym drapieżnik wystrzelił do przodu i objął ofiarę, którą pochłonął w oka mgnieniu.
Udało się. Powstrzymała moc, aby zaraz potem rozkazać mu zaatakować mu to co chciała. Tak łatwe osiągnięcie celu osłabiło jej koncentracje i kolejna macka cichaczem uformowała się za plecami i rozpoczęła własne łowy pochłaniając dwie kule rei. Pierwsza niby kończyna również wydarła się spod władzy Ishifone i zaczęło ucztować. Ishifone musiała mocno się skupić, aby wycofać łapki, co i tak było łatwiejsze, bowiem te kilka świetlików sprawiły, że głód i zarazem gwałtowność żarłocznej mocy zelżały.
- Dobrze. Teraz ostatni sprawdzian. - Niewzruszony wyczynami Ishifone, Juro podciągnął obszerny rękaw i związał go tasiemką, tak, że widoczna stała się dłoń owinięta bandażami. Osłonięta dłoń wydawała się zniekształcona. Zbyt duża, o nienaturalnie długich palcach, których Juro użył do naciągnięcia cięciwy właśnie przywołanego łuku. W przeciwieństwie do broni Ishifone był materialny, co świadczyło o doskonałej kontroli reiatsu jego posiadacza.
Błękitny grot strzały wycelował prosto w Ishifone.
- Użyj macek do pochwycenia strzały - rzekł quincy i puścił cięciwę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Wahrwelt   Pią 31 Lip 2015 - 7:43

Prędzej by w cyrku zaczęła pracować niż przypuszczała, że nauka tych pierdół do recytacji kiedykolwiek może się jej przydać w życiu. A już na pewno nie w sytuacji potencjalnie obejmującej jej przeżycie. Świat jest pełen niespodzianek.
Wytrzymała tak faktycznie z chwilkę. Potem odpuściła, zgodnie z zaleceniem. Posiliła się, co odczuwała w sumie tak jak zwykle. Przyjemne, ale bez nie wiadomo jakich odczuć. Czuła, że z tyłu pojawiła się kolejna i również zaczęła buszować. A zaraz potem druga się wyrwała i... straciła kontrolę. Musiała ją odzyskać, co było już prostsze skoro była już bardziej syta.
Mogła chwilkę odpocząć... tak jej się wydawało. Ostatni sprawdzian? Co jeszcze może jej wymyślić?
...dużo rzeczy. A obiektywnie patrząc, takie coś nie było jeszcze takie złe. Jeżeli pominąć fakt, że jego łuk był całkowicie materialny. Czyli może ją zaboleć jak cholera, bo taki mocny. Już nawet tak się nie zastanawiała nad tą ręką, która była duża, chuda, i z długimi palcami. Może jednak ma powo...
Cholera. Skup się. Reiatsu. Punkt reiatsu. Pożywienie. Tak. Pożywienie. Na to. Szybko, na to. Musi to pożreć. Musi to złapać. Skupić się na tym. Wyobraziła sobie to, że to łapie. I jakie to musi być dobre, tak. Jak ta Charlotte, na pewno. ŁAPAĆ TO NATYCHMIAST.
...jeżeli jednak nic z tego nie wyjdzie, spróbuje to uniknąć. Lepiej zrobić to, niż przyjąć to na siebie. Na pewno by zabolało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Wahrwelt   Czw 6 Sie 2015 - 18:23

Dwie macki rozwinęły się wokół Ishifone. Jedna z nich posłusznie pomknęła w stronę strzały, jednak pocisk wyminął ją. Quincy musiała ratować się unikiem, który wykonała mocno niefortunnie. Ishifone zareagowała zbyt wolno i strzała przejechała po boku wywołując ostry ból, do którego dołączył ból promieniujący z kalekiej nogi, na którą się przewróciła. Macki rozwiały się osamotniając cierpiącą Ishifone.
- Wszystko w porządku? - W głosie Juro pojawiła się nawet nuta troski, która została zaraz zagłuszona przez trzask drzwi, gdy do sali wlazł Baldrik.
Mężczyzna zapodział gdzieś swój płaszcz prezentując za to koszulę w czarno czerwoną kratę, która jeszcze bardziej nadawała mu wyglądu przerośniętego drwala i jednocześnie odróżniała go mocno od tutejszej ekipy w bieli.
- Chyba niezbyt wychodzi ten wasz trening, co?. - Zarechotał spoglądając na leżącą Ishifone. - Może pomoc? Dzieweczka zna już moją szkołę i może poświadczyć o ich walorach.
Juro obdarzył go ponurym spojrzeniem.
- Wstań. Spróbujemy raz jeszcze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Wahrwelt   Czw 6 Sie 2015 - 20:07

Cholera jasna a by to najjaśniejszy szlag trafił. Nie złapała. Co gorsza, dalej to na nią leciało. Zbyt wolna reakcja. Syknęła i zaklęła szpetnie. Jeszcze wyraźniej, gdy wylądowała na kalekiej kończynie. Zacisnęła zęby i pozwoliła sobie na odrobinę samolubnego narzekania i podkreślania, jak bardzo jest wściekła. Oczywiście w myślach.
A potem wszedł Bardrik. Życie jest piękne.
-Jeszcze chce pożyć-Burknęła niezadowolona. Właściwie to wściekła. Ostry ból rozlewał sie z jej członków aż do jej głowy. Tym razem jej się uda. Podniosła się gwałtownie.
Teraz nie liczyły sie jej wątpliwości na temat jej losu po śmierci. Była zła, bo ją bolało i odniosła porażkę.
-Dawaj!-zażądała. Spróbowała wywołać macki. Nie tylko wcześniejszą perspektywą posiłku. Przemoc. Chciała rozerwać tą strzałę na kawałki. Roznieść. By zanim sie do niej zbliżyła nie pozostał po niej ślad.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Wahrwelt   Sro 12 Sie 2015 - 12:51

Juro powoli naciągnął cięciwę, na której formowała się błękitna strzała. Baldrik założył ramiona na piersi i przyglądał się wszystkiemu z uśmiechem, a Ishifone starała się, aby tym razem obyło się bez porażki i związanego z nią bólu.
Zdawało się, że Juro daje jej czas na wywołanie macek. Strzałę miał bowiem gotową już kilka sekund przed tym, jak Ishifone udało się ponownie przywołać parę macek. Wiły się nad podłogą niczym szykujący się do ataku wąż. Juro wystrzelił. Świetlista strzała pomknęła ku Ishifone, która wysiłkiem woli poderwała jedną z macek. Udało się, pocisk został pochwycony. Objęty czerwoną energią rozpadł się kilka kawałków, które następnie rozdzielone zostały na łatwe do wchłonięcia pojedyncze cząstki.
- Na dziś wystarczy. - Juro wycofał łuk do amuletu.
- Czegoś się tam nauczyłaś od naszego ostatniego spotkania. - Baldrik pogładził się po brodzie. - Ale Sonia i tak zrobiła większe postępy - powiedział uszczypliwie, po czym zaśmiał się krótko. - Co tam, tutaj szybko się wzrasta w siłę. Dzieweczko jak już odsapniesz pójdź do Cerise. Bardzo chciała cię oprowadzić po okolicy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Wahrwelt   Sro 12 Sie 2015 - 13:41

Wolniej to szło. Zmęczyła się, ale i nie była aż tak głodna, to też zajęło to tyle, że aż musiał na nią poczekać. Skupiając się na zadaniu nie zwracała na zbyt wiele rzeczy uwagi. Ważne, by znowu nie oberwała od tamtego dziada.
Zdawało się to być mało ruchliwe. Musiała się skupić, by poderwało się w odpowiednim momencie. I złapało. I oszczędziło jej tego cholernego bólu, który dalej ją irytował.
Jak poszła, to tylko myślała o tym, by podnieść jedną z tych leniwych parów by to złapały. Skupiła się mocno, szarpiąc je umysłem w górę. W końcu podziałało. I nawet udało się złapać, ku jej uldze. Od razu po wchłonięciu macki zniknęły, a ona otarła pot z czoła. Zmęczyła się.
Nie przeszkodziło jej jednak warknąć i obdarzyć Baldrika pełnym wyrzutu spojrzeniem.
-Jakbym nie była zdana na siebie też bym...!-Taksowała go wzrokiem, aż machnęła w końcu ręką. Nadepnął jej na odcisk, nie ma co. Jeszcze jej pokarze, głupiej mendzie, że jest lepsza od jakiegoś przereklamowanej, rasowej hołoty!
Zaczęła obrót. Zabolała ją noga.
-...najlepiej, by mnie odprowadziła do jakiegoś medyka, chirurga, czy cokolwiek tutaj mają...-Mruknęła pod nosem w starym, dobrze sobie znanym stylu.
-Jak rozumiem, to wszystko?-Zapytała Murasakiego. Jeżeli potwierdził, to...
-...w takim razie, gdzie moja kwatera?-Zapytała. Miała zamiar tam pójść, doprowadzić do porządku (m. in. Umyć się i może znaleźć jakieś świeże ubrania) zabrać amulet łuku który mieszał coś z reiatsu, i pójść do Cerise.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Wahrwelt   Wto 18 Sie 2015 - 12:43

Rozbawiony Baldrik odwzajemnił jej spojrzenie. Mrugnął do Ishifone i błysnął zębami w uśmiechu.
Juro zachowywał znacznie więcej powagi. Kiwnął głową na pytanie quincy.
- Tak. Możesz już iść.
- A co mi tam, mogę ją zaprowadzić żeby jeszcze się nie zgubiło biedactwo. - Baldrik zabrzmiał tak jakby łaskawie zgodził się odprowadzić Ishifone do kwatery, chociaż nikt takiej prośby nie wystosował. Nie było jednak ratunku przed towarzystwem brata Vormunda. Juro nie wyraził obiekcji, chociaż nie wyglądał na zadowolonego, a zdanie zainteresowanej niekoniecznie kogoś teraz interesowała.
Wobec tego Ishifone musiała znosić docinki i zapach taniego alkoholu podczas przemierzania korytarzy Silbern.
- Wleczesz się jak ślimak. Może chcesz na barana? - rzucił niemal na wstępie, gdy Ishifone zaczęła zostawać z tyłu. Gdyby jednak odległość między nimi wzrosła, Baldrik nie mógłby dogadywać, wobec czego zwolnił kroku, aby kaleka mogła się z nim zrównać.
- Wiesz, dzieweczko, gdy ty zabawiałaś się ze shinigami Sonia i Ami ukończyły kurs mego braciaka i dołączyły do Accretii i tylko Kenshim zasłabł na umyśle i postawił zostać i pomagać w klubie. - Wzruszył ramionami jakby uważając, iż nikt normalny nie zgodziłby się zostać w November Eleven dłużej niżby było to potrzebne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Wahrwelt   Wto 18 Sie 2015 - 15:54

No nie. Cały jej zamiar obrócił się przeciw niej. Wychodziło na to, że będzie musiała się męczyć z jego towarzystwem zdecydowanie dłużej niż planowała. To znaczy, więcej niż w ogóle. Juro tez nie wydawał się być jakoś szczególnie zainteresowany tym, jak ona do tego pokoju dotrze. To też nawet nie chciało jej się wnosić obiekcji. Była zmuszona iść za nim...
...i znosić te wszystkie przeklęte docinki. Przede wszystkim chciała trochę się ogarnąć, więc im szybciej się tam znajdą tym lepiej. Prychnęła mimo to na propozycję, która była dość okrutnym żartem.
I tak słuchała, i słuchała, i słuchała. Aż poruszył sprawę gromady Vormunda. Nie było jej trochę czasu, to też faktycznie mogło się coś takiego stać. Ale decyzja Kenshima początkowo też ją zaskoczyła. Potem jednak troszkę to przemyślała.
-Może faktycznie lubi poezję?-Wysnuła taki wniosek. Jak i drugi, bardziej przyziemny-Albo ta mała go tam zatrzymała, by mieć na niego oko... daleko jeszcze?
Zabrzmiała mocno niezadowolona. Przy tym człowieku zaczynał wychodzić jej charakterek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Wahrwelt   Wto 18 Sie 2015 - 20:13

- Twierdzi, że woli pomagać Adalbertowi, bo wyniknie z tego więcej dobrego niżby z odwalania czarnej roboty dla Accretii. I nie bulwersuj się tak, bo dawno byśmy byli na miejscu gdybyś tylko szybciej przebierała tymi swoimi chudziutkimi nóżkami. - Czy to w geście sympatii czy to w próbie zdenerwowania Ishifone, Baldrik poczochrał wielką łapą jasne włosy towarzyszki.
Minęli krępego quincy'ego dźwigającego całe pudło srebrnych rurek. Miał pewien problem, bo postawił zatrzymać się i zasalutować Baldrikowi. Wydawało się, że nie utrzyma jednym ramieniem pokaźnego pudła, ale odchylając się lekko w tył i poprawiając chwyt udało się mu nie doprowadzić do wypadku.
- Dojdziesz do pozycji szychy i od razu wszyscy z szacunkiem do ciebie. - Baldrik uśmiechnął się pod nosem, gdy minęli quincy'ego. - I tak jest we wszystkich światach... Ale teraz ciekawi mnie jedna rzecz, dziewuszko. Jak ty się w ogóle dostałaś w łapy tych shinigami? Jednego dnia wychodzisz sobie na spacer, a potem znikasz bez śladu, żeby kawał czasu potem znaleźć się na wysepce w towarzystwie zbiegłego kapitana, quincy bratobójcy i kochanego wariata Shina.- Wyraz zadowolenia zniknął z twarzy mężczyzny i teraz przyglądał się Ishifone bacznie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Wahrwelt   Wto 18 Sie 2015 - 22:13

W to też mogłaby uwierzyć. Planował tam zostać by trenować inne przybłędy? Mogło tak być. A mógł mieć na to jeszcze inne spojrzenie. Na pewno jeśli Baldrik miał na celu zdenerwowanie dziewczyny to mu się to udało. Po obdarowaniu go wielce zdenerwowanym i obrażonym spojrzeniem już nic więcej nie mówiła.
Nie skwitowała nawet cieniem komentarza sceny, w której jakiś quincy prawie się by zwalił na ziemię z pudłem rurek. Jednak gdy została poruszona kwestia jej historii, wyczuła zmianę nastroju. Niebezpiecznym dla niej byłoby teraz milczeć.
-Seria niefortunnych zdarzeń. Szkoda nawet o tym gadać-Skwitowała Ishifone, ale wyczuła, że to mało satysfakcjonująca odpowiedź-Szukałam laski ojca. Trafiłam na osobę której nie spodobało się to, że jestem Quincy. I wysłał mnie do Hueco Mundo. Tam spotkałam coś. Nazywało się to jakoś na B, i brzmiało jak dziewczynka. Prawie się zabiłam, ale mnie odniosła do jakiegoś Shinigami, który zrobił mi to co zrobił. Był atak na to miejsce, skąd jakiś pusty mnie odesłał na wyspę. Cała historia-Wzruszyła ramionami. Ilekroć przypominała sobie o tym wszystkim, robiło jej się niedobrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Wahrwelt   Sro 19 Sie 2015 - 19:50

- Konkretna to ty za bardzo nie jesteś. - Baldrik pstryknął ją w policzek, aż głowa nieco odskoczyła jej na bok. - Mogłabyś chociaż powiedzieć więcej o tym antyfanie quincych. Chętnie udzieliłbym sobie z nim krótką pogawędkę. O, jesteśmy na miejscu.
Baldrik pchnął drzwi i gestem zaprosił Ishifone do środka. Może nie był to standard pokoju Cerise, lecz porównując wcześniejsze miejscówki Kumagae nadal stanowiło to zwrot w bardziej wytworne klimaty.
Atmosfera jasna. Za główne źródło światła robił delikatny mosiężny żyrandol, ściany kremowo złote, jesionowe panele i meble w miodowym odcieniu. Sama zawartość pokoju dość standardowa. Łóżko, obok szafka z lampą, w jednym z kątów szafa na ubrania, a przy ścianie naprzeciw łóżka stolik z dwoma krzesłami, obok którego znajdowały się drzwi zapewne prowadzące do łazienki. Słowo zostało dotrzymane i na stoliku znajdowała się szkatułka Schmi... Ishifone.
- Całkiem wypasiono, no nie? Tylko przyzwyczaić trzeba się do ciemności, bo słońca nie chcą nam szelmy włączyć. - Baldrik oparty o framugę spojrzał w stronę otoczonego przez ciemnozielone zasłony okna skąd ujrzeć można było skrawek granatowego nieba.
Ucho Ishifone wychwyciło odgłos kroków.
- Uhh, przepraszam. Mógłbyś się odsunąć, Baldriku?
Mężczyzna spojrzał za siebie.
- No patrz, kolejną małą francuskę dzisiaj spotykam. - Odsunął się umożliwiając wejście Cerise.
Dziewczyna trzymała dwa bambusowe pudełka na posiłek bardzo popularne w Japonii.
- Lili nie jest mała. Obraziłaby się gdyby cię usłyszała.
Baldrik wzruszył ramionami.
- Dla mnie prawie wszyscy są mali. No, ale na mnie już czas. Plotkujcie sobie kruszynki do woli.
Gdy Vormundowy brat odszedł zamykając za sobą drzwi, Cerise rozejrzała się po pokoju, po czym podeszła do stolika i położyła na nim pudełka.
- Pomyślałam, że poczujesz się trochę lepiej jedząc japońskie jedzenie. - Posmutniała spoglądając na Ishifone. Ukłoniła się nisko. - Bardzo przepraszam. Nie wiedziałam, że potraktują cię tak niegrzecznie u Heinricha.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Wahrwelt   Sro 19 Sie 2015 - 20:13

Nożesz NIECH ON CHOCIAŻ RAZ BĘDZIE DELIKATNIEJSZY, GŁOWĘ JEJ URWIE TAKIM CZYMŚ!
-Las w Karakura. Kiedyś sama go dorwę-Zapowiedziała swoją słodką zemstę. Byle nie skończyła się tak jak poprzednie spotkanie.
Łaskawie się usunął z przejścia. Weszła do środku, i napotkała chyba najlepsze warunki mieszkaniowe jakie ją spotkały w całym swoim życiu. Funkcjonalność nie powalała, ale i ona sama nie miała akurat względem rozrywek wielkich potrzeb. A całościowy miodowo-jasno-drewniany klimat jej jak najbardziej odpowiadał. "Dobrze się tu będzie odpoczywać", przyznała. Ale najważniejsze, że była szkatułka. Będzie mogła coś zabrać, tak na wszelki wypadek, ale to później.
-Przeżyję-Mruknęła, kuśtykając do szkatułki. A potem jeszcze wyszło, że Baldrik jest większą przeszkodą dla wchodzących niż drzwi, co wielkim zaskoczeniem nie było. Do środka weszła Cerise, gadająca coś o jakiejś Lili. Najważniejsze, że...
-...wreszcie poszedł-Odetchnęła, gdy tylko oddalił się zdrowo. Potem przeniosła wzrok na Cerise, która z jakiegoś powodu zaczęła się rozglądać. I położyła pudełka.
-Jakiekolwiek nieszpitalne jedzenie mile widziane... dzięki, że pomyślałaś-Zdobyła się ponownie na pochwałę. W jej przypadku było to trochę prostsze, bo już to robiła. Wskazała jej krzesło.
-Na dobre wyszło. Nawet nie wiem, co mi robili. Chce wiedzieć?-Zapytała szperając po szafkach w poszukiwaniu jakiś pałeczek czy innych sztućców. W dwóch pakietach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Wahrwelt   Sro 19 Sie 2015 - 20:45

Gdy podeszła do stolika okazało się, że obok szkatułki znajduje się mosiężny klucz, prawdopodobnie do pokoju sądząc po tym, że klamka do drzwi również była z mosiądzu.
Cerise odsunęła ostrożnie krzesło, aby nie porysować podłogi, która wyglądała na dość znękaną przez życie.
A może te wszystkie rysy i obtarcia na drewnie były celowe, aby nadać podłożu bardziej starodawny wygląd.
W każdym razie dziewczyna zmieszała się, kiedy usłyszała zapytanie. Spojrzała w bok unikając wzroku Ishifone i wyszeptała:
- Nie robili ci nic złego. Chcieli tylko zrozumieć klątwę jaką nad tobą ciąży... Tylko raz macki prawie wchłonęły Giacomo - dodała po chwili wahania. - Ale nic mu się nie stało - uzupełniła szybko. - Uhh, to może zjemy, a potem oprowadzę cię trochę? Chociaż nie... pewno jesteś zmęczona i chciałabyś odpocząć. - Spojrzała pytająco na Ishifone niepewna czy wyjść i zostawić ją w spokoju.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Wahrwelt   Sro 19 Sie 2015 - 23:00

Klucz do pokoju. Sensowne. Schowała go sobie do kieszeni, co było odruchową reakcją na coś niewielkiego co mogłoby się tam zmieścić. Potem wróciła do szukania jakiś sztućców czy pałeczek.
Kogoś przypominała jej tym zachowaniem. Na szczęście nie aż w takim stopniu. Charlotte. Tamta to by od niej zdążyła uciec parę razy albo się zmieszać. Ta po prostu się przejmowała. Ale była też silna. Mogła to jakoś znieść, zwłaszcza, że...
...znowu myślała tymi kategoriami. Miała coś z tym zrobić. Piekło. Nie chciała tam trafić.
-Uhm... cieszę-się-że-nic-mu-się-nie-stało-Wydukała formułkę, która była dla niej tak naturalna jak lot dla słonia. Musi naprawdę nad tym popracować przed jakimś lustrem. Przyda jej się to.
-Mniej bym się męczyła ze zdrową nogą. Kiedy planują się tym zająć?-Postanowiła, ze będzie męczyć ten temat do upadłego. Jedną z rzeczy które faktycznie lubiła były spacery. A z tym prawie-kikutem była to udręka. Dlatego też się nad tym trochę zastanowiła.
-Jak nie będziesz pędzić jak ten wariat, to można się przejść. Na odpoczynek znajdę czas później-Jak znalazła przyrządy do jedzenia, na co miała chyba wystarczająco dużo czasu, to z nimi usiadła. Może przyniosła jakieś własne.
Tak czy owak, była głodna. Tak normalnie głodna, całe szczęście. Życzyła Cerise smacznego i potem przystąpiła do posiłku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Wahrwelt   Wto 25 Sie 2015 - 21:25

Ishifone bywała już w dziwnych miejscach, ale Wahrwelt spokojnie mogła umieścić w TOP-3 najbardziej oryginalnych lokacji. Nie była to zasługa europejskiej zabudowy, która pojawiała się w wielu wiekowych miastach starego kontynentu. Bardziej niezwykłe wrażenie sprawiało to, że owe gotyckie kamienice pokryte były lśniącą warstwą lodu. Dodać do tego jeszcze, że pomimo wiecznej nocy na ulicach było całkiem jasno, a także fakt, iż poza murami miasta rozpościerała się między wymiarowa otchłań i oto otrzymywało się jedyne w swoim rodzaju miejsce.
Również mieszkańcom Wahrweltu daleko było od zwyczajności. Mijani na ulicy ludzie, bawiące się przy fontannie dzieci, kobiety plotkujące na targu, wszyscy narodzili się jako quincy. W takim towarzystwie Ishifone mogła czuć się prawie jak normalna osoba. Cerise mówiła, że miasto zamieszkuje kilka tysięcy osób o rozmaitym pochodzeniu. Głównie europejskim, ale widziało się też sporo Azjatów, a raz nawet Kumagae mignął czarnoskóry quincy.
Wobec tego wszystkiego spacery po Wahrwelt przynajmniej były całkiem interesujące nawet pomimo nieustannej chłodnej aury. Jednak to w Silbern rozgrywały się wydarzenia najbardziej zajmujące.
Już kilka dni po pierwszym treningu z Juro rozwiązać się miał problem z kalectwem, aczkolwiek doszło do tego w sposób niekonwencjonalny. Operację miał wykonać niejaki Siegfried, młody mężczyzna o aryjskim typie urody. Kiedy Ishifone wybudziła się z narkozy odkryła, że nie czuje bólu, a na nodze nie było śladu blizn. I wszystko byłoby pięknie, gdyby starszawa pielęgniarka z miłym uśmiechem nie zapytała czy zakonserwować odciętą nogę żeby pacjentka mogła zatrzymać ją sobie na pamiątkę, po czym odsłoniła leżącą na sąsiednim łóżku kaleką nogę. Zakłopotana Cerise tłumaczyła potem, że Siegfried znany jako sternritter "C", chciał potrenować swoją moc kreacji, a tak się przyjemnie złożyło, że Ishifone mogła w tym dopomóc dla obopólnej korzyści.
W końcu bez bólu i trudu mogła spacerować po Wahrwelcie, a i treningi z Juro stawały się łatwiejsze. Głównie pracowali nad żarłoczną mocą z szczególną troską przykładaną do zagadnienia kontroli, co było o tyle problematyczne, że najedzona Ishifone miała problem z przywołaniem macek, a głodna z trudem naginała szkarłatną moc do swojej woli. Po miesiącu postęp w tej materii był więc raczej niewielki. Po chwili skupienia potrafiła przywołać dwie macki, a czasem nawet udawało się je nakłonić do wystrzelenia w zażyczonym sobie kierunku. Łatwiejszy okazał się za to proces tworzenia autorskiego łuku. Splatanie ze sobą cząsteczek reiatsu i powiązywawanie ich z amuletem było procesem dość żmudnym, acz satysfakcjonującym. W dodatku Juro twierdził, iż kobieta bardzo dobrze manipuluje reishi, jak na kogoś kto stosunkowo niedawno zaczął rozwijać moce quincy.
Ogółem Ishifone zauważyła, że Murasaki pod cienką warstwą chłodu jest raczej dobrego serca człowiekiem. Cierpliwie tłumaczył zawiłości tworzenia łuku, od czasu do czasu rzucał pochwałą i starał się nie narzucać nadmiernie przeciążających treningów, na co odwiedzający ich czasem Baldrik cmokał z zażenowaniem. Czasem tylko Juro miał swoje ataki, które chociaż krótkie, zdawały się bardzo męczące. Po chwilowej przerwie zawsze jednak wznawiał ćwiczenia, a nawet zaproponował dodatkowy przedmiot nauki, którym mogła zostać każda sztuka quincy jaką Ishifone chciałaby zgłębić. Juro dawał swobodę wyboru.
Ishifone również miała swoje problemy. Czasami słyszała szepty, kątem oka widziała niezidentyfikowaną postać, a koszmary nawiedzały ją kilka razy w tygodniu. Generalnie jednak trzymała się zaskakująco dobrze bez leków. Może była to zasługa tutejszego przepojonego reishi powietrza, a może posiłków energetycznych, które otrzymywała w postaci płynnej z nieco większych kapsułek quincy. Syciło głód dusz, ale czasami gnębiły ją natrętne myśli o wspaniałym smaku przepojonej reiatsu duszy.
W chwilach wolnych Ishifone często towarzyszyła Cerise, która próbowała pomóc koleżance oswoić się z nowym miejscem. Odpowiadała na wszystkie pytania, a sama dużo opowiadała. Ze szczególną chęcią rozgadywała się o Ojcu, który ponoć spoczywał teraz w podziemiach Silbern i najtęższe umysły quincy bez spoczynku pracowały nad tym jak uwolnić go z więżącej pieczęci. Cerise w uniesieniu snuła wizje przejęcia Soul society z rąk shinigami i zaprowadzania długo oczekiwanej sprawiedliwości.
Ishifone miała także okazję poznać siostrę Cerise, Elizabeth "Lili" Blaireau dosyć podejrzliwie spoglądała na Kumagae i od razu zagroziła, że jeśli pożre Cerise to nastaną ciężkie czasy. W istocie większość osób w Silbern, czy to służba czy soldaci czy inni steirnritterowie, których nie zdołała dobrze poznać, wszyscy oni patrzyli na Ishifone albo z nieufnością albo z lekceważeniem zahaczającym o pogardę. Jej nieugruntowana pozycja w tutejszej hierarchii była słaba. Nieczystokrwista quincy z zewnątrz, która swoją bytność w Silbern zawdzięczała wyłącznie temu, iż Sebastian, członek Srebrnej rady sprawującej najwyższą władzę w Wahrwelt, zainteresował się jej mocą.
W końcu jednak nadarzyła się okazja, aby odpocząć od tutejszych i ponownie ujrzeć słońce. Baldrik bowiem zabierał ją w odwiedziny do Vormunda.

***

Razem z Baldrikiem i trójką soldatów, to jest niższymi stopniem wojskowymi, stali przed dwoma olbrzymi kłami słonia zwróconymi do siebie, pomiędzy którymi miała pojawić się brama słońca. Baldrik zapewniał, że to w istocie były kły słonia, tyle, iż w takim razie ich posiadacz musiał być wielkości kilkupiętrowej kamienicy.
Ishifone miała na sobie ciepłą kurtkę, a pod spodem bluzę z kapturem. W Wahrwelt stale panował przyjemny chłód, lecz na ziemi aura była teraz mniej gościnna. Czy brała któryś ze swoich amuletów, to już zależało od niej. Miała szkatułkę odziedziczoną po Schmittcie, oraz swój własny, jeszcze ciepły talizman, który ukończyła zaledwie dwa dni temu. Baldrik gderał zniecierpliwiony, najwyraźniej jeszcze na kogoś czekał. Jak się okazała parę chwil później, tym kimś był przygarbiony staruszek wręcz tonący w bieli obszernej szaty. Powłócząc nogami podszedł do Ishifone i wyciągnął ku niej pomarszczoną rękę.
- Czy przysięgasz, że nie zdradzisz nikomu w żaden sposób informacji o istnieniu Wahrweltu?
- No, dzieweczko. Złap go i przyrzeknij, bo nas nie wypuszczą - zagrzmiał Baldrik.

[Jeśli Ishifone miała jakieś pytania bądź chciała coś zrobić w ostatnim miesiącu, to napisz, a w następnym poście wszystko się wyjaśni. Napisz mi też na PW jakie moce chcesz, aby nowy łuk posiadał, a także to co dodatkowo trenowała, to dostaniesz odpowiednie premie. No i znając Twoje szczęście tymczasowo możesz usunąć wadę kulawy.]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Wahrwelt   Czw 27 Sie 2015 - 11:00

Pierwsza wycieczka po całości Wahrwelt zrobiła na niej spore wrażenie. Właściwie, to pomimo jej wizyty w Hueco Mundo, świecie wykreowanym przez tego małego gnojka, oraz wszelakich wizji serwowanych przez jej własny umysł, to właśnie to miejsce było chyba najbardziej zadziwiające. Chociaż pewne rzeczy miało wspólne, chociażby z pierwszą wymienioną przez nią lokacją. Nie było słońca, co trochę ją momentami przygnębiało. Witamina D i takie tam. Ale i tak była pod sporym wrażeniem tego, co widziała. Wolała jednak bardziej wiosenne klimaty aniżeli zimowe. Więcej się działo. Ale przez jej miesięczny pobyt tutaj dalej nie mogła się napatrzeć na grę świateł lodu utrzymującego się na powierzchni budowli. Również ich gotycki charakter był dla Ishifone czymś nowym, nawet jeżeli się na tym kompletnie nie znała. Za to między wymiarowa przestrzeń wokół wywoływała u niej sporą niechęć. Miała przeczucie, że w końcu ktoś za nią tutaj przyjdzie, zepchnie, i tyle z niej zostanie, co wspomnienie. Może nawet nie.

Mniej uwagi poświęcała natomiast quincy zamieszkujących to miejsce. Zdziwiła się lekko, gdy poza typowo zbrojnymi widziała również rodziny z dziećmi oraz baby na targu. Niby powinna się czuć normalnie, no ale... tu było zbyt normalnie jak na tego typu miejsce. Ciężko było jej to zrozumieć, a jeszcze większy opór sprawiało jej przejście z tym do porządku dziennego. Z tego co widziała, w drugą stronę działało to tak samo. Wszyscy, których nie miała okazji poznać (Czy też nie mieli okazji poznać jej) mieli wyraźny zgryz z zaakceptowaniem jej obecności. Jak przystało na nią, nie przejmowała się tym za bardzo, będąc przyzwyczajoną do takiego traktowania. Jednak to było tylko tyle. Gdzieś zniknęło to przeświadczenie o swojej wyjątkowości, a miała ku temu pełne podstawy z uwagi na obecność pasożyta w jej duszy. Może nie o taką wyjątkowość jej chodziło? Może się z tym pogodziła? Może przestało to mieć dla niej aż takie znaczenie jak kiedyś. Powodów mogło być mnóstwo, a ona sama nie była pewna dlaczego po prostu konkretnie to zlewała. Miała inne zmartwienia na głowie, a przede wszystkim – mnóstwo zajęć które zajmowały jej uwagę.

Zareagowała jednak nieco inaczej, gdy Lili otwarcie zagroziła jej bardzo poważnymi konsekwencjami, gdyby tylko kiedyś wpadł jej do głowy pomysł skonsumowania jej siostry. I to w jaki uroczy sposób. Jednak prawdę powiedziawszy, również i Ishifone byłaby mocno niepocieszona, gdyby coś takiego się stało, i to nie tylko ze względu na konsekwencje zewnętrzne, nie wspominając już o tych bardziej wewnętrznych (Skoro po Charlotte zaszła w niej tak gwałtowna zmiana, to prawdopodobnie nie dożyła by tych konsekwencji o których była mowa). Czymś, co ją najbardziej zniechęcało w perspektywie wchłonięcia Cerise było to, jak była cholernie dla niej miła i ile do tej pory dla niej zrobiła. Nawet tak niewdzięczna, podejrzliwa, i gardząca ludźmi osóbka jak panna Kumagae nie mogła nie docenić jej dobrowolnego zaangażowania. No i była potężna. I mogła sobie na coś takiego pozwolić.
...Vormund może też był silny. Ale jego zachowanie nie pozwalało jej brać go na poważnie. Gdy tak jednak się nad tym zastanawiała to, psia mać, trochę jej brakowało jego przerysowanej osoby. Już nawet po pewnym czasie przestała się łapać na tym, że sama z własnej woli odwiedzała tą dziewczynę, czy to aby po prostu porozmawiać o czymś czy posłuchać jej opowieści. Nie miała powodu by nie wierzyć temu co mówiła. Już tyle rzeczy ją spotkało, że mogłaby uwierzyć prawie we wszystko gdyby tylko źródło jej podpasowało. „Może to kiedyś mnie naprawdę udupić...”, no ale z drugiej strony brzmiała albo tak jakby to było prawdziwe, albo była naprawdę bardzo dobrze zindoktrynowana. Bezpieczniej jednak byłó w to wierzyć i sł
Reakcja była nieco inna. Bo odpowiedziała jej tylko swoim niezainteresowanym głosem „Mnie też by to zabolało”. Trudno było stwierdzić, czy mówiła o potencjalnych szkodach w jej duszy, czy też może zaczęło jej trochę zależeć.

Na pewno humor jej się zdrowo poprawił po zabiegu mającym przywrócić jej sprawność. Nawet prawdziwy, niemal promienny uśmiech zadowolenia wstąpił jej na oblicze gdy NIE zobaczyła paskudnie okaleczonego uda w miejscu, gdzie teraz była zdrowa, sprawna noga. Do czasu, aż pielęgniarka nie zadała tego pytania rodem z bardzo dziwnego horroru. Gdy zobaczyła efekt uboczny tejże operacji, twarz zastygła w poprzednim wyrazie, lekko pobladła, a w głowie huczało jedno, proste pytanie

„Co do chuja?”

Jakoś nie była specjalną entuzjastką pozostawienia kompletnie nieprzydatnej kończyny w słoiku, bo i w takowym chyba by się zmieściło patrząc na jej ogólne rozmiary. Mocno poddenerwowana zapytała Cerise „Co do... co on właściwie mi zrobił?” otrzymując dość mglistą, aczkolwiek treściwą odpowiedź. Nie ukrywała, że znowu poczuła się trochę jak królik doświadczalny, ale nie robiła z tego powodu wielkich problemów czy wyrzutów. Już prędzej interesowało ją, czy ta noga jest taka sama jak powinna być zdrowa. W sensie, czy jest w tym jakiś haczyk. Czy sama odpadnie jak będzie niegrzeczna, straci kontrole, obumrze, takie tam. „Patrząc po stosunku innych do mnie, to kto wie”, tak tłumaczyła. Przezornie jednak zbierała informacje na wypadek, gdyby jednak coś poszło tutaj nie tak.
Ale nawet to doświadczenie nie mogło jej powstrzymać przed krótkim przebiegnięciem się po okolicy gdy tylko wyszła z tej placówki, czy gdziekolwiek ta operacja była przeprowadzana. Jak spotkała tego całego aryjskiego pomiotu to nawet mu krótko podziękowała. Nareszcie czuła się kompletna i sprawna, czym sygnalizowała wyjątkowo energicznym zachowaniem parę dni po tym wszystkim. Na szczęście się trochę uspokoiła.
Kończąc kwestie związane z Cerise... słuchała, owszem. I pytała. Głównie o sprawy najbardziej ją interesujące. Piekło. Czy faktycznie istnieje. Kto stworzył piekło, czy ten czarci syn z soul society, czy może stwórca. Czy istnieją rzeczy, których nie da się odkupić. I najważniejsze... „Czy ja tam trafię po tym, co robiłam tym duszom?” Oczywiście, chodziło jej o „posiłki” które spożywała. Bez większych oporów, o czym jednak nie zamierzała jej mówić. Dalej czuła strach z tego powodu, że jeżeli umrze to będzie przez resztę czasu się męczyć. Już jedno „piekło na ziemi” jej wystarczyło. Co jakiś czas i tak przechodziły ją z tego powodu ciarki.

Sporo czasu spędzała na treningach, co akurat było jak zawsze jej ulubionym zajęciem. Szkoda tylko, że obejmowały tą niezbyt lubianą przez Ishifone część jej „umiejętności”. Próby wyciągnięcia, a potem kontroli pasożyta były jak... co porównanie jej przychodziło, to głupsze. Albo była syta i jej się nie chciało, albo głodna na tyle, że kontrola nad nimi była mocno utrudniona bo po prostu leciały na cokolwiek było bliżej. Zastanawiała się, czy Adam miał dokładnie takie same problemy. Czy w ogóle próbował cokolwiek z tym robić, czy też może obżerał się duszami jak tylko mógł, i skończył jak skończył. Trochę go jej brakowało, musiała przyznać.
...to dość rzadkie, by kogoś darzyła pozytywnymi uczuciami. Nawet jeżeli to zjawa... czy też wspomnienie... moment. Juro coś o tym wspominał. O „wspomnieniach”. Ale nie była pewna, czy powinna o tym wspominać. Może lepiej nie. Lepiej się było skupić na ćwiczeniach, które szły jak krew z nosa.
W przeciwieństwie do procesu tworzenia własnego łuku. Była tym dość mocno podekscytowana (Nawet jak na przeciętną osobę) ale trochę brakowało jej ogólnej inwencji twórczej, by zrobić coś... wyjątkowego. Ostatecznie doszła jednak do wniosku, że nie ma się co wysilać na oryginalność. Pomyślała, co pasowało jej z amuletów zaprezentowanych jej przez Schmitta i który by teraz wybrała. Pomyślała o tym zaburzającym przepływ reiatsu i doszła do wniosku, że jest to całkiem dobry punkt wyjścia. Coś dyskretnego. Coś, co by jej dało przewagę, która tylko by się zwiększała i zwiększała. Niczym śnieżna kula.
Mówili o niej, że „zatruwa życie innym”. No to teraz podejdzie do tego dosłownie. Ale pójdzie o krok dalej. Z wielkim hukiem.
Jej projekt był nieco bardziej ambitny niż wstępnie zakładała, ale to chyba dobrze. Mimo iż proces był powolny, to z każdym dniem widziała jakieś efekty i rezultaty, a przynajmniej je czuła. Tłumaczenia Juro były... cierpliwe. Tak, to na pewno. Już wcześniej podejmowała jakieś eksperymenty dotyczące tworzenia rzeczy z reiatsu, ale to było jednak coś innego. Zaklinała swoją energię duchową w specjalnie przygotowanym katalizatorze, by uzyskać za każdym razem taki sam efekt. Po każdej sesji musiała to ustabilizować na tyle, by wytrzymało do nastepnego dnia, ale nie na tyle, by późniejsze zmiany były trudniejsze albo nawet niemożliwe do wprowadzenia. Nie mogła z drugiej strony przesadzić... chociaż w sumie po prostu nie byłaby w stanie stworzyć czegoś naprawdę przekombinowanego. Brak wiedzy, brak umiejętności, nawet jeżeli Juro ją chwalił. Nie mówiła mu, ile już czas minęło. Może z rok. Może więcej. Szlag, sama zaczęła się w tym gubić. Kompletnie straciła poczucie czasu przez pobyt na tamtej wyspie. Mimo to, przyjmowała to do wiadomości. I wracała do pracy. Ale skoro już został podjęty ten temat...

...To jak na osobę wyglądającą, pachnącą, i usilnie próbującą się nawet zachowywać jak chodzące zwłoki, to Juro również był całkiem znośny w obyciu. W nieco inny sposób niż Cerise gdyż nie spoufalał się aż tak bardzo, ale nie było dla niej problemem wyczuć, że... mógłby się przecież do niej odnosić podobnie jak cała reszta tego pomalowanego lodem miejsca. I prawdę powiedziawszy, zauważała pewne luźne podobieństwa. Miał podobno moc podobną do niej. Zdawało jej się, że jego również napadały różnorakie wizje, od których i jej ciarki przechodziły. I takie... ogólne odczucia. Po pewnym czasie nawet przestała kierować w jego stronę jakiś specjalnie negatywnych myśli. Zapach dalej jej przeszkadzał z uwagi na jej bardzo wrażliwy węch, ale do wyglądu zdołała się przyzwyczaić. Czego nie można powiedzieć o Baldriku, którego jak tylko słyszała miała ochotę udławić jego własną brodą. Zwłaszcza, jak cmokał w trakcie ćwiczeń. Doceniła również możliwość zdobycia innych umiejętności... pewnie dla niego ogólnych. Postanowiła, że dopracuje Hirenkyaku, by nie powtarzały się sytuacje jak z testu dnia pierwszego. Może jak starczy czasu, to zaczną ćwiczenia nad tą techniką co czytała w jednej z książek, dotyczącą strzelania większą ilością strzał jednocześnie. Ale miała wrażenie, że to trochę dalsza przyszłość. Pomyślała sobie jednak tak
„Po co mi siła ognia, jak mi znowu nogę urwie po nieudanym skoku”

I dylemat został szybko rozwiązany. Głównie zajmowała się tym, by te skoki wychodziły i nie traciła równowagi w fazie końcowej. Bo ze startem nie miała zbytnio problemów, ale później.... zwłaszcza w powietrzu. Bo od razu musiała wytworzyć pod stopami „grunt”, który mógłby ją utrzymać tak samo jak materialne podłoże. Czyli zanim jeszcze zacznie spadać. Próbowała najpierw tworzyć taka podstawę tuż przed samym skokiem, ale zorientowała się, że to dla wprawnego oka może zdradzić jej pozycję i wtedy kaplica – nadzieje się na atak. Nie było zatem drogi naokoło – musiała tak wyrobić swój refleks, by ten ciąg działań był dla niej drugą naturą. Skok-podłoże-lądowanie-drobne korekty równowagi. Drobne. Jak zajmie jej to za długo, nie będzie w stanie odpowiednio szybko zareagować w sposób konstruktywny.
Poza tym, w miarę możliwości zajmowała się również swoim własnym treningiem ogólnym. Pomyślała, że ogólnie jest w raczej kiepskiej formie po tym okresie braku biegania. Musiała się rozruszać, zwłaszcza nogi. Wykonywała zatem proste ćwiczenia zarówno na nogi, uda, jak i brzuch. Nie było tego dramatycznie wiele, ćwiczenia nad jej pasożytem, Hirenkyaku oraz praca nad łukiem zajmowały jej dość dużo czasu, a i często miała po prostu gdzieś się przejść. Trochę miejsca na brzuszki, przysiady, jakieś różne rodzaje skłonów, oraz tak zwanego „konia” znajdywała. Podobno piętnaście minut dziennie ćwiczeń już można nazwać pełnoprawnym treningiem... gdzieś o tym kiedyś czytała...
Wykonywała również w miarę możliwości ćwiczenia ogólne. Zapytała Juro, czy byłaby możliwość korzystania z tych świetlistych kul do ogólnego treningu. To byłoby w tych warunkach chyba najlepsza możliwość treningu bez wysyłania ją gdzieś w pizdu na pastwę pustych. Co jakiś czas prosiła o podkręcenie nieco poziomu trudności. Nie powinna od tego umrzeć, a jak faktycznie będzie mieć trudności z wymijaniem i trafianiem tego, to w końcu doskoczy do tego poziomu. Pełne ręce i nogi roboty. Heh...

Wracając jednak do Juro. Faktycznie zdawał się być dla niej milszy, niż mogło by się to wydawać na początku. Tyle tylko, że tutaj miała pewne podejrzenia. Drobne, bo widziała jak się zachowywał gdy tylko trochę się go zaczęła podkręcać. Komplement tu, komplement tam... z jego strony rzecz jasna. Sama jakoś tego nie podchwytywała bardzo mocno. Do czasu. W końcu bowiem, nawet nie oczekując na jakieś miłe słowo, zapytała „Co o mnie sądzisz?” dodając do tego jakby nie zrozumiał „Jako osobie”. Jej odpowiedź zależała od jego. Może nawet w ogóle na to nie zareaguje. Na pewno jednak zapyta Juro o możliwość dostarczenia jej rurek do zaklęć.

Co do zwidów, to zaobserwowała poprawę. Jej własna zjawa nie zatruwała jej życia, Charlotte nie pojawiała się już na granicy jej pola widznia, wszystko mieściło się w granicach normy nienormalności. Owszem, było to uciążliwe, a i standardowe spiskowe myślenie (Które miało dosyć solidne podstawy) funkcjonowało tak jak wcześniej. Zauważyła pewną zależność od ilości reishi przepływającej przez jej ciało ze zmniejszeniem częstotliwości różnorakich anomalii. Dało się to znieść. A i niczego konkretnego nie uświadczała. Mocno ją za to męczyły koszmary, które kilka razy w tygodniu nawiedzały jej umysł, czasami wybudzając w środku czegoś co najlepiej byłoby określić „okresem spoczynkowym” jako, iż noc była tutaj wieczna. Próbowała to bagatelizować najlepiej jak potrafiła, ale denerwowało ją to strasznie. I do tego wspomnienie żywej duszy. Mówi się, że pierwszego razu nigdy się nie zapomina. Mogłaby się spierać co do pierwotnego sensu tego przysłowia, ale jej stosunkowo niedawne doświadczenia z pochłanianiem czyjegoś duchowego życia z pewnością trudno...
...hmmm...nie, właściwie, to jak Juro o to pytał, to zapomniała kompletnie o tym. Więc jednak bujda. Nie zmieniało to jednak faktu, że czasami trochę się nad tym zastanawiała. Bała się jednak jak jasna cholera, że straci kontrolę.

Czasami po prostu leżała u siebie i zastanawiała się, do czego to wszystko niby zmierza. I jak skończy, jeżeli Cerise ma faktycznie rację z tym całym „Ojcem” i podbojem Soul Society. Burdel będzie niesamowity. Gdzie wtedy będą trafiały dusze zmarłych? Quincy zrobią jakiś swój własny odpowiednik? Przecież oni wszyscy żyją. Coś tu jej nie pasowało, ale nie śmiała tego nawet kwestionować w towarzystwie, bo i tak jej aktualna sytuacja społeczna była raczej nienacechowana przychylnością. I jeszcze faktycznie ktoś wpadnie na pomysł, by jej się stąd permamentnie pozbyć.
***

Historie o „prawdziwych kłach słonia” w pomieszczeniu w którym się znalazła z Baldrikiem wraz z trzema zołnieżykami wsadziła między bajki, chyba, że jej percepcja skali właśnie była zaburzona. Istotniejszym było fakt, że właśnie miała przejść się w odwiedziny na ziemię, co uznała za całkiem miłą odmianę. Będzie mogła w końcu zobaczyć słońce. Stęskniła się.
Trochę gorzej, że było jeszcze chłodniej niż tutaj. Poza kurtką i bluzą miała na sobie jeszcze bojówki, w których upakowała wszystkie swoje drobiazgi i dwa zapasowe łuki – jeden zaburzający przepływ reiatsu, i drugą mini-balistę. Reszta była dziwnymi zabawkami, do których nie miała przekonania, a przede wszystkim praktyki w używaniu.
Stali tak, a ona się męczyła słuchając gderania Baldrika nie wiadomo o czym. W końcu przyszła jednak osoba, na którą chyba czekali. Staruszek, chyba bardzo ważny i w ogóle, bo wymagał od niej złożenia ślubów dyskrecji czy czegoś takiego. Wielkiego wyboru nie miała, ale zasugerowało jej to, że Baldrik nie od dziś robi dla tych tutaj. Pewnie z ich ramienia wcześniej się tutaj zjawił.
Może i teraz ma jakąś robotę, tylko niekoniecznie może o tym mówić. Tak czy owak, wyciągnęła dłoń i złapała jego delikatnie.
-Przysięgam-Dla niej znaczyło to tyle co zwykle. Z tą różnicą, że nie wiedziała jakie środki weryfikacji, kontroli, i egzekucji mieli tutaj. Dlatego nie planowała specjalnie chwalić się tą wiedzą. Właściwie, to może nawet dotrzyma tejże przysięgi. Powinna.
-To jaka jest oficjalna wersja mojej miesięcznej nieobecności?-Zapytała już Baldrika. Mogła się spodziewać jakieś ciekawej historii. Albo zbycia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Wahrwelt   Czw 27 Sie 2015 - 18:35

Według Cerise noga stworzona przez Siegfrieda miała funkcjonować równie dobrze, jak poprzednia przed okaleczeniem. Na razie zdawało się to pokrywać z prawdą. Ishifone nie czuła, aby w jakiś sposób nowa kończyna była gorsza, może tylko bardziej... dziewicza. Żadnych śladów po wypadkach dzieciństwa, brak blizn i znamion przez co pomimo takich samych gabarytów jak druga noga, nowy nabytek wydawał się nieco obcy. A tak pozostało tylko rozpływać się nad kunsztem quincy'ego, który potrafił stworzyć organiczną kończynę i jeszcze przyczepić ją do reszty ciała żeby sprawnie działała. Przy podobnych umiejętnościach sklejenie łuku wydawało się dziecinnie proste.

***

Cerise z chęcią odpowiadała na pytania o piekle. Robiła to przy tym w dość malowniczy sposób wobec czego w umyśle Ishifone rozlała się wizja bezkresnych jezior kwasu pomiędzy którymi kroczyły przerażające Kushanady, strażnicy otchłani polujący na grzeszników, których z lubością pożerały. Problem polegał na tym, że po jakimś czasie dusza odradzała się w męczarniach z piekielnego błota. Podobny cykl trwał wieki, aż w końcu z udręczonej duszy pozostawały tylko sczerniałe kości porzucone na dnie ostatniego z piekielnych kręgów. Aha, wspomniane zostało jeszcze niezwykłe duszne reiatsu panujące w piekle, które w krótkim czasie doprowadza grzeszników do szaleństwa.
O tym jak wyglądają szanse Ishifone na pośmiertne odwiedziny w owej krainie wiecznej szczęśliwości, świadczyła przerażona mina Cerise, gdy zadane zostało ostatnie pytanie. Zaraz jednak dziewczyna zaczęła pocieszać mówiąc, że Kumagae sama jest ofiarą i to demoniczna moc zmuszała ją do pożerania dusz, więc w sumie do piekła zbliżyć jej to nie powinno.

***

Juro po początkowym zaskoczeniu i pewnym zmieszaniu, wybrnął z opresji mówiąc, że jest dla niego uczennicą, którą czcigodny Sebastian powierzył jego opiece. Rurkami sypnął, siedmioma sztukami tak, że finalnie miała ich teraz piętnaście co stanowiło wcale bezpieczny zapas.

***

[Premie za stworzony łuk: + 8 kontrola reiatsu + 2 reiatsu
Premia za trening: + 1 kontrola reiatsu + 1 inteligencja + 1 zręczność + 1 szybkość umiejętność: hirenkyaku]


***

Starzec chwycił rękę zadziwiająco mocno, aż poczuła dyskomfort. Niepokojąco zrobiło się, gdy Ishifone odpowiedziała, poczuła wtedy ciepło rozlewające się po dłoni, które powędrowało, aż do serca powodując przez parę chwil bardziej gwałtowne jego bicie.
- Przysięga jest obowiązująca. - Starzec schylił przed Ishifone głowę, po czym powoli zaczął się oddawać.
- Obowiązująca, aż do śmierci - mruknął Baldrik. - Dlatego też, dzieweczko, pilnuj języka, bo możesz paść rażona piorunem. A co do przykrywki, heh, Adalbert akurat wie gdzie trafiłaś, a co z innymi to nie wiem co im powiedziano.
Ledwo skończył mówić, a pomiędzy kłami pojawiły się oblodzone wrota. Soldaci stanęli z boku w rzędzie, a srebrne skrzydła rozwarły się powoli.
- No to wkroczmy w światłość. - Baldrik uśmiechnął się i postąpił ku jasności bijącej zza wrót.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ishifone




Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
110/110  (110/110)
Punkty Reiatsu:
672/836  (672/836)

PisanieTemat: Re: Wahrwelt   Czw 27 Sie 2015 - 20:08

Cóż, to się trochę uspokoiła z tą nogą. Mimo tego, iż była gładka jak z obrazka, przez co nieco trudno było się do niej przyzwyczaić. Nie wspominając już ogólnie o samej nauce chodzenia. Przez jakiś czas łapała się, że przenosi swoją wagę na drugą nogą, ale jej w końcu przeszło. Albo przynajmniej zaczęło.

Słuchała opowieści Cerise z coraz to bardziej kamienną twarzą. Tak mógł stwierdzić postronny obserwator, bo coraz bardziej musiała się wysilać by takową utrzymać. Nie podobało jej się to. Co prawda to nie było coś takiego jak ona przeżyła, ale taka perspektywa również nie zachwycała. Chociaż była o wiele bardziej typowa. Ogień, demony, męczarnie przez wieki.
Autentyczne przerażenie dziewczyny było wystarczająca. Niby potem się tłumaczyła, ale dla niej był to wystarczająco sygnał.
-Rozumiem-Przez resztę dnia specjalnie się nie odzywała.
Jak wróci na ziemię, coś musi z tym zrobić. Nie miała pojęcia co, ale musiała chociaż próbować... tak... to nie był dobry dzień. A i jeszcze gorsza noc z paskudnymi koszmarami.
...musiała zmienić jakoś swoje życie.
Nie chciała do piekła. Nie chciała. Nie chciała, nie chciała, niechciałaniechciałaniechciałaniechciałaniechciałaniechciałaniechciała...

Co do Juro, to odpowiedź była z grubsza pozytywna. Dlatego jeszcze mu powiedziała "A ja Cię nawet lubię" i ucięła temat widząc jak go zamurowało. Potem nawet nieźle mu wychodziło ukrywanie, że go to nie ruszyło.
Najzabawniejsze jest to, że chyba nawet nie kłamała. Sama nie była w sumie pewna. Czy brak awersji to już sympatia?

***

To nie było miłe. Ani ten dotyk, ani to co potem poczuła. Wyjaśnienia również nie pocieszały.
-Wspaniale-Mruknęła z miernym entuzjazmem, przez dosłownie moment odprowadzając starca. Rozruszała nieco swój nadgarstek, zapisując to sobie bardzo głęboko w pamięci - ani słowa o Wahrwelt i o tym co tutaj robiła i z kim. Od teraz jest to "gdzieśtam". Tak. Może podziała. Akurat nie była znana z gadatliwości. Za dużo również nie miała do powiedzenia do niego, bo nawet nie poczekał.
Cóż. Miała trochę planów. A jakie plany miał ten olbrzym? Jakoś wątpiła, by go tutaj wysłali ot tak, by ją odeskortować by się nacieszyła słońcem. Na razie jednak wzruszyła ramionami i dość pewnie przeszła przez oblodzone wrota.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Wahrwelt   Nie 30 Sie 2015 - 10:51

Razem z Baldrikiem wstąpili w jasność, aby przenieść się z powrotem do świata żywych.

http://bleach.iowoi.org/t1735p420-november-eleven
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Wahrwelt   Today at 12:30

Powrót do góry Go down
 
Wahrwelt
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Świat :: Inne-
Skocz do:  
Free forum | © phpBB | Free forum support | Kontakt z | Report an abuse | Free blog