IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Nabór na stanowiska Mistrzów Gry! Rekrutacja na GG: 2785425!
Pomoc dla nowych graczy

Lista aktywnych Mistrzów Gry:
Kamys 5/3 | Izdurbal Tenshi - 3/4 | Kuchiki Kyosuke - 6/3
CZaras – 2/3 | Shadow - 1/1 | Kaz- 1/1 | Kovacs - 0/1 |
Watanabe no Tsuna
- 2/3* (możliwe dodatkowemiejsce o ile KP zainteresuje, zaś gracz będzie aktywny)


Share | 
 

 Dan Adler

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Skald




Mistrz Gry : Izdurbal Tenshi

Karta Postaci
Punkty Życia:
90/90  (90/90)
Punkty Reiatsu:
40/40  (40/40)

PisanieTemat: Dan Adler   Wto 9 Lut 2016 - 16:14

DANE

Imię: Dan
Nazwisko: Adler
Profesja: Człowiek
Płeć: Mężczyzna.
Wiek: 35 lat
Waga: 80 kg
Wzrost: 182 cm
Wygląd: Dan jest stosunkowo wysokim mężczyzną średniej budowy. Jego sylwetka świadczy o tym, że wiedzie aktywny, sportowy styl życia. W jego ciele nie ma ani grama zbędnego tłuszczu, mięśnie są natomiast wyraźne zarysowane. Adler nie jest jednak jakimś Adonisem czy Schwarzeneggerem – ćwiczenia, które uprawia mają za zadanie utrzymać go w dobrej formie, a nie przyciągać laski spragnione czułego barbarzyńcy.
Tym, co szczególnie wyróżnia Dana spośród tłumu jest jego wybitnie europejska uroda. Mężczyzna jest jasnoskórym blondynem o jasnoniebieskich oczach. Jego usta są stosunkowo duże, a ich lekko uniesione kąciki nadają mu pogodny, dość sympatyczny wygląd. Adler ma też mocno zarysowaną szczękę oraz prosty, całkiem foremny nos. Jego policzki pokrywa zazwyczaj krótki, regulowany za pomocą maszynki do golenia zarost. Charakterystyczną cechą blondyna jest podłużna blizna ciągnąca się od prawego oka przez kość policzkową. Fryzura Dana jest dostosowana do jego zawodu – włosy są krótko ścięte, choć na tyle długie by w przypływie dbałości o wygląd mógł je unieść za pomocą żelu.
Adler ma jeszcze jedną bliznę – jest owalna i znajduje się dokładnie pośrodku lewej dłoni. Któryś z kolegów powiedział mu kiedyś, że wygląda jakby ktoś próbował go ukrzyżować, ale rozmyślił się po pierwszym gwoździu.
Portret:
 

Charakter: Dan należy do osób, które nie znoszą bezczynności. Od zawsze najgorszą karą było dla niego bierne siedzenie w miejscu. Jako chłopiec zaczynał wtedy wymachiwać nogami, albo rozglądać się dookoła w poszukiwaniu czegoś ciekawego. Teraz, już dorosły, Adler wiedzie po prostu bardzo aktywny styl życia. Uprawia jogging, jeździ na rowerze, chodzi na basen oraz uczęszcza na treningi tai chi. Jeśli już musi siedzieć w domu zazwyczaj ogląda jakiś film albo gra na konsoli. W swoim życiu uprawiał też wiele rozmaitych hobby, które po jakimś czasie porzucał, np. jeździł na deskorolce i składał modele (oczywiście nie jednocześnie). W akcie wywołanej nudą desperacji zdarza mu się dokładnie wysprzątać mieszkanie.
Dan nie jest natomiast nadmiernie towarzyski. Rzadko wychodzi z kolegami do pubu, nie przepada też za imprezami masowymi. Zapytany o to zwykle odpowiada, że w swojej pracy ma mniej więcej tyle kontaktu z ludźmi, ile jest w stanie znieść. Nie chodzi o to, że jest nietowarzyski – on po prostu najlepiej relaksuje się sam lub w kameralnym gronie.
Co ciekawe Adler nie wykazuje nadmiernego zainteresowania płcią przeciwną. Jak każdy zdrowy heteroseksualny samiec umie docenić kobiecą urodę oraz nie ma nic przeciwko nieco...bliższym interakcją z atrakcyjnymi dziewczynami. Nie szuka jednak partnerki ani specjalnie nie zabiega o uwagę płci pięknej. Powodem takiego podejścia jest fakt, że Dan jest rozwodnikiem i ojcem siedmioletniej córeczki, Kasumi. Gdy miał 25 lat ożenił się ze swoją najlepszą przyjaciółką i koleżanką z akademii – Midori. Dziecka dorobili się trzy lata po ślubie. Mniej więcej po pięciu latach pożycia małżonkowie podjęli jednak wspólną i całkiem zgodną decyzję o rozwodzie. Obecnie Adler widuje Kasumi mniej więcej raz w tygodniu. Czasami odbiera ją też ze szkoły, a raz na dwa tygodnie spędzają razem weekend. Nietypowe jest to, że Dan i Midori wciąż szczerze się lubią i szanują. Adler dogaduje się nawet z nowym mężem byłej żony, choć najpewniej nigdy nie będą najlepszymi przyjaciółmi.
Dan uwielbia swoją pracę i ma silne poczucie misji. Odkąd pamięta chciał być policjantem i włożył  wiele starań w to aby spełnić swoje marzenie. Trudno natomiast powiedzieć aby był specjalnie ambitny – praca oficera zwykłego koban (niewielki miejski posterunek policji ) w zupełności go satysfakcjonuje.
Niekwestionowaną słabością Dana są papierosy. Nałogiem „zaraził się” od ojca. Pierwszego szluga wypalił gdy miał piętnaście lat i od tego czasu stopniowo stały się one stałym elementem jego codzienności. Adler nie jest może jakimś dymiącym kominem – wypala mniej więcej trzy papierosy dziennie – lubi jednak swój nałóg i czerpie z niego dużo przyjemności. Stara się jedynie nie palić przy Kasumi, która nie toleruje zapachu papierosowego dymu. Dana charakteryzuje ponadto typowa dla samotnych mężczyzn słabość do fast foodów i dań z mikrofali.

Ekwipunek:
Na służbie: mundur, szelki z kaburą, rewolwer kaliber 38mm i 12 naboi, drewniana pałka (ok 60cm długości), mocna cienka linka (4,5m), notes, odbiornik radiowy, kajdanki odznaka. W cywilu: kluczyki do samochodu i mieszkania, portfel, paczka papierosów, zapalniczka Zippo, telefon komórkowy. Mieszkanie: kawalerka socjalna z oddzielną kuchnią i łazienką. Dan ma w niej min. telewizor, dwie maty do spania, szafę (w której poza ubraniami trzyma jedną z mat), konsolę (coś podobnego do X-Boxa z kinectem), półkę z książkami i mangami oraz zestaw podstawowych narzędzi do ćwiczeń. Na parkingu trzyma zaś swój malutki srebrny samochód (coś jak Smart) oraz rower.

Historia:

Początek

Rodzice Dana – Państwo Robert i Diana Adler przeprowadzili się do Japonii jeszcze przed jego przyjściem na świat. Na pozór dziwnym mogłoby się wydawać, że para na wskroś amerykaskich obywateli Stanów Zjednoczonych postanowiła zamieszkać w Kraju Kwitnącej Wiśni. Powód takiej decyzji był jednak prosty – Commander Adler został oddelegowany do nowopowstałej bazy US Navy w okolicach Tokio, gdzie miał prowadzić szkolenia. Placówka była ważnym elementem odbudowywanej kawałek po kawałeczku przyjaźni Amerykańsko-Japońskiej więc Robert nie miał zamiaru odmawiać. Zawsze szczerze oddana Diana podążyła za mężem siłą rzeczy zabierając ze sobą syna, który powoli rósł w jej brzuchu, a o którego istnieniu nie miała jeszcze pojęcia. Mniej więcej osiem miesięcy później narodził się Dan. Państwo Adler szczerze cieszyli się z dziecka. Żołd Roberta był na tyle zadowalający, że Diana mogła w spokoju oddać się wychowaniu dziecka.

Dorastanie w zagranicznej bazie wojskowej to dość specyficzny proces. Mały Danny wydawał się jednak znakomicie sobie radzić w żołnierskim środowisku i rósł jak na drożdżach. Wrodzona ciekawość i energiczność oraz dziecięca bezpośredniość szybko sprawiły, że stał się maskotką dwunarodowościowego personelu. Dzięki temu chłopiec bardzo wcześnie osłuchał się z japońskim oraz poznał podstawowe zwyczaje i tradycje. Pan Robert był kochającym lecz wymagającym ojcem, który przykładał dużą wagę do dyscypliny oraz dbałości o rozwój dziecka. Danny uczył się więc obydwu używanych w bazie języków w czym bardzo pomagała mu matka – niegdyś nauczycielka angielskiego. Kobieta szybko pokochała Japonię, a zwłaszcza jej dziwny język. Chłopiec uczęszczał też na szkolne zajęcia sportowe oraz pomagał w prostych pracach porządkowych na terenie bazy. Kiedy Dan miał osiem lat Państwu Adler urodziła się córeczka – Kathreine.

Pomimo starań ojca Danny był dość niesfornym dzieckiem i często pakował się w kłopoty. W szkole uczestniczył niemal we wszystkich przekrętach oraz bójkach, miał też tendencję do wymyślania mało bezpiecznych zabaw. Jeśli z klasy zniknęła cała kreda albo ktoś wyłożył krzesło nauczycielki papierem toaletowym to można było mieć pewność, że młody Adler należy do grupy winowajców. Pewnego razu Dan założył się z kolegami, że najszybciej ze wszystkich przeskoczy szkolne ogrodzenie. Wynikiem był przesadnie bliski kontakt twarzą w  twarz z blaszanym koszem na śmieci, którego krawędź rozcięła mu policzek. Tym sposobem chłopiec dorobił się blizny oraz kilku śladów ojcowskiego paska na siedzeniu. Państwo Adler często zastanawiali się dlaczego Danny tak bardzo lubi pakować się w tarapaty. Odpowiedź była raczej prosta – ich syn zwyczajnie próbował zyskać podziw i akceptację kolegów. Bycie blondynem jasnej karnacji wyróżniało go bowiem na tyle, że przez pewien czas był obiektem licznych żartów i zaczepek.

Mniej więcej równocześnie z potrzebą bycia akceptowanym przez rówieśników w głowie Dana narodziło się marzenie o byciu potrzebnym. Gdzieś w tyle jego dziecięcej głowy czaiła się bowiem świadomość, że wygłupy nie są najlepszym sposobem na pozyskanie szacunku i przychylności innych. Chłopiec szybko zauważył, że w jego okolicy dużą estymą cieszyli się policjanci z pobliskiego koban. Danny lubił przyglądać się ich pracy i z czasem poczuł zew odznaki i munduru. Zew, który nie opuścił go już nigdy. Postanowienie, że zostanie policjantem odmieniło Adlera juniora, który zaczął znacznie uważniej słuchać porad ojca.

W szkole średniej Dan był przeciętnym uczniem. Odznaczył się jednak osiągnięciami sportowymi oraz aktywnym udziałem we wszystkich olimpiadach. Jego specjalnością były biegi długodystansowe oraz pływanie. Wszystkie wysiłki nastolatka były skoncentrowane na dostaniu się do akademii policyjnej. Nienajgorsze oceny z przedmiotów „naukowych” oraz dobra kondycja miały mu po prostu zapewnić szansę na przejście egzaminów wstępnych. Państwo Adler wspierali syna w jego staraniach. Cieszyli się, że chłopak wreszcie znalazł konstruktywny sposób na skanalizowanie swojej niespożytej energii.

Gdy przyszedł właściwy czas Dan udał się na egzaminy wstępne do akademii policyjnej i zdał je z całkiem niezłymi wynikami. Nie był może wybitny, ale dzięki latom ciężkiej pracy nie miał też większych problemów ze stawianymi przed nim zadaniami. Egzaminatorzy pogrymasili nieco nad ocenami z przedmiotów ścisłych, ale szczerze mówiąc była to tylko formalność. Przez następne lata młody Adler studiował przepisy, poznawał tajniki samoobrony i obsługi pistoletu oraz wszelkich innych umiejętności potrzebnych do pomocy praworządnym obywatelom. Nawiązywał też liczne znajomości i przyjaźnie. Poznał między innymi Midori Taoru – drobną japonkę dorównującą mu energią oraz chęcią działania. Dwójka rekrutów szybko stała się nierozłącznym duetem, a pod koniec edukacji także parą. Tuż po tym jak otrzymali odznaki Dan się oświadczył i para wzięła kameralny ślub cywilny. Ostatecznie nowożeńcy zostali przydzieleni do koban w mieście Karakura, gdzie osiedli.

Służba

Dan uwielbiał patrole uliczne. To było trochę tak jakby ktoś połączył pracę dla innych ze spacerem w towarzystwie kolegi. Poza tym za biurkiem raczej nie miał szans na jakąkolwiek akcję. No, może gdyby wypisałby mu się długopis albo znowu zawiesił ten przeklęty służbowy laptop...
- Hej, Dan. - Zagadnął idący obok Jousuke – Jak tam u Midori?
- A wiesz... - blondyn machnął dłonią wzdychając przy tym ciężko. Odruchowo sięgnął do kieszeni po papierosa oraz ciężką, metalową zapalniczkę. Przypomniał sobie jednak, że jest na służbie i ograniczył się do głębokiego westchnięcia. - Jest już na takim etapie ciąży, ze zaczyna mówić o rzucaniu palenia i zmianie stylu życia na bardziej stateczny.
- Przerąbane. Czasami cieszę się, że jestem singlem i...
Głośny huk przerwał wypowiedź Jousuke. Po chwili powietrze wypełnił także przeszywający dźwięk tłuczonego szkła. Zaraz za nim pojawiły się krzyki przerażonych ludzi.
- Co do... - warknął Dan i sprintem pobiegł w stronę, z której dochodziły dźwięki. Po drodze minął kilkoro przerażonych przechodniów.
Na sąsiedniej ulicy znajdował się sklep spożywczy oraz sklep z mangami często odwiedzany przez miejscową młodzież. Cokolwiek się stało musiało dotyczyć pierwszego z lokali. To przy nim zgromadziło się najwięcej gapiów. Adler podbiegł do pierścienia ludzi po drodze wysupłując z pokrowca słuchawkę odbiornika.
- Tu Adler. - Zakomunikował nieco głośniej niż chciał. - Mamy chyba jakiś wybuch przy sklepie Pana Sunaku!
W filmach zwykle podawano dokładną lokalizację miejsca zdarzenia. Koban, w którym pracował Dan był jednak położony bardzo niedaleko i większość funkcjonariuszy, włącznie z nim, robiło zakupy u starego Gorou Sunaku. Gość był w porządku. Miał wielkiego puchatego kocura, który był maskotką sklepu. Staruszek zawsze mawiał, że nawet żona nie rozumie go tak dobrze jak zwierzak.
- Przyjąłem. - W słuchawce rozległ się zniekształcony głos Shinichiro. - Zobaczę, kto jest najbliżej. Uważajcie na siebie.
Adler schował odbiornik do pokrowca, po czym wyprostował się i nabrał tchu.
- Proszę się rozejść! - Krzyknął na całe gardło jednocześnie wchodząc między gapiów. Przez ramię widział dobiegającego na miejsce Jousuke. Ich spojrzenia spotkały się na krótką chwilę. - Zajmij się ludźmi, Jo! Zobaczę co się tam stało.
Nie czekając na odpowiedź kolegi Adler skierował się w miejsce, które niegdyś było witryną sklepową. Szyba wystawowa została rozbita w drobny mak, brakowało też drzwi. Co ciekawe przed lokalem leżało stosunkowo mało szkła, nie widział też drzwi. Policjant poczuł dziwny, nieokreślony lęk. Coś się tu nie zgadzało. Włoski na ciele mężczyzny stanęły dęba, poczuł też, że po plecach spływa mu cieniutka stróżka potu. Co się z nim działo, do cholery?
- Kurwa. - Zaklął po angielsku Dan i wciągnął powietrze nosem przepuszczając je przez przeponę. Nie widząc innego wyjścia przekroczył niegdysiejszy próg sklepu. - Panie Sunaku! Jest Pan tu?!
Początkowo odpowiedział mu jedynie chrzęst szkła pod podeszwami jego własnych butów. Dlaczego, do licha, całe to cholerstwo wpadło do środka? Widział też wyrwane z zawiasów drzwi leżące jakieś półtora metra od wejścia. Adler ponownie zawołał właściciela, po czym ruszył w kierunku miejsca, gdzie niegdyś stała kasa. Wnętrze sklepu wyglądało, jakby jakaś ogromna siła przeszła przez sam jego środek taranując wszystko na swojej drodze. Połamane pułki leżały na podłodze pośród pękniętych kartonów mleka i rozbitych butelek soku, których zawartość mieszała się w różnobarwne kałuże. Kontuar, na którym stała kasa fiskalna został rozerwany, a samo urządzenie gdzieś zniknęło. Nagle pośród rumowiska coś drgnęło. Powietrze wypełnił dźwięk przypominający kwilenie niemowlęcia. Dan podskoczył jak oparzony jednocześnie kładąc dłoń na kolbie rewolweru.
- Wyłaź! - Krzyknął nieco wyższym głosem niż zamierzał, jednocześnie postępując jeszcze kilka kroków w kierunku reszty lady.
Wtedy go dostrzegł. Kot leżał na podłodze w miejscu, w którym niegdyś zwykł stawać Pan Sunaku. Miauczał żałośnie wbijając przerażone spojrzenie w podchodzącego policjanta. Drżał jak osika. Adler potrzebował jeszcze kilku kroków by zobaczyć czego pilnował zwierzak. Staruszek Gorou leżał na plecach z rozpostartymi rękoma i szeroko rozstawionymi nogami. W jego piersi ziała wielka owalna dziura, przez którą można było zobaczyć zakrwawioną podłogę. Posoka powoli płynęła po kafelkach wpływając do pobliskiego jeziorka napoju gazowanego. Oczy i usta denata były szeroko otwarte jakby w chwili śmierci krzyczał z przerażenia.  Wiedziony wyuczoną procedurą lub jakimś głupim odruchem blondyn podbiegł do martwego sklepikarza i przyklęknął w kałuży krwi.
- Panie Sunaku! - Krzyknął szarpiąc jego ramieniem. - Czy Pan mnie słyszy?!
Trup oczywiście nie odpowiedział. Kot za to spłoszył się i czmychnął gdzieś między zniszczone regały. Dan wciągnął powietrze przesycone metalicznym zapachem posoki, po czym sięgnął po odbiornik.
- Tu Adler. - Wychrypiał nieswoim głosem. - Przyślijcie karetkę. Jest jedna ofiara śmiertelna.
Wiedziony dziwnym impulsem powoli odwrócił głowę i spojrzał na kałuże krwi i napojów zbierające się na podłodze. Wbrew jego wcześniejszym założeniom nie rozlewały się one po płytkach lecz zbierały w trzech głębokich bruzdach. Bruzdach przypominających ślady ogromnych pazurów. W tym momencie do środka wbiegł zaalarmowany przez dyspozytora Jousuke.
Około godzinę później
Dan stał oparty o radiowóz i starał się palić papierosa. Trzymany w trzęsących się palcach szlug jakoś niespecjalnie chciał jednak trafić do jego ust. Inna sprawa, że mężczyzna zapomniał użyć zapalniczki. Poza drżeniem dłoni policjant sprawiał wrażenie całkiem spokojnego. Wrażenie to szybko by jednak prysło gdyby ktokolwiek spojrzał w jego oczy. Adler bezmyślnie wpatrywał się w bliżej niesprecyzowaną przestrzeń poza znanym światem. Wyglądał jak cyborg, któremu zawiesił się system. Niejasno zdawał sobie sprawę, że ktoś coś do niego mówi. W jakiś dziwny sposób wydawało mu się to jednak nierzeczywiste. Nagle poczuł, że jego głowa odskakuje w prawo, a lewy policzek piecze. Odruchowo uniósł rękę w obronnym geście i spojrzał na napastnika. Stał przed nim komendant Kenta Sawashimi. Przełożony Dana właśnie opuścił dłoń, którą go spoliczkował.
- Cieszę się, że was odzyskałem, Adler. - powiedział, po czym oparł się o radiowóz zaraz obok blondyna. - Jak się czujecie?
- Nic mi nie będzie, Sir. - Odparł Dan karcąc się w myślach. Wyprostował się przy tym i schował wciąż nienaruszonego papierosa do kieszeni - Przepraszam za moją niedyspozycję.
- To wasz pierwszy denat?
- Tak, Sir.
Komendant przez chwilę mierzył Adlera spokojnym, współczującym spojrzeniem swoich czarnych oczu. Następnie również się wyprostował i położył dłoń na jego ramieniu.
- Koledzy odwiozą was na posterunek. Tam się przebierzecie, a następnie zostaniecie odprowadzeni do domu. - Zakomunikował. - To rozkaz.
Dan nie miał zamiaru się sprzeciwiać.
Po kolejnej godzinie
- Cholera jasna, Dan. - w głosie Midori współczucie mieszało się z przerażeniem. - Jak się czujesz? Mam zadzwonić po lekarza?
Kobieta siedziała obok męża jedną ręką go obejmując, a drugą głaszcząc po ramieniu. Mężczyzna trwał w nietypowym dla siebie bezruchu. Całą opowieść wyłuszczył monotonnym, pozbawionym emocji głosem. Midori wolałaby aby krzyczał i płakał.
- Nie, nie trzeba. - mruknął Adler spoglądając na nią oczyma bez wyrazu. Koledzy na posterunku dali mu jakieś tabletki, po których miał się poczuć lepiej. Efekt był taki, że wszystkie odczucia ciała i duszy zdawały się dochodzić do niego przez grubą warstwę waty. - Przeżyję.
- Co tam się stało?
- Chłopaki powiedzieli, że techniczni stawiają na wybuch gazu.
- A Ty co uważasz?
Dan zastanowił się przez chwilę. Przypomniał sobie przerażenie na twarzy ofiary oraz okrągłą dziurę w jej piersi. Przypomniał sobie trzy podłużne bruzdy wyryte w podłodze powoli wypełniające się krwią. Przypomniał sobie szkło oraz wyrwane z zawiasów drzwi, które wpadły do środka, a nie zostały wyrzucone na ulicę. Przypomniał sobie prymitywny zwierzęcy lęk, który poczuł wchodząc do zrujnowanego sklepu.
- Myślę, że to rzeczywiście musiał być gaz. - Skłamał gładko nie wiedząc kogo właściwie okłamuje. - Bo i co innego?
Powtarzał to kłamstwo w myślach przez wiele godzin. Analizował je przez całą bezsenną noc. Gdzieś o piątej nad ranem doszedł do wniosku, że to rzeczywiście musiał być gaz. O ile wiedział w Karakurze nie działała bowiem żadna organizacja, która mogłaby podłożyć bombę w sklepie staruszka Sunaku. Cóż więc innego mogło to być? Potwór?
Trwające dwa miesiące śledztwo nie dało żadnych rewelacyjnych wyników. Eksperci potwierdzili, że musiało dojść do nietypowej eksplozji instalacji gazowej i odmówili dalszego komentarza. A więc to tylko gaz. Adler powtarzał sobie tą mantrę jeszcze przez około rok nim naprawdę w nią uwierzył i przestał mieć koszmary.

Blizna

Dan dostosował tempo biegu do prędkości osiągalnej dla Jousuke. Bardzo chciał biec szybciej, ale dyspozytor wyraźnie zaznaczył, że tam gdzie biegli mógł się czaić niebezpieczny napastnik. Procedury oraz zdrowy rozsądek wymagały aby w takich wypadkach funkcjonariusze nigdy nie działali w pojedynkę. Po krótkiej chwili policjanci dobiegli do schludnego domku w tradycyjnym stylu otoczonego niewielkim ogródkiem. Drzwi były odsunięte na tyle, że można było się przez nie przecisnąć. Ze środka wypływał strumień ciepłego światła rozjaśniający powoli gęstniejącą ciemność wczesnego wieczora. Adler spojrzał na towarzysza kładąc rękę na kolbie rewolweru. Jousuke przytaknął po czym również wydobył broń równocześnie meldując bazie, że dotarli na miejsce. Funkcjonariusze powoli zbliżyli się do drzwi. Nagle ze środka dobiegł głośny trzask.
- OTWIERAJ TE JEBANE DRZWI! - Ryknął ktoś dziwnie bełkoczącym głosem. - POWIEDZIAŁEM OTWIERAJ!
Krzyki mieszały się z głośnym, wyraźnie kobiecym łkaniem. Dan ponownie zerknął na Jousuke, po czym ruchem głowy pokazał, że ma zamiar wejść do środka. Azjata przytaknął, po czym lekko uniósł lufę broni. Policjanci kolejno przekroczyli próg domu. Na końcu korytarza dostrzegli młodego mężczyznę zajętego napieraniem na zamknięte drzwi łazienki, zza których dobiegał histeryczny płacz. Skórzana kurtka oraz dziwaczna fryzura w jaką ułożył swoje pofarbowane na blond włosy sugerowała, że należy do któregoś z młodzieżowych gangów.
- Policja! - Ryknął Dan na całe gardło – Odejdź od tych drzwi i połóż się na ziemi!
Nieznajomy wyprostował się i powoli obrócił w ich stronę. Jego oczy były szklistymi, przekrwionymi kulami, a zaślinione usta miał wykrzywione w zwierzęcym grymasie.
- O kurwa. - rzucił wesoło młodzieniec unosząc trzymany w prawej ręce pistolet – Psy.
Adler zaklął w myślach. Gość bankowo był naćpany jakimś świństwem. Z takimi nigdy nie było nic wiadomo. Niemalże odruchowo zdecydował, że najlepiej będzie postawić na spokój. Ostatecznie facet nie wydawał się ich bać.
- Odłóż broń i połóż się na ziemi. - Powiedział cierpliwie unosząc lewą dłoń w uspokajającym geście. W prawej nadal trzymał wymierzony w napastnika rewolwer.
- To się nie musi źle skończyć. - Dodał Jousuke. - Wystarczy, że się poddasz.
Ćpun przez chwilę wpatrywał się w nich ze zdziwieniem. Nie opuścił jednak broni, którą płynnymi ruchami wodził od jednego policjanta do drugiego.
- Takiego, kurwa wała! - Ryknął nagle naciskając spust.
Powietrze wypełniły trzy kolejne huki. Dan poczuł jak coś uderza w jego uniesioną dłoń odrzucając ją do tyłu. Wytrąciło go to z równowagi, przez co spudłował. Jousuke na szczęście nie zawiódł i trafił ćpuna w prawe ramię obalając go na ziemię. Azjata błyskawicznie ruszył w kierunku leżącego przestępcy. Adler chciał już skoczyć za partnerem, gdy nagle jego lewicę przeszył ostry, pulsujący ból. Blondyn powoli uniósł rękę i spojrzał na nią. Kula trafiła w sam środek dłoni i chyba przeszła na wylot bo czuć było chłodny, drażniący naruszone tkanki powiew powietrza. Z wrażenia Dan aż przysiadł i oparł się o ścianę.
- Dostałem! - Warknął kuląc się i próbując uciskać ranę palcami prawicy. Ból szybko się nasilał, a krople krwi skapywały na podłogę - Cholera jasna! Jo, dzwoń po karetkę!
Jousuke właśnie uniósł się znad przestępcy, który także krwawił i przeklinał. Pistolet napastnika leżał pod przeciwległą ścianą. Policjant spojrzał na kolegę, po czym szybko wydobył odbiornik.
- Strzelanina przy 6-1 Marauchi, 5-Chome . - Zameldował. - Ranny funkcjonariusz oraz podejrzany.
- Dan, nie mogę od niego teraz odejść! - krzyknął przytrzymując szamoczącego się napastnika – Musisz jakoś wytrzymać! Postaraj się uciskać ranę!
- A co ja, kurwa robię!? - Warknął Adler przez zaciśnięte zęby – Herbatkę popijam?!
Dan myślał o malutkiej Kasumi, która pewnie właśnie wypłakuje z matki resztki cierpliwości. Co on jej, cholera, powie kiedy za ileś tam lat spyta dlaczego jej ojciec nie ma jebanej lewej ręki? No i tego tylko mu było trzeba kiedy Midori od jakiegoś czasu starała się skłonić go do zmiany zawodu argumentując, że nie chce by coś mu się stało?
Radiowóz z dodatkowymi funkcjonariuszami przyjechał po około pięciu minutach. Dotarcie na miejsce zajęło karetkom dwa razy tyle. Lokatorka domu zgodziła się wyjść z łazienki dopiero po trzydziestu ośmiu minutach.
Trzy dni później
Dan leżał w szpitalnym łóżku wpatrując się w opatrunek owijający lego lewą dłoń. Wraz z siedzącą na postawionym obok taborecie Midori słuchał podstarzałego lekarza, który przed chwilą wszedł do pomieszczenia.
- Ma pan wielkie szczęście, Panie Adler. - ciągnął medyk – Kula była bardzo małego kalibru, a w dodatku przechodząc przez Pana dłoń nie spowodowała poważniejszych uszkodzeń kośćca. Istnieje spora szansa, że z pomocą dobrej rehabilitacji odzyska Pan pełną sprawność.
Midori mocniej zacisnęła palce na prawicy męża. Dan natomiast z ulgą wypuścił trzymane w płucach powietrze.
- Ostrzegam jednak, że będzie Pan miał nową bliznę do kolekcji. - Dodał lekarz wskazując palcem na prawy policzek policjanta.
- Jakoś to przeżyję. - Adler mimowolnie się uśmiechnął. - Znakomita robota, Panie Doktorze.
Medyk machnął dłonią jakby udany zabieg był zasługą jakiś bliżej nie sprecyzowanych magicznych sił, a nie jego umiejętności.
- Mają Państwo jeszcze jakieś pytania? - Małżonkowie pokręcili głowami – W takim razie pozwolę sobie pójść do innych pacjentów. Specjalista od rehabilitacji przyjdzie do Pana za jakieś dwa dni.
Gdy lekarz opuścił salę Dan spojrzał na Midori. Spojrzenie kobiety nagle stwardniało.
- To się musi skończyć, Dan. - powiedziała głosem, w którym dźwięczała stal – Nie chcę aby mój mąż i ojciec mojej córeczki zginął przedwcześnie zastrzelony przez jakiegoś pieprzonego ćpuna.
Dan opuścił głowę na poduszkę i odetchnął głęboko wciągając powietrze nosem i wypuszczając ustami. Niby wiedział, że czeka go podobna rozmowa, ale i wiele by oddał by jej uniknąć. Nie spodziewał się poza tym, że atak nastąpi tak szybko.
- Midi... - zaczął powoli i ostrożnie, jakby właśnie zabierał się za rozbrajanie bomby – Sama jesteś policjantką. Doskonale wiesz, że nasza praca wiąże się z ryzykiem i...
Kobieta podniosła rękę na znak sprzeciwu.
- Byłam policjantką. - Sprecyzowała – Nie mam zamiaru wracać do pracy. Nie po tym co ostatnio widziałam.
Dan wciągnął gwałtownie powietrze i spojrzał na małżonkę oczyma wielkimi jak u sowy. Nic jednak nie powiedział.
- Kasumi zasługuje na spokojne życie. - Ciągnęła Pani Adler – Nie powinna przedwcześnie tracić żadnego z rodziców. Powinna czuć się spokojnie i bezpiecznie, a nie bać o to czy kiedyś nie obudzi się rano jako sierota albo półsierota.
- Midi... - Spróbował ponownie Dan. Szybko jednak umilkł pod spojrzeniem żony.
- Nasza rodzina albo policja. - Powiedziała wstając od jego łóżka. - Przemyśl to sobie dobrze, Dan.
Po tych słowach wyszła. Adler długo leżał w bezruchu patrząc w sufit. Myślał o Midori i Kasumi. Wspominał szczęście, które czuł w dniu ślubu oraz radość, jakiej doświadczał patrząc jak mała rośnie. Wspominał spokój rodzinnego domu oraz miłe poczucie stabilizacji. Nie potrafił jednak zapomnieć poczucia obowiązku, które dawała mu policja. Nie umiał i nie chciał porzucić uczucia wspólnoty z pozostałymi funkcjonariuszami z jego koban. Sama myśl o porzuceniu marzenia, które przez większość życia stanowiło jego siłę napędową bolała bardziej niż rana postrzałowa. Dan długo wpatrywał się też w kartkę, którą kilka godzin wcześniej przyniósł mu Jousuke. Przedstawiała mangowego kotka trzymającego czerwony balonik w kształcie serduszka. Na odwrocie napisano kilka prostych słów, które nadawały sens całej jego służbie: „Dziękuję za wszystko. Proszę szybko wracać do zdrowia! Akinaki Miu,  6-1 Marauchi, 5-Chome”.

Rozpad

Dan stał w oknie i wpatrywał się w odjeżdżający samochód prowadzony przez Midori. Pewnie powinien płakać albo uderzać pięścią w ścianę. Zamiast tego rytmicznie zaciskał trzymany w lewej ręce przyrząd do ćwiczenia mięśni dłoni. Sprężynki urządzenia brzdąkały rytmicznie, ale poza tym panowała niemal doskonała cisza.
Przez prawie rok próbowali się z Midori dogadać. Rozważali rozmaite warianty, bardziej lub mniej spokojnie wyłuszczali swoje zdanie, przez pewien czas uczęszczali nawet na terapię małżeńską. Nic nie mogło jednak zmienić faktu, że stopniowo dochodziło do nich, iż żadne z możliwych wyjść nie uratuje łączącej ich niegdyś więzy. Nadal się szanowali i lubili, ale Midori wielokrotnie powtarzała, słowa, które po raz pierwszy wypowiedziała w szpitalu. On zaś wciąż po prostu nie wyobrażał sobie innej pracy, innego życia. Gdyby je porzucił najpewniej w końcu strzeliłby sobie w łeb. Terapeuta powiedział im, że czasami nie ma sensu ratować małżeństwa. „Istnieje ryzyko, że w tym z was, które ustąpi narodzi się żal, który będzie drążył wasz związek tak jak woda drąży kamień” - powiedział tym swoim cichym, spokojnym głosem. Państwo Adler długo rozważali jego słowa. Ostatecznie się z nimi zgodzili i podjęli wspólną decyzję o rozwodzie. Żadne z nich nie miało zamiaru robić drugiemu krzywdy więc formalności udało się załatwić szybko. Najbardziej bali się o Kasumi, ale terapeuta powiedział, że jeśli dobrze rozplanują opiekę nad nią to ich rozstanie może być dla niej lepsze. „Wolicie by patrzyła jak się kłócicie?” - zapytał wtedy retorycznie. Odpowiedź była oczywista. W sądzie ustalili, że mała będzie nocować u Dana co drugi weekend oraz w co drugie ważniejsze święta. Miała też spędzać u niego część wakacji. Midori zapewniła go jednak, że nie ma zamiaru utrudniać mu widzeń z córką i zastrzegła, że czasami będzie go prosić o odebranie jej ze szkoły. Dan z chęcią na to przystał. Jakieś dziesięć minut temu jego była już żona spakowała ostatnie drobiazgi do małego pudełka, po czym podeszła do niego.
- Wiesz, Dan, koniec końców kiepski był z Ciebie mąż. - Powiedziała z ciepłym uśmiechem – Ale nadal jesteś chyba jednym z najsympatyczniejszych gości, jakich poznałam. Pamiętaj, że gdybyś potrzebował pomocy zawsze możesz na mnie liczyć.
Po tych słowach pocałowała go w policzek i wyszła. Teraz Dan patrzył na nagle puste mieszkanie socjalne przydzielone mu z racji na wykonywany zawód. Czuł dziwny spokój. Rozpłakał się dopiero wieczorem kiedy zasiadł do swojej konsoli i próbował pokonać kolejnego przeciwnika w bijatyce, którą uwielbiał.

Tata

- Już! - orzekła rozpromieniona Kasumi odsuwając się od siedzącego po turecku na podłodze ojca – Idź do lustra i zobacz!
Dan zręcznie podniósł się na nogi i śledzony przez córkę posłusznie poczłapał do łazienki aby zobaczyć efekty jej ciężkiej pracy. Z lustra spojrzało na niego udręczone oblicze o ogromnych, rozlanych ustach koloru świeżej krwi, oczach otoczonych ciemnofioletowymi plamami oraz nażelowanych włosach powiązanych w dziwne kolce za pomocą różnobarwnych gumeczek. Użyta przez Kasumi szminka miała w sobie nieco brokatu, przez co wargi błyszczały jakby ktoś wprasował w nie drobiny potłuczonego szkła.
- Kiedyś będę kosmetyczką! - Oświadczyła jego córeczka z dumą charakteryzującą jedynie dzieci i polityków.
Adler wytrzymał jeszcze około czterdzieści sekund, po czym buchnął niekontrolowanym śmiechem. Mała początkowo była nieco urażona. W akcie zemsty próbowała go szczypać i łaskotać, ostatecznie jednak uległa zaraźliwej mocy szczerego śmiechu.
Wieczorem tego samego dnia, kiedy Dan chciał poczytać z nią ich ulubiony komiks o magicznym króliczku Kasumi nagle spoważniała i wreszcie zadała mu pytanie, na które od zawsze czekał.
- Tato. - zaczęła patrząc na jego lewą rękę. - Mamusia prosiła żebym Cię o to nie męczyła bo bardzo tego nie lubisz, a wujek Yuki powiedział, że to prawda...ale skąd masz tą rankę?
Dla uproszczenia przekazu dotknęła blizny paluszkiem. Dan przez chwilę zastanawiał się nad odpowiedzią. Oczywiście mógł skłamać, ale z drugiej strony...
- Tylko jeśli to będzie nasza tajemnica. - odpowiedział wreszcie wyciągając ku niej prawicę z odgiętym małym palcem – Obiecujesz?
Kasumi energicznie pokiwała głową i dokończyła rytuał przysięgi z miną tak poważną, jakby miało od tego zależeć jej życie. Adler miał szczerą nadzieję, że nie wygada się Midori podczas porannej rozmowy telefonicznej. Później zgodnie z umową opowiedział córce o swojej niegdysiejszej przygodzie. Starał się robić to w sposób tak bajkowy jak tylko się dało. Modulował głosem udając to siebie, to przestępcę, to znowu Jousuke (którego mała nazywała wujkiem Josu). Kiedy naśladował ofiarę bandziora piszczał jakby ktoś miażdżył mu jądra imadłem. Specjalnie pominął też najbrutalniejsze szczegóły.
- I ten zły bandzior jest teraz w więzieniu? - dopytała Kasumi gdy skończył.
- Już nigdy z niego nie wyjdzie, kochanie. - skłamał gładko Dan.
- Aha. To dobrze. - Odpowiedziała dziewczynka. - Ty i wujek Josu musieliście być wtedy super! Mogę też kiedyś zostać policjantką, tato? Mogę, mogę, mogę?
Dan zastygł z szerokim uśmiechem na twarzy. O wewnętrzne ścianki jego czaszki odbijał się i zwielokrotniał okrzyk rozpaczy.
- To może jutro znowu pobawimy się w kosmetyczkę?

Teraz

Dan dopiął ostatni guzik munduru, sprawdził broń i upewnił się, że odbiornik działa jak należy. Poczuł się jakoś tak...dobrze. Jakby był dokładnie tam, gdzie powinien.

Podsumowanie: Wbrew  pozorom służba Dana nie była ciągiem niezwykłych i/lub niebezpiecznych incydentów. Na co dzień gość robi wszystko to, czym zajmują się typowi funkcjonariusze pracujący w koban – patroluje dzielnice, prowadzi bazę danych mieszkańców okolicy (zawierająca min. ich adresy, ilość domowników i opis samochodów), dwa razy do roku odwiedza ich też i pyta o problemy dnia codziennego. Od czasu do czasu prowadzi ponadto pogadanki w szkole.

Pieniądze: 500 Ryo.

STATYSTYKI

Atrybuty:
Siła: 9
Szybkość: 7
Zręczność: 9
Wytrzymałość: 9
Inteligencja: 8
Psychika: 8
Reiatsu: 8
Kontrola Reiatsu: 5

OGÓLNE

Udźwig: 100kg
Prędkość (śr.): 7km/h
Prędkość (max.): 24kh/h
PŻ (Punkty Życia): 100
PR (Punkty Reiatsu): 40

Techniki
Magia: dzieje się w sypialni (czy jakoś tak).

Umiejętności: Podstawy samoobrony, korzystanie z broni palnej, pierwsza pomoc, walka wręcz - Tai Chi.
Wady: Alergia została usunięta za pomocą jednego z przyznanych punktów.

Jeżeli to możliwe wolałbym pozostawić ocenę punktową mojej pracy mistrzom gry.


Ostatnio zmieniony przez Skald dnia Nie 14 Lut 2016 - 12:33, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Watanabe no Tsuna





Mistrz Gry : Fairy

Karta Postaci
Punkty Życia:
4096/4096  (4096/4096)
Punkty Reiatsu:
83037/262144  (83037/262144)

PisanieTemat: Re: Dan Adler   Wto 9 Lut 2016 - 16:49

pułki leżały na podłodze
A ile tych pulkow?

Techniki
Magia: dzieje się w sypialni (czy jakoś tak).

Ze co?

Nie przepadam za wadami, ktore moznaby calkiem zgrabnie pomijac w grze, bo ilez to tej czekolady miszcz graczowi podrzucac bedzie. Ale, ze karta bardzo ladnie napisana, to mniejsza o wiekszosc.


Tsuna
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuchiki Kyosuke





Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Kamys

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Dan Adler   Wto 9 Lut 2016 - 17:13

"- Kurwa. - Zaklął po angielsku" - to bardziej "Fuck" by pasowało ;p

Kawałek charakteru bardziej pasowałby do historii. "Gdy miał 25 lat ożenił się ze swoją najlepszą..."

Czytało się przyjemnie. Akcept i to nawet na 3.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Watanabe no Tsuna





Mistrz Gry : Fairy

Karta Postaci
Punkty Życia:
4096/4096  (4096/4096)
Punkty Reiatsu:
83037/262144  (83037/262144)

PisanieTemat: Re: Dan Adler   Pią 12 Lut 2016 - 10:54

Ja sie tylko przypomne, ze ciagle czekam na wyjasnienie, co to za technika magicznej sypialni.

Spoiler:
 

Tsuna
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skald




Mistrz Gry : Izdurbal Tenshi

Karta Postaci
Punkty Życia:
90/90  (90/90)
Punkty Reiatsu:
40/40  (40/40)

PisanieTemat: Re: Dan Adler   Pią 12 Lut 2016 - 15:08

1) Dowcip o magii w sypialni to dość rozpowszechniony żart, który spopularyzował się kiedyś min. na MTV. Osoby, które chciały pokazać jak są samcze próbowały w ten sposób dać do zrozumienia, że uważają się za wirtuozów sztuki miłosnej zdolnych do niezwykłych seksualnych wyczynów. W przypadku mojej karty jest to żartobliwe wskazanie, że na chwilę obecną Dan nie posiada absolutnie żadnych magicznych mocy.
2) To, co skrywa się pod spoilerem jest mi doskonale wiadome (może poza procentami udziałów na rynku). W anime z reguły unika się jednak stosowania istniejących marek. Idąc tym trendem chciałem tylko podać przykłady, które pokażą czytającym, jaki sprzęt miałem na myśli. Przykładowo: element umożliwiający odczytywanie ruchów gracza za pomocą kamer, promiennika podczerwieni, macierzy mikrofonów kierunkowych, akcelerometru itp. przyrównałem do istniejącego sprzętu działającego na tej samej zasadzie czyli Kinecta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kamys





Oddział : Dywizjon 11
Mistrz Gry : Izdurbal

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/290  (102/290)
Punkty Reiatsu:
41/156  (41/156)

PisanieTemat: Re: Dan Adler   Nie 14 Lut 2016 - 4:53

Hmmmm jedna jedyna rzecz tylko do poprawy dla mnie ---> Alergia, bo nie przepadam za darmowymi punktami (albo prawie darmowymi). W wypadku czekolady wadą za bardzo nie jest, przynajmniej nie przypominam sobie ostatnio żeby jakiś gracz (poza uzależnionym), konkretyzował jedzenie (a jeśli tak to zwykle nie jest istotne). Alergia powinna być na rzeczy powszechne i spotykane mimowolnie, i zwykle działa już na zapach a nie tylko zjedzenie (w świecie gry, w normalnym przypadku nie wiem bo nie jestem alergikiem) -> wyjątkiem jest ryż jako jezdnie #1 w Japonii, bo trzeba kupować droższe zamienniki, które nie są tak powszechne itp.
Tak poza tym jest okej, jak to poprawisz to dostaniesz dodatkowe 2 punkty i mistrza szukać możesz.
Samej oceny nie dodam bo i tak nie mam miejsca. Chyba że byłby jakiś problem, to daj znać.



***
kamys01
kamys02
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skald




Mistrz Gry : Izdurbal Tenshi

Karta Postaci
Punkty Życia:
90/90  (90/90)
Punkty Reiatsu:
40/40  (40/40)

PisanieTemat: Re: Dan Adler   Nie 14 Lut 2016 - 12:32

W takim razie pozwolę sobie wykorzystać jeden z przyznanych mi punktów aby usunąć wadę. To chyba najłatwiejszy sposób na uniknięcie nieporozumień.

Za drugi z punktów chciałbym zakupić umiejętność "walka wręcz" skupioną na Tai Chi, które Dan od lat trenuje. Nie jest to co prawda styl walki wymieniony w opisie zdolności, ale mam nadzieję, że przejdzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kamys





Oddział : Dywizjon 11
Mistrz Gry : Izdurbal

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/290  (102/290)
Punkty Reiatsu:
41/156  (41/156)

PisanieTemat: Re: Dan Adler   Nie 14 Lut 2016 - 12:51

Okej jest cacy, przeniesione do oczekujących na mg



***
kamys01
kamys02
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Dan Adler   Today at 2:53

Powrót do góry Go down
 
Dan Adler
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Strefa Gracza :: Gracze :: Zaakceptowane-
Skocz do:  
Free forum | © phpBB | Free forum support | Kontakt z | Report an abuse | Sosblogs