IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Nabór na stanowiska Mistrzów Gry! Rekrutacja na GG: 3594960!
Pomoc dla nowych graczy

Share | 
 

 Dwór Matsu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość
Ishifone


avatar

Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
170/170  (170/170)
Punkty Reiatsu:
840/840  (840/840)

PisanieTemat: Re: Dwór Matsu   Nie 4 Gru 2016 - 18:07

Nie wyszło. I nie była pewna, czy chciałaby sprawdzać czy jego pogróżki miałyby szanse znaleźć swoją drogę do rzeczywistości. Co gorsza, wieści nawet tutaj szybko się rozchodzą. Za szybko. Jakby nie mogli się domyślić, że powiedziała im tylko i wyłącznie po to, by miała od kogo pobierać energie. Wpadli na genialny pomysł, że może kolega po fachu pomoże jej uporać się z tym problemem? No chyba jednak nie.
-"Choruję"... to dobre słowo-Zmarszczyła brwi. Zacisnęła dłonie. Zaczęła słyszeć swój oddech. Czuć go, co nie było najlepszym symptomem-Dlatego potrzebuję kogoś, kto jest bardziej doświadczony ode mnie. Potrzebuję nauczyć się ile tylko mogę, by być na tyle silną by znaleźć na to "lekarstwo". Dla tych wszystkich dusz przetrzymywanych przez Accretie też-Zrobiło jej się ciepło. Albo dopyta, albo co gorsza powie by się wynosiła. Znacznie jednak to komplikowało sprawę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Watanabe no Tsuna

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Dwór Matsu   Nie 4 Gru 2016 - 20:27

Żadne z przypuszczeń Ishifone, co do reakcji Murasaki'ego nie sprawdziło się, bowiem ten ani nie zaczął wypytywać, ani nie kazał opuścić pokoju w trybie natychmiastowym. Zamiast tego milczał całkowicie pochłonięty lekturą, a tak przynajmniej mogło się wydawać patrząc na wszystko z boku.
Być może potrzebował czasu, aby ułożyć sobie rewelacje Ishifone, ale kolejne sekundy mijały i nadal panowała cisza. Czyżby Kumagae została nagle wymazana z rzeczywistości? Podobne przygody już się jej zdarzały.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ishifone


avatar

Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
170/170  (170/170)
Punkty Reiatsu:
840/840  (840/840)

PisanieTemat: Re: Dwór Matsu   Nie 4 Gru 2016 - 21:59

...żadne z potencjalnych przypuszczeń narratora nie znajdywały odzwierciedlenia w tym, co Ishifone sobie wykoncypowała. Najprawdopodobniej postanowił traktować ją jak powietrze czekając, aż sobie pójdzie. Ale ona nie zamierzała odpuszczać. Umiała całkiem długo przebywać w tej samej pozycji. Sama. Bez jakiegokolwiek rozmówcy. Męczona co prawda przez cienie, ale zawsze.
Ale chyba sam z siebie nie zareaguje. Musiała podziałać jakimś bodźcem, bo raczej jej upartością się nie ruszy. Co najwyżej go zirytuje jak na nią wpadnie. Musiała jakoś pomyśleć.
Szlag by to. Jakby była TAM, to przynajmniej by mogła trenować z M...
...Murasakim Juro.
Przypadek? Nie. Tam byli tylko z tych cholernych rodów. To nie mógł być przypadek.
Aż ją na moment przytkało. Jak mogła to przeoczyć?! Tylko, czy teraz... nie, musiała postępować BARDZO ostrożnie. Nie wiedziała, do jakiego stopnia obowiązywała ta cholerna przysięga.
-...już raz Ci się zdarzyło, prawda?-Zapytała. Bardzo ryzykowała, i to z każdej strony. Ale jeżeli to faktycznie był ród z tego miejsca, to mogła spróbować-I to z podobnego powodu... Sklaverei, tak?-Rzuciła w pełnym stresie, wbijając w niego wystraszone, ale również zdeterminowane oczy. Tak... po tym co spotkało jego, nie dziwne, że jest tutaj właśnie w takim stanie. Ale czekała, czekała na reakcje. Jak się nie doczekała...
-...jak to się stało Juro?-Technicznie to nie była informacja o Warhwelt. Mogła po prostu o nim słyszeć. Chyba. Jak nie wiedział gdzie jest - to nic mu to nie da, będzie pytał. Jak wie, to... po prostu wie. Nie przekazała, bo wie hahaha... haha.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Watanabe no Tsuna

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Dwór Matsu   Wto 6 Gru 2016 - 18:18

Znaczącej reakcji się nie doczekała, chociaż dostrzegła, że oczy Murasaki'ego przestały wędrować po tekście i teraz wpatrywały się w jeden punkt na stronnicy. Po wspomnieniu imienia Juro, starzec odłożył książkę na szafkę nocną. Zaplótł dłonie na brzuchu, zamknął oczy i westchnął chrapliwie.
- Kłamczuszek z ciebie. Wstrętny, mały kłamczuszek, który podobno nie znajdował się w żadnych ciekawych miejscach. - Intensywnie zaczął przypatrywać się Ishifone. - Dziwna sprawa, że pomimo takich przygód jesteś tutaj, a nie gdzie indziej. Wręcz niepokojąca sprawa i wcale nie zachęca mnie do zajmowania się tobą żółtodziobie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ishifone


avatar

Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
170/170  (170/170)
Punkty Reiatsu:
840/840  (840/840)

PisanieTemat: Re: Dwór Matsu   Wto 6 Gru 2016 - 19:15

Złapała go. A przynajmniej wywołała u niego jakąś reakcje, a nawet i zainteresowanie. Przy okazji zweryfikowała to czego się domyślała - byli w jakiś sposób spokrewnieni. Dziadek, ojciec? Cholera jasna wie, i trudno było się spodziewać by się dowiedziała czegoś konkretnego.
Mimo to, nie miała za bardzo innego punktu zaczepienia. Musiała to przedstawić w odpowiednim świetle, inaczej będzie zdana tylko i wyłącznie na siebie, a to nie wystarczy.
-Musiałam być pewna, że mnie nie trafi szlag jak powiem o jedno słowo za dużo...-Kącik ust jej się wykrzywił w karykaturze uśmiechu-Z jakiegoś powodu ze wszystkich miejsc na ziemi Ty też tutaj siedzisz, zamiast w jakimś innym... ciekawszym-Nie odpuszczała. Patrzyła się mu prosto w oczy.
-Mogłam dalej się "tułać" z bratem Adalberta, ale jak dał mi okazję do odwiedzenia starych śmieci to zostałam. Z własnej woli. Nie wiem czemu mi na to pozwolił, nie wiem czy, i jak bardzo mam przechlapane z tamtej strony, ale jak to ktoś kiedyś powiedział... "rodzinę zawsze można wpakować do pudła i wysłać na biegun"-Westchnęła. Podrapała się po skroni-Zwłaszcza jak to są albo fanatycy, rządni władzy biurokraci, albo obydwa naraz. I jest się dla nim eksperymentem, projektem albo zagrożeniem... chociaż z tym ostatnim to mają trochę racji-Nie brzmi to ciekawie... cholera. Z jakiej strony powinna zagrać? Z czego powinna skorzystać...
...w razie wątpliwości - niech strzeli szczerze. Cholera jasna, przecież i tak CHYBA ich nie znosi, inaczej by nie siedział tutaj. Z drugiej strony, jak za dużo powie naraz to też będzie niedobrze. Lepiej będzie jak się jeszcze wstrzyma.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Watanabe no Tsuna

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Dwór Matsu   Wto 6 Gru 2016 - 20:40

Póki co w Ishifone nie uderzył piorun, nie dostała też zawału czy wysypki, więc wciąż poruszała się po bezpiecznym terytorium.
Murasaki po raz pierwszy słuchał jej słów poświęcając na to pełną uwagę. Nie uśmiechał się pod nosem, nie wzdychał i nie charczał. Maksymalne skupienie. Jedynie zmrużył złowróżbnie oczy, gdy wspomniany został pomysł wysłania krewniaków na lodową pustynię.
- Skoro cię wypuścili, to znaczy, że dostali już to czego chcieli - rzekł zaraz po tym, jak Ishifone skończyła mówić. - Cóż... z bólem muszę to przyznać, ale jesteś dość ciekawa... a przynajmniej na tyle ciekawa, abym coś z tym zrobił.
Pogmerał sobie w uchu z miną, jakby nie do końca cieszył się, że wymawia takie, a nie inne kwestie.
- Chcesz się uczyć, co? Ale właściwie czego? Lubię ludzi, którzy sami wiedzą czego chcą, a skoro nie jesteś już takim całkowitym żółtodziobem, to sama powinnaś zdawać sobie sprawę z tego co najbardziej dla ciebie przydatne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ishifone


avatar

Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
170/170  (170/170)
Punkty Reiatsu:
840/840  (840/840)

PisanieTemat: Re: Dwór Matsu   Wto 6 Gru 2016 - 21:29

No cóż. Dalej nie wiedziała, czy jak powie komuś kto wie o tym bezpośrednio o tym to czy czasem coś się nie stanie. Poza tym ktoś mógł ją podsłuchiwać, dlatego lepiej było zachować spokój i pozory.
Jedno tylko ją zastanawiało. "Dostali to co chcieli?" Jak? Czyżby zrobili jej coś jeszcze poza samym zbadaniem jej? A może coś w tej nodze było...
...może. Mogło tak być. W takim razie rzeczywiście, to mógł być problem, jakby...
...nie miała pojęcia. Ale nagle zrobiło jej się trochę słabo gdy przypomniała sobie jakimi możliwościami oni dysponują.
Czy nigdy nie upora się z tym?! Już wystarczająco trudno będzie wyrwać te wszystkie dusze z Accretii.
Swoją drogą, ciekawe, że teraz jakoś mało go to bawiło. Rozmowa stała się w końcu poważna. Nie wiedziała czy powinna się z tego cieszyć czy też się martwić. Ale... osiągnęła swój cel. Był zainteresowany. Bo "była ciekawa".
-Wiem. Niestety-Sama zmrużyła oczy. Cóż za ironia - przez ten cały czas pragnęła udowodnić swoją wyjątkowość, a teraz gdy osiągnęła to... i tak nie chodzi o nią a o to, co w niej siedzi. Wspaniała perspektywa.
Czego tylko chciała się uczyć? Miała parę typów, ale każda z technik była czymś, co by najpewniej osiągnęła po pewnym czasie sama. Poza jedną.
-Blut-Powiedziała prosto z mostu, zgodnie z życzeniem. Ale przypomniała sobie o jeszcze jednej sztuczce-Czytałam jeszcze kiedyś o technice Licht Regen, ale do tego nie mam podstaw. Nad tym sama popracuję, gdyż już kończę dopracowywać metodę tworzenia ginto
...dużo miała w planach. Ale jakie miała inne wyjście jeżeli chciała osiągnąć to, co chciała?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Watanabe no Tsuna

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Dwór Matsu   Nie 18 Gru 2016 - 15:46

- Rozsądny wybór. - Skomentował krótko. - Będę pamiętać o twoim zapewnieniu o pełnym posłuszeństwie. - Zabrzmiało to prawie jak groźba. - A teraz zostaw mnie w spokoju. Porozmawiamy jutro.

***

Do bukietu oryginalnych miejsc, w których Ishifone przyszło pomieszkiwać, doszedł dworek sąsiadujący z pradawnym lasem, w którym to ponoć niejeden starożytny duch zamieszkiwał. Co prawda przez następne kilkanaście dni nie spotkała żadnego, ale nie raz czuła się obserwowana przez niekoniecznie materialną parę oczu. A może to była sprawka jej choroby? Brak dostępu do leków dawał się we znaki. Czasami cienie zakrzywiały się w nienaturalny sposób, czasami po korytarzach roznosiły się niezrozumiałe szepty. Zdarzały się koszmary, których urywki prześladowały ją od końca dnia. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że to wytwory schorowanego umysłu, ale nawet świadomość tego nie była wstanie stłumić całkowicie ponurych emocji jakie towarzyszyły Ishifone za każdym razem, gdy cienie zaczynały knuć.
Wciąż jednak mogła się pocieszyć, że harmonia obecnego miejsca zamieszkania w pewien sposób zdawała się łagodzić objawy choroby. Dobrze, bo potrzebowała pełnego skupienia, aby sprostać wymaganiom Murasaki'ego.
Ze wszystkich dotychczasowych nauczycieli ten był najgorszy. Marudny, uszczypliwy i niezbyt przykładający się do misji kształcenia Ishifone. Zazwyczaj stawało na tym, że kazał jej ćwiczyć na zewnątrz, a on sam ograniczał się do zerknięcia przez okno raz na godzinę i wykrzyczeniu jakie to z niej beztalencie jest. Krzyk był poprzedzony wypuszczeniem słabej strzały, która miała sprawdzić jak Ishifone radzi sobie z Blutem. Nie najlepiej, czego wyrazem były potwornie pieczące ranki. O zniszczonych ubraniach już nie wspominając.
Przynajmniej teorię wyłożył dość dokładnie. W skrócie miała skoncentrować się na przesyle reiatsu do krwiobiegu. Dla kogoś kto potrafił kierować energię do poszczególnych części ciała mogło wydawać się to proste. Cóż... tak nie było. Okazywało się, że skupienie na sieci linek płynących przez ciało jest dalece problematyczne. A sprawę komplikował fakt, że w zależności od tego czy reiatsu trafiało do żył czy do tętnic, blut działał zupełnie inaczej.
Pocieszać się mogła tym, że rurki domowej roboty w końcu zaczęły spełniać swe zadanie. Nie przeciekały kiedy wypełniała je rei, dało się rzucić z nich zaklęcia i nadawały się potem do ponownego użytku. Może oprócz jednej, która rozpękła się, ale po za tym doskonały przykład ekologicznego powtórnego wykorzystania surowców.
Hrabia wyjechał, chociaż zapowiedział swój powrót jeszcze przed świętami. Pozostali domownicy starali nie wchodzić sobie w drogę. Ryoto odgrywał rolę gospodarza i strażnika dworu, który przekazywał jej też swoją energię co by kogo innego czasem nie chapnęła. Chyba niezbyt mu się podobało, bo jakoś dziwnie na nią patrzył.
Michi raczej nie szukał z nią kontaktu. Dużo siedział w swoim pokoju, gdzie ponoć pracował nad zglębianiem swoich mocy. Lalka miała przykry zwyczaj snucia się po całym domu, gdzie obdarzała innych tym swoim martwym spojrzeniem. Naturalnie najwięcej czasu spędzała z Haną. W końcu zobowiązała się ją nauczać. Miła z niej była dziewczyna, chociaż gdyby nie jej moce to Ishifone zapewne nie zwróciłaby na nią uwagi. Czasem bardziej interesujący wydawał się naszyjnik.

Ogółem czuła się trochę, jak w dziczy. Jedyny kontakt ze światem zapewniało miasteczko oddalone od dworku o dobre pięć kilometrów. Dla Hany nie stanowiło to problemu. Lubiła chodzić na piechotę po zakupy, ale że sama nie lubiła podróżować to zawsze musiała suszyć głowę albo Ishifone, albo Michi'emu żeby z nią poszli.
Standard życia z początków ubiegłego wieku miał swoje wady i zalety, chociaż tych pierwszych w czasie zimy przybywało. Krótkie dni, zimno, ale przynajmniej zbliżały się święta. Ponoć w tym okresie progi przekraczało paru ciekawych gości. Kim oni byli? Ishifone miała się wkrótce przekonać.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ishifone


avatar

Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
170/170  (170/170)
Punkty Reiatsu:
840/840  (840/840)

PisanieTemat: Re: Dwór Matsu   Pią 23 Gru 2016 - 0:59

Zabrzmiało groźnie, i taki też miał plan. Ona nie planowała się wycofywać, a tym bardziej okazywać słabości. Miała bardzo dużo do zrobienia w możliwie krótkim czasie, i planowała wykorzystać ten czas do maksimum. Miała BARDZO ambitne plany. Musiała się przygotować póki miała ku temu okazje.
Jeszcze tego samego dnia oddała cześć duchom zamieszkujących to miejsce. Dość dobrze pamiętała, jak to się robi – musiała umyć ręce i twarz przed przejściem przez miniaturową bramę tori – to miało głębsze znaczenie, aczkolwiek jakby ktoś ją zapytał konkretnie o szczegóły to w klasyczny sposób odesłałaby go do literatury. Jak był dzwonek – zadzwoniła. Jak nie, to ukłoniła się dwa razy, zaklaskała dwa razy, i ukłoniła się składając modlitwę, dając niewielką ofiarę (Cokolwiek znalazła zdatnego do jedzenia niebędącego mięsem) i napełniając miseczkę wodą. Zamierzała to powtarzać codziennie, wymieniając ofiarę. Każda pomoc w „zrekompensowaniu błędów” się przyda. Zwłaszcza jej.
***
Życie w tym miejscu było monotonne, ale zdecydowanie intensywne. Chyba nigdy nie narzuciła sobie takiego rygoru jak teraz. Przede wszystkim mocno się skupiała na treningu z, czy też raczej pod okiem Murasakiego. Najwięcej co on przy tym zrobił było powiedzenie jej na czym dokładniej polega ten blut. Z grubsza polegało to na skierowaniu reishi do krwioobiegu, albo żylnego albo tętniczego. Miało to spowodować o wiele wydajniejsze korzystanie z energii do jednego z dwóch celów – ofensywy albo defensywy, niż gdyby miała jej używać do wzmocnienia ogólnego. Miało to jedną zasadniczą wadę – albo rybka, albo akwarium, nie można było korzystać z obu form. Trochę to dziwne, ale ponoć miało to związek z systemem reishi. Oznaczało to, że w starciu z silnym przeciwnikiem mogła albo polegać na wymęczeniu się oponenta, albo mieć nadzieje, że ją nie trafi. Mimo swoich ograniczeń dawała ogromne możliwości. Na ten moment jedyną ograniczoną rzeczą w okolicy była ona, bo tak jak skomplikowanie to brzmiało, tak też wyglądało to w rzeczywistości.
Przede wszystkim nie miała pojęcia, jak te wszystkie naczynia były ulokowane w jej ciele. Nawet gdy poszukiwała atlasu anatomicznego by sobie to lepiej zwizualizować (A przy okazji też zorientować się, gdzie by ewentualnie celować by zrobić jak największą bądź najmniejszą krzywdę) szło to ciężko. Co innego mieć ciągle przed oczyma schemat, a co innego odnieść go w przestrzeni trójwymiarowej. Wizualizacja też nie pomagała – reishi nawet jak trafiało do żył to tylko bezpośrednio do danego odcinka. Nie chciało płynąć dalej, skubane. To, że co jakiś czas obrywała od Murasakiego również nie pomagało. Musiała zakupić jakieś szmaty do tych treningów, co by jej nie było szkoda. Na szczęście jej szalik był cały.
Znosiła to milcząco. Mógł się bardziej wysilić czy też dać jakieś konkretniejsze wskazówki, ale sama droga do celu potrafiła być bardzo kształcąca. Wiedziała to jak sama się uczyła. Wskazanie kierunku to było to, na co liczyła. Całą ciężką pracą musiała wykonać teraz sama.
W pewnym momencie zdała sobie sprawę, że robiła to od początku nie tak jak trzeba. Serce zdawało się być tu kluczem do całej techniki. Pompowało ono krew do dwóch obiegów, poprzez lewą i prawą komorę. Prawdopodobnie też to dlatego nie można było od razu przejść z jednego do drugiego – chwilę zajmowało zanim cała naładowana energią krew przejdzie do tkanek. W każdym razie, taki duży punkt był czymś, skąd można było zacząć.
Był to dalej jedynie punkt odniesienia – elementem który powinien być naładowany jej energią była jej krew, a twór to bardzo przebiegły. Płynny, ale żywy, z masą małych elementów które przecież dostarczały tlen do jej tkanek. Na nich też musiała się generalnie skupić, a przynajmniej nauczyć, jak uczynić swoją energię na tyle przenikliwą by do nich dotarła. Nie mogła również przesadzić, bo miała wrażenie, że jak trzepnie w swoje serce zbyt dużo mocy to zawał miała jak w banku, a być może nawet serducho po prostu jej eksploduje. Energia w komorach przechwytywana przez krew, erytrocyty, i inne tego rodzaju ustrojstwo – tylko teraz musiała faktycznie ją uformować w taki sposób, by było to możliwe. I utrzymać ten stan – już sama obecność energii w jej krwioobiegu i w tkankach powinno dać jej sporo mocy. Normalne wzmocnienie działało bardzo, bardzo ogólnie – właściwie była to siła wewnętrzna działająca od zewnątrz, kierując jej ciałem. Tutaj jednak cały czas zostawało to w środku – i to był problem. Czuła efekty, ale ich w żaden sposób nie widziała.

Musiała zmienić sposób myślenia. Czuć swoje ciało w pełni. I sprawdzać różne możliwości by odkryć, która jest tą dobrą. Ale pomysł z sercem miał potencjał. Byle tylko nie przypłaciła go życiem.
Ale skoro była mowa o wychodzeniu – parę razy była w tym miasteczku z Haną, owszem. Kupiła matce jakiś drobiażdżek – może jakiś fant ze świątyni, o ile tam była. Poza tym zerknęła, czy jest może jakaś księgarenka czy coś w tym rodzaju – poszukiwała książki do francuskiego. Zamierzała się poduczyć trochę tego języka wieczorami, w jakieś wolniejsze dni. Musiałą mieć też na uwadze wymowę, to dobrała też jakiś słownik co by miał to jakoś po ludzku wyłuszczone. Ćwiczenia wymowy i dykcji miała opanowane po Vormundzie, to miała jakieś szanse się wyrobić. W nocy przy świeczce zamierzała sobie czytać, a rano powtarzać. Jak książek nie było a była księgarnia – poprosiła o sprowadzenie. Co jednak poza tym było tam do roboty? Niewiele. Zaścianek mocny, ale lepsze to niż jakby miała biegać do podobnego z jaskini.
Zdecydowanie natomiast lepiej to oddziaływało na jej psychikę. Nic nie wspominała o swoich dolegliwościach, bo patrzono by na nią jeszcze bardziej nieufnie niż teraz. A miała ze sobą problemy, i to nie jedne. Z cieniami żyła jak ze swoimi. Były w jej życiu od dość dawna więc mogła je już w miarę oswoić, ale gdy miała chwilę wolnego czasu to doszła do wniosku, że może to nie choroba, a faktycznie jej umysł nie dawał jej spokoju. Podświadomie wiedział, że to co robiła było złe i dawał jej do zrozumienia na co tak naprawdę zasługiwała. Na cierpienie, na niepokój, na śmierć, na zapomnienie. Więc może Adalbert miał wtedy rację gdy mu o tym powiedziała? Może istniał sposób, by się i od tego uwolnić? A może jej grzechy były z tego rodzaju, którego nie da się zrekompensować, choćby nie wiadomo jak bardzo by tego pragnęła?
Ludzie się cały czas zabijają w imię jakiejś „dobrej” sprawy i nie mają tego problemu. Dlaczego akurat jej przypadały rzeczy, które są tak wątpliwej moralności? Czym to się niby różniło, i to kończy się mordem i tamto. Ona pragnęła być wolna i postępować tak, jak jej się podobało. Pragnęła być silna, by nikt nigdy nie podważył jej wyjątkowości. Zawsze czuła, że była inna niż wszyscy. Potem w to zaczęła wątpić. Ale dalej to uczucie pozostawało, mimo podważania przez umysł. Któregoś dnia pomyślała, że może i jest wyjątkowa, ale „wyjątkowość” innych zdarza się ją zdecydowanie przyćmić. Nie był to najprzyjemniejszy wniosek w jej życiu, ale niestety jakiś sens miał.
Główny gospodarz był jedną z pierwszych osób o której myślała, gdy przychodziło jej do głowy słowo „niechęć”. Może to była nieufność, może zastanowienie, albo jeszcze coś innego. Mimo to jego podejście zaczynało ją powoli irytować. Starała się być dla niego w miarę (jak na nią, rzecz jasna) miła, a on cały czas patrzył się na nią jak na zagrożenie... którym była. Ale wszystko było pod kontrolą dopóki miała pod dostatkiem energii. W końcu pewnego dnia nie wytrzymała. Po posiłku popatrzyła na niego z wyrzutem, łapiąc się za ramiona
-Czemu się tak na mnie patrzysz, shinigami? Nie prosiłam się o to. To Twoi mi to zrobili-Stanęła bokiem, mrużąc oczy-A ja żałuje za każdą ofiarę. Kiedyś uda mi się ich uwolnić
Nie miała pojęcia, czy odniesie to jakikolwiek skutek, czy się przejmie czy nie. Ale chciała mu to wyraźnie zakomunikować. Już miała dosyć patrzenia się na jego mordę lustrującą jej osobę jakby chciał się jej jak najszybciej pozbyć. Pewnie chciał, i tylko grzeczność go powstrzymywała. Póki jednak nie sprawiała problemów nie powinno być źle.
Ale było coś gorszego niż on. Ta lalka szwędająca się po katach, w jej tylko znanym celu. To był niezależny twór? To w końcu człowiek czy bounto? Miała mnóstwo pytań dotyczących zdolności tego chłopaka, ale żadne nie męczyło jej na tyle by kiedykolwiek zapytać. Nie wchodził jej w drogę. Może to i lepiej dla nich dwojga. Może wyczuł, że mogłoby się to dla niego źle skończyć w ten, czy inny sposób.
Chyba najgorsze z tego wszystkiego było to, że tamtego zniszczyła całkowicie. Daichi. Miała czasem chwilę pomyśleć o tym. Jego ostatnie chwile przepełnione były gniewem, nienawiścią, ale i cierpieniem. A teraz był... nie wiedziała nawet co tak naprawdę robiły jej strzały? Niszczyły cząstki, czy tylko to, co tworzyło drugą istotę? Gdzieś tam jeszcze jest jego brat. Wie o tym co się stało? Czy pragnął zemsty, czy tak naprawdę miał to gdzieś? Może również zbierał siły, by pewnego dnia wyskoczyć nie wiadomo skąd, odebrać satysfakcję? Co też mogła zrobić, by zadośćuczynić ZA TO?
Bała się tego co się stanie z nią po śmierci. Ale siedząc tutaj w tym spokojnym miejscu zapomnianym przez czas, zaczęła odczuwać żal. Kim ona była? Nie była w stanie przemóc się, by patrzeć na innych tak samo jak oni na siebie. Byli jej obcy. Jakby ona nie była człowiekiem ale czymś zupełnie innym. Teraz to było prawdą, ale kiedyś... ludzie byli żałośni. Wszyscy. Tylko ten, kto miał siłę się liczył. Kto umiał zakręcić wszystko wokół siebie tak, by pracowało dla niego i za niego. Wolność... to ostatnie i teraz było dla niej istotne. Ale jak tak myślała, to nie za wszelką cenę. Zresztą, ile ona czasu teraz spędzała w zamknięciu. Ile zostało jej wolności po tym, jak wykonała akt swojej woli w jej kierunku?
Tyle w związku z przemyśleniami dotyczącymi jej przeszłości. Było tego więcej, na przykład dotyczące Vormunda, ale zamierzała odłożyć to na później, jak się dowie iż jest na nogach. I tak miała mnóstwo pracy przed sobą.
Jej dzień zaczynał się, oczywiście, od pobudki, i to wczesnej. Czytała sobie książkę od francuskiego, przypominając sobie to co przerobiła dnia poprzedniego. Zapamiętywanie słów było proste, ale gorzej było z wymową. To wtedy spędzała nad tym najwięcej czasu, z oczywistych względów nie mogąc tego robić w nocy. Potem jak już się ogarniała to zmierzała na śniadanie, i od razu po nim wędrowała w ubraniach roboczych na miejsce gdzie Murasaki mógł ją bezkarnie ostrzeliwać i się wydzierać na nią. Stawała i próbowała rozgryźć, jak ma opanować Blut. Robiła tak to do obiadu, po którym wędrowała do siebie na pół godziny-godzinę i modliła się przy kapliczce. Kierowała się potem do Hany, z którą ćwiczyła... właśnie, Hana.
Dziewczę to nie wyróżniało się niczym specjalnym. Chociaż w porównaniu do tamtej... jak ona miała? No właśnie w tym problem – niczym się nie wyróżniały. Typowe dziewczyny bez żadnych cech charakterystycznych. Zaczynała rozumieć dlaczego Murasaki nie rwał się do ich treningu. Ale była ona, która traktowała to jako dobrą okazje do zrobienia czegoś dobrego i nauczenia się kontaktu z ludźmi.
Przestawała być jednak aż taka pobłażliwa dosyć szybko, a i pochwały się skończyły. Głównie milczała starając się nie powiedzieć czegoś niemiłego. Musiała jednak wymyślić dla niej jakieś metody treningu.
Skubany Adalbert jednak miał parę ciekawych asów w rękawie. Szybko przekonała się, że tworzenie latających obiektów na niebie jest całkiem prostym sposobem na trening strzelania do celu. Ona sama urozmaicała sobie tą zabawę, tworząc coraz to wymyślniejsze kształty przeróżnych ptaków – od jastrzębi, do sójek, aż skończywszy na kolibrze jeżeli tej za dobrze szło. Najważniejsza była stabilność, ale bawiła się w ten sposób ćwicząc jednocześnie kontrolę nad reiryoku. Ale nie kończyło się to na tym. Parę razy zaproponowała by owszem, próbowała ustrzelić cel, ale jednocześnie unikała jej ataków. A atakowała ją... śnieżkami. Problem był tylko taki, że jednak umiała się poruszać Hirenkyaku. A swojemu tworowi po prostu chwilę przed skokiem czy atakiem nadawała jakiś kierunek, czasem prosty, czasem po łuku. Tym sposobem i ona ćwiczyła celność, podzielność uwagi oraz zręczność, i ona sama to robiła. W mniejszym stopniu, ale zawsze.
Swoją drogą owszem, pochwaliła się jej, że udało jej się przekonać Murasakiego. I że może to i lepiej, że Hanie to nie wyszło i że ma alternatywę. Ishifone tyle szczęścia nie miała.
Na tym się jednak nie kończyło. Oczywiście wcześniejsza metoda treningowa była całkiem niezła i tylko szkoda, że nie było żadnych innych quincy którzy by mogli dołączyć. Miała jednak swoje własne sposoby.
Najprostszą z metod ćwiczenia wytrzymałości dłoni, szybkostrzelności oraz sił strzał było zwyczajne strzelanie w punkt. Ishifone tutaj narzucała tempo, stopniowo je podkręcając.. Strzelała ona swoimi standardowymi strzałami i oczekiwała tego samego od Hany. Podobną metodą było ofiarowanie jej łuku oblężniczego (Tyle tylko, że na jakimś wolniejszym polu) i kazanie jej naładowanie tego jak się da i wystrzelenie. Nie stosowała tego zbyt często, ale samo doświadczenie napinania czegoś tak potencjalnie potężnego musiało być dla niej niezłym wysiłkiem.
Dbała również o jej edukacje. Nauczyła jej parę podstawowych zaklęć i dała jej nawet dwie pełne rurki które wyglądały jak trzeba i jedną „zużytą”, które zrobiła w trakcie ostatecznych testów i zdały egzamin. Dała jej zadanie domowe, by spróbowała ją napełnić Wytłumaczyła jej mniej więcej jak powinna się do tego zabrać i zaznaczyła, by się nie zrażała niepowodzeniem. I by nie sprawdzała, czy jej wyszło samej, tylko by przyszła następnego dnia to przetestują. Zamierzała użyć do tego Heizen, bo i tak by musiała ją wtedy wyrzucić.
W sumie, czemu nigdy nie podnosiła rurek z ziemi? Bo się jakoś gubiły po walce, dlatego. Zazwyczaj albo padała nieprzytomna, albo przenosiła się w jakieś kompletnie inne miejsce na świecie, takie jej szczęście.
Dbała o jej edukacje. Wyrecytowała, zwracając uwagę na akcenty, każde z podstawowych, jednorurkowych zaklęć które znała. Zapisała je jej nawet, zaznaczając, by bardzo dobrze nauczyła się ich treści i sposobu wymowy, bo nigdy nie wiadomo kiedy od tego może zależeć czyjeś życie. Wolała jej dać poprzeczkę trochę za wysoką niż za niską. Dopóki sobie jednak nie robiła krzywdy to było w porządku.
Poza tym, pokazała jej dwa rodzaje łuków które miała przy sobie, i pozwoliła nimi postrzelać. Były tego jedynie dwie sztuki, ale opowiedziała jej o pozostałych którymi miała okazje strzelać, zwracając uwagę na ich różnorodność. Jakby pytała się dlaczego ich nie ma, to odpowie, że zgubiła szkatułkę z nimi a te były jej ulubionymi.
Inną metodą treningu na jaką wpadła Ishifone było zwykłe tworzenie kuli, którą Hana miała starać się powiększyć. Gdy jednak osiągała swój limit, podchodziła do niej i delikatnie starała się zaburzyć jej strukturę by się rozpadło, choćby wprowadzając tam własne. Swego rodzaju zakłócenia które mogłyby się pojawić w sytuacji, gdyby ona nie skupiała się wystarczająco. A zadaniem Hany było przeciwdziałanie tego rodzaju zaburzeniom. Była jednak bardzo z tym ostrożna, by przypadkiem całość nie eksplodowała. W takiej sytuacji musiałaby zabrać od niej tą kulę, przenieść się Hirenkyaku z daleka od niej, i rzucić gdzieś daleko. Ale nie przypuszczała, by tak się to mogło skończyć.
Ile z nią ćwiczyła? To zależało od Hany. Dopóki była w stanie to ją męczyła. Jak chciała ćwiczyć dzień w dzień i widziała, że jest w stanie się ruszać to również się na to godziła. Ale gdy już nie wyrabiała przerywała ćwiczenia. I zajmowała się swoimi, ponieważ męczenie tej dziewczyny nie dostarczały jej tego, czego ONA potrzebowała. Poza tym, ten naszyjnik za bardzo ją kusił, a dopóki ona miała go na szyi, nie kusiło ją aż tak bardzo by go zabrać. Chociaż jeżeli była okazja by to zrobić to bez zauważenia... to go zabrała. Napięcie, stres... i trudna do opisania satysfakcja, gdy jej się udawało bez przyłapanie. Te drobne emocje których od zawsze jej brakowało były głównym motorem jej postępowania. Potem jednak zostawiała go ukradkiem na jakimś stole, co by nie było jakiegoś dramatu. Chociaż oczywiście wcześniej planowała mu się trochę bliżej przyjrzeć.
Ten czas „wolny” poświęcała na stworzenie tych rurek dla Hany (I dla siebie, by wyrównać do tych dziesięciu co obecnie miała) na przemian z faktycznymi ćwiczeniami. A trochę ich dla siebie miała. Były bardzo różne i dotyczyły rozmaitych zagadnień. Na przykład próbowała poruszać się Hirenkyaku między drzewami – kondycja i koordynacja oko-ciało. Musiała się naprawdę wysilić by czasem w któreś nie trzepnąć, nie wspominając już o samej kontroli ślizgu i doborze jak najlepszej ścieżki. Z tego co pamiętała jej kondycja naprawdę nawalała w porównaniu do innych, więc musiała nad tym zdrowo popracować. Jednak już sam jej ambitny plan opanowania sztuki strzelania wieloma pociskami naraz dawał jej nieźle w kość.
Przede wszystkim musiała dojść do tego, w jaki sposób je uformować. Wymagało to od niej specyficznego ułożenia dłoni – jak normalnie naciągała palcem środkowym i serdecznym, tak teraz musiała to robić między tymi pierwszymi, ale jeszcze między serdecznym. Innych punktów startowych próżno było szukać.
Drugą sprawą było opanowanie w miarę równomiernego ładowania energii na obie strzały. Taka rozdzielność była trochę trudną sprawą, ale chyba nie szło jej to aż tak źle – miała już wprawę z wielu innych dziedzin, więc ta część akurat aż taka wymagająca nie była. Gorzej jednak z samym tempem i celnością strzelania – dwie strzały to była zupełnie inna para kaloszy niż pojedyncza sztuka. Inna filozofia strzelania, inny balans, i... nie było innego wyjścia, jak powtarzać to do skutki. Raz po raz, dzień w dzień, godzina za godziną. Poprawiając swoją celność, szybkość, i praktyczność całej operacji. Musiały być tworzone, i musiały lecieć tuż obok siebie. I tak dobrze, że jej strzały były dosyć wąskie w porównaniu do innych, więc generalnie celność punktowa aż tak nie cierpiała. Ale i tak miała z tym problemy.
Uparła się jednak niesamowicie. Musiała się chwytać wszystkiego, czego tylko mogła. Dlatego stała i strzelała. Jeżeli opanowała tą sztukę na tyle, by nie stwarzać zagrożenia dla wszystkich wokół to nawet próbowała to robić przy Hanie, podczas treningów o podobnym charakterze. Bolały ją palce, bolały ją ręce, może nawet krwawiły – ona traktowała to jedynie jako konieczną cenę zdobycia poziomu, który pozwoli jej osiągnąć jej cele. W razie ran pytała tylko, gdzie jest jakaś apteczka. Dezynfekowała oraz bandażowała sobie palce tak, by nie przeszkadzało jej to w korzystaniu z łuku – i tyle.
Tak to ćwiczyła do upadłego. Gdy już czuła, że jeszcze trochę a jej palce zupełnie nie będą się do niczego nadawały, a zdarcie skóry przerodzi się w krwotok, odpoczywała pod drzewami. Musiała ćwiczyć wolę. Musiała być gotowa na sytuacje, w której będzie postawiona przed wyborem – powstrzymać się, albo dać upust bestii i stoczyć się jeszcze bardziej. Dlatego też w środku lasu, w całkowitym odosobnieniu, po upewnieniu się, że nikt ją nie widzi, ćwiczyła kontrolę nad pożeraczem. Ćwiczyła kontrolę nad ich ruchem i zachowaniem, ich maksymalną ilością którą mogła wywołać... musiała mieć je do dyspozycji na każde wezwanie, co również było bardzo trudne. I musiała być w stanie je wycofać, zanim będzie za późno. Oczywiście jednak nie miała tyle czasu by się tym zająć porządnie. Może jeden-dwa razy. Potem się bała, że ktoś ją zobaczy.
Wracała na kolacje, i albo wracała do treningu, albo gdy już kompletnie nie miała siły wracała do siebie. I jak zostawało jej trochę czasu to albo ładowała rurki (Zazwyczaj nie miała – musiała poświęcić w większości parę dni na to) albo ćwiczyła swój język. Miała wrażenie, że kiedyś spotka swoją koleżankę, i wtedy język migowy może być niewystarczający do wytłumaczenia wszystkiego...
Na razie jednak miały być święta. Czas ostatnio ponury dla niej. Zawsze coś się działo, co psuło jej nastrój i obracało się przeciw niej. Miała też te parę wspomnień, które męczyły jej sumienie. Generalnie nie była zbyt optymistycznie nastawiona do życia w tym okresie, ale nie zamierzała rezygnować z rutyny. Prawdę powiedziawszy bardziej się bała tych „ciekawych gości”, ale oczywiście zamierzała sprawdzić co to za jedni. Może jej nawet nic nie zrobią. Może nawet będą w stanie pomóc. Bo jaką na razie miała alternatywę? Te starożytne duchy, ale prawdopodobnie to był ślepy trop. Jak bowiem się z nimi komunikować? Zwłaszcza, gdy nie odróżniała ich obecności od wytworów jej własnego umysłu.
Zadawała sobie wtedy pytanie – co z Adamem? A raczej jego wspomnieniem żyjącym w jej umyśle. Od czasu gdy Chuck wrzucił ją w tamten sen nie odzywał się. Zamiast tego o wiele bardziej aktywna była... ta druga „ona”, przypominającą ją znacznie jeszcze z odleglejszych czasów, gdy była jeszcze bardziej bezwzględna. Może nawet jeszcze bardziej, niż teraz pamiętała. Czyżby to wspomnienie było dalej pod wpływem tego stanu? Było to możliwe?
Jej dusza była naprawdę bardzo pokręconym tworem. Czasem za nim tęskniła. Była to jedyna osoba, z którą czuła naprawdę bliską więź. Mógł to być efekt tego, że faktycznie ta więź była mocna, ale... w innym sensie. Byli jednym, więc to było oczywiste. Ale pomógł jej mocno, i była mu nawet za to wdzięczna. Chociaż to tak naprawdę od niego się zaczął jej ten cały koszmar.
No nic. Czas wrócić do rutyny. Może dzisiaj uda jej się opanować Blut do takiego stopnia, że nie będzie musiała się męczyć z kolejnym oparzeniem...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Watanabe no Tsuna

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Dwór Matsu   Pią 23 Gru 2016 - 19:43

Senne miasteczko mogło pochwalić się całkiem okazałym chramem, którym opiekowała się zbzikowana staruszka. Stwierdziła, że duchy pobłogosławiły Ishifone płodnością i może się spodziewać, że za jednym razem powije więcej niż jedno dziecko. Przynajmniej zakupione dla matki poświęcone kapcie były całkiem ładne. Francuski dla początkujących również w mieście się znalazło.

***

Ryoto nie przejął się słowami Ishifone. Nawet nie zareagował. Chyba stwierdził, że będzie ignorować podobne zaczepki.

***

O ile nauka bluta nie szła gładko, tak z podwojeniem szybkostrzelności poprzez wypuszczanie naraz dwóch strzał w krótkim czasie osiągnęła zadowalające rezultaty. Co prawda zabierało jej to blisko o połowę więcej czasu, niż przy jednej strzale, ale bez większych problemów była wstanie wystrzelić dwa pociski.

***

Hana przyzwoicie radziła sobie z rzucaniem zaklęć, nieźle kontrolowała własną energią, a także była całkiem wytrzymała. Nie marudziła też i starała się jak najlepiej wykonywać powierzone przez Ishifone ćwiczenia. Czasami jednak nie wytrzymywała narzuconego tępa. Brak doświadczenia często wychodził na wierzch. Miała problemy z przewidzeniem skąd nadejdzie atak. Kiepski instynkt. Jakieś perspektywy miała, ale zdecydowanie musiały sporo jeszcze popracować.

***

Tradycyjny rytuał wypełniała sumiennie, ale duchy i tak nie chciały się pokazać. Może Ishifone nie przypadła im do gustu? Być może wyczuwały skazanych na piekło.

***

[+ 1 zręczność, wytrzymałość, kontrola reiatsu, inteligencja, + 2 wolne punkty. Dopisz sobie umiejętność wytwórca rurek i podwójny strzelec (z tym, że do czasu dopracowania wypuszczenie dwóch strzał będzie zajmować więcej czasu)]

PR ustaw sobie na 700 (koszty treningu, a PŻ na 110 (zachęty edukacyjne Murasaki'ego)

***

Dwudziesty trzeci grudnia. Popołudnie. Właśnie wracała z sesji treningowej mającej pomóc jej w opanowaniu mocy pożeracza. Macki były posłuszne woli Ishifone. Wydawało się, że dopóki widmo głodu nie zajrzy w oczy będzie wstanie kontrolować pożeracza bez większego wysiłku.
Zaczęło się ściemniać. Pewno przyjdzie jej zjeść chłodny obiad. Ryoto gotował całkiem dobrze i chyba to lubił skoro każdego dnia przyrządzał wszystkim posiłki.
Gdy wynurzyła się z lasu, dostrzegła na placu przed dworkiem malutką postać w płaszczu. Opatuloną brązowym szalem i noszącą filcową czapkę. Odwrócił się w stronę Ishifone na dźwięk skrzypiącego śniegu.
Staruszek miał na nosie okulary o okrągłych szkłach i całkiem imponujące wąsy, które w postaci dwóch siwych kitek opadały po obu stronach ust, aż po linię brody. Trzymał niewielką walizkę.
Wyjął dłoń z kieszeni, z której wypadł również portfel.
- Ojej - jęknął słabym głosem. - Czy mogłabyś, moja droga podać mi to? Moje starcze plecy nie pozwalają mi się schylać. - Głos drżał tak mocno, że miała wrażenie, że jeszcze chwila i staruszek się przekręci.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ishifone


avatar

Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
170/170  (170/170)
Punkty Reiatsu:
840/840  (840/840)

PisanieTemat: Re: Dwór Matsu   Pią 23 Gru 2016 - 23:31

Skwitowała ten komentarz milczeniem. Miała zupełnie inne problemy niż zajmowanie się dzieciakami, i to jeszcze w ilości więcej niż zero. Kupiła jednak prezent dla matki i schowała go w torbie z rzeczami "koniecznie zabrać". Zastanawiała się, jak sobie radzi. Czy w ogóle był sens to kupować. Pewnie był, co najwyżej zostawi je przy nagrobku... heh.
Poza tym, co do jej dzieci... cholera wie czy czasem jak nie napłodzi ten cholerny pasożyt na nich nie przejdzie. Już ma wystarczająco dużo problemów z karmieniem siebie, a kontrola dzieciaków z radosnymi zębatymi kluskami będzie jeszcze większym koszmarem niż to normalnie jest.
Ryoto ją zlał. Wzruszyła ramionami i już nie wracała do tematu, traktując go niewiele lepiej od powietrza. Nie ze złej woli, ale z uwagi na swoje nerwy.
Może te nerwy były powodem, dla którego w ogóle nie mogła zauważyć tych duchów. Wolała nie myśleć, że to przez pasożyta albo jej własne... dolegliwości. Trudno powiedzieć. Może wyczuły, że coś od nich chce i właśnie dlatego jej unikają. W każdym razie, nie przestawała.
Była jednak zadowolona, że jakoś sobie radziła z tworzeniem i strzelaniem dwoma strzałami naraz. Celność była zadowalająca, ale jednak generowanie dwóch jednocześnie nie było czymś, do czego byłą przyzwyczajona. Kwestia wprawy, jak sądziła. Podobnie jak w przypadku hirenkyaku, którego nawet gdy się nauczyła musiała przez pewien czas dopracowywać. I tak szło jej to nieźle - połowa czasu to i tak mniej, niż drugie tyle. Wtedy jaki by to miało sens?
Była w miarę zadowolona z Hany. Sama jak tak myślała miała głównie doświadczenie w przemieszczaniu się z jednego miejsca na drugie, ale i tak chyba miała typowo bojowego więcej od niej. Widziała jakiś drobny potencjał, ale bez szału.
Tak sobie jakoś żyła. Przynajmniej to zamknięcie było dosyć duże, i mogła się po nim poruszać swobodnie bez strachu o to, że coś jej się stanie.
***
Wracała właśnie z treningu. Kontrola szła jej w miarę dobrze, i tylko szkoda, że nie miała nikogo z kim na przykład mogłaby przećwiczyć przechwytywanie obiektów albo jakieś bardziej skomplikowane manewry. Nie poradzi się. Straciła też poczucie czasu i chyba spóźniła się na obiad. Znowu. I tak nic nie przebije tekturowych posiłków z tamtego "ośrodka wczasowego" na wyspach. Jak tak myślała... czy i wtedy by uciekła? Szczerze w to wątpiła. Albo by ją dogonili, albo było jeszcze jedno zabezpieczenie.
Właśnie... co z tymi ludźmi się potem stało? Zostawili ich na pastwę shinigami? Kto ich tam wie.
Nie zastanawiała się, kto przyjdzie, ale pierwsze osoby chyba zaczęły się zjeżdżać. Czy był to ktoś niezwykły? Czego się dowiedziała to tego, by nie oceniać nikogo po pozorach. Ale rzeczywiście ten staruszek, który właśnie zachodził do posiadłości wyglądał jakby miał co najwyżej w niezwykły sposób się posypać. Właśnie przechodziła obok, gdy z kieszeni wypadł mu portfel, o którego podniesienie została poproszona.
Kuszące, ale nie. Nie weźmie go dla siebie. Bez słowa podeszła do niego i przykucnęła, podnosząc portfel. Miała przy tym cały czas tego staruszka na oku. Była lekko podejrzliwa, dlatego nie zamierzała przerywać kontaktu wzrokowego.
-Proszę-Podała mu portfel z kamienną twarzą, podnosząc się na proste nogi. Również dobrze mogła iść na całość, skoro już zdobyła się na taki miły gest-Pomóc z walizką?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Watanabe no Tsuna

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Dwór Matsu   Sob 24 Gru 2016 - 13:30

Dziadek sprawiał wrażenie wyjątkowo bezbronnej istoty. Ledwo co sięgał czubkiem głowy do pępka Ishifone, a przecież sama nie należała do najwyższych.
Podeszła, uklękła. Staruszek obdarzył ją wdzięcznym uśmiechem, po czym wyciągnął dłonie, które... zaczęły tarmosić biust Ishifone.Niewinność i bezradność zniknęły. Na poczciwym obliczu wykwitły gorejące rumieńce. Usta rozwarły się w rubieżnym uśmiechu.
- Pozwól, że się tobie przyjrzę, dobre dziecko. Wzrok już nie ten, więc muszę się wyręczać innymi zmysłami, hehehe...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ishifone


avatar

Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
170/170  (170/170)
Punkty Reiatsu:
840/840  (840/840)

PisanieTemat: Re: Dwór Matsu   Sob 24 Gru 2016 - 15:27

Z daleka tak to nie wyglądało, ale jakimś cudem dziadyga był jeszcze niższy od niej, a to już był wyczyn. Co więcej, sięgał maksymalnie do jej pępka. Jak takie cudy chodziły po świecie nie miała pojęcia, ale nie zamierzała się nad tym specjalnie zastanawiać. Przykucnęła, chwyciła portfel...
Świat stanął na moment w miejscu, gdy poczuła czyiś mało wyrafinowany dotyk na swojej klatce piersiowej. Dziadyga nie pieścił się w tańcu, za to na pewno w czymś zupełnie innym.
Uniosła oczy. A ponoć tacy zdarzają się w durnych komiksach. Miała jednak przed sobą archetypowego zboczonego dziada. Cudownie.
Wielce wstydliwa nie była, ale godność swoją miała.

"-Daję Ci pół sekundy na zabranie swoich zeschniętych łapsk z moich cycków, zanim "podam" Ci ten portfel do gęby-Tyle mu dała, po czym tak czy owak podniosła się na proste nogi. Tylko faktycznie zamierzała wypełnić swoją groźbę, przyciskając mu trzymany w dłoniach przedmiot do twarzy. W bardzo mało delikatny sposób."

Tak. Chciałaby tak zrobić. Jednak ostrożność zatriumfowała tego dnia. Chociaż było widać, że wkurzyła się konkretnie.
-Udam, że to się nie stało, a Ty tego nie zrobisz po raz drugi. Dobrze Ci radzę-Warknęła prostując się, jednocześnie usuwając się z zasięgu rąk. Podała mu szorstko portfel, nie wchodząc w dalszą rozmowę.
Potem zamierzała po prostu wrócić na obiad. Popokrzykiwałaby, że jakiś zboczeniec przyjechał, ale odpuściła sobie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Watanabe no Tsuna

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Dwór Matsu   Nie 25 Gru 2016 - 19:53

- Hehehe.
Staruszek był tak zaabsorbowany badaniem części piersiowej Ishifone, że w ogóle nie zwrócił uwagi na groźbę. Przynajmniej ładnie pachniał, tak z lekka ziołowo.
Plaskacz z portfela okazał się tak silny, iż dziadek zatoczył się do tyłu, aż wpadł w śnieżną zaspę. Najwyraźniej ciężkie treningi obdarowały Ishifone większą siłą niż można było się spodziewać. Aczkolwiek równie dobrze mógł to być chwilowy przyrost mocy spowodowany tak gwałtownym pogwałceniem intymności. Co prawda podobne wzmocnienia widywano głównie w głupkowatych anime, ale skoro już pokazał się staruszek, jak żywcem wyjęty z podobnych produkcji, to może jednak stało za tym coś więcej?
Coś na pewno za Ishifone stało, bo właśnie została chwycona za kaptur i bezpardonowo podniesiona.
Tym razem zapachniało, hmm, solami do kąpieli?
- Co to za traktowanie starszych, huh? Kultury w domu nie nauczyli?
Szorstki głos przywodził na myśl mężczyznę w średnim wieku. Być może shinigami, sądząc po dźwięku, który usłyszała nim została podniesiona. Mógł on pochodzić od techniki szybkiego przemieszczania się różnej od hirenkyaku.
Nieznajomy jeszcze nie skończył mówić, gdy do Ishidone dobiegło skrzypienie śniegu. Ktoś jeszcze zawitał przed dworek.
- Daj spokój, Kichiro. Sam nie zachowałbyś się inaczej, gdyby jakaś miła staruszka zaczęła klepać cię po przyrodzeniu. - Pogodny głos należał do młodszej osoby. Być może nastolatka.
Brutal trzymający Ishifone zarechotał.
- Nieprawda. Taką miłą staruszkę od razu przedzieliłbym na dwie części.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ishifone


avatar

Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
170/170  (170/170)
Punkty Reiatsu:
840/840  (840/840)

PisanieTemat: Re: Dwór Matsu   Nie 25 Gru 2016 - 23:53

Pachniał nie pachniał, zdawał się nie reagować. Zatem jedyną opcją było brutalne przywołanie go do rzeczywistości. Przebudziły się w niej pierwotne siły natury, które broniły jej dobrego imienia i czystości ciała. Zamach wykonała pod kątem, jakiego by nie wykalkulowała nawet przy najszczerszych chęciach, tak optymalnie wyszło. I poleciał, ale to tak poleciał, że aż się przewrócił i wpadł w śnieg. Musiała przyznać, że poczuła się usatysfakcjonowana takim przebiegiem spraw. Otrzepała ręce i...
...poleciała do góry. Poczuła pociągnięcie tak niespodziewane, jak i nieprzyjemne, bo i ubiór jej się uniósł do góry. Ciało owiał chłód, a poczuła i irytacje, i przestrach.
-Ej!-Wymsknęło jej się, próbując dojrzeć kto lub co ją złapało. Kontynuowała potem z wyrzutem-Ostrzegałam go!
Ani ten mężczyzna, ani ona nie mieli szansy dokończyć bo im przerwano. Jakiś szczeniak się za nią wstawił, wspaniale. Komentarz również inteligentny. Ręce jej opadły i w sumie reszta ciała też.
-Kultura zobowiązuje-Stwierdziła wisząc żałośnie. Bluza podchodziła jej pod gardło i powoli przestawało być to w jakikolwiek sposób wygodne. Mruknęła przeciągnie z lekka zażenowana. By musiała się z czegoś takiego tłumaczyć-Więc KULTURALNIE proszę o opuszczenie mnie na ziemię-Uniosła rękę by trochę poluzować sobie nacisk przy szyi. Cholera wie co zrobi. Może opuści na równe nogi, może będzie musiała się asekurować dłońmi, a może nią rzuci. I też będzie musiała jakoś się bronić przed obrażeniami.

Tak. Ciekawi goście, rzeczywiście.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Watanabe no Tsuna

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Dwór Matsu   Pon 26 Gru 2016 - 15:42

Gdy Ishifone się odwróciła, spotkała się twarzą w twarz (dosłownie twarzą w twarz) z niezbyt przyjemnym obliczem, które całkiem pasowało do głosu jakim się odezwał.
- Do starszych ludzi trzeba mieć więcej cierpliwości. - Ciepły oddech omiótł lico Ishifone. - Po za tym to całkiem normalne, że chce mieć trochę radości w życiu, którego pewnikiem wiele mu już nie zostało.
- J-ja to słyszę. - Wyjęczał staruszek, który właśnie wygrzebywał się z zaspy.
Na pomoc ruszył mu trzeci nieznajomy. Niewyróżniający się niczym szczególnym młodzik w okularach. Może jakieś szesnaście lat. W szkołach podobnego materiału było pełno.
Podźwignął staruszka na nogi, który zaraz przyłożył sobie garstkę śniegu do nosa.
- Aj aj, a wyglądała tak niewinnie... gzie podziały się te niewinne i miłe dziewczyny?
Drzwi dworku rozsunęły się. Stał w nich Ryoto i o ile na Ishifone spoglądał zazwyczaj jakby była niezbyt lubianym krewnym, tak teraz na trójkę mężczyzn patrzył tak jakby ci zamordowali mu tych bardziej lubianych krewniaków.
- Dzień dobry, Ryoto-san. Jak zdrowie? - Przywitał się młodzieniec.
W międzyczasie Ishifone została odłożona na ziemię. Zdecydowanie czuło się napiętą atmosferę.
Ryoto skinął na quincy i szarpnięciem głowy dał jej znak, aby weszła do środka.


[gęba człeka, który Ishifone trzymał (odjąć tylko krew):
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ishifone


avatar

Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
170/170  (170/170)
Punkty Reiatsu:
840/840  (840/840)

PisanieTemat: Re: Dwór Matsu   Pon 26 Gru 2016 - 16:25

Jak miło, że do tego zakamarka globu dotarły tak nowoczesne idee jak równouprawnienie i szacunek do kobiet. Gdyby tylko jeszcze przeszły przez czyjeś uszy to byłoby świetnie. Niestety, jakikolwiek komentarz na ten temat musiał poczekać, aż będzie miała nogi na ziemi zdatne do uciekania.
-Takie przyjemności to u innych, i za opłatą-Rzekła przyglądając się niezbyt przyjaznej facjacie. Ileż tu archetypów. Brutal, zbereźnik, a ten chłopaczek to pewnie jakiś zadufany, zbyt pewny siebie mózg? Nie zdziwiłaby się. Jakiekolwiek rozeznanie było jednak niemożliwe. Miała ograniczone pole manewru.
Nim zdołała rzucić następnym komentarzem drzwi się otworzyły. Została upuszczona na ziemię, a chwilę przerwy wykorzystała na ułożenie na sobie ubrań i obrocie w jego stronę. Ryoto... takiego go jeszcze nie widziała. Jednak chyba ktoś jest zdecydowanie niżej od niej w hierarchii rzeczy, których raczej nie chciał tu oglądać.
Kiwnęła głową. Nie chciała być między nimi w momencie, gdy coś się tu zacznie dziać. Przeszła do dworku, stając gdzieś za Ryoto by mieć oko na sytuacje, ale z drugiej strony być kawałek od tego całego grajdołu. Święta w pogodnej atmosferze jak się patrzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Watanabe no Tsuna

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Dwór Matsu   Pon 26 Gru 2016 - 17:26

Gdy Ishifone ruszyła ku drzwiom, usłyszała za sobą brutala.
- A jakiej opłaty ty wymagasz, malutka, żeby można było u ciebie zaznać tych przyjemności?
Chyba całkiem nieźle się bawił i co gorsza nie można mieć pewności, że tylko żartował.
Przeszła obok Ryoto i znalazła się w przedpokoju, podzielonym na dwie strefy przez drewniany próg, przed którym kulturalni ludzie ściągali buty, ale z nowymi gośćmi różnie mogło być.
Dostrzegła Murasaki'ego czającego się w progu pomieszczenia. Mogło to ją zaskoczyć, bo przez swój pobyt tutaj nie widziała starego quincy przesiadującego gdzieś indziej niż w jego własnym pokoju.
Ukryty w cieniu z zainteresowaniem śledził rozwój wydarzeń na zewnątrz.
- Patrzysz na nas jakbyśmy ci na mordę naszczali. - Żachnął się brutal. - Pokarz trochę kultury i zaproś nas do środka.
- Bo jak kulturalni ludzie nie wchodzimy do domu bez zaproszenia gospodarza. - Dodał młodzieniec.
Ryoto nie odpowiedział. Stał bez ruchu z dłonią opartą o rękojeść katany.
Murasaki uśmiechnął się złośliwie.
- Teraz będzie odstawiał scenę, jak on nimi wszystkimi gardzi - wyszeptał. - A koniec końców i tak ich wpuści, bo wie, że nie ma innego wyboru.
Ishifone pierwsza usłyszała silnik samochodu. Chwilę potem przed dwór zajechał lexus do dachu którego przywiązano świerk. Z pojazdu wyszedł hrabia Hayabusa i chwilowo uwaga skupiła się na nim. Brutal zamknął nowo przybyłego w niedźwiedzim uścisku.
- Też się cieszę, że cię widzę, Kichiro. Akihiko staruszku, zdrowie mam nadzieję dopisuje? Karas! Hana będzie zachwycona.
Młodzieniec podszedł i wymienił się hrabią uściskiem dłoni.
- Oby tylko nie tak jak ostatnio. - Zaśmiał się. - Biedulce słowa nie mogły przejść przez gardło.
- Zupełnie jak u tej małej wenecjanki. Jak ona miała na imię? Flavia? Do dziś pamiętam jej minę, gdy zaproponowałeś, że osobiście zaprowadzić ją do bram raju.
Towarzystwo zdawało się lepiej niż dobrze zaznajomione. Chwila wspominek, po czym hrabia wraz z brutalem zaczęli odwiązywać świerk. Podczas gdy młodzian i dziadek sięgnęli do bagażnika po ozdoby świąteczne, jak polecił im Hayabusa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ishifone


avatar

Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
170/170  (170/170)
Punkty Reiatsu:
840/840  (840/840)

PisanieTemat: Re: Dwór Matsu   Pon 26 Gru 2016 - 18:08

Nawet się nie odwróciła gdy rzuciła mu na odchodne "Nie stać Cię". Odwróciła się dopiero jak minęła shinigami, chociaż wcześniej zdjęła buty, jak to w takich miejscach powinno się robić. Co dziwne, Murasaki wyszedł ze swojego pokoju by się poprzyglądać. Czyżby taka atrakcja nie zdarzała się codziennie? Być może. Miał w każdym razie trochę radochy z tego, że Ryoto musiał się z nimi męczyć. No bo co zrobi? Niewiele, o ile w ogóle. Spodziewał się ich.
Swoją drogą, ciekawą odmianę "kultury" reprezentował ten osobnik. Wycierał sobie nią mordę jakby połknął płytę winylową z Vivaldim. Jego może też przy okazji.
-A myślałam, że to mnie nie może zdzierżyć-Oparła się delikatnie o ściankę. Ubrań za wyjściowych nie miała - jakiś dres i bluza z kapturem, ale i tak w trakcie treningu robiło się jej tak gorąco, że nie widziała potrzeby zakładania czegokolwiek więcej-Same ciekawostki tutaj zachodzą... może poza Haną-Pozwoliła sobie na ten drobny komentarz. Nie była interesująca, prawda. A tego jej naszyjnika jeszcze nie miała w dłoniach.
Hrabi się spodziewała. Ale tak płomiennego powitania niekoniecznie. Miała wrażenie, że Adalbert znał również wszystkich tych tutaj... z perspektywy to chyba on był najnormalniejszy. A przynajmniej najbardziej dało się go znieść z tego całego towarzystwa. Odliczała sobie. Kichiro barbarzyńca. Akihiko mistrz zaciśniętej dłoni. Karas... oh.
Więc to ten laluś. Hana miała zabawny...
Karas. Czy ona czasem nie słyszała tego imienia? Wtedy też chyba coś jej to obiło o uszy, ale teraz zabrzmiał jej inny głos. Katriny.
No tak. Wspominała o nim, że niby nie zapłacił za wynajem. Mogła do tego wrócić, ale niekoniecznie teraz. Mimo to, sama się uśmiechnęła krzywo.
-Japonia jest jednak mała-Stwierdziła. Co takiego w nim niby było, nie miała pojęcia. Chłopaczek jakich wiele, łykała takich bez popitki... niekoniecznie w takim sensie.
Mogła poprosić hrabię o kubełek jak tak o tym teraz myślała. Cholera. No nic.
Mimo to, była najbardziej na razie zainteresowana tym sławetnym Karasem, co będzie zdradzać jej nawet zainteresowane spojrzenie. Chociaż zamierzała się przywitać z hrabią jak będzie, oczywiście. I zapytać "Co z Adalbertem".
A jak przejdą (Bo to było raczej pewne) pójdzie na obiad. Była naprawdę głodna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Watanabe no Tsuna

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Dwór Matsu   Pon 26 Gru 2016 - 20:10

Tak jak przewidział Murasaki, Ryoto wycofał się do środka pozwalając gościom wejść. Nic przy tym nie powiedział, po prostu zniknął za drzwiami zostawiając za sobą ponurą aurę, która jednak szybko została rozwiana przez wesołe towarzystwo.
Pierwszy wszedł Karas i Kichiro dźwigający pudła. Spojrzenia Karas'a i Ishifone skrzyżowały się.
- Dzień dobry. Masz pozdrowienia od mojej siostry - rzucił pogodnie, po czym oboje podeszli do Murasaki'ego, z którym przywitali się jakby nie od dziś się znali.
- Dużo ćwiczyłem. Tym razem to ja wygram - rzek Karas, na co stary quincy uśmiechnął się pobłażliwie.
- Jesteś sto lat za mną. Co najwyżej możesz dostarczyć mi trochę rozrywki o ile wytrzymasz dość długo.
Wszedł Hayabusa bez większego problemu dźwigający drzewko na barku.
- Jak się masz, słowiku? ...nie, niestety Adalbert wciąż nie odzyskał przytomności. Prawdę mówiąc nie widać nawet cienia poprawy.
Na koniec pojawił się staruszek, który z niepokojącym błyskiem w oczach przyglądał się Ishifone.
Zazwyczaj na spóźnialskich obiad czekał przed ich własnym pokojem. Tak było tym razem. Jak zwykle góra ryżu, ale przynajmniej dobrze przyrządzonego.
Michi na chwilę wyjrzał ze swego pokoju. Wyglądał na trochę wystraszonego. Skinął głową, po czym wycofał się do siebie.
Sądząc po odgłosach dochodzących z dołu, wesoła kompania zajmowała się instalowaniem choinki. Hana będzie mieć niespodziankę, jak wróci z miasteczka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ishifone


avatar

Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
170/170  (170/170)
Punkty Reiatsu:
840/840  (840/840)

PisanieTemat: Re: Dwór Matsu   Pon 26 Gru 2016 - 21:12

Dał im przejść. Czyli bez ekscesów, na spokojnie. Miała również okazje zamienić słówko z każdą osobą która obok niej przechodziła. Ciekawe było to doświadczenie, niewątpliwie.
Przede wszystkim miała już na wstępie gotowe pytanie "kim do diabła jest siostra Karasa", co obrazowała jej mina z uniesioną brwią. Zapyta później... bo i jak chwilę pomyślała to minę miała nietęgą i musiała się upewnić. Jak najszybciej. Wiele to nie zmieni, ale męczyło ją to na tyle, że... poza tym - jak do cholery on mógłby być bratem tego cholernego potworka?!
Jeszcze potem jak rozmawiał z Murasakim... ten ton wskazywał mocno na jakąś śmierdzącą sprawę. I że ten... ktoś nie jest czymś, na co by wskazywał jego wygląd.
Zagadka, rzeczywiście. Wybąkała jedynie "No cześć" jak się z nią przywitał z tego wszystkiego. Dalej było trochę prościej. Z Kichiro miała już okazje sie poznać. Z hrabią się przywitała, rzuciła "ujdzie" i usłyszała nieprzyjemne wieści.
-Szlag by to...-Westchnęła ciężko. Bez niego to nie ma szans na jakąkolwiek porządną lokalizacje w Karakurze. Czyli dalej będzie tutaj tkwiła... nic. Może przynajmniej opanuje tego Bluta.
-No nic... porozmawiamy później-Rzuciła, gdy przechodził obok nich staruszek. Nie podobało jej się jego spojrzenie. Posłała mu morderczy wzrok "A tylko spróbuj" zakładając ręce na swoich piersiach. Chociaż chyba potraktuje to jako wyzwanie. Zwyrol.
Poszła do swojego pokoju. Zjadła. Jako, że akurat ten rodzaj treningu nie był aż taki męczący to tylko obmyła ręce i twarz, złożyła ofiarę (Z części obiadu) na ołtarzyku i się pomodliła.
Hana była na mieście, to będzie miała niespodziankę. Wzięła opróżnioną miskę by zostawić w kuchni i umyć. Potem zeszła na dół. Miała jedno, podstawowe pytanie dla tego całego całego Karasa. Które brzmiało...
-...czyim jesteś bratem?-Zadane było z niepewnością, a może nawet i obawą. Cholera jasna, jeśli to Belle, to... świetnie. Po prostu nigdy się od niej nie uwolni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Watanabe no Tsuna

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Dwór Matsu   Pon 26 Gru 2016 - 21:52

Zjadła, złożyła ofiarę, zeszła na dół, gdzie w salonie trwała operacja ubierania drzewka. Niespodziewanie przodował w niej Kichiro, który z fajką w zębach wieszał kolejne bombki. Karas rozplątywał łańcuchy, a Akihiko i Murasaki siedzieli przy stole.
- Słyszę łańcuchy... rozbrzmią tutaj za niedługi czas - mówił zboczony staruszek.
- Pewno jakaś dusza. Aura tego miejsca działa na nich, jak ryba na kota - odparł Murasaki.
Akihiko wydawał się zamyślony, aczkolwiek zaraz się ożywił, gdy w pole widzenia weszła Ishifone. Puścił oczko, ale ona podeszła do Karasa.
Przez szyję miał przewieszony łańcuch ze złotych koralików, a męczył się z rozprostowaniem srebrzystej wstęgi, którą złośliwość wszechświata zaplątała w porządny supeł.
- Nie będziesz zadowolona z odpowiedzi. - Uśmiechnął się do quincy przyjaźnie.
Wydawał się całkiem sympatyczny, ale nic ponadto. Już Michi przy pierwszym spotkaniu wyglądał bardziej intrygująco.
- Ha. Niezadowolona mogłaby być, gdybyś przytargał tą małą cholerę ze sobą - odezwał się Kichiro, na co Karas wzruszył ramionami.
- Nawet gdybym wiedział, gdzie Belle teraz jest, to i tak nie dałaby się tu sprowadzić. Nie tylko pustych, ale i arrancarów odstrasza atmosferą tego lasu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ishifone


avatar

Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
170/170  (170/170)
Punkty Reiatsu:
840/840  (840/840)

PisanieTemat: Re: Dwór Matsu   Pon 26 Gru 2016 - 22:58

Ubierali drzewko w najlepsze. We dwójkę, bo ta starsza cześć towarzystwa siedziała sobie i gawędziła. Łańcuchy? Pomylony do reszty. Jeszcze oczka jej puszczał. Kompletnie i z rozmysłem go zignorowała, nie chcąc marnować na niego ani sekundy z jej życia. Podeszła do Karasa.
...ta odpowiedź jej wystarczała. Stała tak przez moment z kamienną twarzą, aż skrzyła ją w dłoniach jęcząc coś niezrozumiale...
-Czemu... gdzie nie pójdę tam zawsze ONA...-Miała wrażenie, że nawet TAM mogłaby o niej usłyszeć. Przeklęta cholera, dziecię szatana, kurduplowaty pomiot lucyfera. Głupie, wredne dziecko.
I jak o tym myślała, to przecież jak Daichi umarł, to ona była między tymi dzieciakami. Prawdopodobnie. To by jej pasowało. A myślała, że to jakiś... chociaż... nie, czerwone oczy. Ona miała czerwone oczy, ale to akurat była... zawsze bardzo dziwna cecha. Kto normalny ma czerwone oczy? No właśnie, niewiele osób.
W każdym razie, otrząsnęła się trochę po tym krótkim załamaniu, chociaż nie była dalej za szczęśliwa. Ostateczne potwierdzenie dostała chwilę później. Wspaniale.
-Chociaż tyle...-Chociaż. No właśnie. Nie wyglądał jej na jej brata. Dziwnie normalny. I skoro ona była pustym, to... erm...
-Właściwie to jak... daj mi to, nie mogę na to patrzeć-Wyciągnęła mu z dłoni tą srebrzystą wstęgę. Szansa, że jej się powiedzie była zdecydowanie większa niż w jego przypadku-...to w takim razie jak Ty tutaj możesz siedzieć? Jak ona jest Arrancarem to czym Ty jesteś?-Jej wiedza na jego temat była ograniczona do paru wzmianek. Nie wydawał się być szczególnie groźny, ale skoro startował do Murasakiego to już coś mogło znaczyć.
A. I generalnie planowała im pomóc z tym drzewkiem. Będzie mogła pogadać. I coś jej się wydawało... że jeżeli by miała szukać u kogoś pomocy z tym co planuje, to niestety będzie skazana na tych tutaj.
Miała na razie jakąkolwiek alternatywę? Nie sądziła. Drzewkiem sobie miłości nie zaskarbi, ale zawsze coś.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Watanabe no Tsuna

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Dwór Matsu   Wto 27 Gru 2016 - 14:09

Reakcja Ishifone tak rozbawiła Kichiro, że niemal fajka wypadła mu z ust. Twarz Karas'a, natomiast, przybrała wyraz zakłopotania.
- No cóż, gdybym w to wierzył, to powiedziałbym, że to przeznaczenie, a tak... po prostu zwykły zbieg okoliczności.
Ishifone przejęła świąteczną ozdobę z zamiarem doprowadzenia jej do stanu prostego. Wymagało to dłuższej chwili wysiłku, jednak w końcu udało się rozplątać sprawę.
- Ja? Ja jestem wyjątkowy. Nie ma drugiego takiego jak ja. - Karas dumnie wypiął pierś, ale sądząc po rozbawieniu malującym się na twarzy tylko żartował.
- E, panie wyjątkowy nie obijaj się. Łańcuchy to twoja działka. - Kichiro poganiał do pracy.
Gdy Ishifone dołączyła się do ubierania choinki musiała znosić uwagi Kichiro, który wykazał się niezwykłym zmysłem estetycznym i co rusz pouczał ją, że aby całość dobrze się komponowała to musi założyć złotą bombkę z czerwonymi malunkami dzwoneczków, nie na tej gałęzi, lecz na tej wyżej obok tego szklanego bałwanka.
W międzyczasie pokazał się hrabia z tacą kubków wypełnionymi gorącą czekoladą. Również i on włączył się w ubieranie drzewka. Pokazała się również lalka Michi'ego, która stanęła w kącie. Ishifone zauważyła, że Akihiro przyglądał się jej z dziwnym wyrazem twarzy. Cóż, przynajmniej przestał się gapić na quincy, bowiem dotąd ciągle czuła na sobie jego spojrzenie. Słuchając rozmowy staruszków dowiedziała się tego, że za dwa dni ten bardziej perwersyjny senior będzie świętować swoje sto dziesiąte urodziny.
W końcu wszystkie ozdoby trafiły na swoje miejsce. Kichiro podłączył lampki do przenośnej baterii i oto choinka rozbłysła w całej swej okazałości.
- Piękne - stwierdził Karas.
- Mogłoby być lepiej - odparł Kichiro przyglądając się sceptycznie ich dziełu.
- Lepiej to król dusz by tego nie ubrał. - Nie zgodził się Hayabusa.
Cała trójka stała przed świerkiem. Również Murasaki i Akihiro przerwali rozmowę, aby popodziwiać. Chwila została przepełniona magią świąt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ishifone


avatar

Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
170/170  (170/170)
Punkty Reiatsu:
840/840  (840/840)

PisanieTemat: Re: Dwór Matsu   Wto 27 Gru 2016 - 15:56

Ishifone zrobiła dość kwaśną minę. Powodem było parę stwierdzeń, które zadziałało na nią dosyć negatywnie.
Przeznaczenie. Nigdy nie myślała o tym, czy były jej przeznaczone jakieś szczególne rzeczy. Wiedziała jedynie, że jest wyjątkowa, co zostało zresztą poddane parokrotnie różnym próbom. Teraz jednak i ona mogła powiedzieć, że była do pewnego stopnia unikalna, ale tak jak zostało wspomniane wcześniej - wiele osób takich było. A jej unikalność w porównaniu do innych... ech. W skrócie - uważaj o co prosisz bo jeszcze to dostaniesz.
Inna kwestią było to, że... skoro to brat Belle, to cholera wie. Może nawet był efektem kolejnych zabaw Aiby. Ale równie dobrze mogło być z tym związane milion innych spraw. Może kiedyś się dowie, ale na razie nie było jej to szczególnie potrzebne do szczęścia. Gdyby było, to pewnie by coś usłyszała od Katriny. A on... pewnie i tak wie, co w niej siedzi.
-Te zbiegi okoliczności są wyjątkowo częste-Rzuciła szarpiąc się z tymi anielskimi włosami. Cienkie badziewie naprawdę się zawiązało na amen, musiała trochę się napocić nawet z jej paznokciami i wprawą w pchania dłoni tam, gdzie nie powinna-Wyjątkowy, ta. To wiele wyjaśnia. Sami wyjątkowi wokół...

Myśli trochę jej się rozmyły. Głównie za sprawą Kichiro, który o dziwo miał jakiegoś fioła na punkcie estetyki. W diabły dziwne indywiduum. Znosiła to, owszem, mrucząc tylko różne rzeczy pod nosem, głównie dotyczące jego wewnętrznej kobiety którą musiał kiedyś zjeść, i zaburzaniu czyjegoś feng shui. Nie była w jakimś szczególnie dobrym nastroju, ale od jakiegoś momentu nie musiała znosić czyjegoś dekoncentrującego i irytującego spojrzenia. Bell okazała się przydatna.
Ale sto dziesięć lat to tamtemu dziadydze to by nawet dała. Skubany i tak nieźle się trzymał, skoro przeżył po jej uderzeniu i się nie połamał. Jeszcze by go miała na sumieniu, to by nieźle wyglądało w jej CV do piekła.
W końcu skończyli. Gdy światła zaświeciły się elektronicznym blaskiem nawet Ishifone poświęciła chwilę na przyjrzenie się temu. Nawet dłużej niż chwilę. Przypomniały jej się czasy gdy za szczeniaka jeszcze dało się ją przytrzymać przy rodzinnym stole. Matka nie za bardzo lubiła tego zachodniego podejścia (Będąc dokładnym, jako tradycjonalistka nie znosiła) ale ojciec był na tyle pozytywnym i otwartym człowiekiem, że udawało mu się za każdym razem przemycić trochę tych klimatów, z drzewkami włącznie. Jak tak myślała to naprawdę umiał podchodzić matkę tak, by ta zwyczajnie godziła się z losem. W końcu sama była jednym z takich przypadków.
Ale pamiętała jak siedziała przy choince i musiała wysłuchiwać jakiś kolęd z kasety. Wydawało jej się to tak ordynarnie durne, ale staruszek miał zabawę. Ale kubełka z nóżkami to za cholerę i teraz nie rozumiała, a i matula zabawnie przewracała oczyma. Prezentami się nie przejmowała bo to zazwyczaj były zabawki, a ona była raczej z rodzaju chodzącego po jakiś zapomnianych przez świat miejscach. Chyba jednak gdzieś w kącie jej pokoju były... znaczy, w sumie to stamtąd się wyprowadziła (czyt. uciekła) jak nawet ojciec tracił do niej cierpliwość i kazał jej szukać jakiejś roboty.
Jednak te migoczące światełka i tandetne ozdoby przypominały jej o czasach, gdzie nie musiała się zastanawiać nad tym czy będzie doprowadzana do szaleństwa w jakimś innym piekielnym wymiarze czy nie, i jak bardzo cierpiały dusze w środku jej ciała.
-Na litość, dajcie się nacieszyć...-Splotła ręce za plecami, podczas gdy jej głos wyszedł trochę za miękko niż wstępnie się spodziewała. Jedne święta przeżyła w November Eleven, ale były one ponure... z pewnych powodów.
I to wspomnienie popsuło jej obrazek do reszty. Bańka prysła, wróciła rzeczywistość. Kamienna twarz wróciła, poczuła to. Ale jaki wyraz miała na sobie wcześniej? Nie miała pojęcia, ale musiał być wyjątkowo durny.
-Jak Hana wróci to będę tam gdzie zwykle-Obróciła się na pięcie i poszła na pole koło lasu, nie zwracając najmniejszej uwagi na czekoladę która to została przyniesiona. Trzeba było wrócić do treningu blut. Może potem potrenuje podwójne strzelanie jak już się zmęczy... albo jak Hana ją zdybie o trening. Zobaczy.
Może powinna kierować reiryoku po ściankach naczyń zamiast bezpośrednio do krwioobiegu, jako, iż ciało było lepszym medium? Wtedy od serca kierowała by... nie, to bez sensu. Ale mogłaby spróbować raz czy dwa razy by zobaczyć, czy będzie jej to szło w jakikolwiek sposób lepiej... albo rozpuścić trochę śniegu i wyczuć, jak powinna kierować swoją energię duchową w płynach. Mogłaby, i tak też chyba zrobi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Watanabe no Tsuna

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Dwór Matsu   Wto 27 Gru 2016 - 17:12

Ishifone zmieniło ciepło świątecznego wnętrza, na chłodną biel zimowego lasu.
Nauka bluta przede wszystkim ćwiczyła cierpliwość. Trudno osiągnąć zauważalne efekty w krótkim czasie, aczkolwiek miała wrażenie, że w swoim rozumowaniu idzie w dobrą stronę. Pracowała w spokoju, bo troskliwy nauczyciel nie testował postępów metodą faszerowania strzałami.
Zrobiło się całkiem ciemno, gdy usłyszała kroki. Bez problemu wyłoniła z mrocznego otoczenia sylwetkę Hany. Dziewczyna wydawała się otumaniona.
- Cześć. Emm, fajnych mamy gości, co nie? No... może nie wszyscy są fajni. Słyszałam, że zapoznałaś się już z tym małym, starym zboczkiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ishifone


avatar

Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
170/170  (170/170)
Punkty Reiatsu:
840/840  (840/840)

PisanieTemat: Re: Dwór Matsu   Wto 27 Gru 2016 - 18:02

Siedziała w spokoju. Nie było rozpraszającej, świątecznej atmosfery która by przywoływała paskudne wspomnienia. A im milsze, tym paskudniejsze, chociaż te ponure również za ciekawe nie były.
Nie miała czasu się zastanawiać nad tym wszystkim. Miała zadanie do wykonania. Miała jednak dziwne przeczucie, że przekroczenie następnego stopnia w postaci blut było tylko kwestią czasu. Że była na dobrym tropie, i teraz jedynie ćwiczenia dzieliły ją od postawienia choćby jednej stopy na nim.
Nawet w stanie pełnego skupienia była w stanie usłyszeć kroki Hany. Skinęła jej głową i uśmiechnęła się perfidnie, widząc w jakim była stanie. Zadurzona po same uszy.
-No cześć-Przerwała swoje ćwiczenia. Oparła prawą dłoń o biodro i zaśmiała się słysząc o "fajnych gościach".
-Poznałam go z pierwszej i drugiej ręki. On o mnie tylko z pierwszej, ale chwilę go z zaspy wyciągali. Miej oczy otwarte jak będziesz w źródłach-Podeszła do niej kawałeczek-Reszta ujdzie. Co słychać u Twojego kochasia?-Zapytała zakładając ręce na piersi i przekrzywiając głowę.
-Bym zaczęła od rozgrzewki, ale chyba jesteś wystarczająco rozpalona-Miała z niej używanie straszne. Odbijała sobie parę nieprzyjemnych momentów z dzisiaj-Z okazji świąt będzie małe urozmaicenie, ostrzegam-Stworzyła jej cel wielkości gołębia. Tym razem jednak zamierzała trochę urozmaicić zabawę, i markować ataki - będzie się kręcił w okolicy, owszem, ale będzie też leciał prosto na nią... albo będzie mijał. Twardość mniej więcej będzie tej duchowej piłki. Niech się uczy nie tylko strzelania, ale i uników.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Watanabe no Tsuna

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Dwór Matsu   Wto 27 Gru 2016 - 18:36

- Do końca roku będziemy musiały uważać, bo na tyle zostają.
Hana rozgrzała się jeszcze bardziej na uszczypliwe komentarze Ishifone. Również założyła ramiona na piersi i przywołała buntowniczą minę.
- Spadaj, nie twoja sprawa. Zresztą sama powinnaś wiedzieć jak to jest w... podobnych sytuacjach. No, a teraz kończ gadać i pokarz co masz.
Z mocnym postanowieniem udowodnienia na co ją stać Hana przystąpiła do ćwiczeń. Trzeba powiedzieć, że szło jej całkiem nieźle, a przynajmniej lepiej niż zazwyczaj. Reagowała szybciej, była bardziej skupiona, aż tu nagle świetlisty gołąbek posłał ją na glebę. Moment przed tym wyraźnie spojrzała w bok, chociaż twór Ishifone nadlatywał z zupełnie innej strony.
- Mogę popatrzyć? Jeszcze nigdy nie widziałem treningu quincy.
Ku quincy zmierzał nieznany Kumagae mężczyzna o wręcz posągowej urodzie. Srebrzyste oczy lśniły wewnętrznym blaskiem, a na ustach gościł łagodny uśmiech.
Odziany był w białe kimono podszyte czerwienią. Pas przepasało szkarłatne obi, za którym zatknięto katanę skrytą w pasującą kolorystycznie do pasa pochwie.
Spoiler:
 
- Emm, nie wiem czy to dobry pomysł, Karas - san. - Hana podniosła, a właściwie wystrzeliła do pionu i teraz ze spuszczonymi skromnie oczyma strzepywała z siebie śnieg.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ishifone


avatar

Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
170/170  (170/170)
Punkty Reiatsu:
840/840  (840/840)

PisanieTemat: Re: Dwór Matsu   Wto 27 Gru 2016 - 19:35

-Wspaniale, ze wszystkich rzeczy właśnie to chciałam usłyszeć-Zaironizowała, chociaż było o wiele więcej informacji które by popsuły jej humor. Do nowego roku, phi. No to będzie ciekawie przez następny tydzień. A na nowy rok to już w ogóle może się dziać.
Za to dziewczę starało się odgryźć swojej starszej koleżance za złośliwości. Z marnym skutkiem. Ishifone prychnęła szyderczo.
-Taaaa... jak to mówią "mężczyzna głową rodziny, ale kobieta szyją która nią kręci"-Wyciągnęła dłoń, na której pojawił się obiekt do którego miała strzelać-Ale wedle życzenia
Zaczęli trening. Szło to całkiem nieźle, naprawdę sie zawzięła by pokazać jej na co ją stać. Zmotywowała się, tylko... to była ona czy Karas? Naprawdę nie rozumiała o co tyle hałasu. Wyglądał całkiem zwyczajnie. Miała wrażenie, że coś jej umyka.
Aż tu obróciła łeb w zupełnie inną stronę i poleciała na śnieg.
-Ech? A tam co niby ciekaw...-Sama zerknęła, bo i chyba ktoś nadchodził. A nie dokończyła, bo ją z lekka przytkało.
Jak do tej pory najbardziej atrakcyjnym mężczyzną jakiego widziała na żywo był... no, była taka jedna osoba. Ten jednak spokojnie mógłby pretendować do tego zaszczytnego tytułu. Stała oparta o drzewo z lekko rozchylonymi ustami.
Zanim cokolwiek powiedziała musiała zebrać myśli. Chyba też trochę się zaczerwieniła. Zaskoczył ją, nie zamierzała ukrywać.
-No no, teraz trochę rozumiem to zamieszanie wokół Ciebie-Wydusiła w końcu z siebie-To w sumie nic specjalnego... Ale jeżeli Twój urok nie będzie rozpraszał tej tutaj to mi to nie przeszkadza
...um, dlaczego ona właśnie drapała się z tyłu głowy? Przynajmniej próbowała to maskować patrząc się jakoś w górę. Że niby się nad tym zastanawia. Ta.
No przystojna jest cholera. I z tego co zauważyła w ciul uprzejmy. A pies by go... dobrze, że jak już to miałaby kogoś innego na oku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Watanabe no Tsuna

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/120  (102/120)
Punkty Reiatsu:
85/110  (85/110)

PisanieTemat: Re: Dwór Matsu   Wto 27 Gru 2016 - 20:06

Nagle Ishifone poczuła, że coś wbija się w jej ciało. To Hana sztyletowała ją spojrzeniem.
- Na pewno będzie ciekawie - odparł Karas. - Zwłaszcza, gdy ćwiczą takie piękne dziewczyny. - Komplement może niezbyt wyszukany, ale nadrobił uśmiechem, który zaraz im posłał.
Ta mała wyglądała jakby właśnie miała zmienić stan skupienia.
- Zresztą chwilowo i tak nie mamy nic do roboty - kontynuował Karas. - Prawda Akihiro?
I wtedy właśnie zza pleców Karasa wyjrzał zboczony dziadek. Oczy promieniowały przerażającym blaskiem, a z uchylonych ust dobiegał cichy, lubieżny rechot.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Dwór Matsu   

Powrót do góry Go down
 
Dwór Matsu
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Świat :: Ziemia :: Pozostałe Tereny :: Inne-
Skocz do:  
Free forum | © phpBB | Free forum support | Kontakt z | Report an abuse | Create a blog