IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Nabór na stanowiska Mistrzów Gry!

Pomoc dla nowych graczy

Forumowy Discord

Share | 
 

 Północna dzielnica

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość
Blondi


avatar

Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
162/180  (162/180)
Punkty Reiatsu:
900/990  (900/990)

PisanieTemat: Re: Północna dzielnica   2017-05-31, 19:15

-No w sumie czego ja bym się mogła spodziewać-Wzruszyła ramionami. Coś się tam działo, ona nie pamiętała, większość pewnie tym bardziej, ważne, że w sumie nie było jakoś specjalnie tragicznie. Złapała się natomiast na tym, że używała współczesnych słów których używać teoretycznie nie powinna. Albo może i tak. Chyba tak, tutaj ludzie trafiali również i ze współczesnego świata.
-Survival... sztuka przetrwania w dziczy-Opisała to krótko. Nie musiała się tłumaczyć co to znaczy. Ważne, że nic już nie musieli ze sobą załatwiać, i że było mniej-więcej ustalone kiedy ruszają. Pytanie jeszcze tylko gdzie, ale na to miała więcej czasu niż to. Dużego wyboru nie miała - raczej do centrum, chociaż istniała szansa, że Kichiro sobie upatrzył naprawdę parszywe rejony.
Przeszła sobie do kwatery Taku. Tam rozejrzała się trochę, i w końcu znalazła tego, kogo szukała. I o wiele więcej, co ją nawet zdziwiło.
Młódka wyglądała naprawdę młodo, ale po sobie wiedziała, by nie oceniać po pozorach. Puknęła dwa razy, by dać znać o swojej obecności.
-Proszę proszę... nie przeszkadzam?-Zapytała rozbawiona, i ciągnęła dalej-Kogo to sprowadziłeś tutaj, Dai? Jestem Chikaze-Po lekkim ukłonie przysiadła sobie gdzieś na boku. Popatrzyła dosyć z przekąsem na grubaska... no tak, mogła się spodziewać starego zboka za tym wąsem. Ale wypatrzył sobie naprawdę coś z wyższej półki, w porównaniu do reszty...
Żarty żartami... chociaż może faktycznie tak było. Nieistotne.
-W sumie przyszłam tu z pytaniem. Kojarzysz może jakiegoś zabijakę imieniem Kichiro?-Pytanie luźne. Była gotowa też dać mu w miarę dokładny rysopis z włosami, rysami twarzy, postawą... lepszego źródła informacji raczej nie znajdzie tutaj. Może poza Małym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Big Sis Haru

Karta Postaci
Punkty Życia:
70/70  (70/70)
Punkty Reiatsu:
110/110  (110/110)

PisanieTemat: Re: Północna dzielnica   2017-05-31, 21:09

Dziewczyna, a właściwie dziewczynka, przekrzywiła głowę spoglądając na Ishifone z zaciekawieniem.
- Ty to jesteś ta wojowniczka co Taku zabiła? Istotnie niepozorna.
- A w ciele tym siła dziesięciu mężczyzn! - zagrzmiał Dai, aż młódka przymknęła oczy i skrzywiła się na nagły atak decybeli. - Proszę proszę, usiądź tu z nami. Właśnie opowiadałem małej Kusuri o cudach leżących poza granicami Rukongai.
Dai pociągnął kilka razy wąsa, gdy Ishifone zadała pytanie i opisała Kichiro.
- Zdaję się... tak, zdaję się, że wiem o kogo ci chodzi. Ów Kichiro jest jednym ze Strażników, co to ma za sobą epizod jako shinigami. Tylko epizod, bo ponoć bogiem śmierci został tylko po to, aby zdobyć siłę, a gdy już cel spełnił stwierdził, że nie będą mu waszmościowie z Gotei rozkazów wydawać i zdezerterował. Zerknąłem się z nim raz w zachodniej ćwiartce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blondi


avatar

Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
162/180  (162/180)
Punkty Reiatsu:
900/990  (900/990)

PisanieTemat: Re: Północna dzielnica   2017-05-31, 21:53

"Niepozorna" brzmiało jak bardzo delikatne określenie na "mała". Normalnie by się obraziła, ale to stwierdzenie było prawdopodobnie wyłożone przez Daia, którego... może nie tyle co lubiła, ale mógł się jej jeszcze przydać.
-No na to wychodzi-Podrapała się po obojczyku, patrząc w bok jakby... w sumie sama nie wiedziała, albo to nie było nic takiego, albo sama nie do końca w to wierzyła. Sama się jednak skrzywiła na okrzyk. Wrażliwy słuch robi swoje.
-Tsk... no już bez przesady-Machnęła parę razy ręką, dochodząc do siebie po tej eksplozji dźwięku. Skorzystała jednak z zaproszenia i też usiadła na poduszkach.
Jej intuicja jednak jej nie myliła. Wiedział o kogo chodzi, i nawet potwierdziła jej przypuszczenia. Shinigami dezerter z historią, której wcale by się sama nie powstydziła. Zdradzała już tyle razy tyle różnych grup, że tylko brakowało jej Gotei do kompletu.
-Hmmmm... czyli to strażnik... cholera, oni są niezorganizowani...-Przekrzywiła głowę-Śnił mi się ostatnio... Może coś wie o mnie, bo jednak dosyć dziwnie się tu pojawiłam... słuchaj, muszę go znaleźć. Gdzie to było konkretnie jak go spotkałeś? Jak dawno?-Zaczęła podpytywać. W tym coś mogło być na rzeczy. Pewnie było, pasowało to w każdym razie.
-Jest jakiś sposób, by go znaleźć?-Ostatecznie wystrzeliła. Bo i o to jej chodziło i to było najważniejsze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Big Sis Haru

Karta Postaci
Punkty Życia:
70/70  (70/70)
Punkty Reiatsu:
110/110  (110/110)

PisanieTemat: Re: Północna dzielnica   2017-06-01, 19:53

- To był... jakieś dwie wiosny temu. Pięćdziesiąty któryś okręg zachodniej ćwiarty. - Dai wymościł się wygodniej na poduszkach. Ponownie skubnął wąsa. - Taki problem, że sposobu tako jakiego nie ma. Bliższe okręgi raczej odpadają, bo Strażnicy polują w dalszych rejonach, ale żeby jakoś bardziej zawęzić obszar poszukiwań to trudna rzecz. Zawsze można łazić od gospody do gospody i wypytywać gospodarzy czy taki a nie ten typek się pokazał.
- Strażnicy są bardzo potężni, prawda? - Zapytało dziewczę uśmiechając się nieznacznie.
- A no są z nich twarde skurczybyki. Prawdziwy Strażnik, bo zdarzają się butne chłystki, które ów tytuł uzurpują, potrafi z całym oddziałem shinigami się potykać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blondi


avatar

Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
162/180  (162/180)
Punkty Reiatsu:
900/990  (900/990)

PisanieTemat: Re: Północna dzielnica   2017-06-01, 20:39

-No może i ma to jakiś sens...-Ishifone zamyśliła się, skubiąc skrawek swojego rękawa-Może i sam się zainteresuje, jak się dowie że ktoś się o niego wypytuje...
Tyle powiedziała, a w głowie układało się jej jeszcze więcej. Wiedziała, że nie jest to ot taka zwykła dusza. Był w końcu w bandzie z hrabią Hayabusą, Karasem, a i w sumie Murasaki był prawie jak wśród swoich. A za tego pośrodku wystarczającą rekomendację robiła Bell. Oczywistym było, że to byli nawet nie twardzi skurczybyki, a pierwszorzędni skurwys...
No może nie aż tak, ale i tak sama z siebie by nie dmuchała im w kasze. No może poza tym cholernym zwyrolem.
-Troche mi się to gryzie z tym, że zwykłe dusze nie mają co sie równać z shinigami-Również nie bawiła się w jakieś kowenanse. Rozsiadła się, w końcu w teorii była wśród motłochu-Chyba, że strażnicy to nie są zwykłe dusze. Nie wiem. Sama chyba jestem trochę dziwna...
Stworzyła bardzo małą kulkę z reiatsu, może wielkości orzecha włoskiego. Skoro wcześniej przy "jabłku" miała problemy, powinna zacząć od czegoś znacznie mniejszego.
-Czego w sumie potrzeba, by zostać shinigami?-Zapytała od niechcenia, chociaż wewnętrznie taki pomysł ją bawił konkretnie-Z ciekawości. Jakoś przyjmowanie rozkazów mnie nie kręci...
W międzyczasie jak tamten odpowiadał, Ishifone wymyśliła jak zapytać skąd jest ta jedna.
-Ciebie w sumie wcześniej nie widziałam. Bez urazy, wyglądasz jak z nieco innej bajki niż reszta-Tym razem zwróciła się bezpośrednio do... Kusuri, tak. Zabawne, że ona akurat zadawała to pytanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Big Sis Haru

Karta Postaci
Punkty Życia:
70/70  (70/70)
Punkty Reiatsu:
110/110  (110/110)

PisanieTemat: Re: Północna dzielnica   2017-06-01, 21:19

- A nie są zwykłe dusze, nie są. - Dai pokiwał z powagą głową. - Powiadają, że najpotężniejsi Strażnicy gdyby w odpowiednim czasie trafili do akademii shinigami, to po latach mogliby stać się nawet kapitanami, najpotężniejszymi z potężnych.
Dai zerknął na kulę reiatsu bez śladu zaskoczenia. Natomiast Kusuri zrobiła wielkie oczy, ale na tym się nie skończyło. Zerknęła ze sobą palce dłoni, zmarszczyła brwi i zacisnęła usta, podczas gdy Dai mówił dalej.
- Odpowiedniego szkolenia trzeba w tej ich akademii. No i mają te swoje katany magiczne, w których to ich moc spoczywa. Ponoć każde takie ostrze posiada oddzielną duszę, która zrodziła się z ducha shinigami'ego.
Tymczasem pomiędzy dłońmi Kusuri pojawiło się jasnozielony ognik, który powoli urósł do rozmiaru mandarynki.
- Też tak potrafię - oznajmiła z zadowoleniem. - To i wiele więcej. Dlatego Taku mnie przy sobie trzymał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blondi


avatar

Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
162/180  (162/180)
Punkty Reiatsu:
900/990  (900/990)

PisanieTemat: Re: Północna dzielnica   2017-06-01, 21:43

Brała takie opowiastki z pewnym dystansem, co nie zmieniało faktu, że coś mogło być na rzeczy. Potężna banda w sumie niezależnych od siebie dusz, które... robiły w sumie co tam im się podobało. Najemnicy. Brzmiało nieźle. Tylko czemu z jakiegoś powodu się nazywali akurat "strażnikami"?
Zwróciła uwagę na skupienie małej, gdy pokazała kawałeczek swoich umiejętności. Bardziej jednak słuchała Daia. Do momentu, aż między jej dłońmi pojawiła się kula reiatsu.
No proszę. Mała jednak coś potrafiła. I wyjaśniło się, co to była za jedna. Ta jej "mandarynka" była niczym dziecinna igraszka w porównaniu z tym co kiedyś umiała... Ale sytuacja się zmieniła. Trudno. Wyczuła jednak nosem interes.
-Więc i on miał swoją tajną broń... równie niepozorną, widzę-Uśmiechnęła się trochę z przekąsem, trochę z zainteresowaniem. Spróbowała teraz spokojnie wygasić swoją kulkę-Wybacz, nie będę się z Tobą ścigać, bo nie do końca wiem gdzie leży mój limit, a już dziurę wielkości pięści w mojej chacie zrobiłam. Ale Mały miał szczęście, że tak szybko ściągnąłem Taku i Cię nie zawołał!-Obróciła się do niej, całkiem zainteresowana, i nie ukrywając entuzjazmu. Jeżeli coś wiedziała więcej, to może jednak zostanie tu trochę dłużej?-No no, to opowiadaj! Co tam ciekawego jeszcze potrafisz?
Jakby Dai zasłaniał jej widok, to do niej chyba przejdzie się i kucnie tuż przed nią. Zainteresowana była a żywo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Big Sis Haru

Karta Postaci
Punkty Życia:
70/70  (70/70)
Punkty Reiatsu:
110/110  (110/110)

PisanieTemat: Re: Północna dzielnica   2017-06-02, 21:12

Kusuri zachichotała. Zielona kula to przygasała to zajaśniała mocniej.
- Moje moce nie służą do walki. Używam ich do, hmm, poprawy stanu ducha.
- No to dużo, bez urazy, nie pomogły, bo Taku na poprawionego duchowo nie wyglądał - rzekł Dai, po czym przyssał się do swojej piersiówki.
Kolejny przebłysk z dnia wczorajszego, jak Dai uczestniczył w turnieju picia pokonując po kolei kilku przeciwników. Ishifone widziała ich jęczących i trzymających się za głowy, gdy szukała Dai'a.
- Bo to nie taka poprawa co z ciebie lepszą duszę zrobi. Moja moc potrafi poprawić humor, zlikwidować bóle i takie tam. - Kusuri wygasiła kulę. Ze swobodą ułożyła się do pozycji półleżącej podpierając się na łokciach.
- A kaca uleczyć może?
- Może.
- To czemu tym nieborakom dziecino nie pomożesz?
- Opili się jak świnie to niech cierpią. - Kusuri uśmiechnęła się nieśmiało, na co Dai parsknął śmiechem.
- Aj widzę, że diablica za tą anielską twarzyczką się ukrywa!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blondi


avatar

Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
162/180  (162/180)
Punkty Reiatsu:
900/990  (900/990)

PisanieTemat: Re: Północna dzielnica   2017-06-02, 21:50

Jej reiatsu było mało stabilne. Trudno to porównywać z jej dawną mocą quiny, ale chyba faktycznie taka była po prostu specyfika zwykłych dusz. Energia nieokrzesana, niezdyscyplinowana. Wolna.
...jak tak o tym myślała, to chyba wcale jednak nie było jej aż tak źle.
-Poprawy stanu ducha, co?-Krzywy uśmiech zwiastujący, że coś jej chodziło perfidnego po głowie-Wczoraj widziałam inne, co i bez takiej mocy to potrafiły
Szczerze się roześmiała, przechodząc na swoje wcześniejsze miejsce
-Żartuję tylko! A ja też bym nie marnowała siły na beznadziejne przypadki-Pacnęła sobie na poduszkach-Ale efekt musiał być, inaczej Taku by Cię tak nie wystroił. Trzymaj tak dalej, to coś ciekawego z tego może kiedyś wyjść. Może nawet kult wokół siebie mogłabyś zorganizować?
Rzuciła pomysłem, ale ile to przecież takich osób nie było na powierzchni. I musiała przyznać, że osoba z taką mocą wcześniej wzbudziła by jej naprawdę żywe zainteresowanie. Teraz... trochę mniej.
-A słuchaj, a rany na ciele też umiesz w ten sposób leczyć?-Zagadnęła, przechodząc od razu dalej-Masz tutaj wygodnie i w ogóle, ale może byś się ze mną wybrała w podróż? Najlepiej się człowiek rozwija jak cały czas nowe wyzwania ma, a coś mam wrażenie, że mnie takie się trzymają. Bądź co bądź, trzeci dzień tu jestem, a drugiego już gang rozbiłam-Zerknęła na piersiówkę Daia. W sumie pociągnęła by z łyk albo dwa.
-Niespecjalnie mi sie chce tu siedzieć całą zimę. Trochę szkoda mi czasu-Piersiówka. Może sama sobie taką sprawi...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Big Sis Haru

Karta Postaci
Punkty Życia:
70/70  (70/70)
Punkty Reiatsu:
110/110  (110/110)

PisanieTemat: Re: Północna dzielnica   2017-06-03, 21:08

Żarty Ishifone nie przypadły Kusuri do gustu. Nieco się nastroszyła, chociaż ostatecznie szybko z niej to zeszło. Nawet uśmiechnęła się z pewną dozą wyższości.
- Chcieli mnie obłapiać, a jakże, ale powiedziałam, że wraz z cnotą stracę swoje moce. Taku wolał nie ryzykować - rzekła wyraźnie z siebie dumna.
- Wielu prostaczków ma niewinność dziewczęcia za siłę nieomal mistyczną. - Potaknął Dai. Zauważył spojrzenie Ishifone. Wyciągnął ku niej piersiówkę.
- Trochę umiem i tak jest mi tu dobrze, więc nigdzie się wybierać nie będę. - Wejrzała na Ishifone nieco wyzywająco, jakby chcąc zaznaczyć, że nie ma zamiaru być jej chodzącą na dwóch nogach apteczką podróżną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blondi


avatar

Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
162/180  (162/180)
Punkty Reiatsu:
900/990  (900/990)

PisanieTemat: Re: Północna dzielnica   2017-06-03, 21:43

Nie przejęła się tym w najmniejszym stopniu, że się na nią zirytowała. Wzruszyła nawet ramionami by to podkreślić. Wykorzystała też komunikacje niewerbalną z Daiem i pociągnęła sobie raz z piersiówki na rozluźnienie. Tak jakby już nie była rozluźniona. Smakowało paskudnie, potem poczuła pieczenie w gardle i żołądku, a następnie wypełniło ją trochę specyficznego ciepła. Oddała piersiówkę.
-Niegłupie z Ciebie dziewczę-Ishifone kiwnęła głową-No nic, szkoda, ale nie szkodzi. W grupie raźniej, ale jakoś we dwójkę sobie dam radę
Jakoś miała nadzieję na trochę większy wypad. Choćby i po to by się trochę nauczyć jak postępować z różnymi ludźmi.
Nigdy jakoś nie garnęła do ludzi. Teraz jednak odczuwała z tego jakąś przyjemność. Miło po prostu było tak posiedzieć.
-No dobra Dai, to co tam opowiadałeś? O jakich duchach na gołębim wzgórzu czy coś takiego?-Stwierdziła, że posiedzi i posłucha. Tak z godzinkę albo coś. Potem...
...Potem w sumie przejdzie kawałek dalej. Popróbuje trochę złapać kontroli nad tym... czymś. Tym czymś, co ona wywołała wtedy w trakcie walki. Może da się to w jakiś sposób manipulować. Czuła wtedy, że poświęcała na to tyle energii, ile mogła tylko w jednym rzucie. Więc jak będzie mogła zmniejszyć zużycie mocy, to już będzie całkiem dobry znak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Big Sis Haru

Karta Postaci
Punkty Życia:
70/70  (70/70)
Punkty Reiatsu:
110/110  (110/110)

PisanieTemat: Re: Północna dzielnica   2017-06-04, 17:35

Trzeba przyznać, że Dai miał talent do snucia powieści. Gawędziarski głos, któremu w zależności od potrzeby potrafił nadać melodyjne bądź głębokie tony oraz pokaźny zestaw niesamowitych opowieści. Aktualnie bajał o górze wiecznie pokrytej śniegiem zamieszkiwanej przez rozliczne duchy. Niektóre potrafiły uzdrowić człowieka z najgorszej zarazy, podczas gdy inne zwabiały nieostrożnych podróżników do jaskiń, gdzie pozostawali potem na zawsze zamrożeni w blokach błękitnego lodu.
Opowieść przerwało pojawienia się zbira Małego, który przekazał, że szef chce się widzieć z Kusuri. Dobry moment, aby samemu odejść i zająć się swoimi sprawami. Ishifone weszła pomiędzy zagłębienie pomiędzy dwoma wzgórzami niedaleko dworku Taku. Nikogo w pobliżu nie było, więc o przypadkowe ofiary nie musiała się martwić. Poznaczyła za to ziemię kilkoma bliznami, a i liche drzewko udało się ściąć.
Okazało się, że generowanie różowych cięć tnących na odległość nie przysporzyło jej problemu. Pomimo że reiatsu nie pracowało z nią równie chętnie co niegdyś, stosunkowo szybko udało się zapanować nad ilością energii wkładaną w poszczególne cięcia. Zleciały jakieś dwie godziny na doskonalenie nowo odkrytej mocy.

[ + 1 kontrola]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blondi


avatar

Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
162/180  (162/180)
Punkty Reiatsu:
900/990  (900/990)

PisanieTemat: Re: Północna dzielnica   2017-06-04, 18:47

Całkiem fajnie gadał. Może i Ishifone nie patrzyła na niego za bardzo a bardziej słuchała, to i tak mogła sobie wyobrazić o czym mówił. A jak wspomniał o duchach leczących z choróbsk, to aż się uśmiechnęła pod nosem. Nie widziała skutych lodem wzgórz, ale pasowało to do jej historii całkiem nieźle. Skąd on tylko takie historie znał – nie miała pojęcia, ale nie miała podstaw by w nie nie wierzyć.
Trwało to do momentu aż jakieś popychadło Małego wezwało Kusuri. Pewnie po to samo co wtedy ją – sprawdzić, zobaczyć z kim bądź czym ma do czynienia. Nie przeszkadzało jej to za bardzo, mogła w końcu zabrać się za swoje sprawy.
-To i ja się zwijam. Dzięki Dai-Rzuciła mu na odchodnym. Musiała tylko, rzecz jasna, wrócić się do swojej chaty po miecz. Bez niego nauka cięć by szła pewnie o wiele gorzej. W czym rzesz tkwi źródło mocy jej, i jak mogłaby ją wykorzystać... i jakież to jeszcze sekrety w niej tkwią?
Dłużej zajęła jej przechadzka do domu niż znalezienie odpowiedniego miejsca do ćwiczeń. Wgłębienie pomiędzy wzgórzami zdawało się być całkiem do tego rozsądne. Także przede wszystkim...
...w czym tkwiło źródło mocy jej? Poetką niby nie była, ale to było podstawowe pytanie. Jej reiatsu było chaotyczne i nieuporządkowane. I inne, unikalne. Kolor reiryoku wszystkich quincy był niebieski, jakby ten boski element układał go w jedną, skoordynowaną całość. Prawdopodobnie też ułatwiając cały proces nauki, ale... Nie zamierzała się tym teraz zbytnio przejmować. Wiedziała, że nawet nad chaosem da się zapanować w jakimś stopniu, a przynajmniej kierować go mniej więcej w pożądaną stronę.
Przyjęła pozycję, o której wspominał jej Dai. Skupiła się na jakimś punkcie na wzgórzu, w który chciała trafić. Że chciała trafić go stąd. A oczywiście nie mogła, bo była tutaj.
Reiryoku zaczęło pokrywać powierzchnię jej miecza. Może zaczęło je nawet przenikać, trudno jej było określić. Co czuła? Trudno powiedzieć, tym bardziej z tamtego miejsca. Chyba nic.
W pewnym momencie spróbowała powstrzymać przepływ. Przyszło to z opóźnieniem. Czy mogła teraz wchłonąć tą energię? Spróbowała, ale wątpliwe. Zamach. Pierwsze cięcie.
Czy było teraz jakieś opóźnienie? Jeżeli tak, to go nie zauważyła. Cięcie wyszło w momencie, w którym je fizycznie wykonywała. Proste. Poręczne.
Popróbowała tak jeszcze parę razy, po kolei zmniejszając ilość reiryoku które inwestowała w te ataki. Chciała zobaczyć skalę zniszczeń. I minimalną energię potrzebną do wykonania tej techniki. Bo chociaż, po wielu próbach w trakcie dwóch godzin, efekt nawet ją zadowalał... Coś wydawało jej się, że to nie wszystko.
Wbiła miecz w ziemię. Postanowiła spróbować czegoś trochę innego. Zamiast na trafieniu czegoś mieczem, postanowiła wykonać podobną rzecz, ale z pięścią. Czy energia pokryje jej dłoń, i będzie mogła wykonać uderzenie na odległość? Spróbowała, oszczędnie, ostrożnie. Nie chciała się specjalnie za mocno pokaleczyć, jeżeli istniał jakiś czynnik którego nie przewidziała. Prawdopodobnie jak wyjdzie to zrobi parę powtórzeń. Minimalna ilość energii. Może nawet i jak najszybciej jak tylko mogła.
Jeżeli wyszło, to spróbowała również ze stopami. Kopnięcia. Ciekawe też, czy obrażenia wychodziły tak jak cięcia mieczem, czy bardziej jak uderzenia. Nawet raz, dla hecy, spróbowała uderzyć kolanem. Kombinowała też ze zmianą celu w trakcie uderzenia – bliżej, dalej, niż planowała na samym początku ładowania mocy. Chciała poznać swoje możliwości, i swoje ograniczenia.
I wreszcie. Chyba najmniej pewny eksperyment. Uderzyła pięścią w ziemię, jednocześnie obierając za punkt mocy dokładnie to samo miejsce, w które uderzyła. Ciekawiło ją, co się wtedy stanie.
W każdym razie, z pewnością namęczy się i fizycznie i duchowo. Dlatego potrzebowała tych paru dni – by po tym wstępnym treningu wiedzieć, gdzie leżą obecnie granice jej możliwości, na ile może sobie pozwolić. No i oczywiście by mogła odpocząć przed podróżą, która do bezpiecznych nie będzie należała. Nie wspominając już o utrwaleniu techniki walki tym trochę przerośniętym dziadostwem.
Podobało jej się. Nie była to przesada porównywalna z łukiem oblężniczym, gdzie rzeczywiście było to tak z dwa razy takie jak ona, ale z drugiej strony dawało jej to wycisk przy możliwości prowadzenia normalnej, sprawnej walki. Wyćwiczy się, nabierze przy tym trochę zwykłej, brutalnej siły... Która to przecież tak bardzo ją rajcowała.
Dlaczego wcześniej nie wpadła na to, że to może być AŻ TAKIE PODNIECAJĄCE. No niewiele miała podniet w życiu, prawda, ale z niczym innym nie szło tego porównać. A pamiętała, że quincy posiadali techniki pozwalające im na używanie strzał niczym broni białej. Jakby wiedziała wcześniej to nie bawiłaby się ze strzelaniem, tylko wskoczyłaby od razu właśnie w to.
Chociaż dalej lubiła zaskakiwać przeciwnika czymś bardzo błyskotliwym, rozrywającym, bądź... po prostu zaskakującym. Miała sporo czasu. Na pewno na coś jeszcze wpadnie. Dosłownie albo w przenośni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Big Sis Haru

Karta Postaci
Punkty Życia:
70/70  (70/70)
Punkty Reiatsu:
110/110  (110/110)

PisanieTemat: Re: Północna dzielnica   2017-06-04, 19:40

Podczas kolejnych prób machania tachi Ishifone zaobserwowała rzecz następującą, a mianowicie, gdy rei odrywało się od ostrza następowało poruszenie w przestrzeni. Jakby fale powstałe po rzuceniu kija na wodę. Energia wsiąkała w tą anomalię i po bliższym przyjrzeniu okazało się, że tuż przed miejscem gdzie rei miało się na powrót pojawić otwierała się podobna osobliwość.
Podobne zaburzenia przestrzeni, aczkolwiek o innym kształcie, pojawiały się, gdy wysyłała energię za pomocą pięści czy stóp. Dało się bowiem wykorzystać nową odkrytą moc również w ten sposób. Dzięki temu parę odcisków pięści Ishifone w śniegu pojawiło się na zboczu wzgórza dziesięć metrów od miejsca w którym stała. Co do ostatniego eksperymentu, to pojawiło się większe zaburzenie przestrzeni, a samą Kumagae nawiedziło nieprzyjemne mrowienie pięści, lecz po za tym moc zadziałała tak jak po wcześniejszych próbach.
Po wszystkich miała ochotę zanurzyć w śniegu dłonie, tak wielkie pokłady ciepła się tam zgromadziły. Również ostrze tachi miało podniesioną temperaturę. Z przyjemniejszych wiadomości miała wrażenie, że reiatsu z coraz większą łatwością ugina się do jej woli. Daleko jeszcze było do poziomu quincy, ale trening pozwolił nieco rozruszać zakrzepłą energię.

[ + 2 kontroli reiatsu i -130 PR za ćwiczenia]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blondi


avatar

Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
162/180  (162/180)
Punkty Reiatsu:
900/990  (900/990)

PisanieTemat: Re: Północna dzielnica   2017-06-04, 21:12

Noooo, i to się nazywa porządny trening, a nie jakieś popidówki z siedzeniem i oszczędzaniem energii po kątach "bo może się przydać"! Owszem, może, ale miała wystarczająco czasu aby dojść do siebie. Więc mogła trochę poszaleć, zwłaszcza, że chyba nie było tutaj nikogo kto mógłby jej podskoczyć. Przynajmniej na razie. Chociaż dłonie to prawie się jej zapaliły do roboty... chociaż śnieg kusił, to tylko na nie trochę podmuchała.
Po tych wszystkich ćwiczeniach usiadła sobie na resztkach drzewa które padło ofiarą jej duchowych ekscesów. A trochę tego wyszło. Wszystko to co próbowała zakończyło się większym bądź mniejszym sukcesem, głównie większym. Zauważyła też parę ciekawych rzeczy, jak na przykład sposób w jaki działała jej "moc" czy też umiejętność. Energia cięcia gdzieś się chyba przenosiła, a potem pojawiała w innym miejscu. I chyba nawet bez większego pośrednika poza tym falowaniem w przestrzeni. Ciekawa sprawa. Ciekawe, czy coś jeszcze dałoby się z tym zrobić.
Druga kwestia była taka, że chyba materia duchowa nie do końca była sprzężona z jej mocą. Bo zarówno jej ciało jak i tachi się nagrzewało im więcej tego używała. Było to coś, co powinna mieć na uwadze. Poza tym rodzaj obrażeń chyba zależał od tego, czym machała. Co też dobrze wiedzieć.
-...dobra, dosyć tego siedzenia...-Mruknęła do siebie Ishifone. Miała jeszcze trochę czasu. Mogła spróbować ponownie trochę się pomęczyć nad umiejętnością lotu. Wiedziała jak to działa, wiedziała jakim sposobem do tego doszła, ale niestety nie posiadała wystarczająco mocnej kontroli nad swoim reiryoku by to z siebie wyciągnąć.
Prawdopodobnie przyjdzie to z czasem i treningiem. Na który teraz poświęci jakąś godzinę. Bo chyba niedługo zrobi się głodna...
...no. Chyba znalazła sobie rutynę na parę dni. Może nie będzie aż tak bardzo się przeciążać przez te parę dni. Chciała być w pełni sił nim wyruszy w podróż w głębsze okręgi rukongai. Ale też pragnęła się trochę poćwiczyć. Więc... dwa-trzy dni treningo-odpoczynku aż dojdzie do siebie. Maksymalnie cztery.
Nie powinno być problemu. Do tego czasu Takeshi sie przygotuje. Ona też.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Big Sis Haru

Karta Postaci
Punkty Życia:
70/70  (70/70)
Punkty Reiatsu:
110/110  (110/110)

PisanieTemat: Re: Północna dzielnica   2017-06-05, 14:14

Przez kolejne kilka dni Ishifone poczuła co to znaczy być celebrytą w dalekich odmętach Rukongai. Posiadała własną służkę, zbiry dwa razy takie jak ona śpiewały pieśni pochwalne na temat jej siły i męstwa. Miała miejsce przy stole głównego bossa, który w miarę możliwości starał się zaspokoić zachcianki szanownej Chikaze. Każde drzwi w siedemdziesiąt drugim okręgu były przed nią otwarte.
Nie przemęczała się treningiem, lecz i tak udało się osiągnąć znaczący sukces - znowu mogła chodzić po powietrzu. W dodatku pomimo zimowej aury z każdym kolejnym dniem czuła się coraz bardziej kwitnąca. A więc tak żyło się ludziom bez psychiczno-duchowych defektów.

[+ 2 kontrola, PR na max]

***

Dzień wyjazdu. Wczesne śniadanie zjadła w sali tronowej wraz z Małym, Dai'm i chyba całą tą bandą, która przyszła się pożegnać. Takeshi również się pojawił. Wczoraj Ishifone po raz pierwszy ujrzała jego świnię w całej okazałości. Bydle niewiele mniejsze od konia, o potężnych mocno wygiętych w łuk plecach. Z ust wyrastały długie szable, a błękitne oczy spoglądały na wszystkich oprócz Takeshi'ego z groźbą. Najemnik twierdził, że żadna inna wielka świnia nie miała sierści równie białej jak śnieg co jego pupil.
Już spakowana Ishifone stanęła przy tym cudzie. Tłumek gapiów przyglądał się odjazdowi wielkiej wojowniczce.
- To gdzie szanowną zawieść?
Wyjątkowo Takeshi okrył się mocno. Na kimono narzucił futrzany płaszcz, a głowę przepasał czerwoną chustą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blondi


avatar

Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
162/180  (162/180)
Punkty Reiatsu:
900/990  (900/990)

PisanieTemat: Re: Północna dzielnica   2017-06-05, 19:36

Parę dni, a jak się miło tu czas spędziło. Gdzie nie poszła tak właściwie wszyscy wiedzieli o kogo chodzi, i patrzyli... różnie. Z obawą, z zainteresowaniem, a wszyscy z jakąś pokrętną formą respektu. Przyjemna odmiana. A obawiała się z początku, że będzie się musiała kitrać po lepiankach jak ten dziadek, owijając się zasmarkanymi szmatami...
Tutaj służka, tam słyszała jakieś śpiewy na swój temat (Chikaze Chikaze... chyba nawet lepiej to brzmiało, niż pokrętne Ishifone), a i w sumie tuż obok głównego możnowładcy miejsce się dla niej zawsze znalazło. Strawa zresztą też, co w tym momencie było chyba najistotniejsze. Gdyby tylko ten wychodek nie był aż taki tragiczny... ale przynajmniej właściwie wszystko, co było wykonalne było jej zapewnione. I mogła się umyć porządnie, nareszcie. Z jej zachcianek to tylko jeszcze poprosiła o coś w miarę możliwości, by mogła schować tachi. Jak nie pochwę, to przynajmniej jakąś tkaninę by mogła je owinąć, i coś do obwiązania by sobie zawiesiła... gdzieś. Czy przy plecach czy gdzie tam będzie jej wygodnie.
Opracowała też metodę, jak jednocześnie nosić kołczan, łuk, i Tachi. Tradycyjnie to żelastwo się trzymało gdzieś przy pasie, kołczan na plecach, łuk też można sobie było przewiesić... ale jeszcze torbę...
...obłożona była strasznie, to trzeba było przyznać. Przy najbliższym miejscu handlu zrobi z tym porządek. A, i nóż jeszcze - ale to trzymała w torbie ostatecznie.
Najbardziej się jednak ucieszyła, gdy zamiast usłanego śniegiem gruntu poczuła pod stopami podmuch powietrza. W końcu jej się udało stanąć chociaż trochę na nogi. Na powietrzu. Pewnie trochę czasu minie, nim odzyska pełną sprawność bo tym rozdzieleniu, ale była na bardzo dobrej drodze, czuła to! Z każdym dniem czuła się coraz lepiej, mogła coraz więcej, i chciało jej się mówić i robić więcej. Z perspektywy "stara ona" wyglądała jak chodzący trup, i nie dziwiła się Sonii gdy nazywała ją "królową śniegu". Nawet za młodszych lat nie czuła tyle energii!
Czy ta choroba duszy i umysłu aż tyle jej zabierała? Na to wygląda... hehe, to chyba jednak dobrze, że się na to zdecydowała!
***
Zjadła sobie śniadanie w sutym towarzystwie. Poszła wieść, że się zbiera, i całkiem sporo osób przybyło się pożegnać. Ishifone udawała, że się tym absolutnie nie przejmowała. W głębi duszy jednak trochę było jej szkoda, że opuszcza tak... Może nie przyjazne, może nie oddane, ale na pewno pożyteczne i pozytywnie nastawione do niej towarzystwo. Ale tutaj wiele więcej nie osiągnie. Musiała ruszać dalej... A przynajmniej miała już jakiś pierwszy cel
Ubrana w swoje spodnie, buty, kurtkę, i z nałożonym na to kimonem – powinno być jej ciepło. Nawet Takeshi ubrał się porządnie, ale to było zrozumiałe – podróżowanie w środku zimy przez pustkowia na pewno nie było przeprawą przez park. Ale nawet jak trochę to zajmie to nie będzie się nudzić – będzie miała sporo czasu, by doszlifowywać swoje umiejętności.
Faktycznie, jak w tych durnych mangach, gdzie bohaterowie cały czas tylko się dopakowywali. Ona była taka cały czas, nawet przed trafieniem tutaj!
-Kurde, kawał zwierza!-Zawołała, nie odważywszy się jednak do niego podchodzić bez pozwolenia. Po co wprowadzać dodatkowe zamieszanie?
-A na początek do następnego okręgu-Rzuciła raźno, zakładając na głowę kaptur-No, trzymajcie się wszyscy! Lejcie po pyskach kogo trzeba, nie brójcie za bardzo... Nawet was kurwa polubiłam, hehe... Może kiedyś wrócę i znowu zabalujemy!-Ostatni wyszczerz zanim zaplotła sobie szalik na szyi i twarzy. Chyba jej wyszło pożegnanie.
-No, to chyba można ruszać, co?-Zerknęła na Takeshiego. Nie spieszyło jej się, ale kiedyś trzeba było się stąd ruszyć.
...miała wrażenie, że dopiero teraz jej podróż tak naprawdę się zaczyna...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Big Sis Haru

Karta Postaci
Punkty Życia:
70/70  (70/70)
Punkty Reiatsu:
110/110  (110/110)

PisanieTemat: Re: Północna dzielnica   2017-06-09, 21:20

Do tachi dostała starą drewnianą pochwę. Kiedyś zdobiły ją malunki bodajże czerwonych wilków ziających ogniem, acz farba zlazła niestety w wielu miejscach psując artystyczny odbiór.

***

Wspięła się na siodło za Takeshi'm. Zbliżył się Mały, który z obecnego punktu siedzenia Ishifone wydawał się szczególnie mały.
- Gdybyś zatęskniła, to wiesz gdzie nas szukać. Niewykluczone, że będę miał dla ciebie zadanie, bo czy jeden okręg może pomieścić zbira mojego formatu? - Uśmiechnął się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blondi


avatar

Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
162/180  (162/180)
Punkty Reiatsu:
900/990  (900/990)

PisanieTemat: Re: Północna dzielnica   2017-06-21, 21:28

Zarechotała niemal natychmiast jak skończył, aż się po udzie klepnęła. Rubaszność nawet jej w tych warunkach pasowała, acz przy jej posturze i głosie może nie współgrało to absolutnie tak, jak powinno. Przeszkadzać jej jednak to nie przeszkadzało?
-Mały ale wariat, co? Ale kto jak kto, ja rozumiem jak apetyt może urosnąć-Nawet całkiem z sympatią popatrzyła na karła-Pomyślimy, pomyślimy... dopóki Ci palma zbytnio nie odbije od tego bogactwa, to możemy gadać-Mrugnęła do niego. Raczej był rozsądny. Przeniosła potem spojrzenie na Takeshiego. Miała wszystko, a plecy całkiem obładowane. Miecz, kołczan, plecak, łuk... trochę tego było.
-No, to chyba można ruszać, co?-Rzuciła. Nie miała tu nic więcej do załatwienia. Wszystkim tu już przysługę oddała i... Poszło zdecydowanie lepiej, niż by się kiedykolwiek spodziewała.
Kiedy właściwie to się stało, że przekroczyła tą granicę? Nie miała pojęcia, zawsze obracając się wokół znacznie silniejszych od niej. Cały czas droga przed nią zdawała się nie mieć końca, ale to dobrze. Mogła trzymać stałe tempo, bez poczucia, że osiągnęła już wystarczająco.
Droga długa. Droga szeroka. I zaśnieżona jak jasny...
***
Noooo... tak w sumie to ta podróż całkiem nieźle się układa, jak tak myślę. Pomijając kwestie, które TEORETYCZNIE nie powinny mieć miejsca. Naprawdę jakimś cholernym żartem natury jest to, że nawet po śmierci dusza musi załatwiać pewne potrzeby. Jedzenie to pal licho, w sumie nienajgorzej... chociaż znowu, teoretycznie w ogóle taka potrzeba nie ma prawa występować. Chyba, że tu chodzi o pokłady reiryoku, że z czegoś się to musi regenerować. Ale to i tak jak ja jestem z ducha, i to jest z ducha... Może to działa jak zwykła materia. I tak g, i tak g. Aż się idzie zastanowić, ile dusz tak naprawdę dla zabawy robi nam na głowy. Żadnej nie widziałam gdy jeszcze żyłam, więc chyba niewiele.
Podróż na tym cholernym świniaku nie należy do specjalnie przyjemnych. Pewnie, mogło być znacznie gorzej i w sumie nie jest to aż tak niewygodne, ale jednak jak przez większość czasu idzie to przed siebie i kołysze, to jak ktoś nieprzyzwyczajony to serio postoje od czasu do czasu są niezbędne. Jeszcze na utracie posiłku się nie skończyło ale trochę rozprostowania nóg, mimo mroźnego, upierdliwego do nieprzyzwoitości powietrza się przydaje.
Kaptur i szalik zdają rezultat. Pomimo mrozów wszystko jest na swoim miejscu, oczy też mi nie przymarzły do oczodołów. Wyżynne tereny tego regionu rukongai chyba jakieś wiatry generują... Nie znam się na tym. Ja się tylko przepisów i kruczków prawnych uczyłam za młodu, a chyba paragrafami nie przegadam dmuchającego mrozu i śniegu. Trzeba jednak przyznać, że chociaż monotonia tego zimowego, znienawidzonego krajobrazu trochę przybijała, tak sama dzicz i wrażenie pierwotności tego miejsca działała na nią kojąco. Po to przecież właśnie wymykała się z domu, szła do świątyni matuli, i szwędała się po lasach i mieście, by mogła znaleźć dla siebie trochę własnej samotni. A zdawało się, że ta samotnia tez ruchliwa była, bo i ciągle inne miejsce sobie wybierała. Tutaj... już podróż od tego pierwszego okręgu do następnego była dla niej bardzo edukująca.
...dlaczego od razu przeszłam do trzeciej osoby? Co ja jestem, jakiś pismak za klawiaturą komputera, co to nawet nie może trzymać jednej ciągłości narracyjnej?
Na czym to ja właściwie stanęłam? Chyba na tym, że po nocy nie łaziliśmy, tylko rozstawialiśmy się z obozem jak nie przy jakiś grotach, to chociaż pod osłoną drzew, co by tak na nas nie wiało i jakaś osłona przez bandytami była. Mnie to akurat rybka bo słuch i wzrok mam dobry, ale dobrze było się tego uczyć od Takeshiego bo wyraźnie bardziej doświadczony był, a zawsze to jakaś nowa wiedza co się kiedyś może przydać. Rozpalanie ogniska – to akurat umiałam z krzemieniem, on jakoś inaczej to robił i bez tego. Kojarzyła, ale... chwila, nie rozpalałam go jakoś tak jak sama wtedy w grocie siedziałam? No... sama jak sama. A ciekawe, co w sumie u świniarczyka, czy coś go zeżarło w końcu czy ktoś odesłał, czy co tam się z nim działo. Jak tak myślała, to... ciekawe jak by to wyglądało jakby wróciła. Czy też musiałaby się jakoś specjalnie skupiać i denerwować, czy miałaby wpływ na materie ot tak. Nauczyłaby się, na pewno, w końcu te co silniejsze dusze innymi prawami się rządzą niż te szaraki wokół. Tak przynajmniej wywnioskowała po konieczności załatwiania swoich potrzeb po kątach, CHOLERA JASNA. To ją chyba najbardziej irytowało ze wszystkiego, co tylko możliwe.
A skoro o potrzebach mowa, to trzeba było coś upolować od czasu do czasu. W tą porę roku trochę ciężko było coś znaleźć, ale tym się zajmował Takeshi. Po paru próbach doszliśmy do wniosku, że chyba mi trochę lepiej ten mój drobny sprzęcik leży w dłoni. Trochę musiałam się w nim wprawić bo mam ręce słabe, pewnie, ale szyłam z tego o wiele celniej. Tam jakieś zwierzęta będą mi dyktować warunki życia, jeszcze czego. Trochę też podpatrzyłam, jak mu szło szykowanie tego. Nie za trudno, oskórować wywalić wnętrzności i jelita bo zasyfione i mogą być z pasożytem (Taki tam mój wniosek na uboczu, trudno by tego tutaj posądzać o jakąś podstawową wiedzę na ten temat) i na ogień. Dawało spokojnie radę.
Rozmawiało się przy ogniu, a jakże. Ja z powodu swojego przykrycia za dużo powiedzieć nie mogłam, ale trochę słuchałam tego tutaj. Jakieś ogólne anegdoty czy tam rzeczy związane z rukonem. Nie był aż tak wygadany jak Dai, ale gawędziło się przyjemnie. Nie narzekałam. Warty też ustawialiśmy, a jakże, bo licho tutaj nie spało i chociaż ja specjalnie się nie przejmowałam, to Takeshi jednak nie był tak duchowo pancerny jak ja na tą całą hołotę. Oczka i uszy miałam dobre, więc w promieniu tak pi-razy-drzwi jak niebo było jasne widziałam wszystko całkiem dobrze. Co raz się przydało, bo takie większe licho się na nas zaczaiło z trzy razy. Jakaś wieść musiała pójść, jak obrywali z piąchy gdy nawet nie byli w zasięgu, bo czas pomiędzy tymi zdarzeniami był dosyć znaczny. Jakoś nie miałam ochoty nawet wyciągać miecza na tą zwierzynę. Szkoda fatygi, potem by waliło juchą pół nocy i bym miała problemem z zaśnięciem. Mdły, miły zapach, ale ostatnimi czasy kojarzy mi się z jednym. Nie, nie z tym. Z walką.
I tak raz musiałam wyciągnąć, bo się dziadostwo nie słuchało. Dobrze, że te ciała się rozpadają a nie zostają i gniją bez sensu, ale i tak trochę waliło. Szlag by to.
Trochę też ćwiczyłam. Poprosiłam Takeshiego w wolniejszym czasie jak odpoczywaliśmy po podróży, by mi pokazał trochę jakiś technik w walce wręcz bezpośredniej, bez użycia broni. Jakbym znała jakąś formę walki, to może to dziwne coś co się nauczyłam robić byłoby skuteczniejsze? Wiedziałabym jak walnąć, gdzie walnąć, i jak szybko. Ale jak nie to nie, co najwyżej dalej planowałam ćwiczyć wymachiwanie żelastwem. Miałam co prawda jedynie tego tutaj do ewentualnego zerkania, ale to i tak, no, pomoże mi trochę w oswojeniu się z wagą. I nabraniu siły fizycznej.
A i jak już przeszliśmy do tych moich dziwnych cięć, to i dalej się bawiłam i dalej eksperymentowałam, a co! Na przykład... kombinowałam z tym, czy dałoby się może nie wywalać wszystkiego od razu, tylko miast skupiać się na uderzeniu tuż przed, to zachować na parę uderzeń. Okazało się to być trochę trudniejsze niż przypuszczałam, i po paru takich próbach porzuciłam takie cuda bo to i tak jakoś... No, nie było większej różnicy w tym, czy się energia gromadziła tuż przed uderzeniem, czy pochodziła z czegoś co już wcześniej było. Równie dobrze mogłam po prostu ćwiczyć celność tego badziewia, oraz zwyczajnie w ten sposób ćwiczyć sobie swoją kontrolę nad nią, tak samo, jak... no, im częściej się ćwiczyło, tym bardziej rosły mięśnie, nie? Z reioku było podobnie. Rozpychając granice, powiększało się naczynie.
Ale bardziej mnie zastanawiało, jak to będzie funkcjonowało z innymi rodzajami broni niż miecz czy pięści. Na przykład... z łukiem. Wiem, że na pewno działa to na broń do walki wręcz. Ale próbowałam sprawdzić co się stanie, jeżeli będę chciała za pomocą strzały trafić coś, co jest dalej niż teoretyczny zasięg tego łuku. Zadziała, nie zadziała, stanie się coś innego? Miałam pewne doświadczenia z eksplodującymi strzałami, więc działała z tym ostrożnie. Próbowałam też sprawdzić, czy dałoby się, na przykład... hmmmm. Skoro jestem bytem duchowym, to czy na pewno dalej potrzebowałam jakiś technik z reiryoku by ranić pustych? Trudno powiedzieć.
Spróbowałam naładować powierzchnię swoich dłoni reiryoku. Po prostu, ot tak. Potem bym wykonała parę uderzeń na odlew w drzewo, nie za mocno co by sobie krzywdy nie zrobić. Chciałam tylko zobaczyć, czy moja skoncentrowana energia duchowa coś jest w stanie zrobić.
Tak mi jakoś mijały te wolniejsze momenty, gdy nie podróżowaliśmy, nie jedliśmy, polowaliśmy... ogólnie mało trochę tego było, zwłaszcza, gdy byliśmy poza zamieszkanymi strefami Rukonu.
Poza tym... chyba jednak ten klimat zaświatów dobrze wpływał na mój umysł, bo zaczęłam się zastanawiać nad jedną kwestią Istota boska oczyściła jej umysł i duszę. Czy to samo tyczyło się obietnicy złożonej w tamtym miejscu? Czy uwolniła mnie od tego brzemienia? Czysta jak przy narodzinach... teoretycznie... chyba by się to w to wliczało, prawda? Albo i nie, bo to nie choroba, acz równie śmiertelna. Wolałam nie sprawdzać tak szczerze powiedziawszy, ale... Jakie to miało teraz znaczenie? Co mogłabym z tym zrobić, co INNI mogliby z tym teraz zrobić? Mogłabym sprawdzić z ciekawości, ale ta ciekawość mogłaby mieć zdecydowanie zbyt wysoką cenę. Zwłaszcza, że chyba w przypadku ducha to chyba tylko wspominałam o pasożycie, więc... Nie, raczej to odpada. Za duże ryzyko. Jedyne co mogłam zrobić to sama się przygotowywać na ewentualną konfrontację. Czułam przy tym jednak, że moja niezorganizowana, pierwotna moc musiała się znacznie rozwinąć i „uwolnić” w pełni, jeżeli mogłam nawet marzyć o konfrontacji z wysoce zorganizowanymi, w pełni kontrolowanymi mocami tych, z którymi być może będzie musiała się zmierzyć. A do tego czasu najlepiej zachowywać się, jakbym nic nie wiedziała.
I za żadne skarby nie mogłam stać się shinigami. Wtedy będę miała przejebane jak sto pięćdziesiąt. Jeżeli już nie miałam, rzecz jasna. Ale nawet... Nawet mi to nie pasowało. I grało mocno na pamięci przodków którzy byli quincy, i na tych wszystkich poza tym. No i Baldrik by do mnie szył od razu po zobaczeniu, zwłaszcza po tym co się stało z jego bratem. Niby to nie miało znaczenia, ale ja tez specjalnie nie byłam entuzjastycznie nastawiona do tego cholerstwa. Nawet świadome przychodzenie do gotei by dali mi coś co chce i potem spieprzać... Jakbym nie miała wystarczająco dużo wrogów i dosyć przefikane w większości wymiarów.
No, ale wracając... Trochę inaczej wyglądała gdy już do jakiś dotarliśmy, zwłaszcza tych nieco lepszych. Tam była dopiero zabawa!
Przede wszystkim, widok białego jak śnieg dzika był dla pewnych osób wyraźnie ciekawy. Inni chyba znali Takeshiego i jego wieprza, a mnie traktowali sobie ot tak, jako kolejną klientkę. W każdym okręgu zahaczałam albo o miejscowych, albo o jakąś spelunę i wypytywałam o Kichiro. Przypomniało mi się też przy okazji, że wspominał wtedy przy okazji nowego roku o tej sekcie wyzwoliciela, że nabiera sił. No to jak już on o tym wspominał, to coś musiało być na rzeczy.
Nie pchałam się w jakieś historie z gangami czy bandami, bo nie miałam na to czasu. Owszem, chętnie trochę bym zrobiła zamieszania wokół swojego imienia, ale gorzej jakby ktoś faktycznie kompetentny się tym zainteresował. Może w moim osłabionym stanie i tak daję radę pospólstwu, ale czy miałam siły szarpać się z shinigami czy innymi obdarzonymi duszami? Dopóki rzeczywiście nie opanuję swoich mocy to będzie kiepsko w tym względzie. Chociaż... cholera jasna. Jak tylko pomyślałam o takim jakimś wyzwaniu od razu jakimś takim żwawszym krokiem szła. Rzecz tkwiła w tym, że wolę być przygotowana na tego rodzaju spotkanie. Marna to będzie radocha, jak mnie ktoś potnie bo wytrąci mi miecz z rąk.
Z noclegiem raczej nie było problemu. Albo w jakiejś spelunie braliśmy pokój (Rzadszy przypadek, ale się poprawiał wraz ze zmniejszaniem numerków w okręgach) albo się wbijało do kogoś do domu czy innej lepianki (Troszkę częstszy). Z opłacaniem tego pierwszego nie było aż takich problemów bo magicznie, hehe, zawsze miałam pieniądze w swoich sakiewkach. Które uzupełniałam, czyhając na jakieś bardziej bogate skurle które mogłaby odciążyć. Raz prawie wpadłam, ale umiejętność lotu przyszła z pomocą... Nawet jeśli się prawie zdradziłam przy lądowaniu na dachu.
Oczywiście, poza znalezieniem tego skurla miałam też inne plany! Na przykład, odpowiednie wyposażenie. Miałam oczywiście swój własny pomysł na ubranie, które dosyć szybko mogłam zrealizować. Jak się okazało, musiałam się trochę powymieniać na dwie-trzy koszulki i drugą parę spodni, ale sprawiłam sobie zamiast tego haori (Taki kolorek podobny do mojego szalika, ale znacznie bardziej wypłowiały) oraz szarą hakamę, by pasowała do góry. Niby tradycjonaliści wszędzie, ale mam to kompletnie gdzieś – mam więcej jaj niż większość tutaj bytujących. Do tego kasa na głowę, dosyć obszerna co by zasłaniała moje włosy. Dzięki temu mogłam sobie zasłonić dół twarzy szalikiem, a resztę zostawić by sobie wolny koniec zwisał z przodu. Robiła mi się ładna kompozycja – pomarańczowo-słomkowo dookoła, a szaro w środku. Hakamę nosiłam trochę tak jak na moich spodniach – bo czemu nie, to dziadostwo jest tak obszerne, że nie robi mi to problemu, a jest mi ciepło. I super.
A, prawie zapomniałam. Dorobiłam się kolegi, towarzysza... ta. Powiedzmy. Niech i tak będzie. Śliska sprawa. Jakbym nie miała wystarczająco dużo wyrzutów sumienia
***
Pogoda była... no jak na tą kloakę to całkiem niezła. Okręg 67, już trochę udało nam się przebyć. Dziura to nie była, ale rewelacji dalej brak. Tyle chociaż, że mieliśmy pieniądze na jakiś nocleg, bo udało mi się trochę wzbogacić jeszcze w poprzedniej okolicy. Jeszcze nie rozeznałam się tylko w terenie, więc postanowiłam się przejść na wycieczkę krajoznawczą w okolicy. I tak tu planowaliśmy spędzić może z dwa-trzy dni, z czego już jeden mieliśmy za sobą. Jakiś gang chyba tu był bo były paczki zbirów, które patrzyły się na mnie z ukosa, ale też sporo młodzików. No i ludzie aż tak bardzo nie bali się wychodzić, chociaż przez chłód za wiele tego nie było. Myślałam sobie „Kogo by tu kurtka na wacie zapytać o Kichiro” gdy przez zamyślenie prawie nie zauważyłam, że coś na mnie biegnie! Zrobiłam pół kroku w bok by to coś na mnie nie wpadło, a tu zaraz za nim jakaś banda biegnie. Myślę sobie „A nie wiem, może gdzieś się... Nie no kurna, to coś na przefikane”. I się moment zastanawiam, czy się przyjrzeć sprawie. Niejako rozwiązywało to mój problem z szukaniem źródła, niezależnie od tego kto by oberwał. Więc sobie ruszyłam luźnym krokiem.
Słyszałam jakieś pokrzykiwania, jakieś groźby, jakieś prośby. Czy facet coś od nich ukradł, wszedł na odcisk, z pyska się nie spodobał? To raczej ostatnie nie, wtedy myślałam, komu by się chciało tyle biegać w tą pogodę by komuś ot tak przemodelować ryj. No i widzę tą grupę wokół, a tam się nie pieprzą tylko kopią tego biedaka gdzie popadnie! Tak stwierdziłam, że to trochę słabo.
-Ej!-Zawołałam. Wyszło całkiem żwawo, więc trzymałam się dalej tej nuty-A to co za impreza?
Paru się odwróciło... z czterech ich tam było. Takie młodziki raczej, z dwóch nawet nieźle zbudowanych, chociaż wiało patolą. Nie do końca wiedzieli chyba, co zrobić. Nowa jakaś, pewnie. Może nawet, że dziwnie ubrana. Byłoby fajnie, bo w sumie trochę miała nadziei na taki efekt.
-A Ty tu czego?-Jeden się w końcu odezwał. Trochę niepewnie, owszem.
-No tak widzę, że we czwórkę sobie tu tańczycie. A gdzie piąty? Mogę się przyłączyć?
Jeden szczegół przykuł moją uwagę. Pomiędzy nogami tej grypki zobaczyłam lekko drżący psi ogon. I w tym momencie wiedziałam, że będą mieli przejebane.
-Noooo nieładnie chłopcy, nieładnie...-Przeciągnęłam, mrużąc oczy, i wyciągając przed swoją twarzą prawą dłoń, by rozgrzać nadgarstek-Mamusia zanim was wyjebała w przerębel nie nauczyła, że się nad zwierzątkami nie znęca?
-Mała, chyba Ciebie trzeba...-Jeden z tyłu coś tam zaczął gadać. Nie chciało mi się słuchać jakiś słabych tekstów, to machnęłam tą dłonią jakbym mu sprzedała z liścia. Oczywiście, na odległość, aż mi ręka lekko zaświeciła na różowo. Z satysfakcją widziałam, jak strużka krwi po błysku wypłynęła z jego nosa, a on sam się zwinął w kłębek.
-Ej, a Tobie co...-Jeden się pochylił. Zarobił drugie uderzenie, tym razem z pięści od dołu.
-Morda knury-Warknęłam. Byli przytomni, ale stała jeszcze ta dwójka z przodu. Złączyłam przed sobą obie dłonie. Strzeliłam z jednego, a potem drugiego nadgarstka, przechylając głowę to w lewo, to w prawo. Zaśmiałam się pod nosem, szczerząc się złowrogo od ucha do ucha. Widziałam rosnące przerażenie w ich oczach.
-No... Teraz wasza kolej, małpiszony
***
Body count – jeden leżący na śniegu z obitym pyskiem, dwóch właśnie przed nią kuśtykało w popłochu, a trzeci podczołgiwał się przy ściance, jęcząc jakieś przeprosiny. Banda parszywych gnojków, ale jednak gnojków, dlatego skończyło się tylko na bęckach.
-Raz jeszcze o was coś usłyszę, to wyszoruję waszymi ryjami szalet-Wskazałam mu palcem leżącego koleżkę-Bierz go i spieprzaj
Jednak bezstresowe wychowanie to nic przy takiej porządnej nauce na kiju i marchewce. W tym przypadku głównie kija, ale taką tutaj mają młodzież. No ale zasłużyli za... Tak. „Moment, właściwie to dlaczego ich tak poobijam?” pomyślałam wtedy. Przypomniał mi piąty, leżący w śniegu chłopak, który z mieszaniną strachu z innymi oznakami uległości patrzył się na mnie, ale tak bym przypadkiem nie zauważyła. Ale zauważyłam, jak mogłabym nie. I to nie tylko ogon, ale i cholerne, stojące psie uszy z jego rudej czupryny!
Rudej. Właśnie. Chcąc nie chcąc przypomniałam sobie o takim jednym młodziku. Patrzyłam się na niego tak chwilę czy dwie. Miał chyba rozciętą brew, trochę siniaków, ale tak to żył. Ale co do cholery robiły na jego ciele uszy i ogon? Cosplayu tu chyba nie uprawiają, więc to pewnie był jeden z tych przykładów czegoś nowego i zaskakującego, gdy już się przyjmie że już nic nie zaskoczy. Tylko co ja miałam powiedzieć do niego?
-Yyyy... dasz radę wstać jakoś?-Zapytałam trochę niepewnie. Ale rękę wyciągnęłam... Leżał dalej. No kurwa, specjalnego zaproszenia potrzebuje?
-Jakbym Ci chciała wpieprzyć to bym już to zrobiła... Ech-Wpadło mi przez myśl, że może to przez tą całe „zamaskowanie”. Ściągnęłam swój kapelutek, odciągnęłam szalik, a żeby mógł tylko zobaczyć moje jakże przyjazne oblicze-No, to skoro widzisz, że też ze mnie człowiek, to może sobie pozwolisz pomóc?
Dalej się trochę wahał, ale w końcu złapał za rękę. Widziałam, że miał trochę takie ciemne paznokcie, ale daliśmy radę. Wyglądał... no nie, aż tak nie przypominał Daichiego, chyba był trochę młodszy. Jak Daichi jeszcze miał trochę wyraźniejsze, tak ten tutaj był całkiem taki, no... No wyglądał dosyć młodo. Jakby zauważyli ją chodzącą z nim pod rękę to nawet ją by mogli wsadzić. Ale może to tylko jej wrażenie. Oczy podchodzące pod ciemny brąz. Brzydki dzieciak to nie był, ale szału też nie ma.
Dalej jakoś onieśmielony był. Patrzył się na mnie jak na jakieś zjawisko. Dobry uczynek odhaczony, ale...
-Coś się chyba w takich sytuacjach mówi, ale nie będę małostkowa. Czym żeś tak podpadł młody?
Chyba go wyrwałam z jakiegoś zamyślenia. Wzdrygnął się.
-A, dzięki... Chyba widać?-Zastrzygł uszami. Teraz zwróciłam uwagę, że w przeciwieństwie do jakiś bajek miał tylko te, bez ludzkich. Wpieprzyli mu za wygląd? Niby już kolor skóry jest problemem, więc...
-Czym Ty w ogóle jesteś? Jak żyję... um, żyłam, pierwszy raz takie coś widzę-Uszy mu oklapły. Szkoda, że sam taki luźny ton nie wystarczył, by nie zabrzmieć oskarżycielsko.
-Nie wiem czym jestem, ale i tak utrudnia mi to życie-Zerknął na mnie, już całkiem w oczy. Odważny był po takim pokazie siły, nie powiem. Śmieszne, że w sumie on nie miał za bardzo oporów przed tym życiem-A jak mogę zapytać...
-Śmiało-Przerwałam, bo tak. Kto mi zabroni, a swoją pozycję i dominację lubiła podkreślać.
-Ty... znaczy się, Pani... kim jest?-Przyglądał się uważnie. Całkiem za uważnie jak na moje, ale mogłam się mylić
-Kobietą, nie widać?-Trochę obcesowo, ale jednak mu odpowiedziałam. Zwróciłam też uwagę na jeden drobny detal.
-Chikaze... możesz już puścić rękę
-A, tak, dobra!-Wycofał ją, i też trochę siebie do tyłu. Czerwienił się nieco. Hm.
...no. Robiło się niezręcznie. Był poobijany, ale w sumie nie wiedziałam co z nim zrobić. To chyba tyle.
-No. To uważaj na siebie-Rzuciłam założywszy kasę. Odeszłam sobie w stronę ulicy z której przyszłam. Jak słowo daję, dziwnie się czułam przy nim. Czy już zawsze młode rudzielce będą mi się kojarzyć z Daichim? Nienormalne. Kompletnie szurnięte.
***
No. I spędziliśmy tam z dwa dni. Uzupełnienie zapasów, ogarnięcie terenu. Nie było go tu, więc mieliśmy już wyruszyć w drogę, gdy ten skubaniec do nas podbiegł i poprosił, byśmy pozwolili mu pójść z nami.
-Ech?-Rzuciłam zaskoczona, nie schodząc z dzika-A Ty na co? Lubię wpadać w kłopoty, jeszcze będę mieć Cię na sumieniu
Wyraźnie go to ubodło, ale mimo wszystko wpatrywał się we mnie dosyć intensywnie. Nie robiło to na mnie wrażenia, ale był całkiem zdeterminowany. Z jakiegoś dziwnego powodu. Nie miałam pojęcia o co mu chodzi, ale wyraźnie pomimo wchodzenia mu na ambicje nie miał zamiaru ustąpić ot tak. Cholera, może właśnie dlatego? Chciał stać się silniejszy tak jak ja? No cóż...
-...umiesz coś chociaż?-Zapytałam z lekkim powątpiewaniem, ale nagle się pobudził.
-Mam dobry węch! Jak pies, albo i lepszy! I zawsze wiem, kiedy będą kłopoty!-Ech? Chyba coś było w moim spojrzeniu, bo się zmieszał-Tak jakoś... Skądś zawsze wiem
-...coś jeszcze?-To pytanie pozostało bez odzewu. Ale zależało mu, widziałam. Dobry węch... Ja też miałam. Ale jeśli był on jeszcze lepszy, faktycznie jak u psa... co mogło mieć ręce i nogi, to mógłby się sprawdzić w trakcie polowania, albo jakby kogoś szukała. To drugie... brzmiało dziwnie. Ale zabawnie to brzmiało. Od razu pomyślałam, że by miał ze mną ciężko.
-Proszę... Tutaj i tak nie mam życia. Większość mnie nienawidzi za sam wygląd-Widziałam to już, te opuszczone uszy. Więc to o to chodziło? Wyrwanie się z tego miejsca?
-A gdzie indziej będzie lepiej?-Uniosłam brwi, zerknęłam na Takeshiego-W ogóle da radę go zabrać?
Wzruszył ramionami. Pewnie się potem rozliczy z Małym, co mnie obchodziło w sumie niewiele.
-...dopóki będę z Panią, przynajmniej będę bezpieczniejszy-A więc wydało się, szukał sobie karka do ochrony!
-No, nie trzeba było tak od razu?-Uśmiechnęłam się półgębkiem-W sumie możesz się jakoś przydać jak się nie będziesz pchał pod noże... Chociaż pewnie i tak nie będziesz miał wyjścia, ostrzegam!-Czy przez moment widziałam w jego spojrzeniu wahanie? Jak tak, to tylko przez moment, ale mogło mi się wydawać
-Jak się zwiesz?
-...kiedyś ktoś mnie nazwał „Daisuke”-Nosz cholera, ze wszystkich imion jakie mogło być, akurat takie. Chyba lekko się skrzywiłam, bo trochę się speszył
-...no dobra-Kiwnęłam głową. Zlazłam na moment z dzika, pokazując na grzbiet-To wskakuj
***
Chłopaczek, pomimo wiecznych skojarzeń które mi się nasuwały gdy tylko widziałam kawałek jego grzywy, na coś się przydawał. Węch rzeczywiście miał niesamowity, i polowania znacznie się skracały, przez co więcej czasu mogłam poświęcić na inne rzeczy. Skubaniec też miał całkiem niezły apetyt, na szczęście jednak w granicach rozsądku. Jeszcze ze szkoły pamiętam osoby, które mogłyby pochłonąć pół stołówki gdyby im tylko na to pozwolić. Szybki metabolizm albo coś. Co do intuicji... Był w stanie przewidzieć, kiedy jakaś grupka była bardziej bądź mniej skłonna się na nas rzucić. Czyli dosyć rzadko, ale jak tak było, to się sprawdzało. Nawet w warunkach polowych, mutantowi jednemu udało się wyniuchać pułapkę. Wiem, bo sama tam w sumie poszłam potem i zrobiłam porządek. Pomachać mieczem zawsze fajnie.
Pokusiłam się też, w związku z apetytem tego delikwenta, na sprawdzenie jego możliwości jeżeli chodzi o zdolności duchowe. Coś tam było, i to nawet jak na wsioka z Rukonu całkiem spore, ale kompletnie nie miał nad tym kontroli. Tylko patrzeć jak pojawi się jakiś Hollow – będzie pierwszym celem w promieniu trzech kilometrów. To też pomęczyłam go trochę z jakimiś podstawowymi rzeczami – naprawdę prostymi, takimi, z którymi sama zaczynałam zanim zaczęłam trening u Vormunda. Miał pewne z tym problemy, nawet z TAKĄ PIERDOŁĄ, ale chyba są jakieś postępy... co do niego samego to... ugh, starał się być miły. Ale nie odstępował mnie na krok, nawet gdy szłam za potrzebą kręcił się po okolicy. Z drugiej strony z jakiegoś powodu też wolałam mieć go na oku, by mu się jakaś krzywda nie stała. Czułam swojego rodzaju odpowiedzialność. Zgodziłam się go zabrać chociaż dobrze wiedziałam, że prawdopodobnie prędzej czy później w coś się wpakuje i będę musiała go bronić. Ale też nie mogłam go tam tak zostawić. Czułam... Zobowiązanie. Przez to podobieństwo, psia jego mać... pfffft!
Dobra, coś jeszcze na jego temat? Uczepił się mnie jak rzep psiego ogona, fakt. Starał się być pomocny do przesady, tak. Bał się innych ludzi, a oni też się na niego dziwnie patrzyli. Starczało jednak jedno czy dwa spojrzenia ode mnie by się odwalili. Co mi się jednak u niego podobało to to, że jak się trochę oswoił to też miał gdzieś społeczne kowenanse. Nie miał też za grosz manier przy stole, i szczał gdzie popadnie jak go złapała potrzeba. Jakieś oznaczanie terenu? Dobrze, że chociaż w pomieszczeniach się wstrzymywał. Tylko szkoda, że specjalnie ambicji nie miał. Ale z takiego życia z dnia na dzień trudno było się spodziewać. Zapytałam go raz jednak, czy kiedyś myślał czasem by zostać shinigami.
-Ja? Shinigami?-Zdziwił się, i to mocno. Aleja nie, zdziwiłabym się, gdyby on się nie zdziwił. Bo to by było dziwne.
-No ta-Rzuciłam mu zatykając piersióweczkę, którą sobie sprawiłam w 62 okręgu-Dobre warunki, pewnie by mieli gdzieś jak wyglądasz... I mało kto by Ci podskoczył. A serio masz pewne talenty, zdążyłam zauważyć
-E tam... nie lubię walczyć, a to jednak wojsko
-W trakcie bitki nie zachowywałeś się tragicznie... fakt, za dużo nie robiłeś, ale przynajmniej nie dałeś się zaszlachtować. Trochę szlifu i coś by mogło z siebie być-Pyrgnęłam go palcem w ramię. Speszył się... No nic, myślałam, że się trochę już oswoił.
-Ummm... A Ty, myślałaś kiedyś? Ty to dopiero się nadajesz
-Ja? Hah, ja to akurat w ogóle się nie nadaje-Schowałam buteleczkę za pazuchę. Wzroku nie unikałam, wręcz przeciwnie, patrzyłam mu się w oczy-Za bardzo lubię robić rzeczy po swojemu by dać się usidlić w jakimkolwiek wojsku. I średnio przepadam za czarnymi... Ale dla Ciebie nie byłaby to taka zła opcja-Przeniosłam spojrzenie na Takeshiego, który cośtam robił przy ogniu. Mieliśmy akurat rozbity obóz-Jak z mięsem?
***
No. Co mogę więcej powiedzieć? Załatwiłam jakąś katanę chłopaczkowi trochę wcześniej, z jednej z grup co nas zaatakowała. Poprosiłam Takeshiego by ten zrobił mu jakieś krótkie szkolenie by sobie krzywdy biedak nie zrobił. Ja wolałam ćwiczyć swoje. Tachi może jest dla mnie trochę za duże, ale mam taką preferencję do rzeczy większych ode mnie. Ktoś mógłby pomyśleć, że sobie kompensuje... ALE NIE, SKĄD. Po prostu lubię czuł moc w moich dłoniach... TAK, właśnie TAK.
No. Pozwoliłam też Daichiem... znaczy, Daisuke na przyglądanie się moim treningom duchowym. Gały mu wyszły prawie jak zobaczył mnie w locie. Ta satysfakcja, gdy inni patrzą na Ciebie z podziwem... uwielbiam to, i chyba nigdy nie dam rady się w pełni do tego przyzwyczaić. Czy cokolwiek nowego wychodziło z tego mojego machania? Na pewno czułam się pewniej. I wiedziałam, że mogłam niczym Ci samurajowie z jakiś filmów czy powieści – ciąć coś za kimś i nie zrobić mu krzywdy. Jeszcze tylko dajcie mi jakieś inne wdzianko niż takie roninowe i naprawdę będę mogła szpanować po okolicy. Ale to już w ogóle będę obciążona...
Tylko mnie trochę denerwowało, że to w sumie strasznie prosta, wręcz elementarna sprawa. Mogłam ciąć, mogłam tłuc, było to fajne i zdecydowanie mi pomagało, zwłaszcza po tym jak tylko i wyłącznie walczyłam na dystans. Ale wiedziałam, że zaklęcia i moce innych bywały naprawdę wzięte z kosmosu i mogli robić rzeczy których ja nawet w efektach czasem nie ogarniałam. Więc kombinowałam co by tu można było jeszcze zrobić, tak jak wtedy z tymi strzałami.
...jednak różni mistrzowie to się przydają. Samodzielnie też można dojść do fajnych rzeczy, ale zajmuje to czasu. Dobrze, że ja miałam go pod dostatkiem! Hehe... Ale i tak. Chciałam go efektywnie wykorzystywać.
Pozwoliłam sobie jednak na trochę sparingów w walce wręcz z Daisuke. Podobnie jak z Haną, chciałam, by trochę się oswoił z moją szybkością, ale też byśmy obydwoje nabrali trochę siły. Byłam delikatna, i po prostu aplikowałam wtedy różnego rodzaju rzeczy o które poprosiłam Takeshiego... Znaczy, ten nie miał specjalnie powodu, by mnie uczyć poza samą sugestią, że mógłby zażądać od małego większego wynagrodzenia. Jak mnie poda jako kartę przetargową powinien dać radę. Jaka zresztą była jego nad tym kontrola?
Okręgi były coraz to lepsze. Było widać wyraźną poprawę od tego co widziałam w slumsach, acz dalej było trochę, no... bez szału. Dalej wiocha, ale nieco przyjemniejsza i do życia wiocha. Miałam dwóch przewodników, już w sumie w torbie pozostała mi jedynie bielizna i może z dwie-trzy koszulki. Dokumenty i resztę rzeczy osobistych dalej trzymałam blisko przy sobie... ale czy pieniądze z ziemi w takiej formie miały jakąś wartość? Oj, miała nadzieje, że tak... będzie musiała do Katriny wstąpić. Na pewno miała jakieś możliwości w tym względzie... No... Szkoda by było, by ot tak się zmarnowały.
Tym oto pięknym sposobem w jakiś miesiąc udało nam się przebyć całkiem sporą ilość okręgów. Nie będę trzymała zbyt długo kogokolwiek, kto jakimś cudem czyta moje myśli w niepewności – to, czy też raczej ten kogo szukałam został przeze mnie znaleziony w spelunie w 58 okręgu, i to w zupełnie nieoczekiwany sposób.
Ot... W sumie cholera jasna, to się dzieje teraz. No, to po prostu weszliśmy sobie we trójkę do środka z zamiarem wypytania miejscowych o tego gada. A tu widzę, patrzę – znajoma grzywa. Stanęłam aż na moment, by sobie przypomnieć jego obraz no ale kurka – pasował tak czy srak. Musiałam się jedynie upewnić, jakoś tak przechodząc bokiem... no i tak, siedział sobie skubany przy barze i chlał sake. Postanowiłam być fajna w tym względzie, i zrobić to po mojemu.
Zasiedliśmy sobie również przy barze, ale kawałek dalej. Zagadałam do właściciela, by dał mnie i Takeshiemu buteleczkę sake, chłopaczkowi wody, a tamtemu jegomościowi co tam siedzi z jedną czarkę i by powiedział, że ode mnie. Na pewno zwróci to jego uwagę, nawet odchylę trochę kasę by zobaczył moją facjatę. Jak nie podejdzie czy też postanowi mnie zbyć, to wypiję jednego i podejdę. Ale może przyjdzie, może zagada. Cholera go w sumie wie.
No... to co mogę więcej powiedzieć. Nic, bo nie wiem jak wróżyć czy czytać w przyszłości. No nic... czy o czymś nie zapomniałam? Moment...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Big Sis Haru

Karta Postaci
Punkty Życia:
70/70  (70/70)
Punkty Reiatsu:
110/110  (110/110)

PisanieTemat: Re: Północna dzielnica   2017-06-24, 20:05

Ishifone pomału przywykała do życia w zaświatach. Mocno pomagał jej w tym fakt, że w sumie wszystko działało tu na podobnych regułach co w świecie żywych. Gdyby nie to, że większość tubylców żyła na same wodzie, to mogłaby się poczuć jak przeniesiona w czasie do ery przodków.
Oswoiła się także z Tachi, konwencjonalnych łukiem, swoją mocą, jak i nowymi towarzyszami i miejscową modą.
Co do eksperymentów z łukiem doszło do ciekawej sytuacji, że w cel najpierw uderzała energia zgromadzona na grocie, po czym w to samo miejsce, sekundę później trafiała sama strzała.


[+ 1 siła, wytrzymałość, kontrola reiatsu, + 3 wolne punkty, + Umiejętność: Sojusznik i biegłość "wyszkolony w taichi + 22 ryo ze zbiorów]
http://bleach.iowoi.org/t2142-zachodnia-dzielnica#62565
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Big Sis Haru

Karta Postaci
Punkty Życia:
70/70  (70/70)
Punkty Reiatsu:
110/110  (110/110)

PisanieTemat: Re: Północna dzielnica   2017-11-26, 21:46

Ishifone

- Nie jestem pewien, ale zaszło tu coś niedobrego - rzekł cicho nadal węsząc. - Chyba... powinienem go znaleźć.
Chłopak spojrzał na ścianę lasu i uczynił ku niej kilka kroków. Stanął na skraju traktu spoglądając między drzewa. Tymczasem wieprz podszedł do nich spokojnym krokiem chrumkając przyjaźnie. Trącił łagodnie dłoń Chikaze, po czym położył się na boku. Zauważyła, że jego boki lśnią od potu i wyglądało na to, iż zwierz szykuje się do drzemki. Do siodła miał przytwierdzone juki, z których wystawało owalny koniec bambusowego pudełka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blondi


avatar

Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
162/180  (162/180)
Punkty Reiatsu:
900/990  (900/990)

PisanieTemat: Re: Północna dzielnica   2017-11-26, 21:59

Cóż poradzić. Może i miała dobry węch, ale Daisuke przewyższał ją w tym o dwie klasy lekką ręką. Więc pozostawiła tropienie profesjonalistom.
-To prawie na pewno-W międzyczasie zaprzyjaźniła się trochę z dzikiem, nawet go trochę pogłaskała skoro był taki sympatyczny. Po guźcu Takeshiego była to całkiem miła odmiana. Nim cokolwiek jednak zrobiła to ten się walnął na boku... Ciekawe ile z tych rzeczy trafił szlag. Pot. Uciekał przed czymś, zdaje się. Albo wyrwał się spod kontroli jeźdźcowi. Chyba... planował się zdrzemnąć. No dobra, niech będzie.
Zauważyła przy tym ciekawe zjawisko. Coś akurat wystawało, i chociaż już takich tendencji nie miała, to może było to coś, co by pozwoliło jej zidentyfikować właściciela?
-Nie obrazisz się jak Cię przeszukam? Wiesz, by znaleźć Twojego pana-Chikaze zamierzała ostrożnie wyciągnąć to pudełeczko z juku, i sprawdzić co było w środku. Nie chciała nikogo okradać ale... W sumie, jakby to były pieniądze to zawsze mogło to gdzieś po drodze wypaść... Hmmmmm...
Poczekała, aż Daisuke znajdzie kierunek i pójdzie za nim. Czy to wypadek czy napaść, trzeba było działać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Big Sis Haru

Karta Postaci
Punkty Życia:
70/70  (70/70)
Punkty Reiatsu:
110/110  (110/110)

PisanieTemat: Re: Północna dzielnica   2017-11-27, 19:07

Wieprz nie miał nic przeciwko. Sięgnęła do juków i przy wyciąganiu pudełka zauważyła, że nie tylko ono się tam znajduje. Pierwsze co przyciągnęło uwagę to sakiewka, a oprócz tego dojrzała zeschnięte ciasteczko ryżowe, kubek i dwie odrapane kości do gry, oraz krzesiwo i krzemień.
W samym bambusowym pojemniku znalazła zaś zwój zapieczętowany przyjemnie pachnącym fioletowym woskiem, na którym odbito jakiś herb czy symbol z motywami liśćmi klonu. Dodatkowo zwój przepasany był wstążką kolorystycznie pasującą do pieczęci. W międzyczasie Daisuke złapał trop. Weszli kilkanaście metrów w zarośla i chłopak zakomunikował, że do ulotnej woni ludzkiego potu dołączył zapach krwi.
- Przed nami czai się niebezpieczeństwo. Tak czuję. - Spojrzał na Chikaze oczekując od niej instrukcji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blondi


avatar

Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
162/180  (162/180)
Punkty Reiatsu:
900/990  (900/990)

PisanieTemat: Re: Północna dzielnica   2017-11-27, 19:30

Hm. To był jakiś posłaniec. Niedobrze. Jeżeli to nie był wypadek to mogło to oznaczać, że ktoś się na niego tutaj zaczaił. Niedobrze, niedobrze...
Schowała zwój do pojemnika, a pojemnik do swojej torby. I sakiewkę. Jak był tamten martwy to mu się już nie przyda, a jak dychał to powinna przecież to zabezpieczyć.
W dodatku teraz doszła woń krwi. Czy to było zwykłe uderzenie, wypadek, czy atak? Nie mogła przewidzieć, ale trzeba było trzymać rękę na pulsie.
-Swój blisko mnie... Ale nie chwytaj się mnie, bo nie chcę złapać wszy-Musiała mu to powiedzieć, nawet jeśli i tak będzie musiała przejść przez to samo co on, cokolwiek by to nie było-Trzymaj rękę na rękojeści i węsz, czy ktoś jeszcze tu jest
Sama próbowała wyczuć źródła reiatsu w okolicy. Mieli pod tym względem dobrą obstawę. Musiała sprawdzić stan tego posłańca, więc poszła przodem. Daisuke za nią.
Przede wszystkim będzie musiała bronić Daisuke, gdyby coś się stało. Albo ciąć zagrożenie, albo jego zasłonić bądź odciągnąć. Był zdecydowanie bardziej odsłonięty od niej. Cokolwiek by nie zrobił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Big Sis Haru

Karta Postaci
Punkty Życia:
70/70  (70/70)
Punkty Reiatsu:
110/110  (110/110)

PisanieTemat: Re: Północna dzielnica   2017-11-28, 17:53

Daisuke kiwnął głową kładąc dłoń na rękojeści swojej katany. Obrumienił się też trochę, bo posiadanie wszy nie było raczej powodem do dumy. Wręcz przeciwnie.
Wyczuwała reiatsu z dość bliskiej odległości, ale nie potrafiła ocenić jego siły, bowiem wydawało się nienaturalnie przytłumione jakby ktoś specjalnie je maskował, lecz nie potrafił zrobił tego idealnie. Inna możliwość, że Chikaze wykrywała reitsu na tyle dobrze, że na nawet jego wyciszone źródło potrafiła w jakimś stopniu wyczuć.
Weszli jeszcze kilkadziesiąt kroków w las i już widziała co wydzielało energię. Było to osobliwe, raczej niskie, drzewo o brązowoczerwonej korze i rozłożystej koronie jasno szkarłatnych liści. Tylko jedno, wszystkie inne drzewa wyglądały normalnie.
- Od tego pachnie krwią - szepnął Daisuke. Niepotrzebnie, bo teraz i Chikaze wyczuwała delikatną woń przynoszącą ze sobą same nieprzyjemne wspomnienia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blondi


avatar

Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
162/180  (162/180)
Punkty Reiatsu:
900/990  (900/990)

PisanieTemat: Re: Północna dzielnica   2017-11-28, 20:49

Czy same nieprzyjemne... Ostatnio jednak trochę było w tym przyjemności.
Fakt faktem, dziwna to była sprawa. Bo nie zobaczyła, tak jak by się spodziewała, ciała, tylko drzewko które emitowało energię. Wyróżniało się też na tle innych i to znacznie, bo mniejsze i kolory liści zupełnie nie na tą porę roku. I waliło krwią.
Skąd więc ten zapach ludzkiego potu? Gdzie jest jeździec?
-Tak, teraz to czuję...-Mruknęła. I co by tu zrobić? Nie widziała ciała, ale czuła krew. Pułapka? Miała jedną możliwość się przekonać. Na pewno nie było to zwykłe drzewo i wątpiła, by miało ono dobre zamiary
-Jeżeli ktoś lub coś tu jest, daję temu trzy sekundy by się ujawniło-Rzuciła, powoli ładując energią swoją rękę. Odliczała, ale... coś szybciej, niż normalnie. Element zaskoczenia, tyle by uderzyła z pełnej siły. Z bezpiecznej odległości.
Musiała być gotowa na wszystko. Przede wszystkim albo na obronę w miejscu tachi, albo na złapanie Daisuke i ucieczkę. No chyba, że coś się odezwie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Big Sis Haru

Karta Postaci
Punkty Życia:
70/70  (70/70)
Punkty Reiatsu:
110/110  (110/110)

PisanieTemat: Re: Północna dzielnica   2017-11-28, 21:42

Jeśli ktoś lub coś rzeczywiście się tu ukrywało, to nie uznało za stosowne się ujawnić. Ładowała reiatsu, a tymczasem Daisuke spojrzał na ziemię.
- Coś się... - Spod ich stóp wystrzeliły korzenie. Zbrojna ręka Chikaze została unieruchomiona jako pierwsza, a dwa kolejne korzenie okręciły się wokół torsu i pociągnęły ją w dół. W przeciągu kilku sekund zostali ściągnięci do poziomu gruntu.
Tymczasem pień drzewa na pewnym obszarze zaczął się wybrzuszać. Kora rozstąpiła się na boki odsłaniając lśniące od żywicy, kremowo blade ciało. Od szczupłego brzucha, po niewielkie piersi z karminowymi sutkami, po szczupłą szyję i drobną kobiecą twarz. Ciemne niczym jeżyny usta wykrzywiły się w grymasie irytacji.
- Jest tak jak mówił... coraz was więcej przychodzi - mówiła sennym głosem. Otoczone czernią źrenice miały odcień czerwieni właściwy do krzepnącej krwi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blondi


avatar

Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
162/180  (162/180)
Punkty Reiatsu:
900/990  (900/990)

PisanieTemat: Re: Północna dzielnica   2017-11-28, 22:03

Spodziewała się ataku z boku, z frontu, albo nawet z tyłu. Nie spodziewała się jednak jego zupełnie spod ziemi. Sprowadziło ją to zupełnie do parteru, Daisuke niestety też. Nie wróżyło to dobrze na przyszłość. Przynajmniej opierała się parę sekund, ale też chyba niespecjalnie się przykładały do tego. Mogła przynajmniej unieść nieco głowę. Jak już ostatnie przekleństwa opuściły jej gardło, znaczy się.
Driada? Duch lasu? Diabli jedno raczą wiedzieć, ale zdecydowanie nie podobało jej się to, że pachniało to krwią. Dawało jej to kiepskie perspektywy na przyszłość, jeżeli czegoś zaraz nie wymyśli. No i Daisuke miał rację z tym zagrożeniem. Szkoda, że nie umiała tego interpretować w odpowiedni sposób. Albo to lubiła się pakować w kłopoty.
-Khhhhh... Uważaj o co prosisz, matula mówiła...-Wycharczała, jeszcze pod wpływem siły z jaką została sprowadzona na ziemię. Nieco się uspokoiła, ale tylko na tyle by nie miotać obelgami. Chwyciła korzeń który złapał jej zbrojną rękę tą samą dłonią, a w miarę możliwości dwa który oplotły jej ciało drugą. Albo przynajmniej jeden. Zaczęła w nie pompować reiatsu... Co, jeśli nie mogła złapać? To przez miejsca styku z jej ubraniem, wiedziała, że mogła-O kim Ty... khem, rozumiem, że mogłam się trochę zagalopować, przepraszam. Puścisz nas, byśmy mogli pogadać... Albo chociaż odejść na spokojnie?
Tak. Miała plan uwolnienia się. W końcu wystarczyłby gest którąkolwiek dłonią, by jej mocą przeciąć te korzenie i się uwolnić, wzlatując w powietrze. Ale to dopiero wtedy jak będzie pewna, że ta roślinka nie dość, że nie chce z nimi rozmawiać to jeszcze chce ich na przykład skonsumować.
-Nawet obiecuję, że wtedy nikomu nic o Tobie nie powiem-Dodała. Coś wątpiła w tego rodzaju dyplomację, ale dla czystego sumienia mogła spróbować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Big Sis Haru

Karta Postaci
Punkty Życia:
70/70  (70/70)
Punkty Reiatsu:
110/110  (110/110)

PisanieTemat: Re: Północna dzielnica   2017-11-28, 23:27

Przez chwilę kobieta z drzewa nie zwracała na nich uwagi. Patrzyła się tępo w kierunku, z którego przyszli dając Chikaze czas na naładowanie trzymających ją korzeni własnym reiatsu. Początkowo Daisuke warczał i napinał się w próbie uwolnienia, lecz zaprzestał i jednego i drugiego, gdy tylko wyszło na to, iż jego mentorka obrała wpierw drogę perswazji.
- Och? Tak mówisz? - Dziwa w końcu na nich spojrzała. - Ten pierwszy chciał postąpić zupełnie inaczej.
Liście zaszumiały i ujrzeli, jak konar wyrastający po drugiej stronie korony okręca się niczym wąż ukazując im chłopaka w jasnofioletowym kimonie trzymanego przez konar za stopy tak, że nieprzytomny bądź martwy nieszczęśnik wisiał głową w dół.
- A ja chciałam być dobra. - Westchnęła. - Nie chciałam wypić całej jego krwi, chociaż bardzo mi by to pomogło. Odkąd się tu znalazłam nie zdążyłam jeszcze nasycić ziemi niczym więcej jak kilkoma ptakami i jednym zającem. Ale od niego chciałam tylko odrobiny, a on i tak zaczął krzyczeć i grozić, że sprowadzi tu jakichś shinigami. - Westchnęła ponownie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blondi


avatar

Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
162/180  (162/180)
Punkty Reiatsu:
900/990  (900/990)

PisanieTemat: Re: Północna dzielnica   2017-11-29, 00:00

Cholera, niedobrze... Coś się spodziewała, że to coś będzie chciało coś wysysać z nich, ale nie spodziewała się, że będzie to faktyczna krew a nie energia duchowa. Nawet jeśli będzie chciała się wyrwać, to może się to skończyć źle dla Daisuke. Albo dla tamtego tam. Wolała tego uniknąć.
Nie wydawała się jednak tak koszmarnie zła, jeżeli to co mówiła było prawdą.
-Cholera, czy on żyje?-Wyrwało jej się najpierw. Nie wyglądał najlepiej, najpewniej wyssała z niego na tyle krwi, że biedaczek stracił przytomność.
Swoją drogą... Kobieta-roślina, która żywiła się krwią. Coś jej to mówiło... Moment, chyba nawet widziała w jakiejś durnej mandze coś podobnego...
-Erm... Jak obiecuję to obiecuję... Wyjaśnię Ci to z shinigami, ale... Mogłabyś nas wypuścić? Naprawdę nie chcę walczyć. Żadnej z nas to na zdrowie nie wyjdzie-Zwróciła uwagę, trochę pospiesznie widząc stan trzymanego-I jeżeli jednak ten młody mógłby przeżyć... To tylko dzieciak, młode to i głupie, ale jednak niewinne i działało w strachu...
Trochę ryzykowne, ale może się zgodzi jeżeli pokaże iż jest skora do współpracy? Mogłaby prawdopodobnie sobie z nią poradzić, ale jednak bała się o pozostałą dwójkę...
...dopiero teraz się zorientowała. Miała przed sobą krzyżówkę człowieka i rośliny wysysającą krew, a ona nie dość, że zachowała w miarę zimną krew, to do tego jeszcze nawet ją to specjalnie nie zdziwiło. Jakby takie rzeczy widziała co drugi dzień. Nie widziała, ale doświadczyła zdecydowanie gorszych i dziwniejszych widoków.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Północna dzielnica   

Powrót do góry Go down
 
Północna dzielnica
Powrót do góry 
Strona 5 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Świat :: Soul Society :: Rukongai :: Tereny Mieszkalne-
Skocz do:  
Free forum | © phpBB | Free forum support | Kontakt z | Report an abuse | Create your own blog