IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Nabór na stanowiska Mistrzów Gry!

Pomoc dla nowych graczy

Forumowy Discord

Share | 
 

 Zachodnia dzielnica

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość
Blondi


avatar

Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
162/180  (162/180)
Punkty Reiatsu:
900/990  (900/990)

PisanieTemat: Re: Zachodnia dzielnica   2017-09-14, 18:19

Uniesione brwi Ishifone świadczyły o tym, że była trochę zdziwiona tym co usłyszała. Trzy lata temu? To akurat nie było najbardziej dziwne w tym wszystkim. Gdyby to się stało paręset, to owszem, ale to by jeszcze pasowało. Z wieku wspomnienia wnioskowała, że Adam musiał być młody gdy to się stało. Ale w skrzyni?! Jak małe to musiało być, że trzymał to gówno w skrzyni?
Poszedł po to. W międzyczasie Kanosuke postanowił rozprostować trochę członki. Trochę miał już lat to mogła zrozumieć, ona wolała po prostu trochę odreagować. Miała chwilę, by pogadać z Daisuke, acz skończyło się ledwo na wymianie paru zdań.
-Nic nie muszę. Ale chcę, byś mi towarzyszył z własnej woli-Krótka piłka. Jeżeli by się jej bał i miał przy niej być tylko i wyłącznie z tego powodu, to już lepiej by wrócił z Takeshim albo coś. Zająłby się nim odpowiednio, a i pewnie miałby i tak lepsze warunki, niż na ulicy w swoim okręgu.
Kanoya wrócił z... Kataną? Wyglądała na dobrze wykonaną, ale cholera...
-...pierwszy raz widzę, żeby ktoś to związywał z przedmiotem-Ujęła to ostrożnie. Spróbowała wyczuć, czy znajdowała się tam jakaś znajoma energia. Miała z tym wystarczająco dużo do czynienia by się o tym przekonać, przynajmniej taką miała nadzieję. W najgorszym razie będzie odrzucać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Big Sis Haru

Karta Postaci
Punkty Życia:
70/70  (70/70)
Punkty Reiatsu:
110/110  (110/110)

PisanieTemat: Re: Zachodnia dzielnica   2017-09-14, 18:59

Wyglądało to jakby do spodu tsuby przyczepiły się polipy czy inne morskie cholerstwo. Energię wyczuwała, ale nie przypominała ona reiatsu pożeracza. Nie słyszała zawodzenia potępionych dusz ani nic w tym guście.
- Ja z kolei nigdy nie słyszałem o tym żeby było inaczej - przyznał Kanoya.
Przyglądał się niepewnie to Ishifone, to trzymanej przez niej katanie.
- Wśród Strażników sporo się mówi o broni tego rodzaju. - Kanosuke oparł się o ścianę i spoglądając na nich z boku. - Słyszałem różne plotki. Nieudana próba stworzenia zamiennika dla zanpakuto shinigami, tajna broń jednego ze szlacheckich rodów czy dzieło potworów zamieszkujących Hueco Mundo. O ile zanpakuto posiada duszę tak to tutaj chociaż wydaje się żywe jej nie ma. Karmi się twoim reiatsu dając ci w zamian siłę, ale jeśli dasz temu za wiele zaczyna się w niekontrolowany sposób rozrastać i wtedy już wiesz, że jest po tobie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blondi


avatar

Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
162/180  (162/180)
Punkty Reiatsu:
900/990  (900/990)

PisanieTemat: Re: Zachodnia dzielnica   2017-09-14, 19:21

Zmarszczyła brwi. Kolor nie pasuje. Nie wyczuwała też tej charakterystycznej energii. O zawodzeniu to akurat mogła zapomnieć, bo już nie miała tego gówna w sobie. Może też perspektywa się różniła? Nie, raczej nie...
Zdecydowanie była trochę zdezorientowana. Jak wszyscy wokół do tej pory. Czyżby się pomyliła? Nawet jeśli, nie powinna tego mówić wprost, bo ją tutaj zlinczują po tym wspaniałym pokazie wylewności. No i straciłaby pozycję, którą udało jej się tutaj wypracować.
-...Czuję inne reiatsu niż to, z którym miałam do czynienia. Kolor również jest inny. Tamto było krwisto czerwone-Trzymała dalej miecz w dłoniach. Słyszała legendy o mieczach które żywiąc się duszą szermierza powoli spaczały ją i przejmowały nad nią kontrolę, zmieniając go w szalejącą bestię. Najwidoczniej te legendy miały jakieś potwierdzenie-Byłam jednym z eksperymentów. Być może ktoś próbował przeszczepić reiatsu pożeracza do broni i nie do końca się przyjęła. Może to też zupełnie inny projekt. Wydaje się jednak działać w ten sam sposób. Nadmiar dusz, rozrost. Nadmiar reiatsu, rozrost. Zamiana w bliżej nieokreśloną kreaturę żerującą na duszach-Westchnęła. Miała mieszane uczucia, oddając broń Kanoyi.
-Wybaczcie, ale nie jestem w stanie stwierdzić czy to jest to dokładnie, co mnie toczyło. Wiem jednak, że jest to cholernie podobne w swoim działaniu-Usiadła. Znowu powinna trzymać język za zębami, ale straciła kontrolę nad swoimi nerwami.
-Trudno mi uwierzyć w zwykły zbieg okoliczności, tyle wam powiem. Ale nie tego się spodziewałam-Obróciła głowę w stronę Kanosuke-Zmieniało to jakoś kształt w podobny do tego, o którym mówiłam?
To było ostatnie pytanie, jakie miała przygotowane. Nie podobało jej się to ani trochę, ale z drugiej strony widziała, że ten facet chce dobrze.
-Dalej jednak nie uważam, żeby to był dobry pomysł to rozpowszechniać. Zwłaszcza, że jednak nie do końca wiemy co to może być za cholerstwo, i jakie skutki może to przynieść. Ale przynajmniej jest szansa, że jednak nie jest to aż tak mordercze jak się spodziewałam-Coś jej jednak leżało na wątrobie, chociaż bardzo nie chciała się do tego przyznać. Wyszła na idiotkę? Trochę, przynajmniej w swoich oczach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Big Sis Haru

Karta Postaci
Punkty Życia:
70/70  (70/70)
Punkty Reiatsu:
110/110  (110/110)

PisanieTemat: Re: Zachodnia dzielnica   2017-09-14, 19:37

- Czyli jest szansa, że to ramię nie jest tym o czym mówiłem? Chwała bogom, bo już obmyślałem jak to cholerstwo sobie odrąbać - sarknął Kanosuke.
Kanoya odebrał katanę i chwilę przyglądał się jej z zagadkowym wyrazem twarzy.
- Nic nie jest pewne... niemniej i tak dam sobie spokój.
- Podobno jak się pożywia reiatsu to rośnie i rośnie zamieniając się w wielką mięsną kluchę otaczającą nieszczęśnika, po czym wybucha - rzekł Kanosuke. - Te moje tu zachowuje się spokojnie. Żadne macki z paszczami się nie objawiły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blondi


avatar

Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
162/180  (162/180)
Punkty Reiatsu:
900/990  (900/990)

PisanieTemat: Re: Zachodnia dzielnica   2017-09-14, 20:04

Nie, to zdecydowanie nie było podobne do pasożyta, z którym miała do czynienia. Czy właśnie popełniła poważny błąd, mówiąc im o swoich własnych przeżyciach?
-Hm. Pierwsze słyszę-W jej wydaniu taka opinia musiała brzmieć całkiem pozytywnie dla starego strażnika. Jajogłowy chyba jednak patrzył na to zupełnie inaczej. Kto by pomyślał, że da się do niego przemówić na poziomie logicznym. Nietypowe dla tego rodzaju ludzi.
-Lepiej tak. Za dużo już takich, co bawiąc się szemranymi mocami zrobili krzywdę sobie i innym-Przetarła sobie oczy lewą ręką. I co z tego miała? Na razie figę, może poza noclegiem-Tylko zachowajcie to co mówiłam dla siebie. Już raz miałam srogie problemy jak powiedziałam parę słów za dużo o mojej przypadłości. Już jej nie mam, ale taka uwaga nie jest mi potrzebna-Czyżby właśnie prosiła kogoś o to zamiast grozić? Naprawdę się zrobiła o wiele milsza dla innych w odbiorze. No ale co jej zostało? Z niesprawną ręką i strażnikiem obok i tak za wiele nie zrobi.
-Ale ta Twoja moc to kawał dobrej rzeczy jest. Lepiej skup się na jej rozwoju, bo takie rzeczy są całkiem rzadkie-Rzekła do Kanoyi-Ja tam jedynie umiem ciąć i bić na odległość, ot, tyle mi zostało z tego co kiedyś umiałam... Ech, aż mi głupio, że tyle rabanu może i o nic narobiłam...
Aż się zmęczyła, co było widać. Trochę ciężko jej było utrzymać wzrok w jednym miejscu, zamiast tego patrząc się głównie gdzieś w dół. Opowiadanie, a przede wszystkim przeżywanie tego wszystkiego ponownie naprawdę było wyczerpujące.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Big Sis Haru

Karta Postaci
Punkty Życia:
70/70  (70/70)
Punkty Reiatsu:
110/110  (110/110)

PisanieTemat: Re: Zachodnia dzielnica   2017-09-18, 15:44

Mężczyźni okazali zrozumienie i o nic więcej się nie dopytywali. Przyrzekli również, że słowa o przeszłości Ishifone do niepowołanego ucha nie wpuszczą. Kanoya tylko wzruszył ramionami i stwierdził, że w pracy Strażnika chyba bicie na odległość jest już bardziej przydatne od tego co on potrafił.
Tego dnia Ishifone czekało jeszcze spotkanie z tutejszą władzę, na którą składało się osiem najbardziej szanowanych w osadzie osób. Kanosuke przedstawił Ishifone i jej towarzyszy jako jego kompanów trudniących się podobnym fachem.
Po przedstawieniu się rada zadała kilka pytań o to co się w szerokim Rukongai dzieje, po czym zapewniła Ishifone, że otrzyma gościnę na tak długo jak będzie chciała. Tylko jeden z szacownych miał pewne wątpliwości. Nazywał się Nozaki i zarówno z wyglądu jak i zachowania przypomina jej nieco Neko. Chciał dowiedzieć się skąd wzięła się rana Ishifone i czy nie jest czasami ścigana przez jakieś nieprzyjemne indywidua. Kanosuke szybko ugasił pożar zapewniając, że goście żadnej katastrofy na osadę nie sprowadzą i w końcu posiedzenie dobiegło końca.
W hali znajdowała się izba przeznaczona dla najbardziej szacownych gości. Takeshi stwierdził, że wystarczy mu kąt w karczmie, acz mógł żałować, gdyż reprezentacyjny pokój standardem przerastał nawet dom Kanosuke. Okna również zawierały szyby, a podłogę zakrywały deski. Dodatkowo mieli, aż trzy posłania z prawdziwego zdarzenia. Żadna kupka słomy i postrzępiony koc, lecz porządny niewysiedziany materac i gruba wełniana narzuta. Mocny kufer z dębiny i stolik wraz z poduszkami dopełniały dzieła. Izbę można było przedzielić dwoma papierowymi ściankami i mimo to nie groził atak klaustrofobii.
Wyżywienie również niczego sobie. Porządna micha ryżu z tłuczoną marchwią i rzepą oraz zajęcze udko. Do tego nawet niezła zielona herbata (chyba, że preferowała sake). Miała dowolność w spędzeniu resztki dnia, gdyż wszyscy postanowili dać jej chwilę oddechu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blondi


avatar

Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
162/180  (162/180)
Punkty Reiatsu:
900/990  (900/990)

PisanieTemat: Re: Zachodnia dzielnica   2017-09-18, 21:35

Jakby to... Dziwne, że tyle w miarę rozumiejących ją ludzi spotkała dopiero w zaświatach w o wiele bardziej brutalnym świecie. Przynajmniej o wiele bardziej surowym. Podziękowała, również obiecując zachowanie dyskrecji w tej sprawie. Ishifone również chciała wzruszyć ramionami ale się skrzywiła.
-A cholera wie, w jaką stronę się rozwiniesz. Ja widzę większy potencjał dla Twojego niż dla mojego-Przyłożyła rękę do rany, bardzo delikatnie masując. Było to tak cholernie upierdliwe... I irytujące. Dali jej w każdym razie trochę spokoju, a przynajmniej do momentu w którym potrzebne było spotkanie ze starszyzną wioski.
Ci też byli zdumiewająco mili. Popytali o ploteczki z Rukonu, na co odpowiedziała, że w sumie jest stabilnie. Tylko jakieś drobne grupy się chyba szarpią o władzę, bo coraz głośniej jest o tym całym wyzwolicielu. I to w sumie tyle, nawet może nawet nieco spokojniej niż zwykle, bo nie musiała się tłuc z jakimiś bandytami, ale to równie dobrze mogło być związane z nieco lepszym stanem tych okręgów. Nie wiedziała co więcej dodać, bo i nie otrzymywała konkretnych pytań. Poza paroma, i to od tej samej marudy która kogoś jej przypominała. I potem zdała sobie sprawę kogo. Aż się uśmiechnęła pod nosem, gdy znalazła pewne porównania, ale nim odpowiedziała w jakikolwiek zgrabny sposób wyratował ją Kanosukę, ręcząc za nią swoim słowem. Ona by pewnie stwierdziła, że jakby ktoś chciał ją zaszlachtować czy dokończyć robotę już miał masę innych okazji by tego dokonać, więc nie było czym się denerwować. Okazało się to jednak zbyteczne, więc trzymała język za zębami.
Ale cholera jasna, dlaczego została im przydzielona taka super izba – nie miała pojęcia, ale nie zamierzała w najmniejszym stopniu narzekać, bo dawno nie miała okazji do tego rodzaju odpoczynku, i pewnie długo nie będzie jak się stąd w końcu ruszy. Szyby, dobre posłanie, i dużo przestrzeni. I w dodatku miała kufer, gdzie wrzuciła swoją torbę. Jak stoi to czemu nie. Jedzenie też było niczego sobie, najadła się i to ze smakiem.
Została sama. Dano jej trochę spokoju i czasu dla siebie, z czego skrzętnie skorzystała kładąc się na jednym z posłań. Mogła odpocząć i pomyśleć nad tym... Co cholera jasna robić dalej?
Musiała trochę odpocząć, to na pewno. Mogła szukać dalej jakiegoś uzdrowiciela czy po prostu kogoś wyszkolonego, ale nie będzie miała gwarancji czy ktoś się w końcu nią nie zainteresuje, albo że nie będzie marnowała czasu. Z drugiej strony nie mogła siedzieć ot tak bezczynnie.
No i kwestia tego, czy ma pozostać tak jak jest, czy może jednak... Pójść na ten układ. Daisuke odpowiadało tak jak jest, i jej w sumie też. Tylko czy w ten sposób będzie mogła osiągnąć pełen potencjał swojej nowej formy? Czy dusze mają na tyle dużo mocy, by równać się z Quincy? Z drugiej jednak strony ta wojna, która z pewnością jest nieunikniona... Nie była pewna która strona była lepsza. Chociaż szczerze wątpiła, by jej fakt pozostania duszą był również pozytywnie rozpatrzony przez jej dawną „rodzinę”. Ale dołączenie do strony przeciwnika – to już byłaby ostateczna zdrada. Może powinna rzucić monetą?
Miała trochę czasu w każdym razie. I na pewno będzie mogła się rozwinąć nawet w stanie niepełnego zdrowia. Ta. Musiała tylko odpowiednio do tego podejść.

Spędziła na tych rozmyślaniach jakąś godzinę. Odetchnęła nieco, chociaż głównie fizycznie. Głowa dalej ją męczyła różnymi myślami, i musiała się jakoś dotlenić. Wyszła sobie na spacer, głównie by znaleźć jakieś wolną przestrzeń gdzie by jej nie zawracano głowy, i mogła w razie czego się rozpędzić czy trochę poszaleć z reiatsu. Może będzie musiała się nawet znaleźć na obrzeżach, trudno. Ale musiała takie miejsce odnaleźć.
Ta technika poruszania się była podobna, ale jednak trochę inna. Musiała ją opanować, jednocześnie uważając na swoją rękę. Dobrze, że miała drugą do asekuracji, nie wspominając już o swoich nogach i kolanach. Planowała tak skakać, to w jedną stronę to w drugą. Przyzwyczajenie się do różnic w działaniu tego czegoś było niezbędne, by nie powtórzyć pewnych błędów które w sumie doprowadziły do jej obecnego stanu. Gdyby miała upaść to będzie trzeba osłonić ranne ramię. Też w sumie ciekawą dla niej sprawą było, czy czasem hirenkyaku by nie zadziałało... Ale jak teraz tego próbowała to już wyczuwała różnice. Ten sposób był prostszy do nauczenia, ale bardziej prymitywny. Do hirenkyaku potrzebowałaby chyba więcej kontroli reiatsu... Acz może by kiedyś spróbowała. Jak będzie w lepszej formie. Planowała na razie ćwiczyć tak, aż się zmęczy. Miała dosyć ciężki dzień, i planowała potem odpocząć... Nawet się zdrzemnąć...

Następnego dnia zamierzała pójść do Takeshiego. Jeżeli to co Kichiro mówił było prawdą, to ta rekonwalescencja jej trochę zajmie. Zamierzała więc to załatwić teraz, co by sobie czasem jakiś wrogów nie robić. Pewnie siedział w karczmie znając życie.
-Cześć-Przywitała się z nim, siadając jakoś obok-Przemyślałam sprawę, i chyba tu zostanę aż nie dojdę zupełnie do siebie. Co oznacza, że raczej przez najbliższy miesiąc czy dwa nie będę się stąd ruszać. Niezbyt widzę więc potrzebę, byś tutaj bezczynnie siedział-Wyciągnęła do niego rękę.
-Dzięki za Twoje usługi. Jakby były jakieś problemy to... Nie wiem nawet jak mógłbyś mi dać znać, ale kiedyś na pewno zawitam w „rodzinnych stronach”-Mrugnęła do niego. No. Jakoś to przekazała, chyba.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Big Sis Haru

Karta Postaci
Punkty Życia:
70/70  (70/70)
Punkty Reiatsu:
110/110  (110/110)

PisanieTemat: Re: Zachodnia dzielnica   2017-09-19, 00:48

Wyszła poza osadę, lecz miała ogon. Daisuke towarzyszył jej niczym cień i jak cień się zachowywał. Nic nie mówił, nie przeszkadzał tylko stał z boku obserwując w niemym zdumieniu jej wprawianie się w szybkich krokach. Nie szło dobrze. Chyba wyciąganie na wierzch nieprzyjemnych wspomnień nieco nią zachwiało i nie mogła w pełni się skupić. W dodatku pomału robiło się ciemno, wiec wypadałowrócić do ciepłej izby.
Gdy nadszedł czas spoczynku umościła się wygodnie na posłaniu i odpłynęła w sen, w którym na szczęście nie pojawiły się koszmary, aczkolwiek widziadła miały dość niepokojącą atmosferę. Chodziła po Karakurze, ale nie mogła znaleźć nikogo znajomego. W domu rodzinnym pustki, w November Eleven pustki. W końcu podeszła pod kancelarię swego prawie że męża, którego widziała wyglądającego przez okno, lecz nim do niego krzyknęła sen się rozwiał.
Parę chwil po pobudce męczyło ją uczucie osamotnienia. Zupełnie jakby została sama na świecie, chociaż słyszała pochrapywanie Daisuke dobiegające zza papierowej ścianki.
Po śniadaniu zaszli do karczmy, w której zgodnie z oczekiwaniami grzał się Takeshi. Miejscowi widać porządni, bo od rana w trupa się nie zalewali przez co najemnik wyglądał dość ponuro siedząc samotnie przy czarce... herbaty, sądząc po woni.
Rozpogodził się zaraz widząc swych towarzyszy. Uśmiechnął się półgębkiem i leniwym ruchem wyciągnął dłoń ku Ishifone.
- I tak bym dzisiaj stąd wyjechał. Sumienie nie pozwala mi obarczać bardziej sakiewki Małego, hehe. Tak długo tutaj będziecie? Czyli nici z cudu, heh. Ale to dobre miejsce na przezimowanie. Przynajmniej póki nie przypałęta się tu jakiś oszołom... No ja myślę, że zawitasz. Poprawicie humor Shirotori'emu. Przyzwyczaił się i teraz będzie was mu brakować, chociaż znając to bydle niczego nie da po sobie poznać, ale ja wiem lepiej. Ma większe serce od większości dusz. Hmm, ludzkich dusz. Także powodzenia wam. Zdrowiej żebyś na wiosnę mogła wyruszyć dalej, a ty młody pamiętaj o moich radach. Przestrzegaj ich, a nie zginiesz i może jeszcze czegoś się dorobisz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blondi


avatar

Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
162/180  (162/180)
Punkty Reiatsu:
900/990  (900/990)

PisanieTemat: Re: Zachodnia dzielnica   2017-09-19, 12:00

Taki ogon w tej postaci wcale jej nie przeszkadzał. Przynajmniej dopóki nie wchodził jej w drogę. I nie miał drugiego ogona... Trzeciego? No nieważne. Zresztą nie planowała zbyt wiele. Ot, proste rzeczy w których musiała trochę złapać wprawy.
Nie miała jednak do tego zupełnie głowy. Cały czas się ślizgała i nie mogła złapać równowagi po skoku. Dobrze, że sobie ostatecznie nic nie zrobiła, ale za każdym razem gdy miała za sobą kolejną nie do końca pomyślną próbę robiła się coraz bardziej czerwona. Prawie jak ten pierdolony pasożyt w jej ciele. Jeszcze raz... I znowu, cholera, prawie wyrżnęła twarzą w śnieg!
-Kurwa mać, to nie ma sensu-Powoli też robiło się tak ciemno, że ledwo widziała swoje nogi i ręce. Podniosła się z kolana i obróciła do Daisuke, który na nią patrzył gdzieś z ubocza-Też się muszę przyłożyć do swojego treningu... Naprawdę przyrdzewiałam, sheeeee...-Nie czekała nawet za bardzo na odpowiedź. Ot, wróciła do swojej izby, by tym razem odpocząć na porządnie. Należało jej się to, a może jak wstanie rano będzie w trochę lepszym nastroju. Miała taką nadzieję. A taką nadzieją to można było się co najwyżej podetrzeć, jak się okazało następnego ranka.

Jakiś dramatycznych zrywów nie było. Obudziła się trochę przymroczona, stopniowo przypominając i utrwalając sobie części snu. Podniosła się półprzytomna do siadu, zauważając jak szalik na jej szyi osunął się po jej udzie. Chwyciła go delikatnie w dłonie. Był już trochę znoszony, zdecydowanie go nie oszczędzała, a nawet jej się wydawało, iż widziała jakieś czerwone ślady krwi na nim. Albo też w ogóle trochę już zmienił barwę gdzieniegdzie. Mimo to jeszcze zachował całkiem sporo ze swojej miękkości. Powinien jej posłużyć...
Bawiła się nim tak chwilę, przesuwając kciukiem po jej powierzchni. Musiała o niego dbać. To była najważniejsza rzecz, która przypominała jej o tych elementach poprzedniego życia, które zaczęła doceniać zdecydowanie za późno. Dopiero wtedy, gdy tak naprawdę nikt jej nie pozostał.
Miała swoje domysły, co ten sens i uczucie mogło oznaczać. Siedziała tak przez jakiś czas, trzymając skrawek materiału w dłoni, starając się nad tym nie rozmyślać. Nie czuła tego wtedy, to dlaczego miałaby czuć teraz?
Mimo to myśl, że nawet jak wróci kiedyś na ziemię to będzie brakowało jednej osoby zakręciło jej łzę koło oka. Szybko ją wytarła by czasem nikt nie zobaczył, i wstała gwałtownie wyglądając zza przymglonego okna niby za czymś. Może to lepiej. Może tak rzeczywiście będzie lepiej dla wszystkich. Nawet jeżeli chciała jeszcze powiedzieć masę rzeczy. Ale tak będzie lepiej. Będzie lepiej.

Obudziła Daisuke jak już się ogarnęła. Zajęło jej to zdecydowanie za dużo czasu, ale obeszło się bez wielkich scen. Może jedynie była trochę czerwona, a oczy miała nieco opuchnięte. Przeszło jej jak wyszli na zewnątrz. Mróz dobrze na takie rzeczy działał. Humor jej się poprawił jak zobaczyła długą minę Takeshiego. Chciała aż mu trochę dokopać jakimś stwierdzeniem, że dobra karczemna herbatka dobrze mu zrobi na wątrobę, ale leżącego to tak trochę nie wypadało. I przecież całkiem pozytywnie na nich zareagował.
-Taaaaaa, a komu się tu świeciły oczy na wyprawę do dwudziestego okręgu?-Wyszczerzyła się do niego-No dopóki moje ręka nie dojdzie do siebie, bo te cuda wcale takie cudowne nie są. Trochę to zajmie, ale prędzej mi kuśka wyrośnie niż mnie to w jakiś sposób ograniczy-Poklepała się piąstką po lewej stronie swojej piersi. Próbowała sobie trochę poprawić humor, ale temat trochę ku temu nie służył-Myślę, że wszystkim poprawię tym humor, nie tylko naszemu samcowi alfa, hehehe... O młodego się nie martw, damy sobie radę
No. Uścisk dłoni przypieczętował koniec umowy, ale chyba raczej nie znajomości. Rzeczywiście skubany dziadyga miał rację, że całkiem porządny facet, przynajmniej jak na to całe wypizdowie. Ishifone jeszcze rzekła, że ma do załatwienia parę rzeczy ale postara się wpaść zanim wyjedzie. Zamierzała przykursować do Kanosuke. Nie było go w karczmie, więc pewnie jest u siebie albo gdzieś się kręci.
-Heeej!-Zawołała by do niego, albo też trochę ciszej się przywitała gdyby go zastała u siebie-Mielibyśmy do Ciebie taką sprawę... A w sumie, będę się streszczać. Dałoby radę gdybyś nas trochę poduczył różnych rzeczy?-Jak zwykle, nie owijała zbytnio w bawełnę, chociaż tym razem to bardziej z szacunku do jego i swojego czasu niż z lekceważenia.
-Daisukę trochę uczyłam, ale raczej takich podstaw... A ja chociaż trochę pary mam brakuje mi techniki. Wczoraj ćwiczyłam techniki szybkiego poruszania się, ale nie do końca mi szło. Może pogoda nie taka, może coś sama knocę-Przedstawiła tym samym to, co ostatnio robili. Może się zgodzi? Powinien, był raczej pozytywnie do nich nastawiony.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Big Sis Haru

Karta Postaci
Punkty Życia:
70/70  (70/70)
Punkty Reiatsu:
110/110  (110/110)

PisanieTemat: Re: Zachodnia dzielnica   2017-09-19, 15:00

Odnaleźli Kanosuke opartego o ścianę swojego domu. Czy pilnował porządku, czy miał ochotę odetchnąć świeżym powietrzem trudno powiedzieć, grunt, że nie musieli tracić czasu na niepotrzebne poszukiwania. Skinął głową na powitanie.
- Jak minęła noc? - rzekł, po czym wysłuchał jakąż to sprawę miano dla niego i koniec końców nie wydawał się z niej zadowolony.
- Paru rzeczy? - Wydał z siebie przeciągłe mruknięcie. - Chłopaka może bym czegoś nauczył, ale ciebie? Nigdy nie należałem do elity strażników i jedyne co mogę zaproponować to parę lekcji operowania taichi czy może bitki na gołe pięści. - Spojrzał sceptycznie na Ishifone, która wcale a wcale nie wyglądała na taką co by stworzona została do brutalnego nawalania się po gębach. - Na magii się nie znam. Shunpo też ledwo co umiem. Nie wiem co by cię mogło jeszcze interesować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blondi


avatar

Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
162/180  (162/180)
Punkty Reiatsu:
900/990  (900/990)

PisanieTemat: Re: Zachodnia dzielnica   2017-09-19, 15:42

Znaleźli dosyć szybko i sprawnie, co zadowoliło blondynkę. Wyjaśniła o co chodzi i chociaż odpowiedź była trochę niemrawa i skromna, zdawała się być i tak całkiem zadowolona z odpowiedzi.
-Dawno nie spałam w takich warunkach, aż chce się działać-Dziewczę trochę naciągnęło, ale obiektywnie na to patrząc to od czasu pobytu tutaj lepiej nie miała, to też niegrzecznym byłoby narzekać-Tachi i walka wręcz? Świetnie, coś próbowałam podłapać od Takeshiego ale w drodze to czasem ciężko-Kiwnęła głową. Coś nie do końca chciało jej się wierzyć, że taka wiekowa dusza wie tylko tyle, ale też miała z tył głowy to iż wiek wcale nie równa się doświadczeniu czy mocy. Sama była tego całkiem dobrym przykładem.
-Chociaż ja i tak na razie z tego nie skorzystam, bo musi mu się ręka zagoić. Ale w ramach wracania do formy to jak znalazł-Zerknęła na Daisuke-A i tak myślę, że będziesz dla niego lepszym nauczycielem... To jak, pomożesz nam trochę?
Poczekała na odpowiedź. Potem by stwierdziła w razie zgody, że zapomniała nałożyć na siebie smarowideł i w razie czego dołączy trochę później, i by może dogadali między sobą na jakim etapie chłopaczyna jest. Sama...
...czy coś jeszcze miała do ustalenia? No nie. Więc mogła pójść do swojej izby i nałożyć misterne babcine specyfiki. I zająć się bardziej duchową stroną swojego treningu... albo skokową... Albo... No nawet bez obciążania ręki miała trochę rzeczy do wyboru.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Big Sis Haru

Karta Postaci
Punkty Życia:
70/70  (70/70)
Punkty Reiatsu:
110/110  (110/110)

PisanieTemat: Re: Zachodnia dzielnica   2017-09-21, 21:14

Kanosuke nie miał już żadnych obiekcji i nawet nie zająknął się o potrzebie wynagrodzenia za udzielane lekcje. Maść babuleńki miała przyjemny ziołowy zapach i nawet przyzwoicie wsiąkało w skórę chłodząc ją przy okazji. Cudu jednak nie przyniosła i ręka nagle nie doznała uzdrowienia. Pora zacząć mozolny okres dochodzenia do siebie.

***

Z Takeshim pożegnali się tego samego dnia i pomimo słów najemnika Shirotori nie wydawał się zbyt wzruszony rozstaniem. Ishifone musiała na nowo przyzwyczaić się do osiadłego trybu życia co nie było zbyt trudne, gdyż doświadczała wygód z jakimi dotąd w zaświatach się nie spotkała.
Parę dni później Kanosuke zażartował, że będą mieć problem jak zjawi się ktoś znaczniejszy od Ishifone, bo najlepsza kwatera została zajęta na dłuższy czas. Przy okazji rozwiązało się jedno z pytań dziewczyny gdyż Kanosuke stwierdził, że rada uznaje gościnność za istotną cnotę, chociaż dotyczyło to najznaczniejszych podróżnych. Chudopachołki szukający cudów musieli zadowolić się kupką słomy w karczmie.
Zgodnie z obietnicą emerytowany strażnik poświęcał przynajmniej godzinę dziennie na trening młodszego pokolenia. Daisuke się nie oszczędzał, dawał z siebie wszystko. Ishifone ze względu na kontuzję nie mogła początkowo uczestniczyć aktywnie, ale wraz z mijającymi tygodniami pozwalała sobie na coraz więcej. To był również dobry czas na zadawanie pytań. Podczas, gdy Daisuke machał taichi Kanosuke, stojący obok dorośli mogli pogawędzić.
Parsknął śmiechem, gdy zapytała czemu nie zdecydował się na karierę shinigami. Owszem, dla większości białe miasto jawiło się jak prawdziwy raj, którym całe zaświaty powinny być, ale Kanosuke porównał to raczej do złotej klatki. Ciepłe łóżko i dobra strawa nie cieszą, kiedy masz nad głową upierdliwego paniczyka, który wyższego stanowiska dorobił się wyłącznie dzięki nazwisku. Łowcy nagród cenili swobodę. Sami dobierali sobie zlecenia, a jak im się nie chciało to przepijali z dziwkami resztę grosiwa. Dla odmiany shinigami za odmowę wykonania zadania zostają kopem w tyłek posłani do celi. Niesubordynacja się to ponoć nazywa.
Za Takeshim nie kryła się żadna większa historia. Jest dość charakterystyczny ze swoją białą świnią, parę razy go w mieście widziano, a robotą Kanosuke jest pilnować co groźniejszych przyjezdnych.
Kichiro kojarzył jako strażnika, który kiedyś był shinigami, ale ich drogi nigdy się niezeszły. Ponoć miał całkiem niezłą renomę, lecz daleko miał do wielkiej czwórki, której członkowie by nie wchodzić sobie w drogę działali w różnych ćwiartkach Rukongai. Eihei "Cicha śmierć" z północy, Żelaznoręki Shota z zachodu, Pięknooka księżniczka Izanami z południa i najpotężniejszy Yuu "Strach bogów" ze wschodniej ćwiartki. Każdy z nich miał dysponować mocą przekraczającą siły poruczników shinigami.
Ishifone mogła się zrewanżować udzielając swoich odpowiedzi, aczkolwiek strażnik nie drążył tematów jakie pojawiły się pierwszego dnia. Pytał bardziej o dotychczasowe przygody w Rukongai. Trochę o Zbawców czy też Wyzwolicieli, a także o to kto do jasnej cholery tak ją urządził z tą raną.
Z zarobieniem paru groszy miała ten problem, że miejscowi nie mieli odpowiednich zajęć dla czcigodnego gościa. Nie wypadało przecież wysyłać jej do zmywania czarek w karczmie czy odśnieżania dróg. Tutejsi mieli zresztą swoich ludzi od tego, a w dodatku Ishifone miała wrażenie, że podejrzewają ją o jakieś dziwne działania. Zapewne w ich mniemaniu ktoś taki jak ona musiała mieć ryo jak śniegu w zimie, więc dlaczego łaziła za robotą godną pachołków?
Wreszcie Kanosuke zaproponował dać jej zajęcie polegające na patrolowaniu osady czy aby nie dzieje się nic niepokojącego. Cóż, raz napotkała bójkę na ulicy, ale awanturnicy szybko się uspokoili widząc nadchodzącą Ishifone i zapewnili, że to były tylko przyjacielskie przekomarzania. Kilka ryo przynajmniej wpadło. Jeśli chodzi o tutejszych myśliwych to prowadzili rodzinny biznes. Syn z ojcem i wujem wyruszali na kilkudniowe eskapady, a gdy wrócili ze zdobyczą oporządzeniem jej zajmowały się matka, babka, ciotka i kuzynka. W firmie nie było miejsca dla obcej i to jeszcze nie w pełni sprawnej. Jedyne co wskórała to kilka lekcji od nestora rodu, który akurat się przeziębił i nie mógł brać udziału w łowach, a zdaje się był całkiem rad z czasu spędzonego z ładną i młodą dziewczyną.
Już więcej dowiedziała się od znachorki. Zgodziła się podzielić swoją wiedzą na temat ziół i sposobów radzenia sobie z powszechnymi przypadłościami zdrowotnymi rukońskich dusz w zamian za wykonanie domowych sprawunków. W tym wieku nie wypadało przecież dźwigać babcince chrustu na opał czy wiadra z wodą, a niestety ale miejscowe młodziki zamiast pospieszyć z pomocą to tylko w wymówkach się prześcigali. Babcia miała ikrę skoro jako jedyna odważyła się obarczyć czcigodnego gościa podobną robotą.
Daisuke wydawał się dobrze dogadywać z Kanosuke, lecz prawdziwą przyjaźń zawiązał z kimś innym. Poza treningami chłopak starał nie szwendać się po ulicach i zazwyczaj koczował w izbie gdzie nikt nie maltretował wzrokiem niecodziennych uszu. Pewnego dnia zagadnął go jeden z tutejszych - Samuse, mężczyzna w średnim wieku mieszkający samotnie na skraju osady. Na życie zarabiał dłubaniem w drewnie. A to wyrzeźbił stoliczek, a to figurkę czy od razu całe drzwi. Cieśla należał do mniejszości traktującej cechy zwierzęce objawione w człowieku za przejaw mocy dobrych kami. Jak twierdził spotkał kiedyś rodzeństwo o fizjonomii bardzo podobnej do Daisuke. Ponoć towarzyszyli pewnemu młodzieńcu, który jako niemowlę został wzięty w opiekę przez boginię Amaterasu i przez kilkanaście lat żył w świecie kami. Dla Daisuke jego odmienność stanowiła dotąd przekleństwo dlatego lubił słuchać człowieka, który uważał wprost przeciwnie. Wciąż jeszcze daleko było mu do akceptacji swojej niezwykłości, ale został wykonany krok w dobrym kierunku. Czynił także postępy w ujarzmianiu swojej wcale niemałej energii duchowej, co jeszcze bardziej poprawiało jego samopoczucie i nie wyrywał się aż tak bardzo w powrót na szlak, chociaż czasami przebąkiwał, że chętnie porozchodziłby nogi. Ishifone, zwłaszcza na początku, w robieniu postępów we władaniu taichi powstrzymywało ramię, ale coś tam z nauk Kanosuke wyniosła. Hirenkyaku nie udało jej się przywrócić, jakby tylko dzięki krwi quincy była wstanie tak posłużyć się reiatsu, aby wykonać tą technikę. Pozostawała jej nauka bardziej topornego shunpo.
Czasami do osady trafiali poszukujący cudu bądź ochrony przed złym światem i tylko ci drudzy znajdowali to czego szukali. Kanoya pozostał wierny swemu postanowieniu i przerwał zabawy z bronią, która jak się potem Ishifone dowiedziała, nazywano bakkōtō. Około tydzień po zamieszkaniu w pokoju dla ekskluzywnych gości, do osady zawitało kilku Zbawicieli. Odziani w czarne płaszcze z namalowanymi na biało trzema połączonymi ogniwami łańcucha z czego środkowe było przerwane. Każdy zbrojny w porządną stal i silne przekonania. Kanosuke nie dał ich rozgłaszać na wśród dusz i od razu zaprowadził ponurych przybyszów do hali rady. Próbowali nakłonić starszyznę do wsparcia ich ruchu mającego wyzwolić Soul society spod buta szlachty białego miasta, lecz nie zostali wysłuchani i zabroniono im wygłaszać swoich racji. Jako, że gościnność jest cnotą, zaproponowano im posiłek i nocleg, lecz ci odrzekli, że nie pozwolą sobie na spoczynek dopóki świat nie zostanie wyzwolony i jeszcze tego samego dnia odeszli.  Kanosuke stwierdził potem, że zachowali się dziwnie spokojnie jak na odrzuconych fanatyków. Spodziewał się kłopotów, które na szczęście nie nadeszły.
Wielu mniej przyciągających uwagę gości przewinęło się przez karczmę i większość z nich miała różne rzeczy do powiedzenia, ale w sumie nic wartego uwagi. Chyba, że interesowała ją dwugłowe ciele znalezione martwe w lesie czy też potyczka dwóch grup chłopów z sąsiednich wiosek. Poszło ponoć o ulubionego kota żony sołtysa zagryzionego przez wilczura sołtysa drugiej wioski.

***

Z każdym kolejnym tygodniem dochodziła do siebie i pomagała w tym zmieniająca się pogoda. Śniegi w końcu ustąpiły i chociaż potem musieli ścierpień parę błotnistych i mokrych dni, po nich nastała wiosna. Z początku nieśmiała, objawiała się jedynie słońcem wyglądającym zza chmur i dzielnymi kwiatowymi pionierami, którzy jako pierwsi wnieśli do świata trochę kolorów. Potem martwe gałęzie ożyły wypuszczając jasne pąki i ciepły blask z góry otulił zmęczony po zimie Rukongai. Ręka Ishifone odzyskała pełen zakres ruchów, aczkolwiek musiała jeszcze popracować, aby przyzwyczaić ją na nowo do wysiłku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blondi


avatar

Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
162/180  (162/180)
Punkty Reiatsu:
900/990  (900/990)

PisanieTemat: Re: Zachodnia dzielnica   2017-09-23, 04:32

I pasowało jej to jak ulał. Nie oszukujmy się poza tym – obydwoje wiedzieli, że nie miała za bardzo za co zapłacić, a przynajmniej miała takie wrażenie iż ten zdaje sobie z tego sprawę. Maść działała całkiem nieźle, ale nawet nie w jednym procencie tak szybko jakby tego chciała. Westchnęła ciężko, w duchu powoli godząc się ze swoim losem. Już drugi raz wybrała zadarcie nie z tą osobą co powinna. Powinna uważać, zwłaszcza, że nie miała już na podorędziu nikogo kto by ją mógł w miarę szybko załatać...
Pożegnanie z Takeshim było ciepłe, ale bez ckliwości. Shirotori też nie okazywał jakiegoś większego żalu, ale ona nie znała się na psychice knurów... Dzików, no, jak zwał tak zwał, dopóki nie dzieliła się tym głośno to było okej. Chwilę stała patrząc jak najemnik oddala się ze swoim towarzyszem
-...No młody, to teraz zostaliśmy tylko Ty i ja-Uśmiechnęła się pod nosem. Kusiło ją by potargać Daisuke po głowie, ale skończyło się na szturchnięciu łokciem-Czeka nas sporo pracy, oj tak... Czuję to w kościach
***
Jak na osobę nie w pełni sprawną Ishifone miała dużo pracy. Potrafiła sobie też zorganizować czas na tyle, by zawsze być zajętą. Wychodziła z założenia, że skoro i tak była tu uziemiona to mogła spożytkować to co poświęciłaby na pokonywanie kilometrów na swój własny rozwój. Najpierw jednak musiała przyzwyczaić się do luksusu jaką była jej kwatera. Już zdążyła zżyć się z dosyć spartańskimi warunkami dziczy, mieścinek na szlaku, i wiążącymi się z nimi przygodnymi legowiskami. Tutaj jednak, czy to ze strachu czy szacunku do jej mocy pozwolono jej pomieszkiwać w jednej z najlepszych izb, co zostało skomentowane żartobliwie przez Kanosuke. Odbijając piłeczkę zaproponowała, że w najgorszym razie chyba się zmieści z Daisuke na jednym łożu, za bardzo sobie nie czyniąc z dwuznaczności (Zahaczającej o jednoznaczność) tej wypowiedzi. Ważne, że miała gdzie odpoczywać, i chyba nikt specjalnie na jej miejsce się nie czaił, to była ukontentowana. Tylko potem będzie ciężko jej się przyzwyczaić z powrotem.
Była zadowolona, że przynajmniej godzinę dziennie staruszek szkolił jej podopiecznego. Ten się nie oszczędzał i ona sama była pewna, że nawet jak nie będzie tak szybko łapał kwestii technicznych to na pewno trochę tężyzny i koordynacji złapie. Sama przez dłuższy czas nie miała za bardzo jak ćwiczyć – nie była leworęczna, a prawa ręka musiała jeszcze przez trochę dochodzić do siebie, ale nic nie miała też przeciw gadaniu. A mieli o czym pogawędzić, i o suchym pysku czy przy sake.

Zgodziła się ze złotą klatką. Przyznała, że swoboda w byciu dusza była czymś co jej wyjątkowo odpowiadało, ale bardziej zastanawiała się o tym pod kątem mocy jaką zanpaktou daje właścicielowi. Podzieliła się opinią, że ponoć nawet najsilniejsze dusze z rukonu trudno porównywać z elitami seireitei, co zresztą zostało poniekąd potwierdzone przez historie Kanosuke o tej wielkiej czwórce, co ponoć przewyższali poruczników. Ale to tyle. Nie zdradziła mu z jakich powodów, ale podzieliła się iż jest to dla niej rzecz bardzo ważna, acz gdyby zamierzała do niej dążyć za wszelką cenę to by dalej miała w sobie to co miała. Uśmiechnęła się jednak półgębkiem na „żelaznorękiego shotę” z zachodu.
W każdym razie stwierdziła, że bycie pod komendą i na smyczy cza... Shinigami będzie jej robić więcej problemów niż pożytku. Oczywiście nie mówiła o tych wszystkich Quincy, którzy by obrali ją na celownik gdyby się zdecydowała na taki krok. Wolała pozostać w szarej strefie.
Przyszła i pora na nią, a jakże. Mówiła całkiem sporo, ale zostawiała pewne szczegóły dla siebie. Na przykład opowiedziała jak poznała Takeshiego. Że była w jego okręgu co ma chałupę, i akurat trafiła w sam środek wojny gangów, Małego i Taku. Z dwojga czortów ten pierwszy wydał się jej sensowniejszy, więc to jemu zaproponowała pomoc w zamian za parę fantów i opłacenie najemnika, bo w zimę ten rodzaj transportu pewniejszy. Frontalny najazd na siedzibę rywala zakończył się sukcesem, więc dostała co chciała i do tego jeszcze trochę zyskała rozgłosu w okolicy, acz bez szału bo to dalsze wypizdowie. Po drodze skosiła trochę mniejszej hołoty co jej się pod miecz sama wpakowała, zgarnęła młodego Daisuke bo jakaś dzieciarnia się nad nim pastwiła, i trafiła właśnie na Kichiro. Znajomy, chociaż żaden bliski. A z raną ją urządziła jakaś suka, co właśnie z tym strażnikiem się tłukła. Chciała pomóc biorąc za zakładnika jej towarzyszkę, bo temu coś nie do końca szło ale „Nic nie poszło zgodnie z planem” i oto jest tutaj z ręką którą na razie mogła podnieść jedynie do kąta ostrego bez krzywienia. Jak stwierdziła „bywało gorzej” ale mogło być też zdecydowanie lepiej. Co do wyzwolicieli, to głównie o nich słyszała, ale ponoć coraz więcej zyskiwali wpływów. Mnożyło się też ich, co zaczęło chyba wkurzać ludków z białego miasta bo rozwieszali nagrody za co bardziej gorliwych.
Poza tym kiedyś wspomniała, że niegdyś bardziej posługiwała się łukiem niż tachi, ale czasy te minęły. Nie do końca, bo dalej miała niezłe oko i jakieś sztuczki znała, ale to i tak był jedynie cień tego co kiedyś umiała.
Zajęcie umiała sobie znaleźć. Nawet jeżeli tym zajęciem było szukanie sobie zajęcia, a była dosyć otwarta w tej kwestii. Dopóki robota nie zakładała babrania się w fizjologicznych smrodach to była chętna się tym zająć, ale mieszkańcy coś krzywo na to patrzyli. Najwidoczniej motywacja z rodzaju „chcę zarobić trochę grosza” nie była dla nich przekonująca, a i tak większość z takich zajęć była zajęta przez miejscowych. Nie naciskała jednak, z grzeczności, acz pusta sakiewka paradoksalnie ciążyła jej dosyć mocno. Z pomocą ponownie przyszedł Kanosuke, który jej wymyślił by patrolowała okolice, za co zabrała się umiarkowanie ochoczo. Nudna to była sprawa, nawet nie mogła za bardzo skakać co by sobie poćwiczyć by nie straszyć miejscowych. Tylko raz zdarzyło się coś „wartego” uwagi wśród nich, jak jakaś dwójka się tłukła. Nawet za bardzo nie musiała nic mówić, jedynie się uśmiechnęła co było metodą bardziej przestrzegającą niż jakieś reprymendy. Niemniej jednak perspektywa jakiegoś tam zarobku motywowała ją całkiem nieźle, nie wiadomo jakiej kwoty się nie spodziewała. Za spokojna okolica.
Z kolej jak przyszli Ci wyzwoliciele... Wszyscy odbyło się poza nią, ale dowiedziała się potem iż odmówiono im prawa głoszenia swoich dyrdymałów i poszli dalej, chociaż zaproponowano im gościnę. Ishifone machnęła ręką na ewentualną groźbę odwetu za taką decyzję twierdząc, że nie słyszała by robili takie rzeczy, kreując się raczej na faktycznych wyzwolicieli i zbawicieli. Gdyby choćby raz coś takiego zrobili to zapewne by to kiepsko zadziałało na ich wizerunek, i musieliby już do końca działać na zasadzie terroru, co oczywiście nie miało miejsca. I jak się okazało – miała rację. Zresztą, nawet przeciwko takiej grupie pewnie by sobie poradziła, chociaż stal mieli porządną.

Daisuke zdecydowanie natomiast poprawił się humor i samoocena. Dużo tutaj wpływu miał cieśla Samuse, raczący dzieciaka historiami o kami. Ishifone się tego też miło słuchało, zachowując jednak informacje o swoich doświadczeniach z Kami dla siebie, przynajmniej przed tym obcym. Zabawnie w sumie wyszło, że też była przez takowych w pewnym sensie tknięta, i miała za towarzysza kogoś takiego jak Daisuke. Tym się akurat z nim podzieliła, co by może faktycznie jakoś związał swoje własne cechy z tym, że jej towarzyszył. W dodatku na ćwiczeniach szło mu całkiem nieźle, i już w jakiś sensowny sposób był w stanie manipulować swoim reiatsu. Czuła, że jeżeli mu na to pozwolić to może jeszcze szczeniak nie tylko ją dogoni, ale i przegoni. Dlatego starała się go wychowywać i traktować przyjaźnie. Było to coś czego raczej wcześniej nie doświadczył, a jego oddanie było czymś, co autentycznie ceniła. W dodatku tak na oko był dwa razy młodszy od niej. Jakby bardzo wcześnie się bliżej zaznajomiła z jakimś fagasem to nawet mógłby być jej synem... Heheh, nie, to i tak było trochę dziwne myśleć o tym w ten sposób. Ale zwłaszcza w perspektywie tego dziwnego uczucia które ją ostatnio nawiedziło nie wiadomo z jakiego powodu, chciała go trzymać blisko siebie. Kogo innego miała przy sobie, jak nie jego? Jedyny problem był taki, że nie za bardzo wiedziała jak z nim gadać. Ot czasem się coś skomentowało, czasem porozmawiało na temat postępów, ale jednak to był prosty chłopaczek ze wsi, a przynajmniej tak go widziała. Sam też niespecjalnie próbował wyprowadzić ją z tego błędu. Jego ogólne skrępowanie też nie pomagało. Nie miała pojęcia dlaczego taki był, skoro też dawało się z niego wykrzesać takie zdeterminowanie, zwłaszcza w czasie treningów.

Poza tym... Nic się specjalnego nie działo. Miecz miał nawet swoją nazwę, bakkōtō. Serio była sceptyczna co do tego, że to miało coś wspólnego z pożeraczem, ale jednak każda taka moc wywoływała u niej ciarki i nie chciała mieć z nią nic wspólnego. Także dobrze, że Kanoya odpuścił. Ona nie zamierzała odpuszczać, to też zajmowała się tym co tylko mogła. Z praktycznych rzeczy niestety miała trochę problemu, głównie przez tą cholerną hermetyczność. Jak chciała się czegoś nauczyć o okrawaniu i innych rzeczach to figa, bo rodzinny biznes i do tego ona była nie do końca sprawna. Żachnęła się trochę, bo wedle jej mniemania lepiej by polowała na zwierzynę gołymi rękoma niż oni za pomocą swoich narzędzi, ale zadowoliła się rozmowami ze staruszkiem na ten temat, co to jej trochę rzeczy objaśnił. Lepsze to niż nic, a kto wie kiedy to się może przydać. Pewnie całkiem niedługo, a wykorzystywanie wszystkiego co się dało z polowania było dla niej kluczowe. Jakiś zarobek zawsze to był. Z kolej babuszka... No. Z nią to się potrafiła dogadać! Z pocałowaniem ręki brała wszystkie fizyczne zadania, nawet komentując iż po takiej fizycznej robocie to czuła, że żyje, i że w końcu ktoś ją poprosił o coś nieco bardziej konkretnego. Nawet z jedną ręką jakoś sobie potrafiła poradzić, a jak już tamta trochę nabrała zdrowia to w miarę ostrożnie sobie nią pomagała. Ból jednak był całkiem niezłym mechanizmem ostrzegawczym, musiała przyznać, to mogła jakoś wyczuć na ile sobie może pozwolić. Na niezbyt wiele w każdym razie. Chciała się nauczyć o przypadłościach czy ziołach, co by w razie czego móc też zarobić trochę grosza czy nawet pomóc. Jakieś podstawy z zakładania opatrunków też ją interesowały, a za tymi tematami to mogła biegać jej z wodą tyle, ile sobie tylko życzyła.
A co do problemów... Nawet dla niej jakieś sprzeczki o zwierzaki były dużo poniżej jej zainteresowania. Nie wspominając o tym, że takie rzeczy to sobie najlepiej jak załatwiają ludzie między sobą, jej obecność nie była do niczego potrzebna. To też jeżeli miała nadzieję na rozwiązywanie czyiś problemów czy czyny mające uczynić społeczność lepszą, to się trochę zawiodła.
No... To teraz znacznie ciekawsze tematy. Przynajmniej dla Ishifone. W końcu, ale nie na końcu jak to mówią.

Dopóki nie odzyskała chociaż częściowej sprawności w swojej ręce Ishifone fizycznie mogła jedynie obserwować treningi Daisuke. Z czasem jednak ostrożnie zaczęła uczestniczyć, ucząc się głównie techniki. Nie mogła z oczywistych względów się przeciążać, ale również nie próżnowała. Powoli w miarę swoich możliwości wykonywała polecenia, mając nadzieję że jednak to Daisuke zapamięta z tego na tyle, by móc jej potem przekazać. Dobrze, że miała dobrą pamięć to przynajmniej ona zapamięta ruchy i pozycje, a on ją może potem będzie korygował jak już wróci całkiem do formy. Może nie będzie takiej potrzeby. Na kształt tego rodzaju ćwiczeń jednak nie miała wpływu. Prawdziwa zabawa zaczynała się dopiero, gdy zabierała się do swoich własnych osobistych ćwiczeń.

Przede wszystkim za punkt honoru postawiła sobie opanowania shunpo. Hirenkuaku stało się dla niej niejako podstawą za życia jako Quincy, więc posiadanie jakiegoś ekwiwalentu było kluczowe. Zwłaszcza, że dalej jednak siłą ciała nie grzeszyła, musiała nadrobić to w jakiś inny sposób. A i samo zwiększanie tempa poruszania się na pewno poprawi jej własną spostrzegawczość, tak kluczową w wychwytywaniu skoków innych. Chociaż kontrola reiatsu chyba też miała w tym jakąś rolę. Może dlatego suka tak łatwo jej śmignęła. Była dalej znacznie słabsza niż kiedyś.
Przede wszystkim jednak musiała złapać podstawy. Miała już w miarę czysty umysł, nic się specjalnie nie działo, więc mogła z czystym sumieniem skakać sobie na obrzeżach miasteczka. Na nikogo nie powinna wpaść, a była wprawiona w tej sztuce na tyle, by sobie przypadkiem nie zrobić krzywdy. Na początku próbowała opanować skoki do przodu, jako najbardziej podstawową podstawę z podstaw. Wyczuwała też podstawowe różnice pomiędzy technikami.
Hirenkuaku polegało na stworzeniu ścieżki pod stopami i wykonaniu ślizgu. Zapewniało to stabilizację ruchu, ale jednak kontrola reiatsu musiała być na wyższym poziomie. Przynajmniej w teorii, bo quincy naturalnie posiadali większe zdolności do manipulowania reishi z powietrza, więc w praktyce mieli chyba nawet łatwiej. W przypadku shunpo, tak jak Kichiro powiedział, gromadziła reiatsu pod stopami i się wybijała. A im większą miała nad nią kontrolę, i im sama szybciej potrafiła się poruszać, tym lepiej mogła sobą kierować i większy dystans pokonywać. Wkrótce przekonała się, że sama ta technika ma jeszcze jedno ograniczenie – długość skoku była właśnie ograniczona tą szybkością ciała. Prawdopodobnie gdyby sama z siebie mogła szybciej biegać mogłaby pokonywać większy dystans, przy czym w przypadku Hirenkyaku nie miało to aż takiego znaczenia. Więc miała dwa czynniki od których musiała uzależnić swoją efektywność. By nie było, znalazła pewne mocniejsze punkty – sama technika była prostsza do nauczenia, i chyba też prościej byłoby znaleźć jakieś inne zastosowania dla niej. Była po prostu bardziej „fizyczna”, o ile można byłoby to tak nazwać. Było to jednak porównywanie lotu ptaka i samolotu. Obydwa się sprawdzają, ale drugie jest efektem ludzkiego pomyślunku i pracy, a drugie naturalnego dzieła ewolucji... Chociaż chyba hirenkuaku też opierało się w pewnym stopniu na samej szybkości użytkownika. Ale mniej niż na kontroli. Tu było odwrotnie.
Dla każdego coś miłego. Przynajmniej z tą wiedzą wiedziała, na czym się skupić. W przypadku wykonywania paru ruchów nie było problemu, pęd z pierwszego wykorzystywała do drugiego. Problemy zaczynały się robić gdy chciała przystopować. Musiała opanować utrzymywanie równowagi i stabilizację swojego ciała za pomocą reiatsu na tyle, by się nie wywalać przy którymśtam podejściu. To drugie było dosyć subtelne i wykorzystywało energie z ostatniego wykonanego skoku, czy też jej resztki. Dzięki temu jej nogi mogły stanąć w miejscu a nie leciały do przodu. Sama zdolność lotu też pomagała i to znacznie – wiedziała jak to osiągnąć i jak wyhamowywać swoje ciało w takich sytuacjach. Niemniej jednak... Sporo kółek wokół osady zrobiła. Potem jeszcze ćwiczyła to samo, ale nad ziemią... Niewiele, ale jednak. Ktoś bardziej spostrzegawczy mógłby zauważyć, że jej nogi są lekko nad ziemią, albo że przynajmniej urosła o jakieś parę centymetrów nie wiadomo dlaczego.
Trzecim krokiem była nauka sztuki uników. I to było już pewne wyzwanie. Wykonanie udanego skoku czy slizgu w bok jest o tyle specyficzne, że wymagało trochę innej pozycji ciała. No i nie ma się takiego dobrego widoku na to co się dzieje, jeżeli oczy użytkownika są skierowane na cel stojący przed nim. Ale jest to dosyć ważna umiejętność pozwalająca zaoszczędzić cenne ułamki sekund za ciężkie godziny treningu. Coś, co może oznaczać różnicę pomiędzy życiem a śmiercią.
Opanowała hirenkuaku. Z shunpo również da radę.

Drugą kwestią pozostawała jej własna energia duchowa. Coś, co charakteryzowało w dużej mierze moc każdej istniejące duszy, czy tego chciała czy nie. Nie mogła tego pozostawić samemu sobie, i tutaj już faktycznie odchodziła mocno na ubocze, by czasem czegoś nie przytargać. Łączyło się to w dużej mierze z rozwojem jej własnych „unikalnych” zdolności. Nie oszczędzała się wcale, chociaż po którymś razie, gdy prawie by się wywaliła na śniegu stwierdziła, że chyba paradoksalnie łatwiej będzie wykonywać jej wszystkie ćwiczenia w powietrzu, ułatwiając sobie fizycznie, ale utrudniając duchowo, bo musiała się skupiać na paru rzeczach naraz. Wyzwanie w takiej formie było jej jednak potrzebne. Męczyła tradycyjnie drzewa, będące niemymi, ale bardzo skutecznymi workami treningowymi. Bardzo lubianą przez nią formą ćwiczenia było wykonywanie raz po razie obrotowych kopnięć wzmocnionych dystansowymi uderzeniami, tak szybko jak była w stanie, w miarę możliwości w jeden punkt. Proste kopnięcie, obrót, proste kopnięcie z drugiej nogi, obrót. Na tyle szybko, by stać cały czas na jednej albo na drugiej nodze. Czasem jej się od tego aż kręciło w głowie, ale to robiła sobie przerwy. Uznała, że dobrze to wpłynie na jej zmysł równowagi.
Inną formą ćwiczenia było wykonywanie jak najszybciej uderzeń za pomocą jednej kończyny. Była to niejako mus, bo jej druga nie była przez dłuższy czas treningu w pełni ruchowo sprawna, ale przynajmniej była w stanie w jakiś sposób nauczyć się jak szybko mogła ładować swoje członki mocą. Gdy mogła już wykonywać uderzenia proste drugą ręką – zdecydowanie ułatwiło, a zarazem podkręciło poziom trudności. Musiała bowiem się wyrabiać, by zarówno jedna jak i druga kończyna miała zawsze energię do wykonania uderzenia na stojącym przed nią nieszczęsnym konarze.
Próbowała też wykonać jakieś nowe techniki – na przykład kręciła mieczem w jednej dłoni by sprawdzić, czy mogłaby wytworzyć przed sobą coś w rodzaju wirującej tarczy energii. Zawsze jakaś forma defensywy. Wykonywała cięcie, by zaraz potem drugie cięcie pojawiło się dosłownie w tej samej trasie co przed chwilą je wykonywała. Próbowała też specjalnie opóźniać pojawienie się energii uderzenia, ot by mieć jakąś możliwość zaskoczenia swojego przeciwnika czy wybicia go z rytmu. Niby opóźnianie swoich ataków było czymś w ogóle przeczącym logice, ale każdy dobry pięściaż wie ile dają takie zwody.

Właśnie te dwa ostatnie ćwiczenia zaowocowały czymś zupełnie nieoczekiwanym. Próbowała osiągnąć drugą z wymienionych technik na worku wypełnionym słomą podwieszonym na gałęzi (Dosyć w końcu miała uszkodzone kończyny górne, by sobie je łamać na korze) okładając go pięściami i spodziewając się, że po chwili pojawi się następne uderzenie. Nic jednak takiego się nie działo, uderzenie pojawiało się jedynie wzmocnione. Jednak po pewnym czasie jej energia zaczęła zachowywać się dziwnie. Owszem, pojawiała się ona na jej dłoniach, ale przy dotknięciu jej ciała zamiast formować się w formie bliżej nieokreślonej „pięści” przepływała do ciała z którym miała styczność. Pozostawała ona tam w miejscu w którym je dotknęła, i... nie znikała. W tym był ten problem. Domyśliła się, że mogła coś z tym zrobić, ale nie do końca wiedziała co. Zwłaszcza, że w jakimś sensie dalej czuła połączenie między sobą a tą energią.
Wkrótce po paru dniach eksperymentów i po masie energii władowanej w słomę coś udało jej się osiągnąć. Energia skupiona i przekazywana w jej dłoniach była czymś w rodzaju ładunku. Podkładała ona go w swoim celu, przy czym eksperymenty pokazały, iż maksymalnie może ona tego dokonywać przez swojego buta – prawdopodobnie gdyby miała na sobie jakąś zbroję nie mogłaby w ogóle używać tej mocy czy tam techniki. Domyślała się, że potem mogłaby kierować tą energią głębiej, ale niestety nie posiadała takich zdolności kontroli reiatsu by tego dokonać na odległość i po oderwaniu. Musiałaby chyba cały czas trzymać dłonie i pompować reiryoku, ewentualnie cały czas uderzać w jeden punkt.
Każdy ładunek potrzebuje zapalnika, detonatora. I opracowała parę z nich, w zależności od efektu. Jeżeli chciała by na powierzchni z energią zostało wykonane uderzenie, musiała przy wyrażeniu takiej woli jednocześnie zacisnąć palce przynajmniej jednej dłoni, dosyć mocno. W przypadku cięcia musiała wykonać ruch otwartą dłonią w kierunku odpowiadającą jego kierunkowi. W przypadku pchnięcia podobnie, ale wystarczyło wskazać palcem, jakimkolwiek (Już domyślała się w jaki „zabawny” sposób można to wykorzystać). Najciekawiej jednak było gdy postanowiła dosłownie wykonać ruch detonacji, przyciskając wyprostowany kciuk do zaciśniętej pięści. Okazało się bowiem, że ta najbardziej intuicyjna metoda była idealna do najbardziej intuicyjnie związanej reakcji – eksplozji całego zgromadzonego w środku reiatsu.
Dystans przedmiotu nie miał takiego znaczenia – musiała wiedzieć gdzie się znajduje, a jako iż było to jej reiatsu to łatwiej było to wyczuć. Miało to oczywiście pewne ograniczenia, ale otwierało jej to całkiem sporo możliwości. Włącznie z przelewaniem swojego reiryoku na różne przedmioty – im głębiej przechodziło, tym z oczywistych względów trudniej było to wykryć czy też zobaczyć. Jedyny problem był taki, że musiała faktycznie czegoś dotknąć by przenieść tą energię. Próba wykonania tego samego na odległość skutkowała dobrze jej znanymi telebęckami. Mogła też jednocześnie aktywować tylko jeden cel – do każdego innego gdzie zostawiła swoje reiryoku musiała wykonywać kolejną detonację, co trochę będzie jej utrudniało walkę z wieloma celoma naraz. Chyba, że wcześniej się przygotuje i rozwiąże to w mniej bezpośredni niż zwykle sposób...

Pomijając kwestie techniczne, miała niesamowitą radochę mając okazję poeksperymentować z czymś nowym, a jej eksplozje i śmiech nawet z daleka były słyszalne. Zdecydowanie taka eksplozywna umiejętność jej odpowiadała, i do tego była dosyć przebiegła i podstepna w swojej naturze. Tak jak wcześniej jej łuk, tylko bardziej, trucizna niosła się po ciele ofiary, by mogła zaatakować w najmniej odpowiednim momencie. Najlepiej od razu, póki organizm ofiary jej nie zwalczy.

Zwracała przy okazji uwagę na takie elementy tak – ile czasu jej reioku się utrzymuje samo z siebie. Ile mogła tego wpompować na sekundę albo przy jednym mocnym uderzeniu. Ile mogła na jedno uderzenie w czasie serii uderzeń, by było to płynne. Wiedziała też, że nie mogła tego zrobić przez miecz – musiała mieć fizyczny kontakt z celem. I tak dobrze, że przechodziło to przez jej ubrania, więc mogła mieć jakieś rękawiczki albo potraktować kogoś z kopa. Każdy kolejny dzień przynosił nowe odkrycie, ale i tak miała za mało czasu by odkryć każdy możliwy niuans.

Do tego dochodziły dosyć standawdowe ćwiczenia. Próba uzyskania jak największej stabilnej kuli z reiatsu. Musiała do tego dochodzić na nowo, i chociaż samo w sobie nie przedstawiało to większej wartości, to było to dobrym wyznacznikiem stopnia kontroli. I dobrym ćwiczeniem. Co do samego reiatsu, to już treningi jej mocy dosyć dużo i w sporym tempie ją spalały, więc nie czuła specjalnej potrzeby stosowania jakiś bardziej wyrafinowanych technik. Już i tak od jej mocy aż huczało. Nie musiała eksponować siebie jeszcze bardziej, nie oszczędzała się w tym względzie ale wolała mieć chociaż troszkę mocy na wypadek, gdyby jakaś poczwara zamierzała się pojawić albo ktoś nieco silniejszy. Acz w przypadku tej cholernej sucz nie zużyła nawet kawałka swojej siły, a i tak oberwała. Musiała się wzmocnić w inny sposób. Musiała wzmocnić swoje ciało.
Znała jeden sposób. Wzmacnianie swojego ciała reiatsu do granic. I wykorzystywanie tego w swoim treningu. Jak już opanowała shunpo to korzystała z tego do oporu, dodatkowo wzmacniając swoją koordynację poprzez skakanie z miejsca na miejsce. Zwiększona wytrzymałość i szybkość w tym pomagała. Przed tym po prostu biegała, albo wykonywała kopnięcia na bogu ducha winnym worku. W końcu zaczęła wykonywać pewne ćwiczenia bez tego rodzaju wzmocnień, a kiedy miała chęć rzeczywiście mocno się zmęczyć to korzystała z takich mocniejszych dopałek. W zdrowym ciele zdrowy duch, a w sumie nie przypominała sobie by w walce wykorzystywała tak mocne steroidy. Musiała oczywiście uważać by nie przegiąć, ale musiała też powoli przekraczać pewne granice.

Bywały też chwile wytchnienia. Wieczorami wracała myślami do ziemi. Kogo zabrakło? Matki? Vormunda? Umarł? Czy też przebudził się, ale przez rany na swojej duszy stał się zupełnie innym człowiekiem niż był? A może Hanie coś się stało? Z nią niby nie była jakoś szczególnie mocno związana, ale jednak gdyby jej wysiłek i przekazane dziedzictwo poszło na marne byłoby jej dość przykro. Planowała w każdym razie wrócić na ziemię. Miała na to wiosnę, lato, jesień... kawałeczek zimy. Dużo czasu, a zarazem niewiele. Dobrze by było też tam wrócić by dokonać jakiejś zamiany walut. I w ogóle fizycznej zamiany. Te jeny które miała przy sobie w duchowej formie też były bezużyteczne, ale chyba mieli tam jakąś opcję zamiany fizyczności czy coś takich cud... Zobaczy jak wróci. Kiedy wróci. O ile wróci.

Zmiana pory roku działała na nią całkiem nieźle. Znienawidzona zima szła precz, ustępując miejsca znacznie ciekawszej wiośnie. Zawsze lubiła żywą naturę, nawet gdy była wyblakłym cieniem człowieka. Teraz nawet czasami przystawała i patrzyła na te budzące się do życia pączki na drzewach i drzewach. Również jej ręka była w całkiem niezłej formie – mogła ruszać nią jak chciała, tylko tachi ciążyło nieszczęśliwie i ręka szybko się męczyła. Ale rana zagoiła się całkiem nieźle, raczej się paprać nie powinna. Po tym jak z radością stwierdziła Kanosuke i Daisuke, że już generalnie jej ramię ma się całkiem nieźle poświęciła trochę czasu na przypomnienie sobie lekcji staruszka w połączeniu ze wstępnym przyzwyczajeniem kończyny do pracy. Oświadczyła też po tym, że za jakiś tydzień wyruszą w dalszą drogę. Tak by rudzielec miał trochę czasu się oswoić. Jak dla niej mogliby wyruszyć choćby i zaraz, ale wiedziała iż dla niego mogłoby być to trochę przykre gdyby ot tak miał stąd odejść bez pożegnania paru osób.

W końcu jednak przyszedł ten dzień. Ishifone zebrała swoje rzeczy, pożegnała się ze znachorką, potem z Kanoya, by ostatecznie skierować swoje kroki do Kanosuke.
-No, to my będziemy się w końcu zbierać. Trzeba by trochę rozruszać członki-Zaśmiała się-Jakbym coś słyszała o tej osadzie to będę mówić, że ktoś ma wybujałą wyobraźnię. Może ktoś posłucha. Wpadnę też jak będę w okolicy. Na razie pokierujemy się w stronę centrum i... Zobaczymy. Może wpadnie jakiś kontrakt. Może tym razem nie skończy się na krótkim parotygodniowym postoju... Staram się być tylko dobrej myśli!-Wyciągnęła przed siebie dłonie, patrząc raz to na jednego, raz na drugiego. Nie miała do końca planu, ale coś się wymyśli. Dobrze by było popytać o tego cholernego kaznodzieję co za nim był list gończy. Minęło sporo czasu, ktoś mógł już za to zgarnąć kontrakt. Ale zasięgnąć języka zawsze można było.
No i w drogę. Ku nieznanemu. Ku podreperowaniu kondycji swojej ręki w warunkach mniej lub bardziej kontrolowanych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Big Sis Haru

Karta Postaci
Punkty Życia:
70/70  (70/70)
Punkty Reiatsu:
110/110  (110/110)

PisanieTemat: Re: Zachodnia dzielnica   2017-09-26, 15:45


Kanosuke z dużym uznaniem wypowiadał się o mocy oferowanej przez zanpakuto. W ciągu swej długiej kariery strażnika widział kilku doświadczonych shinigami i zawsze robili spore wrażenie swoimi wyczynami. Podobno nie brakło chętnych, którzy polowali na bogów śmierci patrolujących rukongai. Wszystko po to, aby przejąć ich broń, co według różnych pogłosem miało być niemożliwe.
Za potęgą zanpakuto stał zamieszkujący w nim duch, związany ze shinigami w takim stopniu, że jeden bez drugiego żyć nie mógł. Po unieszkodliwieniu boga śmierci dostawało się więc świetną katanę, ale nic poza tym. Zresztą zdaje się, że duch nawet gdyby chciał nie mógłby użyczyć swojej mocy komuś innemu niż przypisanemu mu bogowi śmierci. Wobec powyższych Kanosuke był niemal pewny, że jedyna droga do pozyskania potęgi zanpakuto wiedzie przez akademię shinigami.
Zainteresował się kobietą, która uziemiła Ishifone na tak długi czas. Po nakreśleniu jej wyglądu, strażnik orzekł, że wie co to za cholera. Nie znał prawdziwego imienia, ale słyszał, że wołają na nią  biała wrona. Nie należała do strażników, ale robiła za główną siłę pewnej śmiesznej organizacji, której nazwy nie mógł sobie przypomnieć. Ponoć przyjmowano do niej same kobiety mające na pieńku z mężczyznami.
Dowiedziała się czegoś więcej również o Rukongai. Według Kanosuke można było podzielić je na kilka sfer. Pierwsza stykała się bezpośrednio z Seireitei i liczyła sobie w przybliżeniu dziesięć okręgów, które niemal w całości stanowiły obszar zabudowany. Dusze żyły tam dostatnio ciesząc się opieką roztaczaną przez shinigami. Sfera druga również skupiała w sobie dziesięć okręgów wypełnionych głównie polami uprawnymi i wioskami na jakie narzucono jarzmo utrzymywania białego miasta. Następna dziesiątka nie była już pod tak ścisłą kontrolą. Na jeden okręg każdej ćwiartki przypadał posterunek shinigami utrzymywany przez miejscową ludność. Ponad trzydziesty okręg wpływy bogów śmierci ograniczały się do pojedynczych enklaw pilnujących cennych złóż surowców czy najważniejszych szlaków handlowych. Po za tym prości chłopi sami musieli dbać o swoje bezpieczeństwo i niestety często brakło im na to sił przez co wpadali w zależność od gangów. Trudny był żywot prostego rukończyka. Owoce swej ciężkiej pracy musieli oddawać albo shinigami, albo szlachcie, albo lokalnym kacykom.
Ishfone  ciężką pracą nad rozwojem zarówno duchowym jak i fizycznym minimalizowała ryzyko utraty własnej niezależności. Szczególny postęp osiągnęła w tej pierwszej dziedzinie, ale i jej cielesność przeszła niewielką zmianę. Coraz to wyraźniej dostrzegała zarysy swoich mięśni. Jeszcze trochę i będzie mogła uchodzić za kulturystkę.

[+ 2 kontrola, + 1 reiatsu, + 1 siła, + 1 szybkość, + 3 wolne punkty]

***

Nadszedł dzień wyjazdu. Pożegnała już się ze wszystkimi i teraz stała wraz z Kanosuke na skraju osady czekając na Daisuke. Udał się do Samuse i chyba cieśla sprezentował mu jeszcze jedną opowieść, gdyż chłopak nie pojawił się jeszcze na horyzoncie. Kanosuke wykorzystał tą chwilę, aby przekazać Ishifone pewien podarek.
Wielkości dłoni, pięciocentymetrowej szerokości i sześciokątnego kształtu obiekt z brązu miał wygrawerowaną czaszkę z czarnymi oczodołami i kwadratową szparą w miejscu ust. Przypominało to trochę osobliwą skarbonkę.
- Dostarcza nam dowodu wykonania zlecenia. Wystarczy, że przyłożysz to do rozkładającego się ciała, a przechwyci cząsteczki reiatsu, które potem zidentyfikują shinigami z punktu odbioru nagród. To dość stary model, nowsze podobno same do ciebie gadają jakiego to poszukiwanego widziano ostatnio, ale na początek to będzie musiało wystarczyć.
Usłyszała kroki. Daisuke biegł ku nim całkowicie świadom swego spóźnienia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blondi


avatar

Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
162/180  (162/180)
Punkty Reiatsu:
900/990  (900/990)

PisanieTemat: Re: Zachodnia dzielnica   2017-09-26, 19:59

(+2 wytrzymałości +1 kontroli)

Kanosuke wiedział całkiem dużo, i Ishifone słuchała go z dużą uwagą. Faktycznie z informacji przez niego podanego wynikało, że moc zanpaktou można pozyskać jedynie stając się shinigami. W dodatku chyba nie szło ot tak przejąć mocy kogoś innego, bo tworzyli oni nierozerwalny byt. Znaczy, w warunkach normalnych. Ale ona swoje przeżycia traktowała jako wyjątkowy, niepowtarzalny incydent.
Podział Rukonu też zapamiętała. Przyda się jej gdyby chciała kiedyś jednak na jakiegoś wpaść. Głównie z ciekawości i z tego, jak zareaguje któryś na silną duszę. Chciała wyczuć jak im zależy na rekrutach. I generalnie żadnej mordy nie widziała. Nie przeszkadzał jej zupełnie jej obecny stan, ale... Miała wrażenie, że ta neutralność blokuje jej pewne drogi. Jedną już odrzuciła, więc opcje miała ograniczone. A co do ograniczeń... Rozmowę o zanpaktou skwitowała, że może to być jedynie narzędzie które wyciągało to, co taka dusza mogła mieć w środku. Tak jak ona miała pewne zdolności, pewnie gdyby została bogiem śmierci przybrały by one bardziej konkretną formę. Coś jakby porównywać promień odbijający się z kropli deszczu do palącej mocy szkiełka powiększającego.
"Imię" swojej oprawczyni zapamiętała, ale nie oświeciła starego strażnika jeżeli chodzi o nazwę organizacji. Dziewczę było jednak dosyć zadowolone z postępów. Jej ciało, chociaż nadal drobne, nosiło na sobie ślady siły, i to nie tej zewnętrznej ale wewnętrznej. Dalej była zgrabna, ale jak napnie mięśnie to w końcu było je widać, heheh... I jakoś też dłużej mogła ćwiczyć. Czuła też, że powoli jej kontrola nad rei wracała do tego co było kiedyś. Ale charakter dalej był zupełnie inny. Pewnych rzeczy się jednak nie przeskoczy.
***
Na koniec czekała ją jeszcze jedna niespodzianka. Podarek od strażnika, o którym opowiadał jej ten wężowaty diabeł. Wyglądało dosyć staro, ale wystarczyło to by wywołać na jej twarzy szczery uśmiech.
-Właśnie czegoś takiego potrzebowałam!-Zawołała, skrzętnie przyjmując podarek. Chyba musiał uznać, że jemu to się już nie przyda więc nie było co trzymać. Uśmiechała się całkiem żwawo, ale i wdzięcznie-Ta druga opcja by się przydała ale i bez niej dam radę, dzięki... Hm?
Blondynka obróciła się, by ujrzeć znajomą rudą czuprynę z psimi uszami. No nic, pośmieją się trochę, pożegnają i ruszą dalej. Cholera, szkoda, że nie wiedziała czy zlecenia sprzed tych prawie dwóch miesięcy były aktualne. Pewnie nie, psia mać, będzie musiała znaleźć kogoś kto się orientuje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Big Sis Haru

Karta Postaci
Punkty Życia:
70/70  (70/70)
Punkty Reiatsu:
110/110  (110/110)

PisanieTemat: Re: Zachodnia dzielnica   2017-09-26, 20:19

- Zrób z tego dobry użytek.
Podbiegł Daisuke. Zerknął to na Ishifone, to na Kanosuke, po czym ukłonił się temu drugiemu dziękując, nieco drżącym głosem, za wspólne treningi. Trochę się chłopak ucywilizował przez to przesiadywanie w jednym miejscu, aczkolwiek tydzień temu i tak go przyłapano jak osikiwał ściany hali rady.
Kanosuke uniósł rękę na pożegnanie, po czym niespiesznym krokiem zawrócił do osady. Ishifone wraz z Daisuke ruszyli w przeciwną stronę. Szli drogą przecinającą pola, które oporządzać zaczęli chłopi.
- Dojdziemy, aż do samego białego miasta? Chętnie bym je zobaczył.
Daisuke, aż rwał się do marszu. Wyprzedzał Ishifone o kilka kroków niczym podekscytowane światem dziecko będące na spacerze z rodzicami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blondi


avatar

Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
162/180  (162/180)
Punkty Reiatsu:
900/990  (900/990)

PisanieTemat: Re: Zachodnia dzielnica   2017-09-26, 20:54

Kiwnięcie głowę musiało wystarczyć za potwierdzenie. Co też rozumiał on przez "dobry" pożytek, mogła się jedynie domyślać przez jego generalnie przyjazne usposobienie. Nie miała jednak nic przeciwko wobec takiemu rozwiązaniu.
Daisuke przybył. Ishifone wyszczerzyła się ku niemu. Całkiem ładnie się zachował... I zachowywał, z paroma wyjątkami. Musiała zrobić mu udawaną reprymendę raz by jakoś zachować twarz, ale w sumie jej to było obojętne co tam robił dopóki rzeczywiście nie ściągało to na ich głowy problemów.
-No, nawet bez zadyszki, brawo-Poklepała swojego podopiecznego po ramieniu, Ciągle trzymając lewą dłoń zwróciła się do staruszka-Dobra, to będziemy się zbierać. Dzięki za wszystko Kanosuke. Spokoju wam życzę, i obyśmy się jeszcze zobaczyli
Uniosła lewą dłoń na pożegnanie. On zrobił to samo. Ruszyli w przeciwne strony.
Dziewczyna patrzyła z pewnym rozrzewnieniem, jak bardzo Daisuke się cieszył na dalsza drogę. Szła sobie spokojnie, dając mu trochę luzu. Zyskał trochę pewności siebie, a ufała jego intuicji na tyle by nie temperować go jakimiś uwagami o bezpieczeństwie.
-A pewnie, ale to jeszcze kawał drogi przed nami-Dziewczę szło sobie luźno, podrzucając jakiś znaleziony przy drodze kamyczek, co by trochę rozruszać swoją prawą rękę-Na razie bym się zorientowała za zleceniami. Za coś trzeba żyć, a nawet na prostych można się obłowić. Jak powstrzymam swoje heroiczne zapędy... Powinno być nieźle-Zaczęła przerzucać kamyczek od lewej ręki do prawej. Nie było co się specjalnie chwalić, a teraz przywrócenie pełnej sprawności w ręce miało priorytet. A taka drobna zabawa... zawsze coś.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Big Sis Haru

Karta Postaci
Punkty Życia:
70/70  (70/70)
Punkty Reiatsu:
110/110  (110/110)

PisanieTemat: Re: Zachodnia dzielnica   2017-09-27, 16:47

- Hmm. Podobno od białego miasta dzieli nas wiele tygodni drogi. Jakbyśmy mieli takiego wieprza jak Shirotori to pewno mniej by to zajęło.
Niestety Takeshi nie pochwalił się gdzie nabył wierzchowego wieprza, a zresztą zapewne i tak nie byłoby ich na niego stać. W kolejnych dniach topniały skromne fundusze zgromadzone przez Ishifone, chociaż tyle dobrego, że w końcu nastała wiosna. Mogli pokusić się o noc pod gwiazdami, a i zwierzyny jakoś więcej się wyroiło. Mogli podreperować budżet sprzedażą skór i mięsa, aczkolwiek swoje trzeba było wycierpieć podczas oporządzania zwierzęcego truchła.
Pierwszy tydzień podróży minął spokojnie. Głównie wędrowali przez lasy, gdyż osady były stosunkowo rzadko rozsiane po okolicy. Pogodę mieli całkiem niezłą, chociaż raz zdarzył się nocny przymrozek.
Niestety nie natknęła się na okazję do zarobku godną strażnika, a przynajmniej nie od razu. Maszerowali ku centrum Soul society już dziewięć dni. W zależności od wersji przekazywanej przez tubylców byli w pięćdziesiątym drugim bądź trzecim okręgu i właśnie wchodzili do wioski otoczonej przez lasy. Droga ostatnio trochę trudniejsza, bo pięła się w górę i jeśli tylko udało im się zajść na rzadziej porośniętą sosnami przestrzeń po prawej prześwitywało pasmo górskie.
Właśnie ono było w centrum zainteresowania wioskowych prostaczków. Karczma okazała się wypełniona zaaferowanymi mężczyznami dywagującymi o czymś zawzięcie. Z tego co Ishifone usłyszała obawiali się jakiejś klątwy i po spojrzeniach jakimi ją obdarzyli można byłoby pomyśleć, że to ona to nieszczęście na nich sprowadziła. Jakiś zasuszony staruszek podszedł do nich i błagalnym głosem prosił, aby mamona nie zamraczała im wzroku. Trochę się we wszystkim zorientowała i okazało się, że tutejszy władyka - niejaki pan Kawasu rozesłał wieść do wszystkich odważnych i bitnych zuchów gotowych podjąć się ryzyka, które miało zostać hojnie ryo opłacone.
Pięć dni temu bowiem przerażone pastuchy zaczęły rozpowiadać, że jakaś bestyja straszna się w górach zalęgła. Jeden mędrzec z pobliskiej wioski rozpoznał w opisie bestii boskiego Kirin'a. Stworzenie to mądre i łagodne przynosiło szczęście i dobrobyt wszędzie gdzie tylko się pokazało. Dodał też, że łuski jego ze szczerego złota są, a rogi dysponują potężnymi mocami uzdrawiania.
Wieść ta oczywiście doszło do władyki, który upatrzył interes w wypatroszeniu bestii, co przestraszyło miejscowych drwali obawiających się klątwy jaka miała spaść na te ziemie za zabicie boskiego stworzenia. Nie wszyscy jednak podzielali podobne obawy. Dwóch chłopków wyśmiało resztę, że tak łatwo dali się przekonać bajaniom starucha. Boski stwór? Dobre sobie. Pewno pusty zalęgł się w pobliżu i tyle dobrego, że pastucha żadnego nie wszamał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blondi


avatar

Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
162/180  (162/180)
Punkty Reiatsu:
900/990  (900/990)

PisanieTemat: Re: Zachodnia dzielnica   2017-09-27, 18:09

-Od biedy mogę Cię wziąć na barana. Ale nie wiem, ile byś wytrzymał takiej jazdy-Zaśmiała się. Perspektywa skłaniającego się po paru skokach Daisuke była zabawna, ale póki nie była ona koniecznością wolała sobie tego oszczędzić-Nigdzie nam się nie spieszy... A niektórzy mówią, że to nie cel jest najważniejszy, a sama podróż. Taaak... Nawet coś w tym może być
***
Dziewięć dni, i w sumie nie działo się nic specjalnego. Dużo im zeszło w spokojnej podróży, gdzie "Chikaze" całkiem sporo czasu spędzała na kontemplacji przyrody. Jakkolwiek brzmiało to śmiesznie, przypominało jej to trochę tą dziwną, mistyczną atmosferę miejsca w którym najpierw się tu znalazła, chociaż prawdopodobnie po prostu dorabiała sobie tylko ideologii. Faktem było, że nawet kiedy doparła ją choroba umysłu doceniała walory natury. Teraz mogła ją chłonąć w pełni, i gdyby nie nakrycie głowy cieniem spowijające jej oblicze przez jej zrelaksowany, ukojony wyraz twarzy zdecydowanie sporo straciłaby na swojej prezencji.
Zatrzymywali się w paru przypadkach. Najbardziej podstawowych które były zwykłymi postojami by mogli chwilę odpocząć, coś zjeść, czy też oprawić zwierzynę którą po drodze gdzieś się upolowało. Byli całkiem niezłym zespołem - Daisuke ze swoim węchem z łatwością mógł zlokalizować potencjalną ofiarę, a Ishifone ze swoim celnym okiem i sprawnymi dłoniami mogła sprawnie dokończyć dzieła. Albo i nie, ale co nie zabiła strzałą to dobiła bardziej "manualnie". Oprawianie nie należało do jej ulubionych czynności, podobnie ogólnie pojęte oporządzanie mięsa, ale było to w ich sytuacji konieczne by potem mieli co jeść bądź wymienić na ogólne dobra. Co nie zjedli mogli szybko sprzedać w wiosce by zakupić bardziej utrwaloną żywność, a skórki zawsze dawały im parę monet. Mimo to, trochę im fundusze topniały, a jakoś żadnej porządnej roboty nie było widać. Tyle dobrego, że miała trochę czasu pomachać tachi. Szkoda, że przeciw niczemu konkretnemu. Jednak opór powietrza to był marny przeciwnik, ale powoli przyzwyczajała osłabione ramię do ciężaru miecza.
Pięćdziesiąty trzeci... może drugi okręg. Wyszli z lasu i weszli do osady, gdzie dziwnie się na nich patrzono. Głównie na nią o dziwo. Nawet jakiś staruszek, ku jej nieskrywanemu zdziwieniu, zaczął ją błagać by czasem nie robiła głupot za kasą. Na tyle nie skrywanemu, że zapytała o co mu właściwie chodzi, ale dopiero seria pytań tu i ówdzie dała jej jakiś obraz. Chociaż i tak wylądowała w karczmie, i to z zamówioną małą butelką alkoholu, wodą, i jakąś strawą dla ich dwojga. Nic drogiego, bo sakiewkę i tak mieli małą.
-Więc coś się kręci po górach. Od pięciu dni, czyli niedawno...-"Chikaze przelewała sobie właśnie trunek do swojej piersiówki-Niektórzy puści mogą udawać ludzi. Strasznie ciężko jest ich wykryć, ale nigdy nie słyszałam, by udawali zwierzęta, a tym bardziej mityczne stwory. Inna sprawa, że tutaj trafiają bystrzejsze bestie, więc może upatrzył sobie w tym interes. Tylko jakby był to pusty, to czemu nikogo jeszcze nie zeżarł?-Skończyła. Zakorkowała butelczynę i piersiówkę, i pochyliła się nad swoją miseczką z kaszą... A może to był ryż? Tak to wyglądało, że trudno stwierdzić.
-Inna sprawa, że kirin odwiedzają miejsca gdzie ludzie żyją sprawiedliwie, albo wraz z przybyciem jakiegoś mędrca. A coś przy planach tego całego Kawasu nie wydaje mi się, żeby to było to. No na pewno nie z mojego powodu ta afera-Uśmiechnęła się pod nosem, biorąc parę pierwszych kęsów. Dziwna to sprawa, ale interesująca.
-Na Kirina bym się nie porywała nawet jakby mnie mieli potem klejnotami obsypać. Ale jeżeli to pusty to jest to do przemyślenia...-Zaczęła dmuchać na kawałek spod spodu, który chyba był trochę za gorący jak na jej gust-A Ty jak myślisz? Jak nie masz nic przeciwko, to jak zjemy to byśmy wyruszyli. Co by to nie była za bestia, coś na pewno się z tego wyciągnie... A może najpierw odwiedzić tego możnowładcę?
Był to jakiś pomysł. Mógłby wiedzieć nieco więcej na ten temat niż jakiś dziadyga spotkany przy drodze, a mogłaby się z nim umówić na jakąś nagrodę gdyby się to okazał jednak pusty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Big Sis Haru

Karta Postaci
Punkty Życia:
70/70  (70/70)
Punkty Reiatsu:
110/110  (110/110)

PisanieTemat: Re: Zachodnia dzielnica   2017-09-28, 14:27

Po minach prostaczków widziała, że już zaskarbiła sobie miano tej zorientowanej. Jakby nie patrzeć już sam wygląd i ubiór pokazywał, iż Chikaze nie jest byle popierdkiem, aczkolwiek jeszcze lepszy efekt osiągnęłaby gdyby zamienić ją w dwumetrowego mężczyznę uzbrojonego w więcej niż jedno taichi.
Na tych tutaj odpowiednie wrażenie zrobiła obecna forma Ishifone. Gdy już nieco ochłonęli jeden z nich przypomniał sobie, że stwór ponoć dwie owce zeżarł. Pewności brakło bowiem zaraz inny zadrwił z pastuchów twierdząc, iż oni nawet dobrze własnych zwierząt nie potrafią policzyć.
Kilku chłopa wydawało się urażonych insynuacją jakoby ludzie, a właściwie dusze nie żyły tu sprawiedliwie. Zapewnili z kolei o braku mędrca, który mógłby kręcić się po okolicy. Potem rozległo się kilka nieśmiałych utyskiwań, że rzeczywiście Kawasu święty nie był. Spore jarzma na zarządzane przez niego wioski nakładał, aczkolwiek trzeba mu oddać o bezpieczeństwo i zdrowie chłopów dbał.
Daisuke wydawał się podenerwowany zarówno perspektywą mierzenia się z mitycznym stworem, jak i spojrzeniami wycelowanymi w psie uszy. Gdyby nie Ishifone zapewne padłoby już kilka komentarzy na temat niezwykłości chłopaka i raczej nie byłyby to miłe słowa jakie słyszał od cieśli Samuse.
- Potrzebujemy ryo – zaczął dyplomatycznie. – Ale jak rzeczywiście zostaniemy przeklęci… to chyba niezbyt warto.
Poinformowano Ishifone, że Kawasu pomału zbiera się do drogi. Wraz z chętnymi na polowanie obozował pół dnia drogi od wioski. Ponoć szybko zebrała się wcale niezła ekipa. Oprócz ludzi wodza i co odważniejszych chłopów pojawiła się drużyna zaprawionych w bojach z pustymi wojów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blondi


avatar

Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
162/180  (162/180)
Punkty Reiatsu:
900/990  (900/990)

PisanieTemat: Re: Zachodnia dzielnica   2017-09-28, 15:07

Nawet nie zauważyła jak się wokół nich trochę ludzi zebrało. Nie to, by jej to przeszkadzało, ale mówiąc rzeczy do Daisuke niespecjalnie kryła się z tym co myśli o całej sprawie, tak samo jak i o pewnych duszach w okolicy. Miało to też dobre strony, bo dowiedziała się paru rzeczy. Szkoda, że nie było to nic więcej jak niepotwierdzone informacje, ale wiedziała chociaż gdzie się kierować. Ishifone nie umykały również spojrzenia kierowane w stronę Daisuke. Rozwiązywała to dosyć długim wpatrywanie się w dane indywiduum, i lekkim mrużeniem oczu jakby takowy to zauważył. Może powinna mu załatwić jakieś nakrycie głowy... Ale też tak te uszy sterczą, że niczym tego nie przykryje.
-W ogóle nie warto, jeżeli to faktycznie kirin-Zamyśliła się, mieląc kolejny kęs posiłku-...tyle, że kirin niesprowokowane nie atakują. Ponoć nawet po trawie nie chodzą tylko latają... czy chodzą po chmurach, wszystko jedno
Nie wspominała o tym, że są wyłącznie wegetarianami i wedle legend nigdy by nie zeżarły nawet owcy. Wolała to rozwiązać na spokojnie i trzymać póki co ludzi tutaj w niepewności. Może jej się to przydać.
Gdy zjadła to poczekała aż Daisuke zrobi to samo. Zapłaciła wcześniej, więc tylko zapytała czy ten cały obóz to jakoś po drodze na te góry. Jak tak, to mogła im złożyć wizytę zanim się tam udadzą. Jak nie, to... trudno. Pójdzie od razu na poszukiwania tego domniemanego stwora.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Big Sis Haru

Karta Postaci
Punkty Życia:
70/70  (70/70)
Punkty Reiatsu:
110/110  (110/110)

PisanieTemat: Re: Zachodnia dzielnica   2017-09-28, 20:06

- Poopowiadasz mi trochę o takich stworzeniach jak będziemy mieć czas? - Poprosił nieśmiało Daisuke. Widać nie tylko na chłopkach wiedza Ishifone zrobiła wrażenie. Miejscowi orzekli, że obóz łowców kirin’ów istotnie znajduje się po drodze do gór, także po skonsumowaniu kaszy udali się z Daisuke w drogę.
Trochę marszu pod górkę po sosnowym igliwiu i oto znaleźli się na zatłoczonej polanie. Kilka namiotów wokół których krzątało się chłopstwo. Jeden z nich wskazał im Kawasu. Spoglądał na krzątaninę z pieńka na skraju polany. Typowy cwaniaczek z czołem na pół głowy, haczykowatym nosem i małymi oczkami badającymi czujnie okolicę. Na kark narzucony miał szal z lisa. Dosłownie z lisa, wyglądało to jakby narzucił na siebie martwe zwierzę.
- Witam, witam. - Uśmiechnął się krzywo, gdy Ishifone zbliżyła się wraz z Daisuke. - Na polowanie jak sądzę?
Zatrzymał wzrok na taichi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blondi


avatar

Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
162/180  (162/180)
Punkty Reiatsu:
900/990  (900/990)

PisanieTemat: Re: Zachodnia dzielnica   2017-09-28, 20:58

Trochę chłopaczyna zaskoczył Ishifone taką prośbą. Co nie znaczy, że zareagowała na to jakoś negatywnie. Ot popatrzyła się na niego jakby się tego nie spodziewała, po czym poklepała go po plecach gdy akurat nic nie miał w ustach.
-Dla Ciebie zawsze młody!-Była na zewnątrz bardzo z tego kontent, w środku jednak pojawiła się myśl. Którą potem, gdy się zebrali i byli w drodze do obozowiska, wygrzebała po części na wierzch.
-Jak byłam mała to matka opowiadała mi czasem różne historie o kami i... ogólnie legendach. Trochę też kiedyś czytałam-Zaczęła mówić gdy szli pod górę, tak niby dla zabicia czasu-Ile w tym prawdy jest, nie wiem. Sama widziałam tylko cząstkę tego, o czym słyszałam
Ta. Jej matula mówiła jej o tym, gdy ona obijała się gdzieś po kątach. Może myślała, że skoro tak często przychodziła to kiedyś zajmie się tym miejscem. Myliła się. Chyba nawet teraz nie byłoby jej spieszno do tego, ale... Teraz miałaby opowiadać o tym temu młodzikowi. Zabawne. Faktycznie chyba tak zrobi.
Dotarli w końcu do tego obozowiska. Banda chłopów, wśród których był ważniej wyglądający cwaniaczek, który za bardzo chyba nie wiedział jak oprawiać zwierzynę bo miał wokół szyi cholernego lisa. Tak to wyglądało. Na szemrane powitanie uniosła rękę.
-Być może. Rozważam to-Zagaiła podchodząc bliżej. Wychwyciła jego spojrzenie na tachi, ale nie nawiązywała do tego w żaden sposób. Mina z początku sugerowała, że nie zamierzała bawić się w grzeczności, i nawet jak zelżała nieco przeszła od razu do rzeczy-Chciałabym najpierw usłyszeć co wiadomo na temat stwora. Prawdą jest, że ten "kirin" ponoć jakieś owce zeżarł? Nie boicie się jakiegoś gniewu kami czy innej klątwy?
Brzmiała przy tym dosyć sceptycznie, jakby sama do końca nie dowierzała w to co mówi i traktowała to z dystansem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Big Sis Haru

Karta Postaci
Punkty Życia:
70/70  (70/70)
Punkty Reiatsu:
110/110  (110/110)

PisanieTemat: Re: Zachodnia dzielnica   2017-09-28, 22:49

- Ano zeżarł. Dwie nawet. I ja nie jakiś ciemny lud cobym miał się klątw jakichś wydumanych bać. Zresztą my się tylko bronimy przed stratami w inwentarzu. Wczoraj zeżarł owcę, a jutro może chłopka na zęby wziąć. Niee, ja się nie patyczkuję z tymi którzy na mój majątek nastają. Nie ważne czy to dusza, kami czy shinigami - rzekł zadowolony sam z siebie.
- Ja też mam pytania. Uzbrojeni widzę jesteście, ale czy znacie się na podobnej robocie? Potrzebuję tutaj pewnych ludzi co to nie zeszczają się na widok stwora. - Mówiąc to podążył wzrokiem po chłopkach uwijających się na polanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blondi


avatar

Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
162/180  (162/180)
Punkty Reiatsu:
900/990  (900/990)

PisanieTemat: Re: Zachodnia dzielnica   2017-09-28, 23:33

Powtarzał więc te same informacje co usłyszała w karczmie. Dalej nie było to pewnie bo mógł jedynie podburzać, ale też nie miała czasu na szukanie informacji u źródła. Będzie musiała to zorganizować inaczej. Nim jednak wymyśliła dokładnie jak to facet ją uprzedził swoim pytaniem. Uśmiechnęła się.
-Trochę się widziało, trochę się walczyło. Teraz młodego przyuczam-Wzruszyła ramionami. Zapaliła jej się przez to lampka. Nie była co prawda pewna czy to dobry pomysł ale... W sumie musiała to sprawdzić-Taaaaaa... Oczywiście, widzę tą determinację... Słyszałam nawet, że ponoć idą jacyś łowcy pustych. Oni są u was najsilniejsi?-Zapytała ciekawsko. Poczekała na odpowiedź. Wieść była świeża, więc jak ktoś tutaj trafiał to co najwyżej przypadkiem. Nie spodziewała się nie wiadomo jakiej mocy po tutaj zgromadzonych. W każdym razie, jakby jej przypuszczenie się potwierdziło, albo wskazałby kogoś innego, zapytałaby gdzie ich może znaleźć. I zamierzała tam pójść.
-Muszę sprawdzić ile są warci-Szepnęła do Daisuke, gdy już się będą oddalać od zasięgu uszu władyki. Taki przynajmniej miała pomysł. Delikatnie. Żadnego machania żelastwem, bo jak się przeliczy to będzie bardziej bolało niż jakby miała dostać parę kopów i sierpowym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Big Sis Haru

Karta Postaci
Punkty Życia:
70/70  (70/70)
Punkty Reiatsu:
110/110  (110/110)

PisanieTemat: Re: Zachodnia dzielnica   2017-10-01, 21:30

- Taaaaaa, oprócz was tylko bracia rębajły przybyli na łowy. Siedzą sobie o tam, przy tamtym namiocie. - Wskazał podbródkiem. - Sprawdzeni ludzie. Rok temu pomogli nam się uporać z jednym pustym. Możecie się powymieniać doświadczeniami, ale wpierw jeśli się zdecydujecie na udział w wyprawie musicie wiedzieć, że końcowe profity rozdam w zależności od zasług. Także lepiej nie zasypiajcie wiśni w popiele.
Wskazany namiot zdawał się dość szeroko omijany przez resztę towarzystwa. Nic dziwnego spojrzawszy na to jakie indywidua przed nim siedziały. Trójka rosłych niczym niedźwiedzie mężczyzn o muskułach jakby wykutych z kamienia. Każdy ogorzały i łysy, każdy z czarnym wąsem o koniuszkach opadających, aż za brodę. Jednakowo ubrani w szaroniebieskie kimona z oberwanymi rękawami, dzięki czemu można podziwiać tatuaże przedstawiające różne maszkary - chyba pustych.
Z jednego łona zuchy musieli wyjść, jednak burzliwe koleje życia naznaczyły ich tak, że dało się odróżnić jednego od drugiego.
Pierwszy majstrował przy rzemieniach powyginanego napierśnika. Łysinę oznaczała blada błyskawica blizny. Drugi, co przymocowywał cięciwę do kuszy (chociaż bliżej temu było do miniaturowej balisty) brakowało połowy lewego ucha. Trzeci zaś mazał szmatką po klindze szerokiej na dłoń dorosłego mężczyzny i długiej na tyle samo co Ishifone. Jednooki, bo prawą gałkę zasłaniała skórzana opaska.
Zajęci swoimi sprawami nie zwracali uwagi na otoczenie, albo też rozmyślnie je ignorowali.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blondi


avatar

Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
162/180  (162/180)
Punkty Reiatsu:
900/990  (900/990)

PisanieTemat: Re: Zachodnia dzielnica   2017-10-01, 22:20

Tylko oni się zgłosili? A to całe pozostałe towarzystwo to co, statyści? Ale może mówił o tych co byli kimś więcej niż chłopkami, tak też mogło być. Ile jednak byli warci? Czy byli silniejsi od niej? Znała tylko jeden sposób by się przekonać, ale było to konieczne by się czasem nie przejechała.
-No no-Ishifone kiwnęła głową, udając iż taki układ jej całkiem odpowiada. Tak naprawdę nie miała opinii, i na razie tylko jedno chodziło jej po głowie-To ja się jeszcze odezwę
Daisuke nie skomentował jej wyborów życiowych, czyli prawdopodobnie żadna czerwona lampka mu się nie zapaliła. To dobry znak. Znaczy zły. Zależy jak na to spojrzeć, jej nie zależało na tym, by się nabawić kolejnej kontuzji, ale też ruszanie z bandą która jest poniżej jej poziomu... średni interes. Zwłaszcza, jeżeli to faktycznie Kirin.
Ale początki były niezłe. Widać było, że nie byli pierwszymi-lepszymi zakapiorami i swoje doświadczenie mieli. Jeden chyba był od balisty... Czy co on tam miał w dłoniach, drugi daikataną machał, a trzeci... Miała wrażenie, że skoro nie miał broni to chyba gołymi rękoma rozrywał. Hm. Ciekawe. Wszyscy omijali ich szerokim łukiem i w sumie nie dziwota, ale sama nie przejmowała się tym za bardzo.
-Hej!-Mimo to nie wyglądała na wystraszoną czy nawet przejętą ich wyglądem. Stanęła sobie luźno przed nimi-Bracia rębajły, hm?-Poczekała, aż chociaż wykażą cień zainteresowania jej osobą. Jak nie... Trudno, ciągnęła dalej, nie będzie się przecież przejmowała.
-Tak słyszałam przy tej wyprawie, że jesteście tu najtwardsi. Zastanawiam się, ile to znaczy... Czy bylibyście skłonni mi to pokazać?-Zapytała z lekkim uśmiechem. Do czasu, aż o czymś pomyślała, bo wtedy się poszerzył-Na przykład przy lekkim, koleżeńskim sparingu? Nie rozerwiecie mnie chyba, prawda?
Cóż. Na pewno nie byli w ciemię bici, jeżeli te tatuaże to faktycznie byli puści. Ale ona też sroce spod ogona nie wypadła. Zerknęła mimo to na Daisukę by zobaczyć, czy może jednak daje jej jakieś sygnały czy coś.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Big Sis Haru

Karta Postaci
Punkty Życia:
70/70  (70/70)
Punkty Reiatsu:
110/110  (110/110)

PisanieTemat: Re: Zachodnia dzielnica   2017-10-02, 20:02

Kątem oka dostrzegła, że kilku chłopa przystanęło i teraz spoglądali z zainteresowaniem na zbliżającą się do rębajłów Ishifone. Daisuke szedł z tyłu, ale wciąż trzymał się na tyle blisko żeby w razie czego móc od razu wspomóc mentorkę.
Początkowo bracia nie wykazali choćby cienia zainteresowania. Głusi na słowa nie zaprzestali konserwacji swego ekwipunku. Dopiero gdy padła propozycja sparingu, ten z opaską na oku podniósł łysy łeb. Reszta dalej nie reagowała.
- Oszczędzaj swe siły strażniczko, bo w decydującym momencie może ci ich zabraknąć - przemówił jednostajnym głosem brzmiącym nieco jakby należał do wyjątkowo beznamiętnej nawigacji samochodowej. Z błękitnego oka wydzierało puste spojrzenie, które skierował ponownie na olbrzymią klingę.
Zerknęła na Daisuke, który chyba nie wyczuł niczego konkretnego, bo tylko wzruszył ramionami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Blondi


avatar

Mistrz Gry : Kuchiki Kyosuke

Karta Postaci
Punkty Życia:
162/180  (162/180)
Punkty Reiatsu:
900/990  (900/990)

PisanieTemat: Re: Zachodnia dzielnica   2017-10-02, 21:22

Co mogła sobie Ishifone pomyśleć? Wiele rzeczy, ale łowcy nie dali jej nawet cienia satysfakcji, co ją trochę zirytowało. I chyba oficjalnie stała się strażnikiem, skoro nawet bardziej doświadczeni łowcy ją tak nazywali. Tylko czy to był komplement, czy też bardziej obelga? Stwierdzenie faktu? Sama się tak nie tytułowała, jak ponoć niektóre chłystki lubią robić.
Mimo nie uzyskania tego czego się spodziewała postanowiła nie rozkopywać dziury w mrowisku. Taka postawa mogła z jednej strony być przejawem doświadczenia, a z drugiej przekonania, iż nie jest warta ich czasu i wysiłku. To drugie ją irytowało jeszcze bardziej, ale tak jak pozory mogły mylić, tak mogły być w stu procentach zgodne z prawdą. Wyglądali na doświadczonych, a leszcze nie rzucają się na pustych. Zwłaszcza w tych stronach, gdzie ponoć są bystrzejsze i silniejsze.
Tak sobie to wszystko dziewczę wykoncypowało. Dalej jednak nie miała odpowiedzi na swoje pytanie, to też nadęła nieco policzki i wypuściła powietrze z cichym plumknięciem.
-No nic, mówi się trudno. A i może macie trochę racji-Oparła lewą rękę o swój bok. Krótkie rozeznanie po okolicy wykazało, że scenka wzbudziła trochę zainteresowania. Chwilę się zastanowiła co robić, co jednak nie odebrało jej rezonu. Ot, spodziewała się czegoś innego-To bywajcie
Obróciła się na pięcie. Miała swój własny plan i zamierzała się go trzymać. Rekonesans. Spokojna podróż po górach w poszukiwaniu tego, na co polowali. Wyszła z całego obozowiska, kierując się na szlak.
-Musimy być ostrożni, Daisuke-Odezwała się do swojego towarzysza, gdy tylko oddalili się trochę od obozu-Gdy tylko cokolwiek zwęszysz czy wyczujesz, masz mi dać znać. Będzie to pusty, to zawrócimy i do nich dołączymy. Coś innego... to zobaczymy na miejscu-Tak przedstawiał się jej plan. W końcu uruchomił się jej nieco ostrożniejszy tok myślenia. Chociaż czy można nazwać takowym cokolwiek co jest częścią samotnego wypadu na bestię?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imperator Kuchiki



avatar

Oddział : Dywizjon 7
Mistrz Gry : Big Sis Haru

Karta Postaci
Punkty Życia:
70/70  (70/70)
Punkty Reiatsu:
110/110  (110/110)

PisanieTemat: Re: Zachodnia dzielnica   2017-10-03, 16:11

Bracia rębajły nie kłopotali się udzieleniem odpowiedzi, a gapie rozeszli się chyba nieco rozczarowani, iż nie nastąpił ciekawszy rozwój zdarzeń.
- Coś z nimi nie tak - odezwał się Daisuke, gdy przemierzali las poza zasięgiem wścibskich uszu. - Znaczy się nie wyczułem od nich jakiejś złej woli, ale coś z nimi nie tak.
Chłopak zachmurzył się starając lepiej wyrazić swe myśli, lecz nic na myśl nie przyszło, wiec tylko pokręcił głową zrezygnowany.
- Teraz niczego złego nie wyczuwam. Hmm, ale czy na pewno powinniśmy tak się oddalać? Jak nic nie wykryję, a coś niedobrego będzie się kryć w pobliżu, to... no... nie chcę żeby skończyło się tak jak ostatnio.
Chłodne powietrze przepojone wonią sosnowych igieł było jeszcze czystsze od tego otaczającego lasy wokół mistycznego dworku w świecie żywych. Nic poza orzeźwiającym zapachem nie czuła. Ptaki nad ich głowami również świergotały beztrosko, ale wspinali się coraz to wyżej i kto wie co czekało na samym szczycie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Zachodnia dzielnica   

Powrót do góry Go down
 
Zachodnia dzielnica
Powrót do góry 
Strona 5 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Świat :: Soul Society :: Rukongai :: Tereny Mieszkalne-
Skocz do:  
Forumotion.com | © phpBB | Free forum support | Kontakt z | Report an abuse | www.sosblogs.com