IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Nabór na stanowiska Mistrzów Gry! Rekrutacja na GG: 2785425!
Pomoc dla nowych graczy

Lista aktywnych Mistrzów Gry:
Kamys 5/3 | Izdurbal Tenshi - 3/4 | Kuchiki Kyosuke - 6/3
CZaras – 2/3 | Shadow - 1/1 | Kaz- 1/1 | Kovacs - 0/1 |
Watanabe no Tsuna
- 2/3* (możliwe dodatkowemiejsce o ile KP zainteresuje, zaś gracz będzie aktywny)


Share | 
 

 Aki Daichi [Shinigami]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Misza






Karta Postaci
Punkty Życia:
0/0  (0/0)
Punkty Reiatsu:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Aki Daichi [Shinigami]   Sob 4 Lip 2009 - 15:46

DANE:

IMIĘ: Aki
NAZWISKO: Daichi
Profesja: Shinigami
Płeć:
Mężczyzna otrzymuje: +1 Wytrzymałość, +1 Siła, -2 Zręczność.
Wiek: 30 lat
Waga: 82 kg
Wzrost: 190cm
Wygląd:
Zaczynając od początku. Me długie falowane włosy do pasa zwykle noszę rozpuszczone, gdyż nic nie jest w stanie ich na długo związać. Pod światło zyskują nieco czerwonawego koloru. Ze względu na moja naturalną niechęć do słońca, nie opalam się i unikam go, przez co moja skóra jest blada. Bluzka jest stworzona w japońskim stylu i zarazem prosta bez rękawów. Jest w moim ukochanym czerwonym kolorze i ma srebrne zapięcia. Ponadto jest szeroka. Spodnie są w kolorze czarnym, również szerokie. Przepasane są na wysokości bioder białym obi, do którego za plecami przymocowany jest mój miecz. Tkwi on w czarnej, bardzo twardej (wzmacnianej od wewnątrz) pochwie, która jest szersza przy końcówce ostrza, co stanowi przeciwwagę dla rękojeści w kolorze ciemnej czerwieni. Bardzo skrupulatnie ukrywam wielki tatuaż w kształcie smoka na plecach. Dodatkowo moje przedramiona są obwiązane taśmą w tym samym kolorze co rękojeść miecza, która zaczyna się w pobliżu łokcia i kończy na nadgarstku. Ponadto na prawej ręce mam ciekawą rękawiczkę, która jest połączona z już wymienioną przeze mnie taśmą...

Charakter: Jestem osobą niezwykle małomówną i podchodzę ze stoickim spokojem do świata. Strasznie lubię rysować i miłuję przyrodę. Jestem troszkę roztrzepany, lecz cechuję się niebywałą inteligencją. Moimi ulubionymi kolorami jest czerń i czerwień, zaś z potraw uwielbiam wszelkiego rodzaju sałatki. Podejmuje decyzje wolniej niż wszyscy, a jest to uwarunkowane tym, że szczegółowo analizuję wszelkie za i przeciw. Ponadto jestem osobą niezmiernie złośliwą i lubię ironię. Kiedy mam zły dzień, ukazuje się moja sadystyczna natura.

Ekwipunek: Zanpakutou, Gikongan x5, Giga, strój Shinigami, odznaka shinigami.

HISTORIA:
Byłem w miarę normalnym chłopcem i do tego czasu nic się nie działo. Fascynowałem się Japonią i nauczyłem się języka. Moi rodzice także chcieli mieszkać w Japonii, więc gdy miałem 15 lat wyjechałem z mojego ojczystego kraju Polski i udałem się wraz z rodziną do miasta zwanego Karakura. Moja starsza siostra nie była szczęśliwa z tego powodu, lecz szybko zmieniła zdanie gdy przybyliśmy na miejsce. Wszyscy dostaliśmy obywatelstwo i nową tożsamość. Aktualnie nazywam się Aki Daichi. Siostrzyczka i moi rodzice szybko się zaklimatyzowali w nowym otoczeniu. Ja miałem z tym większe problemy. Nasz przyjazd pokrył się z końcówką wakacji, więc trzeba było szybko wysłać mnie do liceum. Trafiłem do nudnej klasy nic ciekawego się nie działo, do czasu… No właśnie po 3 miesiącach zacząłem widywać dziwne kontury, niewyraźne kształty. Po 6 miesiącach od przyjazdu widziałem już co to było. Potwory niczym z koszmarów, ludzi z łańcuchami przymocowanymi do klatki piersiowej, co ciekawe zerwane jakby wydostali się z więzienie i tych dziwnych wojowników z tradycyjnymi mieczami i w dziwnych ubraniach. Bałem się o tym komukolwiek mówić. Zaraz po tym kilka dziwnych osób zainteresowało się mną. Oczywiście, ignorowałem to wszystko… Po pewnym czasie przestałem zwracać na wszystko uwagę i tak mijały lata. Ze względu na moją inteligencję, ukończyłem szkołę z wyróżnieniem, po czym udałem się na studia psychologiczne, które również ukończyłem bez problemu. Niedługo potem rozpocząłem swą karierę jako psycholog. Dni mijały, a każdy dzień był podobny… W wieku 26 lat podjąłem studia medyczne, oraz zacząłem z jakiś dziwnych pobudek, praktykować magię… Brzmi to śmiesznie, ale odprężało to mnie w wielkim stopniu. Gdyby tego było za mało, zacząłem także trenować karate, jednakże szybko zrezygnowałem… Po 4 latach ukończyłem kolejne studia z wyróżnieniem, lecz nie pomogło mi to w niczym… Nadszedł dzień moich urodzin… Ze względu na to, iż rodzina znów znalazła się w innym kraju, dostałem od nich tylko telefon z życzeniami… Jak miało się okazać były to ostatnie życzenia w moim krótkim życiu… Po skończonej pracy udałem się do parku, który był ukochanym przeze mnie miejscem. Kiedy się przechadzałem tamtędy nagle coś się stało. Poczułem niewyobrażalny ból i straciłem przytomność…
Stałem się duszą, taką samą jak pozostałe, które widziałem. Miałem ten nieznośny łańcuch, tylko że… no właśnie był dłuższy. Co będzie jak ktoś go zobaczy pomyślałem, więc go związałem. Jak skończyłem instynkt mi powiedział, że coś jest nie tak. Podniosłem wzrok i… ujrzałem je !!! Grupkę tych stworów rodem z horrorów. Czułem, że wcale nie chcą mi powiedzieć konnichiwa ( było dobrze popołudniu) i pogratulować mi szybkiego przejścia do świata… no właśnie czego, duchów? Po tym co widziałem przez te 15 lat już nic nie było w stanie mnie zaskoczyć. Puściłem, się biegiem w stronę lasu, do którego często chodziłem. Słyszałem je za sobą, te wstrętne bestie, słyszałem ich ryki, takie nienaturalne. Nie chciałem się odwracać, bo wiedziałem, że gdyby miały mnie dogonić to i tak by mnie dogoniły a kto wie czy te ułamki sekund nie zmieniłyby wszystkiego. Biegłem najszybciej jak potrafiłem, dopiero po chwili zdając sobie sprawę, że wrzeszczę : ZOSTAWCIE MNIE!!!. Wiem, że była to głupota, byłem wręcz pewny, że te stwory nic z tego nie rozumieją. Zobaczyłem przed sobą tego dziwnego… no właśnie człowieka? Z pewnością nie, mimo że tak wyglądał. Czułem to głęboko w sobie to nie mógł być człowiek. Ten wojownik zaczął biec w moją stronę, lecz przebieg tuż obok wyciągając katanę. Przebiegając szepną coś do mnie, ale byłem zbyt przerażony, aby zrozumieć co. Nie zatrzymałem się aby pooglądać walkę. Czułem, że to nie miało sensu, czułem, że ten wojownik prawie w ogóle nie różni się od tych stworów. Biegłem dalej nie zwracając na nic uwagi. Moim celem była jaskinia, w której tak często się chowałem przed światem. W końcu widziałem już ją. Nie miałem pojęcia jak przebiegłem taki kawał drogi, ale nie to się liczyło. Nagle, tuż przede mną, nie wiadomo skąd i jak wyrósł jaszczuropodobny potwór. Nie myśląc wiele zacząłem biec w prawo. Kątem oka zauważyłem jeszcze, że pojawił się inny wojownik, a raczej wojowniczka… Co ciekawe była ubrana dokładnie tak samo co tamten facet. Ale jej miecz był piękniejszy, bogaty w zdobienia. Nie widziałem jak ani kiedy, ale kobieta przecięła tą bestie, która chwilę potem się rozpłynęła. Potem już tylko byłem skupiony na tym, aby jak najszybciej się oddalić. Po jakiejś godzinie biegu znalazłem zaułek i tam się ukryłem. Tak minęły bodajże 2 dni. O poranku 3 dnia tuż obok pojawił się kolejna dziwna kreatura. Patrzyła wprost na mnie tymi swoimi złowrogimi ślepiami. Zbliżyła się powoli, a ja przeklinałem siebie, że byłem na tyle głupi aby wybrać miejsce bez drogi ucieczki. Rozmyślałem nad swoją beznadziejną sytuacją, kiedy znikąd, jak zawsze, pojawiła się ta dziwna wojowniczka z wczoraj. Znowu nie widziałem jak ani kiedy, ale widziałem, że rozcięła tę jaszczurkę z białą… maską, a może to była jego gęba. Mniejsza z tym, to coś zostało rozcięte na pół. Zanim się zorientowałem, ta kobieta była tuż przy mnie. Zdążyłem zrobić jedynie przerażoną minę, zanim uderzyła mnie w czoło rękojeścią swojego miecza. Zobaczyłem jeszcze światło pod sobą, a potem… zasnąłem bodajże. W tym śnie widziałem miasto zbudowane ze światła na czarnym gruncie, a nad nim krążącego, świetlistego smoka. Spojrzał na mnie i wydawał się mówić coś do mnie, ale nie byłem w stanie go usłyszeć. Zaraz po tym zalało mnie światło i… obudziłem się w jakimś dziwnym miejscu ubrany w kimono…
Gdy obudziłem się w samym kimono na ziemi, zdziwiłem się. W końcu nie pamiętałem, abym się przebierał. Szybko wstałem i rozejrzałem się dookoła… CO TA KOBIETA ZE MNĄ ZROBIŁA?! Musiałem zadać sobie to pytanie, gdyż znalazłem się w nieznanym dla mnie miejscu. Nie widziałem w Japonii tak prymitywnej mieściny i tak ogromnych obszarów leśnych. Budynki w tym miejscu były byle jak sklecone. Z czystym sumieniem można by je nazwać ruderami, lecz dalej widziałem coraz lepiej zbudowane budynki. Ku mojemu zdziwieniu widziałem praktycznie świetnie, bo dopiero po 5 minutach zorientowałem się, że jest późny wieczór. Tak więc z zamiarem sprawdzenie co się kryje dalej ruszyłem naprzód. Lecz po pierwszym kroku nadepnąłem na coś… Ciało! I w dodatku dziecka. Po przyjrzeniu się uważniej zobaczyłem, że cała ulica jest wypełniona ciałami. To wizja prawdziwej masakry, a wśród tej masakry znajdował się osobnik ubrany dokładnie tak samo jak ci, którzy zwalczali te demony w moim świecie. Podszedłem trochę bliżej, aby przyjrzeć się temu wojownikowi i ku mojemu zdziwieniu był on nabity na własną katanę. Przynajmniej tak mi się zdawało. Cud się stał, że trenowałem władanie mieczem. Trochę niepewny tego co robię i tego co może mnie czekać przewróciłem zwłoki wojownika i wyciągnąłem z niego miecz. Od jego pasa odwiązałem pochwę i przywiązałem do własnego. Pomyślałem, że pierwsze co to należy znaleźć kryjówkę i jedzenie. Tak więc zacząłem przeszukiwać domy w okolicy. Trwało to bardzo długo, a w domach oprócz żywności znajdowałem kolejne zwłoki. Gdy wszedłem do kolejnej rudery i przeszukałem ją coś przykuło moją uwagę. Po chwili zrozumiałem, że to było niebieskie światło dochodzące z ulicy. Ostrożnie podszedłem do drzwi i wyjrzałem na zewnątrz… a tam niesamowity i trochę przerażający widok. Zwłoki leżące na ulicy zniknęły a w ich miejsce pojawiły się niebieskie światełka ulatujące do nieba. Były ich miliony… Nagle na myśl mi przyszło, że tak wygląda śmierć w tym świecie. Nie wiedziałem skąd się pojawiła w mojej głowie ale byłem prawie pewien, że ma rację. Obok niej odezwał się rozsądek. Cokolwiek spowodowało tu taką masakrę, może wrócić. Tu pojawił się mój pierwszy dylemat w tym świecie. Mianowicie czy udać się w głąb lasu, czy też skierować się w stronę lepszych dzielnic. Problem był taki, że nie wiedziałem z której strony pojawiło się zagrożenie, lecz sądząc po stanie zwłok, które widziałem założyłem, że przyszło z lasu… i wtedy do mnie dotarło, że śmierć innych nie robi na mnie najmniejszego wrażenia, nawet jeżeli ciała zostały zmasakrowane. Wstrząsnęło mną to do głębi. To zdecydowanie było nienormalne i stwierdziłem, że to wina tej kobiety. Odłożyłem jednak swe przemyślenia na bok i udałem się w głąb lasu z tobołkiem wyładowanym jedzeniem, który znalazłem w ostatnim domu. Później się dowiedziałem, że dzięki tej zdroworozsądkowej decyzji przeżyłem. Wracając do opowieści, błąkałem się po lesie, aż dotarłem do dziwnego i opuszczonego budynku. Co ciekawe był on w nienaruszonym stanie, a gdy wszedłem do środka był on bardzo czysty. Jednak byłem na tyle zmęczony, że nie rozmyślałem nad tym i położyłem się na łóżku.
Rano obudziło mnie coś lodowatego. Gdy otworzyłem oczy zobaczyłem właściciela tego domu, staruszka, który mimo wszystko wyglądał jakby wiedział jak wykorzystać klingę, którą trzymał. Od razu mnie zapytał co tu robię. Szybko powiedziałem, że opowiem mu moją historię jeżeli zabierze ode mnie ostrze. I tak opowiedziałem moją historię do tego momentu staruszkowi. Troszeczkę z niedowierzaniem, ale przyjął moją opowieść do wiadomości. Zaraz po tym mnie uraczył opowieścią o tym co się wydarzyło. Okazało się, że tak zwani bounto podżegali najbiedniejsze części SS i przepuścili atak na seretei. Zauważył, że jestem zupełnie zielony w tej kwestii i zaczął mi mówić o sprawach tego świata. Dowiedziałem się między innymi, że pamięć o swoim poprzednim życiu jest bardzo rzadka. Zaoferował się również, że nauczy mnie jak przetrwać w tym świecie. Nauczył mnie wielu ciekawych technik, jak się okazało później, z powodu swoich znajomości w SS. Tak trenowałem przez rok, pomagając staruszkowi się utrzymać. Pracowałem ciężko i wytrwale. Gdzieś po półtora roku staruszek powiedział mi, że widzi we mnie shinigami (okazało się, że to ci dziwni wojownicy). Niestety niedługo po tym stwierdzeniu, gdy byłem w mieście kupić coś specjalnego na obiad, ogarnęły mną straszne przeczucia. Niestety miałem rację… gdy wracałem pierwszą rzeczą, która mnie zaniepokoiła było cichość panująca w lesie. Gdy dotarłem do domu zobaczyłem hollowa odmiennego od wszystkich. Według wiedzy przekazanej mi przez staruszka był to adjuchas! Wszystko spadło na mnie niczym grom. Zobaczyłem zmasakrowane zwłoki sensei, zniszczony dom i drzewa wokoło. Całe szczęście, że miecz ukryłem w innym miejscu. Rzuciłem zakupy i czym prędzej wyciągnąłem miecz z kryjówki. Wiem, że wtedy nie byłem w stanie trzeźwo myśleć. Zaatakowałem adjuchasa mimo, iż wiedziałem, że nie mam żadnych szans. Mimo to mnie nie obchodziło… czułem w sobie wściekłość, żal, rozgoryczenie, wszystkie te uczucia dodawały mi sił, aby dokonać prawdopodobnie ostatniego aktu w mym życiu, zemsty. Poczułem, że coś się we mnie przełamało. Nagle tak jakby świat spowolnił. Ruszyłem na adjuchasa i czym prędzej ciąłem najpierw po nogach potem starałem się trafić w ogon, gdyż miał on formę przerośniętego lwa szablo zębnego, jakiego można widzieć w muzeum prehistorii. Gdy przeciąłem nogę adjuchas był zaskoczony i rykną, prawdopodobnie z bólu i zdenerwowania. Gdy miałem ciąć go w ogon okazał się szybszy… nagle znalazł się za mną i swą uzbrojoną w pazury łapą pociął moje plecy. Chwilę potem leżałem na ziemi przyciśnięty jego łapą.
- Masz pyszną duszę, chyba wezmę cię jako mój deser… - Warkną hollow, wydawało mi się, że próbował się uśmiechnąć ironicznie. Nic nie odpowiedziałem. Chwilę po tym adjuchas zaczął mnie lizać swoim szorstkim jęzorem i miał już paszcze otwartą tuż przy mojej twarzy kiedy…
Hollow nagle rykną z bólu, i jakaś siła zrzuciła ze mnie jego łapę, a sam pusty odleciał kilka metrów dalej. Tuż przed tym jak zemdlałem, znów ją ujrzałem… Tę samą wojowniczkę, która wtedy mnie tu przeniosła. Miałem ją zasypać gradobiciem pytań, lecz nie starczyło mi sił i zemdlałem. Obudziłem się w jakimś dziwnym pomieszczeniu… Okazało się, że była to siedziba 4 oddziału… Niedługo potem zacząłem uczęszczać na zajęcia w słynnej akademii…

Pieniądze: 100 Ryo (- za Wadę)

STATYSTYKI
(Do rozdania na wszystko 15 pkt (5 za wiek). Początkowa wartość każdej statystyki = 5.)
Atrybuty:
Siła: 7 (+1 płeć,+1 klasa)
Szybkość: 7 (+2 klasa)
Zręczność: 5 (-2 płeć,+2 wolne pkt.)
Wytrzymałość: 6 (+1 płeć)
Inteligencja: 15 (+3 klasa,+7 wolne pkt.)
Psychika: 4 (-3 klasa,+2 wolny pkt.)
Reiatsu: 8 (+1 klasa,+2 wolne pkt.)
Kontrola Reiatsu: 9 (+3 wolne pkt.,+1 za wadę)

OGÓLNE

Udźwig: 70kg
Prędkość(śr.): 7[km/h]. Prędkość, z którą postać może poruszać się przez długi okres czasu, nie męcząc się.
Prędkość(max.): 24[km/h]. Prędkość, z którą postać przemieszcza się zazwyczaj w czasie walki, pościgu, desperackiej ucieczki.

Techniki
Magia: Można na początek wybrać tyle zaklęć ile posiada się inteligencji/3(w przyszłej grze to już się nie liczy). Musimy spełniać ich wymagania. Maksymalny poziom zaklęcia, które jesteśmy w stanie poznać = inteligencja*2.
Poznane Hadou:
#4 - Byakurai (Biała Błyskawica)
#29 - Aisu Yari (Lodowa strzała)

Poznane Bakudou:
#4 - Hainawa (Pełzająca lina)
#18 - Mokuhon (Chwytające Pnącza)
#22 - Nawa (Sznur Niewoli)

Umiejętności:

Sanitariusz
Znakomity Magik
Pojętność
Medycyna

Wady:

Wielki Żarłok


Ostatnio zmieniony przez Aki Daichi dnia Pon 6 Lip 2009 - 13:37, w całości zmieniany 7 razy (Reason for editing : Aakapity, Inne uwagi..., Pomyłka przy Ryo, Wygląd)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kamys





Oddział : Dywizjon 11
Mistrz Gry : Izdurbal

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/290  (102/290)
Punkty Reiatsu:
41/156  (41/156)

PisanieTemat: Re: Aki Daichi [Shinigami]   Sob 4 Lip 2009 - 16:14

Słuchaj miałam dosyć mało czasu i przeczytałam pobierznie, statsów nie sprawdzam bo nie jestem w tym mistrzem, jesli pozwolisz sprawdze potem a teraz tak.

Ja muszę się czegoś czepić

Wiec zwykle dusze o silnym ray widzały pustych i te dusze były wyjatkowo smaczne, twoja postac szybko mogla sie stac przysmakiem.

Ale mniejsza, historia dosyc ladnie opsiana, jak potem sprawdze dokladniej to zapewne dam Ci akcepta
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Benorn






Karta Postaci
Punkty Życia:
0/0  (0/0)
Punkty Reiatsu:
0/0  (0/0)

PisanieTemat: Re: Aki Daichi [Shinigami]   Sob 4 Lip 2009 - 17:19

Historia dobra, charakter tez, wygląd na odwal.
Masz jeden dodatkowy punkt do cech. Masz 3 zaklęcia, możesz mieć 5.


Akcept
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kamys





Oddział : Dywizjon 11
Mistrz Gry : Izdurbal

Karta Postaci
Punkty Życia:
102/290  (102/290)
Punkty Reiatsu:
41/156  (41/156)

PisanieTemat: Re: Aki Daichi [Shinigami]   Sob 4 Lip 2009 - 22:11

Okej doczytałam akceptuje, popraw jedynie z tym co mówi Ben
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Aki Daichi [Shinigami]   Today at 8:30

Powrót do góry Go down
 
Aki Daichi [Shinigami]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Strefa Gracza :: Gracze :: Stare-
Skocz do:  
Free forum | © phpBB | Free forum support | Kontakt z | Report an abuse | Create a blog